Autor: Jeff Riggenbach
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Kamila Budziło
Wersja PDF

[Ustęp z książki Why American History Is Not What They Say (2009)]

ReaganJuż od wczesnych lat trzydziestych dwudziestego wieku większość polityków z kręgu republikanów w swoich politycznych karierach przedstawiało się jako zwolenników ograniczonego rządu, wolności osobistych i wolnego rynku, czyli wartości klasycznych liberałów, absurdalnie określanych przez nich samych jako „konserwatywne”. Ronald Reagan oczywiście nie był tu wyjątkiem. Jednak, tak jak i większość polityków z tego kręgu, zapomniał o tychże wartościach, kiedy tylko doszedł do władzy i objął urząd. Weźmy pod lupę okres ośmioletnich (1966–1974) rządów Reagana jako gubernatora stanu Kalifornia.  W 1980 roku Murray Rothbard zanotował:

 

Pomimo rzekomych sukcesów w ograniczaniu rozrastania się władz stanowych,  w rzeczywistości za jego kadencji budżet stanu Kalifornia wzrósł o 122% , co przy wzrostach rzędu 130% w ciągu poprzednich dwóch kadencji rozrzutnego liberała Pata Browna nie jest zbytnim polepszeniem sytuacji. Za rządów Reagana liczba urzędników stanowych wzrosła z 158 tys. do 192 tys., czyli o prawie 22%. Raczej nie przystaje to do przechwałek Reagana, jakoby „położył kres biurokracji”.

 

Równie mało zachwycające są „dokonania Reagana w kwestii podatków. Zaczął od spektakularnej podwyżki stanowych przychodów podatkowych o blisko miliard dolarów podczas pierwszego roku urzędowania. Był to największy wzrost w historii Kalifornii. Podatki: dochodowy, obrotowy, od osób prawnych i akcyzowy niesamowicie wzrosły. Po reelekcji na stanowisko gubernatora w 1970 roku następne podwyżki z lat 1971 i 1972 wzbogaciły przychody odpowiednio o kolejne 500 mln i 700 mln dolarów”.

Ogółem,

 

do końca swoich ośmioletnich rządów, prawie potroił przychody stanowe, z 7,68 dolarów do 19,48 dolarów z każdego tysiąca dolarów dochodu osobistego. Kalifornia wspięła się na trzynaste (z dwudziestego) miejsce w międzystanowym rankingu wysokości poboru podatkowego od osób fizycznych (na mieszkańca), oraz z miejsca czwartego na pierwsze w analogicznym rankingu dotyczącym podatku dochodowego od osób prawnych.

 

Walcząc o reelekcję w 1970 roku, Reagan zapewniał swój elektorat, że jego postanowienie odnośnie odrzucenia pomysłu potrącania podatków z pensji w stanie Kalifornia jest stałe i niezmienne niczym beton. Niecały rok później żartował, że słyszy jak beton pęka i wprowadził tenże pomysł w życie.

Według Rothbarda, Reagan „utworzył 73 nowe stanowe komisje i rady, które tylko w ostatnim roku jego kadencji miały łączny budżet około 12 mln dolarów. Jedną z tych instytucji była Kalifornijska Komisja Energetyczna, która umożliwiła znaczną interwencję stanu na rynku energetycznym”. Reagan stworzył też ramy regulacyjne, wedle których przed powstaniem każdej elektrowni na terenie stanu, należało przeprowadzić trzyletni proces inspekcji.

Reagan twierdził, że gdy sprawował stanowisko gubernatora „zreformował” system opieki społecznej w Kalifornii. Rzeczywiście, w 1980 roku Rothbard donosił, że Reagan zlikwidował „ponad 510 tys. wypłat zasiłków poprzez, między innymi, zmuszenie dorosłych do opieki nad swoimi pozbawionymi dochodów rodzicami”. Problem w tym, że jednocześnie o 43% zwiększył wypłaty tym, którym zasiłek wciąż przysługiwał, tak więc ogólny koszt systemu opieki z perspektywy obywatela nie zmniejszył się ani o jotę[1].

W 1974 roku, kiedy jego czas w Sacramento dobiegał końca, Reagan rozpoczął wyścig o prezydenturę. Już u schyłku 1980 roku udało mu się zarówno otrzymać nominację z ramienia Partii Republikańskiej, jak i wygrać kampanię ze sprawującym wówczas urząd prezydenta Jimmym Carterem. W styczniu 1981 roku miał wygłosić mowę inauguracyjną. „Przez dekady” — powiedział Amerykanom,

 

kolekcjonowaliśmy i układaliśmy deficyt na deficycie, przyszłość naszych dzieci oddając w zastaw za cenę teraźniejszej wygody. Kontynuacja tego trendu gwarantuje olbrzymie społeczne, kulturowe, polityczne i gospodarcze wstrząsy. Wy i ja, jako jednostki, możemy żyć na kredyt i ponad stan, ale tylko przez bardzo krótki czas. Dlaczego więc, pozwalacie sobie na myślenie, że całościowo, nas jako naród, to ograniczenie czasowe nie obowiązuje? Aby ocalić jutro, musimy działać dziś. I żeby nie było nieporozumień, będziemy działać od teraz.

 

Reagan grzmiał: „Moim celem jest zahamowanie i ograniczenie wpływów establishmentu federalnego. Już czas, aby zmniejszyć dotkliwe obciążenia podatkowe i aby rząd zajął się tym, czym powinien. To będzie nasz priorytet — i w tej kwestii nie będziemy szli na kompromis”.

W rzeczywistości, za rządów Reagana zwiększył się i deficyt, i podatki. W 1988 roku Rothbard pisał o latach Reagana w Białym Domu:

 

Przede wszystkim, słynne cięcia podatkowe z 1981 roku nie ucięły żadnych podatków. Zgadza się, podatki od wysokich dochodów zmniejszono — jednak dla przeciętnego obywatela raczej wzrosły niż zmalały. Ogólną przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, iż wszelkie cięcia podatkowe były równoważone dwiema innymi sprytnymi metodami. Pierwszą z nich był tzw. bracket creep, termin oznaczający powolne, acz skuteczne zwiększanie inflacji, co wpycha obywateli w wyższe progi podatkowe i powoduje, że muszą płacić większe podatki, choć oficjalnie schemat poboru podatkowego pozostaje taki sam. Kolejną metodą było podnoszenie składek na ubezpieczenia społeczne, które stawały się coraz wyższe, co z kolei pozwoliło na ogólny wzrost wpływów z podatków.

