Autor: George Selgin, Lawrence H. White
Źródło: Review of Austrian Economics[1]
Tłumaczenie: Kamil Strumidło
Wersja PDF

Murray Rothbard, jakiego obaj znamy, oddany był szczerej i gorącej walce ideowej. Rozumiał, że wyrażenie różnicy zdań nie jest oznaką braku szacunku — a wręcz przeciwnie. Pragniemy uczcić pamięć Rothbarda, poruszając szereg kwestii dotyczących bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, kwestii, w których nie zgadzamy się z częścią wniosków Rothbarda, mimo wyjścia (tak sądzimy) z wielu tych samych założeń. Naszym głównym celem jest obrona swobody emisji i używania fiducjarnych środków wymiany. Środkiem tej obrony jest odpowiedź na krytykę naszych poglądów Hansa-Hermanna Hoppego, zawartą w jego artykule Dlaczego pieniądz fiducjarny może istnieć – czyli degeneracja pieniądza i kredytu (1994). Po napisaniu tego artykułu także Jesús Huerta de Soto (1995) i Jörg Guido Hülsmann (1996) dokonali krytyki naszego stanowiska w długich artykułach w tym czasopiśmie. W tekście poniżej analizujemy kilka twierdzeń, które (jak sądzimy) są głównymi argumentami Huerty de Soto. Artykuł Hülsmanna ukazał się zbyt niedawno, byśmy mogli odnieść się do niego bezpośrednio, ale jego argumenty są bardzo podobne do tych Hoppego. W szczególności, Hülsmann, tak jak Hoppe, nie docenia wyjaśnień Misesa o tym, dlaczego bankowość oparta na rezerwie cząstkowej jest możliwa. Dlatego więc wierzymy, że polemizując z Hoppem, polemizujemy również z głównymi argumentami Hülsmanna.

 

Pochodzenie pustego pieniądza

Na samym początku należy zrozumieć, że środki fiducjarne, tzn. wierzytelności bankowe na żądanie, które nie są w 100 procentach oparte na rezerwach w pieniądzu bazowym, nie stanowią rodzaju pustego pieniądza. Nie chcemy bronić pustego pieniądza w tym artykule, w żadnym z naszych poprzednich artykułów zresztą go nie broniliśmy. Profesor Hoppe niestety twierdzi inaczej. W trakcie argumentowania, że „pusty pieniądz nie powstanie nigdy «niewinnie»” tzn. bezpośrednio w wyniku działania sił rynkowych, a nie w wyniku rządowej interwencji, Hoppe (1994, s. 49) przeprowadza obszerną krytykę tego, co nazywa „różnymi ważnymi kontrargumentami”. Wymienia nas jako rzekomo autorów jednego z kontrargumentów, jak gdybyśmy opowiadali się za możliwością istnienia niewinnego systemu pustego pieniądza. W rzeczywistości twierdzimy coś przeciwnego. Przy omawianiu instytucjonalnej ewolucji wolnego rynku w sferze pieniądza i bankowości stwierdziliśmy (Selgin i White 1987, s. 453–454), że: „pieniądz towarowy przetrwa wobec braku interwencji z tego względu, iż istnieje mechanizm samonapędzający doskonałą chodliwość danego pieniądza” i że „nie ma podstaw dla spontanicznego wyłonienia się standardu wielotowarowego lub czystego standardu pustego pieniądza”[2].

Jak więc według nas powstał pusty pieniądz? Nasze prace na ten temat są wystarczająco jasne. White (1989, s. 59-61) odpowiada: „rząd zwalcza pieniądz towarowy, tym samym promując pieniądz pusty” i dodaje: „Nie znam ani jednego przypadku w historii, w którym pusty pieniądz zastąpił pieniądz towarowy na drodze konkurencji, nie przymusu. (…) W  historii wprowadzenie pustego pieniądza (…) następowało przez zawieszenie możliwości wymiany zobowiązań banku centralnego na kruszec, co wzbogacało tylko rząd”. Selgin (1994c, s. 811) szczegółowo odpowiada[3] na to pytanie, popierając wniosek, do którego doszedł Mises (i Rothbard): „Państwa nigdy nie ustanowiły pustych pieniędzy na drodze «porozumienia społecznego» (…) ale raczej musiały go stworzyć najpierw, pozbawiając obecnych w obiegu pieniędzy towarowych «zasadniczej cechy ciągłej wymienialności»”. (Pierwszy wewnętrzny cytat pochodzi z Rothbarda, drugi z Misesa).

Tak więc, naszym zdaniem, pusty pieniądz nie narodził się na wolnym rynku. Czy jednak pusty pieniądz nie jest pożądaną innowacją? Nie powiedzieliśmy tego i tak nie twierdzimy. Uważamy likwidację standardu pieniądza towarowego za wielką tragedię, coś osiągniętego wysoce niepożądanymi środkami, skutkującego destrukcyjnymi konsekwencjami gospodarczymi. Dokonanej przez banki centralne dewaluacji i, w końcu, wyparciu się swych zobowiązań umownych — wymiany not i złotych depozytów na kruszec – towarzyszyła masowa konfiskata własności prywatnej. Przetarło to szlak rujnującym okresom inflacji i depresji na niespotykaną dotąd w niezarządzanym standardzie towarowym skalę.

 

Redefinicja pojęcia „pusty pieniądz”

Jest więc zastanawiające, że Hoppe stawia nas w jednym szeregu z obrońcami pustego pieniądza, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, iż stwierdza on (s. 69–70), że według nas najlepszym systemem monetarnym „jest uniwersalny pieniądz towarowy, taki jak międzynarodowy standard złota”. Jak więc możemy popierać zarówno pieniądz pusty, jak i towarowy? Odpowiedź tkwi w sztuczce słownej. Chociaż Hoppe zaczyna swój artykuł czymś, co wydaje się standardową definicją pustego pieniądza („środek wymiany, który nie jest ani towarem handlowym, dobrem konsumpcyjnym lub produkcyjnym, ani tytułem do takiego dobra; tzn. niewymienialny pieniądz papierowy”), milcząco redefiniuje kategorię pustego pieniądza, włączając do niej banknoty i depozyty, które są wymienialnymi na żądanie roszczeniami do pieniądza towarowego, ale nie mają pokrycia w 100 proc. rezerwach pieniądza towarowego[4]. Prawdą jest, że przedstawiliśmy zarówno etyczne, jak i ekonomiczne argumenty w obronie bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, jako wyniku dobrowolnych umów.

Każdy może redefiniować terminy do woli, jednak odejście od używanego znaczenia bez jasnego stwierdzenia, że się tego dokonuje, jest dla niego zwodnicze. Hoppe poszerzył znaczenie „pustego pieniądza” w sposób, delikatnie mówiąc, niestandardowy nawet z austriackiego punktu widzenia. Mises (1966, s. 429, podkreślenie autorów) zdefiniował pusty pieniądz jako „pieniądz składający się jedynie ze znaków, które nie mogą być ani użyte w celach przemysłowych, ani nieść ze sobą roszczenia wobec kogokolwiek”. Starannie rozróżnia kategorię pieniądza bazowego lub „pieniądza w węższym znaczeniu”, do której zalicza  złote monety (w standardzie złota) i prawdziwą pustą walutę (w systemie pustego pieniądza), od kategorii „substytutów pieniądza,” do których zalicza się depozyty czekowe i banknoty oparte na rezerwie cząstkowej (które oczywiście niosą ze sobą roszczenie wobec banków). Wreszcie, Mises (1966, s. 433; 1980, aneks B) określił tę część wymienialnych substytutów pieniądza opartą na aktywach innych niż pieniądz bazowy jako „środki fiducjarne”, nie zaś jako pusty pieniądz. Rothbard (1970a, s. 703) stosuje terminologię Misesa. Zgodnie zatem z Misesowską terminologią, banknot oparty na rezerwie cząstkowej, który jest de facto wymienialny i uznawany przez społeczeństwo za wymienialny, nie jest przykładem pustego pieniądza. W przeciwieństwie do nowej terminologii Hoppego (s. 49, 73), nie jest to ani „cząstkowy”, ani „częściowy” pusty pieniądz[5]. Jest to raczej cząstkowy lub częściowy środek fiducjarny.

Odstawmy jednak na bok etykiety. Wrzucanie do jednego worka środków fiducjarnych i pustego pieniądza, dokonane przez Hoppego, wprowadza w błąd, ponieważ zaciemnia ważne teoretyczne różnice między nimi. Wyznaczniki ilości środków fiducjarnych w systemie bankowości opartej na rezerwie cząstkowej są całkowicie odmienne od wyznaczników ilości pustego pieniądza. Czynniki ekonomiczne mocno ograniczają ilość środków fiducjarnych, które system bankowy może wyemitować przy danych rezerwach pieniądza bazowego. Natomiast ilość pustego pieniądza nie podlega żadnemu naturalnemu ograniczeniu ekonomicznemu[6]. Stwierdziliśmy (Selgin i White 1994, s. 1734–1735), że brak będzie naturalnego ograniczenia ilości pustego (tzn. niewymienialnego na kruszec, nietowarowego) pieniądza, nawet jeśli byłby on emitowany przez konkurujące ze sobą firmy. Dlatego projekt prywatnego pustego pieniądza, wysunięty przez Hayeka (1978), nie zabezpiecza ilości i wartości pieniądza. System „wolnej bankowości” z konkurującymi emitentami not i depozytów wymienialnych na kruszec jest całkowicie różny od Hayekowskiego systemu „konkurujących pustych pieniędzy”.

 

Pytania normatywne i pozytywne

Biorąc pod uwagę różnicę między środkami fiducjarnymi a pieniądzem papierowym, w znaczeniu tych terminów używanym przez Misesa i Rothbarda, pojawiają się pytania, czy zgoda na emitowanie pieniądza fiducjarnego jest z punktu widzenia etycznego lub ekonomicznego uzasadniona. Jesteśmy po stronie Misesa i nie zgadzamy się z Rothbardem i Hoppem, uznając zasadność i korzyści praktyczne środków fiducjarnych i bankowości opartej na rezerwie cząstkowej. Argument o zasadności opieramy na analizie normatywnej Rothbarda, zaś argument o korzyściach praktycznych na analizie ekonomicznej Misesa.

 

Odparcie zarzutu oszustwa

Rothbard (1962, 1983b, 1990, 1995) długo argumentował, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej jest z natury nieuczciwa. Hoppe brnie za Rothbardem dalej w tę nieszczęsną ślepą uliczkę. Sądzimy, że to stanowisko jest nie do pogodzenia z teorią transferów tytułów własności Rothbarda, którą akceptujemy i którą Rothbard w innych przypadkach wykorzystuje do obrony wolności ludzi do wymiany swej (uczciwie posiadanej) własności za obopólną zgodą. Rothbard (1983a, s. 142) definiuje oszustwo jako „niewypełnienie dobrowolnie zawartego transferu własności”[7]. Umowy zawarte w systemie bankowości opartej na rezerwie cząstkowej nie mogą być zatem z natury lub nieuchronnie nieuczciwe. To, czy dany bank popełnia oszustwo, utrzymując rezerwę cząstkową, musi zależeć od warunków umowy transferu tytułów własności między bankiem a jego klientami.

Rothbard (1983a, s. 142) w Etyce wolności przedstawia dwa przykłady oszustwa, oba rażąco błędnie zinterpretowane (w jednym z nich „A sprzedaje B paczkę, w której, jak mówi A, znajduje się radio, lecz paczka zawiera jedynie kupę złomu”). Stwierdził, że „jeśli przedmiot nie jest taki, jak go opisuje sprzedawca, ma miejsce oszustwo, a przez to i kradzież”. Właściwe zastosowanie tego poglądu do bankowości odkryje, że utrzymywanie przez bank rezerwy cząstkowej jest nieuczciwe wtedy i tylko wtedy, gdy bank kłamie, mówiąc, że utrzymuje 100 proc. rezerw lub gdy umowa wyraźnie nakazuje utrzymywanie 100 proc. rezerw[8]. Jeżeli bank nie zobowiązuje się otwarcie do trzymania 100 proc. rezerw, to rezerwy cząstkowe nie naruszają umowy między bankiem a jego klientem (White 1989, s. 156–57). (Niewypełnienie żądania wymiany na kruszec, do której bank się zobowiązał, jest oczywiście naruszeniem umowy). Delegalizacja dobrowolnych umów, zezwalających na trzymanie rezerwy cząstkowej, jest zatem interwencją na rynku, ograniczeniem wolności umowy, która jest podstawowym aspektem praw własności prywatnej.

Hoppe określa naszą obronę wolności zawierania umów, w których zezwala się na rezerwę cząstkową, mianem „głupiej”, ponieważ — jak twierdzi — „niewielu, jeśli którykolwiek” z deponentów zdaje sobie sprawę, że część ich depozytów jest pożyczana, chociaż (jak przyznaje) wypłata odsetek od depozytów byłaby inaczej niemożliwa. Wątpimy, że większość deponentów jest tak naiwna, jak sądzi Hoppe. Rothbard (1990, s. 47) poprawnie zauważył, że „Jest to bardzo znany fakt, iż banki rzadko przestrzegały zasady 100-procentowej rezerwy”. Trudno jest nam więc uwierzyć, że większość ludzi korzystających z usług banków opartych na rezerwie cząstkowej, korzysta z nich, gdyż ulega złudzeniu, że do momentu, w którym klienci nie poproszą o ich zwrot, w skarbcu bankowym spoczywa 100 proc. pieniędzy, które tam złożyli. (Niżej wrócimy do tej kwestii).

Ale bez względu na to, czy świadomi potencjalni klienci banków opartych  na rezerwie cząstkowej stanowią większość czy mniejszość, ich wolność zawierania umów jest zagrożona. Jeśli ktokolwiek świadomie woli wpłacić pieniądze na (oprocentowane) konto oparte na rezerwie cząstkowej niż na (ściągające opłatę za przechowywanie) konto oparte na 100 proc. rezerw, to prawny zakaz bankowości opartej na rezerwie cząstkowej jest ograniczeniem wolności zawierania umów na rynku usług bankowych.

Walter Block (1988, s. 28–30) — choć (za Rothbardem) uważa „obecną” bankowość opartą na rezerwie cząstkowej za „oszustwo i fikcję” — przyznaje, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej może być uczciwa i dobrowolna. Block twierdzi, że aby taką była, bank musi dołączyć odpowiednie zastrzeżenie do banknotów i umów depozytowych informujące o trzymaniu przez bank rezerwy cząstkowej i o zasadach wymiany na kruszec. Hoppe (1994, s. 71), cytując Blocka, także dopuszcza uczciwość rezerwy cząstkowej, jeśli bank otwarcie poinformuje deponentów, że zastrzega sobie prawo do „zawieszenia lub odroczenia wymiany” w dowolnej chwili.

Jeśli zwolennicy zarzutu oszustwa wobec bankowości opartej na rezerwie cząstkowej przyznają, że zarzut ten znika, gdy banki zastosują ekwiwalent „nalepki ostrzegawczej”, to przyznają oni, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej nie jest z natury nieuczciwa. Oszustwo ma miejsce tylko wtedy, gdy klienci banku są wprowadzeni w błąd co do jego zasad. Pozostała część debaty normatywnej sprowadza się do kwestii, czy nalepka ostrzegawcza naprawdę jest potrzebna, by uniknąć wprowadzenia w błąd klientów (co według nas zależy od tego, czy domyślne założenie, że przy braku nalepki trzymanych ma być 100 proc. rezerw, jest słuszne) i jeśli tak, to należy rozpatrzyć, jak bardzo widoczna musi być nalepka. Istnieje także kwestia pozytywna: czy banknoty i depozyty oparte na rezerwie cząstkowej mogą krążyć w niepoinformowanym społeczeństwie.

Sądzimy, że obowiązkowa „nalepka ostrzegawcza” jest z pewnością lepszym pomysłem niż całkowity zakaz funkcjonowania bankowości opartej na rezerwie cząstkowej i nie zmniejszy powszechności bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, ale nie jest ona potrzebna, by uniknąć wprowadzenia w błąd, ponieważ „depozyt” zazwyczaj nie jest rozumiany jako utrzymywanie 100 proc. rezerw, jeśli nie zastrzeżono inaczej. Rothbard (1970, s. 34) tak określił libertariańską koncepcję zapobiegania fałszowania produktu: „jeśli ktoś sprzedaje coś, co nazywa «chlebem», to musi to spełniać uznaną przez konsumentów, powszechną definicję chleba, nie zaś arbitralną specyfikację. Jednak jeśli doprecyzuje skład na bochenku [Rothbard nie sugeruje, że powinno być to obowiązkowe], można go oskarżyć, jeżeli kłamie”. Twierdzimy, że w powszechnej definicji lub domyślnym znaczeniu „depozyt bankowy” to, jak orzekły sądy (Rothbard 1983b, s. 93–94), wierzytelność bankowa, nie kwit magazynowy.

Block i Hoppe proponują trochę inne ostrzeżenia jako wystarczające, by uniknąć oszustwa. Nie jest jasne, czy oni po prostu ukazują przykłady, czy raczej wierzą, że są one jedynymi odpowiednimi rodzajami ostrzeżeń. Ostrzeżenie Blocka precyzowałoby stopę rezerw banku i zasady wymiany na kruszec, gdy rezerwy zostaną przekroczone (np. żądanie pierwszego klienta będzie priorytetowe w stosunku do żądań następnych klientów). Jego przykład wydaje się zakładać, że bank będzie utrzymywał stałą stopę rezerw (ponieważ precyzuje stopę rezerw na swych notach). Bank i jego klienci mogą jednak zezwolić, by bank roztropnie zmieniał stopę. Przy zmiennych warunkach, zmienna stopa jest niezbędna do utrzymania niezmiennego ryzyka bankructwa. Ostrzeżenie Hoppego informowałoby osoby posiadające roszczenie, że bank zachowuje prawo do zawieszenia lub odroczenia wymiany na kruszec w każdej chwili[9]. Ale niektóre banki i ich klienci mogą woleć umowę długu na żądanie, która nie daje bankowi prawa do zawieszenia wymiany. Co wtedy?

Hoppe upodobnia swe ostrzeżenie do „klauzuli opcyjnej” w przeszłości umieszczanej na banknotach, ale należy zauważyć, że klauzule takie zezwalały jedynie na odroczenie lub czasowe zawieszenie, lecz nigdy na nieograniczone zawieszenie wymiany na kruszec (któż przecież z własnej woli zaakceptowałby notę z możliwością zawieszenia wymiany na stałe?). Szkockie banki, które emitowały noty z „klauzulą opcyjną”, otwarcie zastrzegały sobie prawo do odroczenia wymiany na określony czas. Wówczas nota była spłacana wraz z określoną (i to wysoką) premią procentową[10]. W praktyce banki przez dekady nie korzystały z tej opcji, a noty z klauzulą krążyły wśród ludzi po wartości nominalnej, gdyż nie spodziewano się, by banki wykorzystały opcję. Biorąc pod uwagę szkocki przykład, Hoppe myli się, przewidując, że noty z klauzulą opcyjną „nie będą nadawały się do służenia jako środek wymiany”.

