Autor: Jeffrey Tucker
Źródło: lfb.org
Tłumaczenie: Łukasz Prządo
Wersja PDF

kradziez krowyNa zewnątrz panuje ostry mróz, a zimowa nawałnica trwa od kilku dni. Śnieg ma wysokość ponad pół metra i jest coraz gorzej. Jest rok 1872, a ty mieszkasz w ziemiance, żyjąc o chlebie i ziemniakach, niepewny, kiedy pogoda się uspokoi. Masz też dziecko do nakarmienia.

Ciekaw sytuacji na zewnątrz, ostatecznie zdołałeś podważyć frontowe drzwi. W oddali widzisz coś, co wygląda jak stado bydła, ale nieruszające się. Może stado jest martwe, zamarznięte jak wszystko inne. Ale w takim razie — dlaczego krowy stoją?

W obawie przed głodem i spragniony smaku wołowiny, a może nawet świeżego mleka, decydujesz się podjąć ryzyko i wychodzisz na dwór. Stado znajduje się w odległości może 90 metrów. Zbliżasz się, a stado nie ucieka. Wydaje się tkwić w miejscu. Zauważasz parę wylatującą z ich nozdrzy, zatem nie są martwe.

Okazuje się, że wszystkie zostały oślepione. Para z ich nozdrzy zamieniła się w lód i osiadła dookoła oczu. Krowy nie ruszają się, gdyż nic nie widzą.

Zwierzęta są oznakowane — a to znaczy, że do kogoś należą, ale najwyraźniej się zgubiły i prawdopodobnie są daleko od domu. Jedna krowa wygląda na prawie martwą. Wyciągasz pistolet i strzelasz, kończąc jej niedolę. To zrozumiałe, że możesz zaciągnąć ją do swojej ziemianki i ugotować.

Wtedy przypominasz sobie o mleku. Nie jesteś złodziejem. Kradzież oznakowanej krowy raczej nie wydaje się w porządku. Patrzysz więc na stado, znajdujesz jedną bez oznaczenia i prowadzisz ją przez śnieg do swojej szopy. Wracasz, chwytasz martwą krowę, ciągniesz do ziemianki i siekasz ją na mięso.

Potem wracasz znowu, by zdrapać lód z oczu pozostałych krów, które zbierają siły, by w końcu się ruszyć. Odchodzą, być może wracając na swoje pastwisko, być może do zagrody. Nie możesz wiedzieć tego na pewno, ale wiesz jedno: jeśli nie zrobiłbyś tego, padłyby za dzień lub dwa. Uratowałeś całe stado dla jednej, prawie martwej krowy i jednej, którą wziąłeś dla mleka.

Jak ocenisz to pod względem moralnym? W obliczu takiego dylematu stanęła młoda, siedemnastoletnia osadniczka próbująca samotnie przetrwać gdzieś na obszarze Dakoty.

Historia ta pojawia się w trzymającej w napięciu powieści Rose Wilder Lane Young Pioneers (Młodzi Pionierzy). Młoda kobieta skrupulatnie przestrzega zasad moralnych, jest dobra i pomogłaby każdemu w potrzebie; nigdy nie ukradłaby czyjejś własności.

To była jednak nadzwyczajna sytuacja. Dziwnie czuje się z tym, co zrobiła, jednak w końcu godzi się z tym. Ostatecznie ocaliła całe stado, a przynajmniej dała mu drugą szansę na życie. Zapłata za jej usługi — chociaż nigdy nie zakontraktowana, gdyż było to niemożliwe z powodu pogody — to trochę mięsa i jedna żywa krowa.

Odnoszę wrażenie, że zrobiła to, co mogłoby zrobić wielu i prawdopodobnie nie ma w tym nic złego. Właściciel stada byłby wdzięczny. Mało prawdopodobne, aby jakikolwiek rozsądny sąd stanął przeciwko niej. Osobiście lubię tę historię, ponieważ wydaje się bardziej realna niż abstrakcyjne i czysto hipotetyczne scenariusze, które wymyślają intelektualiści, by decydować nad słusznymi i niesłusznymi stronami własności prywatnej. Ta historia nie jest skonstruowana tak, by doprowadzić do jakiegoś wielkiego zakończenia. Wydaje się wzięta z życia.