 

Co więcej, podczas każdego z siedmiu lat następujących po tych fałszywych cięciach podatkowych, podatki tak naprawdę rosły

 

za zgodą administracji Reagana. Aby zachować retoryczną wrażliwość prezydenta, nie nazywano tego podwyższeniem podatków. Zamiast tego, przyklejono do tych działań różne genialne metki, takie jak: „wzrost prowizji”, „łatanie dziur” (przecież nikt nie lubi dziur), „sprawniejsze egzekucje kar przez urzędy skarbowe”, a nawet „poprawienie dochodów”. Jestem pewien, że wszyscy porządni „reaganomiści” mogli spokojnie spać w nocy, wiedząc, że nawet pomimo „poprawionych” przychodów państwa, prezydent wciąż utrzymywał kurs polityczny przeciwko wzrostom podatków[2].

 

Co się tyczy deficytów, Timothy Noah ze „Slate’a” ujął to zwięźle: „Deficyt, który w ostatnim roku rządów Cartera wynosił 74 miliardy dolarów, do końca kadencji Reagana wzrósł do 155 miliardów. Jak to ujął wiceprezydent Dick Cheney: „Reagan nauczył nas, że deficyty nie mają znaczenia”[3]. Moly Ivins, publicystka, ujęła to z kolei tak: „Ronald Reagan objął urząd w 1980 roku dzięki powtarzanemu jak mantra zapewnieniu, że uwolni naród od Marnotrawstwa, Oszustwa i Nadużyć.  Następnie, obcinając podatki oraz wydając pieniądze na armię, gdy Związek Radziecki właśnie upadał, zwiększył dług narodowy do dwóch bilionów dolarów”[4].

Powiedzmy jeszcze o strategii handlu zagranicznego wg Reagana. „Obrana linia działania” — mówił podczas kampanii w 1980 roku — „opiera się głównie na wierze w wolny i otwarty rynek. Uznaję nieunikniony wniosek, który wyciągnęliśmy z historii: im wolniejszy rynek, tym silniejsze przypływy postępu ludzkiego i pokoju pomiędzy narodami”. Później, już jako prezydent, zachowywał się, jak gdyby coś takiego nigdy w życiu nawet nie przyszło mu do głowy. Według Sheldona Richmana, Reagan „narzucił stuprocentową taryfę celną na japońskie artykuły elektroniczne” i tłumaczył, że zrobił to, aby „wzmocnić zasady wolnego i uczciwego handlu.” Jako prezydent:

  • „zmusił Japonię do zaakceptowania ograniczeń eksportu aut”;
  • „znacznie ograniczył kontyngenty importowanego cukru”;
  • „wymógł na osiemnastu krajach, w tym na Brazylii, Hiszpanii, Południowej Korei, Japonii, Meksyku, RPA, Finlandii, Australii i na Wspólnocie Europejskiej zaakceptowanie „dobrowolnego ograniczenia eksportu” stali do Stanów Zjednoczonych”;
  • „narzucił 45% cło na japońskie motocykle, faworyzując amerykańskiego Harleya Davidsona, którego zarząd stwierdził, że to właśnie wyższość japońskich systemów zarządzania stanowiła źródło ich problemów”;
  • „wywierał nacisk na japońskich producentów samochodów, aby kupowali więcej części produkcji amerykańskiej”;
  • „zażądał, aby Tajwan, RFN, Japonia i Szwajcaria ograniczyły eksport maszyn”;
  • „wydłużył obowiązywanie limitów importu klamerek”;
  • „wzmocnił Export-Import Bank, instytucję oddaną wypaczaniu gospodarki amerykańskiej kosztem Amerykanów, sztucznie promując eksport jedynie ośmiu dużych przedsiębiorstw”.

Przed końcem drugiej kadencji co najmniej 25% całego importu było dotknięte ograniczeniami — „100% wzrost w porównaniu z rokiem 1980”. Jak ujął to James A. Baker, piastujący wtedy stanowisko Sekretarza Skarbu, Reagan  „zapewnił większe odciążenie przemysłu od konkurencji importu niż jakikolwiek jego poprzednik od ponad półwiecza”[5].

Następną kwestią był obowiązek służby wojskowej. W 1979 roku Reagan powiedział magazynowi „Human Events”, że pobór

 

to idea polegająca na założeniu, że wasze dzieci należą do państwa. Jeśli przyjmiemy to założenie, wtedy to państwo — a nie rodzice, społeczeństwo, instytucje religijne czy nauczyciele — decyduje o tym, kto powinien mieć jakie cechy i kto, gdzie i jak powinien wykonywać daną czy inną pracę w społeczeństwie. Nie jest to założenie nowe. Naziści też mówili, że to świetny pomysł.

 

Rok później obiecał wyborcom zniesienie obowiązku służby wojskowej, wprowadzonego przez prezydenta Jimmy’ego Cartera. Jednak, jak zanotował Murray Rothbard w 1984 roku w swojej ocenie pierwszej kadencji Reagana, „obowiązkowa służba wojskowa wciąż ma miejsce, a młodzi, którzy stawiają opór, są wsadzani do więzień”.

„Reagan” — pisze dalej Rothbard —

 

jest mistrzem tworzenia ogromnych przepaści pomiędzy swoją retoryką a rzeczywistymi działaniami. Oczywiście, wszyscy politycy tak robią, jednak w przypadku Reagana przybiera ona rozmiary kosmiczne, ogromne, niczym Pacyfik. Jego miękki, kojący głos wydaje się szczery, kiedy przemawia retoryką, której dzień po dniu zadaje kłam działaniem[6].

 

„Gdzie nie spojrzymy” — pisał Rothbard cztery lata później, kiedy Reagan ostatecznie opuścił urząd —

 

na budżet, gospodarkę krajową lub na międzynarodowy handel lub stosunki finansowe, widzimy, że rząd siedzi nam na plecach bardziej niż kiedykolwiek. Ciężar i zakres interwencji państwa pod rządami Reagana nie zmniejszył się, a zwiększył. Jego retoryka nawoływała do ograniczenia roli państwa, jego poczynania prezentowały coś dokładnie odwrotnego[7].

