Darmowy kredyt – list czwarty

 

Od Frédérica Bastiata do P.J. Proudhona, redaktora „Głosu Ludu” („La Voix du Peuple”)

 

Przełożył Aleksander Palka

 

Patrz też listy: pierwszy, drugi, trzeci i piąty

 

– Ograniczenie logiczne debaty
– Odpowiedź tak lub nie nie zawsze jest wystarczająca
– Bezwartościowość stwierdzenia, że kapitalista pożyczając, niczego sobie nie odmawia
– Naturalna i konieczna produktywność kapitału, poparta przykładami
– Rozważania dotyczące rozrywek

 

26 listopada 1849

 

W ostatnim liście zadał mi Pan siedem pytań. Pozwolę sobie wobec tego Panu przypomnieć, że szukamy odpowiedzi na zaledwie jedno: „Czy istnienie procentu od kapitału jest uzasadnione”?

 

Kwestia ta wywołuje obecnie gwałtowne reakcje, które należy rozładować. Akceptując pisanie na gościnnych łamach Pańskiej gazety, nie miałem zamiaru analizować wszystkich możliwych kombinacji kredytu, jakie są w stanie wymyślić płodne umysły socjalistów. Zastanawiałem się jedynie, czy procent od kapitału jest rabunkiem, i czy można w związku z tym podzielić świat na kapitalistów-złodziei i okradanej przez nich klasy robotniczej. Jestem przeciwnego zdania, w odróżnieniu od wielu osób. Od tego, kto ma rację, zależy przyszłość naszej drogiej ojczyzny – będzie nią albo powszechna zgoda, albo nieunikniona, krwawa walka. Warto więc przeanalizować postawione powyżej pytanie ze szczególną dokładnością.

 

Gdybyśmy byli zgodni chociaż co do tego punktu wyjścia, to pozostałoby nam jedynie wyeliminować z umysłów ludzi katastrofalne błędy i niebezpieczne przesądy. Przedstawilibyśmy ludowi kapitał nie jako żarłocznego pasożyta, ale przyjazną mu i płodną potęgę. Pokazalibyśmy naszym rodakom – tu zacytuję prawie dosłownie Pańskie słowa – jak akumuluje się kapitał, dzięki aktywności, porządkowi, oszczędności, przezorności, podziałowi pracy, pokojowi i bezpieczeństwu publicznemu; jak dokonuje się jego dystrybucja, na wolnych zasadach, pomiędzy wszystkimi klasami społecznymi, jak łatwo staje się on dostępny, ze względu na spadające koszty nabycia i wreszcie jak wykupuje on ludzkość od ciężaru przemęczenia i spętania czasu wolnego.

 

Nie możemy jednak kontynuować naszych rozważań nad tym problemem społecznym, ponieważ Pańska odpowiedź na pytanie „Czy pobieranie procentu od kapitału jest uzasadnione”? brzmi jednocześnie „tak” i „nie”.

 

Tak, albowiem „pożyczka jest usługą, ma zatem swoją wartość i w konsekwencji musi posiadać także określoną cenę, a więc powinna przynosić odsetki”.
Nie, gdyż „udzielanie pożyczek, poprzez procent, pozwala kapitaliście na wygodne życie bez konieczności wykonywania jakiejkolwiek pracy. Z punku widzenia ekonomii politycznej i moralnej, taka sytuacja jest niepożądana”.
Tak, ponieważ „negacja procentu od kapitału nie unieważnia, naszym zdaniem, zasady, czy też prawa, które daje podstawę do tejże praktyki handlowej. Prawdziwy problem nie tkwi w pytaniu, czy lichwa jest uzasadniona, czy nie – w tej kwestii zgadzamy się z ekonomistami”.
Nie, bo „nie uznajemy, podobnie, jak czynią to chrześcijaństwo i Ewangelie, prawowitości pobierania odsetek od kapitału”.
Tak, gdyż „lichwa była jedynie zesłanym nam przez opatrzność użytecznym instrumentem postępu gospodarczego”.
Nie, ze względu na to, że „każda opłata ponad zwrot pożyczonej sumy jest lichwą i rabunkiem”.
● Wreszcie i tak i nie, albowiem „socjalizm nie ma na celu nikogo nawracać, ani Kościoła, który neguje istnienie odsetek, ani ekonomii politycznej, która popiera ich pobieranie, tym bardziej, że uznaje on racje obu stron”.

