Autor: Cezary Błaszczyk
Wersja PDF

książki2 marca b.r. w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego odbyło się spotkanie w sprawie przygotowanego przez Polską Izbę Książki[1] Projektu ustawy o jednolitej cenie książki (dalej: „Projekt”)[2]. „Mając na uwadze ochronę polskiego rynku książki i interesu czytelników”, Minister poparł Projekt i zadeklarował włączenie się resortu w prace nad ostatecznym kształtem dokumentu[3]. Przyświecające tej decyzji intencje są niewątpliwie szlachetne. Sądzę jednak, że pogłębionej refleksji wymaga nie tyle szczegółowa treść aktu, co sama zasadność jego procedowania. Uważna lektura proponowanych rozwiązań skłania bowiem do wniosku, że godzą one w konstytucyjne prawa i wolności obywateli, a zamierzone przez projektodawcę cele przeczą podstawowym zasadom ekonomii.

Jednolita cena książki to instytucja polegająca na ustalaniu wspólnej dla całego rynku ceny poszczególnych tytułów. Zazwyczaj stawki obowiązują przez określony czas, uznany za niezbędny dla zapewniania ochrony nowościom wydawniczym. Jest to zatem szczególny przypadek tzw. cen regulowanych (sztywnych) — zakaz sprzedaży towaru po cenie niższej niż arbitralnie ustalona przez producenta bądź importera. Idea ustanowienia opisywanej regulacji w Polsce sięga co najmniej 2010 r., kiedy to Polska Izba Książki rozpoczęła badania poprzedzające prace nad projektem stosownej ustawy. Proponowane rozwiązania wzorowane były na prawie obowiązującym we Francji (tzw. Prawo Langa)[4] i w Niemczech[5], gdzie cena książek regulowana jest w obecnym kształcie od kilkudziesięciu lat, a praktyka ta ma długą, sięgającą XIX w. tradycję. Projekt Ustawy o książce wniesiony został do Sejmu VII kadencji (druk nr 3477) jeszcze w 2015 r., lecz nie udało się wówczas zakończyć procesu legislacyjnego. W tym stanie rzeczy Polska Izba Książki znów podjęła starania o zmianę prawa.

Przedstawiony Projekt przewiduje obowiązek ustalania przez wydawców i importerów jednolitej ceny książki przed jej wprowadzeniem do obrotu oraz zakaz sprzedaży egzemplarzy przez tzw. sprzedawcę końcowego po cenie niższej niż 95% i wyższej niż 100% ceny jednolitej w okresie 12 miesięcy od daty wprowadzenia do obrotu[6]. Spod reżimu ceny jednolitej wyłączone zostaną pozycje wydane na zamówienie w nakładzie nieprzekraczającym 100 egzemplarzy, a także opublikowane poza terenem Rzeczypospolitej Polskiej w języku innym niż polski oraz wydawnictwa bibliofilskie, charakteryzujące się wysoką jakością wykonania bądź wykorzystaniem metod rękodzielniczych. Sankcją za nieprzestrzeganie przepisów ustawy jest grzywna (zgodnie z art. 24 § 1 Kodeksu wykroczeń w wysokości od 20 do 5000 zł).

Projekt nie jest wolny od wad legislacyjnych, a także wydaje się sprzeczny z aksjologią systemu prawa publicznego (np. prawem ochrony konkurencji sensu largo). Uwagę zwraca jednak przede wszystkim jego prawdopodobna niezgodność z Konstytucją. Instytucja jednolitej ceny książki stanowi bowiem skrajny przypadek ograniczenia wolności działalności gospodarczej, o której mowa w art. 20 ustawy zasadniczej. Co prawda wartość ta nie ma, zgodnie z art. 22 Konstytucji, charakteru absolutnego i możliwe jest jej ograniczenie, ale może to nastąpić wyłącznie w drodze ustawy i ze względu na ważny interes publiczny (wbrew pozorom katalog takich restrykcji jest, jak pokazuje orzecznictwo, dość szeroki). Kolejnym wymogiem stawianym przez ustawodawcę konstytucyjnego jest, określona w art. 31 ust. 3 Konstytucji, przesłanka proporcjonalności ograniczeń (przydatności, konieczności i proporcjonalności sensu stricto). W tym stanie rzeczy ocena Projektu zależy od stwierdzenia wypełnienia przesłanki proporcjonalności w realizacji ważnego interesu publicznego. To zaś, wbrew stanowisku Polskiej Izby Książki, wcale nie jest oczywiste.

Przede wszystkim sama wykładnia pojęcia „interesu publicznego” przysparza teoretykom wiele trudności (z perspektywy indywidualizmu metodologicznego i ontologicznego może ono być wręcz kwestionowane jako pozbawione desygnatu), a praktykom prawa publicznego pozostawia pole do interpretacji. Na gruncie aksjologii konstytucyjnej (vide art. 6 ust. 1) uprawnione wydaje się natomiast stwierdzenie, że upowszechnianie dostępu do dóbr kultury i wspieranie jej rozwoju stanowi ważny interes publiczny. W tym stanie rzeczy należy ocenić, czy jednolita cena książek doprowadzi do wzrostu, czy spadku liczby sprzedanych egzemplarzy, a w konsekwencji — czytelnictwa[7]. Odpowiedź na to pytanie wydaje się dość oczywista, jednak, jak zauważył Henry Hazlitt, „grupy interesu mogą obmyślać najbardziej pomysłowe argumenty, dzięki którym miałyby się stać przedmiotem szczególnej troski. Ich rzecznicy przedstawiają korzystny (…) plan — jest on tak absurdalny, że z początku bezstronni autorzy nie zadają sobie nawet trudu, by się nim zająć. Jednak grupy interesu nadal nalegają na urzeczywistnienie projektu. (…) Opinia publiczna tak często wysłuchuje argumentacji, połączonej z takim bogactwem imponujących danych statystycznych, wykresów, krzywych i diagramów, że wkrótce daje się nabrać”[8]. Pochylmy się zatem nad ratio legis proponowanych rozwiązań.

