Autor: Walter Block
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Sylwia Szumigraj
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Tekst opublikowany w 2011 r. na łamach Journal of Libertarian Studies, vol. 22, s. 581–592.

bronićSłyszeliście kiedyś powiedzenie: „Mając takich przyjaciół, nie potrzebujemy już wrogów”? Ten aforyzm można zastosować w odniesieniu do kilku prób „obrony” systemu opartego na wolnej przedsiębiorczości, bez których moglibyśmy się w pełni obyć. W części pierwszej tego artykułu rozważono błędny argument za legalizacją substancji uzależniających. Część druga poświęcona jest analizie pomocy zagranicznej. Celem części trzeciej jest krytyczna analiza argumentów za armią ochotniczą. W części czwartej zawarto konkluzje.

  1. Legalizacja narkotyków

Na pierwszy ogień idzie próba zalegalizowania narkotyków przez niektórych samozwańczych „libertarian”. Nic nie jest bardziej zgodne z filozofią wolności niż zakończenie niesprawiedliwego więzienia niewinnych osób za zbrodnię bez ofiar, polegającą na umieszczaniu przez dorosłych ludzi niedozwolonych substancji w swoim ciele. Z pewnością żaden libertarianin nie mógłby się z tym nie zgodzić.

Co jednak zrobić z takim stwierdzeniem: „Jeśli potraktujemy marihuanę jak każdy inny towar, będziemy mogli ją opodatkować, uregulować i korzystać ze środków, które nagromadzi przemysł, zamiast kontynuować od dawna już przegraną walkę z konsumpcją i produkcją”[1]. Jest to jednak wysoce problematyczne[2]. Z pewnością każdy libertarianin zgodzi się, że światowe rządy mają już dość naszych pieniędzy w swoich kieszeniach. Dlatego ten argument, choć niełatwo mi to mówić, działa na korzyść obecnego reżimu zakazującego narkotyków. Oczywiście nie oznacza to, iż popieram obecną wojnę z narkotykami[3]. Nikt nie mógłby tego robić i dalej być libertarianinem[4].

Jednak chęć dostarczania państwu większych dochodów nie jest również zgodna z wolnością gospodarczą. Dotyczy to nie tylko anarchokapitalistów, ale także minarchistów[5]. Ucieleśnieniem tego drugiego stanowiska filozoficznego jest opanowanie niekontrolowanego rządu i ograniczenie jego władzy w celu ochrony człowieka i jego własności. Jednak w czasie pisania tej pracy wydatki rządowe i ingerencja państwa w gospodarkę znacznie przekroczyły wszelkie limity. Dlatego zachęcanie do działania argumentowane wzrostem dochodów państwa jest niezgodne również z perspektywy minarchistycznej.

Zachęcanie do legalizacji, pomimo że przyczyni się ona do powiększenia dochodu państwa, to jedna rzecz. Jest nawet możliwe, że libertarianin wspomni o tym podczas przekonywania niezdecydowanych w sprawie legalizacji, by przechylić szalę na jej korzyść. Choć jest to działanie na granicy libertarianizmu, biorąc pod uwagę szerokie rozumienie tej filozofii, możliwe jest godzenie jej z takim zachowaniem. Rozpatrywany przypadek nie jest jednak żadną z tych sytuacji. Zamiast tego, w rażący sposób łamie zasady libertarianizmu i uznaje, czy wręcz aprobuje, napełnianie państwowych kieszeni. Niezależnie od tego jak nazwiemy takie postępowanie, trudno dostrzec w nim postawę libertariańską.

  1. Pomoc zagraniczna

W podobny sposób Bovard (2005) przedstawia mocne i całkiem błyskotliwe argumenty przeciwko pomocy zagranicznej. Jednak jednocześnie stwierdza (2005, podkreślenie WB):

