﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Jakub Bożydar Wiśniewski: O blaskach i cieniach demokratycznego podejmowania decyzji gospodarczych</title>
	<atom:link href="http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/</link>
	<description>Oficjalna strona Fundacji Instytut Ludwiga von Misesa.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 22 May 2012 23:46:56 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
	<item>
		<title>Autor: Maciuś Limarco</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2753</link>
		<dc:creator>Maciuś Limarco</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Dec 2009 06:22:29 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2753</guid>
		<description>A co z wolnością wyborów. Może się zdażyć , że to co mi odpowiada nie będzie odpowiadać komuś innemu. I tu jako przykład dam kontrowersyjną sprawę małżeństw homoseksualnych. Moim zdaniem obecnie próbuje sie je usankcjonować jako normę. Mi to nie odpowiada (nie samo małżeństwo homoseksualne - jeśli ktoś lubi np. owłosioną pupę męską to jego sprawa, ale nie pasuje mi żeby sankcjonować normy na tej podstawie). Rysuję tu groźny wizerunek modnej ostatnio poprawności politycznej, tu już tylko krok do anarchii uważam, że na tej doktrynie można również pokusić się o próbę zbudowania teorii nazistowskich (mam przecież jako libertarianin wolność własnego wyboru). Widać jak na bazie tolerancji, wolności wyboru dochodzi do zniewolenia (narzucania woli) innym. Aby tego uniknąć, moim zdaniem powinna zostać podjęta próba budowania autorytetu-wzorca, oczywiście z ograniczaniem władzy wąskiej grupy ludzi (polityków - ponieważ to ich partyjna wolność wyboru doprowadza do stawiania kolejnych hamulców i budowania bezpoduktywnego grona ludzi utrzymywanych ze zbyt wysokich podatków.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>A co z wolnością wyborów. Może się zdażyć , że to co mi odpowiada nie będzie odpowiadać komuś innemu. I tu jako przykład dam kontrowersyjną sprawę małżeństw homoseksualnych. Moim zdaniem obecnie próbuje sie je usankcjonować jako normę. Mi to nie odpowiada (nie samo małżeństwo homoseksualne &#8211; jeśli ktoś lubi np. owłosioną pupę męską to jego sprawa, ale nie pasuje mi żeby sankcjonować normy na tej podstawie). Rysuję tu groźny wizerunek modnej ostatnio poprawności politycznej, tu już tylko krok do anarchii uważam, że na tej doktrynie można również pokusić się o próbę zbudowania teorii nazistowskich (mam przecież jako libertarianin wolność własnego wyboru). Widać jak na bazie tolerancji, wolności wyboru dochodzi do zniewolenia (narzucania woli) innym. Aby tego uniknąć, moim zdaniem powinna zostać podjęta próba budowania autorytetu-wzorca, oczywiście z ograniczaniem władzy wąskiej grupy ludzi (polityków &#8211; ponieważ to ich partyjna wolność wyboru doprowadza do stawiania kolejnych hamulców i budowania bezpoduktywnego grona ludzi utrzymywanych ze zbyt wysokich podatków.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: MB</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2752</link>
		<dc:creator>MB</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Dec 2009 16:18:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2752</guid>
		<description>W tej kwestii polecam rozdział o reformie monetarnej z książki Jesusa Huerty de Soto, do znalezienia tu: http://mises.pl/1832/de-soto-propozycja-reformy-bankowosci-teoria-wymogu-stuprocentowej-rezerwy/
Biorąc pod uwagę rozmiar wydobycia złota, to raczej prawdopodobnym scenariuszem jest powolny spadek cen.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>W tej kwestii polecam rozdział o reformie monetarnej z książki Jesusa Huerty de Soto, do znalezienia tu: <a href="http://mises.pl/1832/de-soto-propozycja-reformy-bankowosci-teoria-wymogu-stuprocentowej-rezerwy/" rel="nofollow">http://mises.pl/1832/de-soto-propozycja-reformy-bankowosci-teoria-wymogu-stuprocentowej-rezerwy/</a><br />
Biorąc pod uwagę rozmiar wydobycia złota, to raczej prawdopodobnym scenariuszem jest powolny spadek cen.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mini Senn</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2751</link>
		<dc:creator>Mini Senn</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Dec 2009 15:39:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2751</guid>
		<description>Tylko czy wzrost podaży złota mógłby być aż tak duży że wywołał by inflacje?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Tylko czy wzrost podaży złota mógłby być aż tak duży że wywołał by inflacje?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: MB</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2750</link>
		<dc:creator>MB</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Dec 2009 14:07:20 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2750</guid>
		<description>Co do złota - nie wiadomo czy to najlepszy pieniądz. Tak bywało w historii, że najczęściej srebro i złoto były przez rynek wybierane jako powszechny środek wymiany. Jeśli byłby wolny rynek pieniądza, to może złoto by zostało znowu pieniądzem a może nie. Jeśli złoto, to posiadacze złota zapewne by zyskali - większy popyt na złoto skutkowałby wyższą jego ceną. Nie ma powodów, dla których w biznesie szukania złóż i wydobywania złota miałyby utrzymywać się wyższe stopy zwrotu niż w innych branżach. Konkurencja powinna sprowadzić je do normalnego poziomu. Wzrost podaży złota spowoduje także większą jego dostępność do celów niemonetarnych (przemysłowych, jubilerskich). Tym samym prowadzi do wzrostu dobrobytu.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co do złota &#8211; nie wiadomo czy to najlepszy pieniądz. Tak bywało w historii, że najczęściej srebro i złoto były przez rynek wybierane jako powszechny środek wymiany. Jeśli byłby wolny rynek pieniądza, to może złoto by zostało znowu pieniądzem a może nie. Jeśli złoto, to posiadacze złota zapewne by zyskali &#8211; większy popyt na złoto skutkowałby wyższą jego ceną. Nie ma powodów, dla których w biznesie szukania złóż i wydobywania złota miałyby utrzymywać się wyższe stopy zwrotu niż w innych branżach. Konkurencja powinna sprowadzić je do normalnego poziomu. Wzrost podaży złota spowoduje także większą jego dostępność do celów niemonetarnych (przemysłowych, jubilerskich). Tym samym prowadzi do wzrostu dobrobytu.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Maciuś Limarco</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2748</link>
		<dc:creator>Maciuś Limarco</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Dec 2009 11:17:54 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2748</guid>
		<description>Przy ciągle wzrastającym moim szacunku do idei libertariańskiej widzę w niej jedno zagrozenie nie do uniknięcia. Jeżeli jako poprawne w mysl idei libertariańskiej jest wolność działania jednostki  taka aby nie wchodzić na  nazwijmy to asertywnie czyjeś &quot;terytorium życiowe&quot; to zauważmy, że już skupianie się ludzi o podobnych poglądach niesie zagrożenie wejścia na czyjeś terytorium i to równiez prawne. Zatem idea libertariańska może nieść zagrożenie szowinizmu, doktryny nieomylności, braku solidaryzmu społecznego, egoizmu, braku odpowiedzialności społecznej w myśl idei zrównoważonego rozwoju.
Z innej beczki, czy parytet złota jest jedyny , nieomylny? Czy nie spowoduje sytuacji i możliwości bogacenia się jedynie właścicieli kopalń tego kruszcu, co tam właścicieli - Państw gdzie te złoża sie znajdują? Jak będą bogacić się Państwa które będą tylko redystrybuowały wytworzona przez właścicieli kopalń wartość dodaną. Uważam bowiem, że tak jak Banki Centralne tak producenci złota mogliby zwiększać podaż pieniadza na rynku? Co o tym sądzicie?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Przy ciągle wzrastającym moim szacunku do idei libertariańskiej widzę w niej jedno zagrozenie nie do uniknięcia. Jeżeli jako poprawne w mysl idei libertariańskiej jest wolność działania jednostki  taka aby nie wchodzić na  nazwijmy to asertywnie czyjeś &#8222;terytorium życiowe&#8221; to zauważmy, że już skupianie się ludzi o podobnych poglądach niesie zagrożenie wejścia na czyjeś terytorium i to równiez prawne. Zatem idea libertariańska może nieść zagrożenie szowinizmu, doktryny nieomylności, braku solidaryzmu społecznego, egoizmu, braku odpowiedzialności społecznej w myśl idei zrównoważonego rozwoju.<br />
Z innej beczki, czy parytet złota jest jedyny , nieomylny? Czy nie spowoduje sytuacji i możliwości bogacenia się jedynie właścicieli kopalń tego kruszcu, co tam właścicieli &#8211; Państw gdzie te złoża sie znajdują? Jak będą bogacić się Państwa które będą tylko redystrybuowały wytworzona przez właścicieli kopalń wartość dodaną. Uważam bowiem, że tak jak Banki Centralne tak producenci złota mogliby zwiększać podaż pieniadza na rynku? Co o tym sądzicie?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Henryk Korta</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2737</link>
		<dc:creator>Henryk Korta</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 Dec 2009 15:48:08 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2737</guid>
		<description>Kamyczek do do cytatu: &quot;Nie wydaje mi się, by istniała jakakolwiek logicznie uzasadniona odpowiedź na pytanie, dlaczego to jednostkowa jaźń miałaby być właścicielem&quot;

