Autor: Michael Huemer
Źródło: Strona domowa autora
Tłumaczenie: Monika Sznajder
Wersja PDF

wojna narkotykowaMarihuana, kokaina, heroina oraz LSD — czy stosowanie takich narkotyków w celach rekreacyjnych powinno być zabronione przez prawo? Prohibicjoniści mówią: tak. Zazwyczaj twierdzą oni, że zażywanie narkotyków jest wyjątkowo szkodliwe zarówno dla użytkowników, jak i dla społeczeństwa, a możliwe, że wręcz niemoralne, co według nich jest wystarczającym argumentem za prohibicją. Zwolennicy legalizacji na postawione na początku pytanie odpowiadają: nie. Na ogół podają jeden lub więcej z trzech następujących argumentów. Po pierwsze, niektórzy uważają, że zażywanie narkotyków nie jest tak szkodliwe, jak twierdzą prohibicjoniści, a czasami może nawet przynosić korzyści. Po drugie, niektórzy sądzą, że narkotykowa prohibicja „nie działa”, to znaczy nie odnosi zbytniego sukcesu w zapobieganiu zażywania narkotyków i/albo prowadzi do wielu przykrych konsekwencji. Na koniec, niektórzy utrzymują, że narkotykowa prohibicja jest niesprawiedliwa i stanowi pogwałcenie prawa.

Nie zamierzam nawet próbować omawiać wszystkich tych argumentów. W zamian skoncentruję uwagę na trzech, według mnie, najbardziej popularnych argumentach podnoszonych w debacie na temat legalizacji narkotyków: po pierwsze, omówię argument, że narkotyki powinny być uznane za nielegalne ze względu na szkodę, jaką czynią zażywającym; po drugie, zanalizuję argument, że narkotyki powinny być uznane za nielegalne, ponieważ szkodzą również osobom niezażywającym; i po trzecie, ustosunkuję się do argumentu, że narkotyki powinny być zalegalizowane, ponieważ owa prohibicja narusza prawo naturalne. Zamierzam skupić się raczej na kwestiach moralnych/filozoficznych, jakie budzą owe argumenty, aniżeli na medycznych czy socjologicznych. Dowiodę, że te dwa argumenty za zakazem przegrywają walkę z trzecim argumentem stojącym za legalizacją.

 

I.  Narkotyki i ich wpływ na zażywającego

Pierwszy zasadniczy argument za zakazem mówi, że narkotyki powinny być zabronione przez prawo, ponieważ ich użycie jest niezmiernie szkodliwe dla tych, którzy je zażywają, oraz że zakaz zmniejsza skalę nadużycia. Argument ten zakłada, że jedną z zasad prawidłowo funkcjonującego rządu jest powstrzymywanie ludzi przed szkodzeniem samym sobie. W związku z tym argument brzmi mniej więcej tak:

1. Zażywanie narkotyków bardzo szkodzi.

2. Rząd powinien zabronić ludziom robienia tego, co im szkodzi.

3. Rząd powinien w związku z tym zabronić stosowania narkotyków.

Oczywiście, druga przesłanka ma kluczowe znaczenie dla argumentu: gdybym wierzył, że narkotyki są bardzo szkodliwe, choć nie uważałbym, że rząd powinien zabraniać ludziom czynienia sobie samym krzywdy, to nie rozważałbym tego jako powód zakazu ich stosowania. Co więcej, druga przesłanka jest wysoce nieprawdopodobna, jeśli by ją rozważać bez zastrzeżeń. Przeanalizujmy przykłady czynności wykonywanych przez ludzi, które im szkodzą (albo zawierają ryzyko wyrządzenia szkody): palenie tytoniu, picie alkoholu, jedzenie w nadmiernych ilościach, jeżdżenie na motorze, uprawianie seksu bez zabezpieczenia lub rozwiązłość, bycie w związku z nierozmyślnym bądź znęcającym się chłopakiem lub dziewczyną, nadużywanie kart kredytowych, tkwienie w pracy bez perspektyw, porzucanie studiów, przeprowadzane się do New Jersey i pyskowanie przełożonym. Czy rząd powinien zakazać tego wszystkiego[1]? Większość z nas zgodziłaby się, że rząd nie powinien zakazać żadnego z tych działań, a z pewnością nie ich wszystkich. Nie wynika to z czysto logistycznych czy praktycznych powodów — uważamy raczej, że kontrola tych czynności nie należy do spraw rządu.

Prohibicjoniści będą prawdopodobnie argumentować, że rząd nie tyle powinien zabronić wszystkich czynności, które szkodzą ludziom, lecz tylko tych, które im szkodzą w określony sposób lub w pewnym stopniu, lub mają jakieś inne cechy. To od prohibicjonistów zależałoby wówczas wyjaśnienie, w jaki sposób szkoda wynikająca ze stosowania narkotyków różni się od szkód będących wynikiem innych, wyżej wymienionych czynności (wyrządzanych ludziom je stosującym). Rozważmy trzy możliwości.

(1) Jedną z sugestii byłoby, że stosowanie narkotyków szkodzi również innym osobom, a nie tylko biorącym — omówimy ją sekcji II poniżej. Jeżeli, jak będę utrzymywał, ani szkoda wyrządzana biorącym, ani innym ludziom nie uzasadnia prohibicji, to sugestia, jakoby owa kombinacja szkód zakaz uzasadniała, będzie nie do przyjęcia. Oczywiście, można by argumentować, że zanim zakaz czynności zostanie uzasadniony, trzeba będzie osiągnąć pewien próg szkody całkowitej, oraz że połączenie szkód wynikających z narkotyków w stosunku do biorących i niebiorących przekracza ten próg nawet jeśli żadna ze szkód nie czyni tego pojedynczo. Ale jeżeli, jak będę twierdził, oba argumenty za „szkodą dla biorących” i „szkodą dla niebiorących” upadną w obliczu faktu, że nie jest w gestii rządu stosowanie sankcji kryminalnych w celu zapobiegania tego rodzajom szkód, wówczas ich kombinacja nie będzie przekonująca.

(2) Drugą sugestią jest rzekomy fakt, że stosowanie narkotyków jest ogólnie bardziej szkodliwe niż pozostałe czynności wymienione powyżej. Brak chyba jednak powodów, aby w to wierzyć. Rozważmy statystykę zgonów jako jeden ze sposobów (trzeba przyznać, że ograniczony) mierzenia szkodliwości. Krajowe Biuro Kontroli Narkotykowej podaje, że rocznie 18 000 Amerykanów umiera z powodu narkotyków[2]. Dla odmiany, tytoń powoduje śmierć około 444 000 ludzi rocznie[3]. Oczywiście, więcej ludzi pali, aniżeli bierze nielegalne narkotyki[4]. Porównajmy zatem: tytoń zabija rocznie piętnaście osób na tysiąc palących; nielegalne narkotyki 2,6 osoby na tysiąc[5]. Mimo tego prawie nikt nie chce uznania tytoniu za nielegalną używkę i wsadzania palących do więzienia. Podobnie otyłość powoduje śmierć 420 000 ludzi rocznie (z powodu chorób serca, zawałów itd.), a jedenaście z tysiąca osób jest w grupie wysokiego ryzyka[6]. Specjaliści od spraw zdrowia uprzedzali o pandemii otyłości, a jakoś nikt nie wołał nigdy o uwięzienie ludzi otyłych.

Istnieją mniej namacalne szkody wynikające z narkotyków — te dotyczące ogólnej jakości życia. Oszacowanie ich wielkości jest trudne. Porównajmy je jednakże ze skalą szkód wyrządzonych w ludzkim życiu z powodu, na przykład, rezygnacji ze szkoły, tkwieniu w pracy bez perspektyw, czy ślubu z jakimś palantem — te sytuacje mogą powodować ogromne i długotrwałe szkody w jakości życia. Wciąż jednak nikt nie proponuje wsadzenia do więzienia tych, którzy rezygnują z nauki, pracują w złych warunkach, czy też podejmują błędne decyzje małżeńskie. Pomysł ten wydawałby się niedorzeczny i w jasny sposób wychodzący poza uprawnienia państwa.

(3) Kolejną sugestią jest to, że stosowanie narkotyków szkodzi inaczej niż inne wymienione czynności. Cóż, jakież to są zatem rodzaje szkód? Po pierwsze, nielegalne narkotyki mogą pogorszyć stan zdrowia, a w niektórych przypadkach wiążą się z ryzykiem śmierci. Jednakże, także wiele innych czynności — wliczając w to konsumpcję alkoholu, tytoniu i tłustych potraw, seks oraz jazdę samochodem — wiążą się z ryzykiem utraty zdrowia, a mimo to prawie nikt nie wierzy, że powinny być one objęte prawem karnym.

