Autor: Jakub Bożydar Wiśniewski
Wersja PDF, EPUB, MOBI

stabilnościKrytyka libertarianizmu odbywa się na rożnych poziomach intelektualnych. Ci, których wiedza na jego temat jest bardzo niewielka, krytykują go na ogół przy użyciu nieprzemyślanych sloganów („nieregulowany rynek prowadzi do wyzysku pracowników”, „potrzebna jest kontrola cen, aby zwalczać spekulację”, „kto jak nie państwo wybuduje drogi?” itp.), które po tysiąckroć były już obalane w najbardziej podstawowej literaturze przedmiotu, więc nie wymagają dalszego komentarza.

Innych krytycznych argumentów używają natomiast ci, którzy posiadają pewną wiedzę na temat libertarianizmu, a nawet z nim sympatyzują, wydaje im się jednak, że są w stanie zrównoważyć nadmierne w ich ocenie ambicje tejże filozofii społecznej odpowiednią dozą „realizmu”, „praktyczności”, „kompromisowości” itp. Tego rodzaju krytyce poświęcono w stosownej literaturze nieco mniej miejsca.

Jednym z najbardziej popularnych argumentów tego drugiego typu jest ten głoszący, iż istnienie państw, czyli monopolistycznych aparatów przemocy, jest złem, ale jest niestety złem koniecznym, gdyż stan libertariańskiej anarchii musi doprowadzić do konfliktu o władzę pomiędzy lokalnymi zbrojnymi gangami lub też do przejęcia władzy przez zewnętrznego agresora — najczęściej w postaci innego państwa.

Zajmijmy się po kolei obydwoma członami powyższej konkluzji.

Skupiając się na początku na pierwszym z nich, należy zauważyć, iż uważający, że stan libertariańskiej anarchii musi doprowadzić do konfliktu o władzę pomiędzy lokalnymi zbrojnymi gangami, popełniają błąd traktowania libertariańskiej anarchii jako „bezpaństwowego etatyzmu”, tzn. sytuacji, w której terytorialny monopol przemocy znika, ale wszystko inne, włącznie z mentalnością, która legitymizuje jego istnienie, pozostaje bez zmian.

Praktycznie każdy teoretyk libertariańskiego anarchizmu twierdzi natomiast, że skuteczne i trwałe zniknięcie terytorialnych monopoli przemocy i wszystkich powiązanych z nimi szkodliwych zjawisk może nastąpić wyłącznie wtedy, gdy etatyzm — światopogląd legitymizujący, a często wręcz gloryfikujący istnienie tychże monopoli — stanie się wystarczająco niepopularny.

Warto wyobrazić sobie „abolicję bez abolicjonizmu” jako analogiczny scenariusz, w ramach którego obalenie dotychczasowych posiadaczy niewolników natychmiast skutkuje pojawieniem się kandydatów na ich następców, konkurujących między sobą o kontrolę nad świeżo uwolnionymi byłymi niewolnikami. Następnie warto zastanowić się, czym ten scenariusz różni się od tego, który miał miejsce w historii — tzn. od tego, w ramach którego szeroko rozpowszechniona akceptacja dla abolicjonizmu została słusznie uznana za warunek konieczny skutecznego i trwałego zniesienia niewolnictwa.

Podsumowując, teoretycy libertariańskiego anarchizmu zdają sobie w pełni sprawę z przyrodzonej niestabilności bezpaństwowego etatyzmu (zwanego również „upadłą państwowością”), ale jednocześnie są oni jedynymi osobami świadomymi faktu, iż bezpaństwowy libertarianizm (antyetatyzm) jest stanem rzeczy jakościowo całkowicie odmiennym, zwłaszcza pod względem stabilności.