Jakie znaczenie ma ta historia dla kwestii praw własności i etyki? Prawdopodobnie niewielkie. Pokazuje najwyżej, że tymczasowy środek zaradczy podjęty w sytuacji zagrożenia nie narusza ogólnej zasady własności prywatnej oraz prawa przeciwko kradzieży. Życie jest dużo bardziej skomplikowane niż jakikolwiek filozoficzny czy etyczny model. Pokazuje też, jak ludzie mogą rozwiązywać swoje problemy nawet przy braku państwa (które nie istniało w tym czasie na tych terenach) tak długo, jak tylko istnieją jasne granice tego, co moje, a co twoje.

W rzeczywistości powieść można uznać za podsumowanie całego światopoglądu Lane oraz światopoglądu całego jej pokolenia. Powieść Young Pioneers oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, jakie autorka usłyszała w przekazie swojej matki Laury Ingalls Wilder, autorki serii Domek. Rzeczywiście istnieją mocne dowody, że Rose zasłyszała wszystkie historie od matki i spisała je, przypisując jej autorstwo (jak by nie patrzeć, były to jej opowieści zaczerpnięte z prawdziwego, osadniczego życia).

Jednak Rose podpisała wiele książek własnym nazwiskiem. Najbardziej znaną jest The Discovery of Freedom (Odkrycie wolności). To moja ulubiona. Rose pokazuje, jak ludzki duch jest zdolny do kreatywności i produktywności, gdy nie jest obciążony przez władzę, która niszczy indywidualność. Jest to fantastyczna rekonstrukcja historii ukazana w świetle tego prostego spostrzeżenia.

W Young Pioneers nadaje jednak temu spostrzeżeniu formę powieści. Śledzimy okropne życie Davida i Molly zostawiających wygodne życie na Wschodzie, by zaznać przygody na niespokojnych ziemiach Zachodu. To okres powstawiania bezprecedensowego dobrobytu na Wschodzie. Potentaci przemysłu budowali rezydencje, a era stali była w okresie narodzin. Ludzie żyli dłużej i szczęśliwiej.

Jednak w tym samym czasie nowe pokolenie wyruszyło na zachód w krainę strasznego niebezpieczeństwa i wyczerpującej pustki — wszystko w nadziei na życie w wolności i niezależności.  Silnie przyczyniając się przy tym do stworzenia nowego społeczeństwa opartego o zasady samowystarczalności. David i Molly prawie ponieśli klęskę, lecz nie ustąpili. Jakże inspirujące jest to wszystko! I jakże zapomniane!

Dzisiaj ludzie narzekają, gdy sieć bezprzewodowa wariuje, gdy aplikacja  na smartfona dostępna jest na jeden system operacyjny, a na inny już nie, albo gdy wołowina w sklepie była karmiona paszą kukurydzianą, a nie trawą. Rozmawiają o swoich „problemach pierwszego świata”.

Co dziwniejsze, ludzie wydają duże pieniądze w elitarnych sklepach, by konsumować swój ekskluzywnie prymitywny tryb życia z naturalnym mydłem, kurczakami z wolnego wybiegu i ekologicznym papierem toaletowym.

Tak książka przypomina nam, jak wygląda prawdziwy prymitywizm: choroba, głód, zabójcze koniki polne, zamarznięcie na śmierć. Nie wszystkie problemy dyktowane są przez naturę. Część jest stworzona przez człowieka — na przykład zadłużenie osobiste. To okazuje się takim samym wrogiem jak wilki i przestępcy.

Największym wrogiem jest dzisiaj to, czym na Zachodzie w 1870 r. nikt nie musiał się zajmować: masowe opodatkowanie, regulacje, bariery prawne, deprecjacja pieniądza i ogólnie potworny ciężar rządu. Pionierzy pokonali przeszkody. Czy my pokonamy nasze?

Gdy zamykałem w weekend tę książkę, czułem się całkowicie oczarowany historią i światem, który się dla mnie otworzył. Musiałem znaleźć odpowiedni sposób, by namówić wszystkich do jej przeczytania — szczególnie młodych ludzi, którzy nic nie wiedzą o takiej udręce. Znają wyzwania innego rodzaju — związane głównie z rządem, który odciął ich od możliwości osiągania sukcesów i uzyskania samowystarczalności.

To pokolenie potrzebuje przykładów ludzi, którzy stawiali czoło dużo większym przeszkodom czy dużo gorszym próbom i przezwyciężyli je. Może celem Lane przy pisaniu tej książki (powstała u progu Nowego Ładu) było wskazanie przyszłym pokoleniom drogi naprzód? Może pisała alegorię, która ma zastosowanie do każdych czasów i wszystkich miejsc?

