Deflacja: największe mity
Jörg Guido Hülsmann
Tłumaczenie: Marcin Zieliński

Perspektywa deflacji straszy polityczny i ekonomiczny establishment zachodnich demokracji. Ich lęki są zrozumiałe, w każdym bądź razie z ekonomicznego punktu widzenia. Rozpatrzmy następujące trzy podstawowe stwierdzenia ekonomii monetarnej:

Zgodnie z pierwszym z nich, zarówno ilość pieniądza, jak i poziom cen nie mają związku z bogactwem narodu. Firmy i gospodarstwa domowe mogą z powodzeniem produkować dane ilości dóbr konsumenckich przy dowolnym poziomie cen i dowolnej nominalnej ilości pieniądza. Podstawowym źródłem ludzkiego dobrobytu są oszczędności, technologia i przedsiębiorczość – a nie podaż pieniądza i poziom cen.

Według drugiego stwierdzenia, jeżeli zmiany w podaży pieniądza nie wpływają na agregatowy poziom dobrobytu narodu, to zmieniają dystrybucję zasobów pomiędzy członkami społeczeństwa. W przypadku rosnącej podaży pieniądza, na przykład, pierwsi właściciele dodatkowej ilości pieniądza są beneficjentami kosztem wszystkich innych posiadaczy pieniędzy. Zauważmy, że taki efekt redystrybucyjny zachodzi nie tylko w przypadku zmiany ilości pieniądza, ale także w przypadku jakiejkolwiek zmiany w podaży innych dobra. Istnieje znacząca różnica pomiędzy pieniądzem i wszystkimi innymi dobrami, ale tylko w przypadku reżimów opartych na pieniądzu fiducjarnym. To sprowadza nas do trzeciego stwierdzenia:

Reżim oparty na pieniądzu fiducjarnym znacząco ułatwia redystrybucję zasobów wewnątrz społeczeństwa. Pozwala właścicielom pras drukarskich oraz ich politycznym i ekonomicznym sojusznikom wzbogacać się znacznie szybciej i przy o wiele mniejszym koszcie niż jakiemukolwiek innemu producentowi w jakiekolwiek innej branży. To wyjaśnia, dlaczego rządy przez stulecia dążyły o ustanowienia papierowej waluty. A także wyjaśnia, dlaczego, po tym, jak osiągnęły ten cel w XX wieku, rządy i ich biznesowi sojusznicy wkroczyli na ścieżkę gwałtownego wzrostu. Wraz z pojawieniem się państwa dobrobytu (welfare state) w XX wieku, Wall Street i sektor bankowy zaczęły rosnąć w siłę znacznie szybciej niż prawie każdy inny sektor gospodarki.

Nie byłoby to możliwe na wolnym rynku pieniądza, ponieważ nikt nie zaakceptowałby banknotów, których siła nabywcza zależy od kaprysów ich producenta. I rzeczywiście, pieniądz papierowy nigdy nie zaistniał na prawdziwie wolnym rynku pieniężnym[1]. Zasadniczo jest to pieniądz fiducjarny – pieniądz, który rząd narzuca swoim obywatelom. Pieniądz papierowy jest chroniony przez prawa o „legalnym środku płatniczym,” co oznacza, że ty czy ja możemy zostać zmuszeni do zaakceptowania go jako zapłaty, nawet jeśli kontraktowo ustaliliśmy zapłatę w innych dobrach. Co więcej, w wielu krajach pieniądz papierowy jest chroniony przed jego głównymi konkurentami, takimi jak monety zrobione z metali szlachetnych, za pomocą prawa podatkowego – podatek obrotowy i od zysków kapitałowych stosują się do tych metali, ale nie stosują się do pieniądza papierowego. W skrócie, pieniądz papierowy jest pieniądzem monopolistycznym; wzbogaca on szczęśliwą garstkę społeczeństwa kosztem wszystkich innych.

