Autor: Cezary Błaszczyk
Wersja PDF

minimalnych1 stycznia 2017 r. weszły w życie regulacje wprowadzające minimalną stawkę godzinową wynagrodzenia dla umów zlecenia oraz o świadczenie usług[1]. Niezależnie od woli stron wysokość honorarium osób fizycznych (także prowadzących działalność gospodarczą, pod warunkiem że nie zatrudniają pracowników bądź nie posługują się podwykonawcami) w przypadku tego rodzaju umów powinna zostać ustalona na poziomie nie niższym niż 13 zł. Ponadto zgodnie z nowymi przepisami wynagrodzenie należy wypłacać w formie pieniężnej (wykluczone jest rozliczenie barterem) i nie rzadziej niż raz w miesiącu, a strony obowiązane są do ewidencji czasu wykonywania zlecenia lub świadczenia usług[2]. Nad przestrzeganiem postanowień ustawy czuwa Państwowa Inspekcja Pracy, której kompetencje zostały w tym celu odpowiednio poszerzone.

Z punktu widzenia ekonomii i ekonomicznej analizy prawa (w szerokim, niedoktrynalnym znaczeniu) ustawowe stawki godzinowe stanowią po prostu płacę minimalną — rodzaj interwencji triangularnej, polegającej na ustanowieniu ceny minimalnej w odniesieniu do technicznie wyróżnionego przez prawodawcę sposobu wykonywania pracy. Stąd też omawiana regulacja powiela wszystkie wady instytucji minimalnego wynagrodzenia. Chociaż czytelnicy artykułów publikowanych przez Instytut Misesa raczej nie potrzebują szczegółowego uzasadnienia poniższych stwierdzeń, wydaje się, że warto jednak skrótowo przedstawić implikacje nowych przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę[3]. Na wstępie chciałbym jednak zaznaczyć, że celem niniejszego tekstu nie jest wartościowanie aksjologicznych podstaw prawa, ani tym bardziej ocena polityki państwa, a jedynie omówienie skutków określonych rozwiązań. Podkreślenia wymaga w szczególności, że można być zwolennikiem idei poprawy sytuacji najuboższych (prawdopodobnie nawet egalitaryzmu), a jednocześnie przeciwnikiem płacy minimalnej i protekcjonizmu.

Zgodnie z teorią austriacką wprowadzenie minimalnych stawek wynagrodzenia spowoduje korektę rynku poprzez podwyższenie honorarium tych nielicznych wykonawców zleceń, których wartość produkcyjna była niedoszacowana, zaś w przypadku pozostałej większości — spadek popytu na usługi. Zadziałają zatem prawa popytu i podaży: wyższa cena zniechęci do wykorzystania pracy jako czynnika produkcji bądź spowoduje przesunięcie środków[4]. Na regulacji wynagrodzeń stracą zatem przede wszystkim pracownicy krańcowi — najgorzej opłacani, najmniej produktywni i najniżej wykwalifikowani. Płaca minimalna oznacza bowiem (bezpośrednio bądź pośrednio[5]) przymusowe bezrobocie tych, których świadczenia wartościowane są poniżej wyznaczonego przez ustawodawcę poziomu. Tymczasem, jak czytamy w uzasadnieniu nowelizacji, przedmiotowe przepisy miały na celu „uzyskanie pozytywnej zmiany na rynku pracy przez przeciwdziałanie nadużywaniu umów cywilnoprawnych oraz wprowadzenie ochrony osób otrzymujących wynagrodzenie na najniższym poziomie”[6].

Autorzy projektów takich jak omawiany zapominają, że gospodarka nie jest statyczna. Ludzie, pomimo narzucenia rynkowi sztucznych barier, wciąż działają, produkują i kalkulują. Interwencja sprawia jedynie, że działanie zostaje zniekształcone — albo wymusza nieoptymalną, sprzeczną z wolą jednostek alokację zasobów, albo zmusza jednostki do obchodzenia (czasem wręcz łamania) prawa, by uzyskać możliwie najbardziej efektywne warunki wymiany. Konsekwencją nowych regulacji może być zatem nieoptymalna automatyzacja, ograniczenie podziału pracy (kiedyś nazywana po prostu „pauperyzacją”), pogorszenie warunków wykonywania świadczeń bądź wprowadzenie do umów postanowień zobowiązujących wykonawców do ponoszenia fikcyjnych opłat, potrącanych następnie od wynagrodzenia. W przypadku umów o praktyki przedsiębiorcy uwolnią się od obowiązku ewidencyjnego i sztucznie zawyżonych stawek wynagrodzeń po prostu poprzez zaoferowanie terminującym umów nieodpłatnych[7]. Wola samych zainteresowanych jest tu, jak stwierdziliśmy, bez znaczenia. Prawodawca ograniczył przecież swobodę kontraktowania.

