Autor: Mateusz Machaj

Wersja PDF

Kilka dni temu świat obiegła sensacyjna wiadomość: amerykański bank centralny zarobił rekordową sumę pieniędzy w roku 2009. Niby mamy poważną recesję, wysokie bezrobocie, rynek nieruchomości nadal w dołku, na rynku aktywów jakieś ożywienie, a tu zaskakująca informacja o zyskach Rezerwy Federalnej. Zatem chyba nie jest tak źle z amerykańskim systemem finansowym, skoro prezes Bernanke zdołał wypracować imponujący zysk? W końcu 46 miliardów dolarów wpłacanych przez Fed do budżetu powinno zrobić wrażenie?

Tymczasem rzeczywistość jest dokładnie odwrotna niż się ludziom wydaje: ogromne zarobki Fedu są sygnałem na to, że gospodarka amerykańska ma się fatalnie i zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku. Dlaczego? Odpowiedzi dostarczy nam chłodna analiza źródeł rzekomych zysków amerykańskiego banku centralnego. Okazuje się bowiem, że nadzwyczajne zyski są sygnałem na to, że jest źle, a nie dobrze.

Przyjrzymy się księgom Fedu, w takim zakresie, w jakim są dla nas dostępne. Otóż rok przed osiągnięciem swoich rekordowych zysków Bank posiadał w swoich aktywach blisko 500 miliardów dolarów aktywów „rządowych”. Mówiąc „rządowe” mam na myśli konkretnie obligacje skarbu państwa i aktywa emitowane przez Fannie Mae i Freddy Mac, czyli dwa parapaństwowe molochy z rynku nieruchomości, których wypłacalność jest gwarantowana przez budżet państwa. Tak czy inaczej można te papiery traktować jako państwowe, ponieważ Fannie i Freddy zostały przez państwo znacjonalizowane. W przeciągu całego roku 2009 Fed zaangażował się w agresywne interwencje na rynkach finansowych i zwiększył stan posiadanych przez siebie aktywów do poziomu 1,8 biliona dolarów, czyli ponad trzykrotnie. Tyle finansowego „złomu” widnieje na księgach Banku (długu publicznego, o który nie tak dawno zabijali się inwestorzy). Teraz przy tym ogromnym wzroście posiadanych aktywów 46 miliardów to jakieś 2,5% zarobku na aktywach, które gwarantuje bezpośrednio rząd (dodajmy jeszcze, że mając wcześniej znacznie mniejszy portfel, bo 500 miliardów Fed zarobił ponad 30 miliardów, co daje stopę zwrotu ponad 6%, czyli znacznie wyższą).

Tak zwane zyski „Fedu” nie oznaczają zatem żadnego wspaniałego ożywienia i powrotu lepszych czasów. Oznaczają raczej poprowadzoną do skrajności znaną już wcześniej sztuczkę nazywaną nieraz „policy mix”, czyli mieszankę polityki fiskalnej i pieniężnej. Nowy prezydent Obama zwiększa deficyt budżetowy do rekordowych rozmiarów. Wypuszcza na jego pokrycie obligacje, które gdzieś lądują na „prywatnym rynku”. W tym czasie Fed uruchamia swoje operacje, w ramach których drukuje pieniądze i skupuje państwowy dług. Następnie, gdy nadchodzi okres spłaty, państwo musi zapłacić Fedowi należności z tytułu tego długu. Ale to nie koniec. Wszak wbrew temu, co twierdzą niektóre spiskowe grupy, Fed wcale nie jest bankiem prywatnym, ponieważ nie wolno mu zatrzymać zysków z rządowego długu. Po potrąceniu ustawowych kilku procent, całość pieniędzy, które budżet zapłaci Fedowi… wraca do budżetu. W ten sposób współcześnie państwo uzyskuje zarobki z druku pieniądza, dając jednocześnie w prezencie opłatę dla swojego finansowego pośrednika. Oto w pigułce cała tajemnica drukarskiego koktajlu na zawołanie.

Niektóre agencje prasowe zupełnie na poważnie podają informacje, że zyski Fed pokazują, iż podatnicy zarobili na programach pomocowych. Sęk jednak w tym, że Fed zarobił na papierach rządowych, które gwarantuje rząd. A rząd jak za nie zapłaci Fedowi, to ten swój „zarobek” wpłaci… z powrotem w ręce rządu. Rozumując w ten sposób rząd i bank centralny mogą „zarobić” nieskończone zyski – bez końca przelewając sobie w kółko 100 dolarów na konta.

Albo jeszcze lepiej – niech Fed wydrukuje jeszcze 5 bilionów dolarów i kupi za to kilka spółek na giełdzie. Będzie mógł wpłacić do budżetu nie 50 miliardów, a kilka razy więcej, z tytułu zarobionej dywidendy.

A zatem jak widzimy tak zwane „zyski” Fedu to nie jest żaden dowód na to, że gospodarka amerykańska ma się dobrze. To jest dowód na to, że drukarze mają się nieźle, a państwo, w postaci Skarbu i Banku Centralnego, wzięło na siebie ogromne zobowiązania, które stawiają pod znakiem zapytania wypłacalność całego państwa amerykańskiego. A także uprawdopodabniają hipotezę o powrocie wysokiej inflacji (choć to cały czas scenariusz mniej prawdopodobny niż dalsza deflacja kredytu).

Przy okazji tego problemu warto by poruszyć kwestie księgowości samego amerykańskiego banku centralnego. W przeciwieństwie do większości instytucji finansowych, Fedu nie obowiązuje tak zwana zasada „mark to market”, czyli zasada, wedle której w przypadku straty wartości aktywów należy zmienić wartość w księgach. Jeśli Fed kupił papiery emitowane przez Fannie i Freddie, które nagle w wyniku urealnienia wyceny (np. w związku z zaprzestaniem przez Fed skupu aktywów na rynkach finansowych) stracą na wartości 50%, to Fed nie musi zaksięgować straty na tych aktywach (chociaż prywatne instytucje by musiały to jakoś zrobić).

Pytanie natomiast pojawia się, co jeśli Fed stanie przed koniecznością odsprzedaży posiadanych przez siebie aktywów, gdy będzie chciał zwiększyć stopy procentowe, lub powstrzymać ewentualną inflację. Wtedy może się okazać, że nie będzie w stanie sprzedać tych papierów po zaksięgowanych cenach. Aby chciały je nabyć prywatne banki, będzie musiał odpowiednio obniżyć cenę. A wtedy Fed nie będzie miał wyjścia innego niż zaksięgowanie faktycznych strat. Może się wtedy okazać, że Fed ma… ujemny kapitał.

Z takiej sytuacji wyjścia wydają się dwa. Albo nastąpi dokapitalizowanie z budżetu, czyli tym razem budżet będzie musiał wpłacić pieniądze na amerykański bank (byłaby to ciekawa sytuacja, w której to siła podatkowa wspiera siłę drukującą, a nie na odwrót, jak zazwyczaj). Albo nikt się niczym nie przejmie, bo co w sumie stoi na przeszkodzie, żeby Fed miał ujemny kapitał – w końcu to nie jest prywatna spółka, którą się handluje na giełdzie. Równie dobrze może działać jak dotychczas. Tylko czy wtedy nie wystąpiłby ostateczny krach dolara? Wartość zobowiązań przerosłaby wartość aktywów, a dolar nie miałby nawet pokrycia w papierowych zobowiązaniach państwowych (na wykresie poniżej widać, że kiedyś miał solidne pokrycie w złocie). Wydaje się to ciekawym tematem do dyskusji, co wtedy nastąpi.

Każdy z tych scenariuszy przekonuje nas co do jednej rzeczy: Fed jest prawdziwym bankrutem. Gdyby był prywatną spółką, spotkałby go los Lehman Brothers. „Jedyne”, co go trzyma przy życiu, to fakt, że otoczony jest solidnym parasolem ochronnym w postaci państwa amerykańskiego. Nie jest to relacja pasożytnicza, lecz symbioza. Do dyskusji pozostaje kwestia wytrzymałości tej symbiozy, która będzie się chroniła przed rozpadem tak, jak to tylko możliwe.

