Autor: Eugen Böhm von Bawerk
Tłumaczenie: Władysław Zawadzki
Wersja PDF

Tekst stanowi rozdział II książki Kapitał i zysk z kapitału Eugena Böhm-Bawerka (tom I, 1884; tom II, 1889). Tłumaczenie pochodzi z 1924 roku, a pełna wersja elektroniczna jest dostępna na naszym portalu w ramach Internetowej Biblioteki Ekonomicznej. Redakcja mises.pl prowadzi prace nad II wydaniem elektronicznym.

procentuZwykłem jest zjawiskiem, iż stopniowo rozwijają się nie tylko wiadomości nasze o rzeczach, będących przedmiotem badania, ale i same pytania, które co do nich stawiamy. Wyjątkowo tylko zdarza się, że od razu, przy pierwszem zwróceniu uwagi na pewne zjawisko, zostaje ono ujęte w całym swoim zakresie, w całej pełni wewnętrznie przynależnych do niego poszczególnych wypadków, i sprowadzone do treści jednego ogarniającego je pytania. Daleko częściej zwraca na siebie uwagę człowieka jakiś szczególnie jaskrawy pojedynczy wypadek, i dopiero stopniowo dochodzimy do rozpoznania wspólnego pochodzenia nawet najbardziej oddalonych ogniw tej samej grupy zjawisk i wciągnięcia ich do wciąż rosnącego problematu. Tak samo działo się i ze zjawiskiem zysku z kapitału. Z początku stało, się ono dla człowieka treścią pytania tylko pod postacią procentu od pożyczki, i już przez całe 2.000 lat teoretyzowano nad istotą procentu, zanim uznano za potrzebne postawić pytania dlaczego? i skąd? także odnośnie do pierwotnego zysku z kapitału, i w ten sposób dano nareszcie zagadnieniu zysku z kapitału jego pełny naturalny zakres.

Jest to zupełnie zrozumiałe. Tem, co przede wszystkiem pobudza do myślenia w zjawisku zysku z kapitału, jest jego tworzenie się bez udziału pracy z zawsze równie płodnego macierzystego dobra. Te charakterystyczne cechy występują w zjawisku procentu tak jaskrawo, a specjalnie w zjawisku procentu od bezpłodnych, z natury swojej sum pieniężnych, tak drastycznie, że musiały się narzucać i pobudzać do stawiania pytań, nie tylko prawidłowo myślącym umysłom, ale i całemu ogółowi. Przeciwnie, pierwotny zysk z kapitału zdobywany jest wprawdzie nie przez pracę, ale przy współdziałaniu pracy przedsiębiorcy-kapitalisty, co przy powierzchownej obserwacji łatwo może być pomieszane, a w każdym razie nie dość jaskrawo wyodrębnione, by można było łatwo odróżnić dziwny moment zarobku bez pracy i w pierwotnym zysku z kapitału. Aby mogło dojść do tego, aby zagadnienie zysku doznało istotnego posunięcia, musiał się najpierw znacznie rozwinąć sam kapitał i zastosowanie jego w życiu gospodarczem, a przede wszystkiem musiało się rozpocząć systematyczne badanie źródeł dochodu, nie zadawalające się tem tylko, co rzuca się w oczy swą jaskrawością, ale umiejące wyciągać na światło najprostsze i najskromniejsze formy zjawisk. Te warunki jednak zostały spełnione dopiero w parę tysiącleci po pierwszem zdumieniu wobec procentu, „wydobytego z bezpłodnych pieniędzy”.

To też historja zagadnienia zysku zaczyna się od bardzo długiej epoki, w której tylko procent, albo jeszcze ściślej ograniczony procent od pożyczki jest jedynym objektem badań. Epoka ta zaczyna się w głębokiej starożytności i panuje aż do XVIII-go stulecia naszej ery. Wypełniona jest przez dwa, wzajem się zwalczające poglądy: pierwszy, starszy, jest procentowi nieprzychylny, drugi, młodszy, występuje w jego obronie. Przebieg tego sporu jest wysoce interesujący z punktu widzenia historji kultury; wywarł też niezmiernie silny wpływ na praktyczny rozwój życia gospodarczego i prawnego, pozostawiając w niem po dziś dzień jeszcze ślady. Dla rozwoju teoretycznego zagadnienia zysku, była jednak ta epoka mało owocną, pomimo swej długotrwałości i niezliczonego mnóstwa czynnych w tym czasie pisarzy. Nie spierano się bowiem o jądro sprawy, ale, jak zobaczymy, o teoretycznie dość podrzędne kwestje przedwstępne do zagadnienia zysku. Teorja zajmowała też w stosunku do praktyki bardzo podrzędne stanowisko. Większości uczestników sporu chodziło nie tyle o zgłębienie istoty procentu dla niego samego, ile o posiadanie odpowiedniej teoretycznej pomocy do utrzymania poglądu mocno zakorzenionego z powodów religijnych, moralnych, lub gospodarczych o tem, czy zysk jest dobrym, czy też godnym potępienia. Ponieważ zaś okres rozkwitu tego sporu wypadł jednocześnie z okresem rozkwitu scholastyki, to łatwo się domyśleć, iż poznanie istoty rzeczy, o którą się spierano, nie szło w parze z ilością argumentów i przeciwargumentów.

