Autor: Radosław Wojtyszyn
Wersja PDF

Fragment rozdziału III książki Anty-Lewiatan. Doktryna polityczna i prawna Murraya Newtona Rothbarda, którą można nabyć w formie drukowanej, a wkrótce również elektronicznej.

mediówZagadnienie wolności słowa znajduje się w centrum zainteresowania sceny politycznej i jest tematem licznych kontrowersji. Właściwie każdy nurt doktrynalny uważa wolność słowa za podstawowe prawo człowieka, dopuszczając jednakże różne jej ograniczenia w zależności od stanu faktycznego lub danych okoliczności. Również Murray Rothbard upatrywał w niej zasadnicze i niezbywalne prawo każdej jednostki, aczkolwiek traktował ją, jak już wcześniej zostało to przedstawione, jako pochodną prawa własności[1].

Pierwszym z kontrowersyjnych zagadnień związanych z wolnością słowa, jakie poddał Rothbard analizie, jest podżeganie do rozruchów, penalizowane obecnie w ogromnej większości państw. Współczesne ustawodawstwo uznaje osobę nawołującą do zamieszek za współsprawcę ewentualnych przestępstw przeciwko nietykalności osobistej i prawom własności. Rothbard argumentował, że nawołującemu można zarzucić współsprawstwo jedynie przy równoczesnym odmówieniu ludziom posiadania wolnej woli i prawa wolnego wyboru oraz założeniu, iż w niewytłumaczalny sposób popełnianie przez nich bezprawnych aktów jest bezwarunkowo determinowane poleceniami podżegacza. Nawołujący po prostu korzysta z prawa do głoszenia poglądów, nawet jeśli jego propozycje są niemoralne lub mogą doprowadzić do wyrządzenia szkody. Natomiast jeśli sam dopuszcza się aktów agresji lub jest przywódcą organizacji przestępczej, zlecającym naruszenie praw innych osób, powinien podlegać takiej samej karze jak wykonawcy jego poleceń. Idąc dalej, wszelka zmowa dotycząca popierania danej idei lub działania winna być swobodnie dozwolona, jeśli prawo ich nie penalizuje, gdyż nie może być uznana za bardziej nielegalną niż same te działania[2].

Kolejny problem stanowi sprawa pomówień i zniesławień. Obecne prawodawstwo dopuszcza ograniczenie wolności słowa w sytuacji, gdy wypowiedź oparta na kłamstwie może uderzyć w czyjeś dobre imię. Tym samym każdej osobie zostało zagwarantowane ustawowo prawo własności do dobrego imienia. Kwestia oskarżeń i pomówień może być również, zdaniem Rothbarda, rozwiązana na bazie prawa własności. Legalność danego sądu wartościującego albo opinii zawierającej prawdziwe lub fałszywe informacje nie powinna być uzależniona od wewnętrznych pobudek wypowiadającego. To, że w wolnym społeczeństwie każda jednostka jest właścicielem swej osoby, implikuje zakaz niewolnictwa w postaci władania ciałem lub umysłem innych indywiduów. Z tego powodu penalizowanie zniesławienia opierającego się na założeniu, że każdy człowiek jest właścicielem swej reputacji i każde nieprawdziwe lub prawdziwe oskarżenie w nią uderzające winno podlegać karze, jest sprzeczne z prawem do samoposiadania. Człowiek nie posiada obiektywnie majątku w postaci reputacji, jest ona bowiem zbiorem, funkcją subiektywnych o nim opinii i myśli innych osób. Stąd też niemożliwe jest naruszenie praw własności innego człowieka przez jego publiczną krytykę, przy jednoczesnym odrzuceniu koncepcji, iż może być on właścicielem umysłów lub myśli pozostałych ludzi. Z tego samego powodu nie jest możliwe zmuszenie kogokolwiek do zmiany poglądów o danej osobie w wyniku krytycyzmu autora określonej opinii[3]. Przyznanie przez ustawodawstwo nienaruszalności reputacji konsekwentnie musi doprowadzić do zakazu wszelkiej krytyki i satyry[4]. Tym samym prawo do prywatności jest tworem sztucznym, gdyż nikt nie ma kompetencji do tego, by powstrzymać kogokolwiek przed podzieleniem się z innymi posiadaną informacją o danej osobie — informacja ta ulokowana jest w mózgu jednostki, a więc stanowi jej własność. Jedynym prawem do prywatności jest prawo chroniące przed naruszeniem własności, stąd też wynika, iż podział na osoby publiczne oraz prywatne jest zbyteczny — zarówno osoba uchodząca za publiczną, jak i osoba prywatna mają niezbywalne uprawnienie do ochrony swej własności[5]. Zniesienie przepisów chroniących dobra osobiste zatamowałoby falę chętnie wnoszonych pozwów w słabo udokumentowanych sprawach. Jednocześnie współczesne rozwiązania uderzają w ludzi niezamożnych — mamy bowiem do czynienia z powszechnym domniemaniem prawdziwości oskarżeń do momentu wszczęcia postępowania sądowego w sprawie o zniesławienie, na które bardzo często nie stać osoby biedniejsze. Ponadto jednostki zamożniejsze, robiąc użytek z obowiązującego w tej materii prawa, mogą zmusić swych gorzej uposażonych oponentów do zachowania milczenia, grożąc im wytoczeniem procesu, nawet w sytuacji, gdy posiadają oni dowody na prawdziwość podnoszonych zarzutów. W kwestii pomówień Rothbard wyraźnie rozdziela moralność od legalności, podkreślając, iż podnoszenie wobec kogokolwiek fałszywych zarzutów jest niemoralne, aczkolwiek prawo nie powinno zajmować się kształtowaniem postaw etycznych[6].