Przechodząc do drugiego członu zarysowanej we wstępie konkluzji, skupmy się teraz na sugestii, iż tym, co świadczy o niemożliwości funkcjonowania w dłuższej perspektywie społeczeństwa dobrowolnego czy też libertariańskiego (tzn. wolnego od kontroli ze strony jakiegokolwiek monopolistycznego aparatu przemocy) jest rzekomy fakt, że społeczeństwo takie szybko ulegnie armiom sąsiadujących monopolistycznych aparatów przemocy. Istnieje jednak cały szereg powodów, dla których wcale nie musiałoby się tak stać:

  1. Pojawienie się społeczeństwa dobrowolnego, wraz ze wszystkimi jego dobrodziejstwami, ma szansę na podłamanie ideologicznego poparcia dla pozostałych istniejących monopolistycznych aparatów przemocy. A jako że w ostatecznym rozrachunku trwają one przede wszystkim dzięki ideologicznemu poparciu większości społeczeństwa, osłabienie tegoż poparcia znacznie zmniejsza ich możliwości manewru, zwłaszcza w zakresie dokonywania operacji zbrojnych.
  2. Standardowe argumenty ekonomiczne sugerują, że każde społeczeństwo dobrowolne byłoby (lub też szybko stałoby się) społeczeństwem bardzo zamożnym i gospodarczo zaawansowanym. W związku z tym byłoby ono bardzo atrakcyjnym partnerem handlowym. Zbrojny najazd na nie, a tym samym zniszczenie jego unikatowej kultury i instytucjonalnej infrastruktury, całkowicie zlikwidowałoby tę atrakcyjność. Ponadto nawet jeśli tego rodzaju społeczeństwo znajdowałoby się w sąsiedztwie państwa ogarniętego na tyle prymitywną, wojenną ideologią, że jego rządowi nie zależałoby na korzyściach handlowych, nietrudno sobie wyobrazić, iż członkom rzeczonego społeczeństwa łatwo byłoby wejść w sojusze militarne z rządami państw, którym na owych korzyściach by zależało.
  3. Społeczeństwo dobrowolne z definicji pozbawione byłoby struktur władzy, które mógłby przejąć ewentualny agresor. Tym samym kontrola takiego społeczeństwa przez ewentualnego zwycięskiego agresora byłaby bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa, a w każdym razie wysoce nieopłacalna.
  4. Jako że standardowe argumenty ekonomiczne sugerują, że każde społeczeństwo dobrowolne byłoby (lub też szybko stałoby się) społeczeństwem bardzo zamożnym i gospodarczo zaawansowanym, łatwo sobie wyobrazić, że chroniące jego członków prywatne agencje ochrony dysponowałyby skuteczniejszym arsenałem obronnym niż armia wrogiego monopolistycznego aparatu przemocy. Ponadto prawdopodobnym jest, iż dobrze uzbrojona byłaby znaczna część indywidualnych członków takiego społeczeństwa, co w połączeniu z ich lepszą od najeźdźcy znajomością zamieszkiwanego przez siebie terytorium mogłoby z nich uczynić trudne i kosztowne do pokonania oddziały partyzanckie.
  5. I wreszcie, opisywany tu argument można odnieść nie tylko do społeczeństwa dobrowolnego sąsiadującego z terytorium opanowanym przez potężny monopolistyczny aparat przemocy, ale też do dowolnego państwa sąsiadującego z państwem militarnie znacznie silniejszym. Innymi słowy, zgodnie z tym argumentem w dłuższej perspektywie nie mogłoby przetrwać nie tylko jakiekolwiek społeczeństwo dobrowolne, ale też jakiekolwiek stosunkowo małe i militarnie nieznaczące państwo sąsiadujące z państwem znacznie większym i militarnie znaczniejszym, że nie wspomnieć o mikropaństwach takich jak Liechtenstein, Monako, Andora, Hong Kong, czy San Marino. Jeśli argument ten miałby być prawdziwy, to cały świat znajdowałby się pod kontrolą monopolistycznych aparatów przemocy o mniej więcej równej sile militarnej, co oczywiście nie ma dziś miejsca.

Podsumowując, społeczeństwo dobrowolne jest oczywiście z definicji społeczeństwem pokoju i współpracy, ale w żaden sposób nie wynika z tego, że nie jest ono w stanie zorganizować skutecznej obrony przed zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi agresorami. Przeciwnie, jego nieodrodne cechy ekonomiczne i kulturowe sugerują, że ma ono szansę stać się na tym polu skuteczniejsze niż dowolny monopolistyczny aparat przemocy.

