Autor: Jesús Huerta de Soto
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Bartek Podolski
Wersja PDF, EPUB, MOBI

[Rozdział książki  Property, Freedom and Society: Essays in Honor of Hans-Hermann Hoppe.]

klasyczny liberalizmW pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku myśl wolnościowa, zarówno w jej aspekcie teoretycznym, jak i politycznym, znalazła się na rozstaju dróg. Chociaż upadek muru berlińskiego i rozpad realnego socjalizmu zapoczątkowany w 1989 roku zdawały się zwiastunami „końca historii” (posłużymy się w tym miejscu niezbyt fortunnym i rozdmuchanym terminem zapożyczonym od Francisa Fukuyamy), to dzisiaj — i to w wielu aspektach bardziej niż kiedykolwiek — na świecie przeważa etatyzm wraz z towarzyszącą mu demoralizacją tych, którzy kochają wolność.

Wobec powyższego „aggiornamento” (wł. dostosowanie do aktualnych potrzeb — przyp. red.) myśli wolnościowej jest zadaniem koniecznym i naglącym. Przyszedł czas, aby dokładnie przyjrzeć się doktrynie wolnościowej i uaktualnić ją w zgodzie z najnowszymi odkryciami ekonomicznymi i z doświadczeniami, które przyniosły niedawne, historyczne wydarzenia.

Aby rozpocząć, musimy zdać sobie sprawę, że klasyczny liberalizm zawiódł w swoich wysiłkach ograniczania władzy aparatu państwowego i że dzisiejsza nauka, ekonomia, jest w stanie wyjaśnić, dlaczego porażka ta była nieunikniona. Kolejnym krokiem będzie skupienie się na dynamicznej teorii procesu współpracy społecznej, który, sterowany i  animowany przez ludzką przedsiębiorczość, daje początek i pozwala rosnąć spontanicznemu ładowi rynkowemu. Teoria ta może zostać poszerzona i zamieniona w pełni rozwiniętą, kompletną analizę anarchokapitalizmu, który jawi się jako jedyny zgodny z ludzką naturą system współpracy społecznej.

W tym artykule przeanalizujemy szczegółowo powyższe kwestie oraz uczynimy kilka praktycznych uwag co do naukowej i politycznej strategii. Co więcej, wykorzystamy przeprowadzoną tu analizę do poprawienia pewnych powszechnie występujących nieporozumień i wypaczeń.

 

Kardynalny błąd klasycznego liberalizmu

Pierwotny błąd klasycznych liberałów leży w  braku zrozumienia, że z punktu widzenia teorii ich ideał jest niemożliwy do zrealizowania, gdyż zawiera ziarno samozagłady, dokładnie w takim zakresie, w jakim uznają oni konieczność istnienia państwa (nawet minimalnego), rozumianego jako jedyny, wyłączny aparat instytucjonalnego przymusu.

Klasyczni liberałowie popełniają zatem kardynalny błąd w swoim podejściu: rozumieją liberalizm jako polityczny plan i zbiór ekonomicznych reguł, które w zamierzeniu prowadzić mają do ograniczenia władzy państwa, jednocześnie akceptując jego istnienie, a nawet uważając je za konieczne. Wszakże dzisiaj (w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku) nauka ekonomii zdążyła już wykazać, że:

a)           państwo jest zbyteczne;

b)           etatyzm (nawet minimalny) jest nie do utrzymania z punktu widzenia teorii;

c)           ze względu na ludzką naturę niemożliwe jest ograniczenie władzy państwa, jeśli już się ono pojawi;

Rozpatrzmy każdy z tych punktów osobno.

 

Państwo jako zbyteczna instytucja

Z punktu widzenia nauki jedynie błędny paradygmat stanu równowagi mógł zachęcać do myślenia w kategoriach „dóbr publicznych”, w którym to stanie istnienie dóbr spełniających kryteria niemożności wyłączenia niepłacącego odbiorcy z ich korzystania (joint supply), oraz niewykluczającej się konsumpcji (nonrivarly consumption), usprawiedliwiałoby prima facie istnienie ciała posiadającego wyłączność na stosowanie zinstytucjonalizowanego przymusu (państwa), zmuszającego wszystkich odbiorców do płacenia za takie dobra.

Niemniej, dynamiczna, austriacka koncepcja spontanicznego porządku wyrastającego z przedsiębiorczości doszczętnie obaliła teorie wysuwane dla usprawiedliwienia istnienia państwa: każdemu, prawdziwemu lub pozornemu przypadkowi pojawiania się „dóbr publicznych”, to jest dóbr spełniających warunek joint supply i nonrivarly consupmtion, towarzyszy pojawienie się bodźców, które nadają impetu przedsiębiorczej kreatywności w poszukiwaniu lepszych rozwiązań, poprzez innowacje techniczne i prawne oraz poprzez odkrywanie istniejących niedostosowań, co pozwala przezwyciężyć każdy problem, który mógłby zaistnieć (oczywiście pod warunkiem, że dane dobro nie zostanie ogłoszone „dobrem publicznym” i dozwolona będzie nieskrępowana przedsiębiorczość oraz towarzyszące jej prawo do zachowania każdego zysku płynącego z przedsiębiorczych, kreatywnych działań).

Dla przykładu, system latarni morskich w Wielkiej Brytanii był przez wiele lat prywatny oraz prywatnie finansowany, a prywatne metody postępowania (takie jak stowarzyszanie się żeglarzy, opłaty portowe, spontaniczny monitoring i tym podobne) oferowały rozwiązanie „problemu”, który „etatystyczne” podręczniki do ekonomii określają jako typowy przykład „dobra publicznego”. Podobnie, na amerykańskim Dalekim Zachodzie pojawił się problem definiowania i bronienia praw własności dotyczących między innymi kontroli pogłowia bydła na wielkich obszarach. W miarę jak uwidaczniały się tam tego typu problemy, w odpowiedzi pojawiały się i wchodziły do użytku różne przedsiębiorcze innowacje, które doprowadzały do ich rozwiązania (znaczenie bydła, ciągły nadzór uzbrojonych, konnych kowbojów nad stadem, i — ostatecznie — wynalezienie i wprowadzenie do użytku drutu kolczastego, który, po raz pierwszy w historii, pozwolił na ogradzanie wielkich obszarów po umiarkowanej cenie).

Ten strumień kreatywnych rozwiązań zostałby zupełnie zablokowany, gdyby zasoby zostały uznane za „publiczne”, wyłączone z prywatnego posiadania i biurokratycznie zarządzane przez agencję państwową. (Dla przykładu, w dzisiejszych czasach większość ulic i dróg jest wyłączona z ogromnej liczby przedsiębiorczych ulepszeń, które mogłyby się pojawić — pobieranie opłat za samochodogodzinę, prywatne zarządzanie bezpieczeństwem i poziomem hałasu i tym podobne — pomimo faktu, że większość z tych innowacji nie stanowi już dłużej problemu technicznego. Jednak dobra te zostały uznane za „dobra publiczne”, co wyklucza ich prywatyzację i zarządzanie nimi w sposób przedsiębiorczy i kreatywny).

Co więcej, większość ludzi wierzy, że państwo musi istnieć, ponieważ mylą jego (niekonieczne) istnienie, z nieodzownością istnienia wielu dóbr i usług, które państwo w tej chwili (w opłakany sposób) zapewnia, i nad którymi rozciąga monopolistyczną władzę (niemal zawsze pod pretekstem ich „publicznej” natury). Ludzie widzą, że drogi, szpitale, szkoły, porządek publiczny są w przeważającej mierze zapewniane przez państwo, a zatem, ponieważ są to dobra ogromnie pożądane, uważają istnienie państwa również za pożądane, bez wdawania się w jakieś głębsze analizy.

Nie zdają sobie sprawy, że wspomniane wyżej dobra mogą być wytwarzane w lepszej jakości, bardziej efektywnie, bardziej ekonomicznie i w zgodzie ze zróżnicowanymi i zmieniającymi się gustami każdego z odbiorców, poprzez samorzutny, spontaniczny ład rynkowy, kreatywną przedsiębiorczość i własność prywatną. Co więcej, ludzie błędnie mniemają , że państwo jest również niezbędne do sprawowania opieki nad bezbronnymi, biednymi i tymi, którzy żyją w nędzy („drobnymi” akcjonariuszami, zwykłymi konsumentami, pracownikami), nie rozumiejąc, że — jak wykazała teoria ekonomii — te rzekomo ochronne środki systematycznie skutkują pogorszeniem się sytuacji i krzywdzeniem dokładnie tych osób, które w zamierzeniu miały chronić — znika zatem jedno z najbardziej niezdarnych i nieświeżych usprawiedliwień konieczności istnienia państwa.

Rothbard utrzymywał, że dobra i usługi dostarczane obecnie przez państwo można podzielić na dwie kategorie: dobra i usługi, które powinny zostać wyeliminowane, oraz dobra i usługi, które powinny zostać sprywatyzowane. Wyraźnie widać, że dobra i usługi wspomniane wyżej należą do tej drugiej kategorii, zatem zniknięcie państwa w żadnym wypadku nie oznacza zniknięcia dróg, szpitali, szkół, porządku publicznego i tym podobnych — oznaczałoby jedynie to, że owe dobra i usługi występowałyby w większej ilości, wyższej jakości i w bardziej przystępnych cenach (zawsze w odniesieniu do rzeczywistego kosztu, obecnie ponoszonego przez obywateli w podatkach).

Dodatkowo musimy zaznaczyć, że historyczne okresy instytucjonalnego chaosu, zamieszek i społecznego zamętu, które można przywołać (wiele takich przypadków miało miejsce przed i w czasie trwania wojny domowej w Hiszpanii oraz w okresie drugiej republiki, albo — w dzisiejszych czasach — na wielkich obszarach Kolumbii i Iraku) biorą się z próżni powstałej w dostarczaniu tych dóbr, czyli z sytuacji stwarzanej przez same państwa, które nie tylko, nawet z właściwym sobie brakiem efektywności, nie robią tego, co, według ich zwolenników, państwa teoretycznie robić powinny, ale także nie pozwalają prywatnemu, przedsiębiorczemu sektorowi zapewniać tych dóbr i usług,  ponieważ państwo woli rozruchy i chaos (które zdają się jeszcze mocniej legitymizować jego przymusową obecność) od spokoju i prywatyzacji na wszystkich szczeblach.

Szczególnie ważne jest zrozumienie, że definicja, nabycie, przekazanie, wymiana i obrona praw własności, które koordynują i napędzają proces współpracy społecznej, nie wymagają istnienia instytucji, która posiadałaby monopol na przemoc (państwo). Przeciwnie, państwo niezmiennie depcze niezliczone prawa własności, bardzo słabo broni pozostałych i wpływa niszcząco (moralnie i prawnie) na poszanowanie praw własności innych przez jednostkę.

System prawny jest ewolucyjnym przejawem ogólnych zasad prawnych (zwłaszcza w kwestii posiadania) zgodnych z ludzką naturą. Dlatego państwo nie określa prawa (demokratycznie czy w inny sposób). Przeciwnie, prawo jest zawarte w ludzkiej naturze, chociaż jest odkrywane i utrwalane w sposób ewolucyjny, to istnieje już wcześniej, ma charakter doktrynalny.

(Uważamy rzymską, kontynentalną tradycję prawną, ze swoją bardziej abstrakcyjną i doktrynalną naturą, za daleko lepszą od anglosaskiego systemu prawa zwyczajowego, który wyrasta z nieproporcjonalnego, państwowego wsparcia dla pewnych postanowień prawnych czy osądów. Te osądy, poprzez system precedensów (binding case law) wprowadzają do systemu prawnego cały szereg błędów i dysfunkcji, które wynikają ze szczególnych i dominujących dla danej sprawy okoliczności i wpływów.) Prawo ma ewolucyjną naturę i opiera się na zwyczaju, i stąd poprzedza państwo oraz jest od niego niezależne, a odkrywanie i określanie prawa nie wymaga istnienia żadnej agencji z monopolem na przymus.

Państwo nie jest potrzebne ani do określania prawa, ani do jego egzekucji, czy stania na jego straży. To powinno być szczególnie widoczne w dzisiejszych czasach, kiedy zwyczajną rzeczą jest korzystanie z usług prywatnych agencji ochrony, nawet — paradoksalnie — przez wiele agend rządowych.

Nie ma tu miejsca na dokładne prześledzenie możliwych sposobów, w jaki prywatny sektor zapewniałby podaż dóbr, które dzisiaj uznawane są za „publiczne” (brak apriorycznej wiedzy o tym, w jaki sposób rynek rozwiązałby niezmierzoną ilość specyficznych problemów jest słabym, naiwnym zarzutem wysuwanym przez tych, którzy wspierają status quo, pod pretekstem, że „lepszy jest diabeł, którego znamy”).  Prawdę mówiąc, nie możemy wiedzieć już dzisiaj, jakie kreatywne rozwiązania danego problemu wymyśliłaby rzesza przedsiębiorczych jednostek, gdyby tylko im na to pozwolić. Tym niemniej, nawet najbardziej sceptyczna osoba musi przyznać, iż „teraz już wiemy”, że wolny rynek, pchany do przodu przez kreatywną przedsiębiorczość, działa, i to działa dokładnie do tego punktu, w którym państwo nie zaczyna stosować przymusu i siłowych interwencji w ten proces społeczny.

Konieczne jest także uświadomienie sobie, że trudności i konflikty niezmiennie powstają dokładnie w tych obszarach, gdzie wolny, spontaniczny ład  rynkowy jest blokowany. Stąd — niezależnie od wysiłków czynionych od czasów Gustawa de Molinari w celu przedstawienia, jak mógłby wyglądać anarchokapitalistyczny system prywatnych agencji bezpieczeństwa i obrony, z których każda wspierałaby jeden z wielu, nieznacznie różniących się między sobą systemów prawnych — teoretycy wolności nie mogą nigdy zapomnieć, że to, co sprawia, iż nie wiemy, jak dokładnie wyglądałaby przyszłość bez państw — czyli kreatywna natura przedsiębiorczości — jest dokładnie tym, co daje nam pewność, że każdy problem zostanie z czasem przezwyciężony, ponieważ zaangażowani w daną sprawę ludzie poświęcą cały swój wysiłek i kreatywność na jego rozwiązanie[1].

Ekonomia wykazała nie tylko, że wolny rynek działa, ale także, że etatyzm jest niewykonalny z punktu widzenia teorii.

 

Dlaczego etatyzm jest teoretycznie niewykonalny

Austriacka teoria niemożliwości socjalizmu[2] może zostać rozszerzona i zamieniona w kompletną teorię niemożliwości etatyzmu, rozumianego jako próba zorganizowania jakiejkolwiek sfery życia w społeczeństwie poprzez wymuszanie posłuchu dla wszelkich interwencji, regulacji i kontroli pochodzących od ciała posiadającego monopol na stosowanie instytucjonalnej agresji (państwa). Niemożliwe jest, aby państwo osiągnęło swoje cele koordynacji społecznej w jakiejkolwiek dziedzinie, w której stara się interweniować, zwłaszcza w sferze pieniądza i bankowości[3], odkrywania prawa, wymierzania sprawiedliwości, zapewniania porządku publicznego (rozumianego jako zapobieganie, tłumienie i karanie czynów przestępczych) z czterech następujących powodów:

a.           Państwo potrzebowałoby olbrzymiej ilości informacji, zaś informacje te istnieją jedynie w rozproszonej formie, w umysłach milionów ludzi, którzy każdego dnia uczestniczą w procesie społecznym;

b.           Informacje, których interweniujący organ potrzebowałby, aby pozytywnie wpłynąć na współpracę i koordynację, są w przeważającej części milczące (tacit), ze swej natury niemożliwe do wyartykułowania i przez to niemożliwe do przekazania z całkowitą dokładnością;

c.            Informacje, które wykorzystuje społeczeństwo nie są „dane”, lecz stale się zmieniają w wyniku ludzkiej kreatywności. Stąd, oczywiste staje się, że nie ma możliwości przekazania dzisiaj informacji, która powstanie dopiero jutro, a która już teraz jest niezbędna urzędnikowi do osiągnięcia jego jutrzejszych zamierzeń.

d.           Ostatecznie i przede wszystkim, w zakresie, w jakim rozkazy państwowe są wykonywane i wywierają pożądany efekt na społeczeństwo, ich przymusowa natura nie pozwala na powstanie informacji, których urzędnik państwowy najbardziej potrzebuje, aby dopasować swoje rozkazy do rzeczywistych potrzeb.

Etatyzm jest nie tylko niewykonalny — samo dążenie do niego wywołuje serie zniekształcających i ogromnie szkodliwych efektów: zachęcanie do lekkomyślności (ponieważ władze nie znają prawdziwego kosztu swoich działań, działają więc nieodpowiedzialnie); niszczenie środowiska, kiedy zostanie ono uznane za dobro publiczne i wyłączone spod prywatnego posiadania; degeneracja tradycyjnych norm prawnych i poczucia sprawiedliwości, które zostają zastąpione przez dyrektywy i sprawiedliwość „społeczną”[4]; oraz postępująca w ślad za tym degeneracja zachowań jednostek, które stają się coraz bardziej agresywne a coraz mniej moralne i zgodne z prawem.

Powyższa analiza pozwala nam stwierdzić, że jeśli jakieś społeczeństwa jeszcze prosperują, to dzieje się tak nie dzięki państwu, ale pomimo niego[5]. Wiele osób wciąż nawykłych jest stosować podstawowe normy prawa naturalnego;  obszary relatywnie większej wolności ciągle istnieją; zaś państwo zwykle jest ogromnie nieefektywne w narzucaniu swoich, niezmiennie niezdarnych i ślepych komend. Co więcej, nawet najmniejszy, marginalny wzrost obszaru wolności prowadzi do ogromnego wzrostu dobrobytu, co pokazuje, jak daleko cywilizacja mogłaby zajść, gdyby nie brzemię etatyzmu.

Wreszcie, omówiliśmy już błędne przekonania żywione przez tych, którzy utożsamiają istnienie państwa z istnieniem dóbr „publicznych” które państwo w tej chwili zapewnia (po wielkich kosztach i o marnej jakości), i którzy wywodzą stąd błędny wniosek, że zniknięcie państwa oznaczałoby również niechybne zniknięcie owych cenionych dóbr i usług. Nasze wnioski wyprowadzamy w warunkach wszechobecnej indoktrynacji politycznej stale obecnej  na wszystkich możliwych poziomach (zwłaszcza w systemie edukacji, nad którym żadne z państw, z oczywistych powodów, nie chce stracić kontroli), w środowisku apodyktycznie narzucanych standardów „politycznej poprawności”, gdzie status quo jest usprawiedliwiane przez zadufaną w sobie, beztroską większość, która nie chce zauważyć oczywistego: że państwo to nic więcej jak iluzja, stworzona przez mniejszość po to, aby żyć na koszt innych — tych, których najpierw się wyzyskuje, potem demoralizuje, a na koniec płaci się im z zewnętrznych zasobów (podatków) za cały szereg politycznych „przysług”.

 

Niemożność ograniczenia władzy państwa: jego „zabójcza” natura w połączeniu z naturą ludzką

Kiedy państwo już zaistnieje, nie można powstrzymać rozrostu jego władzy. Co prawda, jak wskazuje Hoppe, przy pewnych formach rządów (jak na przykład w monarchii absolutnej, gdzie król-właściciel, będzie w długim okresie, ceteris paribus, bardziej uważał, by nie zarżnąć kury znoszącej złote jaja), państwo będzie się rozrastało wolniej i interweniowało mniej niż przy innych typach rządzenia (jak na przykład w demokracji, w której nie ma żadnych realnych bodźców, by martwić się o to, co stanie się po następnych wyborach). Prawdą jest także, że w pewnych historycznych okolicznościach napór interwencjonistów zdawał się do pewnego stopnia powstrzymany.

Niemniej, analiza historyczna jest jednoznaczna: państwo nie przestało rosnąć[6]. Nie przestało rosnąć dlatego, że mieszanka ludzkiej natury i państwa, rozumianego jako instytucja posiadająca monopol na przemoc, jest „wybuchowa”. Państwo działa niczym nieskończenie silny magnes przyciągający i napędzający najniższe ludzkie pobudki, instynkty i pragnienia. Ludzie starają się obejść nakazy wydawane przez państwo, a jednocześnie w największym możliwym stopniu wykorzystać jego monopolistyczną władzę do własnych celów.

Co więcej, zwłaszcza w systemach demokratycznych, efekt łączenia działań podejmowanych przez uprzywilejowane grupy, zjawisko niebywałej krótkowzroczności rządzących i kupowania głosów, megalomaniczna natura polityków, nieodpowiedzialność oraz ślepota biurokratów tworzą niebezpiecznie niestabilny i wybuchowy koktajl. Ta mieszanka jest stale wstrząsana przez społeczne, ekonomiczne i polityczne kryzysy, których, paradoksalnie, politycy i „przywódcy” społeczni  nigdy nie omieszkają wykorzystać dla usprawiedliwienia kolejnych dawek interwencjonizmu, co jedynie stwarza nowe problemy i jeszcze bardziej zaognia już istniejące.