 

Niektórzy mówią, iż powyższe przeciwstawne tezy są dla Pana, Panie Proudhon, rozrywką umysłową. Inni z kolei uważają porównują je do strzałów z pistoletu, wykonywanych przez autora na ulicy w celu przyciągnięcia publiki do okien. Ja wiem, że stosuje Pan podobny schemat w każdej tematyce, dotyczącej wolności, własności, konkurencji, mechaniki, religii i uważam ten sposób wyrażania Pańskich myśli za uczciwy i poważny.

 

Czy sądzi Pan jednakże, że prości ludzie będą w stanie odnaleźć się w labiryncie stosowanych przez Pana paradoksów? Ich intelekty nie zostały ukształtowane na spróchniałych ławach Sorbony! Słynne powiedzenie „Quidquid dixeris, argumentabor, — Ego vero contra” (łac. „cokolwiek powiesz, będę argumentował przeciw”) do nich wcale nie przemawia, albowiem chcą oni zawsze poznać sedno sprawy i czują instynktownie, że odpowiedzią na zadane pytanie jest albo tak albo nie, a nigdy stopione razem tak i nie. Pozostając przy temacie naszej dyskusji, myślę, że prosty obywatel stwierdziłby: „procent od kapitału jest albo prawowity albo nie, sprawiedliwy albo nie, zesłany przez Opatrzność albo przez Szatana, symbolem własności albo grabieży”.

 

Proszę mi wierzyć, nawet wysublimowanym umysłom trudno jest zaakceptować argumentację przedstawianą za pomocą sprzeczności.

 

Jeżeli ograniczyłbym się do pierwszej połowy Pańskiej tezy, to nie różniłaby się ona niczym od tego, co głoszą obecni ekonomiści – zgodził się Pan, że użyczenie kapitału jest usługą, która daje prawo do równoważnej usługi, mogącej podlegać wycenie i nazywającej się odsetkami. Uznał Pan także, że jedynym sposobem na uzyskanie równoważności obu usług jest pozwolenie na swobodną ich wymianę, gdyż odrzuca Pan interwencję państwa i głosi wolność człowieka i obywatela. Podobnie rzecz się ma z Pańskim twierdzeniem o procencie od kapitału jako instrumencie równości i postępu ludzkości. Dzięki akumulacji kapitału (która nie byłaby faktem bez możliwości pobierania opłaty za jego użyczanie), wysokość odsetek systematycznie spada, czyniąc dostęp do narzędzi pracy, surowców i zaopatrzenia coraz łatwiejszym. Zdaje Pan sobie sprawę z tego, iż u przyczyn utrudnień dyfuzji kapitału stoją przywileje i restrykcje handlowe oraz monopole, nie wynikające bynajmniej z przywoływanej powyżej wolności.

 

Oto doktryna, która poprzez swą prostotę, wielkość i wewnętrzną zgodność, zmienia poglądy ludzkie, porywa serca i napełnia uczuciem pewności wszystkie zakamarki umysłu. Co Panu nie odpowiada w ekonomii politycznej? Że odrzucając różne formuły, nie stała się socjalistyczna? Owszem, odrzuciła ona saint-simonizm (fr. „saint-simonisme”, dziewiętnastowieczna doktryna socjalno-ekonomiczna, głosząca m.in. centralistyczną organizację pracy i społeczną własność środków produkcji – przyp. A.P.) i furieryzm (fr. „fouriérisme”, odmiana socjalizmu utopijnego, stworzona przez Ch. Fouriera – przyp. A. P.), a także z teorie Luxembourga, ale Pan również należał do oponentów tych idei. Zwalczała komunizm, który został następnie całkowicie skompromitowany dzięki Panu, redaktorze.

 

Pańskie poglądy są zgodne z ekonomią polityczną co do kapitału, jego źródeł, misji, praw i trendów; co do konieczności promocji wolności gospodarczej; co do interwencji państwa w transakcje handlowe, jako wroga, z którym należy walczyć; co do oporu wobec minionych już idei socjalizmu, skąd więc w Panu taka do niej wrogość? Znalazł Pan otóż w socjalizmie nową formułę: sprzeczność, czy, jak Pan woli antynomię. To dlatego gani Pan ekonomię polityczną, twierdząc: „Ma ona już sto lat i nie odzwierciedla problemów, z jakimi się borykamy w dniu dzisiejszym. Ekonomia polityczna traktuje kwestię odsetek z jednej tylko strony: opiera się słusznie na prawowitości i użyteczności procentu od kapitału, gdyż jest on istotnie pożyteczny i prawowity, ale nie rozumie, że pobieranie go jest zarazem szkodliwe i nieuzasadnione. Zwycięstwo neosocjalizmu opiera się na odkryciu owej sprzeczności zdumiewającej głosicieli ekonomii politycznej.

