Darmowy kredyt – list pierwszy[1]

Od F.C. Chevégo, redaktora „Głosu Ludu” („La Voix du peuple”) do Frédérica Bastiata

Przełożył Aleksander Palka

Patrz też listy: drugitrzeci, czwarty i piąty

– Pożyczka jako usługa, wykonywana w zamian za inną usługę
– Klasyfikacja natury usług
– Usługa polegająca na tymczasowym zrzeczeniu się jakiejś własności nie może być nabyta poprzez definitywną cesję innej własności
– Zgubne skutki odsetek dla pożyczkobiorcy, pożyczkodawcy i całego społeczeństwa

22 października 1849

Konkluzją wszystkich zasad ekonomii społecznej, które propaguje Pan z takim talentem, wydaje się mi być konieczność delegalizacji pobierania odsetek od kredytów. Niestety, w żadnym z Pańskich błyskotliwych tekstów nie mogłem doszukać się potwierdzenia tejże teorii. Po przeczytaniu broszury „Kapitał i renta”, zorientowałem się jednakże (ku mojemu miłemu zaskoczeniu), że dzieli nas jedynie drobna dwuznaczność.

Dwuznaczność owa jest spowodowana brakiem rozróżnienia pomiędzy dwoma jakże rożnymi pojęciami: użytkowaniem i własnością. Podobnie jak my (czyli redakcja gazety „Głos Ludu” – A.P.), określa Pan podstawowe cechy każdej usługi jako wzajemność (obopólność) oraz równoważność. Niestety, mieszając dwa jakże odmienne pojęcia – użytkowanie oraz własność – łamie Pan ową definicję usługi.

Uznajemy więc za konieczne w tym procesie wezwać na świadka Pańskie własne słowa, z którymi stoi Pan w sprzeczności! Nie odmówi Pan chyba stawienia się przed sędzią, którego sam Pan stworzył?

Proszę nie oskarżać nas o brak grzeczności. Mimo, że zostaliśmy pierwsi zaatakowani, zostawiamy Panu wybór miejsca, godziny i broni. Chcemy kontynuować nasz pojedynek słowny, wykorzystując do obrony Pana własne przemyślenia. Będziemy korzystać z wszystkich przykładów zawartych w „Kapitale i rencie”, aby sprostować to nieszczęsne nieporozumienie, które nie pozwala Panu na wyciągnięcie właściwego wniosku, czyli zakazu pobierania odsetek. Czy reguły tej debaty nie wydają się Panu słuszne?

Rozpocznijmy zatem.

Załóżmy, że Paul wymienia z Pierrem dziesięć banknotów po 10 sou w zamian za jeden banknot o nominale 100 sou – ot, wzorcowy przykład transakcji wymiennej. Ale Pierre mówi do Paula: „Daj mi Twoje banknoty po 10 sou teraz, a ja oddam Ci obiecany banknot 100 sou za rok”. Mamy tu do czynienia z innym rodzajem „usługi”, którą Pierre chciałby uzyskać od Paula.

Jaka jest natura tej usługi? Czy Pierre chce, aby Paul zrzekł się definitywnie swojej własności na jego korzyść? Nie, on pragnąłby jedynie otrzymać zgodę kolegi na użytkowanie jego majątku w ciągu jednego roku. Tak więc, ponieważ z definicji każda usługa musi być wymieniona na coś równoważnego, usługa polegająca na użytkowaniu musi być wymieniona na użytkowanie – ni mniej, ni więcej. Pierre powie zatem Paulowi: „Pożyczysz mi Twoje dziesięć banknotów po 10 sou na rok, a ja będę Ci winien to samo, czyli użytkowanie sumy 100 sou na rok”. Jak Pan sądzi, czyż nie jest to sprawiedliwe?