Po drugie, narkotyki mogą zniszczyć relacje miedzy ludźmi — w szczególności w rodzinie, przyjaźni i miłości —  oraz powodować niemożność rozwinięcia bardziej satysfakcjonujących osobistych relacji[7]. Taki skutek może też być wywołany przez niekulturalne zachowanie w stosunku do innych, ale nikogo nie wsadzono by za to do więzienia. Co więcej, nakładanie sankcji karnych na ludzi za ich sposób kierowania związkiem jest wysoce nieprawdopodobnym przypuszczeniem. Osobiście nie posiadam żadnej ogólnej teorii na temat działań, za które ludzie powinni być karani, ale rozważmy poniższy przykład. Przypuśćmy, że decyduję się na odejście od mojej dziewczyny, niedzwonienie do rodziny oraz odsunięcie się od przyjaciół. Nie robię tego z konkretnego powodu — po prostu mam takie pragnienie. Ta decyzja  zniszczyłaby moje stosunki z ludźmi. Czy policja powinna mnie aresztować i zamknąć w więzieniu? Jeżeli nie, to czy powinienem zostać zatrzymany za coś, co wiąże się tylko z możliwością pośredniego wywołania podobnych rezultatów? Poniższy przykład wydaje się rozsądną polityczną zasadą. Jeżeli niesłusznym byłoby karanie ludzi za bezpośrednie spowodowanie pewnych rezultatów, to również byłoby niesłusznym karanie ludzi za zrobienie czegoś, bazując na założeniu, że owe działania mają zaledwie szansę doprowadzenia do tego rezultatu. Jeżeli władze nie mogą mi zakazać bezpośredniego zerwania stosunków z innymi, to fakt, że stosowanie narkotyków może w rezultacie prowadzić do zniszczenia takowych relacji, nie jest wystarczająco dobrym powodem, aby mi zakazać ich zażywania.

Po trzecie, narkotyki mogą niekorzystnie wpływać na finanse osób je zażywające, narażając na wysokie koszty i prowadząc do utraty pracy lub niemożności jej znalezienia, uniemożliwiając często również awans zawodowy. Ma tu zastosowanie ta sama zasada: skoro zakaz bezpośredniego powodowania tego rodzaju negatywnych konsekwencji finansowych byłby nadużyciem władzy rządu, to z pewnością fakt, że narkotyki mogą pośrednio je powodować, nie jest dobrym powodem, aby zakazać ich stosowania. Załóżmy, że postanowię zrezygnować z pracy i wyrzucić wszystkie pieniądze przez okno, ot tak bez powodu. Czy policja powinna mnie aresztować i wsadzić do więzienia?

Po czwarte, na koniec, narkotyki mogą zniszczyć charakter moralny człowieka. Oto, co uważa James Q. Wilson:

 

Jeżeli wierzymy — tak jak ja — że uzależnienie od niektórych zmieniających umysł narkotyków jest kwestią moralną i że ich nielegalność wynika po części właśnie z braku moralności, to zalegalizowanie ich zmniejsza, jeśli nie eliminuje całkowicie, przesłanie moralne. Przesłanie to leży u źródła rozróżnienia między nikotyną i kokainą. Obie te substancje są wysoce uzależniające i wywołują niszczące skutki fizyczne. Traktujemy jednak te dwa narkotyki różnie nie dlatego, że tak szeroko stosowana nikotyna mogłaby wychodzić poza możliwości skutecznej prohibicji, lecz dlatego, że jej użycie nie niszczy istoty człowieczeństwa. Tytoń skraca życie, kokaina niszczy jego wartość. Nikotyna zmienia nawyki, kokaina zmienia duszę. Ostre jej nadużywanie, w przeciwieństwie do częstego palenia, niszczy owe naturalne uczucia współczucia i obowiązku, które tworzą naszą ludzką naturę i czynią życie w społeczeństwie możliwym[8].

 

Wilson twierdzi, że zażywanie kokainy: (a) jest niemoralne, (b) niszczy istotę człowieczeństwa, (c) zmienia duszę oraz (d) powoduje zanik współczucia i obowiązku. Jednym z problemów dotyczących argumentacji Wilsona jest brak z jego strony dowodów na poparcie twierdzeń (a)—(d). Zanim wsadzimy ludzi do więzienia za korumpowanie swoich dusz, powinniśmy zażądać obiektywnych dowodów na to, że ich dusze są w rzeczywistości skorumpowane. Zanim zamkniemy ludzi w więzieniu za brak etyki w postępowaniu, należałoby znaleźć argumenty na to, że ich czyny są faktycznie nieetyczne. Być może oskarżenia Wilsona sprowadzają się do jednego, że ludzie zażywający narkotyki tracą umiejętność współczucia i obowiązku — to znaczy, że twierdzenia (a)—(c) opierają się na (d). Prawdopodobne jest, że osoby biorące tzw. twartde narkotyki doświadczają zmniejszonej umiejętności współczucia oraz tracą poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Czy to stanowi wystarczający powód dla wprowadzenia zakazu?

Ponownie wracamy do twierdzenia, że nie powinno się zabronić robienia czegoś na podstawie założenia, iż może ono pośrednio wywołać określony efekt — nawet jeśli byłoby poprawnym zakazanie bezpośrednio wywoływania tego efektu. Czy byłoby stosownym i w zakresie prawnych funkcji państwa, aby karać ludzi za brak współczucia i poczucia obowiązku, albo za zachowanie w taki sposób? Załóżmy, że Howard — mimo iż nie bierze narkotyków — nie jest osobą zdolną do współczucia. Kiedy ludzie próbują podzielić się swoimi problemami z Howardem, ten każe im przestać się użalać. Co więcej, mimo iż nie rani on innych w sposób niezgodny z obowiązującymi prawami, Howard ma nisko rozwinięte poczucie obowiązku. Nie przychodzi do pracy na czas, nie czerpie z niej satysfakcji, nie udziela się charytatywnie, nie próbuje polepszyć sytuacji w swojej społeczności. Ogólnie rzecz biorąc, Howard jest pozbawionym honoru i nieprzyjemnym typem. Czy powinien iść do więzienia?

Jeżeli nie, to dlaczego powinien iść ktoś, kto tylko dokonuje czynów, które mają szansęzmienić tego człowieka w osobę pokroju Howarda? Jeżeli karanie ludzi za to, że są palantami, byłoby nadużyciem władzy rządowej, to wówczas fakt, że narkotyki mogą powodować zmianę człowieka w palanta, nie jest wystarczającym powodem wprowadzenia zakazu.

 

II. Narkotyki i ich wpływ na innych

Niektórzy uważają, że narkotyki powinny być zabronione przez prawo, ponieważ ich stosowanie szkodzi rodzinie, przyjaciołom, współpracownikom i/albo całemu społeczeństwu. Oto, co mówi raport przygotowany przez Krajowe Biuro Kontroli Narkotykowej:

 

Kraje demokratyczne rozkwitają tylko wtedy, gdy ich mieszkańcy cenią sobie wolność i wierzą w odpowiedzialność osobistą. Stosowanie  narkotyków stopniowo pozbawia ludzi umiejętności dążenia do tych dwóch idei. Zmniejsza umiejętność efektywnego działania w wielu sferach życia — jako student, rodzic, małżonek, podwładny — nawet jako współpracownik czy kierowca. I, podczas gdy niektórzy uważają, że reprezentują sposób wyrażania autonomii indywidualnej, to w rzeczywistości narkotyki są wrogiem wolności osobistej zmniejszającym umiejętność uczestniczenia w życiu społecznym[9].

 

Przynajmniej jedna z tych domniemanych szkód — niebezpieczna jazda samochodem — jest w obszarze zainteresowania rządu. Z tego względu całkowicie zgadzam się z teorią, że powinno się zakazać ludziom jazdy samochodem pod wpływem narkotyków. Ale co z resztą rzekomych niebezpieczeństw?

Wróćmy do naszego wymyślonego mieszkańca Howarda. Wyobraźmy sobie, że Howard — z powodów nie związanych z narkotykami — nie ceni sobie wolności ani nie wyznaje zasady odpowiedzialności. Nie jest do końca jasne, co to oznacza, ale zróbmy założenie, ze Howard wierzy w ideologię politycznego totalitaryzmu i odrzuca istnienie wolnej woli. Bez ustanku obwinia innych ludzi za swoje problemy i próbuje uniknąć podejmowania decyzji. Howard jest studentem pracującym na pół etatu. Jednakże, jest beznadziejnym uczniem i pracownikiem. Prawie w ogóle się nie uczy i nie wykonuje zadanych prac, co w rezultacie prowadzi do słabych ocen. Jak wcześniej wspomnieliśmy, Howard przychodzi do pracy spóźniony i jej nie lubi. Mimo iż nie robi nic niezgodnie z obowiązującymi prawami, nie jest troskliwym mężem i ojcem. Nie próbuje również uczestniczyć w życiu swojej społeczności. Woli raczej wylegiwać się, oglądając telewizję i przeklinając resztę świata za swoje problemy. W skrócie, Howard wyrządza zło rodzinie, przyjaciołom, współpracownikom i społeczeństwu, co, według Krajowego Biura Kontroli Narkotykowej, może wynikać z używania narkotyków. Większość tego jest czyniona dobrowolnie.

