Tytuł oryginału: The Importance of Capital Theory
Tłumaczenie: Stanisław Kwiatkowski

Im więcej czytam propozycji „rozwiązania” problemu kryzysu finansowego, które wysuwają niekiedy profesjonalni ekonomiści, tym bardziej przekonuję się o znaczeniu poprawnej teorii kapitałowej. Jest ono szczególnie widoczne w kontekście tego, że często przeciwstawia się rynki finansowe „realnej gospodarce”. Przeciwstawienie to jest w niektórych przypadkach przydatne, ale w tym kontekście zwykle stanowi podstawę twierdzenia, że giełda to w istocie tylko kasyno.

Kiedy plan Paulsona rozważano po raz pierwszy, nawet zdeklarowani wolnorynkowi ekonomiści, z którymi zgadzam się w wielu innych kwestiach, niespodziewanie rekomendowali „dokapitalizowanie banków” jako najlepszy plan naprawczy. Tymczasem jeżeli nasze problemy wynikają z przesunięcia rzeczywistych środków do sektora budowlanego – jeżeli budowano za wiele domów i za duże domy – to transfery finansowe dostarczane przez rząd mogą skutkować jedynie redystrubucją strat.

Kiedy zrozumiemy, w jaki sposób Fed spowodował obecny kryzys rynku finansowego zniekształcając strukturę kapitałową, stanie się jasne, że najgorszym możliwym rozwiązaniem jest obcinanie stóp procentowych i pompowanie jeszcze więcej „płynności”. Cały problem zaczął się od sztucznie taniego kredytu napędzającego boom budowlany. Greenspan sprowadził stopę procentową pożyczek międzybankowych do absurdalnej wysokości 1 procenta i utrzymywał ją na tym poziomie przez rok. Jeśli uwzględni się inflację, było to równoznaczne z ustanowieniem ujemnej stopy procentowej. Najprawdopodobniej Greenspan chciał w ten sposób uniknąć głębokiej recesji, która dotknęłaby „realnej gospodarki” po pęknięciu bańki dot-comów. W rzeczywistości zasiał wówczas ziarno dzisiejszego kryzysu. Jeżeli Bernanke będzie kontynuował politykę tłoczenia miliardów dolarów w ręce bankierów w potrzebie, za pięć lat Amerykanie (jak i reszta świata), będą z rozrzewnieniem wspominać dzień dzisiejszy, tak jak dziś spadki roku 2001 wydają się drobną niedogodnością.

Krugman i Cowen wykpiwają austriacką teorię „kaca”.

W tym artykule nie będę się zajmował zasadniczymi przyczynami kryzysu, lecz pokażę, jak ważne jest sformułowanie poprawnej teorii kapitałowej. Skoncentruję się na wskazaniu elementarnych błędów, które popełniają wybitnie inteligentni ekonomiści – jeden z nich to laureat nagrody Nobla – kiedy krytykują austriacką teorię cyklu koniunkturalnego (ATCK). Dla zwięzłości nie będę tu streszczał tej teorii. W tekstach, do których linki podałem w poprzednich akapitach, można znaleźć moje własne, uproszczone wyjaśnienie teorii, a tutaj można obejrzeć znakomitą prezentację Rogera Garrisona na jej temat. Bardziej gruntowne omówienie ATCK znajduje się tutaj. Przyjmując, że czytelnik zna podstawy ATCK, zacytujmy Tylera Cowena i jego omówienie krytyki ATCK dokonanej przez Paula Krugmana, a opublikowanej przez Slate.

[Paul Krugman:]Oto problem: jest kwestią prostej arytmetyki, że całkowite wydatki są z konieczności równe całkowitym przychodom (każda sprzedaż to też nabycie, i vice versa). Jeżeli więc ludzie zdecydują się wydawać mniej na dobra inwestycyjne, czy nie oznacza to, że muszą wydawać więcej na dobra konsumpcyjne – co jest tożsame z tym, że każda zapaść w sektorze inwestycyjnym powinna w konsekwencji przynieść boom w sektorze konsumpcyjnym? A jeżeli tak, to skąd [w czasie kryzysu – przyp. tłumacza] bierze się wzrost bezrobocia?

