Autor: Friedrich A. von Hayek
Tłumaczenie: Marcin Zieliński
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Fragment książki Pieniądz i kryzysy Friedricha von Hayeka, którą można nabyć w formie papierowej lub elektronicznej.

pieniądz i kryzysy

  1. Złoto jako standard międzynarodowy

Przedstawiłem już argumenty przeciw systemowi niezależnych walut krajowych i choć nie sądzę, że w tych kilku wykładach udało mi się gruntownie zburzyć teoretyczne fundamenty nacjonalizmu monetarnego, to mam nadzieję, że dowiodłem trzech kwestii: po pierwsze, że nie istnieje racjonalne uzasadnienie dla oddzielnego regulowania ilości pieniądza w poszczególnych krajach stanowiących część większego systemu gospodarczego; po drugie, że wiara w to, iż niezależna waluta może uchronić kraj przed szokami finansowymi powstałymi za granicą, jest w dużej mierze złudna; po trzecie, że system płynnych kursów prowadzi do powstania nowych i bardzo poważnych zakłóceń stabilności międzynarodowej. Chciałbym jeszcze dodać tylko, że w mojej argumentacji zakładałem, iż systemem tym zarządzano by możliwie jak najmądrzej. Nie wspominałem o nadużyciach, które z pewnością mogłyby się w takim systemie pojawić, o praktycznej niemożliwości porozumienia się różnych krajów co do tego, jaki poziom deprecjacji waluty byłby dopuszczalny, o zagrożeniach wiążących się z konkurencyjną deprecjacją i powrotem do merkantylistycznych restrykcji, które od stuleci są stosowane w reakcji na deprecjację za granicą[1].

Musimy zatem zauważyć, że osobne regulowanie poszczególnych walut krajowych nie może stanowić substytutu racjonalnie zarządzanego światowego systemu monetarnego. Taki system może być obecnie uznawany za nieosiągalny ideał. Nie oznacza to jednak, że z tym, co możemy zrobić, by się do tego ideału zbliżyć, nie wiąże się wiele istotnych problemów. Oczywiście, niektóre systemy „międzynarodowe” byłyby dalekie od ideału. Starałem się pokazać, że nie uważam wcale systemu międzynarodowego, który istniał w przeszłości, za w pełni zadowalający. Zwolennicy nacjonalizmu monetarnego krytykują go za to, że jest międzynarodowy. Z kolei w mojej opinii jego wady biorą się stąd, że nie jest wystarczająco międzynarodowy. Jednak nie omówiłem jeszcze tego, co możemy zrobić, by funkcjonował bardziej zadowalająco, czyli stał się bardziej międzynarodowy. Kwestia ta łączy się z niezmiernie skomplikowanymi problemami, które w tym ostatnim wykładzie mogę omówić jedynie bardzo pobieżnie.

Pierwszą, choć wcale nie najważniejszą ani nie najciekawszą kwestią jest to, czy złoto musi być standardem międzynarodowym. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia nie ma właściwie żadnych argumentów za standardem złota. Są natomiast liczne poważne zarzuty przeciw wykorzystaniu złota jako pieniądza międzynarodowego. W państwie globalnym, którego rząd opierałby się pokusie inflacji, absurdem byłoby ponoszenie ogromnych trudów wiążących się z wydobyciem złota, skoro równie dobrze, a może nawet lepiej, jego funkcję mógłby pełnić tani pieniądz zdawkowy. Jednak wydaje mi się, że w świecie suwerennych państw narodowych z przyczyn natury politycznej, których nie sposób wyeliminować, tylko złoto (albo metale szlachetne), a nie sztuczna waluta międzynarodowa emitowana przez światowe władze monetarne, może z powodzeniem pełnić funkcję pieniądza międzynarodowego. Konieczne w funkcjonowaniu standardu międzynarodowego jest to, by pieniądz międzynarodowy utrzymywany przez dany kraj stanowił dla niego rezerwę środków płatniczych akceptowanych w transakcjach międzynarodowych bez względu na okoliczności. Dopóki będą istnieć niezależne i suwerenne państwa narodowe, do takich okoliczności zalicza się groźbę wojny albo załamanie się z jakiegoś powodu międzynarodowego ładu monetarnego. A skoro ludzie, by uniknąć takiej ewentualności, zawsze będą mieć w rezerwie towar, który za sprawą odwiecznego zwyczaju jest akceptowany zarówno w społeczeństwach cywilizowanych, jak i niecywilizowanych, i skoro zawsze będą trzymać w tym celu przynajmniej częściowo złoto — skoro pełni ono jedną z funkcji, które sprawiają, że utrzymuje się salda pieniężne — to niewątpliwie stanowi ono jedyny standard międzynarodowy, który może przetrwać w obecnym świecie. Powtórzmy jednak, że choć z przyczyn czysto ekonomicznych pożądane jest istnienie standardu międzynarodowego, to o wyborze złota wraz z jego niezaprzeczalnymi wadami decydują już względy polityczne.

