Autor: Art Carden, Steven Horwitz
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Paweł Grodowski
Wersja PDF

 

Carden_Horwitz_Eugenika_najwyższy_stopień_postępowej_inżynierii_społecznej_big Zgodnie z obowiązującą wersją historii ery postępowej, oświecone władze wkroczyły do akcji i rozpoczęły regulację rynku dóbr, pracy oraz kapitału, dzięki czemu uchroniły nieszczęsne masy przed niestałością nieograniczonego kapitalizmu wolnorynkowego. Progresywiści wierzyli, że różnoracy eksperci wzniosą się ponad własne interesy i wprowadzą mądre rozwiązania, dzięki którym stworzone zostanie wspaniałe społeczeństwo. Będące wynikiem tego przepisy BHP na poziomie stanowym, ograniczenie pracy dzieci oraz płace minimalne przywróciły godność i bezpieczeństwo zdeptanych i wykorzystywanych pracowników.

Pomimo powszechnego przyjęcia tej narracji tamtych wydarzeń istnieje wiele powodów, by zastanowić się, czy we właściwy sposób opisuje ona motywacje i nadzieje reformatorów ery postępowej. W artykule opublikowanym w 2005 r. w czasopiśmie „Journal of Economic Perspectives” p.t. Eugenics and Economics in the Progressive Era” („Eugenika i ekonomia w erze postępowej” — przyp. tłum.), ekonomista Thomas C. Leonard zaproponował zupełnie nowe spojrzenie na źródła legislacji ery postępowej dotyczącej prawa pracy, oraz na rzeczywiste intencje zwolenników tych zmian. W swoich pracach — do których zalicza się między innymi ważny artykuł z 2009 r., napisany wspólnie z teoretykiem prawa Davidem E. Bernsteinem dla czasopisma „Law and Contemporary Problems”, zatytułowany „Excluding Unfit Workers: Social Control Versus Social Justice in the Age of Economic Reform” („Wykluczając niezdatnych do pracy: społeczna kontrola kontra społeczna sprawiedliwość w epoce reform gospodarczych” — przyp. tłum.) — Leonard wskazuje na to, że za tym, co wiele osób postrzega jako reformy o charakterze humanitarnym, kryło się coś o wiele gorszego.

Bernstein i Leonard twierdzą, że niektórzy z najbardziej prominentnych wśród postępowych reformatorów byli „stronnikami ludzkiej nierówności”. Popierali oni interwencje w gospodarkę jako sposób na osiągnięcie swojego eugenicznego celu, czyli czystszej (białej) rasy ludzkiej, poprzez zlikwidowanie możliwości otrzymania poważnej pracy przez osoby „nieodpowiednie”. „Nieodpowiednimi” były nie tylko osoby o innym niż biały kolorze skóry (zwłaszcza Afroamerykanie), lecz także „obłąkani”, imigranci (zwłaszcza z Europy Środkowej i Wschodniej) oraz, w nieco innym sensie, także kobiety.

Innymi słowy to, co dziś uważamy za niepożądane konsekwencje legislacji popieranej przez współczesnych, mających dobre intencje, choć niekompetentnych pod względem ekonomicznym postępowców, było w rzeczywistości pożądane przed stu laty przez niektórych z ich ideowych przodków. Pierwsi ekonomiści progresywizmu znali skutki państwowych interwencji, lecz uważali je za mile widziane.

Ekonomiści ery postępu, żyjący pod koniec XIX i na początku XX w., uważali nauki społeczne nie tylko za sposób badania i zrozumienia społeczeństwa, lecz także za środek pozwalający nim zarządzać, oraz kontrolować je. Pod koniec XIX w. pojawienie się darwinizmu oraz jego akceptacja, połączone z coraz większą wiarą w to, że moc nauki oraz naukowego zarządzania może rozwiązać problemy społeczne, doprowadziło do fascynacji eugeniką, oraz możliwością wykorzystania polityki państwowej do zapewnienia „przetrwania najsilniejszych”, a także czystości oraz siły rasy ludzkiej. Dla wielu myślicieli przełomu XIX i XX wieku teoria Darwina stała się uzasadnieniem dla wykorzystania siły państwa w celu wyeliminowania osób „niepożądanych” i „nieodpowiednich” w podobny sposób, jak zrozumienie zasad ewolucji zmieniało rolnictwo i hodowlę zwierząt. Kluby i towarzystwa eugeniczne powstawały w zastraszającym tempie, a wielu wiodących intelektualistów początku XX wieku, w tym niektórzy z dobrze znanych ekonomistów (takich jak John Maynard Keynes oraz Irving Fisher, prawdopodobnie nasłynniejszy w tym czasie amerykański ekonomista), brało udział w ich działaniach i postrzegało swoją pracę przez pryzmat eugeniki.

