Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Poniżej przedstawiamy wersję roboczą rozdziału jedenastego podręcznika do przedsiębiorczości, opracowywanego w ramach projektu „Wolna przedsiębiorczość”. Tekst zostanie poddany skrupulatnemu opracowaniu redakcyjno-korektorskiemu, dlatego na obecnym etapie prosimy przede wszystkim o uwagi merytoryczne, dotyczące między innymi klarowności wywodu, poprawności rozumowania, łatwości języka czy trafności przykładów etc.

wolna przedsiębiorczość#ceny minimalne #ceny maksymalne

W rozdziale nauczysz się:

  • Czym jest równowaga na rynku.
  • Czym są ceny maksymalne i jakie są ich skutki.
  • Czym są ceny minimalne i jakie są ich skutki.

Jak widzieliśmy we wcześniejszych rozdziałach, wszystkie produkty na rynku mają swoje ceny, które zależą od popytu i podaży, a te z kolei zależą od różnych czynników. Jeśli ceny na rynku podniosły się, to oznacza, że zaszły na rynku jakieś czynniki na to wpływające np. wzrosły koszty produkcji danego towaru, albo wzrósł na niego znacząco popyt. W każdym z tych scenariuszy na rynku działają konkurujący przedsiębiorcy, którzy swoją działalnością starają się przynosić na rynku równowagę, czyli zrównujące chęci sprzedawców do sprzedawania i chęci kupujących do kupowania. Więcej na temat tego procesu zostanie opisane w rozdziale drugim.

Załóżmy, że w danym momencie zwiększa się z jakiegoś powodu chęć ludzi do kupowania butów. W wyniku tego następuje wzrost ich cen. Na tym etapie proces się nie kończy, ponieważ na wolnym rynku występuje konkurencja. Przedsiębiorcy zauważają, że z powodu wyższych cen bardziej opłacalna jest produkcja butów, więc przenoszą swoje zasoby w ich produkcję. Kupują materiały do tego potrzebne, lub odnajdują rynki, na których mogą je zakupić (także zagraniczne). Dzięki temu mogą zwiększyć podaż na rynku, a co za tym idzie obniżyć ceny butów i pozwolić na tańsze zakupy niż wcześniej. W ten sposób działa na rynku konkurencja, o której porozmawiamy więcej w kolejnej części książki.

W tej chwili ważne jest dla nas spostrzeżenie, że na rynku przedsiębiorcy działający dla zysku starają się prowadzić ceny do ich „naturalnych” poziomów. Naturalnych, czyli takich, które odpowiadają aktualnym na rynku warunkom: chęci kupowania i możliwościom produkcji. Właśnie w wyniku ich działań dochodzi do zmierzania w stronę czegoś, co w ekonomii nazywa się równowagą. Ceną równowagi nazywamy cenę, w której sprzedawcy i kupcy odnajdują w danej chwili na rynku dla siebie rozwiązanie ich zdaniem najkorzystniejsze. Niekoniecznie są to rozwiązania najlepsze i najbardziej wymarzone — ponieważ przy każdej transakcji zarówno kupujący, jak i sprzedający mogą pomyśleć „szkoda, że nie udało mi się uzyskać lepszych warunków”; albo „w sumie żałuję, że do tej transakcji nie dopuściłam”. Jednakże mimo tych bolączek w danej sytuacji zawarcia transakcji, w której przychodzi im wybierać, starają się zapewnić sobie możliwie najkorzystniejsze wyjście.

Kiedyś jedną z proponowanych przez rządy interwencji było zastosowanie ceny maksymalnej, to znaczy ceny niższej od tej, która ukształtowałaby się na rynku. Rozumowanie wyglądać mogłoby w sposób następujący. Załóżmy, że rząd chciałby, żeby wszyscy biedni ludzie w Polsce mogli kupić sobie komputer. Nie każdego jednakże na niego stać. W związku z tym ministrowie podejmują obietnicę: wprowadźmy cenę maksymalną, to znaczy zabrońmy pod groźbą grzywny lub kary więzienia sprzedawania komputerów drożej niż za cenę jednego złotego.

