Autor: Anthony de Jasay
Źródło: libertyfund.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Tłumaczenie artykułu, który pierwotnie został opublikowany w 1 września 2003 r. na łamach „Library of Economics and Liberty”, a następnie ukazał się w książce Political Economy, Concisely: Essays on Policy that does not work and Markets that do, za zgodą „Liberty Fund”.

darmowyJedno z wielkich twierdzeń ekonomii mówi nam, że w równowadze konkurencyjnej i ze stałymi korzyściami skali dystrybucja dochodu jest funkcją krańcowej efektywności czynników produkcji i ich własności. Kupujący płacą, a sprzedawcy uzyskują krańcowy produkt, korzyści równają się wkładom i nie ma „darmowego obiadu”. W bardzo podobny sposób równość między determinantami dochodów a czynnikami produkcji wyjaśnia koncepcja wyłączności praw własności. Wyłączność praw własności blokuje dostęp do zasobów, chyba że zgodzą się na to właściciele. Produktywne zasoby wymienia się na podstawie wartości ich krańcowych produktów. A więc nie istnieje darmowy obiad — wszystko jest w pełni opłacone. Ponadto ponieważ wszystkie wymiany zachodzą dobrowolnie pomiędzy chętnymi kupującymi i chętnymi sprzedającymi, dystrybucja korzyści i wkładów jest sprawiedliwa, jeśli początkowe zawłaszczenie zasobów było sprawiedliwe. Można powiedzieć, że nie ma tu jak kwestionować sprawiedliwości tego procesu.

Pierwszym wyłomem w tym klarownym systemie jest opodatkowanie. Na jego mocy wkłady są wymuszane, a nie dobrowolnie wymieniane w zamian za korzyści. Jednakże można stwierdzić, jak to się zawsze czyni, że za podatki kupuje się publiczne dobra i usługi — obronę narodową, porządek publiczny, ochronę własności itd. Dzięki temu podatnik odnosi korzyść, nawet jeśli nie jest ona proporcjonalna do jego wkładu, tj. nawet wtedy, gdy opodatkowanie ma charakter redystrybucyjny, co jest oczywiście nieuniknione. Niemniej jednak jakiś element wymiany jest obecny, choć staje się stopniowo coraz słabszy, w miarę jak finansowanie państwa opiekuńczego pochłania coraz większą część wpływów podatkowych.

„Wrogowie własności” twierdzą — zaprzeczając realności przedpolitycznej, a zatem przedpodatkowej, koncepcji własności — że opodatkowanie nie jest tak naprawdę naruszeniem własności, gdyż ta nie rozpoczyna się zanim „społeczeństwo” nie zbierze podatków, które zdecydowało się nałożyć. O ile truizm ten poprawnie opisuje fakty dokonane, nie mówi nic o tym, jak taką sytuację pogodzić ze sprawiedliwością.

Drugi wyłom, jeśli ostatecznie zostałby wprowadzony, byłby potencjalnie znacznie bardziej radykalny. Byłoby nim przyznanie darmowego obiadu, gwarantowanego bezwarunkowego dochodu podstawowego  — dla każdego dorosłego rezydenta i „bez żadnych dodatkowych warunków”[1]. Program wprowadzano by stopniowo, aby dostosować go do realiów politycznych, ale jego celem byłoby zapewnienie każdemu dorosłemu na tyle wysokiego bezwarunkowego dofinansowania, by zapewnić mu utrzymanie. Jeden z jego najbardziej aktywnych promotorów, Philippe Van Parijs, wierzy, że program rozwiązałby dylemat wyboru między tym, co postrzega jako europejski model gospodarczy — wysokie bezrobocie i mały obszar ubóstwa — a amerykańskim modelem — małe bezrobocie, ale duży obszar ubóstwa. Niniejszy artykuł nie będzie jednak wnikać w tę kwestię. Stronnicy tej propozycji są jednomyślni, że głównym argumentem nie są względy ekonomiczne, lecz sprawiedliwość.

