Autorzy: Maciej Bitner, Karol Pogorzelski
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 6,87MB).

grecjaWbrew oczekiwaniom zwolenników jak najszybszego bankructwa Grecja otrzymała od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego kolejną transzę pomocy. Rentowność greckich obligacji przerwała niedawno systematyczny marsz w górę a nawet spadła do najniższego od dwóch tygodni poziomu. Nie należy jednak wyciągać z tego wniosku, że prawdopodobieństwo bankructwa Hellady zmalało. Posiadacze greckich obligacji z pewnością ucieszyli się, że rządy i organizacje międzynarodowe wypłacą im jeszcze kilka kolejnych kuponów, odraczając to, co nieuchronne, o kolejne miesiące.

Właściwie Grecja jest już bankrutem od dłuższego czasu. Jej dług pod koniec 2010 roku wyniósł 142,8 proc. PKB, a deficyt budżetowy w minionym roku 10,5 proc. PKB. Wprawdzie w tym roku planuje się redukcję deficytu do 7,5 proc., ale w obliczu potężnej recesji, w którą wpędziły Grecję zaaplikowane jej podwyżki podatków (4,4 proc. spadku PKB w zeszłym roku i 3,5 proc. w tym roku), nikt nie wierzy, by te zobowiązania zostały kiedykolwiek spłacone. Z jednej strony, podejmowanie kolejnych wyrzeczeń w celu przywrócenia stabilności finansowej państwa będzie coraz trudniejsze, z drugiej posiadaczami trzech czwartych greckiego długu są zagraniczne banki i instytucje finansowe (w tym EBC) i to one a nie sami Grecy poniosą główne straty, kiedy Grecja odmówi spłaty swoich zobowiązań.

Nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska, dzięki którym Grecja utrzymuje się jeszcze przy życiu, zaczynają powątpiewać, czy udzielana przez nie pomoc ma jeszcze jakiś sens. Mimo to niewielu ma odwagę otwarcie przyznać, jakie są fakty. Lęk przed przyznaniem się do strat jest zbyt paraliżujący. Dlatego Grecy wciąż będą się głośno domagać kolejnych pożyczek, przekonując, że na pewno już wkrótce staną na nogi. Jeśli nie pomogą prośby, to zastosują groźby. W tych kategoriach należy odczytywać pierwsze nieśmiałe jeszcze sugestie Greków, że mogą rozważyć porzucenie strefy euro i powrót do starej dobrej drachmy. Zastanówmy się, jakie byłyby skutki takiej decyzji i czy rzeczywiście należy się spodziewać, że taka zapadnie?

Jakie w ogóle argumenty stoją za ewentualnym powrotem do drachmy? Mówi się, że można by wtedy obniżyć jej wartość (w żargonie: zdewaluować), co pozwoliłoby obniżyć ceny greckich produktów (wyrażone w euro), wesprzeć w ten sposób eksport, co z kolei zmniejszyłoby deficyt handlowy Grecji, a wraz z nim zapotrzebowanie na zagraniczny kapitał. Jest to jakiś argument, chociaż jego siła wydaje się bardzo wątła. Dewaluacja drachmy rzeczywiście obniżyłaby ceny greckich produktów dla Europejczyków, ale równocześnie wzrosłyby koszty produktów zagranicznych dla Greków, w szczególności paliw i energii, które są wykorzystywane w przemyśle.

Spadek wartości waluty nie rozwiązałby na pewno całego problemu dotyczącego niekonkurencyjności eksportu. Jest bardzo prawdopodobne, że wielu eksporterów nie da się uratować, ponieważ mylnie odczytali oni teorię przewagi komparatywnej i wyspecjalizowali się w działalności, która innym wychodzi znacznie lepiej. Poprawić sytuację na dłuższą metę mogłoby dopiero założenie nowych firm, lepiej odpowiadających rzeczywistości gospodarczej. To jednak nie jest mocną stroną Greków, a przeprowadzane dotąd reformy nie bardzo pomogły. Pozycja Grecji w rankingu Banku Światowego, pod względem swobody prowadzenia działalności gospodarczej spadła o dziewięć miejsc. W tej chwili Hellada plasuje się na sto dziewiątej pozycji pomiędzy Bangladeszem a Bośnią.

Istnieje jednak druga, ważniejsza korzyść z powrotu do drachmy, o jakiej rzadko się mówi (a już na pewno nie Grekom). Otóż Grecja mogłaby je po prostu drukować. Z jednej strony byłby to wygodny sposób pozyskiwania środków budżetowych, z drugiej inflacja mogłaby posłużyć do obniżenia realnych kosztów emerytur, rent i pomocy społecznej.

