Autor: Walter Block
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Ewa Iwanowicz
Wersja PDF

Wstęp do angielskojęzycznego wydania

Ekonomii w jednej lekcji Henry’ego Hazlitta (2008).

Przypominamy, że ulepszone wydanie tej książki w polskim przekładzie ukazało się w tym roku nakładem Instytutu Misesa — książka jest dostępna w sprzedaży w naszym sklepie internetowym

Ten wstęp piszę z prawdziwą przyjemnością. Czy przypominacie sobie, jak kobiety mówią czasami jedna do drugiej: „Ta sukienka to cała ty!”? Cóż, ta książka to cały ja! Była to pierwsza książka o ekonomii, która mnie porwała. Wcześniej przeczytałem kilka nudnych. Bardzo nudnych. Czy wspominałem coś o nudzie? Natomiast z Ekonomią w jednej lekcji było przeciwnie — ta książka uczepiła się mnie i już nie chce puścić. Pierwszy raz przeczytałem ją w 1963 r. Sam nie wiem, ile jeszcze razy czytałem ją później. W całości — może z pół tuzina razy, a fragmentarycznie — nie zliczę. Zawsze wracam do niej, gdy prowadzę zajęcia wprowadzające do ekonomii.

Nadal zdumiewa mnie jej świeżość. Mimo że pierwsze wydanie pochodzi z 1946 r., oprócz kilku fragmentów (na przykład tych ośmieszających teorie ekonomiczne Eleanor Roosevelt, o czym poniżej) tytuły rozdziałów wyglądają jak wycięte ze współczesnych gazet. Śmiem twierdzić, że za 60 lat, czyli w roku 2068, będzie tak samo. Mówimy o książce ponadczasowej. Są też inne książki o austriackiej ekonomii — klasyki, które będą czytane tak długo, jak ludzie będą zainteresowani tą tematyką. Przychodzą mi na myśl Ludzkie działanie Misesa i Ekonomia wolnego rynku Rothbarda. Są to jednak opasłe tomiszcza, zawierające setki stron. Cienka książka Hazlitta jest natomiast zaledwie wprowadzeniem, napisanym z myślą o początkujących. Zastanawiam się, o ilu wprowadzeniach do dziedziny można z przekonaniem powiedzieć: „klasyk”? Założę się, że o bardzo, bardzo niewielu.

Dla nauczyciela nie ma nic przyjemniejszego niż przebłysk zrozumienia na twarzy ucznia. Kreskówki obrazują to zjawisko za pomocą żarówki pojawiającej się nad postacią. Zdradzę wam coś: po lekturze przez uczniów tej książki usłyszałem od nich więcej „aha!” niż po jakiejkolwiek innej lekturze. Jestem przekonany, że po przeczytaniu tej książki nastąpiło więcej nawróceń na filozofię wolnego rynku niż po wszystkich innych książkach razem wziętych. Zdumiewające.

Jedyne, czego żałuję, to brak ponownej możliwości przeczytania jej po raz pierwszy. Tego, drodzy czytelnicy, bardzo wam zazdroszczę.

Słówko o stylu. Zawartość merytoryczną możemy uznać za pewnik. Ale ekonomistów, którzy naprawdę potrafili pisać, można policzyć na palcach jednej ręki. Hazlitt z pewnością do nich należy. Potok słów przelewa się niemal ze stron i zachwyca czytelnika. Pozwolę sobie tylko na nieznaczną „krytykę”: autor jest tak wyrafinowanym mistrzem pióra, że zdarza mi się, w zachwycie nad stylem, stracić z pola widzenia sens jego wywodu.

Tyle na temat mojej fascynacji Ekonomią w jednej lekcji. Przejdźmy do szczegółów. Rdzeniem książki jest, z całą pewnością, lekcja: „Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, lecz także na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, lecz także te, jakie przynosi wszystkim”. Dochodzi do tego podejrzliwość Hazlitta wobec „wyjątkowego traktowania grup interesu” i jego znakomita interpretacja przykładu wybitego okna Bastiata — założenie Ekonomii w jednej lekcji jest jasne: w kilku pierwszych rozdziałach wwiercić te spostrzeżenia w czytelnika, a następnie stosować je, bez przerwy i bezwzględnie, do całego wachlarza konkretnych przykładów. Wszystkie rozpowszechnione mity dotyczące ekonomii, uznane przez ekspertów, polityków, ludzi prasy, duchownych i naukowców są wyśmiane tak jak na to zasługują. A są to przekonania, że roboty publiczne zwiększają dobrobyt, że związki zawodowe i promowana przez nie płaca minimalna naprawdę podnosi płace, że wolny handel powoduje bezrobocie, że kontrola czynszów pomaga w kwaterowaniu biednych, że oszczędności szkodzą gospodarce, że zyski są osiągane poprzez wyzysk biednych. Przykłady można by mnożyć. Fascynujące.

