Autor: Murray N. Rothbard
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Marek Fijałkowski
Wersja PDF

Tekst pochodzi z książki An Austrian Perspective on the History of Economic Thought, t. 2, Classical Economics.

BenthamJeremy Bentham (1748–1832) rozpoczynał swoją karierę jako zadeklarowany wyznawca Adama Smitha, a nawet był bardziej konsekwentnym zwolennikiem leseferyzmu. Jednak w trakcie swojego stosunkowo krótkiego zainteresowania dziedziną nauk ekonomicznych stawał się coraz większym etatystą. Jego wzrastające poparcie dla etatyzmu było zaledwie jednym z aspektów jego głównego — i bardzo niefortunnego — wkładu w rozwój ekonomii: wymyślonej przez niego konsekwentnej filozoficznej doktryny utylitaryzmu. Ten rzekomy wkład, który dał zielone światło rozwojowi państwowego despotyzmu, nadal tkwi w świadomości jako dziedzictwo pozostawione przez Benthama dla współczesnej neoklasycznej myśli ekonomicznej.

Bentham urodził się w Londynie jako syn zamożnego prawnika; swoją młodość spędził w Oxfordzie, a w 1772 r. został przyjęty do palestry. Aczkolwiek wkrótce po tym stało się jasne, że nie był zainteresowany dalszą karierą prawnika. Wybrał raczej ustatkowane życie w odziedziczonym majątku; był zamkniętym w czterech ścianach filozofem, teoretykiem prawa, „projektodawcą”, a tak naprawdę szaleńcem cały czas powtarzającym, niemalże do znudzenia, schematy swoich prawnych i politycznych reform, do których wprowadzenia próbował zmusić zamożnych i potężnych.

Pierwsze i długotrwałe zainteresowanie Benthama dotyczyło filozofii utylitarystycznej (która zostanie poddana analizie w dalszej części tekstu), mające swój początek w jego pierwszym opublikowanym dziele, które ukończył pisać w wieku 28 lat, pt. Fragment on Government (1776).

Przez większość swojego życia Bentham funkcjonował jako człowiek wielkiego formatu (ang. Great Man — przyp. tłum), chaotycznie bazgrząc niekończące się manuskrypty z opracowaniami politycznych reform i kodyfikacji prawa. Większość jego rękopisów nie ujrzała światła dziennego nawet na długo po jego śmierci. Majętny Jeremy Bentham żył w przestronnym domu, otaczając się swoimi wyznawcami, którzy przepisywali punkt po punkcie jego chaotyczną twórczość, aby przygotować ją ostatecznie do publikacji. Rozmawiał ze swoimi uczniami wymyślonym żargonem, którego zresztą pełne były jego dzieła. Chociaż był wesołym rozmówcą, nie znosił głosu sprzeciwu ze strony swoich adiutantów i uczniów, co zresztą przywoływał później jego wartościowy młody adept — John Stuart Mill — kiedy życzliwie powiedział o Benthamie: „Nie był on zdolny do czerpania światła z innych umysłów”. W wyniku tej cechy Bentham otaczał się nie energicznymi i posiadającymi szeroki zakres wiedzy asystentami, ale w większości nic nierozumiejącymi uczniami, którzy — jak to trafnie określił prof. William Thomas — „przyglądali się jego pracom z pewnym sceptycyzmem, jak gdyby błędy z nich wynikające były wynikiem jego oryginalności, która była poza zasięgiem ognia krytyki czy sprzeciwu”. Thomas pisał, kontynuując swoją wypowiedź:

 

Wyobrażenie o otaczaniu się grupą gorliwych zwolenników, którzy wyciągną z jego nauki przenikliwą krytykę każdej płaszczyzny społecznej i którą to krytykę później będą starali się zastosować w praktyce w stosunku do rozmaitych instytucji prawnych, które rzekomo wymagają reformy, jest rezultatem późniejszego tworzenia liberalnych mitów. Z tego co wiem, środowisko skupione wokół Benthama było całkowicie niepodobne do środowisk innych wielkich myślicieli politycznych. W jego skład wchodzili nie tyle ludzie, którzy odnajdowali w jego dziełach wyjaśnienie aspektów życia społecznego toczącego się dookoła i próbujący wyciągać wnioski z jego przemyśleń, ale raczej osoby zdumione postępem pracy, której ukończenie prawdopodobnie wsparliby, ale która pozostawała dla nich bardzo ulotna oraz niezrozumiała[1].