Eugenika i jej zamierzone konsekwencje

Słusznie czujemy grozę spoglądając dziś w przeszłość na ruch eugeniczny. Jednak te same idee, które doprowadziły do stosowania przymusowej sterylizacji, stanowiły także źródło ograniczeń w miejscu pracy. Rynek pracy był bowiem miejscem, w którym zajmujący się eugeniką ekonomiści mogli połączyć obydwa swoje zainteresowania. Już na początku zauważyli oni, że prawo, które wykluczało osoby „nieodpowiednie” z rynku pracy pozwoliłoby na osiągnięcie ich eugenicznych celów. Większość z tego typu przepisów została w tym okresie wprowadzona na poziomie stanowym, lecz w epoce New Dealu to samo rozumowanie często stosowano na poziomie federalnym.

Niech za przykład posłuży kwestia płacy minimalnej. Współcześnie wydaje się nam, że ludzie ją popierają, gdyż uważają, iż płaca minimalna to darmowy sposób na pomoc biednym. Klasyczni liberałowie od dawna krytykowali tego typu regulacje, twierdząc, że są one idealnym przykładem prawa niezamierzonych konsekwencji oraz dysonansu między zamierzeniami a skutkami. Na konkurencyjnym rynku pracy każdy pracownik, który potrafi wypracować pewną wartość, może zostać zatrudniony w zamian za wynagrodzenie o wysokości nieprzekraczającej tej wartości. Nawet pracownicy o ograniczonych umiejętnościach mogą zostać zatrudnieni. Płaca minimalna i inne ustawowe korzyści tworzą kryterium minimalnej produktywności, przy której dana osoba może otrzymać pracę, przez co zamyka się rynek dla tych, których produktywność jest zbyt niska, by uzasadniała poniesione koszty.

Badania Leonarda wykazują, że niektórzy ze zwolenników płacy minimalnej, w tym wielu gigantów rodzącej się profesji ekonomicznej, takich jak John R. Commons oraz Richard T. Ely, zdawało sobie sprawę z tego, do czego doprowadzi ustanowienie płacy minimalnej, i uważało te skutki za coś pozytywnego. Ponadto wielu postępowców i socjalistów, którzy nie byli ekonomistami, takich jak Eugene Debs oraz Beatrice i Sidney Webbowie, także popierało postulat wprowadzenia płacy minimalnej oraz inne interwencje na rynku pracy, gdyż tego typu rozwiązania miały wyeliminować tych, którzy zostaliby uznani za zbyt głupich lub leniwych, by konkurować w gospodarce rynkowej — chodzi tu przede wszystkim o kobiety, imigrantów, oraz osoby o czarnym kolorze skóry.

Jak pisze Leonard, „ekonomiści ery postępu (…) uważali, że utrata miejsc pracy spowodowana wprowadzeniem płacy minimalnej była dla społeczeństwa korzystna, gdyż wyświadczała mu eugeniczną przysługę, poprzez eliminowanie z szeregów siły roboczej osób «niezatrudnialnych»”. Cytuje on także stwierdzenie małżeństwa Webbów, według którego „bezrobocie nie jest oznaką choroby społecznej, lecz tak naprawdę społecznego zdrowia”. Następnie przytacza wypowiedź Henry Rogersa Seagera z Uniwersytetu Columbia, który stwierdził, że płace minimalne były konieczne, by uchronić pracowników przed „męczącą konkurencją pracownika dorywczego, oraz pracownika wędrownego”.