Tak jak w przypadku innych programów pomocy zagranicznej, zgłaszanie się do Millenium Challenge Account[6] oznacza, iż urzędnicy obcych państw zmuszeni są pokonywać przeszkody ustawiane przez Waszyngton. Prezes MCA, Paul Applegarth, w taki sposób wyjaśnił cały proces: Spotykam się z głowami innych państw, a oni od razu zaczynają wymachiwać arkuszami ratingowymi tak, byś wiedział, że w kwestii prowadzonej polityki mają na uwadze to, w których kategoriach uzyskują wymagane wyniki, a w których nie. Niestety zaspokajanie wymagań biurokratów z Waszyngtonu to nie to samo, co doprowadzanie do rozwoju gospodarczego. W zeszłym roku wybrano 16 krajów, które mogły złożyć wniosek o otrzymanie pomocy od MCA, co wywołało prawdziwe szaleństwo pisania wniosków o granty. Armeński rząd przygotował ponad 200 różnych propozycji wykorzystania pieniędzy z MCA — znacznie więcej i znacznie kosztowniejszych projektów, niż USA miało ufundować dla wszystkich kandydatów łącznie. Pokazało to, w jaki sposób pomoc zagraniczna może osłabić i tak niską skuteczność działania rządu: ile czasu i zasobów zmarnowali armeńscy biurokraci, przygotowując swoje nierealistyczne wnioski? Może mogli zająć się czymś bardziej pożytecznym?[7]

Ależ te dwa ostatnie zdania stanowią argument za pomocą zagraniczną[8]! To, że biurokraci zmarnują tysiące roboczogodzin na zbędne wypełnianie formularzy, jest z pewnością zaletą tego programu. Gdyby jakiś keynesista poparł pomysł, by ci współcześni mandaryni zamiast tonąć w papierach, kopali dołki, po czym je zasypywali, byłoby to w równym stopniu korzystne dla gospodarki.

Gdyby ci słudzy państwa nie zajmowali się żadną z tych rzeczy, gorliwie pisaliby nowe ustawy, obmyślaliby nowe sposoby na odebranie zysków przedsiębiorcom, kontrolowanie biznesmenów, podnoszenie podatków, żądanie łapówek oraz robiliby 1001 innych rzeczy, które słusznie okryły ich złą sławą.

Powinniśmy przyklasnąć temu traceniu czasu na wypełnianie formularzy „pomocy zagranicznej” (czy kopanie i zasypywanie dołków) zamiast bagatelizować je, tak jak robi to Bovard. Autor ten jest przenikliwy, gdy chodzi o szkodliwość „pomocy” zagranicznej, lecz żałośnie nieudolny w kwestii prawdziwego wkładu biurokratów w funkcjonowanie gospodarki: jest to wkład negatywny, a im mniej ich oraz innych ich pokroju, tym lepiej dla całej gospodarki.

Abym znowu nie został źle zrozumiany, wyraźnie zaznaczam, że sprzeciwiam się „pomocy zagranicznej”. Pieniądze są przeznaczane przede wszystkim na 3 „M”: mercedesy dla rządzących, by mogli się wozić; militaryzację, by mogli popełniać masowe mordy; monumenty, zarówno władców, jak i te przemysłowe (w postaci hut stali, linii lotniczych itd.), na które mogliby wskazywać palcem dyktatorzy, lecz których koszty produkcji są kilkakrotnie większe niż koszty importu produkowanych przez nie towarów. Skoro owe środki finansowe przeznaczone są dla krajów znajdujących się w najbardziej opłakanym stanie, w rzeczywistości daje to dyktatorom trzeciego świata finansową zachętę do celowego niszczenia ich własnych krajów. To dlatego, że pieniądze przekazywane od jednego rządu do drugiego z konieczności przechodzą przez ich ręce, a spora część tych sum trafia na ich szwajcarskie konta bankowe. Gdyby przyjęli oni politykę Smitha (1776), Misesa (2009) czy Rothbarda (2004), prywatnie byliby prawdopodobnie biedniejsi[9], gdyż nie mieliby dostępu do tych funduszy. W jaki zatem sposób niszczą swoje narodowe gospodarki? Podnosząc podatki, popierając socjalizm, przejmując grunty (wywłaszczanie produktywnych białych rolników prowadzi do klęski głodu, co doprowadza do uzyskania „pomocy zagranicznej”, a tym samym wzbogaca dyktatora).

W kapitalizmie leseferystycznym nie ma dużego znaczenia, która grupa plemienna obejmie rząd. O ile jednak „pomoc zagraniczna” stanowi małą część PKB ofiarodawcy, o tyle dla odbiorcy jest to wysoki odsetek. Biorąc pod uwagę, że jedno M to militaryzacja, to, które plemię przejmie rząd i łupy, staje się sprawą życia i śmierci. Dlatego też „pomoc zagraniczna” nieuchronnie zaostrza konflikty plemienne, ze szkodą dla rozwoju gospodarczego tych nieszczęsnych narodów.