[Komentarz Tylera Cowena:] Wydaje mi się, że argument działa jeszcze lepiej w drugą stronę. Dlaczego w ogóle miałby nastąpić jakiś boom? Przesunięcie produkcji od konsumpcji w stronę inwestycji powinno spowodować spadek realnych dochodów, a nie ich wzrost. Innymi słowy, ATCK nie tłumaczy jednoczesnego występowania wzrostu konsumpcji i inwestycji, które widoczne jest w statystykach.

W rzeczywistości są to dwa różne argumenty. Cowen nie „odwrócił” po prostu argumentu Krugmana. Żeby pomóc czytelnikowi zrozumieć moją odpowiedź, pozwolę sobie sparafrazować to, co uważam za istotę podobnych (choć nieidentycznych) zarzutów Krugmana i Cowena wobec teorii Misesa–Hayeka.

Zgodnie z klasycznym wariantem ATCK w czasie sztucznego boomu praca i inne czynniki produkcji zostają zaangażowane do projektów inwestycyjnych, które nie odpowiadają ogólnemu poziomowi oszczędności. Wcześniej czy później przykra prawda wychodzi na wierzch i niemożliwe do dokończenia projekty trzeba porzucić. Przedsiębiorcy odkrywają, że w czasie boomu popełnili poważne błędy, wszyscy czują się biedniejsi i ograniczają konsumpcję, a wielu pracowników traci zajęcie i pozostaje bez pracy, aż do czasu kiedy struktura produkcji zostanie przekształcona zgodnie z tymi odkryciami.

Krugman twierdzi, że teoria ta nie ma sensu. Możemy przypuszczać, że w czasie boomu niektórzy producenci (na przykład przedsiębiorcy budowlani) zbyt agresywnie rozwijali działalność, by nagle odkryć, iż ich klienci nie chcą już kupować ich produktów (np. pomieszczeń biurowych). Jednak, jak wyjaśnia Krugman, ludzie muszą na coś wydać swój dochód. Jeżeli nie przeznaczą go na biura po 10 milionów dolarów, to muszą zań kupić bilety do kina, generatory prądu albo egzemplarze książki Petera Schiffa. Nie jest więc wcale oczywiste, konkluduje Krugman, dlaczego wzrost bezrobocia miałby towarzyszyć „kacowi” po kredytowej „imprezie”. Miejsca pracy zlikwidowane w etapach produkcji „wyższego rzędu” (jak mawiają Austriacy) powinny być zastąpione przez nowo utworzone miejsca pracy w etapach niższego rzędu.

Zarzut Tylera Cowena jest podobny, ale jak wspomniałem, nieidentyczny. Cowen pyta, dlaczego ludzie mieliby się czuć bogatsi w czasie wykreowanego przez Fed boomu, jak twierdzą Austriacy? Przecież skoro pracowników i środki produkcji kieruje się do produkcji dóbr wyższego rzędu, takich jak traktory i pachołki drogowe dla ekip budowlanych, to należałoby oczekiwać, że – ze względu na obiektywne zjawisko rzadkości – w początkowym stadium boomu powstanie mniej dóbr konsumpcyjnych (telewizorów, obiadów, samochodów sportowych). Jeśli produkcja dóbr konsumpcyjnych maleje, to realny dochód per capita musi spaść, co przeczy twierdzeniom Austriaków.

Starałem się jak najwierniej przedstawić krytykę Krugmana i Cowena. Muszę wyznać, że już w trakcie pisania poprzedniego akapitu nie mogłem się oprzeć wrażeniu, iż argumentacja obu tych naukowców obciążona jest błędem non sequitur. Rozumowanie Krugmana opiera się na statycznej koncepcji przychodów i wydatków. Stosując ową księgową tautologię – w której nie uwzględnia się upływu czasu – mógłby utrzymywać, że realny dochód w gospodarce nie może nigdy ulec zmianie, nawet jeśli rząd ogłosiłby, że najbardziej produktywne 10 procent pracowników każdej firmy zostanie rozstrzelane. (W końcu łączny przychód byłby nadal równy łącznym wydatkom).

