Prakseologia: metodologia Szkoły Austriackiej
Autor: Murray N. Rothbard
Tłumaczenie: Anna Gruhn i Marcin Zieliński

Prakseologia jest metodologią charakterystyczną dla Szkoły Austriackiej. Termin ten został po raz pierwszy użyty w odniesieniu do austriackiej metody przez Ludwiga von Misesa, który był nie tylko jej głównym architektem, ale także ekonomistą, który najpełniej i z największym sukcesem zastosował ją do skonstruowania teorii ekonomicznej[1]. Chociaż metoda prakseologiczna jest, delikatnie mówiąc, niemodna we współczesnej ekonomii, jak również ogólnie w naukach społecznych i w filozofii nauki, to była ona podstawową metodą wczesnej Szkoły Austriackiej oraz znacznej części starszej szkoły klasycznej, a w szczególności J. B. Saya i Nassaua W. Seniora[2].

Prakseologia opiera się na fundamentalnym aksjomacie, że indywidualne istoty ludzkie działają, to jest, na podstawowym fakcie, że jednostki angażują się w świadome działania, żeby osiągnąć wybrane cele. Ta koncepcja działania kontrastuje z całkowicie odruchowym zachowaniem, takim jak np. odruch kolanowy, które nie jest nastawione na realizację celów. Metoda prakseologiczna jest poszerzana za pomocą werbalnej dedukcji, czyli logicznych implikacji tego podstawowego faktu. W skrócie, prakseologiczna ekonomia jest strukturą logicznych implikacji faktu, że jednostki działają. Ta struktura jest zbudowana na fundamentalnym aksjomacie działania i posiada kilka dodatkowych aksjomatów, takich jak ten, że jednostki się różnią, i że ludzie traktują czas wolny jako wartościowe dobro. Wszystkich nastawionych sceptycznie wobec dedukowania kompletnego systemu ekonomicznego z tak prostych założeń, odsyłam do Human Action Misesa. Co więcej, ponieważ prakseologia bierze swój początek z prawdziwego aksjomatu A, to wszystkie twierdzenia, które mogą być wydedukowane z tego aksjomatu muszą także być prawdziwe. Jeżeli A implikuje B i A jest prawdziwe, to B także musi być prawdziwe.

Rozpatrzmy kilka bezpośrednich implikacji aksjomatu działania. Działanie implikuje, że zachowanie człowieka jest świadome, czyli nastawione na realizację celów. Co więcej, fakt jego działania implikuje, że świadomie wybrał on określone środki do osiągnięcia celów. Jako że chce on zrealizować te cele, muszą one przedstawiać dla niego wartość; zatem jego wybory są determinowane przez jego wartości. To, że używa on środków, implikuje, że wierzy on, iż posiada technologiczną wiedzę o tym, że określone środki służą do osiągnięcia pożądanych celów. Zauważmy, że prakseologia nie bierze na siebie oceny, czy osobiste wybory wartości i celów są mądre i właściwe lub czy wybrano technologicznie właściwą metodę osiągnięcia ich. Wszystkim, co twierdzi prakseologia jest to, że indywidualny aktor dobiera sobie cele i wierzy, błędnie lub nie, że może je osiągnąć przez użycie określonych środków.

Każde działanie w rzeczywistym świecie, ponadto, musi odbywać się w czasie; każde działanie odbywa się w jakiejś teraźniejszości i jest nakierowane na osiągnięcie celu w przyszłości (natychmiastowej lub dalszej). Jeśli wszystkie pragnienia ludzkie mogłyby zostać natychmiastowo zrealizowane, człowiek nie miałby wcale powodu, żeby działać[3]. Ponadto fakt, że człowiek działa, implikuje, że wierzy on, że działanie przyniesie zmianę; innymi słowy, że będzie wolał stan rzeczy będący rezultatem działania niż ten, który nastąpiłby, gdyby nie podjął się działania. Działanie zatem implikuje, że człowiek nie posiada całkowitej wiedzy o przyszłości; gdyby posiadał taką wiedzę, to żadne jego działanie nie miałoby znaczenia. Zatem działanie implikuje, że żyjemy w świecie niepewnej lub nie do końca pewnej przyszłości. Dlatego też możemy poprawić naszą analizę działania o słowa, że człowiek wybiera, jakie środki zatrudnić stosownie do technologicznego planu w teraźniejszości, ponieważ oczekuje osiągnąć cele w jakiejś przyszłości.

Fakt, że ludzie działają, nieodzownie implikuje rzadkość środków w przeciwieństwie do pożądanych celów; gdyby wszystkie środki nie były rzadkie, ale występowały w nieskończonych ilościach, cele byłyby już osiągnięte i nie byłoby potrzeby działania. Inaczej mówiąc, zasoby, które nie są rzadkie, przestają funkcjonować jako środki, ponieważ nie są przedmiotem działania. Tak więc, powietrze jest niezbędne do przeżycia, a zatem też do zrealizowania celów; jednakże powietrze, występujące w nieskończonych ilościach, nie jest przedmiotem działania i dlatego nie może być rozpatrywane w kategorii środków, ale raczej w kategorii tego, co Mises nazwał „ogólnym warunkiem ludzkiego dobrobytu.” Gdzie powietrze nie występuje w nieskończonych ilościach, może stać się przedmiotem działania, na przykład, kiedy chłodne powietrze jest pożądane i ciepłe powietrze jest przetwarzane w nie za pomocą klimatyzacji. Nawet w przypadku niedorzecznego i mało prawdopodobnego nastania Edenu (czy tego, co kilka lat temu było rozważane w niektórych sferach jako nadchodzący świat „post-rzadkości” („postscarcity” world)), w którym wszystkie pragnienia byłyby natychmiast realizowane, wciąż byłby co najmniej jeden rzadki środek; osobisty czas, którego każda jednostka przydzielona do jednego celu, w żaden sposób nie mogłaby być przydzielona do jakiegoś innego celu[4].

Takie są niektóre z bezpośrednich implikacji aksjomatu działania. Doszliśmy do nich przez dedukcję, za pomocą logicznych implikacji istniejącego faktu, jakim jest ludzkie działanie, a więc dedukując prawdziwe wnioski z prawdziwego aksjomatu. Oprócz faktu, że te wnioski nie mogą być „testowane” za pomocą historycznych bądź statystycznych środków, to nie ma potrzeby testowania ich, gdyż ich prawdziwość została już dowiedziona. Fakt historyczny ma związek z tymi wnioskami tylko przez określenie, która gałąź tej teorii odnosi się do konkretnego przypadku. Zatem dla Crusoe i Piętaszka na bezludnej wyspie, prakseologiczna teoria pieniądza może być interesująca tylko z czysto teoretycznego punktu widzenia, a nie jako dotycząca tego szczególnego przypadku. Pełniejsza analiza związku pomiędzy teorią i historią w systemie prakseologicznym zostanie rozważona poniżej.