Będę się też bardzo krótko zajmował przedstawieniem tego najwcześniejszego okresu rozwoju naszego zagadnienia. Mogę sobie na to pozwolić tem łatwiej, iż posiadamy już liczne, a po części bardzo, dobre opracowania tego okresu, w których czytelnik może znaleźć o wiele więcej szczegółów, niż byłoby to potrzebne, lub tylko celowe przytaczać dla naszego zadania[1]. Zacznę od przedstawienia kierunku procentowi wrogiego.

Jak słusznie zauważył Roscher, na najniższych stopniach kultury gospodarczej występuję stale silna odraza do pobierania procentu. Kredyt celowy, twórczy, jest wówczas mało rozwinięty, prawie wszystkie pożyczki zaciągane są w celach spożywczych, lub z nędzy. Wierzyciel jest zazwyczaj bogaty, dłużnik biedny, i pierwszy ukazuje się w znienawidzonej postaci człowieka, zabierającego jako procent część tego mizernego dobytku biedaka, by dołączyć ją, do swoich nadmiernych bogactw. Nic więc dziwnego, iż zarówno świat starożytny, który pomimo pewnego rozpędu gospodarczego, nie posiadał jednak silnie rozwiniętego pojęcia kredytu, jak i chrześcijańskie średniowiecze, cofnięte po upadku rzymskiej kultury w życiu gospodarczem, jak i w tylu innych rzeczach, do stanu całkiem prymitywnego, odnosiły się do procentu od pożyczek w najwyższym stopniu niechętnie. Niechęć ta pozostawiła po sobie pomniki w dziełach i aktach obu tych okresów. Wrogie procentowi wystąpienia świata starożytnego nie są właściwie nieliczne, lecz nie posiadają głębszego znaczenia dla rozwoju historji doktryn. Składa się na nie w części pewna ilość aktów prawodawczych, zabraniających pobierania procentu, wśród których są sięgające bardzo odległych czasów[2], w części zaś z mniej lub więcej przypadkowych orzeczeń filozofów i filozofujących pisarzy.

Prawne zakazy pobierania procentu mogą być wprawdzie uważane za wyraz silnego i rozpowszechnionego przekonania o naganności pobierania procentu, nie są jednak wyraźnie oparte na teorji, a w każdym razie na nią się nie powołują. Filozofujący myśliciele znowu, jak Plato, Arystoteles, obaj Katonowie, Seneca, Cicero, Plautus i inni, dotykają zwykle problematu procentu tak pobieżnie, że pomijają teoretyczne umotywowanie swego wrogiego procentowi wyroku, a ponadto zajmują się tą sprawą w taki sposób, że niewiadomo, czy niechętni są pobieraniu procentu ze względu na jakieś specjalne zawarte w nim zło, czy też ze względu na ogólny wynik – zwiększanie znienawidzonego bogactwa.[3]

Jeden jedyny ustęp w starożytnej literaturze posiada, zdaniem mojem, bezpośrednią wartość dla historji doktryny, gdyż pozwala wyprowadzić określony pogląd autora na gospodarczą istotę zysku z kapitału: jest to wielokrotnie cytowany ustęp z pierwszej księgi arystotelesowskiej „Polityki”. Arystoteles mówi tam (III, 23): „Ponieważ ostatnia (działalność zarobkowa) ma, jak powiedziano, podwójny charakter, jedną stroną należąc do handlu, drugą do gospodarstwa domowego, przyczem ta ostatnia uważana jest za konieczną i godną pochwały, a tamta dotycząca handlu słusznie uznana za naganną (gdyż nie jest zgodną z naturą, lecz opartą na obustronnem oszustwie); więc rzemiosło lichwiarza z najzupełniejszą słusznością jest znienawidzone, ponieważ dochód wyciągany w niem jest z samych pieniędzy, nie używanych do tego, do czego zostały wynalezione. Wynalezione bowiem zostały dla wymiany towarów, a procent powiększa je, skąd też uzyskał swoją nazwę (τòχος); gdyż urodzeni podobni są rodzącym. Procent zaś (zysk) jest pieniądzem z pieniądza, tak, że ze wszystkich sposobów zarobkowania ten jest najprzeciwniejszym naturze”.

