Autor: Friedrich A. von Hayek
Tłumaczenie: Marcin Zieliński
Wersja PDF

Fragment książki Pieniądz i kryzysy Friedricha von Hayeka, którą można nabyć w formie papierowej lub elektronicznej.

Dziewięćdziesiąt procent dziwaków monetarnych uważa, że każda partia dóbr ma prawo narodzić się z zawieszoną na szyi etykietą cenową, która informowałaby o odpowiedniej dla nich wartości, a następnie nosić tę etykietę aż do śmierci.

D.H. Robertson, Theories of Banking Policy, „Economica”, nr 23, czerwiec 1928

 

1) Jeśli konstatacje zawarte w poprzednim rozdziale są słuszne, to wydawać by się mogło, że powszechnie wysuwane argumenty mające dowieść, że ilość środków pieniężnych powinna zmieniać się w zależności od wzrostu bądź spadku produkcji, nie mają żadnego uzasadnienia. Należałoby raczej stwierdzić, że odpowiadający wzrostowi produktywności spadek cen, który musi nastąpić, jeśli ilość pieniądza pozostanie niezmieniona, a produkcja wzrośnie, jest nie tylko zupełnie nieszkodliwy, ale również stanowi jedyny sposób, by zapobiec błędnemu skierowaniu produkcji. Pod tym względem nasze wnioski przypominają trochę teorię leżącą u podstaw propozycji stabilizowania wartości pieniądza w taki sposób, żeby stałe były nie ceny dóbr konsumpcyjnych, lecz dochody lub ceny czynników produkcji — wtedy w wypadku zmniejszenia się kosztów, możliwy byłby spadek cen dóbr konsumpcyjnych[1]. Jak jednak mogliśmy zauważyć, konsekwencją zupełnej niezmienności efektywnego strumienia pieniądza byłoby to, że przejście do bardziej kapitałochłonnych metod produkcji wiązałoby się nieuchronnie ze zredukowaniem dochodów pieniężnych, o ile nie nastąpiłaby całkowita pionowa integracja produkcji. Sytuacji tej, która z powodu sztywności płac jest z pewnością bardzo niepożądana, można by uniknąć, nie kierując jednocześnie produkcji na złe tory, jedynie pod warunkiem, że dałoby się wprowadzić do systemu gospodarczego niezbędne dodatkowe ilości pieniądza w taki sposób, by nie naruszyć stosunku popytu na dobra konsumpcyjne do popytu na dobra produkcyjne. Oczywiście, zadania tego nie da się wykonać. Pomijając jednak problemy, które mogą powstać wskutek tych sztywności, uważam, że przedstawione tu wnioski tyczą nie tylko przejścia do bardziej kapitałochłonnych metod produkcji, lecz także wzrostu produkcji wynikającego z wchłaniania niewykorzystanych zasobów. Co więcej, przez zastosowanie innego toku rozumowania — zbyt długiego i skomplikowanego, by go tutaj odtwarzać, który jednak zaprezentowałem gdzie indziej[2] — możemy pokazać, że owe wnioski da się zastosować również w szczególnie trudnym przypadku wzrostu produkcji wynikającego ze wzrostu populacji, odkrycia nowych surowców naturalnych itp. Niemniej jednak nasze wnioski są tak dalece sprzeczne z powszechnie akceptowanymi w tej kwestii opiniami, że wymagają dalszego uzasadnienia.

2) Z łatwością można zauważyć, jak mocno w umysłach wielu współczesnych ekonomistów zakorzenił się pogląd, że zmiany ilości pieniądza odpowiadające wahaniom wolumenu produkcji są czymś „naturalnym” — wystarczy przyjrzeć się, jak posługują się nim w swoich analizach teoretycznych. Na przykład profesor Cassel, który jest wybitnym zwolennikiem tego poglądu, w niedawno opublikowanym artykule na temat problemu cen[3] pisze: „najłatwiej założyć zatem, że kraj ma papierową walutę, regulowaną w taki sposób, by ogólny poziom cen był stały”. Przywołajmy inny autorytet, profesora Pigou, który wyraża tę samą myśl, gdy twierdzi[4], że jeśli kraje z walutą papierową będą regulowały jej podaż z myślą o utrzymaniu w pewnym sensie stabilnego poziomu cen, to po stronie pieniądza nie pojawią się impulsy, które należałoby poprawnie nazwać „autonomicznymi”. Oba twierdzenia sugerują, że zmiany w ilości środków płatniczych, służące utrzymaniu stabilnego poziomu cen,nie mają żadnego wpływu na kształtowanie się cen, co oznacza, że pieniądz, którego podaż byłaby w ten sposób regulowana, pozostawałby „neutralny” względem cen w takim sensie, w jakim ja używam tego słowa. Moim zdaniem brak jest podstaw do wysunięcia takiej hipotezy, choć wielu zdaje się uważać ją za banał tak oczywisty, że niewymagający dalszego uzasadnienia. Uważam, że to, co powiedziałem w poprzednich wykładach, stanowi wystarczający dowód, iż zmiany wolumenu środków płatniczych, które miałyby uzasadnienie w zmianach wolumenu produkcji, skutkowałyby powstaniem takich samych zakłóceń jak zmiany ilości środków płatniczych, które powodują zmiany ogólnego poziomu cen. Prima facie, wydaje mi się, że aby uznać podaż pieniądza za neutralną w tym sensie, powinna być niezmienna. Czy tak jest naprawdę? Czyż doświadczenie nie pokazuje, że istnieje wiele innych powodów oprócz wahania wolumenu produkcji, uzasadniających zmiany ilości pieniądza w obiegu, dzięki którym moglibyśmy uniknąć wielu poważnych zaburzeń gospodarczych?

Podejrzewam, że większości ekonomistów koncepcja niezmiennej ilości pieniądza w obiegu wyda się całkiem absurdalna. Kształcono nas w duchu poglądu, że elastyczny pieniądz jest czymś wielce korzystnym, a ogromnym osiągnięciem nowoczesnego systemu monetarnego, a zwłaszcza amerykańskiego Systemu Rezerwy Federalnej, jest jego urzeczywistnienie. Za pewnik przyjmuje się, że ilość pieniądza konieczna do przeprowadzenia wymiany handlowej w kraju zmienia się sezonowo, a banki centralne powinny reagować na zmiany w „popycie na pieniądz” — gdyż nie tylko mogą tak robić, nie powodując żadnych szkód, lecz wręcz powinny, jeśli nie chcą wywołać poważnych zakłóceń. Z wieloletniego doświadczenia wynika również, że w czasach kryzysu banki centralne winny dążyć do złagodzenia jego objawów i aby zapobiec panice, zwiększyć ilość pieniądza w obiegu, co mogą czynić na ogromną skalę bez żadnej szkody. Jak mamy zamiar to pogodzić z wnioskami przedstawionymi we wcześniejszych wykładach?