Otóż istnieje logiczne uzasadnienie tego stwierdzenia, ale jest ono błędne w samym Kartezjańskim założeniu: &quot;myślę, więc jestem&quot;. Stwierdzenie to zawiera i tym samym zakłada nieodłączne od reszty (choć nie wyartykułowane) istnienie &quot;Ja&quot;. Czym jest owe &quot;Ja&quot;, &quot;ego&quot; (pierwsza osoba w liczbie pojedynczej)? Najprościej mówiąc, deklaracją (aktem wiary) własnej odrębności od reszty natury (ogólniej; Rzeczywistości). Prawda, jakie to wydaje się &quot;oczywiste&quot; (w naszej kulturze, a ściślej w naszym paradygmacie)? 
&quot;Ja&quot; jestem &quot;czymś innym&quot; niż to, co postrzegam w pewnej odległości od &quot;siebie&quot;. Owa &quot;świadomość“, (która w gruncie rzeczy, jest tylko aktem wiary) &quot;własnej&quot; odrębności, musi definiować, co jest &quot;mną&quot; (moje) a co jest &quot;zewnętrzne&quot; (co &quot;mną&quot; nie jest). Wiele osób skłonnych jest lokować swoją tożsamość w granicach własnego ciała mówiąc: to &quot;moje&quot; ciało, lecz takie myślenie nie ma swojej &quot;naturalnej&quot; granicy, ponieważ większość znanych mi osób, pojęcie &quot;moje&quot; rozciąga również na efekty &quot;swojej&quot; pracy lub działalności (w tym również takiej jak myślenie). Stąd wprost wynika podwójny błąd Kartezjańskiego &quot;myślenia&quot;: bezkrytyczna akceptacja tożsamości, poprzez poczucie cielesności (bólu, smaku, węchu, zapachu, słuchu i widzenia) prowadzi wprost do pojęcia własności(ciała), zaś myślenie oparte na takim akcie wiary, bezkrytycznie rozciągane jest na &quot;efekty&quot; &quot;własnej&quot; działalności i jej pochodne.

