Wykład Jakuba Bożydara Wiśniewskiego wygłoszony podczas Szkoły Ekonomicznej Instytutu Misesa (Karpacz, styczeń 2016 r.).

21 odpowiedzi na „Wiśniewski: Przedsiębiorczość, konkurencja i monopol – Szkoła Ekonomiczna 2016”

  • 1. Co z przykładami uznawanymi w teorii głównego nurtu za monopole naturalne. Załóżmy, że państwo prywatyzuje wodociągi. Bariery wejścia dla konkurentów do sprywatyzowanego wodociągu są gigantyczne, o ile w ogóle uzyskano by zgodę na rozkopanie miasta w celu zainstalowania konkurencyjnej nitki wodociągów. Czy w takim przypadku jak monopolista naturalny wywinduje cenę ostro do góry, to nie mamy do czynienia z rentą monopolistyczną? Czy to jest w ogóle sytuacja lepsza od tej, w której właścicielem takie monopolu naturalnego jest państwo albo prywatny monopol naturalny jest regulowany w zakresie cen?
    2. Odnośnie wyodrębnienia się jednego kartelu na wolnym rynku. Zakładając, że terytorium Polski albo przynajmniej jedne województwo staje się obszarem wolnorynkowym (rozumiem, że jest to jednoznaczne z brakiem państwowości na tym terenie?). Czy różnica w wielkości obszaru wolnorynkowego odpowiadającemu terytorium Polski a odpowiadającemu tylko jednemu województwu ma jakieś znaczenie? Czy zarówno w przykładzie z Polską, jak i województwem np. dolnośląskim nie może się wytworzyć się jeden kartel na rynku? Redukcja przykładu do samego miasta, np. Wrocławia, coś zmienia? Czy taki potencjalny, jedyny kartel we Wrocławiu mógłby czerpać jakieś wartościowe informacje dotyczące alternatyw z innych rynków objętych władzą państwa np. województwa opolskiego czy śląskiego, czy one byłby w zasadzie bezużyteczne dla jego kalkulacji ekonomicznej?

    • 1. Ekonomia głównego nurtu niepotrzebnie zakłada, że monopol „naturalny” w ogóle jest jakimś wielkim problemem. Po pierwsze przy odpowiednio wysokiej cenie, opłaca się konkurencji wodę dostarczać choćby i w butelkach i opłaca się inwestować w alternatywne technologie dostarczania wody. Po drugie, nawet jeśli substytuty i konkurencja byłyby niemożliwe, to ja nadal nie uważam, że samo istnienie „renty monopolistycznej” w jakikolwiek sposób uzasadnia nacjonalizację. Nawet na gruncie utylitaryzmu ktoś musiałby najpierw udowodnić, że niższa cena usługi w monopolu państwowym daje mniejsze negatywne efekty zewnętrzne niż niszczenie własności prywatnej, rozbudowa władzy państwowej i demoralizacja społeczeństwa – a to uważam za zadanie beznadziejne.

      Jak tłumaczy Anthony de Jasay:
      „Monopolista nalicza ceny monopolistyczne maksymalizujące zysk na swoją zgubę, bo w ten sposób zachęca do wejścia potencjalnych konkurentów, jak i do rozwoju substytutów dla jego produktów. Monopolom niemniej udaje się przeżyć i w stopniu, w jakim im się to udaje, dystrybucja dochodu przechyla się przeciwko konsumentowi na korzyść monopolistów. W konsekwencji alokacja zasobów także przechyla się przeciw konsumpcji, a na korzyść akumulacji kapitału. (Proszę zauważyć, że niewiele z astronomicznego dochodu monopolisty — czy też wysokiego dochodu kogokolwiek innego — jest wydawane na samochody Ferrari, kobiety czy szampana. Większość kończy jako inwestycja w realny kapitał, a część jest przekazywana jako charytatywne donacje. Niechęć wobec „wysokich cen” może być w rzeczywistości wymierzona w „wysokie zyski”. Należy zawsze pamiętać, że „wysokie zyski” z kolei oznaczają szybszą akumulację kapitału, co ostatecznie prowadzi do szybszego wzrostu płac realnych, niż miałoby to miejsce, gdyby ceny i zyski były niskie.”
      http://mises.pl/blog/2014/02/11/wywiad-anthonym-de-jasayem/

      • Na obronę monopolu „naturalnego” warto jeszcze przywołać argumenty Schumpetera:

        „Schumpeter argued with the prevailing view that “perfect” competition was the way to maximize economic well-being. Under perfect competition all firms in an industry produce the same good, sell it for the same price, and have access to the same technology. Schumpeter saw this kind of competition as relatively unimportant. He wrote: “[What counts is] competition from the new commodity, the new technology, the new source of supply, the new type of organization … competition which … strikes not at the margins of the profits and the outputs of the existing firms but at their foundations and their very lives.”