Jeśli chodzi o Cowena, to chyba zakłada on, że „realny dochód” jest równy „realnej konsumpcji”. Nie da się na to odpowiedzieć inaczej niż: „To nieprawda.” Jeżeli pracownik kopalni srebra otrzymuje wynagrodzenie w uncjach kruszcu, które chowa w piwnicy, to może mieć bardzo wysoki „realny dochód”, choć jego konsumpcja jest bardzo mała. Należy jednak pamiętać, że Cowen napisał to na blogu, a nie w poważnym artykule naukowym. Nie chciałbym zobaczyć zbioru najgłupszych rzeczy, które ja napisałem na moim blogu. Załóżmy więc, że Cowen chciał napisać, iż według ATCK należy oczekiwać spadku realnej konsumpcji (a nie dochodu) w okresie boomu. Cowen utrzymuje, że nie potwierdzają tego dane. W czasie boomu obserwujemy wzrost inwestycji w nowe (bardziej „okrężne” – w terminologii austriackiej) procesy produkcji, a jednocześnie widzimy, że pracownicy zarabiają więcej i kupują więcej dóbr konsumpcyjnych. Cowen stawia pytanie, czy nie byłoby to niemożliwe, jeżeli, jak twierdzą Austriacy, w czasie boomu środki są przesuwane od dóbr konsumpcyjnych (takich jak iPhony) do produkcji dóbr produkcyjnych (takich jak traktory)? W następnej części wyjaśnię, co Cowen przeoczył.

Model konsumpcji kapitału oparty na sushi

Wskazałem na kilka podstawowych błędów w argumentacji Krugmana i Cowena. (inni Austriacy odpowiadali Krugmanowi już wcześniej – zob. odpowiedzi Garrisona i Cochrana). Najogólniej mówiąc, lekceważą oni bardzo ważne pojęcie konsumpcji kapitału. To pokazuje, jak ważne jest zrozumienie teorii kapitałowej (po raz pierwszy sformułowanej przez Carla Mengera i Eugena von Böhm-Bawerka), jeśli chce się zrozumieć, co się u diabła wydarzyło w amerykańskiej gospodarce. Ktoś, kto nie rozumiejąc teorii kapitałowej, mądrzy się przed kamerą w CNBC, będzie proponował bardzo szkodliwe rozwiązania.

Kiedy zastanawiałem się, jak powinien wyglądać ten artykuł, doszedłem do wniosku, by posłużyć się w nim „modelem” o średniej złożoności. Pomyślałem, że nadmierne uproszczenia mogą być niewłaściwie zrozumiane, a zbyt duża złożoność spowoduje, że nikt przy zdrowych zmysłach nie doczyta tekstu do końca. Nie wdając się w zbyt skomplikowane dywagacje, przyjrzyjmy się gospodarce hipotetycznej wyspy zamieszkanej przez 100 osób, gdzie jedynym dobrem konsumpcyjnym jest sushi.

Na początku wyspa znajduje się w stanie równowagi, który może być podtrzymywany nieskończenie długo. Każdego dnia 25 mieszkańców wyspy wypływa w morze łodziami wiosłowymi i łowi ryby za pomocą sieci. Kolejne 25 osób idzie zbierać ryż z pól ryżowych. Jeszcze inna grupa 25 wyspiarzy zajmuje się przyrządzaniem z ryżu i ryb (zebranych poprzedniego dnia)pysznego sushi. Pozostała grupa 25 mieszkańców konserwuje łodzie i naprawia sieci. W ten sposób powstaje codziennie 500 porcji sushi, dzięki czemu mieszkańcy wyspy zjadają po 5 porcji sushi dziennie. Można im pozazdrościć, zwłaszcza że codziennie podziwiają piękny widok oceanu i nie muszą odpowiadać na pytania Jima Cramera.

