Autor: Mateusz Benedyk
Wersja PDF, EPUB, MOBI

frankUwolnienie kursu franka względem euro przez szwajcarski bank centralny (SNB) wywołało spore zamieszanie wśród osób, które zaciągnęły kredyty we frankach szwajcarskich. Ekonomiści związani z Instytutem Misesa pisali już o różnych aspektach tej sprawy (Mateusz Machaj o tym, czy banki miały jakieś franki; Jan Lewiński o różnych propozycjach pomocowych rządu, o tym, czy silny frank jest korzystny dla banków i o relacjach banków ze swoimi klientami; a Arkadiusz Sieroń o związkach słabej złotówki z decyzjami największych banków centralnych), więc pozwolę sobie skupić się na sprawach, które nie zostały jeszcze poruszone w ich artykułach. Po pierwsze, chciałbym krótko przedstawić, dlaczego w kontekście kredytów walutowych warto sięgnąć po prace Friedricha von Hayeka, które niedawno wydaliśmy. Po drugie, spróbuję krótko wytłumaczyć, dlaczego frank był tak silną walutą przez ostatnie 40 lat. Po trzecie, spróbuję zastanowić się nad tym, co dzisiaj można zrobić, żeby osoby, które zaciągnęły kredyty we frankach, mogły spać nieco spokojniej.

Nacjonalizm monetarny i jego efekty

W 1937 r. Friedrich von Hayek opublikował Nacjonalizm monetarny i stabilność międzynarodową — zapis wykładów, jakie wygłosił w Podyplomowym Instytucie Badań Międzynarodowych w Genewie. W tych wykładach Hayek podjął się analizy zjawiska dość nowego — rozpadu międzynarodowego systemu waluty złotej i powstania systemu wielu niezależnych walut, których względne ceny zmieniają się każdego dnia. Winą za taki stan rzeczy Hayek obarczył „nacjonalizm monetarny”, czyli doktrynę, „według której o udziale dowolnego kraju w światowej podaży pieniądza nie powinny stanowić te same reguły i mechanizmy, jakie decydują o względnych ilościach pieniądza w różnych regionach lub obszarach tego kraju”[1]. W obrębie Polski o ilościach złotówek w poszczególnych województwach decydują zasadniczo siły rynkowe — decyzje konsumentów i producentów co do dokonywania zakupów lub powstrzymywania się od nich zgodne ze skalami wartości poszczególnych jednostek.

Inaczej dzieje się w przypadku kontaktów z zagranicą. O ile w systemie waluty złotej[2] o zasobach złota w poszczególnych krajach decydują także decyzje producentów i konsumentów, to w obecnym systemie pieniądz zasadniczo nie „wypływa” z kraju, bo z drobnymi wyjątkami (np. dolar, euro) nie ma poza terytorium swojej emisji prawie żadnej użyteczności. Dlatego też wszelkie zmiany w strukturze produkcji i dochodów nie objawiają się przez przepływ pieniądza, tylko przez zmiany kursu walutowego. Wyjaśnijmy to na przykładzie. Załóżmy, że na rynek niemiecki weszli polscy producenci okien, którzy dzięki dobrej jakości swoich produktów i ich niskiej cenie zabierają klientów niemieckim firmom z tej branży. W systemie waluty złotej oznaczałoby to po prostu przepływ złota od niemieckich konsumentów do polskich producentów. Niemieckie firmy musiałyby zmniejszyć swoje wydatki (np. dokonując restrukturyzacji procesów produkcyjnych) lub trwale zmniejszyć swoje salda gotówkowe, a polskie mogłyby więcej inwestować w dalszą produkcję lub trwale zwiększyć swoje saldo gotówkowe. Generalnie zmiana popytu — czynnik realny — doprowadza do zmian w dystrybucji pieniądza na świecie — zmian nominalnych.

