Autor: Per Bylund
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Łukasz Buczek
Wersja PDF, EPUB, MOBI

państwo opiekuńcze

Starsi ludzie w Szwecji mówią, że bycie Szwedem oznacza bycie człowiekiem samodzielnym, który nie jest dla nikogo ciężarem. Przyzwoite i moralne życie polegało na byciu niezależnym i na ciężkiej pracy. Tak było niecałe sto lat temu.

Moja babcia zwykła mówić, że coś złego stało się ze światem. Była dumna z tego, że nigdy nie poprosiła o pomoc, że zawsze mogła polegać na sobie i swym mężu, i że przez całe życie mogli sami troszczyć się o swoją rodzinę. Jestem szczęśliwy, że zachowała tę godność aż do śmierci w wieku 85 lat. Nigdy nie była dla nikogo ciężarem.

Moja babcia, urodzona w 1920 roku, należała do ostatniego pokolenia ludzi dumnych z posiadania niezachwianej i głęboko zakorzenionej moralności, z bycia niezależnym bez względu na wszystko — z bycia panem własnego losu. Ludzie z jej pokolenia doświadczyli i przetrwali jedną lub dwie wojny światowe (choć Szwecja w żadnej nie brała udziału), zostali wychowani wśród biednych szwedzkich farmerów i pracowników przemysłowych. Byli świadkami i siłą napędową szwedzkiego „cudu”.

Ich system wartości pozwalał im przetrwać w każdej sytuacji. Gdyby znaleźli się w sytuacji, w której nie byliby w stanie przeżyć za swe pensje, pracowaliby ciężej i dłużej. Byli architektami i budowniczymi swoich własnych egzystencji, nawet jeśli oznaczało to ciężką pracę i radzenie sobie w praktycznie beznadziejnych sytuacjach.

Z chęcią pomogliby każdemu potrzebującemu, nawet gdyby sami nie mieli zbyt wiele, ale również nigdy nie zaakceptowaliby czyjejś pomocy. Czuli dumę mogąc samemu o siebie zadbać; szanowali swą niezależność, to że nigdy nie prosili o pomoc — uważali wręcz, że nie mają prawa o nią prosić.

Mimo wszystko uwierzyli politykom obiecującym pomóc „potrzebującym” — kategorii ludzi nieistniejącej nigdy wcześniej — kto by się bowiem przyznał, że nie potrafi o siebie zadbać? Byli dobrodusznymi, ciężko pracującymi ludźmi i prawdopodobnie pomyśleli, że małe poświęcenie na rzecz tych w gorszej sytuacji będzie uczynkiem w stylu dobrego Samarytanina.

Teoretycznie jest to zrozumiałe, a nawet godne pochwały. Oni sami, tak jak ich rodzice, uczestniczyli już w prywatnych, lokalnych przedsięwzięciach, organizując pomoc finansową dla tych, którzy potrzebują opieki medycznej lub osób bez pracy. W trudnych czasach, na przykład podczas recesji lub gwałtownych zmian społecznych, było to nie lada poświęceniem, mimo wszystko dobrowolnym i ponoszonym na ich własny rachunek.. Ta sama forma wzajemnej pomocy, lecz w wielkiej skali, wyglądała na dobry pomysł, nawet jeśli miał być zrealizowany na drodze przymusowego opodatkowania.

Problem polega na tym, że państwo opiekuńcze, które stworzono, całkowicie zmieniło ludzkie życie oraz moralność. Mogłoby one okazać się udanym projektem, tylko jeśli ludzie zachowaliby swą dumę i moralność, polegającą na byciu samodzielnym a pomocy szukaliby dopiero w ostateczności. Innymi słowy, państwo opiekuńcze mogłoby funkcjonować jedynie ceteris paribus — w świecie, który się nie zmienia, czyli takim, z którym według aparatu państwowego rzeczywiście mamy do czynienia. Ale świat ciągle się zmienia a istnienie państwa opiekuńczego wymaga od ludzi, by stali silniejsi i posiadali mocniejsze podstawy moralne niż ludzie żyjący w społeczeństwach zorganizowanych w inny sposób.

Jednak wiedza ta ciągle nie została przyswojona. Zamiast tego potraktowano osobistą dumę z pracy i rodziny jako coś danego raz na zawsze; z tej perspektywy to rzeczywiście wyglądało na dobry pomysł. Powiedziano ludziom, że jedyne co muszą zrobić to oddać sprawy polityki (oraz odrobinę władzy) w ręce polityków. Z przykrością stwierdzam, że teza ta ciągle uznawana jest za prawdziwą wśród Szwedów. Z reguły przyklaskują pomysłom oddania większej władzy w ręce polityków, a nawet dopominają się wyższych podatków.

Czasy przyzwoitej moralności już dawno minęły. Została zniszczona w ciągu niewiele ponad dwóch pokoleń poprzez ideę świadczeń publicznych oraz praw socjalnych.

Dzieci państwa opiekuńczego

Dzieci pokolenia moich dziadków, między innymi moi rodzice, szybko nauczyli się i przyjęli nową moralność opartą o „prawa” oferowane przez system świadczeń socjalnych. Choć starsze pokolenie nie zaakceptowałoby zależności od innych (włączając w to świadczenia socjalne), nie mieli obiekcji wobec posyłania dzieci do państwowej szkoły, by zdobyły wykształcenie. Jestem pewien, że nie myśleli w kategoriach posiadania „prawa” do edukacji swoich dzieci. Raczej zaakceptowali i docenili okazję, by ich dzieci miały coś, czego sami nie mogli mieć — „darmową” edukację.

Zatem pokolenie moich rodziców uczęszczało do publicznych szkół, gdzie nauczano matematyki, języków obcych oraz opowiadano o wyższości państwa opiekuńczego. Nauczyli się prawideł działania machiny państwa opiekuńczego oraz uzyskali nowe (nie)zrozumienie swych praw: wszystkim obywatelom przysługują prawa — jedynie dzięki byciu obywatelem — do edukacji, opieki medycznej, opieki w razie bezrobocia i zabezpieczeń socjalnych.

Uczono ich, że bycie jednostką oznacza posiadanie prawa do uzyskania wsparcia w zaspokajaniu swych potrzeb. Wmówiono im, że każdy ma prawo do wszystkich niezbędnych środków, by osiągnąć szczęście swoje i społeczeństwa. Zatem wszyscy powinni korzystać z prawa do pozostawienia swego dziecka w żłobkach, przedszkolach i świetlicach na czas swej pracy, tak aby każda rodzina mogła uzyskiwać dwie pensje (ale nie miała czasu, by wychować swe dzieci). Zapewne możliwość „dostatniego życia”, przynajmniej pod względem finansowym, brzmiała zachęcająco dla starszych pokoleń.

