Autor: Joseph T. Salerno
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Monika Butryn
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Artykuł z 2 stycznia 2015 r.

PKB„The Financial Times” opublikował ostatnio artykuł zawierający wykres, na którym widać związek między wydatkami rządowymi a realnym wzrostem PKB[1]. Na podstawie tych danych autor artykułu, Matthew Klein, wnioskuje: „Nie jest tajemnicą, że cięcia wydatków (i podatków) spowolniły amerykański wzrost przez ostatnie cztery lata”. Dowodzi, że między połową roku 2010 a połową 2011 roku redukcja wydatków amerykańskiej administracji spowolniła wzrost gospodarczy o 0,76 proc. Według niego doprowadziło to do tego, że obecny PKB jest o 1,2 proc. niższy, niż mógłby być, jeśli nie zastosowano by programów oszczędnościowych. Podkreśla również, że od 2012 roku niemal całość negatywnego wpływu rządowej polityki zaciskania pasa na PKB wynika z ograniczenia wydatków na wojskowość. Choć część redukcji była korzystna, to według Kleina część stanowiła „strzał w kolano”. Rzeczywiście, może taka się wydawać w przypadku rządu federalnego, ale dla prywatnej gospodarki jest korzystna.

To oczywiście prawda, że ograniczenie realnych wydatków rządowych powoduje spowolnienie realnego wzrostu PKB — w sposób, w jaki się to oficjalnie liczy. Lecz w przeciwieństwie do opinii Kleina, redukcja wydatków rządowych nie spowalnia wzrostu produkcji dóbr zaspokajających potrzeby konsumentów, a wręcz ją przyspiesza. Co więcej, zmniejszenie wydatków rządowych zwiększa realne dochody i poziom życia producentów/konsumentów sektora prywatnego. Źródła tego pozornego paradoksu należy szukać w metodzie stosowanej zwykle do obliczania wielkości realnej produkcji w gospodarce. Wytłumaczę to na prostym przykładzie.

Problem z obliczeniem PKB

Wyobraźmy sobie prostą gospodarkę na pewnej wyspie, gdzie sektor prywatny wytwarza 1000 jabłek rocznie. Przypuśćmy, że rząd wyspy nakłada na prywatnych producentów podatki w wysokości 200 jabłek w celu utrzymania swojego wojska i najeżdża na sąsiednią wyspę, by zneutralizować „potencjalne zagrożenie terrorystyczne”. Zgodnie z tradycyjnym sposobem obliczania dochodów, zakorzenionym głęboko w ekonomii keynesistowskiej, PKB w wartościach realnych wynosi 1200 jabłek: 1000 (sprzed podatku) jabłek, albo na bieżąco konsumowanych przez producentów, czy też użytych jako inwestycja w celu zasadzenia nowych drzew i zapewnienia przyszłej konsumpcji lub wydanych na opłacenie podatków, plus 200 jabłek wydanych przez kraj na broń w ramach intensywnej produkcji „dobra publicznego”, jakim jest obrona narodowa. Innymi słowy, na realny PKB wyspy[2] składa się 1000 jabłek dobrowolnie wyprodukowanych przez sektor prywatny oraz „wartość dodana jabłek” — obrona narodowa, której wartość wyraża koszt jej produkcji, czyli 200 jabłek stanowiących przychód z podatków przymusowo nałożonych na producentów, a wydanych na podbicie sąsiedniej wyspy.

Teraz przyjmijmy, że po roku podbój dobiegł końca i wyspa rzekomo udzielająca schronienia terrorystom została spacyfikowana. Rząd naszej wyspy decyduje się na cięcia w budżecie wojskowym i zmniejsza podatki o 100 jabłek. Przy innych czynnikach bez zmian realny PKB zmniejsza się do poziomu 1100 jabłek, jako że obrona narodowa, czyli usługi rządowe, ma wartość tylko 100 jabłek w porównaniu do 1000 produkowanych przez sektor prywatny. Tu jest pies pogrzebany. Jabłka były produkowane dobrowolnie i wobec tego ich wartość widocznie przewyższała wartość zasobów (wysiłku i czasu) użytych do ich produkcji. Z drugiej strony nie ma żadnego dowodu na to, by prywatni producenci/konsumenci cenili sobie wyżej jakość usług wojskowych dostarczanych przez ich rząd od kosztu ich produkcji, lub na to, by w ogóle je cenili. Wynika to z faktu, że wydatki rządowe na wojskowość sfinansowano  przymusowo pozyskaniem zasobów z sektora prywatnego, którego członkom nie pozostawiono żadnego wyboru, toteż nie podjęli się oni w tej sprawie żadnej wyceny wartości.

Nie ma sposobu na obliczenie wartości realnej dóbr sfinansowanych przez podatki

Ten sam wniosek ma zastosowanie do jakichkolwiek przedsięwzięć sfinansowanych w sposób przymusowy, jak na przykład budowa szpitala opłacona przez rząd wyspy. W obliczu braku dobrowolnej produkcji i wymiany, nie ma żadnego sensownego sposobu na ustalenie wartości dóbr i usług. Inwestycje i usługi rządowe mogą posiadać pewną wartość dla prywatnych konsumentów, lecz nie istnieje żadna obiektywna metoda naukowa, która mogłaby ją zmierzyć. Przyjmując że rząd marnotrawi 50 proc. wydawanych przez siebie zasobów, zysk konsumentów netto z produkcji rządowej wynosi zero.

Zastosowanie „produktu prywatnego brutto”

Z tego i innych powodów dochód narodowy obliczony zgodnie z zasadami austriackiej szkoły ekonomii nie brałby pod uwagę wydatków rządowych w kalkulacji całkowitej produkcji w gospodarce. W gospodarce naszej wyspy produkt realny lub, jak nazywają go austriacy w ślad za Murrayem Rothbardem, „produkt prywatny brutto” albo „PPB”[3], jest więc równy jedynie 1000 jabłek wyprodukowanych przez sektor prywatny i nie bierze pod uwagę wydatków rządowych na cele wojskowe (czy zdrowotne) rzędu 200 jabłek[4]. Lecz 1000 jabłek stanowiących PPB w rzeczywistości jest ilością zawyżającą ilość zasobów pozostawionych do dyspozycji sektora prywatnego, bo 200 jabłek przymusowo odjęto od potencjalnie wartościowej prywatnej konsumpcji i inwestycji w celu sfinansowania działalności rządowej, która z punktu widzenia pierwotnych producentów tych zasobów może zostać uznana jedynie za marnotrawstwo. W tym sensie, podatek rzędu 200 jabłek, według miernika PPB, może zostać uznany za „grabież” prywatnej gospodarki[5].

Korygując saldo o tą „grabież”, otrzymujemy to, co Rothbard nazwał „pozostałym produktem prywatnym, czyli PPP. PPP to PPB minus całość tego, co roztrwania rząd (tj. wydatki publiczne)[6]. Na naszej hipotetycznej wyspie PPP wyniósłby 800 jabłek (1000 jabłek — 200 jabłek). Zatem zamiast dodawać wydatki rządowe do produkcji prywatnej, powinniśmy je od niej odjąć, tak by można było uzyskać wiarygodny obraz poziomu życia osób prywatnych zaangażowanych w działalność gospodarczą[7].

Obniżenie podatków i wydatków zwiększa dobrobyt

Na podstawie powyższej analizy możemy wnioskować, że cięcia wydatków wojskowych przez rząd wyspy o 100 jabłek, bez żadnych innych zmian, doprowadziłoby do zmniejszenia realnego PKB z 1200 do 1100 jabłek. Jednak z perspektywy austriackiej realna produkcja dóbr wartościowych pozostaje stała i wynosi 1000 jabłek, podczas gdy dobrobyt gospodarczy producentów ulega znacznemu wzrostowi, gdyż wartość „zabranych” im przez rząd jabłek spada o 100, powodując wzrost PPP z 800 do 900! Ale to nie wszystko — 100 jabłek, które pobrano w formie podatków, w tym wypadku zostanie przeznaczone na inwestycje, czyli sadzenie nowych drzew, a więc zwiększy kapitał, w konsekwencji przyspieszając wzrost ekonomiczny.