Autorzy cytowanego tutaj tomu zgadzają się, że propozycja ta jest co najmniej wykonalna, a spadek w statystycznie mierzalnym PKB, który by ewentualnie spowodowała, byłby do wytrzymania. Prawdopodobne zmniejszenie aktywności zawodowej mogłoby zostać zrekompensowane większą skłonnością do ryzyka w podejmowaniu samozatrudnienia, jeśli dochód podstawowy zostałby zapewniony. Warunki jego wykonania ograniczają się więc do możliwości podatkowych. Jak przedstawiała to Emma Rothschild  — z ujmującą wręcz pogodnością — tam gdzie średni dochód jest wyższy niż poziom egzystencji, projekt może zostać zrealizowany[2]. Wystarczy jedynie opodatkować wszystkich stawką, która nie sięgnie przecież nawet 100% ich zarobków.

Nawet najwybitniejsi współautorzy tego tomu, jak Robert Solow, który wykazuje dość ostrożny pogląd na implikacje fiskalne, okazują niewielkie wątpliwości, że powszechny dochód podstawowy dla wszystkich na poziomie albo blisko poziomu utrzymania, byłby pokojowo ponoszony przez podatników i nie prowadziłby do istotniejszych negatywnych skutków ubocznych. Co ważne, sam Milton Friedman, który ukuł powiedzenie, że nie ma darmowych obiadów, opowiadał się za negatywnym podatkiem dochodowym, który to koncept jest niewątpliwie „darmowym obiadem” i pierwszym kuzynem powszechnego dochodu bezwarunkowego[3].

Podczas gdy wykonalność jest zaledwie brakiem pewnego „argumentu przeciw”, „argumentem za” na ustach wszystkich jest wolność i sprawiedliwość. Van Parijs twierdzi, że społeczeństwo musi zapewnić zarówno formalną, jak i realną wolność. Formalna wolność zakłada ochronę własności i wolności osobistej, podczas gdy realna wolność wymaga zasobów, aby każdy mógł korzystać ze swojej wolności formalnej. Ponieważ zasoby nie mogą zostać zredystrybuowane bez pogwałcenia „praw” własności, oczywiste jest, że Van Parijs musi postrzegać je jako „mit” i musi mieć w głowie jakieś inne „prawa”. Inni także kwestionują dystrybucję własności i dochodu, które są wynikiem dobrowolnych transakcji. Edmund Phelps[4] po prostu odrzuca ją jako arbitralną, najwyraźniej na podstawie tego, że nie ma czegoś takiego jak wolny rynek — a takie twierdzenie wydaje się co najmniej nieco na wyrost.

Jednak jak dotąd najbardziej „ambitnym” argumentem na rzecz sprawiedliwości odbierania zasobów istniejącym właścicielom i ich równomiernej dystrybucji jest odwołanie się do Wielkiego Efektu Zewnętrznego. To motyw, który pod różnymi postaciami wciąż powraca w literaturze antywłasnościowej. Herbert Simon[5] twierdzi, że co najmniej 90% PKB bogatych narodów pochodzi z tego efektu zewnętrznego, a tylko mniej niż 10% to prawdziwe czynniki produkcji i dochodu. Aby było sprawiedliwie, 90% powinno być „zwrócone prawdziwym właścicielom”. Jeśli wszystkie dochody zostałyby opodatkowane stawką 70%, to oryginalni właściciele nadal zachowaliby trzy razy więcej niż to, co im się należy i uzyskano by wystarczająco dużo przychodów zarówno aby sfinansować bezwarunkowy dochód podstawowy, jak i na zwykłe wydatki rządowe.

Simon oczywiście ma rację, że zgromadzona wiedza, rozsądne instytucje i „kapitał społeczny” łącznie stanowią duży pozytywny efekt zewnętrzny, choć czystym zgadywaniem jest określanie, na ile punktów procentowych składają się w PKB. Jak dobrze wiemy, takie zgadywanie Simona jest równie dobre jak każde inne. Jednak wydaje się, że począwszy od tego założenia w toku swojego rozumowania Simon popełnia dwa błędy.

