Autor: Maciej Bitner
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3 5,82MB).

suwerennoscNiektóre środowiska ideowe w Polsce są głęboko przekonane, że zaproponowane na grudniowym szczycie zmiany w UE doprowadzą do tego, iż Unia siłą będzie narzucała Polsce złe rozwiązania. W tej chwili trudno ocenić, na ile te obawy są uzasadnione, ponieważ ciągle nie znamy dokładnie praktycznych rezultatów szczytu. Warto jednak zaproponować pewne ramy, w które można by wpisać dyskusję na temat gospodarczego znaczenia suwerenności.

Za każdym razem, gdy pada propozycja, by państwo zrzekło się jakiegoś tradycyjnego atrybutu suwerenności na rzecz międzynarodowego organu, trzeba odpowiedzieć sobie na dwa pytania. Po pierwsze: Czy dysponujemy należytą wiedzą, jaki kształt powinno przyjąć centralnie ustalone rozwiązanie? Po drugie: Czy jedno rozwiązanie jest odpowiednie dla wszystkich krajów, czy też różnice między nimi wskazują na to, że najlepszych rozwiązań może być wiele?

Jeżeli na oba pytania pada odpowiedź twierdząca, czyli jest znane najlepsze wyjście, do tego jedno dla wszystkich państw, warto się poważnie zastanowić nad scedowaniem kompetencji w danej sprawie na instytucję ponadnarodową.

Czy powyższe warunki zrzeczenia się suwerenności nie są zbyt trudne do spełnienia, by jakiekolwiek państwo mogło w zgodzie z nimi zrzec się swoich atrybutów? Niekoniecznie. Stosunkowo łatwo wskazać trzy przykłady, w których ograniczenie suwerenności sprzyja interesom obywateli.

Pierwszym z nich jest członkostwo w Światowej Organizacji Handlu, do której przystąpiły już 153 państwa stanowiące 97% ludności świata. Kraje członkowskie WTO zrzekły się części kompetencji odnośnie do prowadzenia polityki celnej i zobowiązały się do niedyskryminowania swoich partnerów handlowych.

Wiadomo, że cła i inne instrumenty ochrony macierzystego rynku, mimo dodatkowego zysku dla krajowych producentów, są niekorzystne dla gospodarki. Dlatego częściowe zrzeczenie się przez rządy możliwości szkodzenia sobie i innym należy uznać za krok we właściwym kierunku. Właściwy poziom ceł jest przy tym niezależny od poziomu rozwoju danego kraju – sprawdza się tu prosta zasada, że im mniej protekcjonizmu, tym lepiej.

Drugi przykład korzystnego zrzeczenia się suwerenności to wspólna waluta. Dobry pieniądz jest stabilny i niezależny od polityków. Służy celom handlowym, a nie finansowaniu deficytów budżetowych. Przyjęcie jednej waluty przez wiele państw niesie za sobą ponadto dodatkowe efekty synergii w postaci obniżenia kosztów transakcyjnych, ułatwienia przepływów kapitału i eliminacji ryzyka walutowego. Taką walutą miało być i w znacznej mierze ciągle jest euro. Jego los zależy od tego, czy zostanie powstrzymana deklarowana wyraźnie przez niektóre państwa chęć użycia wspólnej waluty do walki z kryzysem fiskalnym na południu Europy. Wadą euro jest zbyt duży, a nie zbyt mały wpływ państw narodowych na Europejski Bank Centralny.

Trzecią sytuacją, w której ograniczenie suwerenności wydaje się korzystne, jest właśnie proponowane przez Polskę i Niemcy centralne ograniczenie możliwości zadłużania się państw. Dług publiczny, jeżeli nie służy finansowaniu inwestycji przyczyniających się do długookresowego rozwoju, jest nie tylko gospodarczo szkodliwy (państwo za jego pośrednictwem przejada prywatne oszczędności), ale także niesprawiedliwy. Aby zadowolić obecne pokolenie wyborców, politycy obiecują wydatki, za które zapłaci przyszłe pokolenie podatników. Ci, którzy najwięcej stracą na wzroście zadłużenia, nawet nie mają prawa głosu, by się temu sprzeciwić.

W tej sytuacji limit 60% PKB długu i 3% deficytu jest i tak nad wyraz hojny dla polityków, co może grozić nadmierną rozrzutnością. Warto pamiętać, że spośród państw, które zbankrutowały w latach 1970–2008, ponad połowa miała dług nieprzekraczający 60% PKB.

Są więc okoliczności, w których wyzbycie się przez państwo narodowe jakiegoś atrybutu suwerenności sprzyja jego obywatelom. Przyjrzyjmy się jednak trzem innym przykładom, wskazującym na pułapki związane z wyrzeczeniem się suwerenności.