Istnieją dwie części tej aksjomatyczno-dedukcyjnej metody: proces dedukcyjny oraz epistemologiczny status aksjomatów jako takich. Po pierwsze, mamy proces dedukcji; dlaczego raczej za pomocą logiki werbalnej niż logiki matematycznej[5]? Bez wgłębiania się w obszerną argumentację Szkoły Austriackiej przeciw matematycznej ekonomii, jedną uwagę można natychmiast przedstawić: niech czytelnik spróbuje wziąć implikacje pojęcia działania przedstawione dotychczas w tym artykule i spróbuje ująć je w formuły matematyczne. A nawet jeśli udałoby się to zrobić, co zostałoby osiągnięte oprócz drastycznej utraty treści każdego kroku procesu dedukcyjnego? Logika matematyczna jest odpowiednia do fizyki – nauki, która stała się dla współczesnych pozytywistów i empirystów wzorem, do którego inne nauki społeczne i przyrodnicze powinny dążyć. W fizyce aksjomaty, a zatem też procesy dedukcyjne, są same w sobie wyłącznie formalne i nabierają „operacyjnego” znaczenia tylko do tego stopnia, w jakim potrafią wyjaśnić i przewidzieć dane zdarzenia. W prakseologii, analizie ludzkiego działania, wprost przeciwnie, aksjomaty same w sobie są znane jako prawdziwe i mające znaczenie. W wyniku tego, każda werbalna, czyniona krok po kroku dedukcja również jest prawdziwa i posiada znaczenie; istnieje ogromna ilość werbalnych stwierdzeń, z których każde ma znaczenie, podczas gdy matematyczne symbole same w sobie nie posiadają żadnego. Tak więc, Lord Keynes, mający niewiele wspólnego ze Szkołą Austriacką i sam będący znanym matematykiem, skierował następującą krytykę przeciwko symbolice matematycznej w ekonomii:

„Wielką wadą pseudomatematycznych metod operujących symbolami i formalizujących system analizy ekonomicznej (…) jest to, że wyraźnie zakładają zupełną niezależność między wchodzącymi w grę czynnikami i tracą cały swój walor oraz moc przekonywania, jeżeli się to założenie odrzuci. Przy zwyczajnym rozumowaniu, gdy nie operujemy niczym na ślepo, ale cały czas wiemy, co robimy, i jakie jest znaczenie słów, możemy zachowywać >>w pamięci<< konieczne warunki i zastrzeżenia oraz te poprawki, które będziemy musieli później wprowadzić. Tymczasem nie da się oczywiście zachować >>w pamięci<< skomplikowanych różniczek cząstkowych przez kilka stron rozważań algebraicznych, w których zakłada się, że wszystkie te różniczki znikają. Zbyt wiele jest we współczesnej ekonomii >>matematycznej<< zwykłego ględzenia, równie nieścisłego jak początkowe założenia, które mu służą za podstawę. W tej gęstwinie pretensjonalnych i bezużytecznych symboli autor traci z oczu złożoność zjawisk i współzależności, jakie zachodzą w rzeczywistym świecie[6].”

Co więcej, nawet jeśli werbalna ekonomia mogłaby z powodzeniem zostać przetłumaczona na symbole matematyczne, a potem z powrotem na polski, żeby wyjaśnić wnioski, to sam ten proces nie ma sensu i narusza wspaniałą zasadę naukową, brzytwę Ockhama, że nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę[7].

Ponadto, jak to politolog Bruno Leoni i matematyk Eugenio Frola wykazali:

„Często twierdzi się, że tłumaczenie zasad, jeśli tylko się da, ze zwykłego języka na matematyczny niesie za sobą większą dokładność tychże zasad, a także daje większe możliwości ich użycia. Ale brak matematycznej precyzji w potocznym języku dokładnie odzwierciedla zachowanie indywidualnych istot ludzkich w realnym świecie. (…) Możemy podejrzewać, że przetłumaczenie na język matematyczny samo w sobie implikowałoby sugestię, że gospodarujący ludzie zostali zastąpieni przez wirtualne roboty[8].”

Podobnie Jean Baptiste Say, jeden z pierwszych metodologów ekonomii, który zarzucił, że matematyczna ekonomia

„nie jest w stanie wypowiedzieć tych pytań w analitycznym języku bez pozbawienia ich tych naturalnych komplikacji za pomocą uproszczeń i arbitralnych przemilczeń, których konsekwencją jest nieodpowiednie oszacowanie, zawsze zasadniczo zmieniające warunek problemu i wypaczające wszystkie rezultaty[9].”

Całkiem niedawno, Boris Ischboldin uwydatnił różnice pomiędzy werbalną, czy też „językową” logiką („faktyczna analiza myśli wyrażająca, za pomocą języka, rzeczywistość obejmującą codzienne doświadczenie”) i „konstrukcyjną” logiką, która „stosuje ilościowe (ekonomiczne) dane w konstrukcjach matematycznych i logiki symbolicznej, które to konstrukcje mogą, choć niekoniecznie, posiadać rzeczywiste odpowiedniki[10].”

Sam będący matematycznym ekonomistą, syn Carla Mengera napisał ostrą krytykę opinii, że prezentacja matematyczna musi być koniecznie bardziej precyzyjna niż język potoczny:

„Rozpatrzmy dla przykładu stwierdzenia (2) Z wyższą ceną dobra koresponduje niższy (a przynajmniej nie wyższy) popyt na nie.
(2′) Jeśli p oznacza cenę dobra, a q popyt na nie, to
q = f(p) oraz dq/dp = f’ (p) <= 0
Ci, którzy uważają, że wzór (2′) jest bardziej precyzyjny lub >>bardziej matematyczny<< niż zdanie (2) tkwią w kompletnie błędnym przekonaniu. (…) jedyna różnica pomiędzy (2) i (2′) to, że (2′) jest ograniczony do funkcji, które są różniczkowalne, a zatem, których wykresy mają styczne (co z ekonomicznego punktu widzenia nie jest bardziej uzasadnione niż krzywizny), a zdanie (2) jest bardziej ogólne, ale nie jest przez to wcale mniej precyzyjne; posiada taką samą matematyczną precyzję co (2′)[11].”

Odchodząc od procesu dedukcyjnego do samych aksjomatów, jaki jest ich status epistemologiczny? Tutaj problem jest o tyle skomplikowany, że istnieje różnica opinii w samym obozie prakseologicznym, zwłaszcza w sprawie natury fundamentalnego aksjomatu działania. Ludwig von Mises, jako zwolennik kantowskiej epistemologii, twierdził, że pojęcie działania jest dane a priori do wszelkiego doświadczenia, ponieważ jest to, podobnie jak prawo przyczyny i skutku, część „podstawowego i koniecznego charakteru logicznej struktury umysłu ludzkiego[12].” Bez zbytniego wgłębiania się w mętne wody epistemologii, twierdzę, jako arystotelik i neotomista, że nie ma domniemanych „praw logicznej struktury,” które umysł ludzki nakłada na chaotyczną strukturę rzeczywistości. Zamiast tego, będę nazywał wszystkie takie prawa „prawami rzeczywistości,” które umysł wychwytuje przez badanie i identyfikowanie faktów z realnego świata. Według mojej opinii, aksjomat fundamentalny i aksjomaty dodatkowe wywodzą się z doświadczania rzeczywistości, a zatem mają, w najszerszym sensie, charakter empiryczny. Zgodziłbym się z arystotelesowskim realistycznym poglądem, że jest to doktryna radykalnie empiryczna, znacznie bardziej niż post-hume’owski empiryzm, który dominuje we współczesnej filozofii. Dlatego też John Wild napisał:

„Jest niemożliwe zredukowanie doświadczenia do zbioru wyizolowanych wrażeń i atomistycznych jednostek. Struktura relacji jest również dana z jednakową pewnością i dowodem. Bezpośrednie dane są przepełnione zdeterminowaną strukturą, którą łatwo można wyabstrahować za pomocą umysłu i zrozumieć jako uniwersalne treści czy możliwości[13].”