Jednakże pewnego dnia fale oceanu wyrzucają na plażę rozbitka, którym okazuje się Paul Krugman. Dzięki pomocy wyspiarzy profesor szybko dochodzi do siebie, by podjąć badania nad skromną gospodarką tubylców. Zaczyna doradzać mieszkańcom, jak podwyższyć swój standard życia do poziomu amerykańskiego. Z wraku swojego kutra wymontowuje silnik i zbiornik paliwa, w którym jest jeszcze pełno benzyny. Zaciekawieni tubylcy nie znają się na ekonomii, toteż dają się przekonać Krugmanowi i posłusznie wykonują jego zalecenia.

Początkowa stabilna struktura zatrudnienia zostaje zmieniona. Zgodnie z planem Krugmana 30 wyspiarzy bierze łódki (jedną z silnikiem) i sieci, i wypływa na połów. Kolejnych 30 zbiera ryż. Następnych 30 przyrządza gotowe sushi. 5 wyspiarzy musi zająć się konserwacją silnika. Jedynie 5 osób może się poświęcić naprawie sieci i łódek. (Dodajmy, że Krugman nie bierze udziału w produkcji sushi. Całymi dniami leży w hamaku, pisząc eseje, w których wyjaśnia, że przyczyną ubóstwa mieszkańców wyspy jest niska wydajność drzew kokosowych).

Przez kilka miesięcy wyspiarze są przekonani, że bladolicy laureat nagrody Nobla jest geniuszem. Codziennie produkują 606 porcji sushi, co oznacza, że każdy (w tym Krugman) może zjeść 6 porcji dziennie, a nie 5, do których musieli się ograniczyć wcześniej. Mieszkańcy sądzą, że jest to skutek użycia silnika, w istocie jednak zwiększenie spożycia sushi to wynik nowego podziału pracy. Dawniej tylko dwudziestopięcioosobowe grupy łowiły ryby, zbierały ryż i przyrządzały sushi. Teraz każde z tych zadań wykonuje po 30 osób. W takich warunkach produkcja sushi wzrosłaby o 20%, nawet bez silnika, o ile mieszkańcy równie sprawnie wykonywaliby inne zadania, a przyroda dostarczałaby im dostatecznie dużo ryżu i ryb. (w rzeczywistości użycie silnika poskutkowało jedynie wyprodukowaniem dodatkowych 6 porcji koniecznych do nakarmienia Krugmana).

Niestety mniejsza ilość czasu, który mieszkańcy poświęcają na konserwację łodzi i sieci zaczyna odbijać się na produkcji. To, że tylko 5 wyspiarzy, a nie 25 jak dawniej, zajmuje się naprawą sprzętu, nie może pozostać bez wpływu na wyniki pracy. Sieci coraz bardziej niszczeją, a w poszyciu łodzi pojawiają się małe szczeliny. Wskutek pogorszenia jakości sprzętu 30 rybaków nie powraca z taką ilością złowionych ryb jak dawniej. Trzydziestu wyspiarzy przyrządzających sushi znajduje się w kłopotliwym położeniu, ponieważ mają oni nieproporcjonalnie więcej ryżu niż ryb. Zaczynają oszukiwać, dodając do porcji mniejsze kawałki ryb. Nadal produkują 6 porcji na osobę, ale każda porcja zawiera mniej ryby. Wyspiarze – oprócz tych, którzy brzydzą się surową rybą – są wściekli.

Znawca ekonomii Krugman wie, co zrobić. Wysyła 2 plantatorów ryżu i 2 kucharzy na pomoc rybakom. Teraz rybacy są w stanie złowić prawie tyle ryb co wcześniej, mimo że używają zniszczonego sprzętu. Krugman, który dobrze liczy, wyznaczył do łowienia ryb tylu pracowników, że proporcje między ryżem zbieranym przez 28 wyspiarzy a rybami łowionymi przez 34 wróciły do normy. Teraz 28 kucharzy produkuje dziennie 556 porcji sushi. Dzięki temu każdy otrzymuje mniej więcej pięć i pół porcji dziennie i zostaje jeszcze coś dla Krugmana.