Nawet w krótkim okresie możliwy jest wzrost PPB z powodu efektów podażowych. Przykładowo — cięcia marginalnych stawek podatkowych zwiększają koszt alternatywny wypoczynku i motywują producentów do dłuższej pracy. Prywatna siła robocza zwiększa się, bo zaczynają zasilać ją także byli żołnierze. Może okazać się więc, że PPB wzrośnie z 1000 do 1075 jabłek (a zatem wzrośnie i PPP, z 800 do 975 jabłek). W tym scenariuszu cięcia wydatków rządowych rzędu 100 jabłek byłyby częściowo zrównoważone wzrostem produktu prywatnego o 75 jabłek, tak by statystyki PKB pokazały mniejszy spadek niż wykazany wcześniej, a więc 1175 jabłek zamiast 1200. Pomimo spadku w bezsensownej statystyce PKB wynik ten byłby pozytywny dla prywatnej gospodarki, ponieważ produkcja jabłek, realne dochody, poziom życia producentów, a także przyszła wydolność produkcji ulegają poprawie.

Z austriackiego punktu widzenia droga powrotna do natychmiastowego uzdrowienia gospodarki i zrównoważonego, długoterminowego wzrostu zawsze i wszędzie wiedzie przez obniżanie podatków i cięcia wydatków rządowych. Tak, jest to polityka oszczędności — lecz tylko dla rządu. Ograniczenie grabieży politycznej w gospodarce prywatnej prowadzi do rogu obfitości, pełnego obecnych i przyszłych korzyści dla prywatnych konsumentów. A korzyści te są praktycznie darmowe, gdyż zasoby konsumowane przez budżet państwa, z punktu widzenia prywatnych producentów tych zasobów, są praktycznie czystym marnotrawstwem.

Głębokie cięcia nadętego budżetu Stanów Zjednoczonych, powiedzmy o 25 proc., stanowiłyby nie tylko lekarstwo na problem deficytu, lecz co ważniejsze — w szybki sposób odwróciłyby proces zanikania klasy średniej oraz mocno i trwale pobudziłyby anemiczny długoterminowy wzrost gospodarczy państwa. Prawdziwym problemem nie jest bowiem rozmiar deficytu budżetowego per se, lecz raczej grabież dokonywana na produkcji prywatnej brutto przez budżet federalny[8]. Wobec tego amerykański budżet wielkości 4 bilionów dolarów o deficycie rzędu 500 miliardów jest o wiele bardziej szkodliwy dla gospodarki prywatnej niż budżet stanowiący 3 biliony, częściowo finansowany przez jednobilionowy deficyt.

 

[1] Recenzję artykułu i niektóre z wykresów można znaleźć tutaj.

[2] Dla uproszczenia pomijamy deprecjację kapitału na wyspie, zakładając że raz posadzone jabłonie żyją wiecznie i nie generują kosztów utrzymania ani potrzeby wymiany, wobec czego PKB=PKN.

[3] Ponownie, dzięki uproszczeniu, PKB=PKN.

[4] Pionierem austriackiego podejścia do gospodarki był Murray Rothbard, który zawarł najważniejsze idee szkoły austriackiej w dziełach Wielki Kryzys w Ameryce i Ekonomia wolnego rynku.

[5] Używam terminu „grabież”, rozumiejąc przez niego przymusowe zawłaszczanie czyjejś własności, legalne lub nielegalne i w jakimkolwiek celu. Istnieje taki precedens w starszych kodeksach prawnych. W prawie francuskim, „grabież” oznacza „plądrowanie dóbr zmarłego”, a w prawie staroszkockim „przestępstwo kradzieży bydła przez siły zbrojne” (Lesley Brown, ed., The New Shorter Oxford English Dictionary on Historical Principles, wyd. 4, Oxford University Press, Nowy Jork, 1993, s. 639).

[6] Za grabież można właściwie uznać wydatki rządowe lub podatki, w zależności od tego, które z nich mają większą wartość (Rothbard, Wielki Kryzys w Ameryce). Lecz jako że rząd amerykański rzadko generował nadwyżki wydatków od czasu II wojny światowej, możemy to pominąć.

[7] Robert Batemarco korzysta z idei Rothbarda w celu obliczenia PPB, PPP i stosunku PPP do zatrudnienia (prywatnego) w latach 1947-1983 i dzięki temu prześledzenia ewolucji standardu życia prywatnego w tych latach.

[8] By obliczyć całkowitą grabież rządową, należy uwzględnić wydatki rządowe i komunalne.

 

Podobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj redakcję IM. Dzięki Twojej darowiźnie opublikujemy więcej wartościowych komentarzy, tłumaczeń i innych ciekawych tekstów.

22 odpowiedzi na „Salerno: Jak spadek PKB generuje wzrost gospodarczy”

  • W ostatnim rozdziale zamiast PPR powinno być chyba PPP.

  • Tekst spoko, ale czy przykład jabłek nie jest trochę nietrafiony, zwłaszcza w kontekście alternatywy między konsumpcją, a inwestycją? Przecież konsumuje się miąższ jabłka, a nowe drzewka powstają z pestek, więc nie trzeba tutaj wybierać.

    Dlaczego „Przyjmując że rząd marnotrawi 50 proc. wydawanych przez siebie zasobów, zysk konsumentów netto z produkcji rządowej wynosi zero.” Nie rozumiem.

  • skąd te 50%..jest taka ksiązka Emanuela Savasa,, Prywatyzacja klucz do lepszego rządzenia”.gość zajmował się prywatyzacją za Reagana..wyszło mu ,że państwo średni jest o 40% mniej efektywne od sektora prywatnego..polecam ciekawa lektura

    • Salerno pisze o efektywności w ujęciu takim jak Rothbard, a Savas zapewne był monetarystą/neoklasykiem – stąd różne definicje efektywności.
      Savas pisząc o efektywności ma na myśli (zgaduję, nie czytałem jego książki) to, że żeby wybudować drogę z punktu do punktu b, firma prywatna potrzebować będzie 100 tyś dolarów, a rząd 140 tyś – różnica będzie wynikać z marnotrastwa, wyższych płac sektora publicznego, korupcji itd. Natomiast Rothbard spyta się czy ta droga jest w ogóle potrzebna, tj. czy powstała by gdyby nie interwencja państwa, a dalej, jak by dokładnie powstała – bo nawet jeżeli droga faktycznie była potrzebna, prywatni przedsiębiorcy zapewne inaczej by ją zbudowali, tak więc stąd wynika jego teza o nieefektywności ‚inwestycji’ państwowych.
      Efektywność w definicji austriackiej jest niemierzalna, ponieważ wynika z subiektywnych skal użyteczności każdego konsumenta, aczkolwiek będzie większa niż te 40% (ponieważ oprócz tego że droga mogła być tańsza, to nie wiadomo w jakim stopniu była potrzebna ludziom) – zakładając że to wiarygodny numer oczywiście. No i warto pamiętać że takie wyliczenia nie są zbyt uniwersalne – odnoszą się co najwyżej do USA za rządów Reagana, może jeszcze jego poprzednika, ale nie przyjmowałbym tego jako jakiejś uniwersalnej miary efektywności państwa.

