Autor: Anthony de Jasay
Źródło: econlib.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Shostak_Czy helikopter Bena Bernanke powinien wyladowac
Pomoce naukowe bywają zdradliwymi przyrządami. Obrazy, metafory i małe opowiastki skierowane do wszystkich — w żadnym wypadku nie tylko do dzieci — mają na celu przekazać ziarno prawdy w sposób prosty zrozumiały i skuteczny. Jednak niektóre z tych pomocy zawierają półprawdy i fałsz. Co gorsza, niektóre z nich zostały tak zaprojektowane, aby celowo wszczepić kłamstwa w ludzkie umysły. Takie pomoce są łatwiejsze do „zasadzenia” niż do „wykorzenienia”, gdy już się zadomowią.

Klasycznym przykładem jest przedstawienie PKB jako „ciasta” do rozdzielenia przez społeczeństwo. Jakieś dobre wróżki wyczarowały nocą ciasto na wspólnym stole, aby „społeczeństwo” mogło sobie je pokroić i wręczyć po kawałku każdej osobie. Kolejny krok jest niewypowiedziany, ale silnie zasugerowany: wszyscy są uprawnieni do takiej samej wielkości kawałka jak pozostali. Nierówny podział byłby „społecznie niesprawiedliwy” — a zapewne byłby taki, gdyby ciasto naprawdę spadło z nieba bez pomocy ludzkich rąk. Kiedy już nasze metaforyczne ciasto czeka na stole gotowe do pokrojenia, bardzo łatwo jest zignorować fakt, że ludzkie ręce musiały je najpierw upiec.

Pieniądze z helikoptera są mniej podstępnym, ale nie mniej mylącym przykładem niewłaściwego rodzaju pomocy dydaktycznej. Kiedy gospodarka produkuje przy mniej niż zadowalającym tempie 90 proc. wykorzystania zdolności i przy więcej niż 5 – 6 proc. bezrobocia, jest rzeczą zrozumiałą, że łatwe środki zaradcze muszą być dostępne, aby temu zaradzić i tylko rząd złożony z półgłówków nie sięgnąłby po takie środki. Rząd nie potrzebuje nic mądrzejszego i bardziej skomplikowanego niż użycie pieniędzy zrzucanych z helikoptera. Może wydrukować kilka tysięcy ton banknotów, władować je do helikopterów, po czym latać wzdłuż i wszerz kraju, pozwalając pieniądzom lunąć niczym błogi deszcz w czasie suszy. Ludzie pozbierają pieniądze, szybko wydadzą większość z nich, a resztę dodadzą do swoich oszczędności. Konsumpcja, oszczędności i produkcja, aby dopasować się do nich, będzie wzrastać do pożądanego poziomu i — jak pompa uzupełniona wodą — będzie utrzymywać ten poziom. Gdyby się nie powiodło, rząd zawsze może wysłać kolejne kilka helikopterów z ładunkiem świeżych pieniędzy. Wprawdzie część tych pieniędzy mogłaby zostać wydana na dodatkowy import albo mogłyby absorbować dobra, które w przeciwnym wypadku zostałyby wyeksportowane, ale te wycieki ledwie uszczkną niewielką część zbawiennej irygacji gospodarki.

Jednak dla większości nie-ekonomistów, wszystko to wydaje się zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Graficzny obraz „szybkości obiegu” pieniądza, narysowany przez Irvinga Fishera, jako pomoc dydaktyczna do jego ilościowej teorii, nadal czyha w podświadomości[1]. Pieniądze, rzecz jasna, nie mają „obiegu” w sensie fizycznym — mogą zostać przy tym samym właścicielu przez długi czas albo zostać przekazane od jednego właściciela do następnego z prędkością światła, jak pokazują przypadki wielkich depresji i wielkich inflacji. Niemniej jednak idea pieniędzy przemieszczających się swoją własną prędkością żyje w umysłach laików w społeczeństwie. Nie dowierza ono wizji pieniędzy z helikoptera jako błogiego deszczu. Natomiast widzi go jako zapalnik, który zainicjuje inflację, zanim jeszcze dowiemy się, w którym miejscu jesteśmy. Strach przed nią może zniweczyć nadzieje pokładane w rozrzucaniu banknotów. Pomoc dydaktyczna może działać przeciwko pomocy dydaktycznej.

Ten, kto widzi „helikopterowe pieniądze” jako symboliczną formę „luzowania ilościowego”, wykorzystuje je do tłumaczenia, jak ono działa. W istocie działa ono trochę inaczej. Zamiast rozpylania banknotów maklerzy Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku kupują papiery wartościowe, głównie obligacje skarbowe USA, w rocznym tempie biliona dolarów czyli około 6 – 7 proc. amerykańskiego dochodu narodowego. Sprzedający dostają zapłatę w formie kredytów dodanych do swoich rachunków w Systemie Rezerwy Federalnej. Mówiąc prosto: tak Fed „drukuje pieniądze”. Zwykle jednak opinia publiczna nie dostrzega, zaś komentatorzy nie poruszają tego tematu, iż chociaż Fed emituje bilion dolarów nowych pieniędzy, to również wyciąga z gospodarki papiery wartościowe za bilion dolarów, a jest im najbliżej do pieniędzy w znaczeniu aktywów. Zarówno aktywa, jak i zobowiązania Fedu zwiększają się o bilion, ale aktywa i zobowiązania w gospodarce się nie zmieniają. Tylko ich skład zmienia się odrobinę: posiadacze papierów wartościowych, które przynoszą im zysk bliski zera lub dwóch procent chętnie sprzedadzą je Fedowi w zamian za pieniądze mające zwrot zeroprocentowy. Nie pędzą oni w jakiś zauważalny sposób, by wydać te pieniądze — przynajmniej nie znaczącą ich część — na dobra konsumpcyjne. Sądząc po wzrostach na rynkach akcji, część z nich została zainwestowana w firmy przemysłowe i handlowe, przez co pośrednim skutkiem jest potencjalna stymulacja konsumpcji i inwestycji. To, jak stymulus zadziała, zależy od wielu rzeczy. Jedną z nich niestety jest również instynktowny brak zaufania i strach przed słabo rozumianym „poluzowaniem ilościowym” jako identycznym z pieniędzmi z helikoptera, który musi doprowadzić do jakiegoś strasznego końca. Londyn i Tokio kopiują Fed, a Frankfurt różni się bardziej formą niż istotą, więc jeśli straszny koniec musi przyjść, to przyjdzie do nas wszystkich. Ale nie musi przyjść, o ile nasza nieufność i brak jasnego myślenia nie doprowadzi nas do niego.

