Autor: Hans-Hermann Hoppe
Tytuł oryginału: The Economics of Taxation
Tłumaczenie: Szymon Chrupczalski
Redakcja: Marcin Zieliński

[Niniejszy tekst stanowi fragment drugiego rozdziału książki Economics and Ethics of Private Property]

podatkiChciałbym wyjaśnić tutaj ogólny wpływ opodatkowania na gospodarkę. Oznacza to, że dokonam prakseologicznej analizy opodatkowania i analiza ta nie powinna się znacząco różnić od tego, co na ten temat głoszą inni ekonomiści.

Stwierdzenie, że nie ma nic do dodania w kwestii wpływu podatków na gospodarkę wcale nie oznacza, iż to, co jest wiadome, nie będzie nowością dla wielu ludzi. Właściwie po przejrzeniu kilku popularnych podręczników do ekonomii wydaje mi się, że to, co mam tutaj do powiedzenia, jest nowością dla większości dzisiejszych ekonomistów i studentów ekonomii. Opracowania te skupiają się na czysto opisowym przedstawianiu różnych systemów podatkowych i ich historycznym rozwoju[1], a prawie zupełnie przemilczana jest odpowiedź na pytanie o to, jakie są ogólne skutki opodatkowania. Co więcej, przy omawianiu efektów opodatkowania, wnioski co do skutków poszczególnych form podatków są niezmiennie obarczone błędami.

Ów stan rzeczy jest po prostu odbiciem procesu intelektualnej degradacji. Już sto pięćdziesiąt lat temu prawie wszystko, co powinniśmy dziś wiedzieć o ekonomii opodatkowania, zostało poprawnie i przekonująco wyłożone przez wybitną postać w historii tej nauki, Jeana Baptiste Saya w jego Traktacie o ekonomii politycznej.

W przeciwieństwie do autorów współczesnych podręczników, którzy dyskusję o podatkach schematycznie umieszczają w osobnych rozdziałach swoich książek, Say już od początku umieszcza owe zjawisko w rozdziale O konsumpcji bogactw.

Następnie Say bezbłędnie identyfikuje i przedstawia opodatkowanie jako karę i atak na nabywanie i wytwarzanie dóbr (własności), co z konieczności prowadzi do redukcji bogactwa przejawiającego się w tych dobrach i do obniżenia się ogólnego poziomu życia.

Say pisze:

„Utrzymywać, że podatek pomnaża produkcję przez sam fakt ściągania części tej produkcji, że wzbogaca naród, bo konsumuje część jego bogactw, jest po prostu niedorzecznością”.[2]

„Podatek stanowi tę część produktu narodowego, która z rąk obywateli przechodzi do rąk rządu dla zaspokojenia konsumpcji publicznych. Bez względu na to, pod jaką nazwą występuje, czy to będzie się nazywało podatkiem, opłatą, cłem, subsydium czy daniną, jest to zawsze ciężar nałożony na osoby prywatne lub ich zrzeszenia przez władzę zwierzchnią: naród albo monarchę, aby ich kosztem dostarczyć środków na cele konsumpcyjne, jakie ta władza uzna za właściwe: a zatem jest to podatek, czyli ciężar nałożony”.[3]

Ponieważ tak fundamentalna obserwacja została dziś zapomniana, a przynajmniej nie wydaje się już wcale taka oczywista, to moim pierwszym zadaniem jest zaprezentowanie od nowa prakseologicznej oceny, wyjaśnienia oraz zasadności głównego argumentu Saya. Przy okazji obalę niektóre popularne „kontrargumenty” mówiące, że opodatkowanie niekoniecznie musi przeszkadzać w tworzeniu własności i bogactwa. W świetle ogólnych rozważań przedstawię następnie podstawowe mity, które można znaleźć w większości podręczników traktujących o zasięgu obciążeń podatkowych.

Opodatkowanie – nade wszystko i przede wszystkim – jest i musi być rozumiane jako niszczenie własności i bogactwa, co wynika z prostej analizy logicznej znaczenia podatków.

Opodatkowanie jest przymusowym, niewynikającym z umowy transferem określonych dóbr materialnych (obecnie zazwyczaj pieniędzy, ale nie zawsze) i wartości w nich zawartych od jednostki bądź grupy, które władały nimi jako pierwsze, i które mogły czerpać dochód z dalszego ich posiadania, do innych jednostek bądź grup, które teraz mogą być ich posiadaczami i czerpać z nich dochody. Jak jednak owe dobra dostały się w ręce pierwotnych właścicieli?

Wykluczając, że było to wynikiem poprzedniego opodatkowania i zauważając, że może zostać opodatkowany tylko ten majątek, który nie został skonsumowany, bądź którego wartość nie została jeszcze wyczerpana poprzez akty konsumpcji (podatkobiorca nie zabiera cudzych śmieci, lecz wciąż wartościowe dobra!), pozostają trzy i tylko trzy możliwości. Dobra uzyskały właściciela albo dzięki temu, że ktoś dostrzegł ich rzadkość i wszedł w ich posiadanie, zanim ktokolwiek inny mógł to zrobić, albo zostały wyprodukowane dzięki pracy włożonej w owe dobra, albo poprzez dobrowolne, umowne nabycie od poprzedniego posiadacza bądź wytwórcy.

