Autor: Roman Rybarski
Opracowanie: Aleksy Przybylski
Wersja PDF

Tekst publikowany w ramach projektu Dziedzictwo

Tekst pochodzi z „Myśli Narodowej” z dnia 03.01.1932 r.

RybarskiO niedomaganiach i utrapieniach gospodar­czych, których doznają dzisiaj wszystkie państwa świata, pisze się bardzo wiele. Różne instytuty badania koniunktur, wydawnictwa Ligi Narodów, publikacje banków, wreszcie pry­watne opracowania nagromadziły olbrzymi materiał statystyczny. Dzięki niemu możemy poznać dokładnie objawy choroby, którą oznacza się, niezupełnie ściśle, nazwą „przesilenia gospodarczego”. Gorzej jest już z diagnozą przyczyn tej choroby. Rozbieżność zdań jest wielka. A już przewidywa­nia przyszłości są najbardziej rozbieżne. W związ­ku z naturalną skłonnością do optymizmu lub pe­symizmu, zabarwioną nieraz pierwiastkami uczuciowymi, które każą widzieć przyszłość taką, jaką chciałoby się widzieć, zostały podane w wątpli­wość podstawy ustroju gospodarczego. Coraz częściej słychać zdanie, że wkraczamy w nową epokę rozwoju, czy też, jak kto woli, upadku go­spodarczego, że tzw. przesilenie wstrząśnie go­spodarczą organizacją społeczeństw. Jedni widzą nowe postaci ustroju, wyłaniające się już z obec­nego chaosu, inni znowu wiedzą, że chaos będzie trwał długo, ale nie usiłują określić, co się z nie­go wyłoni.

Nie tylko różne ideały społeczne zabarwiają, każdy na swój sposób, przewidywania przyszłości. Nikt nie jest w możności ogarnąć wszystkich fak­tów, wszystkich przejawów przesilenia. A między tymi, którą zgromadził badacz, nie potrafi on utrzy­mać zupełnie obiektywnej proporcji. Gdy się czyta różne prace i rozprawy, poświęcone obec­nemu położeniu gospodarczemu, to zwykle z ich treści można rozpoznać narodowość autora, choćby się o tym skądinąd nie wiedziało. Inaczej pisze Anglik, Niemiec, inaczej Francuz lub Amerykanin. Każdy odczuwa silniej zjawiska, które go bezpo­średnio otaczają, z którymi jest związany najróżnorodniejszymi nićmi. Ma często skłonność, by objawy kryzysu, zachodzące w jego ojczyźnie, traktować jako coś ważniejszego, niż fakty z ży­cia innych krajów. Nieraz bierze partem pro toto, narodowe niedomagania uogólnia i nadaje im uniwersalną doniosłość. Niemiec np. nie pominie wer­salskiego traktatu i sprawy odszkodowań, zaś Anglik będzie bolał nad wzrostem dążności protekcjonistycznych w świecie, uderzających boleśnie w sta­nowisko angielskiego przemysłu. Uczony, który pochodzi z kraju rolniczego, będzie uwypuklał mocno znaczenie kryzysu rolnego, czasem na­wet je przeceniał, gdy znowu u Anglików można napotkać często na niedocenianie roli rolnictwa w światowym gospodarstwie. Francuz, którego kraj jest przez kryzys dotknięty stosunkowo sła­biej, zachowuje zwykle miarę w ocenie skutków kryzysu, a natomiast przedstawiciele narodów, wstrząśniętych najgłębiej obecnymi przewrotami, przerzucają swój pesymizm na cały świat.