Weźmy inny przykład: człowiek wymienia okręt na dom. Ponownie mamy do czynienia z wymianą jednej własności na inną. Jednak armator chciałby korzystać z domu przez dwanaście miesięcy przed oddaniem statku. Właściciel domu stwierdza: „Chce Pan uzyskać ode mnie nową usługę, mam więc prawo Panu odmówić, lub domagać się w zamian równoważnej usługi”.”Oczywiście” – odpowiada armator – „daje mi Pan w roczne użytkowanie dobra o wartości 300 tysięcy sou, a zatem wydaje mi się, że będę Panu winien użytkowanie majątku o takiej samej wartości w ciągu dwunastu miesięcy. Ale ponieważ płacę za Pański dom moim statkiem, nie otrzymuję od Pana nowej własności, a jedynie jej użytkowanie. Dlatego też w zamian powinienem pozwolić Panu na korzystanie z dóbr o tej samej wartości i na ten sam okres, tj. dwanaście miesięcy. W ten oto sposób wymiana będzie równoważna”. Wymaganie czegokolwiek więcej byłoby niczym innym, jak kradzieżą.

Mauthurin pożycza Jérôme’owi worek zboża. Jérôme obiecuje oddanie zboża o takiej samej jakości i identycznej wadze, co do ziarna, za rok. Niestety, pożyczający chciałby otrzymać dodatkowo 5 kg zboża na każde pożyczone 100 kg. „Nie”, odpowiada Jérôme, „to byłaby jawna grabież – nie dajesz mi żadnej własności, bo za rok będę musiał Ci oddać towar równoważny temu, co mi dziś pożyczysz. Otrzymuję od Ciebie jedynie użytkowanie worka ziarna przez dwanaście miesięcy i jestem Ci wobec tego winien użytkowanie czegoś o tej samej wartości na ten sam okres”.

Mauthurin, który jest dosyć religijny, zaczyna się zastanawiać: „Obiekcje Jérôme’a są usprawiedliwione. Jeżeli za rok dostanę dodatkowo 5kg ziarna za każde pożyczone 100kg, to po pewnym czasie wzbogacę się na tyle, że będę mógł pożyczać dwa, trzy, cztery worki, a później nawet taką ich ilość, która pozwoli mi na życie z tego procederu. W efekcie, będę mógł zarabiać pieniądze, nie pracując, a robiąc zakupy, będę nabywał produkty wytworzone przez pracę innych ludzi. Tak więc, można powiedzieć, że stanę się pasożytem, żyjącym na koszt bliźnich, jak złodziej! I jest to oczywiste, albowiem oddaję Jérôme’owi towar jedynie w użytkowanie na określony czas, a chcę od niego uzyskać w zamian pewien majątek o konkretnej wartości.” W tym przypadku, nie mielibyśmy już oczywiście do czynienia z równoważnością usług.

Valère chce zamieszkać przez dwanaście miesięcy w domu Mondora, który stawia trzy warunki. „Po pierwsze – wyprowadzisz się po roku i naprawisz wszelkie usterki, spowodowane z Twojej winy. Po drugie, opłacisz na czas swojego pobytu architekta i robotników, który naprawiają szkody związane z burzami czy huraganami. Ja robię to od lat, więc będzie jak najbardziej sprawiedliwe, jeżeli poniesiesz ten sam koszt. Po trzecie, otrzymam od Ciebie usługę, równoważną tej, którą Ci wyświadczam”. A ponieważ Valère będzie korzystał z domu Mondora przez dwanaście miesięcy, będzie mu winien roczne użytkowanie jakichś dóbr o wartości domu. Szczegóły dotyczące ostatniego punktu będą swobodnie ustalone między dwoma stronami transakcji.