By uchronić się przed zarzutami o sprzyjanie „pomocy zagranicznej”, wspomnę o jeszcze jednym zgubnym jej skutku. Po nastaniu wolności gospodarczej najzdolniejsi młodzi ludzie z tych zubożonych krajów naturalnie wybieraliby zawody, na które byłoby największe zapotrzebowanie: inżynierię, medycynę, weterynarię, rolnictwo, mechanikę itd. Jednak kiedy państwo jest zalewane środkami z „pomocy zagranicznej”, wtedy „niewidzialna ręka” Smitha (1776) kieruje tych młodych ludzi gdzie indziej. Podążają wówczas w kierunku zawodów, które pozwolą im na zdobycie części tych funduszy dla siebie — biurokracji, prawa itd. Łatwo dostrzec, że te zawody w ogóle nie przyczyniają się do rozwoju gospodarczego, a wręcz robią coś dokładnie przeciwnego.

Choć sprzeciwiam się „pomocy zagranicznej” z przyczyn humanitarnych, to Millenium Challenge Account — jeśli musi istnieć — przyjmuję z zadowoleniem. To zatrzyma biurokratów pod stertami papierów, przez co nie będą mogli rujnować własnej gospodarki.

  1. Ochotnicza służba wojskowa

Zajmiemy się teraz kwestią dobrowolnej służby wojskowej. Tutaj również można użyć złych argumentów na poparcie instytucji, która pod każdym innym względem jest zgodna z libertarianizmem. Mianowicie, jeśli powodem, ukrytym celem, czy też siłą napędową stojącą za zakończeniem poboru jest wspieranie amerykańskiego imperializmu za granicą, wówczas libertarianin musi uznać to za argument przeciwko temu, w innym wypadku bardzo libertariańskiemu, krokowi.

Załóżmy, że istnieje nazistowski obóz koncentracyjny, do którego wszyscy strażnicy, dręczyciele i mordercy trafili w wyniku poboru. Nie wkładają oni jednak w swoją pracę serca. Raczej obijają się: biją więźniów zbyt lekko, pozwalają im uciekać — na skutek współczucia, poczucia moralności, czy też jakichś innych powodów. Istnieje również grupa zagorzałych nazistów, która nie może znieść takich przejawów litości. Tworzą więc ruch domagający się obsadzenia załogi obozu ochotnikami — nie tyle żołnierzami, ile oprawcami-ochotnikami. Czy jako libertarianie powinniśmy przyłączyć się do ich ruchu? Czy musimy uznać to działanie za „libertariańskie”? Nie, nie musimy (Block, 1969). W rzeczywistości powinniśmy postąpić całkiem przeciwnie.

Podobnie można analizować agresję Stanów Zjednoczonych na Wietnam. Na potrzeby naszych rozważań przyjmijmy, że była to nieuzasadniona agresja. Próba promowania tego działania poprzez zastąpienie poboru dobrowolną armią nie jest zatem libertariańską inicjatywą. Dlaczego to drugie rozwiązanie pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym na bardziej efektywne prowadzenie owej wojny? Po pierwsze, obywatele USA zaczynają skutecznie domagać się zakończenia wojny, kiedy do Ameryki wracają worki wypełnione zwłokami absolwentów Harvardu, Yale, Princeton, Stanford itd. Po drugie, ceteris paribus, zazwyczaj przyjmuje się, że wolny człowiek będzie walczył lepiej niż niewolnik.

Czy popieram pobór do wojska? Zdecydowanie nie. To również atak na niewinnych, a jedno zło nie usprawiedliwia innego. Dla libertarianina nie istnieje przymus noszący cechy pozytywne. Studenci elitarnych uniwersytetów są niewinni, choć protestują przeciwko nieuzasadnionym amerykańskim inwazjom tylko wtedy, gdy ich własne życie zostaje zagrożone.

Ludzie najaktywniej promujący ochotniczą służbę wojskową w ciągu tamtej smutnej epoki w historii Stanów Zjednoczonych byli związani z rzekomo miłującym wolność wydziałem ekonomii Uniwersytetu w Chicago oraz prowadzeni przez samozwańczego libertarianina — Miltona Friedmana.

