Autor: Wojciech Dąbek
Wersja PDF

Praca nagrodzona trzecim miejscem w konkursie na esej o protekcjonizmie

handluNa początku każdych rozważań ekonomicznych powinien być człowiek. A skoro jest człowiek to są i jego potrzeby, pragnienia. Potrzeby są główną i jedyną przyczyną stawiania sobie przez człowieka mniej lub bardziej odległych celów. Między człowiekiem a jego celem los niezwykle często stawia przeszkody, które z różną zaciekłością starają się utrzymać człowieka z dala od jego celów tak długo, jak to tylko możliwe.

Wspomniany człowiek dokonuje kalkulacji — najpierw wybiera cele dlań najważniejsze i mniej ważne, uwzględniając ich pilność, możliwość i inne czynniki, sortuje je w pewnego rodzaju drabinę, listę. Później zestawia cele z przeszkodami, które go od tego celu oddzielają. Bierze wtedy pod uwagę różne drogi, jakimi może dojść do swoich celów — wartościując racjonalnie, wybiera dla każdego celu tę drogę, jaka da mu najwięcej satysfakcji przy jednocześnie najmniejszych niewygodach i kosztach. Ważnym jest podkreślić fakt, iż człowiek w swoich wyborach kieruje się nie tylko przeszkodami i kosztami, jakie poniesie w czasie drogi do celu, ale również z konsekwencjami wszystkich swoich działań, jakie będą miały miejsce bezpośrednio po tych działaniach jak i w dalszej perspektywie, jednak bierze je pod uwagę tylko w stopniu, w jakim potrafi je przewidzieć, co nie zawsze jest proste, często zaś celowo pomijane bądź bagatelizowane.

Dokonując, często nieświadomie, niezwykle skomplikowanej kalkulacji wybiera kolejność, w jakiej ma zamiar pokonywać konkretne przeszkody, a w konsekwencji spełniać swe cele. Przeszkadza to, że człowiek często nie zna wszystkich przeszkód, jakie dzielą go od celu — im dalej ów cel znajduje się od człowieka, im bardziej pokrętna droga do niego prowadzi, tym takich ukrytych przeszkód może być więcej. Pomaga to, że często jedna przeszkoda odgradza człowieka  od kilku celów równocześnie, pokonanie jej przybliża go równocześnie do kilku celów na raz.

Wybrawszy kolejność pokonywania przeszkód człowiek działa. I to jest „ludzkie działanie”, wzięte w cudzysłów dla podkreślenia znaczenia tego terminu. Podsumowanie wcześniejszych rozważań można zawrzeć w jednym zdaniu: człowiek działa tak, by droga do postawionego sobie celu była jak najprzyjemniejsza i jak najkrótsza[1], zaś koszty i negatywne konsekwencje jak najmniejsze.

Dlaczegóż człowiek musi wybierać między jednymi celami a drugimi? Czyż nie lepiej by było, żeby spełnił je wszystkie? Wtedy zarówno mógłby spełnić cele egoistyczne — jak zjedzenie obiadu, ubranie się czy wyjście do teatru — jak i cele płynące z troski o bliźnich, jak ich nakarmienie, odzianie, czy ich uduchowienie. Gdyby człowiek mógł spełnić wszelkie swoje potrzeby byłby najszczęśliwszą istotą na ziemi, nie uchodzi to wątpliwości. W tym miejscy dochodzimy do problemu nazywanego rzadkością zasobów. Człowiek nie może spełnić wszelkich swoich potrzeb, ponieważ nie pozwalają mu na to zasoby występujące na naszym świecie.

Głównym zasobem, którego systematyczne przemijanie utrudnia zaspokojenie aktualnych potrzeb i jednocześnie rodzi kolejne, jest czas. Nie można przeto równocześnie leżeć na łące, czytając wybitne dzieła Mickiewicza, Sapkowskiego, czy Mengera i szyć sobie nowego ubrania, albo wydobywać żelazo. Jako że ludzkie potrzeby są nieograniczone, zaś czas na ich spełnienie owszem, nie da się spełnić ich wszystkich. Podobnie jest z wiedzą, która czasami nie pozwala nam spełnić niektórych potrzeb — choćby potrzeby zdrowia, gdy nie znane jest człowiekowi lekarstwo na dręczącą go chorobę. Tak samo będzie z energią, zasobami naturalnymi, naszą rozwagą w wyborze środków i wieloma innymi rzeczami — wszystkie one sprowadzają się do rzeczonego niedostatku zasobów i są w istocie wspomnianymi wcześniej przeszkodami występującymi na drogach do naszych celów.

