Autor: Anthony de Jasay
Źródło: econlib.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Tłumaczenie artykułu, który pierwotnie został opublikowany w 2006 r., oraz ukazał się w książce „Political Economy, Concisely: Essays on Policy that does not work and Markets that do”, za zgodą „Liberty Fund”.

imigracjaLiberałowie brzydzą się granicami i czują, że ludzie powinni dysponować nie mniejszą swobodą w przemieszczaniu się niż kapitał i dobra na wolnym rynku. Jednak gdy presja wywierana przez biednych chcących dostać się do bogatszych krajów wzrasta, nielegalna imigracja okazuje się politycznie trudna do ukrócenia, liberalny ideał musi zostać oceniony na nowo.

Ubóstwo jest główną zmorą większej części świata, głównie Afryki, znacznej części Azji Południowo-Wschodniej i Centralnej, oraz niektórych obszarów Ameryki Południowej. Za taki stan rzeczy obwinia się różne lokalne czynniki. Powszechną przyczyną są jednakże rządy, które są wprost nikczemne, albo przynajmniej niekompetentne w używaniu władzy, którą zostały obdarzone, bez czynienia szkód. Powszechne remedium jest w drodze, działając na niektórych obszarach — najbardziej widowiskowo w Chinach i Indiach — a w innych wyłaniając się dopiero na horyzoncie. Popularnie nazywa się je „globalizacją”, a w języku ekonomistów spadającymi względnymi kosztami transportu, transakcji i barier handlowych. „Globalizacja” sprzyja stopniowemu wyrównaniu płac, skorygowanych względem produktywności, na całym świecie. Jeśli jakość rządów w tych krajach nie ulegnie pogorszeniu (a w niektórych obserwujemy w istocie nieznaczną poprawę), to podniesienie się biedniejszych dwóch trzecich świata ponad minimum egzystencji będzie kwestią kilku dekad.

Zmniejszenie względnego ubóstwa — co socjologowie nazywają deprywacją relatywną — zdaje się być znacznie trudniejsze, jeśli nie niemożliwe. Demografia dopilnuje, by realny dochód na głowę w ubogiej części świata rósł tylko odrobinę szybciej niż w bogatej części, gdzie miejscowa populacja będzie przeżywać stagnację lub spadek liczebności. W tym samym czasie telewizja i inne media będą dalej naruszać stabilność społeczną, dbając, aby ludzie w biedniejszych regionach świata coraz bardziej patrzyli na swój standard życia przez pryzmat tego, jak żyje bogatsza część świata. Teraz biedni czują się nawet nędzniej pomimo faktu, że materialne warunki ich egzystencji stały się mniej zatrważająco złe.

Skutek tego jest taki, że presja imigracji do baśniowych krain Zachodniej Europy, USA i białych, postbrytyjskich dominiów rośnie i będzie rosnąć prawdopodobnie jeszcze przez kilka dekad. Ekonomiści mogą być skłonni do twierdzenia, że wolny handel będzie służył jako zawór bezpieczeństwa, jako że ludzie nie muszą się przemieszczać, aby poprawić swoją sytuację, gdy dobra i kapitał mogą się przemieszczać swobodnie. Niemniej, jak pokazuje przygnębiająca historia Rundy Doha, handel nie staje się wystarczająco wolny wystarczająco szybko. Przepływ kapitału natomiast nigdy nie będzie wystarczająco szeroki i daleko idący, dopóki rządy Boliwii, Rosji czy Zimbabwe mogą położyć na nim swoje łapska w imię świętej suwerenności narodowej czy sprawiedliwości społecznej.

Co się zmieniło?

Imigracja, oczywiście, nie jest niczym nowym. W czasie wielkich migracji po upadku Rzymu całe ludy przemieszczały się z Azji do Europy, choć nie były to ruchy do zasiedlonych krajów przez określone granice. Od VIII w. odbywał się szeroki strumień przymusowej migracji z centralnej i wschodniej Afryki, gdy arabscy handlarze łapali lub kupowali od wodzów plemiennych mieszkańców tych ziem, aby sprzedać ich w niewolę. Szacuje się, że liczba czarnych Afrykanów przeniesionych na Bliski Wschód do XVII w. (czyli przez ponad tysiąc lat), waha od niespełna 8 do 17 milionów (twierdzi się, że zdecydowana większość męskich niewolników była kastrowana, co wyjaśniałoby, dlaczego niemal nie istnieje czarna mniejszość na ziemiach arabskich). Po XVII w. zapotrzebowanie na niewolników z Karaibów, Brazylii i południa Stanów Zjednoczonych wyparło Bliski Wschód z rynku i handel niewolnikami przeszedł w białe ręce. Do czasu zniesienia handlu niewolnikami (choć nie posiadania niewolników) w 1806 r., od 8 do 10 milionów czarnych Afrykanów została przetransportowana przez Atlantyk.