Depenalizacji podlegać winien również szantaż. Jest on formą kontraktu, w którym szantażujący oferuje zachowanie milczenia najczęściej w zamian za pewną sumę pieniędzy lub wykonanie określonej usługi przez szantażowanego. Odmowa zapłaty równoznaczna jest z upublicznieniem przez szantażującego wiedzy o szantażowanym. Szantaż nie jest, zdaniem Rothbarda, działaniem bezprawnym o charakterze wymuszenia, gdyż nie ma w nim groźby popełnienia czynu zabronionego — agresji skierowanej w czyjąś osobę lub własność. Szantażujący korzysta jedynie z prawa do wolności słowa. Prawny zakaz szantażu doprowadza do paradoksu: jego pojedynczo występujące elementy — oferta i ujawnienie informacji — są działaniami legalnymi, ale już w połączeniu stanowią czyn zabroniony przez prawo. Szantażowane są najczęściej dwie grupy: przestępcy i znane osoby dopuszczające się czynów niemoralnych lub wstydliwych. W obydwu wypadkach szantaż okazuje się przydatny — jeśli chodzi o przestępczość, stanowi on dodatkową formę kary dla popełniającego czyn zabroniony w postaci przymusowego uszczuplenia zysków na rzecz szantażysty. Ponadto statystycznie zwiększa wykrywalność przestępstw, nie mówiąc o tym, iż potencjalna groźba, że ktoś poinformuje organy ścigania o działaniu prawnie zakazanym, może skutecznie odwieść od jego wykonania. W drugim przypadku szantaż jako zalegalizowana instytucja przez samo upublicznianie zachowań niemoralnych pozwalałby jednostkom o innym systemie wartości i preferencji uświadomić społeczeństwo o swym istnieniu i przyzwyczaić je do tego faktu. Rothbard, puentując, stwierdził, iż dla osoby chcącej utrzymać sekret w tajemnicy o wiele korzystniejsze jest natrafienie na szantażystę niż na plotkarza — ten pierwszy zachowa milczenie za określoną sumę pieniędzy, drugi zaś, zgodnie ze swą naturą, ów sekret rozpowszechni[7].

Działalnością będącą realizacją wolności słowa, która nie powinna podlegać ograniczeniom, jest także bojkot. Polega on na nawoływaniu przez osobę lub grupę ludzi do zaprzestania kupowania pewnego produktu, a więc na odcięciu się od określonej firmy i jej dyskryminowaniu. Organizowanie przez konsumentów lub konkurencyjnych przedsiębiorców kampanii wspartej na bojkocie może być dotkliwe w skutkach dla określonego producenta, niemniej nie przekracza granic wolności słowa ani prawa własności prywatnej. Przedsiębiorcy muszą bowiem liczyć się z wolnym wyborem konsumentów, ci zaś mają prawo dawać posłuch dowolnym osobom i poddawać się różnym opiniom. Formę dobrowolnego bojkotu miałoby również, zabronione przez współczesną legislację, organizowanie przez pracodawców czarnych list pracowników należących do związków zawodowych i kolportowanie ich celem uniemożliwienia znalezienie przez nich zatrudnienia[8].

