Autor: Anthony de Jasay
Źródło: econlib.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF, EPUB, MOBI

demokracjiDla wielu czytelników, być może nawet dla większości, pytanie postawione w tytule jest absurdem. Czyż nie uczyliśmy się, że liberalna demokracja jest „końcem historii”? Dyskurs polityczny jest wyjątkowo tolerancyjny w nazywaniu określonych aspektów rządu jako liberalnych. Przypomina określanie mianem „dobrego chrześcijanina” kogoś, kto nie praktykuje swojej religii. Jeśli chodzi o to, co kto ma dostać, demokracja socjalna czerpie odpowiedź z urny wyborczej. Niebezpieczeństwo tej odpowiedzi jest jednakże bardzo realne. Być może uda się to rozjaśnić w zwięzłych słowach.

Dobrym sposobem opisania rządu jest przedstawienie go jako instytucji  funkcjonującej z regułami, które tylko jedna część społeczeństwa —  może być to większość lub nie — woli względem dowolnej innej alternatywy, podczas gdy inna część społeczeństwa sprzeciwiałaby się im, gdyby miała wybór. Reguły te mają swoją przewidywalność, skuteczność i zasadność, choć niekoniecznie w optymalnym stopniu. Skąd pochodzą? Ich źródłem są pewne wyższe reguły, z których mogą zostać wydedukowane, a te wyższe reguły z kolei wywodzą się z jeszcze wyższych reguł w nieskończonym następstwie. W rzeczywistej historii sukcesja ta ma jakiś początek, w postaci założyciela książęcej dynastii, rewolucji czy okupacji jednego kraju przez inny.

Następstwo reguł, które w naszych czasach coraz częściej napotykamy, to reguła, wedle której każdy wybiera spośród jednej lub większej liczby opcji – a jedna z nich wyłania się jako reguła obowiązująca. Wybór binarny dokonywany przez większość zwykłą jest najprostszą wersją wyboru. Wybrana w ten sposób opcja staje się regułą, której podlegają wszyscy, nawet jeśli ktoś wybierał inną, alternatywną regułę.

Reguła ta, powszechnie nazywana demokracją, wyewoluowała w niemal prostej linii ze stosunków panujących we wczesnym Kościele i dworze, przez hierarchie sądownicze, szlachectwo i własność, aż przyjęła swoją ostateczną formę w postaci zasady „jeden człowiek, jeden głos” (ang. one man, one vote) pod koniec XIX wieku w Anglii oraz w krajach ją naśladujących; a później wraz z przyznaniem praw wyborczych kobietom. Demokracja nastała nie jako skutek rozważań, ale niemal jako aksjomat moralny, wokół którego żaden wspierający argument nie jest konieczny. W efekcie tego demokracja przyjęła raczej niekwestionowaną pozycję, tak jak jej szersza wersja, równość, która również uzyskała rangę aksjomatu moralnego, z którego praktyczne zasady moralne zostały wydedukowane. Nie było na ten temat żadnego sporu czy racjonalnej debaty. Nikt nie miał odwagi mówić, że być może rozsądniej byłoby dać większą siłę głosu rodzicom, którzy troszczą się o swoje dzieci, niż kawalerom, którzy muszą troszczyć się jedynie o siebie. Takie argumenty prawdopodobnie by przegrały, ale istotne jest to, że nie zostały one nawet podniesione.

Reguła demokratyczna ma pewne oczywiste arytmetyczne konsekwencje. Kiedy majątek bądź dochody ludzi są nierówne, średnia jest wyższa niż mediana, to transfer dochodów od tych powyżej średniej do tych poniżej zwiększy równość. Z dwóch równych bloków głosów biedniejsza strona wygrałaby, ponieważ może skusić krańcowych wyborców zaoferowaniem im części dochodu bogatszej strony. Redystrybucja zawsze może wygrać z inną dystrybucją, jeśli zaoferuje wyższy transfer od dochodów powyżej średniej.

W liberalizmie nie ma żadnej reguły odnośnie do podziału dochodu według głosowania większościowego. Innymi słowy, liberalizm nie ma korzyści do zaoferowania za wielkość głosującej populacji, której cel dystrybucyjny jest bardziej atrakcyjny niż drugiej strony.