 

Bentham rozpaczliwie potrzebował przychylnych i otwartych na jego poglądy asystentów, aczkolwiek jego stosunki z uczniami wykluczały to od samego początku. „Z tego powodu” — jak dodaje prof. Thomas — „stale narastające stosy jego rękopisów pozostały w dużej mierze nieznane, nawet dla zaufanych uczestników naszego koła”. W efekcie nawet jego flagowe dzieło Of Laws in General nie zostało poddane redakcji — nie mówiąc już o jego publikacji — aż do dzisiejszego dnia, co jest doprawy zdumiewające.

Jeśli już ktoś miałby odegrać rolę redaktora pism Benthama, byłby to wyróżniający się jego uczeń — James Mill. Pod wieloma względami posiadł on zdolności, aby wykonać to zadanie, ale istniały dwa istotne problemy. Pierwszy z nich to fakt, że Mill nie chciał porzucić swojej własnej pracy, aby podporządkować się całkowicie asyście mistrzowi. Jak przestawił to Thomas: „Prędzej czy później każdy z asystentów Benthama stanął przed wyborem: niezależność albo pełne poddaństwo”. Mimo że Mill był oddanym zwolennikiem idei utylitaryzmu nakreślonej przez Benthama, charakter Milla wykluczał całkowite posłuszeństwo mentorowi.

Po drugie, James Mill — który był człowiekiem pełnym zapału, zorganizowanym, potrafiącym przekazywać wiedzę i przebojowym — doskonale nadawał się do utrzymania w ryzach nieuporządkowanego Benthama. Ale, co zresztą nie dziwne, Jeremy Bentham — w końcu „człowiek wielkiego formatu” — nie mógł przecież być kształtowany przez kogokolwiek. Konflikt osobowości był na tyle duży, że — mimo lojalności Milla — kontakt między nimi nie był najlepszy. Działo się to jeszcze przed tym, jak Mill osiągnął finansową niezależność od swojego zamożnego patrona. Zdenerwowany napisał do swojego bliskiego przyjaciela na temat Benthama: „Ból, jaki wywołuje w nim sama myśl, że jego idee mogą być obiektem sądu, jest trudny do opisania”. Z drugiej strony, wiele lat później Bentham zwierzył się z dawnej urazy wobec Milla swojemu ostatniemu asystentowi — Johnowi Bowringowi:

 

On nigdy chętnie nie wejdzie ze mną w dyskusję. Kiedy coś nas różni, on milczy… Wobec każdego wymaga całkowitego podporządkowania się, a czyni to przez podniesiony ton głosu, aby przekonać każdego pewnością siebie. Jego sposób wypowiadania się jest natarczywy i nieznośny.

 

Nie ma lepszego sposobu, aby zobrazować konflikt między nimi[2].

Pierwsza opublikowana praca Benthama Fragment on Government z 1776 r. zapewniła mu dostęp do niektórych politycznych kręgów — zwłaszcza przyjaciół lorda Shelburne’a. W tym środowisku obracali się m.in. tacy politycy Wigów, jak chociażby lord Camden czy William Pit Młodszy i właśnie tych dwóch ludzi szybko stało się bliskimi przyjaciółmi Benthama, podobnie jak jego najwcześniejsi asystenci: pochodzący z Genewy Etienne Dumont oraz Samuel Romilly — główny orędownik doktryny stworzonej przez Benthama na kontynencie europejskim.

Chociaż polityczne i prawne reformy opierające się na filozofii utylitarystycznej stanowiły centrum jego życiowych zainteresowań, Bentham przeczytał i przyjął przesłanie Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów w późnych latach 70. lub wczesnym okresie lat 80. XVIII w. i prędko stał się zadeklarowanym wyznawcą Adama Smitha. Mimo że Jeremy Bentham nie chwalił praktycznie nikogo innego poza sobą samym, odruchowo odnosił się do Smitha jako „ojca ekonomii politycznej”, „wielkiego mistrza” czy „publicysty o geniuszu dużej miary”. We wczesnych latach 80. XVIII w. brat Benthama, Samuel, zamożny inżynier, został zatrudniony przy paru projektach przemysłowych przez carycę Katarzynę Wielką. Samuel zaprosił Benthama do zamieszkania w Rosji, co ten zresztą uczynił (między połową lat 80. XVIII w. a końcem roku 1787), mając w perspektywie przedstawienie „wszechstronnego kodeksu”, który miał umożliwić despotycznej władczyni sprawowanie rządów w jeszcze bardziej efektywny sposób.