Niezwykle kłopotliwym zagadnieniem związanym z bojkotem jest problem pikiet i zgromadzeń, które również są wyrazem wolności słowa. Każdej osobie przysługuje prawo do swobodnego wyrażania myśli wraz z innymi ludźmi, jednakże gdy odbywa się to na ulicach, kwestia ta staje się dla władz lokalnych lub państwowych nierozwiązywalna. Pomijając sytuacje, w których poprzez pikietowanie blokowany jest dostęp do prywatnych posesji i przedsiębiorstw oraz stosowany jest przymus wobec osób pragnących blokadę przekroczyć, a więc sytuacji naruszających prawo własności, występują też demonstracje pokojowe, które jednak również ograniczają swobodne dysponowanie lub zarządzanie własnością przez osoby w nich nieuczestniczące. Wynika to z niemożności rozstrzygnięcia owego problemu przez władze, które jako publiczny właściciel wszystkich dróg i ulic, nie posiadając żadnych kryteriów ich wynajmowania, decyzje w tych sprawach podejmują arbitralnie. Toteż muszą one rozstrzygać między pierwszeństwem wolności słowa a zapewnieniem pozostałym podatnikom drożnej komunikacji. Rothbard doszedł tutaj do wniosku, iż podobne utrudnienia nie występowałyby w świecie, w którym władza nad drogami i ulicami byłaby sprawowana na zasadzie własności przez prywatne jednostki. Wtedy to stałoby się jasne, że istotą jest nie wolność słowa lub swoboda zgromadzeń, ale prawo pewnej grupy społecznej do złożenia propozycji wynajęcia ulicy oraz prawo właściciela drogi do przyjęcia lub odrzucenia takiej propozycji[9].

Wolność słowa najbrutalniej gwałcona jest, zdaniem Rothbarda, w sferze radia i telewizji. W każdym państwie świata rząd znacjonalizował fale radiowe, nadając sobie tym samym prawo własności do wszystkich częstotliwości wykorzystywanych przez nadawców radiowych, telewizyjnych lub telefonicznych. Następnie rozpoczął proceder wydawania prywatnym podmiotom licencji na korzystanie z częstotliwości, co sprowadzało się do przyznania im gigantycznych subwencji lub przyznania prawa do użytkowania kanałów bezpłatnie. W zamian państwo przyjęło rolę nadzorcy w postaci kontroli sprawowanej nad nadawcami przez organy licencyjne (w Polsce jest nią Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji). Nadawcy zobowiązani są zatem do przestrzegania warunków czasowej licencji, wymogów dotyczących zawartości ramówek radiowych i telewizyjnych, cenzurowania określonych treści, przedstawiania wyważonych opinii lub propagowania danego światopoglądu, uznawanego przez establishment za pożądany, pod groźbą cofnięcia zezwolenia emisyjnego. Tym samym wolność słowa stała się mrzonką. Stan ten spotyka się ze społeczną akceptacją tylko dlatego, że trwa od początku istnienia nadawców komercyjnych. Analogiczna sytuacja w sferze wydawców prasy lub książek, czyli powołanie organu kontrolnego, wydającego zezwolenia i nadzorującego działalność, a także cofającego licencje w razie przedstawiania w owych wydawnictwach treści niezgodnych z nurtem obowiązującej politycznej poprawności lub niemieszczących się w granicach tolerancji władzy na dane poglądy, potraktowane zostałoby przez szerokie masy społeczne jako jawne i brutalne naruszenie konstytucyjnej wolności słowa[10].