Na szczęście mam sposób, by podzielić się tą książką z nowym pokoleniem. Klub Laissez Faire oferuje tę książkę do pobrania dla posiadających klubowe członkostwo. Klub oferuje także jej inne arcydzieło — The Discovery of Freedom — za darmo łącznie z innymi korzyściami członkostwa. Książka jak ta potrafi inspirować, uczyć i zmienić życie. To dlatego Lane ją napisała. To ponadczasowa klasyka ― ucząca wtedy, teraz i w przyszłości.

22 odpowiedzi na „Tucker: Kiedy kradzież krowy jest w porządku?”

  • Tucker przyjmuje rozsądkowe stanowisko,ale przecież takie posunięcie jest w świetle libertariańskiego dogmatyzmu przestępstwem. Może sąd uniewinni,a może nie. Rothbard twierdził,że nie można ukraść niepotrzebnej do innego celu deski z tonącego statku,by się uratować przed zatonięciem. Tak samo przestępstwem (agresja) jest popchnięcie kogoś, które ratuje go przed np wpadnięciem pod koła. Sąd może uniewinnić ale nie musi. Natomiast odmówienie umierającemu z głodu bułki przez bogacza (co obciąża sumienie śmiercią człowieka) już przestępstwem nie jest. Jeśli ten głodujący, który np. jest ojcem rodziny ukradnie bogaczowi bułki to popełnia przestępstwo wg aksjomatów lib.

    Dogmatyzm libertariański jest w oczywisty sposób sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem i wymaga poświęcenia konkretnych wartości (np. życia ludzkiego) w imię abstrakcyjnych idei.

    • Już bez przesad, takimi sekciarskimi doktrynerami są chyba tylko „libertarianie” spod znaku Ayn Rand, ta babka była nieźle trzepnięta 🙂

      Raczej każdy rozumie, że życie ludzkie stanowi nieporównanie większą wartość, niż prawo własności.

      • Proszę podać adres, to zbiorę wszystkich bezdomnych z Twojej miejscowości, którzy mogą umrzeć z zimna tej zimy i dam im mieszkanie w Twoim dużym pokoju.

        • Szanowny panie, Tucker opisuje historię prawdziwą czy też prawdopodobną, a Pan ‚błędnie teoretyzuje’.
          Prawo własności jest ‚święte’, jak to ujęła część francuskich rewolucjonistów.
          Jednak gdy następuje konflikt wartości bardzo istotnej dla gospodarki z ochroną życia, to należy zaufać instynktowi samozachowawczemu.

          Nie wierzę, by sam Pan umierając z głodu nie podniósłby ręki na cudzą własność. Oczywiście przyzwoitość nakazywałaby później zrekompensować taki zamach.

          • To czy błędnie teoretyzuję należałby najpierw udowodnić.

            Zgadzam się, że złamałbym prawo naturalne gdyby chodziło o moje przetrwanie.
            Natomiast rekompensata (którą bym uczynił) i kara to dwie różne rzeczy. Możliwe, że w ramach kary pokrzywdzony zażądałby mojej głowy.
            Taka kara z jego strony byłaby opóźniona w stosunku do sytuacji gdy chcę zabrać jego własność w jego obecności (a nie chce on ratować mojego życia) i on w akcie obrony zabija mnie.

    • Teoria libertarianizmu oparta na „prawie naturalnym” ma dwie wady. Po pierwsze kategoria „praw naturalnych” nie różni się niczym od „praw człowieka” – to są pojęcia metafizyczne. Nie podlegają ani falsyfikacji, ani weryfikacji. Jest to po prostu domena subiektywnych odczuć, intuicji, wiary, przekonań, uczuć. Nie jest to domena wiedzy. „Prawa naturalne”, tak jak „Bóg”, to nie jest koncepcja naukowa, bo tak jak „Boga”, nie da się ich sprawdzić w żaden „fizyczny” sposób. Taki przynajmniej jest pogląd krytycznego racjonalizmu, a więc m.in. Poppera, Hayeka i de Jasaya, który jest mi bliski. Ale to jest pierwsza wada.

      Druga wada, polega na tym, że „prawa naturalne” są definiowane jako absolutne i uniwersalne. Tucker odchodzi od tej koncepcji, a zbliża się do mojego poglądu, że „prawa” wynikają z obowiązujących i przestrzeganych konwencji danej społeczności. Jeżeli w izraelskim kibucu wszyscy się dzielą po równo i wszyscy posiadają wszystko wspólnie, to przecież nie jest tak, że Żydzi łamią „prawa naturalne”, tylko po prostu inne konwencje w ich społczności obowiązują. A więc na skrajne przypadki zwykle albo nie ma w ogóle dobrej odpowiedzi (np. aborcja), albo wynikają one ze spontanicznie wyłaniających się zwyczajów danej społęczności.