Za pomocą luzowania ilościowego władze delikatnie dociskają pedał gazu. Poprzez częściowy demontaż systemu bankowego, by ukarać go za jego złe zachowanie w okresie po 2007 r., jednocześnie stoją na pedale hamulca. Wydają się zaskoczeni i rozczarowani, że banki zmniejszają ilość kredytów w swoich bilansach, zachowują się zachowawczo i zagładzają małe firmy, wstrzymując dla nich akcję kredytową. Poza kilkoma znanymi markami, pozabankowe źródła kredytu w Europie są w stanie embrionalnym, więc wycofanie kredytu bankowego dla małych i średnich firm jest jednym z głównych powodów obecnej stagnacji Europy.

Kwestia, czy niemal krach kilku dużych banków w 2008 roku był winą bankierów czy niewłaściwych bodźców stworzonych przez łaskawe, choć zawiłe regulacje, jest czymś, co historycy gospodarki będą badać dekadami. Obecny konsensus jest taki, że przyczyną był niewystarczający poziom regulacji i bankierzy muszą zostać doprowadzeni do porządku przy całej surowości, na jaką zdecydowanie zasługują. Wszyscy zdają się pamiętać z lat szkolnych, gdy uczyli się o tym, jak to Medyceusze, Fuggerowie i wcześni Rothschildowie pożyczali swoje własne pieniądze, a nie te powierzone im na przechowanie przez innych. Instynktownie wielu ekspertów, a nawet niektórzy bankierzy centralni, czują nostalgię za taką bankowością epoki kamienia.

Całkowite zakazanie bankowości z rezerwą cząstkową i wymaganie stuprocentowego kapitału własnego, by pokryć pożyczki i inwestycje, za czym opowiadają się niektórzy ekscentryczni ekonomiści, to za dużo szczęścia na raz. A jednak organy regulacyjne uważają, że jeśli banki miałyby więcej kapitału własnego, to byłyby w pewien sposób bezpieczniejsze, choć nie jest oczywiste jak, ani dlaczego. Ubezpieczenia depozytów, obecnie wszechobecne, chronią zdecydowaną większość deponentów, a jeśli chodzi o krótkoterminową płynność, istnieją pożyczkodawcy ostatniej szansy. Problemy mogą pojawić się z wypłacalnością, którą zapewnia się przez inteligentny dobór aktywów, a nie przez pokrycie kapitałem własnym banku. Jednakże przy obecnych zasadach rachunkowości, które wymagają, by aktywa w bilansie były wyceniane według cen rynkowych, dwudziestoprocentowy spadek w cenach głównej klasy aktywów — spadek, który łatwo może się zdarzyć w obliczu nerwowej sytuacji — może spowodować chwilową niewypłacalność banku. Mimo iż aktywa te wcale nie muszą być zlikwidowane i mają wszelkie szanse ku temu, by odzyskać swoją wartość, jeśli czas na to pozwoli.

Pomiędzy 2008 i 2012 rokiem Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego dwa razy podnosił wymagany wskaźnik wypłacalności w dość rozbrajającym przekonaniu, że ani pięć, ani siedem procent kapitału własnego nie jest wystarczające, by wytrzymać poważne zaburzenia gospodarcze, ale dziewięć procent już wystarczy. Dodatkowe dwa procent więcej czy mniej kapitału w czasie burzy nie będzie miało żadnego znaczenia przy obecnych zasadach rachunkowości. Jednakże, dwa procent to i tak spory wysiłek dla całego systemu bankowego, dlatego większość europejskich banków została zmuszona do zmniejszenia swoich bilansów. Stąd niekiedy brutalna redukcja kredytowania przez banki małych firm, która jest główną przyczyną obecnej stagnacji w Europie.

Być może regulatorzy uważają, że jeśli świat obył się od epoki kamienia do XVII wieku bez bankowości opartej na rezerwie cząstkowej — z bankierami pożyczającymi tylko swoje pieniądze, a nie działającymi jako pośrednicy pomiędzy osobami i pomiędzy krótko- i długoterminową perspektywą — to z całą pewnością poradzą sobie z umiarkowanym dziewięcioprocentowym wskaźnikiem wypłacalności. Bankierzy powinni być wdzięczni, że już nic więcej się od nich nie wymaga. Niektórzy ekonomiści, w tym laureat Nagrody Nobla Maurice Allais[2], uważali, iż tylko stuprocentowy wskaźnik wypłacalności będzie odpowiedni. Ze wszystkich niemądrych przekonań wspieranych przez fałszywe pomoce dydaktyczne i fałszywe lekcje najnowszej historii, jest to zdecydowanie jedno z najbardziej niemądrych

 


[1] Por. Irving Fisher, The Purchasing Power of Money, its Determination and Relation to Credit, Interest and Crises, red. Irving Fisher przy współpracy Harry’ego G. Browna (New York: Macmillan, 1922), rozdz. II, akapit II.