Państwo stało się „bożkiem” do którego każdy się garnie i którego czci. Etatyzm to bez wątpienia najpoważniejsza i najbardziej niebezpieczna choroba społeczna naszych czasów. Uczy się nas, byśmy wierzyli, że państwo może i musi na czas wykryć i rozwiązać wszystkie problemy. Nasze przeznaczenie leży w rękach państwa a politycy który nim zarządzają muszą nam zapewnić wszystko co konieczne dla naszego dobrego samopoczucia i pomyślności. Istoty ludzkie pozostają więc niedojrzałe i buntują się przeciwko własnej kreatywnej naturze (która jest nieodzowna i sprawia że przyszłość człowieka jest nieodmiennie niepewna).

Domagają się kryształowej kuli, aby zapewnić sobie nie tylko poznanie tego, co się stanie w przyszłości, ale także niezawodne rozwiązanie wszystkich przyszłych problemów. Ta infantylizacja mas jest celowo podsycana przez polityków i przywódców społecznych, którzy w ten sposób publicznie usprawiedliwiają swoją obecność, zapewniają sobie popularność, dominację i zdobywają pozycję do rządzenia. Co więcej, legion intelektualistów, profesorów i inżynierów społecznych przyłącza się do tej aroganckiej orgii władzy.

Nawet najbardziej szanowane kościoły i wyznania religijne nie są w stanie postawić właściwej diagnozy problemu: że dzisiejszy etatyzm stanowi największe zagrożenie dla wolnych, moralnych i odpowiedzialnych istot ludzkich; że państwo jest niesamowicie potężnym fałszywym bożkiem, któremu wszyscy oddają cześć i który nie przejdzie obojętnie obok próby wyrwania się spod jego władzy, bądź bycia lojalnym własnym moralnym i religijnym przekonaniom, które znajdowałyby się poza sferą jego dominacji.

Właściwie państwo dokonało czegoś, co mogłoby wydawać się a priori niemożliwe: poprzez wynajdywanie wszędzie kozłów ofiarnych („kapitalizm”, żądza zysku, prywatna własność), chytrze i systematycznie odwracało uwagę obywateli od faktu, że prawdziwa przyczyna konfliktów społecznych i zła leży w rządzie jako takim. Państwo zatem zrzuca swoje winy na owe kozły ofiarne i czyni je celem powszechnego gniewu oraz obiektem najbardziej wzniosłych kazań i potępień ze strony przywódców religijnych, z których niemal żaden nie przejrzał oszustwa, ani nie odważył się, aż do teraz, przyznać i ogłosić, że w tym wieku państwowość to główne zagrożenie dla religii i moralności, a stąd — dla ludzkiej cywilizacji[7].

Tak jak upadek muru berlińskiego w 1989 roku stanowił najlepszą historyczną ilustrację teorematu niemożności socjalizmu, tak spektakularna porażka klasyczno-liberalnych teoretyków i polityków w próbach ograniczenia władzy państwa idealnie obrazuje teoremat niemożności etatyzmu, szczególnie zaś unaocznia fakt, że państwo liberalne (wolnościowe) jest samozaprzeczeniem (gdyż wciąż jest ono opresyjne, nawet jeśli „ograniczone”) i jest  niemożliwe z punktu widzenia teorii (ponieważ, kiedy uznamy konieczność istnienia państwa, niemożliwym jest ograniczenie wzrostu jego władzy). W skrócie termin „państwo oparte na prawie” jest utopijną ideą, terminem przeciwstawnym, tak rażącym jak „gorący śnieg, nieumyślny zamiar, gruby kościotrup, okrągły kwadrat”[8], i tak ewidentnie sprzecznym wewnętrznie jak idee „doskonałego rynku” albo tak zwanego modelu „doskonałej konkurencji” którymi posługują się „inżynierowie społeczni” i ekonomiści neoklasyczni[9].

 

Anarchokapitalizm jako jedyny, w pełni zgodny z ludzką naturą system współpracy społecznej

Etatyzm przeciwstawia się ludzkiej naturze, gdyż opiera się na systematycznym i monopolistycznym przymusie, który w każdej dziedzinie, w której da się go odczuć (włączając w to obszary definicji prawa i utrzymania porządku publicznego), blokuje kreatywność i przedsiębiorczą koordynację, które są najczystszymi, najbardziej typowymi i koniecznymi przejawami ludzkiej natury. Co więcej, jak już zauważyliśmy, etatyzm wzbudza i podsyca nieodpowiedzialność i zepsucie oraz skupia uwagę ludzką na uprzywilejowanym pociąganiu za sznurki władzy politycznej, a wszystko to w kontekście nieusuwalnej luki ignorancji i niewiedzy, która sprawia, że niemożliwym jest poznanie kosztów poszczególnych działań rządowych. Powyższe efekty wystąpią zawsze, kiedy mamy do czynienia z istniejącym państwem, nawet jeśli podejmowane są wszelkie wysiłki w celu ograniczenia jego władzy, co jest celem nieosiągalnym, który czyni klasyczny liberalizm niewykonalną utopią.

Absolutnie koniecznym jest przezwyciężenie „utopijnego liberalizmu” naszych poprzedników, klasycznych liberałów, którzy byli zarówno naiwni jak i niespójni, wierząc, że państwo da się ograniczyć, i nie potrafiąc wyciągnąć logicznych wniosków płynących z własnego stanowiska i zaakceptować powstałych implikacji. Stąd dzisiaj, w trwającym już całkiem długo XXI wieku,  naszym priorytetem powinno być zastąpienie (naiwnego i utopijnego) dziewiętnastowiecznego liberalizmu przez jego nową, prawdziwie naukową formułę, którą możemy nazwać liberalnym kapitalizmem, anarchią prywatnej własności, lub, po prostu, anarchokapitalizmem. Bo nie ma sensu, żeby liberałowie mówili te same rzeczy co sto pięćdziesiąt lat temu, podczas gdy, będąc już mocno w dwudziestym pierwszym wieku i pomimo upadku muru  berlińskiego prawie dwadzieścia lat temu, państwa nie przestały rosnąć i naruszać wolności osobistych ludzi w każdym aspekcie.

Anarchokapitalizm (albo „libertarianizm”) to najczystsza reprezentacja spontanicznego ładu rynkowego, w którym wszystkie usługi, włączając w to określanie prawa, sprawiedliwości i porządku publicznego zapewniane są poprzez zupełnie dobrowolny proces współpracy społecznej, który, w związku z tym, staje się ogniskową współczesnych badań ekonomicznych. W tym systemie żaden obszar nie jest zamknięty dla ludzkiej kreatywności i przedsiębiorczości, w związku z czym wzrasta sprawiedliwość i efektywność w rozwiązywaniu problemów, a wszystkie konflikty, nieefektywności i niedostosowania powodowane przez sam fakt istnienia ciał posiadających monopol na przymus (państw), przestają istnieć.

Co więcej, proponowany tu system eliminuje stwarzane przez państwa bodźce, które prowadzą do zepsucia, zastępując je bodźcami, które sprzyjają jak najbardziej moralnym i odpowiedzialnym ludzkim zachowaniom, a  jednocześnie blokuje możliwość powstania jakiegokolwiek monopolistycznego ciała (państwa), które uprawomocniłoby systemową przemoc i wyzysk pewnych grup społecznych przez inne (czyli tych, którzy nie mają innego wyjścia jak słuchać, przez tych, którzy akurat najmocniej trzymają lejce władzy).

Anarchokapitalizm to jedyny system który w pełni sprzyja wolnej, kreatywnej naturze istot ludzkich, oraz ich niezmiennej zdolności do szerzenia coraz to bardziej moralnych zachowań w obszarach, w których, z definicji, nikt nie może rościć sobie prawa stosowania monopolistycznej, systematycznej przemocy. W skrócie, w systemie anarchokapitalistycznym, każdy przedsiębiorczy projekt, pomysł może zostać wypróbowany, jeśli tylko będzie dobrowolnie wspierany w wystarczającym stopniu, co pozwoli na powstanie wielu kreatywnych, alternatywnych rozwiązań danego problemu wypływających ze stale zmieniającego się środowiska współpracy społecznej.

Stopniowe zastępowanie państw poprzez dynamiczną sieć prywatnych agencji wspierających różne systemy prawne i zapewniających usługi wszelkiego rodzaju bezpieczeństwa, przeciwdziałania przestępstwom i obrony jest najważniejszym punktem w politycznej i naukowej agendzie, podobnie jak doniosłe zmiany społeczne, które mają się wydarzyć w XXI wieku.

 

Wniosek: rewolucyjne implikacje nowego paradygmatu

Rewolucja przeciwko ancien régime zapoczątkowana w XVIII i XIX wieku przez ówczesnych klasycznych liberałów ma swoją naturalną kontynuację w dzisiejszej anarchokapitalistycznej rewolucji XXI wieku. Na szczęście odkryliśmy już powód porażki utopijnego liberalizmu i zrozumieliśmy potrzebę zastąpienia go liberalizmem naukowym. Teraz wiemy już także, że starzy rewolucjoniści byli naiwni w swej pogoni za nieosiągalnym celem, który, w XX wieku, otwarł drzwi do największych państwowych tyranii, jakie ludzkość kiedykolwiek znała.

Przesłanie anarchokapitalizmu jest wyraźnie rewolucyjne. Jest rewolucyjne w swoim celu: demontażu państwa i zastąpienia go konkurencyjnym procesem społecznym, w którym partycypuje szereg prywatnych agencji, stowarzyszeń i organizacji. Jest także rewolucyjne pod względem środków, zwłaszcza w sferze naukowej, ekonomiczno-społecznej i politycznej.

a.           Rewolucja Naukowa. Z jednej strony, ekonomia przeobraża się w ogólną teorię spontanicznego ładu rynkowego rozciągniętego na wszystkie sfery społecznych interakcji. Z drugiej strony, także dyskoordynacyjne efekty działalności państwa pojawiające się w każdym obszarze, w którym państwo jest obecne (włączając w to obszar prawa, sprawiedliwości i porządku publicznego), są dziedziną zainteresowania ekonomii. Dodatkowo, różne metody rozmontowania państwa, konieczny proces przekształcenia, oraz sposoby prywatyzacji wszystkich dóbr, które są obecnie uznawane za „publiczne” wraz z efektami, jakie ta prywatyzacja wywrze, wyznaczają konieczny kierunek badań w naszej dziedzinie.

b.           Rewolucja społeczna i ekonomiczna. Nie możemy sobie nawet wyobrazić,  jak spektakularne odkrycia, osiągnięcia i postępy będą możliwe w przedsiębiorczym środowisku kompletnie wolnym od jakiejkolwiek państwowości i etatyzmu. Nawet dzisiaj, w stale wrogim środowisku państwowej interwencji, w coraz bardziej zglobalizowanym świecie wyłania się nieznana dotąd cywilizacja. Wszelka moc i władza państw nie ma nawet porównania z jej złożonością i kompleksowością, zaś z chwilą, w której cywilizacja pozbędzie się jarzma etatyzmu, zacznie się bezgranicznie rozszerzać. Siła kreatywności zawarta w ludzkiej naturze jest tak niedoparta, że niezmiennie kiełkuje i wyrasta nawet w najmniejszych szczelina rządowej zbroi. Gdy tylko ludzie uzyskają większą świadomość  tego, jak fundamentalnie perwersyjną naturę ma państwo, które ich ogranicza i gdy tylko uświadomią sobie, jak niesamowite możliwości są co dzień usuwane poza ich zasięg — zawsze kiedy państwo blokuje siłę kreatywności i przedsiębiorczości, która napędza wszelkie działania człowieka — zjednoczą się w wielkiej liczbie żądając reform, rozmontowania państwa, i podążania w stronę przyszłości, która, choć pozostaje zupełnie nieznana w tym momencie, jest skazana na wyniesienie ludzkiej cywilizacji na wyżyny dziś niewyobrażalne.

c.            Rewolucja polityczna. Codzienne polityczne zmagania nie są priorytetem w porównaniu do działań na rzecz celów zawartych w punkcie a i b. To prawda że musimy zawsze wspierać najmniej interwencjonistyczne rozwiązania, jasno jednocząc się z klasycznymi liberałami w demokratycznych wysiłkach ograniczenia państwa. Jednakże anarchokapitalista nie zatrzymuje się w tym punkcie; musi zrobić znacznie więcej. Wie, że ostatecznym celem jest całkowite rozmontowanie państwa i to rozpala jego wyobraźnię i co dzień napędza wszelkie polityczne działania. Niewielkie sukcesy są niewątpliwie mile widziane, lecz nigdy nie możemy popaść w pragmatyzm poświęcając ostateczny cel — skończenie z państwem. Po to, aby uczyć i wpływać na szeroki ogół, musimy zawsze podążać w stronę tego celu w przejrzysty i systematyczny sposób[10].

Dla przykładu, polityczna agenda anarchokapitalizmu przewiduje stałe zmniejszanie władzy i rozmiarów państwa. Poprzez regionalne i lokalne decentralizacje we wszystkich dziedzinach, libertariański nacjonalizm, przywrócenie do życia miast-państw i secesję[11] będziemy odrzucać  dyktaturę większości nad mniejszością i umożliwiać ludziom coraz łatwiejsze głosowanie „nogami” (zamiast przy urnach). W skrócie, celem jest to, aby ludzie mogli współpracować ze sobą na międzynarodową skalę i na przekór granicom, osiągając najrozmaitsze jednostkowe cele bez zwracania uwagi na istnienie państw (organizacje religijne, prywatne kluby, społeczności internetowe)[12].

Co więcej, pamiętajmy, że rewolucje polityczne nie muszą być krwawe. Jest to zwłaszcza prawdą, kiedy wynikają z koniecznego procesu edukacji społecznej i rozwoju, jak i ze społecznych protestów i wszechogarniającego pragnienia, aby powstrzymać oszustwa, kłamstwa i przymus, który uniemożliwia ludziom spełnienie swoich celów. Na przykład, upadek muru berlińskiego i aksamitna rewolucja, które zakończyły komunizm w Europie Wschodniej, były właściwie bezkrwawe. Na  ścieżce do celu musimy zatem wykorzystać wszystkie pokojowe[13] i prawne[14] sposoby, na które zezwala obecny system.

Otwiera się przed nami ekscytująca przyszłość, w której stale będziemy odkrywać nowe drogi prowadzące nas, w zgodzie z fundamentalnymi prawami, w kierunku anarchokapitalistycznego ideału. Chociaż ta przyszłość może się dziś wydawać odległa, w każdej chwili możemy być świadkami olbrzymich kroków naprzód, które zaskoczą nawet największych optymistów. Któż był w stanie na pięć lat do przodu przewidzieć, że w 1989 roku mur berliński upadnie, a wraz z nim komunizm w Europie Wschodniej? Historia wkroczyła w okres przyspieszonych zmian, który — chociaż nigdy nie ulegnie zatrzymaniu — rozpocznie zupełnie nowy rozdział, kiedy ludzkość, po raz pierwszy w nowożytnej historii, zdoła raz i na zawsze uwolnić się od państwa, które zostanie zredukowane do niczego więcej jak tylko ciemnego i tragicznego historycznego reliktu.

Komentarze na temat hiszpańskiej tradycji anarchistycznej

Powyższy wykres prezentuje różne systemy polityczne oraz sposób, w jaki naturalnie ewoluowały jeden w drugi. Są one pogrupowane według stopnia poparcia dla państwowości lub antypaństwowości oraz stopnia poszanowania lub odrzucenia prywatnej własności.

Widzimy, jak początkowy (błędny i utopijny) ruch rewolucyjny klasycznych liberałów przeciwko starym reżimom stacza się w paradygmat akceptacji państwa i otwiera drzwi do różnych form socjalistycznego totalitaryzmu (komunizm i faszyzm/nazizm). Upadek realnego socjalizmu prowadzi do socjaldemokracji, która przeważa dzisiaj wzdłuż i wszerz (myślenie grupowe).

Liberalna rewolucja, która zawdzięcza swoją porażkę błędom i naiwności klasycznych liberałów, jest ciągle w toku i będzie ewoluowała w stronę anarchokapitalizmu.

Jedną z konsekwencji porażki liberalnej rewolucji było pojawienie się libertariańskiego komunizmu, który był jednogłośnie zwalczany przez zwolenników innych systemów politycznych (zwłaszcza skrajnie lewicowych) ze względu na jego antypaństwową naturę. Libertariański komunizm jest również utopijny, gdyż odrzucenie prywatnej własności wymaga użycia przeciwko niej  systematycznej przemocy (to jest „państwa”), co prowadzi do niemożliwej do przezwyciężenia sprzeczności oraz blokady społecznego procesu przedsiębiorczego, który jest źródłem jedynego możliwego do wyobrażenia, naukowo przekonującego anarchistycznego porządku: kapitalistyczno- libertariańskiego wolnego rynku.

Hiszpania ma długą tradycję anarchistyczną. O ile nie możemy zapomnieć wielkich zbrodni popełnionych przez jej zwolenników (w każdym jednak przypadku mniej poważnych ilościowo i jakościowo od tych, popełnionych przez komunistów i socjalistów), ani nie możemy pominąć sprzeczności tkwiących w ich myśleniu, prawdę jest, że, zwłaszcza podczas wojny domowej w Hiszpanii, anarchizm był eksperymentem, który cieszył się wielkim społecznym poparciem, chociaż jego porażka była przesądzona. Dokładnie tak jak z minioną rewolucją liberalizmu, dzisiejsi anarchiści mają przed sobą drugą wielką szansę, która leży w przezwyciężeniu błędów (utopijnego anarchizmu, który odrzuca własność prywatną) i akceptacji ładu rynkowego jako jedynego, definitywnego kierunku prowadzącego w stronę zniesienia państwa. Jeśli hiszpańscy anarchiści XXI wieku zdołają włączyć do swoich działań tę płynącą z teorii i historii wiedzę, jest bardzo prawdopodobne, że Hiszpania znowu zaskoczy świat (tym razem na dobre i to na wielką skalę), stanowiąc teoretyczną i praktyczną forpocztę nowej rewolucji anarchokapitalistycznej.

 


[1] Israel M. Kirzner, Discovery and the Capitalist Process (Chicago and London: University of Chicago Press, 1985), s. 168.

[2] Jesús Huerta de Soto, Socialismo, Cálculo Económico, y Función Empresarial, 3. wyd. (Madrid: Unión Editorial, 2005), s. 151–53.

[3] Jesús Huerta de Soto, Money, Bank Credit, and Economic Cycles, tłum. Melinda A. Stroup (Auburn, Ala.: Mises Institute, 2006) (oryginalnie opublikowane po hiszpańsku w 1998 jako Dinero, Crédito Bancario, y Ciclos Económicos, 3rd ed. (Madrid: Unión Editorial, 2006).

[4] F.A. Hayek, Law, Legislation, and Liberty: A New Statement of the Liberal Principles of Justice and Political Economy, 3 tomy (Chicago: University of Chicago Press, 1973–1979).

[5] Carlos Rodríguez Braun, A Pesar Del Gobierno: 100 Críticas al Intervencionismo con Nombres y Apellidos (Madrid: Unión Editorial, 1999).

[6] Hans-Hermann Hoppe, Democracy—The God that Failed: The Economics and Politics of Monarchy, Democracy, and Natural Order (New Brunswick, N.J.: Transaction Publishers, 2001).

[7] Być może jeden z najnowszych, godnych uwagi wyjątków pojawia się w błyskotliwej pracy papieża, Benedykta XVI Jezus z Nazaretu. Fakt, że państwo i władza polityczna to instytucjonalne wcielenia Antychrysta musi stać się oczywisty dla każdego, kto ma choćby najmniejsze pojęcie o historii i przeczyta pracę papieża na temat największej pokusy, jaką diabeł może postawić na drodze człowieka.

Nie oznacza to, że czcimy szatana bezpośrednio, który ledwie sugeruje, byśmy zawsze optowali za rozsądnymi rozwiązaniami, byśmy dawali pierwszeństwo zaplanowanemu i całkowicie zorganizowanemu światu, gdzie Bóg może mieć swoje miejsce jako zupełnie prywatna sprawa, jednak nie może się wtrącać do naszych, koniecznych do zrealizowania celów. Sołowiow przypisuje Antychrystowi autorstwo książki Otwarta droga do światowego pokoju i dobrobytu. Staje się ona jakoby nową Biblią, a jej właściwym przesłaniem jest czczenie dobrobytu i racjonalnego planowania.

Joseph Ratzinger, Jesus of Nazareth, tłum. Adrian J. Walker (London: Bloomsbury, 2007), s. 41. Redford czyni podobne, choć znacznie bardziej kategoryczne uwagi. James Redford, „Jesus Is an Anarchist”, Anti-state.com (2001).

