Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

I. Wstęp
Powszechnie w literaturze przedmiotu przyjęło się wymieniać trzy czynniki produkcji: ziemię, pracę i kapitał[1]. Czasami do tego zestawu dołącza się również czas, kapitał ludzki, przedsiębiorczość, tudzież informację, pieniądz lub postęp techniczny. Celem tego artykułu będzie analiza powyższych teorii czynników produkcji; w szczególności postaramy się wykazać, iż w tak naprawdę istnieje wyłącznie jeden czynnik produkcji — kapitał[2].

 

Całość w PDF


[1] Zob. np. Murray N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, tłum. R. Rudowski, t.1, Fijorr Publishing, Warszawa, 2007, s. 121.

[2] Takie było też stanowisko Franka Knighta, jednak wypływało ono z całkowicie odmiennych przesłanek. Mianowicie, ten prominentny przedstawiciel szkoły chicagowskiej twierdził, za Irvingiem Fisherem, że wartość każdego zasobu to suma generowanych przez niego zdyskontowanych, oczekiwanych przepływów pieniężnych. Jeśli tak, to nie ma różnicy między rentą, procentem a płacą, gdyż każdy rodzaj wynagrodzenia czynników produkcji stanowi po prostu strumień dochodów z inwestycji. Ponieważ, jak uważa Knight, wszystkie czynniki produkcji musiały zostać wcześniej wyprodukowane, nie ma pomiędzy nimi istotnej konceptualnej różnicy. Na tej podstawie uważał, że ziemia jest dobrem kapitałowym, gdyż nigdy nie jest czynnikiem pierwotnym. Knight jako kapitał definiował zagregowaną wartość wszystkich skapitalizowanych dochodów w gospodarce — w takiej sytuacji rzeczywiście pojęcie ziemi czy pracy stają się zbędne. Takie podejście pomija jednak heterogeniczną naturę kapitału oraz nie ma nic wspólnego — w przeciwieństwie do naszego — z prakseologiczną analizą. Zob. Frank Knight, On the theory of capital: In reply to Mr. Kaldor. Econometrica, 6 (1): 63-82 , a także: „Capital and Interest”, [W:] American Economic Association (ed.), Readings in the Theory of Income Distribution, Philadelphia: The Blakiston Company, s. 384-409.

17 odpowiedzi na „Sieroń: Ekonomia kapitału”

  • To jest taka zabawa. Pan Sieroń zostawia nam w swoich tekstach sofizmaty, a my mamy je znaleźć.
    Tylko, że znalezienie ich jest banalne, wystarczy przyjąć rozwiązania Misesa.

  • A jak ze wzorami matematycznymi czy też macie jakiś.
    Bo ja czekam na taki co mi pozwoli zostać milionerem bo chyba o to tu chodzi.
    Ale mam podejrzenie że milionerzy i miliarderzy olewają tą „Wielką Ekonomie”
    A co do artykułu to współczuje studentom ekonomi bo muszą się uczyć nie przydatnych rzeczy które w efekcie doprowadzą ich do zmywaka a Anglii.

    Stawiam tezę że czynnikiem kapitału w liberalnej gospodarce jest spekulacja, czyli jak nie orać i siać a mimo to zbierać.

  • Ad 2
    Myli się Pan. Ja z ekonomią austriacką zapoznał się w książce najlepszego inwestora wszechczasòw Victora Sperandeo „Trader Vic”.

  • Arku,
    cieszę się, że dokonałeś ikonoklastycznego ataku na do dziś uświęconą ziemię oraz ujednoznaczniłeś pewne metafory(vide „oszczędzanie czasu”), jednak moim zdaniem bezcelowo wikłasz się w pewne jałowe analizy, np. w taksonomię materii. Mises w HA (gdzieś pomiędzy stronami 100-200 polskiego wydania) podał przykład kawy i retorycznie zastanawiał się, jaką jej formę można uznać za dobro konsumpcyjne, tym samym stawiając wyraźną granicę pomiędzy rzędami dóbr. Taka kategoryzacja jest bezcelowa. W kontekście problemów ekonomicznych powinniśmy jedynie móc umiejscowić dobra pod względem ich odległości od konsumpcji na skali porządkowej, bez konieczności przydawania im konkretnych numerów. Tutaj użyłem terminu dobra, które za przypisem 9. można podzielić na naturalne (których człowiek w istotny sposób nie przekształcił swym działaniem) i ekonomiczne (które stanowią przedmiot jego działania).