[2] Maurice Allais (1911-2010) był francuskim ekonomistą i laureatem Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii w 1988 roku. Por. jego wykład noblowski wygłoszony 9 grudnia 1988 roku pt. „An Outline of My Main Contributions to Economic Science”.

44 odpowiedzi na „Jasay: Pieniądze z helikoptera i bankowość epoki kamienia”

  • Ten tekst jest bardziej neoklasyczny niż austriacki, ale moim skromnym zdaniem doskonale opisuje tę „kryzysową” rzeczywistość gospodarczą. Co do rezerwy cząstkowej to sprawa jest absolutnie bezdyskusyjna, że ludzie chcą jej używać, bo wolą mieć konto bankowe z procentem, a nie takie do którego będą musieli dopłacać. Z pewnością jest mniej stabilna, ale za to rekompensuje swoje ryzyko efektywnością. Gołym okiem widać, że jak zwiększyli wymagania co do kapitału własnego banków, to skurczyła się akcja kredytowa. Małe firmy padają bez dostępu do kredytu. Jednak ilość kredytu też powinna podlegać stosunkowi popytu do podaży. Ale nie chciałbym się upierać przy swoim stanowisku, bo nie jestem w tej sprawie ekspertem. Takie są po prostu moje intuicje i gdybania. Wiem, że kontrowersyjny temat w „austriackiej” społeczności.

  • Zauważyłem, że ważnym straszakiem w dyskusji o rezerwie cząstkowej jest deflacja. Czy mogę liczyć na wskazanie dobrego omówienia jej zgubnego wpływu na gospodarkę?

  • Kogo wy tu publikujecie? Zwolennika rezerwy cząstkowej? I to jeszcze na tyle niedouczonego, że uznaje 100% pokrycie wkładów za niemądre żądanie.

    • Po pierwsze Jasay jest zwolennikiem uporządkowanej anarchii, więc nie sądzę, żeby był zwolennikiem jakichkolwiek regulacji państwowych. A po drugie, w ramach anarchii rezerwa cząstkowa jest nie tylko możliwa – jej ewolucja jest naturalna, jako że domagają się jej sami klienci banków. To regulacje i kontrola państwa jest problemem, brak wolnej bankowości i konkurencji między emitentami walut jest problemem, a nie brak stuprocentowej rezerwy narzuconej przez państwo. Zresztą Selegin i White potrafią stanowisko, które jest mi bliskie, znacznie lepiej uzasadnić ode mnie, więc polecam poczytać tych dwóch austriackich ekonomistów.

    • „Niedouczonych” zwolenników rezerwy cząstkowej jest na wśród czytelników mises.pl więcej niż Ci się wydaje 😉 Poza tym publikacja tekstu nie jest tożsama ze stanowiskiem Instytutu w danej sprawie. Bardzo dobrze, że od czasu do czasu pojawiają się także „nieaustriackie” teksty – zmusza to do spojrzenia z innej strony. Jeśli krytykujemy to konkrety, konkrety Panowie.

  • Są tu dwa aspekty: jeden ekonomiczny a drugi moralny.
    Pierwszy. Cząstkowa rezerwa wkładów na żądanie to produkcja pustego kredytu, a jego skutkiem są cykle koniunkturalne.
    Drugi. Jeśli bankier nie dotrzymuje zobowiązania, że w każdej chwili odda mi wkład na żądanie, to powinien gnić w więzieniu jak złodziej czy oszust, czyli musi na nim ciążyć podwójna, cywilna i karna odpowiedzialność.

  • Ja nie chcę panu zabraniać podpisania umowy.
    Ja chcę możliwości wsadzenia do kryminalu bankiera, który oszukał posiadacza wkładu na żądanie.

    A gdy chodzi o teksty podane, to znam te poglądy, i nie mam ochoty żyć w systemie, w którym bansterzy będą mieli możliwość wywoływania cykli koniunkturalnych.

    • Ja też chciałbym, żeby nieuczciwi bankierzy odpowiadali za swoje oszustwa. Natomiast nie chciałbym, żeby wsadzano do więzienia uczciwych bankierów, którzy podpisali ze swoimi klientami dobrowolne umowy, że będą inwestować ich środki, tylko dlatego, że Panowi Marianowi ubzdurało się, że to jest oszustwo. Proszę Pana proszę zostawić mnie i moje umowy z bankami w spokoju. A to, czy Pan chciałby żyć w kraju, w którym funkcjonuje tylko barter albo nie ma podziału pracy, albo w jeszcze innej epoce kamienia, to już mnie proszę Pana nie interesuję.

      • Jeśli 100% pokrycie wkładów na żądanie, czyli uniemożliwienie kreacji pustego kredytu, a więc i cykli koniunkturalnych, jak tego dowodzą Mises i Rothbard, jest dla pana równoznaczne z zaprowadzeniem barteru, i uniemozliwieniem podziału pracy, to albo jest to z pańskiej strony złośliwość wynikająca z braku argumentów, albo nieuctwo wynikające z nieznajomości poglądów dwóch powyżej wymienionych przeze mnie przedstawicieli szkoły austriackiej.

        Zatem wybaczy pan, ale po imputowaniu mi takich absurdalnych poglądów proszę nie liczyć, że będę pańskie wypowiedzi traktował jako godne uwagi z mojej strony.