      Konwencja to behawioralny stan równowagi – tj. reguła, która sprawia, że ludzie sami chcą się jej podporządkować, bo wychodzą na tym lepiej, niż jakby reguła ta miała się załamać. David Hume opisał to rodzenie się sprawiedliwość w III księdze „Traktatu o naturze ludzkiej”. Konwencja własności, w rozumieniu Hume’a, jest przynajmniej w tym sensie naturalna, że ludzie z natury są chciwi, a pewne dobra są rzadkie, więc jeśli ludzie chcą unikać konfliktów (a większość ludzi jednak chce, bo ceni swoje życie), to spontanicznie, w toku wzajemnych dostosowań, w toku prób i błędów, wyłoni się konwencja określająca co, do kogo należy, a także konwencja regulująca karanie (czyli sprawiedliwość) tych, którzy łamią konwencję własności – czyli kradną. Antropologia i historia poświadcza, że takie reguły wyłoniły się ewolucyjnie. Ekonomia i psychologia też ma coś na ten temat do powiedzenia – o ile ludzie są z natury chciwi, pragną zachować życie, a dobra są rzadkie i ludzie się wymieniają, żeby je efektywnie alokować.

      Przypuszczam, że w większości świata w „stanie natury”, przypadki, które opisał joker, byłyby jakąś łagodną konwencją regulowane. Zwyczaj by powstał i regulował by co zrobić, z takimi granicznymi przypadkami. Tak jak to zresztą już było w prawie zwyczjowym w Anglii i w Starożytnym Rzymie (co opisał doskonale Bruno Leoni we „Freedom and the Law”).

      • Śmiem się z Panem nie zgodzić co do prawa naturalnego i jego „metafizyki”.

        Prawo naturalne, to po prostu normy najbardziej immanentne każdemu człowiekowi, należy rozumieć je jednak zawężająco, aby było to pojęcie ścisłe:

        1. Prawo do życia i wynikający z niego zakaz mordowania.
        2. Nienaruszalność cielesna – zakaz stosowania przemocy fizycznej, tak zwykłej jak i seksualnej.
        3. Prawo własności i zakaz kradzieży.

        Według mnie to też jest hierarchia norm prawa naturalnego, przypuszczam, że raczej trudno znaleźć jeszcze jakieś normy wspólne wszystkim ludziom, tak instynktowne i „oczywiste” dla każdego.

        • Cenię sobie filozofów praw naturalnych, bo byli zagorzałymi zwolennikami wolności osobistej i sprawiedliwości, ale to nie zmienia faktu, że są one metafizyczne. Widzi Pan, ani zakaz mordowania (weźmy przykład zabicie kogoś w obronie własnej), ani nietykalność cielesna (karanie ludzi nie przestrzegających reguł), ani zakaz kradzieży (np. rekompensata za łamanie reguł) nie są uniwersalne i absolutne – natomiast można badać ich pojawienie się i zaadoptowanie się w kategoriach „pozytywnych”, „fizycznych”, jako właśnie konwencje społeczne regulujące zachowanie jednostek w społeczności. Teoria gier właśnie opisuje konwencje jako potencjalne rozwiązania serii niekooperacyjnych „gier”. Można wierzyć w nienaruszalność i „świętość” własności, ale jednocześnie nie jest to powód, żeby zaśmiecać naukę pojęciami metafizycznymi. Uzasadnić wolność można na gruncie logiki (przesłanka wolności de Jasaya), funkcję własności wyjaśnia ekonomia (jako szczególnego rodzaju wolność), a jej pojawienie się wyjaśnia antropologia i historia (nie trzeba uciekać się do „praw naturalnych”).

          Według wikipedii:
          „Źródłem prawa natury ma być sama natura, dla jednych rozumiana jako wola Boga, a dla innych nakaz rozumu czy wrodzonego poczucia sprawiedliwości (psychologiczna koncepcja prawa natury). Wieloznaczność terminu natura jest jednym z głównych źródeł różnorodności koncepcji prawnonaturalnych.
          (…)
          Zwolennicy prawa naturalnego uznają je za wspólne wszystkim kulturom. Ma ono łączyć wszystkich ludzi oraz – pomimo wielu różnic kulturowych – zakładać pewne wspólne zasady postępowania. Według jego zwolenników jest trwałe i nie zmienia się pośród zmian historycznych, zmieniających się poglądów i obyczajów. Prawa tego nie można człowiekowi odebrać, bo oparte zostało na jego naturze.
          (…)
          Prawo natury reprezentuje wartości samoistne, autonomiczne, uniwersalne i ponadczasowe, które są przeciwstawiane prawu pozytywnemu (łac. ius positivum) – stanowionemu w danym czasie przez określonych ludzi, zmienne na przestrzeni dziejów – pozytywizm prawniczy. Prawo natury ma uzasadniać (bronić) nienaruszalne prawa człowieka i jako takie jest uważane za nadrzędne wobec prawa stanowionego, wobec czego zwolennik prawa natury jest zwolniony z przestrzegania prawa stanowionego, gdy jest ono z nim w sprzeczności. W szczególności koncepcje prawa natury poszukują odpowiedzi na pytania: jakie powinno być prawo stanowione, co to znaczy sprawiedliwość oraz czy i kiedy można odmówić posłuszeństwa prawu stanowionemu.” (Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_naturalne)