Zgodnie z deklaracjami zawartymi w preambule oraz uzasadnieniu[9] celem proponowanej ustawy są m.in.: ochrona książki jako dobra kultury i wspieranie ambitnej twórczości literackiej, a także propagowanie czytelnictwa oraz rozwój rynku wydawniczego poprzez konkurencję niecenową. Autorzy Projektu wspominają również o spodziewanym obniżeniu cen w długim okresie, spowodowanym zniesieniem rywalizacji pomiędzy księgarniami (sic!). Jawnym motywem projektodawcy jest także uprzywilejowanie handlu stacjonarnego względem sklepów internetowych, które dotychczas, dzięki niższym kosztom działalności, oferowały klientom tańszy towar (jednolita cena powiększona o koszt wysyłki odwróci ten stan rzeczy).

Zacznijmy od ostatniego argumentu, czyli cen. Są tylko trzy możliwe sposoby wykorzystania przez wydawców i importerów prawa do ustalania jednolitych stawek: ceny będą odpowiadać poziomowi wyznaczanemu przez rynek, będą od niego niższe, albo będą od niego wyższe. Pierwsze rozwiązanie należy odrzucić, ponieważ do osiągnięcia tego efektu nie trzeba przyjmować żadnej ustawy — ceny już dziś są rynkowe. Byłoby ono zresztą niemożliwe do przeprowadzenia, czego dowodzi choćby Hayekowska interpretacja problemu niemożliwości kalkulacji ekonomicznej w socjalizmie[10]. Drugie również łatwo zdyskwalifikować. Polska Izba Książki nie lobbuje przecież za Projektem, gdyż branża wydawnicza chce mniej zarabiać. Jedynym logicznym wnioskiem jest zatem opcja trzecia — ceny arbitralnie ustalane przez wydawców i importerów będą w miarę możliwości jak najwyższe.

Odwołajmy się teraz do najprostszych praw ekonomii — praw popytu i podaży. Nawet dla ekonomicznych — nomen omen — analfabetów powinno być jasne, że im wyższa cena, tym niższy popyt. Wynika to choćby z ograniczonej ilości środków, którymi dysponują konsumenci oraz kierowania się przez działającego człowieka subiektywnym wartościowaniem[11]. Dobra kultury nie są niezbędne do przeżycia, a ponadto mogą być pozyskiwane względnie małym kosztem (np. wypożyczone z biblioteki, kupione w antykwariacie, albo pobrane z Internetu z naruszeniem autorskich praw majątkowych[12]), stąd też przeważnie znajdują się stosunkowo nisko na indywidualnej skali preferencji uczestników rynku. Mając to na uwadze, przypomnijmy, że by w ogóle doszło do wymiany, transakcja musi być korzystna w przekonaniu każdego z jej uczestników. Dlatego też, jeżeli cena książki zostanie ustalona na zbyt wysokim poziomie, wielu czytelnik (nabywców podmarginalnych) po prostu jej nie kupi. Innymi słowy, przyjęcie Projektu spowoduje spadek sprzedaży nowości wydawniczych, chyba że prawo zobowiąże obywateli do regularnego nabywania określonej liczby egzemplarzy[13].

Jak w przypadku niemal każdej błędnej i szkodliwej inicjatywy politycznej, tak i idea wprowadzenia jednolitej ceny książek wynika z dwóch źródeł. Po pierwsze, interesy gospodarcze układają się w pełni harmonijnie tylko na wolnym rynku pojmowanym jako beau idéal — norma społeczeństwa rynkowego. W państwie natomiast rozmaite grupy interesu mogą się ze sobą ścierać, starając się wykorzystać środki polityczne do uzyskania korzyści materialnych kosztem pozostałych. Po drugie, jak zauważali Frédéric Bastiat[14], William Graham Sumner[15], czy przywoływany już Henry Hazlitt[16], człowiek przejawia tendencję do uwzględniania wyłącznie bezpośrednich i krótkotrwałych skutków działań, albo też wpływu tych działań tylko na wybraną grupę społeczną. Przejawem opisywanego protekcjonizmu jest właśnie omawiany Projekt. Oto przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność w sposób przestarzały i niewydolny, domagają się, by uprzywilejować ich kosztem podmiotów innowacyjnych i konkurencyjnych oraz konsumentów. Należy zakazać prawa do indywidualnego wartościowania przedmiotów, tłumaczą. Za przekazaniem wydawcom i importerom[17] prawa do ustalania powszechnie obowiązujących cen sztywnych kryje się wyłącznie kartelizacja branży wydawniczej, a istota proponowanych rozwiązań nie różni się od ochrony branży dorożkarskiej przed przemysłem samochodowym, czy producentów świec przed elektryfikacją.

Mimo wszystko zwolennicy Projektu przekonują, że należy podjąć próbę przezwyciężenia „twardych praw rynku”. Argumentacja ta przebiega w przybliżeniu w następujący sposób: literatura jest jednym z najważniejszych dóbr kultury, a czytelnictwo i wizyty w małych lokalnych księgarniach – jedną z najszlachetniejszych i najbardziej pożytecznych form spędzania czasu. Państwo powinno zatem podjąć działania na rzecz ochrony rynku wydawniczego i tradycyjnych form handlu książkami, a obywateli skłonić do lektury. Stanowisko to w sposób dorozumiany zakłada zatem, że promocja czytelnictwa i literatury wymaga uprzywilejowania części przedsiębiorców oraz nałożenia określonych obowiązków i zakazów na pozostałe podmioty prawa. Tak oczywiście nie jest. Jak stwierdziliśmy, dostęp do książek można uzyskać na wiele sposobów, a samo uczestnictwo w kulturze realizowane może być w formie innej niż czytelnictwo. Wreszcie jednostka może zwyczajnie nie życzyć sobie udziału w jakiejkolwiek kulturze, a państwo nie powinno jej do tego zmuszać.