        • „Jeśli 100% pokrycie wkładów na żądanie, czyli uniemożliwienie kreacji pustego kredytu, a więc i cykli koniunkturalnych, jak tego dowodzą Mises i Rothbard, jest dla pana równoznaczne z zaprowadzeniem barteru, i uniemozliwieniem podziału pracy, to albo jest to z pańskiej strony złośliwość wynikająca z braku argumentów, albo nieuctwo wynikające z nieznajomości poglądów dwóch powyżej wymienionych przeze mnie przedstawicieli szkoły austriackiej.”

          Widzi Pan, to czy rezerwa cząstkowa w wolnej bankowości tworzy cykle koniunkturalne czy nie, to jest temat dyskusyjny (polecam w tej sprawie tekst Marcina Zielińskiego pt. „System pieniężny bez banku centralnego” w pozycji pt. „Pod prąd głównego nurtu ekonomii” pod redakcją dr Mateusza Machaja dostępnej w sklepie internetowym IM).

          Napisałem wyraźnie „funkcjonuje tylko barter albo nie ma podziału pracy, albo w jeszcze innej epoce kamienia”. Narzucenie siłą rezerwy stuprocentowej jest dla mnie niemoralnym powrotem do epoki kamienia. Do epoki kamienia dlatego, bo padłoby 90% małych i średnich firm w takim systemie, a niemoralnym dlatego, bo nic Panu do tego czy używam banknotów z napisem np. „Bank zwraca na żądanie w czasie 90 dni od złożenia wniosku o zwrot wkładu”. To jest moja i mojego bankiera sprawa – naszej umowy – czy on inwestuje środki zdeponowane i umożliwia wydanie wkładu do czasu X miesięcy, albo w zamian za rekompensatę w postaci udziałów banku, gdy potrzebne jest wydanie środków na „już”, albo jeszcze inny system). Powstrzymanie ludzi przed podpisywaniem takich umów, aby uniemożliwić cykle koniunkturalne może tylko państwo. Dlatego też pytam jeszcze raz: na jakiej podstawie chce Pan ingerować w wolność umów?

          To, że wydaję się Panu, że coś tworzy cykle koniunkturalne, nie daje Panu prawa zabronienia ludziom kupowania w banku takich albo innych usług. Panu się ciągle wydaje, że bankierzy obiecują wydanie środków w dowolnym momencie i nie rekompensują niczego, gdy tych środków nie mają. Gdyby taka była umowa, to oczywiście jest to jawne złamanie warunków kontraktu i należy takiego bankiera ukarać. Ale jeśli umowa dopuszcza inwestowanie środków i opóźnienia w oddaniu wkładu, to nic Panu do tego, co ja robię ze swoim złotem.

          Peter Shiff założył bank z pełną rezerwą. Jak chce Pan płacić za miejsce w sejfie to proszę bardzo. Ja Panu tego nie zabraniam. Natomiast ja wolę, żeby moje środki były inwestowane, a w zamian będę dostawał procent i inne usługi, i nic Panu do tego, jeśli jest to dobrowolna, uczciwa umowa jasno określająca warunki.

          • To o czym pan pisze to nie jest wkład na żądanie, i po raz kolejny powtarzam, że nie zabraniam panu dogadywania się z bankierem co do wkładów jakie się panu marzą, a które nie są wkładem na żądanie.

            Lekturę którą pan poleca już dawno temu studiowałem. I nadal pozostaję przy stanowisku Misesa i Rothbarda.

            To nie mnie się wydaje, że cząstkowe pokrycie wkładów na żądanie kreuje pusty kredyt, i że kreacja pustego kredytu powoduje cykle koniunkturalne, tylko – używając pańskiego lekceważącego określenia – wydaje się to Misesowi, twórcy tej teorii cyklu koniunkturalnego.
            I to chyba panu, oraz tlumaczonemu przez pana autorowi wydaje się, że cząstkowe pokrycie wkładów na żądanie nie powoduje cykli koniunkturalnych.

            Wiem że są tacy, którzy mają inne niż Mises poglądy. Jednak jeśli z tego powodu pogląd Misesa nazywa pan dyskusyjnym, jeszcze nic nie znaczy. Bo ważne jest kto rację, a nie czy coś jest – jak pan to nazywa – dyskusyjne.

            A tak przy okazji tej wymiany zdań, to każde pożyczanie przez bankiera cudzego wkładu na czas dłuższy od terminu wypowiedzenia tego wkładu, bedzie tworzeniem pustego kredytu. I bedzie też oszustwem wobec posiadacza wkładu, i dlatego powinno byc zagrożone odpowiedzialnością karną, a nie tylko cywilną.

        • Panowie po co te kłótnie wszak władza obu panów ma głęboko w d….ie.Żaden rodzaj umowy ani też 100% rezerwa nie uchroni was przed utratą majątku lub jego części o ile pieniądz będzie miał nadal taką formę jak obecnie.

  • „To o czym pan pisze to nie jest wkład na żądanie, i po raz kolejny powtarzam, że nie zabraniam panu dogadywania się z bankierem co do wkładów jakie się panu marzą, a które nie są wkładem na żądanie.”

    Dziękuję bardzo. Już myślałem, że chce Pan zmusić wszystkie banki do rezerwy stuprocentowej.