Po pierwsze, Wielkiego Efektu Zewnętrznego nie zawdzięczamy „społeczeństwu”, lecz niezliczonej liczbie konkretnych działań jego członków, z których każdy działał w taki a nie inny sposób z konkretnych powodów. Efekt zewnętrzny jest przemijającą lub trwałą konsekwencją ludzkich działań, przynoszących korzyści lub szkody osobom trzecim, które nie były częścią powodu lub powodów, dla których aktor podjął działanie. Każda jednostka, która dodała coś do zasobu wiedzy, która zdobyła fach, zwiększając podział pracy, która walczyła przeciwko przekleństwu złego rządu, głównej przyczyny ubóstwa i marnotrawstwa, która nauczyła swoje dzieci poczucia obowiązku i honoru, przyczyniła się do zbudowania „kapitału społecznego” — bo miała swoje własne, dobre powody, bez względu na to, czy były egoistyczne czy altruistyczne. Te działania danej osoby przyniosły już jej nagrodę. Można chwalić te działania, ale nie można wymuszać przyznania dodatkowych nagród. Nic się już nie należy — rachunki są wyrównane. Wielki Efekt Zewnętrzny jest sumą niezliczonej liczby małych efektów zewnętrznych, produktów ubocznych niezliczonej liczby działań indywidualnych, które zostały już „opłacone” w jakiś sposób. Bez wątpienia znacznie wzmacnia efektywność środków produkcji, ale nie jest sam w sobie czynnikiem produkcji.

Po drugie, błędem jest używanie Wielkiego Efektu Zewnętrznego jako uzasadnienia dla egalitarnej dystrybucji własności. Simon uważa, być może trafnie, że z powodu istnienia sieci społecznych i przywilejów dostęp do Wielkiego Efektu Zewnętrznego nie jest równy. W wyniku czego niektóre czynniki są bardziej produktywne, a ich właściciele uzyskują większe nagrody niż powinni. Naprawiłby to wysoki podatek liniowy, z którego wpływy byłyby zwracane jako równe dotacje.

Jednakże uprzywilejowany dostęp do pozytywnych efektów zewnętrznych jest jedynie okrężnym sposobem powiedzenia, że szanse nie są równe. Standardowy argument za usunięciem lub kompensacją nierówności, cokolwiek by to znaczyło, jest argumentem moralnym. Jego triumf bądź porażka zależą od tego, czy nierówność uznaje się za złą samą w sobie. Jeśli odrzuca się wspomniany argument, to znaczy, że domniemany nierówny dostęp do efektów zewnętrznych nie jest niewłaściwy i nie wymaga usunięcia. Jeśli się go przyjmuje, to znaczy, że jakiś środek zaradczy jest wymagany, a wtedy nie ma w ogóle znaczenia, czy „efekt zewnętrzny należy do społeczeństwa”. To nie rzekoma „prawdziwa własność”, jak ujmuje to Simon, usprawiedliwia środki redystrybucyjne. W rzeczywistości efekt zewnętrzny w ogóle nie jest własnością i nie należy do nikogo.

