Autor: Jakub Wozinski
Kontakt: wozinski małpa poczta.onet.pl , www.jakub-wozinski.pl
Wersja PDF

Tekst ukazał się także na stronach libertarianpapers.org

Czasy bezkrytycznej akceptacji dla stosowania w humanistyce metod nauk przyrodniczych na szczęście już minęły. Obecnie najczęściej mamy do czynienia z tzw. „krypto-pozytywizmem”, który zrewidował pewne założenia, ale nadal głęboko tkwi w ideale nauki uprawianej more geometrico. Jak dowodzi Hans-Hermann Hoppe, błędy empiryzmu i naturalizmu jest w stanie przełamać jedynie prakseologia oparta na teorii argumentacyjnego a priori.

Historycy filozofii bardzo często wskazują na wpływ, jaki na myśl Karola Marksa miało jego wczesne zainteresowania Epikurem. Tytuł jego rozprawy doktorskiej nosił nazwę „Różnica między filozofią przyrody Demokryta a filozofią przyrody Epikura”. Ojciec komunizmu był wtedy szczególnie zafascynowany teorią clinamen, czyli odchylaniem się atomów. Teoria ta miała w zamyśle Epikura stać się podstawą uniknięcia determinizmu, a Marksowi posłużyć jako uzasadnienie wyjątkowej roli przywódców rewolucji proletariatu. Ale clinamen stanowiło tylko margines wobec ogólnych rozważań na temat natury świata i społeczeństwa. Sam trzon wizji dialektycznego materializmu stanowiły atomy: czyli pojedyncze, niezróżnicowane jednostki, które, grupując się, tworzyły indywidua znane nam z doświadczenia zmysłowego.

Dlaczego w tekście o Hayeku wspominamy o Epikurze? Dlatego, że Epikur odegrał poważną rolę w kształtowaniu także jego teorii – bezpośrednio i pośrednio. Epistemologia i ontologia Hayeka bazują wprost na podstawowych założeniach, wypracowanych przez założyciela Ogrodu. Wymienię tylko kilka: etyka oparta na uczuciach, krytyka teleologii, negacja prawa naturalnego, materialistyczny atomizm, ewolucjonizm biologiczny i społeczny, czy też epistemologiczna teoria podobizn. Rzecz jasna, nie wszystko u Epikura i Hayeka jest identyczne, ale też rdzenie ich założeń filozoficznych nie są od siebie zanadto odległe.

Obok Marksa najważniejszymi współczesnymi wskrzesicielami Epikura byli David Hume oraz Karl Popper – myśliciele kluczowi dla zrozumienia bohatera niniejszego artykułu. Obydwaj skupili się na teorii wiedzy i badali jak możliwe jest to, iż nietożsame materialne impulsy, produkowane przez docierające do nas atomy, powodują w nas pewne stałe odruchy, stałe wyobrażenia. Odpowiedź Hume’a brzmiała: klasyfikujemy różne impulsy do pewnych kategorii na drodze przyzwyczajenia. Następujące po sobie sekwencje docierających do nas układów atomów nie mają ze sobą nic wspólnego i uważamy je za powiązane ze sobą jedynie na drodze konwencji. Podobnie zdaje się myśleć Fryderyk von Hayek:

Nie ma prawdopodobnie żadnego przypadku, w którym naukom eksperymentalnym udałoby się ustalić zakres różnych zjawisk, które bez wahania traktujemy jako znaczące dla nas tak samo, co dla innych ludzi; mimo to ciągle i z sukcesem działamy wedle założenia, że klasyfikujemy te same rzeczy tak jak inni.[1]

Choć sam Hayek wyraźnie odżegnywał się od zarzutów o materializm, jak inaczej traktować jego liczne dywagacje na temat teorii podobizn? Skoro uważał, że człowiek jest zasadniczo różny od świata naturalnego, to dlaczego uważał, że „reguły moralności nie są konkluzjami wysnutymi przez nasz rozum”, tylko impulsami podobnymi do tych, którymi kierują się zwierzęta?[2]