Czy Kongres powinien ustanowić prawo zakazujące robienia tego co Howard? Czy następnie powinna go aresztować policja, a prawnik oskarżyć za bycie życiowym niedołęgą?

Po raz kolejny wydaje się, iż propozycja, aby aresztować i osadzić w więzieniu osoby zachowujące się w ten sposób, jest niedorzeczna, jakkolwiek niepożądane owo zachowanie by było. Jako że stosowanie narkotyków stwarza jedynie szansę wywołania któregoś z tych zachowań, założenie, że powinno się aresztować i wsadzić do więzienia ludzi za używanie narkotyków, bazując na teorii, iż mogą one wywołać owe potencjalne efekty, jest nawet jeszcze bardziej absurdalne.

 

III. Niesłuszność zakazu

Filozof Douglas Husak opisał prohibicję narkotykową jako największą niesprawiedliwość dokonaną w Stanach Zjednoczonych od czasów niewolnictwa[10]. To nie jest żadna przesada. Jeżeli prawo dotyczące narkotyków jest niesprawiedliwe, to mamy 450 000 ludzi niesłusznie osadzonych[11].

Czemu myśleć, że prawo narkotykowe jest niesprawiedliwe? Argument Husaka przywołuje zasadę, z którą niewielu mogłoby się nie zgodzić: niesprawiedliwe jest karanie ludzi przez rząd bez konkretnych powodów[12]. Widzieliśmy niepowodzenie najpospolitszych zasad prohibicji. Jeżeli nie pojawią się jakieś lepsze argumenty, należy uznać, że prohibicjoniści nie mają racjonalnego uzasadnienia karania ludzi biorących narkotyki. Pozbawiliśmy setki tysięcy ludzi podstawowych elementów wolności i poddaliśmy ich surowemu traktowaniu bez konkretnego powodu.

To wystarczy. Ale chcę coś podkreślić: nie chodzi tylko o to, że karzemy ludzi bez konkretnego powodu. Karzemy ich za korzystanie z ich naturalnych praw. Ludzie mają prawo do brania narkotyków. To nie jest prawo absolutne czy bez wyjątków. Załóżmy, że istnieje narkotyk, który raz zaaplikowany powoduje, że znaczna część stosujących go ludzi bezwolnie atakuje innych bez prowokacji. Uznałbym, że zakazanie stosowania go byłoby zadaniem rządu. Ale żaden z istniejących narkotyków nie spełnia tych kryteriów. Rzeczywiście, mimo iż nie mogę poświęcić czasu na zagłębienie się w tę kwestię, uważam, że jest jasne, iż prawa narkotykowe doprowadzają do większej ilości przestępstw niż same narkotyki.

Postulowanie prawa do stosowania narkotyków wywodzi się z koncepcji, że ludzie są panami własnego ciała. Oznacza to, że człowiek ma prawo posiadać wyłączną kontrolę nad swoim ciałem — wliczając w to prawo decydowania, jak go używać i jak odsunąć innych od jego użytku — w sposób podobny do tego, jak kontrolujemy swoją własność. To stwierdzenie jest dość ogólnikowe, niemniej jednak możemy dostrzec ogólną koncepcję zawartą w moralności zdroworozsądkowej. Faktycznie, jeżeli istnieje cokolwiek do czego miałby człowiek mieć prawo, to jest to jego własne ciało. To wyjaśnia, dlaczego uważamy, że inni nie mają prawa nas zaatakować lub uprowadzić, oraz dlaczego nie akceptujemy wykorzystywania ludzi do eksperymentów medycznych, nawet jeżeli przynoszą korzyść społeczeństwu — pozostała część społeczeństwa nie ma prawa zdecydować się na wykorzystanie twojego ciała do własnych celów bez twojej zgody. Wyjaśnia to, dlaczego niektórzy uważają, że kobiety mają prawo do aborcji — i dlaczego inni się z tym nie zgadzają. Ci pierwsi wierzą, że kobieta ma prawo robić, co chce ze swoim ciałem; ci drudzy — że płód jest osobną istotą, a kobieta nie ma prawa krzywdzić jego ciała. Nikt w rzeczywistości nie dyskutuje na temat faktu, że jeżeli płód jest zwyczajnie częścią ciała kobiety, to ma ona prawo decydowania o aborcji, tak jak nikt nie dywaguje na temat tego, że jeżeli płód jest odrębną istotą, to kobieta nie ma prawa jej niszczyć. Praktycznie nie ma wątpliwości, że człowiek posiada prawo do kontroli własnego ciała, ale już nie do ciał innych ludzi.

Nie można interpretować prawa kontroli nad własnym ciałem jako sugestii do wykorzystania go w każdy wyobrażalny nam sposób przypominający prawo kontroli nad swoją własnością. Co najważniejsze, nie możemy wykorzystywać naszych ciał w celu krzywdzenia innych ludzi na różne sposoby, tak jak nie wolno nam korzystać z własności w podobnych celach. Kwestia narkotyków wydaje się jednak typowym przykładem prawowitego wykorzystania prawa kontroli nad własnym ciałem. Zażywanie narkotyków ma miejsce w bezpośrednim kontakcie z ciałem — ciche efekty pojawiają się w jego wnętrzu. Jeżeli spojrzymy na branie narkotyków jako na wprowadzenie zmian w ciele i umyśle, wówczas trudno będzie sobie wyobrazić, że ktokolwiek, kto wierzy w istnienie prawa naturalnego, mógłby zaprzeczyć, że zażywanie narkotyków jest chronione tymi prawami. Wynika to z tego, że (a) kto wierzy w istnienie prawa naturalnego nie zaprzeczy, że każdy może decydować o swoim ciele i umyśle oraz (b) rozpatrując narkotyki jako osiąganie zmian w sferze ciała i umysłu, stają się one przykładem korzystania z prawa jednostki do decydowania o swoim ciele i umyśle.

Rozważmy, w jaki sposób prohibicjonista mógłby zaprzeczyć powyższemu rozumowaniu. Po pierwsze, mógłby on argumentować, że stosowanie narkotyków nie tylko zmienia ciało i umysł osoby je zażywającej, ale również krzywdzi jej rodzinę, przyjaciół, współpracowników i społeczeństwo. Odpowiedziałem na ten argument w sekcji II. Czynność potencjalnie uznana za w jakikolwiek sposób „szkodliwą” nie czyni jej podległej sankcjom kryminalnym. Nie chodzi tutaj o określenie ogólnych kryteriów krzywd, które miałyby być uznane za przestępstwo — wystarczy zauważyć, że istnieją pewne ich rodzaje w rzeczywistości, wobec których nikt nie stosowałby sankcji kryminalnych: m.in. bycie słabym studentem, niekompetentnym pracownikiem czy obojętnym mieszkańcem[13]. Zgodzę się z prohibicjonistami przynajmniej do tego stopnia: nikomu nie powinno być wolno kierować pojazdami pod wpływem narkotyków, które wpływają na zdolność do kierowania; kobiety w ciąży nie powinny mieć prawa brania narkotyków, jeżeli można dowieść, że stanowią wysokie ryzyko dla dziecka (pominę zagadnienie, jaki powinien być próg poziomu ryzyka, oraz empiryczne kwestie dotyczące faktycznego poziomu ryzyka stworzonego przez nielegalne narkotyki — nie znam się na tym). Ale w przeważającej części przypadków narkotyki nie szkodzą nikomu w żaden sposób, który normalnie uznalibyśmy za podlegający karze, i z tej przyczyny nie powinny być nielegalne.

Po drugie, prohibicjonista mógłby twierdzić, że branie narkotyków nie kwalifikuje się jako stosowanie prawa człowieka do decydowania o swoim ciele, ponieważ ludzie tak naprawdę decydują o zażywaniu narkotyków bezwolnie. Być może niektórzy rzeczywiście je stosują, nie zdając sobie sprawy na przykład z ich szkodliwości, ponieważ popadli w jakiś rodzaj psychologicznego przymusu, jako że narkotyki przyciągają jak syreni śpiew, który zniekształca odbiór rzeczywistości. Dokładna forma tego zarzutu nie jest istotna — liczy się to, że prohibicjonista stoi przed następującym dylematem: jeżeli ludzie sięgają po narkotyki bezwolnie, to niesprawiedliwe jest karanie ich za to. Gdyż jeśli robią to bezwolnie, to nie są moralnie odpowiedzialni za swoją decyzję i niesprawiedliwe jest karanie ich za coś, za co nie są odpowiedzialni. Ale jeżeli robią to z wolnej woli, to wybór ten jest po prostu wykorzystaniem prawa decydowania o swoim ciele.