Tylko w ten sposób można nabyć i zwiększyć stan posiadania wartościowych – skutkiem tego zdatnych do opodatkowania – dóbr. Zawłaszczenie pierwotne przekształca to, co wcześniej nie było postrzegane jako potencjalne źródło dochodu w aktywa przynoszące dochód; produkcja jest ze swej natury aktem transformacji mniej wartościowego dobra w bardziej wartościowe, a każda dwustronna wymiana przenosi posiadanie określonych aktywów z rąk tych, którzy dane dobro cenią mniej, do rąk tych, którzy cenią je bardziej.

Wynika z tego, że każda forma opodatkowania niesie ze sobą skutek w postaci redukcji dochodu, jaki jednostka spodziewała się uzyskać z pierwotnego zawłaszczenia, produkcji, albo wymiany. Ponieważ te działania wymagają użycia ograniczonych zasobów – chociażby czasu i skorzystania ze swojego ciała – które mogłyby zostać użyte do konsumpcji lub wypoczynku, to koszt alternatywny tych działań rośnie. Krańcowa użyteczność zawłaszczenia, produkcji i wymiany staje się mniejsza, a krańcowa użyteczność konsumpcji lub wypoczynku staje się większa. Z tego powodu coraz częściej będą podejmowane działania drugiego rodzaju, a coraz rzadziej działania rodzaju pierwszego.[4]

Zatem poprzez przymusowy transfer wartościowych, jeszcze nie skonsumowanych dóbr od producentów (produkcja w szerszym znaczenia obejmuje też pierwotne zawłaszczenie i wymianę) do ludzi, którzy nie brali udziału w produkcji, opodatkowanie zmniejsza bieżący dochód producentów i ich potencjalny poziom konsumpcji. Co więcej, słabną też bieżące zachęty do przyszłej produkcji wartościowych dóbr, co pociąga za sobą zmniejszenie przyszłych dochodów i poziomu przyszłej konsumpcji.

Opodatkowanie nie jest po prostu karą za konsumpcję bez jakiegokolwiek znaczenia dla starań producentów. Jest również atakiem na produkcję, która jest jedyną metodą zapewnienia przyszłego dochodu i wydatków konsumpcyjnych prowadzi do ich wzrostu. Prowadząc do obniżenia obecnej wartości zorientowanych na przyszłość wysiłków tworzących bogactwo, opodatkowanie podnosi rzeczywistą stopę czasowej preferencji, tj. naturalną stopę procentową i prowadzi do skrócenia planów produkcyjnych, co nieuchronnie spycha ludzkość w kierunku egzystencji „od ręki do ust”. Wystarczy tylko odpowiednio zwiększyć podatki, a ludzie będą egzystować na poziomie zwierząt.

Chociaż ta argumentacja może wydawać się jasna, to podnoszonych jest przeciwko niej kilka popularnych zarzutów, na przykład ze strony ekonomistów, którzy błędnie postrzegają ekonomię jako naukę empiryczną i mającą celu tworzyć wyjaśnienia hipotetyczne, które koniecznie muszą być konfrontowane z obserwacjami empirycznymi, aby uzasadnić swoją prawdziwość (podobnie jak w naukach przyrodniczych). Często słyszy się od nich argument, że wielokrotnie zostało zaobserwowane, że podwyżce poziomu podatków towarzyszył wzrost (a nie spadek) poziomu PNB i innych wskaźników ekonomicznych, stąd nasze powyższe rozumowanie, chociaż pozornie prawdziwe, musi być empirycznie błędne. Niektórzy badacze tego pokroju idą jeszcze dalej i wysuwają silniejszą tezę, że opodatkowanie właściwie podnosi poziom stopy życiowej i wskazują na te kraje, w których kiedyś standard życia i podatki znajdowały się na niskim poziomie i które teraz cieszą się dużo większym bogactwem przy dużo wyższych podatkach.

Oba zarzuty są oczywiście błędne. Doświadczenie nie może pokonać logiki, a interpretacja zaobserwowanych danych, które nie idą w parze z prawami logicznego rozumowania, nie obalają tych praw, ale świadczą o umysłowym zamęcie (czy ktokolwiek uznałby relację mówiącą o tym, że ktoś zaobserwował ptaka, który był czerwony, a jednocześnie nieczerwony, jako dowód na nieprawdziwość prawa sprzeczności, czy też raczej jako twierdzenie głupca?).

Co się tyczy silniejszej tezy, nie jest ona niczym więcej, jak tylko piękną ilustracją wciąż atrakcyjnego przesądu post hoc ergo propter hoc (po tym, a więc wskutek tego). Z faktu, że korelacja pomiędzy wysokim opodatkowaniem i bogactwem wystąpiła później niż korelacja pomiędzy niskimi podatkami i biedą wywodzi się teza, że wzrost opodatkowania pomnaża bogactwo. Takie rozumowanie jest równie przekonujące jak argument – wyśmiewany przez Saya – że ponieważ bogaci ludzie konsumują więcej niż biedni, to wysoki poziom konsumpcji musi być przyczyną bogactwa.[5] Z samej definicji konsumpcji wynika, że jest to niemożliwe – bogaci nie są bogaci z powodu wysokiego poziomu konsumpcji, ale przez to, że wcześniej powstrzymywali się od konsumpcji i angażowali w działania tworzące wartość. Z samej definicji opodatkowania wynika, że narody nie rozwijały się dzięki wysokim podatkom, ale wbrew im.