Dwa z nich padły w przemówieniu ministra Radosława Sikorskiego. Mam na myśli powszechny unijny kodeks pracy i harmonizację podatkową. Trudno ustalić, ile oraz w jakich warunkach człowiek powinien pracować; z pewnością zależy to od indywidualnego przypadku. Już ujednolicanie umów pracowników z pracodawcami na poziomie państwa utrudnia lub uniemożliwia poszczególnym jednostkom znalezienie najlepszych dla siebie form kontraktu. Jedno prawo pracy dla całej wspólnoty, której produktywność różni się diametralnie na przestrzeni od Bułgarii do Luksemburga, zakrawa na absurd.

Podobnie ma się rzecz z systemem podatkowym. Nie wiadomo, jaki jest optymalny udział państwa w gospodarce ani w jakiej formie najlepiej pobierać daninę od obywateli. Rozwiązania stosowane na świecie i w Europie bardzo się pod tym względem różnią. Jednym z wielu, lecz ważnym powodem istnienia tych różnic jest dystans dzielący kraje zamożne od biedniejszych. W tych drugich usługi proponowane przez państwo mają niestety wyraźnie niższą jakość, dlatego większą wagę przywiązuje się tam do rozwoju sektora prywatnego.

Nie zmienia to faktu, że istnieją bogate kraje utrzymujące niski udział wydatków publicznych w PKB; np. w Szwajcarii w 2010 r. było to 34%, czyli o ponad 10 pkt proc. mniej niż w Polsce. Komuś, kto uważa, że to właśnie dumni posiadacze franka są bliżsi podatkowego optimum, można zawsze wskazać przypadek niemal równie bogatych państw skandynawskich, gdzie udział państwa sięga ponad 50% PKB.

Konkurencja między państwami pozwalająca wyłaniać najlepsze rozwiązania i eliminować te, które się nie sprawdzają, dobrze działa również w odniesieniu do nadzoru bankowego. Państwa, które źle nadzorują działające na swoim terenie instytucje finansowe, doświadczają kryzysów bankowych. Z tych przykrych wydarzeń płynie lekcja dla innych państw, które dzięki temu mogą się uchronić przed bankowym tsunami.

Ujednolicenie reguł skutkuje zaś tym, że na błędzie popełnionym przez regulatorów cierpią wszystkie państwa. Tak się przecież stało w wyniku zaimplementowania reguł bazylejskich, w myśl których kredyty udzielone rządom miały zerową wagę ryzyka, co przyczyniło się do zarażenia europejskiego sektora bankowego niewypłacalnością niektórych krajów strefy euro.

Suwerenność gospodarcza jest więc niezwykle ważna i należy mieć nadzieję, że politycy polscy oraz europejscy nie doprowadzą do jej ograniczenia ze stratą dla gospodarki Wspólnoty. Hasła integracji gospodarczej lub unii fiskalnej niosą za sobą wiele niebezpieczeństw, jednak aby się przed nimi obronić, trzeba je najpierw dobrze zdiagnozować. Sprzeciwianie się z gruntu wszelkiemu ograniczaniu suwerenności państw narodowych nie służy pogłębionej dyskusji na temat integracji międzynarodowej.


Podobał Ci się artykuł? Chcesz czytać ich więcej? Wesprzyj mises.pl!


16 odpowiedzi na „Bitner: Jakie gospodarcze znaczenie ma suwerenność?”

  • Nie sądzę aby było zasadnym doszukiwać się pozytywów w postępowaniu, które jest chore u podstaw. Wymienione pozytywne elementy z dużo większym powodzeniem można realizować w stanie pełnej suwerenności. Łatwiej nakłonić jeden rząd do oszczędności. Łatwiej ratować jedną walutę narodową. Łatwiej ograniczyć i obsłużyć jeden dług publiczny, tym bardziej, że to nasz dług i naszych dzieci. Natomiast zagrożenia, jakie pociąga za sobą oddawanie suwerenności są niewspółmierne do wydumanych korzyści, które pod warunkiem, dobrej woli, dalekowzroczności, altruizmu itp. cech członków wspólnoty, mogą zaistnieć.
    Pozdrawiam.

  • Witam,
    Mam wrażenie,że artykuł ten celowo został zmanipulowany i pojawił się na stronach „wolnorynkowego”instytutu by zasiać u ludzi szukających prawdy ekonomicznej niepewność.
    Gdyby się głęboko wczytać w intencje autora to treści te powinny być kierowane do grona krytyki politycznej lub gw.
    Widać zauroczenie socjalistyczną unią i wątpliwości co do bezsensu trwania wspólnego pieniądza.
    Myślę,że administrator powinien bardziej analizować zawartość moim zdaniem lewej myśli ekonomicznej.
    Pozdrawiam

  • „Nie wiadomo, (…) w jakiej formie najlepiej pobierać daninę od obywateli. ”

    Jak to nie wiadomo, w jakiej formie? Pod karabinem. Wy macie rację, ale my mamy karabiny (Mao).