Pozdrawiam HenryK</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Kamyczek do do cytatu: &#8222;Nie wydaje mi się, by istniała jakakolwiek logicznie uzasadniona odpowiedź na pytanie, dlaczego to jednostkowa jaźń miałaby być właścicielem&#8221;</p>
<p>Otóż istnieje logiczne uzasadnienie tego stwierdzenia, ale jest ono błędne w samym Kartezjańskim założeniu: &#8222;myślę, więc jestem&#8221;. Stwierdzenie to zawiera i tym samym zakłada nieodłączne od reszty (choć nie wyartykułowane) istnienie &#8222;Ja&#8221;. Czym jest owe &#8222;Ja&#8221;, &#8222;ego&#8221; (pierwsza osoba w liczbie pojedynczej)? Najprościej mówiąc, deklaracją (aktem wiary) własnej odrębności od reszty natury (ogólniej; Rzeczywistości). Prawda, jakie to wydaje się &#8222;oczywiste&#8221; (w naszej kulturze, a ściślej w naszym paradygmacie)?<br />
&#8222;Ja&#8221; jestem &#8222;czymś innym&#8221; niż to, co postrzegam w pewnej odległości od &#8222;siebie&#8221;. Owa &#8222;świadomość“, (która w gruncie rzeczy, jest tylko aktem wiary) &#8222;własnej&#8221; odrębności, musi definiować, co jest &#8222;mną&#8221; (moje) a co jest &#8222;zewnętrzne&#8221; (co &#8222;mną&#8221; nie jest). Wiele osób skłonnych jest lokować swoją tożsamość w granicach własnego ciała mówiąc: to &#8222;moje&#8221; ciało, lecz takie myślenie nie ma swojej &#8222;naturalnej&#8221; granicy, ponieważ większość znanych mi osób, pojęcie &#8222;moje&#8221; rozciąga również na efekty &#8222;swojej&#8221; pracy lub działalności (w tym również takiej jak myślenie). Stąd wprost wynika podwójny błąd Kartezjańskiego &#8222;myślenia&#8221;: bezkrytyczna akceptacja tożsamości, poprzez poczucie cielesności (bólu, smaku, węchu, zapachu, słuchu i widzenia) prowadzi wprost do pojęcia własności(ciała), zaś myślenie oparte na takim akcie wiary, bezkrytycznie rozciągane jest na &#8222;efekty&#8221; &#8222;własnej&#8221; działalności i jej pochodne.</p>
<p>Pozdrawiam HenryK</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: arkazy de serons</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2729</link>
		<dc:creator>arkazy de serons</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Dec 2009 20:26:09 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2729</guid>
		<description>@ HAN
Niestety również nie posiadam &quot;główniaka&quot; Witkiewicza. Dlatego wyjaśnienie nie będzie doskonałe. Dla Witkacego “fakt samego istnienia i funkcjonowania “materii żywej zindywidualizowanej” jest faktem pierwotnym, nie wymagającym, w przeciwieństwie do materiału fizyki, żadnej najlżejszej hipotezy ogólnej i hipotezy pracy: jest czymś, jakby w swej absolutnej pierwotności doskonałym”.
    Zdaje się, że to wynika z jego &quot;ontologii życiowej&quot;: “powstanie życia w ogóle nie istnieje, ponieważ nic prócz życia właśnie w całym Istnieniu, nie ma”. Więc nie może coś istnieć przed życiem, życie (istnienie) jest pierwotnie dane.
    Dla Witkacego IP (istnienie poszczególne) jest indywiduum psychofizycznym, czyli oprócz myślenia ważne jest także czucie. 
    Zresztą Kartezjusza krytykowali i inni, np. Whitehead, twierdząc, iż: &quot;że myślenie nie jest wystarczającą właściwością do opisu istoty człowieka, powinna się ona dopełniać o cechy “emocjonalne, wolitywne, i biologiczne”&quot; oraz że: “nie ma nigdy samej myśli lu b samej egzystencji, której moglibyśmy być świadomi, jako takiej z oddzielenia”&quot;

