Autor: Przemysław M. Hankus
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Teksty publikowane jako working papers wyrażają poglądy ich Autorów — nie są oficjalnym stanowiskiem Instytutu Misesa.

sofizmatu

Niemal w każdej dyskusji, w której po przeciwnych stronach stają szeroko pojęci wolnościowcy (klasyczni liberałowie, leseferyści, wolnorynkowy, libertarianie itp.) i mniej przychylnie lub sceptycznie do idei wolnościowych nastawione osoby, prędzej lub później ci drudzy zastosują względem tych pierwszych „argument ostateczny”, tj. pytanie, które ma wprawić wolnościowca w zakłopotanie: „a w którym państwie proponowane przez ciebie rozwiązania zostały już wprowadzone i funkcjonują”? Używając tego rodzaju erystycznego chwytu, posługujący się nim w dyskusji z wolnościowcami pragną pokazać „utopijność”, oderwanie od rzeczywistości, nierealność lub stricte teoretyczny, pozostający bez żadnego przełożenia na praktykę charakter argumentów i propozycji głoszonych przez wolnościowców, co ma na zasadzie binarnej opozycji idealnie kontrastować z praktycznym zastosowaniem niemal na całym świecie i na co dzień rozwiązań, których bronią i których funkcjonowanie uzasadniają ideowi oponenci szeroko pojętych środowisk wolnościowych, kontestujących ten stan rzeczy.

W tym krótkim artykule chciałbym przedstawić możliwe repliki na tego rodzaju chwyt erystyczny, pokazujące, jak miałkie i w istocie kompletnie bezsensowne i pozbawione głębszych podstaw teoretycznych jest to zagranie. Postaram się wykazać, że tak popularne, jeśli nie dominujące dzisiaj stanowisko empiryczno-pozytywistyczne (epistemologiczny aposterioryzm), wymagające niemal każdorazowej doświadczalnej weryfikacji niemalże każdego twierdzenia, można obalić na dwóch poziomach: 1) logicznym oraz, co może się prima facie wydać paradoksalne 2) empiryczno-pozytywistycznym, powiązanym z odwołaniem do szeroko pojętego utylitaryzmu.

Po pierwsze, osoba zadająca przedmiotowe pytanie popełnia błąd logiczny, polegający de facto na zaprzeczeniu możliwości argumentacji i formułowania oraz wypowiadania twierdzeń. Co prawda, jak udowodnił Hans-Hermann Hoppe uzasadniając swoją etykę argumentacyjną, „nie można argumentować, że nie można argumentować”, nie popadając w sprzeczność performatywną[1], tym niemniej warto przyjrzeć się możliwemu zastosowaniu pewnego wariantu tego apriorycznego twierdzenia do analizowanego tutaj przypadku. Otóż jeśli ktoś twierdzi, że brak dowodu na funkcjonowanie rozwiązania X w każdym z istniejących państw dowodzi, że rozwiązanie to jest (w zasadzie) niemożliwe do wprowadzenia, tym samym implicite wypowiada twierdzenie zbliżone do zdania: „jeśli żadna osoba nie wypowiedziała dotychczas sentencji XYZ, to wypowiedzenie takiej sentencji jest (w zasadzie) niemożliwe”. Innymi słowy fakt, że coś (np. „Wszechświat jest nieskończony”) nie zostało uprzednio przez kogokolwiek wypowiedziane bynajmniej nie oznacza, że to coś nie może zostać w ogóle powiedziane. Stojąc na stanowisku przeciwnym musielibyśmy w dość karkołomny sposób próbować dowodzić, że taki twór, jak przykładowo język, nie może istnieć, a każda ludzka myśl pojawiająca się w naszym umyśle może się w nim pojawić dopiero wtedy, gdy jest co najmniej drugą taką myślą, jaka powstała na świecie w umyśle innego człowieka. Jak w takim przypadku mogłaby powstać pierwsza tego rodzaju myśl?