        Schumpeter argued on this basis that some degree of monopoly is preferable to perfect competition. Competition from innovations, he argued, is an “ever-present threat” that “disciplines before it attacks.” He cited the Aluminum Company of America as an example of a monopoly that continuously innovated in order to retain its monopoly. By 1929, he noted, the price of its product, adjusted for inflation, had fallen to only 8.8 percent of its level in 1890, and its output had risen from 30 metric tons to 103,400.”

        http://www.econlib.org/library/Enc/bios/Schumpeter.html

        • Z życia wzięty przykład: czy mielibyśmy inwestycje w Androida, Chrome’a, Gmaila, samochody bezzałogowe i tysiące innych produktów, gdyby monopol wyszukiwarkowo-reklamowy Google’a był państwowy? Ceny za reklamy w Google’u mogą być wyższe niż gdyby wyszukiwarka była państwowa, ale ile negatywnych efektów zewnętrznych wiąże się z własnością państwową (od braku bodźców do zwiększania efektywności do demoralizacji społeczeństwa), a ile pozytywnych efektów zewnętrznych wiąże się z reinwestycją wysokich zysków przez Google’a (poczynając od szybszego wzrostu płac i większej liczby miejsc pracy, a kończąc na innowacjach związanych z eksperymentami i nowymi produktami)? Zresztą ludzie, którzy domagają się podziału albo nacjonalizacji Google’a czy Facebook’a powinni najpierw pokazać ile oni wnieśli do rozwoju i dobrobytu społeczeństwa, którego rzekomo bronią przed chciwymi monopolami.

      • Znaczy teraz mamy już właściwie dziękować monopoliście, że może i nas kroi, ale nie wszystko wydaje na Ferrari i kobiety! Dobry, ludzki Pan! To już nowy poziom odlotu 🙂

        A tak już poważniej, to społeczeństwo, które rozwiązuje problem monopolu, przez ciągnięcie dwóch, albo trzech zbędnych wodociągów od siebie trudno będzie sprostać konkurencji, która potrafi się dogadać i rozwiązać ten sam problem to za pomocą kartki papieru na której napisze prawo, za ułamek kosztu.

        • Nikt nas nie kroi. Z usługi prywatnego monopolisty można skorzystać albo nie. Usługę państwowego monopolisty zazwyczaj i tak musimy finansować, bo jesteśmy do tego przymuszani. Cena monopolistyczna w monoplu naturalnym jest wysoka, ale przynajmniej zyski są reinwestowane w kapitał. Cena w państwowym monopolu może być niższa, ale zysków zazwyczaj w ogóle nie ma (bo koszta są windowane do granic groteski), a nawet jeśli są, to nie są reinwestowane, tylko zazwyczaj dobiera się do nich rząd i wydaje na projekty sprzyjajace swojej reelekcji.

          Przedstawienie sprawy jako „albo wiele konkurencyjnych rurociągów, albo panstwowa legislacja” to fałszywa dychotomia. Istnieje wiele innych potencjalnych rozwiązań, które rynek móglby nam zaoferować, gdyby tylko mu łaskawie pozwolono. Poza tym nic nie jest tak marnotrwane – nawet kilka konkurencyjnych rurociągów – jak państwowa biurokracja, więc mowa o ułamku kosztu jest zwykłą kpiną.

          • @Tomasz Kłosiński
            Płacę za wodę z państwowego wodociągu 30 zł / miesiąc. Nie muszę teoretyzować, bo wiem, że byłbym skłonny zapłacić kilkakrotnie więcej, zanim byłbym skłonny szukać alternatyw, dlatego na pewno bym stracił na prywatyzacji wodociągu. Jestem przekonany, że jakby Pan zbadał takie relacje w skali kraju, to wyszło by tak w zdecydowanej większości przypadków. Twierdzenie, że wszyscy tracą na państwowej własności wodociągów nie opiera się na pewno na danych.