 

Podczas ośmiu lat sprawowania urzędu, Ronald Reagan zwiększył wydatki federalne o 53%, tworząc ćwierć miliona nowych etatów dla urzędników państwowych, nasilił działania w ramach wojny z narkotykami, utworzył „urząd narkotykowego cara” oraz obniżył wartość dolara z 1980 roku do 73 centów. Jego następca, republikanin George Herbert Walker Bush, jeszcze zwiększył podatki, wydatki, a także „zdołał zbić wartość dolara o kolejne 13 centów w ciągu zaledwie czterech lat”.

Podniosą się głosy sprzeciwu, jako że prezydenci z ramienia demokratów, jak Johnson czy Carter również rozbudowywali rząd federalny, także podnieśli podatki, a ich regulacje i ustawy również powodowały stopniowe wkraczanie rządu w życie obywateli i ograniczanie wolności osobistej. Pojawią się głosy, że Partia Republikańska wyjęta jest tu z kontekstu i dostaje niezasłużone cięgi. Rzeczywistość jednak jest inna. Jak w 2002 roku napisał James Ostrowski: „w ciągu ostatniego stulecia, spośród pięciu prezydentów odpowiedzialnych za największy wzrost wydatków wewnętrznych, czterech było republikanami. Dodajmy do tego ustawy i politykę zagraniczną, a także budżet zatwierdzany przez Kongres republikański i zaczyna wyłaniać nam się obraz Partii Republikańskiej jako wiarygodnej siły napędowej rozrostu rządu”[8].

Rzeczywiście, pomimo liberalnej apostazji Franklina Delano Roosevelta i praktycznie wszystkich polityków Partii Demokratycznej od jego czasów, oraz pomimo tego, że obrali sobie za cel pokonanie republikanów ich własną bronią, promując merkantylizm, etatyzm i państwo opiekuńcze i nazywając to „liberalizmem”, to partia konserwatywna, Grand Old Party, pozostaje bardziej oddana ideom merkantylizmu, etatyzmu i wojny między dwiema głównymi partiami. W latach 70. i 80. republikanie przedstawili filozofię swoich demokratycznych oponentów jako „opodatkuj i wydaj, opodatkuj i wydaj”. Jednak tak naprawdę, to właśnie republikanie, konserwatyści, opodatkowują i wydają najwięcej.

Wydarzenia od czasów George’a Herberta Walkera Busha nie pozwoliły na skorygowanie lub choćby zmiękczenie tego stwierdzenia. Syn George’a H.W. Busha, były gubernator stanu Teksas, George W. Bush, który wygrał niezwykle sporne wybory w roku 2000, a następnie został ponownie wybrany w roku 2004, do końca trzeciego roku sprawowania swojego urzędu wydał więcej pieniędzy rządowych niż „opodatkuj i wydaj” Bill Clinton, poprzednik Busha, demokrata, w ciągu całego swojego ośmioletniego urzędowania.

Nie jest to zaskoczeniem. Historyk z Uniwersytetu Princeton, Sean Wilentz, zanotował pod koniec 2005 roku, że „wiele głównych założeń i sloganów współczesnego konserwatyzmu odgrzewa stare postulaty Wigów”, a także „linia polityczna i ideologiczna administracji Busha została wynaleziona przez prawie już zapomnianą Amerykańską Partię Wigów z lat 30. i 40. dziewiętnastego wieku”[9].

Dlatego też, „pomimo nielicznych wyjątków”, jak pisał felietonista Doug Bandow około trzeciego roku pierwszej kadencji George’a W. Busha,

 

administracja Busha, mająca poparcie zdominowanego przez republikanów Kongresu, promowała większe wpływy rządu na prawie każdym kroku. Ich polityka zarządzania pieniędzmi była nierozsądna, a strategie handlowe destrukcyjne. Prezydent skłaniał się ku wyprzedaniu interesów narodowych za cenę politycznych zysków — niezależnie od tego, czy poszukiwane przez nich głosy to głosy seniorów i rolników. Ataki terrorystyczne z września 2001 roku pobudziły administrację do takiego wkroczenia w prawa i wolności obywatelskie, że powinno to dać do myślenia wszystkim — niezależnie od tego, czy autorem tych zmian był  Bush czy Clinton[10].

 

Dziennikarz Steven Greenhut zgodził się z taką opinią. „Obecny prezydent” — napisał w 2003 roku — „nie zawetował żadnej ustawy, co oznacza, że wprowadził w życie każdy pomysł na wydanie publicznych pieniędzy, jaki się pojawił. Wydatki federalne — i to nie tylko te przeznaczone na wojsko — poszybowały w górę. Jego eksperymenty budowania narodu są iście Wilsonowskie, zupełnie z innej bajki niż „skromna” polityka zagraniczna, którą obiecywał w swojej kampanii wyborczej”.

Aby nikt nie wyciągnął z tego błędnych wniosków, Greenhut śpiesznie dodał też, że

 

jest to głos z prawej strony, więc zachowajcie dla siebie e-maile o treści „ty śmierdzący, demokratolubny lewaku”. W swoich felietonach przed wyborami nawoływałem libertarian, aby głosowali na Busha, wierząc w jego ideę ograniczonego rządu i polityki zagranicznej, wierząc, że są zdecydowanie lepsze od quasi-socjalizmu, świrniętego ukochania ochrony środowiska oraz Clintonowskiego modelu budowania od zera obcych państw prezentowanych przez Ala Gore’a[11].

 

Jest jasne, że Greenhut uważa się za człowieka prawicy. Jasne jest też, że uważa się za zwolennika zmniejszenia rządu, „skromnej polityki zagranicznej”, a także takiego ukochania ochrony środowiska, w którym zwierz o nazwie człowiek też ma swoje prawowite miejsce. Jednak to wszystko to wartości i cele liberałów. Historycznie patrząc na sprawę, są to wartości i cele lewicy — a nie prawicy.

To dlatego prawie każdy libertarianin, przeczytawszy nawoływania Greenhuta do głosowania na Busha, odrzuciłby je jako oparte na błędnych przesłankach. O ile byliby prawdziwymi libertarianami, czyli klasycznymi liberałami, i gdyby ich historyczne pojmowanie polityki amerykańskiej sięgało choćby pięćdziesięciu lat wstecz, wiedzieliby, że to prawie niemożliwe, aby  libertarianin popierał republikanina. Republikanie są, i zawsze byli, partią wielkich, merkantylistycznych rządów i agresywnej, wścibskiej polityki zagranicznej. Reprezentują dokładnie to, czemu liberałowie (libertarianie) byli od zawsze przeciwni. To dzięki „skupieniu się na historii dziewiętnastego wieku” — pisze Murray Rothbard — „poznamy prawdziwe korzenie wielu współczesnych „izmów”, a także nielogiczne i mityczne sedno prób fuzji konserwatywno-libertariańskiej”.

