Autor: Paweł Zawalski
Wersja PDF

Praca nagrodzona III miejscem w konkursie na esej o ingerencjach rządowych i kryzysach gospodarczych

kryzysyKryzysy wywoływane niegdyś głównie przez wojny albo klęski żywiołowe, powodujące niedobory dóbr, a co za tym idzie biedę, zostały uśmierzone przez nowoczesną, globalną gospodarkę. W połączonym więziami komunikacyjnymi świecie przedsiębiorcy, są w stanie dostarczyć dobra do miejsc, w których są one najbardziej pożądane, zaspokajając potrzeby dotkniętych klęską ludzi. Jednak mimo zażegnania tego problemu współczesną gospodarkę nadal toczą kryzysy. Nie tworzy ich nieokiełznana przyroda ani konflikty zbrojne. To inflacyjna ekspansja wycelowana w portfele obywateli powoduje największą bolączkę obecnej gospodarki — cykle koniunkturalne. Nie jest za nie odpowiedzialny, jak niektórzy imputują, wolny rynek który nigdy nie miał kłopotu z dostarczeniem odpowiedniej podaży pieniądza. Winne są chroniczne braki w finansach rządu i jego pycha przemawiająca za tym, że jest w stanie zaspokoić potrzeby ludzi lepiej niż oni sami.

Pierwsze wymiany dokonywane przez naszych przodków stały się zalążkiem gospodarki. Początkowo handel odbywał się za pomocą zwyczajnych towarów. Taką wymianę nazywamy barterem. Towary w wymianie barterowej mają wartość wynikającą ze zdolności do zaspokajania ludzkich potrzeb, konsumpcji lub produkcji dóbr konsumpcyjnych. Nie posiadają natomiast wartości monetarnej. Wymiana bezpośrednia nawet w warunkach dwuosobowej społeczności odznaczała się wadliwością, która rosła wraz ze wzrostem populacji społeczności.

Ograniczenie wynikające z wymiany barterowej wygląda następująco. Jeśli chcę wymienić posiadany przeze mnie towar na jakiś inny, muszę znaleźć kogoś, kto nie tylko będzie posiadał dobro, które jest mi potrzebne, ale również będzie potrzebował dobra, które oferuję. Jeżeli jestem właścicielem folwarku zajmującego się hodowlą bydła i potrzebuję gwoździ, muszę znaleźć kowala, będącego smakoszem mięsa wołowego. Jeśli jedyny kowal jakiego znam nie znosi wołowiny i nigdy się za nią nie wymieni, muszę poszukać innego produktu, którego potrzebuje. Wiem że kowal lubi ryby, więc jeśli znam rybaka skłonnego wymienić ryby za wołowinę, mogę nabyć je u niego. Nie są mi potrzebne same w sobie, jednak pomogą mi dokonać wymiany z kowalem. Nabierają dla mnie wartości monetarnej, czyli stają się środkiem wymiany.

W ten sposób społeczności wybierały towary, które dzięki ich zbywalności, trwałości, podzielności i innym cechom zaczęły funkcjonować jako pieniądz. Wiele rodzajów pieniądza było używanych na przestrzeni wieków, jednak najlepiej w tej roli sprawdzały się kruszce: złoto i srebro. Dawniej handlowano złotem i srebrem w formie monet wytwarzanych przez prywatne mennice, ponieważ nie istniały żadne substytuty pieniądza a podaż kruszców była niewielka inflacja oraz deflacja występowały bardzo rzadko. W ten sposób rynek bez udziału organów władzy wyłonił najlepszy pieniądz. Jednak nie jest powiedziane, że metale szlachetne są ostatecznie wytypowanym pieniądzem towarowym. Jeśli znajdzie się dobro, które będzie spełniało funkcje wymienne lepiej, gospodarka może zweryfikować swój poprzedni wybór.