Próbowałem przytoczyć najlepsze argumenty, które mogliby podać prohibicjoniści, ale w rzeczywistości milczą oni zagadkowo w tym temacie. Kiedy kraj idzie na wojnę, skupia się na sposobie jej wygrania, poświęcając mało uwagi prawom ofiar wrogiego kraju. Podobnie, jednym ze skutków wypowiedzenia „wojny” narkotykom w Ameryce jest to, że prohibicjoniści prawie w ogóle nie poświęcili uwagi prawom ludzi, którzy je stosują. Większość albo ignoruje to zagadnienie, albo mówi o nim jedynie pobieżnie, aby je oddalić bez argumentacji[14]. By zniesławić zwolenników legalizacji Narodowe Biuro Kontroli Narkotykowej stwierdziło, że:

 

Cynizm powstały wokół zagadnienia narkotyków nie jest przypadkowy. Propagowanie go jest celowym działaniem prowadzonej od wielu dekad kampanii zwolenników legalizacji, krytykantów, których wyznaniem jest „nic się nie da” i których wewnętrzne spojrzenie wydaje się opierać na założeniu, że mogą schować się za pobieżną krytyką, według której kontrola narkotykowa jest „niewykonalna”, unikając zaproponowania tego, o czym się nie wspomina — świata, w którym narkotyki są wszechobecne, a ich stosowanie i uzależnienie od nich gwałtownie wzrasta[15].

 

— pomijając najważniejsze kwestie, które omówiłem w tym artykule.

 

IV. Podsumowanie

Bez wątpienia wojna narkotykowa jest porażką na wielu polach, które inni mogą zręczniej opisać — między innymi w kwestiach jej skuteczności w sferze przestępczości, korupcji policji oraz innych cywilnych praw. Co ważniejsze, wojna ta jest moralnie skandaliczna w samej swojej koncepcji. Jeżeli mamy utrzymać jakiegoś rodzaju szacunek dla ludzkich praw, nie możemy ze śmiesznych powodów stosować siły w celu pozbawienia ludzi ich wolności i własności. Stosowanie takiego wymuszenia wymaga przekonujących i jasno zdefiniowanych zasad. W przypadku prohibicji narkotykowej większość powodów zostałoby uznanych za słabe, jeśli przedłożone byłyby w innym kontekście. Niewielu potraktowałoby poważnie sugestię, że ludzie powinni iść do więzienia za czynienie szkody swojemu zdrowiu, za bycie słabym studentem czy też za niepodzielanie amerykańskiego snu. Trudno uwierzyć w założenie, że ludzie powinni być osadzeni w więzieniu za coś, co jedynie może prowadzić do tych konsekwencji. Wciąż jednak te i inne podobnie nieprzekonujące argumenty stanowią fundament obrony zakazu.

Prohibicjoniści nie są również w stanie odpowiedzieć na argument, że ludzie mają prawo do narkotyków. Jakakolwiek odpowiedź musiałaby zaprzeczyć albo temu, że człowiek ma prawo do kontroli nad własnym ciałem, albo że zażywanie narkotyków stanowi sposób zastosowania tego prawa. Widzieliśmy, że rodzaje rzekomej krzywdy wyrządzone społeczeństwu przez narkotyki nie świadczą przeciwko nim jako sposobowi zastosowania prawa kontroli nad własnym ciałem. Natomiast twierdzenie, że biorący narkotyki nie potrafią kontrolować swojego zachowania lub że nie wiedzą, co robią, czyni jeszcze bardziej zagadkową kwestię, dlaczego ci ludzie zasługują na karę.

Przytoczę słowa Jamesa Inciardi, zwolennika prohibicji:

 

Rząd Stanów Zjednoczonych nie zamierza zalegalizować narkotyków w najbliższym czasie, jeżeli w ogóle, a z pewnością nie w obecnym XX wieku. Dlaczego zatem mamy angażować tyle czasu, pieniędzy i wysiłków zarówno intelektualnych, jak i emocjonalnych w niemożliwe wręcz przedsięwzięcie…? Na tym etapie powinniśmy wiedzieć, że ani politycy, ani organizacje polityczne nie odpowiedzą pozytywnie na zmiany nagłej i drastycznej strategii[16].

 

Obecnie Stany Zjednoczone mają 450 000 ludzi niesprawiedliwie osadzonych. Być może, niestety, Inciardi ma rację, mówiąc, że nasz rząd nie zamierza w najbliższym czasie powstrzymać masowego łamania praw swoich ludzi. Niemniej jednak obowiązkiem mieszkańców i teoretyków polityczno-społecznych pozostaje zidentyfikowanie niesprawiedliwości i niezgodzenie się z nią. Wyobraźmy sobie zwolennika niewolnictwa, dziesiątki lat przed wojną secesyjną, który twierdzi, iż, jako że południowe stany nie zamierzają w najbliższym czasie zaprzestać niewolnictwa, to abolicjoniści niepotrzebnie się wysilają, zamiast zająć się czynnościami bardziej produktywnymi — takimi jak walka o zasadnicze zmiany w sposobie traktowania niewolników. Instytucja niewolnictwa jest czarnym punktem w historii naszego narodu, ale byłaby jeszcze większym wstydem, gdyby nikt w tamtym czasie nie walczył przeciwko niej.

Czy jest to przesadne porównanie? Nie sądzę. Krzywda wyrządzona komuś niesprawiedliwie uwięzionemu jest jakościowo porównywalna (mimo iż zazwyczaj kończy się szybciej) do bycia niewolnikiem. Coraz bardziej popularne ze strony liderów naszego narodu obwinianie i podtrzymywanie stereotypów dotyczących ludzi, którzy biorą narkotyki i którzy je sprzedają, można porównać do uprzedzeń na tle rasowym minionych pokoleń. Wciąż jednak niewielu chce wypowiadać się w imieniu ludzi biorących narkotyki. Być może owa niechęć ludzi do obrony praw narkotykowych wywodzi się z negatywnego wyobrażenia osób je biorących i strachu przed byciem z nimi utożsamianym. Mimo wszystko to podejście pozostaje niejasne. Sam brałem narkotyki wbrew prawu. Znam wielu porządnych i odnoszących sukcesy ludzi — zarówno związanych, jak i nie związanych z moim zawodem — którzy je zażywali. Jeden z prezydentów Stanów Zjednoczonych, jeden z wiceprezydentów, przedstawiciel Białego Domu i Sądu Najwyższego przyznali się do tego, że nielegalnie zażywali narkotyki[17]. Ponad jedna trzecia Amerykanów powyżej jedenastego roku życia miała już z nimi kontakt[18]. Ale odłóżmy na bok absurd wprowadzenia sankcji kryminalnych wobec wszystkich tych ludzi. Chcę powiedzieć, że jeżeli jesteśmy przekonani o niesprawiedliwości zakazu narkotykowego, to — nawet jeśli nasze protesty nie trafią do nikogo — nie możemy zachować milczenia w obliczu tak szeroko pojętej niesprawiedliwości w naszym kraju. I na szczęście, więcej niż raz w naszej historii, pojawiły się radykalne reformy społeczne w odpowiedzi na moralne argumenty.

 

Bibliografia:

Allison, David B., et al. „Annual Deaths Attributable to Obesity in the United States”. Journal of the American Medical Association vol. 282 no. 16 (1999): 1530-38.

Centers for Disease Control (CDC) [a]. „Annual Smoking-Attributable Mortality, Years of Potential Life Lost, and Economic Costs—United States, 1995-1999”. Morbidity and Mortality Weekly Report 51 (2002): 300-303. http://www.cdc.gov/mmwr/PDF/wk/mm5114.pdf

CDC [b]. „Prevalence of Obesity Among U.S. Adults, by Characteristics”. http://www.cdc.gov/nccdphp/dnpa/obesity/trend/prev_char.htm

CDC [c]. „Overweight and Obesity: Frequently Asked Questions”. http://www.cdc.gov/nccdphp/dnpa/obesity/faq.htm

Husak, Douglas [a]. Drugs and Rights (Cambridge University Press, 1992).

Husak, Douglas [b]. Legalize This! The Case for Decriminalizing Drugs (London: Verso, 2002).

Inciardi, James A. „Against Legalization of Drugs” w Arnold Trebach and James Inciardi, Legalize It? Debating American Drug Policy (Washington, D.C.: American University Press, 1993).

Lungren, Daniel. „Legalization Would Be a Mistake” w Timothy Lynch,red., After Prohibition (Washington, D.C.: Cato Institute, 2000).