Po przetrawieniu tej książki, nikt już nie spojrzy tak samo na analizy polityki gospodarczej. Pokuszę się o przytoczenie dwóch przykładów — moich ulubionych. W rozdziale 3. zatytułowanym Dobrodziejstwa zniszczenia Hazlitt używa lekcji o błędzie rozbitej szyby (czy można zapomnieć o chuliganie, który rzuca cegłą w okno piekarni?) do analizy masowych zniszczeń, np. bombardowań miast. Czy nie jest to prawdziwa perła: „To tylko nasz stary przyjaciel — błąd rozbitego okna ma nowe przebranie i wyrósł nie do poznania”. Czy rozwój Niemiec i Japonii po wojnie naprawdę był zasługą bombardowań, których państwa te doświadczyły? Miały nowe fabryki, wybudowane na miejscu tych zniszczonych, podczas gdy w zwycięskich Stanach Zjednoczonych działały tylko stare i bardzo stare. Gdyby tylko to gwarantowało dobrobyt, twierdzi Hazlitt, moglibyśmy sami bombardować swoje obiekty przemysłowe.

A teraz mój ulubiony. W rozdziale 7. pt. Przekleństwo maszyny Hazlitt przytacza słowa Eleanor Roosevelt: „Dziś osiągnęliśmy punkt, w którym urządzenia usprawniające pracę przynoszą korzyści tylko wtedy, gdy nie wyrzucają z pracy robotnika”. Nasz autor dociera do sedna tego mitu: „Po co przewozić towary z Chicago do Nowego Jorku koleją, jeśli można zatrudnić rzeszę ludzi, by przeniosła je na plecach?” Nie, ten kierunek prowadzi do technofobii, która wszelkie maszyny wyrzuca na śmietnik gospodarki, a ludzkość skazuje na egzystencję jak w epoce kamienia łupanego.

A Hazlitt — człowiek? Urodził się w 1894 r. i dopóki rodzice mogli sobie na to pozwolić, otrzymywał znakomite wykształcenie. Był nienasyconym czytelnikiem, który nauczył się i osiągnął więcej niż wielu zawodowych naukowców. Nigdy nie został oficjalnie doceniony.

Żaden uniwersytet nie przyznał mu tytułu doktora. Hazlitta wyłączono ze środowiska akademickiego. Poza kilkoma autro-libertariańskimi profesorami, którzy polecali swoim studentom czytać jego książki, środowisko akademickie ignorowało go.

W kwestii publikowania i pisania Hazlitt był istnym robotem. Jego cała bibliografia zawiera ponad 10 000 pozycji. I nie jest to błąd w druku. (Jak widzicie ci, którzy polubią Ekonomię w jednej lekcji będą mieli, co czytać). Zajmował się tym od najmłodszych lat. Pierwsze kroki na drodze kariery stawiał, pracując dla nowojorskich dzienników finansowych. Jego nazwisko zyskało rozgłos, gdy pracował jako redaktor literacki dla „The Nation” w 1930 r. Interesował się ekonomią, ale nieszczególnie ekonomią polityczną.

Nowy Ład zmienił wszystko. Hazlitt nie zgadzał się z kontrolą narzuconą przez reżim. Ponieważ „The Nation” wsparł Roosevelta i wszystkie jego działania, Hazlitt musiał odejść z gazety. Kolejna praca: stanowisko po H. L. Menckenie w „American Mercury”. Niektóre z najlepszych tekstów przeciwko Nowemu Ładowi napisał właśnie on. Do 1940 r. wskoczył na stanowisko redaktora piszącego artykuły wstępne w „The New York Timesie”, pisząc jeden lub dwa artykuły dziennie — większość bez podpisu. Następnie spotkał Ludwiga von Misesa i rozpoczął się jego okres austriacki. Pisząc dla „The New York Timesa”, recenzował wiele istotnych książek austriackich. Dzięki temu wiele z nich zyskało sławę.

Pod koniec pracy dla gazety napisał tę książkę, tuż przed sporem z zarządem co do systemu z Bretton Woods, po którym przeniósł się do „Newsweeka”. Pisał tam znakomite artykuły wstępne, publikując równocześnie wszędzie, gdzie tylko go akceptowano. Zmarł w 1993 r.

Podsumowując, czuję się jak gospodarz przyjęcia, przedstawiający sobie nawzajem dwóch gości, licząc, że się polubią. Mam nadzieję, że polubicie tę książkę. Co więcej, mam nadzieję, że wpłynie na was tak, jak wpłynęła na mnie. Zainspirowała mnie do propagowania wolności ekonomicznej, by nigdy nie przestać o niej mówić. Przekonała mnie, że ekonomia wolnego rynku jest na swój sposób piękna, tak jak graniastosłup, diament, zachód słońca, uśmiech dziecka. Mówimy tu o werbalnym odpowiedniku Mozarta czy Bacha. Książka ta opromieniła moje życie i mam nadzieję, że wy także coś z niej zaczerpniecie.

 

Jedna odpowiedź na „Block: Ta książka to cały ja!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Bardzo mało jest wymagane by doprowadzić państwo do dobrobytu nawet z najniższego poziomu barbarzyństwa, mianowicie pokój, niskie podatki i tolerancyjne kierowanie sferą sprawiedliwości. Wszystkie formy rządów, które zbaczają z tej naturalnej ścieżki, lub które odwołują się do potrzeby zahamowania rozwoju społecznego na jakimś szczególnym etapie, są nienaturalne i po to by utrzymać się u władzy, zmuszone są odwoływać się do represji i tyranii. Adam Smith
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>