 

Zanim, zgodnie z Pańskim życzeniem, zacznę szukać rozwiązania tych sprzecznych założeń, należy wpierw sprawdzić, czy sprzeczność w ogóle istnieje. Podstawowym pytaniem, które powinniśmy sobie zadać, jest:

 

„Czy istnienie odsetek jest prawowite”?

 

Cóż mogę tu powiedzieć? Oko moje spogląda na miecz Damoklesa, który podnosi mi Pan nad szyją. Jeżeli moje rozważania okażą się wiążące, zatrze Pan ręce i stwierdzi: „nie można sobie wyobrazić lepszego uzasadnienia mych wywodów”. Z drugiej strony, jeśli komunizm dostarczy Panu pozornego odporu wobec przedstawionych przeze mnie poglądów, zatrze Pan znowu ręce i powie tym razem: „a oto pomoc, która nadchodzi dla mojej antytezy”. O antynomio! Jesteś niezdobytą twierdzą i przypominasz kropka w kropkę sceptycyzm. Jak przekonać Pyrrona (filozof grecki – przyp. A.P.), który twierdzi: „wątpię, że mówisz do mnie, a ja do Ciebie; wątpię, że Ty lub ja istniejemy naprawdę, wątpię, że wątpię”?

 

Myślę jednakże, że warto byłoby przyjrzeć się, na jakiej podstawie opiera Pan drugą część sprzeczności.

 

Na początku przywołuje Pan ojców Kościoła, judaizm i pogaństwo. Ja z kolei pozwolę sobie na odrzucenie ich autorytetu w kwestiach ekonomicznych. Przyznaje Pan to sam, że żydzi i bałwochwalcy mówią jedno, a robią drugie. Analizując prawa rządzące społeczeństwem, należy raczej obserwować sposób zachowania ludzi, a nie cytować górnolotne sentencje.

 

Oznajmia Pan: „Kapitalista nie odmawia sobie pożyczanego kapitału. Wręcz przeciwnie, udziela pożyczki, albowiem nie potrafi go już w żaden opłacalny dla siebie sposób spożytkować”.

 

A jakie ma to znaczenie, jeżeli człowiek ten wytworzył, dzięki swojej pracy, tenże kapitał dokładnie w celu pożyczenia go innym? Mamy tu jedynie do czynienia z pewną dwuznacznością, wynikającą z podziału pracy. Pańska argumentacja atakuje nie tylko pożyczki, ale także sprzedaż. Chce Pan dowodów? Zacytuję ponownie Pański wywód, zastępując słowo pożyczka słowem sprzedaż, a kapitalistę kapelusznikiem: „Kapelusznik nie odmawia sobie sprzedawanego kapelusza. Wręcz przeciwnie, sprzedaje go, albowiem nie potrafi go już w żaden opłacalny dla siebie sposób spożytkować”.

 

Na poparcie swojej antytezy, przywołuje Pan pojęcie kompensacji (zniesienia się dwóch wartości – przyp. A. P.): „Pożycza mi Pan na procent hebla, do wygładzania desek. Jeśli ja pożyczę Panu piłę do cięcia drewna, będę miał również prawo do odsetek. Przy równej wartości pożyczanego kapitału, nasze zobowiązania się wzajemnie zniosą, czyli ich saldo wyniesie zero”.

 

Bez wątpienia ma Pan tu rację, ale przy różnych wartościach pożyczanych dóbr, pojawi się saldo niezerowe. Do takich właśnie sytuacji dochodzi na rynku w każdej chwili. To, co pisze Pan o pożyczkach, można również odnieść do handlu i pracy – czy według Pana, z równoważności wykonanych prac wynika, że wartość wykonanej pracy jest równa zeru?

 

Nowoczesny socjalizm, Pańskim zdaniem, ma na celu wzajemną kompensację pożyczanych kapitałów, aby wartość odsetek, stanowiących integralną część ceny każdego produktu, wyniosła zero. Taka kompensacja procentu od kapitału nie jest niemożliwa w świecie idealnym, przyznaję, ale do wykonania tego przedsięwzięcia potrzeba większych nakładów, niż tylko jakiś bank. Socjalizm wygra, pod warunkiem, że wcześniej uda mu się wyrównać u wszystkich ludzi spryt, zdolności, uczciwość, przezorność, potrzeby, gusta, zalety i wady, a nawet szczęście. Ale w takiej sytuacji wysokość procentu od kapitału nie miałaby najmniejszego znaczenia.