Jest być może wysoce niestosowne, po zmaganiu się z atakami na własność z kilkoma wybitnymi teoretykami, by odnotować to, co ma do powiedzenia Robert Goodin[6]. Oferuje on jednak poradę taktyczną, jak używać pewnych „społecznych” impulsów konserwatywnych reżimów politycznych, aby wabić je krok po kroku do w kierunku wprowadzenia powszechnego dochodu podstawowego. Mimowolnie mówi on nam wiele o naszych czasach i o jego własnych zwolennikach. Reżimy konserwatywne są już przygotowane do płacenia ludziom za społecznie użyteczne działania, jak opiekowanie się dziećmi innych osób, osobami niedołężnymi lub starszymi. Kolejnym krokiem mogłoby być płacenie im za opiekowanie się swoimi własnymi dziećmi i swoimi własnymi rodzicami, za przygotowanie im posiłków i ścielenie im łóżek. Krokiem następującym po tym, choć pan Goodin urywa wątek w tym miejscu, byłoby płacenie im za pościelenie swoich własnych łóżek, zamiast zostawienie ich niepościelonych, bałagan taki można uznać za społecznie niepożądany. Pensje państwowe mogłyby być płacone za coraz więcej rodzajów społecznie użytecznej pracy. Będziemy wówczas na dobrej drodze do powszechnego dochodu podstawowego. „Wszystko co musimy wtedy zrobić” — konkluduje sprytny pan Goodin — „to przekonać ludzi, żeby się po niego zgłosili” (str. 97). Po prostu złóż podanie! Ten prosty plan bojowy jest prawdopodobnie równie skuteczny przeciwko własności, co wyrafinowanie argumenty pokazujące, dlaczego jest ona nieprawowita.

 

[1] Philippe Van Parijs, „A Basic Income for All”, w: What’s Wrong with a Free Lunch?, red. Joshua Cohen, Joel Rogers (Boston: Beacon Press, 2001), str. 14.

[2] Emma Rothschild, „Security and Laissez-Faire”, w: Cohen and Rogers…

[3] Milton Friedman, Capitalism and Freedom (Chicago: University of Chicago Press, 1962). Zob. rozdz. 12, „The Alleviation of Poverty”, str. 192-93, w którym Friedman opowiada się za „an arrangement that recommends itself on purely mechanical grounds”.

[4] Edmund S. Phelps, „Subsidize Wages”, w: Cohen and Rogers.

[5] Herbert A. Simon, „UBI and the Flat Tax”, w: Cohen and Rogers.

[6] Robert Goodin, „Something for Nothing”, w: Cohen and Rogers.

Źródło ilustracji: Pixabay.com, CC0 Public Domain

Podobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj redakcję IM. Dzięki Twojej darowiźnie opublikujemy więcej wartościowych komentarzy, tłumaczeń i innych ciekawych tekstów.

13 odpowiedzi na „Jasay: Jak dostać darmowy obiad?”

  • Bezwarunkowy dochód gwarantowany był już testowany w PRLu, co skończyło się stanem wojennym w 1981r.
    Słynne „czy się stoi czy się leży, to wypłata się należy” różniłoby się jedynie tym od BDG, że wtedy trzeba było wstać z wyra (niestety), a teraz będzie można leżeć do woli i produkować następne 500+, które też jest kolejnym dochodem gwarantowanym.

  • Zwolennicy BDG mają do wyboru dwie opcje. Zamknąć granice albo otworzyć granice.

    Wybór opcji pierwszej oznacza, że bezwarunkowy dochód gwarantowany nie jest już
    bezwarunkowy ale warunkowy. Warunkiem otrzymania go jest posiadanie obywatelstwa
    albo stałego zamieszkania w granicach państwa. Całe „etyczno-równościowe”
    uzasadnienie BDG w tym momencie leży w gruzach, skoro roboty tak samo
    „odbierają miejsca pracy” wszystkim, a w szczególności paru miliardom
    obcokrajowców, którzy nie uzyskują właściwej „rekompensaty za utracone
    miejsca pracy”, i „nie mogą się w pełni realizować ze względu na dyskomfort
    pracy” itp. itd. a jakoś nikt im nie chce BDG fundnąć.

    Natomiast coś bardzo zbliżonego do opcji drugiej obserwujemy obecnie
    za zachodnią oraz północną granicą i nie wymaga to komentarza.

    A jeśli obawiamy się (jak ktoś pod powyższym linkiem), że „korporacje nie zechcą
    się zgodzić” by każdy miał swojego robota, to zamiast o jakimś bzdurnym BDG
    trzeba rozmawiać o tym, co zrobić, żeby nie mogły one łapami polityków uniemożliwić
    nam zbudowania swoich własnych robotów.

  • Tylko fabryka da radę wyprodukować robota,jeszcze nikt nie zbudował robota metodą chałupniczą,a skoro fabryka to tylko i wyłącznie korporacja.