Słabsza teza – mówiąca, że doświadczenie dostarcza dowodów, które pomagają w odparciu wszelkich zarzutów o odwrotnej relacji pomiędzy opodatkowaniem a produkcją – jest również chybiona. Zaprezentowane powyżej rozumowanie prakseologiczne wcale nie wyklucza tego, co empiryczni ekonomiści mylnie uważają za dowód przeciw rozumowaniu prakseologicznemu. We wcześniejszych rozważaniach doszliśmy do wniosku, że efektem opodatkowania jest względny spadek produkcji wartościowych dóbr, spadek w porównaniu z poziomem produkcji, który zostałby osiągnięty, gdyby nie było w ogóle podatków, albo poziom opodatkowania nie wzrósłby. Nic nie mówiliśmy o bezwzględnym poziomie produkcji owych dóbr.

W rzeczywistości bezwzględny wzrost PNB jest nie tylko zgodny z naszą wcześniejszą analizą prakseologiczną, ale może być też postrzegany jako całkowicie normalne zjawisko w stopniu, w jakim jest możliwy i w jakim zachodzi wzrost produktywności. Jeśli stało się możliwe dzięki udoskonaleniom w technologii produkcji wytwarzanie większej ilości dóbr przy niezmienionym poziomie nakładów (w kategoriach kosztów), bądź uzyskanie identycznego poziomu produkcji przy zmniejszonych nakładach, to zbieżność zwiększonego opodatkowania i zwiększonej produkcji wartościowych dóbr przestaje być zaskakująca. Jednakże nie wpływa to ostatecznie na słuszność twierdzeń o względnym zubożeniu będącym skutkiem opodatkowania. Przy danym stanie wiedzy technologicznej, która może zmieniać się w czasie, opodatkowanie nadal jest tym, czym jest (karą za wysiłki zwiększające wartość), a poziom produkcji musi być niższy niż ten, który mógłby być osiągnięty, gdyby wiedza była taka sama, a podatki byłyby niższe, albo by nie było ich w ogóle. Badania statystyczne nie mają tu żadnego znaczenia, nie mogą ani wzmocnić tego twierdzenia, ani go osłabić.

Inny teoretyczny zarzut, który zyskuje sobie pewną popularność, mówi, że nakładanie bądź podnoszenie podatków prowadzi do redukcji dochodu osiąganego z opodatkowanych aktywów, co oznacza zwiększenie krańcowej użyteczności tych aktywów w porównaniu z tym, co można uzyskać z innych form działalności. Tym samym opodatkowanie zamiast obniżać, zwiększa skłonność do produkcji. O opodatkowaniu aktywów pieniężnych mówi się, że zmniejsza ono dochód pieniężny, co powoduje wzrost krańcowej użyteczności pieniądza, a to z kolei zwiększa bodziec do osiągania dochodów pieniężnych.

Ten argument jest z pewnością sam w sobie całkowicie prawdziwy. Jednakże nieporozumieniem jest wierzyć, że w jakikolwiek sposób podważa on wcześniej przedstawioną tezę o względnym zubożeniu. Po pierwsze, nawet jeśli zarzut byłby prawdziwy – jak mogłoby się wydawać – że wyższe opodatkowanie nie prowadzi do względnie niższej produkcji wartościowych dóbr, prowadzi bowiem do proporcjonalnego wzrostu pracoholizmu, to i tak dochód produktywnych jednostek się zmniejszy. Jeśli nawet osiągną ten sam poziom produkcji co poprzednio, to mogą to zrobić tylko przez to, że więcej pracują. Ponieważ zwiększenie nakładów pracy implikuje rezygnację z czasu wolnego lub konsumpcji (którymi w innym przypadku ludzie cieszyliby się przy tym samym poziomie produkcji), to standard życia ludzi musi być niższy.[6]

Staje się teraz oczywiste, dlaczego założenie, że opodatkowanie może nie mieć wpływu na produkcję i oddziaływać tylko na konsumpcję, jest fatalną pomyłką. Jeśli opodatkowanie redukuje przychód jednostki (do którego zalicza się również bieżąca konsumpcja i czas wolny) i biorąc pod uwagę uniwersalny fakt preferencji czasowej, czyli niezmienne przedkładanie przez ludzi dóbr teraźniejszych nad dobra przyszłe (czego nie mogą robić bez ciągłej konsumpcji, a angażować się w dłuższe, bardziej okrężne metody produkcji mogą tylko wtedy, gdy poczynione zostały rezerwy na konsumpcję odpowiadające okresowi oczekiwania), to naturalnym następstwem opodatkowania jest efektywny wzrost stopy preferencji czasowej jednostki (przykrość czekania musiała się zwiększyć), która skróci swoją strukturę produkcji w porównaniu ze strukturą, którą wybrałaby w innym przypadku. Z tego powodu produkcja wartościowych dóbr dostępna w przyszłości będzie niższa niż w przypadku braku podatkowej ingerencji.