Z prawa popytu wiemy, że tak niska cena skłoni wielu ludzi do kupowania dużych ilości komputerów. Z prawa podaży wiemy jednak, że wielu sprzedawców nie zdecyduje się na sprzedaż po takich cenach. Dlaczego? Ponieważ, żeby wyprodukować komputer, trzeba opłacić niezbędne elementy elektroniczne, części składowe, monitor, pracę inżynierów i zarządzających procesem produkcji i tak dalej. Nie da się za te elementy zapłacić ceny poniżej jednego złotego (na jeden komputer) tak, aby przedsiębiorca był w stanie produkować komputery po jeden złoty. Dlatego w wyniku takiej regulacji rezygnuje z tworzenia komputerów i przerzuca się na jakąś inną bardziej opłacalną działalność.

W efekcie zamiast mieć na rynku więcej komputerów dla wszystkich, przestają one być dostępne. W wyniku wprowadzenia ceny maksymalnej dochodzi do pojawienia się na rynku niedoboru produktu. A zatem skutek takiej regulacji jest dokładnie odwrotny do zamierzonego. Zamiast spełnić piękną obietnicę tanich komputerów dla wszystkich, realizujemy obietnicę braku komputerów dla kogokolwiek. Najczęstszą konsekwencją cen maksymalnych jest również pojawienie się czarnego, nieoficjalnego rynku, na którym ceny są trochę wyższe od naturalnych (ponieważ czarny rynek nie jest legalny, więc wiążą się z nim ryzyka działania). Dzięki temu udaje się chociaż częściowo osiągnąć zaspokojenie potrzeb ludzi (za czasów systemu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przed rokiem 1989 takie transakcje nazywano „transakcjami spod lady”). Ale rząd może nawet wypowiedzieć walkę i takiemu sposobowi dostarczania produktów. Tak jak czynił to w czasach PRL, zwalczając, jak to określał, „spekulantów”, którzy tak naprawdę dostarczali ludziom pożyteczne dobra.

Z tych powodów rządy zachodnie raczej nie wprowadzają dzisiaj cen maksymalnych, gdyż skutkują efektami odwrotnymi do zamierzonych. A jednak czasami wśród opinii publicznej pojawiają się sentymenty wobec tego zjawiska. Wyobraźmy sobie, że w jakimś mieście ma nastąpić jakieś wyjątkowe wydarzenie. Może to być pogrzeb bardzo znanej osoby, albo jakieś głośne wydarzenie sportowe. Najczęściej w takiej sytuacji następuje gwałtowny wzrost cen noclegów. Często klienci nie do końca świadomi mechanizmów ekonomicznych są gotowi narzekać, że tak być nie powinno. Niektórzy nawet śmielej uważają, że należałoby wprowadzić ceny maksymalne i nakazać obniżki cen sprzedawcom.

A tymczasem zwiększona cena sprzedaży odzwierciedla zmianę warunków na rynku. Skoro wzrósł popyt, to przy ograniczonej liczbie miejsc, wzrastają wyraźnie ceny. Dzięki temu wszystkie miejsca nie znikają z rynku od razu i nie pojawia się od razu niedobór. Pozostają miejsca z wyższymi cenami dla tych konsumentów, którym najbardziej zależy na wykupieniu miejsca na nocleg w dniu wydarzenia. Gdyby ceny nie wzrosły, to tych miejsc już dawno by nie było. Co więcej, taki wzrost cen spełnia ważny bodziec dla tych, którzy mogą dodatkowo dostarczyć produkt. Ludzie, którzy nie zajmują się na co dzień wynajmem mieszkań, mogą zostać skłonieni okazją do zarobku do tego, aby udostępnić komuś jakiś pokój, czy nawet mieszkanie (a samemu wyjechać). Gdyby wprowadzono cenę maksymalną, to nie tylko byłby problem z miejscami, ale również z tworzeniem dodatkowych miejsc noclegowych.