Zwróćmy uwagę, że chociaż Projekt promować ma małe, niezależne księgarnie, to w praktyce defaworyzuje je względem dużych sieci i sklepów wielkopowierzchniowych. Ci drudzy mają bowiem lepszy dostęp do klienta (np. ze względu na lokalizację lub dywersyfikację świadczonych usług) oraz szerszy asortyment — znaczący atut wobec wyeliminowania rywalizacji cenowej. Ponadto największe podmioty na rynku wciąż będą mogły pozyskiwać towar od wydawców po cenach znacznie niższych niż jednolite, zapewniając sobie w umowach korzystne rabaty. Tymczasem na podobne względy co do zasady nie mogą liczyć lokalne księgarnie — te same, które jednolita cena książki ma uratować przed upadkiem.

Osobny akapit należy poświęcić trosce o „ambitną twórczość literacką”, na którą tak chętnie powołują się zwolennicy Projektu. Zastanówmy się zatem, co mają na myśli, gdy odnoszą się do tej kategorii pisarstwa. Z pewnością nie chodzi tu o dzieła, których autorzy postawili sobie za cel zyskanie powszechnego uznania. Ci bowiem, jeśli odniosą sukces, nie potrzebują żadnej ochrony — popularność ich książek jest dostatecznie duża, by zapewnić im zyski[18]. Wobec tego w Projekcie musi być mowa nie o wyzwaniach pisania, lecz czytania książek. Wszyscy znamy tytuły, których lektura wymaga sporego wysiłku, a nie raz także dobrej woli ze strony odbiorcy. Część z nich to bez wątpienia utwory wybitne, ale po prostu niełatwe. Docenić może je garstka wybranych, odpowiednio wykształconych i wrażliwych. Pozostałe to jednak dzieła tak szczególne, że zawarty w nich zamysł artystyczny docenić może bodaj wyłącznie sam autor. Geniusz może oczywiście zostać odkryty dopiero przez naszych potomnych, ale na dziś możemy stwierdzić tylko tyle, że pozycje, o których tu mowa nie cieszą się popularnością. Zadajmy sobie w takim razie pytanie, po co publikowane są książki? Odpowiedź wydaje się prosta — po to, aby były kupowane i czytane. Każdy wydawca musi liczyć się z tym banalnym stwierdzeniem, jeśli chce na swojej działalności zarabiać. Dopiero mając na uwadze tę prostą prawdę, docieramy do sedna motywacji grupy interesu forsującej Projekt: chciałaby dużo zarabiać na wydawaniu i sprzedaży tytułów, których niemal nikt nie chce czytać. W planie Polskiej Izby Książki istnieje jednak luka. Prawa rynku nigdy nie przestają działać i popyt na przeszacowane dobra zwyczajnie spadnie. Wyższa niż dotychczasowa, jednolita cena nowości wydawniczych skutecznie odstraszy amatorów „ambitnej twórczości”.

Jak wspominałem, założenia Projektu w sposób jednoznaczny wymierzone są w (innowacyjny) handel internetowy, a więc stanowią próbę przeciwstawienia się postępowi technologicznemu[19]. W dobie wymiany transgranicznej i swobodnego dostępu do nowości wydawniczych z całego świata (często w promocyjnej cenie już kilka dni po premierze) tradycyjne formy prowadzenia działalności księgarskiej stają się coraz mniej atrakcyjne. W rezultacie część lokalnych księgarń nastawiła się na klienta niszowego, oferując wydawnictwa ekskluzywne lub luksusowe, inne zaś funkcjonują w formie kiosku z literaturą popularną. Większe podmioty uruchomiły natomiast własne strony internetowe i wzbogaciły asortyment o elektronikę czy kosmetyki. Te, które nie sprostały konkurencji i wymogom konsumentów, upadły. Nie ma w tym nic złego. Przekonanie, że postęp technologiczny wywołuje permanentne bezrobocie bądź szkody dla gospodarki jest jednym z największych mitów społecznych. Przeciwnie, to właśnie podział pracy i wzrost efektywności otwierają pracownikom możliwość świadczenia usług w nowych, rozwijających się branżach, a konsumentom (czyli w gruncie rzeczy wszystkim) — wyższy standard życia. Tymczasem autorzy Projektu troszczą się wyłącznie o swój status, nie dostrzegając (nie chcąc dostrzec), że ratując ich biznes, spowolniamy rozwój ekonomiczny i produkcję bogactwa, a społeczeństwo skazujemy na niższy standard życia. Dla wszystkich powinno być zatem jasne, że ustawa o jednolitej cenie książki nie realizuje żadnego interesu społecznego. Stanowi zaś ograniczenie praw i wolności, które musi być ocenione negatywnie — zarówno na gruncie obowiązującego prawa konstytucyjnego, jak i w perspektywie de lege ferenda.

Kończąc, chciałbym nawiązać do ostatniego z podjętych wątków. Znajdujemy się na etapie kolejnej wielkiej rewolucji gospodarczej. Przemieszczamy się po miastach, korzystając z usług typu uber; jemy obiady w restauracjach pop-up (a jeśli nie mamy czasu, kupujemy posiłek w foodtrucku); coraz częściej za towary zamawiane przez Internet rozliczamy się w bitcoinach. Prawdopodobnie już wkrótce większość transakcji będzie realizowana poprzez przesłanie nam wirtualnego schematu, który wydrukujemy w domu na drukarce 3D. Społeczeństwo informacyjne charakteryzuje się stale postępującymi: automatyzacją, decentralizacją i mobilnością. W konsekwencji człowieka XXI w. coraz trudniej jest ograniczać i kontrolować. Jeżeli w Polsce wprowadzony zostanie reżim jednolitej ceny książki, to część przedsiębiorców przeniesie działalność zagranicę[20], a inni będą publikować w małym, ekskluzywnym nakładzie (okresowo wznawianym lub za każdym razem zmienianym). Niektóre podmioty będą (niestety) prowadzić działalność wbrew przepisom ustawy — płacąc grzywnę, a może nawet organizując „książkowe podziemie” (proszę sobie tylko wyobrazić „książkową mafię”!). Najprawdopodobniej wzrośnie także popularność usług stałego dostępu do książek w formacie cyfrowym bez konieczności kupowania poszczególnych egzemplarzy (np. scribd, kindle unlimited), istnienia których projektodawcy w ogóle nie uwzględnili. Stąd też, nawet jeśli Ustawa o jednolitej cenie książki wejdzie w życie, to okaże się — jestem co do tego przekonany — tylko przejściową przeszkodą w rozwoju polskiej literatury i czytelnictwa.