Jeśli przy niższym opodatkowaniu, albo przy jego braku, dochód jednostki jest wyższy to zakładając, że jej preferencja czasowa jest dana (jakakolwiek by nie była w określonej chwili), inwestowałaby ona w dłuższy proces produkcji. W konsekwencji produkcja wartościowych dóbr w przyszłości byłaby relatywnie większa.[7]

Błąd w tezie mówiącej, że opodatkowanie jest neutralne w stosunku do produkcji, ujawnia się w fakcie pominięcia preferencji czasowej. Ów argument pokazuje, że opodatkowanie niesie ze sobą dwojakie skutki: z jednej strony – efekt substytucyjny: wzrost konsumpcji i czasu wolnego kosztem pracy; z drugiej strony – efekt dochodowy, podnoszący krańcową użyteczność opodatkowanych dóbr.

Jednakże błędem jest interpretowanie tej sytuacji jako kombinacji sprzecznych sygnałów – jeden zachęcający do pracy, a drugi zniechęcający do niej – z powodu których nie można nic powiedzieć na temat wpływu opodatkowania na produkcję, a kwestię, czy podatki przyczyniają się do wyższego czy też niższego poziomu produkcji, trzeba rozstrzygnąć empirycznie.[8]

W rzeczywistości sygnały będące skutkiem opodatkowania przestają być sprzeczne, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że wysyłane są one do jednostek, których działania poddane są czasowej preferencji. Dla ludzi istnieje nie tylko alternatywa pomiędzy pracą a zupełnym jej brakiem, lecz również pomiędzy produkcją poszczególnych wartościowych dóbr w mniej lub bardziej czasochłonny sposób. Muszą oni zatem wybierać między zdobywaniem dóbr bezpośrednio i szybko, przy krótkim oczekiwaniu, ale za cenę uciekania się do mniej efektywnych metod produkcji (rybak, który decyduje się używać gołych rąk do łapania ryb, aby zdobyć je szybciej niż stosując bardziej okrężne metody produkcji), a zdobywaniem ich w bardziej produktywny sposób, co wiąże się jednak z dłuższym okresem oczekiwania na owoce pracy (rybak skuszony przyszłymi przychodami decyduje się wydłużyć okres oczekiwania i wpierw buduje sieć).

Jednakże gdy weźmiemy pod uwagę te wybory, sygnał opodatkowania stanie się całkowicie jednoznaczny i nie będziemy mogli mieć żadnych wątpliwości, że efekt substytucyjny musi być traktowany jako systematycznie dominujący nad jakimkolwiek efektem dochodowym. Jeśli istnieje coś ponad możliwość posiadania bądź nieposiadania czegoś, czyli posiadanie czegoś szybciej w mniejszej ilości, albo później w większej, to podwójny sygnał przesyłany przez opodatkowanie może zostać przetłumaczony w jeden: zmniejsz czas oczekiwania, skróć okrężne metody produkcji! Z tego powodu wartościowe dobra będą dostępne szybciej proporcjonalnie do ich zwiększonej użyteczności krańcowej.

Jednocześnie wraz ze skróceniem okresu oczekiwania, wzrośnie ilość czasu wolnego, którego krańcowa użyteczność również będzie większa. Dwa pozornie sprzeczne sygnały pochodzące z opodatkowania prowadzą do skrócenia okrężnych metod produkcji. Regularnie powtarzane twierdzenia o tym, że podatki są „neutralne” dla produkcji, są nieprawdziwe. Konsekwencją skrócenia okrężnych metod produkcji jest niższy jej poziom. Ceną, którą musimy zapłacić za opodatkowanie i za każdą jego podwyżkę, jest przymusowy spadek produktywności, skutkiem czego jest obniżenie się standardu życia (ilości dóbr przeznaczonych na przyszłą konsumpcję). Każdy podatek wymusza odejście od kapitałochłonnych, bardziej produktywnych procesów produkcji w kierunku egzystencji „z ręki do ust”.

Nie jest trudno zobrazować prawdziwość powyższych konkluzji, jeśli weźmiemy dla przykładu aż za dobrze wszystkim znane opodatkowanie aktywów pieniężnych. Takie aktywa są nabywane, ponieważ mogą służyć do zakupienia innych wartościowych dóbr w przyszłości. Nie mają żadnej wewnętrznej wartości użytkowej (jak w przypadku pieniądza papierowego), albo ich wartość użytkowa jest niewielka w porównaniu z ich wartością wymienną (jak w przypadku standardu złota, gdzie pieniądz ma też niewielką wartość towarową). Wartość, która jest im przypisywana, wynika raczej z ich przyszłej siły nabywczej. Jeśli zatem wartość pieniądza przedstawia inne dobra dostępne w przyszłości, to skutki opodatkowania pieniędzy stają się oczywiste.

Co istotniejsze, oprócz zwiększania krańcowej użyteczności czasu wolnego lub konsumpcji, taki podatek powoduje również wzrost krańcowej użyteczność przyszłych dóbr. Ta zmiana w zbiorze zachęt dla jednostki przekłada się na zwiększone wysiłki, czynione w celu zdobycia owych dóbr szybciej, w mniej czasochłonnym procesie produkcji. Tylko te procesy produkcji, które są teraz systematycznie krótsze od tych, w których nabywa się przyszłe dobra pośrednio przez wcześniejsze nabycie pieniądza, polegają na nabywaniu dóbr przez wymianę pośrednią. Zatem opodatkowanie pociąga za sobą, że wymiana barterowa będzie wypierać dłuższe, okrężne metody produkcji, które opierają się na wymianie pieniężnej. Jednakże znów możemy powiedzieć, że uciekanie się do barteru oznacza cofanie się w rozwoju i prowadzi do gospodarczego prymitywizmu.