Jako że liberalizm w swojej czystej postaci nie ma roli dystrybucyjnej, w której głosowanie decyduje o zwycięzcach i przegranych, korzyści są dystrybuowane przez indywidualne, a nie zagregowane wybory. A zatem podejmowane są tylko te wybory dystrybutywne, w których strony nie ponoszą strat, tj. wszystkie wielkości są dobrowolnie ustalane. Dla wyboru społecznego nie ma miejsca w tym systemie reguł. Wyobraźmy sobie na przykład dwóch pasterzy mających stada obok siebie. Każdy z nich próbował ukraść owce drugiemu i próbuje strzec własnych. Kradzież może być skuteczna tylko wtedy, jeśli któremuś pasterzowi nie udaje się przypilnować swoich owiec. Ich wzajemna interakcja jest dla obydwu kosztem netto, jeśli obaj kradną lub jeśli obaj bronią swoich stad przed sobą nawzajem. Jeśli ani nie kradną, ani nie strzegą, to nie ponoszą kosztu dopóty, dopóki obaj zachowują się w ten sam sposób. Jeśli żaden z nich nie decyduje się kraść i nie decyduje się bronić swoich owiec w niedzielę, to ten dzień będzie przyjemniejszy dla obydwu niż inne dni tygodnia. Reguła „nigdy w niedzielę” może eksperymentalnie zostać przedłużona do poniedziałku, a jeśli odniesie sukces ponownie, to kolejnego dnia znów może zostać przedłużona, z każdym dniem zwiększając skumulowany zysk obydwu pasterzy. Działanie odwzajemniane przynosi wszystkim tym więcej korzyści, im dłużej jest praktykowane. Wzajemny szacunek dla własności każdego z pasterzy staje się praktyką konwencjonalną. Reguła ta, jak każda inna, która jest skuteczna, oznacza, że koszty jej egzekwowania są pokrywane poprzez uniknięcie szkód, na które uczestnicy naraziliby się, gdyby konwencja została złamana. Dowolna obopólna interakcja, w której ludzie odnajdują korzyść dla siebie (tak długo, jak przynosi to korzyść drugiej stronie) jest z zasady regułą zwiększającą efektywność w sensie Pareto. Zyski z obowiązywania reguły behawioralnej egzekwowanej przez członków, którzy odnoszą z niej korzyść, pokrywają koszty jej obowiązywania. Pełny zbiór takich reguł konwencjonalnych, tj. ochrona życia i zdrowia, własności i jej wymiany oraz respektowanie wolności dążenia do pokojowych celów stanowi liberalny ład polityczny, w którym naruszenie porządku konwencjonalnego pociąga za sobą działania egzekwujące ze strony uczestników. Możemy to nazwać „uporządkowaną anarchią”.

Możemy wyobrazić sobie ład liberalny, w którym własność prywatna i talenty są dane, a dobra i usługi są produkowane i dystrybuowane zgodnie z konwencjonalnymi regułami, tak że krańcowe stopy transformacji i substytucji dążą do wyrównania. I w tym zestawie zasad nie ma miejsca na żadną dystrybucyjną rolę, w której jedna część społeczeństwa, polegając na głosach wyborczych, wymuszałaby udziały dystrybutywne od każdego, włączając zwycięzców i przegranych.

Demokrację można sobie wyobrazić jako system, który posiada regułę tworzenia reguł, w której niektóre reguły są po prostu niedozwolone. Nawet jeśli wynikiem wyborów jest nakaz, aby kolorowi nie byli wpuszczani na przód autobusu lub by kobiety mogły mieć tylko taką pracę, gdzie ich warunki są gorsze niż warunki mężczyzn, to takich rozwiązań nie dopuszcza się, ponieważ są niekonstytucyjne. Reguła podatkowa będzie musiała być sprawiedliwa i bezstronna. Jednakże podatki mogą być nieproporcjonalne do dochodu i niemal, choć nie całkiem, konfiskacyjne. Gdyby jednak nie dopuszczono tego, prawdopodobnie najważniejsza funkcja głosowania — za dystrybucją — zostałaby zakazana, a demokracja straciłaby większość ze swojej najistotniejszej roli, tj. stworzenia dystrybucji, która przynosi korzyści jednym kosztem reszty. W takim wypadku reguła tworzenia reguł zostanie po prostu użyta do zmodyfikowania samej siebie, tak jak każda reguła tworzenia reguł, i dopuści regułę podatkową, która okazała się niezbędna dla demokratycznego celu. W rzeczywistości reguły tworzenia reguł, tj. konstytucje, niemal zawsze dopuszczają wielki obszar swobody opodatkowania, a także brak równowagi między dochodami i wydatkami rządu, ponieważ takie opcje są dopuszczane przez podstawowe zasady wyboru społecznego.