Mieszkańcy wyspy są nieco zawiedzeni. Z początku, kiedy posłuchali rady Krugmana, ich konsumpcja wzrosła z 5 do 6 porcji dziennie. Później sprawy przyjęły niepożądany obrót i choć Krugmanowi udało się rozwiązać problem niewłaściwych proporcji między ilością ryb i ryżu, to konsumpcja spadła do 5,5 porcji dziennie. Krugman przypomniał jednak, że 5,5 i to i tak więcej niż początkowe 5. Ostatecznie uspokoił niezadowolonych, opowiadając im o funkcjach Cobba-Douglasa i rysując na piasku krzywe IS-LM.

Artykuł ten będzie opublikowany na stronie, którą mogą czytać dzieci, toteż lepiej w tym miejscu przerwać nasze opowiadanie. Nie trzeba dodawać, że w pewnym momencie 5 wyspiarzy naprawiających sprzęt zdecyduje się ograniczyć straty. Z pięcioma pracownikami zamiast niezbędnych 25 będą musieli skoncentrować się na naprawie 20% najlepszych łódek i sieci. Wtedy nie da się już utrzymać dziennej produkcji sushi na dawnym poziomie. Aby udało się powrócić do stabilnego poziomu 5 porcji dziennie na głowę, wyspiarze będą musieli na jakiś czas zacisnąć pasa i zająć się głównie naprawą sprzętu. (Możemy mieć tylko nadzieję, że do tego czasu profesora Krugmana uratuje szwedzka marynarka wojenna).

Pięć osób, które zajmowały się poszukiwaniem metod syntezy paliwa do silnika, porzuci to zajęcie, ponieważ nie sprawdzi się on w tak prymitywnej gospodarce. Wyspiarze zostawią bezwartościowy silnik po wypaleniu resztek benzyny.

Można przewidzieć, że w okresie przejściowym niektórzy wyspiarze nie będą mieli nic do roboty. W końcu jest dostatecznie wielu rybaków do obsługi niewielkiej floty, proporcjonalnie niewielka część zajmuje się zbieraniem ryżu i produkcją porcji sushi. Nie będzie sensu zwiększać liczby budujących łodzie i sieci, ponieważ skończyłoby się to produkcją większej ilości sprzętu niż będzie można utrzymać w przyszłości. Starszyzna wprowadzi system rotacyjny, w h którym 10 osób dziennie może się obijać. Oczywiście owe 10 osób mogłoby próbować łowienia ryb gołymi rękami, mogłoby też zbierać ryż, który spożywano by jako samodzielne danie, ale wszyscy dojdą do wniosku, że to byłaby strata czasu. Wobec tego w trakcie przywracania starego systemu 10 ludzi będzie bezrobotnych, mimo że wszyscy będą niedożywieni. Wady zaleceń Krugmana staną się oczywiste.

Wnioski

Jak pokazuje nasza prosta historia, we współczesnych gospodarkach pracownicy korzystają z dóbr kapitałowych, żeby zwiększyć efektywność swojej pracy w procesie przetwarzania dóbr dostępnych w przyrodzie w dobra konsumpcyjne. Ze względu na czasową strukturę produkcji można przejściowo zwiększyć całkowitą konsumpcję, ale tylko za cenę zużycia dóbr kapitałowych (łodzi i sieci), które zostaną “skonsumowane”. W pewnym momencie manipulowanie rzeczywistością stanie się bezproduktywne i żaden plan ratunkowy nie powstrzyma gwałtownego spadku konsumpcji.

Choć gospodarka oparta na produkcji sushi jest uproszczonym modelem, to mam nadzieję, że na jej przykładzie udało się pokazać najważniejsze elementy cyklu koniunkturalnego. Przecież z początku mieszkańcy wyspy naprawdę mogli konsumować 6 porcji zamiast 5; temu nie da się zaprzeczyć. Nie ma też powodu podejrzewać, że restrukturyzacja jest nie do utrzymania: w końcu tubylcy korzystają z łodzi wyposażonej w silnik. Podobnie argumentowano w obronie „nowej gospodarki” w czasie boomu dot-comów, a także w okresie boomu budowlanego, kiedy z dużą pewnością siebie rekomendowano nowe instrumenty finansowe. Kiedy nastaje kolejny boom, ludzie zawsze znajdują argumenty przemawiające rzekomo za tym, że, że “tym razem jest inaczej”.

