Autor: Dale Steinreich
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Agnieszka Sugier
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Recenzja książki pod redakcją Bernarda Harrisa, zamieszczona w The Quarterly Journal of Austrian Economics, Vol. 17, No. 2, 249–259 Summer 2014

emerytalnyW książce zatytułowanej Opieka społeczna i wiek emerytalny w Europie i Ameryce Północnej (Welfare and Old Age in Europe and North America) Bernard Harris przedstawił dziesięć badań dotyczących historii stowarzyszeń wzajemnej pomocy. We wstępie podaje ich definicję według Marcela von Lindena: „stowarzyszenia utworzone dobrowolnie w celu zapewniania swoim członkom pomocy finansowej, gdy zajdzie taka potrzeba” (s. 1). Jest to pomocne dla nowicjusza lub laika, który nie zna historii ubezpieczeń społecznych i mógłby założyć, że to zjawisko nie pojawiłoby się poza nowoczesnym państwem opiekuńczym, jednak nawet teksty zebrane przez Harrisa pokazują, że nie wszystkie stowarzyszenia wzajemnej pomocy były ochotnicze.

Harris wykazuje, że wzmożone zainteresowanie organizacjami wzajemnej pomocy trwa w Wielkiej Brytanii od początku lat 90. XX wieku. Jest napędzane nie tylko przez łatwe do przewidzenia nastawienie działaczy po torysowskiej stronie sceny politycznej, ale także gotowość laburzystów do przyznania, że brytyjskie państwo opiekuńcze powoli, ale ciągle podupada od końca II wojny światowej. Chociaż Harris, w przeciwieństwie do kilku innych autorów tomu, zauważa, że stowarzyszenia wzajemnej pomocy nie były aż tak wadliwe, żeby ich rzekomy upadek doprowadził do postulatów utworzenia państwa opiekuńczego, nie jest on też ani trochę libertarianinem, stwierdzając, iż: „twierdzenie, że stowarzyszenia wzajemnej pomocy z przełomu XIX i XX wieku oferują realistyczny model reformy opieki społecznej dla wieku XXI jest ryzykowne” (s. 7).

W porównaniu z USA, Wielka Brytania bardzo wcześnie zaczęła wprowadzać w życie projekt państwa opiekuńczego, już w 1911 roku proponując Narodowy Akt Ubezpieczeniowy. W USA kartki na jedzenie, Medicaid (pomoc medyczna dla najuboższych) i Medicare (ubezpieczenie zdrowotne) wprowadzono dopiero w latach 1964-1965. Mimo że ubezpieczenie społeczne w USA istnieje już od roku 1935, wiek emerytalny został celowo ustanowiony na 65 lat (co w tamtych czasach było średnią długością życia), żeby utrudnić osiągnięcie go. Dopiero po wielu dziesięcioleciach Social Security przekształciło się w powszechne „prawo do emerytury”.

Biorąc pod uwagę fakt, że nawet „szanowani” neokonserwatyści, tacy jak Charles Murray czy Marvin Olasky, uważają, że „wielkie społeczeństwo” Lyndona Johnsona z lat 60. było próbą naprawienia czegoś, co nie było tak naprawdę zepsute, amerykańskie doświadczenia pokazują, że zdecydowanie nie jest „ryzykownym” proponować powrót do całkowicie sprywatyzowanej sieci bezpieczeństwa społecznego prowadzonej przez organizacje charytatywne, kościoły i braterstwa. Niesamowite, jak wiele inicjatyw i starań podejmują te organizacje nawet teraz, gdy  działają w cieniu państwa opiekuńczego. Można powiedzieć, że te starania i ogromne zapotrzebowanie na nie są kolejnym dowodem na całkowitą porażkę współczesnego państwa opiekuńczego.