14 odpowiedzi na „Wiśniewski: Kilka uwag o stabilności libertariańskiej anarchii i możliwościach obronnych dobrowolnego społeczeństwa”

  • Usiłuję znaleźć jakieś historyczne analogie społeczeństwa libertariańskiego. Może plemiona obu Ameryk lub Afryki? Jakoś nie były atrakcyjniejsze ekonomicznie, a ich agencje obrony – silniejsze – od zorganizowanych w „aparaty przemocy” sąsiadów i jedni ulegli Aztekom, Majom i innym, drudzy utracili swoje terytoria na rzecz USA i Kanady, Egipcjanie nie robili wielkich podbojów terytorialnych prawdopodobnie głównie z przyczyn religijnych (daleko od własnych świątyń nie można było zmumifikować poległych, więc żołnierze obawiali się utraty życia wiecznego), ale kiedy przyszli biali, ich państwa szybko pozajmowały kolejne kawałki kontynentu i podporządkowały sobie tubylców. Prusowie i Jaćwingowie także ulegli państwu zakonnemu, nie na odwrót. Kiedy zaś zdarzenia miały charakter przeciwny i ludy żyjące w wolności zajmowały państwa, to raczej przejmowały struktury aparatu przemocy, niż wprowadzały akap (np. barbarzyńcy podbiwszy Cesarstwo Rzymskie).
    Polska w swojej historii poszła w kierunku minimalizacji państwa i maksymalizacji wolności dla obywateli i skończyła rozszarpana przez sąsiadów – silnie upaństwowionych.
    Sądzę, że w ;libertariańskich teoriach nie uwzględnia się prawidłowo czynnika ludzkiego. Coś umyka identyfikacji i fałszuje opis świata, jak „ciemna materia” w fizyce.

    • „Polska w swojej historii poszła w kierunku minimalizacji państwa i maksymalizacji wolności dla obywateli i skończyła rozszarpana przez sąsiadów – silnie upaństwowionych.”

      Nie wiem jak bardzo bym się starał, nie jestem wstanie pańszczyzny określić mianem „maksymalizacji wolności obywatela” 🙂

      Jak można wyczytać na https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%84szczyzna_w_Polsce , skutkami pańszczyzny były:
      * Zdecydowane obniżenie efektywności pracy chłopów (nie zależało im bowiem na odpracowywaniu ziemi, której zbiory i tak nie były dla nich. Stąd gospodarstwa krajowe były o wiele mniej dochodowe w stosunku do zachodnich).
      * Uzależnienie chłopa od dworu.
      *Migracja chłopów na tereny słabo zaludnione w ucieczce przed wyzyskiem (powstawanie skupisk ludności wolnej szczególnie na Ukrainie – patrz: Kozacy).

      Wiec to raczej brak wolności (dla chłopów) przyczyniał się do osłabienia rozwoju gospodarczego i w konsekwencji do słabości państwa jako takiego.

  • Ten krótki tekst porusza najistotniejszy dla mnie problem z teorią anarcho-kap, ale jest nieprzekonujący, a autor w swoich rozważaniach – niestaranny.

    Część pierwsza – jeżeli akap możliwy jest tylko przy zmianie mentalności wszystkich członków społeczności, jak możliwe jest zrealizowanie tej zmiany bez naruszenia aksjomatu nieagresji? Jak zmusić, czy nawet skłonić wszystkich do zmiany mentalności?