Rothbard zastanawiał się, jak libertarianin może uważać się za człowieka prawicy, kiedy „wszędzie po prawej stronie neguje się społeczeństwo otwarte, a propaguje przymusową moralność. Do polityki powraca Bóg. Wolność słowa traktuje się podejrzliwie i nieufnie, wojskowych okrzykuje się największymi patriotami, a obowiązkowa służba wojskowa wciąż ma się dobrze. Zachodni imperializm ogłasza się najlepszą metodą walki z zacofaniem narodów”[12].

Uderzające, jak współcześnie brzmią te napisane ponad 40 lat temu słowa. Zadziwiające, jak bardzo trafnie słowa lidera konserwatystów Williama F. Buckleya Jr., przytoczone przez Rothbarda, oddają istotę amerykańskiej prawicy: „tam, gdzie niemożliwa jest zgoda pomiędzy interesami państwa i obywatela, tam przede wszystkim interesy państwa powinny być brane pod uwagę”.

Grand Old Party to na amerykańskiej scenie politycznej partia konserwatywna. Partia, która od czasów Lincolna (i wcześniej, od Henry Claya i Alexandra Hamiltona) stała za merkantylizmem, etatyzmem i wojną. Libertarianie to NIE konserwatyści. Oni NIE siedzą na prawicy. Siedzą na lewicy, jako jedyna pozostałość po dawnych liberałach. Choć wśród dzisiejszych demokratów znajdzie się kilku prawdziwych liberałów, większość z nich popełniło błąd realizowania liberalnych celów konserwatywnymi środkami. Od 1930 roku większość w partii stanowią liberałowie Nowego Ładu, fałszywi liberałowie, konserwatyści w liberalnych ciuszkach. W efekcie, Ameryką rządzi teraz jedna z dwóch partii konserwatywnych.


[1] Murray N. Rothbard, The Two Faces of Ronald Reagan (1980).

[2] Murray N. Rothbard, The Myths of Reaganomics (1988).

[3] Timothy Noah, Ronald Reagan, Party Animal,Slate”, June 5, 2004.

[4] Molly Ivins, Baghdad on the Bayou, September 28, 2005.

[6] Murray N. Rothbard, The Reagan Phenomenon (1984).

[7] Murray N. Rothbard, The Myths of Reaganomics (1988).

[8] Ostrowski, Republicans and Big Government (2002).

[9] Sean Wilentz, Reconsideration: Bush’s Ancestors,New York Times Magazine”, October 16, 2005.

[10] Cyt. za: Steven Greenhut, Mr. Right?, „Orange County (Calif.) Register”, December 7, 2003.

[11] Steven Greenhut, Mr. Right?, „Orange County (Calif.) Register”, December 7, 2003.

41 odpowiedzi na „Riggenbach: Oszustwo Reagana”

  • „W efekcie, Ameryką rządzi teraz jedna z dwóch partii konserwatywnych.”

    To tak jak u nas, scenę podzieliły między siebie dwie partie „prawicowe”. Ot szczyt politycznej sztuki wojennej, prawie zapomniany – dogadaj się z wrogiem, a jeśli on nie chce…stwórz sobie i społeczeństwu nowego.

  • Skoro było tak źle to czemu było tak dobrze!

    Dokonania Reagana są niepodważalne: uzdrowienie finansów publicznych, duży wzrost gospodarczy, odbudowa armii, zwycięstwo w zimnej wojnie.

    Artykuł jest tendencyjny i pokazuje tylko część prawdy. Poza tym, pod koniec, wprowadza jakieś dziwne pomieszanie pojęć. Niby to libertarianom bliżej jest do socjalistów mieniących się mianem partii demokratycznej? I o jakich to mitycznych ‚dawnych liberałach’ pisze autor? Partia demokratyczna jest partią konserwatywną?

  • @Jacek Augustyniak, ja też potrafię dokonać takich
    „cudów” zapożyczając się do granic możliwości. Uzdrowienie finansów publicznych, hahaha.

  • ad 2

    „Dokonania Reagana są niepodważalne: uzdrowienie finansów publicznych”

    To chyba zart? Od Reagana zaczela sie przemiana USA z wierzyciela w jednego z najwiekszych dluznikow na swiecie. Obecnie obserwujemy final tego procesu rozpoczetego przez niego i wybranego przez niego kolege Greespana.

    Polecam wykres http://1.bp.blogspot.com/_V4w18ZWaPas/SWTyzJi24KI/AAAAAAAADQ8/gAMJ1JFEPiQ/s1600-h/George+W+Bush+Budget+Deficits.gif

  • @ Jacek

    „Dokonania Reagana są niepodważalne: uzdrowienie finansów publicznych, duży wzrost gospodarczy, odbudowa armii, zwycięstwo w zimnej wojnie.”

    Faktycznie jednym krótkim akapitem rozprawiłeś się z tekstem na 1000 słów …. jesteś mistrzem ciętej riposty niczym wujek Zdzichu 🙂

    Wystarczy przejrzeć statystyki odnośnie długu publicznego, aby włożyć pomiędzy bajki twój tekst o uzdrowieniu finansów publicznych
    Z drugiej strony te dobre lata ’80 to jak można było wyczytać z tekstu nakładanie wysokich ceł na produkty z Azji oraz Ameryki Południowej … już pomijam kwestie BIS i carry trade i wszystkich innych działań USA wobec Japonii !!! ( włącznie z zastraszaniem japońskiego ministra finansów )

    Co zaś się tyczy ZSRR .. sorry, ale ten twór sam padł … tutaj nie trzeba było interweniować z zewnątrz .. prędzej czy później z naciskiem na prędzej gospodarka pada i tak też było w przypadku każdego państwa socjalistycznego czy też komunistycznego.

    pozdrawiam

  • Ta a nibmy lewica jest za wolnością i wolnym rynkiem?

  • ZSRR upadlo dzieki Reaganowi, Walesie i Papiezowi.