Produkcja w celu wymiany barterowej była bardzo mało wydajna, przez co ludzkość zmuszona była przeskoczyć ten wczesny etap w rozwoju i rozwijać system produkcji skierowanej na niebezpośrednią wymianę, Który wymaga co prawda dłuższego czasu oczekiwania, ale przynosi także o wiele większy zwrot w postaci większej ilości różnorodnych dóbr wciągniętych w wymianę pieniężną. Każdy akt opodatkowania oznacza przymusowy krok wstecz w powyższym procesie. Zmniejsza produkcję, obniża zakres podziału pracy i prowadzi do dezintegracji społeczno-gospodarczej (a warto zauważyć, że integracja gospodarcza nigdy nie osiągnęłaby zasięgu światowego, gdyby nie instytucja niebezpośredniej wymiany pieniężnej).

Co więcej ta tendencja do stosowania mechanizmu bezpośredniej wymiany zamiast wymiany pośredniej, którą jest powodowana przez każdą przymusową konfiskatę pieniędzy, niesie ze sobą dalece idące konsekwencje co do metod zdobywania samego pieniądza. Podobnie jak w przypadku dóbr niepieniężnych, zwiększona użyteczność krańcowa pieniądza oraz konsumpcji i czasu wolnego czyni względnie bardziej atrakcyjnym zdobywanie pieniędzy w mniej czasochłonny sposób. Podatki stwarzają zachętę do zdobywania pieniędzy w sposób szybki i bezpośredni, bez stosowania męczących metod okrężnych, takich jak produkcja i kontrakt, a osłabiają zachętę do nabywania ich przez działania produktywne (np. w ramach wymiany przynoszącej korzyści obu stronom). Z jednej strony oznacza to, że ludzie będą częściej starali się zwiększyć się swoje zasoby pieniężne, ukrywając je zwyczajnie przed fiskusem. Z drugiej strony, pojawi się tendencja do zdobywania pieniędzy przez przymusową konfiskatę – w jej nielegalnej formie zwanej kradzieżą, albo legalnej polegającej na uczestnictwie w grze zwanej polityką.[9]

Teraz, kiedy już przedstawiliśmy ogólną analizę efektów opodatkowania, którą współczesne podręczniki do ekonomii wolą się wcale nie zajmować, możemy przejść do tego, co mówi się w nich o wpływie opodatkowania, czyli do problemu rozkładu ciężaru opodatkowania. W świetle naszej wcześniejszej analizy, łatwo będzie dostrzec zgubny wpływ takich wyjaśnień. Trudno uznać za niespodziankę to, że ktoś popełnia błędy, zajmując się szczegółami, jeśli nie zadał sobie trudu przeanalizowania podstaw.

Problem rozkładu ciężaru opodatkowania przedstawia się zazwyczaj na przykładzie akcyzy lub podatku od sprzedaży i brzmi on następująco:[10] przypuśćmy, że nałożona zostaje akcyza albo podatek od sprzedaży; kto ponosi ich ciężar? Uznaje się – i oczywiście nie mam zamiaru kwestionować prawdziwości tego twierdzenia – że w pewnym sensie to konsumenci muszą ponosić koszty i tak faktycznie się dzieje. Abstrahując od szczególnych konsekwencji takiego podatku, to konsumenci będą musieli albo zapłacić wyższą cenę za te same dobra, przez co ich standard życia obniży się, albo podatek będzie oznaczał wyższe koszty dla producentów, a konsumenci zostaną dotknięci niższym poziomem produkcji.

Jednakże, z czym stanowczo będziemy musieli się nie zgodzić, uważa się, że to, czy podatek przyniesie szkodę konsumentom w pierwszy, czy też drugi sposób, jest pytaniem empirycznym, na które odpowiedź zależy od elastyczności popytu na opodatkowane dobra. Jeśli popyt jest wystarczająco nieelastyczny, wówczas producenci przerzucą cały ciężar opodatkowania na konsumentów w postaci wyższej ceny. Jeśli jest bardzo elastyczny, producenci przejmą obciążenie podatkowe w postaci wyższych kosztów produkcji. Jeśli zaś jakaś część krzywej popytu jest nieelastyczna a inna elastyczna (co według badań empirycznych jest rzekomo najczęstszym przypadkiem), to wówczas ciężar podatku zostanie podzielony, część zostanie przerzucona na konsumentów, a część na producentów.

Na czym polega błąd w powyższej argumentacji? Chociaż przedstawia się ją w kategoriach różniących się od tych stosowanych w mojej wcześniejszej analizie, to trudno nie dostrzec, że jedynie pokazuje na nieco bardziej szczegółowym poziomie to, co wcześniej zostało już przedstawione jako błędne na poziomie bardziej ogólnym: tezę, że podatki mogą, ale nie muszą zmniejszać poziomu produkcji i empiryczną możliwość, że podatki mogą wpływać wyłącznie na konsumpcję, pozostawiając produkcję nienaruszoną. Podsumowując: podręcznikowe podejście do rozkładu ciężaru opodatkowania mówiące, że podatki mogą być częściowo bądź całkowicie przerzucone na konsumentów jest po prostu stwierdzeniem, iż podatki nie mogą negatywnie wpływać na produkcję. Jeśli byłoby możliwe przesunięcie jakiejkolwiek części podatku na konsumentów, to ta część reprezentowałaby „podatek nieprodukcyjny”, podatek nałożony wyłącznie na konsumpcję.[11]