Bentham, co charakterystycznie dla niego, nigdy nie dokończył projektu kodeksu dla carycy Katarzyny, ale w Rosji doszły go słuchy — fałszywe, jak zresztą później wyszło na jaw — iż William Pitt Młodszy, w tamtych czasach premier Wielkiej Brytanii, czynił niezwłoczne przygotowania do redukcji maksymalnej stawki stóp procentowych z 5 na 4 proc. Wzburzony Bentham pisał i wkrótce opublikował (w 1787 r.) swoją pierwszą i jedyną dobrze znaną pracę dotyczącą ekonomii, błyskotliwą i wyróżniającą się Defence of Usury, w której starał się uczynić teorię wolnego rynku Adama Smitha jeszcze bardziej spójną poprzez sprzeciw wobec zakazu lichwy. Jego teza opierała się zasadzie wolności umów. Bentham stwierdzał: „Nikt dojrzały i będący przy zdrowych zmysłach, działając w sposób dobrowolny i z pełną świadomością, nie powinien być powstrzymywany… od zawarcia takiej transakcji opierającej się na takim sposobie zdobywania pieniędzy, jaki mu pasuje”. Zakładał, że w każdych okolicznościach punktem wyjścia jest swoboda umów: „Ty, który nie dopuszczasz do kontraktu; ty, który nakładasz obostrzenia na wolność człowieka; to ty musisz… wyjaśnić powód, dlaczego tak czynisz”. Co więcej, w jaki sposób lichwa może być przestępstwem, skoro stanowi wymianę dóbr za obustronną zgodą, tj. pożyczkodawcy oraz pożyczkobiorcy. „Lichwa…” — tak podsumowuje Bentham:

 

(…) jeśli musi być przestępstwem, to jest popełniana za zgodą obu stron, tak więc i za aprobatą strony potencjalnie narażonej na uszczerbek; nie może jednak mieć zasłużonego miejsca w katalogu czynów zabronionych, chyba że porozumienie zostało uzyskane w sposób nieuczciwy lub bez wolnej woli. W pierwszym przypadku będziemy mówić o oszustwie, w drugim o wymuszeniu.

 

W suplemencie do Defence of Usury Bentham powtórnie przedstawił, a nawet zradykalizował tezę duetu Turgot-Smith odnośnie do obrony oszczędzania. Oszczędzanie prowadzi do akumulacji kapitału: „Ktokolwiek oszczędza, dokłada coś do całkowitej sumy kapitału… Świat jest w stanie powiększać swój kapitał tylko w jeden sposób: mianowicie przez wzmożoną oszczędność”. Ten pogląd prowadzi do zasady stanowiącej, że „kapitał ogranicza wymianę handlową” oraz że rozwój handlu i produkcja są ograniczone ilością skumulowanego kapitału. Mówiąc w skrócie: „Wymiana handlowa każdego państwa jest uzależniona od ilości kapitału w tym państwie”.

Z zasady laissez-faire — jak Bentham zauważył — wynika, iż działanie rządu lub wydatki przez niego czynione nie mogą przyczynić się do wzrostu całkowitej ilości kapitału w społeczeństwie; może być on tylko przesuwany z sektora prywatnego na rzecz mniej produktywnych zastosowań. W rezultacie „ani jakiekolwiek regulacje, ani wysiłki — zarówno pochodzące od poddanych, jak i rządu — nie mogą przyczynić się do wzrostu ilości bogactwa wytworzonego w określonym czasie powyżej ilości wytworzonych dóbr, jaka jest możliwa do wyprodukowania przy danej ilości posiadanego kapitału”.