Pierwsze studium, autorstwa Johna Bensona, stanowi próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego brytyjscy górnicy z kopalń w hrabstwach Northumberland i Durham nabywali ubezpieczenie od urazów doznanych w czasie wykonywania obowiązków, a górnicy z hrabstwa North Staffordshire raczej tego nie robili. Historycy zajmujący się przemysłem węglowym — a przynajmniej ci, którzy są w stanie spędzić choćby kilka sekund bez ciągłego demonizowania właścicieli kopalń — najczęściej przypisują zakup ubezpieczenia stosunkowo wysokiemu ryzyku i wysokim płacom w górnictwie. Benson zaprzecza tym i innym nieprawdziwym przyczynom, zaczynając od rzekomego ryzyka. Fundusz pomocowy Permanent Relief Fund kopalń w Northumberland i Durham miał o wiele więcej członków niż North Staffordshire Coal and Ironworkers’ Permanent Relief Society, a mimo to (poza latami 1859-1863, kiedy kopalnia w Northumberland była nieco bardziej niebezpieczna niż ta w North Staffordshire) North Staffordshire zanotowała więcej przypadków śmiertelnych niż Northumberland i Durham w latach 1864-1890 (po roku 1890 dane się kończą).

Benson znajduje odpowiedzi w uwarunkowaniach geograficznych hrabstwach Northumberland i Durham. Miasta do nich należące były odizolowane, przez co cieszyły się większą autonomicznością, a w konsekwencji i samodzielnością. Górnicy musieli pracować w celu zapewnienia godziwego życia zarówno sobie, jak i właścicielom kopalni, jako że nie było zbyt wielu innych możliwości. W przypadku North Staffordshire brak odizolowania sprawił, że kopalnie były tylko jedną z wielu branży przemysłu, przez co związki między pracownikami a właścicielami nie były tak ścisłe i nastawione na współpracę. Przyczyny okazały się leżeć w odmiennych kulturach organizacyjnych kopalń i różnych zasadach współpracy między właścicielami a pracownikami.

Timothy Guinnane, Tobias Jopp i Jocheb Streb przeanalizowali koszty i korzyści wynikające z rozmiaru niemieckich Knappschaften. Wbrew intuicji, autorzy próbują w tym rozdziale udowodnić dwie tezy: że rozmiar i pokusa nadużycia Knappschaftu (w skrócie KV[1]) są skorelowane pozytywnie, oraz że rozmiar i ryzyko ubezpieczeniowe Knappschaftu są skorelowane negatywnie. KV-y powstały w górniczych społecznościach w górach Urz i Harz, gdzie zapewniały nie tylko krótko- i długoterminowe ubezpieczenie zdrowotne, ale także propagowały tradycyjną kulturę, w tym religię. Poczynając od powstania w okolicach roku 1260, KV-y były organizacjami charytatywnymi. W latach 1300-1359, na mocy lokalnych kodeksów, przynależność do nich stała się obowiązkowa (s. 28), a następnie zostały włączone do państwa pruskiego w ramach jego polityki merkantylistycznej. W 1883 roku Bismarck włączył stare KV-y do niemieckiego systemu ubezpieczeń społecznych, po czym w 1923 zostały one wszystkie połączone w jeden duży fundusz narodowy. Rzekome wady KV-ów to nieporównywalne rozmiary i brak oddzielenia ubezpieczeń zdrowotnych od emerytur. Te wady ponoć miały utrudnić przeobrażenie organizacji do optymalnych rozmiarów: zaatakowanie pokusy nadużycia w ubezpieczeniu zdrowotnym wymagało mniejszego KV-a, podczas gdy efektywne zarządzanie ryzykiem ubezpieczeniowym wymagało organizacji większego rozmiaru (s. 31).

W związku z tym, że przynależność do KV-ów była obowiązkowa — w przeciwieństwie np. do brytyjskich stowarzyszeń przyjacielskich nie musiano obawiać się negatywnej selekcji. Pokusa nadużycia wciąż była jednak problemem przy ubezpieczeniach zdrowotnych: robotnicy symulowali długotrwałe urazy lub choroby (s. 39). To zachowanie było lepiej wykrywalne w małych KV-ach. Na ogół małe KV-y odnotowywały średnio 6,13 dni urlopu zdrowotnego na każdego członka, podczas gdy w średnich ta liczba wynosiła 7,03, a w dużych 7,5 (s. 39). W KV-ach, w których pracodawcy płacili większą część kosztu ubezpieczenia zdrowotnego, a poszczególne zespoły produkcyjne były większe, częściej notowano nagły wzrost średniej liczby dni urlopu zdrowotnego na członka. Jeszcze bardziej pogorszyły sprawę regulacje Rzeszy z roku 1887 i 1905, które zwiększyły zarówno wysokość zadośćuczynienia za urlop zdrowotny, jak i jego długość (s. 41).