Rezygnacja z euro nie obyłaby się jednak bez problemów. Pierwszym z nich jest zagadnienie prawne. Traktat o Unii Europejskiej nie przewiduje możliwości jednostronnego wystąpienia ze strefy euro państwa, które już przyjęło wspólną walutę. Teoretycznie więc powrót do drachmy wymagałby rezygnacji Grecji z członkowstwa w Unii Europejskiej. Nawet gdyby udało się jakoś polubownie rozwiązać ten problem, to pozostaje kwestia rekonstrukcji greckiego systemu finansowego. Można na przykład zapytać, skąd grecki bank centralny wziąłby rezerwy walutowe konieczne do zapewnienia wiarygodności nowemu pieniądzowi. Warto przypomnieć, że Grecja wraz z przyjęciem euro przekazała swoje rezerwy walutowe Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Trzeci problem z powrotem do drachmy polega na tym, że wymagałoby to nie tylko zmiany cenników w sklepach i punktach usługowych, lecz także przewalutowania wszystkich kontraktów w gospodarce: umów o pracę, linii kredytowych, polis ubezpieczeniowych itp. Taka operacja byłaby bardzo skomplikowana technicznie i musiałaby być zapowiedziana z pewnym wyprzedzeniem. To zaś spowodowałoby run na banki ze strony ludzi chcących wypłacić swoje depozyty denominowane jeszcze w euro. Można by wprawdzie temu zapobiec, wprowadzając wakacje bankowe oraz zabraniając obrotu zagraniczną walutą, tak jak to zrobiono niedawno w Korei Północnej, ale taką operację w — bądź co bądź — kolebce europejskiej cywilizacji trudno sobie wyobrazić. Destabilizacja systemu finansowego nie jest jednak najpoważniejszym problemem. Dużo ważniejsze jest pytanie, co się stanie z greckimi długami po znacjonalizowaniu i zdewaluowaniu waluty. Jeśli wartość drachmy w relacji do euro spadnie, to zarówno wartość publicznych, jak i prywatnych długów denominowanych obecnie w euro proporcjonalnie wzrośnie. Nie trzeba dodawać, że dla wielu osób i firm, jak i dla całego państwa będzie to oznaczać natychmiastowe bankructwo. Można zadać retoryczne pytanie, który rząd byłby w stanie w takim chaosie przeprowadzać jeszcze reformy strukturalne, prywatyzować i deregulować gospodarkę, aby jakoś przezwyciężyć kryzys.

Jak widać, potencjalne korzyści z porzucenia euro są bardzo znikome, natomiast koszty byłyby ogromne. Oprócz rozpadu greckiego systemu finansowego oznaczałoby to upadek wiarygodności na arenie międzynarodowej, zarówno politycznej, jak i gospodarczej. Dlatego prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bliskie zeru. Pomysł powrotu do drachmy należy więc traktować jako rodzaj groźby mającej wymóc na Europie wypłatę kolejnych pożyczek dla pogrążonej w kryzysie Grecji. Wyjście jednego kraju ze strefy euro byłoby bowiem niebezpiecznym precedensem mogącym prowadzić do rozpadu całej unii walutowej. Możliwe są dwa dalsze scenariusze. W pierwszym Europa ulega szantażowi i przyznaje Grecji kolejne pożyczki — praktycznie nieograniczony kredyt, który nigdy nie zostanie spłacony. W ten sposób unikniemy (formalnego) bankructwa, ale za bardzo wysoką cenę. Unia walutowa zamieni się w unię transferową. Odtąd żadne z państw strefy euro nie będzie miało hamulców przed nadmiernym zadłużaniem się — przecież bankructwo nie będzie im grozić. Drugi scenariusz jest taki, że Unia Europejska nie ulega szantażowi Grecji i wreszcie wstrzymuje pożyczki. Grecja nie może spłacać zobowiązań i ogłasza bankructwo, nazwane dyplomatycznie restrukturyzacją długu. Starając się jednak ratować resztki wiarygodności, pozostaje w strefie euro. Zważywszy, że coraz więcej państw wyraża zniecierpliwienie nieustannym ratowaniem Grecji, drugi scenariusz wydaje się obecnie bardziej prawdopodobny. Im szybciej nastąpi, tym mniejszy dług zdąży zaciągnąć Grecja i tym mniejsze będą straty związane z jej bankructwem.

 

28 odpowiedzi na „Bitner, Pogorzelski: Czy Grecja zrezygnuje z euro?”