Podobnie rzecz ma się z latarkami, czy chlebem w trakcie powodzi. Ceny tych produktów gwałtownie rosną, ponieważ konsumenci bardzo ich potrzebują. Taka cena z jednej strony sprawia, że kupują je ludzie, którzy najbardziej tych dóbr pożądają (a nie ci, którzy kupią je relatywnie tanio po to, aby je potem drogo odsprzedać na czarnym rynku, albo magazynować). A z drugiej strony motywuje innych producentów, żeby dostarczać tych dóbr więcej. Skoro w danym rejonie wzrasta cena latarek, to opłaca się je tam transportować z innych rejonów, gdzie są mniej potrzebne. Gdyby wprowadzono ceną maksymalną, to osiągnęłoby to skutek przeciwny do zamierzonego. Produkty znalazłyby się w niedoborze, a z rynku zniknąłby bodziec dla producentów, żeby zwiększać produkcję.

Drugim rodzajem kontroli cenowej, którą wprowadzały (a nawet wprowadzają dzisiaj) państwa jest cena minimalna, to znaczy cena, poniżej której zakazane pod groźbą kary pieniężnej lub więzienia jest sprzedawanie jakiegoś produktu. Skutek takiej regulacji jest bardzo podobny do ceny maksymalnej, z tym wyjątkiem, że powoduje na rynku nadwyżkę, a nie niedobór.

Wyobraźmy sobie sprzedawcę jakiegoś taniego szamponu, który nie jest równie dobry co lepsze produkty. Ma przeciętny zapach, konsystencję i słabiej się pieni. Jednakże słaba jakość jest rekompensowana niską ceną. Dzięki temu, że sprzedawca może obniżyć cenę produktu, zachęca biedniejszych konsumentów do kupowania towaru. Powiedzmy jednak, że z wątpliwą pomocą postanawiają przyjść urzędnicy państwowi i stwierdzają, że szampon nie może być tak tanio sprzedawany. Należy zapewnić godziwy zysk dla sprzedawców. Ustalają więc, że szampon musi mieć cenę taką jak jego droższy odpowiednik, powiedzmy 10 złotych, podczas gdy na rynku wcześniej kosztował 4 złote.

Jakie będą efekty takiego działania? Ponieważ ani ustawą, ani rozporządzeniem nie da się podnieść jakości produktu, to konsumenci przestaną go kupować. Skoro produkt nie dostarcza wysokiej jakości konsumentom, to trudno oczekiwać, że będą chcieli go kupować tak, jakby był to produkt więcej warty. W rezultacie cena minimalna również nie zadziała na korzyść sprzedawców. Zamiast im pomóc i zapewnić wyższe zyski, to skaże ich na zmniejszenie przychodów i kłopoty ze zbytem. Na rynku pojawi się nadwyżka towaru, którego nikt nie będzie chciał kupić. Cena minimalna, która teoretycznie ma wesprzeć słabszego producenta, pozwolić mu na większy zarobek, uderza najbardziej w niego, ponieważ zabrania mu konkurować ceną. Skutkiem tego producent zostaje wyparty z rynku i traci swoją i tak poboczną pozycję. Cena minimalna uderza najbardziej w producentów najsłabszych, którzy mają kłopoty z utrzymaniem na rynku solidnej i wartościowej marki.

Jak widzimy, przymusowo wprowadzane ceny minimalna i maksymalna nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Przynoszą najczęściej efekty odwrotne do deklarowanych.

Ramka: Czy wiesz, że ceny biletów lotniczych na dany lot stają się tym droższe, im mniej miejsc pozostaje wolnych w samolocie? Daje to odpowiednią korzyść konsumentom, ponieważ pozostawia możliwość wykupu biletu na ostatnią chwilę przez tych, którym na tym najbardziej zależy. Gdyby ceny pozostawały cały czas niskie, to miejsca zostałyby wykupione szybciej.