Niezwykle ważne jest oczywiście to, jakie działania należy podjąć, kiedy dobrze znane wady standardu złota staną się nazbyt dotkliwe lub kiedy w wyniku pojawienia się nowego i dużego zapotrzebowania na złoto albo wystąpienia gwałtownych zmian w jego produkcji nagle zmieni się jego wartość. Nie jest to jednak ani najciekawszy, ani też najważniejszy problem i dlatego też nie będę go tutaj omawiać. Chciałbym natomiast omówić problemy nieodłącznie towarzyszące międzynarodowemu standardowi złota, nawet przed 1914 rokiem, a nasilające się zwłaszcza po I wojnie światowej. Problemy te biorą się stąd, że tak zwane złote waluty są powiązane ze złotem jedynie przez względnie niewielkie rezerwy krajowe, które stanowią bazę złożonej struktury pieniądza kredytowego składającej się z wielu warstw o różnej płynności i akceptowalności. Jak mogliśmy zobaczyć, to właśnie z tego powodu skutki zmian międzynarodowych przepływów pieniądza są inne niż skutki zmian międzyregionalnych, a krajowe i oddzielne systemy monetarne do pewnego stopnia żyją własnym życiem. Waluty poszczególnych krajów przestały być homogeniczne w wyniku rozwoju oddzielnych systemów bankowych, których działanie opiera się na kryteriach narodowych. Czy można coś zrobić, by to zmienić?

  1. „Przewrotna elastyczność” pieniądza kredytowego

Na początek musimy odróżnić potrzebę istnienia „pożyczkodawcy ostatniej instancji” od systemu bankowego opartego na zasadzie „rezerwy krajowej”. Z pewnością niemożliwe byłoby tak szerokie wykorzystanie depozytów bankowych jako pieniądza oraz istnienie nowoczesnej bankowości depozytowej, gdyby nie było instytucji, która mogłaby dostarczyć gotówki, kiedy społeczeństwo zdecydowało się wymienić dużą część swoich depozytów bankowych na bardziej płynne formy pieniądza. Jednak o wiele mniej oczywiste jest to, dlaczego wszystkie instytucje bankowe na danym terytorium lub w danym kraju powinny polegać na pojedynczej rezerwie krajowej. Z pewnością systemu tego nie wprowadzono celowo, oparłszy go na racjonalnych przesłankach. Stanowi on przypadkowy produkt uboczny działań związanych z innymi problemami[2]. Racjonalne podejście nakazywałoby wybór między systemem „wolnej bankowości”, w którym wszystkie banki miałyby nie tylko prawo emisji banknotów, przez co musiałyby polegać wyłącznie na własnych rezerwach, lecz także swobodę wyboru obszaru swojej działalności oraz korespondentów bez względu na granice państwowe[3], a międzynarodowym bankiem centralnym. Nie muszę dodawać, że obu tych ideałów nie da się urzeczywistnić w świecie, który znamy. Nie jestem jednak pewien, czy wybrany przez nas kompromis, polegający na tym, że krajowe banki centralne nie mają bezpośredniej władzy nad dużą częścią obiegu krajowego i utrzymują stosunkowo niewielką ilość złota jako ostateczną rezerwę, to najbardziej stabilne rozwiązanie, jakie można sobie wyobrazić.

Przypomnijmy sobie, jakie są najważniejsze cechy współczesnych systemów tak zwanego standardu złota. Ilość najszerzej wykorzystywanych środków wymiany, jakimi są depozyty bankowe, nie jest stała. W każdej chwili mogą powstać (zostać „wykreowane” przez banki) dodatkowe depozyty, może też nagle zniknąć ich część. Choć do dokonywania płatności przeważnie wykorzystuje się właśnie depozyty, to można posłużyć się również innymi formami pieniądza. Z punktu widzenia tej funkcji depozyty na rachunkach bieżących stanowią zaledwie jedną pozycję — bardzo płynną, chociaż bynajmniej nie najpłynniejszą — długiej listy aktywów o różnym stopniu płynności[4]. Funkcję tę w różnych okresach i w różnym stopniu mogą także pełnić z jednej strony kredyty w rachunku bieżącym, konta oszczędnościowe i wiele rodzajów łatwo zbywalnych papierów wartościowych, z drugiej zaś banknoty i monety. Kwoty utrzymywane zgodnie z oczekiwanym zapotrzebowaniem na rachunkach bieżących zatem nie muszą się wcale zmieniać wraz z oczekiwanymi zmianami wielkości płatności. Mogą się natomiast zmieniać wraz ze zmianami opinii co do łatwości przekształcenia pozostałych aktywów w depozyty bankowe. Również podaż depozytów bankowych zależy od podobnych czynników. To, w jakim stopniu należności tego typu będą przekraczać ilość gotówki utrzymywanej przez banki, zależy od tego, jak łatwo w ich opinii mogą wymienić pozostałe rodzaje aktywów na gotówkę. Banki chętnie zwiększają ilość depozytów bankowych, kiedy zaufanie jest duże, a w związku z tym zapotrzebowanie na depozyty w stosunku do wolumenu płatności — niewielkie. Jednakże większa niepewność co do przyszłości prowadzi do wzrostu popytu na bardziej płynne aktywa (w szczególności na depozyty bankowe i gotówkę) i jednoczesnego zmniejszenia się podaży depozytów.

Tam gdzie istnieje bank centralny, odpowiedzialność za dostarczenie gotówki potrzebnej do wypłacenia depozytów rozkłada się na banki i bank centralny, a właściwie banki przerzucają ją na bank centralny, gdyż obecnie uważa się, że obowiązkiem banków centralnych jest zapewnienie w nagłych wypadkach — za opłatą — takiej ilości gotówki, jaka jest konieczna do spłacenia depozytów. Choć ostatecznie odpowiedzialność za dostarczenie gotówki w razie pojawienia się zapotrzebowania spoczywa na banku centralnym, to dopóki nie wzrośnie popyt na gotówkę, ma on nikłe możliwości zapobiegania ekspansji skutkującej wzrostem popytu na gotówkę.