Dogmatyczne jądro tego sądu daje się ująć w krótkich słowach: pieniądz z natury swojej jest bezpłodny. – Zysk, który wierzyciel ciągnie ze swojej pożyczki, nie może więc pochodzić z własnej gospodarczej siły pieniądza, tylko z oszukaństwa w stosunku do dłużnika („έπ’άλλήλωυ έστίυ”); procent jest więc godnym potępienia i nieprawidłowym dochodem, płynącym z oszukaństwa.

Że pisarze pogańskiej starożytności nie zajmowali się głębiej kwestją procentu, daje się najłatwiej wytłumaczyć przez to, iż kwestja ta w ich czasach nie miała praktycznego znaczenia. Władza państwowa z biegiem czasu pogodziła się znowu z pobieraniem procentu. W Attyce od dawna już pozostawiono co do tego swobodę. Imperium rzymskie, nie cofając formalnie surowych praw, całkowicie zabraniających pobierania procentu, tolerowało je jednak, a później formalnie sankcjonowało przez ustanowienie prawnych norm procentowych. Istotnie, stosunki gospodarcze zbyt się stały skomplikowane, by wystarczyć im mogły czysto bezinteresowne stosunki kredytowe, które z natury rzeczy muszą zawsze pozostać bardzo ograniczone. Ludzie, zajmujący się interesami i w ogóle ludzie praktyki, wszyscy bez wyjątku wypowiadali się na korzyść procentu. Pisać, wypowiadając się za procentem, było w tych warunkach zbyteczne, przeciw niemu – beznadziejne, i doskonale odpowiada temu stanowi rzeczy fakt, że jedynem prawie miejscem, gdzie się schroniła zrezygnowana nagana pobierania procentu, są dzieła filozofów.

O wiele więcej racji do gruntownego zajmowania się kwestją procentu mieli pisarze chrześcijańskiego okresu.

Ciężkie czasy, które poprzedziły upadek cesarstwa rzymskiego i pozostały, jako jego skutek, odbiły się też i na sprawach gospodarczych, co znowu, jako skutek naturalny, pociągnęło za sobą wzmożenie się wrogiej procentowi tendencji wieku. W tym samym kierunku oddziaływał też i swoisty duch chrześcijaństwa: wyzyskiwanie biednych dłużników przez bogatych wierzycieli musiało się przedstawić w specjalnie nieprzychylnem świetle, gdyż religja z jednej strony nakazywała zaliczać łagodność i miłosierdzie do najważniejszych cnót, a z drugiej dobra ziemskie na ogół nisko cenić.

Najważniejszem było jednak, iż w Piśmie Św. Nowego Testamentu znalazły się pewne ustępy, które, przy wyjaśnieniu, powszechnie im dawanem, zdawały się zawierać bezpośredni boski zakaz pobierania procentu. Dotyczy to przede wszystkiem głośnego ustępu Ewangelji św. Łukasza: „mutuum date nihil inde sperantes”[4]. Potężne poparcie, które wrogi procentowi duch czasu znalazł w wypowiedzeniu się boskiego autorytetu, umożliwiło mu raz jeszcze pociągnąć w swoim kierunku prawodawstwo. Kościół chrześcijański udzielił mu na to swych wpływów. Krok za krokiem potrafił wprowadzić zakaz pobierania procentu do prawodawstwa. Z początku pobieranie procentu zostało zakazanem tylko z punktu widzenia kościelnego i tylko duchownym; dalej wszystkim świeckim, ale zawsze jeszcze tylko kościelnie; nareszcie świeckie prawodawstwo poddało się wpływowi Kościoła i usuwając prawo rzymskie, przyłączyło się do surowego wyroku kościelnego[5].

Kierunek ten dostarczył wrogiej procentowi literaturze bogatego pokarmu na półtora tysiąca lat. Starzy pogańscy filozofowie mogli posłać w świat swój wyrok potępiający bez wielkiego umotywowania, ponieważ ani potrzebowali, ani mogli dać mu jakieś dalsze praktyczne skutki: jako „platoniczne” orzeczenie idealistów, zbyt mało ważył wyrok ich w świecie praktycznym, by zostać w poważnej, walce zaczepionym i domagać się równie poważnej obrony. Teraz zaś sprawa znowu nabrała praktycznego znaczenia. Przede wszystkiem chodziło o to, by słowu bożemu i na ziemi dopomóc do zwycięstwa, a gdy to zostało osiągnięte, trzeba było bronić sprawiedliwości nowych praw przeciw napaściom, które się natychmiast pojawiły. Zadanie to przypadło oczywiście w udziale teologicznej i prawnej literaturze Kościoła; i tak powstał ruch literacki na temat procentu, towarzyszący kanonicznemu zakazowi pobierania procentu od jego najpierwszych zarodków aż do ostatnich śladów, sięgających jeszcze głęboko w XVII-e stulecie.