W coraz szybciej rozwijającej i rozrastającej się gospodarce, zastosowanie znalazły instytucje zwane bankami. Pierwotnie banki dzieliły się na kredytowe i depozytowe. Te pierwsze, gromadziły własne oszczędności lub przyjmowały cudze, wypłacając za nie odsetki i tak pozyskane pieniądze pożyczały. W pożyteczny sposób zarabiały na różnicy między oprocentowaniem pożyczek i oszczędności, przekazując pieniądze ludziom, którym były najpilniej potrzebne. Drugie natomiast były po prostu magazynami pieniędzy. Współczesne banki łączą obie te funkcje, jednak dla problemu powstawania inflacji istotna jest głównie funkcja depozytowa.

Metale szlachetne mimo swych właściwości nie zawsze są wygodnym pieniądzem. Przy dużych transakcjach transport ciężkiego złota jest uciążliwy. Znaleziono więc na to lekarstwo, jakim jest bank depozytowy. Działa on następująco. Osoba posiadająca złoto lub srebro przekazuje je bankowi, który wydaje jej odpowiedni dokument upoważniający do odebrania jej własności na żądanie. Od teraz właściciel dokumentu, czyli banknotu, może go używać w wymianie zamiast kruszcu.

Banknot staje się substytutem pieniądza ze stuprocentową rezerwą. Stuprocentowa rezerwa oznacza to, że banknoty są wydane w ilości, przy której każdemu banknotowi odpowiada taka ilość właściwego towaru pieniężnego tj. złota, jaka jest przez niego gwarantowana jako depozyt na żądanie. W takiej sytuacji, nawet gdyby wszyscy klienci banku zdecydowali się wypłacić swoje pieniądze w jednym momencie, złota wystarcza, żeby zaspokoić ich wszystkie żądania bez reszty. Jako że podobne zjawisko zachodzi tylko w ekstremalnych przypadkach, dzienna ilość wypłacanych depozytów będzie o wiele mniejsza. Bank, który to zauważy, staje przed pokusą zarobienia niezauważalnie, dodatkowych pieniędzy. Może stworzyć z niczego, nowe banknoty, niepoparte żadnymi rezerwami i wpuścić je do obiegu inwestując lub pożyczając na procent. Tą metodą bank jest w stanie dorabiać, dopóki klienci nie spróbują wypłacić w jednej chwili więcej pieniędzy niż faktycznie znajduje się w rezerwach. Jeśli prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest znikome, to czy uskuteczniany przez bank proceder jest uczciwy? Oczywiście nie!

Można zobrazować to przykładem. W pewnym kraju, używanym przez bank substytutem pieniądza jest talar. Tamtejszy talar jest banknotem, którego jednostka upoważnia do pobrania z banku jednej uncji złota na żądanie. Bank otrzymuje 1000 uncji złota od swoich klientów, którzy wpłacają je jako depozyt na żądanie. W zamian wypuszcza 1000 talarów, z których każdy upoważnia do pobrania jednej uncji złota. Talar posiada stuprocentowe pokrycie w złocie. Szef banku zauważa po pewnym czasie, że dziennie tylko część z depozytów jest wpłacana i wypłacana, postanawia więc wydrukować dodatkowe 1000 talarów bez pokrycia w rezerwach i pożyczyć je. W momencie kiedy pieniądze trafiają do obiegu, bank łamie umowę ze wszystkimi posiadaczami jego banknotów. Ponieważ w obiegu znajduje się 2000 talarów, a bank dysponuje tylko 1000 uncji złota, jest zdolny pokryć tylko połowę swoich zobowiązań na żądanie.

Stosowanie cząstkowej rezerwy, czyli niepełnego pokrycia jest po prostu fałszerstwem. Praktykujący je bank nie różni się od zwykłych oszustów drukujących falsyfikowane pieniądze. Oprócz moralnego problemu, mamy tu do czynienia z problemem ekonomicznym jakim jest inflacja, czyli podaż substytutów pieniądza ponad podaż towaru pieniężnego. Inflacja skutkuje nieuczciwą redystrybucją, zniekształceniem struktury produkcji i cyklem koniunkturalnym odpowiedzialnym za współczesne kryzysy. W jaki więc sposób nieregulowana przez nikogo bankowość, dająca tak szerokie pole do tworzenia inflacji, ma uchronić gospodarkę od depresji?

