Źródło: aier.org
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Bitcoin prezentuje się inaczej dla każdego, kto go obserwuje — trochę tak jak w przypowieści o ślepcu i słoniu.
Dla ekonomistów jest on podrzędnym środkiem wymiany, ponieważ podaż bitcoina nie może być dostosowywana do popytu.
Dla organów regulacyjnych jest zaś podstępnym sposobem na pranie brudnych pieniędzy i unikanie płacenia podatków.
Dla szerszej publiczności Bitcoin przypomina coś na kształt bękarta spekulantów finansowych i preppersów bełkoczących coś o technologii. Stąd brak zainteresowania ze strony większości ludzi
W książce Resistance Money: A Philosophical Case for Bitcoin, autorstwa Andrew Baileya, Bradleya Rettlera i Craiga Warmke, problemem zajęli się filozofowie. Trio, jakim są profesorowie z Yale-NUS, University of Wyoming i Northern Illinois University, uznaje problematykę bitcoina za najważniejszy temat badawszy i w konsekwencji tego zrezygnowało z realizacji wszystkich innych programów badawczych. Po kilku pierwszych artykułach i raportach badawczych (dostępnych tutaj, tutaj i tutaj) — w tym, by uchylić rąbka tajemnicy, warsztatach AIER sponsorowanych przez Bitcoin Policy Institute — oczywistym było, że napisanie książki jest czymś nieuniknionym
„To zdecydowanie najtrudniejszy i najważniejszy projekt intelektualny, jaki kiedykolwiek ukończyłem” — powiedział Bailey kilka miesięcy temu na temat książki, która ukazała się w tym tygodniu nakładem wydawnictwa akademickiego Routledge. Jest to poważna i rzetelna książka, przystępna dla początkujących i tych, którzy jeszcze nie przekonali się do bitcoina jako lekarstwa na każdą bolączkę społeczeństwa.
Bitcoin to, przytaczając słynne słowa Johna Olivera, „wszystko, czego nie rozumiesz o pieniądzach, połączone ze wszystkim, czego nie rozumiesz o komputerach”. Niektóre wyjaśnienia techniczne są tu niezbędne, ale czytelnik nie jest narażony na lawinę technicznego bełkotu ani okrzyków jego nachalnych sprzedawców.
Autorzy otwarcie przyznają, że posiadają bitcoina i uważają, że jest on pożyteczny dla świata. To stwierdzenie nie powinno umniejszać ich wielu merytorycznych argumentów. Podejście oparte na spojrzeniu na finansowanie lub motywacje finansową i odpowiednie odrzucenie argumentów jest leniwe: „Z pokorą stwierdzamy, że krytyka zakładająca, iż btcoin jest oszustwem nie ma żadnego uzasadnienia. Opowiadamy się za bitcoinem, ponieważ po latach badań uwierzyliśmy w niego. Nie studiowaliśmy jednak problematyki bitcoina latami tylko dlatego, ponieważ jesteśmy właścicielami jego jednostek”. Dlatego też „nasze argumenty obronią się same”.
A argumentów broniących się jest w tej książce mnóstwo. Autorzy nie przeceniają swoich zdolności, tak jak wielu użytkowników bitcoinów ma to w zwyczaju robić, leczod razu przedstawiają swoją argumentację:
„Wbrew nadziejom wielu zagorzałych zwolenników bitcoina, nie zakończy on wojny, nie przywróci tradycyjnego modelu rodziny, ani nie naprawi rynku nieruchomości. Nie poprawi on też poziomu odżywienia, nie zainspiruje powrotu do sztuki w stylu renesansowym, ani nie ożywi XIX-wiecznej architektury. Bitcoin nie naprawia wszystkiego. Naprawia kilka rzeczy — a popsuje kilka innych”.

Oczywisty przestępca
Prawdą jest to, co wiele osób uważa o bitconie: używają go przestępcy. Są to bojownicy o wolność, a także ci, którzy są odcięci od globalnego systemu monetarnego, to jest ludzie, którzy nie mogą z przyczyn prawnych czy zwyczajowych korzystać z klasycznego systemu finansowego. Bitcoin służy rosyjskim lub nigeryjskim dysydentom próbującym korzystać z środków finansowych. Służy On afgańskim kobietom żyjącymi pod patriarchalnymi rządami Talibów. Jest używany przez uchodźców, próbujących przekroczyć granicę z nienaruszonymi aktywami (finansowymi). Pomaga również mieszkańcom Zachodu, próbującym uciec przed najgorszymi konsekwencjami inflacji. Jest on aktywem dla sprzedawców marihuany, których działalność jest legalna w stanach, ale która jest nielegalna na poziomie federalnym (i dlatego też nie mogą skorzystać z systemu bankowego będącego pod silną, scentralizowaną kontrolą).
Wszystkie powyższe zastosowania sprowadzają się ostatecznie do jednej głównej aplikacji, niczym poszczególne części ciała słonia. Istotą pieniądza jest możliwość wykorzystania go do transakcji między nieprzyjaciółmi, którzy w inny sposób nie mogą sobie zaufać lub zmusić się nawzajem do danego zachowania (Przyjaciele mogą korzystać z kredytowania i przysług). Jest to instrument finansowy stosowany na okaziciela, niewymagający identyfikacji użytkownika, konta bankowego ani zgody władcy.