 

Zadania:

  • Wyjaśnij, jak działa cena maksymalna.
  • Wyjaśnij, jak działa cena minimalna.
  • Jakie mogą być motywacje wprowadzania cen minimalnych i maksymalnych?
  • Wyjaśnij, czym jest równowaga rynkowa.

[Sugestia ilustracyjna:  Rozmawia dwóch studentów, pierwszy mówi: „Ale czemu nie masz gdzie wynająć pokoju?”, drugi odpowiada: „Bo rząd wprowadził cenę maksymalną na wynajem”]

16 odpowiedzi na „Rozdział 11. podręcznika „Wolna przedsiębiorczość”- Ceny maksymalne i minimalne wprowadzane przez państwo”

  • Kaczyński twierdzi, że cud koreański to produkt interwencjonizmu. Są jakieś przeciwdowody? (najlepiej łatwo przyswajalne przez ścisłowców).

    • Szybki rzut oka na wydatki publiczne. Do niedawna oscylowały wokół 20% PKB. Ostatnio wzrosły do zastraszających 30% PKB. W Polsce od 25 lat powyżej 40% PKB. Jeśli interwencjonizm rządowy ma polegać na tym, że rząd mało wydaje i mało zabiera, to jestem za.

  • Jestem zdania, że do przykładu dotyczącego ceny minimalnej (szamponu) warto by dopisać skutek jaki cena minimalna ma dla konsumentów, którzy przed jej wprowadzeniem kupowali szampon za 4 zł. Po wprowadzeniu ceny minimalnej zmuszeni są do kupienia szamponu dwa razy droższego, bądź nie kupienia go wcale. Problem jest tym większy im większa jest cena normalna danego dobra. Pomyślmy co by się stało gdyby wprowadzić cenę minimalną np: za m2 mieszkania w Warszawie.

    Pozdrawiam wolności i sukcesów życząc
    Karol

  • Takim naczelnym dowodem jest sąsiad z północy która opiera się bardzo mocno na interwencjonizmie i klepie biedę (delikatnie mówiąc). Albo więc ci z południa mają jakiś lepszy interwencjonizm albo go mają dużo dużo mniej (delikatnie mówiąc).

  • https://data.oecd.org/chart/4jd1 Proszę zaakceptować ten link,a nie powyższy.

  • https://medium.com/working-life/why-should-we-support-the-idea-of-an-unconditional-basic-income-8a2680c73dd3

    czy może się Pan jakoś do tego odnieść?
    Może uda się to jakoś wypunktować.
    pozdrawiam

  • Sebastian ten tekst który zalinkowałeś to zwykła komunistyczna propaganda opakowana w nowy strój dla niepoznaki (kapitalizm 2.0)
    Autora kompletnie nie obchodzi coś takiego jak indywidualna własność i zwykła sprawiedliwość. Jemu chodzi o jak najwyższy dodatni makroekonomiczny efekt per saldo. Zdradza się między innymi ostatnim zdaniem gdzie pisze że chce uczynić świat lepszym miejscem. Co to oznacza w skali mikro? to oznacza że nie będzie dobrze jeśli nie zatłucze się miliard złych ludzi. A jeśli nie ma tylu złych? To się dobierze z uczciwych. To znaczy że jeżeli obiektywnie rzecz biorąc twoja żona była by lepiej dopieszczona przez rozmaite casanowy w państwowym lebensraumie to państwowa komisja powinna ci ją odebrać a ty dostaniesz coś odpowiedniego dla swojego levela. Nawet teoretycznie wygląda to na koszmar ale w praktyce jest milion razy gorzej. Bo nie jest możliwe obiektywne oszacowanie wszystkich aspektów rzeczywistości skończy się więc wszystko gigantyczną korupcją i oszustwami a buntownicy jako wrogowie ludzkości i przeciwnicy uczynienia świata lepszym miejscem pójdą do pieca albo do łagru. Daję tutaj taką prostą radę jeśli spotkasz kogoś kto chce uczynić świat lepszym miejscem to bij aż przestanie się ruszać i dla pewności przebij osinowym kołkiem (patrz bajki robotów Lema i los Malapucego Chałosa). Dlaczego? Dlatego że dbanie o maksymalny dodatni efekt makroekonomiczny z pominięciem zwykłej sprawiedliwości na poziomie mikro, to wylewanie dziecka z kąpielą, bo ZAWSZE kończy się ludobójstwem liczonym w milionach niewinnych ofiar. Autor pisze wprost że redystrybucja od bogatych do średniaków i biedaków to nie tylko nie jest kradzież lecz wręcz przeciwnie to serce pompujące ożywczą krew do organizmu gospodarczego (sic!), to mechanizm dzięki któremu społeczeństwo bogaci się i rośnie w siłę. Mamy więc perpetuum mobile bo rzekomo każdy dolar zasiłku dodaje 1.21 $ do narodowej gospodarki a dolar dywidendy dla bogaczy daje 0.39 $ zysku, za to należy się Nobel podwójny z ekonomii i fizyki.