Co więcej, jedną z przenikających każde ludzkie doświadczenie danych jest byt; inną jest świadomość. W odróżnieniu do opinii kantowskiej, Harmon Chapman napisał, że:

„rozumowanie to rodzaj postrzegania, metoda pojmowania rzeczy lub ich rozumienia, a nie rzekomo subiektywna manipulacja tak zwanymi generalizacjami czy uogólnieniami pochodzenia wyłącznie >>intelektualnego<< lub >>logicznego<<, a niepoznawalnymi w naturze.
To, że w ten sposób przeniknąwszy sens danych, rozumowanie jest również ich syntezą, jest bezsporne. Jednak synteza, z którą mamy tu do czynienia, w odróżnieniu od syntezy Kanta, nie jest stanem wyprzedzającym percepcję, wcześniejszym procesem kształtującym zarówno percepcję jak i jej obiekt, lecz raczej poznawczą syntezą rozumową, tj. jednoczeniem albo >>pojmowaniem<<, co jest tożsame z samym rozumieniem. Innymi słowy, percepcja i doświadczenie nie są rezultatami czy ostatecznymi produktami procesu syntezy a priori, lecz same w sobie są syntetycznym lub rozumowym pojmowaniem, którego strukturalna jedność wynika jedynie z natury rzeczywistości, to jest z będących ich celem [percepcji i doświadczenia] obiektów w ich wzajemnym powiązaniu, a nie z samej świadomości, której (poznawcza) natura to rozumienie rzeczywistości taką, jaką jest[14].”

Jeżeli, w ogólnym sensie, prakseologiczne aksjomaty są radykalnie empiryczne to są one dalekie od post-hume’owskiego empiryzmu, który przeniknął do metodologii nauk społecznych. W uzupełnieniu do uprzednich rozważań, (1) są one tak głęboko osadzone w powszechnym, ludzkim doświadczeniu, że raz przedstawione stają się dowodem same w sobie, a zatem nie napotykają problemu modnego ostatnio kryterium „falsyfikowalności;” (2) spoczywają one, a szczególnie aksjomat działania, na uniwersalnym doświadczeniu wewnętrznym, czyli dowód jest raczej umysłowy niż czysto fizyczny; i (3) dlatego są one a priori do zbioru zdarzeń historycznych, do których to współczesny empiryzm zawęża pojęcie „doświadczenia[15].”

Say, prawdopodobnie pierwszy prakseolog, wyjaśnił pochodzenie aksjomatów w teorii ekonomii w następujący sposób:

„Tym lepiej, jeśli znajdzie się ktoś, co potrafi wykryć te [ogólne] prawa dzięki obserwacjom rozsądnym i wielokrotnym, wykazać ich związek i wysnuć stąd wnioski. Wynikają one z natury rzeczy tak samo pewnie jak prawa świata fizycznego; nie wymyśla się ich, lecz wykrywa. (…)
Ekonomia polityczna (…) składa się z niewielu zasad podstawowych i mnóstwa twierdzeń pochodnych lub wniosków wywodzących się z tych zasad (…) uznanych przez wszystkich ludzi rozsądnych[16].”

Friedrich A. Hayek jasno opisał metodę prakseologiczną jako przeciwną metodologii nauk przyrodniczych, a także podkreślił głęboko empiryczną naturę prakseologicznych aksjomatów:

„Położenie człowieka (…) powoduje, że zasadnicze czy podstawowe fakty, których potrzebujemy do wyjaśnienia zjawisk społecznych, są częścią powszechnego doświadczenia, częścią istoty naszego myślenia. W naukach społecznych elementy tych złożonych zjawisk są bezsprzecznie znane. W naukach przyrodniczych mogą być one tylko w najlepszym przypadku przypuszczeniami. Istnienie tych elementów jest o tyle bardziej niewątpliwe niż jakiekolwiek prawidłowości w złożonych zjawiskach, którym dają początek, że to one stanowią prawdziwie empiryczny czynnik w naukach społecznych. Nie można raczej powątpiewać w to, że właśnie ta odmienna pozycja czynnika empirycznego w procesie rozumowania w tych dwóch grupach dyscyplin naukowych jest źródłem większego zamieszania co do ich logicznego charakteru. Zasadniczą różnicą jest to, że w naukach przyrodniczych proces dedukcyjny musi wziąć swój początek z jakichś hipotez, które są wynikiem indukcyjnych uogólnień, podczas gdy w naukach społecznych bierze swój początek ze znanych, empirycznych elementów i używa ich do znalezienia takich prawidłowości w złożonych zjawiskach, których bezpośrednie obserwacje nie mogą ustalić. Są one [nauki społeczne], że tak powiem, naukami empirycznie dedukcyjnymi, postępującymi od znanych elementów do takich prawidłowości w złożonych zjawiskach, które nie mogą zostać bezpośrednio ustalone[17].”

Podobnie napisał J.E. Cairnes:

Ekonomista zaczyna z wiedzą o podstawowych przyczynach. Jest już, na początku swojego przedsięwzięcia, w sytuacji, do której fizyk ledwie dochodzi po wiekach badań laboratoryjnych. (…) Żeby odkryć takie przesłanki, nie potrzeba żadnego skomplikowanego procesu indukcyjnego (…) z tej racji, że posiadamy, lub możemy posiadać, jeśli zwrócimy naszą uwagę na przedmiot, bezpośrednią wiedzę o tych przyczynach w naszej świadomości tego, co zachodzi w naszych umysłach i w informacjach, które nasze zmysły przekazują (…) nam ze świata zewnętrznego[18].”

Nassau W. Senior wyraził to w ten sposób:

„Nauki przyrodnicze, będąc tylko wtórnie powiązanymi z umysłem, czerpią swoje przesłanki prawie wyłącznie z obserwacji lub hipotez. (…) Z drugiej strony, nauki umysłowe (mental sciences) i umysłowe nauki humanistyczne (mental arts) czerpią swoje przesłanki głównie ze świadomości. Przedmiot, z którym są one zasadniczo powiązane to działania ludzkiego umysłu. [Te przesłanki są] kilkoma ogólnymi propozycjami, które są wynikiem obserwacji lub świadomości, i co do których prawie każdy człowiek, o ile tylko się o nich dowie, zgodzi się, że są bliskie jego myśleniu, lub przynajmniej, że zawierały się w jego wcześniejszej wiedzy[19].”

Zgodziwszy się całkowicie co do tego ustępu, Mises napisał, że te „z miejsca oczywiste propozycje” są „pochodzenia apriorycznego (…), o ile ktoś nie zażyczy sobie nazywać apriorycznego poznania wewnętrznym doświadczeniem[20]

Co Marian Bowley, biograf Seniora, słusznie komentuje:

„Jedyna zasadnicza różnica pomiędzy ogólnym stanowiskiem Misesa i Seniora leży w widocznym u Misesa odrzuceniu możliwości użycia jakichkolwiek ogólnych danych empirycznych, tzn. faktów pochodzących z ogólnej obserwacji jako wstępnych założeń. Ta różnica, jednakże, pojawia się u Misesa w zasadniczej idei natury myśli, a zatem w idei powszechnie ważnej w filozofii i mającej niespecjalnie duży związek z metodą ekonomiczną jako taką[21].”