W systemie wolnej bankowości, czyli takiej, w której banki funkcjonują jak każde inne przedsiębiorstwo na wolnym rynku, istnieje szereg naturalnych ograniczeń dla ekspansji pieniężnej. Z wolną bankowością mamy do czynienia, gdy bank nie ma narzuconego odgórnie obowiązku utrzymania stuprocentowej rezerwy, ale musi być zdolny do wypłacenia depozytów na żądanie w każdej chwili. W innym wypadku zostaje ogłoszone jego bankructwo. Nie istnieją także ograniczenia w podejmowaniu działalności przez inne banki. W takiej sytuacji istnieją trzy silne mechanizmy powstrzymujące inflację których dostarcza rynek.

Pierwszym z nich jest ograniczona klientela całego systemu bankowego. Mimo że dla wielu banknoty czy czeki będą wygodniejszym narzędziem płatniczym niż złoto czy srebro, nie skorzystają z niego wszyscy. Doskonale sprawdzając się w przypadku dużych transakcji, w których zastępują sztaby złota, substytuty pieniądza nadal nie zawsze będą używane w codziennym handlu. Złote i srebrne monety, mimo niedoskonałości. spełniają swoje zadania tak właściwie i wygodnie jak banknoty mniejszych nominałów. Poza tym nie każdy zaufa bankom. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą woleli otrzymać zapłatę w kruszcu niż w jego substytucie, bo uznają, że lepiej od banku zadbają o bezpieczeństwo swoich pieniędzy. Z powodu nieufności czy przyzwyczajeń, czynników racjonalnych, bądź emocjonalnych, nie wszyscy staną się klientami banków. W takim wypadku zdolność tworzenia pieniędzy z cząstkowym pokryciem będzie krępowana przez ilość rezerw dostarczanych przez kontrahentów. Warto wspomnieć, że każde podejrzenie o drukowanie pieniędzy bez pokrycia da społeczeństwu impuls do powrotu do pieniądza towarowego, w obawie o swoje oszczędności, i jeszcze bardziej obniży liczbę rezerw.

Drugim mechanizmem chroniącym przed inflacją jest ograniczona klientela pojedynczych banków. Każdy bank, który rozpocznie ekspansję, będzie musiał liczyć się z utratą złota na rzecz innych banków. Do wyjaśnienia tego zagadnienia warto posłużyć się przykładem.

Piotr wpłaca swoje 1000 uncji złota do banku A, za co otrzymuje 1000 talarów. Bank rozpoczyna tworzenie nowych pieniędzy, z niczego drukując i pożyczając jeszcze 1000 talarów w oparciu o rezerwę dostarczoną przez Piotra. Piotr postanawia kupić samochód od Pawła za 1000 talarów. Jeśli Paweł byłby klientem tego samego banku co Piotr, złoto zostaje na miejscu. Jedynie możliwość wypłacenia depozytu na żądanie zostaje przekazana innemu klientowi. Ale co, jeśli Paweł składa swoje pieniądze w banku B a nie A? Paweł powierza 1000 talarów wydrukowanych przez bank A, swojemu bankowi. Bank B w jego imieniu postanawia wypłacić złoto z banku A, którego właścicielem stał się Paweł po otrzymaniu talarów. Bank B wypłaca rezerwę z banku A, ponieważ w jego interesie jest powiększenie własnych zasobów złota. W tym momencie bank A zostaje pozbawiony 1000 uncji swoich rezerw. Jednak talary zyskane przez Pawła nie są jedynymi, które pokryć miała rezerwa złota. Bank wydrukował jeszcze dodatkowe 1000 talarów wpuszczonych do obiegu w formie pożyczki, ma więc zobowiązania do wypłacenia 1000 uncji złota na żądanie i nie posiada ani grama by je pokryć. Kiedy jakiś klient posiadający fałszywe talary przyjdzie je wypłacić, mistyfikacja wyjdzie na jaw i bank A stanie się bankrutem. Konkurujące banki będą wzajemnie blokować zwiększanie podaży pieniędzy. Większa ilość banków i mniej osób przypadających na każdy z nich, lepiej tłumią ekspansję kredytową, natomiast odwrotna sytuacja poszerza granice inflacji.