Z pomocą przychodzi podział pracy. Gdy do jednego człowieka dołącza drugi, nazwijmy ich Jan i Jakub, mogą połączyć siły, by wzajemnie pomóc sobie w zaspokajaniu potrzeb! Jak to możliwe? Przecież dwóch ludzi oznacza nie tylko więcej pracy włożonej w pokonywanie przeszkód, ale również więcej potrzeb, więcej celów, których próby zaspokojenia implikują więcej trudności! W tym miejscu przywołać należy wspomnianą już sprzyjającą okoliczność — niektóre przeszkody odgradzają nam drogę do kilku celów, czasami nawet jeżeli są to cele różnych ludzi. Dodam do niej kolejną — zdarza się, że kilku ludzi może mieć jeden i ten sam cel — wtedy mogą zabrać się za pokonywanie przeszkód wspólnie, co bezsprzecznie ułatwi im drogę to tego celu. I tak Jan i Jakub chcą się cieszyć flagą swojego narodu wywieszoną na maszcie obok swojego domu. Pojedynczo każdy z nich potrafiłby wybudować maszt, jednak byłaby to dla niego żmudna praca, razem zaś wykonają ją szybciej i prawdopodobnie lepiej — korzyści zaś będą podwójne, gdyż dwóch ludzi będzie się mogło cieszyć powiewającą flagą.

Jednak korzyści mogą wystąpić również w przypadku, gdy przeszkody w drodze do celu wraz z podwojeniem się liczby ludności same się podwajają. Żeby zarówno Jan, jak i Jakub mogli zjeść zdrowy posiłek, potrzeba dwóch porcji warzyw i dwóch porcji mięsa, czyli dokładnie dwukrotnie tyle, ile każdy z nich potrzebuje osobno. Gdy Jakub idzie na polowanie zdobyć mięso, Jan może się zająć zbieraniem warzyw. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że ich umiejętności w robieniu tych rzeczy mogą być równe zaoszczędzą oni choćby czas potrzebny na przejście z pola uprawnego do miejsca polowania oraz czas potrzebny na przygotowanie siebie i odpowiednich narzędzi potrzebnych do wykonywania tej czynności. Ten fakt wystarczyłby do poparcia postawionej tezy, jednak zostaną przytoczone kolejne: o ile nawet nie współpracując rzeczywiście Jan i Jakub mogliby korzystać z tych samych narzędzi o tyle pewnym jest, że nie mogliby robić tego w tym samym czasie — ponieśli by w ten sposób koszt, jakim jest brak pełnej wolności w rozporządzaniu swoim czasem[2], jeżeli zaś używaliby innych narzędzi — musieliby ponieść koszt ich dodatkowego kompletu. Nawet jeżeli, jak już zaznaczono, obaj mężczyźni zaczynaliby z tego samego poziomu umiejętności, to przez ciągłe wykonywanie jednej z nich na pewno ich umiejętności w zakresie swojej działalności z upływem czasu zwiększyłyby się, co pozwoliłoby im zbierać w tym samym czasie lepsze efekty swojej pracy. Wywód byłby niekompletny, gdybyśmy nie powrócili do pominiętego wcześniej tematu umiejętności, gdyż różne talenty Jana i Jakuba, odpowiednio wykorzystane, zwiększają tylko efektywność podziału pracy.