W ostatnim przykładzie załóżmy, że Jacques skończył właśnie robić hebel. Przychodzi do niego Guillaume i pyta: „Możesz wyświadczyć mi przysługę?”. „Jaką?” – odpowiada Jacques. „Pożycz mi Twój hebel na rok”. „No dobrze” – mówi Jacques – „ale co dostanę od Ciebie w zamian?”. Guillaume na to: „ponieważ pożyczasz mi przedmiot o wartości 50 sou na rok, ja, ze swojej strony, pożyczę Ci coś o tej samej wartości również na okres jednego roku”. „Ale po roku hebel będzie już podniszczony, a dziś jest nowy” twierdzi Jacques. „Będziesz mi musiał oddać albo nowy hebel, albo pieniądze na naprawę starego. Tak, czy inaczej, chcę otrzymać od Ciebie hebel w takim samym stanie, jak mój dzisiaj”. „Masz absolutną rację” – mówi Guillaume – „oddam Ci albo identyczny hebel, albo zwrócę koszty naprawy starego”. „Dodatkowo, pożyczysz mi towar o podobnej wartości, na okres dwunastu miesięcy” dodaje Jacques. „Jasne, skoro ty dajesz mi w użytkowanie przedmiot wart 50 sou, muszę Ci oczywiście pożyczyć coś o podobnej wartości przez dwanaście miesięcy”.

Moim zdaniem, z wszystkich powyższych przykładów można bezsprzecznie wyciągnąć kilka istotnych wniosków. Oto one:

1. Jeżeli uznamy, że za użytkowanie należy zapłacić użytkowaniem i jeśli pożyczkobiorca, oddając na określony czas równoważny majątek, wynagradza właściwie pożyczającego, to możemy stwierdzić, że pobieranie odsetek od kapitału jest absolutnie nienaturalne. Przecież po wzajemnym skorzystaniu z dwóch równoważnych usług, każdy z właścicieli otrzymuje majątek o dokładnie takiej samej wartości jak w momencie dokonania transakcji, a więc nie mamy tu do czynienia z przyrostem kapitału żadnej ze stron. Najsprawiedliwiej byłoby, aby ani pożyczający, ani pożyczkobiorca nie mogli uzyskać procentu od wymienianych towarów. W przeciwnym wypadku Paul, Mathurin, Mondor i Jacques wzbogaciliby się kosztem Pierre’a, Jérôme’a, Valère’a czy Guillaume’a! Przedmioty każdej transakcji mogą być traktowane jako środki produkcji, a ponieważ osoby z pierwszej grupy czerpią korzyści z majątku użyczonego im przez drugą grupę, nie mogą więc domagać się od tych ostatnich jeszcze procentu od udzielonej pożyczki. Innymi słowy, należy zrezygnować całkowicie z pobierania odsetek, a każdą usługę możemy zredukować do wymiany użytkowania jednego towaru na użytkowanie innego. Domaganie się własności w zamian za użytkowanie jest rabunkiem w biały dzień i jawną niesprawiedliwością. Twierdzimy zatem, że uzyskanie procentu od kapitału jest bezpodstawne i krzywdzące.

2. Po drugie, jak wykażemy, pobieranie odsetek szkodzi pożyczkobiorcy, pożyczkodawcy oraz całemu społeczeństwu. Pożyczkobiorcy są poszkodowani, gdyż, musząc zwrócić dobra o większej wartości, niż te, które uzyskali Pierre, Jérôme, Valère czy Guillaume, nie mają do czynienia z równoważnością usług. Pożyczający przekona się oczywiście o szkodliwości odsetek w momencie, gdy będzie chciał sam coś pożyczyć. Procent od kapitału podnosi w efekcie koszty przychodu dla każdego towaru (a zatem i jego cenę), a konsumenci są „okradani” przy dowolnym zakupie. Co za tym idzie, producenci, nie mogąc nabyć wyprodukowanych przez siebie towarów za swoje zyski, są zmuszeni do ograniczenia konsumpcji, co z kolei powoduje wzrost bezrobocia. Tenże wzrost jest źródłem kolejnej redukcji konsumpcji i zmusza nas do trwonienia pieniędzy na pomoc społeczną, a także wpływa na coraz wyższą przestępczość, spowodowaną brakiem pracy i biedą. Odsetki wprowadzają niesłychane zaburzenia do prawa popytu i podaży, są przeszkodą nie do przezwyciężenia dla swobodnego tworzenia się i pomnażania kapitału (a co za tym idzie, nie sprzyjają powszechnemu bogactwu). Niech ludzie nareszcie zrozumieją, jakie straty sami na siebie ściągają, uznając procent od kapitału za coś naturalnego!