Ostatnim czynnikiem zapobiegającym tworzeniu pieniędzy bez pokrycia są „runy” na banki. Jeśli bank jest słusznie podejrzewany o nieuczciwy dodruk pieniędzy, jego klienci w obawie o swoje złoto zaczną je wypłacać. Niepokój zacznie ogarniać coraz większe rzesze konsumentów zainteresowanych nagłymi wypłatami innych. Fala wypłat będzie się powiększać i w końcu pochłonie nieuczciwy bank.

Warto wspomnieć, że upadłość banku w systemie wolnej bankowości nie jest porażką rynku, ale jego zwycięstwem. Surowość, z jaką każe niegospodarczość i nieuczciwość, sprawia, że bankructwa są zjawiskiem ekstremalnie rzadkim. Wszystkie nieefektywne  spółki, w tym banki, są szybko usuwane, a ich kapitał jest uwalniany i przekazywany przedsiębiorstwom najwydajniejszym.

Nawet najczarniejsza wizja bankowości jaką jesteśmy w stanie sobie wyobrazić na wolnym rynku, nigdy nie będzie miała pełnej swobody w tworzeniu pustego pieniądza. Jeśli jakiś bank lub kartel banków zdobędzie pozycję monopolisty, rynkowe siły mocno ograniczą inflację.

Wyobraźmy sobie, że wszystkie banki w kraju tworzą kartel. Zawieszają wypłatę złota między sobą, by móc wspólnie tworzyć inflację. (W przypadku, gdy pozycję monopolisty zdobywa jeden bank, nie musi on tego robić, ponieważ wszyscy użytkownicy systemu bankowego są jego klientami). Co powstrzyma go przed zwiększaniem w nieskończoność podaży pieniądza? Mimo że monopolista nie ma chwilowo konkurencji na rynku krajowym, nadal musi liczyć się z odpływem złota za granicę. Kiedy mieszkańcy kraju zdominowanego przez kartel zaczną wydawać pieniądze za granicą, obce banki upomną się o złoto swoich konsumentów, ograniczając rezerwy monopolisty, tak jak zrobiliby to rywale na rodzimym rynku. Tacy również zaczną się pojawiać, kiedy dostrzegą pogorszenie się jakości usług bankowych oferowanych w kraju. Kiedy społeczeństwo zacznie podejrzewać bankowy kartel o stosowanie rezerwy cząstkowej, nastąpi przepływ niektórych klientów do nowo powstałych banków lub rezygnacja z substytutów pieniądza na rzecz złota u innych. Część banków zrzeszonych w kartelu może z niego wystąpić, widząc szansę na zarobek, konkurując z nieefektywnym monopolistą. Jeśli wszystkie te zmiany nie doprowadzą do przywrócenia wyższej rezerwy, liczba osób rezygnujących z usług banku będzie się zwiększać, aż przybierze rozmiary „runu”, który doprowadzi do bankructwa kartelu.

Wolna bankowość nie zmienia ludzkiej natury. Nie narzuca obowiązku utrzymania stuprocentowej rezerwy na banki. Bankierów nadal kusi możliwość fałszowania pieniędzy. Istotą zalet wolnej bankowość nie jest naprawienie ludzkiego postępowania, ale nałożenie nieformalnych ram, które znacznie zmniejszą skalę oszustwa.

Obraz jednego banku monopolisty kontrolującego całą podaż pieniądza na terenie kraju, wykorzystującego swoją pozycję do własnych celów i nieustannie tworzącego inflację, nie jest niestety tylko imaginacją. Taki hegemon istnieje w naszej rzeczywistości. Nie mogą go powstrzymać naturalne zachowania rynku. To bank centralny, uprzywilejowany prawnie przez państwo „pod płaszczykiem” polityki monetarnej, dominuje gospodarkę i jest narzędziem do spełniania planów polityków.