    „Lekturę którą pan poleca już dawno temu studiowałem. I nadal pozostaję przy stanowisku Misesa i Rothbarda.
    To nie mnie się wydaje, że cząstkowe pokrycie wkładów na żądanie kreuje pusty kredyt, i że kreacja pustego kredytu powoduje cykle koniunkturalne, tylko – używając pańskiego lekceważącego określenia – wydaje się to Misesowi, twórcy tej teorii cyklu koniunkturalnego.
    I to chyba panu, oraz tlumaczonemu przez pana autorowi wydaje się, że cząstkowe pokrycie wkładów na żądanie nie powoduje cykli koniunkturalnych.
    Wiem że są tacy, którzy mają inne niż Mises poglądy. Jednak jeśli z tego powodu pogląd Misesa nazywa pan dyskusyjnym, jeszcze nic nie znaczy. Bo ważne jest kto rację, a nie czy coś jest – jak pan to nazywa – dyskusyjne.”

    Rzecz w tym, że nie rozumie Pan różnicy między pieniądzem fiducjarnym w wolnej bankowości opartej na cząstkowej rezerwie (który jest pieniądzem towarowym) a pustym pieniądzem tworzonym przez banki centralne. Polecam w tej sprawie ten artykuł:
    http://mises.pl/blog/2012/12/12/selgin-white-w-obronie-srodkow-fiducjarnych-nie-jestesmy-dewolucjonistami-jestesmy-uczniami-misesa/

    „A tak przy okazji tej wymiany zdań, to każde pożyczanie przez bankiera cudzego wkładu na czas dłuższy od terminu wypowiedzenia tego wkładu, bedzie tworzeniem pustego kredytu. I bedzie też oszustwem wobec posiadacza wkładu, i dlatego powinno byc zagrożone odpowiedzialnością karną, a nie tylko cywilną.”

    Proszę Pana, depozyt to powierzenie pieniędzy w wyłączne wykorzystanie przez bank bez możliwości wycofania pieniędzy przed terminem zapadalności. To nie są Pana pieniądze. Pan pożycza bankowi pieniądze, a w zamian dostaję bankonoty, które są roszczeniem do określonej sumy złota. Analogicznie jak Pan pożyczy mi pieniądze to one stają się moje, a Pan ma roszczenie do zwrotu określonej sumy – nie jest tak, że muszę oddać Panu te same pieniądze, które mi Pan pożyczył. Depozyt to jest wierzytelność bankowa, nie kwit magazynowy. Proszę Pana, niech sobie Pan wyobrazi, że umowa dopuszcza rolowaną pożyczkę o czasie zapadalności 1 mikrosekunda. W takim wypadku „pożyczanie przez bankiera cudzego wkładu na czas dłuższy od terminu wypowiedzenia tego wkładu” nie jest w ogóle możliwe. Wszystko łatwiej sobie uświadomić, gdy „bank” określimy mianem firmy inwestującej środki a nie wielkiego zbiorowego sejfu; natomiast pieniądz określimy jako normalny towar podlegającym tym samym zasadom, co wszystkie inne towary.

    Jeśli Pan podpisałby umowę z bankiem, w ramach której, bank zobowiązywałby się do usług sejfowych, to w tym wypadku naturalnie inwestowanie Pana środków bez Pana zgody byłoby naruszeniem warunków umowy, a więc podlegałoby odpowiedzialności cywilnej.

    • „Środki fiducjarne stanowią świetne źródło przychodów dla ich emitenta; wzbogacają zarówno emitenta, jak i społeczeństwo, które je stosuje”
      — Ludwig von Mises, The Theory of Money and Credit, Indianapolis: Liberty Classics, 1980, s. 359.

      • Mateusz Benedyk

        Na koniec tej samej książki Mises pisze, że stosowanie środków fiducjarnych trzeba zakończyć, bo niesie ono źródło swojego własnego zniszczenia. A w dodatku o reformie pieniężnej potrzebnej w USA ten sam Ludwig za podstawę uznaje 100% rezerwę na wszystkie nowe depozyty. Chyba jednak doszedł do wniosku, że szkody są większe od korzyści…

        • No tak, można się spierać czy późny Mises miał więcej racji od wczesnego Misesa. Moim zdaniem nie miał. 🙂

          A dla potomności zostawiam jeszcze jeden cytat:
          „Wolna bankowość jest jedynym sposobem zabezpieczenia się przed niebezpieczeństwami tkwiącymi w ekspansji kredytowej. Jest prawdą, że nie powstrzyma powolnej ekspansji kredytowej o bardzo małej sile rażenia ze strony ostrożnych banków, które zapewniają społeczeństwu wszystkie potrzebne informacje o swoim statusie finansowym. Ale w systemie wolnej bankowości nie byłoby możliwe, aby ekspansja kredytowa wraz ze wszystkimi swymi nieuchronnymi skutkami, stała się regularną — chciałoby się powiedzieć normalną — cechą systemu ekonomicznego. Tylko wolna bankowość mogłaby uchronić gospodarkę rynkową przed kryzysami i depresjami.”
          — Ludwig von Mises, Human Action: A Treatise on Economics. 3rd rev. ed. Chicago: Henry Regnery, 1966, s. 443

    • Jeszcze raz a propos „pożyczanie przez bankiera cudzego wkładu na czas dłuższy od terminu wypowiedzenia tego wkładu”. Ten okres oczywiście może być określony w umowie, ale bynajmniej nie musi – mogą istnieć alternatywne zabezpieczenia przed niewypłacalnością – a jednocześnie bynajmniej nie oznacza to, że skutkiem tego będzie nierównowaga monetarna początkująca cykl koniunkturalny, o ile bankierzy dobrze będą zarządzać tymi środkami:

      >>Trzymanie pieniędzy wyemitowanych przez bank z rezerwą cząstkową nie tylko (jak trzymanie pieniądza bazowego) odkłada konsumpcję na dalszą lub bliższą przyszłość, lecz także w ten sposób tymczasowo pożycza fundusze bankowi emitującemu. Okres pożyczki nie jest sprecyzowany — depozyt na żądanie lub banknot może być wymieniony każdego dnia — ale jeśli bank potrafi z dużą dokładnością oszacować długość okresu, w którym jego roszczenia pozostaną w cyrkulacji (rozkład statystyczny czasów, które pozostały do wymiany tych roszczeń), może on bezpiecznie podejmować inwestycje o odpowiednim okresie trwania[27]. Jak napisał Mises (1980, s. 352) w odniesieniu do pokrewnego problemu szacowania rozmiaru popytu na bankowe środki fiducjarne, bankier „musi polegać na niepewnych procedurach empirycznych, które łatwo mogą prowadzić do pomyłek. Niemniej jednak, roztropni i doświadczeni dyrektorzy bankowi — a większość dyrektorów bankowych jest roztropnych i doświadczonych — zazwyczaj dobrze sobie z tym radzą”.<<

      Jak sam Mises twierdzi: Panowie, nie ma spiny – bankiery dadzą radę. Jest to zresztą w ich interesie, żeby bank tak zarządzał rezerwą i pożyczkami, żeby nie stanął przed widmem strat wynikających z chwilowej niewypłacalności.

      • A nawet gdyby ekspansja kredytowa w wolnej bankowości tworzyła cykle koniunkturalne, to nie widzę moralnego uzasadnienia dla jej zakazania. Należy się pogodzić z tym, że czasami ludzie podpisują umowy, które mają wpływ na resztę gospodarki i pośrednio na nas samych – czasami negatywny, czasami pozytywny – ale to nie jest uzasadnienie dla zakazu. Po prostu żyjemy w społeczeństwie i tyle – ze wszystkimi dobrymi i złymi stronami tego stanu rzeczy.

        Nie możemy zakazać, ale możemy zawsze ludzi przekonywać. Ale nawet jeśli stuprocentowa rezerwa zapewniałaby większy dobrobyt niż rezerwa cząstkowa, to trudno by było namówić ludzi, żeby zrezygnowali z lukratywnego procenta na lokacie bankowej. Myślę, że jeśli udałoby się osiągnąć pewność w tym temacie, to i tak trudno by było ludzi przekonać, żeby nie inwestowali krótko-terminowo bieżących środków na swoim rachunku.

  • To jest właśnie to dno do którego doprowadzono podmieniając znaczenie pojęć: pożyczki i depozytu czy rachunku bankowego. I zrobiono to celowo, bo jest to wygodne dla bankstera.
    Poza tym niech pan nie miesza skrytki bankowej, sejfu z depozytem na żądanie. Proszę sobie poczytać chociażby de Soto. I proszę wreszcie w ślad za banksterami nie wmawiać mi, że ja zawieram z nimi umowę pożyczki deponując wkład na żądanie.

    Jest pan tak przesiąknięty antyaustriackimi błędami, że proszę mi wybaczyć, ale brakuje mi czasu na uczenie pana szkoły austriackiej w wydaniu Misesa czy Rothbarda.

    • Ależ proszę Pana, przecież warunki na jakich funkcjonuje relaca pomiędzy bankiem (czy dowolną inną firmą finansową) i klientem oraz środkami przekazanymi przez klienta do banku (czy dowolnej innej firmy) zależy od umowy, a nie od austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego.

      Jeśli umowa stanowi, że bank jest sejfem, to bank jest sejfem i wtedy bank nie może pożyczać pieniędzy. Jeśli umowa stanowi inaczej, to jest inaczej. Nie ważne jak Pan to nazwie. Nie ważne czy nazwie Pan bank bankiem a depozyt depozytem. Nazwy nie mają znaczenia – istotą są warunki umowy.

      Proszę Pana, ja Panu nic nie wmawiam, ja tylko chciałbym, żeby czytał Pan umowy, które Pan podpisuje, żeby nie była Pan później zaskoczony, że banki funkcjonują w taki a nie inny sposób. Przecież to Pana wybór. Jak już wspomniałem Peter Shiff założył bank 100% pokrycia w złocie i może Pan mu płacić za przechowanie złota. Dla mnie jest to nonsensowne, jako że banki z rezerwą cząstkową zapewniają lepsze usługi finansowe (choć są obarczone większym ryzykiem). Ale cóż: de gustibus non disputandum est.

      Rozumiem, że skończyły się Panu argumenty, dlatego nie ma Pan czasu tłumaczyć mi jak „jest naprawdę”. A szkoda, szkoda, bo chętnie bym się dowiedział, jako to rezerwa cząstkowa jest oszustwem, choć klienci banków sami do niej prą. Chętnie bym posłuchał, jak to cały świat od 300 lat daje się omamić bankom prez głupi procencik do lokaty. I jak to racjonalni ludzie sami by dopłalcali do przechowywania swoich środków, zamiast je pożczyać, żeby na tym zarobić. Szkoda, szkoda, chętnie bym został „prawdziwym” austriakiem, a nie antyaustriacką „wydmuszką” jak Selgin, White, Horowitz, Boettke, etc.

  • Może łatwiej Panu będzie zrozumieć jak działa bankowość, jak przestaniemy mówić o bankach i depozytach, a skupimy się na relacjach pomiędzmi dwoma osobami. Franek może dać Tadziowi swoje pieniądze albo na przechowanie – czyli po to, żeby ten przechował je w zamian za stosowną opłatą albo w formie przyjacielskiej przysługi (pełna rezerwa) – albo może mu je pożczyć w zamian za to, że Tadzio mu naprawi rower. Teraz jak Tadzio dostał pieniądze Franka na przechowanie to nie może ich wydać na wódkę, bo by to było wbrew umowie Franka i Tadzia. Natomiast jeśli Franek pożczył pieniądze Tadziowi, to Tadzio może je przepić, potem je odorbić puszczając się, a potem je Frankowi w umówionym terminie oddać (albo w danym terminie, albo np. na żądanie według warunków opisanych w umowie). Tadzio może też pożyczyć te pieniądze komuś innemu samemu zarabiająć na tym. I nie jest to złamanie umowy z Frankiem, dopóki Franek może odzyskać swoje pożyczone pieniądze według warunków umowy tej pożyczki.