    Część druga –
    ad 1: jest dokładnie odwrotnie, ta potencjalna zaraźliwość zmiany mentalności skłania państwa ościenne do agresji – vide wojna w obronie Rewolucji Francuskiej, wojny napoleońskie;
    ad 2: jest dokładnie odwrotnie, bogactwo sprawia, że społeczność zdecentralizowana jest łakomym kąskiem. Nie trzeba grabić całej gospodarki, wystarczy ją opodatkować na tyle nisko by nie całkiem zdusić przedsiębiorczość
    ad 3: kopiuje się rozwiązania swoje na gruncie obcym. W mniejszej skali vide – wprowadzenie administracji pruskiej i rosyjskiej w PL po zaborach;
    ad 4: autor nie ma pojęcia o współczesnej organizacji sił zbrojnych i środkach rozpoznania. Partyzanci znaliby swój teren gorzej niż obcy, wykorzystujący najbardziej wyrafinowany sprzęt – wykorzystujący go, bo ich państwo zdarło nań środki ze swoich obywateli; prywatne agencje ochrony, które byłyby na tyle silne by stawić opór najeźdzcy byľyby zagrożeniem dla społeczeństwa wolnościowego;
    ad 5: czy autor ma jakiekolwiek pojęcie o historii, geopolityce i teorii stosunków międzynarodowych?

    Doradzałbym mniej udawania Rothbaarda i obwoływania soe papieżami polskiego libertarianizmu, a więcej wszechstronnej lektury.

    • Teksty w stylu „obwoływanie się papieżem polskiego libertarianizmu” są zbędne i niekulturalne.

      • To akurat cytat. Naprawdę gdzieś (na szczęście nie na Misesie) ostatnio czytałem o panu Sierpińskim jako o „papieżu polskiego libertarianizmu”, a o panu Wiśniewskim jako o „najwybitniejszym polskim libertarianinie”.
        Ale masz rację, złośliwości należą się autorom tamtych słów, a nie p. Wiśniewskiemu. Proszę wybaczyć!

    • „Część pierwsza – jeżeli akap możliwy jest tylko przy zmianie mentalności wszystkich członków społeczności, jak możliwe jest zrealizowanie tej zmiany bez naruszenia aksjomatu nieagresji?”
      Niczego takiego nie ma w artykule. Jest to zapewne spora nadinterpretacja fragmentu, w którym autor twierdzi, że: „światopogląd legitymizujący, a często wręcz gloryfikujący istnienie tychże monopoli” musi się stać „wystarczająco niepopularny”.
      Chyba trudno się z tym nie zgodzić – przy czym nie da się dla wszystkich możliwych sytuacji sprecyzować, co oznacza „wystarczająco niepopularny”, ale na pewno nie oznacza to konieczności zmiany mentalności „wszystkich członków społeczności”.

      ad. 1: może skłaniać państwa ościenne do agresji, co nie znaczy, że agresorom się uda – artykuł mówi o tym, jakie są możliwości obrony przed ewentualną napaścią, wcale nie twierdząc, że na pewno nie znajdą się chętni, by się takiej napaści dopuścić.

      ad. 2: przed opodatkowaniem można się bronić tak, jak przed innymi rodzajami agresji, więc argument nie odnosi się wcale do punktu 2. artykułu. Zamiast tego, na konkretny pomysł, jak się bronić (podany pod koniec punktu 2.), pada zarzut, który można streścić w ten sposób: „ale ktoś może cię chcieć zaatakować”.

      ad. 3: czy Polska przed zaborami była społeczeństwem całkowicie dobrowolnym? Jeśli nie, to argument zdecydowanie nietrafiony. Przecież zaborcy przejęli istniejące mennice, bijące przed zaborami zmonopolizowaną przez państwo walutę – a to tylko jeden z przykładów – pierwszy z brzegu, bo akurat jestem po lekturze książki Jakuba Wozinskiego „Historia pisana pieniądzem”.

      ad. 4: „Prywatne agencje ochrony, które byłyby na tyle silne by stawić opór najeźdźcy byłyby zagrożeniem dla społeczeństwa wolnościowego”.
      Argument odpierany wielokrotnie. Dość powiedzieć, że rozproszenie ich sił, dobrowolne finansowanie ich przez klientów (a co za tym idzie większa elastyczność w odebraniu tego finansowania w przypadku niewywiązania się z umów i zorganizowania sobie obrony przed nią) oraz większa świadomość i możliwości obronne samych klientów bardzo utrudniają im realizację nieuczciwych planów i czynią opłacalność tego typu posunięć bardzo wątpliwą.
      Porównanie do możliwości zniewalania, jakimi dysponują monopolistyczne rządowe siły (szczególnie te, które mogą w razie potrzeby liczyć na dofinansowanie w zmonopolizowanej przez państwo walucie) jest chyba zbędne.