Kiedy państwo znosi standard złota i zastępuje go papierowymi pieniędzmi bez pokrycia, otwiera się droga do zwiększenia inflacji. Bank centralny otrzymuje wyłączność drukowania banknotów, które stają się jedynym legalnym środkiem płatniczym. Wszystkie operacje prywatnych banków są teraz prowadzone w oparciu o rezerwę rządowych banknotów. Bank centralny dostarcza swoich pieniędzy prywatnym bankom, które stają się od tej chwili jego klientami, tak jak osoby prywatne są klientami zwykłych banków. W takim systemie ograniczenia, które rynek stosuje wobec wolnej bankowości, tracą swoją siłę. Jeśli rząd ustanawia swoje banknoty jedynym prawnym środkiem płatniczym, obywatele nie mają możliwości zastosowania wymiany za pomocą złota lub barteru. Niebezpieczeństwo utraty rezerw jednego banku prywatnego na rzecz innego znika, ponieważ podaż papierowych pieniędzy łatwiej jest podwyższyć niż wydobycie złota. Bank centralny może dostarczać bankom prywatnym kolejne porcje rezerw, dzięki którym ekspansja kredytowa jest rozwijana równomiernie przez każdy z nich. Z tego samego powodu znaczenie tracą „runy”. Bankrut dzięki dodatkowym rezerwom podarowanym przez bank centralny ma możliwość spłaty swoich zobowiązań.

Ale dlaczego władza chciałaby szkodzić swojemu krajowi? Dlaczego zamiast hamować inflacyjne skłonności banków miałaby je wspomagać? To proste — ponieważ leży to w jej interesie.

Rząd często ma problemy z finansami. W przeważającej części ustalanych budżetów wydatki przekraczają przychody. Powstaje deficyt budżetowy. Żeby go sfinansować potrzebne są dodatkowe fundusze. Można je pozyskać na drodze podatków, ale ten sposób nie przysparza zwolenników. Istnieje inny, mniej zauważalny i równie skuteczny. Powołany przez rządzących bank centralny może stworzyć pieniądze, które przekaże do budżetu, np. kupując rządowe obligacje „rękami” banków komercyjnych. Tym samym pieniądze są pozyskiwane okrężną drogą nie budząc zastrzeżeń ogółu.

Rodzi się tu kolejne pytanie. Jeżeli inflacyjne zabiegi bankowości centralnej zapobiegają upadkom prywatnych banków, dzięki którym każdy ma szansę otrzymać swoje pieniądze, a przy tym rząd może „załatać dziurę budżetową”, to czy inflacja jest rzeczywiście szkodliwa? Czy w rzeczywistości nie jest dla gospodarki błogosławieństwem, które pogodzi zabezpieczanie oszczędności zwykłych ludzi z pomaganiem rządowi w wypełnianiu jego obowiązków? Czy nieskończone możliwości tworzenia pieniądza nie przyczyniają się do budowania bogactwa?

Gdyby tak było, wszystkie materialne bolączki można by rozwiązać zwiększając podaż pieniądza. Im więcej pieniędzy w obiegu, tym mniejsza wartość każdego z nich. Zwiększenie nominalnej ilości pieniędzy nie zmienia całkowitego bogactwa narodu, ponieważ ceny rosną tak samo jak ona. Nie odbywa się to równomiernie. Osoby i przedsiębiorstwa, do których państwo skieruje nowe pieniądze, będą beneficjentami inflacji. Wydadzą swoje przychody przed wzrostem cen i zanotują zysk. Pieniądze ciągle na nowo wydawane zaczną rozchodzić się po gospodarce. Jednak w pewnym momencie zostaną prześcignięte przez ceny. Ludzie najbardziej odlegli od rządowych wydatków doświadczą wzrostu cen, przed wzrostem swoich dochodów. Zysk jednych, stanie się stratą drugich. Taki proceder zniekształca strukturę produkcji, kierując fundusze do biznesów typowanych przez wydatki władzy, a nie rynek. Wzrost cen nie jest determinowany tylko ilością pieniędzy. Wpływ na niego ma również ludzkie nastawienie. Początkowo wzrosty cen spowodowane inflacją traktowane są przez społeczeństwo jako krótkotrwała anomalia. Wydatki są wstrzymywane z myślą o jej przeczekaniu. Zwiększa się popyt na pieniądz zachowywany na później, a wraz z nim jego cena. Podniesienie ceny pieniądza jest równoznaczne ze spadkiem cen wszystkich innych dóbr, które możemy za niego nabyć. Skutek inflacji, jakim jest wzrost cen, jest początkowo mniejszy. Nastawienie konsumentów zmienia się, kiedy ekspansja kredytowa trwa dłużej. Popyt na pieniądz spada, ponieważ pieniądze są wydawane najszybciej, jak to możliwe, by zdążyć przed wzrostem cen. Spadek popytu na pieniądz, obniża jeszcze bardziej jego cenę. Teraz to ceny rosną szybciej niż płace. Produkcja staje się mniej opłacalna niż życie na kredyt. Uczciwość i zapobiegliwość ustępują krótkowzroczności i lekkomyślności.