A.B. Wolfe, który został później prezesem American Economic Association (Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego — przyp. tłum.), w swoim artykule z 1917 r. zamieszczonym w „American Economic Review” napisał, jak cytują Leonard i Bernstein, że „gdyby nieefektywni przedsiębiorcy zostali wyeliminowani [dzięki płacy minimalnej], spotkałoby to także nieefektywnych pracowników. Nie jestem skłonny do współczucia którejkolwiek z tych grup. Eliminacja nieefektywnych jednostek jest w zgodzie z naszym tradycyjnym naciskiem na wolną konkurencję, oraz z duchem i trendami współczesnej ekonomii społecznej. Nie istnieje żadne panaceum, które mogłoby «uratować» osoby niekompetentne chyba, że stałoby się to kosztem normalnych ludzi. Stanowią oni obciążenie dla społeczeństwa i producentów gdziekolwiek by się nie znajdowali”.

W kontekście początku XX w. w skład tej grupy wchodziły głównie osoby o innym niż biały kolorze skóry, imigranci, kobiety, a także biali mężczyźni fizycznie, lub umysłowo niepełnosprawni — te same grupy, które według eugeników należących do ruchu progresywistów pogarszały jakość ludzkiej puli genów. W przeciwieństwie do ich współczesnych następców, ówcześni zwolennicy praw gwarantujących płacę minimalną nie łudzili się, co do skutków proponowanych przez siebie rozwiązań; rozumieli oni dobrze i pragnęli negatywnych konsekwencji, które będą wynikiem stosowania polityki współczesnych postępowców, i których występowania starają się dowieść dzisiejsi ekonomiści. Wielkim paradoksem ruchu popierającego płacę minimalną w czasach ery postępowej jest to, że choć jego celem była eliminacja osób „niezatrudnialnych”, w rzeczywistości przyczynił się on do zwiększenia ich liczby.

Leonard w swoich badaniach wykazuje także, że nawet zawodowi ekonomiści — a wśród nich także ci, których nazwiskami nazywa się dziś nagrody i sale wykładowe — myśleli o kwestiach takich jak płaca minimalna w sposób, który był znacząco (a biorąc pod uwagę ich jednoznacznie rasistowskie cele, wręcz nieprzyzwoicie) antyekonomiczny. Zdaniem niektórych przedstawicieli progresywizmu płace nie były determinowane przez krańcową produktywność, lecz poziom życia, do którego przywykł dany pracownik. Konkurencja ze strony kobiet, dzieci oraz członków „ras o niskich wynagrodzeniach” zagrażała godności białych mężczyzn-głów rodzin, sile białych genów, a w końcu także samej tkance społecznej. Leonard i Bernstein cytują socjologa Edwarda A. Rossa, który napisał, że „Azjata nie może pracować lepiej niż Amerykanin, ale może żyć w gorszych warunkach”. Jeżeli społeczeństwo miało przetrwać, biali mężczyźni-żywiciele rodzin potrzebowali ochrony przed zewnętrzną konkurencją.

W dzisiejszych czasach ekonomiści twierdzą niekiedy, iż dotacje lub rozszerzanie programów negatywnego podatku dochodowego, takich jak ulgi podatkowe związane z uzyskanymi dochodami, są znacznie lepszymi sposobami na pomoc ubogim, niż takie rozwiązania jak płaca minimalna. Leonard i Bernstein wskazują, iż według działającego w erze postępowej ekonomisty Royala Meekera dotacje do płac były niepożądane właśnie dlatego, że doprowadziłyby do zwiększenia zatrudnienia, zwłaszcza wśród „nieszczęśników”. Zaletą płacy minimalnej miało być to, że zwiększała ona domniemaną godność białej siły roboczej, odsuwając jednocześnie „nieszczęśników” i „niesprawnych” od pracy, którą w innym przypadku by otrzymali. Płaca minimalna miała zwolenników wśród jawnych rasistów, którzy chcieli za jej pomocą osiągnąć czysto rasistowskie cele.