Jeśli chodzi o renty, autorzy znaleźli znaczący negatywny związek pomiędzy wielkością KV-ów a wariancją średniego roszczenia w KV-ach mających do 999 członków. W KV-ach mniejszych niż 199 członków, wzrost o 1% powodował redukcję wariancji o 61%, natomiast w tych mniejszych niż 999 członków, redukcja wariancji wynosiła około 32%. W przypadku ponad 1000 płacących członków, nie znaleziono ekonomii skali, w związku z czym można powiedzieć, że najmniejszy wydajny KV to ten mający ok. 1000 członków. W przypadku ubezpieczenia zdrowotnego, ta liczba to 5000, ponieważ poniżej niej znajdujemy znaczący negatywny związek.

Na podstawie tych liczb możemy wywnioskować, że około połowa istniejących KV-ów nie miała wystarczającej liczby członków. Autorzy zgadzają się, że presja polityczna skłaniająca małe KV-y do łączenia się w większe miała rozsądne podłoże, na szczęście nie widzą jednak sensu w połączeniu ich wszystkich razem (ponad wydajny rozmiar od 1000 do 10 000 członków) w jedno państwowe przedsiębiorstwo, Reichsknappschaft.

Najlepszy rozdział książki to analiza rozwoju towarzystw wzajemnej pomocy (Società di Mutuo Soccorso’, czy w skrócie SMS) we włoskich prowincjach wschodniej Lombardii — Brescii i Bergamo w latach 1860-1914 dokonana przez Paolo Tedeschi. W tym czasie ilość SMS-ów wzrosła z 7 do 494 (s. 48). Był to okres, w którym ani jeden SMS nie został zamknięty na stałe, a te, które borykały się z problemami finansowymi, albo otrzymywały pomoc od innych SMS-ów, albo od większych ruchów kulturalnych lub politycznych, do których należały (w tym okresie we wschodniej Lombardii były to ruchy albo katolickie, albo socjalistyczne).

SMS-y wywodziły się z różnego rodzaju związków społeczno-ekonomicznych: niektóre zostały założone przez właścicieli fabryk z przyczyn religijnych lub altruistycznych. Mogły przyjmować wyłącznie robotników jednego fachu (na przykład muzyków albo hutników), lub ludzi wykonujących wszystkie możliwe zawody w obrębie jednego miasta. We wschodniej Lombardii więcej było SMS-ów tego drugiego typu.

Świadczenia z SMS-ów dotyczyły ubezpieczeń chorobowych, ubezpieczeń na wypadek niezdolności do pracy, emerytur dla robotników i przeżywających ich małżonek i małżonków, ubezpieczeń od zwolnienia i pakietów usług zdrowotnych, świadczonych przez podlegających im lekarzy. Wbrew feministycznym domniemaniom, SMS-y w przemyśle zdominowanym przez kobiety wypłacały także zasiłki macierzyńskie na czas porodu oraz do miesiąca po nim.

Związek między SMS-ami a państwem był zazwyczaj konfrontacyjny. Państwo chciało kontrolować SMS-y, ponieważ jego liderzy byli zazdrośni o lojalność, którą wykazywali się ich członkowie. SMS-y chętnie pobierały pieniądze od państwa, ale nie zgadzały się na żaden rodzaj odgórnej kontroli czy wyjawianie informacji na temat swoich członków lub finansów (s. 60).

Przypadek Wschodniej Lombardii jest ważny, ponieważ pokazał innym katolickim SMS-om, jak należy radzić sobie ze społecznymi problemami związanymi z makroekonomiczną transformacją z gospodarki rolniczej w przemysłową. Ogromny sukces SMS-ów w tym względzie, w połączeniu z chęcią zwalczania rozprzestrzeniających się ruchów katolickich i socjalistycznych, skłonił rządzących do położenia fundamentów pod państwo opiekuńcze (s. 61). I wojna światowa i ruch faszystowski we Włoszech oznaczały koniec SMS-ów (s. 62).

Niestety, zaraz po najlepszym rozdziale książki, redaktor umieścił jej najgorszą część. W odróżnieniu od poprzednich i kolejnych, artykuł Margarity Vilar Rozdrίguez i Jerònii Pons Pons nie ma wstępu, jasno określonej tezy ani wniosków. Autorki luźno poruszają się po wielu tematach, mających jedynie szczątkowy związek z kwestią ubezpieczeń zdrowotnych w Hiszpanii w latach 1870-1942. Skala dezorganizacji jest niesamowita, jak dla pracy rzekomo napisanej przez dwie autorki.