            Po drugie, nawet jeśli państwowy właściciel windował by koszty, np. wypłacając wysoką pensję dyrektorowi, to nie różni się to specjalnie od sytuacji w której ten sam zawyżony zysk pobiera właściciel. Dyrektor może przecież wydać te pieniądze w ten sam sposób.

            Po trzecie, jeśli rynek byłby w stanie dostarczyć nowe potencjalne rozwiązania, plasujące się gdzieś poniżej kosztu ustalanego przez monopolistę, to nadal jest to marnotrawstwo energii, bo przedsiębiorcy wynajdują rozwiązania, które i tak są droższe od istniejącego rozwiązania, które nie jest wykorzystywane tylko z powodu nieoptymalnych rozwiązań prawnych. Mogliby się przecież w tym czasie zająć innymi problemami.

            Wydaje mi się też, że Pańska wizja państwowej regulacji monopolu jest nader uproszczona. Nie musi on oznaczać zarządzania wodociągami przez polityków. Można to np. zrealizować w formie przetargów w której przedsiębiorcy kupują zarzadzanie sieci na jakiś okres i konkurują tym, jak najniższą cenę wody zagwarantują w tym okresie.

          • @nyen

            Proszę mi powiedzieć w takim razie, ile zysków państwo reinwestuje w kapitał, a ile prywatne przedsiębiorstwa w różnych gałęziach gospodarki. Skoro Pan ma dane ptowierdzające, że państwo bardziej przyczynia się do rozwoju gospodarczego, to z chęcią im się przyjrzę. Być może porzucę swoję staroświeckie wolnorynkowe uprzedzenia.

            Ależ różni się, zasadniczo różni się. Po pierwsze, PRL upadł między innymi dlatego, że zatrudniał ludzi do zupełnie bezproduktywnych zajęć (produkcja nie odpowiadała na popyt, nie było koordynacji). Podobnie jest z obecnymi firmami państwowymi (np. szpitale). W prywatnej firmie, nawet jeśli jest to monopol naturalny, nie ma takiego problemu, bo nawet monopol musi odpowiadać na popyt i nawet monopol naturalny musi obawiać się potencjalnej konkurencji i substytutów. Istnieje różnica w koordynacji, która przemawia za monopolem prywatnym. Po drugie, właściciel monopolu naturalnego większość zysku będzie reinwestował w kapitał. Państwo zysku najpewniej nie będziało wcale (puchnące koszta, przerost zatrudniania, „inwestycje” nie odpowiadające na popyt, etc), a nawet jeśli ten zysk jest (jak np. w KGHM), to istnieją silne zakusy polityków, żeby te pieniądze (zwłaszcza przed wyborami) zredystrybuować. Monopol państwowy (zwłaszcza w demokracji) musi prowadzić do słabszego rozwoju gospodarczego niż monopol prywatny.

            No tak, skoro to jest marnotrawstwo energii, to w takim razie znacjonalizujmy całą gospodarkę i utwórzmy jeden centralny monopol wszystkiego, a wtedy przedsiębiorcy będą mogli zajmować się innymi, ważniejszymi problemami. Po co marnować energię przedsiębiorców na produkowanie marchewki? Niech państwo się tym zajmie, a przedsiębiorcy niech wymyślają loty pasażerskie na Marsa.

            Poza tym, to że pewne rozwiązanie jest tańsze nie oznacza, że jest bardziej optymlane. Jak już wspomniałem, monopol prywatny prowadzi do większej stopy inwestycji, szybszego wzrostu płac realnych, szybszego rozwoju gospodarczego niż „doskonała” konkurencja czy monopol państwowy. Polecam poczytać Schumpetera w tej sprawie.

            Moja wizja państwowej regulacji jest i tak zbyt pozytywna, bo w ogóle w tej dyskusji dopuszczam takie rozwiązanie jako argument. O patologiach związanych z przetargami nie ma sensu pisać. To jest po prostu zbyt oklepany temat.