Przydałoby się wysłać ekspertów Międzynarodowego Funduszu Walutowego do USA, aby naprawić ich system finansowy. A ściślej: nie trzeba ich wysyłać – w końcu mają siedzibę w Waszyngtonie.

Czym pokryty jest dolar?

Źródło: www.financialgraphart.com

55 odpowiedzi na „Machaj: Zarobki Fed”

  • Na dzień dzisiejszy większość z „pokrycia” dolara to dług agencji (jak się dobrze przyjrzeć to widać drastyczne rozszerzenie na wykresie od Ritholza niebieskiej części po prawej stronie) – wynika to z szalonego myślenia magicznego po stronie Fedu i władz, że skup MBSów i podtrzymywanie przy życiu rynku nieruchomości jest kluczem do wyjścia z recesji. W pewnym więc sensie $ jest pokryty hipotekami, a więc pośrednio nieruchomościami. Ostatni raz, kiedy próbowano emisji pieniądza opartego na nieruchomościach, zbyt dobrze się to nie skończyło (asygnaty z rewolucji francuskiej)…

  • Nawet ktoś wyliczył niedawno (Tyler na zerohedge?), że ilość długu agencyjnego i MBSów na księgach Fedu na dzień dzisiejszy wynosi dokładnie tyle, co jankeskie M1 plus minus 5%. No, oczywiście policzonych wg benowskiej metodologii mark-to-magic (bardziej zgryźliwi nazywają ją mark-to-my-ass), tak naprawdę pewnie pokrywają znacznie mniej… co zaczyna śmierdzieć asygnatami 😀

  • Odgrzebałem:

    http://www.zerohedge.com/article/here-why-dollar-now-effectively-worthless

    Jednak gross tych papierów to MBSy, a nie dług. Kosmetyczna różnica 😀

  • Jaki sens mają jakiekolwiek analizy danych udostępnianych przez FED, skoro ta instytucja nie jest transparentna i nie ma zadnych mozliwosci przeprowadzenia jej audytu przynajmniej na razie!?

  • @Soband1 – faktycznie dane, jakie są dostępne nt FED są mocno ograniczone – jednak już na ich podstawie można wysnuć sporo wniosków. Ten wykres na końcu dużo mówi.

  • Jałowa dyskusja o tych aktywach FED… Bank centralny nie potrzebuje aktywów.
    jedyny sens by był, jeżeli za drukowane kupował by złoto.. jeżeli kupuje obligacje, to aktywa tracą sens. BC może emitować pieniądze i dawać pieniądze komu zechce. Puki jest zaufanie i przymus posługiwania sie tymi pieniędzmi to posiadanie aktywów nie ma znaczenia.

  • Jednak chyba ma znaczenie, Adamie. Posiadanie sensownych (może i coraz mniej, ale jednak) aktywów odróżnia Fed od Reichsbanku na początku lat 20. czy banku Gideona Gono na początku XXI wieku.

  • Hmm Od kiedy wypłacalność Fannie i Freddy jest gwarantowana przez rząd?

  • cytat:
    Fed jest prawdziwym bankrutem. Gdyby był prywatną spółką, spotkałby go los Lehman Brothers.

    Problem w tym ze FED jest prywatnym bankiem ale on nie zbankrutuje poniewaz jest bankiem ktory drukuje pieniadze dla rzadu USA

  • FED nie jest prywatnym bankiem, ponieważ (1) szef jest wybierany przez państwo, (2) nie może być sprzedany na giełdzie, (3) nie może zmieniać swobodnie swojego statutu (4) jest zobowiązany wpłacać swój zysk do budżetu, (5) może mieć negatywny kapitał.

    Jeśli taka instytucja, która charakteryzuje się punktami 1-5, jest „prywatna”, to używamy innej definicji słowa „prywatny” (także innej niż w rozumieniu prawa spółek handlowych). Zgodnie z taką zmodyfikowaną definicją sądownictwo w Polsce byłoby również „prywatne”.

  • Panie Mateuszu,
    1. Kto jest wlascicielem/udzialowcem FED-u?
    2. Co to sa „member banks” i kto jest ich wlascicielem?
    3. Dlaczego rzad/kongres nie moze sie dowiedziec od FED-u komu ten daje pieniadze z programu TARP i nie tylko?
    4. Dlaczego rzad/kongres nie moze sprawdzic (audit) dzialalnosci FED-u?
    5. Dlaczego FED placi dywidendy do prywatnych „member banks”?

    Panski punkt 1 nie ma zadnego znaczenia poniewaz prezydent nominuje szefa z przedstawionej mu grupy wyselekcjonowanych przez srodowisko bankowe ludzi. Nie ma to tez znaczenia poniewaz po wyborze nie ma on zadnego wplywu na dzialania tego osobnika.
    Panski punkt 2 jest tylko dowodem na to ze domniemany wlasciciel FED-u (panstwo) nie jest jego wlascicielem bo nie moze go sprzedac na gieldzie. 🙂
    Panski punkt 3 znaczy to samo co 2.
    Panski punk 4 jest nieistotny poniewaz po wyplaceniu dywidendy do prywatnych „member banks” i zaplaceniu pensji i nagrod swoim pracownikom FED moze nie miec juz pieniedzy na wypacenie do budzetu. Tak wiec profit FED-u laduje w prywatnych rekach jego rzeczywistych wlascicieli.
    Panski punk 5 jest niezrozumaly gdyz FED moze wydrukowac tyle pieniedzy ile zechce.

  • Panie MP,

    Z tego co widze, zgadzamy sie praktycznie z wszystkimi FAKTAMI. Pozostaje tylko kwestia definicji slowa „prywatny”. Dla mnie „prywatny” oznacza pewna rzecz w sensie prawa handlowego, ktora jest zgodna z tradycja swobody gospodarowania posiadanej wlasnosci i osiagania z jej tytulu przychodow.
    Prosze zatem o Panska definicje tego slowa. Tylko prosze nie mowic posiadanie „udzialow”, bo wszyscy doskonale wiemy, ze „udzialy” w Fedzie to cos ZUPELNIE INNEGO niz udzialy w Bank of America.

    Dla mnie instytucja, ktorej tak zwanych „udzialow” nie mozna sprzedac, ani nie moze z nich swobodnie czerpac zyskow, nie jest instytucja prywatna.

    Dywidenda jak rozumiem jest od osiagnietego zysku. Jedyna sytuacja, w ktorej Fed nie wplaca nic do budzetu, to sytuacja, w ktorej member banks nie dostaja zadnej dywidendy (po odjeciu kosztow operacyjnych i bonusow dla biurokratow Fed, ktorzy zarabiaja znacznie mniej niz zarabialiby na rynku). Jesli Fed zarobi chociazby 10 dolarow, to member banks dostana 70 centow. 9,3 dolarow pojdzie do budzetu panstwa. Jesli Fed zarobi 0 dolarow, to member banks dostana 0 dolarow. Czyz nie?

    Co to za „prywatny” bank, ktory nie moze rozporzadzac swoim zyskiem, poza placeniem „czlonkom systemu” marnych 7 procent (mylnie nazywanymi „udzialowcami”; to z punktu widzenia prawa handlowego prawie tak bez sensu jak nazywanie glosujacych w wyborach „udzialowcami” panstwa polskiego). Tym samym, ktorzy musza trzymac depozyty w Fedzie, za ktore do niedawna nie dostawali w ogole procentu, a na ktorych to depozytach Fed zarabial pieniadze, ktorych 93% wplacal do budzetu panstwa.

  • Aha. I notka techniczna ad 5 zupelnie na marginesie. Fed moze drukowac tyle pieniedzy ile chce, ale z ksiegowego punktu widzenia nie dla kogo chce. Drukuje dla rzadu amerykanskiego i bankow komercyjnych.

    Nie drukuje natomiast na swoj kapital – stad moje pytanie, co jesli aktywa Fed spadna ponizej pasywow? Normalna spolka prywatna wtedy bankrutuje. A co byloby z Fedem? Drukowanie tu raczej nie ma zastosowania, przynajmniej nie wprost, poniewaz Fed nie moze wydrukowac wiecej banknotow i przez to powiekszyc swojego kapitalu. Mialby wobec tego kapital ujemny. I co wtedy? To jest ciekawy scenariusz do dyskusji.