Właściwe znaczenie minimalnych stawek godzinowych to nie faktyczne zapewnienie przez prawodawcę wynagrodzenia na określonym (arbitralnie uznanym za „godziwy”) poziomie, ani tym bardziej realne podniesienie wartości wykonywanej pracy, ale zakaz świadczenia usług po cenie niższej niż ustalona. Innymi słowy, za narzędzie poprawy sytuacji najgorzej sytuowanych uznano ograniczenie ich autonomii, podczas gdy jedynym środkiem realnego podniesienia płac może być wyłącznie zwiększenie krańcowej produktywności siły roboczej („praca, produkowanie i zwiększanie oszczędności, by zakumulować więcej kapitału”, jak w Ludzkim działaniu opisywał to Ludwig von Mises[8]). Dla wszystkich powinno być jasne, że jeżeli rynkowa wartość pracy jest niższa niż pożądana, to standard życia wykonujących ją nie podniesie się przez zakaz wykonywania pracy poniżej określonej stawki[9].

O ile zatem stricte ekonomiczna ocena nowych regulacji wydaje się oczywista, warto poświęcić uwagę ich konsekwencjom dla samego prawa. Po pierwsze, dochodzi tu do fundamentalnej rewizji stosunku kontraktowego. Dotychczas socjalny charakter wynagrodzenia (a w rezultacie także ustawową płacę minimalną) wiązano jedynie z zatrudnieniem pracowniczym, umowy cywilnoprawne co do zasady pozostawiając swobodzie kontraktowania. Świadczenia w odpłatnych umowach zlecenia traktowane były jako ekwiwalentne, zaś ocena tego, jaki jest właściwy kurs wymiany usług i wynagrodzenia wynikała z indywidualnego wartościowania każdej ze stron. Jeżeli dochodziło do zawarcia stosunku umownego, to dlatego, że zarówno zleceniobiorca, jak i zleceniodawca postrzegał jego warunki jako korzystne. Nominalne uprzywilejowanie wykonawców usług narusza ten porządek, zaburzając rynkową wycenę dóbr. W sytuacji, w której obowiązującym w Polsce ustrojem gospodarczym jest społeczna gospodarka rynkowa, a promocja stosunku pracowniczego mogłaby zostać zrealizowana przez prawodawcę w sposób inny niż ograniczenie swobody kontraktowania (np. poprzez redukcję nieprzenoszalnych na pracowników i klientów kosztów, ograniczenie formalności), aplikacja instytucji wynagrodzenia minimalnego do umów cywilnoprawnych budzi wątpliwości z punktu widzenia doktryny i praktyki prawa cywilnego.

Przepisy o stawce minimalnej rodzą także liczne problemy interpretacyjne. Literalna wykładnia ustawy nie dostarcza odpowiedzi choćby na pytania o to, jak zgodnie z prawem rozliczyć umowę zawartą na czas nieokreślony w przypadku, gdy nie jest ona wykonywana przez okres dłuższy niż miesiąc, albo też, jak prawidłowo prowadzić ewidencję wymiaru świadczenia usług. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę zwłaszcza na utrudnienia związane z kontrolą czasu wykonywania przedmiotu umowy. Strony nie mogą w kontrakcie zawrzeć bowiem postanowień, umożliwiających zleceniodawcy kierownictwo oraz wyznaczanie czasu i miejsca świadczenia usług, ponieważ wypełniałoby to przesłanki stosunku pracy (zgodnie z art. 22 Kodeksu pracy). Podmiot będący pracodawcą, który zawiera umowę cywilnoprawną w warunkach, w których powinna zostać zawarta umowa o pracę, podlega zaś grzywnie w wysokości od 1000 do 30 000 zł (art. 281 pkt 1 Kodeksu pracy).

