Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF, EPUB, MOBI

lukaNiedawno nakładem Instytutu Misesa ukazało się wspaniale klasyczne dzieło Eugena Böhm-Bawerka na temat słabości ekonomicznego projektu Karola Marksa (wydrukowane w zbiorze o tytule Marksizm. Krytyka). Wydawać by się mogło, że opracowanie dotyczy tylko i wyłącznie systemu ekonomii marksistowskiej, ale nic bardziej mylnego. Böhm-Bawerk jest jednym z najważniejszych ekonomistów w całej historii myśli, a jego wkład w teorię systemu cenowego jest niemożliwy do przecenienia. Dobrze widzieć, że ten klasyk doczekał się pierwszego polskiego wydania w nowoczesnej historii Polski.

Chciałbym na prostym przykładzie pokazać, że wnioski Böhm-Bawerka dotyczące funkcjonowania systemu cenowego oraz ułomności laborystycznej (pseudo)teorii wartości Marksa przydają się do zrozumienia ogólnych zasad funkcjonowania gospodarki rynkowej. Dlatego wbrew opinii niektórych i naturalnemu odruchowi deprecjonowania starszych prac twórców, warto po nie sięgać. Przykład, którym chce się posłużyć, odnosi się do jakże dzisiaj palącej kwestii różnic płacowych między kobietami a mężczyznami na rynku pracy.

Böhm-Bawerk kontra Marks

Zacznijmy jednak od szybkiego przedstawienia marksowskiego problemu. Teoria Marksa opiera się na hipotezie, że jedynie praca jako czynnik produkcji jest realnym źródłem wartości. Nie są nią zasoby naturalne, dobra kapitałowe, czy przedsiębiorcza praca właścicieli innych czynników. Przyjmując to błędne już na wstępie założenie, Marks dochodzi do logicznej konkluzji: zyski kapitalistów mogą pochodzić tylko i wyłącznie z pobierania zarobków, które należą się pracownikom. Ci jednak ich nie otrzymują, pieniądze zostają w kieszeni posiadaczy kapitału. Mamy wyzysk.

Marks jednak ma poważny problem z obroną swojej teorii. Jeśli teza o wyzysku pracy jest prawdziwa, to branże zatrudniające więcej pracowników powinny pozwalać na osiąganie większych zysków, a branże zatrudniające więcej maszyn powinny wykazywać mniejsze zyski. Taka jest nieunikniona konkluzja tezy o laborystycznej teorii. Branże bardziej pracochłonne oznaczają większą pulę do wyzyskiwania, a więc powinny więcej zostawiać w kieszeni kapitalistów.

Tak się oczywiście nie dzieje. Stopy zysków długookresowo między poszczególnymi branżami nie wykazują tendencji do zróżnicowania. Żaden sektor nie faworyzuje immanentnie zainwestowanego kapitału (gdyż, jak wykazywał w innym miejscu Böhm-Bawerk, zyski zależą od decyzji i preferencji konsumentów, nie od nakładów pracy). Szansa na osiągnięcie zysków (i strat) jest taka sama wszędzie. Marks zdawał sobie z tego problemu sprawę i próbował rozmaitymi akrobacjami językowymi przed nim uciec w niedokończonym (zapewne z tego właśnie powodu) trzecim tomie Kapitału. Böhm-Bawerk bezlitośnie mu wszelkie błędy wytyka.