Deflacjofobia naszych elit jest zatem racjonalną reakcją tych, którzy czerpią zyski z przywilejów, które zapewnia im obecny reżim inflacyjny, i którzy ponieśliby większą stratę niż jakakolwiek inna grupa, jeśli ten reżim zostałby odwrócony przez deflacyjny przewrót. Długotrwała inflacja jest oparta na monopolu. Deflacja przynosi świeży powiew wolnego rynku. Prawdziwe elity będą oczekiwały deflacji dokładnie z tego powodu, że osiągnęły one swoje kierownicze pozycje wyłącznie dzięki dobrowolnemu poparciu przez innych członków społeczeństwa. Nie muszą się obawiać deflacji – malejącej podaży pieniądza – gdyż ich przywództwo jest oparte na użytecznych usługach przedsiębiorczych, których dostarczają swoim współtowarzyszom – usługach, które przetrwają jakiekolwiek zmiany w podaży pieniądza lub poziomie cen.

Ale dużą część naszych współczesnych elit stanowią „fałszywe elity” lub „polityczni przedsiębiorcy.” Ci mężczyźni i kobiety zawdzięczają większą lub mniejszą kwotę dochodu czy też prawo do podejmowania decyzji prawnym przywilejom, które chronią ich przed konkurencją i które wzbogacają ich kosztem innych ludzi. Fortuny wielu politycznych przedsiębiorców są bezpośrednio lub pośrednio powiązane z monopolem pieniężnym Systemu Rezerwy Federalnej (Federal Reserve System). Dzieje się tak tylko dlatego, że Fed może stworzyć prawie nieograniczoną ekspansję podaży pieniądza. A ta inflacja z kolei finansuje prawie nieograniczoną ekspansję aktywności rządu federalnego i rządów stanowych oraz tych, którzy zasadniczo bardziej polegają na umiejętności lobbowania w Fedzie niż na jakości swoich produktów w celu osiągnięcia i utrzymania pozycji kierowniczych.

Polityczni przedsiębiorcy mają zatem prawo obawiać się deflacji. To deflacja zabiera im źródło ich bezprawnych dochodów i stawia ich w jednakowej sytuacji ze wszystkimi innymi członkami społeczeństwa, których dochody biorą się z wysiłku dostarczenia usług w środowisku konkurencyjnym.

Ale te przywileje mogą przetrwać tylko z powodu powszechnej ignorancji na temat prawdziwego charakteru deflacji[2]. Bliższe przyjrzenie się pokazuje, że argumenty przeciwko deflacji bezpośrednio spoczywają na litanii inflacjonistycznych mitów. Do których się teraz zwracamy.

Mit nr 1: Nie można zarobić na życie i odnosić zysków, gdy poziom cen spada.

Większa część naszej analizy będzie dotyczyć deflacji w sensie malejącej podaży pieniądza. Ten przypadek jest najbardziej interesujący z politycznego punktu widzenia, gdyż niewielu ekonomistów i laików jest gotowych przyznać jakiekolwiek korzyści deflacji w tym sensie. Ale zanim zwrócimy się do tego przypadku, zbadajmy w skrócie charakter deflacji w nieco innym znaczeniu, mianowicie w sensie spadku ogólnego poziomu cen. Ten rodzaj deflacji spotyka się ze znacznie mniejszą krytyką, ale może być użytecznym zajęcie się nim na początek, żeby się rozgrzać przed dalszą dyskusją.

Zatem, czy jest prawdą, że nie można zarobić na życie i osiągać zysków, gdy poziom cen spada? Pomyślny interes nie zależy w ogóle od poziomu cen, ale od różnicy w cenach, lub dokładniej, od różnicy pomiędzy przychodami ze sprzedaży a kosztami nakładu. Ale takie różnice mogą istnieć i istnieją przy jakimkolwiek poziomie cen oraz mogą istnieć i istnieją nawet gdy mamy do czynienia z powszechnym spadkiem cen. Zasadniczą przyczyną jest to, że przedsiębiorcy mogą antycypować malejące ceny, tak jak mogą antycypować rosnące ceny. Jeżeli antycypują przyszły spadek sprzedaży, mogą zbijać obecne ceny czynników produkcji, aby mieć gwarancję zyskownej produkcji i dać zatrudnienie wszystkim chętnym do pracy. To jest dokładnie to, co się wydarzyło w kilku okresach historii współczesnej, w których nie zapobieżono deflacji inflacjonistycznymi środkami zaradczymi.