 

[1] Polska Izba Książki — organizacja samorządowa powstała w 1990 r. jako reprezentująca interesy gospodarcze branży wydawniczej w Polsce. Działa jako izba gospodarcza w rozumieniu Ustawy z dnia 30 maja 1989 r. o izbach gospodarczych (Dz.U. z 2009 r. Nr 84, poz. 710 z późn. zm.). Zgodnie z informacją podaną na stronie internetowej Izby, jej członkami są największe wydawnictwa i księgarskie domy handlowe w Polsce (http://www.pik.org.pl/pages/31/lista-czlonkow, 13 marca 2017 r.).

[2] Projekt ustawy o jednolitej cenie książki z dnia 20 lutego 2017 r., https://www.pik.org.pl/upload/files/Ustawa%20o%20jednolitej%20cenie%20książki_%20Projekt%202017-02-20.pdf, 13 marca 2017 r.

[3] Spotkanie ws. projektu ustawy o jednolitej cenie książki, http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/spotkanie-ws.-projektu-ustawy-o-jednolitej-cenie-ksiazki-7173.php, 13 marca 2017 r.

[4] Loi n° 81-766 du 10 août 1981 relative au prix du livre.

[5] Gesetz om 2. September 2002 über die Preisbindung für Bücher.

[6] Od tego zakazu Projekt przewiduje wyjątki. I tak, zgodnie z art. 8 ust. 3 Projektu, instytucje kultury, uczelnie, instytucje badawcze i instytuty naukowe Polskiej Akademii Nauk, a także sprzedawcy końcowi uczestniczący w targach książki będą mogli sprzedawać książki po cenie bardziej konkurencyjnej niż pozostali sprzedawcy końcowi, tj. nie niższej niż 80% ceny wydawniczej.

[7] Problematyczny z punktu widzenia zgodności z art. 20 Konstytucji wydaje się także przepis art. 10 ust. 1 Projektu, który zobowiązuje sprzedawcę końcowego (innego niż sklepy wielobranżowe i punkty sprzedaży prasy) do sprzedaży klientowi każdej wydanej bądź importowanej na teren Rzeczypospolitej książki — niezależnie od tego, czy umieścił ją w swojej ofercie. W przypadku braku towaru w asortymencie, księgarz zobowiązany będzie do nieodpłatnego zamówienia pojedynczego egzemplarza (nabywca końcowy może być obciążony wyłącznie kosztami transportu). Proszę sobie tylko wyobrazić księgarnie prawnicze zmuszane do sprzedaży komiksów!

[8] H. Hazlitt, Ekonomia w jednej lekcji, tłum. G. Łuczkiewicz, Warszawa 2012, s. 75.

[9] Uzasadnienie do projektu ustawy o jednolitej cenie książki z dnia 20 lutego 2017 r., https://www.pik.org.pl/upload/files/Uzasadnienie%20do%20projektu%20ustawy%20o%20jednolitej%20cenie%20książki%20z%202017-02-20.pdf, 13 marca 2017 r.

[10] F.A. von Hayek, The Use of Knowledge in Society, The American Economic Review, t. 35, nr 4 1945, ss. 519-530; patrz także F.A. von Hayek, Economics and Knowledge, Economica, t. 4, nr 13 1937, ss. 33-54.

[11] M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. 1, tłum. R. Rudowski, Warszawa 2007, ss. 111 i n.; L. von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, tłum. W. Falkowski, Warszawa 2011, ss. 281 i n.

[12] Co ciekawe, projektodawca jako jeden z celów ustawy wymienia wzrost zainteresowania „starymi” książki (tzw. przedłużenie życia książek). Swobodne kształtowanie się cen po upływie dwunastu miesięcy od daty publikacji prawdopodobnie rzeczywiście podniesie popyt na te pozycje, lecz jak racjonalnie pogodzić ten motyw z ochroną nowości wydawniczych? Założenia Projektu są wewnętrznie sprzeczne.

[13] Jak tłumaczył Murray Rothbard, kontrola cen to jeszcze jeden przejaw interwencji triangularnej, której skutkiem może być wyłącznie spadek popytu, nadprodukcja i nieoczyszczenie rynku. Błędna alokacja zasobów spowoduje jedynie straty dla przedsiębiorców oraz niezaspokojenie potrzeb konsumentów (M.N. Rothbard, Interwencjonizm, czyli władza a rynek, tłum. R. Rudowski, Warszawa 2009, ss. 37 i n.).

[14] F. Bastiat, Co widać i czego nie widać, tłum. A. Łatka, w: F. Bastiat, Dzieła zebrane, t. 1, Warszawa 2009, ss. 11 i n.

[15] W.G. Sumner, The Forgotten Man, w: W.G. Sumner, The Forgotten Man and Other Essays, A.G. Keller (red.), New Haven 1919, ss. 465 i n.

[16] H. Hazlitt, Ekonomia w jednej lekcji, tłum. G. Łuczkiewicz, Warszawa 2012, s. 5.

[17] Nota bene jeden tytuł może być importowany przez więcej niż jednego przedsiębiorcę – w jaki sposób ustali on z pozostałymi jednolitą cenę książki?