Co do charakteru tej literatury, to dopiero XII wiek naszej ery przynosi godny uwagi punkt zwrotny. Przed tem stuleciem sprawa spoczywała przede wszystkiem w ręku teologów, i sposób jej prowadzenia był również wybitnie teologiczny: na dowód niesprawiedliwości pobierania procentu powoływano się na Boga i Objawienie, na ustępy Pisma Św., na przykazanie miłości bliźniego, sprawiedliwości i t. p.; rzadko tylko, i to w najogólniejszych wyrażeniach, na prawne i gospodarcze względy. Najgłębiej, chociaż też niezbyt głęboko, wypowiadają się w tej sprawie ojcowie Kościoła[6].

Począwszy zaś od XII wieku, dyskusja przenosi się powoli na coraz to szerszą naukową podstawę; do powołań się na autorytet Objawienia dołącza się takież powoływanie się na autorytet ojców Kościoła, kanonistów i filozofów – również i pogańskich – na stare i nowe prawa, a także dedukcje z „jus divinum”, „jus humanum”, i – co dla nas specjalnie jest ważne, ponieważ dotyka gospodarczej strony rzeczy – z „jus naturale”. Jednocześnie obok teologów, biorą udział w ruchu coraz częściej prawnicy, najpierw kanoniści, później legiści.

Główną przyczyną tego coraz troskliwszego i szerszego zajęcia się tematem procentu było to, iż zakaz jego pobierania z biegiem czasu był coraz bardziej odczuwany jako ucisk i potrzebował silniejszej obrony wobec oporu uciśnionego handlu. Początkowo narzucony gospodarce, o tyle jeszcze mało rozwiniętej, że z łatwością znieść go mogła, rozporządzał ów zakaz w pierwszych wiekach swego istnienia jeszcze tak nieznacznemi środkami nacisku z zewnątrz, iż życie praktyczne, jeśli czuło się przezeń skrępowane, mogło bez wielkiego niebezpieczeństwa poprostu przejść nad nim do porządku. Później jednak wzmocniła się nietylko gospodarka, której wzrastające zapotrzebowanie kredytu musiało być coraz bardziej zahamowane przez zakaz pobierania procentu, ale i sam ten zakaz wzmocnił się znacznie, w miarę rozpowszechnienia i wagi wykroczeń przeciw niemu. To też konflikty jego z gospodarką musiały się stać podwójnie częste i ostre; najnaturalniejsza jego podpora, powszechne przekonanie, które nie znało pierwotnie wyjątków, zaczęło go odstępować, to też tem bardziej potrzebował podtrzymania teoretycznego, które też od rozwijającej się nauki otrzymał[7].

Z dwu faz rozwoju literatury kanonicznej zysku, pierwsza nie posiada prawie żadnego znaczenia dla historji doktryny: jej teologizujące i moralizujące wywody nie wychodzą daleko poza proste wyrażenie wstrętu do pobierania procentu i powoływanie się na autorytety[8].

Większe znaczenie ma druga faza, chociaż nieproporcjonalne do ilości czynnych w niej pisarzy, ani do ilości, bardzo pokaźnej; wysuniętych przeciw procentowi argumentów[9] – Po kilku autorach bowiem, rozumujących w sposób oryginalny, przychodzili inni, powtarzający za nimi jakby za panią matką pacierz, i zapas argumentów, przez pierwszych nagromadzony, przechodził, jakby nienaruszalny spadek, przez dzieła wszystkich następnych. Wśród argumentów przeważają powoływania się na autorytety, niektóre noszą charakter moralizujący, albo są bez znaczenia; tylko stosunkowo mała liczba – głównie dedukcje z „jus naturale” – mogą zwrócić na siebie uwagę z teoretycznego punktu widzenia. Jeśli niektóre z tych ostatnich wydadzą się współczesnemu czytelnikowi również mało przekonywujące, to nie należy zapominać, że i wówczas nie było ich udziałem przekonywanie. To, w co należało wierzyć, już przez to samo trzymało się mocno. Istotnie przekonywująco działającym dowodem było Słowo Boże, które, jak zakładano, potępiało zysk. Dowody rozumowe, które wynajdywano w tym samym celu, nie były niczem więcej, jak pożądanem dopełnieniem tego dowodu zasadniczego, i, nie dźwigając głównego ciężaru przekonywania, nie potrzebowały być uzbrojonemi przeciw wszystkim ciosom[10].

Te rozumowe dowody, które mogą być dla nas interesujące, przytoczę poniżej w krótkości, zaopatrując je w parę cytat z tych autorów, którzy im dali poważny i dobitny wyraz.