3. Bazując na opowiedzianych powyżej anegdotach, możemy łatwo zaobserwować fenomen spirali odsetek. Jeżeli pozwolimy Paulowi, Mathurinowi, Mondorowi i Jacques’owi na wymianę użytkowania na własność, okaże się, że za kilkanaście lat będą oni mieli towary dwukrotnie więcej warte, niż to co pożyczyli, za sto lat dziesięć razy więcej, a później nawet tysiąc, czy milion razy więcej, nie przestając w żadnej chwili być właścicielami pożyczonego towaru! W ten sposób dopuścimy do sytuacji, gdzie użytkowanie worka zboża, czy domu, będzie równoważne własności miliona, miliarda worków zboża czy domów. Problemem jest tutaj możliwość wielokrotnej sprzedaży tego samego towaru, gdzie sprzedawca otrzymuje za niego za każdym razem większą wartość. Czy wartość wymienianych dóbr jest ta sama? Czy równoważne usługi mają tę samą wartość? Proszę zauważyć, że środki produkcji oddają usługę zarówno pożyczającym, jak i pożyczkobiorcom, a zatem Pierre, Jérôme, Valère i Guillaume po otrzymaniu usługi polegającej na użytkowaniu banknotu o nominale 100 sou, worka zboża, domu czy hebla, zrzekli się własności miliardów sou, worków zboża, domów czy hebli. Jednoznacznie wynika z tego rabunkowy charakter odsetek od kapitału, chyba, że Pańskim zdaniem użytkowanie banknotu o nominale 10 sou jest równoważne własności, dajmy na to, 10 miliardów sou.

Dopuszczając możliwość wymiany jednego worka zboża czy domu na miliard tychże towarów, pozwalamy niektórym ludziom na posiadanie większego majątku, niż sobie faktycznie wypracowali. Przecież ten miliard domów czy worków zboża pozwoliłby na utrzymanie tysięcy osób (pożyczających w długim okresie od pożyczkodawcy – A.P.), które muszą pracować w pocie czoła na jednego pożyczkodawcę! Nawet, jeżeli to, co zostanie im z zarobków, wystarczy na ich utrzymanie, odbiera im się w znacznej części możliwość rozwoju intelektualnego. Ci właśnie ludzie mogliby stać się nowymi Newtonami, Pascal’ami, mogliby dokonać wielu odkryć naukowych, czy stworzyć ogrom dzieł artystycznych, przyspieszając tym samym postęp ludzkości o całe wieki. Ale niestety, nie mogą oni oddać się przyjemnościom, gdyż muszą pracować od rana do nocy na spłatę odsetek od swoich pożyczek. Cały zysk idzie w ręce paru próżniaków, którzy, nic nie robiąc, przywłaszczają sobie owoce pracy robotników. W tenże oto sposób, znakomita większość ludzkości jest skazana na wegetację i prymitywne życie, gdyż konieczność spłaty procentu od kapitału odbiera im najpierw godne utrzymanie, a potem wszelkie rozrywki. Z drugiej strony, gdybyśmy zakazali możliwości pobierania odsetek, rzesze dzisiejszych próżniaków zostałyby zmuszone do pracy, co niewątpliwie doprowadziłoby do wzrostu bogactwa całego społeczeństwa, które to bogactwo przypadłoby tym, którzy na nie naprawdę zapracowali.