Taka forma regulowania fal radiowych wprowadzona została oczywiście w czyimś interesie — a ściśle w interesie rządu, który dzięki temu może sprawować pełniejszą kontrolę nad przepływem informacji, oraz istniejących wielkich korporacji, mających dzięki temu możliwość ograniczania konkurencji, w miarę swobodnego podnoszenia cen, a także blokowania innowacyjnych rozwiązań, które mogłyby zagrozić ich dominującej pozycji[11]. Historia fal radiowych w Stanach Zjednoczonych, które Rothbard wziął za punkt odniesienia, ma obecnie kilka wersji — początkowo podkreślano rozmach dobrowolnego rozwoju cywilnego radia i płynących z tego cywilizacyjnych możliwości, by następnie reinterpretować fakty w kierunku konieczności odgórnej regulacji tej działalności w celu rzekomej dbałości o interes samych nadawców, jak również słuchaczy. Radio pierwotnie używane było na potrzeby żeglugi, a wszelkie formy jego licencjonowania spotykały się ze społecznym oporem — rząd miał wyłączność na korzystanie z około połowy częstotliwości, reszta pozostawała w dyspozycji komercyjnych nadawców po ich wcześniejszej rejestracji. Z czasem restrykcje rosły, a celowe odejście od przyznawania praw własności do fal radiowych spowodowało nadawczy chaos, który pozwolił ówczesnemu sekretarzowi handlu Herbertowi Hooverowi przeforsować w 1927 roku ustawę traktującą fale radiowe jako dobro publiczne i wymagającą od nadawców posiadania okresowych licencji[12].

Argumentem na rzecz państwowej kontroli fal radiowych jest ich rzadkość. Teza ta wydaje się niezrozumiała, gdyż każde dobro posiadające swą cenę jest dobrem rzadkim — począwszy od warzyw, a na surowcach lub mikroprocesorach skończywszy. Jednakże nie jest to powód, by objąć je odgórną regulacją. Idąc dalej, system cenowy stymuluje popyt i podaż, co obowiązuje również sferę telekomunikacji, a także sprzyja przyszłościowym innowacjom i jak najefektywniejszemu wykorzystywaniu częstotliwości. Czasowe przyznawanie licencji skłania do maksymalnej konsumpcji dobra, jakim są fale radiowe i niepodejmowania działań inwestycyjnych[13]. Rozwiązaniem jest zatem prywatyzacja fal radiowych i przyznanie nadawcom na własność użytkowanych częstotliwości. Jedynie w ten sposób media uzyskałyby niezależność i możliwość nadawania audycji zgodnie ze swymi upodobaniami, bez obawy o odwet ze strony władz państwowych. Co więcej, nadawcy winni mieć prawo do swobodnego obrotu rynkowego posiadanymi częstotliwościami — ich sprzedawania, wynajmowania, bezpłatnego zbywania lub użyczania itp. W ten sposób rozwiązano by problem niskiej jakości programów, czym charakteryzuje się tzw. darmowa telewizja. Wynika to m.in. z finansowania emisji ze środków ogłoszeniodawców, którzy powstałe w ten sposób koszty wliczają w ceny reklamowanych produktów. Ponieważ ogłoszeniodawcom zależy na dotarciu do jak najszerszego grona odbiorców, przekaz jest dostosowany do potrzeb przeciętnego obywatela. W przypadku płatnej telewizji mamy do czynienia z poszukiwaniem wyspecjalizowanego rynku odbiorców, co tym samym sprowadza się do wysokiej jakości nadawanych audycji i ich różnorodności[14].