W wypadku standardu międzynarodowego krajowy bank centralny nie ma całkowitej swobody działania. Mówiąc o gotówce, dotychczas miałem na myśli taki pieniądz, który jest kreowany przez bank centralny, cechuje się powszechną akceptowalnością w kraju i stanowi jedyny środek płatniczy poza kręgiem klientów określonego banku. Jednak bank centralny ma dostarczać nie tylko wymagane ilości środków płatniczych powszechnie akceptowanych w kraju, lecz także pieniądz jeszcze bardziej płynny, akceptowany w skali międzynarodowej. Oznacza to, że kiedy zwiększa się zapotrzebowanie na płynność, jednocześnie rośnie popyt na pieniądz banku centralnego i pieniądz międzynarodowy. Bank centralny może ograniczyć popyt na pieniądz międzynarodowy i zwiększyć jego podaż jedynie przez zmniejszenie podaży swojego pieniądza. W konsekwencji wzrost popytu na pieniądz w bardziej płynnej formie musi doprowadzić do znacznie większego spadku podaży mniej płynnych form pieniądza.

Skutkiem istnienia różnych form pieniądza — takiego, który może być użyty jedynie w kręgu klientów danego banku; takiego, który może być użyty jedynie w granicach danego kraju; a także pieniądza wykorzystywanego w skali międzynarodowej — czyli następstwem sztucznych różnic w płynności (jak to nazwałem wcześniej), jest to, że zmiana względnego popytu na różne rodzaje pieniądza skutkuje zmianą całkowitej ilości środków płatniczych. Każdorazowe żądanie wymiany depozytów na gotówkę zmusza banki do zmniejszenia ilości depozytów o kwotę większą od wypłaconej i zwrócenia się o dodatkowe ilości gotówki do banku centralnego, który z kolei musi podjąć środki zaradcze i skłonić pozostałe banki do zmniejszenia ilości depozytów. Dotyczy to oczywiście mutatis mutandis również spadku popytu na bardziej płynne aktywa, czego konsekwencją jest znaczny wzrost podaży pieniądza.

To dobrze znane zjawisko R.G. Hawtrey słusznie określił mianem „swoistej niestabilności kredytu”. Jednak chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na dwie wiążące się z nią kwestie. Po pierwsze, z powodu szczególnej organizacji naszej struktury kredytu zmiany preferencji płynności co do różnych rodzajów pieniądza są prawdopodobnie potężniejszą przyczyną zakłóceń niż zmiany preferencji co do posiadanych zasobów pieniądza w ogóle i zasobów towarów w ogóle, do czego ostatnimi czasy teoria przywiązywała tak ogromną wagę. Po drugie, zakłócenia prawdopodobnie będą o wiele poważniejsze, jeśli w danym regionie istnieje jeden bank albo jeśli wszystkie banki w danym kraju skupiają się wokół banku centralnego, gdyż oddziaływanie skutków zmian preferencji płynności zasadniczo ogranicza się do grupy ludzi pośrednio bądź bezpośrednio polegających na tej samej rezerwie bardziej płynnych aktywów.

Wynika z tego, że problemów tych raczej nie można rozwiązać za pomocą wąsko rozumianej reformy walutowej, ale dzięki ogólnej reformie systemu bankowego. Istotą problemów jest zjawisko słusznie określane mianem przewrotnej elastyczności depozytów bankowych[5] jako środków płatniczych. Zjawisko to bierze się stąd, że depozyty, podobnie jak inne formy „pieniądza kredytowego”, stanowią roszczenie do innej, szerzej akceptowanej formy pieniądza, której rezerwa na ich pokrycie ma charakter cząstkowy, wskutek czego ich podaż zmienia się odwrotnie do zmian popytu na bardziej płynne formy pieniądza.

  1. Chicagowski plan reformy bankowej

Plan chicagowski, zwany też planem rezerwy stuprocentowej[6], to zdecydowanie najciekawsza z wysuniętych w ostatnich latach propozycji reformy bankowej, i to wcale nie dlatego że jej realizacja w przedstawionej formie jest możliwa, ani też ze względu na jej poprawność teoretyczną, ale z tego powodu, że dotyka sedna problemu. Propozycja ta w istocie sprowadza się do zastosowania zasad ustawy Peela z 1844 roku również do depozytów bankowych. W najbardziej praktycznej formie propozycja ta zakłada przekazanie bankom takiej ilości pieniądza papierowego, by mogły zwiększyć swoje rezerwy na pokrycie depozytów bankowych do 100 procent, z jednoczesnym wprowadzeniem wymogu ciągłego utrzymywania rezerwy stuprocentowej.

W takiej postaci plan ten stanowiłby narzędzie nacjonalizmu monetarnego. Nie istnieje jednak powód, dla którego nie można by go zastosować do stworzenia homogenicznej waluty międzynarodowej[7]. Możliwe, choć zarazem mało realne, rozwiązanie to takie zmniejszenie ekwiwalentu złota poszczególnych krajowych jednostek pieniężnych, ażeby pieniądz we wszystkich krajach miał stuprocentowe pokrycie w złocie, a także wprowadzenie wymogu, by odtąd podaż pieniądza w poszczególnych krajach mogła się zmieniać jedynie odpowiednio do zmian ilości znajdującego się w nich złota[8]. Oczywiście istotnym uzupełnieniem takiego planu byłoby wprowadzenie międzynarodowej kontroli nad produkcją złota, gdyż w przeciwnym razie wzrost wartości złota doprowadziłby do ogromnego wzrostu jego podaży. Taki zawór bezpieczeństwa jest prawdopodobnie konieczny, żeby system nie stał się zbyt sztywny.