W momencie, w którym Jakub oddaje swoje mięso w zamian za oferowane przez Jana warzywa, dochodzi do wymiany. Wszędzie tam, gdzie jest wymiana, możemy mówić o rynku, gdyż sam rynek to nic innego jak ogół transakcji kupna-sprzedaży danego dobra lub czynnika produkcji, zawieranych na pewnym terytorium w określonym czasie[3]. Sprawa jest prosta, gdy na rynku mamy dwóch uczestników, Jan i Jakub mogą się dobrze poznać, zarówno pod kątem potrzeb, jak i możliwości wzajemnego ich zaspokajania. Komplikacje zaczynają się, kiedy na rynku pojawia się więcej uczestników. Co produkować? Komu się to przyda? Kto w zamian za moje towary zaoferuje mi te, jakich ja potrzebuję? W ten sposób wyewoluował pieniądz — szlachetna instytucja będąca wspólnym mianownikiem dla ogromnej większości transakcji, pozwalająca nie tylko wymienić pośrednio każdy sprzedawany towar na każdy inny oferowany towar, ale również stezauryzować, zmagazynować pracę. Dzięki pieniądzowi praca wykonana dzisiaj może zaspokoić nasze potrzeby za tydzień, miesiąc, rok!

Jak można łatwo wywnioskować z powyższych rozważań, wymiana miedzy uczestnikami rynku, czyli powszechny handel, jest dla wszystkich korzystna. Jeżeli Jan podejmuje działanie, by wymienić swoje warzywa na mięso oferowane przez Jakuba, zaś Jakub podjął działanie, by mienić swoje mięso na oferowane przez Jana warzywa — dzięki udanej transakcji obaj osiągają swoje cele. Obaj zaspokajają swoje potrzeby lepiej, niż gdyby do wymiany nie doszło. Mówi się, że handel jest grą o sumie dodatniej, jednak to stwierdzenie może być trochę nieprecyzyjne, gdyż zero plus jeden również ma wynik dodatni, a wyraźnie z naszych rozważań wynika, że zyskują wszyscy uczestnicy wymiany, co bardziej przypomina działanie jeden plus jeden, gdzie obydwa składniki są dodatnie.

Zachodzi dodatkowa okoliczność, o której warto wspomnieć, gdyż mogłaby niedowiarkom mącić w głowie przykładami nieprawdziwymi, nie do końca przemyślanymi. Skoro, jak zostało już wspomniane, uczestnicy wieloosobowego rynku nie znają się tak dobrze, jak dobrze znali się Jan i Jakub na dwuosobowym rynku, to skąd mają wiedzieć, jakich towarów i usług potrzebują ich bliźni? Wszak chociaż każdy potrzebuje chleba, nie każdy może być piekarzem, gdyż niewielki ich zaledwie odsetek zaspokaja potrzeby całego społeczeństwa. Jak odgadnąć, co produkować, co hodować, co oferować? Wszak najpierw musi dojść do produkcji, później zaś może dojść do wymiany, niezwykle rzadko kolejność tych czynności jest odwrócona, co podkreśla fakt, że ludzie nie zawsze znają swoje przyszłe potrzeby. Co jeśli Jan wyprodukowałby swoje warzywa w ilości znacznie większej, niż sam potrzebuje, porzucając w tym czasie zaspokajanie innych swoich potrzeb, myśląc, że zaspokaja je pośrednio, a jednak na rynku nie znalazłby się nikt, kto zaoferowałby mu pieniądz, bądź wyprodukowane przez siebie dobra w zamian?

Tutaj z pomocą przychodzi system cen. Niezwykle ułatwiony, acz nie aż umożliwiony przez powstanie pieniądza. Producent, zanim podejmie pracę, może zorientować się na rynku, ile kosztują dobra podobne do tych, jakie sam chciałby produkować. Jeżeli kosztują dużo, to znaczy, że są pożądane, czyli dodatkowa ich ilość z pewnością znajdzie kupców. Jeżeli są tanie — potencjalny zysk z ich sprzedaży się zmniejsza, możliwe że będzie zerowy — konsumentom nie zależy aż tak bardzo na ich kupnie. Koniecznie trzeba tu wspomnieć o kosztach produkcji, które są przeszkodami między pomysłem na stworzenie produktu, a jego wyprodukowaniem. Im mniejsze przeszkody, niższe koszty, a lepiej spełniony cel, wyższa cena jaką konsumenci są skłonni zapłacić za towar, tym bardziej opłaca się go produkować, tym jest większa pewność, że oferowany przez producenta towar jest potrzebny innym uczestnikom rynku. To prosta zależność, która ma dodatkową zaletę — sprawia, że największy sukces odnoszą ci, którzy najlepiej pokonują przeszkody stojące na drodze do celu, jakim jest produkcja, czyli mają najniższe koszty. Najniższe koszty mają ci producenci, którzy najlepiej potrafią wykorzystać rzadkie zasoby, zaznaczmy tu, że spora część zasobów, jeżeli zostanie zaoszczędzona przez jednego producenta, będzie mogła być wykorzystana przez innych — co oznacza więcej dóbr przy tym samym wykorzystaniu rzadkich zasobów.