Amerykańska inwazja na Wietnam wydarzyła się w latach 1960–1975. Poparcie dla dobrowolnej służby wojskowej w ciągu tych piętnastu lat wyrażali Friedman (1967) i Oi (1967a; 1967b). Jednak najbardziej bezczelny w tej kwestii był Boudreaux (1993), który najdobitniej popierał takie rozwiązanie, jako najsprawniejszy sposób toczenia nieusprawiedliwionej wojny.

Boudreaux (1993, podkreślenie WB) oświadcza:

Operacja Pustynna Burza jest uważana za jedno z największych zwycięstw armii amerykańskiej. Celem ustalonym przez ONZ było wyparcie wojsk Saddama Husseina z Kuwejtu. Bez względu na opinie na temat zakresu tych działań i zasadności zaangażowania wojskowego USA za granicą, faktem jest, że amerykańskie siły zbrojne wypełniły swoje zadanie. Wypełniły je w pełni, jednoznacznie, szybko i bez wielu strat w ludziach. Amerykanie powinni być szczególnie wdzięczni za to ostatnie.

W tym fragmencie znajdziemy kilka problematycznych kwestii, przynajmniej dla libertarianina. Po pierwsze, dlaczego mielibyśmy uznawać prawo ONZ, spośród wszystkich innych instytucji, do wyznaczania zadań dla USA? Czy kraj ten nie jest suwerennym narodem? Czy rząd światowy z ONZ na czele nagle objął władzę nad wszystkimi państwami na Ziemi? Z libertariańskiego punktu widzenia zaangażowanie się w jakieś działanie tylko dlatego, że usankcjonowało je ONZ, jest wysoce problematyczne. Z pewnością libertarianinowi wypadałoby zadać pytanie, czy była to wojna obronna, czy nie[10]. Tylko jeśli będzie istniał wystarczający dowód na to, że tak jest, będzie ona usprawiedliwiona. Ostatecznie, atak Iraku na Kuwejt w żaden sposób nie może zostać zinterpretowany jako inwazja na USA, czy choćby jej zapowiedź. Teoria domina musi mieć przecież jakieś granice.

Po drugie, jako libertarianie nie możemy po prostu zignorować „zakresu tych działań i zasadności zaangażowania wojskowego USA za granicą”. To jest właśnie sedno tej sprawy. Gdyby USA bezpodstawnie podejmowało takie działania, wówczas libertarianie nie chcieliby, aby robiło to w jak najwydajniejszy sposób — wręcz przeciwnie. Powróćmy do dręczycieli z nazistowskiego obozu koncentracyjnego. Czy chcemy, by skutecznie prowadzili swój bezwzględny interes? Zdecydowanie nie. To samo dotyczy mniejszego zła, w tym także działań militarnych USA na całym świecie.

Boudreaux (1993) cytuje Friedmana (1967) z następującym skutkiem:

Ochotnicza armia zostałaby obsadzona ludźmi, którzy dobrowolnie wybrali taką karierę, a nie przez opornych poborowych, którym zależy wyłącznie na odbyciu swojej służby. Pomijając wpływ na ducha walki, wpłynęłoby to na mniejszą rotację kadr w siłach zbrojnych, oszczędzając cenne roboczogodziny, które obecnie marnuje się na szkolenia. Pozwoliłoby to również na intensywne treningi i wyższy średni poziom umiejętności, a także zachęciłoby do używania większych ilości lepszego sprzętu. Mniejsza, lecz wysoko wykwalifikowana, fachowa i lepiej uzbrojona armia mogłaby stanowić taką samą lub lepszą siłę militarną.

Trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka wszystko to brzmi całkiem dobrze. W końcu kto nie chciałby armii złożonej z silnych żołnierzy, cieszących się większym „duchem walki”? Libertarianie, oto kto! Przynajmniej kiedy mowa o armii walczącej po stronie złoczyńców. By lepiej to zrozumieć, wyobraźcie sobie, że Boudreaux i Friedman[11] nie mówią o armii amerykańskiej, lecz raczej o nazistach, komunistach, Hunach albo innej grupie, którą uznajemy za złą[12]. Czy faktycznie popieramy większą siłę i „ducha walki” sił zbrojnych sprzymierzonych z siłami zła? Absolutnie nie. Amerykanom trudno to dostrzec, ponieważ odruchowo uznają, że ich siły zbrojne zawsze walczą po stronie dobra.