          Widać jak na dłoni, że co jest naturalne a co nie to kwestia subiektywnych odczuć. Jak można sfalsyfikować czy własność jest prawem naturalnym czy nie? Nie da się. Dla Rothbardysty jest, a dla socjalisty nie. Nie ma żadnego wspólnego gruntu, na którym można by było obalić pogląd jednego bądź drugiego – tak jak nie ma takiego gruntu dla wyznawców Boga i ateistów.

          • >>Cenię sobie filozofów praw naturalnych […] ale to nie zmienia faktu, że są one metafizyczne<<

            Proszę Pana, ja tylko piszę, że Pan dobudowuje ideologię do prawa naturalnego – ono NIE JEST metafizyczne.
            Nawet cytuje Pan, że to są "wartości samoistne, autonomiczne, uniwersalne i ponadczasowe". Co to oznacza?

            Oddam głos rzymskiemu prawnikowi Ulpianowi (Digest 1.1.1.3):

            Ius naturale est, quod natura omnia animalia docuit: nam ius istud non humani generis proprium, sed omnium animalium, quae in terra, quae in mari nascuntur, avium quoque commune est. hinc descendit maris atque feminae coniunctio, quam nos matrimonium appellamus, hinc liberorum procreatio, hinc educatio: videmus etenim cetera quoque animalia, feras etiam istius iuris peritia censeri.

            http://www.thelatinlibrary.com/justinian/digest1.shtml

            Każda żywa istota zaatakowana będzie starała się obronić, bądź schronić przed atakującym. Każda żywa istota, której posiadanie jest naruszane, zareaguje na zamach. Jeżeli twierdzi Pan, że prawo naturalne jest "metafizyczne", to proszę spróbować zabrać psu jedzenie, kiedy się pożywia. Proszę też zaatakować niedźwiedzia i obserwować, czy będzie bronił swojego prawa do życia. Albo wejść na terytorium łowcze wilków, ciekawe, czy zauważą, że ktoś jest na ICH terenie.

            Absurdem jest twierdzenie, że w prawie naturalnym jest coś "metafizycznego", bo każdy byt broni swych żywotnych interesów, to wszystko.

      • To nie jest tak, że całe prawo naturalne pochodzi z subiektywnych osądów. Podstawą jest aksjomat o samo posiadaniu człowieka (inne aksjomaty pewnie też ale nie przychodzą mi teraz do głowy), reszta to pochodne, na podstawie, których można stworzyć społeczeństwo bezkonfliktowe.

        Idąc Pana tokiem rozumowania w moim subiektywnym osądzie krzywdzi mnie Pan nie oddając mi swojej własności.
        Proszę bez prawa własności udowodnić mi, ze nie mam racji.

  • „Każda żywa istota zaatakowana będzie starała się obronić, bądź schronić przed atakującym. Każda żywa istota, której posiadanie jest naruszane, zareaguje na zamach. Jeżeli twierdzi Pan, że prawo naturalne jest „metafizyczne”, to proszę spróbować zabrać psu jedzenie, kiedy się pożywia. Proszę też zaatakować niedźwiedzia i obserwować, czy będzie bronił swojego prawa do życia. Albo wejść na terytorium łowcze wilków, ciekawe, czy zauważą, że ktoś jest na ICH terenie.
    Absurdem jest twierdzenie, że w prawie naturalnym jest coś „metafizycznego”, bo każdy byt broni swych żywotnych interesów, to wszystko.”

    Opisał Pan w poprzednim poście trzy prawa naturalne:
    „1. Prawo do życia i wynikający z niego zakaz mordowania.
    2. Nienaruszalność cielesna – zakaz stosowania przemocy fizycznej, tak zwykłej jak i seksualnej.
    3. Prawo własności i zakaz kradzieży.”