„Bitcoin”, piszą Bailey, Rettler i Warmke w mocny i zwięzły sposób, „(...) jest pieniądzem oporu”. To pieniężny sposób na rezygnację z uczestnictwa w systemie, na ominięcie przeszkód. Nic dziwnego, że spodobał się także przestępcom.
„Resistance Money" nie jest książką libertariańską, opiewającą w argumenty o charakterze wolno rynkowym skierowanym na rzecz bitcoina, czy rozprawiającą o upadającym dolarze. Takie książki już istnieją. Trio, które zdecydowanie nie uważa się za libertarian, próbuje zamiast tego stworzyć coś szerszego. Badają nie to, co bitcoin niszczy jest warte zniszczenia, ale „czy powinniśmy przedkładać istnienie świat az bitcoinem nad świat bez bitcoina". Robią to rozważnie i dokładnie, używając filozoficznego narzędzia, jakim jest zasłona niewiedzy Johna Rawlsa.
Zakładając, że nie wiesz, kim jesteś, w jakim kraju się urodziłeś i jakie są twoje umiejętności, zainteresowania i możliwości (to jest próba pozbawienia Czytelników ich przywilejów pieniężnych i finansowych) — czy nadal popierałbyś istnienie bitcoina?
Opierając się na zasłonie Rawlsa, autorzy starają się jak najbardziej zbliżyć do możliwej do akceptacji argumentacji na rzecz bitcoina. Jest to jednocześnie godne podziwu i wartościowe. Niezauważanie problemu cenzury i ucisku finansowego jest równoznaczne z przekonaniem, że tylko Źli Ludzie™ wchodzą w konflikt z (życzliwymi) władzami. W rzeczywistości „dobrzy ludzie też często są cenzurowani”.
Autorzy książki proszą więc o szersze i głębsze spojrzenie na wszystkie aspekty problemu: „Jeśli możesz wyobrazić sobie sytuację, , w której będziesz potrzebować pieniądza oporu lub będziesz musiał nauczyć kogoś innego jak z niego korzystać, mądrze byłoby nauczyć się obsługi bitcoina". Taka jest rzeczywistość dla około czterech miliardów ludzi, którzy żyją pod rządami rządów autorytarnych, ograniczających, porywających, uciskających lub w inny sposób karzących dysydentów za robienie lub mówienie rzeczy niewłaściwych z perspektywy tychże rządów. Pieniądze wolności, używane przez ich użytkowników i odporne na przechwytywanie, identyfikację i cenzurę, nie obalają niesprawiedliwych praw ani nie sprawiają, że źli władcy odchodzą — ale prawie nic innego tego nie robi, więc takie porównanie jest niesprawiedliwe. Korzystanie z bitcoina sprawia, że wydawanie i przenoszenie pieniędzy jest znacznie trudniejsze dla takich władców do zablokowania.
To oczywista poprawa, korzyść dla ludzkości. Bitcoin to pieniądz wolności, szansa ucieczki spod ciężkiego buta tyrana. W świecie rzeczywistym, za zasłoną, mamy zatrważająco duże szanse na bycie jedną z takich osób.
Mimo to, powyższe ramy stanowią zbyt nisko zawieszoną poprzeczkę . Dla ekonomisty jest to z pewnością konstrukcja mało wymagająca: rozszerzenie zbioru decyzji i dostępnych możliwości może przynieść mniej lub bardziej korzystne korzyści użytkownikom (czyli niezależność od alternatyw niezwiązanych). Więcej opcji oznacza więc, że jest lepiej. Biorąc pod uwagę zróżnicowane preferencje indywidualne i okoliczności, sytuacja na świecie, w którym istnieje bitcoin, jest dla niektórych bardziej korzystna. Trywialnie więc jest stwierdzić, że dla tych ludzi lepiej jest mieć dostęp do bitcoina niż go nie mieć.
Świat, w którym istnieje bitcoin wiąże się także z pewnymi kosztami. Istnieje pewien zakres możliwości prania pieniędzy, wymuszeń z użyciem ransomware i wyprowadzania dochodów rządowych poprzez opodatkowanie i rentę emisyjną, które nie miałyby miejsca, gdyby bitcoin nie został wynaleziony (może lepiej powiedzieć, odkryty...). Autorzy przyznają, że takie rzeczy, w zakresie w jakim są możliwe dzięki bitcoinowi, są niekorzystne dla świata. Ale nie stanowią „poważnego zagrożenia dla ogólnych korzyści netto bitcoina dla świata”.
Do pewnego stopnia, Resistance Money jest naturalną kontynuacją książki Money and the Rule of Law Alexa Saltera, Pete'a Boettke i Dana Smitha. „W odniesieniu do instytucji monetarnych”, piszą Bailey, Rettler i Warmke, „bitcoin wprowadza rządy prawa do świata pieniądza oraz jest atrakcyjną alternatywą i opcjonalnym pieniądzem, szczególnie dla miliardów, którzy cierpią z powodu złej polityki monetarnej władz”.
I autorzy są też dość radykalni, jeśli chodzi o implikacje tej instytucji monetarnej:
„Bitcoin to instytucja monetarna, której celem jest przewidywalność i radykalna dezintermediacja. Istnieje nie po to, by dążyć do stabilności cen lub pełnego zatrudnienia, ale po to, by całkowicie wyeliminować potrzebę centralnych twórców pieniądza, mediatorów i menedżerów”. Potrzebujemy poważnych książek o pieniądzach i bitcoinie. Resistance Money taką właśnie książką jest.
Źródło ilustracji: Pixabay