Jak wskazuje David Gordon, pod wpływem Karla Poppera Hayek odrzucił antynaturalistyczną prakseologię na rzecz teorii falsyfikacjonizmu.[3] Falsyfikacjonizm jako teoria funkcjonowania ludzkiej wiedzy jest niezwykle naiwny i bardzo łatwo obalić jego tezy.[4] O wiele ciekawsze są natomiast założenia leżące u jego podstaw. Wspomniany już powyżej epikurejski schemat mini-cząstek „przypuszczających atak” na nasz aparat poznawczy, skłania filozofa utrzymującego ten schemat do uznania, że nasze dotychczasowe doświadczenie nie może dać nam gwarancji, że zawsze będziemy doświadczali tego samego. Za poglądami Poppera i Hayeka stoi zatem przekonanie, że nasza wiedza wsparta jest nie na rozumowych przesłankach, ale na konwencjonalnie uznawanej zasadzie klasyfikowania materialnych impulsów. Wbrew takim poglądom wypowiadał się m. in. Murray Rothbard:

Pojawia się teraz zasadnicze pytanie: w jaki sposób doszliśmy do prawdziwości tego aksjomatu [działania – JW]? Czy nasza wiedza jest aprioryczna czy pochodzenia empirycznego, ‘syntetyczna’ czy też ‘analityczna’? W pewnym sensie, tego typu pytania są stratą czasu, ponieważ najważniejszy jest fakt, iż aksjomat ten jest prawdziwy sam przez się, oczywisty w o wiele większym i szerszym zakresie niż inne postulaty. Jest tak, gdyż aksjomat ten jest prawdziwy dla wszystkich ludzkich istnień, wszędzie, w każdym czasie i nie można sobie nawet wyobrazić jego uchylenia.[5]

Niestety, kluczowy dla ekonomii aksjomat działania w modelu Hayeka nie może posiadać żadnego wyróżnionego charakteru, gdyż wedle niego nasza wiedza jest jedynie wiecznie potwierdzającym się zbiegiem okoliczności. Kto wie – zdaje się myśleć Hayek – może pewnego dnia materialne cząstki zaczną oddziaływać na nas w zupełnie inny sposób i cała nasza wiedza legnie w gruzach? Albo może pojawi się kiedyś obca cywilizacja i będziemy zmuszeni zredefiniować nasze schematy myślenia?[6] W tak skonstruowanym gmachu wiedzy nic nie jest pewne.

Hayek odnosi się z dystansem do XVIII i XIX-wiecznych pozytywistów skupionych wokół Ecole Polytechnique i wskazuje na podstawowe błędy „naturalizacji” nauk humanistycznych. Zachodzi jednak uzasadnione pytanie, czy jemu samemu w pełni udało się uniknąć tego rodzaju błędów? W warstwie deklarowanej Hayek prezentuje samego siebie jako naukowca, który wytyka innym naturalistyczny błąd. Natomiast dogłębne rozpatrzenie podstawowych założeń jego myślenia pokazuje nam, że sam nigdy się z pozytywistycznego błędu nie wyleczył. Świadczą o tym przede wszystkim:

  1. Machowska koncepcja krytyki dualizmu ducha-materii.[7]
  2. Epikurejska teoria irracjonalistycznej etyki opartej na uczuciach wywoływanych materialnymi bodźcami.
  3. Falsyfikacjonistyczna teoria wiedzy oparta na teorii podobizn.

Hayek za największe zagrożenia dla nauki uznaje dwa skrajne stanowiska. Z jednej strony, jest nim nadużycie rozumu[8], z drugiej – uprawianie nauk humanistycznych na modłę fizyki. Najważniejszym zadaniem dla nauki jest zatem wskazywanie na błędy popełniane przez obydwie ideologie. Racjonaliści chcą według niego wszystko wyjaśniać pięknie brzmiącymi teoriami, antropomorfizującymi cały świat, zaś pozytywiści całkowicie pomijają humanistyczny proces interpretacji. Złoty środek obrał oczywiście sam Hayek, który wypominał całej reszcie jej naiwne błędy.