  • Panie Mateuszu,

    „Prywatna” to taka instytucja gdy osoby prywatne czerpia zyski z jej dzialalnosci.
    Member banks sa bankami prywatnymi ktore czerpia zyski z systemu finansowego USA.
    FED to tylko „czapka z piorkiem” dla odwrocenia uwagi gawiedzi.
    Zyski FED wplacane do budzetu sa z definicji mniejsze od kosztow jakie rzad ponosi z samego faktu ze to FED drukuje dla niego pieniadze.
    Tymi kosztami sa wlasnie zarobki member banks jak rowniez zarobki innych bankow komercyjnych uczestniczacych w tym „lancuszku hien” uczepionych do systemu finansowego USA.

  • @panika2008, b_jak_be
    z braku czasu nie przeczytałem artykułów podanych przez Was – jedynie rzuciłem okiem – jednak nie zauważyłem aby było powiedziane, że wypłacalność FM&FM jest gwarantowana przez rząd. Owszem jest to agencja rządowa, jednak gwarancja ta została cofnięta już jakiś czas temu. Państwo gwarantuje wypłacalność jedynie Ginnie Mae z tego co mi wiadomo.
    Oczywiście USA uratowały FM&FM nacjonalizując je, ale to nie to samo co wspomniane „gwarantowanie wypłacalności”. Państwo może być właścicielem wielu agencji, spółek, ale nie musi gwarantować ich długu. To, że raz rząd pomógł (abstrahując od tego czy to dobrze czy źle) nie znaczy, że będzie tak robił i czy za rok nie dojdą do wniosku, że lepiej dać im upaść – i wtedy wcale nie będą musieli spłacać wszelkich długów…
    No chyba, że czegoś nie doczytałem?

  • Nie jest tak, że współczesne waluty nie mają pokrycia w niczym. Mają one pokrycie w podatkowym zniewoleniu ludzi. Na przykład złotówka ma pokrycie w opodatkowaniu polskich pracowników etatowych na poziomie 80%. Innymi słowy nasza niewolniczo opodatkowana praca jest pokryciem dla wirtualnego pieniadza. Podobnie ma sie sytuacja w strefie euro, dolara i czego tam jeszcze..

  • @ MP

    cytat:
    [“Prywatna” to taka instytucja gdy osoby prywatne czerpia zyski z jej dzialalnosci.]
    koniec cytatu

    A – czyli wyjasnilismy. Zatem większość państw na świecie, a już na pewno rządy polski i USA, to instytucje prywatne, ponieważ bez wątpienia osoby prywatne czerpią zyski z jej działalności.
    Z ONZ to też prywatna instytucja.

    Definicje są rzecz jasna arbitralne, ale ja wolę ich aż tak nie naginać, żeby każdemu, kto opiera się na teorii spółek handlowych nie musieć tłumaczyć na nowo co mam na myśli, podając swoją definicję słowa „prywatny”.

  • Panie Mateuszu,
    cytat:
    A – czyli wyjasnilismy. Zatem większość państw na świecie, a już na pewno rządy polski i USA, to instytucje prywatne, ponieważ bez wątpienia osoby prywatne czerpią zyski z jej działalności.
    Z ONZ to też prywatna instytucja.

    Dobrze pan wie ze chodzilo o korzysci FINANSOWE.
    Dlaczego pan deformuje moje wypowiedzi?
    Czy z mojej wypowiedzi wynika ze jak prywatne osoby sa wlascicielami „member banks” to z tego wynika ze jesli te osoby czerpia z tego zyski (KORZYSCI FINANSOWE) to znaczy ze wszyscy obywatele USA czerpia te zyski?

    Nie chce mi sie wierzyc ze pan nie rozumie co mam na mysli.

    A moze jednak odpowiedzialby pan na moje inne pytania.

    Nie pasuja panu one do koncepcji czy zwyczajnie nie zna pan na nie odpowiedzi?

    P.S.
    Czy pan na pewno uwaza ze prywatne osoby czerpia „korzysci” z istnienia ONZ?
    To niebywale.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Definicja instytucji prywatnej, proponowana przez MP: „taka instytucja gdy osoby prywatne czerpia zyski z jej dzialalnosci”. W ramach doprecyzowania „chodziło o korzyści FINANSOWE”

    Poniżej zestawienie korzyści finansowych czerpanych przez osoby prywatne z funkcjonowania ONZ:

    http://www.un.org/Depts/OHRM/salaries_allowances/salary.htm

    ONZ jest więc w myśl definicji MP instytucją prywatną, jako że z jej istnienia osoby prywatne czerpią korzyści finansowe. QED.

  • Panie Stanislawie,

    Czy na prawde pan tez nie rozroznia wynagrodzenia pracowniczego (salaries) od korzysci finansowych jakie czerpie wlasciciel jakiejs instytucji?
    Czy pracownicy UN dostaja jakies dywidendy?

  • Panie Stanislawie,

    Ja wiem co to jest dywidenda i dlatego dziwnym wydal mi sie pana komentarz w ktorym nazwal pan pracownkow ONZ jego wlascicielami.

    Dyskusja dotyczy FED i jego statusu instytucji prywatnej badz nie.
    Udzialowcami FED sa member banks a one sa bankami prywatnymi. FED wyplaca im co roku dywidende i zgodnie z tym co pan napisal –

    „Dywidenda jest częścią zysku, którą właściciel lub grupa właścicileli decyduje się sama sobie wypłacić. Wykorzystuje do tego prawo właśności, a dokładnie mówiąc ius fruendi – prawo pobierania pożytków z własności.”

    – member banks bedac bankami prywatnymi i udzialowcami FED-u wyplacaja sobie -wlascicielowi- dywidende z zysku FED-u.

    Tak wiec zgodnie z tym co pan napisal FED jest faktycznie prywatna instytucja.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Dywidenda jest częścią zysku, którą właściciel lub grupa właścicileli decyduje się sama sobie wypłacić. Wykorzystuje do tego prawo właśności, a dokładnie mówiąc ius fruendi – prawo pobierania pożytków z własności.

    Jeżeli jedna strona wypłaca drugiej stronie jakąś wypłatę, to nie jest to dywidenda ani żadna inna forma ius fruendi. Jest to kontraktualna wypłata. Jeżeli umówię się z Panem, że będę wypłacał panu 3% mojego zysku z prowadzenia przedsiębiorstwa, to nie oznacza to, że jest Pan współwłaścicielem mojego przedsiębiorstwa. Zawarliśmy po prostu kontrakt.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Nie, ponieważ nie wypłacają jej SAMI SOBIE. Jest ona im wypłacana tak jak w moim przykładzie umowy między mną a Panem w poście 23.

    Dowodem na to, że nie wypłacają jej sami sobie jest to, że to rząd ustala wysokość owej „dywidendy”, a nie member banks.

  • Panie Stanislawie,

    Nie, dywidenda nie jest ustalana przez rzad tylko jej wysokosc jest wpisana na stale do „statutu” FED.
    Nie jest to zadna umowa pomiedzy FED i member banks.

    Ponizej cytaty ze strony FED.

    Who Owns the Fed?
    Banks that hold STOCK in the Fed are called member banks. All nationally chartered banks hold stock in the Federal Reserve. State-chartered banks may choose to be members, upon meeting certain standards. However, holding Fed stock is not like owning publicly traded stock. Fed stock cannot be sold or traded. Member banks receive a fixed, 6 percent dividend annually on their stock, and they do not control the Fed as a result of owning this stock. They do, however, elect six of the nine members of Reserve Banks’ boards of directors.

    Ciekawe jest stwierdzenie ze te „chartered banks” nie kontroluja FED chociaz posiadaja jego akcje, ale maja wyrazna wiekszosc we wladzach FED majac 6 z 9 czlonkow w jego wladzy. Wiec jednak kontroluja majac wiekszosc we wladzach FED.

    Twelve regional PRIVATELY-OWNED Federal Reserve Banks located in major cities throughout the nation, which divide the nation into 12 districts, acting as fiscal agents for the U.S. Treasury, each with its own nine-member board of directors.
    Numerous other PRIVATE U.S. member banks, which subscribe to required amounts of non-transferable STOCK in their regional Federal Reserve Banks.