Po drugie, przedmiotowe pytanie jest również nie do obrony na gruncie empiryzmu, do którego wprost samo się w swej konstrukcji odwołuje. Otóż jeśli o prawdziwości bądź fałszywości (falsyfikowalności) danych twierdzeń lub koncepcji w sposób decydujący przesądza ich doświadczalna weryfikacja, to pytaniem pozostaje w jaki sposób można zweryfikować prawdziwość postulatów wolnościowców w dowolnie wybranym aspekcie czy dziedzinie, jeśli uparcie, zażarcie, rękami i nogami broni się (lub pod groźbą użycia siły expressis verbis zabrania) przed wykonaniem takiego sprawdzianu? Co więcej, można spytać, w jaki sposób obecnie funkcjonujące, wychwalane i bronione przez oponentów wolnościowej strony sporu rozwiązania zostały wdrożone, jeśli nie w jakimś miejscu po raz pierwszy w historii lub w kilku miejscach jednocześnie, również pioniersko? Czy jeśli dekady temu, chcąc wprowadzić w życie pewne etatystyczne rozwiązania, usłyszeliby oni, skądinąd bardzo roztropne wówczas pytanie: „a gdzie postulowane przez was rozwiązania już wprowadzono?”, to czy w dalszym ciągu parliby do przodu, nie zważając na tego rodzaju obawy?

Weźmy inny przykład: wyobraźmy sobie wynalazcę pracującego nad nowym, przełomowym, rewolucyjnym rozwiązaniem w danej dziedzinie (wyobraźni czytelnika pozostawiam jej wybór), którego wprowadzenie mogłoby diametralnie odmienić prowadzenie działań w danej branży, przykładowo obniżając koszty produkcji o połowę jednostek pieniężnych czy znacznie redukując czas potrzebny do wytworzenia jednej jednostki danego dobra. Czy takiego człowieka również postawiono by przed naszym przedmiotowym pytaniem, sugerując między wierszami, ze skoro nikt przed nim nie wpadł na podobny pomysł i skoro nikt przed nim podobnych rozwiązań ani nie zaproponował, ani nie wprowadził, to cały jego dorobek, jego badania i jego wysiłek są bezwartościowe? Jeśli rzeczywiście ktoś próbowałby tak twierdzić, to proszę spróbować sobie wyobrazić czy jakakolwiek nowa rzecz (dobro), czy jakiekolwiek nowe słowo kiedykolwiek by powstały i czy ludzkość w jakimkolwiek stopniu dokonałaby takiego postępu cywilizacyjnego, intelektualnego, technologicznego itp., jaki stał się jej udziałem przez ostatnie stulecia. Czy, przykładowo, Maria Skłodowska-Curie kiedykolwiek zakończyłaby sukcesem swoje pionierskie badania nad radioaktywnością, czy odkryłaby istnienie pierwiastków nazwanych polonem i radem, gdyby usłyszała argumenty i pogardę współczesnych jej „nigdzie-to-nie-funkcjonistów”?

Jeśli w kolejnej z dyskusji na temat reform, deregulacji, prywatyzacji czy innego rodzaju zmian: systemu oświaty i edukacji, w tym szkolnictwa wyższego, usług ochrony (policyjnych) czy rozstrzygania sporów (arbitrażu), opieki medycznej, infrastruktury, szeroko pojętej kultury i sztuki et cetera ad nauseam, usłyszycie to powracające jak mantra, jak fragment zaciętej płyty przedmiotowe pytanie, to poza wyjaśnianiem wskazującym, że modelowych rozwiązań w zasadzie nigdy i nikomu nie udało się w pełni wprowadzić i zaimplementować, że można wskazać jedynie (historyczne) przykłady najbliższe ideału, możecie replikować z wykorzystaniem zaprezentowanych powyżej kontrargumentów.

Być może, na co mam nadzieję, ten wpis pomoże w ostatecznej refutacji tego jakże szkodliwego — również dla głoszących go — sofizmatu.

 

[1] Hans-Hermann Hoppe, Ekonomia i etyka własności prywatnej. Studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii, Fijorr Publishing, Warszawa 2011, s. 291.