[8] Anthony de Jasay, Market Socialism: A Scrutiny: This Square Circle (Occasional paper 84) (London: Institute of Economic Affairs, 1990), s. 35.

[9] Jesús Huerta de Soto, „The Essence of the Austrian School„, wykład w Bundesministerium für Wissenschart und Forchung, 26 marca 2007, Wiedeń; opublikowany w Procesos de Mercado: Revista Europea de Economía Política 4, no. 1 (Spring 2007): 343–50, see esp. 347–48.

[10] Jesús Huerta de Soto, „El Economista Liberal y la Política”, [W:] Manuel Fraga: Homenaje Académico, vol. 2 (Madrid: Fundación Cánovas del Castillo), s. 763–88; przedrukowane na s. 163–92 Nuevos Estudios de Economía Política. Dla przykładu jednym ze wskaźników rosnącej wagi libertariańskiego kapitalizmu w obecnej polityce jest artykuł „Libertarians Rising”, który pojawił się w sekcji esejów „Time” w 2007 roku. Michael Kinsley, „Libertarians Rising”, Time (October 29, 2007), p. 112.

[11] Jesús Huerta de Soto, „Teoría del Nacionalismo Liberal”, in Estudios de Economía Política, 2. wyd. (Madrid: Unión Editorial, 2004); idem, „El Desmantelamiento del Estado y la Democracia Directa”.

[12] Bruno S. Frey, „A Utopia? Government Without Territorial Monopoly”, The Independent Review 6, no. 1 (Summer 2001): 99–112.

[13] Nigdy nie wolno nam zapomnieć nauk hiszpańskich scholastyków na temat tego, jakie warunki musi ściśle spełniać akt przemocy, aby można go było uznać za usprawiedliwiony.

1.            Wszystkie możliwe pokojowe środki i metody zostały wyczerpane.

2.            Musi to być akt obrony (odpowiedź na konkretny akt przemocy), nigdy zaś nie może być atakiem.

3.            Użyte środki muszą być proporcjonalne (na przykład koncept niepodległości nie jest wart poświęcenia życia lub wolności nawet jednej istoty ludzkiej).

4.            Należy dołożyć wszelkich starań, aby uniknąć ofiar wśród niewinnych.

5.            Musi istnieć choćby umiarkowana szansa na sukces (jeśli nie istnieje — akt ten byłby nieusprawiedliwionym samobójstwem).

Są to mądre zasady, do których dodałbym, że uczestnictwo w tym akcie i jego finansowanie musi być całkowicie dobrowolne. Jakikolwiek akt przemocy, który przekracza choćby jeden z tych punktów, jest automatycznie delegitymizowany i staje się największym wrogiem deklarowanego celu. Znajduje tutaj zastosowanie cała teoria tyranii stworzona przez ojca Juana de Mariana. Juan de Mariana, De Rege et Regis Institutione (Toledo: Pedro Rodríguez, 1599).

[14] Jak wskazał Rothbard, nie jest wskazane naruszanie obecnych praw (właściwie nakazów administracyjnych), ponieważ — w ogromnej większości przypadków — koszt przewyższa płynące z tego korzyści.

110 odpowiedzi na „Huerta de Soto: Klasyczny liberalizm a anarchokapitalizm”

  • [i]Libertariański komunizm jest również utopijny, gdyż odrzucenie prywatnej własności wymaga użycia przeciwko niej systematycznej przemocy (to jest „państwa”), co prowadzi do niemożliwej do przezwyciężenia sprzeczności oraz blokady społecznego procesu przedsiębiorczego, który jest źródłem jedynego możliwego do wyobrażenia, naukowo przekonującego anarchistycznego porządku: kapitalistyczno- libertariańskiego wolnego rynku.[/i]

    Skoro jedynym argumentem przecie państwu jest stwierdzenie w stylu „ktoś przyjdzie i coś wymyśli” ukryte pod określeniem „ład spontaniczny”, który np. fizyka znającego się na termodynamice może wprawić w czkawkę ze śmiechu, to czemu anarchokomunista nie może spontanicznie rozwiązać wszystkich problemów argumentem „ktoś przyjdzie i coś wymyśli”?

  • Co ma fizyka do ekonomii? Gdzie w zacytowanym przez ciebie fragmencie widzisz słowa w stylu „ktoś przyjdzie i coś wymyśli”?

  • @”…które nadają impetu przedsiębiorczej kreatywności […](oczywiście pod warunkiem, że dane dobro nie zostanie ogłoszone „dobrem publicznym” i dozwolona będzie nieskrępowana przedsiębiorczość oraz towarzyszące jej prawo do zachowania każdego zysku płynącego z przedsiębiorczych, kreatywnych działań)”
    Trzeba więc koniecznie powietrze sprywatyzować, żeby teoria wyszła z granic utopii i nastał raj na ziemi w końcu, bo inaczej to tradycyjnie, rynek nigdy wolnym wystarczająco nie będzie przy takiej ilości „dobra publicznego”.
    @”Szczególnie ważne jest zrozumienie, że definicja, nabycie, przekazanie, wymiana i obrona praw własności, które koordynują i napędzają proces współpracy społecznej, nie wymagają istnienia instytucji, która posiadałaby monopol na przemoc (państwo). ”
    Bo dogmat aksjomatu nieagresji zastąpi stosowanie zinstytucjonalizowanego przymusu, celem respektowania prawa.
    „prawo jest zawarte w ludzkiej naturze,”
    Zwłaszcza to podstawowe, czyli silniejszego.
    No i definicję tej ludzkiej natury, trzeba byłoby jakoś ustalić przede wszystkim, żeby każdy wiedział jak do niej dojść przez autotresurę.
    „brak apriorycznej wiedzy o tym, w jaki sposób rynek rozwiązałby niezmierzoną ilość specyficznych problemów”
    apriorycznej czyli objawionej. To już było „błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli” (J 20,29)
    „Dlaczego etatyzm jest teoretycznie niewykonalny?”
    Czyli inaczej: dlaczego praktycznie żyjemy w matrixie?
    Na temat wywodów o hiszpańskim anarchizmie, może innym razem, bo już brzuch mnie boli od śmiechu.

  • Wszystko sie samo rozwiaze, samo bedzie rownowazylo, samo spontanicznie sie wyksztalci, dynamiczni przedsiebiorcy dostosuja sie do warunkow rynkowych, a free banking jest the best.

    Ole!

  • Jeszcze nie przeczytałem artykułu, zrobię to niebawem, teraz chciałbym tylko zasygnalizować potrzebę przetłumaczenia nazwiska rosyjskiego autora z „Soloviev” na „Sołowiow”.

  • Bo w anarchokomunizmie z definicji zyski z wymyślenia czegoś nie należą do wymyślającego.

    A jak by pan określił ład rynkowy? Nie jest on spontaniczny czy nie jest ładem?

  • Osobom zainteresowanym praktycznym wymiarem hiszpanskiego anarchizmu okresu wojny domowej polecam tekst, B. Caplana „Anarcho-etatyści z Hiszpanii. Historyczna, ekonomiczna i filozoficzna analiza hiszpańskiego anarchizmu” dostepny w calosci na stronie – http://wgogloza.com/wolnosciowa-biblioteka/caplan-anarcho-etatysci/

  • Zastanawiające jest, że uznany skądinąd naukowiec pisze takie bzdury.

    1) Nie do utrzymania jest założenie o „naturalnej ewolucji prawa”. Cóż to miał by być za potworek? Naturalna – czyli jaka? Prawo rzymskie jest naturalne? Dlaczego? Jeśli już – wszystkie modele prawa, w całej swojej masie i wzajemnych sprzecznościach, są wynikiem zmiany społecznej. Czyli wszystkie są równie „naturalne”, wszak mają swe podłoże w działaniach ludzkich. Jednak wtedy trzeba by przyznać, iż tak „obrzezanie” kobiet (klitoridektomia), kamienowanie, prywatna jak i społeczna (wspólnotowa) własność są „naturalne”. Jednakże wtedy nie dało by się powołać „naukowego” libertarianizmu.

    2) Ignorowanie przez autora politycznej natury człowieka jest zdumiewające. Jedynie ideologiczne zaślepienie może uzasadnić pominięcie całej masy historyczno-antropologicznych przykładów na wagę dążenia do władzy u homo sapiens (więcej – u naszych kuzynów szympansów także). Tak najprostsze znane społeczeństwa jak np. Buszmeni !Kung, jak i te całkiem współczesne posiadają strukturę polityczną. Niektóre jednak nie posiadają czegoś co można by nazwać „własności prywatnej”(wymienieni !Kung na ten przykład posiadają własność rodzinną/klanową – czyli społeczną), czy „wolnym rynkiem”. Jeśli więc coś z ludzkich zachowań jest zgodne z „prawem natury” to chyba jedynie to, co jest kulturowym powszechnikiem.

    3) Za powszechnik kulturowy trudno uznać „wolny rynek”, „indywidualizm” i inne zachodnie koncepcje. Naiwny etnocentryzm jest nie do utrzymania w świetle faktów naukowych (por. paragraf 2).

    4) Idea spontanicznego ładu jest zadziwiająco koślawa u przedstawicieli szkoły austriackiej. Jeśli odrzucimy ideę kreacji ładu przez jakiś Absolut ( a tylko wtedy możemy mówić o jakimkolwiek spontanicznym ładzie), każdy ład musi powstawać poprzez działania ludzkie – ergo jest spontaniczny (nienaddany). W tym sensie ład libertariański jest nie mniej spontaniczny, niż ład marksowski lub jakikolwiek inny. Dalej wnioskując – dopóki współczesne państwo istnieje, jest wynikiem spontanicznego ładu powstałego jako wypadkowa gry sił aktorów społecznych i politycznych.

    5) Komunistyczna, marksowska frazeologia tego tekstu jest poruszająca, choć przecież znana z „Manifestu Komunistycznego”. Czym innym jest porównanie „liberalizmu utopijnego” z „liberalizmem naukowym” niż postmodernistycznym w swym duchu cytatem? Podejrzewam, iż ta koncepcja ma tyle wspólnego z nauką co nie mniej (w swoich, czyli Marksa, czasach) naukowy socjalizm – jak i on będzie ten „podbudowany nauką” liberalizm przedmiotem drwin przyszłych intelektualistów.

    To tyle po szybkiej lekturze tekstu.

    • @panika2008 @BR

      Anarcho-kapitalistyczny system prawny wyglądał by zupełnie inaczej niż sobie wyobrażacie, a prezentowana przez was wizja to w istocie projekcja wad systemów państwowych, które prowadzą do opłakanych w skutkach wojen. Anarcho-kapitalistyczne podejście do systemu prawnego nie polega na zwiększeniu ilości państw, które miały by niejako konkurować ze sobą jako „agencje”, tylko na zmianie jakościowe w tworzeniu prawa. Źródłem prawa w anarcho-kapitalizmie były by dobrowolnie zawierane umowy. Strony wybierały by arbitra/arbitrów przed jej zawarciem, a nie po fakcie złamania któregoś z jej postanowień.

  • Spory między anarcholewakami a anarchokapitalistami („prawicowy” libertarianizm, twardo obstający przy prawie własności) sprowadzają się bo innego rozpoznania celów.

    Warto sobie chyba raz a dobrze powiedzieć, że anarchokapitalizm jest afirmacją działania, a nie afirmacją bezgranicznej wolności, która charakteryzuje myślenie rozmaitych sierot po komunizmie, niezdających sobie sprawy z realnych konsekwencji swojego bredzenia. Powiedzenie, że wolność to jest możliwość robienia tego, co się chce, bez względu na opinie innych ludzi (która może się sprowadzać do prostej deklaracji: „Sorry, tutaj nie wejdziesz”), jest postulatem totalitarnym – gdy wypowiadają go skrzywdzeni przez etatyzm lewaccy anarchiści, i dziecinnym – gdy wypowiadają go dzieci. W ramach swojej własności możesz robić niemal wszystko – także wchodzić w dobrowolne interakcje z innymi właścicielami. Dlatego akap nie stawia granic dla różnorodności działania, a jedynie dla jego zasięgu. Możność bezwzględnego egzekwowania prawa własności gwarantuje całe to bogate spektrum celów. Sam mogąc wytworzyć totalitarne plamy na mapie świata (który system nie może – idealistyczny komunizm oparty na empatii i zadekretowanej przez Najwyższą Istotę „pomocy wzajemnej”?), akap podnosi veto przeciwko totalitarnym zapędom różnych fantastów, domagających się wolności bez ograniczeń (w innej wersji: „wolności OD ograniczeń), czyli de facto – totalitaryzmu, jakiego ta ziemia jeszcze na oczy nie widziała. W NATURZE RZECZY leży coś takiego jak „efekt Mario” – jak za bardzo pójdziesz na prawo to wyjdziesz na lewo (i odwrotnie). Tak samo jak za bardzo pójdziesz w stronę wymarzonej wolności od ograniczeń, to wyjdziesz po stronie totalitaryzmu.

  • Oj tam czepiacie się. Dajcie de Soto pomarzyć, okej?

  • Czytam te Wasze komentarze i już wiem dlaczego w Polsce nie powstały żadne idee wolnościowe.
    Poza tym widać mała znajomość podstaw ASE czyli o kreatywnym przedsiębiorcy.
    „Znawcy” poczytajcie kto sfinansował walkę Elliota Nessa Z Alfonso Capone.

  • PS
    „… „ład spontaniczny”, który np. fizyka znającego się na termodynamice może wprawić w czkawkę ze śmiechu,”.

    Nie znam się na fizyce ale jeżeli chodził Pan do szkoły podstawowej to na pewno uczyli Pana na biologii o wyrównywaniu stężeń.
    Na orbicie robiono badania, z których wynikało, że w stanie nieważkości drobinki pyłu łączą się w większe obiekty.
    Nawet wietrząc pokój w zimie poczuje Pan w pomieszczeniu chłód i zaobserwuje na zewnątrz gorące powietrze.

    Ze spontanicznych działań może powstać ład, chociaż rzeczywiście brzmi to jak oksymoron (chociaż wtedy powinno brzmieć to: chaotyczny ład).

  • BR, „Możność bezwzględnego egzekwowania prawa własności” – no i z tym jest właśnie w teorii anarchokapitalistycznej niejaki problem, prawda? Bezwzględność zakłada istnienie mechanizmu… a mechanizm egzekucji praw nazywa się poprostu państwo, jak by nie naginać teorii i języka (kritarchia, prywatne sądy, firmy ochroniarskie itd itd – wszystko to razem jest poprostu państwo).

  • Fajnie, ze de Soto sie rozwija. Jeszce niedawno mowil, ze Euro jest dobre dla Europy i sie emocjonowal prawem rzymskim. Gratulacje dla niego.

    Alleluja i do przodu. Wszystkim innym na tej drodze poznawczej polecam http://www.freedomainradio.com. Prosze uzywac na wlasna odpowiedzialnosc.

  • Witam,

    Prof. de Soto nie pisze bzdur. A uproszczone myslenie na zasadzie „prawo” = „panstwo” wynika z braku znajomosci historii prawa.

    Natomiast zauwazylem spore niedociagniecia w wiedzy komentatorow. Zanim wypowiedza sie na jakis temat moze siegneliby po literture dot. tematu przedstawionego w powyzszym artykule. Kwestia natury ludzkiej badana jest wspolczesnie w ramach psychologii ewolucyjnej. Co do regulacji opartych na rozwiazaniach dobrowolnych-rynkwowych – litertura tez jest dosyc bogata. No i kwestia anarchokapitalizmu i prawa naturalnego. Oczywiscie sa tez wolnorynkowi anarchisci nie odwolujacyc sie do prawa naturalnego i szkoly austriackiej (np. David Friedman lub Bryan Caplan).

    Wracajac jednak do literatury (najbardziej znanej), na temat natury ludzkiej, to polecam:
    – Steven Pinker „Tabula rasa”,
    – Matt Ridley „Genom” i „O pochodzeniu cnoty”,
    – Antonio Damasio „Blad Kartezjusza”,
    – Michael Shermer „Rynkowy umysl”.

    Proby budowania programow spoleczno-gospodarczych na marzycielskich wizjach natury czlowieka i dlugotrwaly konflikt tych wizji:
    – Thomas Sowell „Oni wiedza lepiej”, „Intelektualisci madrzy i niemadrzy” i klasyka „A Conflict of Visions”
    – Michail Heller „Maszyna i srubki”,
    – Richard Pipes „Wlasnosc a wolnosc”,
    – F.A. Hayek „Zgubna pycha rozumu”,
    – Charles Murray „Bez korzeni” (jako efekt wprowadzenia panstwa dobrobytu). Ostatnio pojawil sie rowniez ciekawy artykul prof. Winieckiego „Moralisci vs. realisci”.

    A prawo naturalne? Warto siegnac po:
    – Murray Rothbard „Etyka wolnosci”,
    – Lon Fuller „Moralnosc prawa”,
    – Leo Strauss „Prawo naturalne w swietle historii”

    Przeczytac, porownac, przemyslec i zapraszam do komentarzy.

    pozdrawiam i przepraszam za brak polskich liter. Wynika to z uzywania angielskiego edytora tekstu. No i oczywiscie pisze jako obserwator z kraju o wiekszej wolnosci gospodarczej i bardziej „miekkich” instytucjach, czyli regulach gry rynkowej.

  • @13:
    „Bezwzględność zakłada istnienie mechanizmu… a mechanizm egzekucji praw nazywa się poprostu państwo, jak by nie naginać teorii i języka (kritarchia, prywatne sądy, firmy ochroniarskie itd itd – wszystko to razem jest poprostu państwo).”

    Jak zwał tak zwał, jest jednak różnica między powyższym państwem a dzisiejszym. Anarchokapitaliści widzą potrzebę zapewniania usług sądowniczych czy ochronnych. Tak samo chyba każdy z nas widzi potrzebę istnienia warzywniaków, sklepów… Tylko nie musi to być w rękach państwa. Nie postulują likwidacji sądów, policji czy wojska. Są to dobra, które można poddać grze rynkowej. W końcu trudno doszukiwać się aby konsekwentne pożądanie przestrzegania praw własności, miało się kierować ku zniesieniu własności ziemi i zniesienia swobodnego określania prawa przebywania na niej przez jej właściciela. Właściciel jest niejako władcą absolutnym. Dopiero aby innych zachęcić do wymiany, do dobrego biznesu może się zrzec nieco ze swego absolutyzmu zobowiązując się do przestrzegania odpowiednich reguł.

    Absolutnie nie czuję się na siłach aby rozstrzygać czy państwo jest zbędne, jak dokładnie miałby wyglądać ład społeczny bez żadnych ustawowych gwarancji, mający oparcie jedynie na dobrowolnych ustaleniach prywatnych właścicieli. Nie podejmuję się również, dlaczego taki stan rzeczy nie miałby jednak dążyć do centralizacji, tworzenia się większych i większych państw, z czasem zapominając o bezwzględnym przestrzeganiu prawa prywatnej własności. Rozrostu “niewidzialnej ręki władzy”, kosztem “niewidzialnej ręki rynku”.

    To co buduje ład społeczny to spontaniczne dobrowolne relacje międzyludzkie. Zarówno wymiana handlowa jak też opinii, myśli, idei. Organizacja oparta na przymusie nie wyraża tego ładu. Jedynie mimochodem, spowodowane faktem, że ludzie władzy, nadal są ludźmi i są poddani mniej więcej tym samym potrzebom i pragnieniom, więc muszą zezwalać na istnienie tej spontanicznej i dobrowolnej organizacji. Cywilizacja jest silna nie wysoką organizacją przymusu, ale wysoką organizacją dobrowolnych zależności. Nasz rozwój nie leży w rozwijaniu organizacji przymusu. Przemoc jest jednym z tych zmiennych, które najpewniej nigdy nas nie opuszczą. Nie powinno to jednak uciekać naszej uwadze, że z tą przemocą powinniśmy sobie radzić na gruncie dobrowolnym. Tak samo jak nieprzymusową współpracą międzyludzką radzimy sobie z przemocą Matki Natury. Im wyższy poziom samoorganizacji, tym lepiej sobie będziemy radzić.
    Przypadki anarchii gdy silniejszy zabiera dla siebie władzę, z reszty ludzi czyniąc niemal niewolników, są przypadkami słabej samoorganizacji. Gdy jednostki nie są w stanie się obronić przez bandytami/władzą. Ameryka nie zapadła się w totalnej anarchii, posiadanie broni palnej pozwalało się bronić. Tam rynek wyprodukował coś, co zwiększało ten poziom spontanicznej organizacji i to bez pomocy państwa.

    Pod tym względem istotnie trzeba by było szczęśliwie trafić aby władza była zainteresowana samoorganizacją ludzi, gdyż wtedy nie byłaby już potrzebna. Stąd trudno oczekiwać, aby jakiś władca czy rząd był zainteresowany przemianami dającymi większe swobody. Czasem konieczne jest oddanie jej choć trochę, chyba jednak nigdy całkiem. Obserwujemy raczej działania rozbrajające obywateli, ograniczające im możliwości samoobrony.