Niestety, taka perspektywa jest całkowicie mylna. Przykładowo, racjonalna etyka wypracowana przez Murraya Rothbarda i Hansa-Hermanna Hoppego nie jest nadużyciem rozumu, lecz uniesprzecznieniem (wynikiem dążenia do niesprzeczności – red. Mises.pl) zasad naszego myślenia oraz samej rzeczywistości. Innymi słowy, etyka argumentacyjna nie świadczy o pysze rozumu, lecz jedynie wykazuje, że nie można myśleć sensownie inaczej niż ona. Gdzie w klasyfikacji Hayeka jest dla niej miejsce?

Błąd Hayeka polega także na tym, że utożsamił naturalistyczny błąd filozofii z jego najbardziej skrajnymi postaciami (Saint-Simon, d’Holbach). Nie zauważył przy tym, że sam posługuje się założeniami o identycznym statusie. Przyjął więc teorię będącą słabszą wersją naturalizmu, która poprzez epikurejski schemat ontologiczno-poznawczy znakomicie zakamuflowała swoje prawdziwe oblicze. Cóż jednak po kamuflażu, skoro prawdziwy rdzeń jego filozofii stanowiło przekonanie o materialistycznym monizmie wszechświata? Nic więc dziwnego, że Fryderyk von Hayek, tak jak Karol Marks, zawędrował na Epikurze na pozycje socjaldemokratyczno-etatystyczne.[9]

Na koniec powróćmy jeszcze na moment do prakseologii. Co prawda w momencie, gdy Hayek był jeszcze uczniem i współpracownikiem Misesa, kształt tej nauki nie był jeszcze w pełni zarysowany. Mises napisał „Ludzkie działanie” w momencie, gdy Hayek przeszedł już całkowicie na własne stanowisko. Jednakże prakseologia zawarta była implicite już w teorii fundatorów Szkoły Austriackiej i dlatego kontynuacja dorobku Szkoły w perspektywie pozytywizmu była czymś niezwykle karkołomnym. Mimo to, Fryderyk von Hayek postanowił podjąć się tego zadania. Dziś możemy z całą stanowczością powiedzieć, że była to próba nieudana.


[1] F.A. von Hayek, The Counterrevolution of Science, The Free Press of Glencoe, London 1955, s. 47.

[2] F. A. von Hayek, Droga do zniewolenia, Arcana, Kraków 2007. (Zob. The Road to Serfdom – przyp. Mises.pl)

[3] D. Gordon, The Philosophical Origins of Austrian Economics, Ludwig von Mises Institute, Auburn 1996, s. 10.

[4] Por. wyczerpujące odrzucenie falsyfikacjonizmu: H-H. Hoppe, The Ethics and Economics of Private Property, Ludwig von Mises Institute, Auburn 2006.

[5] M. Rothbard, In Defense of Extreme Rationalism, [w:] The Logic of Action One, Edward Elgar Pub. 1997, s. 105-6

[6] Por. rozważania zawarte w: F.A. von Hayek, The Counterrevolution …, op. cit., s. 79.

[7] F. A. von Hayek, The essence of Hayek, Hoover Inst., 1984, s.236

[8] „Wpływ racjonalizmu jest tak głęboki i szeroki, że zazwyczaj im bardziej dany człowiek jest inteligentny i wykształcony, to tym bardziej jest prawdopodobne, że będzie on nie tylko racjonalistą, lecz że będzie miał także socjalistyczne poglądy” F. A. von Hayek, Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu, Arcana, Kraków 2004, s. 83.