Od tamtego czasu nastąpiły dwie duże zmiany. Imigracja przestała być przymusowa. Ludzie przenosili się z Europy do Ameryki Północnej i innych ziem z umiarkowanym klimatem z własnej, wolnej woli, przyciągani bodźcami ekonomicznymi. Wstęp do tych krain był nieograniczony. Drugą zasadniczą zmianą, nadchodzącą mniej więcej wraz z II wojną światową, było zamykanie się bram wejściowych do wspomnianych krajów. Imigranci przestali być uznawani za coś naturalnego i jedynie selektywnie wybrani przybysze dostępowali tego przywileju. Coraz więcej migrantów zamieniło się w intruzów, prześlizgujących się przez nieszczelne granice, żyjących i pracujących w nowym kraju bez legalnego statusu. Szacuje się, że w USA mieszka aktualnie od 8 do 12 milionów nielegalnych imigrantów, głównie Latynosów. Nielegalna imigracja w Europie jest bardziej zróżnicowana etnicznie, od czarnej Afryki i Karaibów, przez arabską Afrykę Północną, Pakistan, Bangladesz, Cejlon, Indonezję, po Turcję i Bałkany. W Wielkiej Brytanii mieszka około 570 tysięcy imigrantów, a dane dotyczące Francji wahają się między 200 tysięcy a 400 tysięcy, choć w rzeczywistości liczba ta z pewnością jest większa. Roczny napływ do obu krajów może wynosić nawet około 80 tysięcy nielegalnych imigrantów.

W ogólnym rozrachunku gospodarcze skutki nielegalnej imigracji są prawdopodobnie pozytywne, choć jest to bardzo kontrowersyjny temat w krajach z wysokim wskaźnikiem bezrobocia, takich jak Niemcy, Francja czy Włochy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że bez nielegalnej imigracji z Meksyku, USA nie miałaby tak spektakularnego wzrostu w ostatnich latach (chodzi o lata 2000-2006 — przyp. Tłum). Twierdzenie jakoby nielegalni imigranci kradli pracę białych w Europie pochodzi z ekonomii voodoo. Nielegalna imigracja boli nie z powodów gospodarczych, ale ponieważ jest postrzegana, z głęboką pogardą, jako utrata kontroli przez społeczeństwo przyjmujące nowych przybyszów. Jest to strata która jest z łatwością akceptowana, gdy populacja kolorowej imigracji jest jeszcze mała, staje się jednak przerażająca, gdy skumulowany ciężar dziesięcioleci niekontrolowanej, nielegalnej migracji zaczyna zmieniać etniczny i kulturowy profil kraju. Holandia jest przypuszczalnie najbardziej tolerancyjnym krajem w Europie, ale z 1,7 miliona nie białych mieszkańców, stała się ostatnio bardzo nerwowa w kwestii swojej przyszłości i wprowadziła drakońską — jak na własne standardy — kontrolę imigracji.

Unia Europejska zabudżetowała przeznaczenie 18 miliardów euro w ciągu siedmiu lat, aby pomóc w rozwoju ekonomicznym Afryki (po raz wtóry, rażący przykład zwycięstwa płonnych nadziei nad doświadczeniem) przy jednoczesnym założeniu, że rządy afrykańskie również odegrają rolę w zmniejszeniu napływu nielegalnych imigrantów. Podejmuje się wiele innych inicjatyw, aby wzmocnić kontrolę graniczną, zawęzić legalizację nielegalnych imigrantów i deportować część z nich, celem odstraszenia kolejnych potencjalnych przybyszy. Żadne z tych prób nie wydaje się mieć większego wpływu na ograniczenie napływu niepożądanych osób. Tylko radykalne środki mogłyby powstrzymać tę falę, jednak czegoś takiego obecna europejska opinia publiczna, co dość zrozumiałe, nie będzie w stanie zaakceptować.

Ziemia niczyja czy dom rodzinny?