  • @3 Smith

    „Trzeba więc koniecznie powietrze sprywatyzować, żeby teoria wyszła z granic utopii i nastał raj na ziemi w końcu, bo inaczej to tradycyjnie, rynek nigdy wolnym wystarczająco nie będzie przy takiej ilości >>dobra publicznego<<".

    Powietrze nie jest dobrem publicznym tylko dobrem wolnym, nie podlega ludzkiemu dzialaniu. Gdyby podlegalo z pewnoscia nie chcielibysmy zeby jego dostarczaniem zajmowalo sie panstwo, tak jak nie chcialbysmy zeby panstwo zajmowalo sie dostarczaniem chleba.

    Na poczatku tekstu De Soto podaje definicje dobra publicznego (joint supply i nonrivarly consumption) stosowana prze etatystyczne podreczniki do ekonomii. Z tekstu wynika ze de Soto nie uwaza zeby istnialo cos takiego jak "dobro publiczne" ktore w szczegolny sposob nalezy chronic gdyz wolny rynek zapewni najlepsza mozliwa podaz kazdego dobra.

    "Dobra publiczne" to tak naprawde dobra rzadowe – ONI maja nad nimi wladze i sa ich wlascicielami. Jesli tak nie uwazacie to sprobujcie sprzedac "publiczna szkole" w swojej miejscowosci. Szybko okaze sie ze my nie mozemy tego zrobic, ale urzednik moze.

    Na marginesie: kwoty CO2 to po prostu podatek od powietrza.

    „prawo jest zawarte w ludzkiej naturze,”

    Oczywiscie ze prawo nie jest zawarte w ludzkiej naturze, o tym co jest prawem decyduje zbieranina 460 osob poprzez glosowanie.
    Jesli jutro zaglosuja ze trzeba zamknac wszyskich piegowatych to trudno, prawo to PRAWO czyz nie?

    "apriorycznej czyli objawionej. To już było „błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli” (J 20,29)"

    Wiedza aprioryczna pozwala mi twierdzic ze nie moge byc w dwoch miejscach na raz lub ze dwa puntky wyznaczaja prosta. Czy cos jest nie tak z tym rodzajem wiedzy?

    "Bo dogmat aksjomatu nieagresji zastąpi stosowanie zinstytucjonalizowanego przymusu"

    Nigdzie nie ma mowy o dogmacie nieagresji, kazdy powinien miec mozliwosc obrony siebie i swojej rodziny.
    Polecam strone : "Death by Gun Control" http://jpfo.org/filegen-a-m/deathgc.htm#chart .

    "Czyli inaczej: dlaczego praktycznie żyjemy w matrixie?"

    A nie zyjemy? Dlug rzadowy, inflacja, roszczeniowe spoleczenstwo, wojny o pokoj, sondaze, telewizja, nikt nie kuma co sie dzieje.. Matrix.

  • @piotrt, pięknie w teorii, ale samo („spontanicznie”) to się nic nie robi. „Nothing ever burns down by itself, every fire needs a little bit of help”. „Ład” dociera się na moje oko zawsze w konfrontacji karabinów i bomb, a jak już okrzepnie to trzeba go brutalnie bronić, bo paręset kilometrów obok są inne „łady” które nasz „ład” chętnie by umodelowały tak bardziej pod swoją koncepcję tego jak ma wyglądać prawo, a szczególnie – kto komu ma za usługi ochrony płacić 😀

  • @gapa
    Spis treści, pozycja 19:
    19.Classical Liberalism versus Anarcho-Capitalism – Jesús Huerta de Soto

    😉

  • Odnośnie spontanicznej organizacji społeczeństwa.

    Niewątpliwie, stworzenie wolnego społeczeństwa wymaga wysiłku, który polega na przezwyciężeniu pokusy stawiania doraźnej korzyści ponad korzyści długoterminowe (zmniejszenia preferencji czasowej). W praktyce sprowadza się to do powstrzymania się od przemocy wobec innych i ich własności, ponieważ stosowanie przemocy jest jedynym sposobem ucieczki od odpowiedzialności za popełnione przez siebie błędy (np. ekonomiczne). Kiedy wyeliminujemy wszelką przemoc, resztę załatwia natura i wolny rynek, pokazując każdemu jego naturalne miejsce w społeczeństwie.

    Jeśli mrówki organizują się w kolonie, to znaczy, że w ten sposób najlepiej dostosowują się do warunków środowiska. Ale mrówki nie mają takiej rozwiniętej inteligencji, jak człowiek. Ich przystosowanie rozwinęło się w wyniku bardzo długiego procesu ewolucji biologicznej, dużo dłuższego, niż historia naszego gatunku, nie mówiąc już o epizodzie w postaci ludzkiej cywilizacji.

    My natomiast mamy unikalną w świecie gatunków możliwość organizowania struktur społecznych opartych o ewolucję idei, która może być zdecydowanie szybsza niż ewolucja biologiczna.

    To, że mamy zdolność abstrakcyjnego myślenia, to dla naszego gatunku zarówno szansa, jak i zagrożenie. Szansa, bo możemy niesamowicie przyśpieszyć proces dostosowania naszego społeczeństwa do warunków środowiska. Zagrożenie, bo możemy stworzyć systemy społeczne tak niedostosowane do praw rządzących światem, że skazane na zagładę.

    Pisząc o prawach rządzących światem, mam na myśli zarówno prawa przyrody, jak ekonomii, z naciskiem na te ostatnie.

    Inteligencja i możliwość decydowania o sobie to dar, ale i zadanie.

  • Paweł Róg, jak dla Ciebie jedynym/głównym celem tworzenia akapowego społeczeństwa jest „obniżenie preferencji czasowej” to życzę duuużo powodzenia w poszukiwaniu uczestników takiego projektu 😀 Co innego jak byś zaproponował darmowe mieszkania, fajne bryki, łatwodajne blondynki 90/60/90, oooo, wtedy projekt miałby lepsze szanse powodzenia 🙂

    „sprowadza się to do powstrzymania się od przemocy wobec innych i ich własności”, gorzej że siłą woli takie społeczeństwo nie może powstrzymać przemocy z zewnątrz wobec siebie, hehehe.

    No i niestety, Twoja analiza ewolucji struktur dopuszcza taką możliwość, że lepszym przystosowaniem się homo sapiens do środowiska są społeczeństwa państwowe, a nawet silnie etatystyczne (no bo, tak już zupełnie poważnie – skąd wiadomo, że nie są?). Bieda! Trzeba jednak będzie się uzbroić i siłą tą swoją wolność, przez innych pożyczoną, foreclose’ować 😉 bo chyba z przekonaniem ich pokojowymi metodami będą niejakie problemy.

  • @22:
    A gdzie ja napisałem, że nie można użyć siły do obrony przed przemocą? Przecież w społeczeństwie zawsze znajdą się jednostki aspołeczne, które trzeba pacyfikować. Podobnie ma się sprawa z bezpieczeństwem zewnętrznym.

    Ja tylko chciałem zarysować pewną logiczną koncepcję. To nie jest projekt utopii, który zakłada że wszyscy będą dobrowolnie chcieli współpracować. Nikt nigdy nie stworzy raju na ziemi.

    Właściwie, to zasmuca mnie myśl, że większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć, że dobrowolna współpraca daje większe długoterminowe korzyści niż przemoc. I jakoś nie widzę sposobu, na zmianę tej tendencji.

    Co do darmowych mieszkań i fajnych bryk itd., to co ja mam komentować? Przecież to jest kwintesencja demokracji, prawda?

    A czy moja analiza dopuszcza możliwość, że lepiej przystosowane są społeczeństwa państwowe? Właściwie, to nawet o tym nie pisałem. Trzeba sobie tylko zdawać sprawę, że konsekwencją etatyzmu i interwencjonizmu jest zawsze agresja. Nie ma co się łudzić. Jeśli celem ma być siłowa eliminacja wszelkiej konkurencji, to ok, ale trzeba być uczciwym i przyznać to otwarcie. Z drugiej strony zasada asocjacji Ricardo mówi coś przeciwnego. Wojna się nie opłaca nawet zwycięzcom.

  • Stanisław Kwiatkowski

    panika2008,

    chyba PR miał na myśli, że utrzymanie się akapowego społeczeństwa wymaga obniżenia się preferencji czasowej, a nie, że to jest celem powstania takiego społeczeństwa.

  • „Przecież to jest kwintesencja demokracji, prawda?” – kwintesencja i – z praktycznego punktu widzenia – siła demokracji, owszem.

    „konsekwencją etatyzmu i interwencjonizmu jest zawsze agresja.” – być może pewien poziom agresji jest lepszym przystosowaniem do środowiska, niż jej brak. Bo czemu nie? Że agresja jest destrukcyjna dla dobrobytu materialnego? A czy dobrobyt materialny jest tożsamy z przystosowaniem do środowiska? Chyba nie koniecznie!

  • „wszystkie usługi, włączając w to określanie prawa, sprawiedliwości i porządku publicznego zapewniane są poprzez zupełnie dobrowolny proces współpracy społecznej”
    a jeżeli ktoś mnie okradnie i nie będzie chciał dobrowolnie oddać (ani dobrowolnie uznać mojego prawa do własności) to co wtedy?
    czy autor zakłada, że nie będzie takich, którzy nie będą chcieli „zupełnie dobrowolnie” „współpracować społecznie”?

  • @25:
    „A czy dobrobyt materialny jest tożsamy z przystosowaniem do środowiska? Chyba nie koniecznie!” – koniec końców człowiek tak naprawdę zaspokaja swoje potrzeby psychiczne. Jeśli dla kogoś szczytem szczęścia jest prowadzenie ascetycznego trybu życia, to będzie szczęśliwy przy minimalnych zasobach materialnych wystarczających do życia. Kwestia hierarchii potrzeb.

    Czy nie macie wrażenia, że współczesne społeczeństwo jest nastawione na maksymalizację wskaźników makroekonomicznych bez stawiania takich zbędnych pytań jak „po co?” ???

    A może jednak mamy prawo dążyć do bardziej subiektywnych celów, niż planowy wzrost PKB?

  • „Liberalism is not anarchism, nor has it anything whatsoever to do with anarchism. The liberal understands quite clearly that without resort to compulsion, the existence of society would be endangered and that behind the rules of conduct whose observance is necessary to assure peaceful human cooperation must stand the threat of force if the whole edifice of society is not to be continually at the mercy of any one of its members. One must be in a position to compel the person who will not respect the lives, health, personal freedom, or private property of others to acquiesce in the rules of life in society. This is the function that the liberal doctrine assigns to the state: the protection of property, liberty, and peace.” – Ludvig Von Mises. Błagam nie róbcie z Instytutu Misesa, koła adoracji Rothbarda. Nozick się do „anarcho”-kapitalizmu już dobrze odniósł i obronił liberalizm.

  • @25:
    I jeszcze odnośnie agresji. Agresję najlepiej skanalizować w postaci rywalizacji na wolnym rynku. Z korzyścią dla całego społeczeństwa. W końcu jesteśmy ludźmi, nie zwierzętami i mamy potrzeby wyższych rzędów, takie jak np. potrzeby uczuciowe i duchowe. Tak więc „przystosowanie do środowiska” rozumiem w kontekście poszanowania dla natury człowieka i jego potrzeb, a nie tylko jako prymitywne biologiczne przetrwanie. Takie spontaniczne zjawiska jak kultura, religia czy pomoc potrzebującym potwierdzają, że jedynym celem człowieka nie jest tylko biologiczne przetrwanie kosztem słabszych.

  • @18: “pięknie w teorii, ale samo („spontanicznie”) to się nic nie robi. „Nothing ever burns down by itself, every fire needs a little bit of help”. „Ład” dociera się na moje oko zawsze w konfrontacji karabinów i bomb, a jak już okrzepnie to trzeba go brutalnie bronić, bo paręset kilometrów obok są inne „łady” które nasz „ład” chętnie by umodelowały tak bardziej pod swoją koncepcję tego jak ma wyglądać prawo, a szczególnie – kto komu ma za usługi ochrony płacić :D”

    Ryzykownie powiedziane, że spontanicznie to się nic nie robi. Przecież chodzi tutaj o spontaniczny ład wynikający z celowych działań jednostek, o niewidzialną rękę rynku chodzi. Dość karkołomne jest zaprzeczanie temu zjawisku, zwłaszcza tutaj. Nie chodzi przecież o uznawanie istnienia skutków bez przyczyn, a jedynie o to, że łańcuch tychże buduje coraz większą budowlę. Że społeczeństwo rośnie w siłę dzięki powstrzymywaniu się od agresji, dzięki wierze w to, że w taki właśnie powstaje dobrobyt.

    Komu płacę za mój bardzo hipotetyczny shotgun, granatnik i kilka uzi? Państwu? Ono chyba bardziej zainteresowane aby dzwonił po odpowiednie służby w odpowiednio kłopotliwym dla mnie momencie. Nie brzmi to jakoś… optymalnie…

    @25: “być może pewien poziom agresji jest lepszym przystosowaniem do środowiska, niż jej brak. Bo czemu nie? Że agresja jest destrukcyjna dla dobrobytu materialnego? A czy dobrobyt materialny jest tożsamy z przystosowaniem do środowiska? Chyba nie koniecznie!”

    Pewnie w społeczeństwie masochistów i samobójców, niejako skazanych na wyginięcie. Przecież wzajemna agresja tak nas motywuje nawzajem do świadczenia tyluż usług, daje tyleż miejsc pracy. Co by robili policjanci gdyby nie było złodziei? Co by robili gdyby tak obywatele sami byli uzbrojeni? Na co żołnierze, lotniskowce, bombowce jeśli nie ma agresorów i terroryzmu?
    Otóż przez warunki takie jakie są jesteśmy zmuszani do zapewniania sobie takich dóbr i takich usług na takim a takim poziomie. Co nie znaczy jeszcze, że czynniki, które nas ku temu zmuszają są dla nas zbawienne, pożądane albo przynajmniej neutralne. Gdyby to było takie pozytywne, toż przecież nie potrzeba by było marnować zasobów by im przeciwdziałać.
    Nie przeczę, że część ludzi lubi perwersyjne gierki, intrygi i trochę agresji. Dość dziwne by było aby na tym cokolwiek próbować budować. Powstawanie społeczeństw wiąże się z tym, że powstrzymujemy się od agresji. Ba, organizujemy walki, ku uciesze widowni, gdzie zawodnicy godzą się walczyć według określonych reguł. Zatem nawet zdawało by się czystą agresję udobrowalniamy.
    Jeżeli mimo to jeśli uciekamy w przymus, wynosząc go w ustawach na piedestały, stawiając mu pomniki, to już trudno mówić o społeczeństwie, raczej o jakiejś formie niewolnictwa.

  • @Romański,

    1) Poniekąd prawda, ale o co chodzi?

    2) „Ignorowanie przez autora politycznej natury człowieka jest zdumiewające.”

    ?? Że człowiek musi zabijać drugiego? Że musi zniewalać i żerować na innym? Nie rozumiem. Polityka czyli od Arystotelesa sztuka kierowania, rodziną, firmą.. wcale nie musi oznaczać kierowania państwem. Chodzi po prostu o kierowanie i zarządzanie (w świetle cnót-sprawności) własnością posiadaną.

    3) Za powszechnik kulturowy trudno uznać „wolny rynek”, „indywidualizm” i inne zachodnie koncepcje. Naiwny etnocentryzm jest nie do utrzymania w świetle faktów naukowych (por. paragraf 2).

    To prawda. Tylko w ramach cywilizacji łacińskiej mógł powstać personalistyczny paradygmat w pełni tego słowa znaczeniu. Ale właśnie, personalistyczny, anarchistyczny (tzn. wolnościowy) wyklucza etatyzm („państwowizm”). Powiedziałbym, że jest on zbędną naleciałością innych cywilizacji, i co za tym idzie, cywilizacja łacińska mogła by znacznie lepiej funkcjonować (i rozprzestrzenić się) bez niego.

    4) Może i tak, ale też, nie przesądza to o słuszności „anarchokapitalistycznych” rozstrzygnięć.

    5) Też nie rozumiem złośliwości, które są zbędne w merytorycznej dyskusji.

  • @ 5 marcinach „Kwestia natury ludzkiej badana jest wspolczesnie w ramach psychologii ewolucyjnej” – gorzej, że sukcesów nie widać i trudno się ich spodziewać jeżeli ktoś na dzień dobry myli naturę z kulturą.
    @”No i kwestia anarchokapitalizmu i prawa naturalnego”
    Propertarianizm to bardziej odpowiednia nazwa dla tej pseudo doktryny, chociaż w sumie oksymoron anarchokapitalizm, oddaje w pełni jej spójność logiczną i ma w sobie dokładnie tyle samo sensu co „demokratyczna dyktatura” Trockiego.
    @”Przeczytac, porownac, przemyslec…”
    Resztę czołowych zmyślicieli jak: Robert Nozick, David Friedman, Karl Hess, Samuel Edward Konkin, Ayn Rand czy Llewelyn Rockwell.
    @16 piotrt „Nie postulują likwidacji sądów, policji czy wojska.”
    Chyba chodzi Ci o minarchizm bo anarchizm i kapitalizm to z definicji wykluczają się wzajemnie.
    @ 17. bp Masz powietrze w sprayu i w butlach, więc pojawia się własność więc swoją klasyfikację, możesz włożyć między bajki. Zresztą powietrze to już nawet na dobro publiczne nie bardzo się załapuje, bo jego konsumpcja połączona z emisją zanieczyszczeń przez jedną osobę, pozbawia innych możliwości konsumpcji tego samego dobra.
    @ „Oczywiscie ze prawo nie jest zawarte w ludzkiej naturze”
    A na dodatek de Soto, zauważa wyższość prawa rzymskiego, do którego stanowienia Rzym w ogóle nie był potrzebny, nad prawem precedensowym, które potrzebuje więcej państwowego wsparcia???
    Jeżeli de Soto jest takim znawcą prawa jak Arystotelesa Huerta de Soto: Myśl ekonomiczna w starożytnej Grecji , to zwyczajnie nie mam pytań :))
    @ „Wiedza aprioryczna pozwala mi twierdzic ze nie moge byc w dwoch miejscach na raz”.
    Dobrze, że ktoś Ci ją przekazał, bo jeszcze wyszedłbyś z siebie.
    @”Nigdzie nie ma mowy o dogmacie nieagresji”
    Tak? To może najpierw przeczytaj „Manifest Libertariański”, żebyś miał przynajmniej jakieś pojęcie o czym probujesz rozmawiać.
    @”A nie zyjemy? […]nikt nie kuma co sie dzieje.. Matrix.”
    No coment.

  • @30, nie jest to aż takie nienormalne, żeby było potrzebne społeczeństwo masochistów i samobójców. Wystarczy przejść się na byle mecz piłki nożnej, żeby docenić pełną… normalność… tego zjawiska.

    @31, ad 3, no nie wiem czy byłoby tak różowo z rozwojem cywilizacji bez tych krucjat i aneksji ziem Indian, bez niewolników na plantacjach bawełny i eksploatacji Indii… może i by było, cholera wie, ale mam przeczucie, że jednak byłoby sporo trudniej.

    Co do „prawo jest zawarte w ludzkiej naturze”, hmmm, rzeczywiście czasami trudno to zauważyć obserwując chociażby polityków… Chyba, że de Soto ma na myśli różne rodzaje prawa, tzn. prawo i prawo Kalego 😉

  • @28 Liberał
    Mises pisał to w kontekscie anarcho-syndykalizmu. Teoria anarcho-kapitalizmu nie byla w momencie pisania tych slow wyraznie okreslona. Sam Mises byl zwolennikiem secesji pojedynczej jednostki od panstwa.

  • Co za ironia czytac wpisy ludzi uwazajacych sie za wolnorynkowcow, gdy bronia monopolu panstwowego, uzywajac starych i znanych argumentow socjalistow przeciw wolnemu rynkowi. LOL.

  • @32:
    „Masz powietrze w sprayu i w butlach, więc pojawia się własność więc swoją klasyfikację, możesz włożyć między bajki.”

    Widzę tu pewne pomieszanie pojęć. „Powietrze” jest powszechnym warunkiem dobrobytu, a nie dobrem ekonomicznym. Mówiąc bardzo prosto: jeszcze żadem biedny człowiek nie umarł z powodu braku dostępu do powietrza i nagłego uduszenia, natomiast z pragnienia czy głodu tak i dlatego woda czy jedzenie mają swoją cenę, a powietrze nie. Natomiast „powietrze w sprayu” to już zupełnie inna sprawa, bo jest to dobro rzadkie, którego wyprodukowanie wymaga kompresora, energii elektrycznej, jakichś filtrów do czyszczenia powietrza, opakowania, gruntu, na którym wybudowano fabrykę, czasu i pracy. Wbrew pozorom akurat wartość „powietrza” nie ma znaczenia dla ceny powietrza w sprayu. A jeśli już się będzie Pan upierał przy „świeżym powietrzu”, to jest to bardziej sprawa procesu technologicznego (oczyszczania) lub położenia gruntów (które będzie wtedy wpływać na ich cenę), niż „powietrza” jako takiego.