Office of National Drug Control Policy (ONDCP) [a]. National Drug Control Strategy 2002 (Washington, D.C.: Government Printing Office). http://www.whitehousedrugpolicy.gov/publications/policy/03ndcs/

ONDCP [b]. „Drug Use Consequences”. http://www.whitehousedrugpolicy.gov/publications/policy/03ndcs/table19.html

Phinney, David. „Dodging the Drug Question”. ABCNews.com, Aug. 19, 1999.

Trebach, Arnold S. „For Legalization of Drugs” in Arnold Trebach and James Inciardi, Legalize It? Debating American Drug Policy (Washington, D.C.: American University Press, 1993).

U.S. Census Bureau [a]. Statistical Abstract of the United States 2001 (Washington, D.C.: Government Printing Office).

U.S. Census Bureau [b]. „Resident Population Estimates of the United States by Sex, Race, and Hispanic Origin”. (2001) http://www.census.gov/population/estimates/nation/intfile3-1.txt

Wilson, James Q. „Against the Legalization of Drugs”. Commentary 89 (1990): 21-8.

U.S. Department of Justice (DOJ) [a]. „Profile of Jail Inmates 1996”. (Washington, D.C.: Government Printing Office, 1998). http://www.ojp.usdoj.gov/bjs/pub/pdf/pji96.pdf

U.S. DOJ [b]. „Prisoners in 2001”. (Washington, D.C.: Government Printing Office, 2002). http://www.ojp.usdoj.gov/bjs/pub/pdf/p01.pdf


[1] Husak ([b], pp. 7, 101-3) przedstawia tego typu argument (dodałem własne przykłady szkodliwych aktywności).

[2] ONDCP [b]. Statystyka zawiera zarówno legalne jak i nielegalne narkotyki.

[3] CDC [a], str. 300.

[4] Inciardi (1993, str. 161, 165) zwraca uwagę na ten fakt, zarzucając zwolennikom legalizacji „sofistykę”. Niestety nie idzie krok dalej, by policzyć ilość śmierci na użytkownika.

[5] Zakładając 29,7 miliona palaczy w 1997 roku i 7 milionów użytkowników nielegalnych narkotyków (U.S. Census Bureau [a], str. 122). Te wielkości mogą jednak odbiegać od rzeczywistości; CDC ([a], str. 303), bazując na innym badaniu, podaje liczbę 46,5 miliona palaczy w tym samym roku.

[6] Zakładając 240 000 przedwczesnych śmierci spowodowanych otyłością w 1991 (Allison, et al.), wzrost o 61% w ilości osób otyłych pomiędzy 1991 i 2000 rokiem (CDC [b]), 9% wzrost populacji pomiędzy 1991 i 2000 rokiem (U.S.Census Bureau [b], str. 8), oraz 38,8 miliona otyłych Amerykanów w 2000 (CDC [c]). Te wielkości mogą nie być dokładne, różne źródła podają różne szacunki tych wielkości.

[7] Por. Inciardi, str. 167, 172.

[8] Wilson, str. 26.

[9] ONDCP [a], str. 1-2.

[10] Husak [b], str. 2.

[11] Opierając się na wielkości 73,389 więźniów za przestępstwa narkotykowe w więzieniach federalnych w 2000 roku (U.S. DOJ [b], str. 14), 251,000 więźniów w więzieniach stanowych w 2000 roku (U.S. DOJ [b], str. 13), oraz 137,000 więźniów w aresztach miejscowych. Ostatnia wielkości oszacowana jest na podstawie populacji w więzieniach miejscowych za 2000 rok, wynoszącą 621,149 (U.S. DOJ [b], str. 2) oraz stopie 22% więźniów w aresztach miejscowych będących przetrzymywanych w związku z przestępstwami narkotykowymi (U.S. DOJ [a], str. 1). Wielkości te najprawdopodobniej wzrosły w ciągu ostatnich lat.

[12] Husak [b], str. 15. Por. rozdział drugi tamże, gdzie Husak przedstawia obszerny przegląd różnych racjonalizacji prohibicji narkotykowej, wiele z których zostało pominiętych w tym tekście ze względu na ograniczone miejsce.

[13] Husak ([a], str. 166-8), argumentuje podobnie, że nikt nie ma prawa, w wyniku którego muszę być dobrym sąsiadem, rzetelnym uczniem itp., i że wyłącznie „krzywdy”, które naruszają prawa mogą stanowić uzasadnienie dla sankcji kryminalnych.

[14] Por. Inciardi (1993) jako przykład ignorowania oraz Lungren (2000, str. 180) jako przykład odrzucenia bez przedstawienia powodów. Wilson (p. 24) zwraca uwagę na problem jedynie poprzez zaznaczenie, że korzystający z narkotyków staje się gorszym rodzicem, partnerem, pracownikiem czy pracownikiem. Nie jest to dowód przeciwko tezie, że istnieje prawo do korzystania z narkotyków.

[15] ONDCP [a], str. 3.

[16] Inciardi, str. 205.

[17] Bill Clinton, Al Gore, Newt Gingrich oraz Clarence Thomas (według Phinneya, 1999). George W. Bush odmówił odmowy na pytanie, czy kiedykolwiek zażywał nielegalne narkotyki.

[18] U.S. Census Bureau [a], str. 122.

36 odpowiedzi na „Huemer: Amerykańska niesprawiedliwa wojna narkotykowa”

  • Emerytowany porucznik z 26-letnim stażem w policji New Jersey – Jack Cole, założyciel organizacji Law Enforcement Against Prohibition, opowiada o skutkach wojny z narkotykami. Wideo z polskimi napisami.

    http://www.miasik.net/archive/2011/04/stroze-prawa-przeciw-prohibicji/

    Tyle w temacie.

  • Zgadzam się z tekstem tylko w jednym: nie można uzależniać karalności handlu narkotykami od ich bezpośredniej szkodliwości na zdrowie fizyczne człowieka. Doskonałym narkotykiem byłby taki związek chemiczny, który oczywiście poza wyśmienitą dawką relaksu lub odlotu,(jak kto woli), nie szkodziłby zdrowiu fizycznemu, miałby ograniczony do kilku godzin czas działania, oczywiście bez efektu „kaca” w następnym dniu, tak aby nie uniemożliwiać pracy zarobkowej,ale przede wszystkim mocno uzależniający psychicznie, aby całą wypracowaną wypłatę przynosić do dealera w zamian za następne dawki przyjemności. Raczej nie można tego nazwać wolną wymianą usług czy towarów.
    Narkotyki nie są zresztą tylko domeną człowieka, są często używane w przyrodzie przez wiele pasożytów np. mrówek i innych owadów społecznych.
    Fakt, walka z handlem narkotykami nie przyniosła skutku w postaci jego likwidacji, tak samo zresztą jak walka ze złodziejstwem, piractwem drogowym itd. Egzekwowanie stosowania przepisów ruchu drogowego przyczynia się również w pewnym stopniu do korupcji w policji drogowej itp. Nie wiem czy stopień uzależnienia od narkotyków w społeczeństwie byłby niższy gdyby nie walczyć z handlem narkotykami. Chyba, że przyjmiemy, że narkomania jest czymś pozytywnym, i nie należy jej traktować jako choroby i zwalczać czynniki jej sprzyjające, to wtedy faktycznie nie ma o co kopii kruszyć. Według mnie te restrykcje są konieczne i ten artykuł mnie nie przekonał.
    Pozdrowienia Mergiel

  • @Margiel
    „Raczej nie można tego nazwać wolną wymianą usług czy towarów”

    wszyscy jesteśmy mocno uzależnieni psychicznie i fizycznie od jedzenia. czy w związku z tym kupowanie pieczywa codziennie rano nie można nazwać wolną wymianą towarów?

  • @Mergiel
    „Fakt, walka z handlem narkotykami nie przyniosła skutku w postaci jego likwidacji, tak samo zresztą jak walka ze złodziejstwem, piractwem drogowym itd”

    po raz setny słyszę ten sam argument który jest niedorzeczny. czyny które wymieniłeś są wymierzone w prawa własności lub inną osobę, są więc agresją. zażywanie narkotyków jeśli już są jedynie agresją wobec własnej osoby, a do takich czynów każdy ma prawo jako właściciel samego siebie.

  • „Fakt, walka z handlem narkotykami nie przyniosła skutku w postaci jego likwidacji, tak samo zresztą jak walka ze złodziejstwem, piractwem drogowym itd.”

    A kto mówi o likwidacji? Czemu Mergiel wymyśla?

    Walka z narkotykami przyniosła skutek w postaci 1000-krotnego pogorszenia sytuacji. Oczywiście Mergiem nie obejrzał podlinkowanego filmu, wiec Mergiel o tym nie może wiedzieć.

    „Według mnie te restrykcje są konieczne i ten artykuł mnie nie przekonał.”