Stowarzyszenia przyjacielskie w Hiszpanii pojawiły się na początku XIX wieku i wywodziły się z organizacji uformowanych jeszcze podczas starych rządów. Ich stronnicy i robotnicy utworzyli kolejne, a składki członkowskie stanowiły większość dochodu. Organizacje skupiały się na pomocy mieszkańcom miast, i wraz ze związkami zawodowymi, osiągnęły znaczącą pozycję i wpływy zgodnie z Prawem o Stowarzyszeniach z 1887 roku, które było stosowane aż do hiszpańskiej wojny domowej w latach 1936-1939 (s. 75).

Według autorek, traktat wersalski (1919), powstanie Międzynarodowej Organizacji Pracy (1919), konferencja waszyngtońska (1921) i powstanie Międzynarodowego Stowarzyszenia Zabezpieczenia Społecznego (1927) miały wpływ na zaangażowanie państwa w system ubezpieczeń społecznych i gospodarkę Hiszpanii. Również I wojna światowa i wielki kryzys wywarły na to wpływ. Przed wojną domową w Hiszpanii zasiłki dla osób poszkodowanych w wypadku na terenie zakładu przemysłowego (1900, 1933), emerytury (1909, 1922), zasiłki macierzyńskie (1923, 1931) i zasiłki dla bezrobotnych (1932) były regulowane za pomocą ustaw lub przez organy nadzorujące, w przeciwieństwie do ubezpieczeń zdrowotnych, które były całkowicie prywatne aż do roku 1936 (s. 83). Autorki uważają, że państwo pozostawiło kwestię ubezpieczeń zdrowotnych w sektorze prywatnym na tak długo, dlatego że nie dość, iż musiało zmagać się z protestami ze strony lekarzy i prywatnych firm ubezpieczeniowych, to jeszcze do tego nie dysponowało wystarczającymi środkami, żeby je opodatkować i kontrolować (s. 84). Sytuacja zmieniła się w grudniu 1942 roku, kiedy pod rządami generała Franco wprowadzono obowiązkowe ubezpieczenie chorobowe w celu zwiększenia kontroli państwa nad pracownikami.

Bernard Harris, Martin Gorsky, Aravinda Guntupalli i Andrew Hinde zajęli się tematem ubezpieczeń zdrowotnych i reformy opieki społecznej w Anglii oraz Walii w latach 1870-1914. Zbadali związek pomiędzy stowarzyszeniami przyjacielskimi a powstaniem nowoczesnego państwa opiekuńczego na początku XX wieku. Pierwsze takie stowarzyszenie w Wielkiej Brytanii zostało założone w Bethnal Green w roku 1687, natomiast pierwsze prawo definiujące i kontrolujące działalność tych organizacji uchwalono w 1793 roku (s. 89). Na początku stowarzyszenia przyjacielskie skupiały się wokół lokalnych piwiarni, później jednak rozrosły się do państwowych organizacji podzielonych na wiele dworów i lóż na terenie całego kraju, mających różne cele. Większość oferowała świadczenia na wypadek chorób i śmierci, w tym pokrycie kosztów pogrzebu (s. 90).

Pierwszym problemem, z którym stowarzyszenia musiały sobie poradzić, był fakt, że u mężczyzn po 50. roku życia znacznie zwiększała się liczba zachorowań. Drugim problemem była ogólna zwiększona liczba zachorowań, zwłaszcza w późnych latach 70. i 90. XIX wieku (s. 91). Jedna z teorii mówi, że działo się tak w wyniku negatywnej selekcji.

Niezależenie od przyczyn, zwiększona liczba zachorowań związanych z wiekiem i ich wzrastający koszt stanowiący obciążenie finansowe dla organizacji wpłynęły na wzrost przychylności obywateli dla stworzenia państwowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych i opieki społecznej. Stowarzyszenia popierały państwowy system ubezpieczeń ufundowany z podatków, ponieważ nie uważały go za zagrożenie, a jednocześnie postrzegały w nim możliwość pozbycia się części zobowiązań finansowych (s. 101). Stowarzyszenia sprzeciwiały się jednak powstaniu państwowego ubezpieczenia zdrowotnego, choć część liderów stowarzyszeń szukała pomocy państwa w celu obniżenia kosztów chorób trwających dłużej niż rok (s. 103).