  • Jeżeli. Te roboty powstały w domach lub garażach to w porządku,nie mamy jednak pewności,po drugie nieliczni potrafią zbudować robota i nie są to tylko małe roboty.

  • Co do robotów to istnieje też dystopijna wersja przyszłości świetnie nakreślona piórem Jacka Williamsona w opowiadaniu „Z założonymi rękami” przekształcone później w powieść „Humanoids.” Nie zgadzam się z tym ale same te teksty są genialnie napisane stara dobra szkoła s-f. Natomiast co do korporacji to póki roboty będą ciekawostką to niech się ludzie chałupniczo bawią ale gdy okaże się że to ma znaczenie ekonomiczne to korpo będą bezwzględne. Zobaczcie jak się puszą w rozmaitych „copyrightach” jak starszą że każde naruszenie będzie ścigane „to the maximum, full penalty of law” etc. i tak jest w wielu przypadkach. Wystarczy zresztą zwykła rekwiracja komputera na podstawie IP z którego ściągany/udostępniany był badziewny film pt. „Drogówka” (to – mam na myśli rekwirację – w ciągu ostatnich kilku lat w Polsce często się działo) by szary człowiek przestał podskakiwać. Naprawdę niewiele trzeba. Kilka pokazowych procesów i reszta siedzi cicho pod miotłą. Kiedy firma Dyson (te słynne odkurzacze) wchodziła na Polski rynek z tej okazji było kilka komercyjnych artykułów w sieci. Była też historia Dysona. Facet wymyślił odkurzacz który nie traci mocy ssącej z biegiem czasu, opatentował i wysłał do korpo propozycję/ofertę. Wszyscy kazali mu spadać na drzewo, natomiast jedna korpo w USA zaczęła produkować takie właśnie odkurzacze ot tak na krzywy ryj. Jak do nich napisał to też kazali mu spadać na drzewo. Więc zaczął się procesować. Kosztowało go to multum zdrowia (nie mówiąc o pieniądzach a podejrzewam że i tak musiał pójść na jakiś kompromis). Udało mu się coś wywalczyć tylko dlatego że jak pisał – przez całe dzieciństwo bił się ze starszym o wiele silniejszym bratem więc wyrobił w sobie upór i wolę walki z silniejszym przeciwnikiem. No i do tego codzienny forsowny jogging na plaży podczas tych wszystkich procesów. Przebił się ma teraz swoje jakieś tam małe korpo, ale ilu ludzi nie ma sił tak walczyć z korpo? Już chyba o tym pisałem tutaj że pewna sieć sprzedająca w Polsce sprzęt elektro agd miała problem z masowymi zwrotami notebooków wielkiej korpo z USA – sprawa banalna – fabryczna wada. Ale korpo nie uznało tych zwrotów i zaczął się proces. Korpo wystawiło takich prawników że głowa mała, mieli nie tylko w małym paluszku polskie, amerykańskie czy międzynarodowe prawo ale także znali tak dokładnie budowę notebooków jakby całe życie tylko tym się zajmowali i w efekcie sieć przegrała oczywistą sprawę. A teraz pomyślmy sobie o zwykłych Kowalskich, którzy musieli by się zmierzyć z takimi grubymi fiszami.

  • Co do samego BDG. Jest to oczywiście złe rozwiązanie. Ale w kontekście aktualnej sytuacji trzeba na nie spojrzeć inaczej. Otóż w gospodarce nie mamy sytuacji laboratoryjnej libertariańskiej. Mamy sytuację realnego zamordystycznego państwa, które niepozwala gospodarce rozwinąć skrzydeł. Skoro obywatele są w pewnym sensie więźniami państwa (bezpośrednio gdy im jest dokręcana śruba i pośrednio gdy śrubę dokręca się przedsiębiorcom) to należy im się też coś od państwa. Oczywiście lepiej byłoby zrobić normalny wolny rynek ale skoro jest on ograniczony a jego uczestnicy zniewoleni to należy im się coś od ich pana (rządu) podobnie jak niewolnik w starożytności w zamian za swoją niewolę otrzymywał jedzenie. Jeżeli mam do wyboru być niewolnikiem i jeszcze w dodatku samemu próbować się utrzymać (pierwsza opcja) albo być niewolnikiem i dostać coś na ząb od swojego suwerena (opcja druga) no to jasne że lepsza jest opcja druga. Opcja trzecia – wolny rynek – niestety w aktualnej sytuacji geopolitycznej nie ma szans, jest nie do przyjęcia na lewicy (co oczywiste) i w odwrocie na prawicy (co smutne).