Böhm-Bawerkowska krytyka Marksa zastosowana do teorii luki płacowej między kobietami a mężczyznami

Jak to wszystko ma się do współczesnego problemu płciowej luki płacowej na rynku pracy? Niektórzy badacze luki płacowej – która bez wątpienia istnieje, podobnie jak istnieje luka płacowa związana z branżami albo wiekiem pracownika – sugerują, że niższe płace kobiet na rynku pracy wynikają z „wyzysku”, rozumianego de facto w sposób analogiczny do Marksowskiego: jako kupowanie czynnika produkcji poniżej jego rzeczywistej wartości. „Dokładnie ta sama praca” kobiety ma być opłacana niżej, taniej niż praca wykonywana przez mężczyznę. Płeć ma być istotną różnicą przesądzającą o niższych zarobkach.

marksizmOznaczałoby to jednak, że owa stopa wyzysku (załóżmy, jak niektórzy śmiało twierdzą, 20% za „identyczną pracę”) musi zmaterializować się gdzieś w większej stopie zysków pozostałych czynników produkcji, w tym wypadku kapitale. Idąc dalej tym tropem rozumowania i posługując się bardzo niefortunną terminologią: jeśli praca kobiet na rynku pracy jest rzeczywiście kupowana systematycznie poniżej jej rzeczywistej wartości, to branże bardziej kobiecochłonne powinny wykazywać na rynku większe zyski niż branże męskochłonne. Gdzieś to dyskonto z tytułu zatrudniania kobiet musi zostać zmaterializowane, jeśli faktycznie występuje[*].

Dodam przy tym, że nie jest istotny fakt, że kobiety i mężczyźni pracują w zupełnie innych branżach, w wyniku czego mielibyśmy porównywać „jabłka i pomarańcze”, zupełnie różne rzeczy. Jeśli twierdzimy, że jabłka są systematycznie na rynku niedowartościowane, że kupuje się je zbyt tanio w stosunku do ceny finalnej i wartości fundamentalnej, to branża jabłeczna musi wykazać większe zyski niż branża pomarańczowa. Jest to fakt konieczny i niezależny od czynników dodatkowych np. takich jak wyższa cena pomarańczy za kilogram, mniejszy rynek, koszty transportu itd. Te wszystkie czynniki nie mogą zakłócić występowania dyskonta, skoro je w rozumowaniu zakładamy jako odrębny byt od tych czynników niezależny. Jeśli branża jabłeczna nie wykazuje tendencji do większych zysków, to oznacza, że jabłka nie są systematycznie niedowartościowane i w swojej cenie nie są nieustannie dyskontowane.

Dokładnie ta sama zasada stosuje się do rynku pracy. Jeśli branże bardziej męskochłonne nie wykazują się systematycznie mniejszymi zyskami, to oznacza, że branże bardziej kobiecochłonne nie charakteryzują się większym dyskontem czynników produkcji, a więc te czynniki produkcji nie są systematycznie zakupywane poniżej swojej rynkowej wartości. Ergo teza o wyzysku jednego wybranego czynnika produkcji (w tym wypadku pracy kobiet) nie jest prawdziwa.

Warto studiować historię myśli

Powyższy przykład miał dowieść dwóch rzeczy. Po pierwsze, że warto studiować historię myśli i historię wielkich debat, ponieważ można się z nich wiele nauczyć także dla zrozumienia współczesnych problemów. Po drugie, miał pokazać, że nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria. Sam fakt występowania różnic w cenach jakichkolwiek dóbr na rynku jeszcze nie przesądza o tym, czym te różnice są podyktowane. Potrzebna jest dodatkowa analiza. Dopiero pokazanie, że branże bardziej kobiecochłonne wykazują systematycznie wyższe zyski niż branże męskochłonne może być polem wyjścia do dyskusji o istnieniu lub nie uprzedzeniowej luki płacowej. I dopóki ktoś takich danych nie pokaże, przedstawia ideologię, a nie ekonomię empiryczną.

 

[*] Teoretycznie mogłoby też wystąpić np. w wyższych płacach kadry zarządzającej (dziękuję za uwagę Marcinowi Zielińskiemu).

20 odpowiedzi na „Machaj: Böhm-Bawerk a luka płacowa kobiet i mężczyzn”

  • ” Jeśli teza o wyzysku pracy jest prawdziwa, to branże zatrudniające więcej pracowników powinny pozwalać na osiąganie większych zysków, a branże zatrudniające więcej maszyn powinny wykazywać mniejsze zyski.”