Należy zaznaczyć, że dla Misesa tylko fundamentalny aksjomat działania jest dany a priori; przyznawał, że aksjomaty o zróżnicowaniu gatunku ludzkiego i świata naturalnego oraz o czasie wolnym jako dobrze konsumpcyjnym są głęboko empiryczne.

Współczesna filozofia post-kantowska prowadzi mnóstwo sporów obejmujących oczywiste stwierdzenia, które cechuje raczej dobitna i oczywista prawdziwość niż ich testowalność jako hipotez, które według obecnej mody uważa się za „falsyfikowalne.” Czasami wydaje się, że empiryści używają modnej analityczno-syntetycznej dychotomii, co atakował filozof Hao Wang, w rozprawianiu się z teoriami, które uznają za trudne do obalenia przez usunięcie z nich albo pozornych definicji, albo dyskusyjnych i niepewnych hipotez[22]. Co w takim razie, jeśli poddamy analizie „dowód” współczesnych pozytywistów i empirystów? Czym jest? Odkrywamy, że istnieją dwa rodzaje tego dowodu zarówno potwierdzające, jak i odrzucające następującą tezę: (1) jeśli jest sprzeczne z prawami logiki, dowodząc, że A = -A; lub (2) jeśli zostało potwierdzone przez empiryczne fakty (jak w warunkach laboratoryjnych), które mogą zostać sprawdzone przez wiele osób. Ale jaka jest natura takiego dowodu, prócz tego, że za pomocą rozmaitych narzędzi, sprawia, że to, co dotychczas niejasne i zaciemnione staje się ewidentne, tj. potwierdzone przez naukowych obserwatorów? W skrócie, krótkie, logiczne bądź laboratoryjne procesy służą udowodnieniu „jaźniom” wielu obserwatorów, że hipotezy zostały pozytywnie lub negatywnie zweryfikowane, lub, korzystając z niemodnej terminologii, że są one prawdziwe bądź fałszywe. Ale w takim razie tezy, które natychmiastowo znajdują potwierdzenie mają przynajmniej tak dobry naukowy status jak inne, obecnie bardziej akceptowane formy dowodzenia. Podobnie, jak ujął to tomistyczny filozof John J. Toohey :

Udowadnianie oznacza czynienie oczywistym czegoś, co oczywiste bynajmniej nie jest. Jeśli jakaś prawda albo twierdzenie jest jasne, dowodzenie ich jest bezużyteczne; próba udowodnienia tego, to jak próba uczynienia jasnym czegoś, co jest już jasne[23].”

Szczególnie aksjomat działania powinien pozostać, zgodnie z arystotelejską filozofią, niekwestionowany i oczywisty, skoro jego przeciwnicy próbujący go obalić muszą się nim właśnie posłużyć. Zatem również aksjomat istnienia ludzkiej świadomości jest oczywisty, a tylko osoba świadoma może próbować go odrzucić. Filozof R.P. Phillips nazwał tą cechę aksjomatu „zasadą-bumerangiem,” ponieważ „nawet jeśli odsuwamy ją od siebie, powraca do nas ponownie[24].” Na podobne samozaprzeczenie napotyka człowiek próbujący zaprzeczyć aksjomatowi ludzkiego działania. Czyniąc to, ipso facto dokonuje świadomego wyboru środków, starając się osiągnąć określone cele: wniosek czy też cel to właśnie obalenie aksjomatu działania. Ale próbując mu zaprzeczyć musi on sam podjąć określone działania.

Rzecz jasna, ktoś może powiedzieć, że zaprzecza istnieniu oczywistych zasad lub innych ustanowionych prawd w świecie rzeczywistym, ale nie ma to żadnego poparcia w epistemologii. Jak zaznaczył Toohey:

„Człowiek może powiedzieć cokolwiek tylko mu odpowiada, ale nie może pomyśleć lub zrobić tego, co tylko mu pasuje. Może mówić, że widział okrągły kwadrat, ale nie może pomyśleć, że zobaczył taki właśnie kwadrat. Może również mówić, jeśli tylko tak mu się podoba, że widział konia jadącego okrakiem na swoim grzbiecie, ale wiemy co myśleć, jeśli faktycznie tak powie[25].”

Metodologia współczesnego pozytywizmu i empiryzmu upada nawet w naukach fizycznych, do których pasuje znacznie bardziej niż do nauk zajmujących się aktywnością człowieka; w rzeczy samej, zawodzi w momencie, gdy stykają się ze sobą te dwie dyscypliny. Fenomenolog Alfred Schütz, uczeń Misesa w Wiedniu, który był pionierem w zastosowaniu fenomenologii w naukach społecznych, wykazał sprzeczność w nacisku empirystów na zasadę empirycznej weryfikacji w nauce, kiedy w tym samym momencie zaprzeczają oni istnieniu „innych umysłów” jako niemożliwych do empirycznego udowodnienia. Ale kto ma dokonywać laboratoryjnej weryfikacji, jeśli nie te inne umysły zgromadzonych naukowców? Schütz pisał:

„Jest niezrozumiałym, dlaczego ci sami autorzy, przekonani, że nie jest możliwe sprawdzenie inteligencji innych ludzkich istnień, wykazują podobną pewność co do zasady weryfikacji samej w sobie, która przecież może zostać zrealizowana tylko dzięki współpracy z innymi[26].”

W ten sposób współcześni empiryści ignorują konieczne założenia wstępne najbardziej naukowej metody, w której wszak przodują. Dla Schütza znajomość owych założeń wstępnych jest „empiryczna” w jak najszerszym sensie:

„(…) zapewniając, że nie ograniczamy tego terminu do zmysłowego postrzegania przedmiotów i wydarzeń w zewnętrznym świecie, ale włączając w to także formułę eksperymentu, przez który, w znaczeniu zdroworozsądkowym życia codziennego, rozumiemy ludzkie działania oraz ich rezultaty w postaci leżących u ich podstaw motywacji i celów[27].”

Kiedy już poradziliśmy sobie z naturą prakseologii, jej sposobem postępowania oraz aksjomatami, wreszcie podłożem filozoficznym, zajmijmy się teraz relacją między prakseologią a innymi dyscyplinami naukowymi opisującymi ludzkie działania. W szczególności, jakie zauważamy różnice między nauką o działaniu, a technologią, psychologią, historią i etyką – tj. wszystkimi tymi dziedzinami, które w jakiś sposób dotyczą działania ludzkiego?

Pokrótce, na prakseologię składają się logiczne implikacje uniwersalnego faktu, że ludzie działają, że posługują się pewnymi środkami, aby osiągnąć wybrane cele. Technologia potyka się z problemem jak osiągnąć cele posługując się określonymi metodami. Psychologia z kolei próbuje odpowiedzieć na pytanie dlaczego ludzie przyjmują takie a nie inne cele oraz jak radzą sobie przyjmując je. Etyka daje odpowiedź jakimi celami lub wartościami powinni kierować się ludzie. Wreszcie historia zajmuje się celami obranymi w przeszłości, a także tym, jakimi środkami posłużono się, by zostały osiągnięte, oraz ich konsekwencjami.