    „Zresztą powietrze to już nawet na dobro publiczne nie bardzo się załapuje, bo jego konsumpcja połączona z emisją zanieczyszczeń przez jedną osobę, pozbawia innych możliwości konsumpcji tego samego dobra.”

    Myli Pan właściwości fizyczne „powietrza” z jego właściwościami ekonomicznymi. Dopóki owa „emisja zanieczyszczeń” jest poza zainteresowaniem działającego człowieka, dopóty nie ma wpływu na jego działanie. Jakoś nie zauważyłem, żeby mi przeszkadzało, że mój sąsiad oddycha „tym samym powietrzem”, co ja. Widzę w swoim życiu daleko bardziej palące problemy 🙂

  • @34:
    A może nasza cywilizacja przetrwała pomimo (!) wszechobecnej agresji, bo miała inne, głębsze podstawy?

    Może „idee mają konsekwencje” i jeśli uczy się ludzi prospołecznych zachowań, to społeczeństwo się rozwija?

  • boniek strzelil gola

  • @Boniek Tak, tak siedziałeś u niego w głowie i stąd to wiesz. Przypominam, że Mises wiedział o wymyśle Rothbarda i jakoś anarchistą nie został. A liberałowie nie bronią „monopolu państwa” tylko własności prywatnej. Państwo to inaczej monopol na terytorium i stanowienie prawa, nawet jeżeli zlikwidować by państwo polskie to mógłbym sobie kupić kawałek ziemi i mieć na niej ten monopol, który jest naturalny dla własności prywatnej. Dlatego anarchokapitalizm jest jednym wielkim nie porozumieniem i niezrozumieniem liberalizmu i minarchizmu. Nie mówiąc już o tym, że akap może zadziałać tylko jeżeli co najmniej cały kontynent stałby się Europą tysiąca Lichtensteinów (de facto państw czyli to nie żadna anarchia) bo Polska tysiąca Lichtensteinów mogłaby być z łatwością podbita przez nawet Białoruś. Zresztą mięliśmy już rozbicie dzielnicowe i pomimo korzyści wewnętrznych to w obronie zewnętrznej straciliśmy wiele.

  • @40 Liberał
    Nie wiem. Wnioskuję z kontekstu jego wypowiedzi i z poglądów które reprezentował. Jego poglądy secesjonistyczne są w esencji anarchistyczne (ankapowe) i krytyka którą zacytowałeś nie jest krytyką filozofii anarcho-kapitalizmu.

    „A liberałowie nie bronią „monopolu państwa” tylko własności prywatnej.”
    Przymusowy monopol panstwowy na ochrone mienia==wlasnosc prywatna?
    Doprawdy? Uzywajac tego toku myslenia mozna usprawiedliwic dowolna ingerencje panstwa w gospodarke:
    przymusowy monopol panstwowy na opieke zdrowotna=zdrowie,
    albo
    przymusowy monopol panstwowy na ubezpieczenia emerytalne=emerytura.

    Może wyjaśnisz proces dedukcyjny, dzięki któremu ze zdania „Państwo to inaczej monopol na terytorium i stanowienie prawa, nawet jeżeli zlikwidować by państwo polskie to mógłbym sobie kupić kawałek ziemi i mieć na niej ten monopol, który jest naturalny dla własności prywatnej.”, osiągnąłeś logicznie „Dlatego anarchokapitalizm jest jednym wielkim nie porozumieniem i niezrozumieniem liberalizmu i minarchizmu.”, bo na moje, za przeproszeniem, to jakiś bełkot.

  • A ja w innej sprawie – czy można prosić by instytut poprawnie wstawiał linki do notek na koniec artykułu i z powrotem? Przy dłuższych artykułach jest to pomocne.

  • Boniek, istnienie i ochrona właności nie wyklucza w swej istocie istnienia państwa. W praktyce oczywiście wyklucza, ale w teorii nie jest niemożliwe stworzenie państwa – monopolu na przemoc – na drodze całkowitej dobrowolności i bez zaboru mienia. Nie można też zaprzeczyć oczywistości historycznej, którą są darowizny mienia na rzecz państwa; gdyby państwo zebrało wszelki używany przezeń majątek na takiej drodze, to byłoby zupełnie niesprzeczne z uniwersalną ochroną własności prywatnej.

  • @boniek O Misesie akurat mówisz nieprawdę, bo był demokratą co mi akurat jako zwolennikowi prywatyzacji rządu ciężko przez klawiaturę przechodzi.

    „Przymusowy monopol panstwowy na ochrone mienia==wlasnosc prywatna?” – Wyjąłeś to zdanie nie wiem skąd, ale niech Ci będzie. Monopol prywatny na dane terytorium to, to samo co monopol państwowy jeżeli rząd jest prywatny (nie kolektywny) i jest naturalny dla własności prywatnej.

    Jeżeli mam na własność jakiś obszar ziemi niezależnie czy ją kupiłem czy podbiłem to mam monopol na to określone terytorium i stanowienie prawa na nim czyli jest państwo. Dopóki jest prywatne posiadanie ziemi dopóty będzie państwo (monopol na stanowienie praw na danym terytorium) to naturalna cecha własności ziemskiej.

    „Doprawdy? Uzywajac tego toku myslenia mozna usprawiedliwic dowolna ingerencje panstwa w gospodarke:” – Znowu anarchistyczne brednie.

    Nie można w ten sposób tego usprawiedliwić. Jako posiadacz Ziemi mam prawo stanowić sobie na niej takie prawa jakie chce, mogę ją opodatkować, albo wejść w jakiś kontrakt typu ty sobie żyjesz w moim państwie, za to dawaj uncje złota pogłównego, a jako ktoś mi nie chce płacić za korzystanie z niej wywalić tego kogoś, mam prawo zapewniać sobie, swojej własności bezpieczeństwo bo to jest moje, również użyć forsy z podatków na luksusy dla siebie, w końcu jak podatki będą za duże to mi czmychną. Nie mam prawa zmuszać ludzi do wykupu dóbr bo nie mam do nich (ludzi) żadnych praw własności. Może się trafić jakiś głupi król który nałoży wysokie podatki etc. ale praktyka dowodzi, że jest inaczej bo do I wojny światowej podatki były bardzo niskie i państwa konkurowały ze sobą.

    Podobna jest sytuacja jeżeli jest rząd kolektywny Czyli kiedy grupa posiadaczy ziemskich/monarchów zjednoczy się w jedno państwo w celu skuteczniejszej obrony.

    Ja natomiast jako właściciel państwa czy jakiś król nie przymuszam nikogo wbrew jego woli do życia na moim terytorium bardziej niż piekarz nie przymusza go do kupna jedzenia. Jak się nie podoba to moze odejść, może mnie spróbować nawet obalić. Inna sprawa czy będzie to prawe z jego strony, ale tutaj już Cię odsyłam do teorii Johna Locke’a o stanie wojny, który może wypowiedzieć rząd łamiąc prawa naturalne jednostki.

    Proces dedukcyjny jest bardzo prosty. Jest państwo czyli terytorialny monopol na stanowienie praw, likwidujemy jedno państwo, kupuję sobie kawałek ziemi i mam na niej monopol bo mogę sobie tam ustanowić takie prawo jakie chcę, no chyba że własność ziemska nie jest prywatna tylko wspólna. I tu wychodzi czemu anarchizm jest fundamentalnie sprzeczny z prywatną własnością ziemską i czemu prawie wszyscy anarchiści to różnego rodzaju @komuchy.

    Jak tego nie rozumiesz to nie wiem jak Ci to wytłumaczyć, chyba tylko mogę Ci polecić wrócenie do Johna Locke’a i Nozicka.

  • @43 panika2008
    „ale w teorii nie jest niemożliwe stworzenie państwa – monopolu na przemoc – na drodze całkowitej dobrowolności i bez zaboru mienia.”
    To jest strawman (nie wiem jak to po polsku nazwac ;)) pozycji ankapowej i w tym przypadku masz calkowita racje. Problem polega na tym ze nie jest to pozycja ankapowa. Ankapi nie chca 1 monopolu fundowanego dobrowolnie. Ankapi chca podobnej sytuacji na rynku ochrony mienia jak na rynku butow albo fryzjerow – masz wiele konkurujacych ze soba firm, dzialajacych na dobrowolnym i wolnym rynku. Osobiscie uwazam, ze jest to calkowicie do zrealizowania w praktyce, tak samo jak zrealizowana jest konkurencja wsrod fryzjerow, firm ubezpieczeniowych i czegolowiek innego mniej kontrowersyjnego 🙂

    Co do twojego argumentu na temat tego ze dobrowolny monopol na sile bylby zgodny z uniwersalną ochroną własności prywatnej to sie zgadzam. Obecnie na podobnej zasadzie dziala google.com – jest to dobrowolny monopol na uslugi wyszukiwawcze. Tak dobrze zaspokaja potrzeby klientow i pobiera za to tak niska oplate ze nie czuja oni potrzeby rozgladania sie za alternatywami 😉

  • @44 Liberał
    „O Misesie akurat mówisz nieprawdę, bo był demokratą co mi akurat jako zwolennikowi prywatyzacji rządu ciężko przez klawiaturę przechodzi. ”
    Mises oczywiście nie uważał się za ankapa, to jest oczywiste. Cieżko go jednak nazwać demokratą, we współczesnym tego słowa znaczeniu, jeśli popierał secesję jednostki od państwa co jest fundamentem anarcho-kapitalizmu. Nie będę kontynuował tego tematu, gdyż wydaje mi się że prowadzi on do nikąd 🙂

    „Jeżeli mam na własność jakiś obszar ziemi niezależnie czy ją kupiłem czy podbiłem”

    Full stop. Ze jak? Uwazasz ze jak ktos wezmie sobie sila ziemie to jest automatycznie jej prawowitym wlascicielem? A jesli zabiore ci sila cukierka to znaczy ze jestem jego prawowitym wlascicielem?

  • „boniek O Misesie akurat mówisz nieprawdę, bo był demokratą co mi akurat jako zwolennikowi prywatyzacji rządu ciężko przez klawiaturę przechodzi. ”

    Bo Mises był demokratą w takim samym sensie co np. Thomas Jefferson. Czyli demokratą, który nie miał NIC wspólnego ze współczesną demokracją, czyli de facto postfeudalnym systemem konfiskatoryjno-redystrybutywnym.

    Jefferson uważał, że ostateczną jednostką polityczną, depozytariuszem i źródłem władzy oraz inicjatywy politycznej, powinna być jednostka najmniejsza – nie żadna federacja, nie stan ani nie hrabstwo – lecz okręg [township] lub – jak sam to określał – dzielnica [ward]. Okręg i tylko okręg powinien decydować o ewentualnym delegowaniu władzy wyżej, do hrabstwa, stanu i jednostki federalnej. TJ idzie nawet dalej: owa najmniejsza jednostka powinna zarezerwować tylko dla siebie władzę nakładania podatków. Większe jednostki nie miałyby żadnej władzy nakładania podatków bezpośrednich czy pośrednich, lecz jedynie mogłyby przedstawiać swe propozycje okręgom, które by je spełniały na zasadzie kontyngentów. Przyczyniałoby się to do redukcji organizacji większych jednostek do formy szkieletowej i silnie działałoby przeciw przyjmowaniu przez nie jakichkolwiek funkcji poza tymi, które dana dzielnica im wyznaczała.

    W lutym 1816 roku Jefferson napisał do Josepha C. Cabella: „Cóż to jest, co niszczyło wolność człowieka pod każdym rządem, jaki kiedykolwiek istniał na świecie? Wszechwładne skupienie wszystkich zadań i władz w jednym ciele, bez względu na to, czy będą to autokraci Rosji czy Francji czy też arystokraci senatu Wenecji. Tajemnica wolności leży w jednostce, czyniącej z siebie depozytariusza szanujących ją władz, na ile jest kompetentna wobec nich, i delegującej jedynie to, co leży poza jej kompetencją, na drodze syntetycznego procesu, do urzędników coraz to wyższego rzędu, tak aby ufać coraz to mniej licznym władzom, proporcjonalnie do stopnia, w jakim wykonawcy tych władz stają się coraz bardziej oligarchiczni”.

    Obserwacja Jeffersona jest moim zdaniem bardzo precyzyjna i bierze pod uwagę fakt, że nazwijmy to mądrość, uczucia i emocje pojedynczego człowieka mają wbrew pozorom raczej krótki promień oddziaływania. Nie można ich rozciągać na obszar znacznie przekraczający okręg. A szczytem absurdu jest przypuszczenie, że jakikolwiek człowiek lub grupa ludzi może arbitralnie z powodzeniem korzystać ze swej mądrości, interesów i uczuć na obszarze całego stanu czy federacji. Na banał zakrawa twierdzenie, że istnieje stale pogłębiająca się przepaść między faktyczną wiedzą, jaką posiada człowiek, a wiedzą konieczną do tego, by móc podejmować racjonale decyzje także w imieniu innych ludzi. Przepaść ta musi się z czasem tylko powiększać z racji niemożności zatrzymania postępu technologicznego, a co za tym idzie, ilości informacji, jaką należy posiadać, aby cokolwiek w pełni zrozumieć.

    Jefferson uważał zatem, że im większy obszar działania, tym mniej liczne i dokładniej sformułowane powinny być sprawowane funkcje. Pisał: „Umieszczając przed każdym jedynie to, co jego wzrok może nadzorować, tworzy się najpewniejszą gwarancję przed uzurpowaniem funkcji. Tam, gdzie każdy człowiek jest wspólnikiem w kierowaniu swym okręgiem-republiką i czuje, że jest uczestnikiem w rządzeniu nie tylko podczas wyborów, przez jeden dzień w roku, lecz każdego dnia, ludzie dadzą sobie raczej wyrwać serce z ciała niż pozwolą sobie wyrwać władze przez jakiegoś Cezara albo Bonapartego”.

  • @47 BR
    Tekst, który zacytowałeś nie był mój tylko pana Liberała spod @44 😉

  • @ 46 „A jesli zabiore ci sila cukierka to znaczy ze jestem jego prawowitym wlascicielem?”
    Przynajmniej dopóki go nie zjesz albo do czasu, kiedy ktoś inny wyegzekwuje prawo, które podważy prawowitość twego posiadania i z jego mocy zabierze Ci cukierka.

  • @Boniek tak, tak wiem, nawet pisał o tym chyba w „biurokracji”. Albo to mógł być Hayek w indywidualizmie i porządku ekonomicznym.

    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,782/k,2

    Generalnie widzieli oni demokrację jako pistolet przy głowie rządu, co bądź co bądź zawsze jest pożyteczne. Najlepiej gdy takim pistoletem jest konkurencja ze strony innych państw.

    A co do prawa jednostki do secesji to ten problem automatycznie się rozwiązuje w rządzie prywatnym bo tutaj to jednostka nie płacąca za pozostanie na terenie króla inicjuje agresję i ona jest winna, natomiast w republice wystarczy nie nakładać bezpośrednich podatków na jednostkę i po sprawie.

    „Full stop. Ze jak? Uwazasz ze jak ktos wezmie sobie sila ziemie to jest automatycznie jej prawowitym wlascicielem?” – Na pewno właścicielem, czy prawowitym to trzeba by się zastanowić. Niby nie było żadnego prawa czy umowy zabraniającej podboju, a co nie zabronione to legalne więc chyba jest to prawowite. Zresztą jakbyśmy takie wyjaśnienie odrzucili to zaraz popadniemy w schizę i się okaże, że nikt nie ma prawa do swojej własności ziemskiej. Bo przecież jak ktoś ma dajmy na to działkę na Mazowszu, kupił ją od kogoś tam, ten ktoś od państwa, państwo wcześniej odbiło od III Rzeszy, III Rzesza od II RP, II RP od Rosji …. a w X w. Mieszko tą działkę podbił od Mazowszan. No i w takiej sytuacji określenie legalnego właściciela jest niemożliwe.

    Co do cukierka to tak mógłbyś być jego legalnym właścicielem, ale nie jesteś z X w. i nie jesteś podmiotem prawa/umowy międzypaństwowej tudzież jej braku. Jakby dzisiaj w Polsce był brak praw o kradzieży i byś mi go ukradł to byłbyś legalnym właścicielem.

  • @48

    „Tekst, który zacytowałeś nie był mój tylko pana Liberała spod @44 😉

    Sorry w takim razie 😉

  • @49 Smith
    „Przynajmniej dopóki go nie zjesz albo do czasu, kiedy ktoś inny wyegzekwuje prawo, które podważy prawowitość twego posiadania i z jego mocy zabierze Ci cukierka.”
    Odnosze wrazenie ze nie rozrozniasz miedzy pojeciami posiadania a wlasnosci prywatnej. Prawda jest ze w momencie gdy sila zabiore ci cukierka to go posiadam. To czy jestem w tym momencie jego prawowitym wlascicielem zalezy oczywiscie od zasad pod jakimi zyjesz ale generalnie nazywa sie to po prostu zlodziejstwo.

  • @50 Liberał
    „natomiast w republice wystarczy nie nakładać bezpośrednich podatków na jednostkę i po sprawie.”
    Podatki tzw posrednie to tez podatki bezposrednie tyle ze nie na klienta tylko producenta/sprzedawce.

    „Na pewno właścicielem, czy prawowitym to trzeba by się zastanowić.”
    Nie jestem wlascicielem tylko posiadaczem. Roznica jest zasadnicza, bo prawowitosc posiadania definiuje prawo/zwyczaje ktore ludzie przestrzegaja etc a posiadanie jest faktem niezaleznym od opinii tego typu.

    „Niby nie było żadnego prawa czy umowy zabraniającej podboju, a co nie zabronione to legalne więc chyba jest to prawowite.”
    Jesli nie bylo zadnego prawa to nie moglo byc zasady co nie zabronione to legalne, bo jest to zasada prawna 😉

    ” Zresztą jakbyśmy takie wyjaśnienie odrzucili to zaraz popadniemy w schizę i się okaże, że nikt nie ma prawa do swojej własności ziemskiej.”
    Niezle najpierw proponujesz logiczne kolo, a potem twierdzisz ze jak sie ktos z toba nie zgadza to jest przeciwny wlasnosci prywatnej 😉

    ” Bo przecież jak ktoś ma dajmy na to działkę na Mazowszu, kupił ją od kogoś tam, ten ktoś od państwa, państwo wcześniej odbiło od III Rzeszy, III Rzesza od II RP, II RP od Rosji …. a w X w. Mieszko tą działkę podbił od Mazowszan. No i w takiej sytuacji określenie legalnego właściciela jest niemożliwe.”
    Zgadzam sie w pewnym sensie. Oryginalnego wlasciciela ani jego potomkow prawdopodobnie nie znajdziemy. To jakie prawo bedzie obowiazywac odnosnie tego problemu zalezy tylko i wylacznie od ludzi zamieszkujach obecnie te tereny (homesteading lub cos innego). Nie zmienia to faktu ze w momencie podboju ziem przez panstwo istnieja realne osoby ktorym te ziemie sa grabione.

    „Jakby dzisiaj w Polsce był brak praw o kradzieży i byś mi go ukradł to byłbyś legalnym właścicielem. ”
    Nie. Bylbym posiadaczem, ale nie prawowitym wlascicielem. Jesli nie byloby praw wlasnosci to nie byloby definicji prawowitego wlasciciela. Jesli taka definicja nie istnieje to jak moglbym byc pokreslany mianem prawowitego wlasciciela?

  • @ 52 Zawsze to lepiej niż mylić prawo z obyczajem. :))
    Posiadanie jest faktem własność jest uprawnieniem, którą np.
    prawo rzymskie definiuje jako “ius utendi et abutendi re sus, quatenus iurius ratio patitur” – czyli prawo do używania i nadużywania rzeczy, o tyle, o ile to jest zgodne z racją prawa.
    W związku z tym jeżeli ustalę sobie prawo, że wszystkie cukierki, należą do mnie i będę w stanie to prawo wyegzekwować, to pozostanie Ci tylko oddać cukierki albo przyjąć przewidziane przeze mnie sankcje. To chyba jasne prawda?

  • @52 Smith
    „Zawsze to lepiej niż mylić prawo z obyczajem. ”
    Nie myle prawa z obyczajem – wyraznie je rozroznilem, nadajac im jednak ta sama kategorie, z tego wzgledu ze ludzie czasem przestrzegaja obyczajow bardziej niz prawa.

    „W związku z tym jeżeli ustalę sobie prawo, że wszystkie cukierki, należą do mnie i będę w stanie to prawo wyegzekwować, to pozostanie Ci tylko oddać cukierki albo przyjąć przewidziane przeze mnie sankcje. To chyba jasne prawda?”