    Czy mógłby Pan nieco rozwinąć dlaczego tak jest? Jak w ogóle ten zysk liczyć?

    • Powiedzmy, że mamy dwa uproszczone i takie same w efektach procesy produkcji chleba o wartości 10 tysięcy dolarów:
      A (bardziej kapitałochłonny): 9 tysięcy dolarów wydajemy na kupno sprzętu i maszyn, fundusz płac na pracowników wynosi 1 tysiąc dolarów.
      B (bardziej pracochłonny): 4 tysiące dolarów na kupno sprzętu i maszyn, fundusz płac wynosi 6 tysięcy dolarów (zatrudniamy więcej pracowników).
      Marx – w zgodzie z laborystyczną teorią wartości – twierdził, że na maszynach nie da się zarabiać, maszyn nie da się wyzyskiwać. Wyzyskiwanie wynika z tego, że całą wartość tworzy praca, a kapitaliści opłacają tylko fragment jej wartości np. przy 16-godzinnym dniu roboczym płacą tylko za 8 godzin pracy. Wyzysk wynosi 50%.
      To by jednak oznaczało, że inwestując w proces B kapitalista zarabia 50% z funduszu płac, czyli połowę 6 tysięcy dolarów, a zatem 3 tysiące dolarów. Natomiast w inwestując w proces A, bardziej kapitałochłonny, kapitalista zarabiałby połowę mniejszego funduszu płac, czyli tylko pół tysiąca dolarów.
      Licząc do całkowitej sumy zainwestowanego kapitału stopa zwrotu na kapitale w procesie produkcji B wynosi 30%, natomiast w procesie produkcji A ledwie 5%. Sześć razy mniej, bo jest sześć razy mniej pracy do wyzyskiwania. Wszystko to konsekwencja błędnej laborystycznej teorii wartości. Marx robił wiele w trzecim tomie Kapitału, żeby tę anomalię wyjaśnić, ale Boehm-Bawerk bezlitośnie mu wytknął niedociągnięcia.

      • Tylko że Marks wprowadził przecież taką kategorię jak „praca społecznie użyteczna”, która to praca jest możliwa do wykonania tylko wtedy gdy miejsce pracy pracownika ma odpowiednie wyposażenie kapitałowe. Tylko w przypadku wykonywania przez robotnika takiej właśnie pracy powstaje „wartość dodatkowa” przejmowana przez kapitalistę. Gdy nie ma takiego wyposażenia kapitałowego dla stanowiska pracy to nie ma wartości dodatkowej.
        Podany zatem przez szanownego Pana przykład nie stanowi zatem dostatecznego wyjaśnienia.

        • @programista, to nie ma znaczenia. Sprawa pracy społecznie użytecznej to pierwsze strony Kapitału, które dotyczą rozważań CZASU pracy. Marx zastosował tę kategorię po to, żeby pokazać, że zwiększanie czasu pracy ponad „społeczną użyteczność” nie przynosi wzrostów wartości (co niektórzy wskazują jest w istocie swoistą kapitulacją stritce laborystycznej teorii, ale mniejsza o to).
          W przykładzie, którym się posłużyłem, obydwie prace są „społecznie użyteczne” i w obu przypadkach znajduje to odzwierciedlenie w ich cenie pieniężnej na rynku (praca społecznie nieużyteczna miałaby wartość zerową).
          Poruszona przez Pana kwestia społecznej wartości pracy nie ma związku z tym problemem, czego dowodem niech będzie fakt, że Marks jej nie używał do tłumaczenia się z różnych stóp zysku w branżach.
          Obie prace mają wartość rynkową i obie są uposażone kapitałowo, i obie są „społecznie użyteczne”.