  • praca Savasa to empiryczne badania. porównywał spólki publiczne i prywatne wykonujące te same usługi taka wąska kalkulacja pienięzna na poziomie firmy jest jak najbardziej austriacka..oczywiście ze wyliczenia nie sa uniwersalne:)) np Pony ekspres potrzebowało kilku dni na dostarczenie przesyłki ze wschodniego wybrzeża na zachodnie w xix w ,a poczta państwowa w xx kilka tygodni..oczywiście ,że efektywnośc w sensie austriackim jest niemierzalna wiec pisanie o 50% jest nieuprawnione:)))

  • Czy ten przykład z 1200 jabłkami jest w ogóle poprawny? „Wyobraźmy sobie prostą gospodarkę na pewnej wyspie, gdzie sektor
    prywatny wytwarza 1000 jabłek rocznie. Przypuśćmy, że rząd wyspy nakłada na prywatnych producentów podatki w wysokości 200 jabłek w celu utrzymania swojego wojska i najeżdża na sąsiednią wyspę, by zneutralizować „potencjalne
    zagrożenie terrorystyczne””. Społeczeństwo ma 1000 jabłek do wydania. Może je wydać na konsumpcję albo inwestycje (już sytuację, w których cześć oszczędza, czytaj. trzyma w domu, pomińmy). Tylko jak z tego 1000 rząd zabierze 200 (w formie podatku dochodowego), to przecież zostanie im na konsumpcję i inwestycje 800. Jak wydadzą wszystko, podobnie rząd, to chyba Y=800 (C+I)+ 200 (G)=1000 a nie 1200. Jeszcze jeżeli dobrze rozumiem ten przykład, to na wyspie wytwarza się tylko jabłka, którymi rząd płaci za importowaną broń, czyli PKB właściwie wydatki na finalne dobra wytworzone w kraju wynoszą Y=1000-200=800 jabłek. . Chyba że przyjąć, że broń zakupiona za 200 jabłek wlicza się do PKB jako 200 jabłek. W metodzie sumowania wartości dodanej przedsiębiorstw mamy 1000 jabłek, państwo żadnej wartości dodanej nie przyłożyło do PKB, więc ten wynosi dalej 1000 jabłek? W metodzie sumowania dochodów czynników produkcji mamy 1000 jabłek rozdzielonych pomiędzy pracowników, przedsiębiorców i kapitalistów – transferów społecznych się nie wlicza (chyba że to tyczy się tylko metody sumowania wydatków???) i znowu wychodzi 1000 jabłek.

    • Tylko że PKB to produkt krajowy BRUTTO. Brutto firma wypracowuje 1 000 zł zysku – z tego 300zł oddaje w daninach państwu.
      Państwo ma 300zł i za to buduje drogi / płaci za administracje – w sumie na rynek trafia kolejne 300zł. PKB wynosi 1300zł, a nawet jeszcze wiecej bo jesli państwo płaciło firmie prywatnej to ta firma z tych 300zł płaci też podatek – ząłóćmy 100zł – który ponownie trafia do Państwa a ono ponownie je wydaje np na zasiłki socjalne – PKB się zwiększa i tak dalej i tak dalej – a to wszystko z wypracowanego w sektorze prywatnym 1 000zł. Przypominam o magicznym słowie BRUTTO – które oznacza wartość z wliczonym podatkiem.
      Jeśli się mylę , proszę mnie poprawić.

      • Produkt Krajowy Brutto dlatego, że nie uwzględnia kosztów amortyzacji.
        Produkt krajowy netto = PKB – amortyzacja.

      • PKN to PKB pomniejszony o amortyzacje (wartość zużycia kapitału trwałego gospodarki) a nie podatki.

  • Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Wydatki rządowe mogą być:
    – efektywne gospodarczo
    – nieefektywne gospodarczo
    – niszczące

    Jeżeli np. rząd zbuduje autostrady, lub koleje, to nawet, jeżeli nie robi tego zbyt efektywnie, to zwiększenie efektywności całej gospodarki będzie ogromne. A bez udziału rządu zbudowanie ogromnej infrastruktury może być trudne z powodów prawnych i społecznych.

    Jeżeli natomiast rząd zbuduje obozy koncentracyjne i zamorduje tam50% ludzi, to nawet, gdyby te obozy były budowane efektywnie, a później i koszty operacyjne byłyby utrzymywane na poziomie takim, jak by były prywatnymi firmami, to jest oczywiste, że o żadnej korzyści społecznej mówić tu nie można. Tak nie wolno ignorować meritum danej działalności, a sama analiza przepływów pieniężnych może nas zaprowadzić na manowce.

  • ‚bez udziału rządu zbudowanie ogromnej infrastruktury może być trudne…’ o great Ultima Thule you made my day! przecież bez rządu to nawet kury nie chcą się nieść a krowy dawać mleko. Nota bene Che G. jak był ministrem rolnictwa to w porze żniw brał wszystkich urzędników do zbierania trzciny cukrowej a i tak nigdy nie udało się osiągnąć takich wyników jak za czasów istnienia prywatnych gospodarstw rolnych. Był taki ironiczny wiersz ale nie pamiętam jak to leciało ale było o tym jak to dzięki ministrom słonko świeci i deszcz pada ktoś pamięta? W innym wątku też chyba Ultima pisał że najpierw w kosmos poleciało państwo żeby przetrzec drogę prywaciarzom ale zapomniał dodać że najpierw rząd zakazał prywatnych prób rakietowych. I tak jest za każdym razem – rząd robi postęp ale najpierw czyści sobie przedpole grając nie fair. Niech Ultima sobie to zanotuje – rząd nigdy nie dodaje gazu, rząd tylko popuszcza hamulec. Zacytuję mistrza Lema: ‚[król wydał] edykty wprowadzające stan wyjątkowy godzinę policyjną i haracz specjalny… kiedy upłynął rok aktem najwyższej łaski odwołał jeden edykt gardłowy haracz uczynił lżejszym a wyjątkowy stan raczył anulować… i lud radował się i chwalił niezrównaną z niczym szlachetną łaskawość władcy’ Dlaczego tak rząd zawsze działa? Bo rząd jedyne co umie robić dobrze to gnębić ludzi i taki jest najgłębszy sens jego istnienia. Więc kiedy rząd zabiera się za to czego nie potrafi albo za to co potrafi ale beznadziejnie np za produkcję towarów lub świadczenie usług, to żeby się nie ośmieszyć posyła prywatną konkurencję do gułagu czy gdzie tam mu pasuje i wtedy np wszyscy Rosjanie mogą z dumą opowiadać że ich ojczyznę zelektryfikowali bolszewicy a nie jacyś kapitaliści. Ba wtedy nawet Ultima będzie miał rację gdy powie że elektryfikacja ZSRR bez udziału rządu byłaby… Cytuję ‚trudna prawnie i społecznie.’ Podobnie jest z wodociągami. W Londynie istniało kilka prywatnych ujęć wody i wodociągów. Rząd to zabrał i ceny poszły w górę a jakość wody w dół.

    • BREDZISZ. Jeżeli rząd nie byłby do niczego potrzebny, to wtedy nie powstałyby potęgi Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Rosji, starożytnych Chin i Egiptu itp. Otóż organizacja państwowa pozwala uzyskać wartość dodaną związaną z planowaniem prostych w swej istocie, ale wymagających zaangażowania ogromnych zasobów prac. Często też projekty infrastrukturalne wymagają działania na szkodę niektórych środowisk i w sytuacji wolnorynkowej trudno byłoby pogodzić wszystkie sprzeczne interesy.