Dzieło Defence of Usury miało szeroki oddźwięk w Wielkiej Brytanii i nie tylko. Dr Thomas Reid — wyróżniający się szkocki „zdroworozsądkowy” filozof, który zastąpił Adama Smitha na stanowisku kierownika katedry filozofii moralnej na Uniwersytecie w Glasgow — zdecydowanie poparł tę publikację. Poważany hrabia de Mirabeau — czołowa postać we wczesnym okresie Rewolucji Francuskiej — kazał przetłumaczyć to dzieło na język francuski. W Stanach Zjednoczonych ta rozprawa ukazała się w kilku wydaniach oraz stanowiła inspirację dla władz niektórych stanów, które uchyliły swoje przepisy przeciwko lichwie.

Czytając tę publikację, można odnaleźć pewne elementy wartościowej analizy. Pożyczka jest zdefiniowana jako „wymiana obecnych pieniędzy na przyszłe”; są tam także inne oznaki uznawania preferencji czasowej lub oczekiwania jako klucza do wyjaśnienia oszczędzania; publikacja zawiera takie wartościowe twierdzenia jak to, że człowiek oszczędzający posiada „determinację, by poświęcić teraźniejszość na rzecz przyszłości”. Bentham daje także do zrozumienia, że część odsetek odzwierciedla wynagrodzenie za ryzyko, coś w rodzaju składki ubezpieczeniowej chroniącej zysk na wypadek straty poniesionej przez pożyczkodawcę.

Co więcej, w latach 80. XVIII wieku Bentham napisał Essay on Reward, opublikowany pół wieku później jako Rationale Reward, z tezami nawiązującymi do „zalet płynących z nieograniczonej wolności konkurencji”. To właśnie na zasadzie wolnej konkurencji i opozycji wobec rządowych monopoli „ojciec ekonomii politycznej” miał rzekomo — według hurraoptymistycznych słów Benthama — „stworzyć nową naukę”.

W swojej następnej książce z dziedziny ekonomii — niepublikowanej Manual of Political Economy z 1795 r. — Bentham kontynuował leseferystyczny wątek opierający się na tezie — „nie więcej wymiany handlowej aniżeli kapitału”. Rząd nie może zwiększyć ogólnego poziomu inwestycji — może jedynie redystrybuować kapitał sektora prywatnego. „Cokolwiek jest przekazywane jakiejkolwiek branży, musi być w takim stopniu odjęte pozostałym… Każdy urzędnik państwowy, który myśli, że dzięki  regulacjom dojdzie do zwiększenia ogólnego poziomu handlu, jest kimś w rodzaju dziecka, które chce zjeść więcej niż jest w stanie”. Pod koniec tego dzieła nad analizą Benthama pojawiły się jednak czarne chmury zapowiadające zjazd po równi pochyłej inflacjonizmu. W swoistego rodzaju suplemencie do tego dzieła stanął na stanowisku, że emitowane przez rząd banknoty mogłyby powiększyć kapitał, jeżeli zasoby nie będą w „pełni wykorzystywane”. Nie istnieje żadne wyjaśnienie — jak to zwykle bywa w przypadku doktryny inflacjonistycznej — dlaczego te zasoby pozostają „bezczynne” lub, innymi słowy, co jest przyczyną tego, że ich właściciele powstrzymują się od ich użycia. Odpowiedź musi być jedna: ponieważ za określony zasób żąda się zbyt wysokiej ceny albo wynagrodzenia za korzystanie z niego, co powoduje, że inflacja jest sposobem ogłupiania właścicieli zasobów, aby zmniejszyli swoje realne żądania płacowe.

Nie tak długo zajęło Benthamowi odejście od tez Adama Smitha i wczesnej wersji Prawa Saya i przejście na stronę merkantylizmu i inflacjonizmu. W niepublikowanym Proposal for the Circulation of a (New) Species of Paper Currency z 1796 r. Bentham z entuzjazmem połączył swojego ducha konstruktywisty i reformatora z nowo przyjętą doktryną inflacjonizmu. W miejsce emisji obligacji skarbowych i płacenia za nie odsetek rząd — jak proponował Bentham — powinien po prostu zmonopolizować emisję banknotów w królestwie. Potem powinien wyemitować nieoprocentowane banknoty wedle swojego uznania i tym samym zachować procent dla siebie.