    Wcześniej jeszcze, warunkiem użycia jakiegoś dobra uznajesz posiadanie go na własność. Jeśli rozumieć ją za np. Rothbardem czy Hoppem, to można używać dobra cudze nie wynajmując ich, na takiej samej zasadzie na jakiej kieszonkowiec używa cudzego portfela. Jeśli dobrze rozumiem, to w sensie prakseologicznym portfel jest złodzieja, ale legalnym – już nie. Dalej w wyniku mieszania tych dwóch sfer wychodzą takie kwestie, na które bym się nie zgodził, np. „czyli zajęcie przez ciało jakieś niezawłaszczonej do tej pory przestrzeni stanowi akt jej pierwotnego zawłaszczenia” czy „nie można działać, nie posiadając swego ciała na własność”, które wydaje mi się mieszać używanie czy sprawowanie kontroli z kategorią własności w legalnym sensie.

    Co do rozdziału IX, to zwiększenie podaży pracy, a więc nieoglądanie TV również powoduje wzrost krańcowej produktywności kapitału i ogólnego produktu. Ostateczny efekt dla gospodarki w sensie produktywności jest ten sam. Tyczy się to również efektu dla rezygnującego z konsumpcji, bo w obu wypadkach bezpowrotnie traci możliwość skonsumowania czegoś w konkretnym czasie na rzecz zwiększenia przyszłej konsumpcji. Można więc powiedzieć, że pracownicy ekonomizują (oszczędzają) koszty alternatywne.

    „Albo inaczej: gdyby nie było konsumpcji — a kiedy miałaby mieć miejsce, gdyby ludzie cały czas by pracowali? — to produkcja również by nie istniała, gdyż konsumpcja (przyszła)
    jest warunkiem sine qua non produkcji.” – nie wierzysz, że praca może stać się środkiem i celem samym w sobie? 🙂 Praca introwersyjna – pomysł min. Marksa i Misesa. Ponadto ja nie wierzę, że konsumpcja jest warunkiem produkcji.

    „Wiedza, doświadczenie i umiejętności manifestują się bowiem jedynie poprzez działanie ludzkiego ciała” – a podanie ludowe mówi, że jeden z uczestników spotkań naszego klubu w pracy doktorskiej w modelu wiedzy, uzyskał dodatni wyraz wolny, świadczący o niezależnym jej istnieniu od populacji człowieka 🙂

    Do redakcji: może w końcu warto by zlikwidować moderację, skoro z jednej strony bardzo utrudnia ona dyskusję, a z drugiej przechodzą takie niemerytoryczne komentarze jak powyżej? To raz, a dwa: mamy XXI wiek i umieszczenie dla wygody przypisów bezpośrednio pod tekstem chyba nie stanowi problemu?

  • Ad 4
    Nie wiedziałem, że moderacja ma służyć wyłapywaniu wypowiedzi niemerytorycznych. Myślałem, że chodzi o wulgaryzmów. Dla mnie wiedza o ekonomii jest uzupełnieniem wiedzy o giełdzie dlatego odpisałem Panu Borowskiemu, bo jak zauważył dla większości tutaj dyskutujących jest to sztuka dla sztuki.

