Autor: Marcin Zieliński [1]
Wersja PDF, EPUB, MOBI

biedronkiTemat opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych wraca jak zły sen[2]. Sugerowana narracja uzasadniająca wprowadzenie podatku obrotowego przedstawia się następująco: istnieją firmy, które generują bardzo wysokie przychody (obroty), ale mają bardzo niską marżę (rentowność sprzedaży) z powodu relatywnie wysokich kosztów, a ponieważ tak niska rentowność sprzedaży jest podejrzana, jako że nikogo aż tak skromne zyski nie mogłyby zadowolić, to najwyraźniej część tych kosztów jest sztucznie napompowana i służy przetransferowaniu faktycznych zysków za granicę, gdzie siedzibę ma spółka-matka albo inna spółka-córka i gdzie zostanie zapłacony podatek dochodowy[3]. Oczywiście takie transferowanie zysków nie byłoby możliwe, gdyby wprowadzono podatek obrotowy, dlatego że przychodów w przeciwieństwie do zysków nie da się tak łatwo ukryć.

W kontekście podatku obrotowego w Internecie wciąż przywoływana jest grafika opracowana w 2013 roku przez Fundację Republikańską i zestawiająca przychody największych sieci supermarketów w 2011 roku z podatkami (dochodowymi) odprowadzanymi w Polsce przez owe sieci.

Mniejszą popularnością cieszy się druga grafika opracowana przez tę samą fundację, zestawiająca obroty sieci handlowych i ich zyskowność. Autorzy tej grafiki do przedstawienia zyskowności użyli wskaźnika rentowności sprzedaży.

Interesujące jest znajdujące się przy tej grafice objaśnienie: „Według oficjalnych danych rynek ten nie wydaje się przynosić kokosów, średnio roczny zysk to dwa procent, a aż troje z pośród tu wymienionych odniosło straty. Mimo to słyszy się o ciągłej ekspansji wielkich sieci handlowych”[4].

Szkoda, że eksperci Fundacji Republikańskiej nie zdecydowali się przedstawić całościowego raportu na temat podejrzanie niskiej rentowności sieci sklepów detalicznych i ograniczyli się tylko do dwóch powyższych grafik oraz kilku komentarzy dla portali internetowych. Z tego powodu nie do końca wiem, czy obecność na tych grafikach Biedronki ma sugerować, że grupa Jerónimo Martins, która w latach 2011 i 2012 była jednym z największych w Polsce płatników podatku dochodowego od osób prawnych (CIT)[5], również transferuje swoje zyski za granicę, czy też nie.

Jednak to nie tą kwestią mam zamiar się tutaj zajmować. Zamiast tego chcę zwrócić uwagę na pewien problem związany z danymi i wskaźnikami rentowności, które są przytaczane w kontekście CIT płaconego przez sieci sklepów wielkopowierzchniowych.

Zadajemy sobie bowiem pytanie, dlaczego — skoro rentowność w handlu detalicznym jest tak niska — np. spółka Jerónimo Martins[6] nie zamyka biznesu i nie wrzuca środków na lokatę bankową, gdzie przecież rentowność jest podobna, a ryzyko nieporównywalnie mniejsze. Czy naprawdę jedynym rozwiązaniem tego pozornego paradoksu jest to, że po prostu gdzieś te swoje zyski transferuje, ukrywając je przed polskim fiskusem?

A może raczej należałoby inaczej zinterpretować przytaczane dane i wskaźniki?

Przychody to nie dochody

Co bardziej spostrzegawczy czytelnicy zwrócili już pewnie uwagę na to, że podatek dochodowy płaci się od dochodu, a nie od przychodu (obrotu)[7]. Może te dwa terminy brzmią podobnie, ale z pewnością nie oznaczają tego samego. Przychody (ze sprzedaży) to łączna wartość sprzedanych towarów i usług w danym okresie[8]. Zanim jednak firma sprzeda towary lub usługi, musi kupić surowce i półprodukty, zatrudnić pracowników, wynająć halę itd. — jednym słowem ponieść koszty. Koszty to, ogólnie mówiąc, łączna wartość nabytych towarów i usług[9].

Oczywiście sama wielkość przychodów nie mówi nam zbyt wiele o kondycji przedsiębiorstwa. Żaden przedsiębiorca nie ma gwarancji, że uda mu się osiągnąć przychody wyższe od poniesionych kosztów[10]. Oczywiście każdy przedsiębiorca ma taką nadzieję, ale nie każdemu, wbrew sugestiom różnych lewicujących publicystów, się to udaje.

Dla przedsiębiorcy o wiele bardziej interesującą pozycją w sprawozdaniu finansowym jest zysk (dochód): różnica między przychodami i kosztami. I to zasadniczo od zysku brutto przedsiębiorca płaci podatek dochodowy[11].

Jeśli przedsiębiorca osiąga zysk, to możemy mieć pewność, że jakoś sobie radzi. Jak jednak ocenić to, jak dobrze sobie radzi? I jak możemy porównać wyniki dwóch przedsiębiorców?

Z pewnością niewiele nam tu da sama wielkość zysku. W końcu przedsiębiorca, który zainwestował dwa razy więcej od swojego konkurenta, chciałby również co najmniej dwa razy więcej zarobić. Dlatego też zysk trzeba przez coś podzielić, by otrzymać wielkość relatywną — rentowność. Tylko przez co?

Rentowność sprzedaży to nie rentowność inwestycji

Sklepy detaliczne wykazują bardzo niską rentowność. Fundacja Republikańska donosi, jak już zacytowałem, że „średnio roczny zysk to dwa procent”. Naprawdę kogoś by mogło zadowolić dwa procent? Przecież na lokacie można mieć więcej, a z takim kapitałem, jakim dysponują sieci handlowe, to można by od banku wynegocjować jeszcze wyższe oprocentowanie.

Można próbować tłumaczyć tę sytuację na różne sposoby. Może właściciele sieci sklepów popełnili błąd, inwestując w handel detaliczny? Ale przecież „słyszy się o ciągłej ekspansji wielkich sieci handlowych”. Może akurat trafił się gorszy rok? Tego nie potwierdzają rosnące słupki choćby w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym Jerónimo Martins za 2011 rok (s. 14–16)[12].

Skąd zatem ta niska zyskowność?

Zanim przejdę do analizy kondycji Biedronki, chciałbym przedstawić hipotetyczny przykład, by zobrazować to, czym jest rentowność[13]. Załóżmy, że rozpoczynający działalność sklep XYZ ma kapitał własny wynoszący 97 000 zł i nie zaciąga żadnych zobowiązań (za wszystko płaci gotówką). Nie planuje zakupu środków trwałych, a jedynie ich wynajem. Załóżmy też, że nie obowiązuje podatek dochodowy. Za te 97 000 zł kupuje towar oraz opłaca pracowników i czynsz za powierzchnię handlową. Po miesiącu sprzedaje towar za 100 000 zł. Różnica (3000 zł) jest wypłacana właścicielom. Następnie dokładnie taką samą operację powtarza w każdym kolejnym miesiącu roku.

Co wyczytamy z jego sprawozdania?

Najpierw bilans: po lewej stronie, w rubryce „aktywa obrotowe” znajdziemy kwotę 97 000 zł, po prawej stronie, w rubryce „kapitał własny” natrafimy na taką samą kwotę 97 000 zł (bilans otwarcia i zamknięcia będzie taki sam). Rachunek zysków i strat: przychody to 1 200 000 zł (12 razy 100 000 zł), koszty to 1 164 000 zł (12 razy 97 000 zł). Zysk wynosi zatem 36 000 zł.

Jaka jest rentowność sklepu XYZ? Rentowność sprzedaży (return on sales) to zysk podzielony przez przychody i wynosi 3 procent. Problem polega na tym, że rentowność sprzedaży informuje tylko o przeciętnym zysku z jednego „obrotu” kapitałem (albo z pojedynczej transakcji) i nie uwzględnia tego, ile przeciętnie razy taki „obrót” zostanie w ciągu roku powtórzony. Wysokość rentowności sprzedaży jest bowiem niezależna od długości okresu, dla jakiego jest liczony. W powyższym przykładzie rentowność sprzedaży dla miesiąca jest taka sama jak dla roku. A jeśli założymy, że w kolejnym roku sklep XYZ przeprowadzi takie same transakcje jak w roku pierwszym, to rentowność dla dwóch lat będzie taka sama jak rentowność dla roku i wyniesie 3 procent! Nie oznacza to jednak, że rentowność sprzedaży dla roku w magiczny sposób zmaleje nagle do 1,5 procent. Taka jest bowiem konstrukcja tego wskaźnika: roczne przychody są 12 razy wyższe od przeciętnych przychodów miesięcznych, roczne koszty są 12 razy wyższe od przeciętnych kosztów miesięcznych, a zatem roczny zysk jest 12 razy wyższy od przeciętnego zysku miesięcznego. Dwuletnie przychody, koszty i zyski są 2 razy wyższe od przeciętnych rocznych przychodów, kosztów i zysków. Licznik i mianownik zostają zatem przemnożone dokładnie przez tę samą liczbę.