 

Zarzuca nam Pan, że nie uznajemy wielkiego znaczenia socjalizmu, nie pokładając zbyt wielkich nadziei w jego snach o darmowym kredycie. Pisze Pan: „Przypisuje Pan kapitałowi zasługi w rozwoju przemysłu i bogactwa, podczas gdy w rzeczywistości źródeł tych trendów należy szukać raczej w cyrkulacji kapitału”.

 

Moim zdaniem, myli Pan rezultat z przyczyną. Aby kapitał mógł cyrkulować, musi najpierw zaistnieć; ludzie zaś tworzą kapitał dzięki perspektywie możliwości zarobku na nim. Kapitał nie jest użyteczny dlatego, że cyrkuluje; wręcz odwrotnie – cyrkuluje, ponieważ jest użyteczny. Jego użyteczność powoduje, że jedni go kupują, a inni sprzedają i stąd jego cyrkulacja, która musi być wolna.

 

Najbardziej żałuję, że dokonuje się obecnie podziału społeczeństwa na dwie wrogo nastawione grupy – robotników i kapitalistów; zupełnie jakby istniał na tym świecie robotnik nie będący do pewnego stopnia kapitalistą; a przecież wynagrodzenie pracy jest równoważne wynagrodzeniu kapitału (odsetkom). Panu oczywiście nie trzeba wyjaśniać tak prostych kwestii, ale ponieważ nie piszemy naszych listów dla siebie, lecz dla czytelników, proszę pozwolić mi na podanie pewnego przykładu.

 

Mamy dwóch robotników, obaj są równie zręczni, silni i aktywni. Jeden dysponuje tylko własnymi rękami, a drugi ma siekierę i piłę. Załóżmy, że pierwszemu zapłacę 3 franki za dzień, a drugiemu 3 franki 75 centymów. Wydaje się, że mamy do czynienia z niesprawiedliwością, jednakże po wyjaśnieniach przekonamy się, że nic podobnego nie ma w tym przypadku miejsca.

 

Po pierwsze, muszę wyrównać stolarzowi koszty związane ze zużyciem jego narzędzi, które są stosowane do wytwarzania produktów, na których zarabiam. W przeciwnym wypadku uległyby one zniszczeniu, a ich właściciel straciłby swoją pozycję zawodową. Dlatego właśnie płacę mu 25 centymów więcej (w oryginale 5 sou – przyp. A. P.), niż pierwszemu robotnikowi.

 

Po drugie, niech czytelnik zada sobie pytanie – dlaczego drugi pracownik ma w ogóle narzędzia? Musiał on albo sam je wykonać, albo opłacić ich wykonanie ze swojej pensji, co w zasadzie, z naszego punktu widzenia, sprowadza się do tego samego. Załóżmy, że zrobił je sam, poświęcając na to pierwszy miesiąc roku. W efekcie, będzie on mógł pracować jedynie przez 270 dni (w ówczesnej Francji rok miał 300 dni – przyp. A. P.), podczas gdy pierwszy robotnik przez całe 300. Z tego względu stawka musi być tak ustalona, aby stolarz mógł zarobić w 270 dni tyle, co pierwszy robotnik w 300. Stąd kolejne 25 centymów, które mu przyznaję.

 

To jeszcze nie wszystko. Gdy stolarz zdecydował się na wykonanie narzędzi, miał na uwadze poprawę swojej sytuacji. Jego rozumowanie na pewno nie było następujące: „Będę gromadził zapasy i oszczędzał, żeby móc przeżyć pierwszy miesiąc, który poświęcę na zrobienie narzędzi stolarskich. Dzięki tym narzędziom wykonam więcej pracy na rzecz mojego klienta. Zażądam od niego takiej pensji, abym zarobił w ciągu roku tak, jak gdybym pozostał robotnikiem bez narzędzi”. Jest chyba jasne, że rzeczą, stymulującą w tym rzemieślniku bystrość, spryt i dalekowzroczność, jest nadzieja na uzyskanie lepszego wynagrodzenia za jego pracę.