17 odpowiedzi na „Hankus: „W którym państwie coś takiego funkcjonuje?” – Refutacja szkodliwego sofizmatu”

  • Pierwszy argument można bardzo szybko obalić bo :
    1) Ludzie przyjmujący za aksjomat, że ASE ( Austriacka Szkoła Ekonomiczna) jest najlepsza, stawiają się w roli sportowca przed np. biegiem. Jest pewny i buńczuczny i zapowiada – Ja jestem najlepszy itd. Jednak nie mamy pewności czy tak naprawdę wygra
    wyścig. Dalej posługując się cytatem, że skoro „„nie można argumentować, że nie można argumentować” to czy można „argumentować, bo można argumentować „? Czyli wypowiedziany argument 2+2=5 jest prawdziwy bo został wypowiedziany ?
    2) Drugi argument też łatwo obalić bo :
    „Czy, przykładowo, Maria Skłodowska-Curie kiedykolwiek zakończyłaby sukcesem swoje pionierskie badania nad radioaktywnością, czy odkryłaby istnienie pierwiastków nazwanych polonem i radem, gdyby usłyszała argumenty i pogardę współczesnych jej „nigdzie-to-nie-funkcjonistów”?”
    Czy Maria Skłodowska- Curie ukryła przed światem publikację swoich badań ? Czy byłaby tak samo wiarygodna jak by nie opublikowała ich i naukowcy mieli możliwość „dotknąć”? Z powyższego widać, że argument ten jest… ale do 5 latków : typu „Mam, ale nie pokaże”. Bardziej przejaskrawiony przykład to porównanie ASE do UFO. Jednego i drugiego nikt nie widział, ale wszyscy o nim wiedzą.
    Skoro uważasz, że ASE to aksjomat i Twój dowód jest prawidłowy, to udowodnienie tego nie będzie sprawiało problemów. Inaczej jest to pseudonauka.

    Trzecim argumentem, który jest trochę szpilką w oko to stawianie przez dyskutantów promujących ASE stawianie przejaskrawionych antytez. Skoro nie ASE, to socjalizm. Jest to chyba najgłupszy argument jaki słyszałem. Zakłada on istnienie tylko dwóch bytów: czarnego i białego. Empirycznie bardzo łatwo to obalić bo na świecie jest dużo róznych ustrojów zarówno politycznych, jak i gospodarczych

    • Proszę mi wyjaśnić jedną kwestię, której nie potrafię zrozumieć po przeczytaniu tego komentarza: w którym miejscu w tekście znajduje się jakiekolwiek odwołanie do ASE i jej wyższości nad innymi szkołami?Odnoszę wrażenie, że celem komentarza było wyrażenie idiosynkrazji względem ASE a nie konstruktywna krytyka wpisu.
      Odnosząc się jednak do tego, co zostało napisane: twierdzenie, że można argumentować nie oznacza i nie zawiera w sobie implicite stwierdzenia, że każdy wypowiadany argument, że każde z wypowiedzianych zdań musi być prawdziwe.
      W postaci binarnych opozycji stawiane są systemy gospodarcze: kapitalizm i socjalizm, a nie ASE i socjalizm, gdyż pierwsze jest szkołą ekonomii, a drugie systemem gospodarczej organizacji społeczeństwa, nie dziedziną nauki.
      Szkoła czy teoria nie jest aksjomatem sama w sobie, może co najwyżej takowe formułować, jak aksjomat ludzkiego działania.
      Nie twierdziłem, że Skłodowska-Curie coś ukrywała, a jedynie, że mogłaby w ogóle nie podjąć swoich badań, gdyby zarzucano jej już na starcie, jeszcze przed ich podjęciem, że to nie ma najmniejszego sensu. Jest to oczywiście jedynie spekulacja, niemniej ilustrująca niski poziom obalanego, przedmiotowego argumentu.