Można by tu podnieść, że to nie przychody się „inwestuje”, a koszty. „Rentowność kosztów” (narzut) jest niewiele wyższa, gdyż wynosi niecałe 3,1 procent. Choć nie do końca o to chodzi, to jest to dobry trop, gdyż prowadzi nas do tego, co należy uwzględnić przy wyliczeniu wskaźnika rentowności inwestycji. Przy wyliczaniu rentowności inwestycji należy uwzględnić to, co zostało zainwestowane. Właściciele na początku roku nie wnieśli jednorazowo do firmy 1 164 000 zł (i taką kwotą nie dysponowali), a jedynie 97 000 zł. Następnie w ciągu roku wydali tę kwotę 12 razy i otrzymali z powrotem 12,4 raza. Ta druga liczba ukazuje, ile wyniósł dla tego roku wskaźnik rotacji kapitału własnego (equity turnover), który otrzymuje się przez podzielenie przychodów przez kapitał własny. Wskaźnik rotacji kapitału własnego pokazuje, ile razy w ciągu danego okresu firma zamieniła kapitał własny na przychody[14]. By się dowiedzieć, jaka była rentowność kapitału własnego (return on equity), musimy przemnożyć rentowność sprzedaży przez wskaźnik rotacji kapitału własnego[15]:

ROE

Można też wyliczyć rentowność kapitału własnego bezpośrednio, dzieląc zysk przez kapitał własny[16]. I w jednym, i w drugim przypadku otrzymamy taką samą wielkość: ponad 37 procent!

Każda firma — dążąc do maksymalizacji stopy zwrotu (rentowności) z kapitału własnego — chciałaby mieć jak najwyższą rentowność sprzedaży i jak najwyższą rotację kapitału własnego. Ponieważ jednak duże zyski (mierzone rentownością kapitału własnego) przyciągają konkurencję, to w konsekwencji wysokiej rotacji kapitału własnego często towarzyszy niska rentowność sprzedaży. Nie powinno się zatem analizować jednego z tych wskaźników w oderwaniu od drugiego, gdyż pomija się tym samym specyfikę działania danej firmy.

Wspomniałem, że wysokość wskaźnika rentowności sprzedaży jest niezależna od długości okresu, dla jakiego jest liczony. Jak to wygląda w przypadku rentowności kapitału własnego? W analizowanym przypadku roczna rentowność kapitału własnego jest 12 razy wyższa od rentowności miesięcznej, a dwuletnia rentowność jest 2 razy wyższa od rentowności rocznej.

Zasadniczo wskaźniki rentowności możemy podzielić na dwie grupy: liczone od przychodu („marżowe”[17]) i liczone od kapitału („kapitałowe”[18])[19]. Te pierwsze informują nas tylko o przeciętnej zyskowności z jednego obrotu (albo z jednej transakcji), te drugie o ogólnej rentowności w skali danego okresu. Należy pamiętać, że wskaźniki marżowe liczy się dla okresu, ale nie w skali okresu[20]. Nie można zatem interpretować rentowności sprzedaży (i innych wskaźników marżowych) jako rentowności rocznej.

Przejdźmy teraz do Biedronki. W 2011 roku przychody netto wyniosły 5 786 510 000 euro[21], zaś kapitał własny[22] był równy 512 973 000 euro na początku roku i 649 213 000 euro na koniec roku (s. 101 we wspomnianym sprawozdaniu finansowym), a zatem średnio 581 093 000 euro. Oznacza to, że wskaźnik rotacji kapitału własnego wyniósł prawie 10 razy — że w 2011 roku kapitał własny został prawie 10 razy „obrócony”, prawie 10 razy zamieniony na przychody.

Jaka była rentowność sprzedaży? W sprawozdaniu nie została podana wysokość zysku netto w rozbiciu na segmenty, dlatego wykorzystam do wyliczeń zysk operacyjny pomniejszony o 19-procentowy CIT, otrzymując w ten sposób NOPAT[23]. NOPAT Biedronki w 2011 roku wyniósł 294 361 290 euro[24]. Rentowność sprzedaży wynosiła zatem niecałe 5,1 procent[25].

Skoro jednak wskaźnik rotacji kapitału własnego wynosił prawie 10 razy, to rentowność kapitału własnego była równa prawie 50,7 procent[26], co potwierdza bezpośrednie wyliczenie (294 361 290/581 093 000). Co więcej, Biedronka miała w tamtym roku najwyższą rentowność kapitału własnego liczoną w oparciu o NOPAT[27] ze wszystkich segmentów Jerónimo Martins, a zysk operacyjny Biedronki stanowił prawie 71 procent zysku operacyjnego całej grupy!

Nie był to rok wyjątkowy. Poniżej prezentuję tabelę z wymienionymi powyżej wskaźnikami za lata 2010–2014[28],[29]:

Rok Rentowność sprzedaży Biedronki Rentowność kapitału własnego Biedronki Udział EBIT Biedronki w EBIT grupy
2010 5,17% (4,21%) 49,26% (40,17%) 66,42%
2011 5,09% (4,15%) 50,66% (41,31%) 70,94%
2012 5,38% (4,38%) 50,85% (41,47%) 82,71%
2013 4,91% (4,01%) 48,31% (39,40%) 88,53%
2014 4,01% (3,27%) 45,16% (36,83%) 91,33%

Podana powyżej rentowność kapitału własnego Biedronki w latach 2010–2014 doskonale wyjaśnia, dlaczego ta sieć dokonuje stałej ekspansji. Powodem jest imponująco wysoka rentowność kapitału własnego osiągana na przestrzeni kilku lat[30]!

Nie oznacza to oczywiście, że równie imponujące wyniki osiągają w Polsce inne zagraniczne sieci handlowe. Zanim jednak ktoś wyciągnie z tego wniosek, że ukrywają one zyski przed fiskusem, powinien porównać ich rentowność kapitałową z wynikami całej grupy. Jeśli rentowność w Polsce jest porównywalna lub wyższa od rentowności w innych krajach, to nie wskazuje to raczej na transferowanie zysków za granicę, choć też tego nie wyklucza. Ponadto inne sieci handlowe nie dokonują aż takiej ekspansji, jak Biedronka, a to prawdopodobnie z tego powodu, że mają faktyczne problemy z osiąganiem zysków (i to nie tylko  w Polsce).

Zamieszczona poniżej grafika[31] pokazuje na kilku przykładach sieci handlowych, że w ich przypadku rentowność kapitału własnego jest co najmniej kilkukrotnie wyższa od rentowności sprzedaży.  Nie tylko w Polsce, ale również w ramach całych grup kapitałowych sieci handlowe osiągają rentowność sprzedaży na poziomie poniżej 4 procent. Jednocześnie te najefektywniejsze, jak Jerónimo Martins (traktowany jako całość) i Walmart, za sprawą wysokiej rotacji kapitału własnego wykazują jego rentowność na całkiem przyzwoitym poziomie ponad 20 procent. Warto też zwrócić uwagę na to, że mimo sporej różnicy pod względem rentowności sprzedaży rentowność kapitału własnego jest w przypadku obu grup niemal identyczna. Wyjątkowo wysoka strata w przypadku grupy Tesco wynika m.in. z rozpoznania utraty wartości nieruchomości i przeprowadzenia restrukturyzacji, a zatem jest raczej zjawiskiem jednorazowym.

Podatek obrotowy

Przedstawiłem powyżej hipotetyczny przykład sklepu XYZ, który mimo relatywnie niskiej rentowności sprzedaży wykazywał wysoką rentowność kapitału własnego. Nie zawsze jest jednak możliwa tak szybka rotacja kapitału własnego. Kiedy rotacja jest niższa, firmy starają się to sobie kompensować wyższą marżą. Załóżmy teraz, że niedaleko sklepu XYZ działa fabryka ABC. Fabryka ABC również nie zakupuje aktywów trwałych. Inwestuje 97 000 zł (kapitał własny) w aktywa obrotowe: kupuje surowce i półprodukty, wynajmuje halę i maszyny, opłaca pracowników. Po pół roku sprzedaje gotowy produkt za 115 000 zł, 18 000 zł wypłaca właścicielom, a za pozostałe 97 000 zł ponawia proces. Po roku jej bilans prezentuje się tak samo jak bilans sklepu XYZ. Również jej zysk będzie taki sam: 36 000 zł (2 razy 18 000 zł). Co z jej przychodami i kosztami? Będą sporo niższe. Przychody wyniosą 230 000 zł, a koszty 194 000 zł. Fabryka ABC ma o wiele większą rentowność sprzedaży, wynoszącą aż 15,7 procent, ale z powodu o wiele mniejszej rotacji kapitału własnego rentowność kapitału własnego fabryki ABC jest taka sama jak sklepu XYZ[32].