      • A gdyby spojrzeć na to tak, że kapitalista wyzyskuje swojego klienta. Przecież bez wyzysku, klient mógłby zapłacić połowę za chleb. Patrząc od tej strony, kapitalista jest też wyzyskiwany przez poprzedniego kapitalistę, który mu sprzedał maszyny. W pierwszym przypadku wyzyskał go na $4500, a kolejne $500 wyzyskał z pracowników. W drugim przypadku odpowiednio $3000 i $2000 i wychodzi na to samo 🙂 Rynek jest efektywny, wyarbitrażował zwroty na kapitale, ale nadal nie wiem jak to się ma do istnienia wyzysku.

        Taka jeszcze ogólna myśl mnie naszła. Przypuśćmy, że zawarto dwie takie same umowy(albo jakieś jednostronne nakazy) zobowiązujące dwie osoby do jakiegoś regularnego świadczenia. Jedyna różnica jest taka, że jedną wyzyskujemy, bo zobowiązanie jest z 50% niższą zapłatą. Teraz opakujmy te umowy w papier wartościowy. Oczywiście będzie tak, że wycena rynkowa jednej z umów będzie dużo wyższa od drugiej, tak, że zwrot z kapitału po inwestycji w obie będzie równy. Ale to nie zmienia faktu, że jedna z tych osób jest wyzyskiwana.

        • Czyli w podanym przykładzie wyzyskujemy tylko jedną osobę, a nie cały czynnik produkcji i dodatkowo „zysk z wyzysku” tej osoby wyrzucamy w błoto na nikomu niepotrzebny i bezwartościowy papier wartościowy.

        • Zupełnie nie o to mi chodzi. Chciałem zwrócić uwagę, że wycena dobra kapitałowego wynika z jego zdolności do generowania zysków a nie w drugą stronę.
          Przypuśćmy, że w jakiejś branży wymyślono „maszynę wyzyskująca”, która sprawia, że pracownicy są skłonni do pracy półdarmo. Czy w takiej branży będzie widać jakieś nadmierne zwroty z kapitału? Oczywiście nie. Po prostu cena maszyny ukształtuje się na tak wysokim poziomie, że zwrot z inwestycji wyrówna się w stosunku do innych branż.

          • Rozumiem, nie zrozumiałem przykładu.
            Tylko, że arbitraż kapitałowy wyjdzie taniej tylko w wypadku pracy, maszyna będzie krokiem nieracjonalnym. Jeśli zakładamy maksymalizację zysku, to po co marnować dodatkowe zasoby na budowę takiej maszyny?

          • Nie do końca rozumiem, ale co do zasady nawet możliwość zatrudnienia nieograniczonej liczby pracowników po stawkach bliskich zero nie oznacza, że nie ma sensu inwestować w maszyny. Np. gołymi rękami nie wydobędziesz rudy i/lub fizyczne ograniczenia uniemożliwiają jednoczesną pracę zbyt wielu osób.

  • „Jeśli twierdzimy, że jabłka są systematycznie na rynku niedowartościowane, że kupuje się je zbyt tanio w stosunku do ceny finalnej i wartości fundamentalnej, to branża jabłeczna musi wykazać większe zyski niż branża pomarańczowa.”
    Czy przez „branżę jabłeczną” ma Pan na myśli firmy przetwarzające jabłka? Bo ich producenci (sadownicy) nie mogą osiągać większych zysków, jeśli jabłka są „za tanie”.

    • Mam na myśli „czysty” kapitał, czyli środki finansowe inwestowane w branże, które mają przynosić satysfakcjonujące zyski. Sami producenci/sadownicy są tylko częściowo kapitałem, a częściowo pierwotnym czynnikiem produkcji (do tego występuje u nich częściowa niemobilność). Z tego względu ich zyski mogą systematycznie odbiegać od standardowej stopy zwrotu.

  • Pytanie z innej beczki. W czasie wojen często dochodziło do racjonowania wytworzonej produkcji (żywność, podstawowe dobra). Czy faktycznie jest to przypadek, w którym system cenowy nie jest najlepszym rozwiązaniem? Na bon przypada niewiele produktów a do tego niskiej jakości, ale większość jednak coś dostaje.