Pozbawiona historycznych dowodów jest również sugestia Blocka (1988, s. 30–31), który twierdzi, że ponieważ okaziciel noty wyemitowanej przez bank z 20 proc. rezerwami ma jedynie 20 proc. szansy na wymianę jej na kruszec w wypadku runu bankowego, nota wyemitowana przez bank, o którym wiadomo, że utrzymuje rezerwę cząstkową, jest identyczna z losem na loterii i będzie wyceniana poniżej wartości nominalnej, jeśli ludzie „w pełni uzmysłowią sobie” konsekwencje utrzymywania rezerwy cząstkowej przez emitenta noty. Prawdą jest, że poszczególne noty bankowe mogą być wyceniane poniżej ceny nominalnej, jeśli uczestnicy rynku zaczną obawiać się, że nie będą mogli wymienić not na kruszec przed nadchodzącym runem na ten bank. Ale te noty, których ryzyko niewypłacalności jest wysokie, przestaną krążyć, nawet po zaniżonej cenie. Okaziciele natychmiast zażądają ich wymiany na kruszec i tym samym wycofają je z obiegu. Pozostaną tylko te noty, wobec których spodziewa się, że każde żądanie wymiany na kruszec zostanie spełnione (zob. Mises 1966, s. 445). Noty oparte na rezerwie cząstkowej, emitowane przez renomowane banki — w historii banki te nie należały do rzadkości — mogły faktycznie krążyć po wartości nominalnej, ponieważ inne banki i społeczeństwo uważały, że prawdopodobieństwo napotkania jakichkolwiek trudności przy wymianie not na kruszec jest znikome.

Pogląd, że banknoty oparte na rezerwie cząstkowej są podobne do losów na loterii, wydaje się nie doceniać prostego faktu, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej jest możliwa, tzn. że bank z rezerwami cząstkowymi może bez przerwy wypełniać swe umowne zobowiązania do wymiany na kruszec na żądanie. Oparte na rezerwie cząstkowej roszczenie do pieniądza bazowego, banknot lub saldo depozytu czekowego mogą służyć jako środki wymiany. Ponieważ jest to użyteczne nawet bez wymienialności na pieniądz bazowy, nie ma powodu, by wszystkie wierzytelności bankowe (w przeciwieństwie do roszczeń do chleba lub roszczeń do wygranej na loterii) były wymienione na kruszec w danym okresie. Jak stwierdził Mises (1980, s. 299–300), bankier „jest zatem w stanie przyjąć na siebie zobowiązania większe, niż mógłby kiedykolwiek wykonać; wystarczy, jeśli podejmie wystarczające środki ostrożności, by zabezpieczyć swą możliwość natychmiastowego spełnienia takiej ilości roszczeń, która w danej chwili jest wysunięta”.

Depozyt na żądanie to skrajny przypadek depozytu krótkoterminowego. Pogląd Hoppego, mówiący że jest niemożliwe, aby bank trzymał rezerwę cząstkową dla swych zobowiązań na żądanie, zdaje się sugerować, że raczej nie jest możliwe, by bank pożyczał (od kogoś) na krótki okres czasu i pożyczał (komuś) na długi okres czasu lub by dopasowanie terminu zapadalności zobowiązań z aktywami nie było doskonałe. Rothbard (1983, s. 99) twierdzi wyraźnie, że jakikolwiek bank, który nie potrafi dopasować terminu zapadalności, tzn. gdy depozyty terminowe zapadają przed spłatą długów wobec banku, narusza „fundamentalną zasadę zdrowego zarządzania finansowego”. Jednakże ta praktyka jest możliwa (nie przesądza losu banku w sposób nieuchronny), jeśli bank może rolować lub wymieniać przynajmniej część swych lokat terminowych, gdy zapadają. Z niedopasowaniem terminu zapadalności wiąże się oczywiście ryzyko: nie tylko ryzyko płynności, ale też ryzyko stopy procentowej. Lecz z pewnością reguły zdrowego zarządzania finansowego nie mówią, że nie można ryzykować. Mówią raczej, że ryzyko musi być zrównoważone zwrotem za podjęcie ryzyka. Ryzyko może być warte podjęcia, jeżeli jest wystarczająco niskie w stosunku do nagrody za jego podjęcie. Kiedy długookresowe, rynkowe stopy procentowe są wyższe niż stopy krótkoterminowe, banki otrzymują nagrodę za branie na siebie ryzyka związanego z pośredniczeniem w zamianie krótkookresowych depozytów (włącznie z depozytami na żądanie) w pożyczki o dłuższym okresie. Pogląd, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej i niedopasowanie zapadalności aktywów i pasywów są z natury niezdrowe, zdaje się sugerować, że żaden bank nie powinien nigdy świadomie wykorzystywać zależności zysku od ryzyka, jeśli chodzi o strukturę zapadalności swojego bilansu.

Jesús Huerta de Soto (1995, s. 30) odrzuca „oklepany argument, mówiący, że prawo «wielkich liczb» pozwala bankom bezpiecznie utrzymywać cząstkowe rezerwy” na podstawie tego, że „stopień prawdopodobieństwa nietypowego wycofania depozytów z uwagi na swą naturę nie stanowi ubezpieczalnego ryzyka”. Prawdą jest, że nietypowe wycofania, znane jako runy na bank, nie są przypadkowe. Ale nie wynika z tego, że banki nie mogą przetrwać z rezerwami cząstkowymi, ponieważ wypłacalne banki nie są koniecznie podatne na run. Nawet w krajach (np. w Szkocji, Szwecji, Kanadzie), gdzie system prawny twardo egzekwował zobowiązanie umowne banków do wypłaty na żądanie (nawet gdy ustawodawcy zdelegalizowali możliwość ucieczki od runów, zapewnianą przez klauzulę opcyjną), dobrze znane banki utrzymujące rezerwę cząstkową nie doświadczały runów i nieustannie spełniały wszystkie żądania wymiany na kruszec przez dekady (Dowd 1992; Selgin 1994a).

Gdyby runy były problemem nawet dla wypłacalnych banków — tzn. gdyby deponenci rzucili się do banku po prostu z obawy, że inni się rzucą, tym samym zmuszając jakikolwiek bank o płynności mniejszej niż doskonała do niewywiązania się z umowy — klauzula opcyjna byłaby dostępnym umownym środkiem zaradczym[11]. Klauzula wyboru dla not i umów dotyczących depozytów na żądanie daje bankowi możliwość zawieszenia płatności w wypadku runu na okres dostatecznie długi, by bank mógł upłynnić swe aktywa w uporządkowany sposób. Sądząc po historycznym przykładzie szkockich not opcyjnych, bank, by sprawić, że klauzulę zaakceptują klienci, musiałby sprecyzować okres zawieszenia (a przynajmniej jego maksymalną długość) i zobowiązać się do rekompensaty w postaci wypłaty odsetek (oprócz zwrotu wartości nominalnej noty w pieniądzu bazowym) na końcu okresu zawieszenia. Ta wypłata nie tylko wynagradzałaby klientowi niedogodności i opóźnienie, lecz także dawałaby bankowi realną pobudkę do niewykorzystywania tej opcji poza sytuacjami koniecznymi (w żargonie technicznym, spowoduje to, że umowa będzie „zgodna motywacyjnie”; pozwala to na uniknięcie potencjalnej pokusy nadużycia, karząc bank, który utrzymuje niewystarczające rezerwy i tym samym podejmuje zbyt wielkie ryzyko zawieszenia). Jak już omówiliśmy w tym tekście, w historii niektóre banki zawierały umowy z klauzulą opcyjną, gdy ustawodawcy nie zabraniali im tego.

Ale skąd wiemy, że nie każda osoba, która przyjęła notę opartą na rezerwie cząstkowej po wartości nominalnej, nie wiedziała nic o jej pokryciu w rezerwie cząstkowej? Przynajmniej wiemy, że konkurujące ze sobą banki brały udział w umowach clearingowych, w których zgadzały się wzajemnie przyjmować swoje noty według wartości nominalnej. Z pewnością bankierzy byli rozeznani. Sądzili, że niedotrzymania umów w izbie rozrachunkowej są niezwykle rzadkie.

 

Wpływ na osoby trzecie

Abstrahując od kwestii oszustwa i wykonalności, Hoppe (s. 70–71) przedstawia szereg kolejnych powodów, dla których umowy zezwalające na bankowość opartą na rezerwie cząstkowej powinny być zakazane: generują efekty uboczne, które szkodzą innym. Jego argument zawarty jest w tym cytacie:

 

Ilekroć bank pożycza „nadmiar” swych rezerw pożyczkobiorcy, taka dwustronna umowa wpływa na dobra osób trzecich w trojaki sposób. Po pierwsze, poprzez wzrost podaży pieniądza zmniejsza się siła nabywcza wszystkich pozostałych posiadaczy pieniędzy; po drugie, wszyscy deponenci są poszkodowani, gdyż prawdopodobieństwo odzyskania swej własności jest zmniejszone; po trzecie, wszyscy pozostali pożyczkobiorcy — biorcy kredytu towarowego — są poszkodowani, ponieważ zastrzyk kredytu fiducjarnego osłabia bezpieczeństwo całej struktury kredytowej i zwiększa ryzyko upadłości.

 

Rozważmy kolejno te trzy skutki dla osób trzecich.

(1) Pierwszy wpływ, zmniejszenie siły nabywczej pieniądza, nie usprawiedliwia prawnego zakazu tej działalności banku. Kto myśli, że jest inaczej, ten popełnia elementarny błąd, myląc skutki uboczne działań innych ludzi, które wpływają na wartość dobra C i są nieodłącznym zjawiskiem rynkowym i nie naruszają praw własności C, z fizyczną agresją na dobra C, która oczywiście jest sprzeczna z ochroną praw własności C[12]. Powinno być oczywiste, że jeśli A i B został narzucony zakaz dokonywania transakcji, wpływającej jedynie na wartość rynkową dobra C, nie czyniąc fizycznej agresji czy groźby w stosunku do C lub prawowitej własności C, to zasady prywatnej własności, wolności umów i konkurencji wolnorynkowej zostaną całkowicie wymazane. Czy B nie może proponować A sprzedaży płyt kompaktowych tylko dlatego, że zmniejsza to wartość rynkową płyt winylowych C?

Aby łatwiej to zrozumieć, rozważmy inny przykład niezwiązany z bankowością. Załóżmy, że A, który posiada kondominium na Florydzie, lecz rzadko go używa, zawiera z B umowę współwłasności [ang. time-share — przyp. red.] kondominium B. Następnie A sprzedaje swoje własne kondominium, powodując spadek wartości kondominium sąsiada C. Czy to znaczy, że nie powinno się zezwolić na zawarcie tej umowy między A i B? Czy A okradł C? Według Rothbardowskiego poglądu na prawa własności — nie. Jeśli zaakceptujemy pogląd Rothbarda na prawa własności, pierwszy skutek wspomniany przez Hoppego jest niewłaściwy jako twierdzenie, że zasada wolności zawierania umów wyklucza umowy zezwalające na rezerwę cząstkową.

(2) Drugim rzekomym wpływem opisywanym przez Hoppego jest to, że wszyscy deponenci są „poszkodowani” przez bank pożyczający innym część swych rezerw, ponieważ zmniejsza się prawdopodobieństwo pomyślnej wymiany ich depozytów na kruszec. Ale jeśli ci deponenci dobrowolnie i świadomie zgodzili się zawrzeć umowę zezwalającą na trzymanie rezerwy cząstkowej, zamiast przechować swe pieniądze w instytucji trzymającej 100 proc. rezerw, to zgodzili się podjąć ryzyko. Zapewne zgodzili się na to ze względu na odsetki (lub darmowe usługi bankowe), które mogą istnieć dzięki przychodom z pożyczek bankowych i które konkurencja, zabieganie o deponentów, zmusza bank do wypłaty jego klientom. Zgodnie z zasadą ujawnionej preferencji (Rothbard 1957), deponenci muszą przewidywać, że zyskają na tej umowie.

(3) Wreszcie, na twierdzenie Hoppego, że „kredyt fiducjarny osłabia bezpieczeństwo całej struktury kredytowej” trudno odpowiedzieć, ponieważ Hoppe nie wyjaśnia w jaki sposób ten efekt ma działać[13]. Wyobrażamy sobie, że Hoppe ma na myśli coś podobnego do poglądu Adama Smitha (1981, s. 321), który wyraził on, mówiąc że „Handel i przemysł krajowy (…) choć może być nieco zwiększony [ponieważ mniej krajowego kapitału jest związanego złotem i srebrem], nie może być całkowicie tak bezpieczny, gdy są jak gdyby zawieszone na skrzydłach Dedala [emitowanego przez bank] pieniądza papierowego, jak wtedy, gdy podróżują po solidnym gruncie ze złota i srebra”. Jeżeli tak, to zgadzamy się — z pożyczkami finansowymi banku wiąże się ryzyko dla banku i jego klientów i jest raczej związane z emisją banknotów i depozytami na żądanie niż jedynie z depozytami terminowymi. Mogą wystąpić nawet efekty uboczne związane z ryzykiem dla osób trzecich. Niemniej jednak zgadzamy się ze Smithem w jego twierdzeniu, że ryzyko jest niewielkie w porównaniu z korzyściami. Korzyści rosną dla deponentów banku i posiadaczy not, otrzymujących odsetki i usługi, które bank zapewnia dzięki dodatkowym przychodom z pożyczania części swych zobowiązań. Korzyści rosną dla pożyczkobiorców banku, cieszących się większym zasobem kredytu średnioterminowego oraz dla każdego, kto pracuje, używając wyposażenia kapitałowego, zwiększonego dzięki kredytowi fiducjarnemu. Muszą również rosnąć korzyści dla akcjonariuszy banku, którzy mogli przecież nie zaakceptować emitowania zobowiązań na żądnie, gdyby uważali, że nie warto ryzykować.

Poniżej rozpatrujemy oszczędności kosztów i „naturalną niestabilność” systemu rezerwy cząstkowej. Biorąc oba czynniki pod uwagę, możliwy jest wyższy standard życia dla tych, którzy złote i srebrne monety wolą zastąpić środkami fiducjarnymi (White 1992, s. 520–21). Mises sformułował to w ten sposób: „Środki fiducjarne stanowią świetne źródło przychodów dla ich emitenta; wzbogacają zarówno emitenta, jak i społeczeństwo, które je stosuje” (1980, s. 359).

Cała struktura kredytowa może stać się niezmiernie niepewna na skutek działania banków centralnych i innych rządowych interwencji (Selgin 1989; Salsman 1990), ale nie powinno się przypisywać tych działań bankowości opartej na rezerwie cząstkowej jako takiej. Niżej wyjaśnimy bardziej szczegółowo, że nieskrępowany system bankowości opartej na rezerwie cząstkowej nie jest z  natury niestabilny lub podatny na cykliczną nadmierną ekspansję.

 

Popularność bankowości opartej na rezerwie cząstkowej

Wróćmy do kwestii liczebności deponentów wybierających system rezerwy cząstkowej dobrowolnie. Grupa ta, której wolnością zawierania umów się tutaj zajmujemy, nie jest małym, ekscentrycznym gronem, lecz wielką masą ludzi, którzy pokazali, że wolą banki trzymające rezerwę cząstkową. Zacytujmy Rothbarda  (1990, s. 47) ponownie, dodając podkreślenie: „Doskonale wiadomo, że banki rzadko trzymały się zasady «100 procent» przez długi czas”[14]. Ale deponenci ciągle korzystają z usług tych banków, pokazując tym samym swoje poparcie dla nich.

Istnieje kilka powodów, dla których praktykowanie rezerwy cząstkowej jest faktem dobrze znanym.

Po pierwsze, jak przyznaje Hoppe (s. 70), z faktu, że banki płacą odsetki od depozytów na żądanie, „powinno jasno wynikać, że bank musi wypożyczać depozyty”[15]. Bank oferujący odsetki od depozytów na żądanie i niepobierający opłat za przechowanie, daje klientom do zrozumienia, że część ich funduszy zostanie wykorzystana, zamiast być przechowywana.

Po drugie, gdyby zdecydowana większość ludzi myślała, że ich banki trzymają 100 proc. rezerw, run na bank wystąpiłby tylko wtedy, gdyby istniało podejrzenie, że bankier ma zamiar uciec z rezerwami[16]. Historia bankowości przed pojawieniem się ubezpieczeń depozytowych pokazuje, że gdy występowały runy na banki, działo się to z innych powodów (Gorton 1988). Zachowanie deponentów było zazwyczaj zgodne z ich przekonaniem, że ich banki utrzymują rezerwę cząstkową i że wypłacą środki z depozytów w oparciu o zasadę mówiącą, że żądanie pierwszego klienta będzie priorytetowe w stosunku do żądań następnych klientów. Deponenci zazwyczaj byli pewni, że rezerwy są wystarczające do pokrycia całego bieżącego zapotrzebowania na gotówkę. Jednakże sporadycznie, a w niektórych systemach częściej niż w innych, tracili swą pewność i dokonywali runów. Runy były zwykle następstwami uzasadnionych wątpliwości co do wypłacalności banku. Stopień interwencji rządowej wyjaśnia, dlaczego banki w niektórych krajach (jak w Stanach Zjednoczonych) były, a w innych (jak w Kanadzie) nie były chronicznie słabe i narażone na niewypłacalność (Selgin 1994a).

We wczesnej historii bankowości mógł istnieć przypadek runu spowodowany tym, że deponenci nagle zdali sobie sprawę, że ich bank utrzymywał tylko rezerwę cząstkową[17]. Lecz gdyby takie uświadomienie było najczęstszą przyczyną runów w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego runy zazwyczaj dotykały jedynie jednego, szczególnego banku lub powiązanej grupy banków, a nie jednocześnie każdego banku utrzymującego rezerwę cząstkową. Ci deponenci dokonujący runu, którym udało się wypłacić swoje pieniądze, często przekazują je do innych banków trzymających rezerwę cząstkową, które uważane są za bezpieczniejsze, rzadziej zaś tezauryzują gotówkę, jak uczyniliby, gdyby obawiali się banków utrzymujących rezerwę cząstkową w ogóle (Kaufman 1994). Naciąganym byłoby uzasadnianie takiego zachowania przez upieranie się, że deponenci dokonali runu, ponieważ ku swemu przerażeniu spostrzegli, że ich banki utrzymywały rezerwę cząstkową, lecz byli tak naiwni, że zdeponowali swe pieniądze w innych bankach, nie podejrzewając, że i one utrzymują rezerwę cząstkową.

Po trzecie, sprawy dotyczące banków i ustawodawstwa bankowego były szeroko omawiane w prasie popularnej w dziewiętnastym wieku. Wszystkie dyskusje, o których nam wiadomo, uznawały fakt, że banki funkcjonują na podstawie rezerwy cząstkowej, za truizm. Nie można było dalej myśleć, że banki trzymają 100 proc. rezerw, po uprzednim przeczytaniu w gazecie o takich środkach, jak dla przykładu Fundusz Bezpieczeństwa Stanu Nowy Jork [ang. New York State Safety Fund — przyp. red.] (plan ubezpieczenia depozytów) lub tak zwane ustawy o „wolnej bankowości”, które zmuszały banki stanowe do trzymania specyficznych rodzajów aktywów z odsetkami jako zabezpieczenie banknotów[18].

Po czwarte, bankowość oparta na rezerwie cząstkowej nigdy nie była obowiązkowa. Deponenci zawsze mogli domagać się 100 proc. rezerw. Mogą to robić nawet dzisiaj, wypożyczając bezpieczne skarbce i wypychając je pieniędzmi. (Niektórzy tak robią, ale głównie po to, by ukryć swój majątek, nie by zabezpieczyć go przed bankructwem banku). Niewielu ludzi wybrało rezerwy stuprocentowe, ponieważ — jak Rothbard (1990, s. 47) szczerze przyznaje — oznacza to wyrzeczenie się odsetek i do tego płacenie opłat za magazynowanie. Większość deponentów woli otrzymywać odsetki od swych depozytów i uważa to za coś więcej niż odpowiednie wynagrodzenie ryzyka istniejącego w bankowości opartej na rezerwie cząstkowej. (Znów opieramy się na dowodach z systemów bankowych ze stosunkowo nieskrępowanymi bankami i brakiem rządowych gwarancji depozytowych).