Udało nam się wykazać, dość okrężną, za to dokładną i skrupulatną drogą, że handel jest opłacalny dla wszystkich jego uczestników. Co zatem z osobami nie uczestniczącymi bezpośrednio w wymianie dokonywanej przez Jana i Jakuba? Przecież, jeżeli Jakub zakupi warzywa Jana, to Joanna nie będzie mogła tego zrobić, w końcu Jan nie ma już więcej warzyw na sprzedaż. Sprawa jest prosta i została już wyjaśniona wyżej, jednak dla zupełnego rozwiązania tego problemu pochylmy się nad nią jeszcze raz. Joanna nie będzie mogła zakupić warzyw od Jana, to fakt. Może przyjść na drugi dzień wcześniej i zakupić je, zanim zrobi to Jakub, bądź może przyjść po warzywa równocześnie z Jakubem. W obydwu przypadkach Jan dostanie sygnał, że albo powinien zwiększyć produkcje, aby zaspokoić potrzeby wszystkich chętnych, albo podnieść cenę warzyw do tego poziomu, przez który jeden z kupujących zrezygnuje — w obydwu wypadkach sam Jan zarobi więcej. W pierwszym przypadku problem niedostatku zostaje rozwiązany od razu, w drugim musi się pojawić inny rolnik, który zachęcony tak wysoką ceną warzyw, zacznie samemu je produkować. Między obydwoma rolnikami rozpocznie się wtedy konkurencja, zaś na rynku znowu zniknie niedobór.

Im więcej osób zgłosi zapotrzebowanie na dane dobro, tym więcej producenci będą skłonni go dostarczyć, tym większa szansa, że znajdą się dodatkowe towary dla konsumentów, którzy dotąd nie mogli kupić tego dobra. Jednak to nie jedyny skutek zgłaszanego dużego zapotrzebowania na dany towar. Istotne jest to, że produkcja na dużą skalę sprawia, iż bardziej opłacalne staje się wyspecjalizowanie środków produkcji, co zmniejsza koszty wytworzenia produktu.

Powyższe wnioski znowu można wyrazić w jednym zdaniu: handel jest powszechnie pożyteczny. Dzięki niemu człowiek łatwiej może pokonać przeszkody, jakie stoją na jego drodze do celu, chociaż może trafniejszą metaforą byłoby stwierdzenie, że owa droga do celu po prostu się skraca. Nie zależnie od tego, jak ubierzemy w słowa owy wniosek jest on dla instytucji handlu niezwykle pozytywny.

Tu zatrzymamy się na chwilę w analizie samego handlu, szczególnie że niewiele dodać można do rozważań nad czystą jego naturą. Skrupulatność wymaga, by ocenić również handel skrępowany, związany i trzymany w ryzach przez czynniki inne jeszcze niż preferencje konsumentów i produktywność przedsiębiorców, a w tym celu należy opisać owe czynniki.

Zdarzyło się bowiem, że ludzie zebrawszy się w grupy stworzyli państwa. Ani temat rozprawy, ani kompetencje jej autora nie pozwalają osądzać, czy stało się to z woli ludu, z przymusu jego części, z nadania Bożego czy zwykłego przypadku. Ekonomista rozważając wpływ państwa, bierze jego pochodzenie jako fakt dokonany, jako kolejne dane ostatecznie, których oddziaływanie dopiero można pod rozwagę ekonomiczną podjąć.