3) Zaczniemy od wyjaśnienia pewnych terminów. Powinno być dość oczywiste, że sformułowanie „ilość pieniądza w obiegu” oznacza w mojej analizie co innego niż na ogół w kontekście rozwiązywania problemów praktycznych. Różnice są dwie. Ilekroć w toku mojej analizy mówiłem o zmianach w ilości pieniądza, zawsze miałem na myśli zmiany całkowitej ilości wszelkich rodzajów środków wymiany (w tym również tak zwanych substytutów pieniądza), wykorzystywanych albo w zamkniętym systemie gospodarczym (czyli kraju, który nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym), albo w skali świata. Jeśli jednak mówimy o ilości pieniądza w obiegu w kontekście rozwiązywania problemów praktycznych, to zawsze mamy na myśli ilość środków wymiany danego rodzaju bądź rodzajów wykorzystywanych w jednym lub kilku krajach stanowiących część większej struktury gospodarczej. Powinniśmy już rozumieć, że z definicji ilości pieniądza w obiegu w gospodarce otwartej wynika, iż ilość pieniądza będzie zawsze podlegać wahaniom, nawet jeśli jego ilość pozostanie niezmieniona z punktu widzenia ogólniejszej koncepcji teoretycznej. Prawdopodobnie to właśnie z tego powodu tak trudno zrozumieć nawet teoretyczną możliwość lub przydatność niezmiennej ilości pieniądza w obiegu.

Elastyczność ogólnej podaży pieniądza uważa się powszechnie za oczywistą konieczność prawdopodobnie ze względu na to, że obieg pieniężny w każdym kraju, bez względu na zakres stosowanej definicji pieniądza, zawsze podlega naturalnym fluktuacjom w rytm wahań wolumenu lokalnej produkcji. Musimy jednak odpowiedzieć sobie na inne pytanie: czy z tych samych powodów, dla których wahania ilości pieniądza w pojedynczym kraju są konieczne, powinna się również zmieniać całkowita ilość pieniądza[5]? Odpowiedź jest prosta. Wzrost lub spadek ilości pieniądza znajdującego się w obiegu na danym obszarze geograficznym pełni dokładnie tę samą funkcję co wzrost lub spadek dochodów pieniężnych poszczególnych ludzi, a mianowicie upoważnia mieszkańców tego obszaru do korzystania z większej bądź mniejszej części całkowitego produktu światowego. Względny poziom całkowitych dochodów jednostek w gospodarce „otwartej” będzie zawsze pozostawać w określonym stosunku do ich udziału w całkowitym produkcie światowym. Jednym z elementów procesu dostosowawczego, prowadzącego do tego, że kraj, którego produkcja rośnie, otrzyma większą część całkowitego produktu światowego, jest wzrost ilości pieniądza w obiegu tego kraju. Choć z punktu widzenia owego kraju mogłoby się wydawać, że w następstwie wzrostu produkcji mamy do czynienia z absolutnym wzrostem ilości pieniądza w obiegu, to w rzeczywistości są to zmiany we względnej dystrybucji lokalnej pieniądza, co stanowi konieczny warunek zmian w dystrybucji produktu światowego. Z tym samym zjawiskiem, koniecznym, by przywrócić równowagę, mamy do czynienia nie tylko w sytuacji absolutnego wzrostu produkcji w danym kraju, lecz również w przypadku absolutnego spadku produkcji w pozostałych krajach. A więc to, że wzrostowi produkcji w danym kraju regularnie towarzyszy wzrost ilości pieniądza w tamtejszym obiegu, nie dowodzi, że ten sam proces musiałby zachodzić w odizolowanej społeczności. Pokazuje jednak, że zwiększenie obiegu pieniężnego w takiej społeczności lub na całym świecie nie przyniosłoby żadnego pożytku. Podczas gdy w wypadku pojedynczego kraju zwiększenie zasobów pieniężnych jest zaledwie środkiem do zdobycia większej ilości dóbr, to w odniesieniu do całego świata wzrost ilości pieniądza byłby równoznaczny z tym, że ktoś musi zrezygnować z części swojego produktu na rzecz tych, którzy wytworzyli nowy pieniądz.

4) Drugą przyczyną rozpowszechnienia się opinii, że aby nie doszło do błędnej alokacji, ilość środków płatniczych musi być dostosowywana do zmieniających się potrzeb handlu, jest nieporozumienie, które polega na pomyleniu popytu na poszczególne rodzaje środków płatniczych z popytem na pieniądz w sensie ogólnym[6]. Wiąże się to w szczególności z tak zwanymi sezonowymi wahaniami popytu na środki płatnicze, w istocie wynikającymi z tego, że w niektórych okresach większa część całkowitej podaży środków płatniczych jest wykorzystywana w formie gotówki. Przykładowo regularnie występujący wzrost „popytu na pieniądz” w dni wnoszenia opłat kwartalnych, któremu na skutek zeznań J. Horsleya Palmera i J.W. Gilbarta przed komisjami parlamentarnymi w latach 1832 i 1841 poświęcano tyle uwagi podczas debat na temat polityki banku centralnego, wynika głównie z wymiany pieniądza trzymanego na depozytach bankowych na banknoty i monety[7]. To samo tyczy się „wzrostu popytu na pieniądz” w ostatniej fazie boomu i w czasie kryzysu. Ponieważ pod koniec boomu płace i ceny detaliczne rosną, to odpowiednio zwiększa się wykorzystanie banknotów i monet, a przedsiębiorcy muszą wypłacać większą niż dotychczas ilość gotówki ze swoich depozytów bankowych. A kiedy w czasie głębokiego kryzysu maleje zaufanie i ludzie uciekają się do tezauryzowania pieniędzy, oznacza to, że wolą oni tę część swoich płynnych zasobów, którą do tej pory trzymali w bankach, posiadać w formie gotówki. Nie musi to być równoznaczne ze zmianą całkowitej ilości środków płatniczych, o ile pojęcie to będzie obejmować wszelkie zasoby służące chociażby tymczasowo za pieniądz.