  • 1. Podtrzymywanie kroplówką Grecji przez ECB i MFW spowodowane jest przede wszystkim chęcią uniknięcia totalnego kryzysu bankowego w Europie. Już po 2008-9 roku system bankowy Europy jest jak bokser po knock-downie (niby stoi o własnych siłach, a wystarczy jeden średni strzał). Greckie obligacje w 2010 roku były głównie w rękach banków niemieckich, francuskich i szwajcarskich (te miałyby szczególny problem gdyż ich ekspozycja stanowiła ok. 10% Szwajcarskiego GDP!!!). Więc ECB i MFW poświęcają pieniądze podatników EU (co w zasadzie jest przestępstwem) na rzecz ratowania europejskiego systemu bankowego przed totalnym załamaniem. Przy okazji niejako (choć myślę, że jest to też ważne dla nich) odwlekają sobie bolesne konieczne rozwiązania. Poza tym myślę, że Niemcy rzeczywiście mają chrapkę na Greckie wyspy… 🙂
    2. Jest dla mnie w opozycji do Panów JASNE, że dewaluacja Drachmy stanowiłaby bardzo MOCNY bodziec dla Greckiej gospodarki – turystyka kwitłaby – europejczycy za relatywnie małe pieniądze (licząc w euro) zabijaliby się o wakacje w Grecji (dla nich byłyby to relatywnie duże pieniądze (licząc w drachmach) – to ponad 20% gospodarki. Poza tym zadziałałyby standardowe czynniki: eksport zacząłby kwitnąć, a importowane towary stałyby się mniej opłacalne dla Greków. I lokalna produkcja na rynek wewnętrzny wyparłaby przynajmniej tymczasowo część importu. To jest więcej niż pewne.
    3. Oczywiście wraz z przejściem na drachmę, Grecja ogłosi niewypłacalność, ale dopiero w akceptowalnym przez ECB momencie. To wszystko będzie wysterowane. Odbędzie się pokazowe negocjowanie warunków i Grecy w zamian za odroczenie płatności i częściową rezygnację z odsetek, będą musieli się zgodzić na ichnią wersję Geremków i Michników u władzy – vide Polski case z przełomu lat 80/90.
    4. Utrata wiarygodności jest przejściowa – nikt o tym po 10-15 latach nie pamięta.

  • Jak piszą autorzy, istotnie ocena konsekwencji powrotu do Drachmy jest zbyt trudna, a może wręcz niemożliwa. Było by to ekonomiczno-społeczne trzęsienie ziemi, które zmiotło by z powierzchni ziemi pół (albo i całą) klasy politycznej Grecji. Wstrząs społeczny nie do oceny. Ryzyko zbyt duże, żeby ktokolwiek w Europie (przy obecnych elitach) mógł na to pozwolić. Dojście do władzy komunistów czy jakiejś wojskowej junty niewykluczone (szczególnie przy greckich XX wiecznych doświadczeniach)
    Najbardziej prawdopodobne jest przymuszenie Grecji przez UE i MFW do głębokiej rekonstrukcji polityki budżetowej. Przy odejściu od euro faktycznie najistotniejsze jest kwestia, ze Grecja która porzuci Euro będzie miała ogromne długi do spłaty nominowane właśnie w Euro, których i tak nie spłaci przez lata bo nowa Drachma będzie nic nie warta (szczególnie jak jeszcze dodrukują, co będzie pierwszym zabiegiem bo odzyskaniu ‚narodowej drukarni pieniędzy’)…

    Co więc się stanie? Tego nie wie nikt… 🙂

  • @ Adam Dąbrowski
    „Jak piszą autorzy, istotnie ocena konsekwencji powrotu do Drachmy jest zbyt trudna”

    Nie ma w tym nic trudnego. Napiszę prościej. Dziś 2-tyg. wakacje w Grecji kosztują rodzinę dajmy na to 7000 zł. Po dewaluacji koszt wyniesie np. 4000 zł. Będzie to najatrakcyjniejsza oferta i obłożenie Greckich ośrodków wyniesie ok. 95%. Mało – jak tam Pan pojedzie to za 1 zł kupi Pan sobie lody z automatu, a wodę mineralną 1L za 0,5zł (przeliczając). Czy nie będzie Pan wówczas lekko rozrzutny mogąc konsumować do woli za stosunkowo niewielkie pieniądze?
    A eksport grecki? Oliwki, które dziś w imporcie kosztują dajmy na to 5zł (duży słoik) – jutro kosztowałyby 3zł. Czy nie uważa Pan że więcej ludzi kupiłoby Greckie, zamiast hiszpańskich? Że dziś Grecy ich prawie nie eksportują? To by zaczęli – zarabiać pieniądze każdy lubi, szczególnie w przyjemny sposób. A jakby nie zaczęli robić tego Grecy to hiszpanie otworzyliby tam swoje oddziały i zasypywali świat tanimi hiszpań… GRECKIMI oliwkami. Greckimi, bo najpierw jakiś Grek musiałby je zerwać, a potem inny Grek w fabryce wyprodukowałby z nich produkt na eksport. Nie będę się rozpisywał na temat spożycia produktów przez Greków. Sytuacja jest analogiczna. Po prostu Grecy kierując się ceną zaczęliby wybierać rodzime produkty. Wszystko to sprawiłoby, że Grecka gospodarka zaczęłaby generować coraz to większe obroty (wzrost gospodarczy!).
    Dlaczego o tym tak obszernie piszę? Bo IDENTYCZNY scenariusz czeka Polskę! Kredytobiorcy i budżet będą ciągnęli kraj w dół, PLN się bardzo mocno osłabi, ale w tym samym czasie eksport i ograniczenie importu pociągnie kraj do przodu.
    MOŻE TERAZ ZROZUMIE PAN JAKIE SZCZĘŚCIE, ŻE POLSKA NIE ZDĄŻYŁA PRZYJĄĆ EURO!