          • Niech się Pan nie rozpędza. Rozmawiamy o sensowności państwowej regulacji cen dostarczania wody i się nad tym skupmy. Nie musi to oznaczać ciągnięcia renty monopolistycznej przez państwo, takiej jakby ciągnął prywatny właściciel. Po prostu większość tej różnicy zamiast trafiać do kieszeni prywatnego monopolisty zostaje w kieszeniach odbiorców. O ile nie dzieli Pan ludzi na szlachetnych kapitalistów, którym bardziej się należą pieniądze i resztę, to nie ma tu żadnego problemu.
            Pan próbuje mi udowodnić, że ja w jakiś magiczny sposób zyskiwałbym na tym, że bym płacił za wodę 200 zł/mies. zamiast 30zł/mies. To ja już dziękuję za te dobrodziejstwa, którym mnie obdarzy monopolista i sam zajmę się reinwestycją tych oszczędności w celu większej stopy inwestycji, szybszego wzrostu płac realnych, szybszego rozwoju gospodarczego.

            Ciągle mam wrażenie nie rozumie Pan o co chodzi. Przypuśćmy, że mamy dwa identyczne miasta, w którym jedno ma prawne regulacje co do dostarczania wody, a drugie ma monopolistycznego właściciela. Które miasto będzie poświęcało większą ilość zasobów na zaspokojenie potrzeby dostarczania wody? Wydaje się, że drugie zarówno z perspektywy odbiorców wody jak i ogólnie.

            Drugie miasto poniesie dokładnie te same realne koszty dostarczenia wody co pierwsze, ale renta pobierana przez prywatnego monopolistę, będzie obciążać dodatkowo odbiorców wody. Z pewnością więc mają się oni gorzej.
            A jak z sytuacji makro? Bardzo wysoko cena wody w drugim mieście będzie prowadzić do poszukiwania alternatywnych metod jej dostarczenia (droższych od przesyłania wody wodociągiem, bo w inym wypadku takie metody zostały by wprowadzone też w pierwszym mieście). Wysiłek podjęty w tym celu jest dodatkowym zużyciem zasobów w celu zaspokojenia potrzeby dostarczenia wody, więc ogólnie drugie miasto zużyje więcej zasobów na zaspokojenie tej samej potrzeby.

          • Jeszcze ciekawostka. Podmiotom gospodarczym generalnie jest wszystko jedno z jakiego powodu powstał monopol. Czy to w wyniku ograniczeń fizycznych świata, czy z powodu prawa. Jest to coś, co zostało narzucone z zewnątrz i podmioty rynkowe nie mają na to wpływu.
            Teraz jakbyśmy prawnymi regulacjami stworzyli na jakimś rynku, gdzie nie ma problemu z konkurencją, sytuację analogiczną do sytuacji z wodociągami, to musiałby Pan dokładnie tymi samymi argumentami, bronić istnienia tych regulacji, po przecież sprzyja to inwestowaniu w kapitał przez monopolistę 🙂

        • Wydaje mi się, że większość pytań, które Panowie stawiacie, jest całkowicie wtórna wobec pytania o ogólny ład polityczno-gospodarczy. Jeśli na przykład zakładamy, że miasta są prywatnymi projektami, należącymi na przykład do ogółu społeczności, wybierającej zarząd (władzę), albo na przykład do bogatego inwestora, które je stawia, to sprawy wodociągowo-komunikacyjne tak naprawdę rozwiązują się same…

          • Miasta, niestety, nie są prywatne, więc o ile intelektualnie takie rozważania są interesujące i rozwijające, to gospodarczo-politycznie mało użyteczne. Może dożyjemy takich czasów, a może nie (wydaje mi się to bardziej prawdopodobne), więc, moim zdaniem, czynniki polityczne trzeba włączyć do tej analizy i zastanawiać się nad najlepszym z najgorszych rozwiązań.

          • To prawda, ale przecież powyższe rozważania – podobnie jak prywatne miasta – były też trochę „z kosmosu”. Teoretyczne dywagacje o istocie monopolu naturalnego.
            Rozmawiamy o swoistej utopii – wolnym rynku kształtowania się na przykład dróg lokalnych w mieście – jaki w tym sens, jeśli przyjmiemy istnienie dzisiejszego systemu politycznego? Decydują władze miasta i nic z tym nie zrobimy 🙂 Dlatego cała teoria o monopolu naturalnym – jak i prywatnych miast – idzie również do pudełka z napisem „mało użyteczne”. Jeśli rozmawiamy o prawdziwym monopolu naturalnym, to rozmawiajmy o monopolu naturalnym na wolnym rynku. Dzisiaj nie mamy monopoli naturalnych, tylko monopol politycznych władz na decydować, kto, co i gdzie może postawić.