Niezaprzeczalna atrakcyjność tej propozycji bierze się właśnie z tego, co zarazem czyni ją dość niepraktyczną, a mianowicie z faktu, że w istocie sprowadza się do zniesienia bankowości depozytowej w znanym nam kształcie, z czego zdaje sobie sprawę przynajmniej jeden z jej zwolenników[9]. Zamiast dużej ilości środków płatniczych o różnej akceptowalności, począwszy od depozytów bankowych, a skończywszy na złocie, wprowadza ona jeden rodzaj pieniądza. W konsekwencji rozwiązano by największy problem naszego obecnego systemu, czyli to, że wzrost popytu na bardziej płynne formy pieniądza prowadzi do spadku jego całkowitej podaży. Pojawia się jednak ważne pytanie, czy po zniesieniu bankowości depozytowej w znanym nam kształcie będziemy mogli skutecznie zapobiegać temu, by zasada stanowiąca jej fundament nie pojawiła się w innej formie. Najbardziej krytyczni spośród pomysłodawców tego planu słusznie zauważyli, że bankowość jest zjawiskiem wszechobecnym[10], i dlatego należy się zastanowić, czy jeśli zapobiegniemy jej występowaniu w postaci tradycyjnej, to nie przekształci się po prostu w inną i trudniejszą do kontrolowania formę. Historyczny precedens pokazuje, że powinniśmy być pod tym względem ostrożni. Ustawa Peela z 1844 roku miała służyć kontrolowaniu jedynego istotnego, jak wówczas uważano, substytutu złota w roli powszechnie używanego środka wymiany. Zamiar ten się nie powiódł z powodu gwałtownego wzrostu ilości depozytów bankowych. Czyż nie jest możliwe, że jeśli zostaną wprowadzone ograniczenia ekspansji depozytów bankowych podobne do ówczesnych regulacji dotyczących emisji banknotów, to szybko powstaną nowe rodzaje substytutów pieniądza albo nabiorą znaczenia już istniejące? Czy w tej chwili potrafimy wytyczyć wyraźną linię podziału między tym, co jest pieniądzem, a tym, co nim nie jest? Przecież obecnie istnieje wiele form „quasi-pieniądza”[11] (near-money), takich jak konta oszczędnościowe, kredyty w rachunku bieżącym, weksle itd., które zaspokajają popyt na płynne rezerwy niemalże tak dobrze jak pieniądz.

Obawiam się, że wątpliwości te znajdują uzasadnienie, co podważa tezę o atrakcyjnej prostocie projektu stuprocentowej bankowości. Wydaje się, że to właśnie z tego powodu projekt ten porzucił przynajmniej jeden z jego pomysłodawców[12]. Problem jest najwyraźniej o wiele szerszy i zgadzam się z H.C. Simonsem, że „nie można go rozwiązać za pomocą ustawodawstwa wymierzonego w to, co nazywamy bankami”[13]. Jednak pod pewnym względem projekt bankowości stuprocentowej stanowi moim zdaniem krok w dobrym kierunku. Nawet jeśli niemożliwe jest wytyczenie wyraźnej linii podziału między tym, co należy uznać za pieniądz, a tym, czego za pieniądz nie uznać nie można, a w konsekwencji próby wyznaczenia sztywnej ilości bardziej lub mniej arbitralnie zdefiniowanego „pieniądza” muszą rodzić poważne trudności, to prawdą jest, że pomiędzy instrumentami, które bez cienia wątpliwości są powszechnie używane jako pieniądz, istnieją niepotrzebne i czysto instytucjonalne różnice w płynności, które stanowią źródło poważnych zakłóceń i które należy, o ile to tylko możliwe, zlikwidować. Jeśli nie można uczynić tego dziś, wracając do powszechnego wykorzystania tego samego międzynarodowego środka płatniczego w zdecydowanej większości transakcji, to należałoby przynajmniej spróbować zbliżyć się do tego celu — zmniejszyć różnice w płynności między poszczególnymi, wykorzystywanymi obecnie formami pieniądza oraz zneutralizować w miarę możliwości wpływ zmian w popycie na płynne aktywa na całkowitą ilość środków płatniczych.

  1. Kursy wymiany a rezerwy złota

Teraz możemy przejść do bardziej praktycznego problemu: w jaki sposób dałoby się zmniejszyć niestabilność struktury kredytu w ramach obecnego systemu monetarnego. Celem powinno być zwiększenie pewności, że jedna forma pieniądza będzie zawsze łatwo wymienialna na inne jego formy po znanym kursie oraz że zmiany w preferencji płynności nie doprowadzą do zmian całkowitej ilości pieniądza. W przypadku relacji między różnymi walutami krajowymi oznacza to konieczność przeprowadzenia reform w kierunku przeciwnym do proponowanego przez zwolenników nacjonalizmu monetarnego. Zamiast płynnych kursów lub poszerzenia „punktów złota” należy — przez wprowadzenie międzynarodowego systemu rozliczeń według nominału — zapewnić stałe kursy wymiany. Gdyby wszystkie banki centralne zobowiązały się do skupu i sprzedaży dewiz po stałych kursach, nie dopuszczając tym samym do żadnych ich fluktuacji nawet w obrębie „punktów złota”, to niejednolite nazewnictwo poszczególnych krajowych jednostek pieniężnych nie miałoby większego znaczenia niż to, że taka sama ilość tkaniny może być wyrażona zarówno w jardach, jak i metrach. Dzięki powołaniu międzynarodowego funduszu rozliczeń złota, funkcjonującego na wzór Systemu Rezerwy Federalnej, większość fizycznego przepływu złota nie byłaby już konieczna, dzięki czemu można by utrzymać niezmienne kursy walutowe bez zbytniego obciążania banków centralnych[14]. Głównym celem powinno być tutaj zlikwidowanie jednej z najważniejszych przyczyn międzynarodowych przepływów funduszy krótkoterminowych, a nie zapobieganie im bądź kompensowanie ich skutków za pomocą rozwiązań, które mogą doprowadzić jedynie do zwiększenia ilości takich przepływów[15].