[18] Oczywiście zakładając, że debiutanci partycypują w tych zyskach, co wcale nie jest oczywiste. Gdyby jednak honorarium z reguły nie obejmowało premii od sprzedaży, argument projektodawcy byłby w tym przypadku całkowicie pozbawiony sensu.

[19] W suplemencie do uzasadnienia Projektu znajdujemy np. taki, nasączony technofobią, ideą protekcjonizmu i marksizmu fragment: „Bez wprowadzenia ustawy grozi nam wcale nieodległa wizja, w której nie będą istnieć już księgarnie niezależne, duże sieci doprowadzą się wojnami cenowymi do wzajemnego wyniszczenia, a sprzedaż odbywa się wyłącznie przez Internet” (§ 10, 10 Argumentów za Ustawą o jednolitej cenie książki, http://www.pik.org.pl/upload/files/Argumenty%20za%20ustawą%20o%20jednolitej%20cenie%20książki.2017-02-20.pdf, 13 marca 2017 r.).

[20] Przepisów projektowanej ustawy co do zasady nie stosuje się do sprzedaży książek w ramach ponadgranicznego handlu elektronicznego (art. 3 Projektu).

 

Źródło ilustracji: Pixabay.com, CC0 Public Domain

9 odpowiedzi na „Błaszczyk: Laissez faire et laissez lire – ustawa o jednolitej cenie książki”

  • 10 ARGUMENTÓW ZA USTAWĄ O JEDNOLITEJ CENIE KSIĄŻKI

    1. Dzięki proponowanej regulacji wydawca ma suwerenne, niezależne i autonomiczne prawo do ustalenia cen detalicznych książek przez określony czas. Regulacja taka funkcjonuje w wielu krajach Europy, a także poza nią (np. w Japonii, Korei Południowej czy Meksyku). Warto dodać, że kraje, jak Niemcy, Francja czy Włochy, które posiadają największe rynki wydawniczo-księgarskie i wysoki rozwój narodowego piśmiennictwa stosują podobne rozwiązania ustawowe od dawna. Wielka Brytania, która zrezygnowała z Net Book Agreement w 1995r. na skutek silnego lobby ze strony dominujących sieci księgarni, ma obecnie rynek zdominowany przez globalnego gracza – firmę AMAZON, posiadającą ponad 60% udział w rynku (85% w rynku książek elektronicznych), zaś księgarnie niezależne zostały znacząco osłabione (zmniejszenie liczby o 40%) i w dużym stopniu wyeliminowane z rynku.
    2. Ustawa znana jako Prawo Langa, została wprowadzona we Francji z powodzeniem w roku 1981. W Niemczech regulacja ma ponad 150 letnią tradycję, a jako ustawa funkcjonuje od 2002 r. Wszyscy przedstawiciele rynku w tych krajach – począwszy od autorów, niezależnych księgarni i małych wydawnictw, a skończywszy na dużych podmiotach na rynku – są za utrzymaniem regulacji jednolitej ceny książki. Co więcej, wraz ze zmianą rynku książki ustawa podlega dostosowaniu np. tak się stało w wypadku pojawienia się publikacji elektronicznych. Warte podkreślenia jest też to, że Prawo Langa we Francji, jak też i ustawy o książce w większości pozostałych państw uchwalane były przez parlamenty w sposób jednomyślny, ponad podziałami partyjnymi.
    3. Ustawa o jednolitej cenie książki to nie tylko regulacja w sprawie czasowego obowiązywania jednolitej ceny książki niezależnie od miejsca jej sprzedaży. Zawiera ona także postanowienia w sprawie ulg przy zakupach dla określonych podmiotów, w tym bibliotek a także zobowiązanie księgarzy do bezpłatnego dostarczania czytelnikowi publikacji, których czasowo nie mają w swoich zasobach. To bardzo ważne korzyści dla czytelników.
    4. Proponowane rozwiązanie nie wiąże się z jakimikolwiek obciążeniami dla budżetu państwa. Nie ma podmiotów pokrzywdzonych tą ustawą. Są przede wszystkim beneficjenci – autorzy, wydawcy, księgarze, dystrybutorzy i nade wszystko czytelnicy, ponieważ dostaną większy wybór książek i więcej miejsc, gdzie będą one dostępne. Utrzymanie ceny detalicznej w okresie ochronnym pozwoli na wydawanie książek, które mają wąski krąg odbiorców, a w związku z tym mniejsze szanse rynkowe, zaś stanowią o rozwoju wartościowego i jakościowego piśmiennictwa. Jest też szansa na niższą cenę, gdyż efektywniejszy system sprzedaży zmniejsza koszty wydawców.