Nasi przeciwnicy mówią: „Jeżeli nie wolno będzie pobierać procentu od kapitału, kto będzie chciał tworzyć narzędzia pracy, materiały czy gromadzić ich zapasy? Każdy będzie produkował dokładnie tyle, aby wystarczyło mu na konsumpcję, a ludzkość będzie stała w miejscu. Nikt nie będzie tworzył kapitału, albowiem nie będzie mógł zarobić na odsetkach”. Typowe nieporozumienie! Czy nie będzie w interesie robotników produkować jak najwięcej, aby mogli wymieniać owoce swojej pracy na inne towary, o tej samej wartości, bez płacenia odsetek? Czy to samo nie będzie w interesie właścicieli fabryk? Czy, ze względu na brak odsetek, tysiąc sou nie będzie już warte tysiąc sou? Czy milion sou, ulokowany w ziemi, nieruchomościach, czy maszynach nie będzie miał wartości miliona sou? Innymi słowy, czy jakakolwiek nabyta własność straci swoją wartość, bo właściciel nie będzie mógł jej wykorzystać do ograbienia bliźnich? Na pytanie, kto będzie tworzył bogactwo, odpowiadamy – ci, którzy będą chcieli być bogaci. Kto będzie oszczędzał? Ci, którzy zechcą żyć jutro z owoców dzisiejszej pracy. Jaki będzie interes pomnażania kapitału? Taki sam, jak interes posiadania tysiąca sou po wyprodukowaniu towarów o tej wartości, czy interes posiadania miliona sou po wyprodukowaniu majątku o wartości miliona sou, itd.

Stwierdzi Pan zapewne, że „prawo zabierze nam możliwość tworzenia dóbr, bo nie będzie można już zarabiać na posiadanym majątku”. Nieprawda – wręcz przeciwnie, regulacje prawne uznające równoważność własności wyłącznie innej własności i użytkowania jedynie innemu użytkowaniu, sprawią, iż każdy będzie się bogacił proporcjonalnie do swojej pracy, a nie poprzez okradanie innych ludzi z owoców ich wysiłku. „Takie prawo odbierze nam jakąkolwiek chęć oszczędzania dziś i nadzieję na odpoczynek w przyszłości”, doda Pan, „będziemy musieli tyrać całe życie, a ciułanie paru groszy dla dzieci na start życiowy nie będzie miało sensu ze względu na zakaz pobierania odsetek”. Wręcz przeciwnie, brak procentu od kapitału ułatwi Panu oszczędzanie, czy odpoczynek w przyszłości, albowiem dziś spora część Pańskiego majątku musi być przeznaczana na spłatę odsetek od pożyczek, co nie miałoby miejsca w proponowanym przez nas systemie. Żaden człowiek nie mógłby wydawać więcej, niż sobie zapracował, a więc skłonność do oszczędzania byłaby o wiele większa, niż w dniu dzisiejszym. Mógłby Pan również łatwiej uzbierać fundusze dla dzieci, gdyż w chwili obecnej, mniej więcej połowa pieniędzy, które Pan zarabia jest zjadana przez różnego rodzaju odsetki. Przy braku procentu od kapitału, ta część Pańskich dochodów byłaby przeznaczona dla dzieci.

Wszystkie fałszywe dogmaty ekonomiczne dotyczące kapitału i odsetek, cechuje jednostronne podejście do tematu. Wykazuje się, że dobro pożyczane stanowi usługę i potencjalne narzędzie pracy dla pożyczkobiorcy, zapominając, iż dobro oddane jest tym samym dla pożyczkodawcy. Użytkowanie wymienianych usług w danym czasie równoważy się, z czego jasno wynika absurdalność procentu od pożyczek. Gloryfikuje się korzyści z odsetek, które, mnożąc się w nieskończoność, napędzają bogactwo mniejszości nierobów, przy braku potępienia dla odbierania owoców pracy masom biedoty, nie mającej w efekcie żadnych oszczędności. Można także spotkać się z apelami mówiącymi o konieczności tworzenia kapitału, nie widząc, że istnienie procentu od kredytu nadzwyczaj ogranicza możliwości naszego społeczeństwa w tym zakresie. Gdybyśmy zakazali pobierania odsetek, kapitał byłby tworzony o wiele szybciej, gdyż majątek przeznaczany dziś na ich spłatę mógłby zostać wykorzystany w bardziej pożyteczny sposób. W takim świecie każdy miałby więcej powodów do oszczędzania czy do tworzenia nowego kapitału; bogactwo pozostałoby wciąż bogactwem. Jednakże, w odróżnieniu od dnia dzisiejszego, ludzie bogaciliby się proporcjonalnie do tego, co wytworzyli i nikt nie byłby skazany na biedę poprzez nadmierne bogacenie się innych. Nowy kapitał zastąpiłby po prostu niszę utworzoną na rynku przez nieistniejące odsetki.