5) W tym miejscu musimy zwrócić uwagę na pewną trudność, która sprawia, że taka definicja całkowitej ilości środków płatniczych jest dość nieprecyzyjna, a możliwość ustalenia ich rzeczywistej ilości wysoce wątpliwa. Poza zwykłymi formami środków płatniczych, takimi jak monety, banknoty i depozyty bankowe, które są powszechnie uznawane za pieniądz lub walutę, a których ilość jest — lub przynajmniej mogłaby być — regulowana przez jakiś centralny urząd, istnieją również inne rodzaje środków wymiany, które okresowo lub stale pełnią funkcję pieniądza. Choć z pewnych przyczyn praktycznych zazwyczaj rozróżniamy pieniądz właściwy i te środki wymiany, które są tylko jego substytutami, to jest oczywiste, że ceteris paribus każdy wzrost bądź spadek ilości tych substytutów pieniądza spowoduje te same skutki co wzrost bądź spadek ilości pieniądza właściwego, toteż do celów analizy teoretycznej powinny być liczone jako pieniądz.

W szczególności musimy tutaj zwrócić uwagę na pewne formy kredytu niezwiązanego z bankami, które, jak się często mówi, pomagają zaoszczędzić pieniądz lub pełnią funkcję, jaką w przypadku ich braku pełniłby pieniądz w węższym znaczeniu. Tego rodzaju kredyt fiducjarny (circulating credit) różni się od innych form kredytu tym, że dając komuś środki na kupno dóbr, nie pomniejsza się możliwości wydatkowania pieniędzy przez innych. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy wierzyciel, otrzymawszy weksel, płaci nim za inne dobra. Dotyczy to również innych form kredytów handlowych, w tym otwartych kredytów kupieckich, wykorzystywanych jednocześnie na kolejnych etapach produkcji zamiast płatności gotówkowych. Szczególną cechą tego typu kredytów jest to, że nie podlegają żadnej centralnej kontroli. Mimo to muszą być wymienialne na inne formy pieniądza, jeśli nie ma dojść do upadku systemu kredytowego. Nie wolno jednak pominąć pewnego związanego z nimi aspektu. Te formy kredytu istnieją głównie dlatego, że ludzie spodziewają się, iż będą je mogli, gdy będzie to konieczne, wymienić w bankach na inne formy pieniądza. Nie powstałyby, gdyby ludzie nie oczekiwali, że banki w przyszłości zwiększą kredyt w celu umożliwienia takiej wymiany. Występowanie takiego zapotrzebowania na większą ilość pieniądza nie dowodzi jednak, że ilość środków płatniczych musi się zmieniać wraz z wahaniami wolumenu produkcji. Dowodzi jedynie tego, że kiedy pojawi się już dodatkowy pieniądz w jakiejś formie, to musi być wymienialny na inne formy.

6) Zanim zbadamy, czy w niektórych sytuacjach zmiany ilości środków płatniczych są konieczne, aby pieniądz pozostał zupełnie neutralny względem procesu gospodarczego (czyli nie wywierał aktywnego wpływu na kształtowanie się cen), powinniśmy zadać sobie pytanie, czy w opisanych okolicznościach możliwe jest w ogóle utrzymywanie ilości środków płatniczych na niezmienionym poziomie i w jaki sposób władze monetarne mogłyby to zrobić. Mogę już teraz powiedzieć, że mimo pewnych zastrzeżeń, o których powiem później, w mojej opinii kwestia ta jest istotna nie tylko z punktu widzenia teorii, lecz także ze względu na konieczność stworzenia bardziej racjonalnej polityki pieniężnej.

Krajowy system kredytowy często porównuje się do odwróconej piramidy, co będzie przydatne również do naszych celów. Najniższa część piramidy obrazuje oczywiście gotówkę, która stanowi fundament struktury kredytu. Fragment znajdujący się powyżej to różnego rodzaju kredyty przyznawane przez bank centralny, następna jej część — kredyty udzielane przez banki komercyjne, a na nich zbudowana jest całkowita suma kredytów przyznawanych poza systemem bankowym. Centralne władze monetarne mogą sprawować bezpośrednią kontrolę jedynie nad dwoma dolnymi częściami piramidy: gotówką i kredytem banku centralnego. Jeśli chodzi o trzecią część piramidy, kredyty banków komercyjnych, to taka kontrola jest przynajmniej teoretycznie możliwa. Jednak najwyższa część piramidy — kredyty prywatne — może być kontrolowana jedynie pośrednio przez zmiany wielkości jej bazy, tj. zmiany wielkości kredytu bankowego. Istotne jest to, że zależności między poszczególnymi częściami piramidy nie są stałe, lecz zmienne — innymi słowy, kąt przy wierzchołku piramidy może się zmieniać. Jak wiadomo, podczas boomu rośnie ilość kredytów banku centralnego, stworzonych na podstawie danej ilości gotówki, podobnie jak ilość kredytów banków komercyjnych, oparta na danej ilości kredytów banku centralnego. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji w Europie kontynentalnej, gdzie rezerwy gotówkowe zastępowane są przez operacje redyskonta. W związku z tym nawet gdyby w fazie wzrostowej cyklu banki centralne nie zmieniały podstaw struktury kredytu, to i tak niewątpliwie wzrosłaby całkowita ilość środków płatniczych w obiegu. Aby zapobiec ekspansji, nie wystarczy zatem, że banki centralne, wbrew obecnym praktykom, powstrzymają się od rozszerzania swojego kredytu. W celu zrównoważenia zmian w zależności między stanowioną przez ich kredyt podstawą a powstałą na niej strukturą, musiałyby odpowiednio swój kredyt zmniejszyć. Jednak utopią jest oczekiwanie takich działań od banków centralnych wtedy, gdy w powszechnej opinii mają obowiązek odpowiadać na zapotrzebowanie i rozszerzać kredyt, gdy wymagają tego potrzeby handlu. Niestety, skończyły się już te oświecone czasy, gdy, jak się skarżył John Fullarton, „nie można było w Parlamencie wspomnieć w tym kontekście o »zapotrzebowaniu« i »uzasadnionym zapotrzebowaniu«, by nie spotkać się z drwiną”[8]. Niemniej jednak jestem przekonany, że jeśli chcemy zapobiec okresowym zniekształceniom produkcji powodowanym przez dodatkowy kredyt, to musimy wprowadzić w życie politykę bardzo podobną do tutaj nakreślonej, bez względu na to, jak absurdalna będzie się ona wydawać tym, którzy przyzwyczajeni są do dzisiejszych praktyk. Nie łudzę się, że w bliskiej przyszłości pojawi się możliwość eksperymentowania z takimi rozwiązaniami. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy z naszych teoretycznych analiz wyciągać praktycznych wniosków. Wręcz przeciwnie, powinniśmy być świadomi tego, jak wielkim problemem — lekceważonym zawsze przez autorów reform monetarnych — jest wyeliminowanie zakłóceń po stronie pieniądza. Wciąż odległa jest sytuacja, w której nasza wiedza teoretyczna i poziom wykształcenia społeczeństwa umożliwiłyby rozpoczęcie rewolucyjnej reformy i przeprowadzenie jej w zadowalający sposób.