    W jakim kontekscie to piszesz? Jako prawowity wlasciciel ziemi? Jako urzednik panstwowy?

  • @ 55
    W kontekście powyższego artykułu. Jako prawowity komentator. EOT

  • @55 Smith
    Dyskusja była ciekawa. Szkoda że nie chcesz jej kontynuować 😉

  • „Propertarianizm to bardziej odpowiednia nazwa dla tej pseudo doktryny, chociaż w sumie oksymoron anarchokapitalizm, oddaje w pełni jej spójność logiczną i ma w sobie dokładnie tyle samo sensu co „demokratyczna dyktatura” Trockiego.”

    A jakieś nieemocjonalne tego uzasadnienie? „Pseudo-doktryna”!? Przepraszam bardzo, a czymże innym jest anarchokapitalizm, jeśli nie pewną doktryną, czyli zbiorem zdań, postulatów, gdzie zdania to i to (głębiej tłumaczyć nie trzeba)? Kanapką z masłem?

    I czemu apriori skreślać go? Kapitalizm może być różnie rozumiany i anarchokapitalizm bynajmniej nie postuluje ustroju, jaki mamy obecnie, gdzie wielkie koncerny współpracują z rządami (państwami), na czym cierpią oczywiście inni.

  • „Roma locuta causa finita”? A moze inny watek? Moze ktos sie ustosunkuje do historii „niezwyklego rozwoju” poznosredniowiecznej Europy? Zacytuje mistrza Hayeka (Zgubna pycha rozumu, Arcana, Krakow 2004, s.51): „Podobnie o odrodzeniu europejskiej cywilizacji w poznym sredniowieczu mozna powiedziec, iz ekspansja kapitalizmu i europejskiej cywilizacji zawdziecza swe poczatki i raison d’etre politycznej anarchii”. Hayek powolywal sie oczywiscie na The Origin of Capitalism Jeana Baechlera (Blackwell, Oxford 1975, s. 77). Ale nie tylko oni uwazali, ze ustroj poznosredniowiecznej Europy byl „niczym innym jak tylko anarchia” (N. Rosneberg, L.E. Birdzell, Jr., Historia kapitalizmu, Wyd.Znak, Kraków 1994, s. 99; zob. tez: H.J. Berman, Prawo i rewolucja. Ksztaltowanie się zachodniej tradycji prawnej, PWN, Warszawa 1995, s. 23). Wiem, ze sredniowieczna Islandia reklamowana przez Davida Friedmana moze nie przekonywac, ale to w poznosredniowiecznej Europie zapanowala wolnosc (przede wszystkim w miastach) i ruszyla z kopyta gospodarka rynkowa. Ktos rozwinie watek?

  • A rozwój RP za czasów rozbicia dzielnicowego?

    Mam przed sobą „Poczet królów i książąt polskich” Andrzeja Garlickiego – książka wydana za sowieckiego komucha w 1978 roku. Autor stwierdza w niej (a żaden z niego zapewne libertarianin), że mimo wszystko (tj. mimo osłabienia siły militarnej i zagrożeń zewnętrznych) był to czas intensywnego rozwoju gospodarczego i istotnych przemian społecznych. W rolnictwie upowszechnił się system trójpolówki, używanie ugoru jako pastwiska. zaczęto używać nowocześniejszych narzędzi rolniczych. Stworzono immunitety – zwolnienia dóbr od danin i posług, co zmieniało sytuację wolnych chłopów. Lokowano miasta na prawie niemieckim, skodyfikowano także inne normy osadnicze (prawo polskie, średzkie). Wykształciły się samorządy wiejskie oraz ogólny zbiór reguł feudalnych.

    Dzisiaj panuje takie przeświadczenie, że jak coś jest rozdrobnione, to jest złe. Najfajniej to jest, jak mamy mega super państwo, które wszystko kontroluje. Wielu współczesnych etatystycznych lewaków (tzw. neomarksizm) miewa mokre sny, w których władza zarządza najdrobniejszym elementem ludzkiego życia. Przykład:

    „Wolny rynek jest rozwiązaniem generalnie fatalnym. Świetna to jest scentralizowana gospodarka planowa, rzecz jasna pod warunkiem, że sterująca nią władza jest doskonale dobra, doskonale mądra, doskonale silna/wpływowa, ma doskonałą i doskonale szybko aktualizowaną wiedzę zarówno na temat stanu gospodarki jak i na temat ludzkich potrzeb i stopnia ich zaspokojenia oraz doskonałą zdolność do doskonale szybkiego i sprawnego reagowania na wszelkie zmiany w tej gospodarce/potrzebach/zaspokojeniu. Cały problem polega na tym, że w realnym świecie jesteśmy doskonale dalecy od możliwości zrealizowania czegoś takiego w praktyce, stąd optymalnym rozwiązaniem w tej smutnej sytuacji jest sięganie do tych jakże niedoskonałych rozwiązań rynkowych. ”

    http://galopujacymajor.wordpress.com/2010/09/06/nie-kochamy-juz-wolnosci/#comment-3341

  • @ 58 „A jakieś nieemocjonalne tego uzasadnienie?”
    Nieemocjonalne przyswajanie treści w postaci ciągu literek i spacji wystarczy: „Anarchizm i kapitalizm z definicji wzajemnie sikę wykluczają.” dlatego jest to pseudo doktryna.
    @ „I czemu apriori skreślać go? Kapitalizm może być ….”
    Nie a priori tylko a posteriori. Bo idee anarchistyczne zaczęły przybierać swoją formę w reakcji na patologie kapitalizmu, czyli systemu ekonomicznego, opartego na własności kapitału, który ma być stale powiększany.
    Własność, jak to napisałem nieco wyżej, jest uprawnieniem, więc wymaga instytucji, która jest w stanie je wyegzekwować. Czyli musi posiadać władzę stosowania przymusu, inaczej zniewolenia innego człowieka.
    A władza to przeciwieństwo anarchii z definicji – gr. ἀναρχία – „bez władcy”.

  • @boniek „Podatki tzw posrednie to tez podatki bezposrednie tyle ze nie na klienta tylko producenta/sprzedawce.” – Jak ktoś dokonuje secesji od rządu to dokonuje też secesji od produktów opodatkowanych prze nań. I to jest możliwe, bo przecież może sobie sam hodować jedzenie etc. Jeżeli podejmuje decyzję zapłacenia podatku przy kupnie to robi to dobrowolnie bo widocznie mniej sobie ceni swoją secesję od rzadu, niż korzyści płynące z obecności na rynku, którego przecież rząd chroni przed wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi.

    „Jesli nie bylo zadnego prawa to nie moglo byc zasady co nie zabronione to legalne, bo jest to zasada prawna ;)” Nie no jak? Przecież to kompletnie nielogiczne. Tzn. że nie było legalne bo nie było prawa o tym, że brak prawa w tej dziedzinie oznacza legalność?

    „Niezle najpierw proponujesz logiczne kolo, a potem twierdzisz ze jak sie ktos z toba nie zgadza to jest przeciwny wlasnosci prywatnej ;)” – Logicznym następstwem anarchii i jedyną możliwością wprowadzenia jej w życie jest komunizm.

    Anarchia to z greckiego bezrząd, jeżeli jest prywatna własność ziemska to na tej ziemi RZĄDZI właściciel, więc to już nie jest bezrząd czyli żadna anarchia, to już rząd minimalny czyli minarchia. Dlatego twierdzę, że anarchokapitalizm to po primo oksymoron i po secundo nieporozumienie.

    A’kap jeżeli byłby konsekwentny to musiałby zlikwidować prywatną własność ziemską, albo byś czymś w stylu geolibertarianizmu. Zresztą nie ma się co dziwić bo przecież a’kap czerpie z anarchizmu indywidualistycznego, którego podstawowym postulatem było zniesienie własności prywatnej ziemi, co jest niemożliwe do pogodzenia z liberalizmem klasycznym.

    W cytacie z Misesa, który dałem Mises wcale nie mówił tylko o anarcho-syndykalistach ale również o anarchoindywidualistach.

  • @Smith

    „Własność, jak to napisałem nieco wyżej, jest uprawnieniem, więc wymaga instytucji, która jest w stanie je wyegzekwować. Czyli musi posiadać władzę stosowania przymusu, inaczej zniewolenia innego człowieka.”

    Smith, powtarzasz anarchistyczne bzdury. Jako że ostatnio lubię stosować niemerytoryczne argumenty, dla ciebie też mam jeden: OBEJRZYJ SERIAL DEADWOOD.

    Tam nie ma państwa, a własność obowiązuje, miasto kwitnie w najlepsze, po drodze pada parę(naście) trupów, koniokradów się wiesza za jaja itp. Największymi wrogami własności w tym serialu są: państwo oraz Wielki Biznes (uosobiony pod postaćią magnata górniczego George’a Hersta, który wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję i korumpuje – tradycyjnie BARDZO podatnych na korupcje – urzędników państwowych).

  • Można odróżniać władzę nad swoją własnością, od władzy nad nieswoją własnością. To tak jakby twierdzić, że nietolerancja wobec odbierania wolności jest zamachem na wolność. Prywatna własność ustala granicę, gdy nasze działania są wolne, kiedy mamy władzę nad swoim, nie nad czyimś.

    Chodzi o nieagresję, o nie zawłaszczanie sobie czyjegoś mienia, czyjejś pracy. Powołanie państwa jest taką agresją. Może być konieczne, może być najlepszym wyjściem w danej chwili, jednak nie będzie to oznaczać, że sam twór jest usprawiedliwiony. Jak państwo nie jest zbyt opresyjne to i tak każdy machnie na to ręką, gdyż zmiana w stan idealny byłaby zbyt kłopotliwa. Tak samo jak zbyt kłopotliwe by było całkowite zlikwidowania morderstw, kradzieży czy innych przestępstw. Nikt jednak nie twierdzi, że przestępstwa jako takie są dobre. Państwo jest pewnym sposobem radzenia sobie z pewnymi problemami, co jednak nie implikuje, że nie ma innych sposobów, i że te powzięte nie są jedynie wybraniem mniejszego zła.
    Mam prawo zabić w obronie własnego życia, co jednak nie oznacza, że mam prawo zabijać w ogóle. Mam prawo dowolnie zarządzać swoją własnością, co nie znaczy, że ta władza ma usprawiedliwienie do zarządzania własnością każdego. Anarchia, czy nie uznawanie władzy, ma tutaj znaczenie nie tyle odrzucające możliwość zarządzania swoją własnością i decydowania o własnym życiu, co niemożność zarządzania nieswoją własnością, nieswoim życiem.

    Czy jak państwo przestaje istnieć, to przestaje istnieć też jakiekolwiek prawo, do którego ludzi i tak będą się stosować? Czy w magiczny sposób ich etyka wyparuje i staną się zwierzętami? Dopiero gdy ktoś silną ręką trzyma, będzie istniał porządek? Czy jednak ten porządek wynika z czegoś zupełnie przeciwnego, dobrowolnego wyzbycia się agresji. Czy to, że istnieją przypadki gdy upadek państwa pociąga upadek porządku nie wynika raczej ze słabej własności prywatnej, słabo rozwiniętych sposób ich obrony i zarządzania?
    Co nie znaczy, że agresja jako taka nadal by nie istniała. Przyjmowałaby jedynie cywilizowane formy takie jak walki bokserskie, zapaśnicze lub inne dyscypliny sportowe. Do ochrony supermarketów i różnych obiektów wystarczy prywatna ochrona. Czyli ludzie potrafią bez niczyjej oświeconej pomocy ujmować agresję w odpowiednie ramy.

  • “Anarchia to z greckiego bezrząd, jeżeli jest prywatna własność ziemska to na tej ziemi RZĄDZI właściciel, więc to już nie jest bezrząd czyli żadna anarchia, to już rząd minimalny czyli minarchia. Dlatego twierdzę, że anarchokapitalizm to po primo oksymoron i po secundo nieporozumienie.”

    “A’kap jeżeli byłby konsekwentny to musiałby zlikwidować prywatną własność ziemską, albo byś czymś w stylu geolibertarianizmu.”

    Bo chodzi tutaj o zachowanie prywatnej własności, czyli władzy właściciela nad swoją własnością. Nie natomiast nad cudzą własnością. Będąc konsekwentnym nie otrzymamy kompletnej anarchii a jedynie wielu “władców”, którzy rządzą wyłącznie swoją własnością. Anarchokapitalizmowi zarzucać sprzeczność, to tak jak zarzucać sprzeczność samej idei wolności, zabraniają jej łamania.
    A i tak nie żylibyśmy w świecie “władców”, bo oni i tak zbywaliby się całkowitej nienaruszalności w imię korzyści jakie by mieli z wpuszczania na swoje ziemie handlu, usług… Tak samo jak dziś zbywamy się części naszej wolności podpisując takie a nie inne umowy.

  • @piotrt

    „Anarchokapitalizmowi zarzucać sprzeczność, to tak jak zarzucać sprzeczność samej idei wolnośc” A to niby czemu? Anty-wolnościowa jest anarchia, a nie kapitalizm. Nie wiem po co się upieracie na to bezsensowne twierdzenie, że można połączyć anarchizm z liberalizmem. Sam piszesz.

    „Będąc konsekwentnym nie otrzymamy kompletnej anarchii a jedynie wielu “władców”” – Otóż to drogi Panie, nie jest żadna anarchia (nierząd) tylko kupa konkurujących ze sobą minarchii. I to minarchizm w połączeniu z rządem prywatnym jest esencją myśli liberalnej, a nie jakieś anarchizmy, które niechybnie nastają na własność.

    I nawet same a’kapy sobie z tego zdają sprawę. Bo teraz już się mówi o „Europie tysiąca Liechtensteinów”. Tylko, że Liechtenstein to PAŃSTWO! Najliberalniejsze obecnie w Europie.

    Więc skoro esencją a’kapu wg. samych akapowców jest Europą liberalnych państw to cała krytyka klasycznego liberalizmu jest bez sensu.

  • To nie jest anarchia, którą można rozumieć jako totalny chaos. Słowo anarchia odnosi się do tego, że niedopuszczalne jest kierowanie czyjąś własnością. Co automatycznie tworzy z właściciela władcę jedynego dla jego własności. Nie widzę tutaj specjalnej rozbieżności w tym co piszemy. Ja jednak uważam, że bardziej odpowiednie jest położenie nacisku na „anarchia” niż na „władza”(choćby minimalna potrzebna). Gdyż nie ma władcy nad władcami, właścicieli nad właścicielami. Żaden jeden nie jest wywyższony nad drugiego, żaden z nich nie jest bardziej właścicielem niż inny. Między właścicielami panuje anarchia, gdyż mają władzę jedynie nad swoją własnością. Dopiero potem, na skutek różnych umów, uzależniają się, tworzą jakieś prawo.
    Do europy liberalnych państw warto dążyć, gdyż jest to stan daleko lepszy od obecnego. Nie jest to jednak esencją anarchokapitalizmu. Esencją jest przekonanie, że porządek społeczny nie wynika z instytucjonalizacji przemocy, że porządek ten nie dzięki temu się rozwija.
    Wynika z powstrzymania się od przymusu.
    Danie pełnię władzy w jedne ręce, istotnie likwiduje niedogodności związane z walką o władzę. Nie oznacza to jednak, że istotnie rozwiązuje problemy. Stary dobry liberał dąży przecież do utrzymania władzy gospodarczej dla każdego z osobna a nie nad każdym, gdzie jednostka jest ostatecznym władcą tego co sama robi. To co jest potrzebne to ochrona własności, jeśli każdy byłby w stanie to sobie zapewnić, potrzeba istnienia państwa znika. Tak samo jak znika monopol jedynego rolnika, gdy inni nauczą się sami uprawiać ziemię. Nie prawdziwie liberalnemu władcy/rządowi nie będzie na rękę usamodzielnienie się obywateli. Tacy obywatele są konkurencją, z którą rząd będzie walczył lub w najlepszym przypadku sobie zjednywał, przeciągał na swoją stronę. Zatem takie państwo z czasem będzie zawsze coraz silniej walczyło z własnymi obywatelami.
    Osobiście nie mówię „nie” „rządom”, które nie egzekwowałyby ode mnie umów, których nigdy nie zawierałem. Rządom, których by nie interesowało co robię z sobą i ze swoją własnością. Gdzie rząd zajmuje się swoją własnością, nie „publiczną”. Według mnie wtedy w wystarczający dla mnie sposób wywiązywałyby się z nieagresji, z przyjęcia postawy, że jedynie poprzez wolne działanie jednostek buduje się społeczeństwo. Czy byłby to minarchizm, może. Według mnie idea jaka za tym stoi nie jest ideą ani państwa, ani państwa minimum. Po prostu podchodzi do sprawy z drugiej strony.
    Nie ma też co oczekiwać, że nagle wszyscy sobie wyzerują sobie konta i zaczną od początku się układać, budować zależności. Zatem hipotetyczne wolne państwo musiałoby mieć jakieś korzenie w dzisiejszym świecie, zawsze będzie istniał jakiś pierwiastek skażający. Co nie znaczy, że od razu należy go legalizować.
    Nie widzę w anarchokapitalizmie walki z porządkiem, który daje usługi sądownicze i ochronne. Wręcz przeciwnie. Tak samo jak wolność nie oznacza wolności od wszelkich zależności, a jedynie zachodzenie w te zależności dzięki wolnemu wyborowi. Anarchia nie oznacza tutaj braku porządku, lecz do niego dążenie na zupełnie nie regulowanych zasadach.

  • @piotrt Wyciągasz definicje z rękawa. Anarchia nie oznacza niedopuszczania do kierowania czyjąś własnością tylko nierząd. Brak rządu, BRAK RZĄDZĄCYCH! Jeżeli masz prywatną własność ziemską to właściciele są rządzącymi czyli nie ma anarchii tylko minarchia. I Europa 1000 Liechtensteinów to nie europa anarchizmu tylko Europa 1000 minarchii, które też są pełnym wyrażeniem kapitalizmu. Najlepszą minarchią jest monarchia, ale również republiki bo zamiast płacić PAO ludzie się dla oszczędności sami organizują. Z tym, że republiki są w jakimś stopniu skazane na bycie opresyjnymi.

    Twoja alegoria z rolnikiem nie ma tu przełożenia. Jak właściciel ziemi tudzież monarcha będzie widział, że rolnik chce mu odebrać własność ziemską to go wywali na banicję i tyle. Ten rolnik nie jest konkurencją. Konkurencją może być jedynie druga osoba z roszczeniem do ziemi posiadanej przez monarchę.

    W instytucjonalizowaniu „przemocy” nie ma nic niemoralnego. Tak samo jak nie ma w uprzedmiotowieniu jej i sprzedawszy jak w przypadku PAO.

    Właściciel ziemi (państwa) ma prawo sobie zorganizować jej obronę i stanowić prawa na niej. Może to również zrobić za podatki jakich sobie woła od ludzi, za korzystanie z jego ziemi. I tyle. To jest rząd minimalny. To jest rząd liberalny.

    1000 takich rządów to wizja anarchokapitalistyczna. Ale nie ma to nic wspólnego z anarchią bo rządy są, a poza tym podtrzymuje, że jeżeli wyrazem myśli a’kapwej (co przyznajesz) jest Europa Lichetnsteinów to krytyka liberalizmu jest jedynie nie zrozumieniem jego zasad, genezy rządu i minarchii.

  • Fajne wątki:

    Kto się boi akapu? –> http://libertarianizm.net/thread-1308.html

    Libertarianie – ostatni głos rozsądku na prawym skrzydle –> http://libertarianizm.net/thread-1306.html

    Na koniec cytat z Tomasza Gabisia:

    „Wbrew czarnowidztwu Jeana Baudrillarda, który twierdził, że wszystko już się wydarzyło, wszystkie rewolucje już wybuchły i wszystkie utopie zostały zrealizowane, realistyczna koncepcja anarchokapitalizmu będąca drogą ku postpolitycznemu porządkowi lokalnego polis, ciągle jeszcze czeka na urzeczywistnienie, ciągle jest jeszcze przed nami. I to darowuje nam szansę nowego początku, oczywiście przy zastrzeżeniu, że – używając określenia Gianniego Vattimo – jest on nowy w słabym tego słowa znaczeniu, że – jak zawsze – to tylko połowicznie nowy początek.”

  • Jedyne na co chcę tutaj zwrócić uwagę, to to, że władza jako taka nigdy nie będzie miała usprawiedliwienia. Jest jedynie wyborem mniejszego zła. Oddanie portfela bandycie też jest mniejszym złem niż nóż w żebrach. Posłuszeństwo takiemu bandycie bynajmniej nie tworzy ze mnie zwolennika bandytyzmu. Tak samo dzisiejsza konieczność istnienia państwa, państowych emerytur, służby zdrowia, itede, nie czyni ze mnie zwolennika państwa, państwowych emerytur, itede.
    Porządek społeczny nie opiera się na przymusie a na dobrowolnych relacjach. W tych relacjach, na gruncie własności prywatnej, legalizuje i reguluje we wzajemnych umowach stosowanie przemocy. Co nieuchronnie prowadzi w jakąś formę minarchizmu. Jest to po prostu forma organizacji, która udostępnia “państwowe” usługi. Nie widzę sprzeczności między anarchokapitalizmem a istnieniem takich “państw”. Jeśli akap za podstawę sobie bierze własność prywatną, to dlaczego miałoby stać to sprzeczności z prywatnym serwowaniem “państwowych” usług?