W gospodarce opartej na sushi początkowy wzrost bogactwa był iluzoryczny. Chociaż zastosowanie nowej technologii dawało pewne korzyści, to większość dodatkowej konsumpcji była finansowana konsumpcją kapitału, czyli zgodą na to, by łodzie i sieci niszczały. Podobnym zjawiskiem jest ogromna amerykańska konsumpcja dóbr importowanych w czasie boomu budowlanego. Amerykanie błędnie założyli, że wzrost wartości ich nieruchomości umożliwi sfinansowanie owej konsumpcji. Inaczej mówiąc, gdyby Amerykanie zdawali sobie sprawę z tego, że wartość nieruchomości spadnie w ciągu kilku lat, nie konsumowaliby tyle. Konsumowali kapitał, nie zdając sobie z tego sprawy, tak samo jak wyspiarze nie zdawali sobie sprawy, że dodatkowa konsumpcja sushi jest finansowana kosztem niszczenia łodzi i sieci.

Zauważmy ponadto, że ten element przedstawionego modelu stanowi odpowiedź na wątpliwość, którą zgłosił Cowen: ludzie konsumowali więcej w czasie boomu – wyspiarze jedli więcej porcji sushi dziennie – nawet wtedy, kiedy rozpoczynano nowe, niemożliwe do ukończenia inwestycje. (W naszej wyspiarskiej gospodarce taką inwestycją było poszukiwanie paliwa dla silnika). Cowen ma rację, że możliwy do utrzymania wzrost wymaga ograniczenia konsumpcji; inwestorzy wstrzymują się od konsumowania, a dzięki poczynionym oszczędnościom podejmują nowe inwestycje. Jeśli jednak boom zostaje zapoczątkowany przez bank centralny, to nie powstają realne oszczędności na nowe przedsięwzięcia. Właśnie dlatego boom jest nie do utrzymania, a jednocześnie z jego pojawieniem się konsumpcja wzrasta. Choć taki stan rzeczy nie da się utrzymać w dłuższym okresie, to w krótszym okresie można zwiększyć inwestycje na nowe przedsięwzięcia, zwiększając jednocześnie konsumpcję. Wskutek jednoczesnego zwiększenia konsumpcji i inwestycji zaniedbuje się jednak istotne pośrednie dobra produkcyjne. Wyspiarzom udało się zwiększyć konsumpcję i inwestycje przez kilka miesięcy. Dzisiejsza gospodarka jest bardzo złożona i często dopiero po kilku latach daje się zauważyć, że struktura produkcji jest nie do utrzymania.

Model gospodarki wyspiarzy pokazuje, dlaczego bezrobocie wzrasta w czasie przywracania oszczędności. Ludzie nie lubią pracować. Wolą leniuchować. Jeśli wynagrodzenie za pracę ma kogoś skłonić do rezygnacji z leniuchowania, to musi być dostatecznie duże. W czasie “recesji”, kiedy wyspiarze ograniczyli produkcję w “sektorach” ryżu, ryb i porcji sushi nie znalazło się wiele czynności wartych wykonania. W naszej opowieści założyliśmy, że tylko 90 wypiarzy miałoby zatrudnienie, przynajmniej dopóki nie zostanie odtworzona flota łodzi i sieci, co pozwoliłoby “bezrobotnym” wyspiarzom znaleźć produktywne zajęcie.

Dokładnie to samo dzieje się w świecie rzeczywistym: w czasie recesji następującej po sztucznie wywołanym boomie czynniki produkcji muszą zostać poprzesuwane; niektóre przedsięwzięcia porzuca się (np. poszukiwanie metod produkcji paliwa w gospodarce sushi); konieczne zaś dobra pośrednie (jak łodzie i sieci) trzeba odtworzyć, ponieważ zaniedbano je w czasie boomu. Potrzeba czasu, by odtworzyć wszystkie materiały, narzędzia i sprzęt i powrócić do normalnego rozwoju gospodarki. W okresie przejściowym wkład pracy niektórych pracowników jest tak mały, że nie opłaca się ich zatrudniać (zwłaszcza gdy na przeszkodzie stoją prawa o płacy minimalnej i inne regulacje).