  • @MP weź się wyluzuj i poczytaj prawo, na podstawie którego działa Fed. Prawo to nie jest ani statut Fed stworzony i utrzymywany przez Fed, ani umowa między Fedem a państwem, ale reguła ustalona przez suwerena, gdzie nie ma miejsca na negocjacje, jest to sztywno ustalona poprzeczka i wyżej tej poprzeczki Fed nie może podskoczyć. A gdyby próbował to gwarantuję Ci, że rząd ma dziesiątki agencji żeby ich szybciutko sprowadzić na glebę, do funkcji, jaką im przydzielił – ubertradera obligacji i pseudokoordynatora rynku międzybankowego.

  • @panika2008,

    Zabawne co piszesz ze „suweren” moze cokolwiek zrobic FED-owi.
    Gdzie ty to wyczytales?
    Slyszales o niezaleznosci tego „banku centralnego” od rzadu?
    FED rozdaje pieniadze na lewo i prawo a charman Bernanke odmawia senatorom informacji komu te pieniadze rozdaje.
    Od 1913 roku FED nie byl skontrolowany.
    Zejdz na ziemie.

    na zakonczenie jeszcze jeden cytat:

    So who owns the Fed? Although it is set up like a private corporation and member banks hold its stock, the Fed owes its existence to an act of Congress and has a mandate to serve the public.

    … ma mandat aby sluzyc narodowi.

    Ale niestety nie ma tego obowiazku.

  • Stanisław Kwiatkowski

    „Umowa” była tylko analogią pokazującą, że nie każda wypłata procentu zysków oznacza wypłatę z tytułu własności, co jak rozumiem było koronnym argumentem na rzecz prywatnego Fedu.

    Te „dywidendy” NIE SĄ wypłacane SAMEMU SOBIE, tylko są wypłacane member banks przez Fed bez ich wpływu na jej wysokość.

    Proszę mi pokazać JEDNĄ instytucję, którą nazwalibyśmy prywatną, a miałaby takie problemy ze spełnieniem rzymskiej triady własności, jak niemożność zbycia udziałów, ustalenia wysokości dywidendy, ustalenie dyrektora, likwidacja etc:

    http://prawo-cywilne.blogspot.com/2009/06/triada-uprawnien-wasciciela.html

  • Panie Stanislawie,

    Nawet w tym linku ktory pan podal napisano ze moga istniec granice korzystania z uprawnien wlasciciela wyznaczone ustawa.
    Dlatego dziwne mi sie wydaje ze twierdzi pan ze jesli jakis wlasciciel ma wyznaczone ustawa granice korzystania z wlasnosci przestaje byc wlascicielem. Nigdzie nie jest napisane jakie granice nalozone na wlasnosc powoduja ze przestaje sie byc wlascicielm.

    Member banks sa wlascicielami FED-u tylko maja nalozone na ta wlasnosc ustawowe granice.

    Zacytuje ponownie:

    So who owns the Fed? Although it is set up like a private corporation and member banks hold its stock, the Fed owes its existence to an act of Congress and has a mandate to serve the public.
    (Tlumaczenie dla tych ktorzy nie znaja angielskiego)
    Wiec kto jest wlascicilem FED? Chociaz jest skonstruowany jako prywatna korporacja i „member banks” posiadaja jego udzialy, FED swoje istnienie zawdziecz ustawie Kongresu i posiada uprawnienia do sluzenia spoleczenstwu.

    Ten tekst pochodzi z oficjalnej strony FED.
    Oficjalnie wiec FED przyznaje ze jest prywatna korporacja ktorej udzialy posiadaja prywatne banki.
    Ustawa ktora ta wlasnosc ustalila i wprowadzila ograniczenia jest ustawa Kongresu.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Jak rozumiem, jedyny esencjonalny dowód na prywatność Fedu, czyli obecność „dywidendy”, został obalony, ponieważ ustaliliśmy, że nie jest to taka sama dywidenda jak prywatna – bo jednostronnie narzucona.

    Pozostał więc tylko argument „z nazwy”: nazywają to prywatnym, więc jest prywatnym. Nie wszystko, co ktoś nazywa pieskiem, jest pieskiem, i to powinno być na tyle w kwestii tego argumentu. Trzeba się wesprzeć dodatkowo jakimś argumentem co do esencji, ale – poza obaloną dywidendą – cały czas na niego czekam.

    Ale jeżeli Pan ma ochotę, to pochylmy się nad argumentem „z nazwy”:

    Hipotetyczna sytuacja: W wyniku ustawy „ograniczającej własność prywatną” domów i mieszkań nie można już: zbyć nieruchomości, mieszkać w mniej niż 5 osób na 50m2, ani wynajmować.

    Czy nadal jest to własność prywatna, czy to już nacjonalizacja mieszkalnictwa?

    „Nigdzie nie jest napisane jakie granice nalozone na wlasnosc powoduja ze przestaje sie byc wlascicielm.” – ależ każdy teoretyk prawa Panu wytłumaczy, żeby nie nabierać się na nominalistyczną sztuczkę „nazywa się prywatne i wypłaca coś, co nazywają dywidendą, więc musi być prywatne”

    Cały czas nie pokazał mi Pan tej JEDNEJ innej instytucji, o którą prosiłem w poście 29.

    Nie ma Pan ŻADNYCH esencjonalnych argumentów na rzecz prywatnego Fedu. Ktoś „nazywany jest właścicielem”, ale nie może odsprzedać mi swojej własności, ani jej zniszczyć, ani oddać jej pod zastaw. Dostaje coś „nazywanego dywidendą”, ale nie może ustalić jej wysokości, tylko jest ona mu jednostronnie narzucona.

    Jak wiele musi być ograniczeń, żeby przyjął Pan, że zaczyna się nacjonalizacja? I, w gruncie rzeczy, ograniczeń czego, skoro member banks nie mają prawie ŻADNYCH uprawnień składających się na własność?

  • Panie Stanislawie,

    To pan odrzucil argument dywidendy a nie ja bo nie jest prawda ze jest ona jednostronnie narzucona. Jest ona ustalona i gwarantowana przez ustawe i jest to pozytek wlasciciela FED.
    Banki ktore walcza o to aby stac sie udzialowcem FED dobrze wiedza w co wchodza i ciesza sie ze ta dywidenta jest z gory ustalona i nie zmienna.
    Wielu wlascicieli udzialow chcialoby miec taka gwarantowana coroczna dywidende. Dodatkowo nie jest ona jedynym dochodem member banks wynikajacym z posiadania udzialow w FED.

    Panski przyklad z domami jest nietrafiony poniewaz wlasciciel udzialow FED nadal pobiera pozytki z tej wlasnosci i jesli te pozytki sa gwarantowane bo ustawowo okreslone a wlasciciel, posiadajac zawsze dochod ze swojej wlasnosci, nie ma powodu aby ja sprzedawac.

    Panski argument ze ja nie mam zadnego dowodu na prywatnosc FED-u jest bez sensu poniewaz sam FED przyznaje ze jest prywatna korporacja.

    Moze pan niechcialby miec udzialow w FED ale wiele bankow sie o nie bije poniewaz daje im to gwarantowane pozytki w wysokosci miliardow dolarow rocznie.
    Pan najwyrazniej nie rozumie ze posiadanie udzialow w FED jest jak posiadanie kury skladajacej zlote jajka.
    Sprzedal by pan taka kure?
    Dlatego nikt sie nie martwi ze nie moze sprzedac swoich udzialow w FED.
    FED bedzie mial zawsze dochody dopoki istnieje w USA podatek od dochodow. Jak stwierdzila komisja Regana wszystkie pieniadze zbierane przez IRS ida na oplacanie FED. Gdyby nie bylo FED-u Amerykanie nie musieli by placic podatkow od wynagrodzen.

    cytat:
    …skoro member banks nie mają prawie ŻADNYCH uprawnień składających się na własność?

    Najwyrazniej niewiele pan wie o strukturze wladz FED poniewaz to co pan napisal nie jest prawda.