 

W ten oto sposób wyjaśniliśmy, dlaczego stawka stolarza jest wyższa od zarobku pierwszego robotnika:

 

1. 3 franki – pensja
2. 25 centymów – rekompensata zużycia narzędzi
3. 25 centymów – rekompensata czasu poświęconego na wykonanie narzędzi
4. 25 centymów – wynagrodzenie bystrości, dalekowzroczności i konieczności odmawiania sobie przyjemności podczas produkcji narzędzi

 

Suma powyższych elementów wynosi oczywiście wspomniane już 3 franki 75 centymów.

 

Gdzie widzi Pan tu niesprawiedliwość i wyzysk? Dlaczego wydaje mi się, że słyszę już absurdalne wrzaski przeciwko stolarzowi, który stał się kapitalistą?

 

Proszę zauważyć, że dodatkowa suma, jaką płacę drugiemu robotnikowi, nie powstaje na koszt żadnych osób trzecich – jest to tylko i wyłącznie mój wydatek. Dzięki zastosowaniu narzędzi, udało się wyprodukować większą ilość dóbr. Zysk wynikający z powstania owej nadwyżki został zatem podzielony pomiędzy stolarza-kapitalistę i mnie-konsumenta. Można powiedzieć, że reprezentuję w tej transakcji społeczeństwo, czy nawet całą ludzkość.

 

Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden przykład, albowiem wydaje mi się, że bezpośrednia analiza faktów jest o wiele lepsza od kreowania sprzeczności.

 

Pewien rolnik ma pole zniszczone przez nadmierną wilgoć. Będąc prostym człowiekiem, bierze duży garnek i usiłuje za jego pomocą usunąć nadmiar wody z roli. Kto powinien zapłacić za tę dodatkową pracę? Oczywiście, nabywca płodów rolnych, pochodzących z tego pola. Gdyby ludzie nie wymyślili innego sposobu na osuszanie pól, zboża byłyby tak drogie, że nikt by ich nie wysiewał (pomimo, a może raczej ze względu na brak istnienia kapitału do dodatkowego opłacenia). Tak właśnie było przez setki lat.

 

Nasz rolnik decyduje się na wykonanie cieku wodnego; mamy więc już nowy kapitał. Kto ma za niego zapłacić? Na pewno nie wyłącznie osoba, która zakupiła pierwsze plony. Byłoby to niesprawiedliwe, ponieważ ciek zwiększy plony przez nieokreślony okres czasu. W jaki sposób dokonać zatem sprawiedliwego podziału kosztów? Przy pomocy prawa odsetek i amortyzacji. Rolnik, podobnie jak stolarz, musi otrzymać dodatkowo wymienione już wyżej trzy elementy do swoich podstawowych zarobków, gdyż w przeciwnym przypadku nie zbuduje cieku wodnego dla swojego pola.

 

Jeszcze większą herezją ekonomiczną jest twierdzenie, że doliczane do ceny zboża odsetki (wynikające z potrzeby amortyzacji cieku) są stratą dla konsumenta. Wręcz przeciwnie – ponieważ konsument płaci procent od użytego kapitału, nie musi płacić jeszcze wyższej ceny za ręczne osuszanie pola. Po zastanowieniu zauważy Pan z pewnością, że w obu przypadkach klient płaci za pracę, z tym, że w pierwszej sytuacji wykorzystuje się ponadto siły natury, za które nie trzeba płacić.

 

Najcięższym Pańskim oskarżeniem wobec odsetek jest to, że pozwalają one kapitalistom żyć bez pracy, a życie bez pracy jest „niemożliwością, zarówno z punktu widzenia ekonomii politycznej, jak i etyki”.

 

Życie bez pracy jest dla ludzi bez wątpienia niemożliwością. Ale nie jest już niemożliwe przeżycie dwóch dni z owoców pracy jednego. Na szczęście dla nas wszystkich, nie jest niemożliwe dla ludzkości zwiększanie wysokości produkcji w stosunku do włożonej pracy. Jeżeli rzemieślnik potrafił podnieść swój poziom życia poprzez zastosowanie prostych narzędzi, nie widzę powodów, dla których nie miałby on zwiększyć efektowności swojej działalności, tworząc zaawansowane maszyny, wkładając w pracę jeszcze więcej geniuszu i przezorności, często nawet kosztem przyjemności czy odpoczynku. Dlaczego talent, wytrwałość, pracowitość członków danej rodziny nie miałyby zostać spożytkowane do zwiększenia jej majątku, z którego korzystałyby następne pokolenia?

