W ostatni poniedziałek (22.10.08) bulwarowy dziennik Fakt, w artykule Dariusza Dutkiewicza oraz Kamili Gębskiej, ogłosił społeczną krucjatę pod hasłem „Zatrzymać spekulantów!”. Muszę niestety ostudzić zapał tych sympatyków Instytutu Misesa, którzy mogliby mieć nadzieję, że ktoś wreszcie zwrócił uwagę na szkodliwe działania skorumpowanych finansistów z Bear Stearns, Lehmann Brothers, Morgan Stanley czy Goldman Sachs. Fakt nie zajmuje się bowiem abstrakcyjnymi sprawami globalnej gospodarki, lecz konkretnymi sprawami zwykłych ludzi. Otóż reporterzy gazety w toku dziennikarskiego śledztwa natrafili na szokujący ślad działalności złowrogiej mafii pomidorowej. „Przestępczy” proceder szajki polega na skupywaniu pomidorów od producentów i dystrybuowaniu warzyw poprzez zaprzyjaźnione hurtownie do siatki sklepów detalicznych. Między punktem skupu a sklepem cena kilograma pomidorów w tajemniczy sposób rośnie ponad czterokrotnie z 0,80 zł. do 3,50 zł. Ujawnione przez Fakt fakty dowodzą, że spekulanci: „nabijają sobie kieszeń naszym kosztem i nie pozwalają zarobić rolnikowi”.
Artykuł dziennika opatrzony jest wizerunkiem złego spekulanta-dresiarza oraz bezradnej matki-Polki łapiącej się za głowę z powodu drożyzny. Tekstem tym nie warto byłoby się zajmować – wszak często się zdarza, że dziennikarze piszą o sprawach, na których się nie znają – gdyby nie to, że w ostatnim jego akapicie można znaleźć następujący passus: „Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sami utrzymujemy spekulantów. Chcąc jeść warzywa, musimy je u nich kupować, bo przy obecnych cenach paliwa wycieczka na wieś po kilka kilogramów pomidorów jest zupełnie nieopłacalna”. W tych dwóch ostatnich zdaniach znajduje się odpowiedź na pytanie, za co tak naprawdę płacimy pośrednikom. Pozwalają nam oni zaoszczędzić czas i pieniądze, jakie musielibyśmy poświęcić, aby kupić pomidory wprost od rolnika. Czy ta usługa jest warta 2,70 zł za kilogram pomidorów? Najwyraźniej tak, jeżeli mimo wszystko wolimy kupować je w sklepie niż jeździć po nie na wieś. Dziennikarzom Faktu życzymy lepszego rozeznania w ekonomii i większej konsekwencji w myśleniu.
W imieniu Instytutu Misesa
Karol Pogorzelski*