Jeszcze bardziej niepokojący jest poniższy fragment analizy ekonomicznej Boudreaux (1993):

Dlaczego całkowicie dobrowolna służba wojskowa „prowadzi do używania większych ilości i lepszego sprzętu”? Powód jest prosty. Pobór pozwala decydentom wojskowym na nabycie siły roboczej za niższą stawkę. To znaczy, dzięki poborowi mają oni do dyspozycji tanią siłę roboczą. Ponieważ siła robocza i kapitał (np. czołgi, lepsza broń i amunicja, bardziej zaawansowane technicznie samoloty) są stosowane zastępczo, gdy cenę siły roboczej sztucznie utrzymuje się na niskim poziomie, wojskowi decydenci używają zbyt dużo siły roboczej i zbyt mało kapitału do formowania sił zbrojnych.

Rozważmy prosty przykład. Dowództwo armii zgadza się, że istnieją dwa sposoby na zapewnienie sobie zwycięstwa w danej bitwie. Pierwszy z nich, to atak 200 000 żołnierzy z karabinami na umocnione pozycje wroga. Drugi, to atak pięciu żołnierzy sterujących pięcioma wysoce zaawansowanymi technicznie samolotami bojowymi z samonaprowadzającymi się bombami. Najprawdopodobniej wybrana zostanie metoda najmniej kosztowna dla wojskowych decydentów (których budżet przydzielony przez Kongres jest przecież ograniczony). Powiedzmy, że każdy w pełni wyposażony samolot bojowy kosztuje 1 mld USD, a zatrudnienie każdego pilota 100 tys. USD. Łączny koszt zwycięstwa z użyciem samolotów bojowych to 5 000 500 000 USD. Tę metodę decydenci wybiorą tylko wtedy, gdy okaże się ona mniej kosztowna niż wykorzystanie metody zmasowanego ataku piechoty.

Dla decydentów koszt tej pierwszej metody jest zależny od istnienia poboru. Załóżmy, że przy poborze wojsko płaci każdemu żołnierzowi 5 000 USD rocznie, a karabiny i mundury kosztują łącznie 200 USD od żołnierza. Przy takiej stawce zwycięstwo metodą zmasowanego ataku piechoty będzie kosztowało 1 040 000 000 USD w postaci płac i sprzętu[13]. Podczas bitwy wojskowi decydenci prawdopodobnie użyją więc właśnie tej metody, ponieważ jest dla nich znacznie mniej kosztowna niż użycie samolotów bojowych.

Jednak załóżmy dla odmiany, że zakazano poboru. Bez niego wojsko musi wypłacać swoim żołnierzom stawki rynkowe, które są wyższe niż te przy poborze. Załóżmy, że wynoszą 30 000 USD od żołnierza. Wówczas całkowity koszt zwycięstwa przy pomocy wielkiej siły żywej wyniósłby 6 040 000 000 USD — około 1 mld USD więcej niż koszt zwycięstwa przy użyciu pięciu samolotów bojowych. Konieczność płacenia żołnierzom stawek rynkowych z pewnością jest dla przywódców wojskowych silną zachętą, by oszczędzać na sile roboczej, wykorzystując więcej dóbr kapitałowych przy osiąganiu militarnego celu.

Teraz widzimy, dlaczego całkowicie dobrowolna służba wojskowa „zachęca do używania większych ilości lepszego sprzętu”. Pobór sztucznie obniża cenę siły roboczej w stosunku do kapitału i dlatego wojskowi decydenci stosują za mało sprzętu, a zbyt dużo ludzi. Siły zbrojne złożone z ochotników odwróciłyby tę niefortunną sytuację, zachęcając wojskowych decydentów do „używania większych ilości lepszego sprzętu”, a mniejszej ilości ludzi.

Co więc wybrać? Czy wojsko ma zbombardować wroga pięcioma samolotami, „cofając go do epoki kamienia”, czy posłać 200 000 żołnierzy z karabinami? Przyjmijmy, że nie będzie żadnych ofiar wśród żołnierzy w pierwszym przypadku, ale wiele w drugim. Nie myślmy w kategoriach usprawiedliwiania armii amerykańskiej broniącej się przed państwem inicjującym agresję. Raczej pomyśl o Ameryce jako ofierze agresji zainicjowanej przez nazistów, komunistów czy nawet Marsjan. Pamiętaj: Boudreaux stwierdza publicznie, że nie ma znaczenia, którą opcję wybierzemy („Bez względu…”).

Jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy, dla libertarianina wybór pożądanej alternatywy wcale nie jest w tym wypadku tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać.