Gdyby obie firmy były płatnikami podatku dochodowego, to zapłaciłyby fiskusowi taką samą kwotę. Gdyby jednak wprowadzono podatek obrotowy, to dla każdej z tych firm byłby on inny. Przy 1-procentowym podatku obrotowym sklep XYZ odprowadziłby 12 000 zł, a fabryka ABC 2300 zł. A zatem dla sklepu XYZ podatek obrotowy stanowiłby aż 33,3 procent zysku przed opodatkowaniem, a dla fabryki ABC tylko 6,4 procent.

Widać zatem wyraźnie, że podatek obrotowy uderza głównie w te przedsiębiorstwa, które stosują model polegający na niskiej marży i dużej rotacji. Co więcej, nawet ogromne przychody nie gwarantują osiągnięcia zysku. Firmy ponoszą koszty w nadziei, że uda im się osiągnąć przychody je przekraczające, co nie oznacza, że ten cel osiągną. W przeciwnym razie nie słyszelibyśmy bowiem o bankructwach. Jednak nawet firma ponosząca stratę musiałaby z powodu wykazania przychodów podatek obrotowy zapłacić[33].

Uwagi końcowe

Dla właścicieli nie ma większego znaczenia to, ile zarobią na jednej transakcji, a to, ile zarobią na wszystkich transakcjach w danym okresie. Dlatego to zasadniczo rentowność kapitału własnego jest wskaźnikiem wykorzystywanym do porównywania wyników różnych jednostek. Rentowność sprzedaży czy wskaźnik rotacji mają znaczenie dla zarządu, gdy ten analizuje, w jaki sposób mógłby poprawić wyniki spółki, ale w oderwaniu od siebie nie mówią nam nic o faktycznej sprawności działania danej firmy. I z pewnością nie mogą być wykorzystywane do porównywania działalności firm stosujących różne modele biznesowe ani wyrokowania o ich rocznej rentowności.

Z powodu zasadniczo wysokiej rotacji kapitału własnego roczna rentowności w handlu detalicznym jest zwykle wielokrotnie wyższa od marży (rentowności sprzedaży). Oczywiście nawet po przemnożeniu rentowności sprzedaży przez wskaźnik rotacji kapitału własnego wynik może wciąż być niski. Nie zmienia to faktu, że jedynie kapitałowe wskaźniki rentowności dają nam faktyczny obraz sprawności działania przedsiębiorstw, a przytaczane najczęściej w kontekście batalii przeciw supermarketom wskaźniki rentowności sprzedaży zaciemniają tylko obraz sytuacji.

Powtórzę jeszcze raz: rentowność sprzedaży to nie rentowność roczna, wynika to z definicji i z konstrukcji tego wskaźnika, co oznacza, że nie ma tu miejsca na żadną swobodę interpretacyjną. Fizycy mogą się spierać co do wartości mechaniki kwantowej albo teorii strun, ale nie spierają się co do interpretacji prędkości — z definicji i z konstrukcji wzoru na prędkość wynika, że jest to przebyta droga w jednostce czasu, a nie sama przebyta droga. Również w ekonomii i finansach można się spierać co do znaczenia i wartości różnych teorii i wyjaśnień, a nawet co do użyteczności różnych wskaźników, jednak nie można interpretować tych wskaźników w sposób sprzeczny z ich konstrukcją.

 

[1] Autor jest ekonomistą, tłumaczem literatury ekonomicznej i szefem wydawnictwa Instytutu Misesa.

[2] Czytelników zainteresowanych różnymi problemami związanymi z ogólnie pojętą argumentacją przeciwko supermarketom odsyłam do artykułu Mateusza Benedyka W obronie sklepów wielkopowierzchniowych, opublikowanego na stronie Instytutu Misesa.

[3] Transferowanie zysków polega zasadniczo na sprzedaży spółce-córce przez spółkę-matkę (lub inną spółkę-córkę) towarów i usług (często wydumanych) po zawyżonych cenach po to, by zapłacić podatek dochodowy w kraju, w którym jest niższa stawka. Nie twierdzę, że do takiego procederu wcale nie dochodzi, choć sądzę, że jest o wiele mniej powszechny, niż się uważa. Stawka podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) w Polsce jest niższa niż we Francji, Niemczech, Portugalii i Wielkiej Brytanii, gdzie siedzibę mają spółki-matki dla zagranicznych sieci handlowych w Polsce. O ile spółki-matki nie mają spółek-córek w tzw. rajach podatkowych albo w wymienionych krajach nie otrzymują specjalnych ulg, transferowanie zysków z Polski jest pozbawione dla nich sensu. Ponadto nie oceniam tutaj, czy taki proceder jest moralny, czy też nie.

[4] Zachowana oryginalna pisownia. Na marginesie chciałbym zauważyć, że w 2011 roku zysk netto spółki Bomi był — jak możemy wyczytać z jej sprawozdania (s. 5) — ujemny (czyli spółka Bomi poniosła stratę netto w wysokości 88,998 mln zł, czego nie zauważyli również twórcy tego zestawienia), a zatem jej rentowność była ujemna, a nie dodatnia, i nawiązać tym samym do zagadki postawionej w drugiej części objaśnienia do grafiki: „A teraz zagadka: która z wymienionych spółek ogłosiła bankructwo w zeszłym roku? Odpowiedź: Bomi! Udało się jej wypracować sześciokrotnie większy zysk (12%) niż średnia dla całej grupy, mimo to zostanie wchłonięta przez innych graczy”.

[5] Na marginesie chciałbym zauważyć, że — jak można się dowiedzieć z zalinkowanego zestawienia za 2011 rok — odprowadzony w 2011 roku przez Biedronkę CIT wyniósł 240,78 mln zł, a nie 188 mln zł, jak podano na grafice. Różnica bierze się prawdopodobnie stąd, że autorzy grafiki policzyli CIT nieświadomie od zysku netto (czyli zysku po potrąceniu CIT) podanego tutaj. Podkreślenia wymaga zatem to, że każda firma płaci CIT od „rentowności brutto”, a nie „rentowności netto”.

[6] Skupiam się tutaj na Jerónimo Martins, dlatego że traktuje Polskę jako osobny segment, w przeciwieństwie np. do Tesco przedstawiającego osobne dane dla Europy, w której skład obok Polski wchodzą: Czechy, Irlandia, Słowacja, Turcja i Węgry. Wynika to z tego, że dla Jerónimo Martins Polska jest po prostu najważniejszym segmentem operacyjnym, natomiast dla pozostałych spółek nasz rynek jest tylko jednym z wielu, na których prowadzą działalność. Wybór 2011 roku został podyktowany tym, że tego właśnie roku dotyczą zamieszczone wcześniej grafiki.

[7] Zwrócił też na to uwagę Rafał Hirsch w artykule CIT Biedronki — duży czy mały?, opublikowanym na Obserwatorze finansowym.

[8] Przychody osiągamy w chwili sprzedania towaru lub usługi, nawet jeśli nie otrzymamy od razu pieniędzy. Zatem przychody nie muszą być tożsame z wpływami pieniądza do kasy sprzedawcy.

[9] Analogicznie koszty nie muszą być tożsame z wydatkami. Tyczy się to w szczególności wydatków na aktywa trwałe. Firma, która np. zakupiła za gotówkę maszyny za 1 000 000 zł i przewiduje ich wykorzystanie przez okres 10 lat, nie wykaże całej tej kwoty od razu jako kosztu, a będzie ją amortyzować przez przewidywany okres wykorzystania. Zakładając, że zastosuje liniową metodę amortyzacji i że według przewidywań po okresie amortyzacji maszyny będą miały wartość zerową, roczny odpis amortyzacyjny (stanowiący część kosztów) wyniesie 100 000 zł.

[10] W dwóch poprzednich przypisach zwróciłem uwagę na to, że przychody nie są tożsame z wpływami, a koszty nie są tożsame z wydatkami. By nie komplikować zbytnio analizy, zakładam, że przychody pociągają za sobą odpowiednie wpływy. Należy jednak pamiętać, że zdarza się, iż kontrahent, który kupił towar na kredyt, zbankrutuje przed zrobieniem przelewu.

[11] Z tego powodu, że przepisy prawa podatkowego mogą się różnić od praktyk i przepisów stosowanych przy sporządzaniu sprawozdań finansowych, to zysk podatkowy może się różnić od zysku bilansowego. Nie ma to jednak większego znaczenia dla przedstawionej tutaj argumentacji. Warto zauważyć, że z danych przytoczonych w przypisie 5 wynika, że w 2011 roku zysk podatkowy brutto Biedronki był wyższy od jej zysku bilansowego brutto.