Zgodnie z Rothbardowskim pojęciem „ujawnionej preferencji” (Rothbard, 1957) wnioskujemy, że zdecydowana większość konsumentów woli bankowość opartą na rezerwie cząstkowej. Przeciwko tej konkluzji Hoppe wyraża przekonanie a priori, że większość deponentów nie mogła, nie będzie mogła i nigdy świadomie nie wykorzysta zależności zysku od ryzyka. Dla Hoppego oferowanie odsetek od depozytów na żądanie z pokryciem w rezerwie cząstkowej jest po prostu pułapką oszusta, w którą miliony deponentów bezwiednie wpadło, zupełnie nieświadomych tego, że banki mogą generować przychody, którymi płacą odsetki wygenerowane poprzez pożyczanie części ich depozytów.

Fakt, że banki konkurują o deponentów stwarza problem dla stanowiska Hoppego, który nie może być odrzucony bez zastanowienia. Rywalizacja banków utrzymujących rezerwę cząstkową, pragnących pozyskać fundusze deponentów, spowoduje ciągłe podwyższanie stóp procentowych (i zwiększenie zakresu świadczonych usług) do momentu, gdy banki będą musiały płacić tak wysokie odsetki (i oferować tak wiele usług), by przyciągnąć deponentów, że wejście przestanie być atrakcyjne. Zatem konkurencja zmniejszy zwroty z kapitału zainwestowanego w bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, aż do chwili, gdy krańcowy bank będzie otrzymywał jedynie normalną stopę zwrotu. W tej sytuacji, gdyby prawdą było, że większość deponentów woli zrzec się odsetek, które dostają (a zamiast tego płacić opłaty za magazynowanie), aby uzyskać bezpieczeństwo banku trzymającego 100 proc. rezerw — lecz po prostu nie zdają sobie sprawy, że ich banki nie trzymają 100 proc. rezerw — to każdy bankier (który przecież wie, jak działają banki) z choćby odrobiną zmysłu przedsiębiorczego ujrzałby łatwą drogę do zgarnięcia czystego zysku. Jedyne, co musi zrobić bankier, to zaoferować wiarygodne konta oparte na 100 proc. rezerw oraz powiadomić opinię publiczną o działaniach innych bankierów i deponenci tłumnie się zlecą[19]. Gdyby banki trzymające 100 proc. rezerw były legalne i rzeczywiście przyciągały większość poinformowanych deponentów, a jedynym powodem tego, że deponenci wciąż korzystają z usług istniejących banków była nieznajomość trzymania przez nich rezerwy cząstkowej, to można by było sporo zarobić, jako pierwszy informując deponentów i oferując im usługi zapewniające 100 proc. rezerw.

Znamy historyczne przykłady systemów bankowych, w których banki informujące, że utrzymują 100 proc. rezerw mogły wejść na rynek i w których nie istniały ubezpieczenia depozytowe, działające na korzyść banków trzymających rezerwę cząstkową. Jednak bardzo niewiele banków (jeśli w ogóle jakiekolwiek) kiedykolwiek starało się zachęcić do siebie deponentów w taki sposób. Nawet jeśli istniały jeden lub dwa takie banki we wczesnym okresie, widać jasno, że ich podejście nie zdominowało rynku bankowego, choć powinno tak się stać, gdyby większość deponentów rzeczywiście była gotowa płacić opłaty niezbędne do utrzymania bankowości opartej na 100 proc. rezerw. Może przedsiębiorcy nie węszą zysków tak dobrze, jak sugeruje austriacka teoria procesu rynkowego. Według nas, jest bardziej prawdopodobne, że nie ma zbyt dużego popytu na banki trzymające 100 proc. rezerw z powodu utraconych odsetek[20].

 

Środki fiducjarne i redukcja kosztów zasobów

Hoppe (s. 56–58) rozważa, lecz odrzuca klasyczny argument ekonomiczny dotyczący systemu rezerwy cząstkowej, który akceptujemy. Argument ten mówi, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej redukuje koszty zasobów związane z wymianą pośrednią, zastępując częściowo pieniądz towarowy wyemitowanymi przez bank środkami wymiany, tym samym redukując (inframarginalnie) koszt produkowania pieniędzy. Pogląd ten został wyjaśniony nie tylko przez Adama Smitha, lecz także przez Ludwiga von Misesa. W Teorii pieniądza i kredytu Mises (1980, s. 333) zauważa, że dzięki rozwojowi środków fiducjarnych i systemów rozliczeniowych pośród ich emitentów „uniknięto gigantycznego zwiększenia wartości wymiennej pieniądza, które w przeciwnym razie by wystąpiło razem ze swoimi niepożądanymi konsekwencjami”. „Niepożądane konsekwencje” to odpływ kapitału i pracy „z innych branży produkcji do produkcji metalu pieniężnego”. Mises zwraca uwagę, że gdyby nie powstanie środków fiducjarnych „obniżyłby się dobrobyt społeczności”, ponieważ „dostępna byłaby mniejsza ilość dóbr ekonomicznych, które są odpowiedzialne za bezpośrednie zaspokojenie ludzkich potrzeb”[21]. Dziwi nas, że choć Rothbard (1990, s. 33–34) podkreśla, że gdy w gospodarce pieniądz w pełni się już przyjął, użytkownicy pieniędzy nie czerpią korzyści z produkcji większej ilości pieniędzy, nie podziela zdania Misesa co do uznania wynikającej stąd wartości oszczędzania na zasobach używanych do produkcji większej ilości pieniądza[22].

Chociaż wielu ekonomistów głównego nurtu wierzy, że pusty pieniądz bazowy jest mniej kosztowny niż towarowy pieniądz bazowy, nie podzielamy tego poglądu. Pusty pieniądz jest czymś innym, ponieważ jego wprowadzanie nie jest dobrowolne, przez co nie zdaje testu ujawnionej preferencji i ponieważ jego ilość zależy od samowolnej ekspansji dokonywanej przez jego emitenta, co czyni system pustego pieniądza potencjalnie bardzo kosztownym dla gospodarki, nawet jeśli spadłby monetarny popyt na złoto (a zatem koszty jego wydobycia)[23]. Stoimy na stanowisku, że w standardzie towarowym poinformowani użytkownicy pieniądza czerpią korzyści, gdy ci, którzy chcą posiadać depozyty na żądanie oraz noty oparte na rezerwie cząstkowej, mogą to robić. Potencjalne zyski, wynikające z dobrowolnej wymiany, nie są uzyskiwane, gdy ludzie zmuszeni są korzystać z monet i depozytów opartych na 100 proc. rezerw.

Hoppe (s. 58) zaprzecza, jakoby waluty bankowe wymienialne na kruszec mogły przyczynić się do oszczędzania zasobów. Sądzi, że oszczędności są iluzoryczne, ponieważ „przygniatająca większość ludzi będzie używać pieniędzy właściwych w większości dokonywanych przez nią transakcji”. W przypisie (s. 58 n. 11) dodaje bez powołania się na źródło: „W istocie, dowody historyczne to potwierdzają: noty zawsze były tradycyjnie traktowane z nieufnością, a ich akceptowalność — w porównaniu do prawdziwych pieniędzy takich jak monety złote lub srebrne — była mocno ograniczona”.

Fakty są inne. Przez całe ery standardu złota i srebra konsumenci, gdy mieli taki wybór, zwykle woleli banknoty niż monety, jako że jest to wygodniejszy środek wymiany dla wszystkich transakcji, oprócz tych najmniejszych. Ujawnienie tej preferencji było szczególnie widoczne tam, gdzie banki były stosunkowo nieskrępowane restrykcjami prawnymi. Według Checklanda (1975, s. 382), w Szkocji podczas ery wolnej bankowości (1716–1844), pierwsze, co robił każdy, kto otrzymał złotego suwerena, było „pozbycie się go przez wymienienie go na notę bankową”. Praktycznie każda płatność dużych rozmiarów była dokonywana za pomocą banknotów. Podobnie było w Kanadzie (National Monetary Commision 1910, s. 53).

 

Nieodłączna niestabilność

Oprócz kwestii „oszustwa” i wpływu na majątek osób trzecich Hoppe wierzy, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej jest czymś złym, ponieważ rzekomo wytwarza niestabilność monetarną, która przyczynia się do cykli koniunkturalnych i kryzysów bankowych. Podzielamy pogląd mówiący, że niestabilność monetarna przyczynia się do cykli i kryzysów, lecz niestabilność monetarną przypisujemy bankowości centralnej i innym rządowym interwencjom w system monetarny, a nie rezerwom cząstkowym per se lub konkurującym ze sobą bankom komercyjnym trzymającym rezerwę cząstkową[24].

Hoppe uważa bankowość opartą na rezerwie cząstkowej za coś, czego dobry kodeks prawa powinien zakazać, niestabilność zaś za problem obecny w bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, a zatem nie rozróżnia skutków wolnej bankowości od skutków rządowej interwencji. Nie podaje także żadnych dowodów historycznych, które mogłyby potwierdzić jego pogląd i obalić nasz. Kwestionuje nasz teoretyczny argument, mówiący że wolna bankowość ma tendencję do dokonywania ekspansji rezerw środków fiducjarnych jedynie do takiego stopnia, który pozwala na zachowanie równowagi monetarnej oraz uniknięcie cyklu koniunkturalnego spowodowanego ekspansją kredytową.

Omawiając wymogi zachowania „równowagi monetarnej” (to jest równości między nominalnymi ilościami dostarczonych i żądanych sald pieniężnych lub równoważnie między rzeczywistymi zasobami a rzeczywistą żądaną ilością), ważne jest, aby rozróżniać krótkoterminowe i długoterminowe skutki zmian popytu na pieniądz lub zasobów pieniądza. W długim okresie nominalne ceny dopasują się, by zrównać podaż i popyt na salda pieniężne — niezależnie od nominalnej ilości pieniądza[25]. Nie wynika jednak z tego, że każda zmiana w podaży lub popycie na pieniądz natychmiast doprowadzi do nowej równowagi długookresowej, ponieważ potrzebne dostosowania cen wymagają czasu. Wymagają czasu, ponieważ nie wszyscy uczestnicy natychmiast i doskonale zdają sobie sprawę ze zmian w ilości pieniądza lub popycie na pieniądz i ponieważ dostosowanie niektórych cen jest kosztowne, a zatem ceny te są „lepkie”. Wynika z tego, że w krótkim okresie (empirycznie jest to „kilka miesięcy”) niecałkowicie przewidziane zmiany podaży lub popytu na pieniądz mogą spowodować monetarną nierównowagę. Ilość dostarczanych pieniędzy może przekroczyć popyt na nie. Wówczas ceny zazwyczaj muszą rosnąć. Także popyt na pieniądz może przekroczyć ilość dostarczanych pieniędzy, a wtedy ceny muszą spadać (Yeager, 1986).

Choć takie stany monetarnej nierównowagi są tymczasowe, mogą pociągnąć za sobą poważne błędy w alokacji zasobów. Oprócz generowania cen, które są zazwyczaj „zbyt niskie” bądź „zbyt wysokie” (względem trzymanych pieniędzy), powodują one najczęściej także zniekształcenie cen względnych, przede wszystkim (znamy to dzięki austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego) stopy procentowej. Teoria austriacka utrzymuje za Wicksellem, że nieprzewidziany zastrzyk pieniędzy (lub wzrost „prędkości” pieniądza) w krótkim okresie może obniżyć stopę procentową do poziomu niższego od („naturalnego”) poziomu równowagi i przez to zachęcać do dokonywania bezsensownych inwestycji. Odpowiednio, nieprzewidziane zmniejszenie podaży pieniędzy (lub spadek „prędkości”) może wywindować stopę procentową w krótkim okresie powyżej jej poziomu naturalnego, ograniczając tym samym ilość sensownych inwestycji.

Niektórzy ekonomiści odmawiają ważności lub nawet spójności koncepcji krótkookresowej nierównowagi monetarnej opisanej powyżej. Czynią tak teoretycy nowej ekonomii klasycznej z pewną wewnętrzną spójnością, ponieważ opierają się na Walrasowskim modelu zakładającym natychmiastowe i całkowite dostosowanie cen. Czynią tak też niektórzy austriacy z godną pożałowania niespójnością, ponieważ uznają niszczące konsekwencji inflacji cenowej, napędzanej ekspansją monetarną, lecz pomimo tego próbują dowieść, że deflacja cenowa jest w każdej skali zawsze dobra. Niespójnym jest stosowanie Wicksellowskiej krótkookresowej analizy nierównowagi, gdy mowa o zwiększaniu podaży pieniądza i inflacji cenowej, aby następnie przerzucić się wyłącznie na Humeowską długookresową analizę nieustannej równowagi, gdy mowa o zwiększaniu popytu na pieniądz i deflacji.

Pragniemy konsekwentnie trwać przy stanowisku Wicksella i uważamy zarówno cenową inflację, jak i deflację za niekorzystne procesy, o ile spowodowane są arbitralnymi zmianami nominalnej ilości pieniądza lub niewyrównanymi zmianami jego prędkości, nie zaś zmianami w rzeczywistym dostępie do dóbr finalnych lub w koszcie wytwarzania pieniędzy (Selgin 1990, 1995; White 1990). Atrakcyjną cechą wolnej bankowości z rezerwami cząstkowymi jest zatem to, że nominalna ilość pieniędzy wyemitowanych przez bank dąży do wyregulowania się — tak, aby wynagrodzić zmiany w prędkości pieniądza (Selgin i White 1994, s. 1725). Wolna bankowość przeciwdziała zatem krótkookresowej monetarnej nierównowadze i jej skutkom w postaci cyklu koniunkturalnego.

Argument za wyrównującymi właściwościami wolnej bankowości opiera się na uznaniu, że zwiększony popyt na posiadanie roszczeń wobec pośredników, włącznie z roszczeniami w formie banknotów i depozytów na żądanie, kosztem utrzymywania dodatkowych dóbr konsumpcyjnych jest równoznaczny ze wzrostem pożądanych oszczędności. Hoppe (s. 72) nie zgadza się, nazywając tę analizę „pogmatwaniem”. Stwierdza, że:

 

mówienie o trzymaniu pieniędzy, tzn. akcie niewydawania ich, jako równoznacznym z oszczędzaniem jest po prostu nieprawdziwe. Ktoś mógłby równie dobrze powiedzieć — i byłoby to tak samo nieprawidłowe — że niewydawanie pieniędzy jest równoznaczne z nieoszczędzaniem. W rzeczywistości oszczędzanie jest niekonsumowaniem, a popyt na pieniądz nie ma nic wspólnego z oszczędzaniem lub nieoszczędzaniem.

 

Musimy stwierdzić, że to nie my gmatwamy, lecz Hoppe. Fragment zacytowany powyżej utożsamia oszczędzanie z niekonsumowaniem, co oznacza dosłownie, że oszczędzanie to każde rozdysponowanie majątku oprócz obecnej konsumpcji. W innym miejscu (s. 50) Hoppe poprawnie zauważa, że pieniądze „są pożądane raczej jako środek wymiany, niż jako środki do celów konsumpcyjnych bądź produkcyjnych” — to znaczy, że trzymanie pieniędzy jest formą niekonsumowania. Uwagi te razem wzięte są sprzeczne z jego twierdzeniem, że trzymanie pieniędzy nie jest formą oszczędzania.

Stanowisko Hoppego mówi, że oszczędzanie jest wyrazem preferencji czasowej, lecz trzymanie pieniędzy nim nie jest. Zatem oszczędzanie oznacza odłożenie konsumpcji na później, a ponieważ trzymanie pieniędzy nie sygnalizuje podjęcia stanowczej decyzji odłożenia konsumpcji (w odróżnieniu do zakupu obligacji lub dobra kapitałowego), nie jest ono formą oszczędzania[26]. Zgadzamy się, że preferencja czasowa i popyt na pieniądz to pojęcia różne i że zmiana w jednym z nich nie powoduje zmiany w drugim. Niemniej jednak, trzymanie pieniędzy oznacza trzymanie ich na przyszłe wydatki, nawet jeśli nie jest jasne, kiedy to nastąpi (zazwyczaj też posiadacz pieniędzy jeszcze o tym nie zdecydował). Trzymanie pieniędzy na przyszłe wydatki zamiast wydawania ich na konsumpcję teraz, rzeczywiście odkłada konsumpcję na przyszłość. Jak zauważa sam Hoppe (s. 72–3), popyt na gotówkę bierze się z wygody kupowania „dóbr konsumpcyjnych lub produkcyjnych w niepewnych okresach w przyszłości” (podkreślenie dodane). Więc zapewne nie zgadzamy się jedynie w kwestii nazewnictwa. Ważną kwestią poruszoną przez Hoppego jest to, czy (jak twierdzi Hoppe) „każdy zastrzyk kredytu fiducjarnego musi skończyć się cyklem koniunkturalnym”. Nie zgadzamy się z tym, że zwiększenie ilości środków fiducjarnych przy równoczesnym zwiększeniu popytu na trzymanie środków fiducjarnych prowadzi do nierównowagi lub wprawia w ruch cykl koniunkturalny w ujęciu austriackim. Trzymanie pieniędzy wyemitowanych przez bank z rezerwą cząstkową nie tylko (jak trzymanie pieniądza bazowego) odkłada konsumpcję na dalszą lub bliższą przyszłość, lecz także w ten sposób tymczasowo pożycza fundusze bankowi emitującemu. Okres pożyczki nie jest sprecyzowany — depozyt na żądanie lub banknot może być wymieniony każdego dnia — ale jeśli bank potrafi z dużą dokładnością oszacować długość okresu, w którym jego roszczenia pozostaną w cyrkulacji (rozkład statystyczny czasów, które pozostały do wymiany tych roszczeń), może on bezpiecznie podejmować inwestycje o odpowiednim okresie trwania[27]. Jak napisał Mises (1980, s. 352) w odniesieniu do pokrewnego problemu szacowania rozmiaru popytu na bankowe środki fiducjarne, bankier „musi polegać na niepewnych procedurach empirycznych, które łatwo mogą prowadzić do pomyłek. Niemniej jednak, roztropni i doświadczeni dyrektorzy bankowi — a większość dyrektorów bankowych jest roztropnych i doświadczonych — zazwyczaj dobrze sobie z tym radzą”.

Huerta de Soto (1995, s. 32) dowodzi, że wolna bankowość oparta na rezerwie cząstkowej „musi nieubłaganie wcześniej czy później doprowadzić do niekontrolowanej ekspansji monetarnej” i przywołuje autorytet Misesa na poparcie swojej tezy. W rzeczywistości Mises (1966, s. 443) miał bardzo odmienny pogląd i sądzimy, że był on całkiem poprawny:

 

Wolna bankowość jest jedynym sposobem zabezpieczenia się przed niebezpieczeństwami tkwiącymi w ekspansji kredytowej. Jest prawdą, że nie powstrzyma powolnej ekspansji kredytowej o bardzo małej sile rażenia ze strony ostrożnych banków, które zapewniają społeczeństwu wszystkie potrzebne informacje o swoim statusie finansowym. Ale w systemie wolnej bankowości nie byłoby możliwe, aby ekspansja kredytowa wraz ze wszystkimi swymi nieuchronnymi skutkami, stała  się regularną — chciałoby się powiedzieć normalną — cechą systemu ekonomicznego. Tylko wolna bankowość mogłaby uchronić gospodarkę rynkową przed kryzysami i depresjami.