  • Stanisław Kwiatkowski

    1. Cytat: „Nie jest prawda ze jest ona jednostronnie narzucona. Jest ona [dywidenda] ustalona i gwarantowana przez ustawe”

    To stwierdzenie zawiera sprzeczność. Ustawa JEST Z DEFINICJI jednostronnie narzucana przez suwerena. Zaprzeczy Pan?

    2. Wszelkie zachwyty nad korzyściami finansowymi z posiadania „udziałów” w Fedzie NIE MAJĄ NIC DO WŁASNOŚCI. Można mieć wiele rodzajów korzyści finansowych z istnienia pewnych instytucji, i nie oznacza to, że jest się ich współwłaścicielem. „Dywidenda”, na którą nie ma się wpływu jest jakimś pożytkiem, ale nie korzyścią z tytułu własności, bo WYSOKOŚĆ TAKIEJ KORZYŚCI MOŻNA USTALAĆ. Zgoda?

    3. „Sam Fed przyznaje, że jest instytucją prywatną”. W kółko ten sam argument, nominalizm vs. rzeczywistość. Są ludzie, którzy twierdzą, że są królami Polski, tylko co z tego? To, że ktoś coś twierdzi, nie jest argumentem, zgoda?

    4. Po nacjonalizacji czegokolwiek nadal można teoretycznie czerpać JAKIEŚ korzyści finansowe. Ale to już nie jest własność (nie spełnia triady własności). (nawet uwzględniając BARDZO RZADKIE wyjątki, proszę sobie pogooglować co w prawie znaczą terminy: immisje, stan wyższej konieczności, ustanowienie drogi koniecznej, zasady współżycia społecznego, społeczno–gospodarcze przeznaczenie prawa. ŻADEN z tych wyjątków nie dotyczy Fedu). Zgoda?

    5. Rozumiem, że „posiadanie udziałów” w Fed jest intrantne. Ale wiele kontraktów i ustaw daje pewnym ludziom wielkie zyski, i mało kto z nich chciałby ten stan rzeczy zmienić. NIE MA TO NIC DO WŁASNOŚCI. To są zyski z istnienia pewnej ustawy (co sam Pan potwierdza wtrąceniem o IRSie, dziękuję za nowy temat do lektury). Zgoda?

    6. Mówiąc, że nie mają prawie ŻADNYCH uprawnień składających się na własność mam rację, bo nie tyle zależy to od struktury władz Fedu, co od praw składających się na triadę własności. Member banks nie mogą zarządzać formą: używania rzeczy – chairman jest wybierany przez prezydenta; pobierania pożytków – regulowane ustawą. Sprzedać mi udziałów nie mogą. Zlikwidować Fedu nie mogą. Dla własności NIE JEST ISTOTNE CZY CHCĄ TO ZROBIĆ, TYLKO CZY MOGĄ.

    To jest elementarz teorii prawa.

    PS. Dalej czekam na przykład instytucji prywatnej o tylu ograniczeniach co Fed. Czyżby takiej nie było? Ciekawe czemu…

  • Panie Stanislawie,

    Nie ma pan racji piszac ze member banks nie maja wplywu na decyzje FED. One maja wiekszosc we wladzach FED a wiekszosc decyduje.

    Niech pan sie zastanowi nad tym czym jest ta dywidenda ustalona ustawowo na 6% i w jaki sposob wlasciciel w postaci member banks maja na nia wplyw.
    We wladzach FED na 9 czlonkow 6 jest desygnowanych przez member banks. Maja oni wiec wiekszosc i to oni decyduja w FED. Charman Bernanke jest tylko „glosnikiem” przez ktory te decyzje sa oglaszane.
    Zapewnie pan wie ze decyzje podejmowane przez FED maja wplyw na jego dochody od ktorych member bank dostaje swoje gwarantowane 6% dywidendy.
    Tak wiec member bank maja wplyw na wielkosc dywidendy poniewaz maja wplyw na decyzje FED.

    Pana argument ze charman FED jest nominowany przez prezydenta jest bez sensu poniewaz nominowanie nie jest jednoznaczne z wyborem. Prezydent nominuje charmana z kandydatow przedstawionych mu przez bankowcow. Wyobraza pan sobie ze bankowcy przedstawia do nominacji kandydata ktory bedzie dzialal na ich szkode?

    ad 1.
    Dywidenda jest wpisana do ustawy a wiec wszyscy ktorzy nabywaja udzialy FED wiedza jaka bedzie ta gwarantowana dywidenda i zaden „suweren” nie jest w stanie tego zmienic a wiec ustalic bez zgody wlascicieli udzialow. Tak wiec ustalanie wysokosci dywidendy wbrew woli wlascicieli to fikcja.
    ad2.
    Ma pan racje jest wiele takich instytucji ale jest tylko jedna ktora nie moze przestac istniec. Tak wiec dywidenda jest GWARANTOWANA i PEWNA ZAWSZE. Co do mozliwosci ustalania wysokosci tej dywidendy przez wlascicieli (member banks) napisalem wczesniej.
    ad 3.
    Jesli FED przyznaje ze jest prywatna korporacja to co daje panu prawo aby to podwarzac?
    Argument w stylu „ja wiem lepiej” nie jest zadnym argumentem.
    ad 4.
    Co z tego?
    Nie piszemy tutaj o czyms co zostalo znacjonalizowane.
    Wyjatki o ktorych pan pisze nie sa lista zamknieta.
    ad 5.
    Patrz ad 2.
    Ustawa o IRS nie jest ta sama ustawa ktora stworzyla FED.
    ad 6.
    – Member banks moga zarzadzac forma uzywania rzeczy bo maja wiekszosc we wladzach FED i to one podejmuja w nich decyzje.
    – Charman, jak juz pisalem, jest tylko nominowany a nie wybierany.
    – Pobieanie pozytkow jest ZAGWARANTOWANE ustawa a ich wysokosc zalezy od decyzji FED a te podejmowane sa przez wieszosc w jego wladzach czyli przez wlascicieli.
    – jak juz pisalem nikt nie sprzedaje kury znoszacej zlote jaja wiec ten argument jest slaby i jest to jedyne ograniczenie ktorego obejscie jest mozliwe gdyby ktos chcial ale nie chce bo mu sie nie oplaca.

    ad P.S.
    Czy dla pana jedynym dowodem ze FED nie jest prywatny jest nieistnienie wieszej liczby podobnie zorganizownych instytucji?

  • Stanisław Kwiatkowski

    Gdzie napisałem, że „member banks nie maja wplywu na decyzje Fed”?

    Twierdziłem tylko, że decyzje, które wolno podejmować TYLKO właścicielowi zostały podjęte przez państwo – suwerena – w ustawach.

    Krótki słowniczek:

    suweren = ten, który ustala ustawy
    prawo do pobierania pożytków = prawo do ustalania sposobu pobierania pozytków

    Mam nadzieję, że wyjaśnia to wreszcie kilka nieporozumień.

    Mam tylko jedno pytanie, by wyznaczyć jakąś demarkację między uprawnieniami tożsamymi z własnością prywatną, a takimi, które o niej nie stanowią. Proszę wyobrazić sobie scenariusz: założyłem firmę, która przynosi dochody. Zatrudniłem menagerów, ustalając uprzednio warunki, tak że każdy znał je z góry. Należało do nich:

    1. wpłata bezzwrotnej kaucji 100 000 złotych
    2. otrzymywanie 6% zysków firmy.
    3. prawo do podejmowania decyzji operacyjnych w firmie
    4. pewność zatrudnienia na okres dopóki będą spełniąć ustalone przeze mnie kryteria

    Czy zatrudniony menager stał się współwłaścicielem?