Kto chce być najbliżej rzeczywistości, musi jak najmniej ulegać sugestii cudzych poglądów, zabarwionych świadomie czy nieświadomie różnymi tendencjami. A te tendencje mogą się ukrywać nawet poza długimi szeregami cyfr, z któ­rych każda z osobna jest prawdziwą! Każdy, kto bada zagadnienia gospodarczej teraźniejszości i przyszłości, ma prawo dążyć do tego, by ustrój gospodarczy kształtował się według jego pragnień i woli. Nie można od nikogo wymagać, by przej­mował się w równym stopniu losami obcego na­rodu, jak i swego własnego. Ale właśnie dlatego, by wiedzieć, po której drodze iść należy, koniecz­ne jest zachowanie zupełnej swobody w ocenie faktów, unikanie subiektywizmu w zapatrywaniu na to, co jest i przewidywaniu tego, co nastąpi. Bo tylko wtedy polityka gospodarcza narodu będzie skuteczna, gdy będzie brała w rachubę realne możliwości a nie fantazje, gdy znane jej będą rzeczywiste siły, działające w święcie, tak przy­chylne, jak i niebezpieczne.

Polityka ta musi przewidywać, co nastąpi, względnie co może nastąpić. Wolno jest uczonemu ekonomiście, który nie chce wykroczyć poza gra­nice niewątpliwych faktów, zakończyć swoją pracę nad obecnym położeniem gospodarczym świata samymi znakami zapytania. Nauka ma nawet obowiązek dać wyraz wszystkim możliwym wąt­pliwościom, ale gdy schodzi się z gruntu nauki czystej na grunt nauki „stosowanej“, to wtedy trzeba ryzykować pewne przepowiednie. Wtedy trzeba wskazać, co jest mniej, a co więcej prawdopodobnym, przewidywać, po jakiej drodze, według dostępnych danych, pójdzie rozwój gospodarstwa. Oczywiście, że można się pomylić. A wieszczbiarstwo, wyrażone nie w dwuznacznych, pytyjskich formułach, lecz w konkretnych przewidywa­niach, ogłoszonych drukiem, jest bardzo zawodne. Pozostaje chyba pociecha, którą wyraził już Cicero: neque enim tanta est infelicitas haruspicum, ut ne casu guidem umquam fiat, quod futurum esse illi dixerint[1].

Nie stanowią zachęty do dalszych przewidy­wań zawody, które spotkały, zwłaszcza w powo­jennym okresie, najpoważniejszych nawet autorów. Od r. 1919 przeobrażenia gospodarcze idą w tak szybkim tempie, że zjawiska, zaobserwowane w jed­nym roku, już w następnym zmieniają swoją po­stać, a tym samym tracą swój walor uogólnienia, na nich oparte. Bezpośrednio po zakończeniu woj­ny często przewidywano, że wyrównanie strat, przez wojnę zadanych, potrwa bardzo długo, że przez wiele lat będzie się dawał we znaki niedo­bór wytwórczości; a tymczasem dzisiaj tak wielkie są kłopoty z jej nadmiarem! Wielu pisarzy jeszcze kilka lat temu wróżyło, że kraje produkujące su­rowce i środki żywności są w szczęśliwym położe­niu, gdyż popyt na nie będzie większy, niż na go­towe wyroby przemysłowe; a tymczasem jak wielki przewrót nastąpił w poglądach na rolnictwo!

A oto bardziej konkretny przykład. W r. 1926 jeden z najpoważniejszych ekonomistów Stanów Zjednoczonych Amer. Półn., T. N. Carver, wydał książkę pod tytułem: „The Present Economic Revolution in the United States”. Na czym zasadzała się ta rewolucja? Carver udowadniał, że zagadnie­nie społeczne w Stanach Zjednoczonych jest już rozwiązane. Robotnik amerykański ma ogromną zdolność kapitalizacyjną, staje się sam kapitalistą, współwłaścicielem przedsiębiorstw, i korzysta w peł­ni z dobrodziejstw cywilizacji, polepszając coraz bardziej swój dobrobyt. Autor kończy swoje wy­wody w ten sposób: „Autor spodziewa się, że w to­nie jego książki nie ma nawet cienia pesymizmu. Ten kraj (tzn. Stany Zjedn.) jest świetny i świetne są te czasy, a one stają się jeszcze bardziej świetnymi. Żyć w tych czasach, w tym kraju, i przypomnieć sobie lata od 1870 do 1920, znaczy to obu­dzić się spod zmory”. A dzisiaj niejeden Amerykanin, może i sam Th. N. Carver — o ile by mu na to pozwoliła jego miłość autorska — dałby wiele, by znaleźć się z powrotem w tych czasach od r. 1870 do 1920.

