Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Mateusz Czyżniewski
Najprzyjemniejszą niespodzianką w trakcie pierwszego roku mojej pracy jako pełnoetatowy wykładowca ekonomii było zaproszenie do poprowadzenia kursu z zakresu wiedzy finansowej. Moi przyjaciele i rodzina zawsze wyśmiewali mnie za chęć utrzymywania temperatury termostatu na poziomie 78°F podczas teksańskich upałów, ale po czasie wygląda na to, że taka ostrożność opłaciła się.
Bieżące wydarzenia pomogły zilustrować tę lekcję, podobnie jak w przypadku ekonomii i wiedzy o państwie.
Wall Street Journal opisał niedawno, jak konsumenci starają się „oszczędzać każdy grosz” na zakupach spożywczych. Niektórzy rozcieńczają środki czystości, a inni nakładają na szczoteczkę pastę do zębów tylko odrobinę.
Wynika to głównie z inflacyjnych skutków zamknięcia gospodarki spowodowanego pandemią COVID19 kilka lat temu. Rosnący protekcjonizm ostatniej dekady dodatkowo zwiększył presję na wzrost cen.
Jest w tym coś niezwykle ironicznego.
W tym stuleciu, decydenci polityczni, eksperci ekonomiczni w mediach i środowisku akademickim nie ukrywali swojego pragnienia wyższej inflacji. Wynika to zarówno z obawy przed deflacją z czasów Wielkiego Kryzysu, jak i przekonania, że rosnący poziom cen pobudza produkcję.
Jest to tylko kolejny przykład tego, jak daleko ta grupa odeszła od podstawowych zasad ekonomii, idąc w kierunku centralnego planowania oraz straciła kontakt z rzeczywistością zwykłego obywatela.
Podstawowy wykres podaży i popytu rzeczywiście pokazuje, że wysokie lub rosnące ceny przyciągają producentów, którzy chcą więcej zarobić. Jednak w normalnych okolicznościach jest to często wynikiem sukcesu kogoś, kto trafił na zysk dzięki nowemu produktowi, a nie decyzji jakiegoś urzędnika w Waszyngtonie.
Przez pewien czas taki innowator ma monopol na rynku, ponieważ jest jedynym producentem nowego produktu. Ponieważ na początku jego działalność jest prawdopodobnie stosunkowo niewielka, podnosi on ceny, aby nie zostać przytłoczonym popytem, a wyższa cena wskazuje również, kto najbardziej ceni ten produkt.
Wysoki popyt powinien również skłonić go do rozpoczęcia długoterminowego planowania ekspansji produkcji a zatem osiągnięcia korzyści skali. To ostatecznie spowodowałoby spadek cen konsumenckich. Nieuchronnie inni przedsiębiorcy dostrzegą okazję do zdobycia nowego zysku.

Przykładem, którego zawsze używam w rozmowach ze studentami, są wszechobecne telewizory z płaskim ekranem.
Kiedy ponad dwadzieścia lat temu kupiłem swój pierwszy telewizor, był to 42-calowy telewizor plazmowy, który kosztował około 2500 dolarów. W filmie Elf (2003) postać Miles Finch chwaliła się nimi. Nie były one tanie.
Po pewnym czasie pojawiło się więcej konkurentów, którzy oferowali to samo za mniejszą cenę, albo oferowali więcej funkcji za tę samą cenę, np. wysoką rozdzielczość lub możliwość korzystania z aplikacji (telewizory smart) itp. Być może nawet i jedno i drugie.
Voila! Obecnie klienci mogą kupić to samo, za co kiedyś zapłaciłem 2500 dolarów, za jedną dziesiątą tej ceny. Wczoraj widziałem pracowników Wal-Martu przewożących 98-calowy telewizor za 1500 dolarów — ponad dwukrotnie większy telewizor za 60% ceny sprzed lat! Ten pozytywny cykl produkcji jest naturalnym wyrażeniem spadku cen.
Większość konsumentów prawdopodobnie z zadowoleniem przyjęłaby taką deflację. Nie dotyczy to jednak elitarnych kręgów, a jest tak z kilku powodów.
Dla porównania, w odwrotnym przypadku, gdy ludzie spodziewają się wzrostu poziomu cen, mają tendencję do kupowania produktów, gdy tylko otrzymają pieniądze, w zasadzie zanim spadnie ich siła nabywcza. Skrajnymi przykładami są Wenezuela lub Zimbabwe.
Nie jest nielogicznym założenie, że w stanie deflacji będzie odwrotnie. Jeśli konsumenci wiedzą, że ceny spadną, wstrzymują się z zakupami. Po co kupować dzisiaj, skoro jutro cena na pewno będzie niższa?
Ale jesteśmy Amerykanami: lubimy kupować dobra — a im szybciej, tym lepiej. Jest to praktycznie udowodnione naukowo. Lubimy kupować tak wiele gadżetów, zabawek i bibelotów, że musimy wynajmować powierzchnię magazynową na nasze rzeczy.
Ile samochodów straciło swoje miejsce w garażu właśnie z tego powodu?
A nawet jeśli wytrzymamy i pojawi się coś w rodzaju deflacji, to na pewno przyniesie to wzrost wartości dolara, co dosłownie pozwoli nam uzyskać więcej dóbr za te same pieniądze. Od dawna czekamy na solidną korektę w tym kierunku.
Aby to się udało, potrzebujemy jednak przywództwa, które przestanie bawić się Amerykanami i nada naszej walucie wartość. Ostatnim razem, gdy dolar miał przynajmniej solidne wsparcie w Waszyngtonie, w latach 80. i 90., doświadczyliśmy solidnego, stałego wzrostu gospodarczego z minimalnymi zakłóceniami. Wyniki, jakie osiągnięto w takich przypadkach (przed 1971 r., w latach 80. i 90.), mówią same za siebie.
Ale oto jesteśmy, tak bardzo stłamszeni przez wyższe ceny, że nawet „tańsze leki generyczne nie odnotowały odpowiedniego wzrostu” popytu. Znajdujemy się w sytuacji, której obawiali się eksperci, ale jesteśmy przez to biedniejsi.
Chociaż nadwyżka konsumenta prawdopodobnie nie zostanie uwzględniona w stosunkowo skróconej lekcji podstaw finansów, to jednak chciałbym o niej wspomnieć. Warto byłoby omówić, co można zrobić z oszczędnościami, tak jak w przypadku telewizorów z płaskim ekranem.
Jeśli jednak dojdą do punktu w życiu, w którym oszczędzają, „używając połowy zalecanej ilości proszku do prania”, będą już wiedzieć, że więcej płaskich ekranów kupić nie mogą.
Źródło ilustracji: Pixabay