    I na koniec cytat z FAQu Systemu Rezerwy Federalnej:

    Akcja Banku Rezerwy Federalnej NIE NIESIE ZE SOBĄ władności (control) i korzyści finansowych (financial interest), jakie niesie ze sobą posiadanie zwyczajnych akcji organizacji nastawionych na zysk (for-profit organisations). Jest ona ZALEDWIE ZOBOWIĄZANIEM, w które wchodzi się wraz z członkostwem [w Banku Rezerwy Federalnej] i nie może być zbywana ani składana pod zastaw długu. Banki członkowskie otrzymuje 6% dywidendy, JAK ZOSTAŁO OKREŚLONE W USTAWIE, i głosują na niektórych z dyrektorów (dyrektorów typu A i typu B)

    http://www.federalreserve.gov/generalinfo/faq/faqbkinfo.htm

    Proszę teraz dać ten fragment teoretykowi prawa, i spytać czy nabycie takiej „akcji” i otrzymywanie takiej „dywidendy” świadczy o nabyciu praw własności do instytucji emitującej.

  • Ten slowniczek to pan sam wymylil czy ktos niezaangazowany w ta dyskusje?
    Zwlaszcza ta czesc o pozytkach wygalada na naciagana.

    Zatrudniony manager nie jest wlascicielem poniewaz nie posiada udzialow w pana przedsiebiorstwie.

    Czy w pana slowniku „wladnosc” to „wlasnosc” bo z pewnoscia wlasnosc nie tlumaczy sie z „control”.

    Oczywiste jest tez ze otrzymywanie gwarantowanej ustawa dywidenty nie jest korzyscia finansowa.

    Co do tego zakazu zbywania.
    Co sie dzieje z akcjami member banku w FED jesli ten bank zostanie sprzedany?
    Przechodza w rece nowego wlasciciela.
    Zostaja wiec zbyte w tranzakcji wiazanej.

    Widze ze zignorowal pan moje informacje o tym w jaki sposob member banks wplywaja na wysokosc dywidendy.
    Nie pasuja do koncepcji?

    W calej tej dyskusji to pan podchodzi to problemu jak teoretyk prawa jednak teroria nie zawsze sprawdza sie w praktyce i tak jest w tym przypadku.

    Korzysci finansowe z posiadania udzialow w FED maja prywatne banki. Te banki maja wplyw na decyzje FED.
    Rzad=suweren nie ma zadnego wplywu na dzialania FED.
    (niech pan poslucha ostatnich wypowiedzi Greenspana na ten temat)
    Suweren=rzad jedynie placi za to ze FED istnieje i drukuje dla niego pieniadze. Pieniadze ktore gdyby drukowal sam (tak jak to kostytucja przewiduje) nie kosztowaly by go nic a obywatele amerykanscy nie musieli by placic podatku od wynagrodzen.

    FED zostal tak zorganizowany aby sprawiac pozory instytucji rzadowej. Nawet jego nazwa „Federal Rezerws” jest podpucha bo ma on tyle wspolnego z rzadem co „Federal Express”.
    Nie znajdzie pan Federal Rezerws nawet w ksiazce telefonicznej na stronach urzedow panstwowych poniewaz nia nie jest.

    Niech pan dalej wierzy ze jest to instytucja panstwowa a jej prawdziwi wlasciciele beda nadal zarabiac miliardy dolarow z samego faktu posiadania udzialow w FED

  • Stanisław Kwiatkowski

    Słowniczek przedstawia te terminy tak, jak stosuje się je w Polskim prawodawstwie, i większości systemów prawnych na świecie, w których istnieje pojęcie własności. Ale mniejsza o to.

    CYTUJĘ: „Zatrudniony manager nie jest wlascicielem poniewaz nie posiada udzialow w pana przedsiebiorstwie”

    PRZECIEŻ O TO CAŁY SPÓR!

    ZGADZAM SIĘ Z PANEM, że istnieje potężna grupa osób czerpiących korzyści finansowe z istnienia Fedu. I że Ci ludzie są zainteresowani utrzymaniem systemu i wykorzystywaniem swojej uprzywilejowanej pozycji. Nie musi Pan tego ponownie przytaczać jako argumentu.

    Spór dotyczy tego czy sytuacja, w której instytucja spełniająca kryteria państwowego Office of the Comptroller of the Currency lub stanowego Department of Financial Institutions przekazuje do Rezerwy Federalnej 3% swojego kapitału, zaś kolejne 3% ma mieć do dyspozycji, w zamian za co będzie dostawać odpowiednią część z sześciu procentów zysku Rezerwy Federalnej, oraz będzie brała udział w podejmowaniu bieżących decyzji operacyjnych jest własnością prywatną czy nie. [Celowo opisuję to tak, żeby pozbyć się sporu o nazwy: „akcje”, „dywidendy” etc.]

    PAN TWIERDZI, że TAK, ponieważ zarządzanie bieżącą działalnością i pobieranie pożytków od zysku w ustalonej przez ustawodawcę procentowo wysokości, to warunki wystarczające, aby nazywać tę relację własnością.

    JA TWIERDZĘ, że NIE, ponieważ to nie wystarczy. Brakuje kilku elementów prawa własności, takich jak zbywanie, kontrola nad poziomem wypłat z zysku, prawo możliwość likwidacji, możliwość zmiany profilu działania etc.

    Nie zignorowałem kwestii „kontrolowania” 6% poprzez generowania większej lub mniejszej podstawy. Myślałem tylko, że skoro w moim eksperymencie myślowym w poście 35, menager również może mieć w kontrakcie 6% i decydować o działalności operacyjnej firmy, a Pan nie zechce nazwać go właścicielem, to zgodzi się Pan równocześnie, że te cechy nie konstytuują własności. Spodziewałem się kontrargumentu o „posiadaniu udziałów”, dlatego też stworzyłem analogiczną instytucję bezzwrotnej kaucji.

    Czy nie wydaje się Panu, że moi menagerowie zrobili DOKŁADNIE TO SAMO, co member banks, tylko że nazywamy to inaczej?

    Zapłacili, dzięki czemu zarządzają i dostają wypłatę od zysku.

    DLACZEGO JEDNYCH NAZWIE PAN WŁAŚCICIELAMI, A DRUGICH NIE?

    PS. Jest mały problem lingwistyczny z terminem „control”: mieć „control over something” znaczy tyle co władać, zarządzać czymś. Stąd „władność”. Mało istotne.

  • Widze ze sie nie zgodzimy wiec proponuje pozostac przy swoim i zgodzoc sie ze sie nie zgadzamy.

    W 1913 roku w wyniku podstepu legislacyjnego kongres przekazal swoje uprawnienia do drukowania pieniedzy prywatnym bankom. Czy pan wie ze ta dezyzje podjelo tylko 3 kongresmenow poniewaz pozostali pojechli na swieta do domow?
    Powinno to panu dac do myslenia co do ich intencji.

    Pan podchodzi do tematu czysto teoretycznie a ja praktycznie.
    Pozostaje rowniez zwrocic uwage ze glownie dyskutujemy o FED jako istytucji skladajacej sie z board of directors, 12 bankow federalnych i member banks.
    Ta „czapke” rzeczywiscie teoretycznie trudno nazwac calkowicie prywatna.
    Jednak nie o to w tym wszystkim chodzi.
    Chodzi glownie o to kto zarabia na drukowaniu pieniedzy w USA a kto za to placi.

    Oczywiste jest ze nie jest to charman Bernanke (poza pensja).

    Zarabiaja na tym prywatne banki bedace czescia tego systemu.
    One nie zarabiaja poniewaz posiadaja udzialy w FED.
    Te udzialy umozliwiaja im zarabianie.

    Placi natomiast suweren czyli spoleczenstwo.

    Mamy wiec tutaj parodie systemy wlascicielskiego.
    Suweren=wlasciciel ponosi tylko koszty posiadania a prywatne banki, podobno nie bedace wlascicielami, zbieraja tylko zyski.

    Najlepszym przykladem tego mechanizmu jest sytuacja z ostatniego roku.