 

Hoppe błędnie rozumie argument Selgina, charakteryzując go jako przeskok z poglądu, że trzymanie pieniędzy oznacza oszczędzanie do stwierdzenia, że „zwiększony popyt na pieniądz [jest] tym samym, co zwiększone oszczędności”. To, że trzymanie pieniędzy jest formą oszczędzania, nie implikuje, że zwiększenie popytu na pieniądz jest identyczne ze zwiększeniem całkowitych oszczędności. Zwiększony popyt na pieniądz może towarzyszyć zmniejszonemu popytowi na trzymanie innych aktywów, podczas gdy nie nastąpiła redukcja w konsumpcji; stąd może być elementem zmiany w sposobie oszczędzania bez zmiany w całkowitych oszczędnościach. Na przykład, jeśli społeczny popyt na depozyty bankowe wzrośnie kosztem społecznego popytu na obligacje przy stałej preferencji czasowej (lub mówiąc inaczej, przy stałym planowanym i spodziewanym profilu czasowym konsumpcji)[28] nie zajdzie żadna zmiana w naturalnej stopie procentowej, traktowanej jako zbiór stóp procentowych wszystkich składników aktyw finansowych. Niemniej jednak, ekspansja liczby depozytów jest w tym wypadku sensowna. Zakładając, że krańcowe koszty pośredniczenia wzrastają, prowadząca do równowagi stopa procentowa depozytów bankowych spadnie, a stopa obligacji wzrośnie. Zwiększony popyt na pośrednictwo podnosi „cenę pośredniczenia” widoczną jako różnica między stopami depozytowymi i obligacyjnymi. Banki są usprawiedliwione w rozszerzaniu bankowych bilansów dla zaspokojenia zwiększonego popytu na depozyty, póki rzeczywista stopa depozytowa nie spadnie do nowej, równowagowej stopy depozytowej. (W międzyczasie, wartość rynkowa istniejących obligacji spada pari passu wraz ze wzrostem stopy procentowej obligacji).

Zwiększenie się oszczędności nie jest ani niezbędne, ani wystarczające do uzasadnienia wzrostu ilości środków fiducjarnych. Zwiększony popyt na „gotówkę” (Hoppe, s. 73) nie uzasadnia wzrostu ilości środków fiducjarnych lub pieniądza wewnętrznego, zakładając, że „gotówka” oznacza pieniądz wysokiej mocy lub pieniądz zewnętrzny, taki jak złote monety (w przeciwieństwie do pieniądza niskiej mocy, konkurujących banknotów). To właśnie zwiększony popyt na „salda pieniądza wewnętrznego” (słowa Selgina zacytowane przez Hoppego) uzasadnia zwiększenie ilości pieniądza (bankowego) wewnętrznego. System bankowy, który bilansuje zwiększony rzeczywisty popyt na trzymanie banknotów wymienialnych na żądanie przez zwiększenie ich ilości nie robi nic takiego, co by mogło odchylić stopy procentowe od ich naturalnych wartości, pobudzić nadmierne inwestowanie lub wprawić w ruch cykl koniunkturalny.

Możemy to wyrazić w inny sposób. Rozważmy sytuację, w której zwiększa się społeczna potrzeba oszczędzania z powodu obniżenia się preferencji czasowej i ludzie postanawiają zrezygnować z części obecnych wydatków na konsumpcję, aby posiadać więcej bankowych lokat terminowych. Wyobrażamy sobie, że każdy ekonomista austriacki zgodzi się, że pozwolenie systemowi bankowemu na urzeczywistnienie tej zmiany nie jest niebezpieczne. Naturalna stopa procentowa spadła. W odpowiedzi na to, ludzie doprowadzają do obniżenia stóp procentowych lokat terminowych, a banki doprowadzają do obniżenia stopy procentowej pożyczek przez pożyczanie dodatkowych środków, przez co stopy rynkowe prawidłowo podążają za naturalnymi stopami.

Teraz rozważmy przypadek, w którym zwiększa się społeczna potrzeba oszczędzania z powodu obniżenia się preferencji czasowej i ludzie postanawiają zrezygnować z części obecnych wydatków na konsumpcję, aby posiadać więcej bankowych, oprocentowanych depozytów na żądanie. Musimy stwierdzić, że pozwolenie systemowi bankowemu na urzeczywistnienie tej zmiany nie jest bardziej niebezpieczne, prowadzące do nierównowagi czy cyklu koniunkturalnego[29]. Natomiast gdyby system bankowy nie zareagował, byłoby to nieszczęściem i doprowadziłoby do nierównowagi. Prędkość pieniędzy bankowych (stosunek dolarów wydanych przez rok do dolarów trzymanych) spadła. Jeśli system bankowy nie zwiększy ilości pieniądza bankowego, a ceny natychmiast nie spadną, wystąpi nadmierny popyt na pieniądz (zakładając, że ilość pieniądza bazowego nagle nie wzrośnie). Wystąpi również nadmierna podaż dóbr: niesprzedane dobra konsumenckie będą piętrzyć się na półkach sprzedawców (to oczywiście będzie wywierało presję na obniżkę cen, dopóki w końcu ceny dóbr nie spadną wystarczająco). Przedsiębiorstwa będą w dołku, dopóki siła nabywcza pieniądza nie wróci do stanu równowagi. Nie zwiększając liczby depozytów, system bankowy także nie spowoduje obniżenia stopy procentowej depozytów i pożyczek. Naturalna stopa procentowa spadła, lecz rynkowe stopy procentowe stoją tymczasowo w miejscu. Nie zwiększa się ilość inwestycji mogących zaspokoić zwiększoną chęć oszczędzania, a struktura produkcji nie dostosowuje się tak, jak powinna, czyli nie reaguje odpowiednio do spadku preferencji czasowej.

 

Wniosek

Środki fiducjarne nie są pustymi pieniędzmi. System monetarny ze standardem towarowym, konkurencyjną bankowością i swobodą używania środków fiducjarnych przez wyrażające zgodę strony jest zgodny ze sprawiedliwością, efektywnością oraz stabilnością gospodarczą. Taki system jest lepszy zarówno od systemu (obecnego), w którym prawo nakazuje użytkownikom pieniędzy oddać złoto i środki fiducjarne wymienialne na złoto na rzecz pustego pieniądza, jak i od systemu (jak ten proponowany przez zwolenników 100 proc. rezerw), w którym prawo zabrania użytkownikom pieniędzy trzymanie jakiegokolwiek rodzaju lub wszystkich rodzajów środków fiducjarnych.

 

Bibliografia

Block, Walter. 1988. „Fractional Reserve Banking: An Interdisciplinary Perspective.” In Walter Block and Llewellyn H. Rockwell, Jr., eds., Man, Economy, and Liberty: Essays in Honor of Murray N. Rothbard. Auburn, Ala.: Ludwig von Mises Institute.
Checkland, S. G. 1975. Scottish Banking: A History, 1695-1973. Glasgow: Collins.
de Soto, Jesus Huerta. 1995. „A Critical Analysis of Central Banks and Fractional Reserve Free Banking from the Austrian Perspective.” Review of Austrian Economics 8 (2): 25-38.
Dowd, Kevin, ed. 1992. The Experience of Free Banking. London: Routledge.
Garrison, Roger W. 1985. „The Cost of a Gold Standard.” In Llewellyn H. Rockwell, Jr., ed., The Gold Standard: An Austrian Perspective. Lexington, Mass.: Lexington Books.
Gorton, Gary B. 1988. „Banking Panics and Business Cycles.” Oxford Economic Papers 40 (December): 751-81.
Hayek, F. A. 1978. The Denationalisation of Money, 2nd ed. London: Institute of Economic Affairs.
Hildreth, Richard. 1968. Banks, Banking, and Paper Currencies. New York: Greenwood Press.
Hoppe, Hans-Hermann. 1994. „How is Fiat Money Possible?-or, the Devolution of Money and Credit.” Review of Austrian Economics 7 (2): 49-74.
Hülsmann, Jorg Guido. 1995. „Free Banking and the Free Bankers.” Review of Austrian Economics 9 (1): 3-53.
Kaufman, George. 1994. „Bank Contagion: A Review of the Theory and Evidence.” Journal of Financial Services Research 8 (April): 123-50.
Mises, Ludwig von. 1966. Human Action: A Treatise on Economics. 3rd rev. ed. Chicago: Henry Regnery.
— 1980. The Theory of Money and Credit. H. E. Batson, trans. Indianapolis: Liberty Classics.
National Monetary Commission. 1910. Interviews on the Banking and Currency Systems of Canada. Washington: Government Printing Office.
Rothbard, Murray N. 1957. „Toward a Reconstruction of Utility and Welfare Economics.” In Mary Sennholz, ed., On Freedom and Free Enterprise. Princeton: Van Nostrand.
— 1962. „The Case for a 100 Percent Gold Dollar.” In Leland B. Yeager, ed., In Search of a Monetary Constitution. Cambridge: Harvard University Press.
— 1970a. Man, Economy, and State: A Treatise on Economic Principles. Los Angeles: Nash.
— 1970b. Power and Market: Government and the Economy. Menlo Park, Calif.: Institute for Humane Studies.
— 1983a. The Ethics of Liberty. Atlantic Highlands, NJ: Humanities Press.
— 1983b. The Mystery of Banking. New York: Richardson & Snyder.
— 1990. What Has Government Done to Our Money? 4th ed. Auburn, Ala.: Ludwig von Mises Institute.
— 1995. „Fractional Reserve Banking.” The Freeman 45 (October): 624-27.
Salsman, Richard M. 1990. Breaking the Banks: Central Banking Problems and Free Banking Solutions. Great Barrington, Mass.: American Institute for Economic Research.
Selgin, George A. 1989. „Legal Restrictions, Financial Weakening, and the Lender of Last Resort.” Cato Journal 9 (Fall):429-59.
— 1990. „Monetary Equilibrium and the ‚Productivity Norm’ of Price-Level Policy.” In Richard M. Ebeling, ed., Austrian Economics: Perspectives on the Past and Prospects for the Future. Hillsdale, Mich.: Hillsdale College Press.
— 1992. „Bank Lending ‚Manias’ in Theory and History.” Journal of Financial Services Research 6 (March):169-86.
— 1993. „In Defense of Bank Suspension.” Journal of Financial Services Research 7 (December):347-64.
— 1994a. „Are Banking Crises Free-Market Phenomena?” Critical Review 8 (Fall):591-607.
— 1994b. „Free Banking and Monetary Control.” The Economic Journal 104 (November):1449-59.
— 1994c. „On Ensuring the Acceptability of a New Fiat Money.” Journal of Money, Credit, and Banking 26 (November):808-26.
— 1995. „The ‚Productivity Norm’ vs. Zero Inflation in the History of Economic Thought.” History of Political Economy 27 (Winter):705-35.
Selgin, George A., and Lawrence H. White. 1987. „The Evolution of a Free Banking System.” Economic Inquiry 25 (July):439-57.
— 1994. „How Would the Invisible Hand Handle Money?” Journal of Economic Literature 32 (December):1718-49.
Smith, Adam. 1981.An Inquiry into the Nature and Causes of the Wealth of Nations. Indianapolis: Liberty Classics.
Van Dillen, J. G. 1934. „The Bank of Amsterdam.” In Van Dillen, History of the Principal Public Banks. The Hague: Martinus Nijhoff. Pp. 79-123.
White, Lawrence H. 1984. Free Banking in Britain. Cambridge: Cambridge University Press.
— 1989. Competition and Currency: Essays on Free Banking and Money. New York: New York University Press.
— 1990. „Commentary: Norms for Monetary Policy.” In Richard M. Ebeling, ed., Austrian Economics: Perspectives on the Past and Prospects for the Future. Hillsdale, Mich.: Hillsdale College Press.
— 1992. „Mises on Free Banking and Fractional Reserves.” In John W. Robbins and Mark Spangler, eds., A Man of Principle: Essays in Honor of Hans F: Sennholz. Grove City, Penn.: Grove City College Press.
— 1993. „Why is the U. S. Banking Industry in Trouble? Business Cycles, Loan Losses, and Deposit Insurance.” In Lawrence H. White, ed., The Crisis in American Banking. New York: New York University Press.
— 1995. „The Evolution of Hayek’s Monetary Economics.” Unpublished ms. University of Georgia.
Yeager, Leland B. 1986. „The Significance of Monetary Disequlibrium.” The Cato Journal 6 (Fall):369-99.

 


[1] Przepraszamy Devo, zespół rockowy, który użył sloganu „Are We Not Men? We are Devo!”.

[2] Esej został przedrukowany w: White (1989), książce cytowanej przez Hoppego.

[3] Rozprawa Selgina była dostępna w czasie, gdy Hoppe pisał swój artykuł. Zaprezentowano ją na konferencji Mises Institute, na której był obecny w 1992 r.

[4] Prawdopodobnie uważa on, że nawet, jeśli w rzeczywistości bank oparty na rezerwie cząstkowej przez lata wypełnia każde żądanie wymiany na kruszec, jego noty powinny zostać faktycznie uznane za niewymienialne, ponieważ bank nie wypełni swego zobowiązania, jeżeli właściciele wszystkich not i depozytów na żądanie poproszą o wymianę na kruszec jednocześnie. Z tego samego też powodu Hoppe może uważać, że tytuł przenoszony przez umowną gwarancję na banknocie, zobowiązujący bank do „wypłaty okazicielowi na jego żądanie”, nie jest w ogóle prawdziwym tytułem.

[5] Wymienialne zobowiązania bankowe nie są pustym pieniądzem, nawet jeśli rezerwy (cząstkowe) banku same składają się z pustego pieniądza. W ujęciu Misesowskim środki wymiany emitowane przez bank są „substytutami pieniądza”, tzn. substytutami pieniądza właściwego (zarówno pustego, jak i towarowego).

[6] Mówiąc precyzyjnie, mamy na myśli ilość mierzoną w jednostkach obrachunkowych, według stałej definicji jednostki obrachunkowej.

[7] Bardziej standardowa definicja oszustwa ogranicza go do świadomego lub celowego nadużycia w celu osiągnięcia zysku. Zatem niezamierzone niewypełnienie warunków uzgodnionego transferu, spowodowane nieprzewidzianymi okolicznościami niezależnymi od strony umowy, stanowi naruszenie umowy, lecz nie oszustwo. To rozróżnienie jest tu jednak nieważne.

[8] To, czy utrzymywanie rezerwy cząstkowej dla wierzytelności bankowych jest nieuczciwe, nie zależy per se od tego, czy jest to czasowa wierzytelność czy wierzytelność na żądanie, lecz jedynie od tego, czy bank skłamał, twierdząc, że utrzymuje 100 proc. rezerwy. Żądanie określonej wierzytelności wyemitowanej przez bank, tzn. umowna możliwość posiadacza wymiany jej w każdej chwili na kruszec, nie oznacza per se, że bank utrzymuje 100 proc. rezerw dla wszystkich wierzytelności wymienialnych na żądanie. Rothbard (1990, s. 49–50) twierdzi inaczej, opierając się na poglądzie, że bankowe depozyty na żądanie i noty są „kwitami magazynowymi”, nie długami. Nie rozumiemy, dlaczego bank i klient nie mogą w umowie uzgodnić, by były to długi, a nie kwity magazynowe i wierzymy, że w historii tak uzgadniali.

[9] Hoppe pragnie też, by bank informował swych dłużników, że ich długi mogą być w każdej chwili anulowane. Co do tej dziwnej sugestii, zob. przypis 13. poniżej.

[10] Checkland (1975, s. 67) podaje przykład noty opcyjnej emitowanej przez Królewski Bank Szkocji. Na awersie widnieje duży (zajmujący praktycznie cały awers) napis: „Królewski Bank Szkocji (…) niniejszym zobowiązuje się zapłacić [imię] lub Okazicielowi jeden funt sterling na żądanie lub, zależnie od woli Dyrektorów, jeden funt sześć pensów sterlingów pod koniec okresu sześciu miesięcy od dnia wysunięcia żądania. Dyrektorzy, Rachmistrz albo jeden z kasjerów bankowych są niniejszym zobowiązani do podpisania tej noty na jej rewersie”. Społeczeństwo przypuszczalnie zdawało sobie sprawę, że bank będzie próbował uniknąć konieczności zastosowania możliwości odroczenia wymiany, mając na względzie reputację i ponieważ bank musiałby, zgodnie z warunkami klauzuli, płacić odsetki od swych not. Bank nie zastosował tej opcji do 1762 r. Klauzule opcyjne zdelegalizowano w 1765 r.

[11] W przeciwieństwie do tego, jak przedstawia nasz argument Hoppe (1994, s. 71),  to w związku powyższą kwestią, nie zaś z  kwestią „oszustwa”, uważamy klauzulę opcyjną za ważną. Lecz widzimy, że z punktu widzenia Hoppego klauzula także eliminuje zarzut oszustwa, ponieważ bank nie obiecuje bezwarunkowej wymiany na kruszec na żądanie i zatem suma jego bezwarunkowo wymagalnych wierzytelności już nie wykracza poza rezerwy.

[12] Ekonomiści umownie rozróżniają „pieniężny efekt zewnętrzny”, mający wpływ na czyjś majątek, przenoszony przez system cenowy od „technologicznego efektu zewnętrznego”, fizycznej lub w każdym razie bezpośredniej ingerencji w czyjąś konsumpcję lub produkcję. Pierwszy jest formą współzależności rynkowej; drugi jest formą oddziaływania poza rynkiem.

Huerta de Soto (1995, s. 33) nie pojmuje tej różnicy i pieniężny efekt środków fiducjarnych nazywa „tragedią wspólnego pastwiska”. Termin ten jednak pasuje tylko do szczególnego rodzaju technologicznego efektu zewnętrznego.

[13] W jednym z passusów Hoppe (s. 70) zauważa, że banki trzymające rezerwę cząstkową nie „informowały, że cały przyznany im kredyt lub jego część stworzono z powietrza mógł być wymówiony w każdej chwili” oraz proponuje, by uczciwy bank utrzymujący rezerwę cząstkową ostrzegał dłużników, „że  ich pożyczki mogą być natychmiastowo wymówione”. Przypuszczalnie Hoppe wierzy, że banki trzymające rezerwę cząstkową posiadają zazwyczaj sekretne prawo do wymówienia swych długów w każdej chwili i prawdopodobnie to jest podłożem jego przekonania, że ich pożyczki czynią strukturę kredytową bardziej ryzykowną. Jesteśmy zaskoczeni, skąd on mógł wziąć te bezzasadne przekonanie. Banki utrzymujące rezerwę cząstkową nie mają możliwości upomnienia się o pożyczki, oprócz wypadku, gdy taka możliwość jest określona w umowie pożyczkowej.  Gdy pożyczka jest zwrotna na żądanie, klauzula odwołania nie jest dla dłużnika tajemnicą. W przeszłości pożyczki zwrotne na żądanie stanowiły niewielki procent wszystkich pożyczek bankowych.

Odrzucamy też pogląd, wyrażony w passusie zacytowanym powyżej, że konkurencyjne banki, emitujące zobowiązania wymienialne na kruszec, mogą tworzyć kredyt „z powietrza”. Ze względu na charakter bilansu, wszystkie pożyczki bankowe muszą być finansowane zobowiązaniami lub kapitałem własnym. Także źródło finansów nie może być wyczarowane z powietrza. Nikt nie jest zmuszony trzymać wymienialne zobowiązania konkurencyjnego banku  lub kupić jego udziały; każdy może zamiast tego posiadać roszczenia innych banków lub nie posiadać ich wcale. Konkurencyjny bank musi więc wydawać realne zasoby, by przyciągnąć klientów przez świadczenie usług i wypłacanie odsetek. Pogląd, że bank może udzielać kredytu bez ponoszenia kosztów lub nieodpłatnie, jest poprawny tylko w odniesieniu do inframarginalnych kredytów banku monopolisty lub do emitenta prawnego środka płatniczego; nie jest prawdziwy w stosunku do banku w systemie konkurencyjnym (zob. Mises 1980, s. 346–347).

[14] Podobnie Huerta de Soto (1995, s. 31), który uważa, że depozyt oparty na 100 proc. rezerw, będący pod stałym nadzorem, jest uświęcony tradycją prawa rzymskiego i chciałby (tak się wydaje) odebrać uczestnikom wymiany rynkowej swobody zawierania alternatywnych (nie tradycyjnych) umów o depozyt na żądanie, przyznaje przynajmniej, że współczesne banki są przynajmniej „otwarte” w kwestii trzymania rezerwy cząstkowej.