Przede wszystkiem natykamy się na arystotelesowski argument o bezpłodności pieniądza, z ta różnicą, że teoretycznie ważne ujęcie zysku, jako pasożyta na wyniku cudzej pracy, występuje u kanonistów o wiele ostrzej. A więc u Gonzales Tellez[11]: „…Następnie dlatego, iż pieniądze nie płodzą pieniędzy; dlatego przeciwnem jest naturze branie czegoś ponad pożyczoną sumę; i słuszniej byłoby powiedzieć, iż wzięte to jest z trudu, niż z pieniędzy, które są bezpłodne, jak to już Arystoteles naucza”… A jeszcze wyraźniej Covarruvias[12]: „Czwarty powód… jest ten, że pieniądz sam z siebie żadnego owocu nie przynosi, ani rodzi: dlatego niedozwolonem i niesłusznem jest brać coś ponad rzecz pożyczoną za jej używanie, gdyż byłoby to wzięte nie tyle z pieniądza, który żadnych owoców nie daje, a o wiele więcej z cudzego trudu”.

Drugi dowód, oparty na „prawach naturalnych”, stanowiła zużywalność pieniędzy i innych dóbr pożyczanych. Ten argument był już bardzo gruntownie przeprowadzony przez św. Tomasza z Aquinu. Dowodzi on, że są przedmioty, których użytkowanie polega na samem ich zużyciu, np. chleb i wino. To też w takich przedmiotach nie można oddzielić użytkowania od samych rzeczy, i jeśli się pragnie przekazać komuś ich użytkowanie, to niezbędnie musi się mu przekazać i rzecz samą. Właśnie dlatego, przy pożyczaniu takich rzeczy, przenosi się też prawo ich posiadania. Byłoby poprostu niesłuszne, gdyby ktoś chciał sprzedawać wino i niezależnie od tego jeszcze prawo używania wina: w ten sposób bowiem alboby sprzedawał dwa razy tę samą rzecz, albo coś zgoła nieistniejącego. Zupełnie tak samo niesłusznem jest pożyczanie takich rzeczy na procent. I tutaj także za jedną rzecz otrzymuje się dwie ceny: zwrot takiegoż przedmiotu i cenę za użytkowanie, zwaną procentem (usura). Ponieważ zaś użytkowanie pieniędzy polega na ich zużywaniu, czy wydawaniu, więc i żądanie pewnej ceny za używanie pieniędzy, jest z tych samych przyczyn niedozwolone[13]. W myśl tej argumentacji, procent przedstawia się więc jako cena wyłudzona, czy wymuszona, za rzecz naprawdę wcale nieistniejącą, za samodzielne „użytkowanie” zużywających się dóbr.

Do podobnego rezultatu dochodzi trzeci stereotypowo powracający się bieg rozumowania. Ponieważ pożyczone dobro przechodzi na własność dłużnika, więc używanie go, za które wierzyciel każe sobie płacić procent, jest używaniem cudzej już rzeczy, z której bez niesprawiedliwości nie wolno mu ciągnąć zysku. Tak Gonzales Tellez, l. c.: „Gdyż wierzyciel, który z cudzej rzeczy zysk ciągnie, wzbogaca się ze szkodą innego człowieka”. A jeszcze ostrzej Vaconiusa Vacuna[14]: „Kto więc z takich pieniędzy zbiera owoce, czy to będą sztuki złota, czy co innego, zbiera z rzeczy, która do niego nie należy, i jest to tak samo, jak gdyby je ukradł”.

Zgoła oryginalny argument, który, jak sądzę, Tomasz z Aquinu pierwszy włączył do skarbca kanonicznych argumentów, rozpatruje procent, jako obłudnie wyłudzoną zapłatę za dobro ogólne, za czas. Lichwiarze, którzy, pobierając procent, otrzymują więcej, niż dali, szukają wykrętu, któryby im pozwolił przedstawić zawarty układ, jako sprawiedliwy. Tym wykrętem jest dla nich czas. W czasie bowiem chcą oni widzieć kompensatę za ten nadmiar zysku, który otrzymują pod postacią procentu. Ten pogląd bierze początek w fakcie, iż pobierany procent wyższy jest, lub niższy, zależnie od tego, czy czas, na który przedmiot został pożyczony, był dłuższy, czy krótszy. Ale czas jest dobrem ogólnem, które do nikogo wyłącznie nie należy, ale dane zostało przez Boga wszystkim w równej mierze. Gdy więc lichwiarz chce uważać czas za zapłatę za otrzymane dobro, oszukuje bliźniego, do którego sprzedany czas należy równie dobrze, jak do niego, oraz Boga, za którego dary wymaga od innych zapłaty[15].

Streszczając się: procent od pożyczki przedstawia się kanonistom, jako dochód, drogą oszustwa lub wymuszenia wyciągany przez wierzyciela z zasobów dłużnika. Pierwszy każe sobie w postaci procentu płacić za owoce, których bezpłodny pieniądz przynosić nie może; sprzedaje „użytkowanie”, które wcale nie istnieje; albo używanie, które i tak już jest własnem prawem dłużnika; sprzedaje wreszcie czas, który równie dobrze należy do dłużnika, jak do wierzyciela i w ogóle do wszystkich ludzi. Jednem słowem, niezależnie od tego, z której strony na rzeczy patrzeć, zawsze przedstawia się procent jako dochód pasożytniczy, wymuszony lub wyłudzony od oszukanego dłużnika.