Jak łatwo się domyślić, skoro zwiększenie nominalnej ilości pieniądza prowadzi do spadku wartości każdej jego jednostki, to opisana wcześniej operacja, podczas której rząd drukuje nowe pieniądze, by zapłacić za swoje wydatki, jest w istocie ukrytym podatkiem. Ponieważ realne dochody (ilość towarów, jaką jesteśmy w stanie kupić za swoją pensję) zmniejszają się wraz ze wzrostem rządowych transakcji.

Inflacja traci swoją „cudowną maskę”. Jej konsekwencjami są: redystrybucja bogactwa, spadek realnych dochodów i zniekształcenie produkcji. Ale najpoważniejszy ze skutków przedstawia się jako nieodłączną cechę wolnego rynku. Cykl koniunkturalny rzadko przypisuje się ekspansji kredytowej.

Cykl koniunkturalny to przemienne okresy prosperity i kryzysu. Wywoływany jest w następujący sposób. Banki komercyjne chcą pożyczyć pieniądze, które otrzymały od banku centralnego. Pożyczki nie wynikają ze zwiększenia proporcji oszczędności poczynionych wcześniej przez społeczeństwo względem konsumpcji, ale z fałszerstwa. Rynek ustalił wcześniej stopę procentową, która jest ceną za pożyczenie pieniędzy na poziomie równoważącym popyt i podaż. Ponieważ kreacja nowych pieniędzy jest zwiększeniem ich podaży, banki muszą ustalić niższą cenę, by pobudzić popyt na nowe pożyczki. Po zmniejszeniu stopy procentowej, inwestorzy angażują się w dłuższe przedsięwzięcia, których nie mogli wcześniej podjąć. Gospodarka wkracza w fazę pozornego dobrobytu. Jednak rynek po dostosowaniu się do zwiększonej ilości pieniędzy dąży do przywrócenia poprzedniego stosunku między oszczędnościami a konsumpcją. Powrót wcześniejszej relacji uświadamia przedsiębiorcom, że nie ma zapotrzebowania ani funduszy na ich projekty. Rozpoczyna się seria bankructw i wielowymiarowy kryzys gospodarczy. Cykle, mimo ich ogromnej skali, trudno zauważyć ponieważ potrafią trwać latami.

Wolna bankowość i pieniądz towarowy zapobiegają głównej przyczynie powstawania współczesnych kryzysów, hamując inflację, eliminują cykle koniunkturalne. Jeśli chcemy zapewnić gospodarce ochronę przed stagnacją, powinniśmy zanegować obecny system bankowości centralnej i postulować powrót do nieskrępowanej bankowości oraz środka wymiany ustalanego przez rynek.