Kilka dekad później, pomimo szlachetniejszych intencji, rezultaty są wciąż te same. W opublikowanym niedawno (2011 r. — przyp. tłum) artykule p.t. „Unequal Harm: Racial Disparities in the Employment Consequences of Minimum Wage Increases” („Nierównomierna krzywda: różnice rasowe w konsekwencjach podwyższenia płacy minimalnej na rynku pracy” — przyp. tłum.) William Even i David Macpherson twierdzą, że w stanach, w których ostatnio zwiększono płacę minimalną, zmiany te kosztowały młodych Afroamerykanów więcej miejsc pracy niż sama recesja. Polityczne posunięcia powinniśmy oceniać po rezultatach, a nie po zamiarach. Jak powiedziałby ekonomista Thomas Sowell, to, czy dana polityka nazywana jest „miłosierną”, powinno zależeć od jej efektów, a nie deklarowanych przez jej zwolenników celów.

Inne ingerencje w rynek pracy

Eugenika dostarczała rzekomo naukowego pretekstu dla wprowadzania protekcjonistycznego ustawodawstwa — szczególnie restrykcji dotyczących imigracji. Jej zwolennicy popierali takie ograniczenia, gdyż uważali, że przedstawiciele „ras o niskich wynagrodzeniach” mogliby zagrozić nie tylko standardowi życia białych, lecz także — poprzez krzyżowanie się z nimi — ich puli genetycznej. Ich zdaniem imigranci oraz inni obcy (czytaj: Afroamerykanie) spowodowaliby pogorszenie jakości siły roboczej, i zdeprawowaliby rasę. Progresywiści popierali taki model społeczeństwa, w którym (biały) żywiciel rodziny płci męskiej otrzymywał „rodzinne wynagrodzenie” wystarczające by utrzymać swoją (białą) żonę oraz swoje (białe) dzieci. Zadaniem kobiet miało być spełnianie roli „matek rasy”, natomiast dzieci miały być wychowywane w taki sposób, aby żyć jak ich rodzice.

W swoim artykule opublikowanym w 2005 r. Leonard zauważył, że ograniczenia pracy dzieci zostały wprowadzone w szczególności w tym celu, by uniemożliwić klasom niższym wysyłanie swojego potomstwa do pracy. To prawdopodobnie miało spowodować, że ich przedstawiciele pomyśleliby dwa razy, zanim postaraliby się o dziecko, a także ograniczyłoby dochody tej grupy.

Progresywiści wykorzystali ten sam sposób, by ograniczyć szanse kobiet na rynku pracy. Kobiety były postrzegane jako słabe — wymagające ochrony przed rygorami miejsca pracy, oraz mające do spełnienia szczególną rolę wydawania na świat potomstwa i zajmowania się domem jako „matki rasy”. Kontrastowało to z przekonaniem o nadmiernym rozmnażaniu się przedstawicieli innych ras, oraz imigrantów z miejsc takich jak południe lub wschód Europy. Postępowi reformatorzy starali się nie dopuszczać kobiet do rynku pracy poprzez wprowadzanie na poziomie stanowym różnych „ochronnych” przepisów, w tym maksymalnych godzin pracy oraz płacy minimalnej, ustalonych na innym poziomie niż przepisy tego samego typu dotyczące mężczyzn. Sprawiło to, że kobiety były mniej pożądanymi i droższymi pracownikami, co ograniczyło ich uczestnictwo w zasobach siły roboczej — cel reformatorów został spełniony.

Zagrożenia lat 30. umożliwiły wprowadzenie dodatkowych utrudnień na rynku pracy, których celem było wykluczenie „nieodpowiednich” pracowników. Jak podają Leonard i Bernstein, Davis-Bacon Act[1] uchwalono „z zamiarem uniemożliwienia wędrownym afroamerykańskim pracownikom, a także innym osobom, konkurowania z białymi członkami związków zawodowych przy federalnych projektach budowlanych”. Wzmocnienie polityki opartej o grupy interesów było w epoce New Dealu wyraźnie widoczne w dość oczywistych staraniach postępowców, mających na celu ochronę konkretnych grup interesów przed konkurencją ze strony słabo opłacanych pracowników z Południa, to znaczy Afroamerykanów, oraz innych „ras o niskich wynagrodzeniach”