Jednakże niezmienność kursów walutowych to zaledwie jeden z warunków skuteczności polityki, mającej na celu minimalizowanie zakłóceń monetarnych. W ten sposób zostaje wyeliminowane jedno ze źródeł instytucjonalnych różnic w płynności, które prowadziły do nagłego zastępowania jednych form pieniądza innymi. W krajowych systemach monetarnych istnieje jednak jeszcze jedna różnica między różnymi rodzajami pieniądza i dopóki nie zmieni się ogólna struktura systemów bankowych, zagrożenia dla stabilności, o których tutaj mowa, będzie można zwalczać jedynie za pomocą przemyślanej polityki krajowych banków centralnych.

Najważniejszą zmianą tutaj jest zwiększenie rezerw złota znajdującego się we wszystkich bankach centralnych do takiego poziomu, żeby nie musiały zmieniać wielkości całkowitego obiegu krajowego proporcjonalnie do zmian wielkości rezerw. W takiej sytuacji wszelkie zmiany względnych ilości pieniądza w poszczególnych krajach wynikałyby z fizycznych przepływów odpowiednich kwot z kraju do kraju, a nie z „wtórnych” procesów kurczenia się i ekspansji struktury kredytu w tychże krajach. Byłoby to możliwe, gdyby poszczególne banki centralne utrzymywały na tyle duże rezerwy złota, by móc je swobodnie wykorzystywać w rozliczeniach i nie uciekać się do specjalnych rozwiązań, by je „chronić”.

Istniejąca obfitość złota to wyjątkowa okazja do przeprowadzenia takiej reformy. Z punktu widzenia zamierzonego celu znaczenie ma nie tylko absolutna podaż złota, lecz także jego dystrybucja. Tak się jednak niefortunnie składa, że te kraje, które rozporządzają właśnie dużymi rezerwami złota i w związku z tym mogłyby przyjąć standard złota w rzeczonym kształcie, wykorzystują swoją pozycję do utrzymywania ceny złota na sztucznie zawyżonym poziomie. Aby możliwe było odbudowanie międzynarodowego standardu złota, kraje dysponujące dużymi rezerwami złota powinny, utrzymując stały kurs wymiany w transakcjach z krajami znajdującymi się w podobnej sytuacji jak one, obniżyć cenę złota, by skierować je do tych krajów, które nie zdołały wznowić płatności w złocie. Jeśli cena złota obniży się do poziomu pozwalającego tym krajom pozyskać odpowiednie rezerwy, będzie można podjąć próbę powszechnego i jednoczesnego powrotu do wolnego standardu złota.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nawet jeśli dokonamy odpowiedniej dystrybucji złota między poszczególne kraje, dzięki czemu początkowo każdy kraj mógłby pozwolić, by jego zasób złota zmieniał się o takie kwoty, o jakie powinien zwiększyć się lub zmniejszyć jego obieg, to niebawem zasoby złota niektórych krajów znowu się wyczerpią, a wtedy będą musiały sięgnąć po tradycyjne środki, by chronić swoje rezerwy. Nie można zaprzeczyć, że jeśli zasób złota danego kraju jest mniejszy od jego całkowitej ilości w obiegu, to może zostać uszczuplony na tyle, że władze monetarne będą musiały zmniejszyć kredyt w celu ochrony resztek swoich rezerw. Jednak po pewnym zastanowieniu przyznamy, że taka sytuacja jest wyjątkowo mało prawdopodobna, jeśli kraj od początku dysponuje stosunkowo dużym zasobem złota, a jego władze monetarne stosują się do wspomnianych zasad nie tylko wtedy, gdy całkowity obieg pieniężny w kraju się zmniejsza, lecz także wtedy, gdy się zwiększa.

Załóżmy, że rezerwy złota należące do poszczególnych krajów odpowiadają początkowo jednej trzeciej ich całkowitego obiegu pieniężnego[16]. Taka rezerwa powinna okazać się wystarczająca w razie ewentualnego zmniejszenia się udziału danego kraju w światowym zasobie pieniądza. Zmniejszenie się zaś udziału danego kraju w dochodzie światowym, a w konsekwencji jego względnego popytu na pieniądz o więcej niż o jedną trzecią, byłoby ewenementem wymagającym zastosowania nadzwyczajnych środków[17]. Jeśli w przeszłości nierzadko zdarzały się znaczne ubytki złota, to z innych powodów, które nie wystąpią, o ile będzie się przestrzegało wspomnianych zasad. Jeżeli w tradycyjnym standardzie złota jeden kraj zwiększał kredyt szybciej niż inne, to odpływ złota z tego kraju zwykle następował z bardzo dużym opóźnieniem. W takiej sytuacji zanimby przywrócono równowagę za pomocą bezpośredniego transferu złota, odpływ złota z kraju dorównałby w przybliżeniu wielkości nadmiernie — w porównaniu z resztą świata — wykreowanego kredytu. Gdyby jednak, jak to często bywa, taki kraj nie spieszył się ze zmniejszeniem obiegu pieniądza o równowartość utraconego złota, czyli nadal próbował „kompensować” utratę złota kreacją kredytu, to jedyną granicą dla odpływu złota z tego kraju byłaby wielkość jego rezerw. Innymi słowy, gdyby rygorystycznie trzymano się zasady, że całkowity obieg powinien się zmieniać o ilość importowanego bądź eksportowanego złota, to przepływy złota byłyby o wiele mniejsze niż w przeszłości. Nie możemy zatem na podstawie wielkości przepływów złota w przeszłości zakładać, że w przyszłości będą one równie duże.

