Autor: Roman Rybarski
Opracowanie: Aleksy Przybylski
Wersja PDF

Tekst publikowany w ramach projektu Dziedzictwo

Tekst ukazał się pierwotnie w „Myśli Narodowej” 25.02.1934, r. 14, nr 9

RybarskiW miarę, jak czas płynie, coraz plastyczniej występuje odrębność tzw. przesilenia w Polsce. Ogólne formuły, które wyjaś­niać miały jego przebieg, coraz bardziej tracą na wartości. Trudno chyba podtrzymywać pogląd, że nasz „kryzys”, to kryzys nadprodukcji. Nie ma nagromadzonych zapasów, przeładowanych magazynów. A natomiast jest głód, nawet na wsi. Kryzys nasz, jeżeli już mamy się posługiwać tym wyrazem, z braku lepszego, to kryzys niedostatku. Naczelne zagadnienie, to walka z głodem. Nie interesuje nas w tej chwili filantropijna pomoc, lecz problemat ekonomiczny: w jaki sposób powiększyć produkcję i zatrudnić bezroboczą ludność, by nie powiększała się dalej jej pauperyzacja.

Zagadnienie to nie jest tak proste, jakby się na pozór wydawało. W Polsce jest wiele rąk do pracy, wiele setek tysięcy ludzi poszukuje jej bez­skutecznie. Jak ich zatrudnić? Przy pomocy ka­pitału. Ale tego kapitału nie można dowolnie powiększać. Na jego niejako naturalny przyrost długo trzeba by czekać. Sztuczne sposoby w rodzaju inflacji odnoszą skutek na krótką metę, a potem przez długie lata trzeba płacić słone rachunki tej operacji. Dopływ kapitału zagranicznego jest ograniczony, obecnie jeszcze bardziej niż przedtem, a w wielu wypadkach niebezpieczny dla naszej niezależności gospodarczej.

Nie tracąc z oczu tych wszystkich momentów, należy się zapytać, czy nie uda się uzyskać powięk­szenia produkcji, lepszego rozdziału dochodu spo­łecznego i pełniejszego zaspokojenia potrzeb milionów ludzi przez zmianę struktury społecznej, przez zmianę sposobu zatrudnienia ludności. Zastanówmy się nad tym, czy nie uda się lepiej gospodarzyć tym kapitałem, którym rozporządzamy, przez po­prawę wewnętrznej równowagi produkcyjnej w go­spodarstwie narodowym.

Zamierzam w tej chwili zwrócić uwagę na fakt który niejednokrotnie podkreślałem, już od dość dawna, a którego wciąż jeszcze się nie docenia. Chcę uwydatnić zasadnicze odróżnienie między pracą pro­duktywną i nieproduktywną. W Polsce jest sto­sunkowo za wiele pracy nieproduktywnej, a za mało produktywnej.

Przez pracę produktywną rozumiemy wytwór­czość, która z powierzchni ziemi i z jej głębi wy­dobywa zasoby, służące do zaspokojenia potrzeb ludzkich; dalej wytwórczość przemysłową, która te zasoby przerabia; usługi transportowe, dzięki któ­rym zbliża się je do konsumenta, wreszcie niezbędne czynności pośredników handlowych. A więc pracą produktywną jest wszelka wytwórczość dóbr materialnych.

Pracą nieproduktywną jest działalność, która oddaje usługi niematerialne: praca żołnierza, urzędnika, nauczyciela, artysty itd. Ta praca ma prze­ważne znaczenie dla kultury narodu, nadaje właściwy sens życiu. Dzięki niej człowiek różni się od zwierzęcia. Ale, niestety, żelazna konieczność ogra­nicza rozmiary tej pracy. Musi ona pozostawać w racjonalnym stosunku do pracy produktywnej. Gdy się zanadto rozrośnie, kosztem tej ostatniej, wówczas grozi społeczeństwu pauperyzacja.

Rolnik, robotnik, rzemieślnik dostarcza żywności, ubrania, mieszkania — żołnierzowi, nauczycielowi. Z punktu widzenia czysto materialnego ci ostatni są konsumentami, a tamci producentami. Jedni wy­twarzają, a drudzy zużywają. Warstwy oddane pro­dukcji materialnej wymieniają swoje towary na usługi, oddawane przez warstwy nie produkujące. Jeżeli produkcja materialna jest za mała, wówczas źle się dzieje jednym i drugim. Gospodarstwo na­rodowe nie może utrzymać wszystkich swoich uczestników. Część produkcji materialnej idzie, przeważnie w drodze przymusu, na utrzymanie aparatu, oddającego usługi publiczne, a ten ciężar jest za wielki, jeżeli produkcja jest za mała. Przy­wrócić równowagę można tylko wtedy, gdy:

1) po­mniejszy się ilość osób, które obciążają produkcję materialną, a same nie wytwarzają dóbr materialnych;

2) gdy powiększy się ilość i wartość produk­cji materialnej, gdy wzrośnie znaczenie pracy pro­duktywnej w porównaniu z pracą nieproduktywną. Wtedy tylko może wrócić równowaga gospodar­stwa narodowego.