Według słownika języka polskiego państwo to zorganizowana politycznie społeczność zamieszkująca określone terytorium, mająca swój rząd i swoje prawa[4]. Przeciętny zjadacz chleba zapytany, po co państwo powstało, odpowie coś w stylu: „by radzić sobie z tym, z czym ludzie sobie nie radzą”. Powód na pewno niezwykle szlachetny, jednak by móc ocenić go pod względem ekonomicznym, jak on odnosi się do handlu, będziemy musieli przeprowadzić dokładniejszą analizę.

Zanim jednak zajmiemy się tematem musimy określić, jakie przyczyny mogą mieć próby ingerencji w rynek. Jeżeli mają przyczyny polityczne, czy prospołeczne, jak akcyza na używki, mająca ograniczyć do nich dostęp, ekonomista powinien się skupić wyłącznie na gospodarczych skutkach danego działania, pomijając zaś polityczne czy społeczne. Dlatego też ekonomista nie może stwierdzić, że dana restrykcja jest zła lub dobra, jeżeli jej cel nie był celem gospodarczym.

Wykazaliśmy już wcześniej, że w długim okresie na nieskrępowanym rynku większe zapotrzebowanie na dobro oznacza większą jego podaż, zaś specjalizacja czynników produkcji oraz konkurencja między dostawcami danego dobra może zmniejszyć jego cenę. Rynek zatem samoistnie rozszerza się w tych dziedzinach, które cieszą się zainteresowaniem. Jeżeli jakaś gałąź przemysłu nie jest potrzebna, nie rozwija się ona, albo wręcz zanika. Zatem jasno wychodzi nam, że przymusowe poszerzanie rynku jest bezcelowe, wszelkie regulacje handlu mające poszerzyć rynek w najlepszym przypadku przyniosłyby efekt, który samoistnie zostałby osiągnięty przez samoregulujący rynek.

Co zostało dowiedzione zobrazować może przykład owej próby poszerzenia rynku. Nasz przykład będzie prosty i prozaiczny, gdyż będzie dotyczył zwykłego, codziennego produktu — białego mleka. Rząd Rurytanii zauważywszy, że ogromna większość kupujących na rynku krajowym mleko w celach konsumpcyjnych to matki z małymi dziećmi, wiedząc, że dzieci są przyszłością narodu, postanowił wprowadzić cenę maksymalną na mleko. Od tej chwili — deklarują urzędnicy, którzy wydali tę decyzję — więcej matek będzie miało dostęp do mleka dla swoich dzieci! Jednak z tą analizą musimy się nie zgodzić. Cena maksymalna, o ile została ustanowiona poniżej ceny rynkowej, sprawia, że przynajmniej część przedsiębiorców wycofa się z produkcji mleka, gdyż ich koszty produkcji będą za duże w stosunku do spodziewanego dochodu, tak więc w prosty sposób mleka na rynku będzie mniej niż przed reformą! Niektóre matki, chociaż będą dysponować odpowiednimi środkami, po prostu nie znajdą w sklepach potrzebnej ilości mleka — stoi to w jawnej sprzeczności z celem restrykcji, o ile było nią ułatwienie dostępu do mleka dla najbardziej potrzebujących. By bardziej pognębić te niefortunne wnioski, jakie urzędnicy Rurytanii (na pewno mając na celu dobro mieszkańców) wyciągnęli, możemy wspomnieć, że pewna część społeczeństwa, która dotychczas ograniczała kupno mleka ze względu na cenę, może zainteresować się nim teraz, mimo że potrzebują go mniej pilnie niż wspominane matki z małymi dziećmi. Taką osobą może być choćby hodowca kotów, który do tej pory ograniczał przyjemność swoich pupili, gdyż nie cenił sobie jej tak wysoko jak cenę butelki mleka przed obniżką, jednak po obniżce może się już na to zdecydować. Zatem podaż została ograniczona, a popyt zwiększony — skutkuje to ogromnym niedoborem!