  • Całe rozumowanie autora tego zalinkowanego tekstu jest płytkie i naiwne, na poziomie króla Maciusia I. Przypomina też trochę Imagine Johna Lennona najbardziej lewacką piosenkę na świecie. Główna wada to oczywiście pogląd że zamożność społeczeństwa bierze się z redystrybucji. Druga sprawa to problem realizacji tych postulatów. To brzmi pięknie – damy każdemu po 1000$ i zaoszczędzimy na biurokracji zawiadującej obecnym skomplikowanym systemem zasiłków, znikną związki zawodowe bo będzie pracował tylko ten kto chce. To bzdura. biurokracja nie pójdzie na bruk bo to sprzeczne z prawem Parkinsona, związki będą, tyle że bezrobotnych żądających podwyżki zasiłku (chleba i igrzysk!!!). Te 1000$ okaże się śmiesznie małą kwotą niewystarczającą na przeżycie gdyż rabunek bogatych spowoduje ucieczkę kapitału za granicę, inflację i inne reperkusje obniżające poziom gospodarki. Potrzeba będzie kolosalnych kwot i drastycznych metod (strzelanie bez ostrzeżenia) do ochrony granicy bo będą ją szturmować setki milionów osób z całego świata zarabiających obecnie małe kwoty za ciężką pracę a chętnych na tysiaka za friko (ja wiem że to us citizen only ale szanse są większe na miejscu). Itd. itd. No ogólnie rzecz biorąc ten tekst mnie trochę zdołował wiedziałem że ogólnie rzecz biorąc z inteligencją Amerykanów nie jest najlepiej ale taki tekst na bloombergu to dowód totalnej ignorancji, no chyba że właśnie o to chodzi by jak najszybciej zniszczyć Amerykę. W takim wypadku zwracam honor i chylę czoła przed geniuszem autora.

  • Oczywiście muszę jeszcze dodać że co do zasady jako obywatel USA (lub Polski) nie miałbym nic przeciwko otrzymaniu 1000$ za nic nierobienie pod warunkiem że byłby to dobrowolny datek bez pośrednictwa rządu.