W latach 30-tych kongresmen ze stanu Missouri John Cochran, członek Partii Demokratycznej, stwierdził, że „otrzymał w ostatnich miesiącach wiele skarg na firmy budowlane z Południa, które zatrudniały słabo opłacanych kolorowych mechaników i sprowadzały do pracy Południowców.” Wtórował mu kongresmen Clayton Allgood (Partia Demokratyczna, Alabama): „Nawiązano do firmy budowlanej ze stanu Alabama, która udała się do Nowego Jorku z nielegalnie zatrudnionymi pracownikami. Taka jest rzeczywistość. Firma ta ma tanią, kolorową siłę roboczą, którą transportuje i kwateruje w budach. To właśnie tego typu siła robocza konkuruje z białymi pracownikami w całym kraju”.

Skutki ustaw takich jak National Industry Recovery Act (NIRA)[2] były surowe. Leonard i Bernstein przywołują szacunki, wedle których „[zawarte w NIRA] przepisy dotyczące płacy bezpośrednio lub pośrednio doprowadziły do zwolnienia 500 tys. afroamerykańskich pracowników”. Piszą też, że „American Federation of Labor (Amerykańska Federacja Pracy — przyp. tłum.) przypisała sobie porażkę ustawy Fair Labor Standards Act (FLSA), w zapewnieniu niższej płacy minimalnej na Południu”, co uniemożliwiło przepływ kapitału w tym kierunku.

Postępowcy, współczesna lewica oraz ponura nauka

Ta historia może być odczytywana jako amerykańska wersja tego, co wydarzyło się wcześniej w Anglii. David Levy pokazał, że ekonomia została okrzyknięta „ponurą nauką”, gdyż przedstawiciele klasycznego liberalizmu w ekonomii (tacy jak J. S. Mill) byli zwolennikami równości ras i wolnego rynku pracy. Reakcyjni, należący do elity romantycy brytyjscy, tacy jak Thomas Carlyle i John Ruskin twierdzili, że wolny rynek, z leżącym u jego podstawy założeniem równości, wyeliminowałby hierarchię rasową i doprowadził do „ponurej” przyszłości mieszania się ras. To ekonomiczni klasyczni liberałowie zapewniali intelektualne wsparcie dla takiej przyszłości.

Płynie z tego morał, iż pomimo ciągłych twierdzeń współczesnej lewicy, że filozofia prorynkowa jest rasistowska, seksistowska i ksenofobiczna, historia udowadnia, iż to klasyczni liberałowie/libertarianie byli zwolennikami równości i przeciwnikami rasizmu, natomiast ci, którzy postrzegali rasy jako nierówne, chętniej odwoływali się do wsparcia państwa, przede wszystkim w kontekście rynku pracy. Pod tym względem dziedzictwo lewicy jest znacznie bardziej niejednoznaczne, niż chcą przyznać jej przedstawiciele.

Pomimo swych odrażających poglądów na rasę i wykorzystanie państwa do narzucania eugenicznej wizji przyszłości, reformatorzy ery postępowej mieli jedną, istotną przewagę nad swoimi współczesnymi, lewicowymi odpowiednikami. Rozumieli oni, że wolne rynki, a zwłaszcza wolny rynek pracy, są przeciwnikami rasizmu.

 

[1]Ustawa uchwalona w Stanach Zjednoczonych w 1931 r., która określiła minimalne wynagrodzenie dla pracowników zatrudnionych przy robotach publicznych – przyp. tłum.

[2]Ustawa uchwalona w 1933 r. w celu stymulacji amerykańskiej gospodarki poprzez regulacje dotyczące przemysłu oraz rynku pracy, w tym także te odnoszące się do płacy minimalnej – przyp. tłum.