Jak Panu wiadomo, cyfra zero nie wyraża żadnej wartości absolutnej, ale mimo to jest bardzo użyteczna przy mnożeniu – dopisując zero na końcu dowolnej liczby, pomnażamy ją tym samym przez dziesięć. Uznając, że naturalną wartością stopy procentowej jest zero, stwierdzamy ponownie, iż użytkowanie jednego dobra może zostać wymienione tylko na użytkowanie innego dobra, nigdy zaś na jego posiadanie.

Oszczędności są, Pana (słusznym) zdaniem formą tworzenia się kapitału. Zakaz pobierania odsetek poprawiłby znacznie stan portfeli ludzi uboższych, którzy, spłacając procenty od pożyczek, nie mają wystarczającej ilości pieniędzy na utrzymanie swoich rodzin, nie mówiąc już o jakimkolwiek oszczędzaniu. Zysk z tychże odsetek przechodzi do bogatych, którzy i tak w większości mają więcej pieniędzy, niż są w stanie wydać. Chce Pan powszechnej obfitości kapitału? Prosimy przychylić się do naszego postulatu, który sprawiłby, że 99% robotników, którzy nie są dziś w stanie nabyć ani utrzymać kapitału w jakiejkolwiek formie, stało by się bogatszymi. Chce Pan pojednania pomiędzy pracą a kapitałem? Zakażmy zatem pobierania od kredytów procentu, od zawsze rozbudzającego antagonizmy między pracą a kapitałem, niszcząc równoważność i wzajemność usług. Czymże innym jest fakt, iż jedna strona transakcji zarabia miliardy na zezwalaniu innym na użytkowanie towaru wartego wielokrotnie mniej? Chce Pan harmonii między klasami społecznymi – znieśmy odsetki, a wtedy każdy będzie dysponował sumą równą wartości produktów, jakie sam wypracował.

Nie będzie już ani wyzyskiwaczy ani wyzyskiwanych, ani panów ani niewolników. Zlikwidujemy wszelkie niesprawiedliwości, a robotnicy przestaną konspirować przeciwko państwu i prawu, które uważają za źródła własnej niedoli. Nikt nie będzie już mówił o sztucznych, niewłaściwych stosunkach pracy, gdyż zapanuje prawdziwy i naturalny porządek rzeczy. Zniknie zazdrość robotników w stosunku do właścicieli, ich wzajemna nieufność i nienawiść! Wszystko to możemy osiągnąć dzięki idealnej, sprawiedliwej równowadze w wymianie usług, która usatysfakcjonuje zarówno umysł, jak i ducha każdego obywatela.

Jak Pan widzi, w moim wywodzie korzystałem wyłącznie z przykładów skopiowanych słowo w słowo z Pańskiego pamfletu „Kapitał i renta”. Wystarczyło jedynie uwypuklić różnicę między własnością a użytkowaniem, aby na tej podstawie dojść do wniosku, że zniesienie odsetek jest najsprawiedliwszym rozwiązaniem. Należało by w zasadzie powiedzieć, że to nie mój list, ale Pański esej jest tego najlepszym dowodem. Nie zaprzeczy Pan chyba swoim własnym słowom?

Zadanie Pańskie ograniczało się do uzasadnienia pobierania odsetek od kapitału. Ja z kolei ograniczyłem się do udowodnienia szkodliwości renty, korzystając przy tym z Pańskich przemyśleń. Mając kwestie teoretyczne za sobą, należałoby przejść do zastosowań praktycznych mojej teorii. Chciałbym zatem w paru słowach nakreślić Panu, w jak prosty sposób moglibyśmy ją wcielić w życie. Całe zadanie sprowadza się, moim zdaniem, do przekazania robotnikom (np. w charakterze zaliczki) na własność wszystkich dóbr, za użytkowanie których muszą dziś płacić odsetki. W jaki sposób to zorganizować? Wyobraźmy sobie bank prywatny, który emitowałby bony, które byłyby skupowane przez zainteresowane organizacje robotnicze. Organizacje te przeznaczałyby na to, powiedzmy 5% wartości towarów wyprodukowanych przez ich członków. Bony byłyby wymieniane na pieniądze przez ludzi chcących obalenia odsetek i przeznaczane na budowę domów, których lokatorzy otrzymywaliby każdego miesiąca część lokum równoważną wysokości płaconego czynszu (a więc po, dajmy na to, 25 latach płacenia stawaliby się oni właścicielami domów, bez konieczności uiszczania jakichkolwiek odsetek).