Mimo tych ostrzegających przykładów, można i trzeba, gdy się analizuje przemiany i przewroty, które zachodzą obecnie w świecie, sięgać myślą w przyszłość. Kryje ona w sobie wiele niespodzia­nek. Jednakże dla kogoś, kto zdobył się na trud poznania obecnego stanu rzeczy i kto wie, jakie wy­darzenia złożyły się na ten stan, nie będzie tajnym, jakie istnieją realne możliwości na przy­szłość. Jest najpierw możliwym, by na podstawie znajomości sił społecznych i gospodarczych, czyn­nych w obecnej dobie, zwęzić pole przypuszczeń, wykluczyć, z dużą dozą prawdopodobieństwa, nie­jedną przepowiednię, która nie znajduje podstawy w faktach.

W życiu gospodarczym zachodzą nieraz wiel­kie przewroty, nawet rewolucje. Ale tylko oczom laika przedstawiają się one jako coś całkiem nie­oczekiwanego. Bo każda trwała przemiana, zanim dla wszystkich stanie się widoczną, przygotowuje się na długo już przedtem. Nowe formy ustroju gospodarczego wykluwają się stopniowo, w ciągłej walce z dawnymi. Zawodzą pomysły narzucenia zewnętrzną siłą nowego ustroju, o ile są one w sprzeczności z istniejącymi warunkami ekonomicznymi i społecznymi. Nie rządzą rozwojem eko­nomicznym jakieś prawa niezmienne, które umysł ludzki może ogarnąć i wykryć. Ale rozwój gospo­darczy, to ciągły proces historyczny, w którym drobne na pozór, a liczne zmiany wywołują pozor­nie nagłe i dla wielu nieoczekiwane przewroty. W tym znaczeniu miał rację Alfred Marshall, gdy swoje wielkie dzieło zaopatrzył w motto: natura non agit saltatim[2].

Niewątpliwie mogą zajść przewroty, które nie dadzą się przewidzieć. Wyobraźmy sobie, że doświadczenia, prowadzone już od dłuższego czasu nad zużytkowaniem energii słonecznej, powiodą się w tym znaczeniu, że ta energia stanie się tańszą od energii, ukrytej w węglu lub w sile wodnej. Wtedy kraje tropikalne mogą się stać główną sie­dzibą przemysłu. Na Saharze powstaną wielkie je­go ogniska, a północna półkula znajdzie się w trudnym bardzo położeniu. Jednakże przewroty tech­niczne nie dochodzą nigdy do skutku, jeżeli nie sprzyjają im inne warunki ekonomiczne i społeczne. Wielkie wynalazki XVIII w. dlatego mogły wywołać „rewolucję przemysłową”, że już wtedy istniały formy ustroju kapitalistycznego, że dzięki nagromadzeniu kapitału i doświadczenia handlowego ma­szyna parowa znalazła zużytkowanie w przemyśle, a nie służyła do zabawy lub wywoływania cudów w świątyniach, jak w starożytności.