    • Jeszcze odnośnie artykułu. Między branżami pewnie jest tak, jak Pan Doktor napisał, ale przecież nie brakuje przypadków, gdzie na teoretycznie takim samym stanowisku w tym samym przedsiębiorstwie mężczyźni zarabiają systematycznie więcej. W przypadku kobiet w wieku rozrodczym można to tłumaczyć możliwością zajścia w ciąże, w przypadku starszych trudniej o uzasadnienie. Zresztą nawet jeżeli ‚ryzyko’ ciąży występuje, to czy płace powinny się różnić, skoro w danym momencie produktywność kobiety i mężczyzny jest taka sama?

      PS. „tylko i wyłącznie” to pleonazm 😉

  • Proszę udowodnić, że branże kobiecochlonne nie przynoszą większych zysków. W PRL zakłady włókiennicze masowo wykorzystywały pracę kobiet jako tańszych pracowników. Zatrudnianie mężczyzn było nieoplacalne

    • „Zatrudnianie mężczyzn było nieoplacalne” – o właśnie, właśnie, słowo klucz: NIEOPŁACALNE. Czyli to nie zatrudnienie kobiet powodowało większe zyski, tylko zatrudnienie mężczyzn spowodowałoby STRATY.
      A zatem produktywność pracownika była zbyt mała w stosunku do stawki płacowej.
      Noblistów z ekonomii w branży restauracyjnej też nie dałoby się zatrudnić, bo byłoby to NIEOPŁACALNE. Za dużo trzeba by im płacić. Ale to nie oznacza, że zakupiony czynnik produkcji jest poniżej jego powiedzmy „fundamentalnej” wartości.

      • Prosze udowodnić ze produktywność mężczyzn była większa. Mężczyźni mają sztywniejsze stawy i są zbyt niedokladni.

        • O zatrudnienie mężczyzn trzeba konkurować z innymi branżami, gdzie ich produktywność jest wyższa. Gospodarka to więcej niż jedna branża.

      • Aha, produktywność mężczyzn była mniejsza sieć ym samym zatrudnienie kobiet wiązało się z zyskiem dla producenta. A największe zyski mieli jak zatrudniali dzieci.

        • Nie, stanowisko również wykazuje się pewnym poziomem produktywności. Pojęcie „produktywności” jest dosyć specyficzne i nie należy go przywiązywać tylko do osób, ale rozważać w kontekście finalnego produktu.
          Jeśli nie ma pracowników gotowych pracować za tę stawkę, to oznacza właśnie, że ich produktywność W TEJ BRANŻY jest zbyt mała, żeby im płacić wysoką stawkę (którą np. uzyskują w innej branży).

  • Jak Pan Doktor się zapatruje na to? https://www.statista.com/chart/4279/the-gender-pay-gap-in-developed-nations-visualised/

    Największe różnice mające miejsce w Korei Południowej i Japonii wynikają ze struktury gospodarek tych państw, czy to jednak jakaś specyfika kulturowa i niekoniecznie płace kobiet odpowiadają tam produktywności?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Bardzo mało jest wymagane by doprowadzić państwo do dobrobytu nawet z najniższego poziomu barbarzyństwa, mianowicie pokój, niskie podatki i tolerancyjne kierowanie sferą sprawiedliwości. Wszystkie formy rządów, które zbaczają z tej naturalnej ścieżki, lub które odwołują się do potrzeby zahamowania rozwoju społecznego na jakimś szczególnym etapie, są nienaturalne i po to by utrzymać się u władzy, zmuszone są odwoływać się do represji i tyranii. Adam Smith
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Łukasz Angowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Steve Harwatek
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Andrzej Krzeptowski-Sabała
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Mateusz Musielak
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Krzysztof Nowak
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Łukasz Pappelbon
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jacek Rusiecki
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Piotr Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Stowarzyszenie Libertariańskie
Łącznie otrzymaliśmy 4 003,56 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>