7) Prawdę powiedziawszy, w toku naszej dotychczasowej argumentacji raczej zbagatelizowaliśmy rzeczywiste trudności, niż je wyolbrzymiliśmy. Pokazałem, że zmiany fizycznego wolumenu produkcji nie stanowią dostatecznego uzasadnienia wahań podaży pieniądza. Niemniej jednak wydaje mi się, że w pewnych okolicznościach zmiany podaży pieniądza są konieczne, jeśli nie chcemy, by został zakłócony „naturalny” system cenowy bądź równowaga procesu gospodarczego. Do tej pory pomijałem te okoliczności, gdyż moje twierdzenia opierałem na założeniu, które jasno przedstawiłem na samym początku, że zależność między całkowitym strumieniem dóbr a tą jego częścią, która przyjmuje formę wymiany pieniężnej, czyli odsetek dóbr wymienianych za pieniądze, jest stała. Teraz jednak musimy zrezygnować z tego założenia.

Musimy pamiętać, że zmiany wspomnianej zależności nie muszą wcale wynikać ze zmian fizycznego wolumenu produkcji w warunkach niezmienionej ilości pieniądza w obiegu ani też z wahań podaży pieniądza w warunkach niezmienionego fizycznie wolumenu produkcji. Relacja ta zmienia się tylko wtedy, gdy dobra, które wcześniej przesuwano bez użycia pieniądza, teraz są wymieniane za pieniądze albo gdy te dobra, które przesuwano wcześniej w zamian za płatności pieniężne, teraz są przesuwane bez użycia pieniądza. Musimy pamiętać również o tym, że zmiany te wynikają z pewnych modyfikacji w organizacji przedsiębiorstw (jak na przykład fuzji dwóch firm lub podziału firmy na dwie), rozszerzenia gospodarki pieniężnej na sfery, w których wcześniej każdy konsumował jedynie własny produkt lub dominowała wymiana barterowa itp. Musimy teraz zadać sobie pytanie: czy zmiany w stosunku transakcji pieniężnych do całkowitego strumienia dóbr wymagają odpowiednich zmian w ilości środków płatniczych?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy ustalić, czy jeśli ilość pieniądza zmieni się odpowiednio, to zmiana w organizacji przedsiębiorstw spowoduje przesunięcia w kierunku popytu, a w konsekwencji — przesunięcia w kierunku produkcji nieuzasadnione zmianami czynników „realnych”. Nie wymaga chyba dalszego dowodu to, że sam fakt, iż tam, gdzie przesunięcia dóbr od pierwotnych środków produkcji do etapu finalnego odbywały się wcześniej bez użycia pieniądza, zostanie wprowadzona płatność pieniężna (lub na odwrót), nie stanowi przyczyny „realnej” w tym sensie, że mógłby uzasadniać zmiany w strukturze produkcji. Jeśli zatem zdołamy pokazać, że bez odpowiedniej zmiany w ilości środków płatniczych zajdą takie zmiany w strukturze produkcji, to będzie to wystarczający powód, by uznać zmianę ilości pieniądza za konieczną.

8) Zbadajmy teraz, co się stanie, gdy firma reprezentująca dwa różne etapy produkcji — na przykład zakład włókienniczy, w którym odbywają się dwie różne fazy produkcji, na przykład przędzenie i tkanie, zostanie podzielony na dwie niezależne firmy. Choć do tej pory przesunięcie przędzy z fabryki zajmującej się jej wytwarzaniem do tkalni odbywało się bez użycia pieniądza, to teraz nabycie przędzy będzie wymagało transakcji pieniężnej. Nowy zakład tkacki, który wcześniej stanowił część większych zakładów i dlatego mógł utrzymywać saldo gotówkowe jedynie w celu opłacenia pracowników itp., teraz będzie potrzebował dodatkowych pieniędzy na zakup przędzy. Nowy właściciel, który, jak zakładamy, kupił tkalnię od starej firmy, będzie zatem potrzebować dodatkowego kapitału — poza tym potrzebnym w celu zakupienia istniejącej fabryki i wyposażenia oraz zastąpienia salda gotówkowego utrzymywanego przez poprzedniego właściciela na pokrycie kosztów związanych z użytkowaniem tkalni — aby móc dokonać tych nowych płatności. Jeśli do obiegu nie zostanie wprowadzony nowy pieniądz, właściciel zakładu tkackiego będzie musiał zmniejszyć inne wydatki, co spowoduje absolutny spadek popytu na dobra kapitałowe i w konsekwencji skurczenie się struktury produkcji, albo wykorzystać na ten cel nowe oszczędności, których nie można by w takiej sytuacji przeznaczyć na wydłużenie procesów okrężnych — i które, używając określenia Robertsona, stałyby się „bezowocne”. Skutek będzie taki sam jak w sytuacji zmniejszenia całkowitej ilości pieniądza w obiegu — przy pozostałych warunkach niezmienionych — o taką właśnie kwotę wykorzystywaną wcześniej na cele produkcyjne. W obu sytuacjach zmiana zależności między popytem na dobra konsumpcyjne a popytem na dobra produkcyjne, niebędąca w żadnym z tych przypadków konsekwencją działania czynników „realnych”, nie będzie trwała: pojawi się tendencja do przywrócenia poprzedniej zależności. Jeśli jednak już na samym początku popyt nowego przedsiębiorcy na dodatkowe salda gotówkowe zostanie zaspokojony przez wykreowanie nowego pieniądza, to ta zmiana całkowitej wielkości obiegu nie wywoła zmiany w kierunku popytu i pomoże zachować istniejącą równowagę.