    Kazdy kto temu zaprzecza sieje demoliberalna propagande.

    Zapamietajcie to: Reagan, Walesa i Wojtyla!

    Gdyby nie oni ZSRR moglby dalej dzialac efektywnie i ekonomicznie jak do tamtej pory.

  • Za takie artykuły nie lubie hardkorowych libertarian. „Oszustwo Reagana”, „Prawdziwa twarz Adama Smitha” „Milton Friedman odbrązowiony”. Czystość krwi musi być zachowana! Heil!

  • @7

    N/C co jeszcze chcesz nam powiedzieć … to jak mniemam polityka NEPu Lenina też była spowodowana przez tych trzech Panów ?!

    ZSRR nie mogło działać efektywnie … co najlepiej pokazuje przejście Stalina w 1928 z polityki NEPu do planów 5letnich gdzie zniesiono całkowicie własność prywatną i 99,7 % produkcji było wytwarzanych przez firmy państwowe !!! etc.etc.

    W gospodarce socjalistycznej z centralnym planowaniem nie ma miejsca na kalkulację ekonomiczną i każdy o tym wie … dlatego w każdym kraju gdzie występowało centralne planowanie po pewnym czasie dochodziło do załamania !!!! przykład Chin do 1978 pokazuje to najlepiej … wiem co moja rodzina mówi i wiem jak wyglądało życie w Chinach za panowania Mao … przydziału ryżu tygodniowe etc.etc.

    więc Panowie darujcie sobie te brednie bo to nie forum onetu tylko IM !!

  • @Adam Izydorczyk
    komentarz 7 był tylko prowokacją. tak ja to odbieram.

  • @Adam 8
    sęk w tym że regan był wybielany, został stworzony mit prezydenta który walczył z dużym państwem. mówił jedno a robił co innego dla mnie to hipokryzja czystej wody.

  • @panika2008,remont

    No może z tym uzdrowieniem finansów to trochę przesadziłem, ale zapożyczenie do granic możliwości to obserwujemy teraz. Za czasów Reagana wzrosło ono znacząco (do ok. 50%PKB), ale trzeba pamiętać, że Reagan prowadził wojnę z ZSRR a każda wojna dużo kosztuje. Poza tym punktem wyjścia był kryzys ekonomiczny i rozruszanie gospodarki oraz modernizacja armi w krótkim czasie muszą kosztować.

    @Adam
    „Co zaś się tyczy ZSRR .. sorry, ale ten twór sam padł … tutaj nie trzeba było interweniować z zewnątrz ..”

    No niestety tak dobrze nie było. Zgadzam się, że prędzej czy później pewno by to nastąpiło, ale raczej później niż wcześniej. Natomiast to właśnie Reagan i jego odrzucenie detente i zastąpienie go wyścigiem zbrojeń, których zwięczeniem były tzw. Gwiezdne Wojny, wsparcie dla krajów walczących z Sowietami, tu należy wymienić przede wszystkim Afganistan oraz Polskę i umowa z Saudyjczykami o obniżce cen ropy na rynkach światowych, to wszystko doprowadziło do przedwczesnego krachu Imperium Zła. I za to właśnie należy się Reaganowi szacunek, szczególnie z naszej (Polaków) strony.

    @Prawdnik

    „ZSRR upadlo dzieki Reaganowi, Walesie i Papiezowi.”

    Z tym Wałęsą to bym nie przesadzał 🙂 …chociaż oczywiście i on miał swój udział w tym co się wydarzyło w Polsce.

  • Mateusz Benedyk

    ad 12
    Wydatki na obronę wzrosły za RR z około 200 do 350 mld dolarów (dane kwartalnie „zanualizowane” się zdaje)
    http://research.stlouisfed.org/fred2/series/FDEFX?cid=107
    Całkowite wydatki rządu federalnego z około 650 do około 1150 mld dolarów (również kwartalnie „zanualizowane”)
    http://research.stlouisfed.org/fred2/series/FGEXPND?cid=107
    Jak ktoś by liberalną politykę gospodarczą prowadził, to wydatki wewnętrzne chyba by nie wzrosły o tak znaczne kwoty…

  • „Rothbard zastanawiał się, jak libertarianin może uważać się za człowieka prawicy, kiedy „wszędzie po prawej stronie neguje się społeczeństwo otwarte, a propaguje przymusową moralność. Do polityki powraca Bóg.”

    No właśnie, ja z tego powodu nie jestem libertarianinem 😉

    I szczerze nie rozumiem fascynacji amerykańskim libertarianizmem, publikowaniem tekstów odnoszących się do Ameryki, do zupełnie obcych nam tradycji politycznych. W dodatku amerykańscy libertarianie często nie mają żadnej wiedzy o europejskich tradycjach politycznych, czego rezultatem są m.in. teksty takie jak ten. Ciekawe czy pan Riggenbach słyszał kiedyś o jakobinizmie, terrorze Rewolucji Francuskiej, mordowaniu księży zakonnic i zwykłych ludzi podczas Wojny Domowej w Hiszpanii.

    W dodatku (idiotycznie) zarzuca prawicy przymusową moralność. A libertarianizm i aksjomat o nieagresji to może nie jest przymusowa moralność?

    Dawni liberałowie? A Old Right to oczywiście tłumaczy się na język polski jako „Stara lewica”?

  • „Libertarianie to NIE konserwatyści. Oni NIE siedzą na prawicy. Siedzą na lewicy, jako jedyna pozostałość po dawnych liberałach. Choć wśród dzisiejszych demokratów znajdzie się kilku prawdziwych liberałów, większość z nich popełniło błąd realizowania liberalnych celów konserwatywnymi środkami.”
    Dokładnie tak jest. Libertarianizm powinien czerpać z marksizmu niż z debilnego konserwatyzmu.