Na przykład, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Niemcy mogły pochwalić się naprawdę mocnymi wskaźnikami wzrostu pod koniec XIX wieku, podczas gdy przez ponad dwie dekady w obu krajach poziom cen spadał. W tym okresie wysokość płac w pieniądzu pozostawała na stałym poziomie, ale realne dochody efektywnie wzrastały, gdyż za tę samą ilość pieniędzy można było kupić więcej dóbr konsumenckich. Zatem ten deflacyjny okres był korzystny dla szerokich mas, co doprowadziło do pierwszego poważnego kryzysu teorii socjalistycznej, która przewidywała, że nieokiełznany kapitalizm przyniesie dokładnie odwrotny rezultat. Wtedy pojawili się Eduard Bernstein i inni rewizjoniści, którzy argumentowali na rzecz zmodyfikowanego socjalizmu. Również dzisiaj strasznie potrzebujemy rewizjonizmu – to jest rewizjonizmu deflacyjnego.

Mit nr 2: Chociaż malejące ceny są dobre, to niedostateczny agregatowy popyt jest zły.

To wariant mitu nr 1. Chociaż obrońcy tego mitu zgadzają się z opinią, że malejące ceny są korzystne z punktu widzenia konsumentów, to są jednak wyraźnie niekorzystne z punktu widzenia producentów. W szczególności, będzie niewiele bodźców zachęcających do inwestowania w jakikolwiek interes w środowisku malejących cen. Odparliśmy już ten pogląd przez wykazanie, że bezwzględny przyszły poziom cen jest nieistotny dla zyskownego przedsięwzięcia. Czynnikiem mającym znaczenie jest możliwość uświadomienia sobie różnicy pomiędzy przychodami ze sprzedaży i kosztami nakładu, a ta możliwość istnieje niezależnie od ruchów w poziomie cen.

Teraz nasz anty-deflacjonista może zgłosić następujący sprzeciw: zyskowne przedsięwzięcie w czasach spadających cen zakłada, że biznesmeni mogą obniżać ceny czynników produkcji antycypując wydarzenie. Jeżeli nie uda im się obniżyć cen czynników, to nie będą w ogóle inwestować. Co było do udowodnienia.

Ale ten argument pomija fakt, że wszystkie zasoby są jakoś wykorzystywane w każdym punkcie w czasie. Dlaczego nasi dalekowzroczni przedsiębiorcy nie są w stanie obniżyć cen czynników? Oczywiście, dzieje się tak albo dlatego, że właściciel czynnika produkcji nie jest gotowy sprzedać go po niższej cenie, albo dlatego, że inni przedsiębiorcy zaproponowali nieznacznie wyższe ceny. W drugim przypadku mamy oczywiście inwestycje i aktywność produkcyjną. Wspomniane czynniki są kupowane i sprzedawane – aczkolwiek po niższych cenach niż by można było zaoferować w inflacjonistycznych czasach. A nawet w pierwszym przypadku, czynniki produkcji są inwestowane – są one inwestowane w „rezerwy” właściciela tych czynników i taki rezerwowy popyt spełnia użyteczną funkcję społeczną, podobnie jak inne formy popytu.

Mit nr 3: Nie można zarobić na życie i odnosić zysków, gdy spada podaż pieniądza.

Istoty ludzkie są w stanie antycypować nie tylko spadający poziom cen, ale także konsekwencje zmniejszającej się podaży pieniądza. Takie antycypacje będą zazwyczaj przyspieszać proces deflacyjny i sprawią, że bardzo szybko osiągnie on trwałe „dno” podaży pieniądza. Należy wyróżnić dwa przypadki: A) przypadek bankowego systemu rezerw cząstkowych działającego na bazie pieniądza towarowego takiego jak złoto lub srebro, i B) przypadek papierowego pieniądza.

W przypadku A, fizyczna podaż złota lub srebra nie może oczywiście zniknąć bez śladu, a zatem pozostaje możliwość osiągnięcia najniższego poziomu w przypadku deflacji banknotów opartych na rezerwie cząstkowej. Taka deflacja zazwyczaj zaczyna się, gdy coraz więcej ludzi odmawia akceptowania tych banknotów jako zapłaty i zwykle kończy się runem na bank, kiedy to nawet właściciele banknotów nie chcą dłużej ich posiadać i ruszają do banku emisyjnego, żeby wykupić za nie złoto lub srebro. Po runie na bank, często podaż pieniądza znacznie się kurczy, ponieważ wszystkie banknoty oparte na rezerwie cząstkowej zniknęły z obiegu. Ale zasoby pieniądza metalowego pozostały i osiągnęły poziom, poniżej którego nie może spaść podaż pieniądza. Nie ma przeciwwskazań, żeby ten proces deflacyjny miał się zakończyć po kilku godzinach czy dniach. Kiedy się zakończy, wiele banków i przedsiębiorców okaże się bankrutami, ale prędzej zbankrutują ci, którzy finansowali swoje przedsięwzięcia za pomocą długu niż ci, którzy korzystali z kapitału własnego. To oczywiście wyjaśnia, dlaczego obecny finansowany długiem establishment w tak zażarty sposób sprzeciwia się deflacji. Ale to nie oznacza, że produkcja nie mogłaby postępować naprzód bez niego – w rzeczywistości może być kontynuowana i będzie kontynuowana u nowych właścicieli.