Co z regulacjami mającymi nie poszerzyć, a zawęzić rynek? Te bez przeszkód odnoszą skutki, jednak „cudowną mocą spowita władza”, jak mawiał poeta, nie może mieć jawnie szkodzącego wszystkim celu i nie twierdzimy, że kiedykolwiek miała! W naszych rozważaniach podstawowym założeniem jest zawsze to, że owa władza zawsze ma na uwadze dobro obywateli, nigdy zaś świadomie nie chce im szkodzić.

Jednak jak można ograniczać handel tak, żeby wszyscy na tym zyskiwali? Nie da się i nawet zwolennicy ograniczania tego handlu nie twierdzą, że się da — wobec braku sprzeciwu odnośnie tej tezy nawet od wspomnianej grupy popleczników ograniczeń pominiemy udowadnianie po raz kolejny tej tezy, nawet jeżeli wcześniej udowadnialiśmy ją ukrytą pod innymi słowami. Da się jednak ograniczyć rynek w ten sposób, by jedna z grup straciła kosztem drugiej. Czy to będą uprzywilejowani rolnicy, których wyroby ze sztucznie zawyżoną ceną będzie kupować reszta społeczeństwa, czy klasa najbiedniejszych zwolniona z podatku, przez co usługi publiczne z jakich ona korzysta opłaca lepiej zarabiająca część społeczeństwa, czy może w celu chronienia rodzimych przedsiębiorców poprzez cła opodatkuje się wszelkie wyroby zagraniczne — efekt zawsze jest ten sam, jedna grupa ponosi korzyści, inne zaś tracą. Ocenę tego, czy podobne regulacje są złe czy dobre pod względem moralnym ekonomista powinien zostawić czytelnikowi i my również tak zrobimy, za to spytamy o cel — jeżeli cel był polityczny czy społeczny nie pozostaje nam nic więcej do dodania. Jeżeli cel był gospodarczy, jednak miał na uwadze dobro jednej grupy, nie przejmując się stratami drugiej, ekonomiście również nie pozostaje nic do dodania, jak tylko gratulacje z powodu dobrze obranych do celu środków. Jeśli jednak celem był dobrobyt wszystkich obywateli — wtedy ekonomista może wtrącić kilka uwag.

Im mniejsza grupa objęta protekcją tym większa szansa, że rzeczywiście jej zyski będą zadowalająco dla niej samej większe od poniesionych strat, reszta zaś społeczeństwa nie odczuje swoich niedoborów aż tak mocno. W końcu żeby jedna osoba dostała tysiąc dolarów, wystarczy, że ze stu tysięcy obywateli każdy wyzbędzie się zaledwie jednego centa. Z kolei żeby dziesięć tysięcy obywateli zyskało po jednym tysiącu dolarów, ze stu tysięcy obywateli każdy musi oddać po sto dolarów, która to strata w bezpośrednim przeliczeniu ciągle bardziej opłaca się grupie beneficjentów, jednak koszty poniesione przez resztę społeczeństwa z pewnością odbiją się również na wspomnianej grupie.

Podniesienie wydatków obywateli, czy to przez zwiększenie podatków konsumpcyjnych, czy dochodowych, czy inwestycyjnych zawsze zwiększy ich koszty produkcji w tym sensie, że aby zachować dotychczasowy standard życia będą oni musieli sprzedawać drożej (gdyż zwiększenie ilości wykonywanej pracy już byłoby zaniżeniem standardu życia). Jeżeli pominiemy założenie, iż będą pragnęli zachować dotychczasowe dochody i pozwolą na ich spadek — już widzimy nieskuteczność polityki ograniczania rynku w celu powszechnego dobrobytu. Nie rezygnujmy jednak z owego założenia i ciągnijmy dalej raz zaczętą myśl. Sprzedawcy muszą drożej sprzedawać, przez co konsumenci muszą drożej kupować. Tym razem pogarsza się sytuacja konsumentów, a że wszyscy uczestnicy rynku są i konsumentami i producentami[5] cierpią wszyscy.