Z drugiej jednak strony, gdyby warunki czysto materialne, w szczególności technika, określały kierunek wytwórczości i ewolucję ustroju, przewi­dywanie byłoby stosunkowo łatwe. Wtedy wiadomym by było, kiedy formy organizacji społecz­nej muszą się zmienić, ustąpić miejsca nowej „nad­budowie” prawno-społecznej. Wszakże ten prymi­tywny materializm ekonomiczny jest już dzisiaj zarzucony. Rozwój społeczno-gospodarczy pojmu­jemy jako wzajemne oddziaływanie różnych pier­wiastków dziejowych, a nie jako jednostronną za­leżność całego życia od materialnego podłoża. Do­kładna i sumienna obserwacja zjawisk nie pozwala na lekceważenie czynników duchowych, jako czegoś wtórnego, dodatkowego. Warunki naturalne, tech­nika produkcyjna, to wszystko ma pierwszorzędne znaczenie, ale nie rozstrzyga ostatecznie o rozwoju gospodarczym narodu lub o jego gospodarczym upadku. W granicach, zakreślonych przez te warunki, gospodarstwo narodowe może pójść po tej lub innej drodze. Ma przed sobą różne możliwości; o wyborze między nimi rozstrzygają siły duchowe, rozstrzyga polityka w najszerszym wyrazu znaczeniu.

Przewiduje się np. upadek gospodarczy tego lub innego imperium czy narodu. Niewątpliwie wtedy, gdy jakaś potęga, dzięki szeregowi sprzyja­jących okoliczności, zajęła dominujące stanowisko w świecie, gdy wyzyskała niższość ekonomiczną swoich współzawodników, nadchodzi czas, w któ­rym ona musi się cofnąć, zejść ze swojej uprzywi­lejowanej pozycji. Doświadczenie dziejowe uczy, że panowanie nad światem, także i w dziedzinie ekonomicznej, nie może trwać przez długie wieki. Nietrudno jest przewidzieć, że zmierzch nadejdzie po nadzwyczajnym rozkwicie. Wszakże nie łatwo jest wywróżyć, w jakim tempie i w jakiej postaci będzie się odbywał ten proces schyłkowy; czy przybierze on postać katastrofy, czy powolnego przystosowywania się do zmienionych warunków. O tym już rozstrzygną nie tyle zewnętrzne oko­liczności i materialne warunki, ile duchowe siły narodu. Jego energia, gotowość do walki z prze­ciwnościami losu, jego zdolność przystosowania się do zmienionego położenia. Te czynniki psychiczne nie dadzą się z góry określić i wymierzyć. Przed­stawiają one przy tym pierwiastek, ulegający zmia­nom, gdyż zbiorowa wola może się obudzić, albo też na odwrót, ulec rozkładowi.

Dlatego też nie można patrzeć na przebieg wydarzeń z jakimś fatalizmem, widzieć coś takiego, co nieuchronnie musi nastąpić. Narody w swej walce o byt nie mogą dokonywać cudów, tworzyć nowych form życia społeczno-gospodarczego, o ja­kich tylko spodoba im się zamarzyć. Naiwnym był pogląd, tak rozpowszechniony w XIX w., o ko­nieczności ciągłego, nieustannego postępu; ale rów­nie skrajną jest psychologia bezwzględnego upadku ekonomicznego, uczucie beznadziejności i bezsiły. Stanie się ono wtedy tylko usprawiedliwionym, gdy w społeczeństwie stępieje wola wydobycia się z trudności. A wtedy właśnie ten nastrój, który może być dziełem świadomej działalności, stanie się jedną z przyczyn ekonomicznego upadku.

Dziejowych procesów gospodarczych nie na­leży ujmować w zbył proste formuły. Pisze się obecnie wiele o „upadku kapitalizmu”. Brzmi to na pozór bardzo kategorycznie. Ale przy bliższym wejrzeniu w tę formułę okaże się, że nie ma ona bar­dzo określonej treści, że nie jest całkiem jasnym, co ma upadać. Co ważniejsza, znajomość różnych ustrojów gospodarczych i zmian, które w nich zachodzą, wskazuje na to, że nigdy nowy ustrój nie wypiera dawnego bez śladu, że równocześnie różne ustroje z sobą współzawodniczą i współżyją. Przecież jeszcze kapitalizm nie ogarnął całego świata. Przecież Polska np. jest jeszcze krajem półkapitalistycznym. Jest bardzo możliwym, że przez długie lata w różnych krajach, w różnych częściach świata będą istniały ustroje, oparte na zupełnie sprzecznych podstawach. Może się zdarzyć, że nawet ten sam kraj będzie się przerzucał z jednego ustroju do drugiego, by potem do daw­nego wrócić. Oczywiście, że żaden naród nie zdoła osiągnąć pełnej izolacji i odgrodzić się od ze­wnętrznych wpływów, od jego woli niezależnych. Ale w pewnych granicach będzie miał i ma swo­bodę wyboru takiego lub innego ustroju.