Moglibyśmy łatwo pokazać, gdyby tylko czas na to pozwolił, że w sytuacji odwrotnej — fuzji dwóch firm — a także w sytuacji wielu podobnych zmian w organizacji przedsiębiorstw, pewna kwota zostanie uwolniona i jeśli nie zostanie wycofana z obiegu, to konsekwencje tego stanu rzeczy będą takie same jak w przypadku wprowadzenia takiej właśnie kwoty do obiegu. Myślę jednak, że to, co powiedziałem dotychczas na ten temat, wystarcza, by stwierdzić, iż zmiany w popycie na pieniądz powodowane przez zmiany zależności między całkowitym strumieniem dóbr a tą jego częścią, która jest wymieniana za pieniądze, czy też — jak możemy wstępnie nazwać tę relację — współczynnika transakcji pieniężnych, stanowią uzasadnienie zmian wolumenu pieniądza, jeśli pieniądz ma pozostać neutralny względem systemu cenowego i struktury produkcji.

Wszystko to nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy uświadomimy sobie, że współczynnik transakcji pieniężnych może zmieniać się nie tylko w miarę upływu czasu, ale też może przybierać różne wartości w różnych częściach systemu gospodarczego, na przykład z tego powodu, że na niższych etapach produkcji dobra zmieniają właścicieli w krótszych odstępach czasu niż na wyższych. W takim wypadku przesunięcie pieniądza z jednej części systemu gospodarczego do drugiej, w której współczynnik transakcji pieniężnych jest inny, będzie wymagać odpowiedniej zmiany ilości pieniądza w obiegu. Jeśli na przykład pieniądz zostanie przesunięty z niższego do wyższego etapu produkcji, gdzie odstęp między dwoma kolejnymi etapami jest dwa razy dłuższy, przez co do nabycia takiej samej ilości dóbr potrzebne jest o połowę mniejsze saldo gotówkowe, połowa przesuniętej kwoty zostanie uwolniona. W sytuacji odwrotnej konieczne byłoby wprowadzenie nowego pieniądza odpowiadającego tej kwocie. Również przejście do bardziej lub mniej kapitałochłonnych metod produkcji może wymagać zmian w ilości pieniądza, ale nie wskutek zmiany fizycznej wielkości strumienia dóbr, lecz z powodu przesunięcia pieniądza z miejsca, gdzie współczynnik transakcji pieniężnych był wyższy, do miejsca, gdzie jest niższy, lub na odwrót.

9) Nie jest to jedyny wyjątek od naszej pierwotnej zasady polityki pieniężnej, utrzymującej, że ilość pieniądza powinna pozostawać niezmieniona.

Omawiany przypadek stanowi w rzeczywistości szczególny aspekt bardziej ogólnego i znanego zjawiska, które do tej pory zupełnie pomijaliśmy. Chodzi mi tutaj o zmiany tak zwanej szybkości obiegu. Aż do tej chwili uznawałem ilość pieniądza w obiegu i ilość płatności dokonywanych w danym okresie czasu za pojęcia tożsame, zakładając tym samym stałą szybkość obiegu. Oznacza to, że moja argumentacja bezpośrednio dotyczy jedynie ilości płatności dokonywanych w danym okresie. Natomiast do ilości pieniądza stosuje się pośrednio, gdy założymy stałą „szybkość obiegu”. Dopóki trzymamy się tego założenia albo zajmiemy się wyłącznie wolumenem płatności dokonywanych w danym okresie, to, jak sądzę, omówiony powyżej przypadek jest jedynym wyjątkiem od ogólnej zasady, że ilość pieniądza, czy też ilość płatności pieniężnych, powinna pozostawać niezmieniona, jeśli pieniądz ma być neutralny względem cen. Sytuacja jednak zaczyna wyglądać inaczej, gdy uwzględnimy możliwość zmian w metodach płatności. W ich wyniku dana ilość pieniądza może być wykorzystana do mniejszej bądź większej niż dotychczas ilości płatności w danym okresie. Tego typu zmiany w „szybkości obiegu” są zawsze prawidłowo uznawane za równoważne zmianom ilości pieniądza w obiegu i choć z przyczyn, których wyjaśnienie wymagałoby wyjścia poza zakres tych wykładów, nie jestem zbytnim miłośnikiem koncepcji przeciętnej szybkości obiegu[9], to koncepcja ta musi stanowić tutaj wystarczające uzasadnienie ogólnego twierdzenia, że jakakolwiek zmiana szybkości obiegu musi być zrównoważona przez odwrotną zmianę ilości pieniądza w obiegu, jeśli pieniądz ma pozostać neutralny względem cen.

10) Jednak na tym się nasze trudności nie kończą. Aby wyeliminować wpływ czynników monetarnych na kształtowanie się cen i strukturę produkcji, nie wystarczy ilościowo dostosowywać podaży pieniądza do tego rodzaju zmian w popycie na niego, gdyż wszelkie dostosowywania podaży pieniądza muszą zachodzić tam, gdzie są wymagane, tj. w tych częściach systemu, w których zaszły zmiany w organizacji przedsiębiorstw bądź zwyczajach płatniczych. Takie działania są wyobrażalne w wypadku wzrostu popytu, jednak znacznie trudniejsze do przeprowadzenia w razie jego spadku. Abstrahując jednak od tej trudności, którą przynajmniej z punktu widzenia czystej teorii da się przezwyciężyć, powinno być oczywiste, że zaspokajanie tylko w tym sensie uzasadnionego popytu na pieniądz (i powstrzymywanie się od zmian ilości pieniądza w obiegu w każdym innym przypadku) nie może stanowić praktycznej zasady polityki pieniężnej. Niewątpliwie twierdzenie to — przedstawione w takiej formie — jest kolejną, choć prawdopodobnie bardziej klarowną, wersją dawnego podziału między uzasadniony popyt na dodatkowy pieniądz jako taki oraz nieuzasadniony popyt na dodatkowy pieniądz jako kapitał. Jednak wciąż sprawia kłopot oddanie tego podziału w języku praktyki. Niemożliwe jest określenie „naturalnej” czy też równowagowej stopy procentowej, która wykluczyłaby jakikolwiek popyt na kapitał przekraczający jego realną podaż, a nawet gdyby było to możliwe, trudno byłoby uniknąć w czasach optymizmu wzrostu ilości kredytów obrotowych przyznawanych poza systemem bankowym.