Aby wykazać błędność twierdzeń zawartych w podręcznikowych analizach, można by po prostu wrócić do naszych wcześniejszych rozważań, z których wynika, że jakikolwiek podatek nałożony na ludzi, których działania są ograniczone przez preferencję czasową, musi negatywnie wpłynąć na produkcję w o wiele większym stopniu niż na konsumpcję. Wybiorę tu jednak nieco inną drogę argumentacji w celu dotarcia do sedna sprawy i wysunięcia bardziej szczegółowego twierdzenia mówiącego, że podatek w żadnej części nie może zostać przerzucony na konsumentów. Twierdząc co innego, zakłada się coś, co jest jawnie niemożliwe.

Absurdalność teorii rozkładu ciężaru opodatkowania ujawnia się podczas próby jej zastosowania do przypadku, w którym pojedyncza jednostka występuje w dwóch rolach – producenta i konsumenta. Dla takiego producenta-konsumenta teoria ta przedstawia się następująco: jeśli jednostka spotyka się ze wzrostem kosztów nabycia pewnych dóbr przyszłych – wzrostem, który postrzegany jest jako wydarzenie zwiększające koszty – to wówczas przesuwa ona owe wyższe koszty na siebie w ten sposób, że przypisuje odpowiednio wyższą wartość dobrom, które zamierza nabyć, wskutek czego przywrócony zostaje stary zysk. Zatem jego działania jako producenta pozostają niezmienione, a dostosować się do nowych ograniczeń musi tylko jako konsument. Można sformułować to bardziej stanowczo: co się tyczy wysiłków zwiększających wartość, podatek nie robi żadnej różnicy dla jednostki, ponieważ zaczyna ona odpowiednio bardziej lubić dobra, które mają zostać wyprodukowane.

Proste rozumowanie ujawnia tworzący się absurd, który jest fundamentalnym pomyleniem pojęć: teoria przesuwania ciężaru opodatkowania wyrasta z braku spostrzeżenia, że w analizie należy założyć, że popyt jest dany – a to musi zostać założone, ponieważ w każdej chwili popyt jest faktycznie dany. Chociaż analiza nie uwzględniająca powyższych założeń jest wadliwa, to gdyby założone, że popyt się zmienia, wówczas wszystko byłoby możliwe: produkcja mogłaby się zwiększyć, bądź pozostać niezmieniona. Jeśli jestem producentem herbaty i herbata została opodatkowana i jeśli założymy jednocześnie, że popyt na herbatę wzrośnie, wówczas jest oczywiście możliwe, że ludzie są skłonni płacić za herbatę więcej, niż poprzednio.

Jednak powyższy przykład nie świadczy o przesunięciu ciężaru opodatkowania, tylko o zmianach w popycie. Zaprezentowanie tej możliwości pod szyldem rozkładu ciężaru opodatkowania jest czystym nonsensem. Jest to w rzeczywistości analiza zupełnie innego zagadnienia – wpływu zmian popytu na ceny – i jako taka nie ma nic wspólnego ze skutkami opodatkowania. To pomieszanie przypomina sytuację, w której ktoś próbując odrzucić twierdzenie, że jedno jabłko i drugie jabłko to razem dwa jabłka, mówi: „nie, dodałem drugie jabłko i zobacz – nie ma dwóch, ale trzy jabłka”. Taki nonsens nie ujdzie na sucho w matematyce, podczas gdy w teorii ekonomii niemniejszy absurd jest ortodoksyjnym poglądem.

Skoro rozumując logicznie, uznajemy, że popyt jest dany, kiedy próbujemy odpowiedzieć na pytanie o to, czy podatek może zostać przerzucony czy nie, to każdy podatek być traktowany jako wydarzenie w czysty sposób dotykające strony podażowej: redukuje on zasoby będące do dyspozycji wytwórców.[12] Jakakolwiek inna konkluzja oznaczałaby zanegowanie tego, co było dowodzone od początku – że podatek w rzeczywistości jest nakładany na producentów i w ten sposób muszą oni go postrzegać. Stwierdzenie, że tylko krzywa podaży się przesuwa za każdym razem, gdy jest pobierany podatek (podczas gdy krzywa popytu pozostaje niezmieniona), oznacza, że cały ciężar opodatkowania faktycznie ponoszą dostawcy dóbr.

Przesunięcie krzywej podaży w lewo spowoduje wzrost cen. Dotknie to oczywiście konsumentów, ponieważ będą musieli płacić oni wyższe ceny, albo będą mogli oni pozwolić sobie na mniejszą ilość dóbr po nowej cenie.[13] Przypomnijmy, że podatki zawsze szkodzą konsumentom i nigdy nie budziło to wątpliwości. Mylnie jest jednak sądzić, że owa wyższa cena stanowi przesunięcie ciężaru opodatkowania z producentów na konsumentów. Konsumenci są dotknięci „tylko” przez szkodę, jaką wyrządza się producentom, którzy pomimo wyższych cen nałożonych na ich dostawców, muszą udźwignąć ciężar opodatkowania.[14]