W przypadku B, nie istnieje dno, poniżej którego proces deflacyjny w redukowaniu podaży pieniądza nie mógłby zejść. Kiedy ludzie nie chcą dłużej posiadać papierowych pieniędzy i zaczynają je sprzedawać po każdej cenie, następuje ciągły spadek siły nabywczej pieniądza, co z kolei może przekonać nawet tych, którzy je kupili, że lepiej będzie, jak się ich pozbędą tak szybko, jak to tylko możliwe. Skutkiem tego jest spirala deflacyjna: coraz mniej skłonni właściciele – coraz mniejsza siła nabywcza – mniej skłonni właściciele – mniejsza siła nabywcza i tak dalej, aż w końcu pieniądz papierowy kompletnie zniknie z obiegu. Zauważmy, że nie oznacza to, że gospodarka koniecznie musi powrócić do stanu barteru. Zazwyczaj w takich przypadkach ludzie zaczynają używać innych pieniędzy, takich jak złoto czy srebro lub zagraniczne pieniądze papierowe. Spirala deflacyjna przynosi zatem uzdrowienie, zastępując gorszy rodzaj pieniądza – gorszy z punktu widzenia używających go – lepszym pieniądzem. Jeszcze raz, nie ma powodu, aby ten proces miał nie zakończyć się w ciągu kilku dni. A zatem nie ma powodu, aby oczekiwać, że produkcja nie zostanie wznowiona przez nowych właścicieli.

Mit nr 4: Deflacja oznacza niższy wzrost gospodarczy niż inflacja

Niektórzy czempioni inflacji przyznają, że produkcja może być kontynuowana po deflacji, a możliwe, że nawet w trakcie deflacji. Ale twierdzą, że wzrost gospodarczy będzie poważnie ograniczony przez konieczne uwarunkowania, do tego stopnia, że byłoby preferowane uniknięcie deflacji poprzez stworzenie inflacji – lub, jak to oni mówią, reflacji.

Trudno jest omawiać takie twierdzenie przy braku powszechnie akceptowanej definicji wzrostu gospodarczego. Jednak pojawia się następujące uwaga: Problem dostosowawczej deflacji w sensie malejącej podaży pieniądza jest nieodłącznie problemem krótkookresowym. Jest to problem zidentyfikowania tych projektów inwestycyjnych, które są najbardziej zyskowne (a zatem najbardziej korzystne społecznie) w nowych warunkach, jakie przyniosła deflacja. W szczególności, deflacja w najgorszym z możliwych przypadków nakłania biznesmenów i właścicieli czynników produkcji do powstrzymania się od użycia majątku, w celu uniknięcia zmarnowania go na jakieś kosztowne przedsięwzięcie. Deflacja jest zatem nieodłącznie trzeźwa, roztropna i finansowo konserwatywna.

Przeciwnie, inflacja stale wabi kapitał do projektów inwestycyjnych, które nie znajdują spontanicznego poparcia innych członków społeczeństwa – kapitalistów, pracowników i konsumentów – ale które są możliwe tylko dlatego, że są finansowane, bezpośrednio lub pośrednio, z pieniędzy pochodzących z pras drukarskich. Najbardziej jaskrawym przykładem jest państwo dobrobytu, które może być finansowane nie dlatego, że istnieje jakakolwiek perspektywa przyszłych zysków, ani nie dlatego, że przyciąga wystarczającą liczbę dobrowolnych datków, ale jedynie dlatego, że jest finansowane z wciąż rosnącej liczby długów, które pewnego dnia zostaną spłacone za pomocą nowych pieniędzy pochodzących z pras drukarskich. Ta uwaga abstrahuje od faktu, akcentowanego przez austriackich ekonomistów, że inflacja może powodować międzyokresowe błędne alokacje kapitału.

