Autor: Robert Murphy
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jan Wróbel
Wersja PDF

podatkiOstatnio w „New York Timesie” ukazał się artykuł Grega Mankiw — profesora z Harvardu i doradcy Mitta Romneya, kandydata na prezydenta USA. Formułuje on tam cztery zasady, na których powinna opierać się reforma podatków, które są niemal powszechnie popierane przez zawodowych ekonomistów, nawet tych wyjątkowo wolnorynkowych.

Skrytykuję w tym tekście poglądy Grega Mankiw z rothbardowskiej perspektywy. Rzekomy konsensus wśród ekonomistów w sprawie naprawy systemu podatkowego ukazuje niebezpieczeństwo syndromu grupowego myślenia.

 

Fałszywa jednomyślność

Już na początku Mankiw stąpa po cienkim lodzie, deklarując, że „Ekonomiści zajmujący się finansami publicznymi dawno już zgodzili się z Williamem E. Simonem, niegdyś sekretarzem Departamentu Skarbu. Powiedział on, że »państwo powinno mieć system podatkowy, po którym widać, że ktoś stworzył go w jakimś celu«”.

To stwierdzenie, mimo pozornej niewinności, jest jednak dosyć mylące. Mankiw pisze tak, jakby można je było porównać do tezy: „Lekarze zajmujący się leczeniem raka płuc zgadzają się, że ludzie nie powinni palić”. Jego wypowiedź daje do zrozumienia, że jedynie nieekonomista — lub kompletny szaleniec — mógłby uważać, że legislatorzy lubią obecny system podatkowy. Zamiast tego powinniśmy załamywać ręce nad kruczkami prawnymi i lukami w prawie, zupełnie jak gdyby wyrosły one spod ziemi. Zdanie Simona, które zacytował Mankiw, wywołuje przed oczami obraz legislatorów — prowadzonych naturalnie przez ekspertów ekonomicznych — okresowo łapiących za maczety do wykarczowania krzaków rosnących wokół IRS (urząd podatkowy w USA — przyp. tłum.).

Pogląd ten jest zupełnie błędny. W przeciwieństwie do pieniądza czy języka angielskiego, system podatkowy był stworzony celowo. Prawdą jest, że nie przez jedną osobę, ale system podatkowy rządu federalnego USA daleki jest od spontanicznego ładu Hayeka.

Ekonomiści ds. finansów publicznych są w kropce, gdyż ignorują spostrzeżenia ekonomistów szkoły wyboru publicznego. Prawdą jest też, że jeśli trzymać polityków za słowo, to obecny system podatkowy jest niewytłumaczalny. Dlaczego przykładowo władze federalne od dłuższego czasu (a) udzielały ulg podatkowych zachęcających do używania etanolu, ale (b) nałożyły cło na brazylijski etanol z trzciny cukrowej. Jak to jest? Politycy chcą uratować świat czy nie?

Odpowiedź jest jasna: politykom podobały się obie reguły, bo ich celem było faworyzowanie amerykańskich producentów kukurydzy. Brazylijscy farmerzy nie głosują w wyborach w USA (jeszcze), więc nie ma sensu udzielać przetwórcom ulgi podatkowej tak długo, jak długo korzystają z importowanego etanolu.

Zanim przejdziemy bezpośrednio do zasad reformy podatkowej, wspomnijmy, że nawet suchy cytat z Simona podany przez Grega Mankiw nie zachwyciłby Murraya Rothbarda. Zamiast marzyć o systemie podatkowym umyślnie zaprojektowanym z jakimś (nieznanym) przeznaczeniem, Rothbard zdecydowanie wolałby system podatkowy nie naruszający niczyich praw własności. (Taki system podatkowy musiałby być z pewnością bardzo ograniczony w swoim zakresie, jeśli w ogóle miałby rację bytu).

 

Przyznać rządowi sumę, którą on chce wydać

Pierwsza zasada Grega Mankiw na temat wydatków rządowych wygląda następująco:

 

Poszerzyć podstawę, obniżając stawki. System podatkowy w Stanach Zjednoczonych pełen jest ulg i wyjątków które zmniejszają podstawę opodatkowania. Mniejsza podstawa wymaga z kolei większych stawek, by uzyskać dochód konieczny do sfinansowania wydatków rządowych. Pierwszy punkt reformy to odwrócenie tego procesu.

 

To zawsze niebezpieczna sytuacja, kiedy ekonomiści zachowują się jak zwykli technokraci, doradzając rządowi najlepsze sposoby na zebranie jak największych podatków. (Mogę to powiedzieć jako znawca, bo sam napisałem podobny podręcznik!)

Jednak rothbardowska argumentacja zmierza w przeciwnym kierunku. Jeśli przyjmiemy — wyłącznie na potrzeby dyskusji — że potrzebujemy jakichkolwiek podatków, to które powinniśmy wybrać? Rothbardianin wysoko ceni te rodzaje podatków, które utrudniają rządowi zbieranie dochodu, gdyż solidnie dofinansowany rząd jest sam z siebie wrogi wolności, wzrostowi gospodarczemu i wszystkiemu, co cywilizowani ludzie uznają za słuszne.