      Problemem wielu ludzi wyznających poglądy wolnorynkowe jest zapominanie o tym, że rozwój państwa i społeczeństwa to nie jest prosta suma indywidualnych działań. Np. edukacja, zdrowie itp. to istotne elementy, które pozwalają stworzyć spójne społeczeństwo zdolne do obrony swoich interesów przed zagrożeniem zewnętrznym. Jest bardzo wiele aspektów, które

      Ponadto bardzo duża część zasobów to dobro wspólne, którym i tak jakoś trzeba zarządzać, np. surowce mineralne, szlaki wodne, zasoby przyrodnicze itp. Często jest tak, że jeżeli pominiemy aspekty dobra wspólnego (nad którymi musi czuwać państwo), to wtedy jakaś inwestycja może się wydawać bardzo opłacalna. Ale jest ona opłacalna tylko dlatego, że ni musi płacić za koszty ponoszone przez całe społeczeństwo (np. hałas, zanieczyszczenia powietrza i wody, degradacja biotopów, odcięcie dostępu do terenów rekreacyjnych i przyrodniczych, przeobrażenie krajobrazu, zniszczenie dóbr dziedzictwa kulturowego itp.)

      Wbrew pozorom nie da się tych wszystkich spraw rozwiązać słowem „Wolny Rynek”.