W czystej teorii liberalnej, lub uporządkowanej anarchii, wszystkie reguły są spontanicznymi konwencjami, które korespondują z indywidualnymi preferencjami uczestników, którzy odnoszą z nich korzyści (zwiększają efektywność w sensie Pareto). Nie ma kolektywnej woli i nie ma sposobu wyrażania kolektywnej woli w regule społecznego wyboru. Dystrybucja zagregowanych dóbr i usług jest kwestią własności i umów między jednostkami.

Kiedy regułę o charakterze konwencji zastępuje się regułą o charakterze statutu, to ta uporządkowana anarchia jest zastępowana, wetowana i uzupełniana demokracją. Demokracja działa według zasad wyboru społecznego, gdzie decyduje głosowanie na zasadzie „jeden człowiek – jeden głos” (reguła większościowa jest zwykle wymagana, choć nie jest konieczna). Reguła wyboru społecznego decyduje o podziale dóbr i usług pomiędzy dwoma połówkami społeczeństwa — jedna zyskuje kosztem drugiej.

Jak zauważono powyżej, w podziale pomiędzy bogatszą i biedniejszą połową społeczeństwa, to ta biedniejsza część zostaje zwycięzcą, ponieważ może otrzymać więcej od bogatszej części niż bogatsza część od biedniejszej. Innymi słowy, w takiej konkurencji, przy pozostałych warunkach niezmiennych, biedniejsi zdominują bogatszych w dowolnej redystrybucji. Prosta arytmetyka mówi nam, że reguła wyboru społecznego będzie ciągle stosowana, albo przynajmniej w okresie od jednych do następnych wyborów, w swojej roli redystrybutora dóbr i usług na korzyść biedniejszych, kosztem bogatszych.

Rządy realizują ten scenariusz nie tylko przez opodatkowanie bogatych, ale także poprzez ułożenie struktury ich całkowitych wydatków, w której to biedniejsi zyskują dużo, a bogatsi ponoszą umiarkowaną stratę. Budżet jako całość będzie ciągle rozrastał się od wyborów do wyborów. To popycha deficyt w strefę zagrożenia i zmusza państwo do oszczędności, aby dług narodowy został zredukowany i umożliwiał ponowną redystrybucję od bogatych do biednych. Ten proces może trwać nawet aż do punktu, w którym redystrybucja osiągnie pełną równość, w której nie będzie już bogatych i biednych. Redystrybucja w tym stanie jest nadal prowadzona, ponieważ w przeciwnym razie wkroczyłaby uporządkowana anarchia, w której pełna równość nie jest prawdopodobnym wynikiem, i przyniosłaby dystrybucję zastępującą całkowitą równość. Demokracja w tym wypadku musiałaby zachowywać pełną równość, której uporządkowana anarchia zagraża.

Pomimo abstrakcyjnej natury opisanej przez nas nieuniknionej arytmetyki konfrontacji pomiędzy liberalizmem a demokracją, wynik jest wystarczająco zniechęcający, by móc pozwolić sobie na przetłumaczenie tego na bardziej realistyczny i mniej logicznie restrykcyjny język. Indywidualne preferencje, wolności i prawdopodobnie ekonomiczna pomyślność wydają się ofiarami demokracji. Wybór społeczny z pewnością zostanie kupiony kosztem dobrobytu. Nie osiągniemy wielkiej satysfakcji, rozważając ten rozwój wypadków. Wszystko, co możemy osiągnąć z analizy tych działających sił, to lepsze zrozumienie, dlaczego liberalna demokracja daje rezultaty, które większości z nas w większości przypadków się nie podobają.

5 odpowiedzi na „Jasay: Czy liberalizm może przetrwać w demokracji?”