Wyrok ten nie rozciągał się na zysk z kapitału wypływający z pożyczenia dóbr trwałych, np. domów, mebli i t. p., jak również na dochód z kapitału, osiągnięty za pomocą własnej gospodarki. Że dochód ten różnił się od wynagrodzenia pracy przedsiębiorcy, nie zwracało jeszcze uwagi, szczególniej w początku okresu, a jeśli i zwracało do pewnego stopnia, to mało się nad tem zastanawiano. W każdym razie ten rodzaj dochodu z kapitału nie był zasadniczo potępiony. Tak np. kanonista Labarella[16] ubolewa nad istnieniem procentu między innemi z tego powodu, iż rolnicy, szukając „pewnego dochodu”, skłonni są wkładać pieniądze swoje w pożyczanie na procent, a nie w produkcję, na czem cierpi zaopatrywanie w żywność ludności: przy takim biegu myśli, po prostu nie widzi się nic zdrożnego w lokowaniu kapitału w uprawie ziemi i ciągnięciu z niego dochodu. Nie wymagano nawet, by właściciel kapitału zarządzał nim osobiście, byle nie wypuszczał z ręki prawa własności. Tak więc dochód z kapitału, składającego się tylko z pieniężnego udziału w spółce, był przynajmniej niezakazany[17]; i wypadek, w którym ktoś powierza innemu pewną sumę, zatrzymując jednak prawo własności, rozstrzygnięty jest przez surowego Tomasza z Aquinu w ten sposób, iż powierzający ma prawo bez żadnych skrupułów przywłaszczyć sobie płynący z sumy tej dochód. Posiada on do tego pełne prawo, „gdyż otrzymuje tak samo owoce z rzeczy własnej; nie jest to owoc, bezpośrednio z pieniędzy wynikający, zastrzega się przezornie św. Tomasz, ale owoc z rzeczy, otrzymanej za te pieniądze przy sprawiedliwej wymianie”[18].

Jeśli pomimo to, co się nierzadko zdarza, pada gdzie nie gdzie cień i na dochód z kapitału, osobiście zarządzanego, dotyczy to nie tyle dochodu z kapitału, jako takiego, ile gorszących konkretnych form tego zarządzania, np. zbyt wyraźnie dbającego o zysk, lub zgoła nieuczciwie prowadzonego handlu, albo zakazanego handlu pieniędzmi i t. p.

[1] Z bogatej literatury, dotyczącej zysku z kapitału i lichwy w dawniejszych czasach, podkreślam: Böhmer, „Jus ecclesiasticum Protestantium”, Halla, 1736, tom V, tytuł 19; Rizy, „Ueber Zinstaxen und Wuchergesetze”, Wiedeń, 1859; Wiskemann, „Darstellung der in Deutschland zur Zeit der Reformation herrschenden nationaloekonomischen Ansichten”, („Preisschriften der fürstl. Jablonowskischen Gesellschaft”, tom X, Lipsk, 1861); Laspeyres, „Geschichte der volkswirtschaftlichen Ansichten der Niederländer” (tom XI tychże Preisschriften, Lipsk, 1863); Neumann; „Geschichte des Wuchers in Deutschland”, Halla, 1865; Funk, „Zins und Wucher”, Tubinga, 1868; Knies, „Der Credit”, część I-a, Berlin, 1876, str. 328 i nast.; a przedewszystkiem świetne prace Endemanna o ekonomicznej nauce kanonistów: „Die nationaloekonomischen Grundsätze der kanonistischen Lehre”, Jena, 1863, oraz: „Studien in der romanisch-kanonistischen Wirtschafts- und Rechtslehre”, tom I, Berlin, 1874, tom II, 1883.

[2] Np. zakaz pobierania procentu w prawodawstwie Mojżesza, który zresztą dotyczył pobierania procentu pomiędzy żydami, a mógł nie być obserwowany w stosunku do cudzoziemców: „Exodus, 22, 25”; „Leviticus, 25, 35-37”; „Deuteronomium, 23, 19-20”. W Rzymie pierwotnie XII tablic pozwalały na unciarum foenus, lex Genucia (322 przed Chr.) zupełnie zakazała pobierania procentu, pomiędzy obywatelami rzymskimi, a zakaz ten później rozciągnięty został przez lex Sempronia i lex Gabinia także na socii i na stosunki z mieszkańcami prowincji. Porówn. Kniesa, op. cit. str. 328 i nast. i tamże cytowanych pisarzy.