    – FED swoimi decyzjami, nie pierwszy raz w swojej historii, doprowadza do kryzysu finansow USA.
    – FED szantazujac suwerena zmusza go zo zaplacenie 700 miliardow dolarow aby system podobno nie upadl. Te 700 mld to i tak cyfra wzieta z czapki i nie majaca nic wspolnego z rzeczywista suma wyplacona do dzisiaj (ta suma wynosi dziasiaj cos kolo 17 „naszych” bilionow dolarow).
    – Suweren pyta FED komu wyplacil te pieniadze a charman FED mowi NIE POWIEM. Kto jest wiec PRAKTYCZNIE wlascicielem FED?
    – Banki ktore otrzymaly pomoc od suwerena wyplacaja swoim managerom 115 miliardow dolarow w bonusach. Te same banki wykazuja rekordowe zyski ale placa od nich zaledwie 1% podatku poniewaz wieszosc ich operacji jest zarejestrowana w rajach podatkowych.
    – Gaitner, Pauson i Bernanke konspiruja razem aby zbankrutowane AIG wyplacilo GoldmanSachs 100% ich inwestycji z pieniedzy otrzymanych z TARP.
    – Bernanke pomimo ze ta afera wyszla na jaw jest wybrany ponownie na szefa FED.

    Mozna by jeszcze duzo pisac o sosobie funkcjonowania tego „panstwowego” systemu FED w ktory rzeczywista wladze maja prywatne banki.

    Tak wie teoretycznie ma pan racje FED nie jest prywatny ale praktycznie jest pan w straszliwym bledzie.

  • Panie Stanislawie,

    Ciesze sie ze pan sie cieszy ze teoria sie panu zgadza. Tylko z czym? Bo z pewnoscia nie z praktyka.

    Pan to nazywa symbioza ja to nazywam wysysaniem krwi jak pijawka ktora nie jest ludziom do zycia potrzebna.
    Taka sama funkcje moze wykonywac rzadowa agencja bedaca pod pelna kontrola Kongresu.

    Sad najwyzszy jako przyklad niezaleznej instytucji ma sie nijak do niezaleznosci FED-u poniewaz FED kosztuje suwerena kilkaset miliardow dolarow rocznie nie dajac w zamian zadnych korzysci.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Cieszy mnie, że przyznaje Pan, że teoretycznie mam rację. W końcu dyskutujemy o TEORII praw własności.

    A w praktyce zgadzamy się co do faktów. Nie widzę potrzeby nazywanie tego „publicznego kartelu prywatnych banków”, jak nazywał go Rothbard, prywatnym. Nie jest to konieczne, żeby tłumaczyć działania Fedu i ich konsekwencje, ani korzyści, które są pobierane przez member banks.

    Mam problem z nazywaniem Fedu prywatnym, ponieważ sugeruje to jakąś możliwość wyzyskiwania całego kraju przez instytucję prywatną. W rzeczywistości jest to symbioza między pewną grupą – bankami, a państwem, które na pewnych warunkach pozwala tym bankom funkcjonować poza rynkiem. Bez państwa nie ma banku centralnego. Bez member banks może on istnieć.

    PS. Znowu argumentuje Pan odnosząc się do tzw. niezależności Fedu, co wydaje się o tyle nieistotne, że wiele jest czysto publicznych instytucji o takiej niezależności, np. sąd najwyższy.

  • No zaraz, jakże „żadnych korzyści”? Umożliwienie bailoutów jest jak najbardziej korzystne dla pracowników ratowanych przedsiębiorstw. A Sąd Najwyższy może być bardzo „niekorzystny” dla różnych krętaczy.

    A argument o niezależności ma się doskonale do obu sytuacji, bo jest to podobna instytucja prawa, choć w przypadku SN chyba jest o wiele dalej posunięta, bo wynika z podziału władz.

    Przechodząc jednak do sporu o prywatność/publiczność FEDu to przecież nie prywatne elementy tego kartelu są problemem, ale jego publiczny komponent w postaci prawa do emisji dolara i żadne manipulacje definicją „prywatnych korzyści finansowych, otrzymywanych nie z kontraktu zatrudnienia” nic tu nie zmienią.

  • dwa cytaty, p. Kwiatkowskiego:
    „W rzeczywistości jest to symbioza między pewną grupą – bankami, a państwem…”
    oraz odpowiedz p. MP:
    „Pan to nazywa symbioza ja to nazywam wysysaniem krwi jak pijawka ktora nie jest ludziom do zycia potrzebna.”
    Zdaje się, że p. MP wprowadza tutaj niebiezpieczne uproszczenie: społeczeństwo („ludzie”)= rząd federalny („państwo”).
    Rząd federalny jest w symbiozie z Fed bo ten pozwala mu na emitowanie długu publicznego po niższych kosztach.
    Podejrzewam jednak, że prawdziwie istotne różnice w poglądach na system monetarny USA między panami Stanisławem a MP nie dotyczą kwestii „prywatności” FED, ale tego w jaki sposób system powinien zostać zreformowany. Z lektury wypowiedzi p. MP zgaduję, że jest on zwolennikiem ustawy przedstawionej przez Dennisa Kuchinicha „American Monetary Act” (mogę się oczywiście mylić). Polecam p. MP lekturę do przemyślenia:
    http://mises.org/daily/4102

  • Stanisław Kwiatkowski

    Oczywiście. Cały czas próbuję to powiedzieć: zgadzamy się, że system jest szkodliwy, zgadzamy się, że intencje kongresmenów były nienajuczciwsze, zgadzamy się, że member banks mają zysk z tych operacji, kosztem reszty społeczeństwa.

    Tylko – jak zauważa Sebastian – NIE JEST problemem prywatność member banks. Na bazie prawa prywatnego NIE DA SIĘ tak wyzyskiwać społeczeństwa. Trzeba to robić przy użyciu prawa PUBLICZNEGO. A to, czy robią to wynajęte za 6% zysku member banks, czy urzędnicy na pensji nie robi większej różnicy.

    Z resztą, właśnie zauważyłem, że cała ta dyskusja zeszła z udowodniania, że Fed jest prywatny, na udowodnianie, że member banks są prywatne, czemu nigdy nie przeczyłem. Pytanie tylko brzmi, dlaczego to prywatne instytucje nie mogą rzekomo składać się na publiczną?

    Ano mogą, jeżeli dostaną takie uprawnienia od suwerena drogą ustawy. W tym przypadku ustawą jest Federal Reserve Act, część prawa publicznego, które daje im uprawnienia do rzeczy, których żaden inny prywaciarz robić nie może.

  • Nawiązując do „zysków” Fedu. Zgadza się, że to nie jest żaden dowód na to, że gospodarka amerykańska ma się dobrze. Można jednak uznać to za przejaw przebiegłości i sprytu władz federalnych i ludzi z banku centralnego. Zamiast pożyczać pieniądze za granicą lub w prywatnych instytucjach, można po prostu pieniądze wydrukować i na tym jeszcze zarobić. Grozi to oczywiście nieco większą inflacją i osłabieniem dolara, ale tym akurat decydenci się nie przejmują. Słabsza waluta narodowa oznacza paradoksalnie silniejszą gospodarkę. Amerykańskie towary są bardziej konkurencyjne na rynkach światowych, rośnie produkcja krajowa, zatrudnienie i wpływy z podatków.
    Można by zaryzykować twierdzenie, że Amerykanie wychodzą z kryzysu „tylnymi drzwiami” – kosztem reszty świata.
    Słaby dolar jest teraz bardzo potrzebny Ameryce i oni naprawdę nie płaczą z powodu niskiej wartości własnej waluty.Wzrasta gwałtownie konkurencyjność ich gospodarki. W obliczu spowolnienia i recesji na świecie ten słaby dolar to zbawienie dla Ameryki. Spadający dolar to jedynie zmartwienie partnerów handlowych USA – Unii Europejskiej, Chin, Indii, Japonii. Ich zyski topnieją.

  • @Tomasz – tylko przy założeniu, że mainstreamowy wzór na PKB jest słuszny 🙂 Tzn eksport bogaci kraj a import go zubaża o wartość przehandlowanych dóbr i usług. Ale czy faktycznie jest tak, że kraj zawsze traci na imporcie i zyskuje na eksporcie? Warto tutaj wrócić do podstawowych pojęć w ekonomii austriackiej, wedle której każda wymiana dóbr (pieniężna oraz niepieniężna) zawsze przynosi zyski obu stronom (w przeciwnym wypadku nie doszłoby do wymiany).