Ta nowa moralność przeniknęła do społeczeństwa i stała się naturalnym stanem rzeczy. Pokolenie, urodzone w czasie dwóch lub trzech dekad po drugiej wojnie światowej, znacznie różniło się od pokolenia swych rodziców, zarówno pod względem moralnym, jak i filozoficznym. Przyzwyczajono się do powojennego, znacznego wzrostu gospodarczego (uzyskanemu dzięki temu, że Szwecja nie zaangażowała się w wojny) oraz mnożących się praw socjalnych gwałtownie rozrastającego się państwa. (Aby utrzymać wzrost państwa opiekuńczego i spełniać żądania świadczeń, szwedzki rząd kilkukrotnie dewaluował walutę w latach 70. i 80.)

Efektem wkroczenia tego pokolenia ludzi na rynek pracy był wzrost nacisków społecznych na rzecz bardziej postępowej polityki oraz dotkliwa, ogólnospołeczna porażka w wychowaniu niezależnych i moralnych dzieci, będących w stanie zostać kowalami swego losu.

W tamtych czasach zmiana moralności i filozofii w społeczeństwie stała się zauważalna. Kiedy na początku lat 20. socjaldemokraci — hegemoniczna siła polityczna Szwecji rządząca przez całe ostatnie stulecie — domagała się obniżki podatków, by ulżyć robotnikom, teraz gładko zmieniła się w podnoszącą podatki, wrażliwą społecznie partię wzywającą do „oswobadzających” reform socjalnych. Masy wyborców, dzieci państwa opiekuńczego zależne od logiki jego systemu, popierały podwyżki podatków, które szybko osiągnęły i przekroczyły poziom 50 procent. Później zaś domagały się zasiłków socjalnych, by pokryć z nadwyżką te wyższe podatki.

Od momentu, w którym dzieci państwa opiekuńczego dorosły i zaczęły brać udział w życiu publicznym, nastąpiła gwałtowna zmiana polityki kraju. Komunistyczne rewolty studenckie w 1968 roku były prawdopodobnie przełomowym momentem dla tego radykalnego pokolenia, domagającego się coraz więcej dla siebie poprzez państwową redystrybucję; nie poczuwano się do odpowiedzialności za swoje życie, nie myślano także o pomaganiu innym. „Jestem w potrzebie” ─ twierdzili ─ i z tego twierdzenia dorozumiano prawo do zaspokojenia tej potrzeby — żywności, schronienia czy nowego samochodu.

Podczas gdy moi rodzice jakimś cudem zachowali część starej moralności, większość ludzi w ich wieku, a w szczególności ci młodsi, całkowicie różnią się od starszego pokolenia. Są dziećmi państwa opiekuńczego i strzegą świadczeń socjalnych, do których mają „prawo”. Nie zastanawiają się, skąd te świadczenia pochodzą, ale na wszelki wypadek są sceptyczni wobec polityków mogących im je odebrać. Słowo „zmiana” szybko stało się synonimem zła, jako że implikuje zmianę systemu, od którego są pasożytniczo uzależnieni.

Wraz z nowym pokoleniem stara prawda mówiąca, że produkcja poprzedza konsumpcję, została zastąpiona wiarą w niezbywalne i naturalne „prawo człowieka” do zabezpieczeń społecznych zapewnianych przez państwo. Dzięki potężnym związkom zawodowym zatrudnieni Szwedzi corocznie otrzymywali podwyżkę płac niezależnie od ich produktywności, co z czasem stało się normalnością. Ci, którzy nie otrzymali podwyżki, zaczęli czuć się „poszkodowani” przez swych bezdusznych pracodawców. Nasiliły się więc żądania pomocy prawnej w utarczkach z pracodawcami. Każdy ma „prawo” do wyższego wynagrodzenia w następnym roku, tak jak obecne wynagrodzenie musi być wyższe niż zeszłoroczne — taki był powszechny tok myślenia.

Ta zmiana w postrzeganiu rzeczywistości była następstwem zmiany systemu wartości. Zmiany społeczne pociągnęły za sobą zmiany warunków dla filozofii oraz wysyp nowych, dziwnych i niebezpiecznych teorii. Ludzie z tego pokolenia, urodzeni w latach 70. 80. i 90. zazwyczaj zostali wychowani „bezstresowo” (w oparciu o idee z 1968 roku), co generalnie oznacza „wolne od odpowiedzialności” dzieciństwo „bez zasad”. Dla ludzi tego pokolenia nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy w życiu społecznym; cokolwiek robisz, to nie ty za to odpowiadasz — nawet za posiadanie dziecka. Stanowią oni obecnie młodszą część grupy dorosłych w szwedzkim społeczeństwie.

Wnuki państwa opiekuńczego

Ja należę już do drugiego pokolenia ludzi wychowanych przez państwo opiekuńcze. Zasadniczą różnicą pomiędzy moim pokoleniem a poprzednim jest to, że większość z nas nie została wychowanych przez własnych rodziców. Zostaliśmy wychowani przez pracowników socjalnych w publicznych placówkach opiekuńczych; później wypchnięto nas do publicznych szkół podstawowych, publicznych liceów, publicznych uniwersytetów a następnie do pracy w sektorze publicznym i do dalszej indoktrynacji za pośrednictwem potężnych związków zawodowych i ich organów. Państwo jest wszechobecne i dla wielu jest jedynym gwarantem przeżycia, zaś jego świadczenia socjalne jedynym sposobem uzyskania niezależności.

Różnica względem starszego pokolenia jest oczywista. Moi dziadkowie żyli w całkowicie innym świecie pod względem moralnym i filozoficznym. Moi rodzice ciągle noszą w sobie nabyte od swoich rodziców pozostałości po „starym” poczuciu sprawiedliwości i rozumieniu co jest dobre a co złe. Kiedy rodzice mojego pokolenia są jedynie „częściowo skażeni” (co i tak jest wystarczająco szkodliwe), to moje pokolenie jest już całkowicie ogłupione. Nie dorastając pośród wartości wyznawanych przez dziadków, lecz tylko z tymi, głoszonymi przez rządową propagandę, wnuki państwa opiekuńczego kompletnie nie rozumieją prawideł ekonomii.