 

Owo bogactwo mogłoby być uzasadnionym źródłem zazdrości i irytacji osób o gorszej sytuacji finansowej jedynie w przypadku, gdyby zostało ono zdobyte na koszt innych, a właśnie udowodniłem, że tak nie jest. Dobrze Pan wie, że zdobycie majątku pozwalającego na spokojne życie jest odwiecznym marzeniem większości ludzi.

 

Na zakończenie tego i tak przydługiego listu, chciałbym nawiązać do mojego stosunku do czasu wolnego i przyjemności.

 

Mimo całego mojego podziwu do praw ekonomii społecznej, na analizę której poświęciłem znaczną część mojego życia, a także mimo zaufania, którym darzę wnioski płynące z tej nauki, nie jestem zdania, że każdy człowiek musi się stosować do jej zaleceń. Życie ludzkie nie sprowadza się do produkcji, dystrybucji, cyrkulacji i konsumpcji kapitału. Wszystko na świecie ma swoją przyczynę, człowiek również ma na celu coś więcej, niż tylko zaspokojenie swoich potrzeb materialnych. Skąd bierze się delikatność uczuć, zapał w dążeniu do celu, moc uwielbienia czy ekstazy? Dlaczego ludzie znajdują w najmniejszym kwiatku piękno i harmonię, niesione wszystkimi zmysłami do duszy, jak pszczoły niosące nektar do ula? Z jakiego powodu łzy zalewają nam oczy, gdy słyszymy od bliskiej osoby słowa oddania i miłości? Skąd biorą się przypływy i odpływy uczuć, sterowane przez serce, podobnie jak kieruje ono przepływem krwi? Jak wyjaśnić miłość człowieka do ludzkości i jego wieczne próby okiełznania nieskończoności? Są to wszystko dowody na to, że przeznaczenie nasze nie jest ograniczone do wąskiej dziedziny produkcji przemysłowej. Człowiek ma zatem cel w życiu. Jaki on jest? Powyższy artykuł nie jest właściwym miejscem na stawianie takiego pytania. Bez względu jednak na to, jaki jest ten cel, jestem pewien, że nie może być osiągnięty przez człowieka umordowanego nieustanną pracą, nie mającego czasu wolnego na odpoczynek i rozwijanie inteligencji, uczuć oraz poczucia piękna. Osoba taka (a jest ich zdecydowanie zbyt wiele!) jest raczej obojętna i apatyczna na to, co jest najpiękniejsze i najczystsze w istocie ludzkiej.

 

Jaka moc zmniejszy więc ciężar naszego brzemienia? Kto skróci godziny pracy? Kto zrzuci jarzmo dźwigane nie tylko przez mężczyzn, ale także przez coraz większą ilość kobiet i dzieci, nie przystosowanych przecież do ciężkiej pracy? To kapitał, w formie koła, przekładni zębatej, toru kolejowego, wodospadu, żagla czy pługa bierze na siebie większość prymitywnych czynności, wykonywanych poprzednio na koszt naszych mięśni i nerwów. On to właśnie poskramia darmowe siły natury na korzyść nas wszystkich. Kapitał jest przyjacielem i dobroczyńcą wszystkich ludzi, zwłaszcza klas ubogich i cierpiących. W ich interesie jest, aby rósł, pomnażał się i rozpowszechniał bez końca. Niestety, jesteśmy obecnie świadkami smutnego spektaklu – którego nie mogę określić innymi słowami jak samobójstwo materialne, moralne i społeczne – polegającego na tym, że błądzące masy wypowiedziały kapitałowi zażartą wojnę. Absurdalność tego stanu rzeczy może być jedynie porównana z sytuacją, w której kapitaliści dążyliby do sparaliżowania ramion wszystkich robotników i unicestwienia w ten sposób wszelkiej pracy.

 

Podsumowując, Panie Proudhon, przejdę z przyjemnością do odpowiedzi na kolejne zadane pytania po Pańskim uznaniu mojej konkluzji dotyczącej pierwszej i najważniejszej z kwestii – że istnienie odsetek od kapitału, o wysokości ustalanej na wolnym rynku, jest uzasadnione.

 

Tłumaczenie tekstu udostępnionego przez www.bastiat.org pod adresem http://bastiat.org/fr/gratuite_du_credit.html.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nasze pokolenie zapomniało, że system prywatnej własności jest najważniejszą gwarancją wolności nie tylko dla posiadaczy własności, lecz w prawie równym stopniu dla tych, którzy jej nie posiadają. Friedrich von Hayek
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>