  • ad 2

    Jak Grecja zrezygnuje w euro, to w ogole nie bedzie musiala splacac dlugow, wiec przejscie na drachme w tym punkcie byloby akurat korzystne.

  • Grecja restrukturyzować się nie może, bo na szali leży nie bankructwo Grecji, ale – jak słusznie pisze Pan Adam – całego systemu bankowego. Temat jest od dawna sondowany i nie wykluczałbym jakiejś formy restrukturyzacji małymi krokami, ale UE nie może sobie pozwolić na porzucenie Grecji. Ot, choćby z uwagi na ogromne zaangażowanie europejskich banków w greckie śmieciowe papiery…

  • „Oprócz rozpadu greckiego systemu finansowego oznaczałoby to upadek wiarygodności na arenie międzynarodowej, zarówno politycznej, jak i gospodarczej” – to są wg mnie trochę strachy na lachy. Argentyna już 2-3 lata po defaulcie sprzedawała (co prawda drogo) obligacje za granicą. Dadzą radę. Chyba w nieskończoność ich nie będzie Angela z Tryszetem finansowała.

  • Czy ogłoszenie przez Grecję niewypłacalności i restrukturyzacja długów musiałaby zakończyć się porzuceniem euro? Przecież nawet po ewentualnym przymusowym odsunięciu Grecji od jakiegokolwiek politycznego wpływu na system wspólnej waluty (na poziomie instytucjonalnym i prawnym) euro dalej mogłoby być de facto walutą (tak jak w Czarnogórze).

    Nie za bardzo rozumiem, z jakich powodów problem restrukturyzacji jest zawsze łączony z odejściem od euro. Przecież już od kilku lat rynek uwzględnia indywidualne ryzyko związane z pożyczaniem konkretnym krajom strefy euro, a przywrócenie stanu, w którym kraje południa mogły zadłużać się na warunkach zbliżonych do Niemiec wydaje się czystą utopią.

    Czy może więc chodzić wyłącznie o ochronę kapitału banków niemieckich, luksemburskich i innych?

  • @panica2008

    „Argentyna już 2-3 lata po defaulcie sprzedawała (co prawda drogo) obligacje za granicą.”

    No właśnie, przydałby sie jakiś tekst o Argentynie, bo z tego, co czytam tu i ówdzie, całkiem nieźle sobie radzą, wnioskując choćby z tego wpisu:

    „Przy okazji – trwa tu teraz boom ekonomiczny. Bezrobocie wlasciwie zniklo, zreszta prawie wszyscy, ktorzy wyjechali po 2001 juz wrocili i przyjezdzaja tlumy innych – z jednej strony Amerykanow i Europejczkow, z drugiej biednych z Paragwaju i Boliwii, szukajacych tu pracy na czarno. Wzrost ten jest generowany w oparciu o dosc solidne fundamenty – Europa potrzebuje zywnosci i biopaliw z Argentyny, Argentyna wlasciwie nie potrzebuje niczego z Europy, ani USA. Dosc jasno pokazuje to, kto bedzie w przyszlosci dyktowal warunki….”

    http://maczetaockhama.blogspot.com/2011/04/drugi-i-lepszy-kraniec-swiata.html

  • @ przemofree „Nie ma w tym nic trudnego. Napiszę prościej. Dziś 2-tyg. wakacje w Grecji kosztują rodzinę dajmy na to 7000 zł .Po dewaluacji koszt wyniesie np. 4000 zł…. ”
    No ale raczej bez klimatyzacji.
    Bo za ropę i gaz czyli źródło 66,9% energii elektrycznej w Grecji, to zapłacą wg. Ciebie tymi drachmami czy tymi oliwkami po 3 euro, co to po zaspokojeniu popytu na rynku wewnętrznym im zostaną?

  • ups. zapomniałem o ich niskokalorycznym węglu brunatnym, ale też nie napisałem, że 1/5 Grecji to wyspy, na których jest użyteczny słabo z przewagą na w ogóle. I np. na Krecie albo Rodos hulają chyba jeszcze elektrownie dieslowskie marki Energoprojek zbudowane w latach 80tych.

  • @ Michał Górecki

    Odejście od Euro jest WARUNKIEM rozsądnego procesu restrukturyzacji Grecji. Innym takim sposobem (aczkolwiek o mniejszym realnym przełożeniu na gospodarkę) jest dobrowolne obniżenie sobie pensji o połowę przez Greków, oczywiście przy odmowie spłaty zobowiązań przez Państwo. W przeciwnym wypadku (tzn. braku dewaluacji drachmy lub obniżenia sobie pensji, procesy gospodarcze zrobią to za Greków same, tyle że będzie to stukroć boleśniejsze i zabierze więcej czasu, w którym zamiast się cofać mogliby się rozwijać.
    IM SZYBCIEJ GRECY POJMĄ, ŻE EURO JEST DLA NICH TRAGEDIĄ, TYM LEPIEJ DLA NICH.