Prywatyzacja, a zatem desocjalizacja fal radiowych, może przyjąć kilka form. Możliwa jest ich restytucja pierwszym użytkownikom lub ich bliskim. Może mieć ona również formę przyznania części fal radiowych w postaci akcji każdemu obywatelowi, do czego jednak Rothbard odnosił się sceptycznie z dwóch zasadniczych powodów: realizacja takiego planu byłaby niezwykle skomplikowana oraz tworzyłaby pole do nadużyć i zachowania politycznych przywilejów, a ponadto z filozoficznego punktu widzenia stanowiłaby rodzaj rządowego datku dla egalitarnego społeczeństwa, co stałoby w opozycji do podstaw kształtującego się porządku libertariańskiego. Krytycznie ustosunkowywał się on również do pomysłu powszechnej aukcji fal radiowych, w której częstotliwości licytowane byłyby zarówno przez podmioty prywatne, jak i organy państwowe. Argumentował, że w takiej sytuacji państwo konkurowałoby z przedsiębiorcami środkami pochodzącymi z przymusowego opodatkowania, a zatem mogłoby swobodnie podbijać ceny, eliminując rywali i jednocześnie zwiększając koszty w ogólności, by później zarządzać pozyskanym dobrem w sposób nieekonomiczny. Rozwiązaniem postulowanym przez Rothbarda jest pierwotne zawłaszczenie fal radiowych. Ponieważ państwo bezprawnie posiadło częstotliwości, ich status sprowadza się do zasobów porzuconych, które mogą zostać zawłaszczone przez pierwszego ich użytkownika. Zawłaszczeniu podlegałby tzw. pakiet technologiczny, który jest koniecznym minimum do swobodnego użytkowania własności – a zatem w przypadku fal radiowych zdefiniowaniu podlegać winno położenie nadajnika, zasięg nadawania i szerokość pasma nadawania. Wszelka działalność utrudniająca swobodne korzystanie z własności — na przykład zakłócanie, nakładanie sygnałów itp. — traktowana byłaby jak jej naruszenie i rozpatrywana na drodze cywilnej procedury sądowej, zmierzającej do eliminacji tego procederu. Desocjalizacja obejmować winna wszelkie częstotliwości, bez pozostawienia jakichkolwiek wyłączności dla wojska lub agencji rządowych[15].

 

[1] Zob. rozdz. II, punkt: Prawo do samoposiadania oraz sprawiedliwa własność. Por. także W. Block, Defending the Undefendable, Auburn 2008, s. 69–72.

[2] M.N. Rothbard, Etyka wolności, s. 168; idemO nową wolność, s. 129–130; idemIncitement to Riot, „Colorado Springs Gazette Telegraph”, 29 października 1967. Por. J. Hospers, Rothbard’s Liberty Reviewed, „The Freeman” 32, nr 8, sierpień 1982, s. 471; D. Reisman, The Political Economy of James Buchanan, Basingstoke 1990, s. 111; K. Touchstone, Then Athena Said: Unilateral Transfers and the Transformation of Objectivist Ethics, Lanham 2006, s. 173–176.

[3] M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. I, s. 321.

[4] W. Block, Defending the Undefendable, s. 47–50; idem, Sue for Libel?, https://www.lewrockwell.com/2008/12/walter-e-block/sue-for-libel/ [dostęp: 10 grudnia 2015].

[5] M.N. Rothbard, Etyka wolności, s. 219–228. Tamże Rothbard zauważył, iż prawo do informacji jest również założeniem fałszywym. Nikt nie ma prawa zmusić kogokolwiek do podzielenia się z nim informacją, która jest czyjąś własnością. Błędem logicznym cechuje się także prawo do poufności, albowiem nie można różnicować ludzi pod względem dostępu do prawa własności swych myśli i informacji. Jedynym wyjątkiem pozwalającym na dochodzenie dotrzymania tajemnicy jest wcześniejsze kontraktowe ograniczenie dostępu do informacji pod warunkiem zachowania dyskrecji i jej nierozpowszechniania (warunkowe prawo własności do informacji) — naruszenie prawa do rozpowszechniania jest atakiem na własność prywatną.

Rothbard odniósł się również do zagadnienia zakładania podsłuchów. Traktuje je jako napastnicze działanie skierowane przeciwko własności drugiej osobie, którego praktykowanie winno być zakazane. Wyjątek dopuszczalny byłby jedynie w przypadku policji — poprzez założenie podsłuchu mogłaby ona naruszyć własność prywatną osoby, która wcześniej dopuściła się podobnej inwazji na większą skalę, celem zebrania niezbędnych informacji potrzebnych do jej skazania. Jednakże w przypadku dowiedzenia swej niewinności przez osobę podsłuchiwaną, zarówno odpowiedzialny za założenie podsłuchu policjant, jak i polecający mu to prokurator lub sędzia winni odpowiadać przed prawem jako przestępcy dokonujący inwazji na czyjeś mienie. Zob. M.N. Rothbard, O nową wolność, s. 147–148.

[6] IdemO nową wolność, s. 130–131. Na ten temat zob. też R.H. Nash, Freedom, Justice, and the State, Lanham 1980, s. 115; Anarchy and the Law: The Political Economy of Choice, red. E. Stringham, Oakland 2007, s. 269 i n.; L.B. Yeager, Ethics as Social Science: The Moral Philosophy of Social Cooperation, Northampton 2001, s. 277–279.