Nicolas Broten ponownie zbadał tezę Bentleya Gilberta z 1965 roku, która mówi, że brytyjskie stowarzyszenia przyjacielskie były niewypłacalne na początku XX wieku, kiedy wszedł w życie państwowy system emerytalny. Gilbert twierdzi, że kiepska kondycja finansowa stowarzyszeń przyjacielskich doprowadziła nie tylko do braku sprzeciwu, ale wręcz do poparcia przejęcia ubezpieczeń społecznych przez państwo przy pomocy Old Age Pensions Act (OAPA) w 1908 roku. Gilbert wymienia dwa problemy, które coraz bardziej gnębiły stowarzyszenia przyjacielskie w XIX wieku. Po pierwsze, zwiększona rywalizacja pomiędzy poszczególnymi stowarzyszeniami w kwestii pozyskiwania nowych członków nie pozwoliła im na zwiększenie składek czy zmniejszenie wysokości zasiłków. Po drugie, wzrost średniej długości życia członków dorowadził do niemożliwego do utrzymania zwiększenia wysokości zasiłków.

Według Brotena, pierwszym problem tezy Gilberta jest jednoczesne uznanie istnienia konkurencyjnego środowiska i niedostrzeganie, że taka sytuacja skłoniłaby stowarzyszenia do szukania przychodów poza składkami członkowskimi — na przykład w oprocentowanych funduszach lub przynoszących dywidendy papierach wartościowych. Kolejnym błędem Gilberta jest opieranie się na mylnych danych dostarczonych przez XIX-wiecznych statystyków (s. 107).

Analiza Starożytnego Zakonu Leśniczych (Ancient Order of Foresters) dokonana przez Brotena obala tezę Gilberta mówiącą o tym, że stowarzyszenia miały problemy finansowe. W przypadku Leśniczych, członkostwo było silnie związane z wiekiem, co powodowało, że ich wypłacalność mogła okazać się nieco ryzykowna. Broten przetestował ryzyko obciążenia (w jakim stopniu składki opłacały roszczenia) i prawdopodobieństwo bankructwa (możliwość, że wysokość roszczeń okaże się wyższa niż suma przychodu i aktywów w danym roku) w ośmiu filiach Leśniczych. Wszystkie filie, poza tą w Ipswitch, osiągnęły pozytywne wyniki w tym aspekcie. Prawdopodobieństwo bankructwa zostało najpierw obliczone na podstawie samych przychodów, a następnie na bazie przychodów, uwzględniając jedynie składki członkowskie. Ponownie, jedyną filią, która wykazała problemy finansowe, okazała się ta w Ipswitch (s. 118-119), podczas gdy inne były w znakomitej kondycji. Według Brotena pytanie o to, co sprawiło, że wielu członków stowarzyszeń postanowiło wspierać państwowy fundusz, jest pytaniem, na które istnieje wiele możliwych odpowiedzi, ale żadna z nich nie jest rozstrzygająca.

C. Herbert Emery zbadał okoliczności odrzucenia planu stworzenia państwowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych w Stanach Zjednoczonych podczas postępowych ruchów na początku XX wieku. Między 1883 a 1920 rokiem, wiele rządów krajów europejskich pomyślnie wprowadziło obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne (mandatory health insurance, MHI). W tym czasie, postępowi reformatorzy w USA byli świadkami wprowadzenia programu odszkodowań dla robotników, a 18 stanów rozważało przyjęcie systemu MHI, w związku z czym mieli nadzieję, że MHI w końcu zadomowi się na terenie całego kraju. Zamiast tego został on jednoznacznie pokonany. Uczeni tacy jak Anderson twierdzą, że nieśmiałość obywateli umożliwiła lekarzom i spółkom ubezpieczeniowym pozbycie się MHI. Według innych, amerykańscy robotnicy byli nie tylko zupełnie nieświadomi swoich ekonomicznych potrzeb, ale również zachęcani do odrzucenia MHI jako programu socjalistycznego, niezgodnego z amerykańską tradycją (s. 121).