  • Witam Serdecznie,

    Mam pytanie co do ceny maksymalnej.
    Weźmy ten przykład z latarkami i powodzią. Państwo mówią, że ustalenie ceny maksymalnej zahamuje produkcję tego produktu, ale przecież…jeżeli producent produkuje latarki i zamierza je sprzedawać po załóżmy 9.50 zł w całej Polsce, nagle konkretny obszar jest dotknięty jakiś kataklizmem np. powodzią i ludzie zaczynają masowo skupować owe latarki, a rząd postanawia ograniczyć cenę do 9.50 (jest taka sama jak przed kataklizmem- nie może być wyższa), to przecież producent i tak jest zadowolony, bo sprzedaje latarki po takiej cenie po jakiej pierwotnie chciał to robić, z tym że zysk przychodzi o wiele szybciej, latarki zostają bardzo szybko wykupione i producent doprodukowuje kolejne sztuki, ponieważ cena 9.50 mu odpowiada (po takiej cenie cały czas sprzedawał przed powodzią), a ludzie i tak te latarki będą masowo brać, bo cały czas ich potrzbują, jeżeli ktoś takie latarki wykupi aby potem sprzedać na czarnym rynku drożej (np. 13 zł) to nic z tego bo producenci trzymają rekę na pulsie i produkt masowo trafia do sprzedaży po 9.50, więc nikt na czarnym rynku nic nie kupi.

    Prosiłbym o wytłumaczenie, czy moje rozumowanie jest błędne czy poprawne.

    Z góry dziękuję i pozdrawiam

    • Proces rynkowy jest rozciągnięty w czasie. W pewnym momencie rozumowania napisał Pan „producent doprodukowuje kolejne sztuki”. Problem w tym, że to nie następuje na zawołanie. Podniesienie ceny latarek wywołuje dwa efekty: 1. Aktualnie istniejące latarki trafiają tylko do najbardziej potrzebujących, 2. Powoduje, że opłaca się szybciej dostarczyć nowe latarki do zagrożonego regionu. Wszak w sklepach jest tylko określona ich liczba. One po wykupieniu w jeden dzień nie pojawią się natychmiast następnego dnia. Trzeba uruchomić dodatkowe moce produkcyjne, a więc w danym momencie zwiększyć trochę nakłady, albo przewieźć latarki z innych sklepów, a więc też uruchomić dodatkowe moce logistyczne. To wszystko kosztuje. Wzrost ceny pozwala na racjonalizację tych kosztów. Brak wzrostu ceny sprawia, że bodziec jest dużo słabszy. Latarki są wykupione ze sklepów i pojawia się rynek wtórny – szczęściarze co wykupili szybciej mogą handlować nadwyżkami. Wolny rynek cenowy pozwala temu zapobiegać i wzrosty cen występują już kiedy sprzęt jest w sklepie.

      Pamięta Pan sprawę cukru sprzed paru lat? Cena wzrosła, konsumenci (zwłaszcza sentymentalni z PRL) rzucili się na cukier, co podniosło dodatkowo ceny. Sprzedawcy podnosili ceny (np. o 20%), dzięki czemu cukier mógł być na zawołanie, choć droższy. W wyniku tej przesadzonej paniki pojawiły się bodźce dla producentów, żeby sprowadzać dodatkowy cukier i np. sprzedawać po 15% drożej. W ten sposób konkurencja i pogoń za zyskiem doprowadziły do dalszych obniżek cen i powrotu do normalności. Ale proces był rozciągnięty w czasie i niósł ze sobą pewne koszty. Pierwotny wzrost cen cukru pozwolił tak naprawdę na szybsze dostosowanie i zaspokojenie potrzeb. Gdyby do niego nie doszło, to cukru na półkach by zabrakło na jakiś czas. A tak był przez jakiś czas droższy, ale dostępny. Efekt w sumie lepszy, mimo że mówimy tak naprawdę o trochę „nieracjonalnej” panice konsumentów. A przypadek latarek jest dużo bardziej zasadny.