Praktyczne problemy z efektywną ewidencją czasu wykonywania przedmiotu umowy wydają się jeszcze większe, jeśli uwzględnić fakt, że wynagrodzenie temporalne nie jest jedyną dopuszczalną formą rozliczenia zlecenia. Obok wynagrodzenia czasowego, taryfowego i prowizyjnego umowy starannego działania mogą być rozliczane ryczałtem, a zalety tego rozwiązania są bezdyskusyjne. Za każdym razem, gdy strony nie są pewne czasu potrzebnego na realizację kontraktu, albo też z uwagi na trudności związane z jego kontrolą, ustalają z góry należne zleceniobiorcy honorarium. Usługobiorca ma wówczas (w zakresie dopuszczalnym prawem) pewność co do wysokości wynagrodzenia i łatwiej prowadzić mu kalkulację ekonomiczną. Jednak obowiązujące stawki minimalne są godzinowe. Powstaje zatem pytanie: jak pogodzić wynagrodzenie czasowe z ryczałtowym, jeśli z samej ich istoty wynika brak możliwości sprowadzenia ich do wspólnego mianownika. Wyjściem z tej sytuacji jest wprowadzenie do umowy postanowień przewidujących honorarium para-akordowe: ustalenie przewidywanego czasu wykonywania usługi przy zryczałtowanej wycenie usługi, a następnie porównanie tego wzorca z faktycznym czasem wykonywaniem przedmiotu umowy i wypłatą wynagrodzenia, które nie będzie niższe niż obliczone na podstawie stawek minimalnych. W sposób oczywisty pozbawia to sensu stosowania rozliczenia ryczałtowego w umowach z osobami fizycznymi[10]. Co więcej, zachęca zleceniobiorców do nieuczciwości (oszukiwania na czasie pracy, co z ekonomicznego punktu widzenia stanowi po prostu kradzież[11]) bądź niskiej produktywności (dłuższego okresu wykonywania usług). To z kolei wzmaga nieufność ze strony zleceniodawców. Tym samym prawo, zamiast umożliwiać harmonijną i obopólnie korzystną współpracę, antagonizuje uczestników wymiany.

Jak dowodził Mises, bezrobocie wywołane swobodnym działaniem rynku (tzw. bezrobocie katalaktyczne) ma tendencję do zaniku, podczas gdy bezrobocie wywołane interwencją prawodawcy (resp. bezrobocie instytucjonalne) trwa, dopóki przepisy nie zostaną uchylone[12]. Ekonomiczne skutki wprowadzenia nowych przepisów zostaną w długim okresie prawdopodobnie złagodzone przez inflację (skutkującą spadkiem płac realnych). Ich szkodliwy wpływ na system prawny oraz wyższe koszty transakcyjne rzeczywiście utrzymywały będą się jednak tak długo, jak obowiązywać będą stawki minimalne — niezależnie od bez wątpienia szlachetnych motywów ustawodawcy.

 

[1] Ustawa z dnia 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2016 r., poz. 1265).

[2] W dalszej części tekstu będę odnosił się do obu tych typów umów, używając zamiennie terminów: „umowa zlecenia” i „umowa o świadczenie usług”. Związane jest to oczywiście z treścią art. 750 Kodeksu cywilnego, który stanowi, że do umów o świadczenie usług, które nie są uregulowane innymi przepisami, stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu.

[3] Na temat wynagrodzenia minimalnego wypowiadało się wielu autorów publikowanych przez Instytut Misesa, m.in.: M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. 3, Warszawa 2008, ss. 89 i n., 298 i n.; Idem, Interwencjonizm, czyli władza a rynek, Warszawa 2009, ss. 81-82; Idem, Praca wyjęta spod prawa: o płacy minimalnej raz jeszcze, [w:] Ekonomiczny punkt widzenia, Wrocław 2015, ss. 118-121; H. Hazlitt, Ekonomia w jednej lekcji. Rozdział 19. Ustawowe płace minimalne, Warszawa 2012, ss. 115 i n.; L. von Mises, Ludzkie działanie, Warszawa 2011, ss. 649-656; M. Thornton, Minimum Wage, Minimum Tax, The Free Market, nr 11 1996, ss. 14 i n.; G. Reisman, The State Against Economic Law: the Case of Minimum Wage Legislation, https://mises.org/blog/state-against-economic-law-case-minimum-wage-legislation, 10 lutego 2016 r.; P. McCormick, W. Block, The Minimum Wage: Does it Really Help Workers?, Business Journal, Fall-Spring 2000, ss. 77-80; W. Block, The Minimum Wage Once Again, https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=1884544, 10 lutego 2016 r.