[12] Skonsolidowane sprawozdania finansowe grupy Jerónimo Martins za lata 2010–2014 można pobrać z jej strony internetowej.

[13] Dla uproszczenia pomijam tutaj kwestie reinwestycji zysków, amortyzacji aktywów trwałych, zmian w kapitale własnym czy pojawienia się zobowiązań i należności oraz zakładam, że przychody pociągają za sobą natychmiastowe wpływy, a koszty oznaczają natychmiastowe wydatki, by nie komplikować niepotrzebnie przykładu.

[14] Warto zauważyć, że gdyby sklep XYZ nabył również aktywa trwałe, to jego wskaźnik rotacji kapitału własnego zmniejszyłby się, a gdyby sklep zaciągnął zobowiązania, to ów wskaźnik zwiększyłby się. Nie można zatem utożsamiać wskaźnika rotacji kapitału własnego z liczbą cykli operacyjnych w ciągu roku.

[15] Należy zauważyć, że kiedy rentowność sprzedaży jest ujemna (co się zdarza), wskaźnik rotacji kapitału wyższy od jedności ma taki sam zwielokrotniający wpływ na ujemną rentowność kapitału własnego.

[16] Jeśli wartość kapitału własnego zmienia się na przestrzeni okresu sprawozdawczego, to najlepszym rozwiązaniem jest prawdopodobnie wykorzystanie do wyliczeń jego wartości średniej.

[17] Przedsiębiorstwa podają w sprawozdaniach finansowych różne wskaźniki marżowe i do ich wyliczenia wykorzystują w liczniku wynik przed odliczeniem kosztów operacyjnych, zysk operacyjny przed amortyzacją (EBITDA), zysk operacyjny (EBIT), zysk brutto albo zysk netto. W tym artykule w wyliczeniach podaję rentowności netto sprzedaży (zysk netto podzielony przez przychody).

[18] Rentowność kapitału własnego nie jest jedynym wskaźnikiem kapitałowym wykorzystywanym do oceny rentowności przedsiębiorstwa i posiada pewne wady, gdyż możliwe jest jej „napompowanie” przez wysokie zadłużenie kapitału własnego. Możliwych wskaźników ogólnie rozumianej rentowności kapitału jest wiele. Po pierwsze, różne wielkości można umieścić w liczniku, jak choćby zysk operacyjny (EBIT), zysk operacyjny po opodatkowaniu (NOPAT), zysk brutto, zysk netto albo zysk netto powiększony o odsetki. Po drugie, różne wielkości można umieścić w mianowniku, jak choćby kapitał własny, kapitał całkowity (kapitał własny powiększony o zobowiązania) czy kapitał stały (kapitał całkowity pomniejszony o zobowiązania krótkoterminowe). W zależności od tego, jaki wskaźnik skonstruujemy, możemy otrzymać różny wynik, jednak każdy z nich będzie nas lepiej informował o faktycznej rentowności przedsiębiorstwa w danym okresie od wskaźnika rentowności sprzedaży (również wskaźniki marżowe wylicza się w oparciu o różne wielkości zysku). Ponadto w różnych raportach wskaźniki rentowności mogą być różnie liczone, dlatego należy zwrócić szczególną uwagę na ich definicje przed przystąpieniem do porównywania wielkości pochodzących z różnych źródeł, np. przy wyliczaniu rentowności kapitału całkowitego czasem w liczniku stosuje się zysk netto, a czasem zysk netto powiększony o odsetki (przy czym z tego powodu, że do kapitału całkowity wlicza się również zobowiązania, bardziej miarodajne jest wykorzystanie zysku netto powiększonego o odsetki).

[19] Gwoli ścisłości należy dodać, że można wyróżnić jeszcze wskaźniki liczone od kosztów („narzutowe”). Ich konstrukcja jest jednak analogiczna do konstrukcji wskaźników marżowych.

[20] Z perspektywy stosowanej w fizyce i z mniejszym powodzeniem w ekonomii analizy wymiarowej (zob. Wymiary a ekonomia: niektóre problemy Williama Barnetta II oraz Problemy analizy wymiarowej w ekonomii Witolda Kwaśnickiego) wskaźniki marżowe są wielkościami bezwymiarowymi (zauważmy, że procent jest wielkością bezwymiarową, to po prostu inny sposób prezentacji ułamka o mianowniku 100), a wskaźniki kapitałowe mają wymiar (czas)1. Bierze się to stąd, że przychody, koszty i zyski są strumieniami, a kapitał jest zasobem. Zatem wymiarem przychodów, kosztów i zysków jest (wartość pieniężna)∙(czas)1, mimo że zazwyczaj podaje się je po prostu według wartości pieniężnej. Z kolei wymiarem kapitału jest (wartość pieniężna). W związku z tym w analizowanym przykładzie bardziej poprawne byłoby stwierdzenie, że rentowność sprzedaży sklepu XYZ wynosi 3 procent, a rentowność kapitału własnego 37 procent na rok.

[21] Interesuje nas kolumna „Poland Retail”. Podaję kwoty w euro, ponieważ dostępne jest tylko skonsolidowane sprawozdanie opublikowane przez spółkę-matkę z siedzibą w Portugalii, gdzie obowiązuje euro. Nie ma tutaj potrzeby przeliczania poszczególnych kwot na złotówki, ponieważ interesować nas będą głównie wskaźniki, dla których przeliczyć na złotówki musielibyśmy zarówno licznik, jak i mianownik. Oczywiście taka operacja w żaden sposób nie zmieniłaby wysokości wskaźnika. Ponadto należy zwrócić uwagę, że w sprawozdaniu zostały podane kwoty w tysiącach euro.

[22] Choć nie został podany kapitał własny („Total Equity”) w rozbiciu na segmenty, to można go łatwo wyliczyć, odejmując od całkowitych aktywów („Total Assets”) całkowite zobowiązania („Total Liabilities”).

[23] NOPAT to nie do końca to samo co zysk netto, który jest liczony od zysku operacyjnego pomniejszonego o odsetki i inne koszty finansowe. Jeśli firma ponosi koszty finansowe (w kategoriach netto), to zysk netto jest niższy od NOPAT.

[24] Do wyliczeń mogłem wykorzystać zysk netto podany tutaj. Nie zdecydowałem się na to, gdyż nie znalazłem informacji na temat zysku netto w innych latach, a potrzebowałbym takich danych, by wskaźniki podane w tabeli poniżej były w jak największym stopniu porównywalne. Wartość odpowiednich wskaźników dla 2011 roku wyliczonych w oparciu o zysk netto podaję w przypisach (a dla pozostałych lat w tabeli w nawiasach). Po przeliczeniu na euro według kursu średniego równego 4,12 zł/euro (s. 87) zysk netto w 2011 roku wynosił 240 266 990 euro.

[25] Rentowność sprzedaży wyliczona w oparciu o zysk netto wynosiła niecałe 4,2 procent.

[26] Rentowność kapitału własnego wyliczona w oparciu o zysk netto wynosiła 41,3 procent.

[27] Stawka CIT w Portugalii wynosiła 26,5 procent (s. 105) i to taką stawkę należy wykorzystać do wyliczenia NOPAT dla segmentów portugalskich.

[28] Ze względu na zmiany stosowanych zasad rachunkowości na przestrzeni tych lat wyliczone wskaźniki nie są do końca porównywalne, aczkolwiek należy zaznaczyć, że wspomniane zmiany nie odbiły się znacząco na danych zamieszczonych w sprawozdaniach.

[29] W nawiasach podaję rentowności sprzedaży i kapitału własnego w oparciu o zysk netto. Zysk netto w euro dla 2011 roku wyliczyłem w przypisie 24. Zysk netto dla pozostałych lat oszacowałem w oparciu o założenie, że została zachowana w tych latach proporcja pomiędzy kosztami finansowymi i zyskiem operacyjnym z 2011 roku.

[30] W przypisie 17 wspomniałem, że rentowność kapitału własnego nie jest jedynym wskaźnikiem kapitałowym wykorzystywanym do oceny rentowności przedsiębiorstwa. Najniższą wartość przyjmuje rentowność kapitału całkowitego wyliczona w oparciu o zysk netto: 13,6 procent. Jak jednak zauważyłem w tamtym przypisie, bardziej miarodajne jest wykorzystanie w liczniku zysku netto powiększonego o odsetki (i inne koszty finansowe). W takiej sytuacji rentowność kapitału całkowitego wyniesie 17,4 procent.

[31] Chciałbym podziękować Małgorzacie Wasiak za sporządzenie grafiki.

[32] Gdybyśmy zwracali uwagę tylko na rentowność sprzedaży, to doszlibyśmy do wniosku, że fabryka ABC jest o wiele lepszą inwestycją niż sklep XYZ, mimo że zysk na koniec roku jest w obu firmach taki sam przy takim samym kapitale własnym.