Podstawowy błąd w argumentacji Krugmana polega na tym, że ignoruje on czasową strukturę produkcji. Kiedy pracownicy zostają zwolnieni w tych gałęziach, które produkują dobra produkcyjne, nie mogą po prostu przenieść się do produkowania telewizorów czy do gastronomii. Produkcja telewizorów i gastronomia są bowiem uzależnione od dóbr kapitałowych, które trzeba wyprodukować wcześniej. W gospodarce opartej sushi wyspiarze nie mogli podjąć pracy jako kucharze, ponieważ nie było dostatecznie dużo ryb. Nie mogli też zostać rybakami, bo nie było dostatecznie dużo łodzi i sieci. Nie mogli też przejść do produkcji łodzi i sieci, ponieważ w procesie ich produkcji uczestniczyło już dostatecznie wielu wyspiarzy, by możliwy był powrót do starej, stabilnej struktury produkcji.

Kiedy studiowałem, pytano mnie czasem, dlaczego zawracam sobie głowę tak “przestarzałą” szkołą myśli. Próbując odpowiedzieć na to pytanie, nie podkreślałem znaczenia subiektywizmu, teorii pieniądza ani nawet teorii przedsiębiorczości, choć są to tematy, w których szkoła austriacka góruje nad neoklasycznym głównym nurtem, lecz mówiłem: “Ta szkoła prezentuje najlepszą teorię kapitału i cyklu koniunkturalnego”. Obecny kryzys gospodarczy – i to, że laureat nagrody Nobla nie rozumie, co się dzieje – to dowód, że wybrałem mądrze.

6 odpowiedzi na „Murphy: Znaczenie teorii kapitału”

  • swietne, po prostu swietne

  • Świetny artykuł. To najbardziej klarowny tekst jaki
    ostatnio czytałem. Myślę, że nawet osoby „niewtajemniczone”
    będą potrafiły coś z niego wynieść i zainteresować się
    szkołą która „prezentuje najlepszą teorię kapitału i cyklu koniunkturalnego”
    Pozdrawiam Dżon Kemp

  • W gospodarce opartej na sushi początkowy wzrost bogactwa był iluzoryczny.

    —kto był podmiotem, któremu bogactwo wzrosło?
    jeśli byli nim wyspiarze (i ekonomista) to wzrost nie był
    iluzoryczny tylko faktyczny – materialny, utrzymanie go
    było możliwe przez zwiększenie intensywności pracy naprawiaczy
    sieci —>tak dzieje się w kapitalizmie widzianym oczami
    Marksa

    —-

    przykład z dziesięcioma bezrobotnymi jest idiotyczny
    w leseferystycznym kapitalizmie nie dostaliby żarcia
    -musieliby np naprawiać sieci

    —-

    przy okazji przykład jest nieco głupi przede wszystkim
    dlatego, że część sushi (a może i całe) pozwala wyspiarzom
    nie tyle przeżyć co być zdolnymi do odtworzenia swoich sił

    —-=
    przykład nie daje wybrnąć z teorii wartości opartej na pracy
    albo jest za cienki
    albo wykłada cienką teorię

  • oczywiście że wzrost bogactwa był iluzoryczny, gdyż zwiększenie racji zywnościowych było możliwe tylko dzięki konsumpcji kapitału (pozwolenie na niszczenie łodzi i sieci). Pomysł ze zwiększeniem intensywności pracy jest „idiotyczny”, skoro był mozliwy to zostałby wdrożony wczesniej w momencie równowagi zeby zwiekszyć racje sushi. ale założmy ze miałes na myśli wydłużenie pracy naprawiaczy, początkowo było 25ciu naprawiaczy, potem było ich już tylko 5ciu, zakłądając że tych 25ciu pracowało tylko po 8 godzin dziennie to 5ciu naprawiaczy musiałoby pracować po 40 godzin dziennie, zeby utrzymac stan sieci i łodzi na tym samym poziomie.
    pozdrawiam

  • takich rzeczy więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie ma dobrych podatków, są tylko mniej złe. Jean-Baptiste Say
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>