    Według mnie konieczne są restrykcje w dostępie do składanych drabin. Za dużo ludzi z nich spada i się zabija. Żaden artykuł mnie nie przekona, że nie mam racji.

  • Mergiel,

    z niektora narkomania trzeba walczyc (nie z marysia i innymi lekkimi, ktore sa zdrowsze od alkoholu i tytoniu). To pewne. Ja nie mam co do tego watpliwosci.

    Pytanie jak delegalizacja ma sie do walki z narkomania. Ma sie nijak. Nie ma zadnego dowodu na to, ze znaczaco zmniejsza spozycie. A niestety daje wiele kosztownych efektow ubocznych zwiazanych z prowadzeniem „wojny”. W tym usyfienie produktow narkotykowych (tak jak alkoholu w prohibicji).

    Czy warto placic tak wysoka cene za NIEOSIAGNIECIE CELU zmniejszenia narkomanii?

  • „„Fakt, walka z handlem narkotykami nie przyniosła skutku w postaci jego likwidacji, tak samo zresztą jak walka ze złodziejstwem, piractwem drogowym itd”

    po raz setny słyszę ten sam argument który jest niedorzeczny. czyny które wymieniłeś są wymierzone w prawa własności lub inną osobę, są więc agresją. zażywanie narkotyków jeśli już są jedynie agresją wobec własnej osoby, a do takich czynów każdy ma prawo jako właściciel samego siebie.”

    Dokładnie tak, sam zaś prohibicja jest przeciwieństwem respektowania prawa własności. A nawet jeżeli narkotyki w formie zalegalizowanej są rzeczywiście bardziej szkodliwe ogólnie (a nie są) to i tak mnie to nie obchodzi bo prawo własności i wolności jednostki jest dla mnie nadrzędne, ale ludzi nie przekona się samym ideałem, dlatego szczęście, że ten ideał powadzi do skutków pozytywnych.

    sytuacja z narkotykami jest bliźniacza do tej z prohibicji alkoholowej, mechanizm jest ten sam.

    rozpisałbym się bardziej, ale artykułu jeszcze nie czytałem, a nie mam zamiaru przez przypadek pisać tego co jest wyżej.

  • @Margiel
    „Nie wiem czy stopień uzależnienia od narkotyków w społeczeństwie byłby niższy gdyby nie walczyć z handlem narkotykami”.

    Po legalizacji w Czechach i Portugalii spożycie narkotyków znacznie spadło. Tak samo jak przestępczość związana z branżą.

    Przepraszam że nie podaję linków do źródeł ale w sieci informacji jest na ten temat sporo.

  • Ad Lucid
    Sorry ale piszesz nieprawdę, w Czechach zalegalizowano jedynie posiadanie narkotyków i ograniczoną uprawę, handel nadal jest karany.
    Ad T.R.
    Wyraźnie napisałem o handlu narkotykami, a to już co najmniej dwie osoby, do tego dochodzi rodzina narkomana i ubezpieczyciel. Nie żyjemy w próżni.
    Ad BR.
    nie wierzę takim filmom, mam inne własne doświadczenia.
    Ad Balcerek
    Co do jedzenia, to oczywiście masz rację, w pewnych okolicznościach w czasie głodu, nie jest to wolna wymiana, wystarczy poczytać choćby Borowskiego. Zupełnie jak pomiędzy narkomanem na głodzie, a dilerem.
    Człowiek w społeczeństwie musi mieć jakiś legalny narkotyk, alkohol lepiej nadaje się od konopi, dlatego, że jest bardziej toksyczny, daje silne objawy uboczne, które dla człowieka są ostrzeżeniem. Dlatego ludzie, z mniejszą tolerancją alkoholu i silniejszym kacem rzadziej wpadają w nałóg. Poza tym spożycie alkoholu jest łatwiejsze do wykrycia.
    Opisałem cechy doskonałego narkotyku i konopie pasują do tego lepiej niż alkohol.
    Jeżeli zakazywanie czegoś faktycznie zwiększa popyt i spożycie to czemu nie wykorzystać tego powszechniej w handlu?
    Natomiast ciekawi mnie Wasza opinia w sprawie reklamy narkotyków, jeżeli byłyby legalne to można by było je reklamować, rozdawać darmowe próbki itd?

  • Dodam, że osobiście nie jestem za karaniem za posiadanie na własny użytek.

  • Zdaję sobie również sprawę z trudności w przeprowadzeniu obiektywnych badań na temat skutków legalizacji narkotyków w krajach gdzie to miało już miejsce. Jak by ktoś miał jakiś link do tego typu tekstów to będę wdzięczny.

  • @Mergiel
    „Co do jedzenia, to oczywiście masz rację, w pewnych okolicznościach w czasie głodu, nie jest to wolna wymiana”

    a znasz kogoś kto kupuje jedzenie jak jest najedzony? czyli jak jesteśmy syci to wtedy jest wolna wymiana jak zgłodniejemy to jesteśmy przymuszani przez piekarza do kupowania pieczywa. no popatrz a ja takiemu codziennie mówię dzień dobry.

  • @Mergiel

    „nie wierzę takim filmom, mam inne własne doświadczenia.”

    lol, człowieku, rozwalasz obiekty, że się tak wyrażę.

    „Natomiast ciekawi mnie Wasza opinia w sprawie reklamy narkotyków, jeżeli byłyby legalne to można by było je reklamować, rozdawać darmowe próbki itd?”

    Oczywiście, że tak. Wolny rynek to wolny rynek, a nie jakiś „Mergiel New World Order, Nie można Bo Mam Inne Doświadczenia”

    Mergiel, jak chcesz własne dzieci uchronić przed Złem, to zajmij się dziećmi, a nie światem. Niestety wielu tobie podobnych tego nie chce zrozumieć i potem miliony cierpią.

  • “Człowiek w społeczeństwie musi mieć jakiś legalny narkotyk”
    Odwróćmy zdanie. Czy w człowiek w społeczeństwie musi mieć jakiś nielegalny narkotyk?
    Jak to jest, że ten co się tak troszczy o zdrowie ludzi, żeby nie brali narkotyków, nie jedni niezdrowo, jednocześnie uciekają się do nieposzanowania ich wolnej woli.

    Reklama narkotyków, czemu nie. Skoro są reklamowane wódki i papierosy. Ciekawe tylko czy byłoby gdzie reklamować heroinę czy metaamfetaminę. Popularne media raczej by się na to nie decydowały.

  • Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem reklamę fajek. Chyba obowiązuje zakaz na tym odcinku. Alkohol też może być reklamowany po 22 czy coś – nie wiem dokładnie, jak to jest wszystko odgórnie regulowane przez ustawy, więc mogę błądzić.

    EDIT

    O, znalazłem coś:

    „Generalnie w prawodawstwie UE wszelka reklama telewizyjna papierosów i wyrobów tytoniowych jest zakazana. Ten zakaz dotyczy również pośrednich form reklamy, które nie wspominają wprost o wyrobach tytoniowych, szukając możliwości obejścia tego zakazu poprzez przedstawianie produktów imitujących wyroby tytoniowe lub rekwizyty tytoniowe oraz symbole związane z używaniem tytoniu (art. 13 ujednoliconej dyrektywy Rady 89/552/EWG z 1989 roku znowelizowanej przez dyrektywę Rady i Parlamentu Europejskiego 97/36/WE z 1997 roku).”

    http://www.cie.gov.pl/publikacje/ppwue_2007/Sektor_reklamy/11.htm

  • Mergiel calkowicie zignorowales moje pytanie:

    Skoro wojna z narkotykami nie odnosi w ogole sukcesow, a ciagle wszystkie statystyki sie pogarszaja, to czy warto placic tak wysoka cene za NIEOSIAGNIECIE CELU zmniejszenia narkomanii?

  • @Mergiel; napisałeś: handel, upierasz się przy swoich pokrętnych teoriach, dodając do tego rodzinę narkomana i inne osoby. Ok, a jeśli narkoman jest sierotą w dodatku samotną? W Czechach nie zalegalizowano niczego co ma związek z narkotykami. Zaprzestano penalizacji w pewnych okolicznościach. Czy to jest to samo? Czy w końcu nie należałoby uściślić, że nie chodzi o zalegalizowanie a o uwolnienie? To również nie jest to samo. Wrzucanie w siebie toksycznego żarcia jest IMO o wiele bardziej szkodliwe niż marycha, działa w opóźnieniu czasowym i rodzi cały szereg czynników nazywanych ogólnie chorobami cywilizacyjnymi. Czy wprowadziłbyś restrykcje w handlu masłem, mięsem lub margaryną?!? Zdelegalizowałbyś te produkty? Skoro coś nie daje efektów(drug war nie spełnia swej roli) w żadnej skali i perspektywie czasowej, to po co to robić, w dodatku za pieniądze podatników? W końcu, podaj jakieś źródło potwierdzające że w nałóg alkoholowy wpada się trudniej niż w inne?