Z tego też powodu jedyną praktyczną zasadą polityki pieniężnej, jaką możemy sformułować na podstawie naszych rozważań, jest zasada negatywna, mówiąca, że wzrost produkcji i handlu nie stanowi jeszcze uzasadnienia ekspansji kredytu oraz że — poza okresem dotkliwego kryzysu — bankierzy nie muszą się obawiać, iż zaszkodzą produkcji przez zbytnią ostrożność. W istniejących warunkach pójście dalej nie wchodzi w grę. Taką próbę mogłyby podjąć jedynie ogólnoświatowe centralne władze monetarne: działania pojedynczego kraju byłyby skazane na niepowodzenie. Złudne prawdopodobnie jest twierdzenie, że kiedyś zdołamy całkowicie wyeliminować fluktuacje przemysłowe za pomocą narzędzi polityki pieniężnej. Możemy co najwyżej mieć nadzieję, że dzięki wzrostowi wiedzy społeczeństwa bankom centralnym łatwiej będzie prowadzić ostrożną politykę podczas fazy wzrostowej cyklu i tym samym łagodzić przebieg późniejszej depresji, a także opierać się niebezpiecznym, choć wynikającym z dobrych intencji propozycjom, żeby zwalczać depresję „niewielką inflacją”.

11) Wątpiący w wartość analizy teoretycznej, z której nie wynikają praktyczne wskazówki dla polityki gospodarczej, będą zapewne głęboko zawiedzeni, że tak dalece rozwinięta argumentacja dała tak znikome rezultaty. Nie uważam jednak, że niepotrzebnie trudziliśmy się, by wyjaśnić warunki, w jakich pieniądz będzie neutralny względem procesu gospodarczego, tylko dlatego że te warunki nigdy nie zostaną spełnione w rzeczywistości. Twierdzę, że nasze badania pozwalają wyciągnąć co najmniej dwa wnioski. Pierwszy, jak już powiedziałem w swoim pierwszym wykładzie, to wniosek, że teoria pieniądza jest tak daleka od doskonałości, że nawet niektóre jej najbardziej fundamentalne problemy wciąż pozostają nierozwiązane, a poprawność pewnych powszechnie akceptowanych doktryn jest wysoce wątpliwa. Tyczy się to w szczególności iluzji, że chcąc wyeliminować wpływ czynników monetarnych na produkcję, musimy stabilizować wartość pieniądza, a zatem założywszy stałą wartość pieniądza, możemy przyjąć w analizie teoretycznej, że pieniądz nie istnieje. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać, iż w istniejących warunkach pieniądz będzie zawsze wywierać decydujący wpływ na przebieg wydarzeń gospodarczych, a zatem żadnej analizy rzeczywistych zjawisk gospodarczych nie możemy uznać za kompletną, jeśli pomija rolę pieniądza. Musimy zatem ostatecznie porzucić wciąż popularny pogląd, że — jak stwierdził John Stuart Mill — „krótko mówiąc, nie może być wewnętrznie bardziej nieznaczącej rzeczy w gospodarstwie społecznym od pieniądza”, który „podobnie jak wiele innych rodzajów maszyn wywiera tylko wyraźny i niezależny wpływ własny, dopiero gdy nie jest w porządku”[10]. Oznacza to również, że obszar zainteresowania teorii monetarnej jest o wiele szerszy, niż się powszechnie zakłada. Musi ona objąć swym zakresem całość analizy przedstawionej w ramach czystej teorii opisującej zjawiska gospodarze w warunkach barteru i zbadać, jak zmienią się wnioski czystej teorii wraz z wprowadzeniem wymiany pośredniej. Pierwszym krokiem na drodze do rozwiązania tego problemu jest uwolnienie teorii pieniądza z więzów wynikających ze zbyt wąskiego pojmowania jej celów.

Drugi wniosek, jaki możemy wyciągnąć z naszych rozważań, wynika z pierwszego: dopóki nie będziemy wyraźniej dostrzegać podstawowych problemów teorii monetarnej i brak będzie zgody co do fundamentalnych zagadnień teoretycznych, dopóty nie zdołamy radykalnie zmienić naszego systemu monetarnego, a w szczególności zastąpić półautomatycznego standardu złota systemem mniej lub bardziej arbitralnie zarządzanej waluty. Obawiam się, że przy obecnym stanie wiedzy zagrożenia wiążące się z takim rozwiązaniem są znacznie większe od ewentualnych szkód wyrządzanych przez standard złota. Przypuszczam, że wiele szkód powszechnie przypisywanych teraz standardowi złota przyszłe i lepiej poinformowane pokolenie ekonomistów może uznać za rezultat dokonywanych w ostatnich latach prób zawieszenia mechanizmów standardu złota. Istnieje jeszcze jeden niemniej istotny powód, dla którego uważam ciągłe podkreślanie konieczności zmian w naszym systemie monetarnym za niebezpieczne. Odwraca się w ten sposób uwagę społeczeństwa od innych i bardziej istotnych przyczyn naszych obecnych kłopotów. Muszę powiedzieć jeszcze jedną rzecz na ten temat, gdyż pomoże to uniknąć nieporozumień, którym pragnąłbym szczególnie zapobiec. Choć twierdzę, że nawracające depresje gospodarcze można wyjaśnić jedynie sposobem funkcjonowania naszych instytucji monetarnych, to wcale nie uważam, by w ten sposób dało się wytłumaczyć stagnację gospodarki. Chodzi mi tu zwłaszcza o przedłużającą się depresję, której obecnie doświadcza wiele krajów europejskich. Moglibyśmy bez trudu wykazać, stosując tę samą analizę, którą przedstawiłem w dwóch ostatnich wykładach, że pewne działania państwa, prowadzące do przesunięcia popytu z dóbr produkcyjnych na dobra konsumpcyjne, mogą spowodować trwałe skurczenie się kapitalistycznej struktury produkcji i tym samym długotrwałą stagnację. Dotyczy to w szczególności ogólnego wzrostu wydatków publicznych, ale też pewnych szczególnych form opodatkowania i wydatków publicznych. W takich wypadkach oczywiście nie pomoże manipulowanie systemem monetarnym. Jedynym środkiem zaradczym jest tutaj radykalna zmiana polityki państwa.