Powszechnie rozumianą przez „wnuki” sprawiedliwością jest niegasnące roszczenie względem społeczeństwa, by zapewniło im to, co uznają za konieczne (lub przyjemne). Ostatnio w debacie w telewizji publicznej spotkały się dzieci i wnuki państwa opiekuńczego, by dyskutować na temat bezrobocia oraz innych problemów z jakimi muszą borykać się młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy. Żądaniem „wnuków” było, aby ludzie starsi (urodzeni w latach 40. 50. i 60.) ustąpili (np. przestali pracować), ponieważ ich praca „okrada” młodych z miejsc pracy!

„Logika państwa opiekuńczego” stojąca za tak niedorzecznymi żądaniami jest następująca: zakłada się, że każda osoba ma prawo godnie żyć. Można wydedukować, że godne życie oznacza brak zmartwień natury finansowej, a więc posiadanie świadczeń socjalnych oraz finansowa „niezależność” są kluczowe. Z kolei niezależność finansowa wymaga prestiżowej, wysokopłatnej i niezbyt wymagającej pracy; stąd dobra praca staje się prawem człowieka. Tak więc można powiedzieć, że ludzie, którzy już mają pracę, okupują swoje stanowiska, a zatem każdy z nich narusza moje prawo do tego miejsca pracy. To powoduje, że każdy, kto ma dobrą pracę gwałci prawa socjalne, jest więc kryminalistą.

Wszyscy wiemy, co należy myśleć o kryminalistach: powinni wylądować w więzieniu. Ciągle mała, ale jednak rosnąca liczba młodych Szwedów właśnie tak myśli o właścicielach firm, którzy nie chcą ich zatrudnić albo o starszych ludziach okupujących pożądane miejsce pracy. Istnieje więc „potrzeba” na bardziej postępowe prawodawstwo.

Nie jest to pomysł popierany jedynie przez ignorancką młodzież. W maju 2006 roku krajowy związek zawodowy domagał się odgórnej „redystrybucji” miejsc pracy poprzez oferowanie sześćdziesięciolatkom państwowej renty jeśli odejdą z pracy, a ich pracodawca zatrudni młodego bezrobotnego na zwolnione miejsce. Według wyliczeń związku taki zabieg mógłby „wykreować” 55 tys. miejsc pracy.

Ukazuje to, że jedynym dostrzegalnym sposobem na znalezienie pracy dla młodych wydaje się „uwolnienie” od niej starszych ludzi; miejsc pracy jest niewiele, a stopa bezrobocia rośnie nawet wtedy, gdy wzrasta popyt na dobra i usługi — wszystko przez silne rządowe regulacje rynku. Państwo opiekuńcze kreuje problemy i konflikty na wielu płaszczyznach, zmuszając ludzi do konkurowania o udziały w stale kurczącym się bogactwie. Rozwiązanie: więcej regulacji i jeszcze mniej dobrobytu. Tak właśnie dzieje się, gdy potrzeby i pragnienia zastępują zasługi i doświadczenie, zarówno w moralności publicznej, jak i osobistej.

 

Wymuszanie odpowiedzialności społecznej

Ta zdegenerowana moralność oraz brak zrozumienia naturalnych kolei rzeczy jest widoczna także w obszarach, gdzie główną rolę odgrywa odpowiedzialność oraz szacunek względem innych ludzi. Starsi ludzie są teraz traktowani raczej jako balast niż istoty ludzkie bądź rodzina. Młodsze pokolenia mają poczucie „prawa” do niebrania pod opiekę swych rodziców bądź dziadków, domagają się więc, by państwo uwolniło ich z tego ciężaru.

W rezultacie większość starszych ludzi w Szwecji żyje w przygnębieniu, czekając na śmierć w swoich domach lub państwowych domach starców z 24 godzinnym monitoringiem, aby tylko ulżyć młodym, zapracowanym pokoleniom. Niektórzy z nich mają okazję zobaczyć się z wnukami i bliskimi jedynie przez godzinę lub dwie przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to rodziny zdobywają się na wysiłek odwiedzenia swych „problemów”.

Jednak starcy nie są jedynymi, którzy znaleźli się na peryferiach społeczeństwa w czasie, gdy państwo opiekuje się populacją pracujących. Tak samo jest w przypadku najmłodszych, których także powierza się w opiece państwu, a nie wychowuje i edukuje przez rodziców.

Moja matka, nauczycielka w szkole średniej, była pod presją oczekiwań rodziców swych uczniów, by zrobiła „coś” z ich stresującą sytuacją rodzinną. Wymagają oni, aby „społeczeństwo” wzięło odpowiedzialność za wychowywanie ich dzieci, jako że oni już i tak poświęcili im „zbyt wiele czasu”. („Poświęcanie czasu” zazwyczaj znaczy podrzucenie dziecka do żłobka o 7:00 rano oraz odebranie go o 18:00 wieczorem.)

Rodzice podkreślają swe „prawo” pozbycia się tego ciężaru. Problemy w domu wywołane przez krnąbrne, nieposłuszne dzieci mają być rozwiązane w klasach przez personel szkolny lub w przedszkolu przez przedszkolanki. Dzieci powinne być widoczne, ale jednocześnie zachowywać się tak, by nie były słyszane. Absolutnie nie powinny kolidować z prawem ich rodziców do realizowania kariery, długich zagranicznych wakacji czy udziału w wydarzeniach społecznych.

Aby dysponować pokoleniem dorosłych ludzi pracujących i wytwarzających bogactwo, które można opodatkować (obecna stopa podatkowa dla najgorzej zarabiających wynosi w przybliżeniu 65%), szwedzkie państwo opiekuńcze co rusz rozpoczyna programy chroniące je od wypadków i kłopotów. Wolność „podopiecznych” jest pozbawioną zmartwień i odpowiedzialności, bogatą w świadczenia egzystencją stworzoną przez państwo opiekuńcze.

To co teraz obserwujemy w Szwecji jest logiczną konsekwencją państwa opiekuńczego: dając komuś świadczenia, a zarazem zdejmując z niego odpowiedzialność za swe życie, tworzymy nowy rodzaj osoby — niedojrzałą, nieodpowiedzialną i zależną. W efekcie państwo opiekuńcze — tak jak rodzice, którzy nigdy nie pozwalają swoim dzieciom zmierzyć się z problemami — stworzyło populację osób o psychice i moralności dziecka, pełnych zachcianek, rozpuszczonych i bezwzględnie roszczeniowych.