  • Przepraszam ale niektóre sformułowania tuta przypominają mi film „Wielki Bieg” tylko że o komunie.
    A co do wielkich inwestorów i finansistów to uważam i to nie tylko ja że całej prawdy oni nigdy nie piszą.
    A tego typu artykuły i opracowania są dla młodych dzieciaków wierzących w idealizm.
    Mamy w Polsce też wielkich inwestorów jeden z nich kupił TP SA za połowę kasy i dwa razy drożej sprzedał Francuzom.
    A potem miał tytuł biznesmena roku.
    Ja też bym chciał żeby ktoś mi bez kasy sprzedał coś co jest warte dwa razy więcej a potem jako biznesmen roku napisze książkę dla młodych o tym jak to się robi .
    Ale przecież nie napisze o tym co się wszyscy domyślamy, tylko wymyśle zwiewną teorię a morze ktoś za kasę mi wymyśli i dodatkowo zarobie na młodych naiwnych.
    Już o Warrenie Buffecie piszą że jego geniusz polega na wyciąganiu nie jawnych informacji a nie wiedzy ekonomicznej i to tej uniwersyteckiej.

  • Pan Borowski feruje swoje zarzuty po omacku bez żadnej wiedzy o szkole austriackiej. Po pierwsze żaden austriak nigdy nie twierdził, że ekonomia uczy zarabiania pieniędzy. Mises przy swoich oświadczynach mówił do swej przyszłej żony że chociaż będzie dużo pisał o pieniądzach, to dużo pieniędzy nigdy mieć nie będzie. Gdyby ekonomia dawała taką wiedzę, to ekonomiści byli by milionerami. Po drugie gdyby ekonomia dawała informację w co należy inwestować, to centralne planowanie byłoby efektywne i ZSRR mógłby istnieć do dzisiaj. Dalej co do matematycznych wzorów, to proszę sobie zadać tę torturę intelektualną i przeczytać parę tekstów na stronie dotyczących metody austriackiej, a wtedy będzie Pan wiedział że austriacy zawsze byli przeciwni stosowaniu metod matematycznych w ekonomii. I na koniec, co do inwestorów robiących przekręty, to jest ich tyle dzięki opiece państwa, w przypadku braku państwa elity pieniądza byłyby elitami osób oszczędnych, przedsiębiorczych i potrafiących przewidywać zachowania konsumentów.

  • @7:
    Przeraża mnie, jak instrumentalnie ludzie traktują ekonomię. Nie rozumieją, że ekonomia nie jest nauką, która dostarcza prostych reguł, jak zarabiać pieniądze.
    Przepraszam za uproszczenie, ale jest to podobne nieporozumienie, jak posługiwanie się w sferze relacji damsko-męskich poradnikami w stylu „jak w 24 godziny poderwać laskę”…

    Przecież najprościej zarobić pieniądze dając komuś przez łeb i wchodząc w posiadanie jego własności. Do tego nie trzeba wcale wielkich teorii. Wystarczy przemoc. Oczywiście faceci w białych kołnierzykach używają siły w bardziej elegancki sposób. To się nazywa „uprawianiem polityki”, „lobbingiem” itd.

    Poza tym, zarzut, że ASE jest dla „dzieciaków wierzących w idealizm” jest podobnie nietrafiony, jak stwierdzenie, że pojęcie koła w geometrii jest dla „dzieciaków wierzących w istnienie idealnego koła”. No nikt nigdy liczby PI na oczy nie widział, a jednak ciężko by było bez niej żyć.

    Czym innym jest mieć smykałkę do robienia hajsu, a czym innym jest rozumieć procesy zachodzące na rynku. Podobnie jak nie można mieć do Pitagorasa pretensji, że np. nie był dobrym kołodziejem i z tego powodu twierdzić, że „ta cała geometria to jest taka teoria, którą sobie można…”

  • @1
    Czy mógłbym prosić o wskazanie konkretnych sofizmatów w moim tekście? Na obecnym poziomie ogólności trudno mi się bowiem odnieść do Pana komentarza…