[9] Oczywiście sam Hayek zawsze uważał siebie za niezmordowanego obrońcę wolnego rynku. Por. znakomitą prezentację sylwetki Hayeka przez Hansa-Hermanna Hoppego w wywiadzie udzielonym Mateuszowi Machajowi: Socjaldemokratyczny Hayek w: „Najwyższy Czas!” (Nr 749, 2004), tekst dostępny na www.hanshoppe.com.

13 odpowiedzi na „Jakub Wozinski: Hayek i odejście od prakseologii”

  • Przestrzegałbym przed pochopnym twierdzeniem, że „Falsyfikacjonizm jako teoria funkcjonowania ludzkiej wiedzy jest niezwykle naiwny i bardzo łatwo obalić jego tezy”. Falsyfikacjonizm jest teorią, która do dziś imponuje rozmachem i wciąż budzi poważne spory. Mówienie, że łatwo jest go obalić jest wyrazem skrajnej naiwności a podpieranie się przy tym wątpliwej jakości pozycją Hoppego jest kompromitujące. Podobnie jak stanowcze mówienie, że Hayekowi się coś udało lub nie udało. Trochę więcej pokory i samokrytycyzmu.

  • Widzę, że obrał Pan formę dyskusji karcącej – zamiast starannie uzasadnionych zastrzeżeń znalazłem w powyższej odpowiedzi jedynie zachętę do klęknięcia przed autorytetem.
    W przeciwieństwie do tego rodzaju wymiany zdań, ja pozwolę sobie odnieśc się do Pana tak, jak dyskutują racjonalni ludzie. A zatem:
    Falsyfikacjonizm wydawał mi się naiwny od momentu, kiedy poznałem jego założenia. Moje skromne intuicje potwierdzili teoretycy Szkoły Austriackiej. Jeżeli „wątpliwe dzieło” Hoppego niczego nie uzasadnia, polecam zapoznanie się z cytowanym przeze mnie tekstem Davida Gordona ( D. Gordon, The Philosophical Origins of Austrian Economics, Ludwig von Mises Institute, Auburn 1996, s. 11). Autor ujmuje całe zagadnienie zwięźle i przejrzyście, tak więc moje przepisywanie go nie miałoby tutaj sensu.
    Ponadto, rozbudowana struktura teorii ani żywośc dyskusji nad nią o niczym przecież nie świadczą, nieprawdaż? Czyż i o marksizmie nie napisało się wielu opasłych tomów?

    Ale wrócmy jeszcze do „The Ethics and Economics of Private Property” Hoppego. Czy mógłby Pan napisac nieco więcej o wątpliwej jakości tej książki? Jeżeli jest Pan w posiadaniu jakichś nieznanych mi argumentów przeciwko teorii w niej zawartej, proszę jak najszybciej się z nami podzielic?
    I dlaczego uważa Pan, że podpieranie się tą książką jest kompromitujące?

    W duchu pokory i samoktytyki
    Jakub Wozinski

  • Obrałem formę dyskusji karcącej, bo uważam że jedną z podstawowych cech niepoważnych tekstów, jest łatwość z jaką ich autorzy szafują mocnymi stwierdzeniami w rodzaju: „Teoria x-a (gdzie x, to dowolna ceniona w swojej dziedzinie osoba) jest całkowicie naiwna i mylna”.

    Jeśli chodzi o Hoppego, to długo byłoby pisać na temat słabości jego koncepcji praw własności. Polecam link to krótkiego artykułu Rodricka Longa (podtytuł argument hoppiori): http://praxeology.net/unblog05-04.htm#10 .

    Podpieranie się książką Hoppego w krytykowaniu falsyfikacjonizmu jest kompromitujące, bo, z całym szacunkiem dla Hoppego, ma on słabą znajomość filozofii i jego wywody w tej dziedzinie nie robią najlepszego wrażenia. Istnieje za to dużo naprawdę poważnych krytków falsyfikacjonizmu i lepiej jest na nich się wzorować.