    • @P.Henry:
      Zmiana mentalności społeczeństwa może zostać dokonana dzięki edukacji, zasiewania idei, pracy u podstaw, czy – nazywając to brutalnie – propagandzie. Oczywiście zawsze pozostanie wąska grupa ludzi, którzy nigdy nie zaakceptują idei wolności i libertarianizmu – to głównie osoby preferujące (za Oppenheimerem) metody polityczne pozyskiwania środków do życia – czyli grabież (opodatkowanie). Ta wąska kasta polityków i biurokratów – czyli rabusiów – być może w ostatniej fazie dekonstrukcji państwa, będzie musiała zostać obalona siłą. Nie ma tu jednak mowy o żadnym „łamaniu NAP” gdyż ci rabusie są agresorami, a ich obalenie jest obronią przed rabunkiem z ich strony, a nie atakiem.

      część 2:

      ad1: tak, ale tylko do momentu aż społeczeństwo ościennego kraju będzie popierało takie działania swojego agresywnego rządu. Problem takiego rzadu polega na tym, że nie bardzo jest komu wypowiedzieć wojnę: wyślą wojsko aby pokonać libertariańskich podcasterów publikujących filmiki na youtube oglądane przez ich obywateli? czy może poślą lotniskowce aby zaatakować agorystyczne targowiska i prywatne fabryki nie angażujące sie w żadne działania agresywne?

      ad 2: autor odpowiedział na ten argument sugerując że inne państwa – bardziej cywilizowane – mogą miec wiekszy interes w obronie takiej enklawy bogatej przed agresją dzikiego kraju chcącego ją podbić.

      ad 3: bardzo cieżko rzadzić krajem zamieszkanym przez ludzi odrzucających sama koncepocje urzędnika i rządu, administracja pruska nie trafiła na pustke na społeczeństwo antypolityczne. Nie jest to problem nie do przejścia dla najeźdźcy, ale znaczaco zmniejsza korzyści z najazdu.

      ad 4: mowa nie tylko o partyzantach – któych zadaniem nie jest atakowanie najbardziej zaawansowanego sprzetu lecz siły żywej przeciwnika, patroli, etc. i wykrwawianie oraz nękanie. Doświadczenia choćby Amerykanów z Iraku czy Afganistanu pokazują, że wojna okupacyjna może być bardzo krwawa, droga i nieskuteczna. Poza tym wolnościowa enklawa poza partyzantka sama może mieć na swoich usługach organizacje militarna także dysponująca zaawansowana bronią etc.

      ad 5: co to w ogóle za argument? autor wskazał na niezbity fakt, że niewielkie państweka – które zgodnie z pewnymi zarzutami przeciwnikó anarchii nie powinny przetrewać – jak najbardziej przetrwały i funkcjonują, często obok dużych państw o ogormnej przewadze militarnej etc. Prosze obalić ten argument a nie pisać ogólniki z któych nic nie wynika.

  • Uwazam ze nie jest mozliwe utrzymanie stanu bez panstwowosci. I to z wielu przyczyn.

    a) Przestepcy maja wielka przewage nad zyklymi ludzmi bo oni moga dowolnie wykozystywac przemoc nie tylko do obrony wlasnej tak jak zwykli ludzie. Dwoch przestepcow moze bez problemu szantazowac grozac atakiem na bliskich lub nawet obce osoby (np. wziac zakladnika i grozic jego smiercia co obecnie sie czasami zdarza). Nawet wyeliminowanie jednego z nich nie ochroni przed zemsta drugiego.