6 odpowiedzi na „Zawalski: Wolna bankowość – lekarstwo na kryzysy”

  • Zastanawiające jest stanowisko Autora. Jeżeli bowiem twierdzi on że:
    „Stosowanie cząstkowej rezerwy, czyli niepełnego pokrycia jest po prostu fałszerstwem. Praktykujący je bank nie różni się od zwykłych oszustów drukujących falsyfikowane pieniądze.”
    to w konsekwencji opowiadając się za wolną bankowością opowiada się za akceptacją fałszerstwa i oszustwa. Bo wolna bankowość to przyzwolenie na takie właśnie działania i ich bezkarność – bo bankructwo nie może być uznawane za karę. Jeżeli zaś ma być przyzwolenie na oszustwo w jednym przypadku to dlaczego nie ma być przyzwolenia także na oszustwa w innych przypadkach. Tak twierdzi także Jesus Huerta de Soto.

    • Celna uwaga. Wydaje się zatem, że istnieje tylko jedna droga dla przeciwników rezerwy czastkowej: postulowanie pozwów sądowych przeciwko bankierom stosującym r. cząstkową w sytuacji, gdy nie informują oni klienta o ponoszonym przez niego ryzyku utraty części lub wszystkich środków zdeponowanych w banku na skutek konfliktu jego roszczeń do pieniędzy z roszczeniami innych klientów. To w sytuacji istnienia wolnej bankowości. W systemie z bankiem centralnym i funduszem gwarancyjnym nie można nazwac tego „oszustwem” bo teoretycznie środki na RORach są gwarantowane.

      Nalezy pamiętać, że rozmowa o r. częściowej odbywa się w kontekście niewiedzy większości społeczeństwa o tym, że ich pieniędzy banki nie przechowują bezpiecznie i że RORy nie sa wcale żadnymi depozytami na żądanie – a klienci tak je traktują, najczęściej nieświadomie, zupełnie nie interesując się tą kwestią z uwagi na istnienie BFG i wiarę, że w razie czego państwo zadba aby otrzymali swoje pieniądze. Stąd chyba bierze się w dużej mierze ta retoryka „oszustwa”, jak sądzę.

      • Moim zdaniem jest jeszcze jedna kwestia. Dotyczy ona tego, że państwa często narzucały konieczność używania waluty X poprzez np. kary za posiadanie i używanie m. in. złota, nakaz rozliczania się w danej walucie z urzędami podatkowymi i jest tego pewnie dużo więcej (wkrótce może pojawić się zakaz używania nawet gotówki). Powoduje to w zasadzie konieczność używania danej waluty lub posiadania konta w banku. Jest to szczególnie ważne pamiętać o tym, aby móc odeprzeć argument, że „kto ci broni używać złota?”. Więc w zasadzie mamy system(y), w którym używanie danych walut jest koniecznością i to właśnie tu jest niemoralność. Gdyby zaistniałby wolny rynek i pieniędzmi stałoby się np. złoto, a w umowach klienci zgadzaliby się na rezerwę cząstkową to za niemoralne bym tego nie uważał. Czy jednak gdyby byli tego nieświadomi byłoby to niemoralne? Musiałbym się zastanowić nad tym.

        Wydaje mi się, że pomimo zniesienia przepisów zmuszających do używania danej waluty potrzebowlibyśmy sporego krachu, aby ludzie porzucili waluty fiducjarne – choć to wszystko raczej spekulacja, bo niewiadomo co zrobią ludzie m. in. pod wpływem telewizji i opini „ekspertów”.

        Gdyby jednak zaistaniał system z wyłonionym na rynku pieniądzem np. złotem i istniałaby rezerwa cząstkowa (a stopa rezerw niebyłaby zależna od rządu) to banki utrzymujące niską stopę rezerw miałyby problem, aby emitowane przez nich „potwierdzenia posiadania” pieniądza były traktowane na równi z tymi wydawanymi przez banki utrzymujące wyższą stopę rezerw – te drugie banki prawdopodobnie nie chciałyby akceptować ich na równi ze swoim. Poza tym banki nie mogąc liczyć na pomoc państwa w razie problemów utrzymywałyby stopy na pewnym poziomie, który nie zagrozi ich istnieniu. Jeśli bank zbankrutowałby, ale w umowie zawarłyby mozliwość przepadku oszczędności klientów, to nie poniósłyby żadnej kary. Jeśli ludzie zaczeliby rozliczać się bez złota a tylko zmieniając cyferki na kontach to banki prawdopodobnie obniżyłyby poziomy rezerw. Niebyłoby to neutralne gospodarczo, ale czy niemoralne?