    Jeśli chodzi o naiwność falsyfikacjonizmu, to zacytuję z głowy 6 postulatów falsyfikacjonizmu i niech Pan powie mi, które są naiwne:

    (1) Nauka dotyczy faktów, nie wartości;
    (2) Tylko takie teorie mogą być uznane za naukowe, które można skonfrontować z doświadczeniem;
    (3) Introspekcja, przekonania metafizyczne, estetyka itp. nie moga służyć jako uzasadnienie hipotezy naukowej;
    (4) Jedynym wiarygodnym źródłem wiedzy (dot. nauk przyrodniczych i społecznych) jest obserwacja lub eksperyment;
    (5) Istnieją dwa typy rozumowania naukowego: (a) formalne, matematyczno-logiczne, albo (b) doświadczalne, jak w fizyce, chemii…
    (6) Tylko obserwowalne implikacje (predykcje) teorii maja znaczenie dla jej prawdziwości.

    Pozdrawiam

    Karol Pogorzelski

  • Jeszcze jeden link do insiderskiej krytyki Hoppego: http://www.anti-state.com/article.php?article_id=311

    Nie chcę nawet myśleć, co by pozostało z „Ethics and economics…” Hoppego, gdyby zabrał się za nie jakiś mniej życzliwy recenzent.

    Karol Pogorzelski

  • Ja bym tylko zaprotestował przeciwko nazywania von Hayeka etatystą. To prawda, iż w późniejszym okresie życia skłaniał się bardziej do poglądów socjal-demokratycznych, ale nie uważam za słuszne, aby każde odchylenia od Rothbarda-Hoppego nazywać etatyzmem (choć sam jestem anarchokapitalistą).
    Pozdrawiam.
    Arkazy

  • @ arkazy
    Nazwałem Hayeka etatystą, gdyż takie są implikacje jego systemu. Świetnie wypunktował to Hoppe w wywiadzie z Mateuszem Machajem (link w cytacie 9). Aby nie zrobic z tej dyskusji jedynie odsyłaczy do innych tekstów wspomnę jedynie, że Hayek zalecał kontrolę niemal wszystkiego: od dróg, poprzez płace, a skończywszy na sprzedaży broni. Czyż tego typu poglądy nie świadczą o etatyzmie? Po co szukac nowej nazwy dla ideologii, którą wszyscy dobrze znamy?

    @ Karol Pogorzelski
    Zdumiewające jest to, jak zupełnie ignoruje Pan zastosowanie swoich postulatów do własnych poglądów. Wpierw ponownie napominany jestem o pochopności nazywania teorii osoby x (gdzie x to dowolna znana i ceniona w swej dziedzinie osoba), a później sam Pan stwierdza, że Hoppe (przypomnijmy: znana i ceniona w swej dziedzinie osoba) ma „słabą znajomość filozofii”, że „długo byłoby pisać na temat słabości jego koncepcji praw własności” oraz że „jego wywody w tej dziedzinie nie robią najlepszego wrażenia”.
    Czy można w sposób racjonalny wypowiadac tego typu poglądy, co Pan?

    Gdy zaś idzie o Murphy’ego i Callana, to również mogę polecic niezwykle ciekawe odpowiedzi im udzielone.
    1. Autorstwa Stephana Kinselli
    http://www.anti-state.com/article.php?article_id=312
    2. Autorstwa Franka Van Duna
    http://libertarianpapers.org/articles/2009/lp-1-19.pdf
    Żeby jednak nie zarzucac sie wzajemnie do cudzej literatury, zastanówmy się nad jednym z kluczowych argumentów MC(Murphy’ego-Callahana).
    Otóż głoszą oni, że Hoppe przy użyciu argumentacji a priori nie udowadnia niczego raz na zawsze, lecz jedynie na czas trwania dyskusji. Ciekawe, nieprawdaż? Ale co zrobic z samym tym stwierdzeniem wypowiadanym przez M-C? Skoro racjonalna dyskusja udowadnia jakąś prawdę jedynie hit et nunc, to czy nie jest tak samo i z ich własnym stwierdzeniem? Czy Karol Pogorzelski ma jakiekolwiek prawo odnosic się do udowodnionej Hoppemu sprzeczności napisanej przez M-C w 2002 r., skoro „data przydatności do spożycia” ich argumentu już dawno wygasła?