Bentham unikał odpowiedzi na pytanie, jaki powinien być limit banknotów emitowanych przez państwo. Odpowiadał, że ograniczeniem będzie po prostu „ilość waluty w kraju”. Współczesny wydawca publikacji Benthama jest pełen pogardy wobec tych oczywistych bzdur: „To tak, jak gdyby powiedzieć, że horyzont jest limitem, nie wiedząc, jak wysoko się on znajduje”[3].

W późniejszych tekstach dotyczących tej materii Bentham poszukiwał pewnych ograniczeń dla państwowej emisji banknotów — aczkolwiek bez powodzenia. Ale jego udział w zakrojonym na szeroką skalę nurcie inflancjonistycznym był coraz większy: w niedokończonej publikacji Circulating Annuities (1800) rozszerzył jeszcze bardziej teorię o rządowej emisji pieniądza oraz chwalił rzekomo pozytywne skutki inflacji w czasie wojny. Tym samym właściwie dokonał zamachu na poglądy Turgota, Smitha i Saya; na końcu stwierdził nawet, iż wykorzystanie pracy jest wprost proporcjonalne do ilości pieniądza: „Żadna dodatkowa ilość pracy nie pojawi się na danym obszarze, jak tylko poprzez zwiększenie ilości pieniędzy… Z tego punktu widzenia pieniądz, jak się wydaje, jest przyczyną — i to sine qua non — zwiększania ilości pracy i powszechnego bogactwa”. Ilość pieniądza jest wszystkim — tyle zostało z doktryny Smitha! Bentham poszedł w tej dysertacji nawet dalej z lekceważeniem dla swojego rzekomego mentora w sprawie potępienia merkantylistycznej troski państwa o kumulowanie złota i srebra i utrzymanie „korzystnego” bilansu handlowego. Nie ma niedorzeczności, twierdził Bentham:

 

W tym uniesieniu doświadczanym przez osoby publiczne dla tezy, jak bardzo korzystne dla kraju jest to, co nazywa się korzystnym bilansem handlowym…. Kierowany dumą z własnego odkrycia, Adam Smith próbował wyśmiać ludzką preferencję względem złota i srebra.

 

Po nieprzerwanych postulatach wyeliminowania prywatnych banknotów na rzecz rządowego monopolu ich emisji (w Paper Mischief Exposed z 1801 r.) Bentham wspiął się na szczyty inflacjonizmu w The True Alarm (1801). W tej niepublikowanej rozprawie nie tylko kontynuował motyw „pełnego zatrudnienia”, ale także narzekał na rzekome zgubne efekty gromadzenia pieniądza nieprzeznaczonego do konsumpcji, który nie powiększał inwestycji, a jedynie sakiewki. W tym przypadku mamy katastrofę: spadek cen, zysków oraz produkcji. Nigdzie Bentham nie dostrzegł, że gromadzenie i ogólny spadek cen objawia się także obniżeniem kosztów, a więc niekoniecznie zmniejszeniem poziomu inwestycji czy produkcji. Bentham w sposób prowizoryczny kontynuował błędne rozumowanie Mandeville’a dotyczące korzystnych i wyjątkowo pobudzających efektów wydawania pieniędzy na dobra luksusowe. Według zwolenników merkantylizmu oraz protokeynesizmu oszczędzanie jest niewłaściwą formą gromadzenia pieniądza, zaś konsumpcja dóbr luksusowych ożywia produkcję. W jaki sposób można utrzymać kapitał — nie mówiąc o jego zwiększeniu — bez oszczędzania nie jest jednak już wyjaśnione w tym dziwacznym modelu.

Ponieważ James Mill i David Ricardo byli zapatrzeni w filozofię utylitaryzmu i demokrację, uważani byli za lojalnych uczniów Benthama. Inaczej było z ich podejściem do kwestii gospodarczych. Zarówno Mill, jak i Ricardo obstawali twardo za prawem Saya i analizą dokonaną przez Turgota oraz Smitha — dlatego zniechęcali — jak się później okazało, skutecznie — do publikacji The True Alarm. Ricardo drwił z prawie wszystkich późnych ekonomicznych dzieł Benthama, a w aspekcie dotykającym teorii ilości pieniądza oraz produkcji zadał właściwe w tamtym momencie pytanie: „Dlaczego wzrost ilości pieniądza miałby skutkować czymś więcej niż obniżeniem jego wartości? W jaki sposób może wpłynąć na wzrost produkcji dóbr? Pieniądz nie może pobudzić tworzenia dóbr… ale produkcja dóbr może przyczynić się do tworzenia pieniądza”. Główną tezę przedstawioną przez Benthama — według której „pieniądz jest przyczyną bogactwa” — Ricardo zdecydowanie odrzucił.