  • Salerno w tekście pt.: „Jak spadek PKB generuje wzrost gospodarczy” podjął polemikę z artykułem Matthew Kleina opublikowanym w „The Financial Times”, w którym ten wykazuje, „że cięcia wydatków (i podatków) spowolniły amerykański wzrost przez ostatnie cztery lata” oraz „Podkreśla również, że od 2012 roku niemal całość negatywnego wpływu rządowej polityki zaciskania pasa na PKB wynika z ograniczenia wydatków na wojskowość.” Salerno swą polemikę z tezami Kleina rozpoczyna następującymi stwierdzeniami: „To oczywiście prawda, że ograniczenie realnych wydatków rządowych powoduje spowolnienie realnego wzrostu PKB — w sposób, w jaki się to oficjalnie liczy. Lecz w przeciwieństwie do opinii Kleina, redukcja wydatków rządowych nie spowalnia wzrostu produkcji dóbr zaspokajających potrzeby konsumentów, a wręcz ją przyspiesza. Co więcej, zmniejszenie wydatków rządowych zwiększa realne dochody i poziom życia producentów/konsumentów sektora prywatnego. Źródła tego pozornego paradoksu należy szukać w metodzie stosowanej zwykle do obliczania wielkości realnej produkcji w gospodarce.”
    Następnie w punkcie pt.: „Problemy z obliczaniem PKB” te swoje twierdzenia stara się wytłumaczyć czytelnikowi „na prostym przykładzie”, w którym niestety gmatwa reprodukcję prostą z rozszerzoną. Najpierw bowiem podaje, że „na pewnej wyspie, gdzie sektor prywatny wytwarza 1000 jabłek rocznie (czyli systematycznie co roku? – LO) … rząd wyspy nakłada na prywatnych producentów podatki w wysokości 200 jabłek w celu utrzymania swojego wojska”. Czyli po nałożeniu podatków w wysokości 200 jabłek ogólna ilość jabłek, jaka jest wyprodukowana nadal wynosi tylko 1000 = 200 opodatkowanych + 800 nieopodatkowanych. Następnie w dalszej części swego wywodu Salerno dokonuje niesamowitej wolty, bo stwierdza: „Zgodnie z tradycyjnym sposobem obliczania dochodów, zakorzenionym głęboko w ekonomii keynesistowskiej, PKB w wartościach realnych wynosi 1200 jabłek: 1000 (sprzed podatku) jabłek, albo na bieżąco konsumowanych przez producentów, czy też użytych jako inwestycja w celu zasadzenia nowych drzew i zapewnienia przyszłej konsumpcji lub wydanych na opłacenie podatków (przecież po opodatkowaniu pozostało producentom tylko 800 a nie 1000 jabłek! – LO), plus 200 jabłek wydanych przez kraj na broń w ramach intensywnej produkcji „dobra publicznego”, jakim jest obrona narodowa. Innymi słowy, na realny PKB wyspy składa się 1000 jabłek dobrowolnie wyprodukowanych przez sektor prywatny oraz „wartość dodana jabłek” — obrona narodowa, której wartość wyraża koszt jej produkcji, czyli 200 jabłek stanowiących przychód z podatków przymusowo nałożonych na producentów, a wydanych na podbicie sąsiedniej wyspy.” Przysłowiowego „konia z rzędem” temu, kto jest w stanie zrozumieć, dlaczego po opodatkowaniu i sfinansowaniu z tego zbrojeń dochód przykładowej wyspy powiększył się o wartość ściągniętego podatku w ilości 200 jabłek, czyli wzrósł do 1200 jabłek!
    Rzeczywiście swoimi wywodami w punkcie „Problemy z obliczaniem PKB” Salerno dowiódł, że to nie ekonomia keynesowska ma problemy z obliczaniem dochodu, a przede wszystkim to, że on sam zupełnie nie rozumie ekonomii keynesowskiej.
    2.Keynes oparł swoją teorię niedostatecznego popytu efektywnego na założeniu, że w gospodarkach wysoko rozwiniętych występuje, a raczej ujawnia się takie prawo psychologiczne, że dochodobiorcy z kolejnych przyrostów swych dochodów coraz mniej wydają na powiększenie swej konsumpcji, a coraz więcej oszczędzają. W rezultacie wzrasta udział oszczędności w dochodzie, na które nie ma wystarczającego popytu ze strony przedsiębiorców, którzy z zaciąganych kredytów finansują nowo realizowane inwestycje. .Albowiem gdy są realizowane nadmierne inwestycje, z których efekty w postaci zwiększonej podaży towarów, napotykają barierę popytową, to inwestycje te nie dają spodziewanych zysków, są nierentowne i dlatego na część oszczędności nie ma popytu i nie są one inwestowane. Nie są inwestowane dlatego bo przyrost konsumpcji na skutek owego psychologicznego prawa jest niedostateczny, czyli konsumpcja wzrasta wolniej od potencjalnej podaży dóbr konsumpcyjnych, gdyby w tym celu zostały zainwestowane wszystkie dokonane oszczędności ze zrealizowanych dochodów. Tak więc nie zainwestowane i zalegające w postaci nadmiernych rezerw pieniężnych oszczędności zmniejszając efektywny popyt powodują spadek cen i wywołują tendencje recesyjne w gospodarce.
    Dlatego Keynes postuluje, aby te nadmierne, niezainwestowane oszczędności prywatne wypożyczało państwo i finansowało nimi dodatkowe wydatki, na które nie ma pokrycia w dochodach budżetowych, czyli aby państwo dokonywało wydatków z tzw. deficytu budżetowego i w ten sposób podnosiło konieczny popyt efektywny i nakręcało koniunkturę gospodarczą. Jednak nakręcanie koniunktury poprzez zaciąganie pożyczek przez państwo powoduje narastanie długu publicznego, którego obsługa musi pochodzić z opodatkowania prywatnych dochodów. Dlatego wśród polityków są tacy zwolennicy, którzy uważają, że zamiast obsługiwania z podatków wcześniej zaciągniętych długów, należy po prostu opodatkowywać podatkiem progresywnym wysokie dochody i w ten sposób państwo powinno przejmować nadmiernie powstające oszczędności, czyli te, na które nie ma już popytu, aby je zainwestować w produkcji. Takiemu rozwiązaniu przeciwstawiają się ekonomiści zwolennicy szkoły austriackiej. Uważają, że każde podatki są przez urzędników państwowych nieracjonalnie wydawane, a przede wszystkim obniżają wzrost dochodu narodowego.
    3.Keynes wyprowadził swoją teorię niedostatecznego popytu efektywnego nie z pogłębionej analizy faktów i zjawisk ekonomicznych a z intuicyjnego w nie wglądu. Niestety, intuicja go tutaj kompletnie zawiodła. Zawierzając jej i opierając się tylko na niej nie dotarł do istoty problemu. Aczkolwiek jest prawdą, że podmioty, które otrzymują wysokie dochody mogą więcej oszczędzać od tych, którzy mają niższe dochody, ale jest też prawdą, że są utracjusze, którzy mimo wysokich dochodów pogrążają się w wysokich długach. W makroskali globalną podaż oszczędności do popytu na nie dostosowuje wysokość stopy procentowej. Przy wyższym oprocentowaniu depozytów oszczędnościowych dochodobiorcy są skłonni więcej oszczędzać aniżeli przy niższym.
    Ponadto Keynes przyjął, że wszelkie dokonywane oszczędności mogą pochodzić tylko z dochodów, które są wytwarzane i otrzymywane z realizowanych procesów produkcji. Tymczasem w warunkach obiegu pieniądza nietowarowego w gospodarce występują jeszcze dodatkowe oszczędności, oszczędności, jakie daje zastępowanie w obiegu drogiego pieniądza kruszcowego tanim pieniądzem papierowym i depozytowym. Już przed ponad dwustu laty Adam Smith w swym Bogactwie narodów stwierdził, że „Wprowadzenie pieniędzy papierowych zamiast złotych i srebrnych zastępuje bardzo kosztowne środki służące handlowi przez inne, znacznie mniej kosztowne, a nieraz równie dogodne. Obieg zaczyna się odbywać przy pomocy nowego koła, którego zainstalowanie i utrzymywanie kosztuje mniej, niż wynosiły te wydatki dla koła dawnego”. Oraz „Gdy więc zastępując je (monety kruszcowe – LO) pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać np. do jednej piątej ilości poprzedniej, to jeśli nawet tylko większa część wartości pozostałych czterech piątych będzie dołączona do funduszów przeznaczonych na utrzymanie pracowników, musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy” (Adam Smith: „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1954, T. I, str. 362-363 oraz 369). W tym drugim przypadku Smith nie przewidział, że oszczędności, jakie daje przyrost w obiegu pieniądza nietowarowego, gdy zostają zainwestowane w produkcję, powodują przede wszystkim systematyczne podnoszenie się koniunktury gospodarczej aż do jej przegrzania kończącego się załamaniem i kryzysem.
    4. Adam Smith był nie tylko bardziej wnikliwym analitykiem od Keynesa, ale też był obdarzony większą intuicją. Ponieważ nie przeprowadził analizy kreacji i funkcjonowania w obiegu pieniądza papierowego, więc nie miał pewności, jakie skutki dla wzrostu dochodu może mieć zastąpienie nim pieniądza kruszcowego. Na szczególne podkreślenie zasługuje jego następująca uwaga: „Lecz to, jak się taka operacja odbywa (zastępowania pieniądza kruszcowego pieniądzem papierowym – LO) i w jaki sposób wywiera wpływ na wzrost dochodu brutto lub czystego dochodu społeczeństwa, nie jest już wcale takie jasne i może wymagać jeszcze pewnych wyjaśnień” (Tamże, str. 363). Niestety, takich wyjaśnień Smith już nie dał.
    Należy dziwić się, aż nieprawdopodobne, że przez ponad dwieście lat od ukazania się Bogactwa narodów, żaden teoretyk ekonomii, a było ich więcej aniżeli w jakiejkolwiek innej dziedzinie nauki, nie dostrzegł i nie podjął się zbadania zaanonsowanego przez Adama Smitha problemu zastępowania w obiegu pieniądza towarowego pieniądzem nietowarowym. Najbliższy był Keynes. Lecz z powodu cechującej go płytkości myślenia temat jeszcze bardziej zagmatwał, bo potraktował realne oszczędności – jakie daje przyrost w obiegu pieniądza nietowarowego w postaci papierowych banknotów i bankowych depozytów w stosunku do pieniądza towarowego w postaci monet kruszcowych – za oszczędności pochodzące z dochodów pieniężnych tworzonych w produkcji i usługach. A wystarczyło tylko, aby te dwa rodzaje oszczędności od siebie oddzielić i te pierwsze pochodzące z dochodów pozostawić przedsiębiorcom do zainwestowania w produkcję, tak jak to postuluje szkoła austriacka, a te drugie pochodzące z oszczędności na obiegu nietowarowego pieniądza przeznaczyć do finansowania części wydatków budżetowych nie pokrytych dochodami państwa. Żeby jednak taką operację skutecznie przeprowadzić, trzeba zmienić dotychczas obowiązujący system kreacji i wtłaczania do obiegu pieniądza nietowarowego. To tylko bank centralny powinien kreować pieniądz obiegowy i wtłaczać go do obiegu poprzez finansowanie części wydatków budżetowych nie pokrytych dochodami państwa.
    Oszczędności, jakie daje zastępowanie w obiegu pieniądza towarowego, czyli kruszcowego (złotego, srebrnego) pieniądzem nietowarowym, czyli tanio kreowanym pieniądzem papierowym i depozytowym, stanowią ogólnospołeczny dochód. Prawo do tej oszczędności ma całe społeczeństwo i w jego imieniu może nią dysponować i dzielić tylko państwo! W praktyce dotychczasowego rozwoju gospodarczego wykształcił się jednak i utrwalił mechanizm przywłaszczania tej oszczędności przez bankowość prywatną w postaci udzielania dodatkowych oprocentowanych kredytów nie pokrytych depozytami (co faktycznie jest kamuflowane pod szyldem pokrycia tzw. „cząstkową rezerwą”) i na tej podstawie emitowania przez bankowość prywatną kredytowego pieniądza obiegowego. Wyemitowany na bazie udzielonych dodatkowych kredytów pieniądz bankowość prywatna traktuje tak, jak kapitał własny w obrocie, bo realizuje od niego (czyli od kredytów na bazie których pieniądz ten został wyemitowany) dochody z oprocentowania.
    Gdyby pieniądz obiegowy był kreowany przez bank centralny i wtłaczany do obiegu poprzez finansowanie części wydatków budżetowych nie pokrytych dochodami państwa, wtedy bank centralny nie obciążałby skarbu państwa kosztami oprocentowania udzielanych kredytów, albowiem z mocy prawa dochód banku centralnego podlega wpłacie do budżetu. Jednak wartość finansowania wydatków budżetowych kreowanym pieniądzem przez bank centralny nie może być większa od tej, jaką daje w danym przedziale czasu (roku) realna oszczędność na niezbędnym przyroście nietowarowego pieniądza w obiegu w tym przedziale czasu.
    Oczywiście, w warunkach kreacji pieniądza obiegowego przez bankowość centralną, banki komercyjne nie mogą już udzielać kredytów nie pokrytych depozytami – co też postuluje szkoła austriacka – i w ten sposób kreować pieniądz kredytowy oraz powiększać jego obieg. Rola bankowości prywatnej powinna sprowadzać się li tylko do obsługi kasowej podmiotów gospodarczych, czyli do dokonywania operacji na rachunkach bankowych oraz do pośrednictwa w obrocie kapitałowym: przyjmowania terminowych depozytów oszczędnościowych i wypożyczania ich, czyli udzielania z nich kredytów. LO

    • Leon Orlikowski on 3 kwietnia 2016 o 10:16
      Jak rozumiem z tego wywodu, postulujesz aby dodatkowy pieniądz emitowany przez Bank Centralny trafiał do budżetu jako „dodatkowy dochód całego społeczeństwa” a więc żeby ten dodatkowy dochód był dysponowany przez urzędników.
      – po pierwsze, co ograniczałoby wielkość tej emisji? Fundusze dysponowane przez rząd mogą stymulować dodatkową produkcję dóbr tak przez pobudzanie konsumpcji jak i przez wspieranie inwestycji są więc czynnikiem zwiększającym wartość pieniądza a ta pozwala bezinflacyjnie zwiększać jego podaż. Czyli samonapędzający się mechanizm sztucznie napędzanego konsumpcjonizmu.
      – po drugie, te dodatkowe pieniądze „oszczędności” nie mają swojej ceny (oprocentowania). W związku z tym jest oczywiste, że będą trafiały do inwestycji w dłuższe procesy produkcji, gdzie kapitał mający swoją cenę nie trafi w związku ze zbyt długim oczekiwaniem na zwrot a więc zbyt duże koszty oprocentowania. To jest naturalna ochrona przed rozpoczynaniem długich procesów produkcji na dokończenie których nie ma wystarczającej ilości oszczędności (mało oszczędności – wyższe oprocentowanie). Kapitał o zerowym oprocentowaniu będzie powodował opisywane przez Hayek’a niedostosowanie różnych etapów produkcji, przeinwestowanie wyższych etapów a więc cykl koniunkturalny.