Rothbard popierał podatek pogłówny — każdy obywatel płaci taką samą sumę do rządu i kropka — ponieważ musiałby on z konieczności być dosyć niski (inaczej niektórych nie byłoby na niego stać). Nie trzeba mówić, że nie są to słowa często słyszane w typowej dyskusji na temat reformy podatkowej.

 

Opodatkować konsumpcję

Mankiw przechodzi do standardowej rady w ekonomii głównego nurtu:

 

Opodatkować konsumpcję zamiast dochodu. Niemal cztery wieki temu filozof Thomas Hobbes zasugerował, że podatek powinien zależeć od konsumpcji, a nie od dochodu. Dochód jest miernikiem wkładu ludzkiej pracy i kapitału w produkcję dóbr i usług w społeczeństwie. Konsumpcja mierzy ilość dóbr i usług, które człowiek otrzymuje. Hobbes przekonuje, że konsumpcja lepiej oddaje korzyści, jakie człowiek czerpie jako członek społeczeństwa, dlatego to właśnie ona jest właściwą podstawą podatkową.

Współczesna teoria ekonomii potwierdza te wnioski. W standardowych modelach podatek od konsumpcji umożliwia osiągnięcie przez gospodarkę najlepszej alokacji zasobów w czasie, podczas gdy podatek dochodowy niepotrzebnie zniechęca do oszczędzania, co osłabia inwestycje i wzrost gospodarczy.

 

Rothbard był jednym z niewielu ekonomistów, którzy systematycznie sprzeciwiali się powszechnemu poglądowi, że — przynajmniej w teorii — efektywne jest opodatkowanie konsumpcji zamiast dochodu. Prawdą jest, że podatek dochodowy (nałożony nie tylko na pensje, ale też na odsetki, dywidendy i dochody kapitałowe) wpływa na analizę opłacalności pomiędzy obecną a przyszłą konsumpcją. Tym samym rację mają ekonomiści głównego nurtu, że jest to jeszcze jedno źródło niewydajności.

Rothbard narzeka jednak, że zwolennicy „ekonomii podażowej” często traktują oszczędności i inwestycje jako dobre same w sobie. Lepiej, żeby celem było pozwolenie jednostkom decydować, co zrobić ze swoją własnością. (Np. jeśli rząd zagroziłby więzieniem każdemu, kto oszczędza mniej niż połowę swojego rocznego dochodu, z pewnością wywołałoby to „boom inwestycyjny i gospodarczy”, ale naruszyłoby, odpowiednio zdefiniowany, dobrobyt).

Rothbard (używając innych słów) również wskazał na typowe argumenty używane przez ekonomistów głównego nurtu, którzy często polegają na analizie równowagi cząstkowej, a nie równowagi ogólnej. Innymi słowy, Rothbard powiedział, że aby ocenić skutki podatku, powinniśmy pozwolić całemu systemowi zadomowić się w nowej rzeczywistości i dopiero wtedy zobaczyć, co się stanie. To myślenie mogłoby odwrócić nasz wstępny pogląd:

 

To, co wydaje się zdroworozsądkową opinią, że podatek od handlu detalicznego będzie natychmiast przeniesiony na konsumenta, jest całkiem nieprawdziwe. Wręcz przeciwnie, początkowo podatek uderzy w dochód netto firm detalicznych. Ich poważne straty doprowadzą do gwałtownego spadku krzywych popytu na czynniki produkcji, co przełoży się na spadek pensji i czynszów. Wobec tego podatek detaliczny, zamiast będąc szybko i bezboleśnie przerzucony w przód, w dłuższym okresie będzie boleśnie przerzucony w tył — na dochody pracowników i właścicieli ziemi. Ponownie podatek rzekomo od konsumpcji zmieniony został przez procesy rynkowe na podatek od dochodu.

 

Dla tych, którzy zainteresowani są dowodami liczbowymi, napisałem długi post traktujący o dwóch innych argumentach broniących pomysłu podatku od konsumpcji, nie zaś od dochodu. Wskazuję tam m.in., że możemy postawić logikę zwolenników tego rozwiązania na głowie: tak samo jak typowy wolnorynkowy ekonomista powie, że podatek dochodowy jest „w istocie” podatkiem od oszczędności, i z tego powodu nie powinien istnieć, tak samo ja mogę powiedzieć, że podatek od konsumpcji jest „w istocie” podatkiem od pensji, a więc także nie powinno się go wprowadzać.

Jest to wynikiem tego, że obrońcy podatku od „konsumpcji” nigdy nie uznają czasu wolnego jako jednego z dóbr konsumpcyjnych. Tymczasem istnienie podatku od konsumpcji wpływa na analizę opłacalności między czasem wolnym a pracą i nakłania ludzi, aby pracowali mniej niż w rzeczywistości bez podatku. Analogiczny problem występuje z podatkiem dochodowym, przez który ludzie oszczędzają mniej niż w sytuacji bez podatku.