[15] Biorąc pod uwagę jego stwierdzenie, że konkurujące banki z rezerwą cząstkową przekazują deponentom przychody z pożyczek w formie odsetek od depozytów na żądanie, jesteśmy zaskoczeni, że Hoppe (s. 66) może — w bezpośrednio poprzedzającym zdaniu — twierdzić, że bankowość oparta na rezerwie cząstkowej „prowadzi do jednostronnej redystrybucji dochodu na rzecz banku”.

[16] Prawdą jest, że bank łączący prowadzenie lokat terminowych z jego (opartymi na 100 proc. rezerw) depozytami spłacanymi na żądanie może stać się niewypłacalny i może przez to być podatny na runy nawet bez żadnych ucieczek. Ale ci deponenci, którzy naprawdę chcą umów magazynowych opartych na 100 proc. rezerw nie otrzymują żadnych widocznych korzyści z takiego łączenia i powinni nauczyć się unikać ryzykownych instytucji stosujących takie połączenie oraz wybierać banki pełniące jedynie funkcję magazynową. Gdyby takich deponentów było wielu, rynek narzuciłby „ścisłe rozdzielenie funkcjonalne bankowości depozytowej i pożyczkowej”, tak jak tego chce Hoppe (s. 74). Przy takim rozdziale sam fakt, że bank oferuje pożyczki byłby jasnym ostrzeżeniem, że nie jest to instytucja utrzymująca 100 proc. rezerw.

[17] Niektóre teksty sugerują, że miało to miejsce w przypadku Banku Amsterdamskiego (Hildreth 1968, s. 12, wyjaśnił to dosyć niejasno). Ale szczegóły tej historii, jak przedstawił je Van Dillen (1934), są bardziej złożone. Po pierwsze, Bank Amsterdamski nie miał wyraźnego zakazu udzielania pożyczek aż do 1802 r. i, chociaż przez większość swojego istnienia trzymał prawie 100 proc. proc. rezerw, istniały długie okresy (np. 1723–1761), gdy jego rezerwy spadły znacznie poniżej poziomu sald depozytów. Na różnicę składały się pożyczki udzielone Kompanii Wschodnioindyjskiej i Skarbowi Amsterdamu. Utrata reputacji przez Bank w połowie 80. XVIII w. wydaje się  odzwierciedlać nieuświadomienie sobie tego, że trzymał on mniej niż 100 proc. rezerw, ale zrozumiały lęk, że niektóre nadzwyczaj duże pożyczki udzielone w trakcie czwartej wojny pomiędzy Republiką Zjednoczonych Prowincji a Anglią (1780–1784), nie zostaną spłacone.

[18] Noty „wolnych banków” stanu Nowy Jork nawet ogłaszały na awersach, że są „zabezpieczone gwarancją środków publicznych”, co wyraźnie wskazywało, że noty miały pokrycie w czymś innym niż 100 proc. rezerw. Napis ten był jednakże wymagany przez prawo (Hildreth, 1968, s. 202).

[19] Wyobraźmy sobie spot telewizyjny, pokazujący lśniący skarbiec wypełniony pieniędzmi. Apodyktyczny głos obwieszcza: „W Banku Magazynowym Solid Gold twój depozyt oparty jest na 100 proc. rezerw. Wszystkie twoje pieniądze czekają na ciebie przez cały czas. Nie jesteśmy jak inne banki [kamera cofa się, by pokazać sąsiadujący, pusty skarbiec, po którym latają mole], które utrzymują tylko (mój Boże!) rezerwę cząstkową”.

[20] Można powiedzieć, że większość ludzi woli „umieścić swoje pieniądze tam, gdzie są mole”.

[21] W celu zapoznania się z bardziej wyczerpującymi dowodami obrony bankowości opartej na rezerwie cząstkowej przez Misesa, zob. White (1992).

[22] Rothbard (1990, s. 34) dowodzi, że wydobycie złota nie jest społecznym marnotrawstwem, nawet jeśli zwiększona podaż złota nie przynosi żadnych korzyści monetarnych, ponieważ złoto jest towarem przydatnym do wytwarzania biżuterii, wypełniania zębów i tak dalej. Ale kwestia społecznego marnotrawstwa spowodowanego narzuceniem wymogu trzymania 100 proc. rezerw przez banki nie dotyczy kosztu wydobycia złota do celów niemonetarnych. Dotyczy kosztu wydobycia tej części zasobów złota przeznaczonych do skarbców bankowych, która jest większa niż ilość złota, którą nabyłyby banki, gdyby mogły swobodnie ustalać stopę swoich rezerw.

[23] W rzeczywistości względna cena złota wzrosła od kiedy zdemontowano standard złota, gdyż niewiele banków centralnych wyprzedało swoje rezerwy złota i, co zrozumiałe, społeczeństwo zaczęło gromadzić złoto jako zabezpieczenie przed inflacją. Por. Garrison (1985).

[24] Nasze prace na temat cykli i kryzysów to: Selgin (1989; 1992; 1993) i White (1984, s. 18–19, 44–49, 53, 103–113; 1993). Łatwo widać, że zarzut Hoppego, mówiącym że White „nigdzie nie wspomina o problemie cykli koniunkturalnych” jest fałszywy. Nawet rzut oka na spis treści jedynej pracy White’a, którą Hoppe cytuje, ujawnia kilka wzmianek o problemie cykli koniunkturalnych (White 1989, s. 6, 77, 81–84, 142, 159). White (1992, zwłaszcza s. 524–526 i 532, n. 29) bezpośrednio odnosi się do poglądu Misesa na bankowość i cykl koniunkturalny,  łącznie z „austriacko-Misesowskim twierdzeniem, że każdy zastrzyk kredytu fiducjarnego musi spowodować cykl koniunkturalny”, które stanowi punkt wyjściowy dla ekonomicznej krytyki wolnej bankowości, dokonanej przez Hoppego. Należy zwrócić uwagę, że Mises nie podzielał poglądu Hayeka (zob. White 1995), że należy oczekiwać, iż banki komercyjne utrzymujące rezerwę cząstkową, niepoddane kontroli banku centralnego, będą dokonywać nadmiernej ekspansji i w wyniku tego generować ciągle cykle koniunkturalne.

[25] Hoppe (s. 65 n. 19) odnosi się do tego jako do „starego Humeowskiego spostrzeżenia”.

[26] Tak więc Hoppe (s. 72) podkreśla, że trzymanie pieniędzy „nie jest kupnem ani dóbr konsumenckich, ani dóbr inwestycyjnych”.

[27] Zatem oprocentowane depozyty na żądanie nie są niezgodne ze zdrową bankowością.

[28] Może być tak, że ten warunek ceteris paribus rzadko występuje w rzeczywistości. Może być tak, że zmiana obligacji na pieniądze jest zazwyczaj połączona ze zmianą stopy procentowej, tzn. towarzyszy jej zwykle zmiana w kierunku teraźniejszości (lub w kierunku przyszłości) w planowanym profilu czasowym konsumpcji. Niemniej jednak te zmiany są pojęciowo odmienne. To założenie ceteris paribus pozwala nam analizować ich skutki oddzielnie.

[29] Lecz jak banki mogą zwiększać ilość swych depozytów na żądanie, jeśli całkowite rezerwy bankowe się nie zmieniły? Zwiększony (w stosunku do dochodów) popyt na trzymanie depozytów na żądanie oznacza, że wypisuje się mniej czeków na każdego dolara trzymanego na saldach rachunkowych. Krańcowy dolar na depozycie stanowi mniejsze zagrożenie dla rezerw banku. Dlatego bank może bezpiecznie zwiększać liczbę depozytów względem ilości rezerw, zwiększając liczbę depozytów do momentu, gdy wzrastające koszty płynności i odsetek oraz inne koszty na ostatnim dolarze depozytowym znów nie zrównoważą krańcowego przychodu z dolara w aktywach (Selgin 1994b).

86 odpowiedzi na „Selgin, White: W obronie środków fiducjarnych: Nie jesteśmy dewo(lucjonistami), jesteśmy uczniami Misesa!”

  • Pierwszy!!! 🙂

  • „Korzyści rosną dla pożyczkobiorców banku, cieszących się większym zasobem kredytu średnioterminowego oraz dla każdego, kto pracuje, używając wyposażenia kapitałowego, zwiększonego dzięki kredytowi fiducjarnemu.”
    O jakie zwiększone wyposażenie kapitałowe chodzi?

  • Ja uskuteczniam rezerwę cząstkową nieustannie. Pracuję w pewnej firmie i wiem, gdzie szefu chowa utarg. Zamiast tam leżeć bezczynnie, to kiedy nie widzi, wyciągam krótkoterminowo utarg i inwestuję na giełdzie. Dostarczam dzięki temu kapitału firmom i zwiększam wzrost gospodarczy.
    Spokojnie, spokojnie. Całość nadzoruje moja żona. Sprawdza wartość naszych aktywów, mieszkania, samochodu i kilku rowerów Scotta (polecam wycieczki nad Wisłę, cudo!) i ustaliliśmy, że nie wyciągam więcej utargu niż te aktywa wynoszą. Także całość jest zabezpieczona nowoczesną księgowością.
    Mam nawet opracowany model i wiem, kiedy szefu przychodzi po utarg. Przez miesiące obserwacji udało mi się sprawdzić dokładnie, kiedy ten utarg składa i kiedy go wyciąga, jak zajdzie potrzeba. To też zależy od ogólnej sytuacji firmy, także zbudowałem sobie mały ekonometryczny modelik w tym celu. Sprawdza się jak na razie w 100%.
    Robię świetną robotę. Gdyby nie ja, to pieniądze leżałyby bezczynnie gdzieś tam, a szefu robiłby za Scrooga. Zamiast tego powinienem dostać medal za robotę, którą ciężko odwalam na rzecz polskiego PKB.

  • Bzdury.

    Jeśli bank ma możliwość utrzymywania częściowej rezerwy to z miejsca staje się przedsiębiorcą szczególnego uprzywilejowania.
    Wszystkie przedsiębiorstwa dążą do maksymalizacji zysku. Dążenie do tego celu przez przedsiębiorstwa, które nie są bankami prowadzi do zrównoważenia rynków cząstkowych. Banki natomiast dzięki przywilejowi rezerwy częściowej dążąc do maksymalizacji zysku wprowadzają NIERÓWNOWAGĘ na rynku dóbr i usług. Ład instytucjonalny pozwalający na istnienie rezerwy częściowej pozwala na indukowanie ekspansji kredytowej, która staje się SYSTEMATYCZNYM czynnikiem nierównowagi rynkowej.
    Rynek w szerokim ujęciu zawsze i wszędzie dąży do zredukowania zysku do zera ceteris paribus. Oznacza to, że ten cel zostanie osiągnięty (w systemie rezerwy częściowej) w dwóch przypadkach.
    1. nacjonalizacja sektora bankowego (de facto likwidacja jego rynkowej funkcji)
    2. zniszczenie wartości pieniądza na którego bazie następuje generowania środków fiducjarnych
    Chyba, że ekonomia austriacka to stek bzdur i istniej możliwość TRWAŁEGO zysku. Czyli ciągłe niedyskontowanie środków fiducjarnych i traktowanie ich na równi z gotówką. Wtedy tę nadwyżkę wartości wynikającą z błędnego szacowania ciągle będą przejmować właściciele banków. Tylko, że wtedy skończy się to całkowitym zniewoleniem całych narodów przez bankierów. W imię wolności dla „pieniądza” fiducjarnego powstanie nieznana dotąd w świecie tyrania. Good luck, and good night!

  • Ad 3 Johny Bravo
    Doskonałe wykorzystanie rezerwy cząstkowej. Wykryłem tylko jeden błąd, który musisz natychmiast poprawić.
    Gdy inwestujesz te pieniądze to pamiętaj aby robić to używając dźwigni finansowej, a ponieważ rezerwa cząstkowa to już dźwignia finansowa, tak więc wyjdzie Ci dźwignia finansowa do kwadratu. Nawet jeden grosz się nie zmarnuje tylko będzie służył gospodarce.

  • DFL^2? Czy możesz rozwinąć tę koncepcję? Co się wtedy dzieje z DOL i DTL?

  • „DFL^2? Czy możesz rozwinąć tę koncepcję? Co się wtedy dzieje z DOL i DTL?”
    Zakładam, że to pytanie skierowane do mnie.
    Johny Bravo napisał, że inwestuje te pieniądze (z rezerwy cząstkowej) na giełdzie, ja napisałem żeby zastosował jeszcze dźwignię finansową. Jeżeli nie zrozumiałeś na podstawie tych dwóch informacji związku, to moje tłumaczenie Ci nie pomoże.

  • @ 4!
    Ekonomia austriacka to prawda.
    Natomiast rzeczywistością, a nie jakąś odległą przyszłością, jest niewolenie przez bankierów całych narodów poprzez dług publiczny będący efektem rezerwy częściowej.

  • @3, robisz to bez wiedzy i zgody szefa. Banki robią za pełną zgodą i wiedzą świadomych, dorosłych inwestorów.

    @4, każdy przedsiębiorca, któremu inwestorzy powierzą środki, jest w pewnym sensie specjalnie uprzywilejowany, bo może te środki stracić (celowo lub nie), a za tym idą dramaty ludzkie, pozwy itd. Takie życie. Ciągłe niedyskontowanie środków fiducjarnych jest wg mnie możliwe, ceteris paribus jak to piszesz, zakładając brak zewnętrznych perturbacji polityczno-wojennych. Inna sprawa że przy takich perturbacjach rezerwa 100% też nie zapewnia bezpieczeństwa. Czemu uważasz, że brak dyskonta środków fiducjarnych to „błędne szacowanie”?

    @8, „dług publiczny będący efektem rezerwy częściowej” – interesujące. To wina bankierów, że Rostowski wypuszcza masę obligacji? A głód w Afryce, klęski suszy i burze magnetyczne na Słońcu to też ich wina?

  • Na to, że dług publiczny nie musi mieć żadnego związku z bankowością taką czy śmaką jest jeden prosty przykład: http://www.indexmundi.com/estonia/public_debt.html

  • @ panika2008!

    Jak widać żyjesz marzeniami o powrocie sytuacji z XIX i początków XX wieku.
    W samych USA w pewnym momencie było około 700 różnego rodzaju walut /chociaż nazywały się identycznie/ i uporządkował to dopiero standard złota.
    Jednak 15.08.1971 r. standard złota został zarzucony. Tym samym pieniądz-towar został zastąpiony pieniądzem-narzędziem ekonomicznym.

    Jest spowolnienie gospodarcze, jednak ilość towarów/usług dostępnych na rynku rośnie.
    Zatem przy stałej ilości pieniędzy w obrocie gospodarczym powinna występować deflacja, a jednak stale rosnące ceny są oznaką inflacji, czyli pojawiania się w gospodarce ilości pieniędzy znacznie przekraczające wzrost PKB.
    Pytanie I: skąd się biorą pieniądze, skoro np. NBP ma prawo jedynie do emisji znaków pieniężnych?
    Odpowiedź jest prosta: emitują je banki komercyjne jako kredyt na podstawie rezerwy częściowej.
    Pytanie II: Dlaczego tych pieniędzy równoważących wzrost PKB nie emitują banki centralne?
    Odpowiedź: Bo właściciele banków znacznie mniej by zarobili.
    Pytanie III: Dlaczego powstał dług publiczny?
    Odpowiedź: Bo rządy te sfałszowane przez banki komercyjne pieniądze pożyczają od fałszerzy. De facto je „piorą”.

    I taka jest prawda o obecnym systemie bankowo-finansowym.

    Musi nastąpić radykalna zmiana tego systemu, gdyż inaczej grupa właścicieli Fedu stanie się właścicielem całego świata.

    Reforma systemu bankowego powinna zmienić wiele powszechnie teraz funkcjonujących rozwiązań, ale to temat na potężną pracę. Ja zasygnalizuję kilka punktów, które, moim zdaniem, powinny zostać uwzględnione:
    1) Koniec kredytu. Pozostają jedynie pożyczki, czyli rezerwa 100%.
    2) Likwidacja podporządkowania banków centralnych spekulantom walutowym.
    3) Przekształcenie banków centralnych w banki emisyjne, co wiąże się m. in. z zakazem przeprowadzania operacji otwartego rynku
    4) Zakaz udzielania przez banki centralne pożyczek bankom komercyjnym.
    5) Corocznie emitowane przez banki emisyjne pieniądze mają być przekazywane do budżetów państw jako ich przychód, a nie przekazywane bankom komercyjnych jako podstawa do „lewarowania”, czy stosowania „dźwigni”.

    To tak tylko rzucenie hasła, bo temat jest baaaaaaaardzo obszerny.

  • „Corocznie emitowane przez banki emisyjne pieniądze mają być przekazywane do budżetów państw”, itd – na pewno nie pomyliłeś adresu np. z http://www.krytykapolityczna.pl ?

  • @panika2008!
    Nie! nie pomyliłem adresu.
    Natomiast widzę, że naruszyłem jakiś wyznawany przez Ciebie dogmat.
    Dogmaty, jak wiadomo, są domeną wszelkiego rodzaju religii, natomiast w nauce ograniczają swobodę myślenia. Są zatem hamulcem postępu.

    Gdyby nie to ograniczenie łatwo byś zauważył, że skoro już wypróbowane metody nie przynoszą skutku w postaci rozruszania gospodarki światowej, to należy poszukać rozwiązań nowych, dotychczas nie stosowanych.

    Gdzie szukać ludzi zdolnych do zerwania z tradycyjnym myśleniem, jeśli nie wśród tych, którzy oprócz oporu wobec narzucanego przez media głównego nurtu sposobu widzenia świata, mają odpowiednie kwalifikacje?

  • Ad 9 Przedsiębiorca, który prowadzi magazyn np przechowalnię bagażu, jeśli obraca powierzonym mu towarem i nie wydaje go na żądanie klienta to jest uznany za oszusta i firma bankrutuje,a sam ma problemy z prawem. Państwo nie gwarantuje mu specjalnych pożyczek w razie,gdyby akurat puścił obieg w celu zarobkowym walizkę,którą powierzono mu do przechowania. Nie gwarantuje też klientom zwrotu walizek lub ich równowartości. Państwo nie gwarantuje tego także instytucjom finansowym nie będącym bankami. Dlatego m.in. banki działające w systemie rezerwy cząstkowej są uprzywilejowane gwarancjami państwa. Te gwarancję są konieczne, gdyż w przeciwnym razie system byłby jeszcze bardziej niestabilny i skłonny do upadku. Z kolei, system banków z rezerwą 100% mógłby działać bardziej stabilnie niż system obecny bez żadnego uprzywilejowania.

  • dlatego też Rothbard słusznie mówił,że bankierzy z natury swojej działalności (rezerwa cząstkowa) zwracają się o pomoc do państwa.

  • Ad joker
    Cała prawda o systemie rezerwy cząstkowej, nic dodać, nic ująć.

  • @joker, słaby argument, generalnie każdy przedsiębiorca, a im większy kapitał tym bardziej, w sytuacji problemów biznesowych próbuje „pociągnąć za sznurki”. Nie wydaje mi się żeby akurat bankierzy się jakoś specjalnie wyróżniali.

  • Ten tekst powiększa tylko zamęt w głowach, bo sami autorzy mają zamęt w swych głowach. Dlaczego został tu opublikowany? Sprawa którą się zajmuje jest najważniejszą sprawą współczesnych systemów, więc powiększanie zamętu jest wyjątkowo niekorzystne.
    Komentarze do tekstu nie są właściwym sposobem uprzytomnienia czytelnikom błędów popełnianych przez autorów.