Załóżmy, że operacja emisji tychże bonów jest kontynuowana w nieskończoność i wkrótce wykupione zostałyby stopniowo nie tylko domy czy mieszkania, ale także środki produkcji i nieruchomości, które robotnicy nabyliby po określonym okresie płacenia rat. W ten sposób odsetki zostałyby zniesione, nie tylko od posiadanego przez opisany tu bank kapitału (którego wartość, nawiasem mówiąc, byłaby ogromna), ale od wszelkich innych dóbr, które byłyby wymieniane na rynku jedynie na równoważne usługi – własność na własność, a użytkowanie na użytkowanie.

Starałem się nie wchodzić zbytnio w detale, ponieważ w przeciwnym wypadku list znacznie by się wydłużył. Jestem przekonany, że taki wirtuoz ekonomii jak Pan pojmie w lot charakter opisanego powyżej mechanizmu. Zależało mi na tym, aby szybko zrozumiał Pan, jakie korzyści osiągnęlibyśmy z obalenia procentu od kapitału. Równoważność i obopólność usług mogłaby zostać zagwarantowana jedynie w świecie, w którym pożyczki, dzierżawa czy wynajem byłby traktowane jako forma wymiany tymczasowego użytkowania. W dniu dzisiejszym znaczenie tych pojęć jest, niestety, zupełnie wypaczone ze względu na konieczność płacenia odsetek.

Zlikwidujmy wspólnie odsetki – uderzmy w kapitał, który nie został utworzony w efekcie ludzkiej pracy, solidaryzujmy przeciwko niemu robotników, zastąpmy procent wymianą równoważnych usług! Wykazaliśmy już, że istnieje możliwość praktycznego zastosowania naszego pomysłu – geniusz ludzkiego umysłu sam wcieli go w życie.

Bez względu na to, jaka jest Pańska opinia na temat zastosowań naszej teorii, absurdalność i rabunkowy charakter procentu od kapitału zostały przez nas udowodnione ponad wszelką wątpliwość. Wywołują one odruch sprzeciwu w ludziach mających choć odrobinę sympatii dla płaczących i cierpiących. Mamy nadzieję, że po zwróceniu Pańskiej uwagi tę potworną niesprawiedliwość, udało nam się przekonać jakże wielki i przenikliwy talent ekonomiczny do walki z plagą, będącą źródłem biedy nieprzeliczonych rzesz ludzi.

Na zakończenie, chciałbym przytoczyć jeszcze jedną historię, pełniącą rolę wstępu w „Kapitale i rencie”. Oto dwóch ludzi: jeden pracuje od rana do nocy i, jeżeli za sprawą siły wyższej lub z innych powodów, wyda w ciągu roku wszystkie zarobione pieniądze, to pozostanie biedny. W noc sylwestrową zda sobie ów nieszczęśnik sprawę, że jego sytuacja materialna nie zmieniła się ani trochę podczas ostatnich dwunastu miesięcy, a jedyną perspektywą na przyszłość jest rozpoczęcie żmudnej pracy od nowa. Drugi z bohaterów naszej opowieści posiada zgoła inną pozycję – nie pracuje w ogóle, a interesują go jedynie rozrywki. Utrzymuje się z łatwością dzięki procentom od posiadanego przez siebie dość znacznego majątku. Rentier żyje więc na wysokim poziomie, w przepychu, korzystając każdego dnia z dóbr wytworzonych w pocie czoła przez robotników, do czego sam nie przyłożył nawet małego palca. To my, ludzie pracy, zbiliśmy jego biurko, położyliśmy miękkie obicie na jego fotel, polakierowaliśmy jego meble. To nasze córki i żony uszyły, pocięły i wyhaftowały wszystkie tkaniny w jego domu. Musimy pracować na bogacza i na nasze rodziny – najpierw zarabiając na jego zbytki, aby dopiero potem móc przeznaczyć skromną resztę na utrzymanie naszych najbliższych.