Emery nie zgadza się z tymi wyjaśnieniami i uważa, że MHI zostało uznane za niepotrzebne ze względu na większą zdolność zarobkową amerykańskich robotników. W swojej poprzedniej publikacji Emery wykazał, że prywatne alternatywy były nie tylko cenowo przystępne, ale że również same zarobki wzrosły tam od końca XIX wieku do roku 1920 (s. 122-123). Zauważył również nieporównywalne stopy oszczędnościowe w różnych stanach, co wyjaśniało, dlaczego jedne stany popierały wprowadzenie MHI, a inne nie. W tym rozdziale Emery pokazuje, że MHI zostało prawdopodobnie wprowadzone w Belgii i Niemczech wcześniej niż we Francji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, dlatego że zwiększony koszt dobrowolnego ubezpieczenia był tam znacznie wyższy (s. 123).

Pilar León-Sanz przeprowadziła badanie dotyczące ubezpieczenia zdrowotnego zapewnianego przez La Conciliación, stowarzyszenie wzajemnej pomocy istniejące w Pampelunie w XX wieku. Sociedad Protectora de Obreros La Conciliación zostało założone w 1902 roku i aż do roku 1984 odzwierciedlało rozwój systemu ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych w Hiszpanii. Od momentu powstania do hiszpańskiej wojny domowej (1936-1939) La Conciliación przeszło od stowarzyszenia wzajemnej pomocy, przez związek robotniczy, do towarzystwa ubezpieczeniowego. W latach 50. XX wieku organizacja w dalszym ciągu ofertowała bezpośrednie świadczenia zdrowotne.

León-Sanz za ważną przyczynę upadku La Conciliación i innych, podobnych stowarzyszeń uważa stały wzrost wieku członków oraz zwiększanie się kosztów chorobowych związanych z nim. Co ciekawe, według León-Sanz, La Conciliación uniknęło niewypłacalności „z powodu z jednej strony jego skrupulatnego zarządzania, a z drugiej niskich kosztów zabiegów medycznych, które oferowało” (s. 165). León-Sanz twierdzi, że podczas gdy zapewnianie podstawowej opieki medycznej i wizyt domowych było bardzo wartościowe, ograniczenie do jednego miasta i jednego rodzaju pracowników sprawiało, że nowe pokolenie nie było zainteresowane tego rodzaju usługami, przez co przestały one być opłacalne.

R.A.A. Vonk zajął się kwestią przewagi organizacji non-profit w Holandii na rynku ubezpieczeń zdrowotnych. Zorgverzekeringswet (w skrócie ZZ lub Akt Ubezpieczenia Zdrowotnego) z roku 2006 zniósł zakaz zabraniający organizacjom komercyjnym zajmowania się opieką zdrowotną w Holandii. Zwolennicy postępu roztaczali apokaliptyczne wizje, twierdząc, że dostęp do opieki zdrowotnej stanie się nagle bardzo utrudniony oraz że spadnie jej jakość. Według Vonka, problemem tej tezy jest fakt, że w momencie wprowadzenia Aktu, większość firm zajmujących się ubezpieczeniami zdrowotnymi w Holandii było organizacjami non-profit. W swoim artykule stara się wyjaśnić, dlaczego tak było.

Fundusze chorobowe non-profit miały ogromny wpływ na komercyjne firmy zajmujące się ubezpieczeniem zdrowotnym w Holandii. Chociaż wydaje się to dzisiaj niewiarygodne, na początku nastawione na dochód organizacje stanowiły większość rynku. W latach 1910-1930 firmy komercyjne zaczęły przypominać fundusze chorobowe, które istniały już dużo wcześniej. Według Vonka, nastawione na dochód przedsiębiorstwa miały wiele wad, których udało się uniknąć funduszom. Wynagrodzenia zależne od liczby przyjętych pacjentów pozwalały funduszom przenosić koszty na lekarzy. Komercyjne firmy spotykały się ze sprzeciwem, kiedy wprowadzały środki mające na celu przeciwdziałanie selekcji negatywnej i pokusie nadużycia. Nie były lubiane ani przez rząd, ani — nic dziwnego — przez lekarzy.