Zważywszy na ogromne marnotrawstwo, które podąża za inflacją, nie będzie przesadą założyć, że, zgodnie z każdą definicją wzrostu opartą raczej na hierarchiach wartości poszczególnych członków społeczeństwa niż jakichś arbitralnych kryteriach sprawiedliwości społecznej, deflacja pobudzi wzrost gospodarczy, zarówno w długim, jak i w krótkim okresie.

Mit nr 5: Deflacja jest szczególnie uciążliwa dla grup o niższym dochodzie.

Głównym źródłem dochodu względnie biednych ludzi jest ich praca, a praca jest względnie niespecyficznym zasobem, co oznacza, że może zostać użyta w wielu gałęziach przemysłu. Jeśli pracownik nie może być zatrudniony na obecnym stanowisku, ma zawsze możliwość znaleźć nowe zatrudnienie gdzie indziej, nawet jeśli oznaczałoby to zatrudnienie po niższej cenie rynkowej. Natomiast ludzie względnie bogaci zazwyczaj czerpią większą część swojego dochodu z aktywów finansowych. W końcu te aktywa łączą się z własnością dóbr kapitałowych, które z kolei są bardzo specyficznymi zasobami – bardzo często mogą być one użyte tylko w sposób, w jaki są obecnie używane. Jeżeli takie użycie przestanie być zyskowne, nastąpi mniej lub bardziej dramatyczny spadek ceny rynkowej, często do ceny złomu.

Wynika z tego, że deflacja mniej dotyka grupy o niskim dochodzie niż te o wysokim.

Mit nr 6: Deflacja burzy zaufanie do państwa.

Jest prawdą, że deflacja – w szczególności deflacja w sensie kurczenia się podaży pieniądza – uniemożliwi rządowi ciągłe spłacanie długów publicznych. I jest także prawdą, że rząd przez jakiś czas nie będzie miał możliwości zaciągnięcia nowych kredytów.

Ale jest mitem wiara, że musimy czekać na deflację, żeby doprowadzić do takiego efektu. Dług publiczny jest na wykładniczej ścieżce wzrostu i żaden urzędnik nie mówi nawet o spłaceniu go. Faktem jest, że zachodnie rządy są już na równi pochyłej, co niechybnie musi się zakończyć albo hiperinflacją, albo bankructwem państwa. Jest tylko kwestią czasu, kiedy zniszczą one całą swoją wiarygodność – deflacja mogłaby zaledwie przyspieszyć ten proces.

Zauważmy, że bankructwo państwa niesie za sobą potencjalnie korzystne skutki. W szczególności, rządy będą znów zależne od czerpania dochodów z opodatkowania, a to nakłada zdrowe hamulce na ich ekspansjonistyczne tendencje.

Mit nr 7: Deflacja tworzy bezrobocie.

Niezatrudnienie czynnika produkcji może się zdarzyć tylko w dwóch przypadkach: A) jeżeli właściciel czynnika produkcji nie chce go wynająć po cenie, jaka została mu zaoferowana, lub B) jeżeli prawo zabrania mu zrobienia tego. Nie jest zatem prawdą, że malejący poziom płac powoduje bezrobocie przez jakiś rodzaj wewnętrznej konieczności. Ludzie nie są po prostu bezrobotni. Oni decydują się nie pracować na warunkach (finansowych i niefinansowych) zaproponowanych im przez pracodawcę. Teraz staje się jasne, że żadna rozsądna osoba nie zgodzi się pracować dla kogoś, jeśli płaca i tak nie pozwoli mu na przetrwanie. Ale to sytuacja odmienna od przypadku deflacji. Nie zapominajmy, że wszystkie ceny spadają, a zatem malejące płace są rekompensowane przez równoległy spadek cen dóbr konsumenckich. Jest prawdą, że nie we wszystkich przypadkach mogą być identyczne zależności pomiędzy płacami a cenami dóbr konsumenckich, ale jakiekolwiek odchylenia będą tylko tymczasowe i mogą być pokonane przy pomocy rodziny, przyjaciół czy instytucji charytatywnych.