  • Mam pytanie do szanownego gremium. Gdzie rodzi się zło?
    1) Mam 10000,- i zanoszę je do banku. Następnego dnia wypłacam 9000,- i wydaję na cegły.
    2) Mam 10000,- i zanoszę do banku. Mój szwagier Kazik prosi mnie o pożyczkę 9000,- na cegły. Następnego dnia idziemy do banku i przekazuje mu pieniądze przy okienku wypłat.
    3) Mam 10000,- i zanoszę do banku. Następnego dnia Mietek dostaje kredyt 9000,- na cegły.
    Gdzie rodzi się inflacja i całe zło tego świata powodowane przez rezerwę cząstkową?
    Bardzo proszę o szybką odpowiedź bo nie mogę spać. Mam na imię Józek. Czy chodzi o imiona?

  • Ad Jego Królewska Mość
    Zło tkwi w punkcie trzecim, gdy bank z wpłaconych pieniędzy zrobi 333.333,33 zł kredytu.

  • W 1 i 2 przypadku ilośc pieniędzy sie nie zmieniła. Jest 10000.
    W 3 przypadku ilośc pieniędzy jest już 19000.

  • @totus, to nie wiesz? Przecież wg połowy tu obecnych radykałów szkoły austriackiej pożyczanie na procent pożyczonych wcześniej pieniędzy – czyli kreacja pieniądza kredytowego – powinno być zakazane. Normalnie jakiś powrót do Średniowiecza. Prosta recepta na sukces, coś jak łapanie wróbli ongiś zaproponowane przez tow. Mao.

  • @21
    No właśnie. To ta nowa matematyka ekonomiczna. Ja jestem pewien, że na rynku jest tyle samo pieniędzy. Wzrosły salda banku. Na moim rachunku jest 10000 choć tak naprawdę w skarbcu jest tylko 1000. To jest jasne. Podobnie zresztą wygląda moje saldo na lokacie terminowej. Ale gdzie jest pusty pieniądz powodujący inflacje? Od pisania sald na plocie jeszcze ceny transakcyjne nie rosną. Czy może już rosną? Wymyśl coś lepszego jako powód inflacji. Powiększanie sald bankowych to za mało. Salda bankowe to nie pieniądze.

  • grudge, coś Ci się pomyliło w obliczeniach. Bank udzielił 9000 kredytu. Z jednorazowo pozyskanych 10000 nie może udzielić więcej (no dobra, może 10000, to wszystko). Efekt mnożnika pieniądza występuje tylko, jeśli pozyska dodatkowe depozyty od – przypominam – świadomych, dorosłych ludzi (przy czym jest taki mały twist że depozyty nie muszą być pożyczane przed kredytowaniem, mogą jednocześnie – co jednak nie zmienia faktu że obydwie strony, uznawana i obciążana, wyrażają SWOJĄ PREFERENCJĘ RYNKOWĄ co do stworzenia środków fiducjarnych, a jest to możliwe jeśli mają WOLNY WYBÓR co do tego, jakie umowy z bankiem mogą podpisywać).

    Bardzo by ułatwiło, gdyby niektórzy z Was lepiej zrozumieli mechanikę działania banków z rezerwą częściową.

  • @20
    Wiem, tak piszą w internecie. Ale Ty nie umiałbyś pokazać tego krok po kroku jak w ten sposób wypływają pieniądze na rynek i podnoszą się ceny transakcyjne. Nie rosną salda banków, bo zeszycie można wszystko napisać, tylko rosną ceny transakcyjne.

  • @panika2008
    Ty chyba nie rozumiesz, że bankier rozporządzający pieniędzmi deponenta, pożycza pieniądze deponenta przywłaszczone sobie przez ten bank, a nie pożyczone od tego deponenta. Deponent ma z bankiem zawartą umowę depozytu, a nie pożyczki. Niech zawrze umowę pożyczki a nie depozytu, i wtedy bedą to dopiero pożyczone przez bankiera pieniądze.
    W konsekwencji mamy równocześnie dwóch właścicieli tej samej rzeczy, deponenta i bank, czyli mamy do czynienia z prawdziwym właścicielem i udającym właściciela.
    Prawo własności jest prawem wyłącznym, z wyłączeniem innych przysługujące jednemu podmiotowi.

  • ad 22
    Paniko, nie wprowadzaj zamętu, nie na procent, tylko jakakolwiek kreacja pieniądza.
    I nie tylko radykałów szkoły austriackiej, tylko najwybitniejszych myślicieli w historii teorii monetarnej: Hume’a, M. Friedmana, J. Tobina, I. Fishera i innych.
    Sprowadzanie tego do epitetów o średniowieczu to wyjątkowo wygodna demagogia i mój subiektywny gust mi mówi, że większa niż demagogia drugiej strony 😉
    Przykro mi, ale tęższe i wybitniejsze umysły są w nurcie obrońców 100% rezerwy niż w nurcie apologetów rezerw cząstkowych (co oczywiście nie przesądza o niczyjej słuszności).
    pozdrowienia

  • Słuchajcie, Dyskutanci Drodzy. Mam wrażenie, że obydwie strony wypaczają istotę działania współczesnego banku. Bank dzisiaj TWORZY depozyty z niczego, kiedy uzna, że znalazł pożyczkobiorcę o satysfakcjonującej zdolności kredytowej. Nie ma tu tak naprawdę korzystania z cudzych depozytów, wbrew temu co piszą obrońcy rezerw 100%. Nie muszą także napływać od kogokolwiek depozyty, wbrew temu co pisze Panika.
    Bank po prostu znajduje obiecującego odbiorcę środków i „drukuje” dla tego odbiorcy depozyt. Niestety nie każdy tak może.

  • Ad 19
    Może być jeszcze czwarty przypadek. Pożyczasz Kazikowi pieniądze i umawiasz się, że możesz je w każdej chwili odebrać. Wtedy Kazik sprzeda dom i ci odda. Ufasz Kazikowi i wiesz, że masz to u niego „jak w banku”. Z punktu widzenia inflacji i kreacji pieniądza jest to przypadek równoznaczny z trzecim, tyle że żaden bankier się nie pożywi.

  • Panie Marianie Kucharski, niech Pan się tak nie unosi, nikt Panu Pańskich wielce ważnych pieniędzy nie zabiera przymusem i gwałtem, proszę przeczytać umowę którą Pan z bankiem – jak rozumiem jako dorosły, trzeźwy, zdrowy psychicznie człowiek – dobrowolnie podpisał. Chodzi o umowę w której bank określa co może zrobić z pieniędzmi, które Pan mu powierza na koncie jako depozyt. Skoro się Pan zgodził, to ja tu nie widzę żadnej przemocy, no chyba że to jakaś forma masochizmu.

  • „Prawo własności jest prawem wyłącznym”, toteż pieniądze, które Pan do banku zaniósł (konkretne fizyczne papierki; w systemie ze złotą walutą byłyby to złote monety albo sztaby) zawsze są własnością jednego konkretnego podmiotu. Inne podmioty mają do tych papierków warunkowe roszczenia. Czy już Pan zrozumiał, jak działają banki?

  • Ad totus 20
    Nie wiem dlaczego uważasz, że nie potrafiłbym tego rozpisać? Cały cykl opisali już Hayek i Rothbard, także można skorzystać z ich prac.

    Ad panika 2008
    Sorry ale po tym co napisałeś na libertarianizm.net do krzysia nie mam ochoty z Tobą dyskutować.

  • @26
    Cały artykuł jest o świadomości klienta banku. Ale świadomość klienta nie ma wpływu na to czy pożyczane pieniądze klienta są puste (inflacyjne) czy nie. Na wyciągu bank pokazuje saldo rachunku, czyli to ile jest winien klientowi. Nie pokazuje gotówki. Spróbuj to zaksięgować. Lub porozmawiaj z księgowym na ten temat. Konto gotówkowe banku to zupełnie inne konto. Gdy wpłacam 10000,- to na moim koncie pojawia się 10000,-, które bank jest mi winien i na koncie kasy banku pojawia się 10000,- gotówki. gdy wypłacę 9000,- to na moim koncie widać, że bank jest mi winien 1000 i na koncie kasy banku jest 1000,- gotówki. Gdy pieniądze pożyczone są innej osobie to na moim koncie jest to co jest mi winien bank czyli 10000,-, na koncie pożyczkobiorcy jest 9000,-, które jest winien bankowi i na koncie kasy banku jest 1000,- gotówki. W pierwszym przypadku aktywa i pasywa banku równe są 1000,-, a w drugim przypadku aktywa i pasywa banku równe są 10000,-. W obu przypadkach 9000,- jest na rynku. Słowem. Rezerwa cząstkowa nie ma wpływu na wzrost inflacji. Tak twierdzę. Bo do tej pory nikt nie pokazał mi, że ma. Ciągle słyszę, że ma, tylko nigdzie nie mogę znaleźć dowodu na to. Całego mechanizmu tworzenia tego inflacyjnego pieniądza. Taki obiegowy pogląd służy rządowi zdejmując z niego odpowiedzialność za inflację. W rządzie upatruję źródło tego mitu. Czy system jest moralny czy nie i czy jest stabilny czy nie to inna dyskusja. Dla inflacji jest neutralny. Słusznie zauważono, ze każdy ma wybór i może trzymać pieniądze w domu lub w skrytce bankowej ze 100% zabezpieczeniem i każdy tego wyboru dokonuje. Ty również.

  • Jeszcze do miłośników teorii, że wpłacając depozyty podpisujemy dobrowolną umowę o stworzeniu środków fiducjarnych.
    Przejrzałem regulamin „mojego” banku Millenium i nie ma tam ani słowa o tym, że bazuje na rezerwie cząstkowej.

  • Ad totus
    skoro jest rezerwa cząstkowa jest neutralna to jak wytłumaczysz, że:
    „Na Węgrzech relacja kredytów do depozytów sięga 150 proc. …”
    http://www.obserwatorfinansowy.pl/badania-i-raporty/kryzys-w-europie-nam-tez-juz-moze-zaszkodzic/

    czy w tej tabelce
    http://forsal.pl/grafika/414972,39768,wskaznik_wartosci_kredytow_do_depozytow_jest_najnizszy_w_banku_handlowym_i_wynosi_58_proc.html
    kredyty pięciu banków przekraczają depozyty.

    Zwolennicy rezerwy cząstkowej gdy piszą, że kredyty są spłacane, zapominają, iż w międzyczasie zostały zaciągnięte już następne, które przez cały czas napędzają ekspansję kredytową i inflację.

    Co do rozchodzenia się kredytów w gospodarce i jak to wpływa na inflację to naprawdę nie chce mi się streszczać ASE.

  • @28, ależ oczywiście że każdy może to zrobić (pomijając głupie regulacje polskiego prawa). Mogę prowadzić zeszyt, w którym napiszę sobie że obywatel X (za jego zgodą) jest mi winien 1000 rothbardów, co zabezpiecza jego dom kupiony od Y (za jego zgodą), natomiast Y w zamian z sprzedaż domu X-owi dostaje u mnie na koncie 1000 rothbardów. Nie ma tu żadnej magii i nadludzkich możliwości. Jedyne, co konieczne, to żeby zarówno X, jak i Y mieli do mnie b. wysokie zaufanie – kwintesencja biznesu.

    Tak sobie wczoraj pomyślałem – przeciwnicy kreacji pieniądza kredytowego są właśnie w istocie przeciwko pewnym procesom wzrostu zaufania w społeczeństwie, tzn. nie godzą się na trójstronne związki zaufania kredytobiorca-bankier-kredytodawca. Dziwne. Zaufanie to dobra rzecz – o ile nikt nikogo do niczego nie zmusza.

  • @32, bosh, libertarianie i te wasze kanapowe koterie.

  • @34, mylisz się, nie doczytałeś dokładnie. Wrzuć gdzieś skan umowy to Ci wskażę, gdzie to jest napisane.

  • @35, po raz kolejny dowodzisz, że nie wiesz, o czym piszesz. Kredyty to nie wszystkie aktywa, a depozyty to nie wszystkie pasywa. Zamiast się jarać tym co piszą popekonomiczne portale, sięgnij do źródła i spróbuj zrozumieć:

    http://www.citibank.pl/poland/homepage/polish/reports1/files/12_q3pl.pdf

    szczególnie strona 6. Zwróć np uwagę na dość pokaźne wartości pozycji „dłużne papiery wartościowe dostępne do sprzedaży” i wszelkie kapitały (tak, kapitały, bez paru miliardów kapitałów nie sposób prowadzić bank).

  • Panie Mateuszu, odnośnie „jakiejkolwiek kreacji pieniądza”, kiedy ja naprawdę nie widzę istotnej różnicy między wykopaniem nowej porcji złota z ziemi, a utworzeniem związku zaufania między trzema dorosłmi, świadomymi osobami. „Nie muszą także napływać od kogokolwiek depozyty, wbrew temu co pisze Panika.” – ależ ja nic takiego nie pisałem. Wręcz przeciwnie, explicite zaznaczyłem, że depozyt może być stworzony w momencie tworzenia kredytu. Co nie zmienia faktu, że wszystkie strony muszą się na to godzić, a tak naprawdę operacja ta z tego, co mi wiadomo, zawsze wygląda tak, że zarówno kredyt jak i uznanie jest na konto tej samej osoby – no to już trochę dziwnie jest się tu doszukiwać jakichś spisków i czarnej magii. Skoro znajdę Józka, który się zgadza i swym majątkiem i reputacją gwarantuje… a ja mu w zeszycie napiszę że jednocześnie ma u mnie na koncie (=jestem mu winien) 1000 rothbardów, jak i jest mi winien 1000 rothbardów, a on to na trzeźwo przeczyta i podpisze…

  • @35
    Można to wytłumaczyć na wiele sposobów. Jednym z nich są kapitały własne banków. Czyli np. spieniężyli listy zastawne w banku centralnym. Ale to bank centralny drukuje, a nie banki „komercyjne” tworzą kredyt z powietrza. Niedopasowanie czasowe wkładów i kredytów może doprowadzić do braku płynności. Po dostarczenie płynności banki zgłaszają się do centrali, bo stworzony przez polityków to umożliwia. Bank centralny dostarcza płynności z drukarni. Ale znów, to drukuje rząd poprzez bank centralny, a nie banki tworzą kredyt z powietrza.

  • @35 Ale żeby precyzyjnie odpowiedzieć to trzeba by obejrzeć bilans takiego banku i dowiedzieć czym finansowane są aktywa banku. Masz świetne narzędzie by się tego dowiedzieć. Banki spółki giełdowe publikują swoje bilanse i rachunki wyników. Tam można się dowiedzieć jak są finansowane nierówności miedzy kredytami i wkładami. Na końcu zawsze się znajdzie jakieś współdziałanie banku centralnego lub obligacje rządowe. Tak czy inaczej rządową drukarnie. Nie ma tam powietrza, z którego banki robią kredyt.

  • Ad 33 (totus)
    1. Jeśli nie dostrzegasz, że w gospodarce mamy już 19000 a nie 10000 jednostek pieniądza, a więc że zwiększyła się ilość pieniądza, to nie ma o czym dalej rozmawiać.
    2. Jeśli nie przyjmujesz do wiadomosci, że nadal deponent jest właścicielem depozytu, i że pożyczenie pieniędzy jest przeniesieniem prawa własności na pożyczkobiorcę, to też nie ma dalej o czym rozmawiać.

  • Ad panika2008
    Mój ostatni post do Ciebie. Tyle razy w dyskusjach balcerek Cię zaorał, że nawet nie czytam Twoich postów i tak nie napiszesz nic czego by we wcześniejszych dyskusjach balcerek nie obalił.

    Ad totus
    Myślałem, że mi ten wywód udowodnisz krok po kroku ale w porządku sam zajrzę do sprawozdań.

  • Panie Marianie, ale co jest złego w tym, że w gospodarce przybędzie pieniądza? Że co, wykopanie go spod ziemi jest bardziej kosher niż stworzenie w ramach relacji zaufania między ludźmi? A deponent jest właścicielem depozytu, tyle że z chwilowo ograniczonymi prawami (wg dobrowolnie podpisanej umowy). Tak samo, jak samochód, który oddajesz do lakierni. Niby jest cały czas Twoją własnością, ale „obraca” nim ktoś inny.

    grudge, a ja się upieram że powinieneś sobie znaleźć lepsze źródła informacji, niż, że tak powiem, „ekonomiczne Pudelki” 😉

  • @panika2008,
    ale w jednym miejscu napisał Pan, że bank w kreacji jest ograniczony depozytami, które dobrowolnie pozyskuje od klientów, co nie jest do końca prawdą. Bank tworzy po prostu sobie pieniądze i komuś je przeznacza. Niestety nie każdy tak może. Jasne, że w tym wypadku decyduje dobrowolna umowa, ale na tej samej zasadzie rząd emitując obligacje podpisuje umowę z bankiem, że ten je kupi. A przecież nie o to się rozchodzi, tylko o „efekty zewnętrzne” tej operacji. Dzisiaj banki bezsprzecznie korzystają z preferencyjnego wobec nich prawa i tak było od zawsze. Od czasów powstania teorii pieniężnej, czyli od Hume’a. Dlatego w historii było kilku wybitnych ekonomistów, zwolenników 100% rezerw, choćby nie wiadomo jak pomysł wydawał się egzotyczny. W innym miejscu już pisałem, że na razie anarchokapitalizm jest niemożliwy, więc rozmawiajmy o możliwym kodeksie cywilnym. Wystarczy, że zniesie Pan prawo sprzyjające obecnie bankom i nałożony zostanie jasny obowiązek złożenia oświadczenia woli klienta o tym, że wyraża zgodę na to, aby jego środki nie pozostawały ciągle zdeponowane na koncie. Oświadczenie nie mogłoby by być zawarte w tradycyjnej umowie, musiałoby być na osobnej krótkiej kartce. Ot taka rekomendowana regulacja przez UOKiK 🙂 Gwarantuję Panu, że przy zniesieniu przywilejów bankowych, pomocy banku centralnego, i wprowadzeniu takiego obowiązku, w środowisku deflacji cenowej (spadających cen), ponad połowa środków obecnych na RORach trafiłaby do banków ze stuprocentową rezerwą, jeśli nie 90%.
    A może nie? Myśli Pan, że ci emeryci mający konta w PKO BP, albo korzystający z RORów do ciągłych rozliczeń (i płacący za te usługi), tak chętnie by taki papierek podpisały? Za cenę dostania dodatkowego procenta rocznie? W świecie bez inflacji cenowej?

  • Totus,
    banki drukują depozyty „z powietrza”. Przychodzi klient, pokazuje ile miesięcznie zarabia, ile może miesięcznie odkładać środków i mówi, że chce kupić dom. A bank na przykład podejmuje decyzję i „pstryk!”, oto i pieniądze dla klienta. Skąd? Znikąd. Ot tak po prostu. Zrównoważenie tej operacji w rachunkowości banku nie oznacza braku kreacji z powietrza. To jest tworzone z powietrza, bo tych środków, które dostaje ów klient w postaci kredytu, NIKT NIE OSZCZĘDZA. Wbrew powtarzanym w literaturze tezom nie ma tu pośrednictwa. Te środki są tworzone. Nie ma depozytu, nagle jest depozyt. Jasne, że bank bierze pod uwagę obietnice o spłacaniu, zabezpieczeniu i jednocześnie mówi do klienta, że ten przez tydzień w miesiącu ma od teraz pracować dla banku.
    Ale bank ma te środki po wydaniu komendy „niech się stanie”. To jest taki Midasowski mechanizm w bankowości rezerw cząstkowych.
    Oczywiście racja, że rola państwa jest tutaj nie do przecenienia.