    Czy to naprawdę tak trudno pojąć?

  • Wg mnie bardzo łatwo, niestety de Soto zrobił straszną krzywdę zwolennikom ASE tworząc tak przekonywujące, ale nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością dzieło. Odkręcić to jest jak Pan widzi bardzo trudno.
    Wg mnie domaganie się rezerwy stuprocentowej to nieświadome domaganie się renty monopolowej z posiadania pieniądza. Mamy rezerwę stuprocentową – posiadacze pieniędzy bogacą się nie robiąc nic – dobrobyt zawsze powinien wynikać z pracy, inaczej do niczego nie dojdziemy. Rezerwa cząstkowa z pośród wielu swoich zalet umożliwia także zapobieżenie takiej sytuacji – siła nabywcza pieniądza nie rośnie sztucznie.

  • Zaczynam podejrzewać, że panika ujawnił się z imienia i nazwiska.

  • @kaptialny
    „posiadacze pieniędzy bogacą się nie robiąc nic”

    żeby otrzymać pieniądze najpierw trzeba coś wykonać pożytecznego. to raz. nie wydaję pieniędzy, to znaczy zwalniam zasoby które ktoś może wykorzystać. a więc również jest korzyść dla innych i sposób na wzbogacenie się dzięki temu że ja odłożyłem konsumpcję.
    po za tym kolekcjonerzy znaczków też nic nie robią i bogacą się z samego trzymania znaczków. i co z tego?

    • Zgadzam się z Balcerkiem, uwazam, że to nietrafiony argument. Dobrobyt zależy tak od pracy, jak i od szczęścia. Nic z tym nie zrobimy, że los ludzki w tak dużym stopniu zależy od szczęścia. Ktoś może w swoim ogródku wykopać skrzynie ze złotem przez przypadek i też się wzbogaci bez pracy. Czy z tego powodu ktoś może mu ten skarb skonfiskować? Nie sądzę. Szczerze mówiąc, uważam, że Locke’owskie uzasadnienie własności jest absurdalne. Hume zrobił to dużo lepiej, bo nie wsadził w teorię własności arbitralnego sądu, że ktoś musi własność zmieszać ze swoją pracą – Hume po prostu stwierdził: kto pierszy, ten lepszy. Nie jest to fajne, że szczęście odgrywa tak wielką rolę w kształtowaniu dobrobytu jednostek i społeczeństw, ale teoria naukowa (w tym teoria własności) nie ma opisywać rzeczywistość taką, jaką chcielibyśmy aby była, ale taką jaką ona w istocie jest. 

      Natomiast ja bronię rezerwy cząstkowej, bo uważam, że (1) jest moralnie dopuszczalna, o ile umowa jasno określa warunki; (2) ludzie sami do niej dążą, bo raczej wolą mieć procencik niż go nie mieć oraz (3) – mniej rygorystycznie – bo uważam argument Selgina i White’a co do efektywności rezerwy cząstkowej za pociągający intelektualnie, choć mam wobec niego poważne wątpliwości.

      • Panie Tomaszu, nikt tu nie mówi o odbieraniu komuś czegokolwiek. Sprzeciwiam się jedynie sztucznemu blokowaniu powstawania nowych pieniędzy, jeśli rynek tego chce (czyli jeśli dobrowolne interakcje do tego prowadzą). Owszem, rozumiem, że pieniądze czy własność można zdobyć na wiele sposobów, niekoniecznie przez pracę – nie jestem jakimś nawiedzonym doktrynerem 😉 Ale instytucjonalny monopol to już co innego…

    • @Balcerek
      Zgoda, aby otrzymać pieniądze trzeba (zazwyczaj) wykonać coś pożytecznego – ale wystarczającą „nagrodą” są same pieniądze, a nie wzrost ich wartości w czasie. Nie zrozum mnie źle, nie chcę karać posiadaczy pieniądza, uważam natomiast, że ich majątek powinien wzrastać proporcjonalnie do wzrostu gospodarczego, a nie go wyprzedzać. Owszem, nie wydając pieniędzy zwalniam zasoby – ale tylko dla innych posiadaczy pieniądza (kredyt jest ograniczony) – jest mniejsza konkurencja o zasoby więc są mniej efektywnie wykorzystywane.
      Jeśli chodzi o przykład znaczków – nie są one powszechnym środkiem wymiany. Gdy pieniądz zostaje traktowany jak znaczki traci swoją użyteczność. Swoją drogą czy wypuszczenie przez emitenta dodatkowych egzemplarzy danego znaczka nazwałbyś przestępstwem? Nie sądzę – traci on swoją wartość kolekcjonerską, emitent który tego dokona traci klientów i wiarygodność, jednak jeśli nie podpisał umowy, że tego nie zrobi nie można go w żaden sposób dodatkowo karać (karą jest dla niego strata klientów). Poza tym można wypuścić serie innych znaczków – to także wpływa na wartość pozostałych.
      Pieniądz jest towarem jak każdy inny, wraz ze wzrostem ilości spada jego wartość. Czy przedsiębiorcę, który zachęcony dużym popytem na jego towar zwiększy produkcje tez nazwiemy przestępcą – dlatego, że wartość wymienna już wyprodukowanych egzemplarzy spada?
      Rezerwa cząstkowa, ba, nawet dodruk pieniądza same w sobie w żadnym wypadku nie są przestępstwem czy kradzieżą! Jedynym nieuczciwym elementem jest monopol w emisji – czyli bank centralny.