  1. Polityka kredytowa banków centralnych

Nasze rozważania pokazują jasno, że z proponowanych zasad nie wynika wcale, iż banki centralne powinny być zwolnione z konieczności kształtowania polityki kredytowej na podstawie stanu swoich rezerw. Wręcz przeciwnie, zasady te mówią tylko, że banki centralne nie powinny stosować się do mechanicznej reguły nakazującej zmieniać ilość banknotów i depozytów proporcjonalnie do zmian rezerw. Zamiast tego powinny podjąć się o wiele trudniejszego zadania i tak wpływać na całkowity wolumen pieniądza w swoich krajach, aby ten wolumen zmieniał się o taką samą bezwzględną wielkość jak ich rezerwy. Skoro zaś bank centralny nie ma bezpośredniej władzy nad znaczną częścią wolumenu środków płatniczych w kraju, musiałby próbować panować nad tym wolumenem w sposób pośredni. A więc musiałby tak zmieniać wolumen swoich banknotów i depozytów, by kredyt tworzony na ich podstawie zwiększał się lub zmniejszał zgodnie ze zmianami stanu jego rezerw. Ponieważ jednak ilość zwyczajnych depozytów bankowych i innych form powszechnych środków wymiany utworzonych na podstawie danego wolumenu pieniądza banku centralnego może być różna w poszczególnych okresach, to bank centralny, chcąc, by całkowita ilość pieniądza zmieniała się wraz z jego rezerwami, musiałby często zmieniać podaż swojego pieniądza niezależnie od zmian poziomu swoich rezerw, a czasami nawet w kierunku odwrotnym.

To oczywiste, że w systemie bankowym, którego rozwój wspierał bank centralny, dostarczając gotówkę, jeśli tylko była potrzebna, niemożliwa jest żadna kontrola nad środkami płatniczymi, o ile bank centralny nie wykorzystuje swojej władzy do bieżącego kontrolowania wolumenu depozytów bankowych. Ażeby owa kontrola była skuteczna, bank centralny musi prowadzić politykę zupełnie inną niż wtedy, gdy zajmuje go wyłącznie własna płynność. Musi podejmować ustawiczne działania wbrew tendencjom kredytowym, zmniejszać bazę kredytu, kiedy kredyt wykazuje tendencję do rozrostu, i zwiększać bazę, gdy kredyt się kurczy.

W dzisiejszych czasach właściwie truizmem jest twierdzenie, że w wypadku rozwiniętych struktur bankowych polityka banku centralnego nie może być automatyczna. Bank centralny, chcąc sprawić, by pieniądz kredytowy dostarczany przez banki prywatne zachowywał się tak samo, jak w podobnych okolicznościach zachowywałby się pieniądz całkowicie kruszcowy, musi wykazać wielką roztropność i przenikliwość. Choć można wątpić, czy uda się osiągnąć ten ideał w pełni, to z pewnością jest on wciąż dość odległy, a polityka pieniężna musi przejść jeszcze wiele poważnych zmian, zanim będzie można powiedzieć, że udało się osiągnąć tyle, ile było możliwe.

W każdym razie to oczywiste, że jeśli bank centralny nie próbuje przeciwdziałać ekspansji kredytowej, możliwej za sprawą jego istnienia, to stanowi jedynie kolejne ogniwo w kumulatywnym procesie ekspansji i kurczenia się kredytu. Dopóki banki centralne będą uważane (i same będą się uważać) za „pożyczkodawców ostatniej instancji”, którzy muszą dostarczyć gotówkę, kiedy jest potrzebna z powodu wcześniejszej ekspansji kredytu, czym się wcześniej nie przejmowali, i będą ociągać się z zatrzymaniem ekspansji, aż „rynek przyjdzie do banku”, dopóty należy się liczyć z ewentualnością pokaźnych fluktuacji wolumenu kredytu. Hawtrey z pewnością miał rację, kiedy twierdził, że „dopóki kredyt będzie kontrolowany na podstawie współczynnika rezerw, cykl koniunkturalny będzie się musiał powtarzać”[18]. Obawiam się jednak, że z tego twierdzenia wyciąga się tylko jeden (i to wcale nie najistotniejszy) wniosek. Zazwyczaj zwraca się uwagę na to, że troska o poziom rezerw w końcu zmusi banki centralne do zatrzymania procesu ekspansji kredytowej, co zapoczątkuje proces kurczenia się kredytu. Według mnie o wiele istotniejsze jest jednak to, że troska o współczynnik rezerw nie skłania banków centralnych do przeciwdziałania wzrostowi ilości depozytów bankowych, mimo że z tego powodu musi wzrosnąć wolumen kredytu w stosunku do rezerw złota, a ów wzrost wynika głównie z oczekiwań banków komercyjnych, iż bank centralny dostarczy w końcu potrzebną gotówkę.

To, jak dalece banki centralne mogłyby w praktyce rozwiązać to trudne zadanie, bywa oceniane różnie. Optymista będzie przekonany, że mogą zrobić znacznie więcej niż tylko zneutralizować zagrożenia wynikające z ich istnienia. Pesymista będzie sceptyczny i powie, że w sumie uczynią one więcej złego niż dobrego. Trudność zadania, niemożność określenia niezmiennej reguły oraz presja wywierana przez opinię publiczną i klasę polityczną na działania banków centralnych — wszystko to z pewnością uzasadnia poważne wątpliwości. I chociaż alternatywnego rozwiązania raczej nie da się obecnie urzeczywistnić, to jest ono na tyle istotne, że zasługuje przynajmniej na krótkie omówienie.