    5. Brak ustawy skutkuje wojnami cenowymi na rynku książki, które mają fatalne skutki dla wszystkich. Walka ceną może sugerować konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny sztucznie zawyżone. Natychmiastowe przeceny nowości wydawniczych (o 20%-30% ceny wyjściowej) to obniżanie należnego honorarium autora i wpływów wydawcy czy księgarza. Wydawca ma obecnie do wyboru: albo ulec presji wojny cenowej i udzielić dodatkowego rabatu, podnosząc odpowiednio cenę detaliczną książki, zaprzestać współpracy z daną siecią, albo też przestać wydawać bardziej jakościowe i ambitne, a tym samym kosztowniejsze książki. Wszystkie te czynniki szkodzą czytelnikowi, który nie zdaje sobie sprawy, ile doskonałych książek nigdy nie ukaże się w Polsce z powodu braku skutecznych uregulowań na rynku.
    6. Główny argument przeciwników ustawy sprowadza się do tezy, że po jej uchwaleniu ceny książki wzrosną. Doświadczenie krajów, w który od lat obowiązują podobne regulacje nie potwierdzają takich obaw. Ostatnie badania we Włoszech wskazują na spadek cen w związku z obowiązującą regulacją. Obniżki cen książek udało się uzyskać także w innych krajach, jak Francja czy Niemcy. Także w Polsce należy oczekiwać spadku cen. Obecnie katalogowe ceny detaliczne książek są sztucznie zawyżane, by już od pierwszego dnia na rynku można było dać na nią znaczący upust cenowy. Ustawa nie zabrania obniżek cenowych bezterminowo – po okresie ochronnym jest pełna dowolność w tym zakresie.
    7. Dalsze wojny cenowe, wejście globalnych graczy np. Amazona to nieuchronny upadek księgarń, których rola kulturowa jest nie do przecenienia, to utrata miejsc pracy i realna groźba postępującej zapaści cywilizacyjnej. Już w tej chwili czytelnictwo w Polsce należy do najniższych w Europie i jest wielokrotnie niższe od średniej europejskiej. Polska to także jeden z najmniejszych rynków pod względem wartości sprzedaży, z zaledwie 2,7 mld zł obrotów, zbliżony wielkością do Czech z 10 mln populacją. Mamy czego się wstydzić.
    8. Pisarze w Polsce, poza nieliczną grupą bestsellerowych autorów, skazani są na niepewne wpływy ze swojej twórczości. Bo jakże mogą opierać swoją egzystencję na własnej twórczości w sytuacji, gdy wydawca nie może zagwarantować odpowiedniego wpływu ze sprzedaży ich książek, albo wręcz zastanawia się, czy warto w ogóle ponosić spore ryzyko wydawania jakościowej i ambitnej literatury? Dla wielu pisarzy i mniejszych wydawców wydawanie książek jest z konieczności działalnością dodatkową, bo nie są w stanie z jednego rodzaju działalności zaspokoić potrzeb życiowych. Czy w takiej rzeczywistości polska literatura i myśl intelektualna ma szansę się rozwijać?
    9. Mówimy cały czas o książce, której należy się trochę inne traktowanie niż pozostałych codziennych dóbr, z uwagi na jej szczególny wkład w rozwój intelektualny społeczeństwa. Książka jest dobrem kultury, stanowi wyjątkową wartość dla kulturalnej i edukacyjnej kondycji naszego społeczeństwa, może – i powinna – być wykorzystywana zarówno w indywidualnym, jak i zbiorowym kształceniu.
    10. Bez wprowadzenia ustawy grozi nam wcale nieodległa wizja, w której nie będą istnieć już księgarnie niezależne, duże sieci doprowadzą się wojnami cenowymi do wzajemnego wyniszczenia, a sprzedaż odbywa się wyłącznie przez Internet. To jest apokaliptyczna, ale bardzo realna wizja, która będzie efektem fali nieuchronnych bankructw. A te już się powoli zaczynają…
    Warszawa, styczeń 2017 r.

    • Tutaj takie bezsensowne stwierdzenie typu „książki są ważne” nikogo nie przekonają. To, że w Pan chcę żeby książki były popularne, nie oznacza, że inni muszą się do Pana wizji świata dostosować.

    • Jako osoba regularnie czytająca książki mam wyrobioną w lokalnej księgarni kartę stałego klienta, która uprawnia mnie do 15% zniżki, po wspomnianej regulacji będę mógł dostać maksymalnie 5% rabat. Osobiście nie uważam, aby zwiększyło to liczbę przeczytanych przeze mnie książek. Pragnąłbym również przypomnieć, że to nie człowiek istnieje dla sztuki i kultury, ale ona dla niego, więc powinny być dla niego przyjemnością, a nie obowiązkiem, który narzuca się na siłę, ilekroć słupek w rządowych statystykach osiągnie „nieodpowiednia” wartość.

    • „1. Dzięki proponowanej regulacji wydawca ma suwerenne, niezależne i autonomiczne prawo do ustalenia cen detalicznych książek przez określony czas.”

      A teraz nie ma? Wydawca nie ustala ceny tylko odgórnie jest napisane, że ten autor, ta ilość stron i taka oprawa to taka cena i ani grosza mniej ni więcej. Bo z tej tezy wynika, że gdzieś jest odgórny urzędowy katalog cen i kiedy wydawca wypuszcza książkę zagląda do niego i wie ile może za nią wsiąść.
      Pewnie chodzi o to, że wydawca wybierając cenę musi brać pod uwagę wysoką marżę dystrybutora, często ponad 50% i zawyża cenę bo od razu w dużych sieciach będzie ta książka tańsza o te 20-30%. To jest problem, ale ta ustawa tego nie rozwiąże. Nie reguluje ona w żaden sposób „złodziejskich” marż dystrybutorów. W dłuższej perspektywie pewnie 3-4 lata ceny spadną znaczenie, ale nie dzięki tej ustawie bezpośrednio, a pośrednio przez to jak zdemoluje rynek książki w Polsce. Na początku ceny wzrosną dla zwykłego odbiorcy, który tak jak ja książki kupuje średnio za -30%. Zwykły zjadacz książek straci, ale ta ustawa nie ma zadania zwiększenia czytelnictwa, tylko w teorii ochronę interesów małej grupy osób jakim są księgarze stacjonarni kosztem innych niestety. W praktyce zyskają tylko duże sieci jak empik itp, które będą mogli walczyć promocjami na inne książki i dodatkowymi bonusami dla stałych kupujących. Już wiem dlaczego Empik wprowadził swoje karty:) Już widzę tą ofertę. Kupując u nas nowość dostaniesz jej 20% ceny na kartę na inną starszą książkę itp.