Analogia rozpieszczonego dziecka jest jak najbardziej prawdziwa, co obrazują sceny z codziennego życia ludzi pracujących w sektorze publicznym, gdzie muszą stawiać czoła żądaniom wysuwanym przez obywateli. Nie jest rzadkością sytuacja, podczas której młodzi rodzice udzielają reprymendy nauczycielom, którzy wywierają „niepotrzebną” presję na dzieci, zadając im pracę domową. Dzieci mają prawo do wiedzy, ale najwyraźniej tylko jeśli proces edukacji nie wiąże się z nauką i wysiłkiem. Rolą nauczycieli jest zapewnienie dzieciom wiedzy, którą mogą skonsumować bez potrzeby angażowania intelektu, myślenia o niej (a nawet jej studiowania). Wymóg zrobienia czegoś samemu jest „opresyjny”. Przymus, nawet jeśli jest pochodną praw natury, jest niesprawiedliwością naruszającą prawo do życia bez problemów. Natura sama w sobie, wraz z jej prawami, staje się „ciężarem”.

Ekonomia zależności

Być może ta mentalność wyjaśnia rosnącą popularność teorii podważających rzeczywistość, jak sceptycyzm i postmodernizm, gdzie nic nie powinno być brane za pewnik. Twierdzi się, że logika to tylko społeczna konstrukcja, nie mająca żadnego związku z rzeczywistością lub światem (o ile ten w ogóle istnieje). Teorie te są popularne ze względu na niemożność ich obalenia bądź potwierdzenia. Cokolwiek powiesz nigdy nie musisz brać za to odpowiedzialności — nikt nie może zweryfikować twych tez, nikt nie może ich krytykować ani nawet ich użyć. Są twoje i istnieją jedynie dla ciebie — i są prawdziwe jedynie dla ciebie.

Bezużyteczność tychże teorii powinna być bezsprzeczna. Powinno także być jasne, że głosiciele tych teorii przyjmują pewne rzeczy, jak istnienie, za coś oczywistego — oni nigdy nie żyli jedynie w oparciu o wątpliwości i „wiedzę” o tym, że o niczym nie mamy pojęcia, że nic nie wydaje się być takie, jakie jest. Ale to zdaje się stanowi o pięknie tej teorii.

Pod pewnym względem austriackie założenie, że „wartość jest subiektywna” została zrozumiana zbyt dosłownie. W tych współczesnych „teoriach”, subiektywność jest regułą, o którą oparta jest rzeczywistość, nie sposobem jej oceny bądź postrzegania. Takie „rozumienie” jest bezpośrednim wnioskiem płynącym z relatywnej moralności oraz relatywnej logiki dzieci i wnucząt państwa opiekuńczego. Nie ma potrzeby, by ktoś produkował, aby inny mógł konsumować — a finansowanie świadczeń, których potrzebuję, by wieść „dobre” życie nie jest koniecznie ciężarem dla kogoś. Wszak, dobre życie jest prawem człowieka; prawem będącym jedynym stałym punktem w ciągle zmieniającym się, opartym o subiektywizm wszechświecie.

Z perspektywy naocznego świadka (jak zwykłem siebie postrzegać) to szaleństwo nabiera sensu — uczenie ludzi, że nie muszą się martwić o konsekwencje swych czynów, kształtuje z nich dobrowolnie zależne podmioty. Państwo opiekuńcze stworzyło egoistycznego potwora, twierdząc, że nas przed nim chroni — poprzez rozdawanie przywilejów oraz świadczeń wszystkim „niczyim” kosztem.

Oczywiście inżynierowie społeczni państwa opiekuńczego nigdy nie brali pod uwagę możliwości zmiany w moralności i postrzeganiu — po prostu chciano stworzyć system gwarantujący każdemu bezpieczeństwo. System, w którym pełnosprawni mogą i powinni pracować, by siebie utrzymać, ale także w którym niepełnosprawni będą mogli żyć godnie. Kto mógłby przypuszczać, że postępowe reformy zabezpieczające prawa pracownicze i dobrobyt dla wszystkich na początku XX wieku odbiją się negatywnie na filozofii i moralności?

Oczywiste jest, że rezultat okazał się daleki od założeń — społeczeństwo nie było tak przewidywalne, jak przewidywano.

Ta nowa moralność jest oczywistym przeciwieństwem tej z czasów moich dziadków. Jest to moralność głosząca, że niezależność może być osiągnięta jedynie poprzez przerzucanie odpowiedzialności na innych oraz że wolność może być osiągnięta jedynie poprzez zniewolenie innych (i siebie samych). Rezultatem tej zdegenerowanej moralności jest ekonomiczna, społeczna, psychiczna i filozoficzna katastrofa.

Jest to także osobista tragedia dla wielu tysięcy Szwedów. Zdaje się, że ludzie po prostu nie są w stanie cieszyć się życiem bez poczucia odpowiedzialności za swe czyny i wybory. Niemożliwe jest osiągnięcie poczucia dumy i niezależności, nie mając kontroli nad własnym życiem. Państwo opiekuńcze stworzyło zależnych ludzi, nie potrafiących odnaleźć nadrzędnych wartości w życiu; zamiast tego są wyzbyci z charakterystycznych dla człowieka uczuć, takich jak duma, honor czy empatia. Uczucia te, wraz ze środkami nadającymi sens życiu, zostały zagarnięte przez państwo opiekuńcze.

Być może to wszystko wyjaśnia, dlaczego tak wielka liczba młodych ludzi zażywa środki antydepresyjne, bez których nie potrafiliby normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Prawdopodobnie wyjaśnia to także gwałtowny wzrost liczby samobójstw wśród bardzo młodych ludzi, którzy tak na prawdę nigdy nie poznali swych rodziców (całkowita liczba samobójstw pozostaje prawie taka sama). Ludzie ciągle nie są w stanie dojrzeć problemu lub jego rozwiązania. Jak rozpieszczone dzieci wołają o „pomoc” ze strony rządu.

Moja babcia nigdy by tego nie zrozumiała. Niech spoczywa w pokoju.

24 odpowiedzi na „Bylund: Jak państwo opiekuńcze zdeprawowało Szwecję”

  • Świetny tekst.

  • do tego prowadzi lewicowa utopia

  • Rewelacja- bardzo dobre i prawdziwe.