          • Rzeczywiście zamiast „monopole naturalne’ powinienem napisać „monopole polityczne’. Tylko pytanie pozostaje nadal aktualne: co z tymi monopolami politycznymi, których zniesienie w dającej się przewidzieć przyszłości jest mało prawdopodobne. Pozwolić im dowolnie kształtować ceny lub subsydiować klientów/monopolistów lub regulować ceny?

          • Swoją drogą, czy w sprywatyzowanym mieście właściciel też nie pobierał by jakichś przymusowych opłat? Gdyby rurociągi należały do kogoś innego niż samo miasto, to czy jego właściciel (miasta) nie mógłby zachowywać się względem monopolisty podobnie jak regulator państwowy? Mieszkańcy miasta skarżą się na wysokie ceny wody, niektórzy wyjeżdżają nawet, potencjalni nie przyjeżdżają. Obniż monopolisto ceny lub płać mi quasi-podatek. Inaczej nie będziesz w prywatnym mieście mile widziany.

          • @MM
            Można by nawet uznać, że istniejące miasta są w tym sensie prywatne. Obywatele sobie wybierają wójta i on podejmuje decyzje, jakie ograniczenia wprowadzić. A ludzie z jakichś powodów nie wybierają wójtów, którzy chcieliby prowadzić kilka nitek wodociągu 🙂

  • Nie jestem przekonany, czy w przypadku Google’a czy Facebooka możemy mówić o monopolu naturalnym w rozumieniu ekonomii głównego nurtu. Są przecież inne wyszukiwarki czy portale społecznościowe. W nawiązaniu do monopoli naturalnych sensu stricto to częściej od podziału czy nacjonalizacji postuluje się wyższe opodatkowanie, subsydia czy kontrolę cen. Cześć negatywnych efektów typowych dla własności państwowej w takiej sytuacji nie wystąpi. Nie wiem, czy Austriacy nie podchodzą do tej kwestii zbyt ‚lekko”. Na pewno istnienie monopoli naturalnych jest bodźcem do innowacji, ale przy niektórych branżach o gigantycznych kosztach wejścia, musiałoby dojść do rewolucji na miarę rewolucji przemysłowej (a te nie zdarzają się zbyt często), aby pojawili się realni konkurenci. Niech ten monopol naturalny dostarcza też wody do fabryk. Będzie im szalenie ciężko konkurować z rywali, którzy otrzymują wodę po kosztach (kontrola cenowa, subsydia itp.).

    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/925955,wos-czy-ayn-rand-wzielaby-500-zl.html
    Z innej beczki, ciekawy problem został poruszony w tym artykule, a raczej przez B. Delonga. Nawet nie chodzi mi konkretnie Rand czy Nozicka, ale anarchokapitalistów ogólnie. Jeżeli każdy podatek to kradzież (trafiają do jednego „worka”, więc niekoniecznie państwo ‚oddaje’ w różnych formach akurat te pieniądz i w tej wartości, której nas pozbawiło), a państwo to złodziej, to czy z perspektywy libertariańskiej nie jest niemoralne korzystanie nie tylko z zasiłków czy opieki społecznej/zdrowotnej, ale także np. dróg czy policji? Jeszcze zamożny libertarianin pewnie jest płatnikiem netto, ale nie brakuje takich, którzy mniej do budżetu wpłacają niż z niego w różnej formie pobierają. Najciekawszy jest przypadek anarchokapitalistów wykładających na uniwersytetach państwowych. Przecież używając libertariańskiej nomenklatury państwo musi kogoś okraść, żeby wypłacić im pensje. Czy więc moralnie jedynym słusznym rozwiązaniem nie jest wyjechanie na kurczące się, ale jeszcze istniejące tereny nieobjęte państwowością? Jak Pan to widzi?

    • Ja uważam, że żyjemy w takich a nie innych realiach społecznych i trzeba jakoś się w nich odnaleźć, idąc na mniejsze lub większe kompromisy. Nie mam żalu do libertarian w Związku Sowieckim, że się nie zagłodzili, żeby kontestować państwową własność. Tak samo nie mam żalu do libertarian teraz, że korzystają z dróg, policji czy uniwersytetów, choć godne pochwały są te przypadki, gdy faktycznie starają się unikać takich kompromisów i znajdują bądź budują oazy alternatywy do państwowych usług. Państwo jest pozbawione legitymizacji dla konksekwentnego liberała, ale niektóre z funkcji społecznych, które państwo zmonopolizowało są do życia po prostu potrzebne.