    @4
    Dzięki za komentarz, fenderze!
    Czy mógłbyś rozwinąć zarzut dotyczący taksonomii materii? Materia to pojęcie fizyczne, a mnie się wydawało, że w mojej pracy przedstawiam właśnie prakseologiczny punkt widzenia – według którego, nie zważając na trudności w klasyfikacji, albo dobro jest dobrem konsumpcyjnym (celem), albo dobrem kapitałowym (środkiem) i innej opcji po prostu nie ma.
    Jeśli chodzi o własność, to chodziło mi o to, że nie można, na mocy samej definicji, posiadać dobra niezawłaszczonego, czyli, że dobra ekonomiczne zawsze są czyjąś własnością. Generalnie w artykule ograniczyłem się do systemu wolnorynkowego, czy nawet czasami gospodarki Crusoe, ale zauważ, że nawet w przypadku skradzionego portfela przez złodzieja nadal jest czyjąś własnością (ostatniego prawowitego właściciela).
    Co do rozdziału IX, to jednak dostrzegasz różnicę między kapitalistami a pracownikami?
    Praca z definicji nie może być celem samym w sobie. Cały ten Misesowski koncept pracy introwersyjnej uważam za pomyłkę. A napisałem, że konsumpcja jest warunkiem produkcji w tym sensie, że ostatecznie produkuje się po to, aby konsumować – chyba że znasz może inny powód produkcji? 🙂

  • „No nikt nigdy liczby PI na oczy nie widział, a jednak ciężko by było bez niej żyć.”

    W kontekście ekonomii, w której literą PI oznaczana jest inflacja zabrzmiało to co najmniej dwuznacznie 😉

  • @9
    Chodzi mi głównie o trudność w rozgraniczeniu celów od środków jeśli mamy zajmować się interpretacją empirii. W tym wypadku praca może być jednocześnie celem i środkiem(do innego celu). Podobnie z dobrami fizycznymi. Również, gdy pracę sprowadzasz do usługi kapitału (ludzkiego ciała).

    No i w dalszym ciągu nie rozumiem tego związku w tym ściśle ekonomicznym kontekście między sferą prakseologii, a prawa(?). Co nam to w tej pracy daje? Zwłaszcza, że przyjmujesz już implicite jakąś koncepcję własności, gdy piszesz, że wszystkie czynniki produkcji muszą być czyjąś własnością. A nawet w obrębie tej koncepcji pojawia się pierwotny problem mojego zarzutu, który sam sformułowałeś, o porzuconym(w sensie prawnym) dobru – czy staje się ono (na nowo) dobrem naturalnym, czy jest kapitałem? Mnie ta odpowiedź na przykład nie interesuje, przynajmniej tak długo jak nie dostrzegam jej implikacji ekonomicznych. Ale może jestem w błędzie.

    Jeśli chodzi o relację między konsumpcją i produkcją, to wolałbym odwrotnie postawić sprawę: celem produkcji jest konsumpcja, a warunkiem konsumpcji jest produkcja.

  • @10:
    Rzeczywiście. Niezamierzone 🙂

  • Dziwna sprawa – głowę dam, że wczoraj napisałem komentarz, ale nie widzę go zupełnie…
    No to powtórzę.
    @ 11
    Nie zgadzam się, że praca (a de facto ludzkie ciało) może być jednocześnie celem i środkiem, gdyż z definicji jest tylko środkiem. W tym zakresie, w jakim jest celem, jest to konsumpcja. Zresztą, nie rozumiem związku tego problemu z moim artykułem. Ja pisałem o tym, że z prakseologicznego punktu widzenia czynnikiem produkcji (środkiem) są wyłącznie dobra kapitałowe, co jest prawdą niezależnie od tego, czy łatwo je odróżnić od celów czy nie.
    Co do związku między prakseologią a prawami własności, to polega on na tym, że pierwotne zawłaszczenie stanowi jednocześnie akt produkcji. Jest to ważna teza dla tej pracy, gdyż na jej podstawie utrzymuję, że ziemia nie może być czynnikiem produkcji.
    Odnośnie do rzekomego problemu czy porzucone dobro jest dobrem naturalnym, czy kapitałowym, to odpowiedź jest dość prosta. Otóż, nie może to być dobro kapitałowe, gdyż porzucone dobro z definicji zostało uznane za nieużyteczne w osiąganiu przez jednostki swoich celów, a więc nie jest rozpatrywane w ogóle w kontekście ekonomicznym; jest toteż „dobrem naturalnym”.
    Jeśli chodzi o związek między konsumpcją a produkcją, to oczywiście masz rację. W mojej pracy krytykowałem tezę Rothbarda, że można sobie wyobrazić świat, w którym ludzie cały czas by pracowali, czyli de facto bez konsumpcji – tak więc uważam użyty przeze mnie zwrot za całkowicie na miejscu 🙂
    Pozdrawiam!