    Co zaś się tyczy głównych postulatów falsyfikacjonizmu, najbardziej podoba mi się (2).
    „Tylko takie teorie mogą być uznane za naukowe, które można skonfrontować z doświadczeniem”
    A co z powyższym stwierdzeniem, czy i ono może byc skonfrontowane z doświadczeniem?
    Podobna naiwnośc cechuje postulaty (4) i (6).
    Postulat (3) wcale nie jest wyróżnikiem falsyfikacjonizmu, lecz standardem nauki w ogóle. Nie rozumiem dlaczego Pan je tu umieścił.
    Postulat (5) zawiera podział niepełny. Pomija przede wszystkim prawdy konieczne odkrywane przez prakseologię.
    Co zaś się tyczy postulatu (1), to niestety Murray Rothbard wykazał dobitnie, że ideał nauki wolnej od wartościowania jest dogłębnie mylny. Etyka argumentacyjna wykazuje istnienie obiektywnych norm moralnych bazujących na posiadaniu własnego ciała.

    Na koniec wrócmy jeszcze do „Ethics and economics…” Hoppego. Byc może Pan chciałby napisac krytyczną jej recenzję i później podzielic się nią z nami na forum Instytutu?
    Poza tym, pozwolę sobie także wypunktowac pewne jej punkty tak, aby mógł mi Pan wskazac które z nich są naiwne:
    (1) Opodatkowanie skraca procesy produkcyjne, a przez to prowadzi do podwyższonej preferencji czasowej.
    (2) człowiek jest zdolny do argumentacji i posługuje się rozumem
    (3) pozytywistyczny podział zdań na analityczne, syntetyczne i emotywne jest pozbawiony sensu po zastosowaniu jego treści do niego samego.
    (4) Istnieją dwie zasadniczo odmienne sfery rzeczywistości: oparta na zasadzie przyczynowości oraz teleologiczna sfera ludzkiego działania.

  • Pozwolę sobie się przyłączyć. Bardzo krótko o powyższych sześciu postulatach falsyfikacjonizmu:

    1) Zgoda, ale np. austriacka prakseologia czy geometria euklidesowa twierdzi to samo. Założenie wertfreiheit jest przecież zupełnie niezależne od falsyfikacjonizmu.
    2) Czy np. teoria mówiąca, że „ludzkim działaniem jest wykorzystywanie rzadkich środków w celu osiągnięcia wyznaczonych celów po uprzednim wykonaniu rachunku przewidywanych zysków i strat” jest konfrontowalna z doświadczeniem? Nie, bo obserwacja tylko tego, co empirycznie dostrzegalne – tzn. samych zachowań – prowadzi do behawioryzmu, radykalnego sceptycyzmu względem zjawiska przyczynowości i innych dość niewygodnych stanowisk.
    3) Jak wyżej – bez introspekcji nie możemy formułować jakichkolwiek sądów prakseologicznych, psychologicznych, ani w ogóle przyczynowościowych. Wychodząc z takiego stanowiska ciężko sobie nawet wyobrazić, jak bez popadania w sprzeczność logiczną można brać się za naukową obróbkę jakichkolwiek empirycznych danych (już sama działalność naukowca nie jest obserwowalna ani badalna empirycznie).
    4) Jak wyżej. A ponadto, nawet w naukach stricte przyrodniczych musimy czasem podpierać się bytami nieosiągalnymi dla badania doświadczalnego – kiedyś był to cząstki elementarne, dziś jest to np. ciemna energia. Poza tym sama metodologia falsyfikacjonizmu nie jest falsyfikowalna.
    5) Tu zgoda, ale czy falsyfikacjonizm nie dopowiada czasem, że ten pierwszy typ składa się wyłącznie z tautologii i nie poszerza naszej wiedzy? A co do tego patrz punkty poprzednie.
    6) Znowu – patrz punkty poprzednie – predykcje w oparciu o byty postulowane też mają znaczenie dla prawdziwości teorii. W prakseologii czy matematyce natomiast teorie nie mają żadnej mocy prognostycznej, gdyż są logicznie konieczne, pod warunkiem, że wychodzą z przesłanek aksjomatycznych, czyli takich, których negacja generuje sprzeczność, i nie zawierają logicznych błędów w strukturze argumentu.