      „Warto dodać, że kraje, jak Niemcy, Francja czy Włochy, które posiadają największe rynki wydawniczo-księgarskie i wysoki rozwój narodowego piśmiennictwa stosują podobne rozwiązania ustawowe od dawna”
      A kiedy u nich było to prawo wprowadzane, parę lat temu, czy kilkanaście i więcej. Rynek się zmienił, ludzie się zmienili. I dodatkowo ile taki Niemiec, Francuz i Włoch może pozwolić sobie na zakup książek za swoją pensję, a ile Polak. Wprowadzając tą ustawę u nas i argumentując tymi państwami, myśli się na zasadzie w bmw się sprawdziło to maluch też powinien podołać, damy mu mocny silnik, ale nie poprawimy hamulców. Co się stanie? Maluch rozwali się na pierwszym zakręcie gdy mu się dociśnie gaz.
      Bardziej realny dla mnie jest przykład Izraela, który się wycofał bo sprzedaż nowości spadła na łeb na szyję, ale o tym cicho sza:)

      „2. Ustawa znana jako Prawo Langa, została wprowadzona we Francji z powodzeniem w roku 1981. W Niemczech regulacja ma ponad 150 letnią tradycję, a jako ustawa funkcjonuje od 2002 r.”
      I właśnie o to chodzi. Ktoś kto lobbuje za tą ustawą chyba nie zauważył, że mamy 2017 rok i żyjemy w świecie internetu. Chce z nim walczyć, jak Don Kichot z wiatrakami. W tych krajach względem dochodów książka jest znikomym wydatkiem i dla zwykłego Francuza, Niemca itp kupienie książki drożej o kilkadziesiąt eurocentów nie ma znaczenia. W Polsce będzie miało znaczenie te kilkanaście złotych.

      „Zawiera ona także postanowienia w sprawie ulg przy zakupach dla określonych podmiotów, w tym bibliotek a także zobowiązanie księgarzy do bezpłatnego dostarczania czytelnikowi publikacji, których czasowo nie mają w swoich zasobach.”
      A czy teraz biblioteki kupują za normalną cenę okładkową. Śmiem twierdzić, że jeżeli zwykły zjadacz chleba ma -20-30% taniej to biblioteki na pewno drożej nie kupują, Co oferuje im ustawa 15%?
      A co do zamawiania książek przez małe księgarnie dla klienta to też nietrafiony pomysł, bo po pierwsze dodatkowy koszt dla osoby zamawiającej, jeżeli nie, to pewnie dla księgarza. To zamiast zamawiać książkę w stacjonarnej księgarni, wejdę zaraz na stronę np. Empiku gdzie ona jest, zamówię sobie i odbiorę w salonie, a jak nie mam salonu blisko to dostawa pewnie będzie za darmo. Tak duże secie pokonają małe księgarnie przy stałej cenie, bo w ustawie chyba nie ma nic, że nie można dawać darmowej dostawy?

      „4. Proponowane rozwiązanie nie wiąże się z jakimikolwiek obciążeniami dla budżetu państwa. Nie ma podmiotów pokrzywdzonych tą ustawą. ”
      Budżet państwa trochę zyska nawet bo przy większej cenie książek będą większe podatki od sprzedaży, ale to na krótką metę bo gdy sprzedaż spadnie wszystko się wyrówna.
      I czy na prawdę nie ma podmiotów, którzy nie zostaną pokrzywdzeni? A czytelnicy dla których cena książek może wzrosnąć? A księgarnie internetowe, których część pewnie upadnie? Wszystkie te tezy to demagogia w najgorszej postaci i czcze życzenia.

      „ponieważ dostaną większy wybór książek i więcej miejsc, gdzie będą one dostępne.”
      W jaki sposób dostaną większy wybór książek? Czy ta ustawa zmusi wydawców, nakaże im do wydawania określonej ilości (większej) książek, czy zmusi ona autorów do intensywniejszej pracy? Ja śmiem twierdzić, że może być wręcz przeciwnie. Co pokazuje przykład Izraelski, gdzie sprzedaż nowości ostro spadła, a debiutantów jeszcze więcej. Kolejne czcze marzenia bez podstaw w argumentach.

      „Brak ustawy skutkuje wojnami cenowymi na rynku książki, które mają fatalne skutki dla wszystkich.”
      Kolejne uogólnienia i demagogia. Kto straci, czy ci co nie czytają, nie chcą i nie zamierzają, też coś stracą gdy ta światła ustawa nie wejdzie w życie?

      „Walka ceną może sugerować konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny sztucznie zawyżone. ”
      Czy zrobiono jakieś badania na ten temat na reprezentacyjnej grupie Polaków i wyszło, że tak uważają i że są niezadowoleni, że książki są przeceniane.

      „Główny argument przeciwników ustawy sprowadza się do tezy, że po jej uchwaleniu ceny książki wzrosną. Doświadczenie krajów, w który od lat obowiązują podobne regulacje nie potwierdzają takich obaw. Ostatnie badania we Włoszech wskazują na spadek cen w związku z obowiązującą regulacją. Obniżki cen książek udało się uzyskać także w innych krajach, jak Francja czy Niemcy. ”
      Ale po ilu latach od wprowadzenia tej ustawy? Od razu, od pierwszego dnia ceny spadły. Kolejna demagogia bez cyfr i faktów. Chętnie bym je poznał.

      „Także w Polsce należy oczekiwać spadku cen.”
      Czyli zaraz po wprowadzeniu ustawy ceny spadną poniżej dzisiejszych promocji i czytelnicy nie odczują wzrostu cen? Trzymam za słowo. Chciałbym, żeby wszyscy ci lobbyści postawili na to swoją roczną pensję, że ceny w ciągu powiedzmy3 lat spadną tak, że dla przeciętnego zjadacza książek będą one tańsze niż przed jej wprowadzeniem. Ciekawe, który z nich się by na to zgodził:)

      „to nieuchronny upadek księgarń, których rola kulturowa jest nie do przecenienia, to utrata miejsc pracy i realna groźba postępującej zapaści cywilizacyjnej.”
      Proszę mi potwierdzić tą rolę kulturową małych księgarń w dzisiejszych czasach w badaniach na piśmie to uwierzę. Badania, które pokazują tą role i jak upadek księgarni w małej mieścinie niszczy tak kulturę. Jeżeli takich nie będzie to czysta demagogia.