Jak już wspomniałem wcześniej, „zasada rezerwy krajowej” nie jest nierozerwalnie powiązana z centralizacją emisji banknotów. Choć prawdopodobnie musimy przyjąć za pewnik to, że działalność emisyjna pozostałaby zarezerwowana dla kilku uprzywilejowanych instytucji, to wcale nie muszą one nadzorować krajowej rezerwy. Dlaczego by nie ograniczyć działalności banków emisyjnych do funkcji, jakie spełnia w tej chwili wydział emisyjny Banku Anglii, a więc do wymiany złota na banknoty i banknotów na złoto, a obowiązek utrzymywania odpowiednich rezerw pozostawić poszczególnym bankom? Na wszelki wypadek można by dać bankom prawo do tymczasowego — kiedy wystąpi już run — „zawieszenia” ograniczeń emisji banknotów i emitowania pieniądza zastępczego (emergency currency), od którego by wypłacały odsetki karne.

Zaleta takiego rozwiązania polega na tym, że eliminuje ono jedną warstwę piramidy kredytowej, redukując tym sposobem kumulatywne skutki zmian w preferencji płynności, wadą natomiast jest to, że konkurujące ze sobą instytucje z pewnością musiałyby oprzeć swoje funkcjonowanie na zasadzie rezerwy cząstkowej, w związku z czym nikt nie zdołałby zapobiec tendencji do pojawiania się kumulatywnych zmian. Problem ten wcale nie byłby tak poważny, gdyby na rynku istniało wiele małych banków, operujących bez przeszkód na całym świecie. Trudno jednak zachęcać do takiego rozwiązania w obecnej sytuacji, gdy systemy bankowe poszczególnych krajów składają się z kilku dużych instytucji. Jest to jeden z tych ideałów, które można by urzeczywistnić, gdyby istniała liberalna federacja ogólnoświatowa, aczkolwiek niemożliwych do zrealizowania, gdy granice państwowe są zarazem granicami zwykłej działalności instytucji bankowych. Pozostaje zatem wyłącznie kwestia odpowiedniej polityki krajowych banków centralnych.

  1. Wnioski

Nie możemy niestety powiedzieć więcej na temat zasad, którymi powinny kierować się banki centralne, bo musielibyśmy omówić najbardziej kontrowersyjne zagadnienia teorii cyklu koniunkturalnego, co wykracza poza zakres tych wykładów. Muszę zatem ograniczyć się do podkreślenia, że to, co dotąd powiedziałem, nie ma żadnego związku z pewnymi moimi poglądami na ten temat, z powodu których uznano mnie — moim zdaniem niesłusznie — za deflacjonistę. Bez względu na to, czy za ideał uważamy mniej lub bardziej stały wolumen obiegu pieniężnego, czy też sądzimy, że powinien on rosnąć we względnie stałym tempie w miarę wzrostu produktywności, stajemy przed tym samym problemem: jak możemy zapobiec gwałtownym wahaniom wielkości struktury kredytu.

Tutaj zamierzałem pokazać, że bez względu na nasze poglądy na temat pożądanych zmian całkowitej ilości pieniądza, bezzasadne jest odnoszenie ich do pojedynczego kraju będącego częścią międzynarodowego systemu gospodarczego, a wszelkie takie próby w dłuższym okresie stałyby się dla całego świata dodatkowym źródłem niestabilności. Oczywiście, oznacza to, że prawdziwie racjonalna polityka pieniężna wymaga powołania międzynarodowych władz monetarnych, a przynajmniej ścisłej współpracy władz krajowych, mających za wspólny cel kontrolowanie podaży pieniądza w taki sposób, by obieg pieniądza w każdym kraju zachowywał się tak, jakby stanowił część inteligentnie regulowanego systemu międzynarodowego.

Oznacza to również, moim zdaniem, że dopóki możliwość powołania międzynarodowych władz monetarnych pozostanie utopią, dopóty zasada mechaniczna (taka jak standard złota), zapewniająca, że zmiany obiegu pieniężnego w kraju przynajmniej częściowo będą odpowiadać zmianom, jakie by zachodziły w prawdziwie międzynarodowym systemie monetarnym, będzie rozwiązaniem znacznie lepszym niż system licznych i niezależnie regulowanych walut krajowych. Nawet jeśli standard złota nie zapewnia racjonalnej regulacji ilości pieniądza, to przynajmniej sprawia, co jest niezwykle istotne, że jej zachowanie jest w miarę przewidywalne. Skoro nie ma możliwości, oprócz całkowitej autarkii, uchronienia kraju przed szalonymi lub przewrotnymi działaniami innych krajów, to jedynym wyjściem, by uniknął on poważnych zaburzeń, jest przyjęcie pewnych wspólnych zasad, nawet jeśli są one dalekie od ideału, i skłonienie innych krajów do podjęcia równie rozsądnych działań. Nie sposób zaprzeczyć, że dawne reguły gry wymagają istotnych korekt. Należy zacząć od tego, by właściwie zrozumieć uzasadnienie dla standardu międzynarodowego oraz pojąć prawdziwe źródła niestabilności obecnego systemu. To właśnie dlatego uznałem, że przede wszystkim powinienem przypomnieć szerszy kontekst teoretyczny, istotny dla problemów praktycznych, przed którymi stoimy. Mam nadzieję, że ograniczając się głównie do tych problemów teoretycznych, nie zawiodłem zbytnio oczekiwań, które mógł rozbudzić tytuł tych wykładów. Jednak jak powiedziałem już na początku, uważam, że w długim okresie sprawami ludzkimi kierują siły intelektualne. To właśnie dlatego przywiązuję takie znaczenie do abstrakcyjnych rozważań, niezależnie od tego, jaki jest ich wpływ na najbliższą przyszłość.