  • Szwecja chyba najlepiej oddaje istotę reżimu, o którym pisał Alexis de Tocqueville:

    „Kiedy próbuję sobie wyobrazić ten nowy rodzaj despotyzmu zagrażający światu, widzę nieprzebrane rzesze identycznych i równych ludzi, nieustannie kręcących się w kółko w poszukiwaniu małych i pospolitych wzruszeń. Każdy z nich żyje w izolacji i jest obojętny wobec cudzego losu. Człowiek istnieje tylko w sobie i dla siebie i jeżeli nawet ma jeszcze rodzinę, to na pewno nie ma ojczyzny. Ponad wszystkim panuje na wyżynach potężna i opiekuńcza władza, która sama chce zaspokoić ludzkie potrzeby i czuwać nad losem obywateli. Ta władza jest absolutna, pedantyczna, drobiazgowa, przewidująca i łagodna. Można by ją porównać z władzą ojcowską, gdyby celem jej było przygotowanie ludzi do dojrzałego życia. Ona jednak stara się uwięzić ich nieodwołalnie w stanie dzieciństwa.”

    cała kontrkulturowa superstruktura lewicy, łącznie z jej wizją biurokratycznie przeprowadzanej socjalnej inżynierii, rozpadnie się w jednej chwili, jeśli pozbawiona zostanie bazy ekonomicznej zapewnianej jej dziś przez państwo, które w majestacie prawa, najzupełniej legalnie, zezwala na łupienie poddanych przez administracyjną kastę.

  • A na rzekomo liberalnym portalu ten sam chyba tekst dostał same negatywne komentarze.. głównie od komuszej mniejszości. :>

  • genialny tekst, a propos to było juz w Matrixie powiedziane że świat idealny powodował tylko śmierć upraw (tak a propos tych antydepresantów jak i samobójstw)

  • porażające,prawdziwe,wieści jakie do mnie docierają z tego kraju potwierdzają tylko smutny finał

  • Opisany stan rzeczy jest bardzo ciekawy – mnie jednak bardziej interesuje rozwiązanie tej kwestii. Można to nazwać aktem trzecim sztuki pt. komuna. W sytuacji w której skończą się zasoby, najprostszym wyjściem będzie znalezienie wroga w społeczeństwie, którego można by zutylizować, celem powiększenia rezerw. Może ludzie starsi? Jak wybijesz wszystkich staruszków, to nie trzeba będzie płacić emerytur…leczyć etc. Ogromne oszczędności…a społeczeństwu się wytłumaczy. A co – nie da się? Czyż Hitler nie wytłumaczył, że przyczyną całego zła są żydzi?

  • Tekst jest żałośnie ukierunkowany. Praktycznie każdy znajomy Szwed twierdzi że kocha państwo i polityków (! wyobraźmy to sobie w PL). Nie boi się utraty pracy bo państwo i tak się nim zaopiekuje stąd wielki rozwój w dziedzinie wysokich technologii gdzie ryzyko niepowodzenia jest kolosalne.
    Szwedzcy starsi ludzie są legendarni (jak i Niemcy) ze swojej aktywności i chęci do zwiedzania (w samej Szwecji ma się wrażenie, że praktycznie wszyscy tylko podróżują i się bawią ze znajomymi). Skrajne przypadki gdzie są problemy z otępieniem starczym czy powaznymi chorobami są zawsze pod opieką myśle że znaną w świecie…..
    Podatki, wysokie, owszem – ale! o transferze dlaczego nikt nie pisze? 88% z nich zawsze wraca do obywatela w jakiejś formie.
    Praca? Przeciętny Szwed uczy się do 30 roku życia, później wcale do pracy nie pali więc nie rozumiem problemu?
    Obawiam się, że autor sam jest rozpuszczonym dzieciakiem o jakim mowa i ma zbyt wielkie pretensje do systemu. Inną sprawą jest data faktycznego napisania tego artykułu – dlaczego nie porusza się prawdziwego problemu systemu socjalnego – islamizacji?! ponad 5 % ‚szwedów’ to muzułmanie którzy jako pracę traktują demolowanie mieszkań socjalnych, uliczne zadymy oraz opłakiwanie ‚dyskryminacji’.

  • Dodam jeszcze tylko pokolenie o jakim mowa (ci starsi) – to ludzie, często jeszcze pamietający potworną biedę w Skandynawii – tylko w latach 60 ze Szwecji wyjechał milion obywateli na stałe do USA. Dziś mamy milion imigrantów 9 milionowym państwie. To ten nawis wysysa cały system oparty na solidności i zaufaniu. W głowie Szweda nigdy nie mieściło się to, że ktoś może zająć się ‚produkcją’ dzieci w mieszkaniu uzyskanym za darmo od państwa tylko po to żeby zyskiwać większe zasiłki i dostać wieksze mieszkania. System nie wytrzymuje wyzysku i niestety modnej dziś tolerancji:/

  • Ja również mam dla chętnych lekturę uzupełniającą:

    http://liberalis.pl/2007/03/11/artur-stepkowski-szwecja-%E2%80%93-cud-socjalizmu-czy-rownia-pochyla/

    Poza tym warto o czymś wspomnieć w kontekście mówienia o „szwedzkim państwie dobrobytu”.

    Otóż o ile w Szwecji pozostałe wskaźniki rzeczywiście są niezłe (tzn. dług publiczny 46,4% PKB, wzrost gospodarczy 4,7% przy PKB na mieszkańca 32,200 USD; do tego nadwyżka budżetowa ponad 11 miliardów dolarów, inflacja 1,4%, bezrobocie 5,6% i GINI index (wskaźnik nierówności społecznych) wynoszący 25 – jeden z najniższych na świecie (w Polsce jest to 34, a w USA – 45), o tyle dług zagraniczny jest oszałamiający.

    PKB Szwecji to 373,200,000,000 USD. Spłacenie zobowiązań wynikających z długu publicznego zajęłoby Szwedom, przy ich obecnej nadwyżce budżetowej, około 16 lat. Da się to więc zrobić bez żadnych wyrzeczeń. Co innego jeśli idzie o dług zagraniczny. Wynosi on 598,200,000,000 USD. Znacznie więcej, niż roczne dochody państwa. Każdy spośród 9,031,088 Szwedów ma zatem do spłacenia 66,238 USD długu zagranicznego. Ponieważ w tej liczbie Szwedów są też niepracujący (dzieci, emeryci, itd.), to tak naprawdę każdy pracujący Szwed „wisi” zagranicznym wierzycielom najnowszego, najbardziej „wypasionego” Mercedesa klasy S – jeśli założymy, że pracuje co trzeci Szwed, a kurs USD = 2,80 PLN, to każdy z pracujących ma do spłaty 556,399 PLN. Dalej: zakładając, że metr kwadratowy mieszkania w Szwecji można wybudować za 3000 euro, i że 1 euro = 3,80 zł, to powyższa suma wystarczy na ponad 48-metrowe mieszkanie, z którego pracujący obywatel będzie musiał zrezygnować, bo kasę trzeba będzie oddać innym krajom. Potężne obciążenie. Spłacenie tego z samej nadwyżki budżetowej zajęłoby 55 lat – wątpię, aby wierzyciele chcieli tyle czekać.