  • Jak ktoś zna historię brytyjskiego liberalizmu, to wie, że nie. Nowy liberalizm, nazywany przez Spencera „nowym toryzmem”, zastąpił to co my znamy jako liberalizm klasyczny. Demokracja pomogła skorumpować liberalizm właściwy. Pisał o tym proroczo już Marks. Jak ktoś kocha bardziej demokrację od wolności, zostanie z socjalizmem. Jakoś tak dziwnie to zawsze wychodzi.

    • Trochę nieporozumienie wg mnie, zmiana trendów w ruchu liberalnym była płynna i równoczesna ze zmianą pokoleniową.
      Edmund Burke był jednym z NIELICZNYCH Wigów nieprzychylnie nastawionych do rewolucji francuskiej, ożywianej głównie ideami J.J. Rousseau.
      Angielski liberalizm narodził się w tamtejszym zborze kalwińskim (purytanie, baptyści – główna baza rewolucji O. Cromwella) i pod wpływem rew. fr. szybko się zlaicyzował, a skręt demokratyczny miał już dzięki kalwinom (zob. „Act against seditious sectaries”).

      Normalny ruch, ale już liberalny sensu largo, to francuscy ekonomiści ‚laissez-faire’.

      • Dzieje brytyjskiego liberalizmu, zwłaszcza w XIX wieku, były dość burzliwe, a nie płynne. Wigowie to byli arystokraci i tak ich postrzegali radykałowie jak Cobden. Sam liberalizm klasyczny to pojemny termin, podobnie jak nowy liberalizm. To że liberalizm jest „chrzescijańskim dzieckiem” – tak można uprościć sprawę. Demokratyzm radykałów i liberałów wiązał się z marzeniem o edukacji klasy pracujacej. Ach ci robotnicy, np. chartyści byli tacy nieokrzesani i wojowniczy. Liberałowie chcieli państwowej edukacji odciętej od kościoła angielskiego – ale oni wzór teoretyczny brali od Adama Smitha, a praktyczny z calej Europy, nie tylko Francji. Nie twierdze, ze rewolucja francuska nie miala znaczenia, bo miala. Ale radykałowie brzydzili sie tej rewolucji, bo mieli swojego wlasnego rzeznika – Cromwella.

        Ci „francuscy ekonomiści ‚laissez-faire’” mieli nazwę. Wszycy nazywali ją „szkołą francuską” – tak prosto, bardzo prosto. Liderem był Bastiat, tak Bastiat. Ale Bastiata zainspirował R. Cobden, o czym pisał Leon Say. Wykonawcami woli „szkoły” M. Chavalier (razem z Cobdenem podpisał angielsko-francuski traktakt handlowy w 1860 r.), a konczył L. Say i Paul Leroy-Beaulieu (członkowie Klubu Cobdena). O szkole franacuskiej pisał, i Jevons, i Louis Mallet (w Free Exchange).

        Polecam tez ciekawostkę https://www.jstor.org/stable/23723374?seq=1#page_scan_tab_contents

        • @ marcinach
          co najmniej jest nieporozumieniem mówienie o uproszczeniu, w kwestii korzeni angielskiego liberalizmu.
          Kalwinizm we Francji czy właśnie w Anglii ( + kalwińska emigracja do 13 kolonii w Am.Płn.) od początku silnie akcentował sprzeciw wobec monarchii, a zwłaszcza interwencjonizmowi gospodarczemu monarchów.
          Ignorowanie najbardziej podstawowych faktów z historii, jak widać łączy libertarian i marksistów.
          J.B. de Say i tzw. fizjokraci, w czasie swojej największej aktywności, nazywali się właśnie po prostu Ekonomistami, i akurat hasło ‚laissez-faire’ było zwyczajnie modne wśród nich.

  • Szanowny instytucie, czy moglibyście przetłumaczyć artykuły autorstwa Alexisa de Tocqueville’go, które się znajdują na poniższej stronie?
    http://www.libertarianism.org/people/alexis-de-tocqueville

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie ma dobrych podatków, są tylko mniej złe. Jean-Baptiste Say
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W styczniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pani Agnieszka Kaim
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pan Piotr Oliński
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Paweł Pokrywka
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Dominik Wojtaszek
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 1 763,66 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>