[33] Z podatkiem obrotowym wiążą się również inne problemy. Czytelników zainteresowanych tą problematyką odsyłam np. do artykułu Problemy z podatkiem obrotowym, opublikowanego na Blogu Obywatelskiego Rozwoju.

41 odpowiedzi na „Zieliński: Jaka jest rentowność Biedronki? Na marginesie debaty o podatku obrotowym”

  • Bardzo dobry artykuł. Nie rozumiem dlaczego wielu kuców popiera wyższe opodatkowanie hipermarketów. Tego typu artykuły przydadzą się do przekonywania innych o szkodliwości takiego działania. Liczę na więcej tego typu wpisów w przyszłości.

    • Bo są idiotami i nie rozumieją, że im mniej państwu się uda ukraść pieniędzy, tym lepiej. Do tego nakłada się wypranie mózgu tzw patriotyzmem („oni zamiast NAM, to dają IM”). ukłony

    • Obawiam się, że @kucolibertarianin odnosi się do nieistniejącego problemu. OtÓsz jeżeli ktoś popiera wyższe opodatkowanie np. sieci handlowych to, po prostu, nie jest „kucem”.

      • Niestety obserwuję forum sympatyków KORWiNa i co jakiś czas dostaję raka widząc wpisy jakiś nacjonalistów chcących bronić polskie firmy przed zagranicznym kapitałem. Wielu z nich nie czyta nic o ekonomii i później wierzy w różnego rodzaju mity. Akurat kilka dni temu Ozjasz opublikował wpis w którym sprzeciwiał się dodatkowym opodatkowaniu marketów, co wywołało burzę w komentarzach. Będzie potrzeba ogromu pracy aby wybić ludziom z głów protekcjonistyczne mity.

  • Autor nie odniósł się jednak do sztucznych kosztów ponoszonych przez korporację, tak często przywoływanych przez zwolenników podatku obrotowego jak np. koszty know-how układania towaru na półce

    • Prowadzę mały sklepik spożywczy i uwierz mi, że wiele bym dał za taki know-how. Moim zdaniem to podstawa biznesu.

    • Bo tekst nie jest do końca tym. Jest o tym, że niektórzy zwolennicy podatku obrotowego nie wiedzą co piszą, mówiąc o tym, że niska marża oznacza niską stopę zwrotu. Bo jak widać można mieć niskie marże i wysokie zyski z kapitału.

  • A co z kupowaniem towaru przez zarejestrowane w Polsce spółki córki za pośrednictwem spółek matek zarejestrowanych w rajach podatkowych. W tym wariancie to spółka matka generuje zysk a sp. córka jedzie na minimalnej marży i wykazuje maksymalne koszty. Kolejnym elementem jest odroczony termin płatności za towar od producenta który de fakto kredytuje sieć handlową darmową pożyczką.

  • Wydaje mi się że podatek obrotowy byłby jakby drugim podatkiem vat. Koszt wyprodukowania + marża + podatek obrotowy = cena ostateczna

  • Artykuł bardzo ciekawy, jednakże przykład firmy ABC i XYZ niestety nie trafiony, ponieważ, zwolennicy podatku od przychodów mówią o tym aby go wprowadzić w konkretnej branży, sam zresztą w artykule odnosisz się do tej branży a w twoich przykładach rotacja kapitału własnego w jednej firmie jest miesięczna(sklep) a w drugie półroczna(fabryka) oznacza to, że te firmy funkcjonują w zupełnie innych gałęziach gospodarki i oczywistym jest, że nie mogłyby mieć tej samej stawki podatku przychodowego bo to nie jest podatek dochodowy gdzie rodzaj branży jest nieistotny a jedynie zysk co pozwala na ustalenie jednolitej stawki CIT, poza tym porównywanie wskaźników z dwóch różnych branży jest bardzo niebezpieczne 🙂
    PS. Robert Gwiazdowski powiedział kiedyś ” jeżeli generujesz przychód a nie generujesz zysku to znaczy, że powinieneś zwinąć interes” czyli przychód równa się zysk więc czemu nie opodatkować przychodu, o ile prostsza by była rachunkowość finansowa a w szczególności podatkowa.

    Prawda jest taka, że zagraniczny firmy doją Polskę na przerażająca skalę i jeżeli podatek od przychód ma to powstrzymać a przy okazji spróbować wyrównać szansę na polskim rynku (bo Polskie firmy nie mają gdzie wytransferować zysków czyli płaca CIT, czyli są mniej konkurencyjne) to ja jestem za podatkiem od przychodów.
    A tu pare brutalnych faktów http://parezja.pl/tak-polske-doi-zagraniczny-kapital/

    • 1) Znam takich (np. http://wei.org.pl/blogi-wpis/run,co-mozna-i-co-trzeba-zrobic-z-finansami-publicznymi,page,1,article,1706.html), co chcą podatek obrotowy wprowadzić do wszystkich branż, nie tylko do sklepów wielkopowierzchniowych.
      2) Skąd wiadomo, że „zagraniczny firmy doją Polskę na przerażająca skalę” – rzut oka na bilans płatniczy sugeruje raczej, że przez długie lata napływ inwestycji zagranicznych finansował nam deficyt handlowy, a napływ inwestycji bezpośrednich i portfelowych prawie w każdym roku był większy niż wypłaty dochodów z poprzednich inwestycji.
      3) Raport GFI to dość śmieszna rzecz. Ot, wzięli saldo błędów i opuszczeń z bilansu płatniczego i twierdzą, że to nielegalny odpływ kapitału w 100%. Nawet jeśli przyjąć w całej rozciągłości tę głupią tezę, to ciekawiej robi się przy spojrzeniu na Tabelę 6. z tego raportu (s. 44, całość dostępna tu: http://www.gfintegrity.org/report/2014-global-report-illicit-financial-flows-from-developing-countries-2003-2012/). Otóż autorzy raportu twierdzą, że do Polski nielegalnie (poprzez manipulowanie fakturami w handlu zagranicznym) napłynęło ponad 380 mld dolarów w badanym okresie. Jeśli już wierzyć zatem temu raportowi, to raczej widać, że zagraniczne firmy wszelkimi siłami próbują transferować kapitał do Polski, a jedynie jego 15% (nielegalne odpływy/nielegalne przypływy) potem z Polski umyka. Czyli świetny news generalnie – per saldo napływ ponad 300 mld dolarów.

    • Panie Radosławie, w trakcie jak „wytransferowano” z Polski te 50 miliardów dolarów, to w postaci inwestycji zagranicznych napłynęło oficjalnie ponad 100 miliardów euro. Skończmy więc z tą „kolonialną” mitologią, bo już się robi męcząca. W Polsce płace są jedne z najwyższych w regionie, bo kapitał zagraniczny do Polski NAPŁYWA.

      • To jakim cudem 97% Polskich przedsiębiorstw upadło, bądź zostało sprzedanych i Polska zamiast mieć teraz zaoszczędzone pieniądze nie ma zupełnie nic? Ma tylko dług wynoszący bln złotych, podwojony za rzadów koalicji PO-PSL

        • No sam sobie niech Pan odpowie na pytanie, bo jedno nie wyklucza drugiego.Nie będę się wysilał, skoro Panu się nie chce 🙂 A pytanie nie jest trudne.

    • 1. Przykład służył zobrazowaniu, że rentowność kapitału własnego może być taka sama przy zupełnie różnej rentowności sprzedaży, a zatem wskaźnik rentowności sprzedaży sam w sobie nie mówi nam nic o sprawności działania przedsiębiorstwa. A skoro tak, to niska rentowność sprzedaży niekoniecznie musi świadczyć o “transferach kapitału”, gdyż może po prostu oznaczać inny model stosowany przez firmę. Co ważne, również w jednej branży firmy mogą mieć różną marżę i różną rotację kapitału własnego, a zatem “branżowy” podatek obrotowy może mieć na nie zupełnie różny wpływ.

      2. “Przychód równa się zysk” wtedy i tylko wtedy, gdy koszt jest równy zero (wynika to z definicji przychodu, zysku i kosztu). Przychód jest warunkiem koniecznym osiągnięcia zysku, ale nie jest warunkiem wystarczającym. Ponadto warto zwrócić uwagę na to, co w komentarzu poniżej napisał Łukasz Szostak: jest wiele firm, które ponoszą straty przez kilka lat, oczekując, że uda im się to sobie skompensować w późniejszym okresie.

  • Bardzo dobry tekst. Ciekawe, że trzeba ludziom tłumaczyć taką prostą arytmetykę.

    Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: nawet, gdyby rentowność kapitału kształtowała się na poziomie 2%, nie widzę powodu, żeby być podejrzliwym wobec takiej inwestycji.