[4] Co ciekawe szkodliwy wpływ nowelizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę na jej głównych adresatów dostrzeżony został przez media głównego nurtu: Z. Lentowicz, Rzeź ochroniarzy, Rzeczpospolita, wyd. z 30 marca 2016, s. 1.

[5] Płaca minimalna podnosi koszty produkcji, ale nie zwrot (nie można przerzucić kosztów związanych z wyższą ceną pracy na klientów, ponieważ gdyby popyt to umożliwiał, już dawno podniesiono by ceny). W konsekwencji zyski są niższe, a nawet zamieniają się w straty. Jeśli straty powodują upadek najmniej wydajnych przedsiębiorców, rośnie bezrobocie i zmniejsza się podaż, a w konsekwencji podnoszą ceny. Na rynku znajduje się coraz więcej bezrobotnych, którzy starają się o pozyskanie niezbędnych dóbr konsumpcyjnych, które kosztują teraz więcej, niż w sytuacji, gdy pracownicy byli wynagradzani poniżej „godziwego” poziomu.

[6] Sejm VIII kad., druk nr 600, s. 13.

[7] Ustawodawca nie zniósł bowiem możliwości zawierania nieodpłatnych umów zlecenia i o świadczenie usług (vide art. 735 § 1 Kodeksu cywilnego), a zatem za „godziwą” uznaje najwyraźniej tylko pracę w ramach umów zlecenia i o świadczenie usług bez wynagrodzenia bądź za 13 zł za godzinę albo więcej.

[8] L. von Mises, Ludzkie…, s. 630.

[9] Można też za Rothbardem odwrócić ten argument i dowodzić konceptualnej niemożliwości ustawowego podniesienia realnej płacy. „Wydaje się rzeczą oczywistą, że stronicy płacy minimalnej nie trzymają się własnej logiki, bo gdyby posunęli się zbyt daleko, wszelkie miejsca pracy utraciłyby rację bytu”, pisał autor „Etyki wolności” (M.N. Rothbard, Praca wyjęta spod prawa: o płacy minimalnej raz jeszcze, [w:] Ekonomiczny punkt widzenia, Wrocław 2015, s. 119). Dlaczego bowiem zatrzymać się na 13 zł za godzinę? Dlaczego, gdyby możliwe było ustawowe podniesienie poziomu wynagrodzeń, nie ustanowić stawki 130 zł za godzinę?

[10] Konceptualny charakter tych trudności dostrzeżono tylko w nielicznych publikacjach. Tak np.: K. Walczak, Wynagrodzenie minimalne w umowach zlecenia i o świadczenie usług — zagadnienia doktrynalne i praktyczne cz. 1, Monitor Prawa Pracy, nr 8, 2016, s. 403.

[11] Tak np. M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku. Tom 1, Warszawa 2007, ss. 314 i n.

[12] L. von Mises, Ludzkie…, ss. 649 i n.

 

Źródło ilustracji: pexels.com, CC0 Public Domain

10 odpowiedzi na „Błaszczyk: W sprawie minimalnych stawek godzinowych”

  • Co to jest wartość produkcyjna i według jakiego kryterium stwierdzić że jest ona niedoszacowana ? Just asking.

    • Chyba autorowi chodziło o sytuację, w której ktos mógłby uzyskać wyższą płacę za swoją, a ma niższą ze względu na słabe umiejętności negocjacyjne (kryterium – trochę naciąganym i sztucznym – byłoby porównanie dwóch „identycznych pracowników” na tych samych stanowiskach o tej samej wydajnośći pracy). Wydaje mi się, że powinniśmy jednak uważać z takimi sformułowaniami, bo ktoś może w ten sposób stwierdzić konieczność wprowadzenia PM ze względu na brak umiejetności negocjacyjnych pracowników. Oczywiście nie twierdzę, że nawet w tym abstrakcyjnym przypadku (brak umiejętności negocjacyjnych prawie wszystkich) wprowadzenie PM byłoby neutralne gospodarczo.

      • Pracownik A wynegocjował 25. „Identyczny” pracownik B wynegocjował 26. W jaki sposób na podstawie samego porównania ocenić czy to A ma „za niską” czy też raczej B „za wysoką” ? A co gdy przyjdzie jakiś C i wynegocjuje 27 lub 23 ? Zmienimy z dnia na dzień kwalifikację takiej samej pracy dla A lub B ?