Niedobrowolne bezrobocie może powstać w przypadku deflacji, tylko wtedy gdy ta ostatnia jest powiązana z prawem o płacy minimalnej, które zabrania pracownikowi oferowania swoich usług po niższych stawkach. Ale żeby było jasne, takie bezrobocie nie jest skutkiem deflacji, ale prawa o płacy minimalnej, które narusza wolność zawierania umów.

Mit nr 8: Deflacja stanowi nierówny i arbitralny ciężar dla obywateli.

Jest prawdą, że deflacja oznacza duży ciężar dla wielu jednostek. Rozpatrzmy tylko fakt, że dzisiaj duża większość amerykańskich gospodarstw domowych zaciąga poważne zobowiązania, zazwyczaj pod zastaw nieruchomości. Jeśli zaczyna się kurczyć podaż pieniądza, przychody gospodarstw domowych spadną i będzie niemożliwe dla nich spłacenie zobowiązań. Trzeba będzie więc koniecznie renegocjować długi i niektóre jednostki będą musiały wnieść sprawę o ogłoszenie bankructwa. Jest także prawdą, że deflacja niesie za sobą nierówne konsekwencje dla poszczególnych obywateli. Niektórzy będą lepiej prosperowali w środowisku deflacyjnym niż prosperowaliby w obecnym inflacjonistycznym reżimie, podczas gdy innym będzie się powodziło gorzej. W końcu jest prawdą, że te redystrybucje są często trudne do porównania z czyimś wyobrażeniem na temat tego, co jest sprawiedliwe, a co nie.

Zatem gdzie jest mit? Mit ten polega na wierze, że tylko deflacja stanowi nierówny i arbitralny ciężar dla obywateli. Prawdą jest, że obecny inflacjonistyczny reżim jest niemniej redystrybucyjny i arbitralny niż jakikolwiek możliwy reżim deflacyjny. Inflacja nieustannie redystrybuuje dochód od ludzi, którzy oferują prawdziwe usługi do ludzi, którzy się mogą cieszyć swoimi politycznymi znajomościami z władcami pras drukarskich.

Nawet jeśli inflacja jest używana „tylko” po to, żeby zapobiec groźbie deflacji, to i tak nie można uniknąć arbitralnych i nierównych skutków redystrybucji. Ostatnią rzeczą, jaką możemy powiedzieć jest to, że deflacja z pewnością nie jest bardziej niesprawiedliwa od inflacji. Ale jak zostanie wykazane poniżej, faktycznie istnieją bardzo namacalne korzyści deflacji, co czyni ją bardziej pożądaną od trwałej inflacji. Ale zanim przejdziemy do omówienia tego punktu, rozprawmy się w skrócie z innym zagadnieniem:

Mit nr 9: Zajmie dekady uregulowanie wywołanych przez deflację sporów prawnych.

Czy nie byliśmy zbytnimi optymistami zakładając, że deflacja będzie sprawą kilku godzin lub dni? Czy nie jest bardziej prawdopodobne, że deflacja zakłóci kontrakty długoterminowe, kontrakty hipoteczne na zobowiązania przemysłu wobec dzierżawców nieruchomości? I czy nie jest bardziej prawdopodobne, że zajmie sądom około dwudziestu lat uporządkowanie miriad najrozmaitszych żądań i roszczeń wzajemnych?

Jest prawdą, że chociaż dostosowanie się struktury cenowej do nowych, stworzonych przez deflację warunków może zająć zaledwie kilka godzin czy dni (ale może też zająć znacznie więcej czasu, jeśli interwencje rządowe będą zakłócać procesy dostosowawcze), to jednak uregulowanie wszystkich sporów prawnych może zająć znacznie więcej czasu. Ale opierając się na empirycznym dowodzie, jest przesadą przypuszczenie, że będzie potrzeba więcej niż kilku miesięcy.

Rozważmy niemiecką deflację, która miała miejsce po bankructwie Darmstädter Bank 13 lipca 1931 roku i trwała przez około dwa lata. Kryzys bardzo szybko zagroził płynności nie tylko sektora bankowego, ale także właściwie wszystkim innym gałęziom niemieckiego przemysłu. Relacje kontraktowe na dużą skalę zostały zdezorganizowane, a zatem doszło nie tylko do bankructw w rozmiarze nie znajdującym precedensu, ale także do ogromnej ilości rewizji wcześniejszych kontraktów, zarówno w sądach, jak i poza nimi, oraz do odroczeń terminów płatności. Bezrobocie wzrosło do prawie 7 milionów, produkcja w wielu firmach została zatrzymana, wynagrodzenia zmalały, podobnie jak wszystkie inne ceny. Radykalny spadek cen nieruchomości zagroził zarówno branży deweloperskiej, jak i kontraktom opartym na zastawie hipotecznym.