    b) Grupa niezaleznych misast jest niestabilnym tworem. Kazde miasto co chce zdominowac inne jest w uprzywilejowanej pozycyj bo kazda jego przegrana musi powodowac powrot do stanu poprzedniego a wygrana zwiekszenie sily.
    W innym przypadku to niedoszla ofiara zyskala by sile ktora mogla by wykozystac by sama innych podbijac. Przykladem tego moze byc utworzenie zwiazku ochronego przed tym „bandyckim” miastem. Teraz wystarczy ze zmusza jakies neutranle miasto do wspolpracy i juz mamy 100% panstwo (na zasadzie ze „jestes z nami lub przeciwko nam”).

    c) Jak powstrzymac rozprzestrzenianie sie ideologi mogocych w konsekwecji doprowadzic do powrotu panstwa? Komunizm byl wstanie pochlaniac cale panstwa. Ile wojen USA prowadziala i ludzi zabila by powstrzymac ekspansje komunizmu?

    d) Bron atomowa, kto kolwiek bedzie mogl nia dysponowac lub o niej decydowac stanie sie panstwem.

  • Możliwości obronne – jak sama nazwa wskazuje – oznaczają potencjał, a nie pewność jego wykorzystania, więc przytoczone przez niektórych komentatorów argumenty historyczne nie determinują porażki przyszłych, miejmy nadzieję lepiej zorganizowanych dobrowolnych społeczeństw – a o takich traktuje artykuł. Niektórzy krytycy nie odnieśli się więc do meritum.
    Jeszcze inna sprawa to odpowiedź na pytanie, czy takie społeczeństwa są warte obrony – i tu dochodzą kwestie etyczne, które można uznać za ważniejsze niż efektywnościowe. Według mnie lepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, do jakiego ładu warto dążyć i potem go bronić. Potem można szukać możliwości (słowo klucz – zawarte przecież w tytule artykułu) osiągnięcia celu, który uznało się za słuszny lub wartościowy.
    Prawda jest taka, że etatyzm ma w tym momencie przewagę nad dobrowolnością, więc jeśli „historyczną” krytykę uznać za słuszną, to można ją odnieść do wszelkich wolnorynkowych idei – nie tylko anarchokapitalizmu, ale również minarchizmu i klasycznego lub konserwatywnego liberalizmu. Można też posunąć się jeszcze dalej i stwierdzić, że „jest jak jest” lub „jest tak, jak musi być” i wszelkie ideowe dyskusje odłożyć na półkę. Tylko co zostaje wolnościowcom, kiedy uznają, że przeszłość i teraźniejszość zdeterminowała już przyszłe losy świata? Chyba tylko dołączenie do zwycięzców lub siedzenie i płakanie nad swoją porażką.

    • Tu sie nie zgodze, historia pokazuje wiele roznych panstw, jedne bardziej wolne inne mniej (albo w ogole niewolne).
      Panstwo minimum moza zdefinowac jako agregat wiekszosci dobrych cech tych panstw. Z definicji musi istniec bo conajmiej jedno takie panstow istnialo.

      USA kiedys bylo mniej etatystycznym panstwem, co przeszkadza walczyc by cofnac ten trend? Jedynie jaki problem bym tu widzial to to ze po 200 latach trzeba by bylo to znowu powtorzyc, wiec sila rzeczy to jest stabilny system bo cykliczny 🙂

      PRL byl o wiele gorszy niz dzisiejsza Polska, dodatkowo ustawa Wilkcza dawala wiecej wolnosci gospodarczej niz jest obecnie.
      Dlaczego nie walczyc o jej powrot w oryginalnej formie?