Podnieść wydatki obywateli można we wszelaki sposób, jednak w gruncie rzeczy zawsze kończy się to tak samo — być może różnicą jest szybkość, w jaki owe skutki podniesienia wydatków odbiją się na poszczególnych członkach społeczeństwa. Wystarczy podnieść opłaty któremukolwiek przedsiębiorcy, którego dobra ludzie chcą nabywać. Na rynku wyraźnie widać, którego przedsiębiorcy dobra cieszą się popularnością — są to ci wszyscy przedsiębiorcy, którzy jeszcze nie upadli, ci którzy wciąż sprzedają. Nie ma przy tym znaczenia, czy przedsiębiorca mieszka w kraju, czy za granicą, czy obłoży się go podatkiem, cłem, czy inną opłatą — za każdym razem prędzej czy później straci każdy obywatel. Pamiętać należy, że każde pięć dolarów więcej wydane na jedno dobro, oznacza pięć dolarów mniej wydanych na inne dobro.

Ale przecież zebrane w ten sposób podatki trafiają na cele publiczne! Budowane są drogi, opłacana jest policja i wiele innych — powie zaskoczony konkluzją czytelnik. Najpierw wspomnimy o tym, że jeżeli zatrudnia się kogokolwiek, by zebrał owe podatki, nie mówiąc już o ich uchwaleniu, już wtedy pewna część środków zostaje skonsumowana bez odzwierciedlenia w bezpośrednich potrzebach rynku. Później zaś odwołamy się do słów wcześniejszych — jeżeli celem nałożenia podatku było coś innego niż bezpośrednie zwiększenie zamożności ogółu obywateli w sposób czysto gospodarczy, wtedy ekonomista bez słowa bada wyniki owych działań. Nie rzeczą ekonomisty jest orzekać, czy ludzie poradziliby sobie bez władzy, czy zdołaliby wybudować drogi, opłacić policję etc., to jest zadanie dla politologa czy socjologa, których pracę niemniej szanujemy i podziwiamy.

Na koniec dodać można już tylko najogólniejszą myśl niniejszej rozprawy, która rozdrobniona i podzielona wielokrotnie przewinęła się już wśród barwnych, jak mamy nadzieję przykładów i argumentów, których merytoryczność oceni już czytelnik. Otóż stwierdzić trzeba, że regulacje handlu ogólnego zwiększenia dobrobytu nie przynoszą i przynieść nie mogą.

 

[1] Czasami przedłuża się drogę do celu ze względu na przyjemność z jej pokonywania, mamy z tym do czynienia choćby w przypadku wędrówek po górach, gdzie dotarcie do szczytu nazywamy celem. Jednak w takim przypadku celem tak naprawdę jest sama wędrówka, dająca tyle przyjemności pieszym turystom, osiągnięcie szczytu zaś jedną ze składowych tego rozłożonego w czasie i przestrzeni celu, tak więc sformułowana przez nas zasada ciągle pozostaje w mocy.

[2] Przy jednoczesnym braku oszczędności wynikającej z podziału pracy.

[3] Słownik PWN, http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/rynek;3970464.html

[4] Słownik PWN, http://sjp.pwn.pl/slowniki/Pa%C5%84stwo.html

[5] Żyjący ze spadków żyją tak naprawdę ze zakumulowanej pracy swych przodków. Ich rzeczywiście można by nazwać wyłącznie konsumentami, gdyby nie fakt, że w znacznej większości (o ile nie wszyscy) trzymają swoje oszczędności w bankach, które przyznają zysk od kapitału na podstawie kredytów udzielonych producentom — a więc i dzięki zyskom producentów. Mniejsze zyski producentów skutkują mniejszym oprocentowaniem lokat w bankach, czyli mniejszymi przychodami dla posiadaczy spadków. Nawet jeżeli nie zmusi ich to do natychmiastowego obniżenia stopy życia, przybliży to chwilę, gdy w końcu będą musieli to zrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Cytat:
  • Ekonomia nie może być wyrzucona do klas szkolnych i biur statystycznych, nie może być nauką ezoteryczną. Jest to filozofia ludzkiego życia i ludzkiej aktywności, odnosi się ona do każdego i do wszystkiego. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W kwietniu wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 345,82 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>