Ale to nie wszystko – jeżeli nasze przypuszczenie okazało się prawdą i robotnik nie zwiększył przez rok swojego majątku, znajdzie się on w punkcie wyjścia, w zamkniętym kole ciężkiej harówki. Jego praca została wynagrodzona jedynie raz; z drugiej strony rentier, wydając tyle pieniędzy, na ile pozwala mu wysokość otrzymywanych odsetek, na koniec roku będzie posiadał dobra, które pozwolą mu na dalsze beztroskie życie. To samo powtórzy się za rok, za dwa i za dziesięć. Innymi słowy, bogacz jest właścicielem nigdy nie wysychającego źródła stałych dochodów. Jak widać, jego kapitał nie jest opłacany raz, jak to ma miejsce w przypadku robotnika, ale nieskończoną ilość razy! W ten sposób, pożyczając 20,000 sou na 5% co roku przez sto lat, jego rodzina wzbogaci się o 100,000 sou, co nie przeszkodzi jej zarobić takiej samej sumy w wieku następnym! Te 20,000 sou, równe wartości wykonanej przez rentiera i jego najbliższych pracy, zostanie wielokrotnie wynagrodzone, oczywiście kosztem innych ludzi.

Czyż nie należy zreformować tej wszechobecnej niesprawiedliwości?

Proszę zaobserwować, co stanie się, jeżeli bogacz nie wyda przez dwanaście miesięcy całej renty, ale jedynie jej pewną część, dajmy na to 90%. Bez specjalnego wysiłku, człowiek ten będzie w stanie w szybkim tempie powiększyć swój majątek na tyle, że wkrótce będzie bogatszy od stu przeciętnych rodzin robotniczych.

Nie zaprzeczy Pan chyba, że dzisiejsze społeczeństwo toczy rak, który musi zostać usunięty, nawet za cenę przejściowych wyrzeczeń dla niewielkiej grupy uprzywilejowanych? Mamy nadzieję, że pomoże nam Pan w walce z tą niszczycielską chorobą. Pisze Pan o wolności (wymiany usług – A.P.), ale proszę nie zapominać o jej siostrze równości, aby mogło zapanować braterstwo, niezbędne do przywrócenia pokoju, sprawiedliwości i powszechnej zgody.

Tłumaczenie tekstu udostępnionego przez www.bastiat.org pod adresem http://bastiat.org/fr/gratuite_du_credit.html.


[1] Esej „Kapitał i renta” wywarł tak duże wrażenie na klasie robotniczej (która była zresztą jego głównym adresatem), że spowodował rozłam wśród działaczy socjalistycznych. „Głos ludu” uznał wobec tego za konieczne walkę z tym tekstem. Po poniższymi liście F. Chevégo, F. Bastiat zażądał prawa publikacji odpowiedzi, na co redakcja „Głosu Ludu” wyraziła zgodę. Uprzedzono go jednak, że kolejna riposta będzie zredagowana przez P.J. Proudhona. Następne części debaty były publikowane z tygodnia na tydzień, aż do trzynastego listu, który P.J. Proudhon uznał za zamykający przedmiot dyskusji. Redaktor opublikował zbiór tychże listów pod tytułem „Odsetki i kapitał”. Ze swojej strony, F. Bastiat dopisał do pozostałych czternasty list, a później opublikował całość jako „Darmowy kredyt”.

Jedna odpowiedź na „Bastiat vs. Proudhon – o darmowym kredycie: List pierwszy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nasze pokolenie zapomniało, że system prywatnej własności jest najważniejszą gwarancją wolności nie tylko dla posiadaczy własności, lecz w prawie równym stopniu dla tych, którzy jej nie posiadają. Friedrich von Hayek
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>