    Co więcej, wiele firm bez problemu funkcjonuje przynosząc straty przez wiele lat, skupiając się na zajmowaniu pozycji rynkowej. Wystarczy spojrzeć na pierwszy lepszy startup z San Francisco. Inwestorzy inwestują miliony w kolejnych rundach finansowania spółek, które nie tylko nie przynoszą zysków, ale czasem nawet nie wykazują ŻADNYCH przychodów.

    Osobiście znam prezesów przynajmniej tuzina takich spółek.

    • Słuszna uwaga. Rentowność kapitału własnego byłaby w pełni miarodajnym wskaźnikiem tylko w gospodarce “jednookresowej” (w której firmy ponoszą na początku okresu koszty, a na koniec okresu wszystko sprzedają). Funkcjonujemy jednak w gospodarce “wielookresowej” i przedsiębiorcy często inwestują z myślą o tym, co będzie za kilka lat, a nie kilka miesięcy. Nie chciałem jednak poruszać tutaj tego problemu, by artykuł się zbytnio nie rozrósł.

  • Ale pytanie jest trochę inne. Czy podatek od przychodów osób PRAWNYCH w wysokości do 1% (albo do 2% max) jest mniejszym złem niż obecnie istniejący CIT. Bo takie rozwiązanie proponuje Centrum Adama Smitha i to nie ma być po to, żeby „przywalić wstrętnym sieciom handlowym i korporacjom”, ale żeby uzyskać przychody do budżetu z tytułu prostego i mało szkodliwego podatku.

    Inna kwestia jest taka czy obecnie istniejący podatek CIT nie promuje kapitału zagranicznego względem rodzimego? Jeżeli tak to nie ma równych warunków konkurencji i przez promowanie kapitału zagranicznego wprowadzamy w Polsce neokolonialny model gospodarki.

    • A co ma do tego CIT? Chce Pan zwiększyć przychody budżetowe na tych podmiotach, to proszę podnieść VAT. Przychodowy nie jest do tego potrzebny. Większy VAT będzie tak samo bolesny jak przychodowy, niewielka różnica. Przynajmniej będzie wiadomo, że chodzi o wzrost podatków, a nie jakieś udawanie, że o coś innego.

      • Co do drugiego zdania – Jacek Wilk mówił w którymś programie, że są szacunki, że jedna 18% stawka na wszystkie towary i usługi powinna zrównoważyć cały obecny system PIT+CIT+VAT. Ale Robert Gwiazdowski pisał o wywaleniu całego polskiego systemu do góry nogami i włączeniu emerytur do budżetu przy jednoczesnej likwidacji składek. W tym momencie bardzo wysoki VAT może hamować konsumpcję i przekształcić naszą gospodarkę w gospodarkę eksportową (co może mieć bardzo nieprzyjemne skutki w przypadku kolejnego światowego tąpnięcia) zaś wysoki podatek od funduszu płac będzie generował dużą szarą strefę. Czy w takich warunkach podatek przychodowy nadal nie jest wart rozpatrzenia?

        • No właśnie RG nie pisał o wywaleniu całego systemu, bo chce zostawić VAT (bo UE). A skoro VAT zostaje, to podatek obrotowy to pomysł bezsensu.

          • Nie bardzo wiem, o czym ten artykuł jest. Z jednej strony straszenie wielkimi korporacjami, z drugiej informacja, że „choć liczba firm płatników CIT wzrosła od 2008 r. o prawie jedną trzecią, sięgając 400 tys., a ich przychody niemal się podwoiły (i to w dodatku przy wzroście gospodarczym, który przekroczył 20 proc.), w tym czasie wpływy z tego podatku spadły z 34 do nieco ponad 29 mld zł.” Przecież na tę liczbę 400 tys. składają się wszyscy płatnicy CIT, nie tylko korporacje, ale też drobni przedsiębiorcy, którzy wrzucają sobie w koszty całą albo prawie całą konsumpcję osobistą.
            Najbardziej zastanawia mnie jednak to, kto za tę lukę CIT odpowiada? Korporacje czy wszyscy podatnicy? Zasugerowane jest, że korporacje, ale nie jest to napisane wprost. I skąd te dane? Na stronie Komisji Europejskiej nie żadnych informacji o luce CIT, jest za to sporo o luce VAT. Było co prawda wczoraj seminarium „Polityka fiskalna po zakończeniu procedury nadmiernego deficytu. Rekomendacje Komisji Europejskie” (http://ec.europa.eu/polska/news/150630_rekomendacje_pl.htm), ale z tej krótkiej relacji można wywnioskować, że mówiono tam głównie o VAT. W jednej z prezentacji (http://ec.europa.eu/polska/news/documents/150630_prezentacja.pdf) jest oszacowana luka VAT na 43,4 mld PLN. Dziwna zbieżność liczb czy któryś dziennikarz nie do końca zrozumiał, o co chodzi, dorzucił opinie prof. Gajewskiego z konferencji sprzed ok. dwóch tygodni (http://www.podatki.abc.com.pl/czytaj/-/artykul/budzet-traci-dziesiatki-miliardow-rocznie-przez-unikanie-opodatkowania), polał antykorporacyjnym sosem i podał to dość niestrawne danie czytelnikom? Niektórzy nazywają taką praktykę dziennikarstwem kontrolowanym: „kontrol ce, kontrol fał” 🙂

  • Zenon Klaudiusz Regan Uważam że podatki powinno się wycofywać a nie wprowadzać, ale będąc pod wrażeniem banksterskiego artykułu zadam tylko jedno pytanie:
    – Ile pieniędzy płaci każda z sieci handlowych centrali za granicą „za używanie loga”, za prowadzenie, menagment, konsulting? Bo wszystkie bez wyjątku wymienione są zagraniczne i wszystkie mają jednocyfrowy zysk, ale jednocześnie publiczną tajemnicą jest że wyprowadzają ogromne ilości kapitału za granicę! Kapitału, który nie napędza polskiej gospodarki, tylko niemiecką, francuską, brytyjską czy portugalską. Dlaczego nie ma w porównaniu Piotra i Pawła albo inne polskiej sieci?

    Jestem pewien, że w odpowiedzi na to pytanie zamiast 12 stron słupków i tabel ukrywa się odpowiedź nt.: małej rentowności zagranicznych sieci handlowych!

    PS.: Pokazanie Biedronki na plakacie, która płaci wielokrotnie większe podatki od pozostałych w Polsce jest zastanawiające.
    PS.: Wiecie że Orban na Węgrzech chce wprowadzić prawo, że jeśli sieć handlowa wykaże przez dwa lata stratę to będzie zamknięta (w domyśle chyba zarząd komisaryczny lub syndyk). I z jakim to się protestem tych sieci spotyka, które jak Kaufland od 10 lat mają stratę i żyją???

    • Ależ ja lubię te nieprzemyślane i emocjonalne komentarze zaczynające się od „banksterskiego artykułu”. Panie Zenek, artykuł jest edukacyjny dla tych, co nie rozumieją, że niskie marże mogą oznaczą duże zyski. I to jest ładnie pokazane. Biedra ma wysokie zyski, bardzo wysokie i ciągle się rozrasta mimo małych narzutów. A porównywanie płaconego podatku w stosunku do przychodów robią ekonomiczni ignoranci. Po prostu, porównywanie podatku do przychodu to jeden wielki bezsens.
      PS Kapitał to Polski napływa, a nie odpływa. Znowu rzucanie hasełkami zamiast sprawdzenie twardych danych.
      PS 2 Wie Pan, że „dzięki” rządom Orbana Polska po raz pierwszy w historii stała się krajem bogatszych od Węgier?
      PS 3 Za management i konsulting płaci się bo to jest coś warte

      „jednocześnie publiczną tajemnicą jest że wyprowadzają ogromne ilości kapitału za granicę”

      Sąsiad Panu powiedział? Proszę podać dane, albo przestać powtarzać niesprawdzone informacje.

      • Wyprowadzaja jmd kaze sobie placic za np logo biedronka itp a lista oplat (haraczy) jest dluuuuuuga tak samo jak np korporacji za loga zbiorka na kampanie miedzynarodowe (dzialania miedzynarodowe) a tacy napojowcy musza kupowac np komponenty np koncentrat coli i sterowanie jego cena to sterowanie zyskiem w danym ktaju, oplaty za audyt (niby konieczny ale zawsze mozna robic x4 razy wiecej za x4 kase) sposobow jest wiele np nie stawia sie na swojej dzialce tylko placi sie wynajem a placi sie sobie tj spolce corcei cena wynajmu steruje sie kosztami…. i tak powstaje siec ktorej nikt nie rozplacze…. wiecej komcerny placa za przychory w danym kraju haracz w centralach i taki unilever ktory ma joint venture z jmd w portugalii moze im placic 5% (o 5% taniej sprzedawac towar) ale nie widzimy tego na cenach i marzach w polsce bo bonus wyplacaja w luksemburgu tudziez gdziekolwiek indziej a przy marzach brutto (nawet narzutach) uniilevera (tkw techniczny koszt wytworzenia do ceny sprzedazy) siegajacych x2 x3 (nie wchodza w nic jak nie maja 50%) to MAJA z czego placic wiec rentownosc jest czesto wyzsza tylko widziana na innym poziomie nadzoru

        • Biedronka to najlepsze know-how, jeśli chodzi o dyskonty. Dzięki wiedzy i świetnemu zarządzaniu zdominowali rynek. Taka wielka ekonomiczna wartość kosztuje i jest warta dużych pieniędzy.

