W temacie teorii dóbr publicznych polecamy też artykuł Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji autorstwa Stanisława Kwiatkowskiego. Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w zbiorze Pod prąd głównego nurtu ekonomii.

 

Dobra Publiczne

Często zadaję sobie pytanie, co legitymizuje działalność państwa w tak wielu społeczno-gospodarczych obszarach. Skoro nieudolność państwowego zarządzania przedsiębiorstwami jest powszechnie znana, to czy grupy nacisku i politycy żerujący na umiejętnie podsycanym strachu przed zmianą wystarczą do uruchomienia aktywności państwa w jakiejś dziedzinie? Bo, że gwarantują kontynuację interwencjonizmu przez wiele lat, to zrozumiałe. Czy jednak mniejszościowa grupa interesu jest w stanie doprowadzić do jego narodzin? Wydaje mi się, że w większości przypadków nie. Problem w tym, że od lat towarzyszą jej ekonomiści.

Główną ekonomiczną legitymizacją współczesnego interwencjonizmu jest teoria dóbr publicznych. Mówi ona, że pewne dobra lub usługi mają taką specyficzną cechę, że ich konsumpcja nie może być ograniczona do ich właścicieli. Oznacza to, że czerpią z nich korzyści nie tylko ci, którzy je wyprodukowali lub za nie zapłacili, ale także cała reszta społeczeństwa (pasażerowie na gapę – free riders). Nie można ich wykluczyć z konsumpcji, a nawet jeśli jest to możliwe, to byłoby to szkodliwe dla dobrobytu, bo marginalny koszt konsumpcji dobra publicznego wynosi zero (lub w praktyce jest bardzo niski). Z tego powodu dostarczaniem dóbr publicznych musi zająć się państwo, gdyż w przeciwnym razie w ogóle by ich nie produkowano lub byłyby dostępne tylko dla nielicznych, co wykluczyłoby całą resztę. Jako przykłady dóbr publicznych często wymienia się: pocztę, koleje, ochronę zdrowia, edukację, sieci energetyczne, kulturę, straż pożarną, latarnie morskie, telefon, ulice i wiele, wiele innych.
Na pierwszy rzut oka widać, że część z wyżej wymienionych dóbr publicznych łatwo zamienić w dobra prywatne, których konsumpcja uzależniona jest od płatności. Po pierwsze, część z nich została tam zakwalifikowana zupełnie arbitralnie (koleje) i wykluczenie z ich użytkowania tych, którzy nie płacą jest bardzo proste. Po drugie, poszerzając zakres stosowania prawa własności można zakazać wstępu osobom, które nie korzystają w kilku innych przypadkach (np. latarni morskich). Po trzecie, należy zauważyć, że posłużenie się ubezpieczeniem pozwala w prosty sposób rozłożyć koszty i objąć wszystkich tych, którzy chcą korzystać z dóbr publicznych wielu rodzajów.
Co więcej, wiele dóbr prywatnych łatwo zamienić w publiczne. Mało kto zaprzeczyłby, że dom jest dobrem prywatnym (nawet dom publiczny) – korzysta z niego ten, który wszedł, co może być łatwo skontrolowane. A jednak w wielu krajach europejskich prawo zezwala gminom na wprowadzanie nakazu budowania go w konkretnym stylu, zakazu używania pewnych kolorów, czy motywów, by nie psuć krajobrazu. W podobny sposób na sąsiadów oddziałują inne dobra – mój ogród może bardzo podobać się mojemu sąsiadowi, choć nie przyczynił się w żaden sposób do jego powstania. Kolejnym problemem w zastosowaniu teorii dóbr publicznych jest gładkie przechodzenie jednej kategorii w drugą wraz z postępem technicznym. Na przykład telewizja nadawana „w eter” była dobrem publicznym, a telewizja kablowa już nie.

Te rozważania można podsumować następująco – nie można podejmować decyzji w oparciu o to, czy dane dobro jest prywatne, czy publiczne, gdyż nie da się obiektywnie ustalić, jakie w danej chwili jest. Ma to swoje źródło w definicji dobra ekonomicznego jako takiego – jest nim każda rzecz traktowana przez kogoś jako rzadka[1]. W ten sposób dobrem może być dla człowieka coś, z czego fizyczne profity czerpie jakaś inna osoba. „Nawet tak prywatne sprawy, jak wnętrze mojego apartamentu lub kolor mojej bielizny mogą stać się dobrami publicznymi, jeśli tylko ktoś zacznie się o nie troszczyć”[2]. Ponieważ ludzkie wartościowania zmieniają się, to zarówno korzyść czerpana przez pasażerów na gapę, jak i sam fakt bycia dobrem publicznym dla każdego przypadku w każdej chwili może ulec zmianie.