  • Nie jestem anarchistą. Państwo zaspokaja popęd władzy, więc państwo istniało, istnieje i będzie istnieć. Mnie wkurza co innego. Ja rozumiem że sędzia piłkarski dużo zarabia że oprócz tego bierze w łapę i jest niesprawiedliwy stronniczy surowy drobiazgowy głupi itd. Ale żeby kopał piłkę jako 23 zawodnik?! No way! Rząd ma realizować swoją naturę która polega na 1 utrzymaniu i poszerzaniu władzy 2 życiu na koszt podatnika 3 wydawaniu i egzekwowaniu poleceń. Gdy odstępuje od tego zaczyna się cyrk czasem śmieszny (Bareja) najczęściej okrutny. Gdy rząd bierze się za produkcję towarów i świadczenie usług to kończy się gospodarka a zaczyna polityka i monopol. Piszesz że rząd może zabraniać prywatnej inicjatywie zyskownych inwestycji a sam może iść w straty. Jest to bardzo podatne na nadużycia. A co do tego że wolny rynek nie rozwiązuje problemów – to prawda – nie żyjemy w raju. Ale to co robi rząd to dopiero jest porażka. Sam te porażki raczyłeś wymienić: minerały oświata zdrowie ochrona środowiska itd. Na koniec kwestia najważniejsza. Problemem ludzkości nie jest to że ktoś chce zniszczyć dobro wspólne lecz że każdy rozumie je inaczej. Ty zakładasz że remedium na to jest uczciwy i obiektywny rząd – masz rację – tylko że to idealizm. A idealny jest tylko Bóg a nie rządowy Rychu Zbychu. Dlatego w rzeczywistości mamy wyższość niedoskonałej własności prywatnej i niedoskonałego wolnego rynku nad rządem pełnym papierowych doskonałych frazesów o dobru wspólnym. Poczytaj sobie na wikipedii hasła morze Aralskie i diamat (najlepiej od razu cytat z Bocheńskiego o tym jak pięknie mieszkają ludzie sowieccy).

  • Panie prof pora kolejny wylozył Pan swoje poglądy i chwała za to jak rozumiem pewne kontrowersje budzi tutaj pogląd , Salerno ,że opodatkowanie dochodu piewotnego i jwydanie go przez państwo zwiększa pkb o te kwote innymi słowy czyli liczenie tej cześci dochodu dwukrotnie jest poprawne z punktu widzenia obliczania pkb..do tego sie Pan nie odniósł..Pozdrawiam

    • Ale tezą artykułu jest to, że PKB – choćby z powodu jaki podałeś – jest nieadekwatne do mierzenia dobrobytu ludności.
      Jasne, jak rząd więcej wydaje, zwiększa się PKB – i co z tego? To tylko numerek. W rzeczywistości dobrobyt ludzki spada, ponieważ trzeba ponieść koszt tych wydatków – a nie dają one odpowiedniego zwrotu wartości (bo są nieefektywnie alokowane przez rząd).

  • Czyli jeśliby podatek wynosił 1000 jabłek i jakimś cudem został wyegzekwowany w całości albo w jakimś znacznym stopniu to PKB wyniosło by 2000 jabłek lub coś koło tego?! @Randology. Nie wszystko rząd alokuje błędnie. Nie słyszałeś o panama papers? 🙂