[3] Zestawiam tu niektóre najczęściej, cytowane wyjątki. Plato, „de legibus, V, 742”: „Nie należy pozostawiać pieniędzy w depozycie u kogoś, komu się nie ufa, ani też ich pożyczać na procent”. Arystoteles, Nikom. „Etyka IV, 1”: „… uprawiający rzemiosła, niegodne wolnego i ukształconego człowieka: kuplerzy i im podobni, lichwiarze, pożyczający drobne sumy na wysoki procent; bo ci wszyscy, biorą ze źródeł, z których czerpać nie powinni, albo więcej, niżby powinni (inny ustęp u Arystotelesa patrz niżej)”. Katon starszy u Cycerona, „de officiis, II”, na końcu: „Ex quo genere comparationis illud est Catonis senis: a quo cum quaereretur, quid maxime in re familiari expediret, respondit: Bene pascere. Quid secundum? Satis bene pascere. Quid tertium? Male pascere. Quid quartum? Arare. Et cum ille, qui quaesierat, dixisset, Quid foenerari? Tum Cato, Quid hominem, inquit, occidere?” Katon młodszy, „de re rustica, prooem”: „Majores nostri sic habuerunt et ita in legibus posuerunt, furem dupli condemnare, foeneratorem quadrupli. Quanto pejorem civem existimarunt foeneratorem quam furem, hinc licet existimari”. Plautus, „Mostellaria”, akt III, scena pierwsza: „Videturne obsecro hercle idoneus, Danista qui sit? genus quod improbissimum est… Nullum edepol hodie genus est hominum tetrius, nec minus bono cum jure quam Danisticum”. Seneca, „de beheficiis” VII, 10: „quid enim ista sunt, quid foenus et calendarium et usura, nisi humanae cupiditatis extra naturam quaesita nomina?… quid sunt istae tabellae, quid computationes et venale tempus et sanguinolentae centesimae? voluntaria mala ex constitutione nostra pendentia, in quibus nihil est, quod subici oculis, quod teneri manu possit, inanis avaritiae somnia”.

[4] Ev. Luc. VI, 32 i nast. O istotnym sensie tego ustępu patrz Knies, op. cit., str. 333 i nast.

[5] O rozpowszechnieniu zakazu pobierania procentu patrz Endemanna, „Nationaloekonomische Grundsätze”, str. 8 i nast., „Studien in der romanisch-kanonistischen Wirtschafts- und Rechtslehre”, str. 10 i nast.

[6] Patrz niżej.

[7] Porówn. Endemanna, „Studien”, str. 11-13, 15 i n.

[8] By dać czytelnikom pobieżne pojęcie o tonie, w którym ojcowie Kościoła rzecz traktowali, podaję tu wybór z najczęściej cytowanych ich wywodów: Lactantius, lib. 6, „Divin. Iust” c. 18 – mówi o człowieku sprawiedliwym: „Pecuniae, si quam crediderit, non accipiet usuram: ut et beneficium sit incolume quod succurat necessitati, et abstineat se prorsus alieno; in hoc enim genere officii debet suo esse contentus, quem oporteat alias ne proprio quidem parcere, ut bonum faciat; plus autem accipere, quam dederit, injustum est. Quod qui facit, insidiatur quodam modo, ut ex alterius necessitate praedetur”. Ambrosius, „de bono mortis”, c. 12: „Si quis usuram acceperit, rapinem facit, vita non vivit”. Tenże, „de Tobia”, c. 3: „Talia sunt vestra, divites! beneficia. Minus datis, et plus exigitis. Talis humanitas, ut spolietis etiam dum subvenitis. Foecundus vobis etiam pauper est ad quaestum. Usurarius est egenus, cogentibus nobis, habet quod reddat: quod impendat, non habet”; tamże c. 14: „Ideo audiant quid lex dicat. Neque usuram inquit, escarum accipies, neque omnium rerum”. Chrysostomus w cap. „Matthaei” 17. Homil. 56: „Noli mihi dicere, quaeso, quia gaudet et gratiam habet, quod sibi foenore pecuniam colloces: id enim crudelitate tua coactus fecit…” Augustinus w „Psalmum 128”: „Audent etiam foeneratores dicere, non habeo aliud unde vivam. Hoc mihi et latro diceret, deprehensus in fauce: hoc et caffractor diceret… et leno… et maleficus…” Tenże (cytowany w „Decret. Grat.” c. 1 Causa XIV qu. III): „si plus quam dedisti expectas accipere foenerator es, et in hoc improbandus, non laudandus”.

[9] Molinaeus w dziele, wydanem w 1546 roku, wspomina autora, który niedługo przedtem wysunął przeciw procentowi nie mniej, niż 25(!) argumentów. („Tract. contract.”, Nr. 528).

[10] Porówn. Endemanna, „Grundsätze”, str. 12, 18.