Skupmy się jednak na istocie argumentu. Teoria dóbr publicznych mówi, że z faktu, że jakieś dobro jest potrzebne i nie byłoby produkowane na wolnym rynku wynika, że powinno ono być produkowane. Jest to jawne przemycenie normy do ekonomicznego rozumowania i to normy wielce wątpliwej – jeśli produkcja pewnego dobra ma dla ludzi pozytywne efekty, a nie znajdują się chętni dla jego finansowania, to wolno zastosować przymus i w ten sposób zagwarantować jego sfinansowanie. Widać teraz, że moralna podstawa szczególnego traktowania dóbr publicznych jest cokolwiek wątpliwa, a opiera się o, co zostało powiedziane powyżej, zupełnie arbitralne rozróżnienie.

Nie jest to niestety koniec zarzutów. Teoria jest nie do obrony nawet z utylitarnego punktu widzenia. W jawny sposób gwałci suwerenność konsumentów. Zmuszani są oni do nabywania określonych dóbr (publicznych), co wymusza na nich konieczność zrezygnowania z dotychczasowych (ważniejszych, skoro były wybierane) pragnień. Dobra publiczne, choć zapewne pożądane, zaspokajają dopiero (w najlepszym razie) drugorzędne potrzeby konsumentów. Nie płacenie za dobro uniemożliwia ponadto obiektywne ustalenie nakładów na jego produkcję. Kwoty na zakup czynników produkcji są arbitralnymi zapisami budżetowymi, nie odzwierciedlają preferencji konsumentów ani w wysokości ani w relacji z innymi zapisami. Nie wiadomo, czy należy dać więcej na oświatę, pocztę, czy służbę zdrowia – wszystko da jakiś pozytywny efekt, ale kwota, którą dysponujemy jest ograniczona. Do tego dochodzą jeszcze koszty biurokratycznego (państwowego) zarządzania przedsiębiorstwami, a także różne pokusy nadużyć.

Pozostaje jeszcze ostatni problem. Zwolennicy teorii dóbr publicznych twierdzą, że dane dobro mogłoby być sprzedawane na rynku, gdyby możliwe było zróżnicowanie cen dyktowanych konsumentom. Jednak często taki proceder nie jest technicznie możliwy (lub może zajść arbitraż). Wtedy proponuje się zabieranie konsumentom pieniędzy proporcjonalnie do ich majątku, a następnie oferowanie danego dobra wszystkim po równo. Ma to być rozwiązanie zgodne z teoretycznie rynkowym – konsumenci pragną dostarczanych dóbr i są gotowi za nie zapłacić.
W powyższym rozumowaniu kryją się dwa zasadnicze błędy. Po pierwsze taka sytuacja zachodzi dla niemal każdej branży, nie koniecznie dla dóbr publicznych. Można wyobrazić sobie producenta batoników, który również chętnie sprzedawałby więcej towaru, ale nie może obniżyć ceny, bo spadną jego wpływy od dotychczasowych klientów. Także w tym przypadku jedyną alternatywą zdaje się być pomoc państwa. Drugi problem to niemożność pewnej identyfikacji niezaspokojonych popytów. Nie jest powiedziane, że po niższej cenie te dodatkowe osoby rzeczywiście by kupiły ani jak długo będą gotowe to robić. Tym bardziej, że poszczególne przypadki nakładają się na siebie, bo pojawiają się nowe alternatywy – jeśli opisany przywilej uzyskają producenci batoników, to dodatkowi kupcy na rzodkiewkę mogą się już nie znaleźć. Nie trzeba dodawać, że omawiane rozwiązanie spowoduje spadek innowacyjności we wspomnianej branży, a także obniżenie jakości proponowanych produktów, bo skoro przychody są stałe, to należy zdecydowanie ciąć koszty.

Ostatnią sprawą jest konieczność ochrony obywateli przed monopolem, który rzekomo miałby powstać, gdyby państwo oddało dobro publiczne na powrót we władanie rynku. W tym momencie wkraczamy do teorii monopolu, która była już omawiana na tej stronie (D.T. Armentano: Krytyczny przegląd teorii monopolu).

Można zastanawiać się, dlaczego ekonomiści nadal wspierają teorię dóbr publicznych (vide Ludwig von Mises: Ekonomia a uniwersytety). Jedno jest pewne – bez pozbawienia rządu tego wsparcia (które promieniuje na resztę intelektualistów) nie uda się wyrwać z jego łap wielu dziedzin życia społecznego i przedsiębiorstw, które mogłyby funkcjonować o wiele lepiej.

Maciej Bitner


[1] Ta definicja, jak i znaczna część artykułu w oparciu o tekst Hansa-Hermanna Hoppego „Fallacies of the Public Good Theory and the Production of Security”, Journal of Libertarian Studies, zima 1989.
[2] Tamże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Ekonomia nie może być wyrzucona do klas szkolnych i biur statystycznych, nie może być nauką ezoteryczną. Jest to filozofia ludzkiego życia i ludzkiej aktywności, odnosi się ona do każdego i do wszystkiego. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W marcu wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Piotr Gładysz
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Dawid Jary
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Grzegorz Jeż
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Artur Kauf
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Janusz Kotynia
Pan Andrzej Koźlik
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 12 351,91 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>