Stąd, trudno mi zgodzić się, aby z myślenia wynikało posiadanie. Bo skoro myślenie nie konstytuuje nawet istnienia, to tym bardziej posiadania. (Aby posiadać, należy wpierw istnieć.)
 
Pozdrawiam.
Arkazy.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ HAN<br />
Niestety również nie posiadam &#8222;główniaka&#8221; Witkiewicza. Dlatego wyjaśnienie nie będzie doskonałe. Dla Witkacego “fakt samego istnienia i funkcjonowania “materii żywej zindywidualizowanej” jest faktem pierwotnym, nie wymagającym, w przeciwieństwie do materiału fizyki, żadnej najlżejszej hipotezy ogólnej i hipotezy pracy: jest czymś, jakby w swej absolutnej pierwotności doskonałym”.<br />
    Zdaje się, że to wynika z jego &#8222;ontologii życiowej&#8221;: “powstanie życia w ogóle nie istnieje, ponieważ nic prócz życia właśnie w całym Istnieniu, nie ma”. Więc nie może coś istnieć przed życiem, życie (istnienie) jest pierwotnie dane.<br />
    Dla Witkacego IP (istnienie poszczególne) jest indywiduum psychofizycznym, czyli oprócz myślenia ważne jest także czucie.<br />
    Zresztą Kartezjusza krytykowali i inni, np. Whitehead, twierdząc, iż: &#8222;że myślenie nie jest wystarczającą właściwością do opisu istoty człowieka, powinna się ona dopełniać o cechy “emocjonalne, wolitywne, i biologiczne”&#8221; oraz że: “nie ma nigdy samej myśli lu b samej egzystencji, której moglibyśmy być świadomi, jako takiej z oddzielenia”&#8221;</p>
<p>Stąd, trudno mi zgodzić się, aby z myślenia wynikało posiadanie. Bo skoro myślenie nie konstytuuje nawet istnienia, to tym bardziej posiadania. (Aby posiadać, należy wpierw istnieć.)</p>
<p>Pozdrawiam.<br />
Arkazy.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: smootnyclown</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2722</link>
		<dc:creator>smootnyclown</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 10:40:46 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2722</guid>
		<description>to i ja powtórzę, co pisałem pod tym artykułem na Liberalis.pl:

&lt;i&gt;Cóż dokładnie miałyby jednak oznaczać wspomniane nawoływania do „demokratyzacji gospodarki”? Przeszczepiając z gruntu politycznego definicję demokracji jako formy rządów, w której reprezentanci większości decydują o losach ogółu, można przypuścić, że na gruncie gospodarczym miałaby ona oznaczać prymat decyzji rzeczonych reprezentantów nad decyzjami indywidualnych właścicieli co do sposobu wykorzystania posiadanych przez tych drugich zasobów.&lt;/i&gt;

Podstawowy problem jest ten, że autor wrzuca polityczną definicję demokracji, jako formy sprawowania władzy do “radykalnej” definicji demokracji, która oznacza wypracowywanie wspólnych rozwiązań, dotyczących określonej, wspólnej strefy. W tym kontekście demokracja nie oznacza decydowanie grupki wybrańców za resztę, a podejmowanie decyzji na zasadzie konsensusu, przy współudziale wszystkich zainteresowanych. Jeszcze nie przeczytałem reszty, ale jeśli dalej są zmieszane te dwa porządki, to chyba nie ma o czym gadać.

&lt;i&gt;Najpowszechniejszą odpowiedzią na to pytanie jest odpowiedź lockowska, która, jak osobiście sądzę, ma silne, choć rzadko przywoływane źródła kartezjańskie – otóż z „myślę” wynika nie tylko „jestem”, lecz również „posiadam”, posiadam swój umysł oraz kontrolowane przezeń ciało. &lt;/i&gt;

a tutaj sobie zagram. Na jakiej podstawie moje “posiadanie” ma być naturalne? To, że w ciele, którym akurat dysponuję, uaktywniły się określone cechy i talenty jest arbitralne (natura rozdysponowała je arbitralnie), ew. pochodzą od moich rodziców genetycznie (co było równie arbitralne, lub też uwarunkowane społecznie). Dlaczego za naturalne mam uznać dysponowanie “moimi” talentami, na które nijak nie zasłużyłem (co nie znaczy, że inni zasłużyli)?
Ps. Inna sprawa, że przecież Locke dosyć hm…, sceptycznie odnosił się do własności na przykład ziemi (czy sytuacji, gdzie po zawłaszczeniu nie “pozostają jeszcze inne dla innych nie gorsze dobra wspólne”).