      • Faktycznie zrobiłem mały skrót myślowy, gdzie założyłem wolnościowcy = ASE. Poza tym wpis znalazł się nie gdzie indziej, tylko na stronie ASE, więc trudno, abyśmy pisali o czymś innym. Słowo jeszcze na marginesie -oplatywanie tekstu łacińskimi słówkami nie dodaje mu uroku i wartości merytorycznej. Jednak do meritum
        Ostatnimi czasy z tego co widzę, w wielu miejscach i na rożnych portalach, blogach, propagowane jest – czasami nawet nachalnie – ideologii zwaną ASE. Baczny obserwator jakim jest autor, zaraz wyłapał takie niuanse, jak i argumenty użyte, czego „odpowiedzią” jest ten tekst.
        „W postaci binarnych opozycji stawiane są systemy gospodarcze: kapitalizm i socjalizm, a nie ASE i socjalizm, gdyż pierwsze jest szkołą ekonomii, a drugie systemem gospodarczej organizacji społeczeństwa, nie dziedziną nauki.”
        Jednak w wielu dyskusjach ( w których sam również uczestniczyłem ) zwolennicy ASE stawiali znak równości między ASE a kapitalizmem w kontrze do socjalizmu stąd ten argument. Poza tym nie zgodzę się, że mamy tutaj system binarny, bo mamy przecież i trzecią drogę o której nawet Mises się wypowiadał . Nieprawdaż ?
        Głównym zarzutem moim wobec ASE – nie kapitalizmu jako takiego – jest to, że jest tylko ideą która opiera się niepotwierdzonych hasłach typu: „Etatyzm jest zły -zlikwidować urzędy” ! Przykłady „dobrego” etatyzmu, jak i „złego” możemy zobaczyć. Nie możemy zobaczyć natomiast przykładów braku etatyzmu. Inaczej mówiąc nie ma kraju, w którym hasła głoszone przez ASE miałyby oparcie. Mówiąc inaczej- prościej już nie potrafię. Napisałem jakiś program -> chwalę się, że działa –>> sprawdzam czy a)działa b) nie działa. ASE jest na etapie „chwalę się, że działa”. Na jakiej więc podstawie sceptycy mieliby twierdzić, że działa ?

        • 1. Tak, ASE to nie kapitalizm. ASE to szkoła ekonomii. 2. Niestety jedni wolnorynkowcy są dobrymi obrońcami kapitalizmu, a inni złymi i nazywanie ASE szkołą wolnorynkową może być próbą odcięcia się od tych wolnorynkowców z gorszą obroną kapitalizmu (mnie też potrafi zirytować nazywanie nas neoliberałami). Pomijam już przy tym fakt, że możesz być jednocześnie zwolennikiem ASE i zatwardziałym komunistą. 3. Trzecia droga jest odcieniem szarości, ale szarość składa się z czerni i bieli. 4. Tak, ekonomia nie powinna się zajmować wartościowaniem. Wartościować może tylko człowiek w oparciu o jakieś kryteria, gdzie jedne decyzje są dobre, a inne złe. To zadanie dla etyki (np. libertariańskiej). 5. Pomijając ten problem, ekonomiści ASE zazwyczaj biorą sobie jako główny i etyczny cel maksymalizowanie dobrobytu. Nim się posługują, ale nie tylko nim. Przyjmując kryteria swoich przeciwników, oceniają, co jest lepsze w realizacji jakich celów. Zadam więc odpowiednie pytania. Dobry i zły etatyzm? W oparciu o jakie kryteria i w stosunku do czego? Jeśli chodzi o skuteczność w zapewnianiu ludziom dobrobytu, mogę powiedzieć tyle, że etatyzm nie może być lepszy od wolnego rynku. Wszelkie wymuszenia będą szkodzić jednostkom, które zostały zmuszone do działania wbrew swoim interesom, a także nie raz ludziom robiącym z nimi interesy. Państwo nie może wiedzieć, czego chcesz i nie wybierze wobec tego lepiej za ciebie. 6. Nie muszą mieć oparcia w żadnym kraju, choć pomogłoby to w nawracaniu niektórych ludzi. Nie mówimy o naukach przyrodniczych i twardych eksperymentach, w których możemy zmieniać dowolnie wybrane czynniki, lecz o naukach społecznych, które powinny mieć za zadanie opisywać naturę ludzką i jej konsekwencje, przy czym ciągle zmieniające się jednostki tworzące społeczeństwo niemożliwe są do zbadania w warunkach normalnego eksperymentu i żaden nie potwierdziłby niczego. Taka jest właśnie metodologia ASE. Opisujemy podstawowe właściwości ludzkiej natury i na jej podstawie wnioskujemy skutki. Jeśli założenia dotyczące ludzkiej natury są prawdzie, a proces dedukcji zostanie dokonany poprawnie, mamy logiczne. W przeciwnym wypadku oddajemy się chaosowi, w którym nie możemy niczego potwierdzić, bo rzeczywistość jest nielogiczna i te same czynniki mogą mieć różny wpływ przy innych warunkach niezmienionych. 7. Przedostatnich słów nie rozumiem. Po co one tam są? Jeśli nawet potrzebujemy empirycznych potwierdzeń, tym bardziej powinniśmy męczyć, że postulaty wypracowane na przesłance konieczności uzyskania najszybszego wzrostu dobrobytu z pomocą teorii ASE są słuszne, żeby gdzieś je w końcu wypróbować, więc nie widzę w tym niczego złego, że się tego domagamy. Inaczej popadamy w absurd polegający na twierdzeniu, że nie wolno nam wypróbować postulatów, ponieważ nikt ich nie wypróbował.