    Nie widzę specjalnego sensu w nazywaniu anarchokapitalizmu anarchią, skoro ewidentnie widnieje obok człon kapitalizm. Że to jest jakoś sprzeczne… równie dobrze można się doszukiwać sprzeczności w konserwatywnym liberalizmie. Skoro jednak anarchokapitalizm jest anachokapitalizmem a nie anarchią ani kapitalizmem z osobna, to może warto zastanowić co jest tutaj anarchią a co kapitalizmem, zamiast przyjmować słownikowe znaczenie jednego słowa i rozszerzaniem na całe wyrażenie. Czasem wyrażenie złożone z dwóch słów tworzy inną jakość niż oba słowa z osobna. Tak samo zdanie lub cała wypowiedź jest czymś więcej niż każde słowo z osobna.
    Powtórzę, więc. Anarchię widzę w tym, że każdy z ludzi jest odrębną jednostką, która nikomu nie podlega, jedynie sam decyduje co robi z sobą i ze swoją własnością. Nikt nie jest nikomu podległy – stąd anarchia. Co nie oznacza, że jednostka nie może się dobrowolnie stać zależna, a to dzięki dobrowolnym umowom. Zobowiązywać się do wykonywania jakiejś pracy, do wykonania jakiegoś dzieła, zatem godzić się też na ich konsekwencje. Ludzie dla własnej korzyści współpracują, wymieniają się a stan anarchii jest tutaj punktem wyjścia. Podejmują takie działania dlatego, że są wolnymi ludźmi. Dalej, te relacje międzyludzkie określa kapitalizm. To nie jest coś co trzeba tłumaczyć i poznawać w szkołach(ale pewno by ułatwiało), to się pojawia samo gdy tylko wszelkie umowy są dobrowolne i społeczeństwo radzi sobie z wewnętrzną i zewnętrzną agresją. Wtedy ludzie są “zmuszeni” do pokojowego załatwiania spraw, zatem w kapitalistyczny. Wtedy już tylko poziom rozwoju społeczeństwa i warunki naturalne zadecydują jak duży będzie dobrobyt, jak duże jest zrozumienie kiedy jakieś działanie jest dobre a jakie złe.
    Europa Tysięcy Liechtensteinów radziłaby sobie z tym, prawdopodobnie w najlepszy sposób. Nie widzę większego sensu w dochodzeniu czy “państwo”, które korzystałoby z usług prywatnego sądownictwa, policji i wojska byłoby nadal minarchistyczne czy już anarchokapitalistyczne. Przecież jeśli Książe Liechtensteinu jest właścicielem, to on decyduje jak tego terenu pilnuje. Jedno z drugim jest według mnie kompatybilne a nie sprzeczne.

    Również w przypadku Europy Tysięcy Liechtensteinów prawdopodobnie dochodziłoby do nadużyć władzy. Trudno, nie stworzy się państwa idealnego. Zawsze to będzie obarczone pewnymi błędami. Stąd anachokapitalizm widzę jedynie w przypadku tysięcy małych państw i wolnych miast. Niemal na każdym zakątku Ziemi są jakieś zaszłości historyczne, które uniemożliwiają powstanie czegoś na czystych warunkach. Potrzebny byłby do tego nowy ląd, jednak nie mamy w zanadrzu żadnej nowej Ameryki. Co najwyżej nowe układy planetarne za setki, tysiące lat – o ile w ogóle.

  • @ 63 BR
    BR piszesz niemerytoryczne bzdury. OBEJRZYJ SERIAL pt. „Podróże Koziołka Matołka”
    @ 64 Piotr
    „Można odróżniać władzę nad swoją własnością,..”
    -Można odróżnić władzę ekonomiczną od politycznej, indywidualną od publicznej itd..? Bo można też odróżnić własność osobistą od prywatnej i życie staje się dużo prostsze, kiedy nie trzeba wyważać dawno już otwartych drzwi.
    @”Prywatna własność ustala granicę”
    -Jak Kali ukraść krowę to … Inaczej jak Kali sobie pierwotnie przywłaszczyć to później już:
    @”Chodzi o nieagresję, o nie zawłaszczanie sobie czyjegoś mienia, czyjejś pracy.”
    -„Pierwotne zawłaszczenie polega na przekształceniu czegoś, czego nikt wcześniej nie uznawał za dobro rzadkie, w przynoszący dochód kapitał[…]własność prywatną ustanawia się przez zawłaszczenie: zmieszanie własnej pracy z jakimś naturalnym, zasobem zanim zrobi to ktoś inny.” Hoppe „Demokracja – bóg, który zawiódł.”
    Czyli o utrzymanie hierarchii, przez utrzymanie prawomocności pierwotnego zawłaszczenia, które to wzbogacone o najemną pracą, przynosi zysk prawowitemu właścicielowi, inaczej pozwala wyzyskiwać najmitów.
    @”Tak samo jak zbyt kłopotliwe by było całkowite zlikwidowania morderstw, kradzieży czy innych przestępstw.”
    – „… kiedy będą zniszczone chytrość i wyzysk, wtedy znikną złodzieje i rozbójnicy.” Tao Te King, Lao Tse, tak chętnie cytowany przez Rothbarda i de Soto.
    @ 65 piotr
    „Anarchokapitalizmowi zarzucać sprzeczność, to tak jak zarzucać sprzeczność samej idei wolności, zabraniają jej łamania.”
    -Wolność jest sprzeczna sama z siebie, a najbardziej udaną, bo najprostszą próbę opisu tej sprzeczności podjął Sir Isaiah Berlin.
    @ 66 Liberał
    – Bo wydaje im się, że słowo ciałem się staje i w związku z tym, mogą sobie w nieskończoność wywodzić jedną hipostazę z drugiej. Co idzie im bezboleśnie, kiedy używają w tym celu pojęć, których definicji nie rozumieją, bądź rozumieć nie chcą.
    @ 67 i 70 piotr „To nie jest anarchia, którą można rozumieć jako totalny chaos. Słowo anarchia odnosi się do tego, że niedopuszczalne jest kierowanie czyjąś własnością.”
    -Problem w tym, że to coś co próbujesz opisać to nie jest anarchia, której z resztą nie można rozumieć jako totalny chaos. Naprawdę dużo łatwiej opisuje się pewną rzeczywistość lub abstrakcję, używając w tym celu pojęć których znaczenie się rozumie zamiast tworzyć „inną jakość”, będącą de facto jej brakiem. Mistrz Ockham napisał kiedyś, żeby nie powoływać do życia zbędnych bytów i na tym przeważnie wykładają się pseudo logicy.
    Anarchizm przez swoje konotacje z wolnością, rewolucyjnością i buntem jest pojęciem bardzo atrakcyjnym, niemniej jednak przynależy do zgoła odmiennej ideologii. Dlatego po raz kolejny postuluję, żeby ograniczyć jego wtórne i bezpodstawne zawłaszczanie, w miejsce nazywania po imieniu tych niepełnosprytnych wywodów ustrojowych, używając do tego pojęć im adekwatnych jak: minarchizm i propertarianizm.

  • Ad Smith
    „Własność, jak to napisałem nieco wyżej, jest uprawnieniem, więc wymaga instytucji, która jest w stanie je wyegzekwować. Czyli musi posiadać władzę stosowania przymusu, inaczej zniewolenia innego człowieka.”
    Czyli mam rozumieć, że grupa prywatnych osób nie może porozumieć się co do zasad rządzących między nimi i zapłacić firmie za pilnowanie tych zasad?
    Oczywiście będzie to instytucja ale prywatna. No chyba, że rozumiesz człon „anarcho” jako całkowity upadek etyki i moralności i bieganie z gołymi tyłkami po ulicy.

    Co do „oksymoronu” anarchokapitalizm, cytat z wikipedii: „Głównym problemem jest to, czy termin „anarchizm” definiować jako opozycję do hierarchii, władzy, państwa czy kapitalizmu”.
    Ja taktuje człon „anarcho” jako opozycję wobec państwa.

    Mylisz się jeszcze w wielu miejscach ale te dwa punkty wydały mi się najważniejsze.

  • @Smith

    „Własność, jak to napisałem nieco wyżej, jest uprawnieniem, więc wymaga instytucji, która jest w stanie je wyegzekwować. Czyli musi posiadać władzę stosowania przymusu, inaczej zniewolenia innego człowieka.”

    Uwielbiam czerwoną retorykę. Zniewolenie drugiego człowieka to niepozwoleniu mu na korzystanie z rzeczy należącej do sąsiada. Bo prawdziwa wolność, taka opatentowana przez komuchów, polega przecież na tym, że wszystko należy do wszystkich PO RÓWNO.

    „Anarchizm przez swoje konotacje z wolnością, rewolucyjnością i buntem jest pojęciem bardzo atrakcyjnym”

    Bardzo atrakcyjnym chyba dla 10-latka, któremu matka nie pozwoliła wyjść na impreze, albo dla zaczadzonych ziołem hipisów.

  • @ BR „Uwielbiam czerwoną retorykę. ”
    -Ja wolę tę czarno-białą, czytaj konkretną.
    @ „Bardzo atrakcyjnym chyba dla 10-latka…”
    -To dla tego próbujesz go używać?
    Obejrzyj może jednak, tak na początek, tego Koziołka Matołka, zamiast pisać że: „Zniewolenie drugiego człowieka to niepozwoleniu mu na korzystanie z rzeczy należącej do sąsiada”. Naprawdę zachęcam do lektury, która nie jest specjalnie bolesną czynnością.

  • @ grudge”Czyli mam rozumieć, że grupa prywatnych osób…”
    -Czyli nie rozumiesz: http://pl.wikipedia.org/wiki/Instytucja
    @”opozycję do hierarchii, władzy, państwa czy kapitalizmu”
    Władza nie może istnieć bez hierarchii, podobnie jak państwo i kapitalizm.
    @ „Ja taktuje człon „anarcho” jako opozycję wobec państwa.”
    A taktuj sobie jak ci wygodniej nawet na cztery pierwsze. W końcu przecież w ramach chaosu pojęciowego ład jakiś pojawić się musi. Raczej później niż wcześniej bo najważniejsze żeby był prywatny.

  • “Władza nie może istnieć bez hierarchii, podobnie jak państwo i kapitalizm.”

    Władza nad sobą, nad swoją własnością jest czymś zupełnie innym niż władza nad innymi ludźmi i nad ich własnością. Jest to taka sama różnica jak w myleniu skutku z przyczyną. Hierarchia własności w społeczeństwie wywiązuje się mimochodem na gruncie dobrowolnych umów, aby poprzez wolne działanie zwiększać własny dobrobyt. Hierarchia oparta na przymusie jedynie pokazuje – o mamy porządek – nie jest jednak wytworem wolnego działania, cele jednostek nie są w niej realizowane. Jest to sztuczka pokazująca – o zobaczcie, również mamy organizację – całkowicie jednak pomija, że nie ma oparcia w realnych działaniach. Choćby i założenia były światłe i mądre, cóż z nich jak nikt z ludzi nie będzie o tym widział, nie będzie tego nawet czuł jak się w tym orientować. Pomija się ważny element kiedy człowiek zmagając się z przeciwnościami, zmusza się do zrozumienia o konieczności takich a nie innych rozwiązań. Dostrzegania związków przyczyno-skutkowych. Pomija się bezcenny proces dopasowywania się do warunków każdego człowieka z osobna. To właśnie poprzez ten proces powstaje samoistne zorganizowanie. Oferując gotowe zorganizowanie, pomija się wszystko to co świadczy o całej wartości samej organizacji.
    Przypomina to sadzenie drzewa z powyrywanymi korzeniami.

    Nakładając (przymusową) hierarchię nie przeskoczymy w magiczny sposób wielu etapów budowy wolnego społeczeństwa i naturalnych relacji międzyludzkich. Przyjmując jakiekolwiek ustawy, nie ominie się tego, że konieczny będzie ludzki wysiłek aby im sprostać. Potrzebne są “korzenie”. Stoimy wtedy między wyborem aby określić jak ludzie mają działać aby przez to osiągali nasze cele Albo pozwolić im działać tak aby realizowali własne cele. Jeśli przyjmujemy pierwszy wariant, nie jest specjalnie dziwne, że każde państwo po pewnym czasie ugina się pod różnymi obliczami socjalizmu. Decydowania za innych o ich własnych sprawach, gdzie równość w takim państwie dąży do stanu gdzie każdy żyje na koszt innych.

  • Ad Smith
    Sprawdziły się moje przypuszczenia, jesteś wyjątkowym ignorantem.

    Pozwoliłem sobie wstawić zawartość Twojego odnośnika:
    „Instytucja (z łac. institutio – urządzenie, zwyczaj):

    * organizacja – grupa, ugrupowanie lub podmiot (nauki o zarządzaniu)
    * instytucja – organizacja, podmiot, byt
    * instytucja — w antropologii zespół dążeń ludzkich mających na celu zaspokojenie określonych potrzeb
    * instytucja — w politologii zorganizowany twór polityczny, stanowiący wyodrębniony zespół ludzi dysponujący zasobami organizacyjnymi oraz materialnymi umożliwiającymi uczestnictwo w życiu publicznym w celu zaspokojenia potrzeb jednostkowych i grupowych, a także uregulowania zachowań członków grupy
    * instytucja — w socjologii termin wprowadzony przez Herberta Spencera, odnoszący się do bardzo trwałych elementów ładu społecznego, uregulowanych i usankcjonowanych form działalności, uznanych sposobów rozwiązywania problemów współpracy i współżycia oraz niektórych organizacji formalnych pełniących w społeczeństwie określone funkcje”

    Teraz to co napisałem do Ciebie w poprzednim poście:
    Czyli mam rozumieć, że grupa prywatnych osób nie może porozumieć się co do zasad rządzących między nimi i zapłacić firmie za pilnowanie tych zasad?

    W żadnym przypadku, nawet w politologii, nie przeczy to temu co napisałem.

    „Chaos pojęciowy”. BR ma rację czerwona retoryka i wymyślanie pojęć. Jak Cię czytam to czuję, że pobierałeś nauki u samego mistrza Ikonowicza.

  • @77
    Przepisałeś, czy skopiowałeś?
    Problem w tym, że nic sensownego nie napisałeś. A retoryczne pytania stawiasz prawie jak Jarosław K.
    Nie ma żadnego znaczenia czy chronić własność ma instytucja prywatna czy państwowa. Tak i tak będzie stosować przymus, żeby utrzymać hierarchię opartą na własności.
    @76
    Wszystkie hierarchicznie zorganizowane grupy mają tendencję do autonomizacji tzn. do alienacji wobec ich pierwotnego celu i do zakończenia żywota w rękach tych, którzy nimi zarządzają.

  • Ad Smith
    „Tak i tak będzie stosować przymus, żeby utrzymać hierarchię opartą na własności.”
    Mam rację lewaku, że według Ciebie ludzie sami nie potrafią się dogadać i ustalić zasady współżycia. To właśnie przez takich jak Ty ciągle maym wybierane rządy, które obiecują, że zajmą się wszystkimi naszymi problemami, bo nie umiecie się zając nimi sami. Rozumiem, że chciałbyś nie mieć żadnego przymusu. Wejść do sąsiada podczas obiadu zjeść jego kotleta i jeszcze mieć pretensje, że za słony. Prawdziwy anarchizm.

  • Ja np. nie jestem lewakiem a uważam że Smith ma dużo racji. Prywatne instytucje strzegące praw własności tylko na papierze fantastów typu Rothbard czy D. Friedman wyglądają tak fajnie i wesoło, a świat przez nie zarządzany jest wolny, spokojny i pokojowy. W praktyce żeby zobaczyć, jak to wygląda, trzebaby raczej postudiować hisorię np. Kompanii Wschodnioindyjskiej.

  • @Smith
    to że ktoś lub grupa osób będzie używać siły aby bronić swojej własności, czyli swoich owoców pracy i samych siebie nie jest tożsame stosowaniu przymusu. mylisz pojęcia

  • Balcerek, co ty palisz? Zdzielenie złodzieja bejsbolem to nie jest stosowanie przymusu? Jest. I teraz pojawia się problem zdefiniowania własności i zdefiniowania przymusu. No bo chyba sam przyznasz, że przy niektórych definicjach, mimo zachowania reszty świętych aksjomatów nieagresji i innych pipe dreamów anarchokapitalistycznych, efekt może być cokolwiek sprzeczny z naszą intuicją co do „wolności”, np. jeśli zdefiniujemy jako naruszenie własności to, że ktoś na coś nieswojego spojrzał – i że w związku z tym prawowity właściciel „ma prawo” (pomijając wszelkie semantyczne ślizgawki z tym określeniem w scenariuszu akap) za to go zdzielić z liścia…

    Albo obiekt świętych wojen libertariańskich – czy własność intelektualna jest uprawnioną własnością, czy nie? Bo jeśli nie jest, to społeczeństwo zezwalające na jej prywatne egzekwowanie będzie zamordystyczne, zaś jeśli jest, to społeczeństwo nie zezwalające na jej egzekwowanie – będzie lekko zkomuszałe…

  • Jeszcze inna sprawa związana z przymusem – czy „perfekcyjnie wolne” społeczeństwo powinno zezwalać na retrybutywne, długotrwałe kary – np. na więzienie? Wg jednego, nowocześniejszego obozu ortodoksów (D. Friedman) – nie, bo taka kara jest z natury niewspółmierna do czynu (aspekt moralny) i stanowi zemstę nie przynoszącą nikomu korzyści (aspekt utylitarny). Druga, bardziej tradycyjna szkoła (za anarchoindywidualistami – od Spooner’a po bodajże, ale na 100% nie jestem pewny, Rothbarda), uważa że owszem, a społeczeństwo które wzdryga się przed męskim wymierzeniem bliźniemu klapsa (nawet tego najmocniejszego klapsa, kończącego się zejściem z padołu łez) to społeczeństwo tępych owiec.

    Nie są to proste kwestie. Przymus zawsze ktoś musi stosować, tak długo jak będą występki, nie uciekniemy od tego. Pytanie jest jedynie natury ilościowej – jaki zakres przymusu w jakich sytuacjach i w jakiej formie jest dopuszczalny/sensowny oraz technicznej – kto i na jakiej drodze formalnej ma się tym zajmować.

  • A zastanawialiście się, jak to wszystko wygląda z perspektywy historycznej – na długim dystansie, licząc, powiedzmy, w tysiącach lat? Pytam o to, czy państwo, przez sam fakt, że jest monopolistą, zwiększa czy jednak zmniejsza poziom przemocy?

    Państwo ma monopol na stosowanie przemocy.
    Monopol jest mniej skuteczny i mniej efektywny niż wolna konkurencja.
    Wniosek: likwidacja państwa zwiększy poziom przemocy.

    http://www.ted.com/talks/steven_pinker_on_the_myth_of_violence.html [NAPISY PL]

    Jacek Sierpiński zawsze można przeprowadzić analogicznie rozumowanie:
    Państwo ma monopol na stosowanie przemocy W OBRONIE.
    Monopol jest mniej skuteczny i mniej efektywny niż wolna konkurencja.
    Wniosek: likwidacja państwa zwiększy poziom przemocy W OBRONIE.
    A zatem likwidacja państwa spowoduje, że ludzie będą skuteczniej bronić się przed napastnikami.

    Tak naprawdę należy rozważyć obie strony monopolu państwa na przemoc: monopol na przemoc agresywną i anty-agresywną. Jednak nie jest to takie proste. Zależy to bowiem od niezależnego czynnika: czy w społeczeństwie jest większy popyt na przemoc agresywną, czy na anty-agresywną.

  • Odnośnie mojego wpisu oznaczonego numerem [82]

    Zdanie: „Jacek Sierpiński zawsze można przeprowadzić analogicznie rozumowanie” poprawnie powinno brzmieć: „Jacek Sierpiński uważa z kolei, że zawsze należy przeprowadzić analogicznie rozumowanie”

  • @80: “Prywatne instytucje strzegące praw własności tylko na papierze fantastów typu Rothbard czy D. Friedman wyglądają tak fajnie i wesoło”

    A kto twierdzi może zawsze ma być fajnie i wesoło? To jednak stosowanie przymusu jest zawsze niefajne i niewesołe. O ile nie jest się tym co tą przemoc stosuje… Fakt, że nie zawsze jesteśmy zdolni przeciwstawić się czyjemuś narzuconemu porządkowi, nie dewaluuje tego, że porządek społeczny buduje się właśnie na gruncie dobrowolnym. W reżimie rzeczy idą jako tako, bo nie da rady całkiem stłamsić ludzkiego działania.