  • @13

    W tym samym czasie PKB wzrosło z około 3000 do 6000 mld dolarów.

    http://research.stlouisfed.org/fred2/graph/?s%5B1%5D%5Bid%5D=GDP

  • Nawet niejaki Noam Chomsky mówi (za: http://www.ibw.rdl.pl/index.php?q=node/64/):

    “To, co nazywa się „kapitalizmem”, jest w gruncie rzeczy systemem korporacyjnego merkantylizmu, w którym ogromne i samowolne tyranie prywatne sprawują kontrolę nad gospodarką, systemem politycznym i życiem społecznym oraz kulturalnym – ściśle współpracując z potężnymi państwami, które wpływają na gospodarkę krajową i społeczność międzynarodową. Dzieje się tak, wbrew wielu fantazjom, zwłaszcza w USA. Bogaci i uprzywilejowani nie są dziś bardziej skłonni poddać się dyscyplinie wolnego rynku niż byli w przeszłości, choć sądzą, że tak powinna postępować reszta społeczeństwa. Przytoczę tylko kilka przykładów: administracja Reagana, która lubowała się w wolnorynkowej retoryce, pochwaliła się też kołom biznesu, że jest najbardziej protekcjonistyczna w powojennej historii USA – bardziej niż wszystkie inne administracje razem wzięte.”

    “”Konserwatyści” nawołujący do położenia kresu szkolnym obiadom dla głodnych dzieci równocześnie żądają zwiększenia budżetu Pentagonu, który został stworzony w obecnej postaci pod koniec lat 40., ponieważ – jak raczyła nas poinformować prasa biznesowa – przemysł zaawansowanych technologii nie może przetrwać w czystej, konkurencyjnej, niedotowanej, wolnorynkowej gospodarce i rząd musi być jego zbawcą. Bez tego zbawcy wyborcy Gingricha byliby ubogimi robotnikami (przy odrobinie szczęścia). Nie byłoby komputerów, tak naprawdę całej elektroniki, przemysłu lotniczego, metalurgicznego, automatyki itd. – aż do końca listy.”

    Inną sprawą jest jakie on z tego wnioski wyciąga, skoro sam siebie nazywa „socjalistą wolnościowym”. O tym mógłby być osobny jakiś artykuł… :>

  • “W dodatku (idiotycznie) zarzuca prawicy przymusową moralność. A libertarianizm i aksjomat o nieagresji to może nie jest przymusowa moralność?”

    W którym miejscu libertariańska nieagresja jest przymusowa?

  • Mateusz Benedyk

    ad 16
    No i co z tego? Wydatki rządowe są jakoś sztywno przywiązane do PKB na mocy jakiegoś prawa fizyki? Jak ktoś jest liberałem, to powinien zmniejszać rząd rozrośnięty po ekscesach Johnsona, a nie utrzymywać prawie stały udział wydatków rządowych w PKB. Za rządów RR stosunek wydatków federalnych względem PKB lekko spadł, ale jeśli przyjmiemy takie kryterium, to wyjdzie nam, że najlepszym prezydentem USA był Clinton (wydatki federalne/PKB spadały za jego czasów znacznie szybciej niż za RR). Jakoś nie widzę hucznego świętowania urodzin Clintona, prezydenta wolnego rynku.

  • Mateusz Benedyk

    ad 15
    Co ma na myśli kolega, pisząc o czerpaniu z marksizmu? Jeśli to: http://mises.pl/blog/2004/05/16/108/ to rozumiem…

  • @piotrt
    Niepotrzebnie piszesz słówko „nawet”. Nie jest dziwne, że lewacy gadają to samo co my libertarianie bo my mamy te same cele. Problem socjalistów polega na tym, że trzymaja się starych burzuazyjno-feudalnych metod. Traca przez to ducha rewolucji i osłabiaja świadomość klasową pozwalając zamordystycznym konserwatystom czciś stary niesprawiedliwy porządek z jakimś urojeniem na szczycie.

  • @MB
    Ten artykulik to co ty podałeś to bardzo dobre ale jest wiele innych.
    Szerzej u mnie na blogu:
    http://cokeman2007.blogspot.com/2011/04/libertarianizm-marksistowski-radio.html

  • @19

    „Wydatki rządowe są jakoś sztywno przywiązane do PKB na mocy jakiegoś prawa fizyki?”

    Nie są, ale pokazując tylko wzrost wydatków pokazuje się połowę prawdy! Trzeba to pokazać na tle rozwoju gospodarczego państwa.

  • Mateusz Benedyk

    ad 21 Mam jednak wrażenie, że lewacy i libertarianie mają różne cele.

  • Mateusz Benedyk

    ad 23
    Zdaje się, że zakłada Pan, iż RR miał coś wspólnego z tym wzrostem gospodarczym. Skąd taki pomysł?

  • @24
    Cele -> pokój i powszechny dobrobyt.
    Metoda libertarian: Równość wobec prawa czyli każdy jest niezależny
    Metoda socjalistów: równość majątkowa wiążąca się niestety z instytucją wyrównywacza.

  • „Cele -> pokój i powszechny dobrobyt.
    Metoda libertarian: Równość wobec prawa czyli każdy jest niezależny
    Metoda socjalistów: równość majątkowa wiążąca się niestety z instytucją wyrównywacza.”

    No to zaorane…

    „“W dodatku (idiotycznie) zarzuca prawicy przymusową moralność. A libertarianizm i aksjomat o nieagresji to może nie jest przymusowa moralność?”

    W którym miejscu libertariańska nieagresja jest przymusowa?”

    Jest z definicji, jako uniwersalny system etyczny. Obowiązuje każdego, w związku z czym z jej złamaniem wiąże się kara. To czy będzie wykonana przez policję czy przez prywatną agencje ochrony to niewielka różnica.

  • Mateusz Benedyk

    Libertarianizm nie mówi, że należy karać, tylko że użycie siły w danej sytuacji może być usprawiedliwione

  • Mateusz Benedyk

    ad 26
    To nie są z definicji cele libertarian, aczkolwiek prawie wszystkim są bliskie, stawiam, że większość konserwatystów też by się pod nimi podpisała

  • Rothbard to oszust. już kiedyś opublikowaliście jego artykuł o Friedmanie gdzie bezczelnie kłamie. Publikujcie dalej Rothbarda, Hoppego i innych oszołomów, to na pewno odniesiecie sukcesy edukacyjne.

  • Mateusz Benedyk

    Ależ proszę wypisać kłamstwa w tym artykule oszołoma Riggenbacha, chętnie się zapoznam z taką listą

  • @15

    „Dokładnie tak jest. Libertarianizm powinien czerpać z marksizmu niż z debilnego konserwatyzmu.”

    No niestety niezbyt dokładnie tak jest. Tzn. nic nie stoi na przeszkodzie, by libertarianin posiłkował się Marksem tam, gdzie Marks rozprawia o przyczynach powstania kapitalizmu. To są wcale niegłupie wywody.