    • 1. Po co Państwo miałoby wprowadzać maksymalną cenę zbieżną bądź wyższą od tej panującej na rynku?
      2. Nawet jeśli Państwo by się wstrzeliło, to co jeżeli wzrośnie koszt produkowania latarek do dajmy na to 10 zł?
      3. Czy opłaca się konkurować na rynku ograniczonym cenowo? Np. jakością produktu? Załóżmy, że wynalazłeś „super latarkę”, znacznie lepiej i dłużej świecącą, jednak koszt jej wyprodukowania to 12zł, a możesz sprzedawać max. po 9.50zł. – wprowadzisz innowacje na rynek?
      4. Każde sankcjonowanie przepisów należy egzekwować – trzeba urzędnika, który będzie sprawdzał czy ktoś nie łamie ceny maksymalnej, ewentualnie wytoczyć postępowanie karne\karne-skarbowe, udowodnić, skazać, egzekwować karę, co kosztuje i często wiąże się ze zniszczeniem danego przedsiębiorcy (nawiasem mówiąc – podatnika)
      5. Zaskoczenie producentów ceną maksymalną, jej utrzymywanie, sankcjonowanie może przyczyniać się i do braków produktu i do czarnej strefy i do zwiększenia się bezrobocia

  • Ja jeszcze w sprawie linku od Sebastiana. Jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów. Dlatego zalecam obejrzenie filmu ‚Bruce wszechmogący.’ Główny bohater zostaje obdarzony boską mocą i może słuchać i spełniać ludzkie prośby wyrażone w modlitwach. W pewnym momencie postanawia iść na skróty i spełnić wszystkie ludzkie prośby jednocześnie. I w tym momencie rozpętuje się piekło – istne pandemonium, sajgon i meksyk w jednym. Podejrzewam, że tak mniej więcej wyglądałby świat, gdyby zrealizować postulaty z tego zalinkowanego przez Sebastiana tekstu. Autor miał być może nawet dobre intencje, ale jak słusznie mówi przysłowie: ‚Dobrymi intencjami…

  • 1) Czytał Pan doktor ten tekst? http://main3.amu.edu.pl/~jacek/MiedzyIndywidualizmemSub.html
    2) Zastanawiał się Pan kiedyś, o ile mogło być wyższe średnioroczne tempo wzrostu gospodarczego w Polsce przy innej polityce gospodarczej?

  • Podsumowując można powiedzieć, że cena służy do alokacji zasobów. Jeżeli państwo ingeruje w ceny, to zmienia alokację zasobów w następujący sposób:

    Gdy ustala cenę maksymalną, powoduje, że zasoby są przesuwane do innych obszarów, w których są mniej potrzebne społeczeństwu, niż w obszarach objętych ceną maksymalną. Efekt: zła alokacja zasobów.

    Gdy ustala cenę minimalną, producenci nie mogą konkurować ceną, więc muszą ograniczyć produkcję, gdyż nie sprzedadzą produktów dla klientów, którzy skłonni są zapłacić mniej, niż wynosi cena minimalna.

    Efekt: zasoby są alokowane w inne obszary gospodarki, gdzie nie obowiązuje cena minimalna.

    Tak więc efektem tych regulacji jest zawsze nieefektywna alokacja zasobów. W przypadku cen maksymalnych z danego obszaru uciekają producenci, a w przypadku cen minimalnych z danego obszaru uciekają klienci.

    Ale ponieważ każda transakcja wymaga dwóch stron, więc ostatecnzy efekt jest identyczny.

    Zauważmy, że w każdym z tych dwóch przypadków druga strona też miała coś do zaoferowania, ale jej oferta nie mogła zostać przyjęta.

    Dobrym opisem na te sytuacje byłyby prawa fizyki opisujące tzw. „studnie potencjału”. Wyobrażmy sobie pofałdowany teren. W centrum każdego zagłębienia znajdują się strony transakcji rynkowych. Są to klienci i producenci. (chociaż tak naprawdę wszyscy są kliento/producentami).

    Im głębszy dołek, tym trudniej przenieść jakieś dobro do drugiego dołka. Wymagana jest wyższa energia.
    Wolny Rynek działa tak, że dąży do niwelacji barier potencjału. Wynikają one np. z ilości zaangażowanych zasobów, kosztów logistyki itp.