  • @DJ – zgoda, każda wymiana dóbr przynosi zyski obu stronom. Chodziło o to jednak, że bogactwem każdej gospodarki jest produkcja, wytwarzanie (dóbr i usług). Bez tego trudno mówić o wzroście gospodarczym, spadku bezrobocia, spłacie zadłużenia itd. Umiejętne wpływanie na poziom wartości waluty narodowej, może wydatnie podnieść konkurencyjność danej gospodarki w stosunku do głównych gospodarek świata.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Myśląc o bilansie handlowym warto się zastanowić dlaczego tak na prawdę eksport wzrasta kiedy obniża się kurs walut poprzez interwencje monetarne.

    Załóżmy, ceteris paribus, że produktywność gospodarek nie zmnienia się, czyli że jedynym powodem zmian kursu walutowego jest interwencja monetarna.

    To, że nagle nabywcom spoza USA opłaca się importować dobra, oznacza że wartość dolara wyrażona inną walutą obniżyła się szybciej, niż wartość dolara wyrażona w cenach dóbr eksportowanych przez USA. Jeżeli bowiem jednocześnie za 1 euro mogę kupić więcej dolarów, oraz za 1 dolar mogę kupić proporcjonalnie mniej dóbr importowanych z USA, to zmiany kursu walut nie mają znaczenia.

    Jakie ma to konsekwencje dla dobrobytu wewnątrz USA?

    Jeżeli faktycznie następuje wzmocnienie eksportu, oznacza, że efekt inflacyjny dotknął szybciej kursu walut niż ceny dóbr. Skutkuje to redystrybucją bogactwa na zewnątrz państwa: eksporterzy otrzymują bowiem zapłątę po starych, przedinflacyjnych cenach (inaczej nie opłacałoby się to importerom), zaś wydają je po nowych, poinflacyjnych.

    W kontekście bilansu handlowego, jedyni obywatele USA, którzy zyskują na inflacyjnej polityce obniżania kursu walutowego, to pierwsi odbiorcy nowego pieniądza, którzy kupują za niego obcą walutę i kupują zagraniczne dobra zanim inflacja zostanie zdyskontowana w kursie walutowym. W dalszej kolejności zyskują importerzy spoza USA, którzy korzystają jeżeli kurs walut zareagował szybciej niż ceny dóbr wewnątrz USA.

    Eksporterzy zwiększają co prawda eksport nominalnie, ale ich realne przychody z jego tytułu zostają uszczuplone przez inflację. Może się wręcz okazać, że przychody realne są niższe od realnych kosztów.

    Historia pokazuje wiele takich przykładów, w czasie hiperinflacji w Republice Weimarskiej panował bardzo „pozytywny” bilans handlowy. Jednak przedsiębiorstwa upadały jedne po drugich.

    Inflacja zawsze prowadzi do redystrybucji, efekty realne mogłyby być pozytywne tylko w przypadku niesamowitego zbiegu okoliczności i redystrybucji od gorszych przedsiębiorców do lepszych. W rzeczywistości nie ma podstaw sądzić, żeby akurat tak funkcjonowała redystrybucja inflacyjna.

    Z pewnością zaś efekt redystrybucyjny nie ma realnego znaczenie dla zwiększenie poziomu bogactwa wewnątrz państwa poprzez stymulowaniu eksportu per se.

  • Jak się ma pozycja i funkcjonowanie polskiego banku centralnego do opisywanego wyżej fedu? Proszę o krótkie porównanie.

  • Chciałoby się powiedzieć, że teoria swoją drogą, a rzeczywistość swoją. Popatrzmy, co się stało. Obniżanie w ostatnich latach kursu dolara w stosunku do innych walut świata, wcale nie zaowocowało wybuchem inflacji w USA. Przeciwnie. Wzrost cen w Stanach Zjednoczonych jest niższy, niż np. w Europie, gdzie wspólna waluta przez długi czas ciągle się umacniała. To dodatkowa premia dla eksporterów amerykańskich. PKB USA w I kwartale 2010 roku wzrósł ponad 3 proc., o czym w UE można tylko pomarzyć. Dopiero ostatnie wydarzenia, w tym kryzys grecki, wywołały osłabienie euro. Mamy chyba tego pierwsze efekty. Produkcja przemysłowa w Niemczech wzrosła w maju znacznie powyżej oczekiwań, o ponad 14 proc. rdr.
    Razem z amerykańskim dolarem leciał w dół chinski juan. Nie przypadkowo zatem Stany Zjednoczone naciskają na Chiny, by wprowadziły zmiany w swoim systemie finansowym. Słaby juan sprawia, że tanie chińskie towary zalewają światowe rynki i uniemożliwiają producentom w innych krajach konkurowanie z nimi.
    Polityka banków centralnych, a w tym ustalanie poziomu stóp procentoych, to potężne narzędzie ekonomiczne. Ważne jest zatem, czy i kto sprawuje nad tymi instytucjami kontrolę.

  • Stanisław Kwiatkowski

    @49. Tomasz

    Hm, abstrahując od teoretycznej strony tego argumentu, to chyba USA nie są zbyt zadowolone ze swojego eksportu do EU?

    http://www.census.gov/foreign-trade/balance/c0003.html#2010

    Bilans handlowy z Unią Europejską jest od lat ujemny.

  • Barack Obama: Chiny muszą pozwolić na wzrost juana.
    To jedna z ostatnich wypowiedzi prezydenta USA. Chyba warto napisać dwa zdania komentarza…
    Jak widać Amerykanom ciągle mało, choć ich pieniądz tanieje – poza okresowymi zawirowaniami – wobec innych walut świata, w tym wobec chinskiego juana (oczywiście na przestrzeni kilku ostatnich lat).
    Rząd USA nadal nie ustaje, szukając szybkich i łatwych sposobów, by utrzymać konkurencyjność amerykańskiej gospodarki, nawet kosztem reszty świata.

  • Mateusz Benedyk

    Chyba dyskusję tu przeczytali normalnie 🙂

  • Ci, którzy twierdzą, że Fed jest prywatny, najwyraźniej mają jakieś dziwne definicje słowa „prywatny”. Mogą to sobie tak nazywać i mówić, że to czyjaś „własność”. Wszystko kwestią definicji – tylko że ichna definicja jest zupełnie inna od tej z prawa cywilnego, czy tradycji własności prywatnej w prawie.

    No, ale dla nich koronny argument to fakt, że ktoś tam ma jakieś „udziały”, więc to MUSI już być własność prywatna (tak jakby słowa prawa były wiążące niczym magiczne zaklęcie).

    Niech będzie. Ale w takim układzie wszystko jest prywatne. Nawet polskie państwo, które należy do obywateli. Tak, tak – III RP jest prywatna.

    Nie wierzycie? Konstytucje przeczytajcie:

    „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.”

    Dobro wspólne? Czyli należace do wszystkich. Tak więc wszyscy prywatnie posiadamy Polskę. A teraz niech ktoś mi udowodni, że Polska nie jest prywatnie posiadana – tylko ostrożnie, bo argumenty, które wysunie będa również argumentami za tym, że Fed nie jest prywatnie posiadany.

  • @ 54 Oprócz alternatywy państwowy i prywatny, mamy jeszcze określenie spółdzielczy. Akces do spółdzielni jak i do spółki jest czynem świadomym i dobrowolnym, w odróżnieniu np. od Rzeczpospolitej albo Kościoła Katolickiego. Celem przystąpienia do spółki czy do spółdzielni jest udział w zyskach, a w razie likwidacji jej majątek może przypaść członkom, co podobno przemawia za klasyfikacją własności spółdzielczej w kategoriach własności prywatnej. Obawiam się, że powołując do życia FED, nie przewidziano likwidacji tego syndykatu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Posiadanie środków produkcji nie jest przywilejem lecz społeczną odpowiedzialnością. Kapitaliści i właściciele ziemscy są zmuszeni posługiwać się swoją własnością w celu usatysfakcjonowania konsumentów. Jeżeli są oni powolni i niedołężni w wykonywaniu swoich obowiązków, wówczas są karani stratą. Jeśli nie pojmą tej nauczki i nie zreformują sposobu prowadzenia interesów, stracą swe bogactwo. Żadna inwestycja nie jest bezpieczna na wieki. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W kwietniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Andrzej Koźlik
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Dawid Żabiński
Speednet
Łącznie otrzymaliśmy 7 451,48 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>