W 1941 roku państwowe ubezpieczenie zdrowotne zostało ustanowione przez Dekret Funduszy Chorobowych. Mimo że dekret szkodził sektorowi prywatnemu, jednocześnie go uznawał i niechętnie tolerował. Po zakończeniu II wojny światowej strategia funduszy chorobowych i przychylnego im rządu  polegała na skutecznym zaanektowaniu prywatnych instytucji dochodowych. Zarabianie pieniędzy na opiece zdrowotnej było szeroko krytykowane, a kampania na rzecz wprowadzenia powszechnego dostępu do niej stała się bodźcem do dalszych aneksji. Kiedy w 1968 roku firmy komercyjne przestały odrzucać kandydatów z powodu podwyższonego ryzyka, rząd uznał, że powszechny dostęp został osiągnięty. Kiedy w latach 70. XX wieku koszty znacznie wzrosły, prywatni ubezpieczyciele musieli zmienić ceny swoich polis, opierając się na kalkulacjach ryzyka i wprowadzić odliczenia. W odpowiedzi na ten brak „sprawiedliwości społecznej”, rząd upaństwowił prywatne ubezpieczenia w latach 80.

Powzięta w 1991 roku decyzja o pozwoleniu małym firmom ubezpieczeniowym na tworzenie funduszów chorobowych wyznaczyła koniec ery prywatnych ubezpieczeń, ponieważ takie firmy zaczęły łączyć się z funduszami chorobowymi (s. 184). Od 1990 roku komercyjne firmy ubezpieczeniowe zaczęły wyprzedawać swoje działy ubezpieczenia zdrowotnego. W związku z tym, zniesienie zakazu działalności dla zysku w sektorze zdrowotnym nie miało znaczenia, gdyż i tak nikt tym już się nie zajmował (s. 187).

Rozdział D. Rigtera opisuje podejście Belgów do zdrowia i ryzyka związanego z wiekiem senioralnym oraz odpowiedź rządu w formie ustanowionych praw i regulacji (s. 189). Prawo Le Chapeliera (w użyciu w latach 1795-1866) w celu promowania wolnego rynku zniosło obowiązek członkostwa w organizacjach (s. 190). Królewski dekret z roku 1820 zobowiązał miasta do tworzenia bodźców wspomagających tworzenie dobrowolnych organizacji ubezpieczeniowych. Stowarzyszenia pomocy wzajemnej, które należały do cechów zlikwidowanych przez Prawo Le Chapeliera musiały zostać od nich oddzielone i otworzyć się dla kandydatów, którzy nie należeli do pierwotnego cechu. Lokalne administracje monitorowały nowe fundusze ubezpieczeniowe.

Królewski dekret z 1827 roku zarządził lokalne kontrole funduszy pomocowych, co oznaczało, że zostały one wyłączone z Prawa Le Chapeliera. Trzy lata później, w 1830 roku, państwo zaczęło regulować ubezpieczenie na życie, natomiast ubezpieczenia zdrowotne, emerytury i fundusze na pokrycie kosztów pogrzebu w dalszym ciągu były wolne od państwowej kontroli. Po uzyskaniu niepodległości przez Belgię, Prawo Wzajemności z roku 1851 powołało komisję do spraw stowarzyszeń, która zamieszczała raporty opisujące ich rzekome wady (s. 195). Prawo ustanowione w 1894 roku rozluźniło regulacje dotyczące uznawania przez państwo i zwiększyło wysokość dotacji pochodzących z wszystkich poziomów administracyjnych (s. 196).

W 1944 r. w Belgii wprowadzono w pełni obowiązkowy system ubezpieczeń społecznych. Składki stanowiły określony procent zarobków każdego pracownika i były płacone zarówno przez pracowników, jak i pracodawców (s. 199). Akt Leburtona z 1963 roku oddzielił ubezpieczenie chorobowe od ubezpieczenia na wypadek niezdolności do pracy, zwiększył zasięg i upaństwowił zawód lekarza jako część wykonawczej władzy rządu (s. 200). W 1999 r. lokalne stowarzyszenia zostały zakazane i tylko te o zasięgu państwowym upoważniono do dostarczania obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Prywatna konkurencja pozostała jedynie w formie dobrowolnych, dodatkowych ubezpieczeń (s. 201).