      • Po uzyskaniu przez USA niepodległości sprawa wolności jednostki została na dłuższą metę pogrzebana właśnie dlatego, że odebrano obywatelom prawo do samostanowienia (choć rzeczywiście w porównaniu do wielu innych państw pozostawiono im spory zakres wolności i poszerzanie swoich kompetencji przychodziło władzy z oporem) i przekazano ich prawa w ręce opartych na przymusie instytucji. W takiej sytuacji można być niemal pewnym, że instytucje te będą się rozrastać i dążyć do uzyskania coraz większej władzy. Nie dziwi więc mnie wcale, że to całkiem liberalne państwo dotarło tu, gdzie teraz jest – i chciałbym podzielać optymizm co do cykliczności tego procesu, ale przeszło 100 lat istnienia FED mnie takim optymizmem nie nastraja.
        Dążenia do przejęcia i powiększania władzy mogą się oczywiście pojawiać u różnych osób lub organizacji również w warunkach anarchokapitalizmu, ale dopóki władza nie jest nawet częściowo skupiona w rękach agresorów, są oni ten jeden krok dalej od swojego celu.
        Nic nie stoi na przeszkodzie, by walczyć z negatywnymi trendami w USA lub dążyć do przywrócenia ustawy Wilczka w Polsce, ale jeśli ma się teoretycznie możliwość wpłynięcia w dowolny sposób na kształt państwa, najlepiej dokonać jego całkowitej prywatyzacji i konsekwentnej decentralizacji władzy aż do przywrócenia każdej jednostce prawa do samostanowienia.
        Jeśli mam do wyboru stan obecny albo minarchizm, wybiorę oczywiście minarchizm, ale ideałem, do którego dążę i który starałbym się utrzymać, jest anarchokapitalizm, a nie sytuacja, w której potencjalne negatywne trendy mają już postawione solidne fundamenty.

        • Przepraszam ale USA niczego nie odebrala bo ludzi przeciez wtedy tego prawa i tak nie mieli. Dodatkowo to byl ideal wolnosci dla wiekszosci ludzi, wiec trudno sie dziwic ze dalej nie poszli.

          Co do FEDu, monarchie tez rosly w sile i wplywy, a mimo to wszystkie skonczyly jako jako nic nieznaczace marionetki.
          Czyli jak dlugo bedzie mial podaty grut bedzie rosl ale jak go straci, to bardzo szybko moze zniknac ze nawet slad po nim nie pozostanie.

          Co do agresora w anarchokapitalizmie, co jesli nim jest wiekszosc? I dla jakiegos „wiekszego dobra” zacznie podminowywac podstawy (nie)systemu? Przecierz to jest jedna z przyczyn dlaczego USA staje sie coraz mniej wolne.
          W jaki sposob da sie urchonic przed takimi „prostymi” rozwiazaniami? np. powolanie panstwa minimum by odeprzec zewnerzna inwazje? (taka uwaga, czy takie panstwo nie bylo by panstwem idealnym? 🙂 )

          • Prawo do podejmowania decyzji w swoim imieniu jest przynależne każdej jednostce, więc instytucja, która, nie uzyskawszy zgody zainteresowanych, stwierdza, że będzie za innych w jakichś kwestiach decydować, odbiera im to prawo. Nieważne, że przed nią odebrał je ktoś inny. W każdym momencie instytucja, która dzierży takie prawa bez zgody zainteresowanych, odbiera im je.
            Oczywiście, że FED może kiedyś upaść, ale stwierdzenie o cykliczności nie ma w tym momencie żadnego poparcia.
            Żaden system nie jest w pełni stabilny – i jeśli wystarczająco duża część ludzi (teoretycznie nawet niekoniecznie większość) się postara, może go obalić. Nie będę więc twierdził, że anarchokapitalizm jest w stanie odeprzeć agresję wystarczająco zdeterminowanej większości – ale tego nie jest w stanie zrobić żaden system. Przewagą anarchokapitalizmu, jak już pisałem, jest to, że agresywne jednostki nie mają jeszcze (w przeciwieństwie do każdego systemu państwowego) zbudowanych fundamentów instytucjonalnych, ułatwiających im niewolenie reszty.
            Tak więc sprawa utrzymania wolności niestety nie musi być łatwa, ale nie widzę powodu, żeby strzelać sobie w stopę i już na wstępie oddawać część swojej wolności instytucji, która niemal na pewno będzie dążyć do powiększenia swojej władzy i wykorzysta oddaną walkowerem przewagę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Historia gospodarcza to w istocie dzieje przedsięwzięć rządów, które zakończyły się niepowodzeniem, gdyż zaplanowano je z całkowitym lekceważeniem praw ekonomii. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>