Prakseologia, w szczególności zaś teoria ekonomiczna, to zatem unikalna dyscyplina wśród nauk ścisłych; ściera się bowiem, w odróżnieniu od innych, nie z materią dotyczącą treści ludzkich wartości, celów czy działań ogólnie – nie z tym co zrobili lub w jaki sposób się zachowali lub powinni byli zachować – ale wyłącznie z faktem, że mają oni swoje cele i działają w celu ich osiągnięcia. Działają tu, niezależnie od rodzaju pożądanych czy produkowanych dóbr i usług, prawa użyteczności, popytu, podaży oraz cen. Jak napisał Joseph Dorfman o Outlines of Economic Theory (1896) Herberta J. Davenporta: Etyczny charakter potrzeb nie był podstawą jego dociekań. Ludzie pracowali i popadali w niedostatek dla „whiskey, cygar i łomów włamywaczy” – pisał – „równie łatwo jak dla jedzenia, lub dla posągów czy kombajnu.” Tak długo jak tylko ludzie chcieli kupować i sprzedawać „głupotę i zło”, towary te stawały się czynnikami produkcji z pozycją rynkową, z użytecznością, jako terminem ekonomicznym, oznaczającą zdolność przystosowania się do ludzkich pragnień. Tak długo jak ludzie ich pragnęli, zaspokajały one potrzeby i stanowiły przyczynek dla produkcji. Dlatego też ekonomia nie musiała badać motywacji poszczególnych wyborów[28].

Prakseologia, jak i pewne aspekty innych nauk społecznych, opiera się na metodologicznym indywidualizmie, na założeniu, że tylko jednostka czuje, wartościuje, myśli i działa. Indywidualizm był zawsze obarczany przez swoich krytyków – i zawsze niesłusznie – przypuszczeniem, że każda jednostka jest szczelnie odseparowana od innych i nie podlega ich wpływowi. Ta absurdalna interpretacja indywidualizmu metodologicznego ma swoje korzenie w zawartej w The Affluent Society (Houghton Mifflin, Boston 1958) J.K. Galbraitha, triumfalnej manifestacji, że wartości i wybory jednostek ulegają wpływom innych, toteż, na tej podstawie, cała teoria ekonomiczna jest wadliwa. Galbraith wywnioskował stąd również, że te wybory, ponieważ podlegające wpływom, są sztuczne i nieuzasadnione. To, że prakseologiczna teoria ekonomii ma swoje korzenie w uniwersalnym założeniu o istnieniu indywidualnych wartości i wyborów oznacza, przywołując Dorfmanowskie podsumowanie myśli Davenporta, iż teoria ekonomii „nie musi zajmować się szukaniem motywacji ludzkich wyborów.” Teoria ekonomii nie opiera się na absurdalnym założeniu, że każda jednostka przebywa ze swoimi wartościami i wyborami w próżni, odcięta od ludzkiego wpływu. Oczywiście, jednostki cały czas uczą się i kierują radą innych. Jak napisał F.A. von Hayek w swojej słynnej krytyce Galbraitha, „The Non Sequitur of the Dependence Effect:”

„Argumenty profesora Galbraitha można by z łatwością zastosować, bez jakichkolwiek zmian istotniejszych terminów, aby zademonstrować bezwartościowość literatury czy innych form sztuki. Z pewnością jednostkowe zapotrzebowanie na literaturę nie jest w żaden sposób oryginalne w tym sensie, że jednostka doświadczałaby jej, gdyby literatura nie była produkowana. Ale czy oznacza to, że produkcja literatury nie może się obronić jako wypełniająca daną potrzebę, ponieważ jest to tylko produkcja, która wywołuje popyt[29]?”

To że ekonomiczna Szkoła Austriacka ściśle polega od początku analizy na fakcie istnienia indywidualnych, subiektywnych wartości i wyborów, niestety zaprowadziła wczesnych „Austriaków” do uzyskania miana szkoły psychologicznej. Rezultatem była seria źle ukierunkowanej krytyki tego, że ostatnie odkrycia psychologii nie zostały włączone do teorii ekonomii. Doprowadziło to również do takich nieporozumień jak to, że prawo malejącej użyteczności krańcowej opiera się na psychologicznej zasadzie nasycenia potrzeb. Prawdę mówiąc, jak jasno wykazał Mises, prawo ma bardziej prakseologiczną aniżeli psychologiczną naturę i nie ma nic wspólnego z treścią czyichś potrzeb, np. że dziesiąta łyżeczka lodów może mniej smakować niż dziewiąta ich łyżeczka. Natomiast prakseologiczna prawda wywodząca się z natury działania wskazuje, że pierwsza jednostka jakiegoś dobra będzie spożytkowana w najbardziej wartościowy dla nas sposób, kolejna w następny w naszej gradacji itd[30]. Jednakże w jednym, ale tylko i wyłącznie w tym jednym punkcie, prakseologia i pokrewne dziedziny wiedzy o ludzkim działaniu zajmują jednoznaczne stanowisko na gruncie filozoficznej psychologii: skoro istnieje ludzki umysł, świadomość oraz subiektywność, istnieje również ludzkie działanie. W tym punkcie przeciwstawiają się one filozoficznym podwalinom behawioryzmu i pochodnych dyscyplin a łączą z wszystkimi dziedzinami filozofii klasycznej oraz z fenomenologią. W pozostałych kwestiach jednak, prakseologia i psychologia stanowią odrębne i samodzielne nauki[31].

Szczególnie żywotnym zagadnieniem jest relacja między historią a teorią ekonomii. Również tu, jak w wielu innych obszarach ekonomii austriackiej, Ludwig von Mises poczynił znaczący wkład, m.in. w swoim dziele „Theory and History[32].” Bardzo ciekawym jest pytanie dlaczego Misesa jak i innych zwolenników prakseologii posądzanych o „aprioryzm,” często oskarżano o „przeciwstawianie się” historii. W istocie Mises utrzymywał, że teoria ekonomii nie tylko nie musi być „weryfikowana” przez fakty historyczne, ale wręcz nie może. Żeby można było jej używać w celu weryfikowania innych teorii, musiałaby ona stanowić prosty fakt, homogeniczny z innymi w osiągalnych i powtarzalnych klasach. W skrócie, teoria, w której jeden atom miedzi, jeden atom siarki i cztery atomy tlenu tworzą formę rozpoznawalnej jednostki zwanej miedzią siarkową ze znanymi i łatwymi do zbadania w laboratorium właściwościami. Każdy z tych atomów jest homogeniczny, więc test można przeprowadzać bez końca. Ale wydarzenie historyczne, jak wskazał Mises, nie jest proste i powtarzalne; każde wydarzenie jest złożonym rezultatem płynnej gamy powodów, z których żaden nigdy nie pozostaje z innym w stałym związku. Każde wydarzenie historyczne jest zatem heterogeniczne, a co za tym idzie nie może zostać wykorzystane do tworzenia praw historii, zarówno tych ilościowych czy jakichkolwiek innych. Możemy umieścić każdy atom miedzi w tożsamej (podobnej) klasie atomów miedzi; nie możemy jednak uczynić tego samego z wydarzeniami z ludzkiej historii.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że nie ma żadnych podobieństw pomiędzy wydarzeniami historycznymi. Istnieje ich wiele, ale nie ma tożsamości. Tak jak istniało dużo zbieżności między wyborami prezydenckimi w 1968 r. a tymi z 1972 r., ale jednocześnie nie były to wcale zdarzenia homogeniczne, z powodu wielu istotnych odmienności nie do uniknięcia. Podobnie kolejne wybory nie będą powtarzalnym wydarzeniem do umiejscowienia w homogenicznej klasie „wyborów.” Zatem żadne naukowe i z pewnością nie ilościowe prawa nie mogą zostać wyprowadzone z tychże.