Tak prosto nie jest w przypadku obecnego systemu pieniężnego. Zwiększone zakupy okien od polskich firm sprawią, że polscy producenci będą dysponować nadwyżką euro, którą zapewne wymienią na złotego, którego potrzebują do rozliczeń ze swoimi pracownikami, kontrahentami etc. Napływ dodatkowych zasobów euro na rynek walutowy sprawi, że euro stanie się ceteris paribus tańsze względem złotówki. Tutaj jednak pojawia się problem — wszyscy użytkownicy polskiej waluty stają się tym samym bogatsi względem użytkowników euro. Mamy tu więc do czynienia z sytuacją, w której pojawia się nominalna zmiana, która nie ma umocowania w czynnikach realnych (wzrosła produktywność jedynie firm meblarskich, nie wszystkich użytkowników złotego). Dlatego też ten stan rzeczy jest nie do utrzymania i uruchomiony zostanie mechanizm korekcyjny (ceteris paribus wzrost importu z Niemiec, spadek eksportu tamże), który tę sytuację odwróci. Widzimy zatem, że nasz obecny system pieniężny prowadzi do powstawania regularnych zmian w sferze pieniądza, które są nie do utrzymania w dłuższym terminie i które powodują „rozjechanie się” sfery realnej i pieniężnej. Prowadzi to do kalkulacyjnego chaosu, który utrudnia wymianę zagraniczną i niszczy międzynarodowy podział pracy. I chociaż powstał cały sektor finansowy, który pomaga ograniczyć niepewność związaną z płynnymi kursami walutowymi (świetnie o powstaniu i rozwoju tego sektora pisze David Stockman w Wielkiej deformacji), to nie zmienia to faktu, że sektor ten przy uwolnieniu systemu pieniężnego spod kurateli rządu byłby zupełnie zbędny.

Podobnie rzecz się ma w przypadku transakcji kapitałowych. W systemie waluty złotej pieniądz podążałby tam, gdzie lokowane są inwestycje. Można sobie spokojnie wyobrazić, że np. Szwajcarzy, zasobni w oszczędności, chętnie inwestowaliby pieniądze nad Wisłą, gdzie przyciągnąć by ich mogły nieco wyższe zwroty z inwestycji (przy oczywiście wyższym ryzyku). Zamiast tego prostego i zrozumiałego systemu mamy skomplikowaną inżynierię finansową i banki, które w ten lub inny sposób zadłużają się we frankach i dopisują odpowiedni depozyt swoim klientom. Ten przydługi teoretyczny wstęp ma służyć zobrazowaniu jednej podstawowej tezy — kłopoty z kredytami walutowymi to efekt chorego systemu pieniężnego i zastąpienia przez rządy prostego i skutecznego systemu pieniądza metalicznego wachlarzem dekretowych pieniędzy produkowanych przez kartel banku centralnego i banków komercyjnych. Pozbycie się bankowości centralnej i likwidacja walut narodowych będą miały także ten zbawienny skutek, że problem kredytów walutowych zniknie.

Kariera franka

Wśród dekretowych walut oderwanych od złota frank szwajcarski odnosił zdecydowane sukcesy. Po upadku systemu z Bretton Woods frank konsekwentnie umacniał się w stosunku do innych walut. Skąd taka popularność? Wydaje się, że działały tu przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze, powściągliwość SNB w produkcji nowych franków. Po drugie, stosunkowo prorynkowe rozwiązania instytucjonalne w Szwajcarii.

Poniższy wykres przedstawia zmiany w poziomie bazy monetarnej w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych od początku lat 70. do wybuchu niedawnego kryzysu finansowego. Jak widać — przez te prawie 40 lat szwajcarska baza monetarna wzrosła trzykrotnie, podczas gdy analogiczny wskaźnik u Amerykanów prawie czternastokrotnie. Choć przyrosty bazy monetarnej nie przekładają się 1:1 na poziom akcji kredytowej banków i wzrost szerszych miar podaży pieniądza, to jednak tak szokująca różnica może dowodzić, że Szwajcarzy stosowali znacznie bardzie restrykcyjną politykę pieniężną niż reszta świata.

Wykres 1. Zmiany bazy monetarnej w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych w latach 1970-2007 (indeks 1970=100). Źródło: FRED.

Drugim elementem, który sprawiał i sprawia, że znajduje się wielu chętnych na szwajcarską walutę jest relatywnie niski poziom obciążeń fiskalnych i mniejszy niż w innych europejskich państwach interwencjonizm. Wydatki publiczne w Szwajcarii oscylują wokół 33% PKB (podczas gdy w Polsce jest to jakieś 41% PKB), więc administracja podatkowa nie musi łupić Szwajcarów tak mocno, jak to dzieje się w sąsiednich państwach. Od dawna też Szwajcaria znajduje się w czołówce międzynarodowych rankingów wolności gospodarczej. Dzięki temu cały czas znajdują się osoby, które chcą sporą część swojego majątku ulokować właśnie w Szwajcarii (warto też przypomnieć tu artykuł Jana Iwanika o tym, dlaczego Szwajcaria stała się popularnym miejscem dla europejskich ubezpieczycieli).