    Ale do rzeczy.

    Różnica między socjalistami a liberałami sprowadza się do zdefiniowania katalogu praw człowieka, który w wypadku liberalizmu jest bardzo ubogi (w zasadzie odnosi się wyłącznie do praw negatywnych), podczas gdy w wypadku socjalizmu znacznie rozszerzony (wolność „do”). Inaczej mówiąc, dla liberała wolność to po prostu niezależność od czegoś, a nie prawo do czegoś. Postrzeganie np. służby zdrowia czy pracy jako praw, które się należą bez względu na wszystko, jest niczym innym jak tylko skutkiem reinterpretacji prawa przez kulturowy marksizm*. Zapisane prawo do szczęścia w amerykańskiej konstytucji miało charakter arystotelesowski, czyli było prawem wybrania własnej drogi do szczęścia i miejsca w społeczeństwie, a nie nakazem „uszczęśliwiania” obywateli przez państwo.

    Dlatego „lewica” (historycznie opozycja wobec absolutyzmu) od samego początku swego istnienia była mocno podzielona. Po lewej stronie siedzieli zarówno ultra-liberałowie (Bastiat), KONSERWATYWNI-liberałowie (Tocqueville), jak i komuniści oraz pospolici socjal-demokraci.

    W 1848 roku, kiedy Tocqueville był członkiem komisji zajmującej się redagowaniem nowej konstytucji, to właśnie większość złożona z ówczesnych socjal-demokratów, czyli dzisiejszej lewicy zaproponowała: „Republika winna roztoczyć opiekę nad osobą, rodziną, religią, własnością, pracą i mieszkaniem każdego z obywateli, winna dostarczyć niezbędnego wszystkim ludziom wykształcenia, które pomoże rozwijać te zdolności, które służą chwale ojczyzny; winna zapewnić utrzymanie obywatelom, którym nie stało szczęścia: zadbać o to, by mieli pracę (w granicach możliwości Republiki), zapewnić środki do życia tym, którzy aktualnie nie pracują.”

    Tocqueville wygłosił wtedy słynną przemowę, będącą sprzeciwem wobec zapisów tejże ustawy. Powiedział: „Głęboki brak zaufania do wolności i rozumu ludzkiego, głęboka pogarda dla jednostki samej w sobie, dla człowieka. Wszyscy oni nie ustają w staraniach, by niszczyć, podcinać ludzką wolność, przeszkadzając jej wszelkimi sposobami. Są zdania, że państwo powinno nie tylko kierować społeczeństwem, ale musi też być, by tak rzec, nauczycielem każdego człowieka. Co mówię: belfrem. I pedagogiem. Aby człowiek nie zbłądził, państwo musi wciąż trwać przy człowieku i prowadzić go, wspierać i utrzymywać. Słowem… jest to w większym lub mniejszym stopniu konfiskata ludzkiej wolności. Gdybym miał znaleźć ogólną formułę dla określenia tego, nad czym tutaj debatujemy, powiedziałbym, że jest to nowy rodzaj poddaństwa.”

    * Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak oddać, że Marks uważał interwencjonistyczne i syndykalistyczne wersje socjalizmu za „utopijne”, stwierdzając nawet, że ustawodawstwo w dziedzinie świadczeń społecznych i uprawnień pracowniczych, mające przynieść korzyść robotnikom, zawsze będzie nieskuteczne. W tym sensie w pełni akceptował argumenty podnoszone przez szkołę klasyczną przeciw państwowej regulacji gospodarki rynkowej. Jednakże stanowisko Marksa w tej sprawie nie zmienia faktu, że marksizm w sposób być może niezamierzony stał się główną siłą ideologiczną napędzającą ruchy „reformistyczne”, które usprawiedliwiały ingerencję rządu na rynku pracy.

  • Marks widział poczatki kapitalizmu i to kim byli pierwsi burżuje. To byli kuzyni włościan. Arystokracja która otrzymywała przywileje. Skąd niby w Europie biedny chłop miał się dorobić od 0 do milionera w tamtych czasach? Jedyną szansą dla pospolitych ludzi była Ameryka. Wraz z upadaniem feudalizmu nie było nagle wielkiego dobrobytu. Marks to zauważał. Dla niego kapitalizm to było przedłużenie feudalizmu i wtedy jeszcze na początku XIX wieku tak w Europie było. Szkoda, że on sam przez całe życie pasożytował na innych – żona, matka, Engels. Mógł tak jak Tocqueville wyjechać do USA i zobaczyć jak na jakieś prowincji lud pracujacy żyje, jest zorganizowany bo nie ma tam ani jakiś feudałów a i urzedników też praktycznie brak. Niestety nie było mu to dane. Widział problem w Europie i chciał go jakoś rozwiązać. Kombinował sporo. Zresztą nie tylko on kombinował. Robili to także inni znani nam myśliciele. Nawet Bastiat coś próbował ogarnąć teorię wartości a przy tym krzyczy, że państwo to wielka fikcja. To czego brakowało ówczesnym teoretykom lewicowym to brak odpowiedniej teorii ekonomii. Zgodnie z laborystyczna teoria wartosci rzeczywiscie komunizm ma sens ale zgodnie z uzytecznoscia subiektywna to tylko i wylacznie wolny rynek.

  • @22

    Raczy Pan żartować o marksistowskim libertarianizmie???? Cytaty podane w linkowanym artykule niewiele dowodzą. Ja też jestem w stanie wyrwać z Ogólnej Teorii Keynesa stronę cytatów, które zaświadczą, że Lord K. był zwolennikiem austriackiej ekonomii. Dla tych co dali się zwieść Panu Michałowi polecam choćby lekturę Boehm-Bawerka http://mises.org/books/karlmarx.pdf
    albo Misesa http://www.fee.org/pdf/books/MarxismUnmasked.pdf. Nie uważam, żeby w obozie libertariańskim na siłę umieszczać (nie)sławnego Karola tylko dlatego, że czasem pisał coś, co brzmiało prowolnościowo.