Mógłby ktoś, powołując się na cyfry, wyka­zywać, że procent ludzi, zatrudnionych przez pań­stwo i związki publiczne w oddawaniu usług niematerialnych, nie jest u nas większy, aniżeli w in­nych krajach. Ale nie można napominać o tym, że reszta społeczeństwa jest bardzo uboga, że więc utrzymanie tamtego aparatu ciąży na niej nadmier­nie, co wyraża się choćby w wyczerpaniu siły po­datkowej ludności. A przy tym wchodzi tu w rachubę nie tylko czysto ilościowy stosunek pracy produktyw­nej i nieproduktywnej. Także i praca produktywna może być za mało wydajna, zbyt kosztowna, co również wpływa na niedobór produkcji.

Jeżeli kosztem publicznym lub i prywatnym robi się różne inwestycje, które nie przynoszą do­chodu, które nie powiększają na trwałe produkcji, a tylko ciążą na rentowności gospodarstwa, wów­czas, po chwilowym ożywieniu przez tzw. inwestycje, powiększa się depresja. Gmach reprezentacyjny na stałe nie zaspokaja materialnych potrzeb ludności. Instalacja fabryczna, która nie odpowiada rzeczywistym potrzebom, jest pozycją martwą w go­spodarstwie.

Nikt dalej nie może kwestionować rzeczywis­tej potrzeby pośrednictwa handlowego. Ale nie moż­na uznać tego pośrednictwa w całości za pożyte­czne, gdy jest nadmierne, gdy rozpiętość pomiędzy ceną, płaconą producentowi, zwłaszcza rolnemu, a ceną uzyskiwaną od konsumenta jest zbyt wielka. Aparat pośredniczący, nadmiernie rozrosły na tle upadku produkcji, zabiera zbyt wielką część docho­du społecznego (…).

A wreszcie w produkcji przemysłowej jest sporo martwych kosztów, które tamują obniżkę ceny, a powiększają rozpiętość między towarami przemysłowymi i rolnymi. Nadmierny rozrost kartelizacji i reprezentacji zawodowej, nieusprawiedliwione monopole produkcyjne, różne koncesje o cha­rakterze wyłącznym, to wszystko stwarza tzw. przerosty, przeszkadzające powstaniu prawidłowej równowagi wymiennej.

A więc należy powiększyć pracę produktywną ko­sztem pracy nieproduktywnej. Powiększyć ilość tych, którzy wytwarzają dobra materialne, kosztem tych, którzy je konsumują. A równocześnie praca pro­duktywna musi stać się bardziej wydajna, wytwa­rzać więcej i taniej, pozbyć się różnych ciężarów, które zmniejszają jej wyniki. To jest naczelny, bez­pośredni cel polityki gospodarstwa narodowego. Nie ma innego sposobu, by walczyć skutecznie z głodem, bezrobociem i pauperyzacją.

Do tego celu można dążyć różnymi drogami. Ale do tego zmierzają w gruncie rzeczy najsprzecz­niejsze nawet kierunki ekonomiczne. Liberalizm z tego punktu widzenia przemawia przeciw rozros­towi gospodarki państwowej. A zaś bolszewizm, ze swymi planami różnych „piatiletek”, również w za­sadzie zmierza do tego samego celu. Jak to osiąg­nie, to inna sprawa. Na razie np. pogłowie bydła w Rosji sowieckiej, w trakcie urzeczywistniania tych wielkich planów spadło o dwie trzecie. To już jed­nak są dalsze zagadnienia. W tej chwili trzeba mocno podkreślić, że Polska jest krajem, w którym niedobór produkcji materialnej daje się we znaki. Polska jest krajem, w którym nie ma nadprodukcji. I dlatego muszą zajść wielkie zmiany w naszej strukturze społecznej, jeżeli chcemy uchronić się od dalszej klęski.

2 odpowiedzi na „Rybarski: Najważniejsze zagadnienie”

  • Proszę pamiętać, że wszyscy jesteśmy konsumentami, ale nie wszyscy są producentami. Czy należałoby zatrudnic wszystkich w rolnictwie? W USA w rolnictwie pracuje około 2% zatrudnionych – to wystarcza aby wyżywić całą ludność USA.Współczesne realia wg mnie są zupełnie odwrotne. Żyjemy w epoce obfitości, a nie niedostatku.
    Głównym problemem jest źle funkcjonujący system finansowy.

    • Profesor Rybarski przedstawił swoją wizję polskiej gospodarki w oparciu o realia panujące w dwudziestoleciu międzywojennym. To logiczne, że gdy zmieniają się realia i wzrasta postęp naukowo-techniczny, rynek działa inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>