    Nie wiem, czy te postulaty są naiwne, ale – jak starałem się zasugerować – większość z nich jest błędna, a te, które błędne nie są, nie są swoiste ani wyróżniające dla falsyfikacjonizmu.

    Co do Hoppego, to ani nie machałbym przed nim kadzidłem, ani bym go łatwo nie dezawuował. Z tego, co wiem, Hoppe pisał w Niemczech doktorat właśnie z krytyki filozofii Poppera, a więc naturalnym byłoby przyjąć, że na filozofii zna się całkiem nieźle, a już w szczególności na falsyfikacjonizmie i jego słabych punktach.

    Pozdrowienia,
    Jakub

  • Apendyks – najwyraźniej JW i ja pisaliśmy swoje komentarze w tym samym czasie i ja skończyłem trochę później, więc przepraszam za zdublowanie pewnych punktów poruszonych przez JW. Pozdrowienia.

  • Aby nie zrobic z tej dyskusji jedynie odsyłaczy do innych tekstów wspomnę jedynie, że Hayek zalecał kontrolę niemal wszystkiego: od dróg, poprzez płace, a skończywszy na sprzedaży broni.

    zapomniałeś jeszcze o kontroli pieniądza, co już jest fest wyróżnikiem etatyzmu;]

  • @ Karol Pogorzelski

    1. Niech bedzie. Ale powiedzialbym, ze nauka dotyczy nie tylko „faktow”, ale rowniez „rzeczy”.

    2. Kazdy sie z tym zgodzi, pod warunkiem, ze pod slowami „doswiadczenie” i „konfrontacja” kryja sie odpowiednie rzeczy.

    3. Prawo malejacych przychodow ma podstawy metafizyczne. A w slad za tym wiele, wiele, wiele teorematow ekonomii.

    4. To samo co w 2. Kwestia definicji „obserwacji”.

    5. Tez sie kazdy zgodzi. Choc w sumie Popperysta nie twierdzi, ze matematyka to rozumowanie naukowe. Matematyka jest niefalsyfikowalna, to pewna symbolika, jezyk, wiec matematyka z punktu widzenia kryterium demarkacji nie jest nauka.

    6. W tej tezie jest wiele metafizyki i wymaga zdefiniowania wielu rzeczy. Ale wydaje mi sie, ze zgodnie z jakims ogolnie przyjetym rozumieniem napisanych tu slow sa one nieprawdziwe. W ekonomii jest wiele prawdziwych teorii, waznych, choc nie produkuje sie z nich jednostkowych predykcji, ktore je maja falsyfikowac.

    Poza tym tezy 1-6 nie sa tak naprawde konstytutywne dla falsyfikacjonizmu. Falsyfikacjonizm to po prostu specyficzna forma konwencjonalizmu, na czele ktorego stanal wybitny umysl (Popper) i ktory nie byl w stanie rozwiazac tkwiacych w nim problemow, czego dowiodl w swojej publikacji na temat „background knowledge”, gdzie otworzyl furtke dla Laktosa, Kuhna i powrotu konwencjonalizmu.

    Zreszta dla mnie zawsze najciekawsze bylo, ze w naukach spolecznych mamy od groma Popperystow, a w fizyce i chemii jest ich duzo mniej.