    Zwierzęta nie przestrzegają żadnego z nich. Zabijają, krzywdzą i naruszają własność kogo chcą i kiedy chcą. Nie mają żadnego systemu karania za łamanie tych reguł (tj. sprawiedliwości). Cała sprawa sprowadza się do „uważam, że absolutne, uniwersalne i ponadczasowe” powinny być moje opinie odnośnie porządku społecznego, a nie moich adwersarzy i dlatego nazwę je „naturalnymi”.

    Owszem, można wiele wydedukować z zachowań terytorialnych zwierząt. Wiele cech „psychologicznych” zwierzęta dzielą z człowiekiem, ale żeby na tej podstawie uzasadniać reguły, które zwierzęta same nie przestrzegają, to zakrawa na absurd. Przypomina mi to historię książeczki dla dzieci napisanej przez postępową pisarkę, w której opisała przypadek jak homoseksualna para pingwinów wychowuje małe pingwiniątko, żeby uzasadnić instytucje „małżeństw homoseksualnych” w społeczeństwie. Owszem, takie przypadki się zdarzają – i abstrahuję teraz od mojego własnego zdania w tej kontrowersji – ale żeby uzasadniać tym społeczne zachowania ludzi to skrajny idiotyzm.

    „To nie jest tak, że całe prawo naturalne pochodzi z subiektywnych osądów. Podstawą jest aksjomat o samo posiadaniu człowieka (inne aksjomaty pewnie też ale nie przychodzą mi teraz do głowy), reszta to pochodne, na podstawie, których można stworzyć społeczeństwo bezkonfliktowe.
    Idąc Pana tokiem rozumowania w moim subiektywnym osądzie krzywdzi mnie Pan nie oddając mi swojej własności.”

    To jakie mamy obiektywne narzędzia falsyfikacji co jest prawem naturalnym a co nie? Dla pewnych ludzi wspólna własność przez wszystkich ludzi całej planety jest aksjomatem i jak może Pan ich przekonać, że to Pana aksjomat jest prawdziwy a nie ich? Dyskutowanie takich spraw to nonsens. Przypomina spieranie się o to czy kolor niebieski jest fajniejszy czy zielony. Prawdę ustalić możemy tylko falsyfikacją i weryfikacją – albo nie możemy jej ustalić w ogóle, a wtedy wszystko co tutaj piszemy my i cała ludzka kultura nie mają żadnego sensu.

    „Proszę bez prawa własności udowodnić mi, ze nie mam racji.”
    Proszę Pana to zdanie nie ma sensu, bo na gruncie logiki nie da się sfalsyfikować negatywnej asercji. Udowodnić, że ma Pan rację w swoich własnych wywodach powinien Pan, jeśli chcemy, żeby ta dyskusja miała jakikolwiek sens.

  • Pedofilia u małp bonobo też uzasadnia jakieś prawo naturalne ludzkich społeczeństw?

  • «Zwierzęta nie przestrzegają żadnego z nich. Zabijają, krzywdzą i naruszają własność kogo chcą i kiedy chcą. Nie mają żadnego systemu karania za łamanie tych reguł (tj. sprawiedliwości). Cała sprawa sprowadza się do „uważam, że absolutne, uniwersalne i ponadczasowe” powinny być moje opinie odnośnie porządku społecznego, a nie moich adwersarzy i dlatego nazwę je „naturalnymi”.»

    Szanowny Panie, wskazałem panu wypowiedź Ulpiana, który nie miał wypaczonego „Oświeceniem” rozumienia pojęcia „prawa naturalnego”. Dla części klasycznych prawników rzymskich prawo naturalne jest wspólne ludziom i zwierzętom. Oznacza ono, że każda istota broni siebie i swojego posiadania.

    Prawo naturalne to wyraz instynktu samozachowawczego każdego organizmu, obrona własnych interesów – stosowanie norm prawa naturalnego zapewnia sam zainteresowany.

    Naprawdę nie rozumiem, co tak Pan się upiera przy tej „metafizyczności” prawa naturalnego.
    Taki J. de Soto twierdzi, że rzekomo ASE szanuje romanistyczną kulturę prawną.