  • ad przemofree

    Nie wiem, skad ten mit, ze Grecy maja zbyt wysokie place. Wcale tak nie jest. Ich place sa niskie. Problemem jest przerosniety sektor panstwowy, a nie wygorowane place.

    Rozwalenie panstwowego sektora zrobi swoje. I mozna zostac w euro nawet po wyjsciu z Eurosystemu jak pisze MG (vide czarnogora).

  • @ Przemofree

    Niech Grecy określają sobie walutę kontraktów według własnej woli (laisse faire). Narzucanie obecnie jakiejkolwiek zmiany w tym zakresie przez państwo będzie prawdziwą „grecką tragedią” (wzbogaci jednych i zrujnuje innych).

    Poza tym, nikt nie będzie płacił za wakacje w jakiś drachmach. Za wakacje na całym świecie płaci się w głównych walutach wymienialnych, a Grek dostarczający usługę zawsze będzie wolał euro niż jakąś nową drachmę.

    Problemem nigdy nie było same euro, bo samo w sobie jest ono bardzo użyteczne i realnie ułatwia handel. Problemem były dorozumiane gwarancje (poręczenia) dla słabszych krajów wspólnoty, które umożliwiły im zadłużanie się ponad miarę na warunkach zbliżonych do tych, które dotyczyły dotąd krajów najstabilniejszych (Niemcy). Szczegółowo pisze o tym dr Bagus. Wygląda na to, że Junckerowi i eurokratom chodzi wyłącznie o ten aspekt wprowadzenia euro (no i system bankowy), a ułatwienia dla handlu traktują jako przydatny dla PR-u efekt uboczny.

  • Gdyby Grecy zrestrukturyzowali tylko dług, to i tak to sprawy nie załatwia, bo mają bieżący deficyt. Czyli nadal konsumują więcej niż produkują. Albo muszą mniej konsumować albo więcej produkować.
    Konsumować mniej nie chcą, tylko wychodzą na ulice. Żeby więcej produkować, to trzeba być bardziej konkurencyjnym. Mnie się wydaje, że to wcale nie ma większego znaczenia czy to płace są za wysokie, czy wydajność za niska, czy zbyt przerośnięty sektor państwowy, który przecież musi być utrzymany przez prywatny – ważne, że w sumie konkurencyjność greckiej produkcji jest za niska żeby produkować więcej. Ale musi nastąpić jakieś dostosowanie. Na zmniejszenie sektora publicznego ludzie się pewnie nie zgodzą, podobnie kto dobrowolnie zgodzi się na zmniejszenie płacy? Dewaluacja waluty da podobny efekt – obniżenie kosztów produkcji (głównie pracy), co przełoży się na większą konkurencyjność i większą produkcję, a jednocześnie mniejszą konsumpcję importowanych dóbr. Przejściowo ludzie odczują spadek zarobków, bo płace wyrażone w euro spadną, nawet jeśli w drachmach będą takie same. Ale być może takie urealnienie jest konieczne, żeby później rosnąć na zdrowych już podstawach.
    Moim zdaniem bankructwo Grecji będzie konieczne, ale sprawy prawdopodobnie nie załatwi. Być może porzucenie euro nie jest proste, ale może nie być innego wyjścia (inne wyjścia mogą się okazać nie akceptowalne przez społeczeństwo).

  • Fajnie, że kkurnatowski mamy to samo zdanie 🙂

    @ 14
    Oczywiście, że za wakacje nie będzie płatności w drachmach, ale będą one kosztowały w przeliczeniu na to euro mniej np. o 40%.

    @ 13

    Podałem przykład czegoś co da podobne efekty co dewaluacja i zaznaczyłem, że da to niewspółmierny efekt. Przeczytaj moje wpisy jeszcze raz, albo wpis nr 15. 🙂

    @ 10 i 11

    Nie wiem o co Ci chodzi. Z pewnością import będzie droższy. Część jego zastąpi więc produkcja rodzima, co zacznie napędzać gospodarkę Grecką, jasne? A części, jakiej nie da się zastąpić własną produkcją, czy wydobyciem będzie droższa i już.

  • Za Jakubem Loginowem.