6 odpowiedzi na „Carden, Horwitz: Eugenika, najwyższy stopień postępowej inżynierii społecznej”

  • Bardzo dobry artykuł, ale po lekturze należałoy wg mnie zwrócić uwagę na kwestię tu nie poruszoną.
    Progressives w Wlk. Brytanii znani jako new whigs wyrastają z tradycji liberalnej – amerykańska „lewica” to nie bez powodu nazywa siebie liberals

    • Wyrasta. Raczej można mówić o propaństwowej schizmie w przypadku socjal-liberałów w pewnym momencie. Nie było nigdy liberalizmu czystej wody, podobnie jak konserwatyzmu i socjalizmu. W XIX wieku w Wielkiej Brytanii każdy nurt: liberalizm, konserwatyzm i socjalizm, choc to zabrzmi dziwnie, miał dwa skrzydła: wolnościowe i etatystyczne (zob. W.H. Greenleaf, The British Political Tradition, tom 2: The Ideological Heritage, London: Routledge, 1988). Oczywiście istnieli radykałowie tacy jak Ryszard Cobden, którego obecnie byśmy nazwali konserwatywnym liberałem. Właśnie taki Cobden był najlepszym wzorem dla liberałów z klasy średniej. Oczywiści jak dziś się mówi o czasach wiktoriańskich to od raz wyskakuje J.S. Mill, ale historycy i politolodzy brytyjscy wiedzą to lepiej. Po śmierci Cobdena (1865) większość znanych liberałów spotykało się w „Klubie Cobdena”. Klub pielegnował tradycje tzw. szkoły manchesterskiej (wolny handel, wolność osobista, oświecona interes własny, laissez faire), a wśród jego członków był też J. S. Mill. Do schizmy doszło w 1883 roku podczas nadania honorowego członkostwa Klubu francuskiemu radykałowi Cle’mencean. Odszedła wówczas grupa „prominentnych ekonomistów” z G. Goschenem na czele. Podział dokonał się liberałów indywidualistów i socjal-państwowych radykałów…. itd.. Zob. T. Barth, A Jubilee of Free Trade and Democracy, [w:] Henry Dunckley, Paul Leroy-Beaulieu, Theodor Barth, Leonard Courtney, Charles Pelham Villiers, Richard Cobden and the Jubilee of Free Trade, London: T. Fisher Unwin, 1896, s. 134-135. PS. Amerykańska historia liberalizmu jest nudna oraz śmierdzi populizmem i zwykłym pomieszaniem pojęć. Lub złodziejstwem jak to woli – vide Schumpeter.

  • Oczywiście, jak ktoś lubi proste historie nt. konserwatyzmu i liberalizmu – a później tzw. „nowego Toryzmu” – może sięgnąć po Herberta Spencera. Spencer w „Jednosce przeciw państwu” opisał dwa główne angielskie stronnictwa polityczne, aby ukazać istotę rzeczywistego toryzmu, jak i rzeczywistego liberalizmu. Twierdził, że w epoce poprzedzające istnienie obu nazw, stronnictwa te reprezentowały przeciwstawne typy organizacji społecznej: typ wojenny i typ przemysłowy. Pierwszy cechował się systemem państwowym, drugi zaś – porządkiem ugodowym. Jeżeli użyjemy słowa „kooperacja”/”współdziałanie” dla określenia działalności obywateli pod jakimkolwiek systemem rządu to wówczas kierunki te można określić kolejno: systemem kooperacji przymusowej i systemem kooperacji dobrowolnej. Typowym ustrojem w pierwszym przypadku była regularna armia, w drugim – doborowolne stowarzyszenie wytwórców i rozdawców. Dowódcy wojskowi i ich poddani zamieszkiwali głównie tereny wiejskie. Natomiast ludność miast przyzwyczajona do ugodowej kooperacji składała się zazwyczaj z rękodzielników i kupców. W czasach Rewolucji wsie i małe miasteczka należały więc do torysów, a wielkie miasta, dzielnice fabryczne i porty handlowe były twierdzą wigów, czyli ówczesnych liberałów. Pomimo pewnych wyjątków, jak twierdził Spencer, podział ten zachował się do jego czasów. A później dokonał się mix, z którego wyszedł „nowy toryzm”. Oczywiście warto sięgnąć po Spencera.