    • Dobrze, owszem zwierzęta bronią swojej własności (terytorium), ale nie specjalnie szanują własność cudzą (np. samca kota nie dopuszcza się do małych, które spłodził, bo niekiedy ten zabija młodych „konkurentów”). Jeżeli wynikałoby z tego zachowania jakieś prawo naturalne, to miałoby one cokolwiek wspólnego z cywilizacją. Mimo wszystko sądzę, za Humem, że poszanowanie własności i karanie za jej złamanie są spontanicznie wyłaniającymi się konwencjami społecznymi, które stanowią behawioralny stan równowagi – z czasem w społeczności wyłaniają się takie reguły, bo są one mniej kosztowne, bardziej optymalne dla wszystkich stron, więc ich zachowanie wszystkim się opłaca. I można o nich powiedzieć, że są naturalne, o tyle, że ludzie z natury są zwykle racjonalni (tj. dążą do realizacji włąsnych celów), kierują się swoim racjonalnym interesem, dążą do maksymalizacji satysfakcji i jeśli dobra są rzadkie to konkurują o nie. Stąd wynikają te reguły, ale to po prostu ludzka natura (nasze skłonności wynikające z dziedzictwa genetycznego) i opis świata naturalnego (rzadkość dóbr) – po co dodawać do tego słówko „prawo”? Natura determinuje ludzkie instytucje społeczne i normy zachowań, ale trudno jest powiedzieć, że istnieje coś takiego jak „prawo natury”, skoro prawo to:
      1. «ogół przepisów i norm prawnych regulujących stosunki między ludźmi danej społeczności»

      Opisywanie przepisów i norm prawnych regulujących naturę jest absurdalne. To jest koncepcja metafizyczna. Nie ma takich norm, po prostu niektórzy pisarze życzą sobie żebyśmy w nie uwierzyli. Tak jak inni chcieliby żebyśmy uwierzyli w istnienie Pana Boga. Takie rzeczy nie podlegają falsyfikacji. A tym bardziej nie podlega falsyfikacji twierdzenie, że są to „wartości samoistne, autonomiczne, uniwersalne i ponadczasowe”. Oczywiście można w to wierzyć, ja sam wierzę w różne rzeczy, które nie podlegają falsyfikacji, ale nie przychodzi mi do głowy, żeby mówić o tym, jako o kategoriach naukowych. Nie, to są moje subiektywne impresje i intuicje. I mam odwagę się do tego przyznać. Nie ma nic złego w spekulacjach metafizycznych, o ile nie twierdzi się, że te spekulacje są prawdą, które metody nauki są w stanie potwierdzić.

      • Nigdy nie powiedziałem, że ‚prawo naturalne’ jest pojęciem naukowym.
        Co przez nie rozumiem już napisałem.
        Ja uważam, że ono jest realne/faktyczne, przedstawiłem swoje argumenty.
        Pan ma swoje zdanie, którego ja nie podzielam, argumenty za „metafizycznością” były słabe.
        Szanuję pański pogląd, ale nie wszyscy we wszystkim muszą się zgadzać.

        • Zbyt stanowczo się wyraziłem. Prawo naturalne to koncepcja, która nie jest falsyfikowalna, a więć jest metafizyczna. To jest może być prawdziwa, może nie być prawdziwa – rzecz w tym, że nie sposób tego udowodnić, bo nie ma obiektywnych środków falsyfikacji subiektywnych twierdzeń. Ja sam pisząc, że są absrudalne i że „nie ma taich norm” zaprzeczyłem samemu sobie. Nie da się stwierdzić czy są czy nie – możne w nie tylko wierzyć bądź nie. Osobiście sympatuzję z filozofami prawo-naturalnymi, bo dali grunt pod budowę filozofii liberalizmu, niemniej opisywanie pochodzenia praw własności, sprawiedliwości i wolności przy ich pomocy przy dzisiejszym stanie wiedzy, prowadzi na manowce. Nauka jest doskonale w stanie uzasadnić dlaczego spontaniczne reguły rodzące się w ramach społeczeństwa mają tendencje do stopniowego zbliżania się do liberalnego porządku. Hume jako pierwszy opisał jak to się dzieje, właśnie w dość antropologiczny sposób – tj. wyjaśnił to na przykładzie pierwotnego plemienia w „stanie natury”.

          • Przecież mówiłem, jak można dowieść prawdziwości pr. nat.
            Nawet zwierzę broni siebie i swojego posiadana.
            Pr. nat. nie jest żadną wydumaną koncepcją, jest to pewien wewnętrzny imperatyw każdego organizmu, czysty instynkt i wola walki o przetrwanie.
            Zero abstrakcji!