      „to utrata miejsc pracy i realna groźba postępującej zapaści cywilizacyjnej”
      A utrata miejsc pracy gdy upadną księgarnie internetowe lub gdy będą ciąć koszty już tak nie boli? I jaka zapaść cywilizacyjna, w ciągu ostatnich lat upadło kilkaset małych księgarń, czy cofnęliśmy się w rozwoju cywilizacji do czasów kamienia łupanego? Demagogia.

      „Już w tej chwili czytelnictwo w Polsce należy do najniższych w Europie i jest wielokrotnie niższe od średniej europejskiej. Polska to także jeden z najmniejszych rynków pod względem wartości sprzedaży, z zaledwie 2,7 mld zł obrotów, zbliżony wielkością do Czech z 10 mln populacją. Mamy czego się wstydzić.”
      I to jest niestety prawda. Tylko, że ta ustawa tego nie zmieni, a może ten stan pogłębić. Według mnie jeżeli jest jaka kolwiek szansa, że może powtórzyć się u nas scenariusz Izraelski to powinniśmy tej ustawy nie wprowadzać i zastanowić się nad innym, lepszym rozwiązaniem.

      „Pisarze w Polsce, poza nieliczną grupą bestsellerowych autorów, skazani są na niepewne wpływy ze swojej twórczości. Bo jakże mogą opierać swoją egzystencję na własnej twórczości w sytuacji, gdy wydawca nie może zagwarantować odpowiedniego wpływu ze sprzedaży ich książek, albo wręcz zastanawia się, czy warto w ogóle ponosić spore ryzyko wydawania jakościowej i ambitnej literatury?”
      Niepewne wpływy nie są przez to, że ceny na nowości są od razu promocyjne, ale dlatego, że najwięksi gracze w sprzedaży nie płacą na czas, a system rozliczeniowy jest bardzo wydłużony w czasie, nawet do pół roku, a i tak są obsuwy. Stała cena książki, nie wpłynie na to, że dystrybutorzy będą szybciej wypłacać pieniądze do wydawców, a ci autorom.
      Dodatkowo po wprowadzeniu stałej ceny książek sytuacja autorów może się poprawić tylko i wyłącznie u tych z bestsellerami. Bo wydawcy mogą się bać wydawać debiutantów, czy niszowe wydawnictwa, bo przy stałej cenie książki przez rok będzie to większe ryzyko niż teraz. Obecnie wydanie debiutanta jest ryzykiem, ale można je wkalkulować w koszty, bo gdy jego książka nie chwyci przez pierwsze miesiące, może dać duże zniżki na nią, rzucić na tanią książkę itp i wyprzedać nakład, żeby w części poniesione koszty mu się zwróciły. Przy stałej cenie ryzyko będzie za duże. W konsekwencji rynek książki zawęzi się tylko do tych autorów, które będą gwarantować wydawcom jakiś zysk, a przecież nie o to chyba chodzi?

      „Książka jest dobrem kultury, stanowi wyjątkową wartość dla kulturalnej i edukacyjnej kondycji naszego społeczeństwa”
      Prawda, tylko, że ta ustawa nic w tej kwestii nie zmieni i nie jest to argument a wprowadzeniem ustawy. W najgorszym wypadku ustawa sprawi, że książki będą droższe, będzie ich mniej wydawanych i będą jeszcze bardziej dobrem luksusowym. Czy o to chodzi lobbystom tej ustawy?

      „Bez wprowadzenia ustawy grozi nam wcale nieodległa wizja, w której nie będą istnieć już księgarnie niezależne, duże sieci doprowadzą się wojnami cenowymi do wzajemnego wyniszczenia, a sprzedaż odbywa się wyłącznie przez Internet. To jest apokaliptyczna, ale bardzo realna wizja, która będzie efektem fali nieuchronnych bankructw.”

      Rozumiem, że sprzedaż przez internat to samo zło, szatan w przebraniu i trzeba tego diabła wykorzenić z Polski jak najprędzej, bo doprowadzi do apokalipsy? Księgarnie niezależne zawsze będą istnieć, jeżeli będzie na nie zapotrzebowanie i dostosują się do zmian na rynku. Jeżeli nie to już same sobie będą winne, trzeba im pomóc, ale nie kosztem rynku. Bankructwo małych, zacofanych księgarń to dla lobbystów apokalipsa, a bankructwo nowoczesnej, rozwijającej się cieci sprzedaży internetowej to sprawiedliwość społeczna?

      Większość z tych argumentów to czysta demagogia, która przy powyższym tekście na blogu, który jest jak wykład profesora z uniwersytetu, wygląda jak krzyki polityka z mównicy sejmowej „Balcerowicz musi odejść” itp.

      • Chciałem jeszcze dodać do mojej wypowiedzi, że autor tez za poparciem ustawy pisał, że pomoże ona małym wydawnictwo i ich autorom. Trafione kulą w płot. Gdzieś czytałem list tych wydawców, którzy zjechali ustawę od góry do dołu i są jej przeciwni. Do tego dali swoje lepsze pomysły na uzdrowienie polskiego rynku książki.

    • „Polska to także jeden z najmniejszych rynków pod względem wartości sprzedaży, z zaledwie 2,7 mld zł obrotów, zbliżony wielkością do Czech z 10 mln populacją.”

      Czy rynek w Czechach jest tak duży (per capita) dzięki temu, że obowiązuje tam Prawo Langa ?

  • w niemczech, taka ustawa działa, ale tam prawie połowa wszystkich książek sprzedawanych w tradycyjnych księgarniach, by tak rzec, według miejsca zamieszkania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie ma dobrych podatków, są tylko mniej złe. Jean-Baptiste Say
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W listopadzie wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Karol Bisewski
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pani Maja Chroboczek
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Kamil Kopeć
Pan Wojciech Kukla
Pan Jerzy Kustowski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Marek Trzaska
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 853,71 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>