Od czasu wybuchu kryzysu finansowego szwajcarskie władze monetarne zachowują się jednak odmiennie, niż miało to miejsce w przeszłości. Zamiast pozwolić frankowi umacniać się, SNB postanowił dołączyć do konkursu na najbardziej proinflacyjny bank centralny. Skup zagranicznych aktywów przez Szwajcarów (żeby osłabić swoją walutę) doprowadził do tego, że w 7 lat szwajcarska baza monetarna wzrosła ośmiokrotnie. Nawet Fed ze swoimi kolejnymi rundami luzowania ilościowego nie może się w tym przypadku równać ze Szwajcarami.

Wykres 2. Zmiany bazy monetarnej w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych w latach 2008-2014 (indeks XII 2007=100). Źródło: FRED.

Decyzję o uwolnieniu kursu franka można odczytywać jako zapowiedź powrotu do starych, sprawdzonych praktyk szwajcarskiej bankowości centralnej, dzięki czemu cena franka wyrażana w innych walutach gwałtownie wzrosła. Jeśli w kolejnych miesiącach SNB zaprzestanie zakupu dewiz i pozwoli na znaczne skurczenie się swojego bilansu, to będziemy mogli mówić o powrocie do normalności w szwajcarskiej polityce pieniężnej (choć oczywiście pozytywne stopy procentowe też by się przydały).

Co można zrobić?

Ewentualny powrót Szwajcarów do bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej może z pewnością przyczynić się do umocnienia franka. Nie oznacza to jednak że Polacy ze swoim złotym stoją na straconej pozycji. Oczywiście trzeba pamiętać, że Polska jest niewielką częścią światowej gospodarki i stąd też zapotrzebowanie na polską walutę jest niewielkie. Nikomu też nie przyszło do głowy, żeby dewizy państw postkomunistycznych przechowywać w dużych ilościach jako rezerwy walutowe. To wcale jednak nie musi prowadzić do ciągłej huśtawki kursów i coraz słabszego złotego. Poniżej chciałbym przedstawić kilka kroków, które mogłyby sprawić, że polska waluta zaczęłaby się systematycznie umacniać. Pogrupowałem je w kolejności od najprostszych i wymagających stosunkowo niewiele (lub w ogóle) zmian prawnych do tych, które mogą na razie pozostawać jedynie w sferze marzeń i dalekosiężnych planów. Dzięki tym posunięciom kredyty frankowe nie byłyby wielkim problemem, a Polakom generalnie łatwiej by się żyło w swoim kraju.

  1. Wymiana walut przez Ministerstwo Finansów na rynku międzybankowym, a nie w banku centralnym

Kiedy do Polski spływają obce waluty z tytułu środków europejskich czy też emisji obligacji w obcych walutach, to Ministerstwo Finansów zazwyczaj wymienia te pieniądze w Narodowym Banku Polskim na świeżo wyemitowane złotówki. Z kolei NBP za te obce waluty kupuje zagraniczne papiery wartościowe. W efekcie napływ środków unijnych czy emisja euroobligacji nie prowadzi do faktycznego napływu kapitału do Polski, a jedynie do redystrybucji wartości pomiędzy posiadaczami polskich złotych — od wszystkich użytkowników do rządu.

Wykres 3. Zmiany bazy monetarnej w Polsce w latach 1997-2014 (mld zł). Źródło: FRED.