    • Piotr i Paweł nie jest spółką giełdową i się swoimi wynikami nie chwali – podaje jedynie kwotę przychodów: http://piotripawel.pl/a/464/materialy-do-pobrania/podsumowanie-roku-2014
      Z polskich marketów jest za to podana ALMA. Eurocash ma większościowego udziałowca cudzoziemca, ale sporo akcji we free-floacie, więc to przypadek mieszany. Różnorodność na wykresie zachowana IMHO.
      Czy ktoś mógłby w końcu podać jakiś konkretny przypadek wyprowadzania przez sieci handlowe zysku z Polski, żeby płacić podatek w kraju spółki-matki, gdzie CIT jest wyższy?
      Bo poszlaki mówią, że raczej wolą tutaj zyski wykazywać:
      „Wartość sprzedaży zagranicznych sieci handlowych wynosiła w ubiegłym roku ok. 220 – 230 mld zł (53 proc. rynku handlu wielkopowierzchniowego, reszta przypadała na polskie sieci handlowe i niezależne firmy, ok. 12 – 15 proc.).
      – Zagraniczne sieci handlowe zapłaciły w 2014 roku ok. 4 mld zł podatku CIT i ok. 5 mld zł PIT. Prawie 24 mld zł pochodziło z VAT. Przeczy to więc tezie, że unikają one płacenia podatków – mówi Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.”
      Te dane wskazują na 2 rzeczy – 1) zagraniczne sieci handlowe dostarczają ponad 10% wpływów z CIT w Polsce (a płacą też inne podatki, np. od nieruchomości) – nie brzmi to jak unikanie podatków w porównaniu do reszty gospodarki. 2) Średnia ok. 2% marża na sprzedaży w porównaniu do danych światowych brzmi rozsądnie – to wręcz więcej niż Auchan i Metro AG (czyli Real, Staurn, Media Markt) wykazują w spółkach-matkach. Czyli 2 przesłanki, że te „publiczne tajemnice” to bzdury.

      • Tak wszelkie oplaty licencyjne…. ale obnizanie cen (poprawa warunku zakupu) przy tych samych cenach sprzedazy = wiekszy zysk. Jednak taka poprawa (bonus od obrotu czyli przychodow) moze byc wykazywana nie w kraju siedzibie tylko w centrali lub na kajmanach. Stad np przy umowach centralnych, miedzynarodowych (z koncernami transnarodowymi) dodatkowe 2-3% wpada na konto na kajmanach. Taki model tym bardziej zacheca do nacisku na przychody bo zyski wyskakuja na innej tabeli gdzies daleko. Przeciez jmd i inni (lidl) maja takie umowy centralne i nawet np pepsi polska nie wie co lidl ma z pepsi world tylko dostaja ceny i produkty ktore maja byc na polkach. To samo unilever w jmd polska dostaje core aso + ceny a reszta (promocje i inne produkty) to juz polska obsluguje. To tak jakbym ja sie umawial ze dostane extra 2% za biznes mojej firmy z inna firma w innym kraju „pod stolem”.

    • „Ile pieniędzy płaci każda z sieci handlowych centrali za granicą „za używanie loga”, za prowadzenie, menagment, konsulting?”

      No właśnie: ile? Rozmawiajmy o danych, skoro artykuł jest o danych. Pomijając to, że usługi niematerialne też mają swoją wartość rynkową.

      „PS.: Pokazanie Biedronki na plakacie, która płaci wielokrotnie większe podatki od pozostałych w Polsce jest zastanawiające.”

      Zastanawiające jest też to, że to chyba jedyna sieć w Polsce, która naprawdę dokonuje ekspansji. Poza tym dla kogoś, kto przeczytał ten tekst ze zrozumieniem, przykład Biedronki jest zbędny. Wystarczyłyby te dwa abstrakcyjne przykłady firm o różnym procesie produkcji/sprzedaży. Przykład Biedronki (czy jakiejkolwiek innej sieci handlowej) to jest dodatek pokazujący ideę obrotu kapitałem na rzeczywistych danych. Ważne jest tylko to, że koszty poniesione kilka razy w ciągu roku sumują się w rachunku zysków i strat.

      „PS.: Wiecie że Orban na Węgrzech chce wprowadzić prawo, że jeśli sieć handlowa wykaże przez dwa lata stratę to będzie zamknięta (w domyśle chyba zarząd komisaryczny lub syndyk).”

      Jeśli tak, to mamy kolejny przykład polityka, który wie lepiej od właścicieli, przedsiębiorców i menedżerów, jak należy prowadzić biznes. Pojawił się już tu komentarz o firmach, które przez lata nie wykazują zysków, gdyż inwestycje planują z myślą o np. dziesięcioleciu, a nie najbliższych trzech miesiącach. I co? Należałoby takie firmy zamknąć? Bo sobie jakiś polityk wymyślił, że to złe? To jak przedsiębiorcy mają myśleć dalekowzrocznie, skoro im się tego zabrania?

  • Dla mnie przykłady firm XYZ i ABC są kompletnie bez sensu gdyż nigdy nie zdarza się żeby jakiekolwiek przedsiębiorstwo czekało na sprzedaż swoich towarów żeby ponownie zrobić zakupy półproduktów itp. Pieniądz jest przecież cały czas w obrocie nie które towary zalegają dłużej w magazynach inne mniej więc przykład moim zadanie jest bardzo zakrzywiający rzeczywistość i nie pokazujący rzeczywistości.

    • Celem abstrakcyjnych przykładów jest ukazanie funkcjonowania jakiegoś mechanizmu w możliwie najprostszej formie, bez wnikania w różne komplikujące go szczegóły i to właśnie uczynił autor, który nawet, by, jak sądzę, zabezpieczyć się przed podobnymi (swoją drogą absurdalnymi) zarzutami, dodał przypis: „Dla uproszczenia pomijam tutaj kwestie reinwestycji zysków, amortyzacji aktywów trwałych, zmian w kapitale własnym czy pojawienia się zobowiązań i należności oraz zakładam, że przychody pociągają za sobą natychmiastowe wpływy, a koszty oznaczają natychmiastowe wydatki, by nie komplikować niepotrzebnie przykładu.” Nierealistyczność takich przykładów nie jest ich wadą, jeśli jest się świadomym, czemu takie przykłady mają służyć. A przykłady w tym tekście służą, jak sądzę, ukazaniu, w jaki sposób wielokrotne wydanie danej sumy (odpowiadającej kapitałowi własnemu) prowadzi do tego, że na koniec roku w sprawozdaniu koszty stanowią wielokrotność kapitału własnego.

      Poza tym naprawdę uważasz, ze żadna firma nie dokonuje wyłącznie transakcji gotówkowych, chociażby z tego powodu, że z racji krótkiej historii rynkowej nie jest w stanie dostać kredytu bankowego albo kupieckiego? To prawda, że z takimi sytuacjami mamy rzadko do czynienia, ale jednak się zdarzają. Już bardziej sensowny byłby zarzut, że zakłada się w przykładach, że firmy ABC i XYZ nie nabywają żadnych aktywów trwałych (z pewnością trudniej znaleźć firmę bez aktywów trwałych niż firmę bez zobowiązań), gdyby nie to, że cel przykładu był, jak mniemam, zupełnie inny.

      Nie bardzo rozumiem, co ma do tego to, że „Pieniądz jest przecież cały czas w obrocie”, tym bardziej, że myślałem, że jednak „pieniądz jest przecież cały czas w czyjejś kieszeni”. Jeśli jednak przez znajdowanie się pieniądza w obrocie rozumiesz to, że przed wydaniem pieniądza, trzeba go posiadać (otrzymawszy go z dowolnego źródła: przychody z działalności firmy, oszczędności, kredyty, dotacje), to przykłady tych dwóch firm nie stoją z tym w żadnej sprzeczności.

  • Słabo mnie interesuje wskaźnik rotacji kapitału.
    Akurat szybkość obracania nim jest w wielkopowierzchniowych marketach spożywczych i w małych sklepikach zbliżona – wymusza to charakter towaru: Żywność.