  1. Wnioski

Pobór to czyste zło. To samo dotyczy zagranicznych wojen zaborczych. Każde z tych wyzwań z osobna jest łatwe do przeanalizowania dla libertarianina. Problemy pojawiają się, gdy rozważa się je razem — wtedy nie wszystko jest tak jasne. Odpowiednią libertariańską reakcją — przynajmniej taką, za którą przemawiają argumenty w tym artykule — nie jest zakończenie poboru i zastąpienie go armią ochotniczą, lecz przeciwstawianie się obu: poborowi i armii ochotniczej (zakładając, że ta druga będzie wykorzystywana do celów sprzecznych z libertarianizmem). Podobnie jest w przypadku prohibicji narkotykowej oraz „pomocy zagranicznej”, które są trochę bardziej skomplikowane, niżby na to wyglądało.

 

Bibliografia:

Anderson, M. (1978), The Voluntary Military, Stanford, Hoover Institution.

Bauer, P.T. (1981), Equality, the Third World, and Economic Delusion, Cambridge, Harvard University Press.

—— (1982), „Ecclesiastical Economics is Envy Exalted”, This World, nr 1, s. 56–69.

—— (1984), Reality and Rhetoric: Studies in the Economics of Development, Cambridge, Harvard University Press.

—— (1987), „Population Scares”, Commentary, nr 5, s. 39–42.

—— (1991), The Development Frontier: Essays in Applied Economics, Harvester Wheatsheaf.

Bauer, P.T., Yamey B.S. (1957), The Economics of Under-developed Countries, Chicago, The University of Chicago Press.

Block, W., Wingfield K., Whitehead R. (2003), „Re-Evaluating America’s Failing Drug Control Laws: A Legal, Philosophical, and Economic Proposal”, Oklahoma City Law Review, 28, nr 1, s. 119–159.

Block, W. (1969), „Against the Volunteer Military”, The Libertarian Forum, 1, s. 4.

—— (1993), „Drug Prohibition: A Legal and Economic Analysis”, Journal of Business Ethics, 12, s. 689–700.

—— (1996), „Drug Prohibition, Individual Virtue and Positive Economics”, Review of Political Economy, 8, nr 4, s. 433–436.

—— (2010), „Is Milton Friedman a libertarian?”, Laissez-Faire, nr 32, s. 9–22.

Boudreaux, D. (1993), „A Life-Saving Lesson from Operation Desert Storm”, The Freeman, 43, nr 10.

Bovard, J. (2005), „Bribing for Honesty: A cherished Bush program goes astray”, Barrons, http://online.barrons.com/articles/SB110877251441959329?tesla=y, [dostęp: 15.12.14].

Bula, F. (2005), „Vancouver to press Ottawa to legalize and tax marijuana”, The Vancouver Sun.

Castle, E.W. (1957), The Great Giveaway: The Realities of Foreign Aid, Chicago, H. Regnery Co.

Cussen, M., Block W. (2000), „Legalize Drugs Now! An Analisys of the Benefits of Legalized Drugs”, American Journal of Economics and Sociology, 59, nr 3, s. 525–536.

Easton, S.T. (1990), Measures of Economic Freedom, wykład wygłoszony podczas Rating Economic Freedom IV Symposium, Sea Ranch California.

—— (1992), Rating Economic Freedom: International Trade and Financial Arrangements. W: Rating Global Economic Freedom, red. S. Easton i M. Walker, Vancouver, The Fraser Institute.

—— (2004), Marijuana Growth in British Columbia, Vancouver, The Fraser Institute.

Easton, S.T., Walker M.A. (red.) (1992), Rating Global Economic Freedom, Vancouver, The Fraser Institute.

Friedman, M. (1967), „Why Not a Volunteer Army?”, New Individualist Review, 4, s. 3–9.

Loeber, T.S. (1961), Foreign Aid: Our Tragic Experiment, Nowy Jork, Norton.

McNeill, D. (1981), The Contradictions of Foreign Aid, Londyn, Croom Helm.

Miron, J.A. (2003), The Budgetary Implications of Marijuana Legalization in Massachusetts.

Mises, L. (2009), Socjalizm, Kraków, Arcana.

Oi W.Y. (1967a), „The Real Costs of a Volunteer Military”, New Individualist Review, 4, s. 13–16.

—— (1967b), „The Economic Cost of the Draft”, American Economic Review, 57, s. 39–62.