    Ważne jest zatem, aby sobie uzmysłowić przyczyny obecnego rzekomego bogactwa Szwecji. Szwedzi zbudowali swą obecną potęgę na zadłużeniu zagranicznym. Gdyby Polska zadłużyła się tak samo jak oni, a za te pieniądze pobudowała 48-metrowe mieszkania w Europie i wynajmowała je po średnio 400 euro miesięcznie, to na każdą 3-osobową polską rodzinę przypadałoby dodatkowo 1520 zł miesięcznie. Wzrost poziomu życia byłby olbrzymi. Tyle, że ktoś kiedyś musiałby to wszystko oddać.

  • Poprosiłem znajomego z redakcji „Obserwatora” o opinię na temat tego tekstu. Jeden z głównych problemów nawet między takimi młodymi ludźmi jak my, polega na tym, że każdy agituje (występuje na forum) we własnej bandzie, która dalszego przekonywania już nie potrzebuje. Warto to zmienić.

    Remigiusz Okraska tak skomentował ten tekst:

    „Pisaliśmy niedawno w Obywatelu (posługując się twardymi liczbami a nie pustosłowiem jak pan z Instytutu Misesa) o szwedzkim społeczeństwie obywatelskim, które jest bardziej prężne i dynamiczne niż w wielu krajach, których nie „zdeprawowało” państwo opiekuńcze. Czyli jednak ludzie nie popadli w apatię i bierność oraz potrafią działać poza strukturami państwa i działać samodzielnie. Natomiast jeszcze większą bzdurą jest zawarta w całym tym wywodzie analiza porównawcza realiów obecnych i dawnych, bez uwzględnienia globalnych zmian kulturowych i technologicznych – to, że obecni Szwedzi są mniej samodzielni niż ich prababcie i pradziadowie, nie ma wiele wspólnego z państwem opiekuńczym, bo w podobnym stopniu mniej samodzielni są współcześni Amerykanie czy Brytyjczycy, gdzie państwa opiekuńczego było o wiele mniej. Po prostu dobrobyt rozleniwia a podział pracy oducza wszechstronności – tyle tylko, że po co płakać za jakąś samodzielnością, co to niby jest za wartość? A jak komus bardzo żal tej samodzielności, to droga wolna: po powrocie z pracy proszę piec chleb, robić cegły, ścinać drzewa, sadzić marchew, łowić ryby, no i opiekować się siódemką dzieci i schorowanymi dziadkami itd., itp.- życzę powodzenia i wytrwałości. I jeszcze jedna rzecz: autor marudzi, że młode pokolenie Szwedów uznaje zabezpieczenie potrzeb życiowych za niezbywalne prawo, niezależne od wkładu w wytwarzanie produktu narodowego. No dobrze, ale po pierwsze współczynnik osób pracujących zawodowo „na siebie” nie jest w Szwecji istotnie mniejszy niż w innych krajach, a po drugie może warto się zastanowić, czy współczesne społeczeństwa, a więc bogate i dysponujące ogromnymi mocami wytwórczymi, muszą harować tyle, co 100 czy 200 lat temu. Bo mnie się wydaje, że niekoniecznie.”

  • @14 Krzysztof – oczywiście, że występujemy tu nieco „w swojej bandzie” – ale niektóre dyskusje w komentarzach na mises.pl na pewno nie świadczą o tym, że wszyscy czytelnicy naszego portalu myślą podobnie 🙂 Tak samo na obywatelu Remigiusz Okraska ma „swoją bandę” – z tego co przejrzałem przed chwilą portal to bardzo interwencjonistycznie i kolektywistycznie nastawioną (patrz manifest: http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=Content&func=view&pid=11). Nie dziwi więc krytyka z jego strony (szkoda tylko, że sam nie pofatygował się napisać komentarza).

    Ze stwierdzeniem „dobrobyt rozleniwia a podział pracy oducza wszechstronności – tyle tylko, że po co płakać za jakąś samodzielnością, co to niby jest za wartość?” – mogę się zgodzić w połowie. Na pewno dobrobyt rozleniwia a podział pracy oducza wszechstronności – tutaj zgoda. Nie jest to jednak powód dla którego ludzie powinni być uzależnieni od państwa. I tak, samodzielność jest wartością – chociaż domyślam się że dla fana przymusowego solidaryzmu jak pan Okraska pewnie nie 🙂 Bo po co liczyć na siebie i swoich najbliższych, skoro można stworzyć aparat przymusu, który o nas zadba?

  • Wymuszanie dobroczynności to najohydniejsza rzecz, jakiej dopuszczają się socjaliści. Bastiat szeroko o tym pisał.

    Grabież i przemoc mogą być bowiem nielegalne i legalne w tym samym czasie i w tym samym państwie. Gdy jednostka obrabuje inną jednostkę, nazywamy to rabunkiem i ścigamy z mocy prawa, gdyż rabunek taki zdefiniowany został w kodeksie karnym jako przestępstwo. Lecz to nie taki rabunek i nie taka przemoc zagrażają społeczeństwu w samych jego podstawach – to nie one zacierają w sumieniach ludzi pojęcia dobroczynności i kradzieży, sprawiedliwości i niesprawiedliwości, wreszcie – dobra i zła.

    i dalej Hayek:

    Miłość, miłosierdzie i dobroczynność to obowiązki moralne, których pod żadnym pozorem nie należy przekształcać w obowiązki prawne, egzekwowane pod przymusem. Jeśli każdy dobry lub zły czyn dojrzałego człowieka byłby wynikiem państwowego nakazu czy przymusu, to jaki sens miałoby czynienie dobra, jaka chwała i wdzięczność płynęłyby z bycia trzeźwym, sprawiedliwym czy wstrzemięźliwym?

    Cnoty, które obecnie są w odwrocie pod naporem lewicowych ideologii kolektywizmu – niezależność, poleganie na samym sobie, chęć ponoszenia ryzyka, gotowość do obrony własnych przekonań wbrew woli mitycznej większości oraz chęć dobrowolnej współpracy z bliźnimi – są w istocie tymi cnotami, od których zależy funkcjonowanie zdrowego organizmu państwowego, czyli po prostu istnienie społeczeństwa obywatelskiego w tym najbardziej prawdziwym i niezafałszowanym wymiarze. Lewica nie dysponuje niczym, co mogłoby te wartości zastąpić w takiej mierze, w jakiej je zniszczyła. Nigdy nie zdoła wypełnić powstałej próżni niczym innym jak tylko tępym żądaniem posłuszeństwa i przymuszaniem ludzi, by postępowali zgodnie z tym, co zostało uznane kolektywnie za dobre.