    „Jak mógłby wyglądać rozwód Grecji ze strefą euro? Bardzo prosto. Bank Centralny Grecji fizycznie wyprodukowałby i przygotował do dystrybucji banknoty i monety nowej drachmy, której oficjalny kurs względem euro w dniu wymiany wynosiłby 1:1. Przez dwa tygodnie funkcjonowałyby w obiegu obie waluty, przy czym rachunki bankowe i kasy zostałyby pierwszego dnia automatycznie przeprogramowane z euro na drachmę. Oczywiście ludzie staraliby się pozbywać drachmy i zachowywać euro, co paradoksalnie przyspieszyłoby cyrkulację nowej waluty. Już w pierwszych dniach kurs kantorowy różniłby się od kursu oficjalnego (np. za 10 euro płacono by 12 drachm), a po zakończeniu okresu przejściowego zmieniłby się również oficjalny kurs. Po początkowym chaosie kurs drachmy by się ustabilizował np. na poziomie 10:13 i już po trzech miesiącach wszystko wróciłoby do normy. Jednym słowem, nie odkrywamy tu Ameryki, przez podobne procesy przechodziło w ostatnim dwudziestoleciu wiele krajów, w tym większość państw Europy Środkowej.

    A co z długami, denominowanymi w euro? Tutaj jedynym wyjściem jest restrukturyzacja zadłużenia. Sposoby są dwa: kontrolowane bankructwo (np. Grecja ogłasza, że spłaci tylko 30% swego zadłużenia) lub przewalutowanie eurowego zadłużenia na drachmę po kursie 1:1. Tu również nie ma nic nadzwyczajnego: dość wspomnieć o darowaniu Polsce większości długów pogierkowskich na początku naszej transformacji gospodarczej oraz o wielu przypadkach bankructwa państwa, np. Argentyny. Skoro w naszym przypadku było to możliwe i jakoś żyjemy i się rozwijamy, to nie widzę powodów, by nie zastosować tych sprawdzonych scenariuszy również do Grecji.”

    Fragment artykułu ze strony „Prokapitalizm” z dnia 24.05.2011 o nazwie „Grecja bez euro – to możliwe”.

  • Produkcja rodzima? Biorąc po uwagę, że usługi to 57% ich PKB, w tym sama tylko turystyka jakieś 20%, to co ma niby napędzać tę gospodarkę? Sweatshopy = brak popytu na usługi + wzrost przestępczości w ramach przyciągania turystów?

  • „Z pewnością import będzie droższy. Część jego zastąpi więc produkcja rodzima, co zacznie napędzać gospodarkę Grecką, jasne? A części, jakiej nie da się zastąpić własną produkcją, czy wydobyciem będzie droższa i już.”

    Widze, ze merkantylistyczne sofizmaty ciezko umieraja.
    Zakazmy w ogole importu, to bedzie musial byc caly zastapiony produkcja rodzima i gospodarka dostanie kopa. Zyc, nie umierac?
    Mises (Ludzkie dzialanie), Bastiat i inni Austriacy dobrze rozprawiaja sie z takim merkantylizmem.

    Pan Michal i liliput maja racje – gdzie jest dowod na to, ze place Grekow sa za wysokie?
    Place Grekow nie sa problemem. Jesli sa, to prosze o dowody, dane.

    Problemem jest przerosniety sektor panstwowy i nieektywna produkcja. Mozna by sobie wprowadzic drachme, ale co to da, jesli sektor panstwowy bedzie dalej rozrosniety? NIC.

    Na marginesie: byl taki jeden co twierdzil, ze trzeba drukowac pieniadze, zeby zmniejszac place realne robotnikow. Keynes sie zwal.

  • ad. 17. Stałego kursu nie można po prostu zadekretować. Żeby móc go utrzymać, konieczne są olbrzymie rezerwy walutowe, których Grecja nie ma i mieć nie będzie. Kto zagwarantuje, że każda drachma zostanie wymieniona na euro na żądanie? Rzesze spekulantów tylko czekają, by się zabawić. Sam bym założył krótką pozycję.

  • Ad 20
    Panie Karolu założyć to można lokatę bankową. Powiedzmy jednak, że zajął Pan krótką pozycję, już widzę realizowanie zysków z konikami w Atenach. Nie sądzę żeby przy zarządzeniu utrzymaniu parytetu wymiany, ktoś poza Grecją spróbował dokonać transakcji na rynku spot. To nie funty i nikt nie otworzy linii kredytowej żeby zagrać krótko.

    Nie docenia Pan wolnego rynku.
    Jeżeli są inwestorzy skłonni inwestować w greckie obligacje to będą też tacy, którzy zaryzykują inwestowanie. Banki nie mogą wystawiać już gwarancji? Będzie potrzeba to znajdą się podmiotu na wolnym rynku, które dojdą do konsensusu i podejmą ryzyko współpracy.

  • @ 19
    Ależ ja nie twierdzę, że problemem są pensje greków!!! I zgadzam się co do diagnozy problemu w 100,00%!
    Natomiast utrzymanie urzędniczej hołoty i socjalnego bagażu kosztuje krocie przedsiębiorców. I jak to pięknie napisał kkurnatowski: musi nastąpić dostosowanie. To dostosowanie jak zakładam nie nastąpi w żaden akceptowalny przez socjalną hołotę sposób (wywalenie systemu do góry nogami, wprowadzenie liberalizmu itd.). Najłatwiejszym sposobem na przywrócenie równowagi jest powrót do własnej waluty i ogłoszenie niewypłacalności. Ja nie mam wątpliwości, że drachma bardzo szybko została by zdrowo przeceniona. I o to by chodziło.
    Wówczas Grecy mieliby czas na przeprowadzanie pożądanych reform przybliżających ich ku normalności.