    • Panie Marcinach, mi nie chodzi o jakieś proste historie.
      Po prostu, uważam że patrząc na politykę, dużo racji jest wg mnie w interpretacji „socjalistów starej daty” (jak sam Pan przyznaje, i w tym nurcie były nurty wolnościowe).
      Tzw. „wielki biznes’ nigdy szczerze nie popierał zasad liberalnych, bo te są w interesie drobnych przedsiębiorców, jak i tych potencjalnych. Człowiek mocno wzbogacony NIEOMAL ZAWSZE będzie zabiegał o ochronę i przywileje ze strony państwa. Dlatego w 2008 roku pewni bankierzy przekonywali, że są „zbyt duzi by upaść” prywatyzując sobie pieniądze podatników.
      To widział też np. kanclerz Niemiec, liberał L. Erhard, zauważając że to ci wielcy przedsiębiorcy SKUTECZNIE ograniczają wolność gospodarczą.
      *
      By nie być gołosłownym, wolnościowymi czy też bezpaństwowymi socjalistami byli np. Edward Abramowski i Lysander Spooner – ale to niestety zawsze był margines ruchu socjalistycznego.

      • Oczywiście, że ma Pan rację. Z ruchem manchesterskim był taki problem, że wielki biznes poparł idee zniesienia Praw Zbożowych nie dlatego, że kochał liberalizm, ale dlatego, że widział w nim szansę na tanie jedzenie dla pracowników i niższe koszty dla biznesu – ale nie dla włascieli ziemskich, którzy wspierali torysów. Zresztą wolny handel wprowadziła wówczas tylko Wielka Brytania, więc można mówić, jak to zarzucał Disraeli Cobdenowi – o wolnym imporcie.

        Wielki biznes nie lubi konkurencji i często zabiega o ochronę, protekcję, licencje, regulacje itd.. To oczywiste. A mały biznes? To też zależy od aspiracji MiSiów… Tak, a Erhard był biczem na „kartele”, jak to się w RFN mawiało.

        Kilka ciekawostek:
        1. Z tymi socjalistami bywało różnie. Niektórych chcieli przytulić również konserwatyści. Co do wolnościowych to było ich wielu z różnymi koncepcjami (np. wolny handel tak, ale laissez faire nie, np. J.A. Hobson). Zresztą samo słowo socjalista podobało się wolnościowcom, ale cóż historia potoczyła się inaczej. Bastiat siedział po lewej stronie w parlamencie, ale czy jakikolwiek lewicowiec chce dziś słyszeć o Bastiacie? Znajomy Cobdena (niepamietam nazwiska), ktory przygotowywał reforme brytyjskiego szkolnictwa korzystał z pomysłów Cobdena i Bastiata, a na gospodarkę mówił „social economy”. Zresztą wiele tam było social, no i nalezy pamietać, ze Cobdena podobnie jak ekonmiści klasyczni od Adama Smitha zaczynając, byli za państwowym szkolnictwem.
        2. Prace Jamesa Edwina Thorolda Rogersa (pełnokrwisty liberał – cobdenista, zresztą spokrewniony z Cobdenem, oxfordzki historyk i ekonomista) posłużyły K. Marksowi w napisaniu Kapitału. Chodzi o te dotyczace merkantylistycznej historii W. Brytanii,

        • Raczej podobnie patrzymy.
          Wg mnie szkoda, że nurty bezpaństwowe „socjalizmu” okazały się tak słabe, z naszego „podwórka” najbardzdiej podoba mi się myśl Edwarda Abramowskiego. Mimo potępienia „kapitalizmu”, akceptował zdrową gospodarkę rynkową. Np. spółdzielczość określał jako „zorganizowany rynek ludowy”. Jak widzę, że dzisiejsi czytelnicy GW czy KP próbują przeciwstawiać idee Abramowskiego teoriom Misesa, to aż się nóż w kieszeni otwiera 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Debata na temat „planowania gospodarczego” nie dotyczy (…) tego, czy należy planować, czy też nie. Chodzi w niej o to, czy planowanie ma być centralne, czy planować ma jeden podmiot sprawujący władzę nad całym systemem ekonomicznym, czy też ma być podzielone pomiędzy wiele jednostek. Friedrich von Hayek
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W lutym wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Jakub Bijan
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Kasper Fiszer
Pan Michał Gojny
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Konrad Hornowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Borys Loy
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Jerzy Osiński
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
Opoka TFI
Łącznie otrzymaliśmy 13 403,91 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>