  • Ad everybody
    Uważam narkomanię za chorobę, i jako taką podlegająca zasadom zapobiegania i leczenia.
    Walka z handlem narkotykami ma za zadanie jej zapobiegać. Efekty są jakie są, ale ich są co najmniej trzy możliwe ich interpretacje:
    1. Prowadzone działania ograniczają liczbę narkomanów, bez ich podejmowania liczba uzależnionych byłaby znacznie większa.
    2.Nie mają wpływu na liczbę uzależnionych.
    3.Wpływają na zwiększenie ich liczby lub co najmniej na pogorszenie sytuacji samych narkomanów.
    Aby udowodnić, który scenariusz ma miejsce trzeba przeprowadzić konkretne badania porównawcze, a nie upajać się prawniczą retoryką.
    W uzależnieniu od narkotyków zasadniczą sprawą jest odebranie wolnej woli w decydowaniu o ich użyciu przez sam środek chemiczny. Państwo próbuje temu przeciwdziałać próbując odebrać człowiekowi wolną wolę w dostępie do nich.
    Ad. Br-ten film prezentuje jedną z opinii, a nie daje wgląd w całość zagadnienia, można z niego wysnuć równie dobrze wniosek, że wojna z handlem narkotykami jest prowadzona w sposób niewłaściwy lub nieudolny, i należy to robić lepiej.
    AD Virago – poczytaj o ośrodkach nagrody i kary.
    Ad.Balcerek – aby żyć musimy jeść, a nie ćpać.
    Ad.Merowig – podajesz tylko jedną z interpretacji faktów. patrz wyżej.

  • Gdy ktoś odbiera drugiemu wolną wole podstępem, to po prostu łamie prawo, dokonuje agresji. Czy potrzeba do tego jakiegoś specjalnego prawa? Czy taka sytuacja występujez reguły, czy jest wyjątkiem? Dość bezpiecznie jest uznać, że pigułka gwałtu będzie zawsze sluzyc agresji. Czy to samo się odnosi do marihuany, heroiny, kokainy…
    Przydałoby się reagować na to co jest przestępstwem, nie co moze nim być.
    Posiadacz czy handlarz narkotyków nie jest jeszcze nikim niegodziwym, z definicji nie zniewala swoich klientów. Posiadacz broni nie jest od razu mordercą, kierowca piratem, itd…

  • @18

    ‚Walka z handlem narkotykami ma za zadanie jej zapobiegać. Efekty są jakie są, ale ich są co najmniej trzy możliwe ich interpretacje:
    1. Prowadzone działania ograniczają liczbę narkomanów, bez ich podejmowania liczba uzależnionych byłaby znacznie większa.
    2.Nie mają wpływu na liczbę uzależnionych.
    3.Wpływają na zwiększenie ich liczby lub co najmniej na pogorszenie sytuacji samych narkomanów.”

    http://www.miasik.net/archive/2010/05/koszty-wojny-z-narkotykami/

  • Aha, Mergiel, argument nienaukowy. Obejrzyj 3 sezon serialu „The Wire” – jest to jedna wielka krytyka „wojny z narkotykami” i mocny głos w sprawie ich legalizacji.

  • @18

    „można z niego wysnuć równie dobrze wniosek, że wojna z handlem narkotykami jest prowadzona w sposób niewłaściwy lub nieudolny, i należy to robić lepiej.”

    Po prostu brak słów, ręce opadają. 40 lat wojny, a Mergiel twierdzi, że może jest nieudolnie prowadzona i trzeba to robić lepiej. Ty jesteś materiałem doskonale odpornym na wszelkie argumenty merytoryczne, to samo było w przypadku dyskusji o broni palnej. Normalnie jak grochem o ścianę. „Być może należy to robić lepiej” – umarłem.

  • Mergiel

    „Aby udowodnić…”

    No to udowadniaj. Czekam. Na zwolenniku prohibicji spoczywa obowiazek dowodu, ze czegos trzeba zakazac i zaangazowac w walke z tym kilkadziesiat procent aparatu sadowego i policyjnego.

  • Stanisław Kwiatkowski

    Właśnie Merglu, nie wydaje Ci się, że to na zwolenniku zakazywania czegoś leży ciężar dowodu? I to dowodu dot. zarówno samej prohibicji jak i uzasadnienia ilości środków przeznaczanych na jej wymuszenie?

  • Podajecie Panowie koszty wojny z handlem narkotykami i profilaktyki przewciwnarkotykowej i twierdzicie, że to za dużo i niepotrzebnie ale nie macie punktu odniesienia. Skąd wiadomo, że to dużo lub mało lub niepotrzebnie? Subiektywność cen nie ma zastosowania w tym przypadku? Cudze wyobrażenia o alternatywnym ładzie nie są dla mnie punktem odniesienia. To jest mój główny zarzut.
    W tej dyskusji nie poczuwam się do obowiązku uzasadniania prohibicji, choć częściowo to zrobiłem, ani tym bardziej określać ilości środków na jej wymuszenie ponieważ to nie ja chcę zmieniać status praesens, tylko Szanowni Adwersarze. Wy stawiacie tezę, publikujecie tekst, ja go jedynie podważam.

  • Mergiel,

    Ceny nie sa subiektywne, tylko obiektywne. Widzimy, ile obiektywnie marnujemy pieniedzy na drug war. Widzimy rowniez, ze od momentu wprowadzenia drug war wszystkie statystyki sie pogarszaja.

    Widzimy rowniez, jak czesciowe zalagodzenia instytucjonalne odnosza skutki. Kazusy Portugalii, Szwajcarii, Czech i innych pokazuja to wyraznie. TO NIE SA CUDZE WYOBRAZENIA.

    Nawet przypadek Polski ladnie pokazuje, ze zaostrzenie wojny narkotykowej prowadzi do zamykania biednych nastolatkow palacych trawke, a w przypadku ciezkich narkotykow ludzi uzaleznionych, czego krzyki poslanki Kempy nie zmienia. Przejrzyj sobie statystyki od zaostrzenia prawa w Polsce.

    Nie musisz sie czuc w obowiazku uzasadniania czegokolwiek, wolny kraj. I nie zrobiles tego nawet „czesciowo”, tylko przedstawiles swoje aprioryczne wyobrazenia i marzenia bez podparcia jakimikolwiek danymi.

    To, jaki obecnie obowiazuje w Polsce porzadek, nie jest wazne dla argumentow w dyskusji. Nie rozmawiamy na posiedzeniu rzadu o zmianie prawa i nie przekonujemy ministra do naszej ustawy (a moze, kto wie?). A w takiej „akademickiej” dyskusji, to na zwolenniku prohibicji ciazy obowiazek argumentacji za.

    Ty przedstawiasz swoje wyobrazenia, publikujesz komentarz, my je jedynie podwazamy.

  • @26

    „Nie musisz sie czuc w obowiazku uzasadniania czegokolwiek, wolny kraj.”

    Wolność demokraty nie polega na tym, że może powiedzieć wszystko, co myśli, ale na tym, że nie musi myśleć o wszystkim, co powie 🙂 Tak mi się przypomniało 🙂

  • @Margiel

    „ponieważ to nie ja chcę zmieniać status praesens, tylko Szanowni Adwersarze. ”

    Nie żadni Szanowni Adwersarze. To na tobie spoczywa cieżar dowodzenia, bo ty stoisz tam, gdzie stali geniusze, którzy wprowadzili prohibicję (alkoholową i narkotykową):

    http://mises.pl/blog/2010/03/05/gregory-zakaz-posiadania-broni-palnej-a-wojna-z-narkotykami/

    „Trzy lata po uchwaleniu National Firearms Act, władze federalne przeforsowały najszkodliwszą ustawę od czasów prohibicji alkoholowej, podatek od marihuany (Marijuana Tax Act of 1937), a rok później federalne restrykcje w dostępie do broni (Federal Firearms Act of 1938). Politycy rozszerzyli klauzulę handlową w konstytucji, aby wprowadzić oba te rażąco niekonstytucyjne prawa.”