[1] Muszę tutaj przypomnieć, że z powodu ograniczonego czasu nie mogłem w swoich wykładach omówić tak szeroko, jakbym pragnął, niezwykle istotnego wpływu polityki nacjonalizmu monetarnego na politykę handlową. Choć mówi się o tym dość często, wciąż należy powtarzać, że nie można liczyć na zmniejszenie się ilości barier w handlu, kiedy kursy walutowe nie są stałe.

[2] Por. W. Bagehot, Lombard Street, London 1873; oraz V.C. Smith, The Rationale of Central Banking, London 1936.

[3] Por. L. v. Mises, Geldwertstabilisierung und Konjunkturpolitik, Jena 1928.

[4] Por. zwł. J.R. Hicks, A Suggestion for the Simplification of the Theory of Money, „Economica”, 2, nr 6, luty 1936, także Lavington, The English Capital Market, London 1921, s. 30.

[5] L. Currie, The Supply and Control of Money in the United States, Cambridge, Mass., 1934, s. 130 i n.

[6] Por. na temat znaczenia „planu chicagowskiego” zwł. interesujący i inspirujący artykuł H.C. Simonsa, Rule versus Authority in Monetary Policy, „Journal of Political Economy”, 44, nr 1, luty 1936. Zob. również F. Lutz, Das Grundproblem der Geldverfassung, Stuttgart 1936, gdzie można znaleźć wykaz literatury na temat tego planu.

[7] Por. H.C. Simons, Rule versus Authority in Monetary Policy, s. 5, przyp. 3.

[8] Prawdopodobnie bardziej praktycznym rozwiązaniem jest międzynarodowy bimetalizm z odpowiednim stosunkiem wymiany.

[9] Por. H.C. Simons, Rule versus Authority in Monetary Policy, s. 16.

[10] Ibid., s. 17.

[11] Ibid., s. 17.

[12] Ibid., s. 17.

[13] Ibid.

[14] Założyciele Banku Rozrachunków Międzynarodowych z pewnością rozważali możliwość powołania przez Bank takiego funduszu. Mówi o tym w szczególności art. 24 Statutu Banku, gdzie czytamy, że Bank może zawierać z bankami centralnymi umowy dotyczące usprawnienia wzajemnych rozliczeń transakcji międzynarodowych.

W tym celu Bank może na mocy umów z bankami centralnymi utrzymywać złoto na przeznaczonych do tego rachunkach i przekazywać je na ich zlecenie, otwierać rachunki, wykorzystywane przez banki centralne do przewalutowywania swoich aktywów, a także przedsiębrać wszelkie inne środki, które Rada uzna za wskazane w granicach wyznaczonych przez ten Statut.

[15] W książce, która ukazała się już po wygłoszeniu przeze mnie tych wykładów (C.R. Whittlesey, International Monetary Issues), jej autor, wykazawszy, że poszerzenie punktów złota przyniosłoby skutek w postaci wzrostu wolumenu wspomnianych przepływów kapitału krótkoterminowego (s. 116), wyciąga wniosek, że „jedynym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest zlikwidowanie punktów złota” (s. 117). Jednak jedynym sposobem na zlikwidowanie punktów złota, o którym on myśli, jest zniesienie standardu złota!

[16] Światowy zasób złota monetarnego (uwzględniwszy jego wartość na koniec 1936 r.) stanowi 73,5 procent sumy wszystkich zobowiązań bezterminowych banków centralnych powiększonej o wielkość obiegu rządowego pieniądza papierowego. Ta wartość procentowa byłaby oczywiście znacznie niższa, gdyby uwzględnić, co w naszym wypadku byłoby konieczne, sumę depozytów na żądanie w bankach komercyjnych powiększoną o wartość banknotów itd. znajdujących się w posiadaniu społeczeństwa. Nie ma jednak wątpliwości, że gdyby nawet cena złota została nieco obniżona (powiedzmy o jedną siódmą, tj. ze 140 do 120 szylingów lub z 35 do 30 dolarów za uncję), to istniejąca podaż złota wystarczyłaby do zapewnienia odpowiednich rezerw.

[17] Gdyby mimo to zdarzyło się, że zasoby rezerw złota danego kraju są bliskie wyczerpania, to kraj ten musiałby pożyczyć z zagranicy odpowiednią ilość złota i przekazać ją bankowi centralnemu jako częściową spłatę długu publicznego, który zazwyczaj stanowi przynajmniej część aktywów banku centralnego (lub musiałby zapłacić za inne aktywa, które bank by sprzedał rządowi). Chodzi tutaj głównie o to, że za nabyte złoto należy zapłacić środkami pochodzącymi z podatków, a nie z kreacji dodatkowego kredytu przez bank centralny.

[18] Monetary Reconstruction, London 1923, s. 144.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Pomyślny rozwój ludzkości zależy od dwóch czynników: od tego, czy ludzie wybitni będą mieli intelektualną moc tworzenia solidnych teorii ekonomicznych, oraz od tego, czy ci sami lub inni ludzie będą umieli je tak przedstawić, aby zostały zaakceptowane przez większość. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>