        • Możliwe, że ma za niską lub za wysoką (przypadku za wysokiej tu nie rozpatrujemy bo ta dotyczy np. progów podkowych, a nie PM), ale do pewnej wysokości pracodawca jest gotowy go zatrudnić (należy jednak zauważyć, że może opłacać mu się mieć 1 x 23 i 1 x 27, ale nie opłaci mu się mieć 2 x 27). Podsumowując: jeśli pracodawca nie zmieni niczego po podwyższeniu PM oprócz płacy dla pracownika/ów (zmniejszy swoje zyski kosztem pracownika) to pomijając (co nie jest do konca właściwe) różnice w sposobie wydawanie pieniędzy przez pracodawcę i pracownika polepszy się sytuacja pracownika, a o jego wcześniejszej płacy można powiedzieć, że była niedoszacowana. Jednak mówiąc o niedoszacowanej płacy uznajemy, że umiejętności negocjacyjne nie mają żadnej wartości, więc moim zdaniem ostatecznie nie ma sensu mówić o niedoszacowaniu płacy.

  • Jeśli mówimy, że jest za niska, za wysoka lub niedoszacowana, to musimy mieć standard. Ale co jest standardem ??? Nie wydaje się, żeby mogła nim być maksymalna kwota jaką pracodawca jest skłonny zapłacić, skoro wielu pracodawców może ową maksymalną kwote mieć na różnych poziomach. Nawet ten sam pracodawca może ją zmieniać wskutek zmieniających się warunków zewnętrznych. To by oznaczało, że wartość „tej samej” hipotetycznej pracy „takiego samego” pracownika jest równocześnie równa 23, 25, 31, … itd. a więc że nie jest możliwe jej obiektywne określenie. Więc wraca pytanie: po co Autor pisze o niedoszacowaniu ?

    • Fragment, na który zwraca Pan uwagę znalazł się w tekście celowo. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę (jestem prawnikiem, a nie ekonomistą), ale wydaje mi się, że o (nieustannym) dążeniu rynku do ceny optymalnej można mówić bez zakładania istnienia takiej obiektywnej wartości. Tak to, zdaje się, ujmował MNR w Ekonomii wolnego rynku.

      • Optymalna znaczy najlepsza, więc nie. Rynek dąży do ceny równowagi (choć ona się zmienia), ale nie oznacza to, że obecna cena na rynku jest nieoptymalna – przeciwnie jest ona optymalna dla danej podaży i popytu i to ona powoduje dążenie do stanu równowagi. Np., gdy przy zbyt małej podaży jakiegoś dobra wprowadzimy ceny maksymalne to co najwyżej ustalimy cenę taką jak byłaby w stanie równowagi, ale podaż będzie ciągle zbyt mała i będzie się wolniej zwiększała – w efekcie popyt ciągle będzie niezaspokojony.

        • W wolnym czasie poszukam odpowiedniego fragmentu w Ekonomii wolnego rynku (na pewno t. 1). W skrócie MNR (a za nim także mi) chodziło o to, że ceny są przez jednostki działające na rynku nieustannie weryfikowane i w ten sposób dążą do wyrażenia wartości, której oczywiście z góry nie możemy zaplanować, a prawdopodobnie – także poznać. Tylko to miałem na myśli, na pewno nie sugerowałem obiektywnej teorii wartości.

  • Do czegoś co nie istnieje trudno dążyć, ale nie ma potrzeby. Obronienie tez artykułu nie wymaga rozważania jakiejś ogólnej, wszechstronnej optymalności. Zamieszanie wynikło najwyraźniej z terminu „niedoszacowana wartość produkcyjna”, sugerującego rezygnację z subiektywnej teorii wartości. Gdyby wzamian była mowa o maksymalnej płacy jaką skłonny jest zapłacić pracodawca, to nikt by się nie czepiał 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady. Milton Friedman
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W sierpniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Piotr Koziołkiewicz
Pan Kamil Krzeszowski
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Mateusz Łukomski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Tomasz Piasek
Pan Bartosz Pisarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pani Elżbieta Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Dawid Żabiński
Certus Investment
Ek-Miro Mirosław Cierpich
Poland TSI
Łącznie otrzymaliśmy 5 643,95 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>