&lt;i&gt;Założenie na przykład, że naturalne prawo do użytkowania danej puli zasobów posiada ogół mieszkańców danego obszaru, nie jest w stanie wyzwolić się z pułapki arbitralności – bo też o jakim obszarze mówimy? Gdzie przebiegają jego granice i kto miałby je wyznaczyć? Na podstawie jakich niedowolnych kryteriów możemy zdefiniować grupę rzekomo mającą przyrodzone prawo do kolektywnego użytkowania danego asortymentu dóbr naturalnych? &lt;/i&gt;

(Hehe, od razu przypomniał mi się Rawls:)
Akcja jest taka, że jeśli uznajemy, że przyznanie społeczności “naturalnego” prawa do użytkowania danych dóbr jest arbitralne, to równie arbitralne jest uznanie jednostce prawa do tegoż. Innymi słowy, jeśli uznajemy, że społeczność nie ma naturalnego prawa do użytkowania danego dobra, to nie jest to jeszcze żaden powód po temu, by uznać za dowiedzione, że jednostka takie prawa posiada. Naprawdę Rawls w tym kontekście (jak w mało którym) wykonał kawał dobrej roboty:))

Nie wydaje mi się, by istniała jakakolwiek logicznie uzasadniona odpowiedź na pytanie, dlaczego to jednostkowa jaźń miałaby być właścicielem:) Libertarianizm, przynajmniej po mojemu, oznacza, że dobrowolność działań ludzi jest podstawowym aspektem, który powoduje ich prawomocność (nie wnikajmy na razie głębiej). Jeśli tak, to musimy również założyć, że każde “społeczne” (ponadjednostkowe) interakcje, które opierają się na dobrowolności &lt;b&gt;muszą&lt;/b&gt; zostać uznane za prawomocne. Skoro tak, to równie prawomocne jest uznanie, że w danej społeczności to ogół jest właścicielem danych zasobów, jak i, że to jednostki są właścicielami na określonych przez nie same zasadach. Mamy więc kolejną opcję, którą autor pominął (wg mnie zerżnąwszy swoje uzasadnienie od Rothbarda:). 

&lt;i&gt;To stanowisko nie tylko wymaga jednak podparcia się wątpliwą i trudną do umotywowania kolektywistyczną metafizyką,&lt;/i&gt;

a w czym lepsza/gorsza jest kolektywistyczna metafizyka od indywidualistycznej metafizyki przy konstruowaniu konstytutywnych zasad?

&lt;i&gt;Walter Block często posługuje się następującym eksperymentem myślowym: wyobraź sobie, że do twojego domu wpada tuzin nieznajomych jegomościów i bierze się za wynoszenie twoich sprzętów domowych. Kiedy protestujesz, grożąc wezwaniem służb ochronnych, jeden z nieproszonych gości odpowiada: „Chwileczkę, jesteśmy przecież wszyscy dobrymi demokratami. Rozsądźmy ten spór na drodze głosowania&lt;/i&gt;

Patrz: pierwsza część mojej wypowiedzi:)

&lt;i&gt;Alternatywą dla teorii prawno-naturalnej jest teoria utylitarystyczna, obrońca „demokratyzacji gospodarki” mógłby więc argumentować, że każdy prywatny właściciel powinien liczyć się z ewentualnością bycia wywłaszczonym, jako że podobne wywłaszczenie służyć może maksymalizacji społecznej użyteczności, pożądanej tak ze względów moralnych jak i ekonomicznych.&lt;/i&gt;

Znaczy się chodzi o to, jak rozumiem, że utylitaryzm przenosi nacisk z jednostki na konkretną społeczność i tu jest problem, tak? Tj., przenosi prawa z jednostki na organizmy ponadjednostkowe, co jest, a przynajmniej wydaje się być, sprzeczne z duchem libertarianizmu. Jeśli o to chodzi, to, powiedzmy, mogę się zgodzić, niemniej przywoływany przeze mnie motyw ucierania stanowisk i prawa „uzgadnianego” bynajmniej utylitarystyczny nie jest.

&lt;i&gt;Argument ten, posiłkujący się wspomnianą wcześniej lockowską zasadą uzyskiwania praw własności na drodze zagospodarowywania zasobów niczyich, pomija fakt, iż zasada ta nie odnosi się do zasobów, które weszły już w czyjeś posiadanie.&lt;/i&gt;

Autor chyba nie zwrócił uwagi, że locke’ańska teoria sprawiedliwości polega właśnie na użytkowaniu. Zasada jest prosta: użytkujesz, masz; nie użytkujesz – pracisz prawo do posiadania (mam nadzieję, że w najbliższym Nieregularniku pojawi się tłumaczenie pewnego tekstu, który szerzej omówi tę kwestię).