  • Poniższy tekst tłumaczy wszystkie paradoksy współcześnie obowiazującego systemu monetarnego
    Kryzys 2008 roku drogą do zmiany zasad kreacji pieniądza obiegowego
    1.Nouriel Roubini wykładowca w Stern School of Business przy Uniwersytecie Nowojorskim i prezes firmy konsultingowej Roubini Global Economics, za prezydentury Billa Clintona był członkiem zespołu doradców ekonomicznych Białego Domu, w tekście pt.: „Coraz bardziej niekonwencjonalna polityka pieniężna” (http://project-syndicate.pl/artykul/coraz-bardziej-niekonwencjonalna-polityka-pieni%C4%99%C5%BCna,4317.html), stwierdza, że „Większość rozwiniętych gospodarek po kryzysie finansowym z 2008 r. przeżywała anemiczne ożywienie, więc ich banki centralne musiały odejść od konwencjonalnej polityki pieniężnej – obniżania stóp procentowych za pomocą zakupów krótkoterminowych papierów skarbowych na otwartym rynku – w stronę posunięć niekonwencjonalnych.” Ale i te kierunki działań okazały się nieskuteczne, bo „Mimo to w większości gospodarek rozwiniętych wzrost (i inflacja) wciąż nie chce iść żwawiej w górę. Jest po temu wiele powodów. Zważywszy na zbijanie wysokiego długu prywatnego i publicznego, niekonwencjonalna polityka pieniężna mogła zapobiec ostrej recesji i deflacji; ale nie była w stanie przywrócić dynamicznego wzrostu gospodarki i 2-proc. inflacji.” „W efekcie niekonwencjonalne narzędzia polityki pieniężnej – stosowane już od blisko dekady – stały się narzędziami konwencjonalnymi. A w obliczu wciąż rozczarowującego wzrostu i ryzyka deflacji w większości rozwiniętych gospodarek, twórcy polityki pieniężnej będą musieli prowadzić swoją samotną walkę za pomocą nowego zestawu nietypowych narzędzi niekonwencjonalnej polityki pieniężnej.” Dlatego przewiduje między innymi, że „luzowanie ilościowe może zmienić się w „helikopterowe zrzucanie” pieniędzy albo bezpośrednie finansowanie przez banki centralne wzrostu deficytów budżetowych. Ostatnio na rynkach mówi się o zaletach stałej monetyzacji deficytu i długu publicznego (podkreślenie – LO). (…) Zrzut z helikoptera (czy to za pomocą ulg podatkowych, czy transferów finansowanych nowo drukowanymi pieniędzmi) pozwoliłby przekazać środki bezpośrednio gospodarstwom domowym, co zwiększyłoby konsumpcję”. „A jeśli obecne warunki w gospodarkach rozwiniętych nie zmienią się w ciągu dekady, to helikopterowe zrzucanie pieniędzy, monetyzacja długu … mogą okazać się nowymi” i skutecznymi narzędziami niekonwencjonalnej polityki pieniężnej. Swój tekst kończy mocnym stwierdzeniem: „W niezwykłych czasach trzeba sięgać po niezwykłe środki.(!!! – LO).
    2.Zaskakujące i nieprawdopodobne, że dopiero po ponad dwóch wiekach od ukazania się „Bogactwa narodów” Adama Smitha dopiero paraliż wzrostu po kryzysie finansowym 2008 roku nakierowuje przede wszystkim polityków gospodarczych ale i teoretyków ekonomii do podjęcia tego wątku, którego w swym opus magnum Adam Smith zasygnalizował, ale którego, niestety nie zdołał dokończyć. Chodzi mianowicie o zastąpienie w obiegu pieniędzy towarowych, jakimi są monety wybijane ze szlachetnych kruszców, złota i srebra przez pieniądze nietowarowe, jakim są papierowe banknoty oraz pieniądze depozytowe znajdujące się na transakcyjnych rachunkach bankowych.
    Aby dobrze zrozumieć istotę problemu, przypomnimy najpierw, co Adam Smith napisał o pieniądzu towarowym. „Jeśli chodzi o wpływ, jaki wywierają pieniądze na dochód społeczeństwa, to istnieje bardzo duże podobieństwo między kapitałem trwałym, a tą częścią kapitału obrotowego, jaką są pieniądze. Otóż po pierwsze, maszyny, narzędzia produkcji itd. Wymagają pewnych kosztów, najpierw zainstalowania, które to koszty, choć wchodzą w skład dochodu brutto społeczeństwa, ujmowane są jednak z dochodu czystego, podobnie zasób pieniędzy, który obiega w danym kraju, wymaga z konieczności pewnych wydatków: najpierw na to, iżby go zgromadzić, a następnie, by go utrzymać; koszty pokrywane są w taki sam sposób z dochodu czystego społeczeństwa, choć stanowią część jego dochodu brutto.” (Adam Smith: „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1954, tom I, str. 358). Adam Smith w powyższym fragmencie tekstu pod pojęciem pieniądza jako części kapitału obrotowego rozumie pieniądz towarowy, czyli znajdujące się w obiegu złote i srebrne monety.
    Ponieważ w II połowie XX wieku nie było już w obiegu pieniędzy towarowych, czyli wybijanych monet z kruszców szlachetnych , a jedynie pieniądze nietowarowe pod postacią papierowych banknotów i depozytów bankowych, W.W. Leontief w swym modelu przepływów międzygałęziowym nie uwzględnił jako oddzielnej „gałęzi produkcji” pieniądza (W.W. Leontief: „Dynamical Analysis” w „Studies in the Structure of American Economy”, Oxford University Press, New York 1953, str. 53-90). W swoim modelu ograniczył się tylko do pokazania, jak poszczególne gałęzie zasilają się wzajemnie wytwarzanymi przez siebie produktami zużywanymi w charakterze środków produkcji w celu wytwarzania produktów finalnych jako dóbr przeznaczonych do konsumpcji i na inwestycje w postaci środków pracy: budynków i budowli, maszyn i narzędzi oraz wszelkiego rodzaju aparatów i urządzeń. Niewątpliwie, gdyby taki model przepływów międzygałęziowych zbudował któryś z ekonomistów XIX-wiecznych, musiałby też w nim uwzględnić, jako oddzielną gałąź, produkcję pieniędzy kruszcowych. Co prawda zbudowany i ogłoszony w latach 70. XIX wieku przez Leona Walrasa model równowagi ogólnej też jest modelem bezpieniężnym, jednak jego konstrukcja jest oparta na zupełnie innych zasadach aniżeli modelu Leontiefa.
    Gdyby w modelu przepływów międzygałęziowych W.W. Leontiefa została uwzględniona „gałąź produkcji pieniądza towarowego”, to z punktu widzenia właścicieli tej gałęzi, kapitałowych udziałowców i zarządzających w niej przedsiębiorców, nakładami w niej byłyby wypłacane wynagrodzenia za świadczoną pracę, zakupywane i zużywane materiały zaopatrzeniowe oraz naliczana amortyzacja od eksploatowanych środków trwałych, a także płacone podatki i inne opłaty. Natomiast wynikiem/efektem byłyby wybijane monety kruszcowe, którymi z kolei „gałąź monetarna” płaciłaby, finansowałaby swoje nakłady w następnym okresie. Gdy monety kruszcowe zostają zastąpione pieniędzmi nietowarowymi w postaci papierowych banknotów oraz bankowych depozytów, to nakłady na ich produkcję są znikome w stosunku do ich nominalnej wartości , która jest równa sile nabywczej nominałów monet kruszcowych. Przedsiębiorcy, którzy powiększają swą produkcję i podaż towarów na rynek i w związku z tym muszą też powiększać swoje pieniężne rezerwy transakcyjne, czynią to, sprzedając swoje towary, czyli realnie wytworzoną wartość, za owe surogaty pieniędzy towarowych według nominałów odpowiadającej sile nabywczej pieniędzy kruszcowych. To znaczy, aby powiększyć rezerwy transakcyjne, przedsiębiorcy muszą dodatkowo wyprodukować i sprzedać w obu przypadkach,czyli zarówno za monety kruszcowe jak i za ich pieniężne surogaty, taką samą ilość towarów. Jednak ponieważ koszty kreacji pieniędzy nietowarowych są znikome w stosunku do ich siły nabywczej, więc ich kreatorzy, czyli banki komercyjne nie są w stanie zabsorbować ich całej realnej siły nabywczej. Dlatego ową realną nadpodaż wartości, która stanowi oszczędność z zastąpienia w obiegu pieniędzy towarowych ich tanimi surogatami, banki komercyjne wypożyczają, udzielając oprocentowanych kredytów, które są właśnie podstawą do emitowania owego nietowarowego pieniądza. W tablicy Leontiefa owa realna nadpodaż produkcji, która nie jest absorbowana przez koszty kreacji nietowarowego pieniądza, jest zawarta w tzw. produktach końcowych poszczególnych gałęzi produkcji.
    3.Co pisze Adam Smith o kraju, w którym produkcja i podaż towarów systematycznie wzrastają? Mianowicie twierdzi, że „gdy w jakimkolwiek kraju wartość produktu rocznego rośnie, ilość pieniądza (kruszcowego – LO) musi się z natury rzeczy zwiększać. Gdy wzrośnie suma wartości konsumpcyjnych, które obiegają w społeczeństwie w ciągu roku, to większa ilość pieniądza będzie potrzebna, by umożliwić ten obieg. Część więc zwiększonego produktu poświęci się z natura rzeczy na zakup, gdzie się to tylko da zrobić, dodatkowej ilości złota i srebra, potrzebnej do obiegu części pozostałych (podkreślenie – LO). (…) W ten sam sposób kupuje się wszędzie złoto i srebro. Ceną, jaką się za to płaci w Peru czy też w Anglii, jest żywność, odzież i mieszkanie – dochód i środki utrzymania wszystkich ludzi, którzy pracę swą i kapitał wkładają w to, by dostarczyć je z kopalń na rynek. Kraj, który ma z czego zapłacić tę cenę, nie będzie nigdy długo pozbawiony ilości kruszców, jaka mu jest potrzebna; i żaden kraj nie będzie długo zatrzymywał ilości, której nie potrzebuje.” (Adam Smith, tamże, str. 431).
    Z powyższych stwierdzeń Adama Smitha wynika, że kraj, który realizuje reprodukcję rozszerzoną i nie posiada własnych kopalń kruszców szlachetnych, musi je zaimportować mniej więcej za taką samą wartość produkowanych dóbr, jaką musiałby skierować i dostarczyć do własnych kopalń, gdyby je posiadał i eksploatował. W każdym więc przypadku, czy towarowy pieniądz jest wytwarzany w oparciu o kruszce wydobywane w kraju, czy też importowane, aby powiększać obieg pieniężny, trzeba wytwarzać pewną nadwyżkę wartości podaż towarów, która jest absorbowana przez społeczne koszty obiegu pieniężnego. Nadwyżka tej wartości musi być tym większa, im gospodarka rozwija się w wyższym tempie.
    Fakt, że wzrost obiegu pieniędzy kruszcowych absorbuje określone społeczne koszty/nakłady, Smith komentuje następująco: „Pewna ilość nader cennych materiałów, złota i srebra, oraz bardzo kosztownej pracy zamiast zwiększać zasoby odłożone na bezpośrednią konsumpcję, zamiast pomnażać środki utrzymania, wygody materialne i rozrywki jednostek, jest wkładana w utrzymanie tego wielkiego, lecz kosztownego narzędzia handlu, dzięki któremu każdy członek społeczeństwa otrzymuje regularnie i we właściwych proporcjach przydziały środków utrzymania, wygód i rozrywek” (tamże, str. 358).
    Toteż jest przychylny innowacjom, które obniżają koszty obiegu pieniężnego, bo „każda oszczędność na kosztach nagromadzenia i utrzymywania tej części kapitału obrotowego, którą są pieniądze, powiększa dochód społeczeństwa w ten sam sposób (jak) każda oszczędność na kosztach zainstalowania i utrzymania maszyn…” Uważa, że „Wprowadzenie pieniędzy papierowych zamiast złotych i srebrnych zastępuje bardzo kosztowne środki służące handlowi przez inne, znacznie mniej kosztowne, a nieraz równie dogodne. Obieg zaczyna się odbywać przy pomocy nowego koła, którego zainstalowanie i utrzymywanie kosztuje mniej, niż wynosiły te wydatki dla koła dawnego (tamże, str. 362-363). Oraz „Gdy pieniądz papierowy zastępuje pieniądz złoty i srebrny, to wówczas ilość materiałów, narzędzi i środków utrzymania, jaką dać może cały kapitał obrotowy, można powiększyć o całą wartość złota i srebra, którego używano zazwyczaj do tego, by te rzeczy zakupić. Całkowita wartość wielkiego koła obiegu i podziału zostaje dodana do dóbr, które to koło wprowadzało w obieg i rozdzielało. Operacja ta do pewnego stopnia przypomina to, co robi właściciel wielkiego przedsiębiorstwa, który dzięki pewnemu postępowi technicznemu usuwa stare maszyny, a różnicę między ich ceną a ceną nowych dodaje do kapitału obrotowego, czyli do funduszu, z którego zaopatruje swych robotników w materiały i płace” (str.368). Wyciąga więc następujący wniosek: „Gdy więc zastępując je (monety złote i srebrne – LO) pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać np. do jednej piątej ilości poprzedniej, to jeśli nawet tylko większa część wartości pozostałych czterech piątych będzie dołączona do funduszów przeznaczonych na utrzymanie pracowników, musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy” (tamże, str. 369).
    4.Adam Smith nie zdążył już dokonać pogłębionej analizy kreacji i obiegu pieniądza nietowarowego oraz sformułować jego teorii. A szkoda, bo przez ponad dwa wieki od ukazania się jego „Bogactwa narodów” rozwijające się gospodarki borykają się z kłopotami z nadpodaży towarów, które są efektem oszczędności, jakie daje zastępowanie wzrostu obiegu pieniężnego tanim nietowarowym pieniądzem w stosunku do drogich kruszcowych monet. W punkcie 2. zostało pokazane, że koszt kreacji pieniądza nietowarowego jest znikomy w stosunku do odpowiadającej mu wartości realnego kosztu/nakładu, jaki musiałby być poniesiony, gdyby do obiegu były wtłaczane pełnowartościowe monety kruszcowe. Cała nadwyżka wartości w stosunku do faktycznych kosztów ponoszonych na utrzymywaniu i wzroście obiegu pieniądza nietowarowego stanowi wartość nadpodaży w stosunku do efektywnego popytu. Długoletnia praktyka dowiodła wystarczająco przekonująco, że produkcyjne inwestowanie tej nadwyżki podaży skutkowało zaburzeniami koniunktury gospodarczej, które zawsze kończyły się kryzysami nadprodukcji. Kredytowe upłynnianie tej nadwyżki na cele prywatnej konsumpcji oraz na rzecz finansowania deficytowych wydatków budżetowych też jest niewskazane, albowiem powoduje narastanie długów publicznego i u podmiotów prywatnych, co hamuje wzrost popytu i zmierza do stagnacji gospodarczej.
    Należy sądzić, że po wyczerpaniu wszystkich tzw. „niekonwencjonalnych polityk pieniądza”, konieczność w końcu zmusi do wyboru i zastosowania tej polityki wciąż niedostrzeganej a najbardziej odpowiedniej i skutecznej, którą będzie wymienione przez Nouriel Roubini’ego „bezpośrednie finansowanie przez banki centralne wzrostu deficytów budżetowych”. Oczywiście, pieniądzem obiegowym kreowanym przez banki centralne, ale w w wartości nie większej od nadpodaży, jaką systematycznie tworzy gospodarka znajdująca się w fazie wzrostu. Właśnie na tę nadpodaż banki komercyjne udzielają dodatkowych oprocentowanych kredytów, na które nie mają pokrycia w kapitale własnym oraz depozytowym. Po prostu w ten sposób przywłaszczają sobie społeczny produkt, który pochodzi z oszczędności, jaką daje zastępowanie w przyroście obiegu drogiego pieniądza kruszcowego tanimi jego substytutami, tj. papierowymi banknotami oraz pieniądzem depozytowym na rachunkach bankowych. Udzielając tych kredytów i tworząc na ich bazie pieniądz kredytowy banki komercyjne ograbiają całe społeczeństwo. Należy przypomnieć, że po wybuchu kryzysu na rynku kredytów hipotecznych w 2008 r., w okresie jego największej zapaści, prezesi banków komercyjnych wypłacali sobie potężne, nawet miliardowe bonusy! Z czego? Właśnie z tego przywłaszczonego sobie produktu pochodzącego z oszczędności na tanim wzroście obiegu pieniężnego. Im bowiem banki centralne większymi rezerwami pieniężnymi zasilają banki komercyjne, tym te mogą kreować więcej pieniędzy kredytowych i przywłaszczać sobie wyższe dochody z oszczędności na obiegu. LO
    _______________________