  • Od kiedy WTO sprzyja wolności handlu na świecie? Gdyby członkom tej organizacji naprawdę zależało na swobodnym przepływie towarów i usług, zdecydowaliby się na bezwarunkowe otwarcie granic, a najlepiej na rozwiązanie swych struktur. Tego jednak nie robią.
    To tak jakby mówić, że ONZ i NATO służą światowemu pokojowi albo że UNESCO chroni kulturę i zabytki.
    KAŻDE ograniczenie suwerenności państw na rzecz ponadpaństwowych struktur jest z punktu widzenia wolnego rynku szkodliwe, gdyż ogranicza wpływ rynkowych bodźców popytu i podaży. Im bardziej zasoby własnościowe są oddalone od działających jednostek, tym gorzej dla wolności.
    Jestem negatywnie zaskoczony tym tekstem.

  • Mateusz Benedyk

    WTO jednak skutecznie wiąże państwom ręce, jeśli chodzi o niektóre narzędzia protekcjonistycznej polityki. Nie da się ukryć, że dzięki jej działaniom spadły cła na świecie. WTO promuje oczywiście także antywolnościowe rozwiązania – jak wymuszanie przestrzegania praw własności intelektualnej, ale bilans jej działań trudno uznać za jednoznacznie negatywny.

  • WTO to nie tylko wymuszanie przestrzegania praw własności intelektualnej. To także, a może przede wszystkim – „zwalczanie ryzyka handlowego”, co ma katastrofalne skutki dla wolnego handlu i jest z nim kompletnie sprzeczne:

    http://libertarianizm.net/thread-2248.html

  • @ MB
    No tak, ale WTO zajmuje się tylko handlem międzynarodowym, czyli między podmiotami przynależącymi do różnych państw. A to nie cały handel. Drugi typ handlu to wymiany między podmiotami podległymi temu samemu państwu. I właśnie ten handel ogranicza każde państwo poprzez swoją matrycę pozwoleń, licencji, podatków, izb branżowych itd.
    W państwowej nowomowie za handel niesłusznie uchodzą niestety tylko wymiany pierwszego typu.
    WTO zrzesza sto kilkadziesiąt państw, które wzajemnie uznają i akceptują swoją przestępczą działalność. I właśnie w tym aspekcie WTO przeciwdziała handlowi. Międzynarodowe ułatwienia niewiele tu pomagają i stanowią tylko element celowo stosowanego PR-u, który ma zaciemnić prawdę.
    Pozdrawiam

  • Zacznę od małej uwagi do komentujących: co to ma za znaczenie jakim środowiskiem fascynuje się autor? Zakładam, że Instytut chce być forum wymiany myśli, więc dyskutujmy proszę o artykule, a nie o wydumanych intencjach tego, kto go napisał. Naprawdę nic konstruktywnego nie wynika z ‚pojechania’ komuś od socjalistów itd.
    Wracając do meritum – z paroma tezami ciężko się nie zgodzić, całość jednak – w mojej opinii – broni straconej sprawy. Jak rozumiem clue dotyczy tego, że Komisja Europejska (czy też PE) ma zatwierdzać budżety państw-członkowskich (czy też: jakiegoś podobnego rozwiązania) i wpływu tego procesu na samostanowienie się państw.
    Zacznijmy od tego, że naiwnym jest twierdzenie, że eurokrata to ktoś inny niż nasz biurokrata. Obawiam się, że są tak samo źle wykształceni, tak samo przekupni i tak samo rozrzutni (jeśli dać im możliwość) jak nasi rodzimi urzędnicy. UE ma budżety bez deficytów tylko i wyłącznie dzięki temu, że kraje członkowskie (sic!) skutecznie blokują zapędy drużyny pana Barosso na zwiększanie wydatków. Jak pokazuje ten przykład, kontrola więc idzie raczej od dołu, a nie z góry.
    Maciek Bitner szafuje przykładem euro jako tego rozwiązania, które jest pozytywnym przykładem współpracy międzynarodowej. Od razu powiem, że daleki jestem od tego, by winić euro za to co się dzieje w EU, więcej: gotów nawet jestem przyznać, że gdyby kraje eurozony nie miały deficytów, prowadziły uczciwe statystyki i przestrzegały tego co ustaliły w pakcie stabilizacyjnym to euro wspaniale wspierałoby ich wzrost gospodarczy. Cóż z tego, skoro szansa na to, że tak będzie jest mniejsza niż to, że wygram w jutrzejszej kumulacji lotka?
    Autor zauważa też niebezpieczeństwa związane z paktami oddającymi suwerenność. Warto przeczytać je jeszcze raz (ciężko się do nich przyczepić), bo biorąc pod uwagę uwagi które wygłosiłem powyżej, szala potencjalnych (acz małoprawdopodobnych!) korzyści zdecydowanie nie przeważa ryzyk i zagrożeń