[7] M.N. Rothbard, Etyka wolności, s. 223–226. Zagadnienie prawa do szantażu rozwinął Walter Block: W. Block, Defending the Undefendable, s. 41–46; idem, Toward a Libertarian Theory of Blackmail, „The Journal of Libertarian Studies” 15, nr 2, wiosna 2001; idem, The Blackmailer as Hero, „The Libertatian Forum” IV, nr 10, grudzień 1972; idem, The Case For De-Criminalizing Blackmail: A Reply to Lindgren and Campbell, „Western State University Law Review” 24, nr 2, 1997; idem, The Logic of the Argument in Behalf of Legalizing Blackmail, http://www.walterblock.com/wp-content/uploads/publications/legalizing_blackmail.pdf [dostęp: 10 grudnia 2015]; idem, The Crime of Blackmail: A Libertarian Critique, „Criminal Justice Ethics” 18, nr 2, lato–jesień 1999.

[8] Jedną z głównych gałęzi, w której bojkot obwarowany jest wysokimi sankcjami, stanowi bankowość — nielegalne jest chociażby rozpowszechnianie pogłosek o niewypłacalności banku. Zob. M.N. Rothbard, Etyka wolności, s. 231–232. Por. W. Block, Labor Economics from a Free Market Perspective: Employing the Unemployable, Hackensack 2007, s. 72–79.

[9] M.N. Rothbard, O nową wolność, s. 132–133.

[10] Ibidem, s. 133–135.

[11] B.K. Marcus, Radio Free Rothbard, „The Journal of Libertarian Studies” 20, nr 2, wiosna 2006.

[12] IdemThe Spectrum Should Be Private Property: The Economics, History, and Future of Wireless Technologyhttps://mises.org/library/spectrum-should-be-private-property-economics-history-and-future-wireless-technology [dostęp: 10 grudnia 2015]. Szerzej na temat historii licencjonowania mediów w Stanach Zjednoczonych zob. T.W. Hazlett, The Rationality of U.S. Regulation of the Broadcast Spectrum, „The Journal of Law and Economics” 33, nr 1, kwiecień 1990.

[13] B.K. Marcus, Radio Free Rothbard, s. 24–28.

[14] M.N. Rothbard, O nową wolność, s. 135–136.

[15] B.K. Marcus, Radio Free Rothbard, s. 28–49. Zbliżone ujęcie prezentują zwolennicy chicagowskiej szkoły ekonomicznej analizy prawa. Zob. G.R. Faulhaber, D. Farber, Spectrum Management: Property Rights, Markets, and the Commons, http://assets.wharton.upenn.edu/~faulhabe/SPECTRUM_MANAGEMENTv51.pdf [dostęp: 10 grudnia 2015]; G.R. Faulhaber, The Question of Spectrum: Technology, Management, and Regime Change, „Journal on Telecommunications and High Technology Law” 4, 2005. Widzą oni kilka alternatyw dla obecnego stanu licencjonowanych mediów: 1) system prywatnej własności gwarantujący właścicielom prawo nieprzerwanego korzystania z posiadanej częstotliwości bez utrudnień ze strony osób trzecich, z jednoczesnym dopuszczeniem jej wykorzystywania przez innych użytkowników pod warunkiem niezakłócania sygnału właściciela; 2) system własności prywatnej gwarantujący innym niż właściciel osobom prawo do nadawania na danej częstotliwości, po dokonaniu na jego rzecz wcześniejszej opłaty; 3) system własności prywatnej dopuszczający wyłączność korzystania z danych częstotliwości dla wojska lub sił ratunkowych w przypadku masowych zagrożeń lub klęsk żywiołowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Istnieją dwa różne rodzaje współpracy społecznej: współpraca wynikająca z umowy i koordynacji oraz współpraca polegająca na wykonywaniu poleceń i podporządkowaniu się lub hegemonii. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Łukasz Angowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Piotr Bigaj
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Steve Harwatek
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Andrzej Krzeptowski-Sabała
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Mateusz Musielak
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Krzysztof Nowak
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Łukasz Pappelbon
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jacek Rusiecki
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Piotr Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Stowarzyszenie Libertariańskie
Łącznie otrzymaliśmy 4 003,56 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>