  • @33
    Ad1) Zapisy na kontach to nie są pieniądze. Pieniądze to taki towar, który można na coś innego zamienić. Zapisu na koncie bankowym nie można na nic zamienić.
    Ad2) Z tym nie dyskutowałem. To nie ma znaczenia dla inflacji. Gdy ktoś Cię napadnie i okradnie z pieniędzy, które miałeś na buty i kupi za nie wódkę to, to nie ma znaczenia dla globalnego wzrostu cen. Może mieć odbicie na rynku butów i rynku wódki. Ale takich szczegółów nie rozważaliśmy.
    PS.
    Rozmowa z Tobą to nie jest moje marzenie. Nie chcesz rozmawiać to nie rozmawiaj.

  • @47
    „Przychodzi klient, pokazuje ile miesięcznie zarabia, ile może miesięcznie odkładać środków i mówi, że chce kupić dom. A bank na przykład podejmuje decyzję i „pstryk!”, oto i pieniądze dla klienta. Skąd? Znikąd. Ot tak po prostu. Zrównoważenie tej operacji w rachunkowości banku nie oznacza braku kreacji z powietrza.”
    hahaha
    Nie wierzę. Coś podobnego. Ustawiłeś mi dzień do końca.
    Tym się charakteryzuje religia. Nie ważne są dowody i rozumowanie. Ważne są terminy i wiara. Nie ważne, że w Polsce jest w bankach około bilion złotych i ciągle ta kwota rośnie. Ważne, że nie zostały nazwane depozytami tylko a-vista i ważne, że nie ma pisemnej zgody na ich pożyczenie tylko dorozumiana zgoda.
    Jak złodziej ci ukradnie pieniądze i kupi wódkę to się nazywa kreacja pieniądza z powietrza, a jak pożyczysz szwagrowi na wódkę to już kreacji nie ma. Te same przepływy ale inne interpretacje. Co to jest? Świetne.

  • @47
    Zrób takie doświadczenie. Ja takie zrobiłem. Wytypuj spośród swojego otoczenia osobę, która wydaje ci się najmniej zorientowana w systemie bankowym. Zapytaj ja skąd biorą się odsetki na jej rachunku lub dlaczego konto ma darmowe usługi. Potem dopytaj no to jak to jest, że na twoim koncie nie ubywa pieniędzy, jeżeli twoimi pieniędzmi obraca bank. Mnie nie udało się znaleźć nikogo, kto by nie odpowiedział, że odsetki się biorą z pożyczania wpłaconych pieniędzy. Drugiego zjawiska nikt nie potrafił wyjaśnić.

  • „w jednym miejscu napisał Pan, że bank w kreacji jest ograniczony depozytami” – w którym?

    „Bank tworzy po prostu sobie pieniądze i komuś je przeznacza. Niestety nie każdy tak może” – owszem, Pan też może (znowu – pomijając „drobne” szczegóły jak obwarowania działalności bankowej w prawie polskim, załóżmy że ich nie ma) – proszę założyć zeszyt i wpisać tam np. kuzynowi uznanie konta na 1000 machajów i równoważący kredyt. Voila – ma Pan bank z aktywami i pasywami po 1000 machajów, wykreował Pan 1000 machajów pieniądza. No, teraz pozostaje Panu „tylko” przekonać rynek do tego, że to rzeczywiście jest pieniądz.

    „Oświadczenie nie mogłoby by być zawarte w tradycyjnej umowie, musiałoby być na osobnej krótkiej kartce” – why?

    Niechże Pan wreszcie przyzna że jakiś bankier Panu na palec nadepnął i stąd ten jad 😉

    „Skąd? Znikąd.” – no tak, ale trzebaby jakoś racjonalnie udowodnić że to jest złe. Ja też tworzę wartość dodaną „znikąd” pisząc dla zleceniodawcy oprogramowanie, także nie wszystko, co powstaje „znikąd” jest bezwartościowe. Dlaczego akurat pieniądz bankowy, fiducjarny, kredytowy – jako relacja zaufania między trzema podmiotami umożliwiająca im zrealizowanie swoich potrzeb rynkowych – miałaby być mnie wartościowa, niż inne wytwory ludzkiego umysłu?

    „Wbrew powtarzanym w literaturze tezom nie ma tu pośrednictwa” – oczywiście że jest! Zapomina Pan, że potrzebny jest pośrednik wysokiego zaufania gwarantujący płynny clearing między b. dużą ilością klientów (w razie potrzeby wspierający operacje własnym kapitałem i/lub kapitałami awaryjnymi pozyskiwanymi z zewnątrz – nie, nie chwalę tu państwowych bailoutów, ale pożyczki awaryjne są starsze niż banki centralne) – tylko wtedy ten system może działać. Poza tym pośrednik musi gwarantować w jakimś minimalnym stopniu (minimalnym aktualnie, w docelowo całkowicie wolnym systemie bankowości – zapewne w dużo większym) wymienialność depozytów po pierwsze z innymi bankami, po drugie najprawdopodobniej z jakimś pieniądzem bazowym – aktualnie z papierem NBP, docelowo zapewne ze złotem.

    Dlatego właśnie Rothschild założył bank, a jak sądzę Pan czy ja tego nigdy nie zrobimy 🙂

  • ad 49,
    „Tym się charakteryzuje religia.”

    Tym charakteryzują się opracowania najważniejszych ekonomicznych myślicieli w historii teorii pieniądza. Nic nie poradzimy na to, że najwybitniejsi z tych myślicieli są jednocześnie zwolennikami stuprocentowej rezerwy, większymi bądź mniejszymi (Hume, Fisher, Friedman, trochę Tobin, późny Mises).

    Tym charakteryzują się opracowania ekonomistów na stronach Międzynarodowego Funduszu Walutowego (nie są kapłanami żadnej religii).

    Cytat z tekstu MFW
    „pasywa banków nie są makroekonomicznymi oszczędnościami, mimo iż na poziomie mikroekonomicznym mogą tak wyglądać. Oszczędności są stabilną zmienną, więc opierając się w całości na pozyskiwaniu stabilnych oszczędności, banki nie byłyby w stanie inicjować nagłych ekspansji i regresów kredytu, które ciągle obserwujemy w praktyce. Pasywa banków są raczej pieniędzmi, które mogą być tworzone i niszczone natychmiast. Newralgiczne znaczenie tego faktu wydaje się całkowicie zapomniane w większości współczesnej literatury makroekonomicznej na temat bankowości”

    Pozwolę sobie powtórzyć – jeśli ktoś bierze kredyt, to tworzony jest nowy depozyt. „Z powietrza”, nawet jeśli jest zabezpieczony domem i zdolnością kredytową, jest nowym pieniądzem. Nikt inny poza bankiem nie jest w stanie tego zrobić. To nie jest depozyt kogoś innego, bo tamten jest dalej nieruszony. Nawet dalej jest zaksięgowany.

    Rozumiem, że dla osób, które codziennie zajmują się księgami, finansowymi innowacjami, ta zewnętrzna perspektywa może się wydać dziwna. Niemniej jednak to nie religia, tylko sensowne rozumowanie, które doprowadziło do powstania najlepszych teorii makroekonomicznych w historii nauki ekonomii.

    ad 51

    Napisał Pan coś przy mnożniku o tym, że bank w kreacji kredytu ograniczają posiadane depozyty, ale może to źle zrozumiałem.
    Co do reszty, problem jak zapewne Pan wie, w tym, że pewne „drobne szczegóły” nie są takie drobne. Moje fiducjarne pieniążki będą przez państwo tępione w przeciwieństwie do fiducjarnych pieniążków, które generują koncesjonowane banki, korzystające z dostępu do banku centralnego, bankowego funduszu gwarancyjnego i opieki państwa.

    pozdrowienia 🙂

  • Swoją drogą uważam, że wypracowałem idealny kompromis między stuprocentowcami a rezerwowcami. Likwidacja banku centralnego, likwidacja bfg, parasoli ochronnych państwa, koncesjonowania działalności i wymóg wprowadzenia jednostronicowych oświadczeń woli (wzór przygotuje UOKiK :)) w wypadku prowadzenia banku ze środkami fiducjarnymi.
    Ba, żeby dać zadość etatystom, zakażemy instytucjom z rezerwą cząstkową nazywać się „bankami”. „Banki” będą tylko stuprocentowe. Mogą powstawać z rezerwą cząstkową, ale to będą inne firmy z inną nazwą.
    Wszystko po to, żeby ktoś potem nie mówił, że ludzie na coś nie wyrazili zgody. Ani stuprocentowcy („umowa jest niejasna”), ani późniejszy nacjonalizujący banki („ludzi trzeba chronić, bo oni przecież nie wiedzą”).

    Co może się nie podobać w tym pomyśle zwolennikom rezerwy cząstkowej? Przecież dostarczam broni do wprowadzenia prawdziwie wolnej „wolnej bankowości”?

  • Ad totus 50
    W dalszej części ekspertu trzeba się jeszcze zapytać czemu odsetki z lokat są wyższe niż z depozytów.
    Konta są darmowe tylko w teorii. Ja mam „darmowe” konto ale muszę płacić za kartę, inaczej wysokie opłaty w kasie.

  • No to Panie Mateuszu, proszę mieć pretensje do prawodawców, a nie do systemu bankowego. Bo to prawodawcy będą tępić Pana wolną walutę, bankierzy mogą najwyżej na nią ponarzekać, tak jak pan narzeka na nich 😉

    Co do mnożnika – oczywiście że jego wzrost jest ograniczony preferencją rynkową co do utrzymywania bilansów w bankach i generalnie, historycznie patrząc, w czasach gdy państwo nie wspierało banków w tak szalony sposób, jak dziś, banki dbały o dobre zabezpieczenia i mnożnik nie wystrzeliwał nigdy do poziomów tutaj sobie rojonych przez co niektórych.

    „wymóg wprowadzenia jednostronicowych oświadczeń woli” – powtarzam – dlaczego? Czy właścielom burdeli nakaże Pan zbieranie analogicznych oświadczeń od klientów (np. o możliwości złapania STD)? A właścicielom kasyn? Właścicielom barów (przecież bójki w barak to normalka)? Sprzedawcom alkoholu?

    Od kiedy normalna umowa, na normalnym papierze, podpisana normalnymi długopisami/piórami przez normalnych, dorosłych, świadomych, zdrowych psychicznie ludzi, jest za mało dobra?

  • @totus
    jak się czyta to co piszesz to aż zęby bolą.
    jeśli wpłacam 100zł do banku to moim koncie pojawia się 100zł.
    przychodzi kredytobiorca i otrzymuje 90zł kredytu na swoim koncie do wykorzystania.
    ja kupuję buty za 100zł korzystając z karty płatniczej oraz kredytobiorca wydaje 90zł na piwo. oboje dokonaliśmy zakupów na sumę 190zł. podaczas gdy w banku jest tylko 100zł gotówki.
    jak można mówić że salda bankowe nie są pieniądzem?

  • Ad 56 balcerek
    A jak i ja i kredytobiorca kupimy ten sam produkt to się zwiększa cena, pojawia inflacja i zagadka wpływu rezerw cząstkowych na inflację rozwiązana.
    Chociaż najlepiej byłoby tytusa przeprowadzić przez cały proces związany z opisem obniżki stóp procentowych (poprzez tańszy kredyt oparty na rezerwie cząstkowej) ale to co napisałeś w zupełności wystarczy.

  • Rothbardowi to się pomieszały pojęcia depozytu prawidłowego i nieprawidłowego. De Soto próbował to odkręcić powołując się na prawo sprzed 2tys. lat, co nawet było dość zabawne.
    Oczywiście nie przeszkadza to 100%-owcom przyjmować tych błędów jako prawd objawionych. Żyjemy wszak w czasach zaklinania rzeczywistości.

    Nota bene przypisywanie umowom cech których nie posiadają to sytuacja rodem z kabaretu Monty Pythona.

  • @56
    No wreszcie. Właśnie deponent zgłosił się po pieniądze w czasie gry kredyt z jego środków jeszcze trwa. Mój scenariusz jest taki. Bank nie ma pieniędzy i bankrutuje. Bank wypuszcza obligacje i ma pieniądze na wypłatę depozytu. Bank sprzedaje należność i ma pieniądze na wypłatę depozytu. Bank pożycza pieniądze na rynku międzybankowym i ma pieniądze na wypłatę depozytu. Bank zastawia kredyt w banku centralnym, bank centralny drukuje pieniądze, bank ma pieniądze na wypłatę depozytu. Ostatni przypadek jest inflacja. Teraz Twój scenariusz, który pokaże mechanizm skąd bank bierze pieniądze z powietrza na wypłatę depozytu i sam tworzy (drukuje) pieniądze bez banku centralnego (rządu). Interesuje mnie skąd fizycznie biorą się w banku banknoty w skarbcu banku na wypłatę kredytu i wypłatę gotówki deponentowi. Maja jakąś drukarenkę?
    PS
    Zażyj apap, lub idź do dentysty.

  • @56
    Oczywiście nie ma banku, który obsługuje jednego depozytariusza i jednego kredytobiorcę. Normalnie depozytariusze zmieniają się przy obsłudze finansowania kredytu. Jeżeli dyskutowany model ma obrazować wszystkich depozytariuszy i wszystkich kredytobiorców to sytuacja gdy depozytariusze jednocześnie zażądają ponad 10% własnych depozytów zdarza się niezwykle rzadko i nazywa się runem na bank.
    Tak czy inaczej jak nie przedstawisz procedury produkcji brakujących 90,- z powietrza to nadal będę uważał, że rezerwa cząstkowa nie ma wpływu na ilość pieniędzy na rynku, Bo ty nie umiesz udowodnić, że ma. Mnie moje rozumowanie jak najbardziej przekonuje. Najpewniej dlatego, że jest moje. Ale ty nie masz żadnego.

  • Ad 59 i 60
    Myślę, że liczenie depozytów jako podaży pieniądza wynika z tego, że deponenci są przekonani, że mają określone saldo gotówkowe, które mogą w każdej chwili wykorzystać do dokonania zakupu, co wpływa na sposób w jaki dysponują innymi swoimi środkami pieniężnymi, np. wydają cały bieżący dochód. Gdyby wiedzieli, że dostaną te pieniądze za kilka lat, to by się zachowywali inaczej.
    Problem w tym, że jak się ustali wymóg stuprocentowej rezerwy, to ludzie wcale nie będą chcieli wyrzekać się dysponowania swoimi pieniędzmi na całe lata. Będą wybierali banki, które na przykład będą im dawały obligacje, które będą mogli w każdej chwili sprzedać i odzyskać środki, gdy będą potrzebować.

  • Ad totus 59, 60
    No wreszcie. Tak jak przedstawił to balcerek na przykładzie z pomocą rezerwy cząstkowej bank wykreował pieniądze, które spowodowały inflację, następnie w każdym z Twoich przypadków (łącznie z bankructwem banku) powstaje wstrzymanie płynności, nieufność, panika i recesja. Ewentualnie następuje deflacja poprzedzona akcją inflacyjną (czyli japońska kaszana). Wszystko według ASE.

    Ps balcerek Ci odpowiedział na pytanie jak z rezerwy cząstkowej tworzy się inflacja. Nie dokładaj po fakcie dodatkowych założeń.

    Ps2
    Bank, który nie ma na zwrot depozytów i wypuszcza obligacje. Masz ułańską fantazję myśląc, że je ktoś kupi. Już widziałem w ostatnim roku jak zadłużone firmy deweleperskie wypuszczają obligacje i popyt jest znikomy ale one przynajmniej mają aktywa (chociaż spadające ceny mieszkań nie napawają wobec tych firm optymizmem).

  • @60
    Masz racje w banku nie ma drukarek do banknotów.
    W banku jest gotówka z obrotów bieżących i to co przywiozą z centrali. Rezerwa cząstkowa nie zwiększa fizycznie liczby monet i banknotów.

    Ale są jeszcze zapisy księgowe czyli dokładnie mówiąc cyfry wpisane w rubrykę ile jest na koncie.
    I tu właśnie działa kreacja nowego pustego pieniądza. Bo tu można wpisać ile się chce (ile rząd i zarząd pozwoli) i tymi zapisami można płacić. Bo do konta jest karta kredytowa a przelewy też są bezgotówkowe.

    Jak wygląda kupno mieszkania za 1 milion na kredyt? Kupujący bierze milion kredytu nie do walizki tylko na swoje konto (pracownik banku drukuje siano przebierając paluszkami po klawiaturze numerycznej). Następnie sprzedający podaje u notariusza numer konta a kupujący ma przelać i bynajmniej nie robi tego poprzez targanie walizek z forsą tylko wydaje polecenie w banku a pracownik kasuje w jednej rubryce milion a w drugiej go wpisuje. Wszystko odbywa się bez udziału fizycznych banknote’ow bo dzisiaj rządzą bankowe zapisy (bank note’y) komputerowe. Bankowa drukarka forsy to klawiatura numeryczna i płonący wesołym zielonym kolorkiem klawisz numlock.

    I dlatego banki tak prą ku obrotowi bezgotówkowemu bo z klawiatury numerycznej mozna wpisać ile się chce (ile rząd i zarząd pozwolą). Za parę lat gotówka będzie zakazana i problem runu na banki zniknie.

    A teraz jeszcze bardziej łopatologicznie. Dwie siostry mają skrytkę bankową z biżuterią (powiedzmy trzydzieści kolii brylantowych) tak się składa że ubierają tylko jedną na raz a ponadto jakoś nigdy nie wchodzą sobie w paradę. Ale Bill Gates wydał przyjęcie na które wstępem jest posiadanie 30 kolii. Bank wydał siostrom dwa zaświadczenia na okaziciela, o posiadaniu trzydziestu kolii więc wpuszczono je na bankiet. Następnym razem Bill Gates podniósł poprzeczkę do 60. Jedna siostra pożyczyła swoje zaświadczenie drugiej więc ją wpuszczono. A co by było gdyby Bill Gates zarządał fizycznego okazania 60 kolii?

    Inflacja koliowa zaś pojawia się stąd, że siostry sprzedały te zaświadczenia i skasowały forsę za 60 kolii (na rynku kolii wzrosła podaż o 30 sztuk co zgodnie z prawem natury powoduje spadek ceny). Nabywca nie musi o niczym wiedzieć dopóki nie zajrzy do bankowej skrytki i nie policzy ile fizycznie ma (to się nazywa zapaść na rynku). Jeśli używa tylko jednej może niczego nie zauważyć (to się nazywa rezerwa cząstkowa). Najlepiej zakazać zaglądania do skrytek bankowych (zakazać fizycznego obrotu gotówkowego) a kobiety niech noszą na szyi bankowe zaświadczenia o posiadaniu brylantowej kolii w skrytce. Zaświadczenie może być na kolorowym papierze czerpanym żeby było ładniej.

    I teraz najważniejsze jeżeli kolii na świecie jest miliony a fiducjarnych tylko trzydzieści sztuk to inflacja może nawet nie wystąpić ale jeśli lewarowanie jest odpowiednio wysokie (obowiązkowa rezerwa bardzo niska) to inflacja pojawia się na 200%.

    @51

    Panika2008 twoje informatyczne wytwory brane z powietrza nie powodują inflacji gdyż mają pokrycie w tym, że twój pracodawca zamiast kupic sobie wódki postanowił przeznaczyć (zaoszczędzić) swoje pieniądze na twoją pensję. Jeżeli natomiast zaczniesz pracować za darmo i będziesz w tym naprawdę dobry a udział twojej bezpłatnej pracy będzie odpowiednio wysoki w całości informatycznego rynku to wywołasz inflacę wartości kodu informatycznego i pensje twoich kolegów spadną na łeb na szyję.

    W skrajnym przypadku gdybyś potrafił wykonać wszystkie informatyczne zamówienia na świecie w zadanym czasie to zarobki innych informatyków (gdyby tacy się ostali) byłyby warte tyle ile waluta Zimbabwe.