  • Ja z kolei nie za bardzo rozumiem, czemu człowiek wykonując jakieś działanie nie może jednocześnie czerpać bezpośredniej satysfakcji(a więc konsumować) i satysfakcji pośredniej(produkować).

    Dalej:
    akt produkcji jest subiektywny, bo to jednostka ocenia, czy produkuje, czy konsumuje(i ewentualnie z jakim skutkiem), natomiast akt pierwotnego zawłaszczenia, żeby cokolwiek oznaczał, musi być obiektywny (a przynajmniej dalece intersubiektywny) i tu tkwi różnica, która sprawia, że pogodzenie tych dwóch sfer w tym konkretnym kontekście wydaje się niemożliwe.

  • @ 14
    Nie pisałem, że człowiek nie może jednocześnie czerpać bezpośredniej satysfakcji i satysfakcji pośredniej. Twierdzę jedynie, że praca z definicji nie może nieść za sobą gratyfikacji bezpośredniej. W takiej mierze, w jakiej pracujący człowiek czerpię takową gratyfikację, to de facto konsumuje. Trzymam się po prostu twardo definicji, inaczej dojdziemy do wniosku, że „wszystko jest wszystkim”, co raczej nie ułatwia analizy 🙂

    Dalej:
    Masz rację, jednostka, na podstawie swoich subiektywnych preferencji, decyduje ex ante o produkcji i konsumpcji. Jednak w chwili rozpoczęcia produkcji dokonuje też pierwotnego zawłaszczenia (zakładam, że obiekt produkcji nie był do tej pory przez nikogo posiadany), gdyż akt produkcji stanowi obiektywny związek między producentem a zawłaszczanym przedmiotem, który relatywnie łatwo stwierdzić intersubiektywnie.

    Dlaczego twierdzisz, że pogodzenie tych dwóch sfer w tym konkretnym kontekście wydaje się niemożliwe?
    Pozdrawiam!

  • Wydaje mi się tak ze względu na wspomnianą subiektywną naturę ludzkiego działania w formie, którą znamy i daleko posunięty intersubiektywizm prawny. Słownik pierwszego to produkcja, konsumpcja, itp., natomiast drugiego: zawłaszczenie, własność, agresja, itp. Jeśli zasadniczo uczyniłeś za podstawę artykułu o prakseologii tezę, która wykracza poza kategorię/aksjomat działania (choć jest z nią niewątpliwie związana), to licz się z tym, że tezy, które postawiłeś nie mogą rościć sobie ekonomicznej uniwersalności, bo funkcjonują w obrębie konkretnej doktryny polityczno-prawnej(z jej odrębnymi, choć powiązanymi, kategoriami).

  • Moim zdaniem pogodzenie jest jak najbardziej możliwe. Ostatecznie, ekonomia to nauka o ludzkim działaniu. A „działanie ma dwa nierozerwalnie złączone aspekty: subiektywny (działanie jest racjonalne i zrozumiałe) oraz obiektywny (działanie zawsze dotyczy prawdziwych przedmiotów i rzeczy fizycznych)” (Hoppe).
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Historia gospodarcza to w istocie dzieje przedsięwzięć rządów, które zakończyły się niepowodzeniem, gdyż zaplanowano je z całkowitym lekceważeniem praw ekonomii. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>