  • Mises w „Human action” również docenia Epikura za jego autonomiczną etykę.

  • „Przykładowo, racjonalna etyka wypracowana przez Murraya Rothbarda i Hansa-Hermanna Hoppego nie jest nadużyciem rozumu, lecz uniesprzecznieniem
    Najmocniej uniesprzecznia ją prawo Dunsa Szkota bo racjonalna argumentacja aksjomatu typu „no bo no” jak ta w przytoczonym cytacie Rothbarda [5] to nadużyciem rozumu nie jest na pewno.

  • @Jakub Wozinski

    „Hayek zalecał kontrolę niemal wszystkiego: od dróg, poprzez płace, a skończywszy na sprzedaży broni. Czyż tego typu poglądy nie świadczą o etatyzmie? Po co szukac nowej nazwy dla ideologii, którą wszyscy dobrze znamy?”

    Niby tak, ale w swojej ostatniej napisanej tuz przed śmiercią książce „Zgubna pycha rozumu” Hayek deklaruje wprost:

    „Wolność wymaga, by jednostka mogła dążyć do swoich własnych celów: ten, kto jest wolny w czasie pokoju, nie jest skrępowany wspólnymi celami własnego społeczeństwa. Wolność osobistej decyzji staje się możliwa dzięki odgraniczeniu odrębnych praw jednostki. Mam tu na myśli przede wszystkim prawo własności. Uwaga ta ma doniosły charakter. Posiadanie czegoś na własność, tj. wyłącznie dla siebie, choćby nawet czegoś niewielkiego, stanowi fundament, na którym może zostać uformowana odrębna osobowość i wytworzone specyficzne otoczenie, w ramach którego można będzie dążyć do urzeczywistnienia indywidualnych celów.

    (…)

    Rolę rządu widziałbym wyłącznie w egzekwowaniu tego prawa i ochronie jednostki przed przymusem ze strony innych ludzi lub naruszeniem jej sfery wolności przez inne jednostki. Dlatego uważam, że podczas gdy narzucone posłuszeństwo wobec określonych wspólnych celów jest równoznaczne z niewolnictwem, posłuszeństwo wobec tej abstrakcyjnej zasady (choć może ona wydawać się niektórym uciążliwa) zapewnia nadzwyczajny, maksymalny zakres wolności i zróżnicowania”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current ye@r *

wsparcie Mises
googlefacebooktwitteryoutube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Prakseologia zajmuje się działaniami jednostek. Dopiero na późniejszym etapie badań pojawiają się w niej zagadnienia związane ze współpracą i działaniem społecznym, które stanowią szczególny przypadek ogólnej kategorii ludzkiego działania. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W październiku wsparły nas następujące osoby:
Pan Łukasz Aranowski
Pan Bartosz Baranowski
Pan Michał Bąk
Pan Marek Bernaciak
Pan Piotr Bielak
Pan Wojciech Bielecki
Pani Dominika Buczek
Pan Maciej Budzyński
Pan Michał Dębowski
Pan Tobiasz Domagała
Pan Kasper Fiszer
Pan Grzegorz Gawinowski
Pan Stanisław Gruszka
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Miłosz Janas
Pan Sebastian Janik
Pan Dawid Jary
Pan Dominik Jaskulski
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Mieczysław Kalinowski
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Mariusz Kowalczyk
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Adam Kubaty
Pan Witold Ludwikowski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Agnieszka Małecka
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Piotr Mędza
Pan Konrad Niemotko
Pan Filip Nowicki
Pan Adrian Nowosz
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Patryk Sałek
Pan Gabriel Skiba
Pan Marek Skrzypczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Szymon Truszczyński
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Marcin Wąsowicz
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Filip Zawadka
Pan Marek Zemsta
Pan Marcin Zowczak
Znajdź się na liście>>
Łącznie otrzymaliśmy od Was 3534,88 zł. Dziękujemy!
Lista mecenasów>>