    Pieniądz także fiducjarny to towar. Można się o tym przekonać np. w kantorze gdzie turyści i rodacy z zagranicy kupują złotówki za inną walutę. Natomiast w Polsce kupujemy złotówki za efekty naszej pracy np. biznesmen właściciel cukierni kupuje jedną złotówkę za 3 i 35 setnych pączka (cena przykładowa). Gdy rynek zaleje nadmiar towaru jego cena spada i np. żeby kupić jedą złotówkę wystarcza 2.67 pączka.

  • @totus
    ” Bank nie ma pieniędzy i bankrutuje”

    i to się nazywa run. zakładamy że takiego runu nie ma.

    „Jeżeli dyskutowany model ma obrazować wszystkich depozytariuszy i wszystkich kredytobiorców to sytuacja gdy depozytariusze jednocześnie zażądają ponad 10% własnych depozytów zdarza się niezwykle rzadko”

    właśnie odpowiedziałeś sobie, dlaczego to działa. ludzie nie żądają wypłaty gotówki tylko wystarczy im że ich salda po transakcji się zmieniły.

    załóżmy że zamiast depozytów są wyłącznie banknoty emitowane przez bank. kowalski wpłaca 1kg złota. dostaje banknoty na taką sumę. kredytobiorca otrzymuje kredyt w nowych banknotach również na 1kg. 1kg fizycznego złota zostaje zamknięty w skarbcu a krążyć zaczynają jedynie banknoty o łącznych nominałach 2kg. widać gołym okiem że na rynku jest więcej pieniędzy(banknotów). zakładamy że nikt nie zgłasza się po obiór złota bo nie jest ono potrzebne(w dłuższym okresie) do transakcji, wystarczą banknoty.

  • i jeszcze jedno inflacja (spadek wartości jakiegoś towaru wyrażanego w innym towarze) nie bierze się z tego że mamy do czynienia z towarem fiducjarnym ale z tego, że zwiększa się jego ilość na rynku (rośnie podaż np. zaświadczeń o posiadaniu kolii). Po odkryciu Ameryki Hiszpanię zalało szczere niefiducjarne złoto i inflacja poszybowała w górę wartość złota spadła. Gdyby dzisiaj ktoś odkrył metodę przetwarzania dowolnej substancji na złoto której koszty wynosiły by złotówkę za jeden kilogram złota to podejrzewam, że kilogram złota warty by był mniej więcej złotówkę.

    Tak więc problemem nie jest tylko to że pojawiają się nowe złotówki (jako zapisy komputerowe) bez pokrycia w towarze (bez zwiększonego wysiłku wytwórczego np. informatycznego ze strony Paniki2008) ale dzisiejszym najbardziej palącym problemem jest to, że zapisy komputerowe nie mają pokrycia w banknotach fizycznych! To jest inflacja do kwadratu.

  • i jeszcze po trzecie gdyby rząd nie drukował gdyby banki miały 100% rezerwy, fałszerze siedzieli w więzieniach to powrót do standardu złota nie byłby potrzebny moglibyśmy żyć za papierki i odpowiadające im zapisy komputerowe. Ale to oczywiście bajka bo rządy nawet złote monety fałszowały (powodując inflację) a co dopiero papier czy zapisy komputerowe.

    A wszystkim którzy jeszcze tego nie zrobili zadaję zadanie domowe. Proszę przeczytajcie Limes inferior Janusza Zajdla. Bo inaczej to dyskutujemy jak ze ślepym o kolorach (u Zajdla to były czerwone, zielone i żółte).

  • ad 55,
    Problem trochę polega na tym, że operuje Pan trochę liberalną utopią 😉 „Umowa” i tyle. A to nie jest takie proste. Praktyka prawna ma ogromne znaczenie. Wszystkie przykłady, które Pan podaje, są nieadekwatne z prostej przyczyny: tam umowa jest w ogóle dorozumiana. Nie ma jej na papierze i reguluje to kodeks (lub w ogóle nie reguluje, gdy mówimy o czarnym rynku). Jest to więc tak naprawdę mniej swobodna umowa w dzisiejszym systemie niż ta spisana.
    Dlaczego sama umowa nie wystarczy? Ano dlatego, że ludzie są niezorientowani, żyjemy w takim, a nie innym systemie nieświadomości ekonomicznej.
    Przykładowo przecież przy podpisywaniu umowy o prowadzenie rachunku maklerskiego podpisuje się de facto takie oświadczenie. Czy to naprawdę byłby taki straszny kłopot wprowadzić te zasadę dla depozytów nieprawidłowych? Co takiego by się mogło stać przez to? Przecież to nie jest wielki koszt, a to jest nawet w interesie zwolenników cząstkowej rezerwy, ponieważ stanowiłoby to dowód w sprawie przy bankructwie. I można by było to zrobić jak w wypadku Amber Gold – ludzie byli świadomi ryzyka. Mój pomysł również ma na celu osłabić ewentualne ruchy polityczne, które powstałyby na zgliszczach upadających banków z rezerwą cząstkową. Bo zaraz pełno byłoby protestów, że państwo musi zainterweniować. A tak sprawa byłaby bardziej klarowna (nawet jeśli też istniałaby taka groźba).
    Uważam, że protestując przeciwko oświadczeniom, trochę Pan sam podkłada sobie pułapkę. Bo zgodnie z Pana sugestiami takie oświadczenie nie powinno robić żadnej, ale to żadnej różnicy. Jeśli zaś robi, to znaczy, że rezerwa cząstkowa gra jednak na ignorancji ludzi.

  • Żaden z wpisów po moim ostatnim wpisie nie podważył mojego rozumowania. Jeżeli widzę jakieś nieporozumienie to w samym mechanizmie kształtowania cen. Są tu poglądy, ze wzrost cen powoduje stan świadomości klienta. Jeżeli komuś się wydaje, że dostanie spadek za który kupi samochód to ceny aut rosną (jeżeli myśli, że na koncie ma ile jest napisane to może wydać na auto i ceny aut rosną). W/g mnie tak nie kształtują się ceny. Aktywnie handluje na giełdzie. Spadki i wzrosty cen, a zatem inflacje i deflacje, oglądam na żywo przez wiele godzin dziennie. Wiem, że ceny kształtują się podczas samej transakcji poprzedzonej negocjacją. Nikt nikogo nie pyta ile ma na koncie, ile może wydać, co myśli publika. To nie jest ważne. Jak kupujecie masło? Dobieracie masło do kwoty jaką na to przeznaczyliście +/-10% gdy traficie na masło, którego cena przekracza granice o 100% to mimo, że macie tyle w portfelu (na koncie) wycofujecie się. Opowiadanie, że są jacyś pracownicy banku, którzy na klawiaturze mogą wszystko to jest zupełnie niepoważne. Znajdźcie takiego. Macie jakiegoś znajomego, który pracuje w banku? Może prezes nocami robi cuda nad klawiaturą w nocy? Jak można takie rzeczy rozważać? Rozumiem jednak, ze legenda miejska jest bardzo silna i niech tak zostanie. Jeżeli myślenie, że banki robią pieniądze z powietrze ułatwia wam zrozumienie świata to niech tak będzie. Kiedyś ludzie żyli ze świadomością, że ziemia jest płaska i też byli szczęśliwi i wszystko im pasowało. Moim zdanie tylko bank centralny (rząd) ma monopol na produkcje pieniędzy. Jeżeli znacie jakiś bank, który to robi to trzeba iść do prokuratury z tą rewelacją i skończyć z tym niecnym procederem. Działanie takie jest ścigane w Polsce.

  • Tym, którzy jednak mają jakieś wątpliwości sugeruje by porozmawiali z jakimś księgowym i wypytali czy możliwe jest w rzeczywistości kreowanie pieniędzy z klawiatury. Najlepiej z jakimś księgowym, pracownikiem banku. Banki to nie służby specjalne, nie obowiązuje ich tajemnica wojskowa. Nie zastanawia was fakt, że nigdy o kreacji pieniądza z klawiatury czy z powietrza nie wypowiadają się ludzie którzy są o to posądzani? Nie ma żadnych wspomnień napisanych na emeryturze, które opisywały by ten mechanizm z detalami, jak wredne banki zalewają świat wirtualną forsą z klawiatury, co to można ją potem ze ściany zmaterializować? (Jasiu, skąd jest mleko? Ze sklepu.) lub przelać cyfrowo. Niesamowite.

  • A jeszcze. Co do przykładu z jednoczesną wypłatą kredytu i wkładu. Każdy pracownik banku odpowie tak. Jaś wpłacił 100,-, a bank pożyczył Krzysiowi 90,-. Potem Jaś wyciągnął ze ściany swoje 100,- i skąd to wziął. Oczywiście. W międzyczasie Małgosia wpłaciła 115,-. I cała tajemnica. Teraz zjawisku bierze udział Małgosia, bank i Krzyś. Na rynku jest mniej pieniędzy o 15,-. Bo kwoty przetrzymywane w bankach polskich rosną. Dobrze jest czasami wymyślone scenariusze skonfrontować z rzeczywistością i porozmawiać z ludźmi, których posądza się o sprawstwo kierownicze.

  • @63, ja doskonale rozumiem czemu moje twory nie powodują inflacji. Jakby nie o to pytałem.

    Panie Mateuszu, że „ludzie są niezorientowani” to pisze portal Krytyki Politycznej albo w felietonach Bugaj i inne Środziny 😉 Już niech Pan tak nie przesadza z troską o nich, bo coś czuję w powietrzu nowy urząd pilnowania poprawności umów i załączników do umów, czyli nowe synekury dla Pana kuzyniaków 😉

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie przedświątecznie!

    „rezerwa cząstkowa gra jednak na ignorancji ludzi” – to całkiem możliwe! Tak samo, jak kasyna, burdele, służba zdrowia, sprzedawcy Biblii, sprzedawcy tepsy przepraszam oryndża, czy szczyt psyops – PGE, rozsyłający do klientów ostrzeżenia jak to inne firmy sprzedające prąd napuszczają swoich sprzedawców na klientów domostwa żeby ich okraść, pobić i baby zgwałcić (no trochę przesadziłem, ale nie dużo).

  • Propozycje Pana Mateusza dość dobre.

    Kluczowe jest aby ludzie rozrozniali depozyt od pozyczki i mieli tego swiadomość dlatego fragment o emerytach świetny.

    Trolle od rezerwy czastkowej zajmuja sie glownie robieniem wody z mozgu w interesie bankierow najprawdopodobniej.

    O tym czy coś jest pożyczką czy depozytem nie decyduje opcja wypłaty a’vista ale transfer praw własności zawarty w danej umowie.

    Wiecej tutaj

    http://cokeman2007.blogspot.com/2012/09/gomuka-vs-kelthuz-i-inni-trolle-od.html

  • Sami prawnicy na wątku 🙂
    A to jeden twierdzi, że kredyty nie mają pokrycia; a to inny że depozyt nieprawidłowy nie przenosi własności.

    Takie opowieści mają tyle wspólnego z ekonomią co przepowiednie Majów z rzeczywistością.

    Potem się dziwują, że za sekciarzy ich uważają a nie za wybitnych ekonomistów jakimi w swoimi mniemaniu są.

  • ad totus,

    przepraszam, że włączam się w trakcie i nie za bardzo śledziłem, ale pozwolę sobie na dwa słowa. M1 rośnie, rosną depozyty, czyli rośnie podaż pieniądza. To jest kreowanie pieniądza, którego nie jest w stanie tworzyć nikt poza członkiem kartelu prowadzonego przez bank centralny.

    To od bankierów wiem. Głównie zagranicznych 🙂

  • ad 71,

    dlatego napisałem, że żyje Pan liberalną utopią 😉

    Emeryci sobie na wolnym rynku za bardzo nie poradzą. Im też po prostu ściąłby Pan wypłaty, zabrał służbę zdrowia i tyle?

    najlepsze życzenia 🙂

  • @totus
    pokazałem ci w jaki sposób saldo bankowe pełni funkcje pieniądza, i dzięki temu można dokonać większych zakupów niż gdyby posługiwano się tylko gotówką.

  • Cokeman, a mi się zawsze wydawało że kluczowe jest żeby ludzie mieli wolny wybór, ale coraz bardziej podejrzewam że to nie o to chodzi w całej tej awstryjackiej szkole 😉

  • @grudge (62), jak zwykle mylisz brak płynności z niewypłacalnością. Jeśli bank ma solidne aktywa, zapadające za rok (jak to w bankowości – niespasowane z pasywami), np. obligacje renomowanych podmiotów płacące 5%, to nie będzie miał raczej problemów z wypuszczeniem własnych obligacji na, dajmy na to, 10 czy 15% (te nowe obligacje mogą być np. zabezpieczone obligacjami, które bank posiada, żeby wszystko było jeszcze bardziej bezpieczne). Takie akcje regularnie odchodziły w czasach w miarę wolnej bankowości w USA, duże, stabilne banki w ten sposób powiększały swoją przewagę nad małymi – udzielając im wsparcia płynnościowego na lichwiarski procent 🙂

  • Cokeman, ja rozumiem że Twoim targetem są podatni na teorie spiskowe gimnazjaliści, ale wybacz, dorosły człowiek po paru minutach zastanowienia się na to nie złapie: bankierzy nie przywłaszczają sobie pieniędzy danych im w depozyt, ponieważ w umowie depozytu jest napisane, co bank może z tym depozytem zrobić. Reszta wpisu, do którego linkowałeś, to typowe libertariańskie bicie piany oparte na chorych przesłankach.

  • „czy możliwe jest w rzeczywistości kreowanie pieniędzy z klawiatury.”
    A czy 200 czy 300 lat temu było możliwe żeby bankierzy wydawali więcej banknotów niż mieli złota w skarbcu?

  • @69
    Obniżmy rezerwę cząstkową do zera i po kłopocie

    @68
    na spadek wartości pieniądza (czy innego towaru) generalnie rzecz biorąc świadomość nie ma wpływu. Wpływ ma wzrost podaży pieniądza (czy innego towaru), który nie ma pokrycia w adekwatnym wzroście popytu.

    Teoretycznie gdyby wszystkie wylewarowane pieniądze poszły w 100% na wzrost wytwórczości (sprzedanej a nie tylko wykonanej czyli 100% same trafione inwestycje) inflacji by nie było bo podaż wykreowanego pieniądza spotkała by się z popytem wykreowanych towarów i usług. Ponieważ jakaś część inwestycji jest rzeczywiście trafiona to choć dźwignia jest wysoka, to inflację mamy w jednościach procent a nie w tysiącach procent.

    Świadomość czy nieświadomość nie ma znaczenia dla inflacji także w moim przykładzie z koliami. Inflacja koliowa (spadek wartości kolii) pojawia się nie wtedy kiedy bank wystawia zaświadczenia ani nawet nie wtedy gdy siostry posługują się tymi zaświadczeniami (by być wpuszczonymi na bankiet) ale wtedy gdy dochodzi do sprzedaży tych zaświadczeń. Siostry mogą wziąć „uczciwą” cenę za 60 sztuk ale podejrzewam, że jakby wzięły mniej niż za 60 sztuk a więcej niż za 30 to i tak byłyby zadowolone i stąd inflacja.

    Wbrew pozorom świadomość jakieś znaczenie jednak ma. Jeżeli gracze na rynku są świadomi, że za tydzień Bill Gates wystawi na sprzedaż wszystkie posiadane przez siebie akcje Microsoftu to jak będą się kształtować ceny tych akcji przez najbliższy tydzień? Chyba inaczej niż gdyby tej informacji nie było. Tak więc znaczenie ma świadomość graczy rynkowych o kształtowaniu się podaży w przyszłości. Rynek dyskontuje przyszłość. Ale jeśli ona nie nadejdzie (będzie ona inna) dochodzi do korekty.

    Przykład z otrzymaniem spadku i świadomością że wyda się go na kupno auta trzeba poprawić. Bo tu chodzi o świadomość obu stron a nie tylko jednej. Jeżeli sprzedawca wie, że ma przyjść człowiek któremu pieniądze spadły z nieba i który nie będzie się zbytnio certolił (bo łatwo przyszło łatwo poszło) to z pewnością cenę podbije o tysiączek czy dwa (albo i milion jeśli klient będzie taki spolegliwy), jeżeli tych otrzymanych spadków ma być dużo to trend się utrzyma.

    Żeby nie być gołosłownym znam autentyczny przypadek gdy do salonu samochodowego przyszła wiejska babina w chustce na głowie kupić nowe autko. Sprzedawca szybko ocenił sytuację i zagrał ad hoc. Przeliczył pieniądze i stwierdził że brakuje dwa tysiące. Ale trafiła kosa na kamień. Babina powiedziała: „W takim razie dzwonimy na policję.“ I już niczego nie brakowało, wszystko się zgadzało. Gdyby sprzedawca wcześniej wiedział (był wcześniej świadomy hłe hłe), że jak zmieni cenę na autku o 2 tysiączki w górę i babina to łyknie to by tak zrobił zamiast zagrywać ad hoc. Po opuszczeniu salonu przez babinę wróciłaby niższa cena, ale gdyby tych babin było więcej plus jeszcze ci goście od spadków no to wyższa cena by została.

    Ten przykład z otrzymaniem spadku i wydaniem go na auto jest też nie trafiony z innej przyczyny. Przecież dochodzi w nim nie do wzrost podaży pieniądza w ogóle ale tylko do przesunięcia z jednego działu gospodarczego do innego (sumarycznie podaż pieniądza w całości gospodarki się nie zmieniła). Mówiąc z grubsza i kolokwialnie ceny aut wzrosną zanotują „inflację” (w wyniku faktycznych transakcji albo w wyniku oczekiwania rynku na przybycie nadzianych frajerów patrz przykład z Gatesem) ale jeżeli zmarłe osoby wydawały pieniądze na lizaki, to fabryki lizaków zanotują „deflację,“ bo spadnie im popyt. Sumarycznie nic się nie zmieni. Dlatego o ogólnogospodarczej inflacji czy deflacji nie ma mowy w tym przypadku.

  • Uwaga do ostatniego akapitu „inflację” zanotują nie tyle ceny aut co pieniądze przeznaczane na zakup samochodów, gdyż będzie potrzeba ich więcej na zakup jednej sztuki (czyli pieniądze liczone w „sztukoautach” stracą na wartości) a w przypadku lizaków odwrotnie. Rynek radzi sobie z tym w ten sposób że fabryki lizaków zmniejszają produkcję a fabryki aut ją zwiększają reagując tym samym na sygnały płynące od klientów.

  • Przypominam, że w rozumieniu banków, depozyt to powierzenie pieniędzy w wyłączne wykorzystanie przez bank bez możliwości wycofania pieniędzy przed terminem zapadalności. True story.

  • Czym zatem depozyt różni się od pożyczki? Po co 2 odrębne słowa? Wolny wybór wolnym wyborem ale po co rozwalać język i robić ludziom wodę z mózgu? 1000 lat temu już zrobiono bo klechy zakazały pożyczek i nazwały pożyczkę depositum confestatum.

    W imie wolności można nazwać czekoladę batonem a delicję krakersę. Rynek słodyczy wpadnie w kryzys dopóki wszyscy się nie połapią.

  • ad 83.

    Nie do końca rozumiem. Depozyty nie mają terminu zapadalności – przecież chyba są bezterminowe?

  • @85, to wyobraź sobie rolowaną pożyczkę o czasie zapadalności 1 mikrosekunda.

    @84, krytyka lingwistyczna z ust kogoś piszącego „krakersą” brzmi cokolwiek komicznie. Pomijając ten drobny szczegół – no cóż, jedni mówią kartofle, inni ziemniaki, inni pyry – i świat się nie skończył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Pomyślny rozwój ludzkości zależy od dwóch czynników: od tego, czy ludzie wybitni będą mieli intelektualną moc tworzenia solidnych teorii ekonomicznych, oraz od tego, czy ci sami lub inni ludzie będą umieli je tak przedstawić, aby zostały zaakceptowane przez większość. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>