 

Dodatek
Uwagi uzupełniające na temat „neutralnego pieniądza”

Określenia „neutralny pieniądz”, jak już wspomniałem w pierwszym wykładzie, pierwotnie używał Wicksell. Korzystał z niego jednak dość przypadkowo i nie miał zamiaru wprowadzić go jako terminu technicznego. Dopiero niedawno sformułowania tego zaczęto używać szerzej, najpierw w Holandii, prawdopodobnie za sprawą J.G. Koopmansa, który przez lata analizował ten problem. Pierwsze wyniki badań Koopmansa pojawiły się jednak stosunkowo niedawno, już po ukazaniu się pierwszego wydania tej książki[11]. Jego badania są znacznie bardziej szczegółowe niż te przedstawione tutaj, dlatego też wszystkim zainteresowanym tym problemem gorąco polecam artykuł Koopmansa, z którym ogólnie się zgadzam.

Wcześniejsze, choć krótsze, omówienie tego problemu można znaleźć w niemieckojęzycznej pracy W.G. Behrensa[12]. Jak trafnie zauważa, jest to nowa nazwa na określenie problemu, który Carl Menger i profesor Mises ujęli jako „innere objektive Tauschwert” (wewnętrzna obiektywna wartość wymienna) pieniądza lub w skrócie „innere Geldwert” (wewnętrzna wartość pieniądza). Możemy tutaj również dodać, że zasadniczo w tym samym celu L. Walras i późniejsi ekonomiści ze szkoły lozańskiej używali pojęcia „numéraire” w odróżnieniu od „monnaie”.

Nie zamierzam tutaj analizować szczególnie trudnych problemów teoretycznych wiążących się z tym pojęciem. Jednak debaty mu ostatnio poświęcone pokazują, że warto wyjaśnić pewną jego niejednoznaczność. Otóż często zakłada się, że koncepcja neutralności stanowi zasadę, którą można bezpośrednio zastosować do problemów polityki pieniężnej.

Wcale jednak nie musi tak być i nie taki był też pierwotny cel wprowadzenia tego pojęcia. Początkowo stanowiło ono narzędzie analizy teoretycznej pozwalające wyizolować aktywny wpływ pieniądza na przebieg wypadków gospodarczych. Określa ono zbiór warunków, przy których w gospodarce pieniężnej możliwe byłyby takie zjawiska, a w szczególności takie ceny względne, jak gdyby wpływały na nie tylko czynniki „realne” uwzględniane w teorii równowagi. W tym sensie koncepcja ta wskazuje jedynie na problem i nie stanowi jego rozwiązania. Oczywiście, takie rozwiązanie byłoby niezwykle ważne z punktu widzenia problemów polityki pieniężnej. Nie możemy jednak wykluczyć, że jest to tylko jeden z ideałów, który w praktyce musi konkurować z pozostałymi — równie istotnymi — celami polityki pieniężnej.

Każda próba rozwiązania tego problemu teoretycznego musi, moim zdaniem, rozpoczynać się od rozpoznania faktu, że tożsamość popytu i podaży, z konieczności istniejąca w warunkach barteru, zanika, gdy w transakcjach wymiany pośredniczy pieniądz. Problem stanowi zatem wyizolowanie — używając wyrażenia, które przy wcześniejszej okazji nieświadomie zapożyczyłem od Wiesera[13] — jednostronnych wpływów pieniądza, które pojawiają się, gdy w następstwie podzielenia transakcji barterowej na dwie odrębne transakcje zachodzi tylko jedna z nich, nieuzupełniona przez drugą. W tym sensie z popytem bez odpowiadającej mu podaży lub z podażą bez odpowiadającego jej popytu najwyraźniej mamy do czynienia przede wszystkim wtedy, gdy wydawany jest pieniądz wcześniej zgromadzony (tj. gdy zmniejszane są salda gotówkowe), gdy otrzymanego pieniądza nie wydaje się natychmiast, gdy na rynku pojawia się dodatkowy pieniądz albo gdy pieniądz jest niszczony. Sformułowanie problemu w taki sposób wskazuje bezpośrednio na rozwiązanie, jakim jest stały strumień pieniądza, z wyjątkiem przypadków przedstawionych w ostatnim wykładzie. Niemniej jednak taka argumentacja została systematycznie rozwinięta jedynie przez J.G. Koopmansa we wspomnianym wcześniej artykule.

Jeśli w gospodarce pieniężnej mają być zachowane przejawy dążenia do stanu równowagi, opisywane przez ogólną teorię ekonomii, to muszą zostać spełnione wszystkie warunki, które powinna ustalić teoria neutralnego pieniądza. Prawdopodobnie jednak ich spełnienie będzie w praktyce niemożliwe. Musimy wziąć pod uwagę to, że gdy istnieje powszechnie używany środek wymiany, to kontrakty długoterminowe są zawierane w oparciu o ten środek wymiany i oczekiwania względem pewnego przyszłego poziomu cen. Ponadto musimy uwzględnić również to, że wiele cen charakteryzuje sztywność, toteż wyjątkowo trudno je obniżyć. Istnienie tego typu „tarć”, które przeszkadzają w płynnym dostosowywaniu się systemu cenowego do zmienionych warunków — koniecznym, jeśli podaż pieniądza ma pozostać neutralna — stanowi oczywiście niezwykle istotny problem praktyczny polityki pieniężnej. Z tego też powodu może się okazać konieczne znalezienie kompromisu między dwoma celami, których nie da się osiągnąć jednocześnie: zapewnieniem możliwie najlepszego funkcjonowania mechanizmom popychającym gospodarkę ku równowadze a unikaniem nadmiernych tarć. Ważne jest jednak, abyśmy byli całkowicie świadomi tego, że w takim wypadku wyeliminowanie aktywnego wpływu pieniądza przestaje być jedynym zadaniem polityki pieniężnej, nie mówiąc już o możliwości jego wykonania w całości, i wprowadzimy tylko zamieszanie, jeśli będziemy określać praktyczny cel polityki pieniężnej tym samym terminem, jak teoretycznie możliwą sytuację, w której jeden z tych dwóch alternatywnych celów zostałby w pełni osiągnięty.

Związek między teoretyczną koncepcją neutralnego pieniądza a praktycznym ideałem polityki pieniężnej jest zatem taki, że ta pierwsza stanowi jedno z kryteriów oceny tej drugiej. To, w jakim stopniu określony system jest bliski spełnienia warunku neutralności, to jedno i być może najważniejsze, jednak nie wyłączne, kryterium oceny jakości polityki. Niewykluczone jednak, że zniekształceń cen względnych i zaburzeń produkcji przez czynniki monetarne moglibyśmy uniknąć jedynie pod warunkiem, że po pierwsze, całkowity strumień pieniądza pozostawałby niezmieniony, po drugie, wszystkie ceny byłyby całkowicie elastyczne, a po trzecie, kontrakty długoterminowe opierałyby się na trafnych przewidywaniach co do przyszłych ruchów cen. Oznaczałoby to, że jeśli drugi i trzeci warunek nie zostaną spełnione, to żadna polityka pieniężna nie pomoże osiągnąć ideału.