Można zadać sobie pytanie, dlaczego przedsiębiorca, który mógłby rzeczywiście przesunąć ciężar opodatkowania na konsumentów, nie zrobił tego do tej pory, nakładając na siebie dobrowolny podatek zamiast czekać, aż zostanie wprowadzone przymusowe opodatkowanie! Odpowiedź jest prosta: w każdym momencie jego poczynania przy ustalaniu ceny są skrępowane istniejącym aktualnie popytem. Cena ustanowiona przez przedsiębiorcę jest kształtowana zgodnie z oczekiwaniami, że cena wyższa niż aktualnie wybrana spowoduje zmniejszenie całkowitego przychodu. Jeśli przedsiębiorca spodziewa się, że wyższa cena przyniesie większy przychód – podniesie ją. Kiedy przedsiębiorca przewiduje nieelastyczność popytu w rozważanym przez siebie zakresie cen, to będzie starał się wykorzystać tę nieelastyczność, ustanawiając wyższą cenę. Kiedy jednak jego oczekiwania odwracają się i przewiduje, że powyżej danej ceny krzywa popytu staje się elastyczna, to przestaje podnosić cenę. Te oczekiwania przedsiębiorcy co do nieelastyczności i elastyczności krzywej popytu nie zmieniają się ani trochę, gdy nałożony zostaje podatek. Bez względu na to, czy zostanie nałożony podatek, przedsiębiorca przewiduje, że w tej sytuacji wyższe ceny spowodują spadek przychodów.

Zatem nie ma mowy, aby przedsiębiorca mógł uciec od podatku. Jeśli wskutek zmniejszenia się podaży ceny rosną, to wzrost ten musi odbywać się w elastycznej części krzywej popytu, a przedsiębiorca musi zapłacić za to pełną cenę w postaci zmniejszonych przychodów. Jakakolwiek inna konkluzja jest logicznie fałszywa.

Tylko wtedy gdy przedsiębiorca spodziewa się, że wraz z wprowadzeniem podatku pojawią się zmiany w popycie, może zmienić cenę, nie ponosząc przy tym strat. Jeśli na przykład spodziewa się takiego wzrostu popytu, że część krzywej popytu leżąca powyżej aktualnej ceny będzie nieelastyczna, będzie mógł podnieść cenę bez negatywnych skutków. Jednak nie jest to wcale przerzucanie ciężaru opodatkowania. Jest to wzrost popytu. Bez względu na to, czy wprowadzono podatek,, przedsiębiorca będzie postępował dokładnie w ten sam sposób. Podatek nie ma związku ze zmianami ceny. W każdym przypadku podatek jest płacony wyłącznie i w całości przez dostarczycieli opodatkowanych dóbr.[15]


PRZYPISY

[1] Wyłącznie opisowe analizy znajdują się na przykład w książkach: Paul A. Samuelson i William D. Nordhaus, Ekonomia, tom I, tłum. H. Hagemajer, K. Hagemajer i J. Czekaj, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003, roz. 9; Roger L. Miller, Economics Today, wyd. 6, Harper and Row, Nowy Jork 1988, roz. 6.

[2] Jean Baptiste Say, Traktat o ekonomii politycznej, tłum. W. Giełżyński i S. Czernecki, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1960, s. 765.

[3] Ibid., s. 760. Na temat ekonomicznej analizy opodatkowania Saya zob. również: Murray N. Rothbard, The Myth of Neutral Taxation, „Cato Journal” (jesień 1981), zwłaszcza s. 551-554.

[4] Zob. również: Murray N. Rothbard, Man, Economy, and State, Nash, Los Angeles 1970, roz. 12.8; idem, Power and Market, Sheed Andrews and McMeel, Kansas City 1977), roz. 4, 1-3.

[5] Say, Traktat o ekonomii politycznej, s. 765-766.

[6] Zob. również: Rothbard, Power and Market, s. 95 i n.

[7] Można by podnieść tu zarzut, że przychody podatkowe również trafią do czyichś rąk – urzędników państwowych bądź odbiorców państwowych płatności transferowych – i ich dochód się zwiększa, wskutek czego obniża się ich realna stopa preferencji czasowej, co może wyrównać podwyższoną stopę wśród płatników podatków i w rezultacie pozostawić społeczną stopę procentową oraz strukturę produkcji w stanie nienaruszonym. Jednak takie rozumowanie jest kategorycznie błędne, ponieważ rządowe wydatki nie mogą być postrzegane w żaden sposób jako inwestycje. Służą one konsumpcji i tylko konsumpcji. Jak to wyjaśniał Rothbard, w każdej gospodarce opartej na podziale pracy tworzenie dóbr kapitałowych przez inwestorów nie jest celem samym w sobie, ale służy produkcji dalszych dóbr pośrednich, a ostatecznie dóbr konsumpcyjnych. W skrócie, charakterystyczne dla wydatków inwestycyjnych nie jest zaspokajanie potrzeb inwestorów, ale kogoś innego – konsumentów. Dlatego też, jeśli rząd konfiskuje zasoby należące do prywatnego sektora gospodarki, całkowicie przeciwstawia się życzeniom konsumentów. Rząd, inwestując w jakiekolwiek dobra, czyni to, żeby zaspokoić zachcianki państwowych urzędników, a nie potrzeby konsumentów (Man, Economy, and State, s. 816-817).