  • Drodzy komentujący,naprawdę będę się cieszył,jeżeli każdy zdolny młody człowiek będzie miał możliwość zbudowania dowolnego robota we własnym garażu,jednak pragnę zwrócić uwagę na fakt,że nie wszystkie roboty da się tą matodą zbudować,istnieją też bardziej skomplikowane,dużo większe konstrukcje,wymagające szeregu specjalistów takich jak programiści,budowniczych robotów
    czyli automatyków i robotyków,a także wysokich nakładów finansowych,zacznijmy może od mniej skomplikowanych maszyn,wszyscy mamy komputery,ale kto zbudował sam komputer dla siebie zamiast go zakupić w sklepie sprzedającym komputery?,kto zbudował radio,telewizor,słuchawki,telefon stacjonarny czy też komórkowy?,podejrzewam że nikt z komentujących i publikujących na tym portalu,a dzieje się tak dlatego że nie mamy tyle czasu aby się tym zająć,a Ci nieliczni,którzy posiadają niezbędną wiedzę i umiejętności nie mają na to czasu prywatnie,jeżeli już wykonują te pracę to prawie napewno w odpowiedniej korporacji technologicznej,gdzie są pracownikami najemnymi,mam olbrzymią rzeszę znajomych informatyków,i żaden z nich nie zbudował nigdy prywatnie choćby laptopa,tak samo jak nikt nie wykonuje szyb do swojego domu,chyba że jest szklarzem i ma odpowiedni zakład,nikt nie odlewa sobie naczyń do domu,nikt nie buduje dla siebie mebli,elektroniki,dywanów,kafelek,paneli,wanien,tapczanów,podłóg,drzwi,kuchenek gazowych,junkersów ,samochodów itd.,wszystko to jest kupowane,ponieważ tak jest dużo szybciej,taniej i wygodniej w dodatku większość tego nie potrafi,a nawet Ci,którzy potrafiliby nie chcą tracić czasu i pieniędzy,nie wspominając o braku odpowiedniego sprzętu,narzędzi,warunków oraz miejsca,zresztą skoro komputer w supermarkecie oddalonym o minutę drogi od miejsca zamieszkania kosztuje kilkaset złotych to dlaczego miałbym postąpić inaczej i uruchomić proces tworzenia zamiast go zakupić,podobnie postępują ludzie ze wszystkimi przedmiotami szeroko dostępnymi,uważam że w przypadku upowszechnienia się robotów będzie identycznie jak ze wszystkim co kupujemy,nie zadając sobie niepotrzebnego trudu,zresztą już tak jest,roboty kuchenne raczej nabywamy w sklepie,i nikt z tego powodu nie kruszy kopii.

    • @Łukasz Mastalerek
      .
      Nie zrozumiał Pan przenośni. Nie chodzi o to by każdy robił wszystko dla siebie sam w garażu, tylko o brak barier wejścia na rynek. Proszę porzucić mity o konieczności posiadania fabryki i niedostępności fachowej wiedzy, tylko poczytać o drukarkach 3D albo przejść się na dowolną politechnikę i zobaczyć jakie cuda studenci samodzielnie lutują w ramach laboratoriów z mikroinformatyki. Technologie wymagające laboratoriów są mniej liczne niż się wydaje (jakieś mikroprocesory, lasery, czy tomografy), ale i laboratoria rodzinna firemka może postawić jeżeli nikt w tym nie przeszkadza.