[11] „Commentaria perpetua in singulos textus quinque librorum Decretalium Grigorii IX”. Tom V, cap. 3 de usuris V. 19, Nr. 7.

[12] Variarum resolutionum liber III, cap. 1, Nr. 5.

[13] „Summa totius theologiae”, IV, 2 quaest. 78, art. 1. Podobnież Covarruvias, l. c: „… accipere lucrum aliquod pro usu ipsius rei, et demum rem ipsam, iniquum est et prava commutatio, cum id quod non est pretio vendatur… aut enim creditor capit lucrum istud pro sorte, ergo bis capit ejus aestimationem, vel capit injustum sortis valorem. Si pro usu rei, is non potest seorsum a sorte aestimari, et sic bis sors ipsa venditur”.

[14] „Lib. I. nov. declar., jus civ. 14”; cytowany w Böhmer’a „Jus eccles. Prot. Halae”, 1736, p. 340.

[15] Tomasz z Aquinu w pisemku „De usuris” I. pars. cap. 4; autentyczność tego pisemka jest ostatnio kwestjonowana. Z nader ciekawej historycznej notatki, zamieszczonej przez teologa wiedeńskiego, prałata dr. Franciszka M. Schindlera w pracy „Über der Kapitalzinsproblem” w czasopiśmie „Die Kultur”, rok 1903, zeszyt 8, str. 594 i nast., czerpiemy, iż ten argument św. Tomasza już w prawno-teologicznej literaturze XVI-go i XVII-go w. był często dyskutowany i niejednokrotnie zwalczany, i że już wówczas w ustach przeciwników (między innymi wybitnego arcybiskupa Caramuela … 1682) zjawiało się oświadczenie, iż teraźniejsze pieniądze większą mają wartość, niż przyszłe. Jako dowód wysuwali, według Schindlera, op. cit, str. 604, obrońcy tego poglądu zdanie, „iż za pomocą obecnych pieniędzy można zysk ciągnąć w roku bieżącym i następnych, a z przyszłorocznych pieniędzy, które się dopiero będzie miało, tylko w owym przyszłym roku, i że pieniądze pożyczone większemu podlegają niebezpieczeństwu, niż przechowane”. Wydaje mi się, iż przytoczone dowodzenie ze wszech miar znacznie obniża wartość samej formuły dla teorji zysku. Ryzyko bowiem może uzasadnić specjalne premium za ryzyko, ale nie właściwy zysk z kapitału, a powoływanie się na dochód, któryby można było zdobyć, wcześniej rozporządzając pewną sumą pieniężna, przedstawia możliwość takiego dochodu, a więc pierwotnego zysku z kapitału, jako fakt, nie wyjaśniając go w ten czy inny sposób. To też ten epizod kanonicznego sporu o procent zdaje mi się być znacznie bliższym omawianego w następnym dziale poglądu Salmasiusa i jego towarzyszy, niż współcześnie „teorji agia”, z którą łączy go Schindler.

[16] Secundo (usura est prohibita) ex fame, nam laborantes rustici praedia colentes libentius ponerent pecuniam ad usuras, quam in laboratione, cum sit tutius lucrum, et sic non curarent homines seminare seu metere. Patrz Endemann, „National-oekonomische Grundsätze”, str. 20.

[17] Endemann, „Studien I.”, str. 361.

[18] „De usuris II.”, pars, cap. IV., qu. 1.

2 odpowiedzi na „Böhm-Bawerk: Zwalczanie procentu ze strony starożytnych filozofów i kanonistów”

  • Szkoda, że artykuł został przerwany w połowie: zostały zaprezentowane koncepcje oceny zysku z kapitału, ale zabrakło poszerzonej analizy tych koncepcji i odniesienia się autora co do ich zasadności.
    .
    Prawidłowo napisany artykuł powinien w drugiej części poddać krytyce krytykę zysku z kapitału i wskazać, że zysk z kapitału jest tak naprawdę zyskiem z pracy.
    .
    Wyobraźmy sobie, że A wykonał jakiś produkt i sprzedał go do B. B zapłacił mu za to, a potem A pożyczył te pieniądze do C, który oddał mu je z procentem.
    .
    W tej sytuacji to nie „kapitał” dał ten procent, lecz ten produkt, który na początku wykonał A.

  • Z tego co widzę, „krytyka krytyki zysku z kapitału” znajduje się w drugim tomie, pierwszy jest bardziej historyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Albo prywatna własność środków produkcji, albo głód i nędza dla wszystkich. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Łukasz Angowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Steve Harwatek
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Andrzej Krzeptowski-Sabała
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Mateusz Musielak
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Krzysztof Nowak
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Łukasz Pappelbon
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jacek Rusiecki
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Piotr Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Stowarzyszenie Libertariańskie
Łącznie otrzymaliśmy 4 003,56 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>