W tym świetle staje się jasny skrajny sprzeciw Misesa wobec ekonometrii, która nie tylko próbuje nieudolnie naśladować (w oryg. „małpować” – przyp. tłum.) nauki przyrodnicze korzystając ze złożoności heterogenicznych faktów historycznych jak gdyby stanowiły one powtarzalne laboratoryjnie homogeniczne doświadczenia; ponadto próbuje „wcisnąć” jakościową złożoność każdego z nich do ilościowo stałych relacji w dziejach ludzkości. W uderzającym przeciwieństwie do nauk fizycznych, opierających się na empirycznie wykrywalnych stałych ilościowych, ekonometria, co tak uparcie podkreślał Mises, nie jest w stanie ukazać pojedynczej stałej w historii naszego gatunku. Dodając do tego cały czas zmieniające się warunki ludzkiej woli, wiedzy i wartości oraz wszelkie inne różnice między ludźmi, nie można wykazać, że kiedykolwiek ekonometria będzie w stanie to uczynić.

Będąc dalekim od przeciwstawiania się historii, ale na pewno nie jej potencjalnym admiratorem, prakseolog żywi głęboki szacunek dla nieredukowalnych i unikalnych faktów ludzkiej historii. Co więcej, to właśnie on przyznaje, że jednostka nie może prawomocnie być traktowana przez nauki społeczne jakby nie była istotą posiadającą umysł i działającą w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami i oczekiwaniami, ale kamieniem lub molekułą, których drogę można wyznaczyć naukowo z uzyskanych stałych lub praw ilościowych. Jak na ironię wreszcie, to także prakseolog jest prawdziwym empirystą, bo rozpoznaje wyjątkową i heterogeniczną naturę faktów historycznych; gdy to właśnie samozwańczy „empiryści” gwałtownie naruszają fakty historyczne poprzez próbę zredukowania ich do praw ilościowych. Tak pisał Mises o ekonometrykach i innych „ekonomistach ilościowych:”

„Nie ma na polu ekonomii żadnych stałych związków, i konsekwentnie, nie jest możliwy żaden pomiar. Jeśli statystyk uzależnia dziesięcioprocentowy wzrost podaży ziemniaków w Atlantis w określonym czasie od ośmioprocentowego spadku ceny, nie ustalił on niczego z tego, co zaszło, co mogłoby zajść spowodowane zmianą w podaży ziemniaków w innym kraju i w innym czasie. Nie >>zmierzył<< on >>elastyczności popytu<< na ziemniaki. Nie ustanowił żadnego jednostkowego faktu historycznego. Żaden inteligentny człowiek nie może wątpić, że zachowanie ludzi w związku z ziemniakami czy jakimkolwiek innym towarem jest zróżnicowane. Różne jednostki w rozmaity sposób wartościują te same dobra, a różnicujące się stopnie wartości dla jednej i tej samej osoby zmieniają się w zależności od zmiennych okoliczności. (…)
Niepraktyczność pomiaru nie wynika z braku narzędzi technicznych do ustalenia miary. Wynika za to z nieobecności stałych relacji (…) Ekonomia to nie, (…) jak powtarzają raz za razem pozytywiści, uwstecznienie, ponieważ nie jest >>ilościowa<<. Nie jest ona ilościowa ani nie jest w stanie mierzyć, bo nie występują w niej stałe. Statystyczne dane liczbowe odwołujące się do wydarzeń ekonomicznych to informacje dla dziejopisów. Mówią nam one, co wydarzyło się w danym, niepowtarzalnym historycznym przypadku. Wydarzenia ze świata przyrody mogą być interpretowane na gruncie naszej wiedzy dotyczącej stałych związków ustalonych na drodze eksperymentów. Wydarzenia historyczne nie są podatne ma takie interpretacje. (…)

Doświadczenie w historii gospodarki to zawsze doświadczenie złożonych zjawisk. Nigdy nie mogą one nieść ze sobą wiedzy z gatunku tej, którą eksperymentator wyodrębnia z doświadczenia laboratoryjnego. Statystyka to zaledwie metoda zaprezentowania faktów historycznych. (…) Statystyki cen to historia gospodarcza. Teza, że ceteris paribus wzrost popytu musi skutkować wzrostem cen nie jest wyniesiona z doświadczenia. Nikt nie był ani nie będzie nigdy na takim stanowisku, by obserwować zmiany danych rynkowych ceteris paribus. Nie ma czegoś takiego, jak ekonomia ilościowa. Wszystkie wielkości gospodarcze jakie znamy, to dane historii gospodarczej. (…) Nikt nie jest na tyle śmiały, żeby utrzymywać, że wzrost o A procent popytu na jakiś towar, musi zawsze – w każdym kraju i o każdym czasie – skutkować spadkiem o B procent ceny. Ale skoro ekonomiści ilościowi nie odważyli się nigdy precyzyjnie zdefiniować na statystycznej podstawie specjalnych warunków, które tworzą skończone odchylenie od współczynnika A:B, daremność rozmaitych zabiegów staje się wyraźna[33].”

Poszerzając swoją krytykę stałych, Mises dodał:

Ilości, które obserwujemy na polu działań ludzkich są wyraziście zróżnicowane. Zmiany pojawiające się w nich w pełni oddziałują na nasze poczynania. Każda ilość, którą jesteśmy w stanie obserwować, jest historycznym wydarzeniem, faktem, który nie może zostać wyczerpująco opisany nie uwzględniając specyfiki czasu i punktu geograficznego.
Ekonometryk nie jest zdolny do zaprzeczenia temu faktowi, który podcina gałąź jego rozumowania. Nie może sobie pomóc przyznając, że nie istnieją żadne >>stałe zachowań<<. Niemniej jednak, pragnie on przedstawić jakieś wielkości liczbowe, arbitralnie wybrane, na podstawie historycznych faktów, jako >>nieznane stałe zachowań<<. Jedynym wytłumaczeniem, jakie zdoła rozwinąć jest stwierdzenie, iż jego hipotezy >>mówią tylko tyle, że te nieznane liczby pozostają logicznie stałe w pewnym okresie czasu[34]<<. Niezależnie od tego, czy ten interwał o rzekomej stałości skończonych wartości liczbowych pozostaje stały czy też pojawiły się właśnie jakieś zmiany, można ustalić to nieco później. Jest możliwe z retrospektywnego punktu widzenia, ale tylko w rzadkich przypadkach, aby głosić, że w ciągu pewnego (prawdopodobnie dość krótkiego) okresu, przypuszczalnie stały współczynnik, który ekonometrycy wybrali jako >>logiczny<<, przeważył między wartościami liczbowymi dwóch czynników. Ale jest to coś całkowicie odmiennego od stałych znanych z praw fizyki. Jest to tylko stwierdzenie historycznego faktu, ale nie stała, do której można się uciec w próbach przewidzenia przyszłych zdarzeń[35].”

„Tak wysoce cenione równania są, na ile odnoszą się do przyszłości, zaledwie równaniami, w których wszystkie wartości są nieznane[36].”