 

[1] Na to, że spadek cen wynikający ze wzrostu produktywności nie jest szkodliwy, wskazywali m.in. A. Marshall, N.G. Pierson, W. Lexis, F.Y. Edgeworth, F.W. Taussig, L. v. Mises, A.C. Pigou, D.H. Robertson oraz G. Haberler (szczegółowy spis pozycji można znaleźć w moim artykule „Paradoks” oszczędzania, s. 107). Por. propozycję stabilizacji przedstawioną przez dr. Maurice’a Levena, o której wspominał W.I. King w: The Best Index for Use in Stabilizing the Price Level, „Journal of the American Statistical Association”, marzec 1928, s. 146; oraz artykuł R.G. Hawtreya: Money and Index Numbers.

[2] W artykule Das intertemporale Gleichgewichtssystem der Preise und die Bewegungen des ‘Geldwertes’.

[3] The Treatment of Price Problems, „Economic Journal”, 38, grudzień 1928, s. 589.

[4] Industrial Fluctuations, wyd. 2, London 1929, s. 101.

[5] Bardziej szczegółowe omówienie tego problemu można znaleźć w moim artykule Das intertemporale Gleichgewichtsystem der Preise und die Bewegungen des ‘Geldwertes’, rozdz. 12.

[6] Jest to szczególnie widoczne w pracach Thomasa Tooke’a. Por. T.E. Gregory, Introduction, w: Tooke i Newmarch, A History of Prices, and of the State of the Circulation from 1792 to 1856, London 1928, s. 87 i n.

[7] Zob. również niedawne omówienie tego tematu przez F. Machlupa w: Börsenkredit, Industriekredit und Kapitalbildung, Wien1931, zwł. rozdz. 8 i 9.

[8] John Fullarton, On the Regulation of Currencies, wyd. 2 , London 1845, s. 206.

[9] Por. L. v. Mises, Teoria pieniądza i kredytu, Warszawa 2012, s. 122–127.

[10] J.S. Mill, Zasady ekonomii politycznej, t. 2, Warszawa 1966, ks. 3, rozdz. 7, s. 93.

[11] J.G. Koopmans, Zum Problem des ‚Neutralen‘ Geldes, w:Beiträge zur Geldtheorie, F.A. Hayek (red.), Wien 1933.

[12] Walter G. Behrens, Das Geldschöpfungsproblem, Jena 1928, zwł. s. 228, 286, 312 i n.

[13] Por. F. v. Wieser, Der Geldwert und seine Veränderungen, „Zeitschrift für Volkswirtschaft, Sozialpolitik und Verwaltung”, 13, 1904, s. 54; przedruk w: Gesammelte Abhandlungen, Tübingen 1929, s. 178.

2 odpowiedzi na „Hayek: Argumenty za „elastycznym” systemem monetarnym i przeciw niemu”

  • Chciałbym wyrazić wdzięczność Administratorowi za zamieszczenie powyższego tekstu w sytuacji wręcz barbarzyńskich posunięć EBC i pośrednio decyzji wynikających z ręcznego sterowanie kursem przez BNS. W powszechnych publikatorach i niestety także na stronach FOR czy Fijora nikt do tej pory nie podjął dyskusji co do stosowania QE. Austriacy jednoznacznie traktują tego typu działania jako nieuzasadnione. Europejskie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa nie chcą konsumować tyle aby uruchomić wygaszone moce produkcyjne. Nikt nie chce zmniejszać swoich oszczędności (jeśli je posiada). Psychoza utracenia pracy jest czynnikiem nieubłaganie wpływającym na nasze decyzje konsumpcyjne. EBC wraz z politykami władającymi poszczególnymi kołchozami etnicznymi doszli więc jedynie do samozachowawczych wniosków – jeśli wrzucimy trochę grosza na rynek to pobudzimy popyt a ludziska dorzucą swoich oszczędności i maszyna ruszy….. Czy ktokolwiek zbadał, że konsumenci tak właśnie się zachowają? W kilku przypadkach pewnie tak lecz ilu ich będzie, z pewnością nie tylu aby uruchomić całą europejską machinę gospodarczą. Jak dobrze wiemy popyt w silny sposób skorelowany jest przede wszystkim z wielkością dochodów niż tańszym kredytem. Europejczycy są wystarczająco mocno zadłużeni aby chcieli sięgać po kolejny kredyt. Przedsiębiorstwa posiadające wolne moce czekają na impulsy popytowe i nie będą bezsensownie się zadłużać posiadając wolne środki na kontach bankowych. Na to wszystko nakłada się indolentna polityka w zakresie ochrony środowiska w UE, która przesunęła wielu producentów poza strefę wspólnoty. Rzucenie na rynek drukowanych papierków nie spowoduję wzrostu zatrudnienia i wzrostu płac w taki sposób aby miało to wpływ na poprawę sytuacji realnego popytu. Chcę podkreślić, że gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa w znikomym stopniu będą zainteresowane wchłanianiem środków, które pojawią się na rynku. Jedynym bezpośrednim konsumentem i zarazem beneficjentem będą politycy i prowadzone przez nich partie, które będą emitować obligacje i powiększać nieuzasadnione G (patrz – duże G…). QE w Europie pogrąży nas w kolosalnej spirali długów, nieuzasadnionych wydatków rządowych, z których niewielu skorzysta. Działania EBC w obecnej sytuacji gospodarczo-społeczno-politycznej Europy to korupcja polityczna na niespotykaną dotąd skalę, którą spłacać będą obywatele UE pod warunkiem, że zdążą ze względu na nieuniknioną katastrofę tego systemu…

  • Przeczytałem wszystko bardzo uważnie. Zgadzam się w 100%. Obawiam się jednak, że niewiele osób czyta tego typu literaturę a jeszcze mniej wyraża chęć jej analizy. Uważam, że zarządzający Instytucjami Monetarnymi w Europie to wykorzystują co objawia się w ich bezkarnych później decyzjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Niechęć do standardu złota wynika z przesądu, że wszechmocny rząd jest w stanie stworzyć bogactwo ze zwykłych kawałków papieru. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>