W swoim przedostatnim dziele związanym z ekonomią Bentham kompletnie wyrzekł się swoich początkowych poglądów. Rozpoczął swoją karierę od ataku na przepisy zakazujące lichwy, a zakończył ją udzieleniem poparcia dla rządowej kontroli cen maksymalnych chleba. Dlaczego? Ponieważ społeczeństwo będzie przychylne taniemu pieczywu (z pewnością!), w wyniku czego będzie istniał „racjonalny” i „określony standard” dla moralnie uzasadnionej ceny chleba — standard zdecydowanie nie do pogodzenia ze swobodą umów i wolnym rynkiem. Czym takim będzie ów standard? Jako że utylitaryzm oraz analiza zysków i strat całkowicie zastąpiła w umyśle Benthama jakąkolwiek porządną ekonomię, odpowiadał, że to kwestia empiryczna. Porzucając logikę ekonomiczną, Bentham utrzymywał, że władza powinna ustanowić „umiarkowaną” cenę maksymalną, która uwzględniałaby koszty i korzyści, zalety i wady każdej możliwej ceny. Ponadto Bentham zapewniał swoich czytelników o swoim umiarkowaniu; on „nie wskazywał (w swoich propozycjach), że taka regulacja cen będzie batem lub żądłem skorpiona, czyli karą dla rolników czy handlarzy zboża”. Aczkolwiek byłby to nieuchronny efekt takiej regulacji.

Benthama kompletnie opanował wówczas doraźny empiryzm. Przyznając, iż wszystkie poprzednie próby kontrolowania cen maksymalnych okazały się klęską, Bentham — jak każdy późniejszy instytucjonalista czy historysta — odrzucał wagę tej konstatacji, jako że okoliczności określonego czasu i miejsca różnią się między sobą z samej natury rzeczy. Krótko mówiąc, Bentham odrzucał całkowicie istnienie ekonomii, tj. przeczył możliwości występowania praw abstrahujących od określonych okoliczności i stosujących się do wszystkich wymian i działań w każdym miejscu.

W sporze z oponentami kontroli cenowej Bentham często używał pokrętnych i niedorzecznych argumentów. Dla przykładu, cena maksymalna prowadziłaby do popytu przekraczającego podaż dóbr (jeden z największych problemów powiązanych z kontrolą cen). Bentham upierał się jednak, że taki stan rzeczy nie mógłby mieć miejsca w Wielkiej Brytanii, gdzie Ustawa o walce z ubóstwem gwarantowała godziwy zasiłek dla biednych, który wzrastał razem z podwyżką cen chleba. Pogląd głoszący, iż w pewnym momencie krzywa popytu może być pionowa, a nie opadająca w prawo, jest znakiem rozpoznawczym ekonomicznej ignorancji w każdym wieku — i tu Bentham zdał egzamin. Przez wieki publicyści i teoretycy wiedzieli, że popyt rośnie, kiedy obniżane są ceny; w tym momencie Bentham pisał, jak gdyby ekonomia nigdy nie istniała i istnieć nie mogła.

Ponieważ konsekwencja była cechą pogardzanej przez niego logiki dedukcyjnej, Jeremy Bentham przeczył, iż jego opozycyjna postawa wobec zakazów lichwy ma jakikolwiek związek z jego obroną kontroli cen pieczywa. Chociaż utrzymywał, że jego wcześniejsza analiza była prawidłowa, to zaproponował istotną poprawkę; odkrył mianowicie, że godną uwagi zaletą praw związanych z lichwiarstwem jest fakt, że rząd może wtedy pożyczyć pieniądze po niższej cenie (kosztem, co oczywiste, krańcowych prywatnych pożyczkobiorców). Cały czas twierdził, że ta „korzyść” ma charakter decydujący, tak więc mógł umieścić przepisy związane z lichwą na liście zadań dla rządu: „Powinienem się spodziewać, że ta zaleta przeważy nad negatywnymi konsekwencjami we wszystkich innych aspektach”. W skrócie, Bentham — rzekomy „indywidualista” i propagator wolnego rynku — odkrywa nagle, że korzyść dla rządu przewyższa wszystkie koszty sektora prywatnego.