Z powodu tego procederu od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej baza monetarna Polski wzrosła prawie trzykrotnie (wykres 3.). Tym samym polski sektor bankowy został zalany rezerwami i jest nadpłynny — poziom rezerw nie jest dla banków żadnym ograniczeniem przy kreacji kredytu. To wręcz NBP pożycza regularnie od banków komercyjnych ich nadwyżkowe rezerwy, emitując bony. Co ciekawe, zarówno NBP, jak i Ministerstwo Finansów doskonale zdają sobie sprawę z tego problemu. W marcu 2014 r. NIK opublikował informację o wynikach kontroli dotyczącej zarządzania rezerwami walutowymi przez NBP. W ustępie o skutkach nadpłynności sektora bankowego w Polsce czytamy:

Zdaniem NIK, to niekorzystne zjawisko może nasilać się w kolejnych latach na skutek dalszej emisji pieniądza, generowanej w wyniku wymiany przez Ministra Finansów w NBP środków z Unii Europejskiej. Próbą ograniczenia nadpłynności było zawarcie porozumienia pomiędzy Ministrem Finansów i Prezesem NBP o zamianie od maja 2011 r. funduszy unijnych na walutę krajową na rynku międzybankowym. W II połowie 2011 r. spowodowało to ograniczenie generowania płynności sektora bankowego i przyrostu wielkości rezerw. […]NBP sugerował zwiększenie przez Ministerstwo Finansów sprzedaży walut na rynku międzybankowym, zmniejszenie emisji skarbowych papierów wartościowych za granicą i w zamian kupowanie walut w NBP.

Ministerstwo Finansów dwukrotnie w ciągu ostatnich 6 lat wymieniało euro na złotego na rynku międzybankowym. Było to we wspomnianym w raporcie NIK 2011 r., oraz wcześniej — na początku 2009 r., kiedy kurs naszej waluty drastycznie spadał względem głównych walut świata. Z taką praktyką jednak skończono w 2012 r. Konsekwentna wymiana środków unijnych i pochodzących z emisji obligacji w obcych walutach na rynku międzybankowym, a nie w NBP, z pewnością stworzyłaby presję na umacnianie się złotego nie tylko wobec euro, które wymieniano by najczęściej, ale także wobec pozostałych walut. Jednocześnie zmniejszyłaby się nadpłynność sektora bankowego i banki musiałyby w końcu zacząć troszczyć się o swoje rezerwy i ostrożniej prowadzić akcję kredytową. To także w dłuższym okresie powinno przełożyć się na wzrost ceny złotego względem m.in. franka szwajcarskiego.

  1. Prywatyzacja

Polskie państwo ma skłonność do niedokańczania prywatyzacji. Choć pakiety akcji największych spółek polskiego skarbu państwa znalazły się na giełdzie, to ciągle państwo w wielu podmiotach ma dominującą pozycję, bo zachowuje ponad 50% akcji lub tak skonstruowało wszelakie regulaminy, że mając portfel 25% akcji i tak ma dominującą pozycję w spółce. Z tego powodu inwestowanie w te spółki jest ryzykowne, bo zawsze mogą powtórzyć się scenariusze PGE lub Tauronu. PGE (prawie 60% akcji w rękach państwa) w 2013 r. uznał, że projekt budowy bloków elektrowni w Opolu będzie nierentowny, jednak premier Donald Tusk uznał, „że rząd znajdzie środki i sposoby, by nowa elektrownia w Opolu powstała” i obecnie trwa jej budowa. Z kolei Tauron (30% akcji w posiadaniu Skarbu Państwa) został wybrany na szczęśliwca, który zapłaci za osiągnięcie najnowszego porozumienia z górnikami z Kompanii Węglowej i przejmie od KW nierentowną jak na razie kopalnię Brzeszcze.

Dopóki tego typu incydenty będą się powtarzać, to oczywiście popyt na akcje tych spółek ze strony zagranicznych inwestorów nie będzie porażający. Jest jednak jedno proste wyjście z tej sytuacji — dokończenie prywatyzacji. Na dzień 9 marca 2015 r. udziały polskiego państwa w spółkach notowanych na GPW były warte ponad 103 mld zł. Konsekwentna sprzedaż tych akcji i wyeliminowanie polityków z aktywnego zarządzania tymi firmami mogłyby skłonić zagranicznych inwestorów do większego zaangażowania kapitałowego w tych spółkach. Napływ inwestycji rzędu dziesiątków miliardów zł mógłby być kolejnym czynnikiem, który umocniłby złotego.