„W matematycznym podejściu do fizyki, rozróżnienie między stałymi a zmiennymi ma sens; jest niezbędne na każdym poziomie obliczeń technicznych. W ekonomii nie występują stałe relacje między różnymi wielkościami. Konsekwentnie, wszelkie uzyskiwane dane są zróżnicowane, lub, co odnosi się do tej samej kwestii, pozostają historycznym świadectwem. Ekonomiści matematyczni odmawiają racji bytu stwierdzeniu, że na skomplikowaną sytuację ekonomii matematycznej składają się ogromne liczby zmiennych. Tymczasem prawda jest taka, że nie istnieją żadne wartości constans, tylko same zmienne, co czyni całą dyskusję o zmiennych, przy braku obecności jej przeciwieństw, bezcelową[37].”

Co w takim razie mówi nam o prawidłowej relacji między teorią ekonomii a historią gospodarki, lub, by doprecyzować, historią w ogóle? Rolą historyka jest wyjaśnienie unikalnego procesu historycznego; by jego praca była adekwatna do zamierzeń, musi on uwzględnić wszystkie relewantne teorie z rozmaitych dyscyplin naukowych dotykających jego problemu. Fakty historyczne są złożonym efektem tysięcy przyczyn wypływających z rozmaitych aspektów ludzkich uwarunkowań. Toteż historyk musi być przygotowany do korzystania nie tylko z prakseologicznej teorii ekonomii, ale również z dokonań fizyki, psychologii, technologii, strategii wojskowych wraz z uwzględnieniem i zrozumieniem motywów i celów jednostkowych. Musi on używać tych narzędzi ze zrozumieniem zarówno dla celów różnych działań historycznych, ale i ich wyników. Historyk starający się zinterpretować ze zrozumieniem zróżnicowane zachowanie jednostek, podobnie jak całościowy kontekst historyczny, staje się w swojej ostatecznej analizie kimś na kształt „artysty,” tak więc nie ma żadnej gwarancji ani prawdopodobieństwa, że dwóch historyków dokładnie tak samo osądzi jakąś sytuację. Nawet jeśli mogą się zgodzić co do zestawu faktów wyjaśniających genezę i konsekwencje jakiegoś wydarzenia, wydaje się niemożliwym, by podobnie zgodzili się co do dokładnej roli, jaką odegrały poszczególne czynniki. Zastosowanie odmiennych teorii naukowych niejako determinuje opinie o znaczeniu zastosowanych teorii w konkretnych przypadkach; wystarczy przypomnieć przykład już przywoływany na kartach tej pracy: historyk Robinsona Crusoe nie wykorzysta teorii pieniądza w historycznej analizie jego działań na bezludnej wyspie. Dla historyka gospodarki prawa ekonomiczne nie są ani potwierdzane ani weryfikowane przez fakty historyczne; zamiast tego prawo, tam gdzie odgrywa istotną, można zastosować do wytłumaczenia pewnych zjawisk. Tak więc obrazują one działanie prawa. Związek między prakseologiczną teorią ekonomii a zrozumieniem historii gospodarczej został subtelnie zaznaczony przez Alfreda Schütza:

„Żadne działanie ekonomii nie jest przekonujące bez odwołania się do gracza ekonomicznego, aczkolwiek ten ostatni jest całkowicie anonimowy; to nie ty, nie przedsiębiorca ani >>homo oeconomicus<< jako taki, ale w pełni uniwersalna >>jednostka<<. Dlatego właśnie zasady teorii ekonomii mają tak ogólne zastosowanie, które daje im prawo do określeń: >>i tak dalej<< czy >>mogę to zrobić raz jeszcze<<. Jakkolwiek można badać zachowanie gracza ekonomicznego per se i próbować odgadnąć, co nim kierowało; wtedy oczywiście nie wykorzystujemy go w teorii ekonomii ale w historii gospodarki czy socjologii ekonomii. (…) Należy jednak pamiętać,że tezy tych nauk nie mają żadnej uniwersalnej wartości, gdyż zajmują się one opiniami na temat ekonomii poszczególnych historycznych jednostek lub też rodzajami ekonomicznej aktywności, dla której działania ekonomiczne rozpatrywane są w charakterze dowodów. (…)

Naszym zdaniem, czysta ekonomia jest doskonałym przykładem obiektywnie złożonego znaczenia subiektywnie złożonych znaczeń. Innymi słowy, jest to przykład obiektywnego znaczeniowo układu zastrzegającego typowe i niezmienne subiektywne doświadczenia kogokolwiek, kto działa na polu gospodarki. (…) Jakikolwiek wzgląd na środki, do których zostałyby zaliczone >>dobra<< po ich nabyciu, musiałby zostać wykluczony. Raz zwróciwszy uwagę na subiektywne znaczenie realnej osoby, a pozostawiwszy anonimowy abstrakt jednostki, nabiera sensu mówienie o jakimś nietypowym zachowaniu. (…) Dla pewności, takie zachowanie jest rzecz jasna nieistotne z punktu widzenia ekonomii i, ze względu na to, jakie są zasady ekonomii, jak to wyraził Mises, >>nie jest to stwierdzenie tego, co ma miejsce z reguły, ale co musi się koniecznie wydarzyć[38]<<.”


[1] Patrz zwłaszcza: Ludwig von Mises, Human Action: A Treatise on Economics, Yale University Press, New Haven 1949; patrz także: Mises, Epistemological Problems of Economics, tłum. George Reisman,: Van Nostrand, Princeton, NJ 1960.

[2] Patrz: Murray N. Rothbard, Praxeology as the Method of the Social Sciences, [w:] Phenomenology and the Social Sciences, pod red. Maurice Natanson, 2 tomy, Northwestern University Press, Evanston 1973, t. 2 s. 323-335 [przedrukowane [w:] Logic of Action One, s. 29-58]; patrz także: Marian Bowley, Nassau Senior and Classical Economics, Augustus M. Kelley, New York 1949, s. 27-65; oraz Terence W. Hutchinson, Some Themes from Investigations into Method, [w:] Carl Menger and the Austrian School of Economics, pod red. J.R. Hicks i Wilhelm Weber, Clarendon Press, Oxford 1973, s. 15-31.

[3] W odpowiedzi na krytykę twierdzącą, że nie każde działanie jest nakierowane na jakiś przyszły moment, patrz: Walter Block, A Comment on ‘The Extraordinary Claim of Praxeology’ by Professor Gutierrez, „Theory and Decision,” r. 3 (1973), s. 381-382.

[4] Patrz: Mises, Human Action, s. 101-102; oraz zwłaszcza: Block, A Comment…, s. 383.

[5] Dla typowej krytyki prakseologii za nieużywanie logiki matematycznej, patrz: George. J. Schuller, Rejoinder, „American Economic Review,” r. 41 (Marzec 1951), s. 188.

[6] John Maynard Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, tłum. Michał Kalecki i Stanisław Rączkowski, wyd. 3, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003, s. 270.

[7] Patrz: Murray N. Rothbard, Toward a Reconstruction of Utility and Welfare Economics, [w:] On Freedom and Free Enterprise, pod red. Mary Sennholz, D. Van Nostrand, Princeton, NJ 1956, s. 227 [przedrukowane [w:] Logic of Action One]; Rothbard, Man, Economy, and State, 2 tomy, D. Van Nostrand, Princeton 1962, t. 1, s. 65-66. O logice matematycznej jako podrzędnej względem logiki werbalnej, patrz: Rene Poirier, Logique, [w:] Vocabulaire technique et critique de la philosophie, pod red. Andre Lalande, wyd. 6 poprawione, Presses Universitaires de France, Paris 1951, s. 574-575.