Liberałowie klasyczni mają złe przeczucia jeśli chodzi o kontrolę nad imigracją, nie wspominając już o jakichkolwiek poważniejszych środkach jej ograniczania. Myśl liberalna zawsze niechętnie odnosiła się do granic i uważała swobodny przepływ osób, nie mniej niż swobodny przepływ dóbr, jako oczywisty imperatyw wolności. Jednocześnie, myśl liberalna traktowała własność prywatną jako nienaruszalną, wolną od roszczeń na podstawie „interesu publicznego” (wyrażającego się w idei „wywłaszczenia na cele publiczne”) i rywalizujących z nimi roszczeń na podstawie „praw człowieka” (realizowanych poprzez redystrybucję dochodu do biednych, którzy posiadają te prawa). Własność prywatna naturalnie implikowała również prywatność i wyłączność domu.

Jeden z nurtów libertariańskiej doktryny utrzymuje, że to właśnie własność prywatna powinna służyć jako jedyny mechanizm kontroli nad imigracją. Imigranci powinni mieć całkowitą swobodę przekraczania granicy — w rzeczy samej, nie powinno być żadnej granicy. Gdy już będą w kraju, powinni mieć swobodę przemieszczania się wszędzie i osiedlania się tak, jakby to była ziemia niczyja, tak długo, jak nie wkraczają na jakąś jej część, która do kogoś należy — do czyjegoś domu lub czyjejś własności jakiegokolwiek rodzaju. Mogą osiedlić się i znaleźć środki utrzymania przez zawieranie umowy o pracę w zamian za pensję, oraz znajdując dach nad głową dzięki wynajmowi. We wszystkich istotnych aspektach życia mogą oni znaleźć to, czego potrzebują, dzięki umowom z istniejącymi właścicielami, a także dzięki wchodzeniu w posiadanie własności i stawaniu się właścicielami. Właściciele z kolei nie sprzeciwialiby się, widząc, że imigranci otrzymują to, co wynika z umów.

Jednakże zupełnie inne stanowisko może zostać obronione na nie mniej czystych liberalnych podstawach. Ponieważ jest zupełnie zgodnie z nakazami wolności i implikowaną przez nie ideą własności prywatnej, aby postrzegać kraj wcale nie jako ziemię niczyją, a jako przedłużenie domu. Prywatność oraz prawo do wykluczenia ze swojego kraju obcych jest niewiele mniej oczywistym atrybutem wolności, niż ma to miejsce w przypadku prywatnego domu. Infrastruktura, wyposażenie, porządek publiczny kraju został zbudowany przez pokolenia jego mieszkańców. Te rzeczy mają wartość, która należy do ich twórców i ich spadkobierców, i to oni bez wątpienia mają swobodę decydowania o dzieleniu się nimi z imigrantami, którzy w kraju swego pochodzenia nie mają tak dobrej infrastruktury, wyposażenia lub porządku publicznego. Ci, którzy twierdzą, że w imię wolności muszą dopuścić wszystkich potencjalnych imigrantów do korzystania z tych dobrodziejstw nie są zatem liberałami, ale socjalistami, którzy wyznają egalitarną zasadę współdzielenia na międzynarodową skalę.

 

Jest to pierwszy z cyklu artykułów, które przedstawiają stan dyskusji na temat imigracji wśród teoretyków libertarianizmu. Kolejne można przeczytać tutaj i tutaj.

9 odpowiedzi na „Jasay: Imigracja – jakie jest liberalne stanowisko?”

  • Moim zdaniem sedno problemu z imigrantami dotyczy kwestii po co tu jadą ? Niewątpliwie spora większość właśnie po zasiłki. Trzeba zlikwidować ten niegodziwy i niesprawiedliwy przywilej. Wtedy wiedzieli by, że nic nie dostaną i albo będą pracować, albo wyjadą do Francji, Holandii, Niemiec czy W. Brytanii po darmową kasę. Nic za darmo.

  • Najlepsze jest zmodyfikowane podejście Hoppe’a do imigracji. Imigrant powinien otrzymać zaproszenie od „posesjonata” w danym kraju, a w danym kraju być dłużej niż 3 miesiące. Grono „posesjonatów” może być ograniczone do obywateli i osób które mieszkają w danym państwie przynajmniej 10 lat. Możliwe, że „posesjonat” musiał w jakiś sposób odpowiadać za imigranta. Tak, aby zaproszony nie okazywał się później kryminalistą, terrorystą itd. Ale te umiarkowanie ostre zasady powinny dotyczyć dla osób spoza pewnego kręgu kulturowego. Myślę, że imigracja wewnątrz Europy (nawet dodając do UE Rosję, Ukrainę i Białoruś) problemów wielkich nie tworzy.
    Nie powinno być żadnych zasiłków, dodatków do mieszkań imigrantów, a w przypadku zmuszenia do płacenia różnych składek dot. ubezpieczeń zdrowotnych (które należy znieść, ale niestety istnieją….) powinni je w wysokości osoby średnio zarabiającej, gdyż często biedni imigranci nadwyrężają opiekę zdrowotną, bowiem: mogą korzystać z niej więcej niż inni oraz przy swoich małych zarobkach nie wprowadzają odpowiedniej kwoty do systemu. I w przypadku często bardzo chorych osób, np. AIDS, rozsądne, aby składka była ustalana indywidualnie.