  1. Likwidacja deficytu finansów publicznych

Kolejnym krokiem, który należałoby podjąć, żeby wzmocnić złotego, powinno być zrównoważenie polskich finansów publicznych. Żeby tego dokonać, należałoby obciąć wydatki państwa o około 50 mld zł. Warto zauważyć, że już sama realizacja dwóch poprzednich kroków pozwoliłaby zapewne obniżyć wydatki o kilka miliardów. Stałoby się tak, ponieważ dług polskiego rządu w walutach obcych wynosi prawie 260 mld zł[3]. Ewentualny wzrost wartości złotego dzięki dwóm pierwszym krokom zmniejszyłby wartość tego długu i koszty jego obsługi. Każde umocnienie się złotego o 10% względem walut, w których jesteśmy zadłużeni, dawałoby automatycznie ok. 1 mld złotych oszczędności na obsłudze zagranicznego zadłużenia. Przychody z prywatyzacji mogłyby pozwolić na odkupienie części długu i zmniejszenie kosztów obsługi tegoż. Według prognoz Ministerstwa Finansów w 2015 r. obsługa 548,4 mld zł długu będzie kosztować 22,1 mld zł. Zmniejszenie długu o 100 mld mogłoby więc dać ok. 4 mld zł oszczędności[4].

Oprócz tych kilku miliardów oszczędności trzeba oczywiście znaleźć kolejne, tak by cała kwota zbliżyła się do 50 mld zł. Do tego trzeba odważnych decyzji politycznych, które zmniejszą liczbę zadań, jakimi zajmuje się polskie państwo. Gdyby takie decyzje podjęto, to można spodziewać się dodatkowego napływu kapitału nad Wisłę, i to z kilku powodów. Po pierwsze, rating polskiego długu zapewne by się podniósł, co mogłoby przyciągnąć inwestorów. Zrównoważony budżet to także mniejszy nacisk na bank centralny, żeby ów dług próbował monetyzować, a zatem też możliwa niższa inflacja. Zrównoważony budżet to także mniejsze prawdopodobieństwo nagłej podwyżki podatków, masowych nacjonalizacji czy bankructwa, co powinno podnieść rangę polskich aktywów w oczach zagranicznych inwestorów. A dodatkowe inwestycje, to, jak już wyjaśnialiśmy, kolejny krok w stronę silnej polskiej waluty.

  1. Polska drugą Szwajcarią

Jak już mówiłem, Szwajcaria plasuje się bardzo wysoko w rankingach wolności gospodarczej. Według najnowszych danych Heritage Szwajcaria z wynikiem 80,5 zajmuje 5. miejsce na świecie, jeśli chodzi o wolność gospodarczą, podczas gdy Polska z wynikiem 68,6 plasuje się na 42. pozycji. Jeśli chcemy stać się podobną do Szwajcarii przystanią dla międzynarodowego kapitału — i dzięki temu korzystać na silnej polskiej walucie — to musimy wprowadzać w sferze regulacyjnej i fiskalnej rozwiązania podobne do Szwajcarów. Każdy z 3 wymienionych wyżej kroków powinien pomóc w podniesieniu nas w tym rankingu, choć nie wystarczą one z pewnością, żebyśmy wznieśli się na poziom Helwetów. Można też smutno skonstatować, że udział w Unii Europejskiej uniemożliwia skopiowanie wszystkich rozwiązań regulacyjnych ze Szwajcarii czy Hong Kongu. Warto jednak aspirować przynajmniej do tego, żeby osiągnąć poziom Estonii — wskaźnik wolności gospodarczej na poziomie 76,8 i miejsce w czołowej dziesiątce.

  1. Reformy systemu monetarnego

Jeśli chcemy mieć jeszcze bardziej solidny pieniądz, to powinniśmy oddać jego produkcję w ręce prywatnych przedsiębiorców, a nie publiczno-prywatnego kartelu. Można pomyśleć o szeregu reform, które mogłyby do tego stanu prowadzić. Zniesienie prawa o legalnym środku płatniczym uczyniłoby konkurencję między środkami wymiany czymś bardziej namacalnym. Ścisłe prawne rozdzielenie bankowości ze stuprocentową rezerwą od tej z rezerwą cząstkową oraz pozostawienie klientom banków wolnej decyzji, z którego rodzaju działalności chcą korzystać, uzasadniałoby zlikwidowanie państwowej gwarancji depozytów bankowych. Wreszcie wymiana rezerw NBP na złoto lub srebro i przekształcenie banku centralnego w prywatny punkt wymiany gotówki na kruszec po ściśle ustalonym kursie dopełniłoby końca takiej reformy. Niestety, obawiam się, że jak na razie realizacja czterech poprzednich punktów jest bardziej prawdopodobna niż radykalna reforma pieniężna.