Na temat podniesiony na początku mojego komentarza również będziecie mogli przeczytać w nieregularniku, już w (daj Bóg, czy matka natura:) styczniu.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>to i ja powtórzę, co pisałem pod tym artykułem na Liberalis.pl:</p>
<p><i>Cóż dokładnie miałyby jednak oznaczać wspomniane nawoływania do „demokratyzacji gospodarki”? Przeszczepiając z gruntu politycznego definicję demokracji jako formy rządów, w której reprezentanci większości decydują o losach ogółu, można przypuścić, że na gruncie gospodarczym miałaby ona oznaczać prymat decyzji rzeczonych reprezentantów nad decyzjami indywidualnych właścicieli co do sposobu wykorzystania posiadanych przez tych drugich zasobów.</i></p>
<p>Podstawowy problem jest ten, że autor wrzuca polityczną definicję demokracji, jako formy sprawowania władzy do “radykalnej” definicji demokracji, która oznacza wypracowywanie wspólnych rozwiązań, dotyczących określonej, wspólnej strefy. W tym kontekście demokracja nie oznacza decydowanie grupki wybrańców za resztę, a podejmowanie decyzji na zasadzie konsensusu, przy współudziale wszystkich zainteresowanych. Jeszcze nie przeczytałem reszty, ale jeśli dalej są zmieszane te dwa porządki, to chyba nie ma o czym gadać.</p>
<p><i>Najpowszechniejszą odpowiedzią na to pytanie jest odpowiedź lockowska, która, jak osobiście sądzę, ma silne, choć rzadko przywoływane źródła kartezjańskie – otóż z „myślę” wynika nie tylko „jestem”, lecz również „posiadam”, posiadam swój umysł oraz kontrolowane przezeń ciało. </i></p>
<p>a tutaj sobie zagram. Na jakiej podstawie moje “posiadanie” ma być naturalne? To, że w ciele, którym akurat dysponuję, uaktywniły się określone cechy i talenty jest arbitralne (natura rozdysponowała je arbitralnie), ew. pochodzą od moich rodziców genetycznie (co było równie arbitralne, lub też uwarunkowane społecznie). Dlaczego za naturalne mam uznać dysponowanie “moimi” talentami, na które nijak nie zasłużyłem (co nie znaczy, że inni zasłużyli)?<br />
Ps. Inna sprawa, że przecież Locke dosyć hm…, sceptycznie odnosił się do własności na przykład ziemi (czy sytuacji, gdzie po zawłaszczeniu nie “pozostają jeszcze inne dla innych nie gorsze dobra wspólne”).</p>
<p><i>Założenie na przykład, że naturalne prawo do użytkowania danej puli zasobów posiada ogół mieszkańców danego obszaru, nie jest w stanie wyzwolić się z pułapki arbitralności – bo też o jakim obszarze mówimy? Gdzie przebiegają jego granice i kto miałby je wyznaczyć? Na podstawie jakich niedowolnych kryteriów możemy zdefiniować grupę rzekomo mającą przyrodzone prawo do kolektywnego użytkowania danego asortymentu dóbr naturalnych? </i></p>
<p>(Hehe, od razu przypomniał mi się Rawls:)<br />
Akcja jest taka, że jeśli uznajemy, że przyznanie społeczności “naturalnego” prawa do użytkowania danych dóbr jest arbitralne, to równie arbitralne jest uznanie jednostce prawa do tegoż. Innymi słowy, jeśli uznajemy, że społeczność nie ma naturalnego prawa do użytkowania danego dobra, to nie jest to jeszcze żaden powód po temu, by uznać za dowiedzione, że jednostka takie prawa posiada. Naprawdę Rawls w tym kontekście (jak w mało którym) wykonał kawał dobrej roboty:))</p>
<p>Nie wydaje mi się, by istniała jakakolwiek logicznie uzasadniona odpowiedź na pytanie, dlaczego to jednostkowa jaźń miałaby być właścicielem:) Libertarianizm, przynajmniej po mojemu, oznacza, że dobrowolność działań ludzi jest podstawowym aspektem, który powoduje ich prawomocność (nie wnikajmy na razie głębiej). Jeśli tak, to musimy również założyć, że każde “społeczne” (ponadjednostkowe) interakcje, które opierają się na dobrowolności <b>muszą</b> zostać uznane za prawomocne. Skoro tak, to równie prawomocne jest uznanie, że w danej społeczności to ogół jest właścicielem danych zasobów, jak i, że to jednostki są właścicielami na określonych przez nie same zasadach. Mamy więc kolejną opcję, którą autor pominął (wg mnie zerżnąwszy swoje uzasadnienie od Rothbarda:). </p>
<p><i>To stanowisko nie tylko wymaga jednak podparcia się wątpliwą i trudną do umotywowania kolektywistyczną metafizyką,</i></p>
<p>a w czym lepsza/gorsza jest kolektywistyczna metafizyka od indywidualistycznej metafizyki przy konstruowaniu konstytutywnych zasad?</p>
<p><i>Walter Block często posługuje się następującym eksperymentem myślowym: wyobraź sobie, że do twojego domu wpada tuzin nieznajomych jegomościów i bierze się za wynoszenie twoich sprzętów domowych. Kiedy protestujesz, grożąc wezwaniem służb ochronnych, jeden z nieproszonych gości odpowiada: „Chwileczkę, jesteśmy przecież wszyscy dobrymi demokratami. Rozsądźmy ten spór na drodze głosowania</i></p>
<p>Patrz: pierwsza część mojej wypowiedzi:)</p>
<p><i>Alternatywą dla teorii prawno-naturalnej jest teoria utylitarystyczna, obrońca „demokratyzacji gospodarki” mógłby więc argumentować, że każdy prywatny właściciel powinien liczyć się z ewentualnością bycia wywłaszczonym, jako że podobne wywłaszczenie służyć może maksymalizacji społecznej użyteczności, pożądanej tak ze względów moralnych jak i ekonomicznych.</i></p>