Jak zostały rozwiązane te problemy? Więc, problem bezrobocia nie został w ogóle rozwiązany, gdyż rząd stworzył takie warunki, że bezrobocie było nie do uniknięcia: zasiłki dla bezrobotnych i prawo o płacy minimalnej. Skutkiem tego były niepokoje społeczne i dwanaście lat narodowego socjalizmu.

Ale z problemami z rozwiązywaniem sporów prawnych poradzono sobie raczej szybko i skutecznie, po części dlatego, że niemieckie sądy, w świetle hiperinflacji z 1923 roku, zdobyły trochę doświadczenia w radzeniu sobie z dramatycznymi zmianami w sile nabywczej pieniądza. W ogromnej ilości przypadków spory nie doszły nawet do sądów państwowych, ale zostały uregulowane przez prywatne sądy arbitrażowe. Reszta została uregulowana przez sądy państwowe lub zajęto się nimi w serii czterech dekretów, z których ostatni został przegłosowany przez parlament 8 grudnia 1931 roku. Zatem kilka miesięcy po tym, jak deflacja rozpoczęła się, wszystkie konieczne narzędzia prawne i instytucje były na miejscu i działały w miarę efektywnie.

Nie ma powodu, aby przypuszczać, że poradzono by sobie w mniej efektywny sposób we współczesnych Stanach Zjednoczonych, szczególnie jeśli badacze problematyki prawnej skupiliby swoją energię na analizowaniu problemów, które wchodzą w tutaj grę[3].

Mit nr 10: Deflacja w ostatecznym rozrachunku nie przynosi korzyści.

Przy założeniu, że znaczne kurczenie się podaży pieniądza jest równie uciążliwe dla obywateli, co wzrost podaży pieniądza. Ale jest to inny przypadek niż obecny, kiedy to całkiem nieźle dostosowaliśmy już nasze zachowania do środowiska inflacjonistycznego, a pozwolenie na deflację zmusi nas, żebyśmy się od nowa dostosowywali? Nawet jeśli ten proces jest tylko chwilowy, to wciąż wymaga poniesienia kosztów przez wszystkich członków społeczeństwa. Więc jakie są korzyści z deflacji, które mogłyby nakłonić rozsądnego obywatela do poparcia jej, niezależnie od niepewnej perspektywy bycia po stronie zwycięzców w krótko-okresowym procesie redystrybucji o sumie zero, który niesie za sobą deflacja? Tutaj wchodzą w grę następujące rozważania.

Po pierwsze, deflacja jest bardzo skutecznym mechanizmem przyspieszania dostosowania się do nowych okoliczności w świetle większych kryzysów finansowych. Przyczyną tego, jak zauważyliśmy powyżej, jest to, że deflacja dotyka bardziej cen czynników produkcji niż cen dóbr konsumenckich. W konsekwencji deflacja zwiększa różnicę pomiędzy przychodami ze sprzedaży a kosztami nakładu – innymi słowy, zwiększa stopę procentową – a zatem tworzy potężną zachętę do zwiększania oszczędności i inwestycji.

Po drugie, i co równie ważne, deflacja jest jednorazowym procesem, który jednakże ma potencjał zniszczenia instytucji, które wiecznie tworzą inflację, a w szczególności, banków opartych na systemie rezerw cząstkowych i producentów pieniądza fiducjarnego („banki centralne”). Zniszczenie tych instytucji eliminuje „przewagę marży” uwielbianą przez dłużników w odróżnieniu od ludzi samodzielnie finansujących własną działalność. Innymi słowy, władza ekonomiczna i społeczna zostanie zabrana Fedowi i oddana w ręce pojedynczych obywateli. Firmy będą działały na znacznie bardziej sprawiedliwym gruncie, a gospodarstwa domowe będą, o wiele częściej niż teraz, najpierw oszczędzać, a potem kupować dom. Co więcej, zniszczenie machiny inflacyjnej zniszczy główny napęd finansujący państwo dobrobytu. Rządy odtąd będą musiały pozyskiwać swoje zasoby wyłącznie przez opodatkowanie, które pozostaje pod znacznie większą kontrolą społeczną niż godna pogardy, ukradkowa metoda zdobywania zasobów przez nadmuchiwanie podaży pieniądza.