  • @Idared

    Skoro już o s-f mowa, przypomina mi się scena, gdy podchmielony Zefram Cochrane
    dowiedziawszy się, że za kilkaset lat w krzakach gdzie przed chwilą sikał stanie jego
    pomnik, mówi lekko zszokowanemu przybyszowi z przyszłości, że napęd warp
    to tak naprawdę wynalazł dla zysku, a nie dla ludzkości.

    No i w tym kontekście rodzi się pytanie: czy genialnemu pijaczkowi Zeframowi zechce się
    cokolwiek wymyślać, albo rozwijać jakąkolwiek działalność, gdy go „bezwarunkowy” BDG
    pozbawi motywu zysku i jakiejkolwiek niezależności ?

  • Wbrew temu co Nieważne Kto On napisał większość wybitnych ludzi,innowatorów żyło i umarło w biedzie,Norwid został pochowany w zbiorowym anonimowym grobie,Tesla umarł w ciasnej kawalerce itd.biznesmen jest przeciwieństwem naukowca,celem biznesmena jest zarabianie,a na czym zarabia się najlepiej?,oczywiście na towarach,na które stałe jest popyt,jeżeli ktoś ma cukrzyce to sprzedajemy mu insulinę,którą bierze do końca życia,jest to stały dochód i zadowala on biznesmena,natomiast naukowiec może odkryć że aby wyleczyć się z choroby wystarczy jednorazowo wypić jakiś wywar z ziół,i teraz pytanie na czym można zarobić lepsze pieniądze,na insulinie czy na wywarze z ziół,przykładów można by mnożyć,dążenie do zysku hamuje postęp,dlatego do dzisiaj do samochodu zamiast wody tankujesz nadal paliwo,chociaż już od 70-ciu lat wiadomo że możliwa jest jezda na wodę,słuszne jest stwierdzenie że BDP w niektórych przypadkach pozbawi motywu zysku,jednak błędne jest twierdzenie że pozbawi niezależności,dochód jest bezwarunkowy więc nie trzeba spełniać żadnych warunków aby go otrzymać,i raczej on uniezależnia,zależny jestem teraz,muszę iść do ciężkiej pracy w 60 -ciu stopniach,wykonując monotonne prace aby móc opłacić rachunki i kupić jedzenie,znosić upokorzenia,być ofiarą nagonki i lekceważenia,i tak ma większość ludzi i dlatego też ludzie umierają szybko,wydaje mi się natomiast że większość ludzi i tak by pracowała pomimo otrzymywania BDP,ponieważ ludzie pragną mieć coraz więcej,natomiast Ci,którzy nie chcieliby być trybami w bezdusznej maszynie,znaleźli by inne zajęcie i nie była by to jedynie konsumpcja alkoholi czy też leżenie w łóżku jak to niektórzy twierdzą,jeżeli nikt mi tutaj nie dowieża niech spojrzy na emerytów i rencistów,zdecydowana większość z nich jest aktywna i ma swoje hobby,które rozwija,więc skoro ludzi zaawansowanych wiekowo z rządowym świadczeniem to nie zdemoralizowało,to dlaczego miałoby to spotkać ludzi w sile wieku?