  • Hm, to wszystko jest bardzo mądre i takie … filozoficzne. Panowie, a bez metafor? Sam jestem zagubiny w sformułowaniach. Prawica, Lewica, Liberałowie, Socjaliści, Komuniści, Konserwatyści, Liberałowie,Libertarianie i do tego Wegetarianie, Masoni i Cykliści. I jeszcze różnego rodzaju hybrydy. Z tego artykułu zrozumiałem, że aktor był bardzo dobrym aktorem. Grał tak, że nikt nie patrzył na otaczającą rzeczywistość, a wszyscy słuchali tego co mówił. Tak było z prezydentem Rooseveltem. Tak jest z naszym premieram. U nas liberałowie to PO. Gdzie tu liberalizm? Generalnie chyba to co się dzieje w Europie i USA to jakieś hybrydy lewackie, czy socjalistyczne. Tak ja to rozumiem (proszę mnie poprawić gdybym sie mylił). Oczywiscie jak ktoś siedzi w tym tyglu to ocenia tych lewaków – ten jest prawicowcem (bo chodzi do kościoła), tamten liberałem (bo chce obniżyć podatek), inny socjaldemokratą (bo chodzi w garniturze i zasiada w spółce państwowej). Po prawej stronie są ludzie, których odrzuca od tego lewactwa. Generalnie trudno ich wszystkich nazwać prawicą, ale skoro są po bardziej słusznej sprawie (prawej) to ogólnie jest to chyba Prawica. I tu się wszyscy dzielą na … Konserwatystów, którzy uważają sie za Liberałów, Liberałów, którzy są z Lewicy itp, itd. Moim zdaniem należałoby się skupić na tym co nas łączy. Wspólny wróg? Coś jeszcze? Umiejętność prowadzenia dyskusji na poziomie?

  • Jak nic do całej powyższej dyskusji pasuje pewien cytat:
    „Kiedy słowa tracą swoje znaczenie, ludzie tracą wolność”.

  • Patrząc na to okiem laika, ze smutkiem stwierdzam, że ten artykuł to pomieszanie z poplątaniem. Autor słusznie piętnując hipokryzję obozu republikańskiego, niejako przy okazji próbuje przepchnąć tezę, że konserwatyzm i liberalizm są wzajemnie sprzeczne, a zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii powinni szukać swojego miejsca na lewej stronie sceny politycznej (tam chyba jest już trochę ciasno). Może zamiast pisać o Reaganie uczepił by się Rona Paula? Prawda jest taka, że młodzi ludzi zafascynowani ASE (nie mówię tu wyłącznie o absolwentach ekonomii) to w większości konserwatyści, dla których uregulowania prawne dotyczące np aborcji są równie istotne jak wolność gospodarcza. Sęk w tym, że tworząc prawo nie można uciec o etyki, która tak czy inaczej zakorzeniona będzie w jakiejś wierze. Wierze w to, że Bóg jest, albo w to, że go nie ma. To tyle ode mnie.

  • Przy linku nr 6: ‚soft-soapy’ to ‚flattering’, nie ‚gentle & soothing’. Po 8.: ‚spośród dwóch partii’, nie ‚między…’.

  • „Libertarianie to NIE konserwatyści. Oni NIE siedzą na prawicy. Siedzą na lewicy, jako jedyna pozostałość po dawnych liberałach.”

    Prawdziwi Wolnościowcy cały ten stricte systemowy (sic!) podział na prawo, lewo i centrum mają w istocie głęboko w d***e, skoro de facto libertarianizm jako taki funkcjonuje na całkiem innej płaszczyźnie ANTYSYSTEMOWEJ (!!!), gdzie prawicowe i lewicowe ideologie nie mają praktycznie żadnej racji bytu, jako że idea pełnej AUTONOMII JEDNOSTKI wykracza daleko za nie – jaki bowiem sens miałoby toczenie jałowych sporów pomiędzy Demokratami i Republikanami w ustroju, w którym i tak każdy decydowałby jedynie za siebie samego i za nikogo więcej?!

  • Mnie szczerze powiedziawszy najbardziej zadziwia w tym wszystkim ta chorobliwa ludzka skłonność do rozmieniania się na drobne, przez co traci się irracjonalnie energie na sprawy kompletnie – z punktu widzenia WOLNEGO INDYWIDUALISTY – nieistotne.

  • Z Reaganem jest taki problem, że jak na wolnorynkowca, na którego się kreował, robił wszystko, by pozostać soc-demokratą. Oczywiście socjalistyczna lewica go nie znosi, a to dlatego, że tradycyjnie pojęcia nie ma o jego sięgnięciach.

    Po kolei zatem:

    1. Wydatki na pomoc społeczną za czasów Ronniego wzrosły (swoją drogą, warto używać tego argumentu w rozmowie z socjalistami-etatystami, wieszającymi psy na „dekadzie chciwości”). W latach 1981-89 AFDC została obcięta o 1%, wydatki na bony żywnościowe o 6%, a wydatki na posiłki w szkołach – o 4%. Ale całkowite wydatki na programy rodzinne i dotyczące dzieci wzrosły o 18%! Należy też odnotować duży wzrost wydatków na Medicare.

    2. Rejestr wpływów podatkowych i wydatków Za Reagana, od roku 1981 do 1988, za „Budget of the United States Government: Historical Tables” (s. 14):

    Rok 1981: wpływy – 599 miliardów dolarów, wydatki – 678, deficyt – 79;
    1982: 618, 746, 128;
    1983: 601, 808, 208;
    1984 666, 851, 185;
    1985: 734, 946, 212;
    1986: 769, 990, 212;
    1987: 854, 1004, 149;
    1988: 909, 1064, 155.

    średnio wolnorynkowe te dane jak na dla mnie. Państwo ma coraz więcej kasy z podatków, państwo coraz więcej wydaje. Ok, rozumiem, że Reagan walczył wtedy z czerwoną zarazą, ale kurde – wolny rynek nie polega chyba na tym, że państwo z roku na rok więcej zarabia i więcej wydaje? To am być dążenie do radykalnego odchudzenia aparatu przymusu i redystrybucji? Dla mnie to lewicowy etatyzm rodem z soc-demokratycznej utopii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • To nie z życzliwości rzeźnika, właściciela browaru czy bankiera możemy spodziewać się obiadu, ale z ich troski o własny interes. Adam Smith
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W kwietniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Marcin Czajkowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Grzegorz Drożdż
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Dawid Jary
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Pawe Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Stanisław Knorr
Pan Jan Kochman
Pan Mariusz Kowalczyk
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Mikołaj Kukla
Pan Arkadiusz Maksim
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Piotr Mędza
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
Łącznie otrzymaliśmy 1 572,28 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>