      • Gdyby cały świat był objęty państwowością to byłby znacznie silniejszy argument. Dzisiaj można wyjechać do Somalii, gdzie państwa nie ma. Czy nie wybierając tego kierunku libertarianin nie legitymizuje w jakimś sensie państwa? Ma wybór: wybrać życie w anarchii albo zostać w okradającym państwie i wybiera zazwyczaj państwo. Uniwersytety to szczególny przypadek, można przecież założyć własny quasi-prywatny albo w takim się zatrudnić. Jak w takiej sytuacji uzasadnić wybór przez libertarianina państwowej uczelni finansowanej z podatków?

        • 1. Argumentum ad Somalium nie przejdzie, bo libertarianin dąży do uporządkowanej anarchii, liberalnej anarchii rządzącej się prawem prywatnym, gdzie prywatne instytucje egzekwują prawo. W Somalii jest anarchia, ale nie ma prawa i nie ma insytucji je egzekwujących. (Choć warto zaznaczyć, że i tak się lepiej rozwija niż jej subsaharyjscy sąsiedzi i lepiej się rozwija niż wtedy gdy rząd miała. Więc nawet anarchia „nieuporządkowana” jest lepsza niż „nieuporządkowany” rząd.)

          Sądzę, że każdy anarchokapitalista stawia przede wszystkim porządek kulturowo-prawny umożliwiający kapitalizm przed samą anarchią per se.

          2. Są przypadki profesorów-libertarian, którzy pracują na prywatnych uczelniach, a są tacy, którzy wykładają na państwowych. Trzeba by było ich zapytać czym podyktowane są ich wybory. Ja taki wybór potrafię zrozumieć, zwłaszcza w kraju takim jak Polska, gdzie uniwersytety państwowe mają gigantyczną przewagę finansową i prawną w postaci subsydiów i przywilejów. Praca na renomowanej uczelni dają większe możliwości rozwoju i nawet większe możliwości szerzenia idei libertariańskiej niż praca na uczelni podrzędnej.

          Myślę, że ten zarzut o brak purytanizmu wśród libertarian generalnie jest dość miałki intelektualnie (jak większość publicystyki red. Wosia zresztą). Libertarianin dąży do porządku sprawiedliwego, ale nie oczekujmy od niego, żę w imię tego ideału się zagłodzi (do tego sprowadzałoby się całkowite nie używanie infrastruktury zawłaszczonej przez państwo). Taka strategia nie przyczyni się ani do popularyzacji ideału, ani nie zmniejszy władzy Lewiatana. Libertarianin ma prawo korzystać z dróg i chodników czy pracować na państwowym uniwersytecie, nawet jeśli uważa, że współczesne teorie polityczne legitymizujące państwo są nonsensowne. Nie ma w tym sprzeczności, choć rozumiem, że granica tego kompromisu w środowisku libertarian może być sprawą kontrowersyjną. Żyjemy w pewnych realiach społecznych i jakoś musimy się w nich odnaleźć, Z jednej strony musimy walczyć o ideał, a z drugiej jakoś normalnie żyć. Popadanie w pustelnicyzm w niczym nie pomoże sprawie wolności (choć nie mam nic do pustleników – „Walden” Thoreau mi się nawet podobał. 🙂 ).

  • Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, sytuacji w której wyższe opodatkowanie, subsydia czy kontrola cen, nawet w przypadku monopolu naturalnego, by sprzyjała większej efektywności w długim okresie czasu. Zyski monopolisty są reinwestowane, a więc zwiększają dobrobyt, zwiększają płace realne, itd. Te same zyski przetransferowane do budżetu państwa skończą jako „inwestycja” w budowanie biurokracji dławiącej działalność gospodarczą i w demoralizację, infantylizację i uwstecznienie społeczeństwa za pomocą wszelkich środków zachęcania do nieodpowiedzialności, którymi państwo opiekuńcze nas przekupuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, ale i na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, ale jakie przynosi wszystkim. Henry Hazlitt
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>