Ostatnimi czasy dyskutowano nad decentralizacją holenderskich i francuskich regionów Belgii. Każdy region mógłby wtedy zarządzać swoim budżetem wedle uznania, ale również zostałby obarczony większą odpowiedzialnością w kwestii wydajnego i skutecznego zarządzania funduszami. Pokrzepiające jest to, że Rigter przyznaje, iż obecny system zarządzany przez władze państwowe jest obciążony problemami związanymi ze stale zwiększającą się średnią długością życia oraz szybko rosnącymi kosztami — zupełnie tak samo, jak rzekomo „przestarzałe” stowarzyszenia.

Opieka społeczna i wiek emerytalny w Europie i Ameryce Północnej jest fascynującą relacją dotyczącą rozwoju państw opiekuńczych w kontynentalnej Europie i Wielkiej Brytanii. Uwzględnienie Ameryki Północnej w tytule jest mylące, ponieważ w książce nie znajdziemy żadnych informacji na temat ewolucji stowarzyszeń wzajemnej pomocy w państwa opiekuńcze na terenie Kanady czy Meksyku — tekst zawiera jedynie wzmiankę o przyczynach nieudanego wprowadzenia obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych w Stanach Zjednoczonych w XX wieku. Niezależnie od zdania autorów na temat przydatności lub wadliwości instytucji państwa opiekuńczego, z większości rozdziałów jasno wynika, że rządy państw wzięły na siebie rolę dostarczycieli ubezpieczeń społecznych w celu sprawowania większej kontroli nad swoimi obywatelami. Katalizatorami umożliwiającymi to przejęcie nie były oczywiste i katastroficzne niepowodzenia prywatnych stowarzyszeń wzajemnej pomocy, a wojny i wiara w cudowną moc państwa. Naród Grecji i amerykańskie miasto Detroit boleśnie przypominają, że również rządy państwowe mogą stać się niewypłacalne.

 

[1] KV to skrót od Knappschaftsverein, co, jak zapewniają nas autorzy, jest słowem mającym to samo znaczenie co Knappschaft.

2 odpowiedzi na „Steinreich: Opieka społeczna i wiek emerytalny w Europie i Ameryce Północnej”

  • Bardzo ciekawy artykuł.

    Jakby kogoś to interesowało to Steinreich ma też w QJAE opublikowanie recenzje dwóch książek J. C. Goodmana z Cato Institute na temat systemu ochrony zdrowia w USA…

    Jak się okazuje rynek jest w stanie rozwinąć dużą liczbę instytucji nie nastawionych na zysk, a pełniących funkcję quasi-ubezpieczeniową. Nie tyko komerchą rynek stoi.

    Pomimo tego według mnie jest jedna rzecz, która jest przynajmniej częściowo wspólna dla ubezpieczeń komercyjnych i dla stowarzyszeń pomocy wzajemnej, a mianowicie występowanie selekcji ryzyka. Nawet jeśli takie towarzystwa nie były nastawione na zysk to musiał istnieć jakiś mechanizm ograniczania pokusy nadużycia. Inaczej pojawiłyby się straty i składki zaczęłyby rosnąć. Niekoniecznie selekcja musi mieć taką skalę jak w ubezpieczeniach komercyjnych, ale jednak jakieś ograniczenia musiały się pojawiać. Chyba,że dana wspólnota była w stanie zaakceptować takie podwyżki…

    Pisał o tym także R. T. Long w „Jak państwo rozwiązało kryzys służby zdrowia”
    http://mises.pl/blog/2011/04/20/long-jak-panstwo-rozwiazalo-kryzys-sluzby-zdrowia/

    Long wskazuje, że „Tendencja, by zbyt często korzystać z usług lekarza, była utrzymywana w ryzach przez „samokontrolę” stowarzyszeń: członkowie loży, którzy chcieli uniknąć przyszłych wzrostów składek, byli zmotywowani, by pilnować, czy inni członkowie nie naginają systemu”.

  • Amerykański rynek medyczny przez lata był słabiej regulowany od rynków europejskich, do tego brak powszechnego ubezpieczenia (medicaid i medicare oczywiście funkcjonowały) a jednak uznaje się go za wyjątkowo nieefektywny. Coś chyba nie gra w teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • To nie z życzliwości rzeźnika, właściciela browaru czy bankiera możemy spodziewać się obiadu, ale z ich troski o własny interes. Adam Smith
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Nieroda
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Paweł Pasternak
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Adam Staszyński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Piotr Żółkiewicz, Zolkiewicz & Partners
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 6 307,21 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>