      • „Pieniądz jest towarem jak każdy inny”-niedorzeczność ,to i tak mało powiedziane w dobie fiat money. Jeżeli prawdę jest że dobrobyt bierze się z pracy to i pewnie przez pomyłkę historia fałszywie ocenia napis nad jedną z bram KL Auschwitz”Arbeit macht frei”. Panowie zakładajcie własne firmy bo marnujecie się na etatach)))))))))))))))))).

  • A na marginesie, ostatnio Robert P. Murphy udzielił wywiadu Obserwatorofi Finansowemu i znalazła się tam taka wypowiedź:
    „Muszę przyznać, że ostatnie lata były bardzo dziwne. W normalnych warunkach dodruk pieniądza w skali, z jaką mieliśmy do czynienia po 2008 roku, spowodowałby bardzo wysoką inflację i podniesienie stóp procentowych. Tymczasem tak się nie stało. Bardzo aktywny Fed prowadził luzowanie ilościowe, obniżał stopy procentowe do zera i nic. Żadnych widocznych negatywnych skutków. Dlaczego? Jest kilka hipotez, jednak każda z nich prowadzi do tej samej konkluzji: to nie może trwać wiecznie.”
    (Źródło: http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/finanse-publiczne/nie-uniknelismy-kryzysu-odwlekamy-go/comment-page-1/#comment-29734)

    Ten tekst Jasaya wyjaśnia dość dobrze dlaczego „luzowanie ilościowe” nie uruchomiło hiperinflacji.

  • >>Ponownie pozwolę się nie zgodzić ,moim zdaniem zdecydowanie nie dobrem a złem .<<

    Jak już wspomniałem: de gustibus non disputandum est.

    • Tyle, że ja tu słowa „dobro” użyłem w znaczeniu ekonomicznym a nie wartościującym 😉

    • Prawdziwy pieniądz niesie ze sobą informację,a fałszywy dezinformację czyli mamy prawdę kontra kłamstwo-z tego wynika logicznie że mamy do czynienia z konfrontacją dobrego(prawdziwego) i złego(fałszywego) obrazu rzeczywistości którą próbujemy sobie zagospodarować.Nie widzę tu miejsca na gust,no chyba ze gustuje pan w zgniłych jabłkach uważając je za pełnowartościowe,pordzewiałych i uszkodzonych samochodach uważając i płacąc za nie jak za pełnowartościowe itd.itp.I nie mam tu zamiaru pana na siłę przekonywać że białe jest białe a ….Tylko po co po przegranej obrzucać kogoś” inwektywami że głupi”(,-)) ma zawsze szczęście-szczęście sprzyja lepszym,a już na pewno lepiej poinformowanym a lepiej poinformowany to ten który czyta prawdziwe dane a nie fałszywe.

  • Coś dziwnego dzieje się w komentarzach, na niektóre można bezpośrednio odpowiedzieć a na niektóre nie. Czy to celowe?

  • „Nowe regulacje Bazylei III oraz obowiązujących już: dyrektywy CRD IV i rozporządzenia CRR powodują, że banki mają do wyboru: zwiększanie kapitałów lub zmniejszanie aktywów ważonych ryzykiem. Ponieważ kapitał jest drogi, najczęściej wybierają tę drugą opcję.

    Banki działające w Unii zmniejszały już aktywa ważone ryzykiem o 7 proc. rocznie w 2012 i w 2013 roku – podaje Deutsche Bank Research. Według danych Europejskiego Banku Centralnego, nowe kredyty dla firm udzielane przez banki w strefie euro zmniejszyły się od szczytu w 2008 do końca 2013 roku o 42 proc., a wartość kredytów ogółem dla sektora przedsiębiorstw od szczytu w 2008 roku spadła o 10 proc., do 5,4 bln euro. Nawet jeśli podaż kredytu w strefie euro w ciągu ostatnich miesięcy ustabilizowała się na niskich poziomach, to nie znaczy, że banki są zdolne sprostać potrzebom finansowania gospodarki.

    W Polsce sytuacja jest bez porównania lepsza, gdyż wskaźnik wzrostu kredytu dla sektora przedsiębiorstw w 2013 roku był dodatni i – według danych KNF – wyniósł 2 proc., gdy w strefie euro wyniósł minus 3 proc. W niektórych państwach, jak np. w Słowenii, spadł on o 24 proc. rok do roku, w Hiszpanii – o 14,2 proc., a we Włoszech – o 6,1 proc. Nawet Niemcy odnotowały spadek o 1 proc.

    Prócz tego, większość banków w Europie ma porażająco wysoki wskaźnik kosztów do dochodów, a stoją przed wyzwaniem rewolucji technologicznej pociągającej za sobą ogromne koszty, w tym wydatki związane z bezpieczeństwem systemów transakcji mobilnych i budowania elektronicznych relacji z klientami. Część instytucji po prostu nie jest w stanie sprostać tym wyzwaniom i będzie musiała wyjść z rynku. To powód, dla którego Europa nie może liczyć, że sektor bankowy przesądzi o jej nowej dynamice rozwoju.”

    http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/unia-szuka-kapitalu-poza-bankami/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • To nie z życzliwości rzeźnika, właściciela browaru czy bankiera możemy spodziewać się obiadu, ale z ich troski o własny interes. Adam Smith
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>