Mit nr 11: Pozwolenie na deflację jest ‘pasywizmem’

W świetle powyższej dyskusji jest jasne, że pozwolenie na deflację nie może być po prostu porównane do apatycznej rezygnacji w obliczu jakichś tajemniczych sił i ślepych mechanizmów rynkowych. Deflacja może spełniać niezwykle użyteczne funkcje społeczne i ci, którzy szanują indywidualną wolność i świętość własności prywatnej są na dobrej drodze do świadomego starania się o nastąpienie deflacji. Jeśli już, to pozwolenie na inflację jest apatyczną rezygnacją – rezygnacją w obliczu monetarnego monopolu, który prosperuje dzięki ignorancji, i z którego zyski czerpią polityczne kliki kosztem kapitalistycznego społeczeństwa obywatelskiego.


[1]Ktoś mógłby oponować, że banknoty Banku Anglii, które były w obiegu od 1797 do 1821 były wyjątkiem, gdyż nie były legalnym (prawnym) środkiem płatniczym. Ale te banknoty nie były pieniędzmi papierowymi, ale kredytowymi. W czasie całego tego okresu „papierowego funta” uczestnicy rynku oczekiwali wznowienia płatności bilonem przez Bank Anglii w najbliższej przyszłości. Dla rozróżnienia pomiędzy pieniądzem towarowym, pieniądzem kredytowym a pieniądzem fiducjarnym (w większości przypadków: pieniądzem papierowym), patrz: Mises, Theory of Money and Credit, cz. I, roz. 3, par. 3.

[2]Oczywiście mamy na myśli tylko obronę wolnorynkowej deflacji. Deflacja polegająca na konfiskacie jest nie do obronienia. Patrz: Rothbard, Making Economic Sense, roz. 68 oraz Salerno, Taxonomy of Deflation.

[3]Jednym z najbardziej interesujących współczesnych problemów dla libertariańskiej filozofii prawa jest prawna teoria deflacji.

3 odpowiedzi na „Hülsmann: Deflacja: największe mity”

  • Błagam. Nie używajcie sformułowania „w każdym bądź razie”.
    http://poradnia.pwn.pl/lista.php?szukaj=%22w+ka%BFdym+b%B1d%BC+razie%22&kat=18

  • A co ten Hulsmann taki empirysta?
    ” Ale opierając się na empirycznym dowodzie, jest przesadą przypuszczenie, że będzie potrzeba więcej niż kilku miesięcy.
    Rozważmy niemiecką deflację, która miała miejsce po bankructwie Darmstädter Bank 13 lipca 1931 roku”

    Doświadczenie jest nic nie warte, wiedzę ekonomiczną wywodzi się z aksjomatów. Hulsmann, poczytaj Misesa:
    „Poznanie prakseologiczne ma charakter czysto formalny i ogólny, nie dotyczy treści ani specyficznych cech określonego przypadku. Prakseologia dąży do poznania ważnego we wszystkich tych przypadkach, w których warunki odpowiadają dokładnie warunkom podanym w jej założeniach i wnioskowaniach. Jej twierdzenia i ustalenia nie wynikają z doświadczenia. Podobnie jak twierdzenia logiczne i matematyczne, są one zdaniami apriorycznymi. Nie podlegają weryfikacji ani falsyfikacji na gruncie doświadczenia i faktów”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Ekonomia rynkowa nie potrzebuje obrońców i propagandzistów. Można do niej zastosować słowa epitafium Sir Christophera Wrema, znajdujące się w londyńskiej katedrze: Si monumentum requiris, circumspice (Jeśli szukasz jej pomnika, rozejrzyj się). Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W kwietniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Marcin Czajkowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Grzegorz Drożdż
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Dawid Jary
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Pawe Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Stanisław Knorr
Pan Jan Kochman
Pan Mariusz Kowalczyk
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Mikołaj Kukla
Pan Arkadiusz Maksim
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Piotr Mędza
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
Łącznie otrzymaliśmy 1 572,28 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>