<p>Znaczy się chodzi o to, jak rozumiem, że utylitaryzm przenosi nacisk z jednostki na konkretną społeczność i tu jest problem, tak? Tj., przenosi prawa z jednostki na organizmy ponadjednostkowe, co jest, a przynajmniej wydaje się być, sprzeczne z duchem libertarianizmu. Jeśli o to chodzi, to, powiedzmy, mogę się zgodzić, niemniej przywoływany przeze mnie motyw ucierania stanowisk i prawa „uzgadnianego” bynajmniej utylitarystyczny nie jest.</p>
<p><i>Argument ten, posiłkujący się wspomnianą wcześniej lockowską zasadą uzyskiwania praw własności na drodze zagospodarowywania zasobów niczyich, pomija fakt, iż zasada ta nie odnosi się do zasobów, które weszły już w czyjeś posiadanie.</i></p>
<p>Autor chyba nie zwrócił uwagi, że locke’ańska teoria sprawiedliwości polega właśnie na użytkowaniu. Zasada jest prosta: użytkujesz, masz; nie użytkujesz – pracisz prawo do posiadania (mam nadzieję, że w najbliższym Nieregularniku pojawi się tłumaczenie pewnego tekstu, który szerzej omówi tę kwestię).</p>
<p>Na temat podniesiony na początku mojego komentarza również będziecie mogli przeczytać w nieregularniku, już w (daj Bóg, czy matka natura:) styczniu.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: karol.pogorzelski</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2721</link>
		<dc:creator>karol.pogorzelski</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 09:13:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2721</guid>
		<description>Mnie też metafizyka praw własności zupełnie nie przekonuje. Nie mam nic do praw własności, ale ekwilibrystyka z dowodzeniem ich słuszności na mocy wątpliwych aksjomatów jest zupełnie niewiarygodna.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Mnie też metafizyka praw własności zupełnie nie przekonuje. Nie mam nic do praw własności, ale ekwilibrystyka z dowodzeniem ich słuszności na mocy wątpliwych aksjomatów jest zupełnie niewiarygodna.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Han</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2720</link>
		<dc:creator>Han</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 02:06:11 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2720</guid>
		<description>Panie Arkazy,
jestem kompletnym laikiem, więc proszę o wyrozumiałość, lecz ośmielę się zapytać: czy to musi być ze sobą sprzeczne? &quot;Pojęcie istnienia jest bezpośrednio dane jednostce&quot; - dziecko (niemowlę) istnieje, ale nie posiada rozwiniętej świadomości własnego istnienia. Nie może całkiem kontrolować swojego ciała, ale i instynktów, emocji, i tym samym być za siebie odpowiedzialnym. Człowiek dorosły kontroluje, posiada, wydaje polecenia swojemu ciału, panuje nad emocjami, instynktami i jest przez to za siebie odpowiedzialny. &quot;Myśli&quot; i tym samym &quot;posiada swoje ciało&quot;. Proszę o chociaż krótką odpowiedź, czy link do tekstu który by to szerzej objaśniał, bo niestety &quot;Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia&quot; nie posiadam.
Pozdrawiam.
Han</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Panie Arkazy,<br />
jestem kompletnym laikiem, więc proszę o wyrozumiałość, lecz ośmielę się zapytać: czy to musi być ze sobą sprzeczne? &#8222;Pojęcie istnienia jest bezpośrednio dane jednostce&#8221; &#8211; dziecko (niemowlę) istnieje, ale nie posiada rozwiniętej świadomości własnego istnienia. Nie może całkiem kontrolować swojego ciała, ale i instynktów, emocji, i tym samym być za siebie odpowiedzialnym. Człowiek dorosły kontroluje, posiada, wydaje polecenia swojemu ciału, panuje nad emocjami, instynktami i jest przez to za siebie odpowiedzialny. &#8222;Myśli&#8221; i tym samym &#8222;posiada swoje ciało&#8221;. Proszę o chociaż krótką odpowiedź, czy link do tekstu który by to szerzej objaśniał, bo niestety &#8222;Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia&#8221; nie posiadam.<br />
Pozdrawiam.<br />
Han</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Jakub</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2719</link>
		<dc:creator>Jakub</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 23:10:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2719</guid>
		<description>Ja widzę takie przejście: myślę, a więc kontroluję (posiadam) swoje myśli (przynajmniej tak długo, jak panuję nad sobą), a umysł kontroluje ciało, więc również kontroluję (posiadam) swoje ciało. Nie ma w tym kontekście rozróżnienia między własnością a kontrolą, ponieważ, w przeciwieństwie do wszystkich innych zasobów świata, ciało ani umysł nie muszą zostać &quot;produktywnie przekształcone&quot;, aby stać się czyjąś własnością - one są narzędziami umożliwiającymi produktywne przekształcanie innych zasobów. Poza tym nie sposób ich sobie wyobrazić istniejących w stanie bezpańskim (chyba że po śmierci danego człowieka, ale i tu można sobie zadać pytanie, czy np. wolno nam bez jego uprzedniej zgody wykorzystać jego organy - czy więc zmarły zachowuje własność swojego ciała? Może to być ciekawe pytanie na osobny artykuł).