    Pozostanie przy euro, nawet przy ogłoszeniu niewypłacalności będzie nieefektywne, gdyż dług zacznie z powrotem narastać.

    Słaba waluta i zastopowanie importu nie jest rozwiązaniem korzystnym dla konsumentów i ludzi jako takich, natomiast alternatywa jest taka:
    Grecy nie godzą się na liberalne zmiany (to jest niemal pewne), pozostają przy euro. Żeby nastąpiło dostosowanie czeka ich 10 lat ciężkiej recesji, która spowoduje to dostosowanie (świat pójdzie do przodu, natomiast oni będą cały czas się cofali jako gospodarka i w końcu ich produkty staną się na tyle tanie dla świata, że ludzie zaczną je po prostu kupować. Natomiast zdecydowanie gorszy problem będzie z turystyką. Kraj będzie za te 10 lat ruiną i turyści będą szerokim łukiem omijać Grecję.

    Powtarzam Grecy nie mają najmniejszej ochoty na odwrót od socjalizmu (podobnie jak Polacy nie będą mieli za 2 lata jak u nas się zacznie kryzys). Przeceniona własna waluta stanowi wentyl bezpieczeństwa dla narodu, który powoduje, że konsekwencje nawet bardzo głupich rządów można w stosunkowo krótki sposób zniwelować. Ograniczenie importu i eksplozja eksportu jest również zjawiskiem przejściowym.

  • @22 „Natomiast utrzymanie urzędniczej hołoty i socjalnego bagażu kosztuje krocie przedsiębiorców”
    tak, tak Nowe greckie stawki podatku dochodowego od osób fizycznych to: 12.000-0%, do 16.000-18%, do 22.000-24%, do 26.000-26%, do 32.000-32%, do 40.000-36%, 60.000-38%, od 60.000-40%.
    Stawki podatkowe od dochodów osób prawnych
    Spółki osobowe , spółki partnerskie, konsorcja, spółki cywilne, spółki udziałowe, niejawne-25%,
    S.A., Sp. z o.o., przedsiębiorstwa zagraniczne-20%.
    Vat wzrósł z 11 do 13% na towary i usługi uważane za niezbędne do życia, jak: produkty żywnościowe, lekarstwa, prąd elektryczny, usługi transportowe i z 5.5% do 6.5% na czasopisma, książki, bilety do teatru, kina itp.
    Ale hotele mają obniżone stawki VAT do 5-6,5% w zależności od lokalizacji.
    W rzeczywistości utrzymanie socjalnego bagażu kosztuje przedsiębiorców mniej więcej tyle co np. firmę Leclerc utrzymanie polskich pierdzistołków czyli dokładnie NIC.
    Bo w pseudo wolnorynkowej gospodarce pasożytów zawsze utrzymują najbiedniejsi.

  • Naprawde nieraz niektorych komentarzy nie rozumiem.

    Co za roznica, czy bedzie drachma, czy euro? Co za roznica, czy ustalimy kurs 1:1 czy 1:16, czy 1:43?

    Mozemy ustalic kurs 1:10.000, a potem zrobimy denominacje.

    Co za roznica, jaka bedzie waluta, jaki bedzie kurs, jesli wszystkie ceny relatywne beda na tym samym poziomie?

    Rany Julek!

  • @ 24
    Rany Julek! Skąd Pan się urwałeś 🙂
    Pan twierdzisz, że jest bez znaczenia dla eksportera i importera czy kurs EUR/PLN wynosi 3 czy 4 czy 5! I dla konsumenta czy dobro importowane kosztuje 5 zł, a dobro wyprodukowane w Polsce o identycznych parametrach kosztuje 4 zł. WOW! A co Pan palisz? Daj Pan namiar, też spróbuję 🙂

    @ 23
    Panie Smith. Nie wiem, czy chcesz Pan udowodnić, że socjalizm w Grecji jest mały, czy Państwo jest skromne. Jeśli tak, mam do Pana propozycję: ostatnio Pan Donald T. przeprowadza ofensywę kadrową i z pewnością się Pan mu przyda. On głównie zajmuje się właśnie tymi sprawami (czyli przekonywaniem nas że czarne jest białe a białe jest czarne – wbrew temu co mówił jego kolega Jarosław K.). My tu rozmawiamy o sposobie wyjścia z kryzysu spowodowanego przez socjalizm w Grecji za pomocą dewaluacji własnej waluty (taka droga trochę na skróty vs. wieloletnia recesja i utrzymanie euro).