    Gdy w relacji rynkowe ingeruje państwo, następuje sztuczne podwyższenie tych barier, a więc wzrasta bariera potencjału i towarom trudniej się przebić przez nie, gdyż czasami energia potrzebna do przejścia przez barierę potencjału jest wyższa, niż wartość samego dobra.

    Ale czasami, tak samo jak w fizyce kwantowej, występuje efekt „tunelowania” i towar może przeniknąć barierę potencjału, pomimo że nie posiada wystarczającej energii. W fizyce nie znamy dokłądnie natury tego zjawiska, a w gospodarce za efekt tunelowania odpowiada szara sfera, przemytnicy i inni ludzie dobrej woli …

  • Widze ze wiekszosc tu piszacych jednostronnie patrzy na swiat przez pryzmat tego co zobaczyli w momencie otwarcia oczu na sali porodowej a nastepnie potem tego co wkuli jako material obowiazkowy na zaliczenie .Ideja niekonczacego sie rozwoju to pomysl idiotow,wszyscy jakby zapominaja ze zyjemy na ograniczonej planecie ,slowem w pewnym momencie udusimy sie wlasnymi odchodami [czytaj produktami przetwazania materi]. czy mozna postawic w jednym pokoju 20 segmentow mebli albo 20 telewizorow niema to sensu bo zrobi sie ciasnoi jakosc zycia homo sapiesa spadnie bo jak mozna zyc wcisnietym miedzy pulkami . generalnie niema czegos takiego jak ekonomia ,to martwe pojecie pojawia sie dopiero wtedy gdy panstwo stwozy pewien pulap obciazen strukturalnych podatki zusy itp] wtedy dopiero dzialanie ktore daja zysk ponizej tego pulapu staja sie nieoplacalne ate z zyskiem powyzej staja sie oplacalne . Ludzie twozyli by zupelnie inne systemy organizacji spolecznej gdyby nie bylo ingerencji tego co nazywamy panstwem i mysle ze nie zylo by sie wcale gorzej[patrz ,,tajemnica zdrowia plemienia hunzuw]. Powtarzajac za Miszchanem[,,Spor o wzrost gospodarczy,,] dalszy rozwoj i wzrost to degeneracja cywilizacji i upadek, stalye obnizanie jakosci zycia [oczywiscie nie elit i pomocnikow ich pomocnikowjak pisal tolstoj[odbudowanie piekla,,] Tak wiec to co nazwwamy dzis ekonomia jest narzedziem sprawowania wladzy, dokladniej trzymaniem wszystkich na kagancu ku ich zgubie [np film ,,kupieni ,,na homiku] .czy czlowiek majacy kiedys poletko bral pod uwage cos takiego jak ekonomia niemial o tym pojecia oral i sial niezaleznie czy uroslo sto kilo zboza czy tona bo bylo to kwestia jego przezycia dzis musi byc kilka ton i kilkaset hektarow dlatego ze ceny i koszty strukturalne sa tak ustawione. To ze w tym kraju nic sie nie oplaca i wszyscy wyjezdzaja jest konsekwencja wysokosci obciazen strukturalnych ,to jest panstwo korporacyjne ,bo korporacje popzez politykow niszcza konkurencje,slowem jestesmy pod zaborem korporacji,na takiej bialorusi lukaszenka dalej produkuje ciagniki u nas ursusa prawie ze niema. tak wiec tzw ekonomisci sa sporej czesci odpowiedzialni za upadek narodu i panstwa. ,,Male jest piekne ,, czyli spojzenie na ekonomie przez pryzmat ze czlowiek cos znaczy,, to tytul ksiazki schumachera .,i mysle ze kazdy student tzw ekonomi powinien te ksiazke zaliczyc jako pierwsza na drodze swej edukacji. rozwuj ,rozwuj ,niedorozwuj
    czy nie widac ze to droga donikad, czy polska przed wojna bez tej nowoczesnosci majac tez ponad trzydziesci milionow obywatelii sie nie wyzywila ……………………….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Zysk jednego jest zyskiem drugiego. Frédéric Bastiat
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>