Co do drugiej kwestii to szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem stwierdzenie, że &quot;pojęcie istnienia jest bezpośrednio dane jednostce&quot;. Jeśli czyjś umysł zostanie uszkodzony w stopniu uniemożliwiającym myślenie, to czy taki ktoś będzie świadomy swojego istnienia? Ja mam wątpliwości.

Pozdrowienia,
Jakub</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ja widzę takie przejście: myślę, a więc kontroluję (posiadam) swoje myśli (przynajmniej tak długo, jak panuję nad sobą), a umysł kontroluje ciało, więc również kontroluję (posiadam) swoje ciało. Nie ma w tym kontekście rozróżnienia między własnością a kontrolą, ponieważ, w przeciwieństwie do wszystkich innych zasobów świata, ciało ani umysł nie muszą zostać &#8222;produktywnie przekształcone&#8221;, aby stać się czyjąś własnością &#8211; one są narzędziami umożliwiającymi produktywne przekształcanie innych zasobów. Poza tym nie sposób ich sobie wyobrazić istniejących w stanie bezpańskim (chyba że po śmierci danego człowieka, ale i tu można sobie zadać pytanie, czy np. wolno nam bez jego uprzedniej zgody wykorzystać jego organy &#8211; czy więc zmarły zachowuje własność swojego ciała? Może to być ciekawe pytanie na osobny artykuł).</p>
<p>Co do drugiej kwestii to szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem stwierdzenie, że &#8222;pojęcie istnienia jest bezpośrednio dane jednostce&#8221;. Jeśli czyjś umysł zostanie uszkodzony w stopniu uniemożliwiającym myślenie, to czy taki ktoś będzie świadomy swojego istnienia? Ja mam wątpliwości.</p>
<p>Pozdrowienia,<br />
Jakub</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: arkazy de serons</title>
		<link>http://mises.pl/blog/2009/12/01/o-blaskach-i-cieniach-demokratycznego-podejmowania-decyzji-gospodarczych/#comment-2718</link>
		<dc:creator>arkazy de serons</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 21:28:40 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mises.pl/?p=1917#comment-2718</guid>
		<description>Powtórzę moje zastrzeżenie z komentarza do artykułu p. Wozińskiego. Nie widzę bezpośredniego przejścia między &quot;myślę&quot; a &quot;posiadam moje ciało&quot;.
Co więcej, niektórzy kompletnie negują pogląd Kartezjusza, twierdząc, iż &quot;Pojęcie istnienia jest bezpośrednio dane jednostce&quot; (Witkiewicz), więc nie trzeba odwoływać się do myślenia.
Pozdrawiam.
Arkazy.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Powtórzę moje zastrzeżenie z komentarza do artykułu p. Wozińskiego. Nie widzę bezpośredniego przejścia między &#8222;myślę&#8221; a &#8222;posiadam moje ciało&#8221;.<br />
Co więcej, niektórzy kompletnie negują pogląd Kartezjusza, twierdząc, iż &#8222;Pojęcie istnienia jest bezpośrednio dane jednostce&#8221; (Witkiewicz), więc nie trzeba odwoływać się do myślenia.<br />
Pozdrawiam.<br />
Arkazy.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