  • ad 25

    „Pan twierdzisz, że jest bez znaczenia dla eksportera i importera czy kurs EUR/PLN wynosi 3 czy 4 czy 5! I dla konsumenta czy dobro importowane kosztuje 5 zł, a dobro wyprodukowane w Polsce o identycznych parametrach kosztuje 4 zł. Wow!
    A co Pan palisz? Daj Pan namiar, też spróbuję”

    Ale rozumie Pan termin „ceny relatywne”, czy musze go Panu wyjasniac?

    Jesli kurs euro podskoczy w Polsce do 8 PLN za euro, i jesli wszystkie ceny, wlacznie z placami podniosa sie dwukrotnie, to tak wielce szanowny panie od zielonych substancji, taka zmiana bedzie bez znaczenia dla eksporterow, czy konsumentow.

    Dwa razy wiecej musza placic, ale wszystko kosztuje dwa razy wiecej i dwa razy wieksze sa przychody i place.

    Jak juz ustalimy te ilosciowa teorie pieniadza, to mozemy przejsc dalej do dowodu, dlaczego sama w sobie drachma nie jest rozwiazaniem, a samo w sobie euro nie jest problemem.

    Z matematycznym pozdrowieniem.

  • @ 23 „Panie Smith. Nie wiem, czy chcesz Pan udowodnić…”
    Panie przemofree chcę jedynie pokazać, że zmiana i dewaluacja waluty, podobnie jak pozostanie przy euro + metoda ślepych cięć a la Tusk + pożyczanie głównie po to żeby spłacać Goldman Sachs ‚a czy JP Morgan ‚a, odbędzie się przede wszystkim kosztem obywateli, którzy nawet nie powąchali tych pożyczonych w ich imieniu miliardów.
    Keynes wypowiedział kiedyś bardzo mądre zdanie: „Jeśli jesteś winien bankowi sto funtów, masz problem. Jeśli jesteś winien milion, to bank ma problem.”
    Tak też jest w wypadku Grecji i nie chodzi tu bynajmniej o Greków tylko o ich wierzycieli.
    Gdyby było odwrotnie to opiekuńcza Unia postąpiłaby z wierzycielami Grecji tak jak USA 10 grudnia 1898 z Hiszpanią, kiedy to stany wymusiły na niej rezygnację ze spłaty długu ciążącego na Kubie. Podobnie. całkiem niedawno Argentyna i Ekwador wynegocjowały zmniejszenie swoich zobowiązań o jakieś 70%. A np. obywatele Islandii powiedzieli, że nie będą spłacać cudzych długów.
    Przez ostatnie 40 lat nadrukowano tyle pieniędzy, że świat swobodnie się obejdzie bez ratowania, po raz kolejny idiotów, którzy znowu mają problem bo pożyczyli kilkaset mld. nie zastanawiając się czy pożyczający będzie w stanie je oddać.
    No risk no fan, tylko że jak postawisz nie na tego konia co trzeba to nie miej pretensji do kasjera, że nie chce ci oddać pieniędzy za kupon.

  • @ 26
    A kto Panu powiedział, że z dnia na dzień wraz z dewaluacją drachmy pensje wzrosną dwukrotnie??? – to dopiero byłby fenomen. Odmowa spłaty długu spowoduje drastyczną przecenę drachmy. Pensje i ceny nie mają tu nic do rzeczy. Ceny zmienią się z powodu przeliczenia importu po nowym wyższym kursie, a wynagrodzenia nie mają z tym nic wspólnego.
    Oczywiście, że z czasem po podźwignięciu się gospodarki relacje wynagrodzeń i cen dążyłyby do równowagi z resztą Europy, ale właśnie chodzi o ten czas, w którym Grecy nie cierpieliby z powodu ciężkiej recesji, niepokojów społecznych i strajków, a dostosowanie musi nastąpić.

    @ 27
    I znowu nie do końca rozumiem Pańskie przesłanie. Zgadzam się z pierwszą częścią wypowiedzi. Za błędy polityków płacą obywatele. I dlatego nie żal mi specjalnie Greków. Wyśnił im się socjalizm, to muszą to odcierpieć. Dlatego też nie żal mi będzie Polaków…
    Piszę o rozwiązaniu problemu, przed jakim Grecja stanęła – uważam, że odmowa spłaty długów, połączona z dewaluacją drachmy będzie po prostu najmniej bolesna. I w długim okresie to jest najlepsze rozwiązanie. Jeszcze raz przypomnę, że po 20-tu latach nikt nie pamięta,że Polska była bankrutem. I za 20 lat też nikt robiąc biznes z Grekami nie będzie się kierował ich bankructwem z 2011 roku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nic nie jest tak trwałe jak tymczasowa polityka rządu. Milton Friedman
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W marcu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Czajkowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Kasper Fiszer
Pan Michał Gojny
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Paweł Stefaniak
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 3 766,62 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>