          • Odpowiem od końca i po części bo nie chce mi się
            „Jeśli chodzi o skuteczność w zapewnianiu ludziom dobrobytu, mogę powiedzieć tyle, że etatyzm nie może być lepszy od wolnego rynku” Tylko, że wolny rynek nie jest etapem przejściowym tylko wynikiem. Inaczej mówiąc w Hong Kongu który można przyznać ma najwięcej „wolnego rynku” to nie „wolny rynek” zdecydował o zmniejszaniu etatyzmu tylko „dobry” etatyzm zdecydował o zmniejszeniu etatyzmu w ogóle. W sensie urzędnik likwidujący etaty urzędnicze. Tak samo było w Singapurze. Lee Kuan Yew wygrał wybory i przeprowadził reformy i to w sposób który z „wolnym rynkiem” nie ma nic wspólnego. Gospodarka wolnorynkowa jest wynikiem działania etatyzmu.

            „Trzecia droga jest odcieniem szarości, ale szarość składa się z czerni i bieli.” Jasne ale zwolennicy ASE nie rozumieją i w zaparte stosują taktykę. Skoro nie jesteś kapitalistą to jesteś komuchem. Co oczywiście jest to bzdurą kompletną. Nie czuję się komunistą, ale nie czuję się, też 100% kapitalistom – choć nie ukrywam, że jest mi do nich zdecydowanie bliżej.

            „Jeśli nawet potrzebujemy empirycznych potwierdzeń, tym bardziej powinniśmy męczyć, że postulaty wypracowane na przesłance konieczności uzyskania najszybszego wzrostu dobrobytu z pomocą teorii ASE są słuszne, żeby gdzieś je w końcu wypróbować, więc nie widzę w tym niczego złego, że się tego domagamy. Inaczej popadamy w absurd polegający na twierdzeniu, że nie wolno nam wypróbować postulatów, ponieważ nikt ich nie wypróbował.”

            Masz rację – teoria ASE, Keynesizm też był kiedyś teorią, jednak przestał nią być kiedy został zaaplikowany do gospodarki. Czy to zadziałało, czy nie, to temat na inną dyskusję. Jest jednak zasadnicza różnica – to działało w gospodarce. Możemy sprawdzić , roczniki statystyczne, zmierzyć wskaźniki ekonomiczne , itp. W przypadku ASE nie mamy żadnych wskaźników potwierdzających słuszność lub zaprzeczających . Matematycznie to ujmując to czy X który równa się np. 5 jest większy od znaku zapytania ( czy x>? )
            Ja osobiście wolałby rozmawiać o praktyce czyli liczbach i popatrzeć działanie gospodarki na żywym organizmie niż na abstrakcyjnie wydumanych przykładach.

    • Toś Ty empirycznie serio pisał?

  • Moim zdaniem argumenty przedstawione przez szanownego Autora mają jedną wadę – są niedopasowane do charakteru dyskusji. Argumentacja szanownego Autora dotyczy bowiem możliwości przeprowadzenia naukowego, logicznego dowodu dla przyjmowanych tez. W takiej naukowej dyskusji najważniejsza jest logiczna spójność przedstawianych argumentów.
    Tymczasem dyskusje w których występuje przedstawiany argument nie są dyskusjami naukowców, zainteresowanych przede wszystkim odkryciem obiektywnej prawdy. Są to dyskusje ludzi, dla których emocje, obawy i pragnienia mają bardzo duże znaczenie i znajduje to odzwierciedlenie w przedstawianych argumentach. Treść tych argumentów nie ogranicza się zatem wyłącznie do zawartych w nich ścisłych obserwacji ale stanowi odzwierciedlenie uczuć adwersarza.
    Jakie odczucia występują zatem w przedstawionym przez szanownego Autora argumencie? Czy nie jest to po prostu strach przed nieznanym, strach przed wyłamaniem się z pewnej grupy, strach przed odrzuceniem przed utratą akceptacji? A przeciwnicy idei wolnościowych są zwykle mocno ukierunkowani na spójność grupy na wspólnotę na dobro wspólne.
    Jakie odczucia będą powodować przedstawione przez szanownego Autora kontrargumenty? Jak będą one odbierane emocjonalnie? Czy nie zostaną odczytane jedynie jako zanegowanie zasadności tych właśnie wyrażanych obaw, jako zanegowanie odczuwanych przez adwersarza uczuć czyli jako lekceważenia i odrzucenia go jako człowieka?