  • „UE ma budżety bez deficytów tylko i wyłącznie dzięki temu, że kraje członkowskie (sic!) skutecznie blokują zapędy drużyny pana Barosso na zwiększanie wydatków. Jak pokazuje ten przykład, kontrola więc idzie raczej od dołu, a nie z góry.”
    Jak widać powyżej autor tego komentarza wygłasza tezy wyssane z palca więc jakakolwiek dyskusja jest z tym Panem pozbawiona sensu.
    Manipulacja zawsze była skuteczna w stosunku do ludzi małej wiary a przede wszystkim wiedzy
    Pozdrawiam szczególnie Pana Piotra

  • Jedna z zasad funkcjonowania Instytutu:
    „Komentowanie bieżących wydarzeń w sferze gospodarczej z punktu widzenia szkoły austriackiej.”
    Myślę,że każdy z komentujących weźmie sobie to do serca.
    Zasada prosta i zrozumiała do bólu więc ????

  • Autor sie troche zagalopowal z tym euro. No badzmy zesz powazni. Wszystkie banki centralne sa po to, zeby finansowac JAKIES deficyty budzetowe. Klotnia w europie jest o to, KTORE deficyty maja byc (jak) finansowane. Problemem banku centralnego jest to, ze jest bankiem centralnym.

    A przyklad z WTO jest nietrafiony, poniewaz to jest umowa miedzynarodowa, ktorą panstwo ma prawo podpisac w ramach wykonywania wlasnej suwerennosci.

  • Dawać tu Bagusa. I to już!:-)

  • Dziękuję autorowi za docenienie moich jedynie słusznych i wspaniałych teorii ekonomicznych. Przecież i tak wszyscy kiedyś umrzemy 🙂

  • zdumiewający akapit o euro – czy to jest artykuł sprzed dwóch lat?!?!?!?

  • Panie Marku,
    teza nie jest wyssana z palca, bo eurobonds (na które nie zgodziły się Niemcy) forsowane przez KE, to de facto sposób zadłużania się EU, a nie państw członkowskich. Łaskaw by Pan był odnosić się więc konstruktywnie do cudzych wypowiedzi, a nie trollować – i trollować do tego nie mając oparcia w faktach.
    Co więcej, jasno jest napisane na stronie: „Instytut zamierza tworzyć warunki do swobodnej i otwartej debaty ekonomicznej” – to co Pan robisz, to trzepiesz autora po głowie (nie zważając na merytorykę) tylko dlatego, że prezentuje inny pogląd niż Waść. Nie jest to więc ani postawa otwarta, ani nie premiuje swobody, ba, debatą to tego nazwać nie można. Opanuj się więc Pan i wygłoś jakieś sensowne uwagi, a nie krytykę dla krytyki

    również serdecznie pozdrawiam

  • Wydaje mi się, że autor nie do końca rozumie pojęcie suwerenności. WTO jest organizacją międzynarodową, zaś UE jest strukturą ponadnarodową, unią polityczną. Przynależność do organizacji międzynarodowej nie implikuje utraty suwerenności. W pierwszym przypadku państwo ustala z innymi członkami, że będą wzajemnie stosować niższe stawki celne – i tyle. Tylko w drugim przypadku, w którym np. Polska zgadza się przekazać władzę do centrali w Brukseli, można mówić o zrzeczeniu się suwerenności. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nic nie jest tak trwałe jak tymczasowa polityka rządu. Milton Friedman
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W październiku wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Robert Ciborowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Konrad Floriańczyk
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Michał Gutowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Koper
Pan Wojciech Kukla
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pani Anna Kwiecień
Pan Apolinary Lipski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Adam Mazik
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Konrad Niemotko
Pan Paweł Nowakowski
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Dariusz Ostrowski
Pan Zbigniew Ostrowski
Pani Marzanna Papka
Pan Arkadiusz Konrad Pierowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jacek Rusiecki
Pan Adam Skrodzki
Pan Emil Snużka
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Mikołaj Stempel
Pan Tomasz Szumski
Pan Michał Szymanek
Pan Adam Ślązak
Pan Tomasz Ślusarczyk
Pan Marek Trzaska
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Krzysztof Zuber
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 4 961,16 zł i 1,69 btc . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>