  • Ad Merowing i BR.
    Nie neguję wcale, że „częściowe załagodzenia instytucjonarne odnoszą skutek”, ale to nie musi znaczyć wcale, że całkowite uwolnienie handlu narkotykami przyniesienie pozytywne skutki, skąd wiecie, że to jest zależność wprost proporcjonalna, narkomania to nie jest funkcja jednej zmiennej, żeby tak łatwo przewidzieć skutki takiej zmiany. Można mnożyć przykłady nieliniowych powiązań, gdzie różne nasilenie danego czynnika wywołuje odmienne reakcje, zbieżność w czasie różnych zjawisk również nie musi być dowodem na ich faktyczny wpływ na siebie. Ja nie wiem jaki ostateczny wpływ miałoby uwolnienie handlu narkotykami, jedynie spekuluję na podstawie swojej wiedzy z neurofizjologii i psychiatrii, dlatego jestem ostrożny. Co do ponoszonych kosztów, nie można powiedzieć, czy coś jest zbyt drogie, jeżeli nie ma się tego z czym porównać. Narkomania to choroba, a leczenie i zapobieganie większości chorób drożeje, leczenie onkologiczne jest co roku droższe bez widoków na radykalną poprawę rokowań. Poza tym określone antynarkotykowe działania mogą być zbyt drogie lub nieskuteczne, ale to nie znaczy wcale, że nie mogą istnieć inne skuteczne i tańsze i nie jest to dowodem, że lepiej jest wcale nie prowadzić żadnych działań antynarkotykowych. J Ja nie chcę niepopartych rzetelną analizą zmian i to mnie właśnie różni od tych co wprowadzali prohibicję w USA, bo oni chcieli zmian tak jak Wy, w już istniejącym układzie społecznym, bez rzetelnej analizy. Gdyby w Polsce istniał wolny handel narkotykami i ktoś chciał wprowadzić w tej dziedzinie prohibicję to tak samo jak teraz od Was, domagał bym się rzetelnych dowodów i badań uzasadniających takie przedsięwzięcie.

  • Mergiel, krótka piłka z mojej strony: pokażesz nam w końcu wykresy/wyliczenia/zmienne, że wolny handel dragami spowodowałby pogorszenie sytuacji, czy mamy li tylko zawierzyć twojej szczerej chęci robienia dobrze światu?

  • Ad Br
    Nie bądź śmieszny. Pytaj o to ustawodawcę. Ja nie reprezentuję ustawodawcy tylko jestem zwykłym obywatelem.
    IM cyklicznie publikuje teksty propagujące uwolnienie handlu narkotykami i bronią podpierając to jedynie filozoficzno-prawniczym bełkotem i jak ktoś usiłuje się coś więcej dowiedzieć to odsyłacie go do sponsorowanych linków, wątpliwej wiarygodności.
    „wykresy/wyliczenia/zmienne”.Widzę, że dobrze wiesz co trzeba mieć aby udowodnić dany pogląd Zainteresowanych uwolnieniem handlu narkotykami i upowszechnieniem broni jest wielu i nie są to osoby biedne, a wręcz przeciwnie bardzo bogate. Skoro mają rację to czemu tego nie udowadniają w sposób statystycznie wiarygodny i publikowane przez Was teksty nie odwołują się do takich opracowań? Czyżby ich nie było? To że ja zwykły obywatel nie przeprowadziłem naukowego dowodu swoich przekonań, a opieram je jedynie na osobistym doświadczeniu, ma znaczyć, że nie mam racji i moje poglądy są błędne? Czyżby nie wolno mi było również wykazywać błędów w publikowanych tekstach Waszej opiniotwórczej instytucji jaką jest IM, społeczny Think Tank bez naukowego dowodu? Chcecie by, gdy Think Tank publikuje cokolwiek, na ewentualnym krytyku ciążył obowiązek naukowego dowodzenia, że ów Think Tank jest w błędzie. To kto tu w końcu jest Think Tankiem? IM czy ja zwykły obywatel?
    Stanisławie Kwiatkowski: Czy to oznacza, że od tej pory dozwolona jest jedynie krytyka wsparta naukowym dowodem, a jeżeli ktoś takowego nie posiada ma nie tykać libertariańskiej doktryny?
    Czyli jest to think tank poszukujący właściwego światopoglądu pod warunkiem, że jest to światopogląd libertariański. Taka Krytyka Polityczna Bis tylko, że libertariańska, zresztą oni też są za uwolnieniem handlu narkotykami, czyli macie już punkty wspólne.
    W tym temacie ja już tyle, zostawiam pole Szanownym Adwersarzom.

  • Stanisław Kwiatkowski

    @Mergiel

    moja teza jest prosta i myślę, że się z nią zgodzisz.

    Jeżeli nie ma dowodów (lub nie ma jednoznacznych dowodów, jak w domniemaniu niewinności), że w sytuacji zakazu mamy mniejszą szkodliwość czegoś (dodatni bilans kosztów i zysków), to nie powinno się tego czegoś zakazywać.

    To chyba proste i uczciwe podejście do tematu?

    Tak się zezłościłeś na dyskutantów, że zarzuciłeś najpierw odsyłanie do „sponsorowanych linków wątpliwej wiarygodności”, a potem powiedziałeś, że chciałbyś zobaczyć ufundowane przez „bardzo bogate” osoby wyniki wiarygodnych badań.

    Paragraf 22?

    PS. pamiętaj, że nikt z wypowiadających się w komentarzach nie przedstawiał oficjalnego stanowiska IM. Takie rzeczy mogą robić eksperci IM w cotygodniowych komentarzach oraz prezes.

    PS2. a danych obie strony mają masę: http://en.wikipedia.org/wiki/Arguments_for_and_against_drug_prohibition
    Pytanie co z tego wynika?

  • Sorry faktycznie straciłem równowagę. Podejrzewam, że większość z Was zna problem narkotyków od tej przyjemnej strony, wielu pewnie uważa, że nie ma czegoś takiego jak uzależnienie, ja niestety w pracy mam przed oczami tylko tę drugą smutną i dlatego reaguję emocjonalnie i nie jestem na pewno obiektywny. Problem polega na tym, że większość „dowodów” zarówno jednej jak i drugiej strony to tylko spekulacje. Ogólnie uważam, że nie ma się do czego spieszyć.
    Pozdrowienia Mergiel

  • @Mergiel

    „Skoro mają rację to czemu tego nie udowadniają w sposób statystycznie wiarygodny i publikowane przez Was teksty nie odwołują się do takich opracowań? Czyżby ich nie było?”

    ???

    Ty kpisz czy o drogę pytasz?! – wróćże łaskawie do tekstu Huemera o broni palnej (na przykład) i jeszcze raz poczytaj sobie wszystkie linki, które tam zostały wklejone. John R. Lott w książce „More guns, less crime” dokonał chyba najdokładniejszych badań na omawianym odcinku. Czy ty kiedykolwiek miałeś w rękach jego książkę? Zapoznałeś się z podręcznikiem Gun Facts, aktualizowanym od kilku lat, dostępnym za friko w Internecie?

    A co do dragów, to ostatnio nawet sam Kofan Anan oraz inne establishmentowe ***** się wypowiedziały w temacie.

  • Mergiel, nie było mnie chwilę… przepraszam Cię ale popadasz w skrajności, przyjmujesz równie skrajne postawy jak i skrajną postulujesz walkę z wyimaginowanymi przez siebie patologiami. Rzucasz polecenia typu: zrób to, poczytaj tamto, nawiąż do, odwołaj się, nie bądź śmieszny…etc. Ogólnie rzecz biorąc bredzisz, nie podając żadnych źródeł i rozwiązań postulowanych przez Ciebie działań. A może to TY nie bądź smieszny i zacznij pisać jak istota rozumna? pogrążę się w krótkiej modliwtwie w intencji Twojego nawrócenia.
    pozdrawiam Cię

  • Dwa kapitalne teksty o dragach:

    Narkotyki i polityka cz. I: http://przeswietlenie.wordpress.com/2011/06/

    Narkotyki i polityka cz. II: http://przeswietlenie.wordpress.com/

    „W swoim monumentalnym dziele Defrauding America (Okradanie Ameryki) były oficer śledczy Federalnego Urzędu Lotnictwa (Federal Aviation Administration; w skrócie FAA) Rodney Stich pisze: „Po wyborze Clintona na prezydenta Stanów Zjednoczonych jego administracja i Departament Sprawiedliwości zablokowali wszystkie śledztwa i oskarżenia dotyczące Inslaw, October Surprise, operacji CIA dotyczących handlu narkotykami i prania brudnych pieniędzy, BNL, BCCI i Iraqgate.

    (…)

    Klasyczne już dziś studium Sticha Defrauding America przedstawiające część amerykańskiej historii XX wieku zawiera niepodważalne dowody sponsorowanego przez państwo terroryzmu uprawianego przez rząd Stanów Zjednoczonych. Na ten bezprecedensowy zbiór informacji zawarty w tej książce złożyło się kilkadziesiąt wewnętrznie spójnych i wzajemnie się potwierdzających zeznań demaskatorów, pracowników agencji rządowych.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W lipcu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Robert Ciborowski
Pan Leszek Ciesielski
Pan Jakub Czuchnowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pani Marzena Starnawska
Pan Mikołaj Stempel
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
REWSOFT
Łącznie otrzymaliśmy 3 785,30 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>