    • Jest w tym sporo racji i zgadzam się, że tekst miał stanowić rodzaj argumentacji na poziomie rozumowym, a nie na poziomie emocjonalnym. Niemniej jednak faktycznie należy zdawać sobie sprawę z tego, że jedynie siła logicznego argumentu może nie wystarczyć w dyskusji, by przekonać adwersarza do słuszności prezentowanych twierdzeń.

  • Tekst dość ciężkostrawny dla nie-filozofa ale na pewno warto się nad nim zagłębić bo wnioski jak najbardziej prawdziwe.

    • Panie Krzysztofie, również nie jestem filozofem i nie pisałem z pozycji filozoficznych, choć może powstać takie wrażenie, niemniej dziękuję za pozytywny odbiór wpisu.

      • Ale to właśnie bardzo dobrze, bo pomijając to o czym artykuł traktuje, widać jak bardzo brakuje nam na co dzień logicznego myślenia. Miło w tym napływie płytkich treści, które przelatują z prędkością światła, od czasu do czasu trafić na ambitny wpis, nad którym trzeba się chwilę zastanowić. Wtedy o wiele więcej zostaje w głowie!

  • nie majest jeszcze jedna możliwość argumentowania:

    Otóż socjalizm to BRAK Wolnego Rynku. Im Więcej socjalizmu, tym większy jest BRAK WOLNEGO RYNKU.

    Czyli wszędzie mamy jakąś formę Wolnego Rynku, ale mniej lub bardziej ograniczoną. Relacja jest mniej więcej taka, że im więcej mamy Wolnego Rynku, tym lepiej realizuje się wolna wola człowieka w zakresie dotyczącym jego samego.

    Tak więc nie ma w ogóle dylematu wskazanego w temacie artykułu, gdyż nie zachodzi sytuacja, że „Wolnego Rynku NIE MA”.

    Jedynym powodem, dla którego uważamy, że Wolnego Rynku powinno być więcej, a socjalizmu mniej jest fakt realizacji WOLNEJ WOLI człowieka. Z samego tego faktu nie wynika, że dzięki temu będzie „więcej kwintali zboża z hektara”. Ale ponieważ nikt nie wie, czego ludzie chcą, nawet oni sami, dlatego jedynym wyjściem jest pozostawienie decyzji w tym zakresie każdemu z osobna …

  • Ultima gratuluję strzału w 10. tomizm rulez! Natomiast Kajzen trochę myli płaszczyzny. Przyjmijmy takie porównanie: ase jest jak reguły gry w piłkę a nadbudowa polityczna – etatyzm – jak pzpn. Reguły gry w piłkę nie implikują istnienia pzpn ani jego określonego takiego a nie innego kształtu. A to że pzpn pilnuje by na boiskach przestrzegano gry w nogę nie oznacza że bez pzpn wszyscy grali by w rugby. Ja jestem za istnieniem rządu ale to nie znaczy że zwolennicy akapu nie mogą stosować ase albo że ase implikuje rząd lub jego brak.

  • Przecież nie trzeba pokazywać państwa, gdzie wszystkie aspekty wolnościowe zostały wprowadzone. Można za to pokazać, że gdzie jest ich więcej w gospodarce, tam jest większy dobrobyt. Mamy przecież indeks wolności ekonomicznej, który pokazuje jak dany kraj sobie radzi i jaki ma poziom wolności. I z niego jasno wynika, im kraj bardziej wolny, tym lepiej. Mike Malooney miał o tym ciekawe video, i chyba nawet pokazał się u Stefana Molyneux w Freedomainradio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie ma żadnego przypadku w historii gospodarczej całego świata, by poważnej i przedłużającej się inflacji nie towarzyszył, oraz której nie umożliwił – jeśli nie bezpośrednio spowodował – znaczny wzrost ilości pieniądza. Gottfried Haberler
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>