    Obstaję przy porównaniu stóp zysku. Jeżeli duży sklep jest o rząd wielkości mniej efektywny od małego, to dla mnie znaczy, że gra nieuczciwie i ukrywa/eksportuje zyski aby podatki płacić tam gdzie woli, a nie tu gdzie je wypracował i jest krajowi to winien.
    Żeby taka analiza była rzetelna i porównanie kompletne – powinniśmy znać również stopy zysku małych sklepów.
    A tych tu nie widzę.

    LBNL:
    Interesuje mnie jeszcze wskaźnik [LiczbaEtatów / KwotaRocznaPodatkuDochodowego] czyli jakie są społeczne skutki funkcjonowania jednych i drugich.
    Bo chyba nie chcemy zmonopolizowania handlu przez markety full automat, nawet dla „50% zniżki na wszystko”?

    • Istnieje pewna grupa osób, którą „słabo interesuje” wszystko, co pośrednio bądź bezpośrednio podważa ich wspaniałą i niefalsyfikowalną tezę, że Polska jest neokolonią drenowaną przez obcy kapitał.

      Oczywiście dane dla małych sklepików są niedostępne więc nie można iść porównać. Ale załóżmy, że mielibyśmy do nich dostęp. Czy mały sklep osiągający ROE na poziomie niższym od 35-40% (stopa zysku Biedronki) ukrywa dochody? Nacjonaliści gospodarczy pewnie uznają, że sobie nie radzi w konkurencji ze złymi korporacjami. Ale oni zawsze dopasowują odpowiedź pod z góry obraną tezę.

      Poza tym rotacja kapitału nie jest wcale taka sama (ani podobna) u każdego podmiotu z branży, decyduje o niej chociażby poziom zaangażowania w aktywa trwałe. Osiągnięcie zysku nie jest wcale oczywiste (a wysokiego tym bardziej), nawet dla krwiożerczej korporacji.

      I o czym miałby świadczyć absurdalny wskaźnik „[LiczbaEtatów / KwotaRocznaPodatkuDochodowego]”? Bo na pewno nie o społecznych skutkach.

      • To ja prosze jeszcze o wskaznik zatrudnienia do rotacji kalitalu bo jedyny problem jaki widze dla polski to przesuwanie kapitalu (pkb per capita, estymacja jmd na 2016 50mld) CZYLI agresywne przesuniecie w kierunku gracza o najnizszym zatrudnieniu do obrotu generowanego. Dla firmy super dla rynku pracy… tragedia. Bo to jest przesuniecie bo rynek jest constas rok do roku (a przy emigracji i demografi raczej bedzie spadal i bedzie napedzany inflacja) wiec przesuwamy 50mld przychodow do gracza o najnizszym zatrudnieniu ktory zaopatruje sie u graczy (dostawcow) albo o najnizszym zatrudnieniu (bo taki bedzie spelnial jego wymogi cenowe) albo u chinczykow i do gracza ktory mial 1200 produktow teraz z 2200 produktow (SKU ) w sklepie tj jest zamkniety tzn zamyka rynek (te 50mld) tzn dostep do rynku dla mniejszych przedsiebiorstw lub ogranicza ten dostep do 1-2 akcji w roku gdzie stawia wymagania takie ze malo ktora firma im sprosta a na koniec i tak taka akcja rozwali cene na rynku (zanizy, zdeprecjonuje) to zaczynamy miecproblem z praktykami monopolistycznymi i szantazowaniem firm w szczegolnosci srednich ale wedel i calsberg tez mieli problemy (calsberg wylecial z polek i jest w dupie) to co ma powiedziec maly przedsiebiorca np piekarnia? Nic. Ma termin wypowiedzenia 1 dzien tzw. Na telefon. I to jest ten wasz model ekonomicznie „poprawnej” firmy???? Nie. To jest model bandycki.

        • A na konieniec dostaje sektor msp

        • Płace zależą od produktywności pracowników. Jeśli jest pomysł na wartość ekonomiczna alternatywną niż zatrudnianie w Lidlu i Biedronce, to nic straconego, nikt nie broni. Jeśli produktywność jest wyższa, to oferta pracy w Biedronce tego nie może zmienić.

          • Panie Mateuszu, aż dziwię się, że chce się Panu wchodzić w polemikę z kimś, kto wypluł z siebie tak bezsensowny i niegramatyczny strumień świadomości. Czytam komentarze Ppp trzeci raz i dalej nie wiem, o co mu w ogóle chodzi, a pewnie i on sam tego nie wie.

    • A dlaczego nie? Już mamy „zmonopolizowanie poczty elektronicznej przez full automat” i jakoś nie narzekamy. Wolę to od poczty tradycyjnej.

  • Artykuł naprawdę bardzo dobry. Jedyne drobne uwagi, a właściwie uzupełnienia mogę wnieść do przyczyn ekspansji. Silna pozycja na rynku sieci wielkopowierzchniowych powoduje, że mogą one korzystać z paru innych niezwykle ważnych narzędzi ekonomicznych. Wystarczy zwrócić uwagę na bardzo mocne wykorzystanie krótkookresowego kredytu kupieckiego, za który nie ponosi się opłat. Na podstawie załączonego skonsolidowanego sprawozdania Jerónimo Martins za 2011 rok: o ile zobowiązania mają ok 5 krotny obrót w roku to należności aż 24 krotny obrót. Co to oznacza? Otóż nic innego jak to, że zgodnie z prawem (zapisy w kontraktach dostawców), płatność za towary następuje najczęściej po długim okresie czasu, często nawet po sprzedaniu dostarczonego towaru. Natomiast należności powstałe w wyniku prowadzonej działalności są bardzo małe, nic dziwnego bo transakcje w większości odbywają się za gotówkę lub na kartę płatniczą. W efekcie tego sieci takie mogą wykazać się bardzo atrakcyjną ofertą asortymentową na koszt dostawcy. Takie są prawa rynku. Sklepy małe mają pod tym względem ograniczone możliwości jednak nie słyszałem aby ktokolwiek je stosował, a negocjować mogą bo mamy rynek „konsumenta” (producenci raczej walczą o zbyt produktów).
    Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na podstawowe cele działalności gospodarczej. Tak zysk jest bardzo ważny (szczególnie w długim okresie czasu), jednak znane są przypadki trudności finansowych doprowadzających do upadłości pomimo osiągania zysków. Równie ważne jest utrzymanie płynności finansowej, czyli zdolności do pokrywania zobowiązań. Specyfika sieci handlowych powoduje, że przy standardowym zarządzaniu (bez większych błędów) nie ma z tym problemu. Wynika to głównie z korzystania krótkoterminowego kredytu kupieckiego, o którym wyżej. Oznacza to nic innego jak zwiększenie bezpieczeństwa danego przedsięwzięcia. Innym i chyba najważniejszym celem wielkich firm jest albo raczej powinno być … Stałe powiększanie wartości firmy. Jerónimo Martins za 2011 rok również to realizuje, co prawda mamy załączone dane tylko za lata 2010 – 2011, jednak stwierdzam, że nastąpiło zwiększenie sumy aktywów i pasywów o 7,7%, przy jednoczesnym (co jest niezwykle istotne) zwiększeniu kapitałów własnych 0 ok 25%.

  • Świetny artykuł. Na marginesie: ponad 20 lat temu Peter Drucker uznał skupianie się na wysokich marżach bez uwzględnienia rotacji kapitału za pierwszy z pięciu grzechów śmiertelnych biznesu: http://www.wsj.com/articles/SB10001424052748704204304574544283192325934. Niestety niektórzy polscy biznesmeni opowiadający się za powszechnym podatkiem obrotowym i uznający wysoką marżę za synonim efektywności biznesu (np.Kaźmierczak) muszą się jeszcze sporo nauczyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Prakseologia zajmuje się działaniami jednostek. Dopiero na późniejszym etapie badań pojawiają się w niej zagadnienia związane ze współpracą i działaniem społecznym, które stanowią szczególny przypadek ogólnej kategorii ludzkiego działania. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W październiku wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Robert Ciborowski
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Konrad Floriańczyk
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Michał Gutowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Koper
Pan Wojciech Kukla
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pani Anna Kwiecień
Pan Apolinary Lipski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Adam Mazik
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Konrad Niemotko
Pan Paweł Nowakowski
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Dariusz Ostrowski
Pan Zbigniew Ostrowski
Pani Marzanna Papka
Pan Arkadiusz Konrad Pierowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jacek Rusiecki
Pan Adam Skrodzki
Pan Emil Snużka
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Mikołaj Stempel
Pan Tomasz Szumski
Pan Michał Szymanek
Pan Adam Ślązak
Pan Tomasz Ślusarczyk
Pan Marek Trzaska
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Krzysztof Zuber
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 4 961,16 zł i 1,69 btc . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>