  • Rothbard w jednym ze swych ostatnich tekstow (w ktorym nota bene zmienil zdanie na temat otwartych granic) napisał, że w idealnym anarchokapitalizmie nie ma czegos takiego jak otwarte granice i swobodny przeplyw imigrantow, gdyz wszystko jest prywatne i to „Pan” wlasnosci ostatecznie decyduje kto moze a kto nie moze partycypowac w jego dorobku. Mysle, że to ostatecznie zaorało bol dupczenie pseudo-libertarian, ktorzy tak ochoczo opowiadają sie za otwarciem granic nie liczac sie zupelnie z tym, że dana spolecznosc lokalna moze sobie po prostu nie zyczyc pewnych grup etnicznych na ich kolektywnej wlasnosci. Jakim prawem jakiś pseudo-wolnosciowy dupek ma decydowac o tym kto moze przebywac na wlasnosci kolektywnej skoro nie jest mieszkancem takiej wlasnosci? (np. gmina, ktora wolą mieszkancow zdecydowala sie nie wpuszczac na przestrzen wspolną muzlumanow!)
    Tak wiec ci wszyscy pseudo-libertarianie to zwyczajni lewicowi egalitarysci, ktorzy do tego pomagają anty-wolnosciowym ludom naplywac na nasze ziemie, co jeszcze bardziej wzmacniac socjalizm. A skutki praktyczne takiego myslenia sa tragiczne dla mysli wolnosciowej. Przykladowo USA traci duch wolnosciowy wlasnie przez naplyw ludow z poludnia, toz to tak oczywiste, że aż dziw bierze, że wielu wolnosciowcow tego nie chce dostrzec.

    • @greg45 – a dlaczego nie otwarte granice? Nie musisz nikomu wynajmować czy odsprzedawać swojego miejsca (mieszkania, ziemi, cokolwiek). Nie musi też tego robić nikt z twojego kolektywu. Możecie sobie robić co chcecie. Przynajmniej w libertariańskim świecie. Natomiast z jakiej racji kolektywna decyzja gminy ma mi zabronić komukolwiek dysponowania swoją własnością? Jeżeli ktoś chciałby wynająć muzułmaninowi swoje mieszkanie to chyba tylko jego sprawa? Stawianie kolektywu (społeczności, komuny, narodu, rasy czy jakiejkolwiek zbiorowości) ponad jednostkę to domena wszelkiej maści socjalistów.

      • „Jeżeli ktoś chciałby wynająć muzułmaninowi swoje mieszkanie to chyba tylko jego sprawa?”
        Jego sprawa bylo by tylko i wylacznie jesli mieszkal by na wyspie stanowiacej jego wlasnoc. Jesli mieszka w jakiejs spolecznosci i ma sassiadow musi uwzglednic ze mieszkajac na terenie wspodzielonym to jego „najemcy” musza sila rzeczy korzystac z odbr wspoldzielonych jak drogi, systemy sanitarne czy zdrowotne i pojawia sie pytanie czy tacy najemcy wnosza „rowna” oplate za korzystanie z tych dobrodziejstw a jesli nie wnosza czy „landlord” z wlasnych „zyskow im to rekompensuje bo jesli nie to znaczy ze ich najzwyczjaniej okrada.. koniec kropka.