  • „Zgodnie z tradycyjnym sposobem obliczania dochodów, zakorzenionym głęboko w ekonomii keynesistowskiej, PKB w wartościach realnych wynosi 1200 jabłek: 1000 (sprzed podatku) jabłek, albo na bieżąco konsumowanych przez producentów, czy też użytych jako inwestycja w celu zasadzenia nowych drzew i zapewnienia przyszłej konsumpcji lub wydanych na opłacenie podatków, plus 200 jabłek wydanych przez kraj na broń w ramach intensywnej produkcji „dobra publicznego”, jakim jest obrona narodowa. Innymi słowy, na realny PKB wyspy[2] składa się 1000 jabłek dobrowolnie wyprodukowanych przez sektor prywatny oraz „wartość dodana jabłek” — obrona narodowa, której wartość wyraża koszt jej produkcji, czyli 200 jabłek stanowiących przychód z podatków”

    Serio sie tak pkb liczy?
    Winno wyjsc 1000, nie 1200 bo podatek to tylko swoisty transfer 200 jablek.
    Inaczej: wartosc dodana obrony narodowej wynosi 0 jablek bo jej wartosc szacowana jest na 200 jablek minus koszt 200 jablek.

    Jeszcze inaczej. Przyjmujac rozumowanie autora artykulu: jesli podatki wynosilyby 100% to wtedy pkb byloby rowne 1000 jablek wyprodukowanych przez sektor prywatny + 1000 jablek bedacych rownowartoscia tego co wyprodukuje sektor panstwowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Można powiedzieć bez obawy o przesadę, że inflacja jest niezastąpionym środkiem militaryzmu. Bez niej skutki, jakie wojna wywiera na zamożność społeczeństwa, zaczynają być odczuwalne dużo szybciej i bardziej boleśnie. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>