        Nalezy też zauważyć, że niektórzy ludzie mogliby zrozumieć, że pokwitowania z banku nie są warte tyle co fizyczne złoto i że ich ceny mogą się „rozjechać” przez co woleliby trzymać fizyczne złoto lub trzymać pieniądze w bankach z 100% rezerwą (choć czy byłyby ona rzeczywiście 100% nie ma pewności – z powodu braku kontroli).

      • Moim zdaniem ta niewiedza społeczeństwa jest w dużej części zupełnie świadoma.
        Z jednej strony klienci nie chcą płacić za przechowywanie swoich pieniędzy i uważają że wystarczającym wynagrodzeniem dla banku jest możliwość „obracania” ich pieniędzmi a z drugiej strony ci sami klienci nie chcą ponosić ryzyka utraty swoich pieniędzy i sami oszukują się stwierdzeniem że są to depozyty które powierzają bankowi. Banki wykorzystują ten ludzki dylemat świadomie zaciemniając pojecie depozytu.
        Jeżeli tylko bankowość opierała by się na jawnym precyzyjnym sformułowaniu, iż w ogóle nie prowadzi czegoś takiego jak depozyty, to wszelkie zarzuty przestępcze podnoszone przez zwolenników 100% rezerwy straciły by rację bytu. Pozostały by wtedy tylko i wyłącznie argumenty ekonomiczne, wymagające analizy ilościowej i umożliwiającej porównanie konsekwencji proponowanych rozwiązań pod kątem zysków i strat.

    • Niekoniecznie wszystkie banki w systemie wolnej bankowości musiałyby utrzymywać „rezerwę cząstkową” (zresztą one i tak w dzisiejszych czasach po prostu tworzą nowe depozyty nie naruszając BEZPOŚREDNIO tych wcześniejszych). Wystarczyłoby, by chociaż jeden bank twardo trzymający się z daleka od tworzenia kredytu fiducjarnego zaistniał na rynku i dobrze rozreklamował swoją działalność , jednocześnie zaznaczając swoje zróżnicowanie od konkurencji. W ten sposób można by moim zdaniem zdziałać więcej niż za pomocą procesu legislacyjnego. Bardzo możliwe , że wówczas wyewoluowałoby jakieś jednoznaczne nazewnictwo na odróżnienie tych dwóch różnych instytucji. Tym bardziej ,że stuprocentowcy chcąc się przypodobać klientom mogliby im dać jak najlepszy wgląd w działalność swojego przedsiębiorstwa. I wśród bankierów można znaleźć osoby stawiające etykę zawodową i moralność najwyżej wśród swoich priorytetów (chociaż patrząc z dzisiejszej perspektywy trudno wielu ludziom w to uwierzyć).

  • Wiarygodność to bardzo cenna rzecz. Każdy internetowy sprzedawca to doskonale rozumie.
    Tak samo jest z wolną bankowością. Oszuści będą się zdarzali, ale rynek będzie ich eliminował.

    Natomiast bankowość centralna to oszustwo na wielką skalę. System funkcjonuje tylko dzięki ciągłemu zwiększaniu długów i cyklicznym hiperinflacjom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Wszelkie odmiany ingerencji (rządowej) w zjawiska rynkowe nie tylko nie pozwalają osiągnąć zamierzonego przez ich autorów celu, ale na dodatek powodują, że zaistniała sytuacja nawet z ich punktu widzenia jest mniej pożądana, niż poprzednia, którą zamierzali zmienić Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W lutym wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Jakub Bijan
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Kasper Fiszer
Pan Michał Gojny
Pan Maciej Gorzelak
Pan Marek Górecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Konrad Hornowski
Pan Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Mateusz Krzysztof
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Borys Loy
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Jerzy Osiński
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Maciej Zieliński
Opoka TFI
Łącznie otrzymaliśmy 13 403,91 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>