Płynie z tego wniosek, że jeżeli chcemy prze­widywać przyszłość gospodarczą, jeżeli chcemy zdać sobie sprawę z dynamiki przemian i prze­wrotów, które się dzieją w świecie i z ich poten­cjalnych możliwości, nie możemy ograniczyć się do analizy czysto materialnych zjawisk, do ugru­powania czysto gospodarczych faktów. One nie powiedzą nam tego wszystkiego, czego chcemy i możemy się dowiedzieć. Równolegle ze zbada­niem gospodarczej strony życia, trzeba wciągnąć w rachubę pozagospodarcze pierwiastki; ideały życiowe różnych narodów i warstw społecznych, ich stan polityczny, ich religię i moralność, stosu­nek ich do c a ł e g o życia. By przewidzieć, który naród utrzyma się we współzawodnictwie, trzeba poznać jego duchowe wartości, a także i inne pozagospodarcze pierwiastki siły (np. jego rozrod­czość). O tym, czy utrzyma się ten lub inny sy­stem rozdziału bogactwa, rozstrzygną zdolności organizacyjne i inne walory jego przedstawicieli. Wszystko to da się zanalizować. A zarazem wartości duchowe nie podlegają raptownym zmia­nom, dzięki czemu możliwym jest przewidywanie przyszłości.

Gdyby ktoś chciał wyznaczyć wyraźną i pro­stą drogę, którą pójdzie przyszłość ekonomiczna świata, to byłby tylko ekonomicznym wróżbiarzem. Ale gdyby się, wobec ogromnego chaosu zjawisk, wielkiej ich zmienności, opuściło bezradnie ręce powiedziało; ignoramus, to byłaby to ostrożność zbyt daleko posunięta. Nie stoimy przed jedną tylko drogą, ani też na bezdrożu, z którego może­my się udać we wszystkie strony świata, lecz ra­czej u dróg rozstajnych. Na podstawie naukowych badań możemy te drogi oznaczyć, określić, dokąd one wiodą. Niepodobna jest z góry przewidzieć, którą z nich się pójdzie. Narody mają wybór swobodny, żadna konieczność nie wyznacza im, gdzie się udać mają. Zagadnienie wyboru usuwa się spod przewidywań. Tym bardziej, że nie cały świat musi iść w jednym kierunku.

 


[1]Cyceron, Pisma filozoficzne Cycerona, cz. 2, O wróżeniu, T. 2, s.78, Poznań 1879: „Bo wieszczbiarze nie są tak nieszczęśliwi, iżby się kiedy przypadkiem nie zdarzyło, co oni przepowiedzieli”. Dokument

dostępny tutaj.

[2] Właściwie: natura non facit saltus — „natura nie skacze”. W naturze następuje ewolucja, w której jedna rzecz wpływa na drugą, a kolejne z siebie wynikają. Twierdzenie znane już od czasów Arystotelesa.

Jedna odpowiedź na „Rybarski: Czy można przewidywać przyszłość gospodarczą?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Gospodarka jest fenomenem społecznym, nie fizycznym. Gdyby politycy i ekonomiści przyjęli to do wiadomości, musieliby porzucić marzenia o możliwości pozytywnego wpływu na zjawiska gospodarcze. Krzysztof Dzierżawski
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>