[8] Bruno Leoni, Eugenio Frola, On Mathematical Thinking in Economics, „Journal of Libertarian Studies,” r. 1, nr 2 (1977), s. 109; włoska wersja tego artykułu to: Possibilita di applicazione della matematiche alle discipline economiche, „Il Politico,” r. 20 (1995).

[9] Jean Baptiste Say, A Treatise on Political Economy, Augustus M. Kelley, New York 1964, przypis na s. xxvi. (tego fragmentu nie ma w polskim tłumaczeniu traktatu: Say, Traktat o ekonomii politycznej, tłum. Witold Giełżyński i Stefan Czernecki, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1960 – przyp. tłum.)

[10] Boris Ischboldin, A Critique of Econometrics, „Review of Social Economy,” r. 18, nr 2 (Wrzesień 1960), s. 11 przypis; omówienie Ischboldina jest oparte na konstrukcji J. M. Bocheńskiego, Scholastic and Aristotelian Logic, „Proceedings of the American Catholic Philosophical Association,” r. 30 (1956), s. 112-117.

[11] Karl Menger, Austrian Marginalism and Mathematical Economics, [w:] Carl Menger…, s. 41.

[12] Mises, Human Action, s. 34.

[13] John Wild, Phenomenology and Metaphysics, [w:] The Return to Reason: Essays in Realistic Philosophy, pod red. John Wild, Henrey Regnery, Chicago 1953, s. 48, 37-57.

[14] Harmon M. Chapman, Realism and Phenomenology, [w:] Return to Reason, s. 29. O powiązanych ze sobą funkcjach zmysłów i rozumu oraz ich właściwych rolach w pojmowaniu rzeczywistości przez człowieka, patrz: Francis H. Parker, Realistic Epistemology, [w:] Return to Reason, s. 167-169.

[15] Patrz: Murray N. Rothbard, In Defense of ‘Extreme Apriorism’, „Southern Economic Journal,” r. 23 (Styczeń 1957), s. 315-318 [przedrukowane w: t. 1, roz. 6]. Powinno być jasne z bieżącego artykułu, że termin skrajny aprioryzm jest niewłaściwym określeniem dla prakseologii.

[16] Say, Traktat o ekonomii politycznej, tłum. Witold Giełżyński i Stefan Czernecki, PWN, Warszawa 1960, s. 34, 61.

[17] Friedrich A. Hayek, The Nature and History of the Problem, [w:] Collectivist Economic Planning, pod. red. F.A. Hayek, George Routledge and Sons, London 1935, s. 11.

[18] John Elliott Cairnes, The Character and Logical Method of Political Economy, wyd. 2, Macmillan, London 1875, s. 87-88; kursywa za oryginałem.

[19] Bowley, Nassau Senior, s. 43, 56.

[20] Mises, Epistemological Problems, s. 19.

[21] Bowley, Nassau Senior, s. 64-65.

[22] Hao Wang, Notes on the Analytic-Synthetic Distinction, „Theoria,” nr 21 (1995), s. 158; patrz także: John Wild i J.L. Cobitz, On the Distinction between the Analytic and Synthetic, „Philosophy and Phenomenological Research,” nr 8 (Czerwiec 1948), s. 651-667.

[23] J.J. Toohey, Notes on Epistemology, wznowienie: Georgetown University Washington D.C 1937), s. 36; kursywa za oryginałem.

[24] R.P. Phillips, Modern Thomistic Philosophy, Newman Bookshop, Westminster, Maryland 1934-35, s. 36-37; ptrz także: Murray N. Rothbard, The Mantle of Science, [w:] Scientism and Values, pod red. H. Schoecka i J. W. Wigginsa, D Van Nostrand, Princeton, NJ 1960, s. 162-165.

[25] Toohey, Notes on Epistemology, s. 10; kursywa za oryginałem.

[26]A. Schütz, Collected Papers of Alfred Schütz, t. 2, Studies in Social Theory, pod red, A. Brodersena, T. 2, Nijhoff, The Hague 1964, s. 4; patrz także: Mises, Human Action, s. 24.

[27] A. Schütz, Collected Papers of Alfred Schütz, t. 1, The Problem of Social Reality, pod red. A. Brodersena, Nijhoff, the Hague 1964, s. 65. Na temat filozoficznycch założeń nauki, patrz: A. G. Van Melsen, The Philosophy of Nature, Duquesne University Press, Pittsburgh 1953, s. 6-29. Na temat zdrowego rozsądku jako podstawy filozofii, patrz: Toohey, Notes on Epistemology, s. 74, 106-113. Na temat zastosowania podobnego punktu widzenia w metodologii ekonomii, patrz: F. H Knight, What is Truth’ in Economics, [w:] On the History and Method of Economics, University of Chicago Press, Chicago 1956, s. 151-178.

[28] J. Dorfman, The Economic Mind in American Civilization, 5 tomów, Viking Press, New York 1949, t. 3, s. 376.

[29] F. A. Von Hayek, The Non Sequitur of the ‘Dependence Effect’, [w:] Studies in Philosophy, Politics, and Economics, University of Chicago Press, Chicago 1967, s. 314-315.

[30] Mises, Human Action, s. 124.

[31] Patrz: Rothbard, Toward a Reconstruction of Utility and Welfare Economics, [w:] On Freedom and Free Enterprise, pod red. Mary Sennholz, D. Van Nostrand, Princeton, NJ 1956, s. 227 [przedrukowane [w:] Logic of Action One]; Rothbard, Man, Economy, and State, 2 tomy, D. Van Nostrand, Princeton 1962, t. 1, s. 65-66. O logice matematycznej jako podrzędnej względem logiki werbalnej, patrz: Rene Poirier, Logique, [w:] Vocabulaire technique et critique de la philosophie, pod red. Andre Lalande, wyd. 6 poprawione, Presses Universitaires de France, Paris 1951, s. 574-575.

[32] L. von Mises, Theory and History, Yale University Press, New Haven 1957.

[33] Mises, Human Action, s. 55-56, 348.

[34] Cowles Commission for Research in Economics, Report for the Period, January 1, 1948-June 30, 1949, University of Chicago Press, Chicago 1949, s. 7, za: Mises, Theory and History, s. 10-11.

[35] Ibid., s. 10-11.

[36] L. von Mises, Comments about the Mathematical Treatment of Economic Problems (cyt. za „niepublikowanym rękopisem”); wyd. jako: The Equations of Mathematical Economics, „The Quarterly Journal of Austrian Economics,” r. 3, nr 1 (Wiosna 2000), s. 27-32 [wyd. pol. Równania w ekonomii matematycznej i problem ekonomicznej kalkulacji w państwie socjalistycznym, tłum. Kubisz, R.J., http://mises.pl/site/subpage.php?id=53&content_id=188&view=full].

[37] Mises, Theory and History, s. 11-12; patrz także: Leoni i Frola, On Mathematical Thinking…, s. 1-8; oraz: Leland B. Yeager, Measurement as Scientific Method in Economics, „American Journal of Economics and Sociology,” nr 16 (Lipiec 1957), s. 337-346.

[38] Alfred Schütz, The Phenomenology of the Social World, Northwestern University Press, Evanston, Ill. 1967, s. 137, 245; patrz także: L. M. Lachmann, The Legacy of Max Weber, Clendessary Press, Berkeley, California 1971, s. 17-48.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Zysk jednego jest zyskiem drugiego. Frédéric Bastiat
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>