Dlatego też wydatki rządowe z samej ich definicji nie mogą być postrzegane jako służące wydłużeniu struktury produkcji i z tego powodu nie można powiedzieć, że równoważą podwyższoną stopę preferencji czasowej podatników. Z drugiej jednak strony, jest prawdą że część płatności transferowych dokonywanych przez rząd (wliczając w to płace dla biurokratów i subsydia dla uprzywilejowanych grup) będzie oszczędzana i inwestowana. Jednak te inwestycje nie reprezentują dobrowolnych pragnień konsumentów. Inwestycje te są dokonywane w dziedziny produkcji, które nie są pożądane przez konsumentów. Jeśli tylko usunie się podatek, nowe inwestycje będące skutkiem żądań uprzywilejowanych grup okażą się chybione (Power and Market, s. 98).

Zatem płatności transferowych nie można postrzegać jako równowagi dla skróconej struktury produkcji. Płatności te mogą służyć tylko wydłużeniu chybionej produkcji. W każdym razie, jak stwierdza Rothbard, skutkiem opodatkowania dochodu będzie wzrost preferencji czasowej oraz zmniejszenie się się oszczędności i inwestycji (Ibid., s. 98).

[8] Badania empiryczne na temat względnego oddziaływania efektu dochodowego i substytucyjnego można znaleźć w: George F. Break, The Incidence and Economic Effects of Taxation [w:] The Economics of Public Finance, Brookings, Waszyngton 1974, s. 180 i n.; A.B. Atkinson i Joseph E. Stiglitz, Lectures on Public Economics, McGraw Hill, Nowy Jork 1980, s. 48 i n.; Stiglitz, Ekonomia sectora publicznego, tłum. pod red. R. Rapackiego, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 303.

[9] Ponownie staje się oczywiste to, co było wyjaśniane w nieco innym kontekście w przypisie 7: dlaczego twierdzenie, że opodatkowanie może być „neutralne” dla produkcji tak, iż jakiekolwiek „negatywne” efekty dla podatników mogą być zrównoważone odpowiadającymi im „pozytywnymi” efektami dla „wydatkujących” kwoty z podatków, jest fundamentalnym błedem. W tym rozumowaniu przeoczono nie tylko fakt, że podatki faworyzują nie-producentów kosztem producentów. Podatek jednocześnie zmienia zarówno dla producentów, jak i nie-producentów, koszty związane z różnymi metodami zdobywania dochodu, względnie mniej kosztowne stają się metody nie-produkcyjne tj. metody, które nie polegają na wytwarzaniu większej ilości dóbr, ale na niekontraktowym nabywaniu już wyprodukowanych dóbr. Wprowadzenie takiej struktury zachęt w społeczeństwie z pewnością doprowadzi do skrócenia się struktury produkcji, czego skutkiem będzie zmniejszenie się produkcji dóbr. Zob. również: Hans-Hermann Hoppe, A Theory of Socialism and Capitalism, Kluwer Academic Publishers, Boston 1989, roz. 4.

[10] Zob np.: William Baumol i Alan Blinder, Economics: Principles and Policy, Harcourt Brace Jovanovich, Nowy Jork 1979, s. 636 i n.; Daniel R. Fusfeld, Economics: Principles of Political Economy, wyd. 3, Scott, Foresman, Glenview, Ill. 1987, s. 639 i n.; Robert Ekelund i Robert Tollison, Microeconomics, wyd. 2, Scott, Foresman, Glenview, Ill. 1988, s. 463 i n. oraz 469 i n.; Stanley Fisher, Rudiger Dornbusch, i Richard Schmalensee, Microeconomics, wyd. 2, McGraw Hill, Nowy Jork 1988, s. 385 i n.

[11] O niemożliwości istnienia czysto konsumpcyjnego podatku: Rothbard, Power and Market, s. 108 i n.

[12] Baumol i Blinder (Economics: Principles and Policy, s. 636) przedstawiają krzywą popytu, która zmienia się na skutek wprowadzenia podatku.

[13] Aby uniknąć nieporozumienia: dopóki znajdujące się w podręcznikach analizy rozkładu ciężaru opodatkowania wskazują tylko na ten fakt, dopóty są one całkowicie poprawne. Jednak proponowana przez nie interpretacja tego zjawiska jest całkowicie błędna!

[14] Zob. również: Rothbard, Man, Economy, and State, s. 809.

[15] Nałożenie podatku nie musi wcale wpłynąć na podaż w krótkim okresie, a więc, jak wynika z powyższej analizy, cena w ogóle się nie zmieni. Zwiększając cenę, przedsiębiorca przeniósłby się w elastyczny obszar krzywej popytu. W długim okresie podaż będzie musiała się względnie zmniejszyć, a ceny przesunąć się w ten obszar. W żadnym przypadku nie następuje jednak przerzucanie podatku. Zob. również: Rothbard, Man, Economy, and State, s. 807 i nast.; idem, Power and Market, s. 88 i n.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Cytat:
  • Rodzi się pytanie, kto ma planować? Czy każdy członek społeczeństwa powinien planować za siebie samego, czy też dobroczynny rząd powinien planować za wszystkich? Kwestią sporną nie jest tu działanie mechaniczne kontra działanie świadome: chodzi tu o autonomiczne działanie każdej jednostki kontra wyłączne działanie rządu. Krótko mówiąc: wolność kontra wszechmocny rząd. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W kwietniu wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 345,82 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>