 

Prostota?

Ostatnia zasada wydaje się dosyć nieszkodliwa:

 

Prostota, głupcze. Ta maksyma bazuje na ponadczasowej mądrości, że skomplikowane systemy częściej się załamują, zwykle w sposób nieprzewidziany przez ich twórcę. Analogicznie stosuje się to do systemu podatkowego.

Jednakże, w przeciwieństwie do projektowania systemów komputerowych, system podatkowy celowo jest konstruowany w taki skomplikowany sposób, gdyż armia wysoko opłacanych księgowych i prawników podatkowych może zarobić na każdej luce, którą znajdzie. Pamiętacie, jak pakiet stymulacyjny Prezydenta Obamy oferował ulgi podatkowe na samochody elektryczne? Niespodziewanie okazało się, że skoczyła sprzedaż elektrycznych wózków golfowych. Gwoli wyjaśnienia — każdy system podatkowy będzie przedmiotem gierek, dlatego zawsze wystąpi potrzeba istnienia IRS. Ale im więcej nałożymy różnorakich podatków i ulg, tym więcej tych gierek będzie.

Wypełnianie formularzy podatkowych nigdy nie będzie uciechą. Ale jeśli reforma zakłada uproszczenia, zadanie to może stać się odrobinę mniej uciążliwe. A jeśli kilku księgowych i prawników podatkowych przekwalifikuje się na inżynierów i doktorów, społeczeństwo wykona wielki krok we właściwym kierunku.

 

Odkładając na chwilę na bok dziwną „potrzebę” istnienia IRS (jak nasze państwo przetrwało bez niego do 1913 roku?), o której wspomina Mankiw, mamy tu do czynienia z rzekomo wolnorynkowym myśleniem. Obrazoburca Rothbard pozwala sobie nie zgodzić się z Mankiw:

 

Istnieje… dobry powód, aby płacić księgowym i prawnikom podatkowym. Wydawanie na nich pieniędzy jest nie bardziej marnotrawstwem niż zakup kłódek, sejfów czy płotów. Jeśli nie byłoby przestępstw, wydatki na środki antywłamaniowe byłyby stratą, ale przestępstwa istnieją. Analogicznie, płacimy księgowym i prawnikom podatkowym, ponieważ, tak jak płoty i kłódki, są oni naszą tarczą i hełmem przeciwko poborcom podatków.

 

Wnioski

To jasne, że obecny system podatkowy w Stanach Zjednoczonych — czy jakimkolwiek innym kraju — jest źródłem wielkiej gospodarczej niewydajności. Jednakże rothbardowski punkt widzenia pokazuje nam, że nawet wielu dzisiejszych wolnorynkowych ekonomistów dyskutujących o reformie podatkowej pokłada za dużo wiary w działalność rządów.

4 odpowiedzi na „Murphy: Podatki: Mankiw vs. Rothbard”

  • Przyjęło się rzekomy podatek od konsumpcji zachęca do oszczędzania, ponieważ konsumpcja staje się droższa. Tyle że oszczędza się przecież po to aby konsumować w przyszłości. Jeśli opodatkowujemy konsumpcję to również nakładamy podatek na nią w przyszłości. Gdzie tu zachęta do oszczędzania?

  • Wydaje mi się, że Murphy w swojej krytyce argumentu „z prostoty podatków” zapomina o pewnej kwestii, szczególnie widocznej w Polsce, choć wynikającej z jego własnego rozumowania. Skoro system podatkowy z lukami i ulgami został stworzony celowo, to czy Murphy uważa, że został stworzony by zwiększyć dochody prawników, księgowych, czy samych podmiotów, którym ulgi się należą? W Polsce mamy masę przykładów, że ulgi to specyficzne pułapki na podatnika – nie skorzystasz, możesz być niekonkurencyjny, skorzystasz – „oberwiesz” za kilka lat przeciwną interpretacją ulgi… Z tego punktu widzenia uproszczenie systemu ma swoje plusy, których Murphy nie wymienia. Być może dlatego, że taki był zamysł artykułu – pokazać ciemne strony, a nie analizować kompleksowo.

  • 1o. Powiedział on, że »państwo powinno mieć system podatkowy, po którym widać, że ktoś stworzył go w jakimś celu«”.
    2o. Pogląd ten jest zupełnie błędny. W przeciwieństwie do pieniądza czy języka angielskiego, system podatkowy był stworzony celowo. Prawdą jest, że nie przez jedną osobę, ale system podatkowy rządu federalnego USA daleki jest od spontanicznego ładu Hayeka.

    Nie widzę związku tezy z kontrargumentem.

  • Ostatni kontrargument z Rothbarda również nie ma związku z tezą wobec której ma być kontrargumentem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie ma dobrych podatków, są tylko mniej złe. Jean-Baptiste Say
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Szydełko
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 2 883,33 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>