  • @Nieważne kto Wydaje mi się że mówimy o tej samej monecie tylko patrzymy na nią z różnych stron. Oczywiście, że większość ludzi posiada coś takiego, co możemy nazwać kwotą graniczną, po zarobieniu której odmawiają aktywności zawodowej i udają się na plażę. Stało się tak w tym roku z inżynierami Google’a pracującymi nad autonomicznym samochodami.  Rzucili robotę bo… za dużo zarabiali. Nie wiem jakie to były kwoty ale pewnie miliony. Więc powiedzieli dość zarabiania i postanowili cały swój cenny czas przeznaczyć na wydawanie. Wątpię jednak, żeby państwo było w stanie zaoferować każdemu obywatelowi taką kwotę. Istnieje też druga strona medalu – kwota graniczna poniżej której ludzie rzucają robotę, by zacząć grzebać w śmietnikach, żebrać, uprawiać własne prymitywne ogródki, zakładać wnyki w lesie itp. następuje dezintegracja społeczno-gospodarcza. Gwarantowany dochód byłby po to by uniknąć takich sytuacji, bo wytwarzałby presję na przedsiębiorców by lepiej traktowali pracowników – dobrze płacisz albo idę sobie. Mam wybór. (Normalnie to powinien załatwiać wolny rynek, no ale śruba jest tak dokręcona, że tak jak być powinno, to nie jest). Najważniejsze by nie przesadzić z jego wysokością. Ja powiem jak byłoby to „po libertariańsku”. Podobno tak jest właśnie w Chinach (nie wiem tego na 100 % – ponoć tak jest tylko de facto a nie de iure). Rząd określa maximum miesięcznych zysków jednoosobowej/rodzinnej firmy np. 3000 zł. Poniżej tej kwoty firma jest zwolniona ze wszystkiego – z podatków, zusu, sanepidu, kominiarza, koncesji, pozwoleń, przepisów ppoż, bhp, czasu pracy itd. Państwo się nią nie interesuje dopóki coś się nie zdarzy np. zatrucie salmonellą i wtedy mamy normalny sąd, który sądzi oczywiście z paragrafu uszczerbek na zdrowiu a nie złamanie bhp. Więc każdy mógłby otworzyć własną działalność gospodarczą i to minimum sam by sobie zarobił bez żadnej łaski władzy. Trzeba by też oczywiście wyznaczyć graniczny przychód/obrót czy jeszcze inaczej uszczelnić system – zakaz posiadania/współposiadania więcej niż jednej firmy itd. Żeby nie było cwaniaków milionerów na gwarantowanym dochodzie. Ale właśnie tak by mniej więcej wyglądał „libertariański” sposób podejścia do BDG 500+ mieszkanie+ itd. Trzeba dać ludziom wędkę a nie rybę. Ponieważ, zaś, uważam, że Polska znalazła się niebezpiecznie blisko dolnych rejonów gospodarczych przez tzw crony kapitalizm (kapitalizm kolesi), to jeżeli „nie da się” zlikwidować crony kapitalizmu, to niech chociaż poszerzy się krąg jego beneficjentów na wszystkich, nawet jeśli miałyby to być ochłapy. Oczywiście problemem pozostaje granica – czy tylko obywatelom się to należy czy też każdy chętny na świecie może się załapać? I tu widać przewagę rozwiązania libertariańskiego – emigracja mu nie straszna. A wraz z rozwojem gospodarczym można by podwyższać kwotę graniczną. Ech pomarzyć zawsze można. Żeby tylko jakiś polityk poszedł po rozum do głowy… A propos polityków. Właśnie obejrzałem speech Reagana „evil imperium” i tam fajny kawał opowiedział. Jednego dnia umarli ksiądz i polityk, i obaj trafili do Nieba. Po załatwieniu formalności św. Piotr prowadzi ich na kwatery. Najpierw do skromnego pomieszczenia – stół krzesło łóżko szafa. Okazało się że to dla księdza. Polityk zaczął się martwić: „A co w takim razie dla mnie?” Ale św. Piotr zaprowadził go do luksusowego pałacu. Polityk pyta: „Ale dlaczego ja takie coś a ksiądz mały pokoik?” Św. Piotr na to: „A bo księży tu u nas pełno a jeśli chodzi o polityków to pan jesteś pierwszy…” Więc gdyby, któryś polityk chciał pójść do Nieba, to gorąco namawiam do spełnienia dobrego uczynku w postaci wolnościowej wersji dochodu gwarantowanego. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Ludzie zwalczają standard złota, ponieważ wolny handel chcą zastąpić narodową autarkią, pokój wojną, swobody polityczne totalitarną wszechwładzą rządu. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Szydełko
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 2 883,33 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>