Riddell, R. (1987), Foreign aid reconsidered, Baltimore, Johns Hopkins University Press.

Rothbard, M.N. (1958), „A Hard Look At Foreign Aid. W: Foreign Aid Reexamined”, red. H. Schoeck i J. Wiggins, National Review, s. 313–314.

—— (2004), O nową wolność: manifest libertariański, Warszawa, Volumen.

Smith, A. (2007), Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN, t. 1–2.

Thornton M. (2002), Corruption and Foreign Aid, http://www.mises.org/daily/1093 [dostęp: 15.12.14].

Tucker, J. (1997), „The Marshall Plan Myth”, The Free Market, 15, nr 9.

Vance, L.M. (2000), „The Foreign Aid Debacle”, The Free Market, 18, nr 12.

[1] Zob. http://www.fraserinstitute.org/publicationdisplay.aspx?id=12144 [dostęp: 15.12.14] i http://economics.about.com/od/incometaxestaxcuts/a/marijuana.htm [dostęp: 15.12.14] oraz Easton (2004); Bula (2005). O ile nikt nie twierdzi, że artykuły wstępne [Stephena Eastona — przyp. tłum.] dla „Vancouver Sun” są lub roszczą pretensje do bycia libertariańskimi, o tyle nie można tego powiedzieć o samym Eastonie. W tym względzie zob. Easton (1990; 1992); Easton i Walker (1992).

[2] Podobnie na ten temat wypowiada się Miron (2003):

Jednym z zagadnień tej debaty jest omówienie wpływu prohibicji, jaką objęta jest marihuana, na budżet państwa. Pociąga ona za sobą bezpośrednie koszty egzekwowania prawa i uniemożliwia opodatkowanie produkcji i sprzedaży marihuany. Gdyby substancja ta była legalna, zniknęłyby koszty egzekwowania prawa, a rząd mógłby ściągać podatki za produkcję i handel, przez co jego wydatki zmniejszyłyby się, a dochody z podatków wzrosłyby. Kluczowe pozostaje pytanie o to, jak duże zmiany dla budżetu wywołałyby takie zmiany.

Nie znam kompetencji Mirona w kwestii libertarianizmu, ale zgodnie z informacjami zawartymi na jego stronie internetowej (http://jeffreymiron.com/about/ [dostęp: 15.12.14]) ta filozofia należy do ich „obszaru”.

[3] Zob. Block, Wingfield i Whitehead (2003); Cussen i Block (2000); Block (1993; 1996).

[4] Przynajmniej w tej kwestii. Logicznie jest to możliwe, choć mało prawdopodobne, że ktoś mógłby zajmować libertariańskie stanowisko we wszystkich innych sprawach, z wyjątkiem tej jednej. Jak jednak opisać tego człowieka? Jako częściowego lub pół- libertarianina? Dla mnie byłby on „libertarianinem we wszystkich kwestiach oprócz tej jednej”.

[5] Minarchiści popierają ograniczony rząd. Państwo ma dla nich tylko jedną funkcję: chronić obywateli oraz ich własności.

[6] MCA to program pomocy ubogim krajom w rozwoju gospodarczym, utworzony w 2004 r. przez prezydenta George W. Busha, zarządzany przez Millenium Challenge Corporation, niezależną agencję rządową. Więcej informacji na angielskiej Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Millennium_Challenge_Corporation [dostęp: 15.12.14; przyp. tłum.].

[7] Kompetencje Bovarda w zakresie libertarianizmu są nienaganne, długotrwałe i dowodzą jego siły, determinacji i błyskotliwości. Zob. http://www.jimbovard.com/ [dostęp: 15.12.14]; http://fff.org/author/james-bovard/ [dostęp: 15.12.14]. Jestem jego wielkim fanem i mam nadzieję, że wybaczy mi wytknięcie tego jednego błędu.

[8] Peter Bauer [węgierski ekonomista znany ze sprzeciwu wobec rządowej pomocy zagranicznej — przyp. tłum.] zawsze ostrzegał przed stosowaniem tego typu frazeologii, gdyż uważał, że „pomoc zagraniczna” to w istocie transfery pieniężne jednego rządu dla drugiego. To lepsze określenie tego zjawiska, ponieważ jest bardziej opisowe i moralnie neutralne, z kolei „pomoc zagraniczna” zakłada istnienie korzyści, które mogą, lecz nie muszą z niej wypływać. Stąd też w jego mniemaniu używanie pojęcia „pomocy zagranicznej” jest jak osądzanie jakiejś sprawy z góry. Jak pokazały badania Bauera, owe transfery pieniężne ograniczają rozwój gospodarczy, zamiast go wspierać. Więcej na temat tego, jak międzynarodowa biurokracja spowalnia rozwój gospodarczy: Bauer (1981; 1982; 1984; 1987; 1991); Bauer i Yamey (1957); Castle (1957); Leober (1961); McNeill (1981); Riddell (1987); Rothbard (1958); Thornton (2002); Tucker (1997); Vance (2000).