    • Zniesienie granic w historii dziejów (np. zjednoczenie Niemiec czy Włoch, jednolity rynek UE, etc.) zawsze powodowało potężny boom gospodarczy, jako że znoszono jednocześnie wiele barier handlowych – swobodny przepływ kapitału, dóbr i siły roboczej zawsze wychodzi na dobre wyszystkim stronom. Teoria ekonomii to potwierdza i praktyka ekonomii to potwierdza. Istnieje zatem silny argument utylitarny za otwartymi granicami. (I w związku z tym nie nazywałbym wszystkich utylitarnych zwolenników otwartych granic pseudo-wolnościowcami. Dla przykładu nie wydają mi się pseudolibertarianami Bryan Caplan, Michael Huemer, Donald Boudreaux, Alex Nowrasteh, Walter Block, Ken Schoolland, Will Wilkinson, David R. Henderson…)

      Granice obecnie czy tego chcemy czy nie, są kontrolowane przez rząd, a więc anarchista ma w takim wypadku dwa wyjścia: kontestowanie państwowych granic lub pójście na jakiś kompromis, jeśli życzyłby sobie pewnej kontroli granicznej. Jakby sprawa wyglądała w społeczeństwie własność prywatnej możemy tyllko zgadywać. Jednak zgadzam się, że istnieje argument moralny na rzecz ograniczenia imigracji – własność państwowa powstała z opodatkowania mieszkańców danego państwa, więc ci którzy płącili te podatki mogą być uznani za prawowitych właścicieli tych rzeczy. Jeśli więc własność ta jest używana niezgodnie z ich życzeniem, mają oni moralne prawo protestować. Państwowa kontrola nad tą właśnością rodzi oczywiście szereg konfliktów – co gdy połowa społeczeństwa jest za otwartymi granicami, a druga połowa przeciwko? Która połowa ma prawo narzucić której swoją opinię? Własność państwowa zawsze i wszędzie będzie prowadziła do takich problemów.

      Nie da się natomiast bronić granic w zgodzie z liberalizmem/libertarianizmem na gruncie roszczeń nacjonalistycznych – Polska dla Polaków, etc. Nacjonalizm, tak jak socjalizm, to zawsze próba podporządkowania decyzjom części społeczeństwa wszystkim jego członkom. Dlatego obie ideologie mają tak długą tradycję przekładania państwa nad jednostkę.

  • Problem imigracji ma wiele twarzy. Jedna, gdy imigrant jedzie po pracę i lepszy standard życia. Druga, gdy jedzie, bo prawo danego kraju jemu sprzyja, np. socjalna Europa Zachodnia. Trzecia, gdy nie liczy ani na pracę, ani na zasiłek – jedzie, bo łatwo żyć z nadużywania prawa i łamania prawa, np. azjatyckie gangi pedofili – temat tabu w UK (najwiecej o tym pisze The Daily Telegraph). Jeżeli w liberalnym państwie prawa wolność zalezy od jakości i egzekwowania prawa to w Europie mamy problem. Przykład – Polak zostanie dilerem zioła w UK, złapany idzie do paki i po paru miesiacach wykopany z UK do Polski bez prawa wjazdu do UK. Z imigrantami innej nacji jest problem, któremu na imię polityczna poprawność. Stąd w UK teraz zamkaja sie przed wjazdem nielegalnych imigrantow. Druga to np. nadanie obywatelstwa wiaze sie z wieloma obowiazkami, ktore nawet jesli sa łamane to wyegzekwoawnie ich jest cięzki lub niemozliwe (vide brytyjscy obywatele walczacy po stronie ISIS). Problemow mozna podac wiele, a rzady niestety je jeszcze bardziej komplikuja…

    • Tu nie chodzi o nacjonalizm. Jak żyć z ludzmi, którzy nie tylko się nie integrują, ale również wyznają „moralność Kaliego”. Dodatkowo są uważani za święte krowy, bo prawo i państwo jest zawsze po ich stronie, a oni z tego czerpią garsciami. Też mi się nie chciało wierzyć! Widziałem wystarczająco wiele w UK, aby powiedzieć, że różnice kulturalne, cywilizacyjne są tak olbrzymie a o tarciach, albo się gorączkuja tzw. „szowniści” albo się milczy. Proszę o zrozumienie. Jeżeli przez granicę dostają się głownie młodzi męzczyźni muzułmanie, ktorzy nigdy w życiu nie pracowali, są niewyedukowani i sa nielegalni, to co oni będą robić w Europie? Pracować? Integrować się? Cieszyć się wolnością? Oni nas nienawidzą i nie będą z nami dyskutować, no chyba że w grę chodzi o przespanie się z „naiwnią białą dziewczyną w koszulce multikulti”. Nie chodzi o to, że wszyscy tacy są, aby nam od razu głowy ucinać, ale niestety oni mają wartości europejskie głeboko w d…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Ludzie zwalczają standard złota, ponieważ wolny handel chcą zastąpić narodową autarkią, pokój wojną, swobody polityczne totalitarną wszechwładzą rządu. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Szydełko
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 2 883,33 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>