Ponownie badając swoje wcześniejsze poglądy na lichwę, Bentham sprzeciwiał się twierdzeniu, że kiedykolwiek wierzył, aby rynek sam się regulował i istniała na nim tendencja do równowagi, albo że stopa procentowa odpowiednio regulowała stosunek oszczędności do inwestycji. Trwał przy stanowczej krytyce idei wolnego rynku i praw naturalnych, aby zademonstrować wszystkim sprzeczność między utylitaryzmem z jednej strony, a funkcjonowaniem wolnego rynku z drugiej:

 

Nie mam, nigdy nie miałem i nie powinienem mieć żadnych dramatycznych, sentymentalnych, tudzież anarchicznych odczuć związanych z wpływem działań rządu. Pozostawiam to Adamowi Smithowi i obrońcom praw jednostki… niech mówią o naruszeniu naturalnej wolności i niech przedstawiają konkretne argumenty przeciwko tej lub innej ustawie — argumenty, których wynikiem będzie zaprzeczenie wszelkim prawom. Ingerencję władzy, która w moim przekonaniu często ma ostatecznie pozytywny wpływ, przyjmuję z niemałym zadowoleniem lub z pobłażliwością, ale nie z lekceważeniem.

 

Zastanawia to, w jaki mistyczny sposób Bentham mógł „naukowo” porównywać plusy i minusy każdego konkretnego prawa.

Trzy lata później, tj. w 1804 r., Bentham utracił zainteresowanie ekonomią, za co musimy na zawsze być mu wdzięczni. Szkoda, że ta utrata zapału nie pojawiła się pół dekady wcześniej. Jednakże przypadek Benthama powinien być przestrogą dla rzeszy ekonomistów, którzy starają się łączyć filozofię utylitaryzmu z ekonomią wolnorynkową.

Można byłoby się spodziewać, iż mentor doktryny utylitarystycznej wniesie coś wartościowego do analizy użyteczności w ekonomii, ale — co dość zadziwiające — Bentham był zainteresowany tylko sferą „makro” ekonomii. Jedyny wyjątek pojawia się w bardzo niefortunnym The True Alarm, w którym to Bentham stwierdza, iż „każda wartość ma źródło w użyteczności”, a także bezwzględnie krytykuje rzekomy „paradoks wartości” (znany także jako paradoks wody i diamentu — przyp. tłum.).  Adama Smitha. Woda — jak zauważył Bentham — może i z pewnością posiada wartość ekonomiczną, a diamenty mają wartość użytkową jako podstawę ich wartości ekonomicznej. Kontynuując, Bentham zbliżył się do marginalistycznego rozwiązania paradoksu wartości.

 

Powodem, dla którego woda nie posiada wartości wymiennej, jest fakt, iż pozbawiona jest wartości użytkowej. Jeśli całkowita jej ilość, której się wymaga, jest dostępna, to wtedy jej nadwyżka nie ma żadnej wartości. Identycznie będzie w przypadku wina, zboża czy jakiegokolwiek innego dobra. Woda pobierana z naturalnych źródeł jest nie do wyczerpania, przez co człowiek postrzega ją, z powodu obfitości, jako dobro w nadmiarze, aczkolwiek istnieje wiele okoliczności, w których woda posiada wartość wymienną wyższą od wina.


[1] William E.C. Thomas, The Philosophic Radicals: Nine Studies in Theory and Practice 1817-1841, Oxford 1979, s. 25.

[2] Ibidem, s. 35-36.

[3] Werner Stark, Introduction, [W:] Jeremy Bentham’s Economic Writings, London 1951, wyd. 2, s. 18-19.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Prakseologia zajmuje się działaniami jednostek. Dopiero na późniejszym etapie badań pojawiają się w niej zagadnienia związane ze współpracą i działaniem społecznym, które stanowią szczególny przypadek ogólnej kategorii ludzkiego działania. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W marcu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Czajkowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Kasper Fiszer
Pan Michał Gojny
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Paweł Stefaniak
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 3 766,62 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>