[9] Jest to kwestia empiryczna. Wszystko zależy od tego, czy środki z pomocy zagranicznej, które potajemnie gromadzą na swoich prywatnych kontach, byłyby większe, niż dodatkowe podatki, które mogliby nałożyć na swoich obywateli, gdyby wprowadzili gospodarkę bardziej zbliżoną do leseferyzmu.

[10] John Quincy Adams w 1821 r. z okazji Dnia Niepodległości wygłosił mowę na temat polityki zagranicznej USA:

Gdziekolwiek rozpościera się sztandar wolności i niepodległości, tam też będzie serce [Ameryki], jej błogosławieństwa i modlitwy. Jednak nie szuka ona za granicą potworów, które można zniszczyć. Życzy wszystkim wolności i niepodległości, jednak broni tylko własnych […] Ona wie dobrze, że raz zaciągając się pod inne chorągwie niż jej własne, nawet reprezentujące czyjąś niepodległość, na zawsze uwikłałaby się w konflikty interesów i intrygi, chciwość, zazdrość i ambicję, które pod różnymi postaciami uzurpują sobie prawo do wyznaczania standardu wolności. Podstawowe maksymy jej polityki niepostrzeżenie zamieniłyby się z wolności w przymus. Jej oblicza nie zdobiłby już splendor wolności i niepodległości, lecz zastąpiłby go imperialny diadem połyskujący sztucznym, matowym blaskiem dominacji i władzy. Mogłaby się stać dyktatorką świata, lecz nie władałaby już własnym duchem.

[11] Dla krytycznej analizy referencji Friedmana jako libertarianina zob. Block (2010). Także Boudreaux wydaje się pod tym względem bez zarzutu: http://mercatus.org/donald-j-boudreaux [dostęp: 15.12.14].

[12] Boudreaux jest znany z obojętnego stanowiska w tej kwestii: „Bez względu na opinie na temat zakresu tych działań i zasadności zaangażowania wojskowego USA za granicą”.

[13] Tę liczbę otrzymano po pomnożeniu 200 000 przez 5 200.

3 odpowiedzi na „Block: Jak nie bronić wolnego rynku – krytyka Eastona, Mirona, Bovarda, Friedmana i Boudreaux”

  • Nie rzucać korwinizmami na prawo i lewo.

  • Milton Friedman nigdy nie twierdził, że jest libertarianinem. Skąd zatem to twierdzenie o jego „samozwańczym libertarianizmie”?

  • Co do legalizacji marihuany i zwiększenia dochodu państwa z tego tytułu.
    Nie widzę tutaj problemu, ponieważ zalegalizowanie tego narkotyku spowoduje znaczny spadek cen w pierwszym fazie. Pierwsza faza dotyczy tego, że w cenie narkotyku jest zawarta specjalna opłata związana z nielegalnością produkcji i rozprowadzania produktu. Sprawi to, że od razu po zalegalizowani marychy cena nieznacznie się zmieni wliczając w jej cenie podatek dla kraju.
    W drugiej fazie gdy zacznie się uprawa roślin konopnych na szerszą skale sprawi to, że towar ulegnie znacznemu zwiększenia jego jakości ponad to konsumenci będą mogli odnotować kolejny spadek cen….
    Z punktu widzenia konsumenta jak i plantatorów legalizacja była by spełnieniem marzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Istnieją dwa różne rodzaje współpracy społecznej: współpraca wynikająca z umowy i koordynacji oraz współpraca polegająca na wykonywaniu poleceń i podporządkowaniu się lub hegemonii. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W grudniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pani Dominika Buczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Piotr Furmanek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Michael Huemer
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Dawid Jary
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Mikołaj Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Krzysztof Patyna
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Paweł Pokrywka
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Tomasz Szumski
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
Łącznie otrzymaliśmy 9 726,78 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>