  • Pan popełnia błąd, który filozofia analityczna nazywa błędem naturalistycznym (choć wykazywali go filozofowie wcześniejsi – np. J.S. Mill). To, że zwierzęta się bronią to jest obserwacja empiryczna. Natomiast z tej obserwacji nie da się wydedukować żadnych, absolutnie żadnych twierdzeń normatywnych. Równie zasadne można argumentować, że skoro zwierzęta się napdają i gwałcą, to my również mamy prawo do tego. I nie da się ani Pana twierdzenia, ani przeciwnego w żaden sposób obiektywnym środkami sfalsyfikować – bo ono jest czysto subiektywną intuicją. Pan sobie po prostu dopowiada, że z faktu, że zwierzęta się bronią wynika normatywne prawo do obrony życia, własności i wolności. W istocie bardziej spójne logiczne byłoby twierdzenie odwrotne, bo zwierzęta nie przestrzegają żadnej z tych zsaad. Zwierzęta w ogóle nie przestrzegają żadnych zasad, bo nie mogą tego robić – kierują się instynktem – i to jak poświadcza biologia w dość niecywilizowany sposób. Pan po prostu nie odróżnia prawa w sensie przyrodzonych regularności świata (jak prawa Newtona) od prawa w sensie normy obowiązującej według pewnego jusrystycznego porządku – po prostu normy społecznej obowiązującej w danym społeczeństwie i podlegającej takim albo innym metodom egzekwowania, prywatnego bądź publicznego.

    I nie ma w prawie naturalnym niczego złego, tak jak nie ma niczego inherentnie złego w ogóle w metafizyce, tylko trzymajmy się logiki. Spekulacje metafizyczne nie mogą być wciskane w teorie naukowe, bo więcej mącą niż wyjaśniają. A to czy poza nauką – na marginesie teorii naukowych – wierzymy w Boga, prawa naturalne, prawa człowieka czy jeszcze inne koncepcje metafizyczne, to inna sprawa. Ja sam wierzę w różne koncepcje metafizyczne i w tym sympatyzuję w filozofią praw naturalnych, ale to nie zmienia faktu, że jest to koncepcja metafizyczna i niefalsyfikowalna. Jest to po prostu obszar przekonań, a nie obszar wiedzy. Konfuzja jednego z drugim prowadzi do jałowych sporów pomiędzy skonfliktowanymi subiektywnymi twierdzeniami różnych osób – np. że kolor niebieski jest fajniejszy od koloru zielonego; albo że Bóg jest albo Go nie ma.

    Polecam Panu doskonały tekst Leszka Kołakowskiego na ten temat:
    http://www.iusetlex.pl/pdf/magazyn/o_prawie_naturalnym.pdf

    • Może ma Pan rację, gotów jestem ją przyznać, ale używa Pan nieco zbyt intelektualnego języka.
      Przy pewnym poziomie erudycji, można niczym Piotr Proudhon twierdzić, że „własność prywatna to kradzież”, a potem to tak umotywować, że z pozoru wszystko „trzyma się kupy” – dlatego nie przyznam Panu 100 % słuszności. 🙂
      Ja po prostu szanuję rzymską „jurysprudencję” – skoro tamci prawnicy uznawali, że jest „ius naturale”, to ja się z nimi zgadzam, bo nie mam nic przeciwko. 🙂

      • No tak, ja też jestem fanem rzymskiej tradycji prawniczej. Zasad, że prawo nie działa wstecz, że chcącemu nie dzieje krzywda etc.

        Tylko, że:
        (1) Zwierzęta bronią się → Człowiek ma prawo do obrony.
        (2) Zwierzęta zabijają i gwałcą → Człowiek ma prawo do zabijania i gwałcenia?

        Po prostu nie da się wydedukować reguł sprawiedliwości z zachowania zwierząt. Choć nie zmienia to faktu, że można wierzyć w prawo naturalne. Ani (1), ani (2) nie podlegają falsyfikacji. Nie da się ich w żaden sposób sprawdzić. Można tylko wierzyć, że coś jest prawem naturalnym, a coś innego nim nie jest. I jak wspominałem już – nie ma w tym przekonaniu niczego złego. Wbrew przeciwnie, jeśli wierzy się w prawo naturalne, które gwarantuje jednostce wolność, to w środowisku klasycznego liberalizmu to się chwali. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Bardzo mało jest wymagane by doprowadzić państwo do dobrobytu nawet z najniższego poziomu barbarzyństwa, mianowicie pokój, niskie podatki i tolerancyjne kierowanie sferą sprawiedliwości. Wszystkie formy rządów, które zbaczają z tej naturalnej ścieżki, lub które odwołują się do potrzeby zahamowania rozwoju społecznego na jakimś szczególnym etapie, są nienaturalne i po to by utrzymać się u władzy, zmuszone są odwoływać się do represji i tyranii. Adam Smith
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>