    @78: “Wszystkie hierarchicznie zorganizowane grupy mają tendencję do autonomizacji tzn. do alienacji wobec ich pierwotnego celu i do zakończenia żywota w rękach tych, którzy nimi zarządzają.”

    I co z tego? Choćby i minarchia nie stawia sobie zbyt wielu celów. Sądownictwo i obronność, czyli to co zawsze będzie potrzebne prywatnemu właścicielowi, który wpuszcza do siebie ludzi. Aby ich zachęcić przyznaje prawa ponad które sam siebie nie może postawić. Jeśli w jakimś momencie władca/rząd spróbuje to zmienić, zawsze pozostaje jedynie możliwość sprzeciwu ludzi “poddanych”, upominanie się o trzymanie się ustanowionego prawa.

  • “Zdzielenie złodzieja bejsbolem to nie jest stosowanie przymusu? ”

    Halo? Halo? Nie ma czegoś takiego jak przymus obrony. Bo rozumiem, że ten złodziej był agresorem. Jest zasadnicza różnica między przymusem a obroną. W obronie siebie i swojej własności mogę dać nie tylko klapsa ale i strzelić w łeb. Może to i brutalne ale mieści się w granicach obrony a nie agresji.

    Cóż to za dziwne państwo by było, które nie łączyłoby usług obronnych z agresywnymi;) Jak już się ma monopol w obronności to można uderzać kogo dusza zapragnie. Jeżeli państwo nie przyzna sobie monopolu na obronę, to przynajmniej będzie można się bronić przed jego agresją. Bo agresja musi oznaczać nieposzanowanie dotychczasowych umów, inaczej byłaby to obrona we własnej sprawie.

    “Albo obiekt świętych wojen libertariańskich – czy własność intelektualna jest uprawnioną własnością, czy nie? Bo jeśli nie jest, to społeczeństwo zezwalające na jej prywatne egzekwowanie będzie zamordystyczne, zaś jeśli jest, to społeczeństwo nie zezwalające na jej egzekwowanie – będzie lekko zkomuszałe…”

    Super… Czy nadal mordujesz samotne kobiety wieczorami? To że widzisz wśród możliwości jedynie jakiś faszyzm i komunizm to nie znaczy, że tak w istocie jest.

  • @panika
    „Zdzielenie złodzieja bejsbolem to nie jest stosowanie przymusu”

    to jest obrona.

    „I teraz pojawia się problem zdefiniowania własności i zdefiniowania przymusu”

    no to chyba tylko ty masz taki problem.

    „Przymus zawsze ktoś musi stosować, tak długo jak będą występki, nie uciekniemy od tego”

    nie przymus tylko obronę.

  • @panika2008

    „Jeszcze inna sprawa związana z przymusem – czy „perfekcyjnie wolne” społeczeństwo powinno zezwalać na retrybutywne, długotrwałe kary – np. na więzienie?”

    Człowieku, w „perfekcyjnie wolnym społeczeństwie” kara śmierci byłaby czymś tak normalnym jak nie wiem, broń na bazarach. Zadajesz pytania jak jakiś intelektualista albo jeszcze gorzej 🙂 🙂

    Tu masz współczesnych, socjaldemokratycznych, białych intelektualistów – DO ZAORANIA obydwaj, ja już odpalam silniki swojego PRYWATNEGO czołgu 🙂

    http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2011/04/27/obejrzyjmy-sobie-jak-dwoch-bialasow-pierdoli/

  • @piotrt, kiedy złodziej przestaje być agresorem, a zaczyna być ofiarą? Po drugim ciosie kijem, czy jak mu połamiesz nogi, czy dopiero po wstrząsie mózgu i zapadnięciu w śpiączkę? Kto o tym decyduje?

    „W obronie siebie i swojej własności mogę dać nie tylko klapsa ale i strzelić w łeb. Może to i brutalne ale mieści się w granicach obrony a nie agresji.” – a ja np. się z tym nie zgadzam i uważam że to jest agresja; będąc ochroniarzem tego zabitego złodzieja złapię Cię i będę na pręgierzu na centralnym placu miasta chłostał, póki nie zejdziesz. Co na to ideolodzy anarchokapitalizmu?

    „Jeżeli państwo nie przyzna sobie monopolu na obronę, to przynajmniej będzie można się bronić przed jego agresją.” – bardziej Cię to ośmieli? Myślałem że czynnikiem determinującym skuteczność walki z państwem jest ilość czołgów, łodzi podwodnych, głowic atomowych… może się nie znam 😉

    @Balcerek, nie masz problemu ze zdefiniowaniem własności i przymusu? A złodzieja tłuczesz do pierwszej krwi, czy aż odpadnie głowa? Jak 5-latek zaplącze się na Twoją działkę to mu odrąbujesz ręce tasakiem, przeganiasz krzykiem, czy na miejscu sodomizujesz? (Wszak twoja działka, nie? święta własność itd). A jeśli jest odwrotnie i to twoje 5-letnie dziecko na działce sąsiada?

    Jaki ten świat jest prosty wg was, hehehehe.

    @BR, a co ty na to że obok twojego „perfekcyjnie wolnego społeczeństwa” z „karą śmierci normalną jak broń na bazarach” ja założę swoje „perfekcyjniejsze wolne społeczeństwo” z moimi ziomami z dzielnicy i uznamy że za każdą karę smierci u was wykonaną na naszych obywatelach w odwecie – wg zasad zupełnie sprawiedliwych i przyklepanych przez jakieś nasze guru, powiedzmy jakiegoś dalekiego krewnego Rothbarda – bombardujemy wasze osiedle pociskami z fosforem, a tych, co przeżyją, wyłapujemy, patroszymy i flaki wywieszamy u nas na słupach telefonicznych?

  • “kiedy złodziej przestaje być agresorem, a zaczyna być ofiarą? Po drugim ciosie kijem, czy jak mu połamiesz nogi, czy dopiero po wstrząsie mózgu i zapadnięciu w śpiączkę? Kto o tym decyduje?”

    My decydujemy. Nieuzasadniony atak jest agresją, tak samo jak przesadzenie z własnoręcznie wymierzoną karą. Zawsze będzie człowiek decydował, ja, ty, jakiś arbiter. Aby unikać takich nieprzyjemnych sytuacji jesteśmy skłonni się poddawać arbitrażowi zawczasu. Sprawa oczywista, że obronę można mylić z agresją i na odwrót – są wątpliwości, jest sąd. Sąd złożony z ludzi nie istot o nadprzyrodzonych mocach, bezsprzecznie wiecznie sprawiedliwych o wiedzy absolutnej.

    Jesteśmy ciut dalej niż na etapie określania co się stanie gdy sąsiad odrąbie główkę naszemu dziecku w jego mieszkaniu. Po to jest zapotrzebowanie na usługi sądownicze i obronne. Mogą być one realizowane pod przymusem, tak samo uprawa marchewek może być pod przymusem. Jest to jakiś sposób “radzenia sobie”. Byleby nie przypisywać, że z przymusowej “umowy” korzyści są dwa wszystkich stron. Gdyby tak było, nie byłoby potrzeby przymuszać… więc w nich tylko jedna strona zyskuje. Nie ma tutaj poprawy ani tym bardziej harmonii interesów, która miałaby popychać do polepszenia swojego stanu. To nie jest gra o sumie dodatniej.

  • @panika2008

    „a co ty na to że obok twojego „perfekcyjnie wolnego społeczeństwa” z „karą śmierci normalną jak broń na bazarach” ja założę swoje „perfekcyjniejsze wolne społeczeństwo” z moimi ziomami z dzielnicy i uznamy że za każdą karę smierci u was wykonaną na naszych obywatelach w odwecie – wg zasad zupełnie sprawiedliwych i przyklepanych przez jakieś nasze guru, powiedzmy jakiegoś dalekiego krewnego Rothbarda – bombardujemy wasze osiedle pociskami z fosforem, a tych, co przeżyją, wyłapujemy, patroszymy i flaki wywieszamy u nas na słupach telefonicznych?”

    To jest agresja na własność prywatną. Jeżeli libertariańsko-propertariańskie zasady będą zakorzenione w świadomości ludzi tak mocno jak dzisiaj brednie o demokracji jako najlepszym ustroju – będziesz razem z ziomalami postrzegany jako agresor ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu. Oczywiście zaatakować mnie zawsze możesz – żaden „system”, względnie czyjekolwiek chciejstwo temu nie przeciwdziałają.

  • @piotrt, „My decydujemy” – ano właśnie. „My, z woli Boga [narodu,historii,rodziny,armii – niepotrzebne skreślić] władca tych ziem, decydujemy”. Żaden tam anarchokapitalizm, zwykły oświecony despotyzm.

    @BR, to nie jest żadna agresja, tylko uzasadniony odwet. Przynajmniej tak mówi nasz guru. A co, nasz guru gorszy od waszego?

  • Taaa… Ciekawe jak sobie system wolnej przedsiębiorczości poradzi z takimi dobrami publicznymi jak czyste powietrze albo czysta woda.

  • Stanisław Kwiatkowski

    @szopen

    np. poprzez system odszkodowań. Jak tylko naukowo jesteśmy w stanie uzasadnić jaką ponieśliśmy szkodę na naszej własności/zdrowiu oraz kto jest w jakim stopniu za ten fakt odpowiedzialny, można dokonywać pozwów zbiorowych. W końcu nie ma różnicy czy ktoś wysypuje śmieci na moją posesję, czy „zasypuje” moją posesję cząsteczkami zanieczyszczeń w powietrzu.

    • A co z krytyką zasady rekompensaty przeprowadzoną przez Rothbarda w oparciu o subiektywistyczną teorię wartości? Jak intersubiektywnie (bo mam na myśli, że to ma Pan na myśli pisząc „naukowo”) sprawdzić, czy poszkodowany nie kłamie? Właśnie to był, jak mi się wydaje, decydujący argument wg Rothbarda?

  • @panika2008

    „to nie jest żadna agresja, tylko uzasadniony odwet.”

    Odwet za co? Za to, że U SIEBIE w domu chodzę np. nago? Albo NA SWOJEJ ZIEMI hoduje konopie? To jest agresja na cudzą własność, ergo: w teorii będziesz traktowany jak agresor, tj. ten zły.

  • @ 96 „ergo: w teorii będziesz traktowany jak agresor, tj. ten zły.”
    Bardzo cenna konkluzja, że: W TEORII.

  • „można dokonywać pozwów zbiorowych”, a jak pozwany ma Cię w dupie to…?

    @BR: nie no, uzasadniony odwet za to, że Twoja banda dokonała egzekucji na członku naszej bandy. Uprawianie sobie konopi czy chodzenie nago nas średnio interesuje.

    Poza tym co ty na to, że nasze prywatne i całkowicie, zupełnie i jedynie absolutnie prawe i sprawiedliwe sądy uznają, że wasza własność jest zdobyta nieprawowicie i zrobimy wam malutki zajazd w ramach zupełnie uzasadnionej kary za przestępstwo? (Bo na przyyyyyykłaaaaad w 1337 wasi potomkowie zarąbali naszych potomków i ukradli im ziemię).

  • grr, przodkowie nie potomkowie oczywiście, to nie powrót do przyszłości ;D

  • „My decydujemy” – My w sensie My, Ja, Ty, On, Ona… Na siłę chcesz tutaj wepchnąć jakiś kolektyw, którego nie ma:)
    Jesteśmy już ciut dalej żeby się martwić co to będzie gdy pan X postawi nogę na posiadłości pana Y. Nie rozumiem dlaczego jedynie adekwatne rozumowanie ma tutaj być te z pogranicza świata zwierzęcego.
    O kto ma decydować jak nie My – Ja, Ty, On, Ona… – każdy z osobna – o tym co nas dotyczy?

    “Taaa… Ciekawe jak sobie system wolnej przedsiębiorczości poradzi z takimi dobrami publicznymi jak czyste powietrze albo czysta woda.”

    To już było poruszone wyżej – na przykład w komentarzu @17.

    “uzasadniony odwet.”

    Istnieje też może uzasadniona agresja, a może misja pokojowa lub stabilizacyjna?

  • “Poza tym co ty na to, że nasze prywatne i całkowicie, zupełnie i jedynie absolutnie prawe i sprawiedliwe sądy uznają, że wasza własność jest zdobyta nieprawowicie i zrobimy wam malutki zajazd w ramach zupełnie uzasadnionej kary za przestępstwo? (Bo na przyyyyyykłaaaaad w 1337 wasi [przodkowie] zarąbali naszych [przodków] i ukradli im ziemię).”

    A co jeśli nasze państwowe i całkowicie, zupełnie i jedynie absolutnie prawe i sprawiedliwe sądy uznają, że wasza własność jest zdobyta nieprawowicie i zrobimy wam malutki zajazd w ramach zupełnie uzasadnionej kary za przestępstwo? (Bo na przyyyyyykłaaaaad w 1337 wasi przodkowie zarąbali naszych przodków i ukradli im ziemię)?

  • Ad wszyscy.
    Anarchokapitalizm – ustalenie stosunków międzyludzkich czyli czemu dobrowolne uzgodnienie form pożycia społecznego jest przez wszystkich oczekiwane.
    Załóżmy, że obywatele danego regionu ustalili, że za kradzież forma kary jest uwięzienie na okres dwóch lat. Jednak jeden z uczestników umowy (nazwijmy go John Smith) stwierdza, że skoro jest anarchokapitalizm to on nie podlega tej formie przymusu. Następnie dopuszcza się kradzieży i zostaje złapany przez właściciela posesji. Ponieważ nie uznaje on form przymusu instytucjonalnego (prywatnego sądu, który wynajęli mieszkańcy terenu i wydaje wyroki według uznanych przez nich praw), właściciel posesji wraz stwierdza, że żeby sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości obetnie złodziejowi dłonie.

    Ad panika2008
    Jakich wydarzeń należy szukać w historii Kompanii Wschodnioindyjskiej? Jakie doświadczenia dla potomnych z nich wypływają?
    Zamiast rzucać hasła, proponuję przedstaw tezy, opisz wydarzenia z historii do tych tez i wyciągnij wnioski.
    Jeżeli to za duży wysiłek to podaj chociaż literaturę do za rok wrócimy do tematu (albo i nie).

  • Czy istnieje uzasadniona agresja? Zdania są podzielone. Jeśli sąsiad grozi Ci bombardowaniem atomowym…

    Co do zajazdów wynikających z różnych definicji sprawiedliwości, prawa własności i zakresu uzasadnionego odwetu – to wydaje mi się, że właśnie sobie wyjaśniliśmy, że ostatecznie nic nie powstrzymuje takiego systemu od przekształcenia się w typowy somalijski pierdolnik walk plemiennych z tandetną i zupełnie fikcyjną warstewką semantycznego lakieru pod tytułem anarchokapitalizm, system prywatnego prawa, bla bla bla.

  • @panika2006

    „uzasadniony odwet za to, że Twoja banda dokonała egzekucji na członku naszej bandy.”

    A zatem to ja jestem agresorem, a ty dokonujesz odwetu. Gdybyś jakoś bardziej to podkreślił na samym początku (albo gdybym ja uważniej czytał między wierszami), nie byłoby tej wymiany zdań.

    „Poza tym co ty na to, że nasze prywatne i całkowicie, zupełnie i jedynie absolutnie prawe i sprawiedliwe sądy uznają, że wasza własność jest zdobyta nieprawowicie i zrobimy wam malutki zajazd w ramach zupełnie uzasadnionej kary za przestępstwo? (Bo na przyyyyyykłaaaaad w 1337 wasi potomkowie zarąbali naszych potomków i ukradli im ziemię).”

    Wtedy mój prywatny i całkowicie niezawisły sąd uzna to samo, ale w stosunku do twojej ziemi (bo nie ma ziemi np. w Europie, która została zdobyta z poszanowaniem zasady nieagresji) i wtedy mamy otwarty konflikt. Potem inni uznają podobnie i mamy globalną wojnę, która zakończy się powrotem ludzkości do paleolitu, a idea akapu zostanie na zawsze skompromitowana 🙂

  • Ale zróbmy już coming out, nie ciągnijmy tej maskarady. Niezawisłe sądy działające w imieniu dwóch grup, wydające sprzeczne ze sobą wyroki prowadzące do zbrojnych starć agencji egzekutywnych na podstawie tych wyroków działających (co jest zupełnie logicznym i prawdopodobnym wynikiem teorii politycznych m.in. Rothbarda, swoją drogą z wielkim jajem pokazanym np. w fantastycznych „Gangach Nowego Jorku”) – to są po prostu państwa, księstwa, dominia, no zwał jak zwał. Nazywanie tego anarchokapitalizmem to jakaś niesamowita i niepotrzebna ekwilibrystyka intelektualna.

  • „Niezawisłe sądy działające w imieniu dwóch grup, wydające sprzeczne ze sobą wyroki prowadzące do zbrojnych starć agencji egzekutywnych na podstawie tych wyroków działających (co jest zupełnie logicznym i prawdopodobnym wynikiem teorii politycznych m.in. Rothbarda”

    Jeśli już, to logicznym zwieńczeniem może być odgórna standaryzacja usług w zakresie sądownictwa. Czyli de facto powstanie monopolu.

    Weź taki przykład: na terytorium X mamy więcej niż jeden ośrodek tworzący prawo (brak monopolu). Jak wiadomo, już sama mediacja między dwoma tylko systemami prawnymi może polegać jedynie na stworzeniu nowego „kompromisowego” systemu prawnego. I nawet jeśli powstałyby pojedyncze agencje w sprawach spornych, to z wyjściowych, dajmy na to, 5 agencji powstałoby 10 mediatorów; z 50 – 1225; z 500 – 124740. Matematyka pokazuje nieuchronność kartelizacji, dalej – standaryzacji, a wreszcie – monopolu w zakresie usług sądowych na danym terytorium.

    Przy 500 agencjach każda musiałaby mieć specjalistów od 500 systemów prawnych (1 agencji i 499 klauzulowych). Celem każdej agencji byłaby redukcja systemów prawnych lub budowanie systemu uniwersalnego. Agencje działałyby w swoim interesie, więc determinowałby on monopolizację, co więcej, w odróżnieniu od innych dziedzin (np. gospodarki) – bycie w takim kartelu przynosiłoby tylko zyski, a opuszczenie go – straty. Kartel–monopolista nie miałby interesu podpisywania jakiejkolwiek umowy z nową agencją, co stawiałoby jej klientów poza prawem i narażało na lincz. Kartel stałby się suwerenem w sensie hobbesowskim – wszystkie klauzule musiałyby być uzgodnione przez wszystkie istniejące agencje, czyli byłyby wspólną podstawą prawa wszystkich agencji. Zgromadzenie właścicieli agencji byłoby instytucją ustawodawczą, której wyroki byłyby obowiązujące wszędzie i wszystkich. Każda nowo powstała agencja musiałaby się poddać władzy tego kartelu, inaczej osoby korzystające z usług nowej agencji zostałyby wykluczone poza nawias tego kartelu. Jednocześnie prawo agencyjne byłoby wypierana przez prawo wspólne, aby prawnicy mogli łatwiej dochodzić do kompromisu. Taka sytuacja prędzej czy później musiałaby doprowadzić do monopolizacji legislatywy.

    Uważam to za dość prawdopodobny scenariusz.

    „Nazywanie tego anarchokapitalizmem to jakaś niesamowita i niepotrzebna ekwilibrystyka intelektualna.”

    Nieprawda. Akap to stan rozpadu narodowych i ponadnarodowych struktur państwowych, nieprawdopodobna z dzisiejszego punktu widzenia decentralizacja i rozdrobnienie. Nazwa jest zatem jak najbardziej uprawniona. Nie jest to anarchizm (czyli wolność od ograniczeń), ale właśnie anarchoKAPITALIZM.

    http://www.tomaszgabis.pl/?p=25

  • A to widzieli?

    http://www.youtube.com/watch?v=GTQnarzmTOc&feature=topvideos_news

    Jak widać ktoś przyszedł i wymyślił.

    : – ) Dobra robota!

    BR, dzięki za link @ 106.

  • Marks mawiał na socjalistów odrzucających jego analizy socjologiczne, jego konkurentów, socjalistami wulgarnymi (dzisiaj się mówi – popularnymi). Zastanawiam się kiedy anarchokapitaliści zaczną nazywać Szkołę Chicagowską liberałami wulgarnymi (skoro już Hoppe nazywa Hayeka umiarkowanym socjaldemokratą!?). 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Osobliwym zadaniem ekonomii jest pokazanie ludziom jak mało w istocie wiedzą o tym, co w ich mniemaniu da się zaprojektować. Friedrich von Hayek
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Dawid Jary
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Pawe Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Mariusz Kowalczyk
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Mikołaj Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Witold Ludwikowski
Pan Arkadiusz Maksim
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Piotr Mędza
Pani Magdalena Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Jakub Sabała
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Franciszek Szterleja
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
Łącznie otrzymaliśmy 1 430,86 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>