  • @14 @15
    Cenię Remigiusza Okraskę za to, że przynajmniej jest gotów przeczytać tekst na naszej stronie i z nim polemizować. Co więcej, swego czasu udostępniał mi łamy „Obywatela” dla publikowania tekstów łagodnie wolnorynkowych. Jest kilka spraw, które łączą środowisko wolnorynkowców ze środowiskiem rozsądnych „zielonych” i warto to podkreślać.

    Wydaje mi się, że dobrobyt i podział pracy nie muszą prowadzić do rozleniwienia ani oduczenia się wszechstronności. Ludzie przedsiębiorczy zwykle interesują się mnóstwem spraw niezwiązanych z ich biznesem i wykształceniem. Są otwarci, twórczy, gotowi na ryzyko i ofiarni (dosłownie: dają pieniądze na różne cele społeczne). Znam ich wielu osobiście. Tak się składa, że większość z nich nie znosi centralistycznej redystrybucji, interwencjonizmu i państwowej opieki nad żulami.

    Czy to nie jest zastanawiające?

  • @Maciej Cz.

    „Dodam jeszcze tylko pokolenie o jakim mowa (ci starsi) – to ludzie, często jeszcze pamietający potworną biedę w Skandynawii – tylko w latach 60 ze Szwecji wyjechał milion obywateli na stałe do USA.”.

    Czyli w Szwecji w latach 60. była „bieda”? A wg tych danych http://tiny.pl/htqtw już w 1950 Szwecja była w ścisłej czołówce najbogatszych państw.

  • @13, @14:
    Nie mogę się zgodzić z fragmentem:
    „Po prostu dobrobyt rozleniwia a podział pracy oducza wszechstronności – tyle tylko, że po co płakać za jakąś samodzielnością, co to niby jest za wartość?”

    Nie dlatego, że cenię wszechstronność i samowystarczalność i miałbym uważać, że każdy taki powinien być. Bowiem „samodzielność” o której mowa w samym tekście odczytuje jako „samodzielność społeczeństwa”. Dobrobyt osiągamy, gdy niejako się wyrzekniemy samowystarczalności, zdamy się na współdziałanie z innymi osobami. Czy to będzie rodzina, przyjaciele, znajomi czy zupełnie nie znani ludzie od których się co dziennie kupujemy bułki i mleko.

    To przecież nie każdy z nas piecze chleb, wydobywa ze studni wodę czy robi kiełbasę. Społeczeństwo jako takie, się organizuje i wytwarzają się zależności między nami wszystkimi. Takie społeczeństwo razem jest silniejsze niż każdy człowiek z osobna pozbawiony tego spoiwa.

    Potężne i opiekuńcze państwo rozrywa właśnie te naturalne społeczne więzi, tworzy złudzenie jakiejś niezależności, samowystarczalności właśnie. Pozornie indywidualni, bo nie zależymy wtedy już od zwykłych stosunków międzyludzkich lecz od bezosobowego aparatu państwowego. Tak jak pisał Tocqueville, stajemy w obliczu nowego rodzaju despotyzmu.

    Dla mnie liberalizm nie oznacza niezależności czy samowystarczalności. To przecież często domena interwencjonistów, którzy „bronią” się przez zagranicą cłami czy dotacjami. To oni uważają, że przynajmniej w pewnych dziedzinach powinniśmy być samowystarczalni zamiast zdawać się na obce nacje. Można by wręcz powiedzieć, że liberalizm domaga się zależności.
    Dla mnie liberalizm oznacza przede wszystkim wolność działania a to nie przekreśla zależności od innych. Przecież codziennie jesteśmy takich zależności świadkami i uczestnikami, w sklepie, pracy czy na ulicy. Wolnym należy być nie od zależności od innych ludzi, ale od przemocy ludzi.

  • Moi drodzy żyje w Szwecji od 4 lat i jestem szczęśliwa; przyjechaliśmy z gołymi rękami i bez znajomości języka. Pomogli nam Szwedzi znaleźć pracę (tak prywatnie, po prostu z dobrego serca) i państwo szwedzkie (mieszkanie, szkoły, zasiłki). Dziś pracuję podobnie jak i mój mąż, dwoje dzieci się kształci w publicznych szkołach. W Polsce nasze życie było pasmem udręki o to, żeby znaleźć jakąś robotę, żeby zarobić choć tyle, żeby dzieciom na zimę buty kupić (to skrót myślowy, mam nadzieję, że inteligentni czytelnicy pojmą, co w ten sposób chcę powiedzieć).

    W Szwecji żyje się godnie, dostatnio, ludzie się wzajemnie szanują, mają poczucie humoru, potrafią sobie wzajemnie pomagać, rozwijać się i bawić się nie krzywdząc nikogo. Szwedzki „cud” w postaci państwa opiekuńczego działa – widzę to na własne oczy. Działa od dobrych 50 lat.

  • Ten tekst brzmi jak prokonserwatywna obyczajowo i proliberalna gospodarczo, czyli najgorsza dla ogółu, świetna dla bardzo nielicznych, propaganda polityczna. Przecież socjaldemokraci stworzyli najlepsze miejsca na Ziemi: Norwegię, Szwecję i Danię. Przyczynili się też do wysokiego standardu życia w Niemczech, teraz reformują Hiszpanię. Płace rosną, ludziom żyje się lepiej, mogą żyć godnie. Nie podoba się to natomiast: kościołom, konserwatystom obyczajowym, liberałom gospodarczym oraz szczenikaom nie mającym pojęcia o polityce, gotowym uciekać z Polski, by żyć za te zasiłki socjaldemokratyczne w innych krajach i móc sobie szczekać w tych krajach, jakie to te zasiłki nie są złe. Socjaldemokraci górą zawsze i wszędzie, dlatego że dzięki nim w Europie Zachodniej, w Skandynawii, ludzie żyją godnie. Za rządów prawicy i raz pseudolewicy Millera Polska jest krajem opłakanym, w którym dochodzi do masowego wyzysku ludzi. Nic dziwnego, że w liczbie 5 mln Polacy w osttniej dekadzie wyemigrowali za granicę. To tyle samo osób, ile uciekło z Afganistanu, w którym trwa pożoga wojenna. Jeszcze co do Hitlera, bo ktoś tu sie wypowiedział na jego temat. Przecież pierwszą międzyanrodową umową Hitlera był konkordat. Partia Hitlera SDAP weszła w koalicję z katolickim tzw. Centrum, partią, po której schedę zresztą przejęła niemiecka Chrześcijańska Demokracja, aktualnie rządząca w Niemczech. Acha, i – dobro wspólne jest ponad własnością prywatną, dlatego, że dobro wspólne prowadzi do sprawiedliwych organizacji społecznych, eliminuje biedę i inne patologie.