Podsumowanie

Warto pamiętać i przypominać o tym, że obecny system pieniężny prowadzi do licznych szkód gospodarczych — utrudnia wymianę międzynarodową, powiększa skalę cyklicznych wahań koniunktury, wprowadza liczne pokusy nadużycia, zniechęca do oszczędności i akumulacji kapitału itd. Jeśli już jednak mamy w Polsce złotego, to powinniśmy zerwać z politykami, które konsekwentnie działają na rzecz osłabiania polskiej waluty. Wbrew eksportowemu fetyszowi trzeba konsekwentnie wdrażać takie rozwiązania, które zachęcają inwestorów z całego świata do lokowania kapitału w Polsce i posiadania złotego w swoich portfelach. Dzięki temu zarówno Polacy zadłużeni we frankach, jak i reszta obywateli, staną się bogatsi.

[1] Friedrich August von Hayek, Nacjonalizm monetarny i stabilność międzynarodowa, [w:] idem, Pieniądz i kryzysy. Dzieła wybrane, tłum. M. Zieliński, Warszawa 2014, t. 1, s. 275.

[2] Lub, ściślej mówiąc, w systemie homogenicznego pieniądza międzynarodowego bez systemu rezerwy krajowej, jak nazywa to Hayek. Za taki system można by w przybliżeniu uznać nowożytny system walutowy sprzed ery bankowości centralnej, gdzie podstawowym rodzajem pieniądza były monety.

[3] Dane o zadłużeniu i kosztach obsługi długu podaję za: Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018, s. 38.

[4] Nie można tego zrobić do końca w tak prosty sposób. Część przychodów z prywatyzacji trafia bowiem do specjalnych funduszy — m.in. do Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD). Użycie dodatków środków z FRD mogłoby jednak pozwolić na zmniejszenie dotacji budżetu do ZUS-u i tym samym przełożyłoby się na mniejsze potrzeby pożyczkowe.

6 odpowiedzi na „Benedyk: Słaby frank, silny złoty”

  • Tekst dobry, ale mam pytanie co do głębszej reformy monetarnej: czy ograniczenie działalności banku centralnego w obecnej formie nie naraziłoby nas na ataki spekulacyjne, przy braku takiej reformy w innych krajach? W przypadku braku możliwości interwencji na rynku nie wystawilibyśmy się na łatwy łup? Jest jakiś artykuł na Mises.pl na ten temat?

  • Dobry artykuł, ale faktycznie w ostatnim punkcie autor trochę popłyną.
    Niemniej jednak realizacja pierwszych 3 punktów dałaby mocnego kopa naszej walucie.

  • Jeśli chodzi o banki centralne i spekulacje to polecam książkę szwajcarskiego bankowca F. Lipsa pot nieco tandetnym tytułem „Złoty Spisek”, gdzie omawia np. role banków centralnych w kontekście Yen Carry Trade.

  • Dodam, że konsultantem Lips Institiute (http://lips-institute.ch) jest zaprzyjaźniony z mises.pl Philipp Bagus.

  • W mediach głównego nurtu mówi się że przeszliśmy tak dobrze ten kryzys bo nie mieliśmy euro i wartość złotego mogła spaść w porównaniu do innych walut. Co zachęciło inwestorów zagranicznych do inwestowania i kupowania polskich produktów oraz pobudzilo popyt wewnętrzny. Czy to nie prawda? Zgadzam sie ze nalezy uzdrowic polski sektor bankowy i ograniczyc interwencjonalizm na rynku walutowym, ale czy na pewno mocny złoty leży w naszym interesie?

  • W mediach głównego nurtu pokazuje się też rolnika, który skacze do wody. Temat był ciekawie opisany w wielu testach m.in
    http://mises.pl/blog/2011/09/14/machaj-silny-frank-i-silna-gospodarka/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Gospodarka jest fenomenem społecznym, nie fizycznym. Gdyby politycy i ekonomiści przyjęli to do wiadomości, musieliby porzucić marzenia o możliwości pozytywnego wpływu na zjawiska gospodarcze. Krzysztof Dzierżawski
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W kwietniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Andrzej Koźlik
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Dawid Żabiński
Speednet
Łącznie otrzymaliśmy 7 451,48 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>