  • @ Janina Obojętnie do którego znacznie bogatszego od naszej afrykańskiej dziury kraju (a jest ich bardzo dużo) byście wyjechali poradzilibyście sobie podobnie, albo jeszcze lepiej. Nie można porównywać bogatej Szwecji, która zresztą też wzbogacila się dzięki liberalnej gospodarce, do biednej Polski. Trzeba porównywać ogól, a nie pojedyńcze przypadki.

    @ Jakub Mik „najgorsza dla ogółu, świetna dla bardzo nielicznych, propaganda polityczna” Jedyną i najszybszą drogą do wzbogacania się ludzi masami jest WOLNY RYNEK SPRAWDZONY W PRAKTYCE(tak powstalo najbogatsze mocarstwo w historii jak i wiele najbogatszych gospodarek świata- m.in.Szwecja ponad 100 lat temu-nie bybyś ignorantem i przeczytal post #13) i TEORII(kilku ekonomistów dostalo Nobla) Rząd wzoruje się na pedofilu Keynesie (interwencjonizm-socjalizm, prowadzący do bankructwa lub komunizmu),która to TEORIA ekonomiczna(nigdy nie sprawdzona w praktyce) jest testowana z okropnymi skutkami na ludziach(ZSRR) i m.in.juz w UE i USA (pogarsza byt najbogatszych krajów).

    Raczę zauważyć iż naziści, to narodowi socjaliści, a sam Marks mawial: „aby zapanował socjalizm wystarczy wprowadzić demokrację” no i mamy socjalizm.

    „Za rządów prawicy i raz pseudolewicy” – nie rozróżniam socjalizmu na prawo i lewo, socjalizm to każda forma ingerencji państwa w gospodarkę i sprawy obywateli, raz się zacznie nie ma końca. „Grabież legalna może przejawiać się na tysiąc sposobów,stąd nieskończona liczba jej przejawów: cła, ochrona rynku,dotacje,subwencje, preferencje, progresywny podatek dochodowy, bezpłatna oświata, prawo do pracy, prawo do zysków, prawo do płacy, prawo do opieki społ.,prawo do środków prod.,bezpłatny kredyt itd.Wszystkie te przejawy połączone tym,co dla nich wspólne,czyli usankcjonowaną grabieżą noszą nazwę socjalizmu” F.Bastiat 1850r.

    Także wszyscy widzimy, że twój komentarz to „najgorsza dla ogółu, świetna dla bardzo nielicznych, propaganda polityczna”

  • Jeszcze kilka lat temu myslalam tak jak Pani Janina…niestety im dluzej tu jestem, tu w Norwegii, tym wiecej widze i wiecej mysle. Mysle, ze w panstwach takich jak Szwecja, Norwegia wpadamy w pulapke…Pulapke zniewolenia, kosztem wolnosci…Wolnosci jakiej? Glownie ekonomicznej. Zachlystujemy sie tym co dostajemy a czego nie moglibysmy dostac w Polsce. Osiagamy dobry status materialny i siedzimy cicho zachwyceni? systemem, ktory rowno traktuje obywateli jak i nie obywateli, czyli nas. Raj na ziemi? Niekoniecznie? Z pewnymi wyjatkami mielismy podobny raj w Polsce, z tym ze Rodzina byla podstawowa komorka spoleczna, tutaj jest spolecznym zagrozeniem, niby tworzy sie udogodnienia, dzieci maja ustawowo zapewnione miejsce w przedszkolu ale…ale to wszystko po to by jak najbardziej rozluznic wiezy rodzinne, po to by stworzyc jednoistke podobna do innych, podobnie myslaca, pozbawiona wlasnej woli, jednostke, ktora cieszy sie z tego co ma a jesli nie ma idzie po pomoc i dostaje, to co sie jej miec nalezy, jednostke ktora jest trybikiem oddanym Panstwu. Moja znajoma twierdzi, ze Norwedzy to spoleczenstwo mulow…Panstwo wie najlepiej w kazdej dziedzinie zycia. Mam mnostwo przemyslen ale wiem jedno, chcialam tu mieszkac na stale, dobrze ze mam mozliwosc wyboru, moze jest to wybor pomiedzy gorsza sytuacja ekonomiczna a lepsza i kazdy dokonuje swojego ale jest to przede wszystkim wybor pomiedzy WOLNOSCIA a zniewoleniem. Mysle, ze zarowno Szwedzi jak i Norwegowie zaprzedali dusze diablu. Maja wolnosc kosztem zniewolenia i najgorsze jest to, ze wiekszosci z nich z tym dobrze… Dlaczego? Bo kosztem wolnosci zniewolili swoje umysly, i nie pomysla, nie wiedza nawet ze sa zniewoleni…

  • Calkiem ciekawe spostrzezenia hmmm ale ja dziekuje bardzo i mimo to wole mieszkac w szwecji ta dyskusja to nic innego jak placz uzalanie sie nad rzeczami na jakie nie mamy zadnego wplywu .Wiem za to ze moje dzieci wychowuja sie w ludzkich warunkach .Co do socjalu to tylko pozazdroscic skandynawi wiedza co robia wszystko na spokojnie i dobrze przemyslane a nie tak jak to sie kilka razy spotkalem ty pracuj anie mysl hehehe .Polski system jest zagmatwany prawnie i do tego dla uzednika a nie dla przecietnego kowalskiego .W polsce takich sie gnoji.Przykre ale prawdziwe.Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Ekonomia rynkowa nie potrzebuje obrońców i propagandzistów. Można do niej zastosować słowa epitafium Sir Christophera Wrema, znajdujące się w londyńskiej katedrze: Si monumentum requiris, circumspice (Jeśli szukasz jej pomnika, rozejrzyj się). Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Grzegorz Drożdż
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Marcin Gaweł
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Dawid Jary
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Mikołaj Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Arkadiusz Maksim
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
oraz Kancelaria Prawna KL Law Polska Marcin Kozik Łącznie otrzymaliśmy 2 165,45 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>